niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 32 "-Słyszałaś...Po jutrze do studia."

Chłopak usiadł na łóżku i nie patrzył na mnie.Spoglądał przez szybę,smutno i z tęsknotą.
-Karolina...Ja nie jestem z Gomez.
-Mhmm...Jeśli ty nie jesteś z nią to ja nie lubię pizzy.-powiedziałam chamsko i założyłam ręce na piersi przekładając ciężar ciała na jedną nogę.
-Karolina!Mówię poważnie!
-Nie musisz się mi z niczego tłumaczyć!Nie jesteśmy już razem więc problem z głowy.-wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodenek telefon.-Jeśli nie chcesz mnie odwieźć dzwonię po Miłosza.-wybrałam numer brata i już miałam naciskać zieloną słuchawkę kiedy Justin wyrwał mi telefon z ręki.
-Proszę wysłuchaj mnie...-spojrzał błagalnie podnosząc się z łóżka.
-Oddaj mi telefon.-powiedziałam oschle patrząc na urządzenie w jego dłoni.
-Karli!Wysłuchaj mnie,błagam!-stanął niebezpiecznie blisko mnie,zrobiłam krok w tył patrząc w podłogę.
-Masz 2 minuty.Radzę się pośpieszyć.-powiedziałam chamsko.Tak naprawdę nie chciałam go słuchać.Jedyne co chciałam to wygadać się Miłoszowi i RiRi.Potrzebowałam rozmowy z nimi.
-Do obu z was coś czuję...Ale nie wiem do której coś więcej.Nie chcę stracić żadnej z was.Nie potrafię wybrać.To Selena zaproponowała randkę a ja się zgodziłem bo chciałem z nią spróbować jak to jest z kimś innym.Jednak cały czas coś do ciebie czuję.-powiedział smutno a ja zmrużyłam oczy i nie mogłam tego pojąć jak mógł mnie tak potraktować.
-Jesteś żałosny...-wyrwałam mu telefon z ręki i odwróciłam się wychodząc z pomieszczenia.-Teraz już nie musisz wybierać.O mnie możesz zapomnieć.-zbiegłam po schodach na dół i wybiegłam z budynku.Wybierałam numer do Miłosza ale nie odbierał.-Kuźwa...-zaklęłam biegnąc przed siebie.-Miłosz no...-wybrałam drugi raz i drugi raz nic.DJ.W moich myślach pojawił się przyjaciel któremu ostatnio rodzice kupili auto ponieważ zdał na prawko.Od razu wybrałam do niego numer a ten odebrał.-DJ!-ucieszyłam się zwalniając trochę tempo.
-Karo?!Co się dzieje??-był zaniepokojony.
-Musisz mi pomóc.Przyjedź po mnie do Biebera...-powiedziałam szybko.-Do tego jego nowego domu.
-Już jadę.Ale co się stało?!
-Wytłumaczę ci jak już przyjedziesz.-zobaczyłam jakiś przystanek autobusowy.-Będę siedziała na przystanku.-powiedziałam i się rozłączyłam.Gdy dobiegłam do miejsca usiadłam na ławeczce i starałam się ustabilizować oddech.Po jakiś 20 minutach podjechało białe Ferrari.
-Możesz z łaski swojej nie robić takich scen.-Bieber wysiadł z ustał i stanął przede mną.
-Weź się odwal...Popatrz na siebie,bo gorszy nie jesteś...-odszczeknęłam i spojrzałam w lewą stronę wyczekując niebieskiej Mazdy.-Możesz wracać do tego swojego idealnego życia...
-Karolina ty słyszysz co mówisz??Wsiadaj do auta.-powiedział stanowczo.
-Wsiądę.Ale nie do twojego.-wstałam z ławeczki bo w tamtej chwili podjechał mój przyjaciel.Cieszyłam się że tak szybko udało mu się mnie znaleźć.Szybko wskoczyłam do samochodu DJ'a a ten patrząc na Biebera zawrócił.W drodze do mojego domu opowiedziałam wszystko przyjacielowi.Wyżaliłam się i opowiedziałam wszystkie uczucia.DJ nic nie mówił od czasu do czasu tylko mruknął coś pod nosem a ja to olewałam.Wiedział że potrzebuję się po prostu wygadać.Gdy dojechaliśmy przed mój dom pożegnałam się z przyjacielem dziękując mu co pomoc i za to że chciało mu się o pierwszej w nocy odbierać telefon i jechać po mnie.Byłam mu cholernie wdzięczna.W domu było ciemno więc zdjęłam trampki i pobiegłam do siebie do pokoju.Byłam cała zapłakana i zmęczona.Wzięła szybki prysznic a później przebrałam się w piżamę i po umyciu zębów poszłam do łóżka.Próbowałam zasnąć jednak przez cały czas myślałam o tym co mogłoby się stać gdyby nie Justin...
-Ka!-ktoś wydarł mi się do ucha a ja spadłam z łóżka.Było wcześnie rano.
-Ała...-jęknęłąm i po chwili w mojej głowie analizowałam do kogo należał głos.
-RiRi!-krzyknęłam uradowana i wskakują na łóżko przytuliłam się do przyczółki.Ta się śmiejąc odwzajemniła uścisk.-Perfidnie mnie obudziłaś...-mruknęłam cały czas ją ściskając.
-Stęskniłam się za moją ulubioną młodą artystką...-powiedziała gdy już siedzieliśmy na łóżku.Ja zmroziłam ją tylko wzrokiem i ziewnęłam.-Pakuj się a nie tutaj zasypiasz...
-E??Po co??
-Zabieram cię do siebie.Do LA.-powiedziała uradowana.
-Żartujesz??-spojrzałam na nią z niedowierzaniem a ta zaprzeczyła ruchem głowy.
-Masz 2 godziny na spakowanie się,zabranie wszystkich potrzebnych rzeczy.Nie zabieraj za dużo ciuchów bo zabieram cię w LA na ogromniaste zakupy.-powiedziała wstając i otworzyła moją szafę.-Hmmm.To nie.To tak.To tak,tak,tak.-mówiła rzucając ciuchy na moje łóżko.
-Ri??Nie wezmę tylu sukienek.Zwariowałaś??-spojrzałam na nią niepewnie.
-Musisz ładnie wyglądać...W końcu paparazzi są wszędzie.Idź zrobić sobie jakiś make up bo wyglądasz strasznie.-powiedziała się śmiejąc.Zeskoczyłam szybko z łóżka i wpadłam do łazienki.
-Super...Jak ja mam ukryć te wory pod oczami??-zapytałam ironicznie a RiRi weszła do łazienki z ciuchami.
-Masz...Teraz się wykąp i ubierz a później się tobą zajmę.-położyła mi ciuchy i wyszła z łazienki zamykając drzwi.-Spakuję cię tylko powiedz gdzie masz torbę?!
-Pod łóżkiem!-odkrzyknęłam z uśmiechem na ustach.Szybko się wykąpałam a później dokładnie wytarłam i ubrałam w ciuchy przygotowane przed przyjaciółkę.Powiedziałam że może wejść żeby pomóc mi zakryć te cienie pod oczami.Szybko się z tym uwinęłyśmy.-Czekaj.Czekaj.Rodzice?Bilet?
-Rodzice się zgodzili.Bilet ja ci kupiłam.-powiedziała zakładając nogę na nogę,siedziała zadowolona na łóżku a moja walizka była spakowana.Wzięłam swoją torbę i spakowałam do niej wszystkie potrzebne rzeczy.Spakowałam swojego laptopa do pokrowca i włożyłam do torby.Gdy stwierdziłam że wszystko mam zaszłyśmy na dół.Mama przez 30 minut gadała że mam uważać na siebie i wgl.Jak to zawsze mamy...Miłosz mówił że będzie mu mnie brakowało ale jednak przyda mu się taka odwykówka od siostry.
-Dzięki wielkie...-powiedziałam znudzona i uderzyłam go w ramie a ten się jeszcze bardziej uśmiechnął.Mój ojciec poszedł zanieść moją walizkę do wynajętego przez RiRi samochodu.Gdy pożegnałyśmy się ze wszystkimi i rodzice dali mi kasę wsiadłyśmy do auta.Kierował jak zwykle ochroniarz mojej przyjaciółki.Dopiero w samochodzie przyjeżdżałam się Rihannie a później spojrzałam na siebie.
-Czemu ty lepiej wyglądasz,hm??
-Oj nie przesadzaj...Wyglądamy obie tak samo dobrze.-powiedział to z cwaniackim uśmieszkiem.Wywróciłam tylko oczami i się zaśmiałam pod nosem.Nie przeszkadzało mi to jak wyglądam ponieważ czułam się dobrze i było mi wygodnie.Przez podróż samochodem cały czas pisałam ze znajomymi o tym że jak na razie wyjeżdżam.Martwili się o mnie ale z jednej strony cieszyli że będę z Rihanną z daleka od Biebera i Josha.-Jesteśmy,kochana.-powiedziała a samochód zaparkował przed wejściem do budynku.-Trzymaj się blisko.Najlepiej złap mnie za rękę.-powiedziała z uśmiechem wychodząc z auta.Założyłam torbę na ramię i okulary na nos a później wysunęłam się z samochodu.Złapałam RiRi za rękę jak kazała i z uśmiechami na twarzy weszłyśmy do środka.Nasze walizki wzięli ochroniarze który czekali już na miejscu.Przeciskaliśmy się przez tłumy aż wreszcie udało nam się dotrzeć do udzielnych bramek.Szybko i bez żadnego problemu przepuścili nas już na drugą stronę lotniska.Cały czas gadałyśmy o jakiś głupotach i plotkowałyśmy na temat chłopaków.Rihanna szła pewnie z uśmiechem na ustach trzymając mnie pod rękę.Wszyscy robili zdjęcia i krzyczeli.Gdy znaleźliśmy się przy okienku aby dać do sprawdzenia bilety i paszporty podbiegła do mnie jakaś dziewczynka i poprosiła o autograf.Wyciągnęła przede mnie gazetę na której było moje zdjęcie jak stałam przed szkołą naprzeciwko Justina.
-Jak ci na imię??-spojrzałam na nią z uśmiechem biorąc od niej marker i czasopismo.
-Lisa.Jestem twoją wielką fanką.-uśmiechnęła się nieśmiało a ja napisałam na gazecie "Dla Lisy,mojej pierwszej fanki.Karolina Lisowska." . Byłam zdziwiona całą tą sytuacją ponieważ nie byłam sławna...-Dziękuję.-powiedziała i biegnąc do mamy pomachała mi.Do prywatnego samolotu podjechałyśmy czarnym terenowym autem.Nie byłam nieprzyzwyczajona do takich nawyków dlatego trochę głupio się czułam.Pokład samolotu był bardzo ekskluzywny.Roześmiane usiadłyśmy i RiRi od razu włączyła telewizor.
-Jest teraz program Ellen,oglądamy??-zapytała przełączając na kolejny kanał.
-Pewnie.-uwielbiałam Ellen i jej program.Przyjaciółka przełączyła na właściwy kanał i moim oczom ukazał się Bieber, siedział uśmiechnięty w fotelu.
-Ehm...Może przełączę??-spojrzała na mnie nie pewnie.
-Niee...Jest ok.Nic mi nie jest.-posłałam jej sztuczny uśmiech.
-No więc Justin...Co nam powiesz o tym zdjęciu?-powiedziała Ellen a na ekranie za nimi ukazało się zdjęcie.
-To ładne zdjęcie.-powiedział głupio się uśmiechając.
-Wiesz dobrze że nie o tym mówię...
-Wyszliśmy parę razy...Ponieważ mamy razem trasę.-powiedział z lekkim grymasem na twarzy.
-Ale chyba lubisz jej towarzystwo??
-Eh...Ujdzie.
-Wolisz towarzystwo Karoliny??-spojrzała na niego z uśmiechem a ja byłam ciekawa tego co odpowie.
-Tak i to nie podlega żadnej dyskusji...Jednak zachowałem się jak dupek i nie mam już szans.-powiedział spuszczając wzrok.
-To prawda że zerwała z tobą dlatego że umawiałeś się z Seleną za jej plecami??-Ellen zadała kolejne pytanie a chłopak tylko przytaknął głową.-Co czujesz??
-Pustkę...-powiedział bez namysłu.-Strasznie mi jej brakuje.Ale nawet nie mam jak jej tego wytłumaczyć ponieważ nie odbiera ode mnie telefonów.-był strasznie smutny.
-Więc żeby zakleić tą pustkę umawiasz się z Seleną??
-Ni...Tak.-powiedział zły.Rozmawiali później o planach Justina i jego koncertach.Nie za bardzo słuchałam ponieważ moje myśli zatrzymały się na części o zaklejeniu pustki.Rihanna widząc moją minę i zaszklone oczy postanowiła poprawić mi humor lodami.Czekałyśmy góra 2 minuty aby nam je przynieśli.Ja miałam waniliowe a RiRi wzięła orzechowo-czekoladowe.Rozmawiałyśmy o tym że RiRi ma jutro galę i musi się na niej pokazać.
-I jak się ubierasz??
-Jeszcze sama nie wiem.Więc dzisiaj pójdziemy na zakupy i pomożesz mi coś wybrać.-powiedziała z uśmiechem.-No i oczywiście dla ciebie też coś kupimy.
-Dla mnie?-wywaliłam oczy na przyjaciółkę.
-No przecież nie zostawię cię samej.Idziesz ze mną.
-Nieee...Ja się tam nie pokażę.-powiedziałam stanowczo oblizując łyżeczkę.
-Nie pójdziesz ze swoją przyjaciółką??-spojrzała oczami zbitego pieska a ja wymiękłam.
-Jesteś okropna...Jak tak możesz manipulować.-oparłam się zrezygnowana na fotel a moja przyjaciółka uśmiechnęła się zwycięsko.
-Czyli idziesz??
-Mam inne wyjście??
-Hmmmm...Nie.-powiedziała dumnie.Po paru minutach powiadomiono nas że za 10 minut będziemy na miejscu.Przez ten czas rozmawiałyśmy o tym jakie sukienki chcemy.Na lotnisku czekał na nas Chris z jego ochroniarzami.-Hej kochanie.-moja przyjaciółka dała buziaka swojemu chłopakowi a ten mocno ją przytulił.
-Hej Chris.-przywitałam się z mężczyzną.
-Siemka Ka.Jak się czujesz?
-Chris...-RiRi go uderzyła lekko w ramię gdy już siedzieliśmy w samochodzie.
-Nie.Spoko Ri...Jakoś leci.
-Nie podoba mi się to co odwalił młody.-powiedział zły Brown tak jakby odpowiadał z Biebera.Droga do domu Rihanny minęła bardzo szybko.Weszłyśmy do pierwszej części salonu a później do drugiej.Do kuchni tylko zajarzyłyśmy a później pobiegłyśmy na górę.
-To jest moja sypialnia.-pokazała rękę otwierając drzwi do pomieszczenia.-A tutaj jest twoja.-otworzyła drzwi obok i wpuściła mnie do środka.
-Wow...Ale tu super.-rozejrzałam się po pomieszczeniu z uśmiechem.
-Będziesz mogła do mnie przylecieć kiedy tylko będziesz chciała i ten pokój zawsze będzie twój.Więc możesz go przemalować i urządzić jak tylko chcesz.-uśmiechnęła się opierając o framugę drzwi.
-Dziękuję.-podeszłam do niej i się mocno przytuliłam.
-Oh....A teraz chodź zobaczyć taras...-powiedziała i złapała mnie za rękę ciągnąc za sobą.Zbiegłyśmy po schodach i ominęłyśmy Chrisa który grał na konsoli.Wyszłyśmy na dwór a ja szeroko otworzyłam oczy.
-Ehm...-nie wiedziałam co powiedzieć.Uwielbiałam pływać i chciałam jak najszybciej wskoczyć do wody.Spojrzałam proszącym wzrokiem na przyjaciółkę która wiedziała idealnie o co mi chodzi.
-Nie.Nie.Nie.Idziemy teraz na zakupy.-powiedziała i wróciła do budynku.Z minką zbitego psa poszłam za nią i usiadłam obok Browna na kanapie.Złapałam za drugi dżojstik i przyłączyłam się do gry.Były to wyścigi samochodami na śmierć i życie.Lubiłam grać w takie gry.
-Ej...Jesteś świetna.-powiedział ze zdziwieniem Chirs.
-E tam...Nawet za bardzo się nie przykładam.-powiedziałam od niechcenia.Chłopak tylko na mnie spojrzał i pokręcił głową.
-Ej!Nie będziesz teraz grać!-powiedziała RiRi i pociągnęła mnie za rękę.Zaśmiałam się tylko i poszłam za przyjaciółką.
-Dokończymy to później!-krzyknęłam gdy już byłyśmy w drzwiach.Roześmiane wsiadłyśmy do auta Rihanny.Rozmawiałyśmy o tym że gala jest o 21.00 ale musimy być godzinę wcześniej na zdjęcia.W centrum handlowym byłyśmy po 15 minutach i z uśmiechami na ustach weszłyśmy do pierwszego sklepu z sukienkami.Rihanna przymierzyła chyba z 10 a ja nie mogłam się na żadną zdecydować.Przeszłyśmy tak przez parę sklepów i RiRi miała już 3 a ja nadal nic.W kolejnym nareszcie coś wybrałam.
-I jak??-zapytałam wychodząc z przymierzalni w jednej z sukienek.Była to długa,zielona,prosta sukienka wiązana na szyi.
-Nie.-powiedziała stanowczo moja przyjaciółka więc wróciłam do pomieszczenia i ubrałam następną.Ta była czarna,do kolan,trzymająca się na biuście i była cała w czerwone grochy.-Nie.-powiedziała a ja powtórzyłam czynność.-Wow...Ta jest idealna!-powiedziała podekscytowana i do mnie podeszłam.-Uuuu dziewczyno...
-Heh naprawdę dobra??
-Świetna.-powiedziała z ogromnym uśmiechem.Przez następne dwie godziny wybierałyśmy buty.Ja wybrałam od razu jednak piosenkarka zastanawiała się albo nad białymi albo nad jakimiś innymi.W końcu zdecydowała się na obie pary.Po 5 godzinnych zakupach wróciłyśmy do domu.
-Więcej kupić się nie dało??-zaśmiał się Chris biorąc torby od swojej dziewczyny.-Dobrze że do samochodu ci się te torby zmieściły...Ka jakoś potrafiła zdecydować się na jedną.
-Ale śmieszne...Naprawdę.-powiedziała znudzona i wzięła kolejne torby z samochodu.Pobiegłam szybko do swojego pokoju,torby zostawiłam przy drzwiach a potem rzuciłam się na łóżko.Było tak wspaniale,czułam się idealnie.
-Podoba się??-zapytała moja przyjaciółka wchodząc do pokoju.
-Nawet nie wiesz jak bardzo...
-Chcesz pokazać Justinowi że to naprawdę koniec??-spojrzała widząc że mój telefon znów dzwoni i że na ekranie wyświetla się jego numer.Usiadłam zaciekawiona jej pomysłem i przytaknęłam głową.-Zaśpiewaj to i wrzuć na youtube.-powiedziała podając mi gitarę i laptopa.
-Co?? Ale niby co miałabym zaśpiewać??-złapałam za instrument a Ri włączyła program do nagrywania.
-Hmmm może cover Duffy?? Warwick Avenue??-spojrzała wstając.
-Może i rzeczywiście masz rację...Podoba mi się ten pomysł.-uśmiechnęłam się i włączyłam wszystko a później zaczęłam grać i śpiewać.Gdy już wszystko ładnie obrobiłam wrzuciłam gotowy filmik na youtube.Byłam zadowolona z tego jak to wyszło więc z laptopem w ręku pobiegłam do RiRi i Chirsa którzy siedzieli w kuchni.-Chcecie coś zobaczyć??
-Pewnie.-powiedziała entuzjastycznie moja przyjaciółka.Ja puściłam im filmik i z uśmiechem usiadłam obok.Oboje wsłuchiwali się z zamkniętymi oczami.Gdy już filmik dobiegł końca Chris spojrzał na mnie spojrzeniem bez uczuć.Bałam się tego co powie.
-Zaśpiewaj to na żywo.-szepnął tylko znów zamykając oczy.Zaczęłam śpiewać tak jak prosił i gdy zaśpiewałam kawałek przestałam niepewna.-I ty twierdzisz że nie potrafisz śpiewać tak??-spojrzał na mnie z udawaną złością.-Po jutrze zabieramy ją do studia.-powiedział Chrs do RiRi wstając a ta przytaknęła głową.-Ja lecę...Idę się przygotować na galę.-pocałował piosenkarkę w głowę a do mnie wyciągnął rękę i przybiliśmy sobie specyficzną piątkę.
-Słyszałaś...Po jutrze do studia.Poznamy cię z naszymi managerami i coś się skombinuje.
-Hej! Ja nie powiedziałam że chce być sławna!
-Kochanie...Nie możesz marnować talentu.Przynajmniej zobacz jak jest w studio,jeśli ci się spodoba to znaczy że jesteś do tego stworzona a jeśli nie to cię zostawię w spokoju.-powiedziała i wstała z krzesła kierując się do salonu.
-Obiecujesz??
-Przysięgam.-powiedziała posyłając mi szczery uśmiech a ja pobiegłam do siebie.Uwielbiałam tamten pokój.Był dla mnie stworzony.
________________________________________________________________________
Wow! Pod poprzednim rozdziałem było więcej komów niż prosiłam! Dziękuję Wam! Daliście radę ;) Gratuluję.Oto obiecany  rozdział i mam nadzieję że się spodoba :P Proszę o opinię.
Następny dodam pewnie we wtorek wieczorem ale nic nie obiecuję.Tym razem nie wymagam od Was jakiejś liczby komanetarzy ;) Jednak bardzo bym chciała abyście komentowali...To dla mnie ważne bo wtedy widzę że jest ktoś kto to czyta :D
Miłego rozpoczęcia tygodnia :* Ja siedzę w domu jutro i po jutrze :D
-Patryś

sobota, 16 marca 2013

Rozdział 31 "Po co obchodzisz się mną."

-Tak.Też tak myślę.-powiedział pewnie Josh ścinając Biebera wzrokiem.-Ej słuchaj Kari.-zwrócił się do mnie patrząc z uśmiechem.-Mój kumpel organizuje dzisiaj imprezę, może miałabyś ochotę ze mną pójść??-spojrzał łobuzersko się uśmiechając.
-Mmm...Podoba mi się ta myśl.-uśmiechnęłam się szeroko widząc kontem oka jak JB mi się przygląda smutno.-Chodź jedziemy już.Moja mama chciała byś dzisiaj zjadł z nami obiad.-powiedziałam uśmiechając się szeroko.Nie kłamałam.Moja mama naprawdę zaprosiła Josha na obiad, w momencie kiedy żegnałam się z nią dzisiaj rano.Chłopak się zdziwił a po chwili szeroko uśmiechnął.
-Przedstawisz mnie swojej mamie...Uuu...-zaśmiał się a ja uderzyłam go lekko w głowę.
-Głupek.-uśmiechnęłam się a później wyswobodziłam z jego uścisku.Chłopak pokręcił z uśmiechem głową i wsiadł na motor.Usiadłam za nim i przytuliłam się do niego.
-Wiesz że on jest o ciebie cholernie zazdrosny??-szepnął w moją stronę odpalając silnik.
-Niech będzie...Niech żałuje że mnie stracił.-powiedziałam mu do ucha uśmiechając się zadziornie.Chłopak odjechał z piskiem opon z podjazdu a ja zachichotałam.Nie bałam się.W mgnieniu oka znaleźliśmy się przed moim domem.
-Na pewno mam tam wejść??-spojrzał na mnie niepewnie.
-A co boisz się??-zaśmiałam się stając obok chłopaka który cały czas siedział na motorze.
-Pfff...Nie??
-To w takim razie chodź.-powiedziałam odwracając się do drzwi.Słyszałam że chłopak coś marudził pod nosem więc się uśmiechnęłam lekko i otworzyłam drzwi.-Mamo!Już jesteśmy!-wpuściłam Josha a później zamknęłam drzwi.Moja rodzicielka odkrzyknęła żebyśmy poszli do salonu gdzie już obiad czekał.Skierowaliśmy się do wskazanego pomieszczenia gdzie siedziało już moje rodzeństwo.-Josh...To moja siostra Amelia.-pokazałam na siostrę która sztucznie się uśmiechnęła,jak to ona.-Jędzo to mój kolega Josh.-pokazałam na chłopaka który zaśmiał się pod nosem.Usiedliśmy i poczekaliśmy aż mama poda do stołu.Gdy weszła do pomieszczenia uśmiechnęła się do chłopaka który wstał z grzeczności.Moja mama postawiła talerze na stole i cały czas przyglądała się mojemu koledze.
-Jestem Josh i dziękuję za zaproszenie.-przywitał się obdarowując moją mamę pięknym uśmiechem.
-Jestem Kamila a to mój mąż Łukasz.-pokazała na mojego ojca który akurat wchodził do pomieszczenia.Rodzice stanęli obok siebie i popatrzyli to na mnie to na Josha.
-Możemy już jeść??-zapytałam znudzona tą całą sytuacją.Moja mama skarciła mnie tylko wzrokiem.Wszyscy już usiedli i dopiero wtedy zauważyłam że są dwa wolne nakrycia.Spojrzałam na mamę pytająco a ta blado się uśmiechnęła.Nie wiedziałam co myśleć,spojrzałam zaniepokojona na mojego kolegę a ten odwzajemnił moje spojrzenie.Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę.-powiedział Miłosz i za chwilę go nie było.-Siema.-przywitał się z kimś.-Dzień dobry.-po chwili do salonu wszedł Miłosz,za nim Pattie i na końcu Justin.Od razu byłam wkurzona.Josh widząc moją reakcję złapał mnie za dłoń i lekko ją ścisnął patrząc na mnie.
-Mamo??-zapytałam zła spoglądając na moją matkę która wstawała z uśmiechem aby przywitać się z jej przyjaciółką.-Zajebiście...-powiedziałam zła patrząc w drugą stronę.
-Karolina!Wysławiaj się.-skarcił mnie mój ojciec a ja posłałam mu zabójcze spojrzenie.
-Cześć Pattie.-posłałam uśmiech mamie mojego byłego a na Biebera nawet nie spojrzałam.
-Hej Karli.Jak się masz??-zapytała siadając.Ja wzruszyłam tylko bezinteresownie ramionami.Przede mną musiał usiąść nie kto inny jak Justin.Wszyscy zaczęliśmy jeść a ja cały czas byłam wkurzona.Josh co chwila szeptał mi jakieś głupie teksty i dzięki temu się uśmiechałam.
-Dziękuję,było wyśmienite.-powiedział mój kolega uśmiechając się do mojej mamy.
-Dziękuję,było wyśmienite.-Justin zaczął go przedrzeźniać głosem małej dziewczynki.
-Justin...-skarciła go Pattie.
-Co?-spojrzał na nią,widać było że jest wkurzony.
-Nie.-wstałam.-Ja nie dam rady.-skierowałam się do kuchni.
-Ja do niej pójdę.-powiedział Josh.
-To moja dziewczyna więc się odwal od niej.-Justin od razu zareagował i zaraz stał obok mojego kolegi.Chłopacy byli tego samego wzrostu.Stanęli na przeciwko siebie i zmierzyli się wzrokami ściskając pięści.
-To nie jest już twoja dziewczyna...-syknął Josh.-Zostaw ją w spokoju.
-Ty się lepiej nie wysuwaj...No powiedz wszystkim czemu nie mieszkasz już w Londynie.-powiedział pewny siebie Bieber,wychyliłam się zza drzwi od kuchni i spojrzałam na chłopaków.Faktycznie,Josh nie chciał o tym wcześniej powiedzieć.-Nie powiesz?? Wiesz wyręczę cię.Nie mieszkasz tam bo przez śmierć rodziców wplątałeś się w bagno.Palenie papierosów,ciągłe imprezowanie,pobicie dziewczyny tak że biedaczka trafiła do szpitala w ciężkim stanie,problemy z policją przez nielegalne organizowanie wyścigów motorowych,twoja siostra jest dziwką a twoja była dziewczyna zdradziła cię z najlepszym kumplem.-Justin stał pewny siebie a kolejne oskarżenia wobec Josha sprawiały mu jeszcze większą satysfakcję.Mój kolega spojrzał przepraszając na mnie a później na moją rodzinę.
-Przepraszam...-szepnął i wyszedł z domu.Poszłam za nim jednak przy Bieberze odwróciłam się do niego przodem.
-Jesteś skończonym dupkiem Bieber.-wybiegłam z domu i spojrzałam na Josha który odpalał motor.Podbiegłam do niego i spojrzałam smutno.-Josh??
-Teraz już wiesz jaki jestem.Tak,mam problemy z prawem,moi rodzice nie żyją a siostra jest prostytutką.-powiedział to jakby bez żadnych uczuć.Nie wiedziałam co zrobić i po prostu przytuliłam go.Było mi przykro z tego jak zachował się Justin.
-O której jest ta impreza??-zapytałam szeptem.
-Nadal chcesz tam ze mną jechać?-odsunął mnie leciutko od siebie a jego oczy rozbłysły.Przytaknęłam głową i się uśmiechnęłam delikatnie.-Będę o 20.00-pocałował mnie w policzek a po chwili już go nie było.Patrzyłam jak jego motor znika za zakrętem a później weszłam do domu gdzie w salonie siedzieli wszyscy oprócz mojej mamy.Ta patrzyła cały czas przez okno.Spojrzałam na każdego po kolei a przy Bieberze zatrzymałam się na dłużej i spojrzałam morderczym wzrokiem.Prychnęłam i odwróciłam się do wyjścia.-Wieczorem wychodzę.-powiedziałam lekko ostentacyjnie.
-Z nim??-zapytała moja matka.
-Tak.
-Nie ma mowy,nigdzie z nim nie wyjdziesz.-powiedział pewnie mój ojciec.
-Akurat...Dzięki Bieber za stworzenie problemów.-powiedziałam chamsko i pobiegłam do pokoju.Siedziałam w nim z laptopem na kolanach i rozmawiałam z RiRi.Cieszyłam się że znalazła dla mnie czas.Ona też nie była zachwycona Joshem ale nic nie mówiła.Powiedziała tylko żebym uważałam,nic więcej.Gdy dochodziła godzina 19.30 postanowiłam się przebrać.Więc grzecznie pożegnałam się z moją przyjaciółką i wzięłam wcześniej uszykowane ciuchy.Szybko się przebrałam (bez bluzy) i ogarnęłam.Gotowa zeszłam na dół i jak się okazało że Biebera nie było,nie obchodziło mnie bardzo gdzie on jest.
-Nigdzie nie idziesz.-powiedział głośno mój ojciec.
-Mhmm...-mruknęłam podchodząc do drzwi.-Wrócę o...O nie wiem której.-szybko wybiegłam i na podjeździe akurat parkował mój przyjaciel.-Im szybciej ruszysz tym lepiej.-powiedziałam szybko i usiadłam za nim na motor.Chłopak nic nie powiedział,spojrzał tylko na drzwi gdzie stał mój ojciec,uśmiechnął się łobuzersko i z pikiem opon odjechał.Szybko znaleźliśmy się przed jakimś dużym domem.Chłopak podjechał pewnie,parkując.
-Mam pytanie.-powiedziałam gdy już stałam na ziemi.
-Hm?-spojrzał na mnie pytająco i wyciągnął kluczyki z motoru.
-Mówiłeś że jestem jedyną osobą którą tutaj znasz...
-Bo to było prawdą...Wczoraj jak wracałem do domu spotkałem jakiegoś Chrisa...
-Chrisa?! Cravena?!
-Tak!-powiedział z uśmiechem i złapał mnie za rękę.-Znasz go?
-Taaa...To najlepszy kumpel Biebera...-mruknęłam ale chłopak nic sobie z tego nie zrobił.Czyli skoro to impreza Chrisa rozwiązała się zagadka zniknięcia Biebera.Musiał tutaj być.Skrzywiłam się na samą myśl.Weszliśmy do korytarza i się nie myliłam.stał tak obok Chrisa i jakiegoś ciemnego chłopaka.Poznałam że to był Jaden Smith.Josh wpadł w uścisk z Chrisem a później spojrzał z niesmakiem na Justina,stanął przed nim tak że prawie stykali się nosami.
-Jeszcze raz tak wyskoczysz a pożałujesz Bieber...Ze mną się nie zaczyna.-powiedział pewnie a później złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę salonu.Byłam zszokowana jego zachowaniem...Nie bałam się ale jednak już mnie do niego nie ciągnęło.Chłopak gdy tylko zobaczył jakieś wytapetowane laski z spódniczkami ledwo zakrywającymi tyłek,zostawił mnie i do nich poszedł.Wywróciłam oczami i podeszłam do stołu z napojami.Były tam napoje z alkoholem po który sięgnęłam.
-Nie powinnaś pić.-powiedział jakiś głos za mną a ja się gwałtownie odwróciłam.Był to mój były.Zignorowałam go i wymijając poszłam usiąść na sofie.Bieber usiadł obok mnie.
-Możesz się odwalić??-zapytałam chamsko,patrząc przed siebie.Było tak widać duży taras z basenem.
-Masz 16 lat.Nie powinnaś pić.
-Oh weź się ogarnij.Odpieprz bo nie mam zamiaru z tobą rozmawiać.-wstałam gwałtownie i upijając kolejny łyk napoju.Wyszłam na świeże powietrze i głęboko go zaczerpnęłam.Było przyjemnie ciepło.Usiadłam nad basenem spuszczając nogi do wody.Rozkoszowałam się widokiem pięknego nieba i napojem który powoli się już kończył.
-Cześć.-powiedział jakiś męski głos,chłopak o ciemno blond włosach przysiadł się do mnie.Nie znałam go.
-Cześć.
-Czemu siedzisz tu sama??-zapytał przyglądając mi się.Ja jednak tylko wzruszyłam ramionami.
-Sama nie wiem...A ty??
-Ja przyszedłem zapalić.-uśmiechnął się blado wyciągając paczkę papierosów z kieszeni.-Chcesz??
-Czemu nie.-wyciągnęłam papierosa a chłopak mi go zapalił.Zaciągnęłam się nikotyną i cwaniacko się uśmiechnęłam.
-Jesteś Karolina,nie??-zapytał paląc swojego papierosa.
-Mhmm...
-Ja jestem Chaz.Kuzyn Chirsa.
-Tak,wiem...Bieber i Craven mówili że jesteście przyjaciółmi.-powiedziałam z grymasem na twarzy.
-Justin mnie zabije jak się dowie że dałem i zapalić.-powiedział spoglądając w stronę Biebsa który siedział na sofie i patrzył się w sufit.Pozostawiłam tą wypowiedź bez komentarza.Nie chciałam rozmawiać o moim były z jego najlepszym kumplem.Dopaliłam papierosa i wstałam.
-Dzięki za fajkę...-powiedziałam nie odwracając się w stronę chłopaka.Skierowałam się od razu na środek salonu gdzie tańczyło pełno ludzi.Leciała akurat jedna z moich ulubionych piosenek.Oddałam się muzyce i zgrabnie ruszałam biodrami.Po jakiś paru minutach poczułam jak ktoś na nich kładzie ręce.Zesztywniałam i gwałtownie się odwróciłam.Stał przede mną Josh uśmiechając się do mnie cwaniacko.Był już porządnie wstawiony.Nie chciało mi się wgl na niego patrzeć.Miałam go dość,jego i całego tego zachowania.Chłopak zaczął mnie całować po szyi a ja go od siebie odepchnęłam.-Josh.Opanuj się,debilu.
-Nie będziesz tak do mnie mówić.-złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć na zewnątrz.Chciałam się wyrwać ale chłopak był za silny.Wyciągnął mnie na zewnątrz i zmierzał w stronę lasku.Zaczęłam się bać.Przerażała mnie perspektywa tego co może się stać.Chłopak przycisnął mnie do drzewa i zaczął brutalnie całować.Nie mogłam krzyczeć,nie mogłam wydobyć z siebie jakiegokolwiek głosu.Było już ciemno i chłodno.Mimo tego że wypiłam dwa drinki byłam świadoma wszystkiego.Po chwili ktoś odepchnął chłopaka a ten przewrócił się.Osoba zaczęła okładać Josha pięściami a ja zsunęłam się na ziemię,podkurczając nogi pod brodę.Nie płakałam.W myślach karciłam się za swoją bezmyślność.Jak mogłam zignorować to co Josh robił w Londynie.Tajemnicza osoba wzięła mnie na ręce i zaczęła nieść w stronę parkingu.
-Postaw mnie.-powiedziałam stanowczo.
-Nie.-chłopak powiedział a ja uniosłam wzrok aby zobaczyć kto mnie uratował.
-Justin...-szepnęłam prawie niedosłyszalnie.
-Zabieram cię do siebie.-powiedział stanowczo otwierając drzwi od swojego Ferrari.
-Justin.Nie.Nie mogę...-powiedziałam jednak on nic sobie z tego nie robił,zamknął drzwi i szybko siedział już na miejscu kierowcy.Wyjechał z podjazdu i ruszył w stronę wyjazdu z miasta.Byłam zdziwiona,ponieważ nasze domy są w moją stronę.-Gdzie my jedziemy??
-Do mnie.
-Ale...Ale twój dom jest w drugą stronę.-powiedziałam patrząc przez okno.Byłam upokorzona i zła na siebie.
-Kupiłem ostatnio jeszcze jeden na obrzeżach...-był strasznie zły.Przez resztę drogi,która trwała około godziny,nie odzywaliśmy się do siebie.Po upływie tego czasu Justin zaparkował na podjeździe przed piękną willą. Wysiadając nie odezwał się.Był cały czas strasznie zły.Wysiadłam i poszłam za nią do środka.-To pierwszy salon.-powiedział wchodząc do pięknego pomieszczenia.-To kuchnia.A to łazienka.-przechodził z jednego pomieszczenia do drugiego.-To pokój gościnny.Ten też jest przeznaczony dla gości.A teraz pokażę ci górę.-weszliśmy po schodach i moim oczom ukazał się następny salon.-I...I teraz mój pokój.-powiedział nieśmiało,przepuszczając mnie w drzwiach.Rozejrzałam się po pomieszaniu które bardzo mi się podobało.-Tam jest łazienka.-pokazał na drzwi.
-I po co to??Hm??Masz Gomez.Po co obchodzisz się mną.Odwieź mnie do domu.-chłopak spojrzał na mnie smutno.
-Gdyby nie ja...On by cię już dawno...-zamknął oczy jakby to co miał na myśli sprawiało mu ból.-Zostajemy tutaj.Mogłabyś wykazać chodziarz odrobinę wdzięczności.
-I co jeszcze? O pomoc cię nie prosiłam.-syknęłam.
___________________________________________________________________
Ahhh udało Wam się! Więc zgodnie z obietnicą oto kolejny rozdział :D Mam nadzieję że ten Wam się spodoba :) Moim zdaniem jest nawet nawet...
Dziękuję całej piątce dziewczyn za miłe komentarze.Nie przestanę pisać. :* Dziękuję.
Abym dodała kolejny chciałabym zobaczyć 7 komów. Jak myślicie uda się??

Rozdział 30 "-Fatalnych wakacji Bieber..."

W szkole do piątku nie było Biebera,nie przejmowałam się już tym.Byłam jednak zrozpaczona tym że mój chłopak miał mieć trasę koncertową z tą wredną laską.Nie cierpiałam jej tak samo jak nie mogłam znieść tego uczucia poniżenia które czułam na sali.
Obudziłam się w sobotę bardzo wcześnie rano.Bez namysłu poszłam się wykąpać a później się przebrałam i założyłam swoje buty w których chodziłam po domu.Zeszłam na dół,do kuchni i spojrzałam na zegarek.7.45.
-Eh...-jęknęłam i wyjęłam produkty do swojego śniadania.Po szybkim posiłku poszłam do mojego brata,widząc że drzwi są uchylone pewnie weszłam do pokoju.-Hej,brat.-usiadłam na fotelu i podkurczyłam nogi pod brodę.Miłosz wiedział dokładnie co mi jest,tak samo jak RiRi i reszta mojej paczki.Nawet z Chachi ostatnio świetnie się dogadywałyśmy.
-Hej,siostra.-uśmiechnął się grzebiąc coś w kompie.-Masz może ochotę na małą sesję?-spojrzał na mnie z błyskiem w oku i dotknął swojej lustrzanki.Ja się uśmiechnęłam szeroko widząc jak się stara aby poprawić mi humor.
-Pewnie!Poczekaj tylko si przebiorę.-wstałam z fotela.
-Nie!Tak jest dobrze.-powiedział mój braciszek wstając z fotela.-Zamknij drzwi i ustań przed nimi.-powiedział machinalnie jak profesjonalny fotograf.Zrobiłam co kazał i ładnie zapolowałam,wygłupiałam się i robiłam głupie miny ale także zdarzyły się fotki poważne.Gdy sesja się skończyła pocałowałam brata w policzek i wyszłam z pokoju kierując się do mojego.Weszłam na twittera i dodałam wpis "Jeszcze nigdy się tak nie czułam..." później weszłam na facebooka ale nic ciekawego nie było więc szybko wyszłam i na końcu weszłam na instagram.W powiadomieniach miałam że mój brat dodał zdjęcie i jestem oznaczona,kliknęłam szybko na fotkę i muszę przyznać że to było naprawdę ładne zdjęcie. Mój brat podpisał je "Nie wiem jak można ją tak ranić...Mam najpiękniejszą siostrę na świecie :*", uśmiechnęłam się sama do siebie.Weszłam jeszcze na parę stronek plotkarskich i na ostatniej z nich widziałam artykuł o JB.
-Miłosz!-zawałowym po brata ponieważ nie chciałam tego mu później tłumaczyć,i przeżywać po raz kolejny.Mój bart od razu stanął w drzwiach.-Siadaj.-robił posłusznie to co mówiłam.-Czy Justin Bieber ma nową dziewczynę??-przeczytałam na głos tytuł,Miłosz wyrwał mi laptopa i położył go na swoich kolanach.Kliknął w artykuł i wyświetliło się jedno zdjęcie,potem kolejne i jeszcze jedno a na samym końcu ostatnie.Widząc je popłakałam się.Miłosz spojrzał na mnie niepewnie.
-Chcesz tego słuchać??
-Tak.-powiedziałam pewnie i wytarłam łzy.
-Wczoraj po południu przyłapano Justina Biebera z jego nową współpracownicą Seleną Gomez.Z tego co widać na jednym ze zdjęć to nie było spotkanie służbowe.Gwiazdy przytlały się do siebie i widać było że świetnie się czują w swoim towarzystwie,cały czas się do siebie uśmiechali i spoglądali.Wszystko by było pięknie gdyby nie fakt że pan Bieber ma już dziewczynę: piękną Karolinę Lisowską.A może już nie są razem i Justin pociesza się u Seleny??Kto to wie...Jesteśmy bardzo ciekawi co na to wszystko Karolina...-Miłosz skończył czytać a ja płakałam przez cały czas.Mój brat zamknął laptopa odstawiając go na półkę i mnie do siebie przytulił.
-To koniec.Ja tak dłużej nie mogę.Zerwę z nim.-powiedziałam stanowczo wyswobadzając się z uścisku brata.Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Biebera.
-Halo??-odezwał się już po pierwszym sygnale.
-W parku za 15 minut.Musimy poważnie porozmawiać.-powiedziałam i się rozłączyłam.Byłam cholernie zrozpaczona ale nie chciałam przechodzić przez to cały czas.A jeśli on rzeczywiście coś do niej czuł??Jak mówią: "Jeśli kogoś kochasz pozwól mu odejść jeśli cię kocha to wróci". Szybko się przebrałam i wybiegłam do parku.Usiadłam na jednej z ławek,na przeciwko mnie siedział Bieber.Patrzyłam na niego smutno a on patrzył w ziemię.Tak naprawdę chyba nie wiedział że przyszłam.Dopiero kiedy podniusł głowę aby się rozejrzeć mnie zobaczył.Szybko podbiegł i usiadł obok obejmując ramieniem.Gwałtownie wstałam.-To koniec.-powiedziałam a łzy spłynęły mi po policzku.Bieber stanął przede mną smutny.-Nie mogę już tak dłużej...Przykro mi Justin,ale tak będzie lepiej.A po za tym ty już wczoraj dobrze bawiłeś się z Gomez więc chyba ja ci nie jestem potrzebna.-powiedziałam a łzy spływały mi po policzkach jakby padał deszcz.Przysunęłam się do chłopaka i pocałowałam w usta.Musiałam ostatni raz poczuć ich smak.-Żegnaj...-odwróciłam się i szybkim krokiem poszłam do domu.Bieber nic nie powiedział,nie ruszył się.Poruszył ustami tylko wtedy gdy się pocałowaliśmy,nic więcej.Wbiegłam cała zapłakana do pokoju i rzuciłam się na łóżko.Miłosz wbiegł zaraz za mną i przytulił się do mnie mocno.Nic nie mówił,wiedział że nie chciałam niczego słuchać.Głupich tekstów że będzie dobrze...Zeszliśmy dopiero na obiad.Miłosz zdążył wytłumaczyć rodzicom co mi jest więc ci się o nic nie pytali.Nie zjadłam prawie nic,pomimo tego że moja mam przygotowała jedno z moich ulubionych dań.Patrzyłam przez okno i grzebałam widelcem w talerzu.-Dziękuję ale nie jestem głodna.-wzięłam talerz i odnosiłam do kuchni. Później szybko pobiegłam do pokoju i zadzwoniłam do RiRi która akurat była na skypie.Wytłumaczyłam jej wszystko ze szczegółami od samego początku do końca.
-Boże,skarbie...-nie wiedziała co powiedzieć.Widać było że było jej przykro.-Za ile masz wakacje?-zapytała ni stąd ni zowąd.
-Za półtora miesiąca...-mruknęłam głaszcząc Risa który leżał smutny na moich kolanach.
-Ok.-usmiechnęła się szerzej.Rozmawiałyśmy jeszcze o tym co u niej i okazało się że RiRi nagrywa nowy kawałek w studio.Około 16.00 rozłączyłyśmy się bo Ri musiała zejść na próbę.
Przez miesiąc mijałam się z Bieberem jakbyśmy się nie znali.Jego widok sprawiał mi okropny ból w sercu ale obiecałam sobie że będę silna.Skoro on wybrał ją.Tak,byli razem.Potwierdzili to na jednym z koncertów.Ich zdjęć było pełno.W necie,gazetach,plakatach...Nie chciałam ich oglądać jednak się nie dało,na każdym kroku była o nich wzmianka.Przez ten miesiąc nie wychodziłam nigdzie ze znajomymi.Szkoła dom,dom szkoła.Nie chciałam się bawić ponieważ nie miałam na to ochoty.Codziennie rozmawiałam z Chachi która mówiła że Gomez na próbach zmieniła całą choreografię i ustawiała wszystkich po kontach.RiRi za to opowiadała mi jak idzie jej w studio i że z Chrisem jest nareszcie szczęśliwa.Moja paczka ze szkoły cały czas do mnie przychodziła i razem oglądaliśmy filmy,próbowali mnie rozerwać.Byłam im za to cholernie wdzięczna że mnie nie opuścili.
W czwartek po południu przed zakończeniem roku szkolnego postanowiłam przejść się z moim psem na spacer.Z tą myślą poszłam się najpierw ubrać w coś wygodniejszego.Wzięłam smycz i oznajmiając rodzicom moje plany wyszłam z domu.Było przyjemnie cieplutko.Szłam sobie alejką wdychając świeże powietrze.W pewnym momencie zobaczyłam ich wychodzących ze sklepu do którego ja zmierzałam.Miałam to gdzieś gdy byłam bliżej Justin mnie zobaczył i się uśmiechnął smutno.Ja to zignorowałam.
-Karli...-złapał mnie za dłoń gdy przechodziłam obok.Szybko wyrwałam rękę.
-Nie masz prawda tak do mnie mówić...-syknęłam i weszłam do sklepu.Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać.Ani z nim ani z tą jego laską.W sklepie skierowałam się do działu z napojami,wybierając sobie jeden zauważyłam ładnego chłopaka który zerkał w moją stronę i uroczo się uśmiechał.
-Cześć.-podszedł do mnie kucając przy Risie.-Łady pies.
-Hej.Dzięki.-uśmiechnęłam się uroczo.
-Jak się wabi??
-Ris.-odpowiedziałam a chłopak wyprostował się,był o głowę ode mnie wyższy.
-A ty jak masz na imię??
-Karolina.A ty??
-Jestem Josh.-wyciągnął do mnie rękę.Uścisnęłam ją a później skierowałam się do kasy.Chłopak poszedł za mną gdy zapłaciłam szybo wyszłam ze sklepu.-Czekaj!-usłyszałam głos chłopaka więc się zatrzymałam.Po chwili był już przy mnie otwierając puszkę coli.-Jestem tu nowy i nie za bardzo znam okolicę...No i...-spuścił wzrok.
-Zgubiłeś się??
-Tak jakby.-uśmiechnął się niewinnie a ja myślałam że pod urokiem jego zielonych oczu nie zdołam nic powiedzieć.
-Chodź najpierw się przejdziemy a później powiesz mi ulicę i pokażę ci gdzie to jest,może być?-spojrzałam na niego pytająco.Chłopak się jeszcze szerzej uśmiechnął i powędrował za mną.Spacerując po parku rozmawialiśmy o mnie.Josh pytał się co lubię robić  wolnym czasie i tego typu sprawy.Okazało się że mieszka tutaj od tygodnia i ma 18-lat,ma starszą siostrę Mię i wcześniej mieszkał w Londynie.Jest typem niegrzecznego chłopaka i wcześniej miał problemy z policją.
-A szkoła?Masz zamiar iść??-spojrzałam na niego gdy siedzieliśmy na ławce.
-Nie.-pokręcił głową.-Nie mam takiego zamiaru.
-To kim chcesz być??
-Chcę założyć studio tatuażu.Ale to jeszcze trochę...A ty??
-Hm, ja co?
-Chodzisz do szkoły??
-Tak ale nie należę do kujonek ani najgrzeczniejszych dziewczynek.-zaśmiałam się.
-A w przyszłości?-spojrzał jednym okiem.
-Nic jeszcze nie planuję...Może architekt,fotograf albo artysta...Kto wie.-wzruszyłam ramionami.Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i stwierdziłam że muszę się już powoli zbierać.Wstałam powoli z ławki i zawołałam swojego pieska.-Ja muszę się już zbierać...Ulica??
-Hm??
-Mam ci wytłumaczyć gdzie mieszkasz,tak ??
-Nie już nie.Stąd wiem jak dojść do domu.-uśmiechnął się nieśmiało stając naprzeciwko mnie.-Dałabyś mi swój numer??
-Czemu nie.-uśmiechnęłam się i podyktowałam go chłopakowi.Potem zapisałam jego i pożegnałam się.W domu mój brat z ojcem oglądali telewizję a siostra z mamą gotowały coś w kuchni.Olałam całą sytuację i poszłam do swojego pokoju.Szybciutko wzięłam piżamę i poszłam pod prysznic.Myślałam o tym nowym chłopku.Był tajemniczy i zadziorny.Podobało mi się to w jaki sposób traktuje życie.Był intrygujący.
-Siora??Co ci??-zapytał mój bart który rozwalił się na moim łóżku.Usidłam obok niego biorąc telefon do ręki.
-Nic.
-Jak to nie??Uśmiechasz się...
-Nie wiem o czym ty mówisz.-zbulwersowałam się.
-Justin tu był...-powiedział jakby z niesmakiem.-Zerwaliście.
-Przepraszam ale nie chcę o tym rozmawiać.-powiedziałam stanowczo i odłożyłam telefon na szafkę.Położyłam się obok brata i patrzyliśmy w sufit.
-Rozumiem...I nie dziwię ci się w koń...-chciał coś powiedzieć.
-Miłosz,koniec.
-Sorki...-zaśmiał się a później mocno mnie przytulił.Rozmawialiśmy przez resztę wieczoru o Joshu.Opowiedziałam mojemu bratu całą historię i że ciekawi mnie.Mój brat nie był zadowolony jego zachowaniem i tym że ma tatuaże...Po długiej dyskusji Miłosz poszedł do siebie a ja okryłam się cienką kołdrą i oddałam się Morfeuszowi.
-Karol!Wstawaj!-wydarł mi się do ucha mój głupi brat.-Koniec roku!!-wykrzyknął uradowany ściągając ze mnie kołdrę.
-Jesteś okropny...-mruknęłam cały czas przytulając poduszkę.
-Ja też cię kocham,siostrzyczko.A teraz się ubieraj.-wstał szybko i wyszedł z pokoju.Ja usiadłam na łóżku i wywróciłam oczami.
-Ugh...-jęknęłam podchodząc do szafy.Dzisiaj miał być tylko godzinny apel a później do klasy na jakieś 20 minut i później koniec.Nie chciało mi się tam wgl iść.A szczególnie że miał się dzisiaj pojawić pan Bieber.Wybierając ciuchy wpadłam na wspaniały pomysł.Wiedziałam jak mogę umilić sobie ten dzień.
-Hej Josh.-przywitałam się gdy chłopak odebrał po trzecim sygnale.
-Hej...-powiedział i miałam wrażenie że obudziłam go.
-Obudziłam??
-Nieee wiesz,zapatrzyłem się na drzewo.-powiedział ironicznie.-A tak wgl co u ciebie??
-Mam zakończenie roku i chciałabym abyś poszedł ze mną...-powiedziałam nieśmiało patrząc prtząc przez okno.
-Chcesz abym poszedł do budy??
-No w pewnym sensie.
-Jeśli mam ci towarzyszyć to zrobię ten wyjątek i pójdę...O której i gdzie??-zapytał a ja nie mogłam uwierzyć.Cieszyłam się bo coś mnie do niego ciągnęło.
-O ósmej na Strong Street 45.-powiedziałam z uśmiechem na ustach.-To mój adres.
-Ok przyjadę po ciebie.Do zobaczenia.-powiedział i się rozłączył.Zastawiałam się czym miał po mnie przyjechać skoro mieszkał z siostrą,nie pracował ani się nie uczył to skont miał kasę...Zignorowałam to i poszłam się odświerzyć i przebrać.Gdy wyszłam gotowa zgarnęłam telefon z szafki i zeszłam na dół.Miałam jeszcze 5 minut więc postanowiłam zobaczyć co się dzieje w kuchni.
-Siostra...To zakończenie roku.Musisz być w sukience.
-Ja nic nie muszę...-powiedziałam ostro.
-Nie ważne..Jedziesz ze mną,no nie??-zapytał mój brat siedzący przy blacie.Usiadłam obok niego i patrzyłam jak mama znów piecze jakieś ciasto.
-Nie.Jadę z yyy...znajomym.-powiedziałam lekko się rumieniąc.
-Znam??
-Nie.
-Chodzi z nami do szkoły??
-Nie.
-Mieszka...-nie wytrzymałam.
-Koniec przesłuchania.Kolega na mnie czeka.-uśmiechnęłam się zadziornie chowając telefon do kieszeni.-Pa mamuś.-pocałowałam rodzicielkę w policzek.Wybiegłam szybko przed dom i zobaczyłam opierającego się chłopka o co? O motor! Byłam w szoku.Zatrzymałam się w półkroku i otworzyłam oczy ze zdumienia.
-Hej.-zaśmiał się chłopak.
-Cze...Cześć.-podeszłam niepewnie patrząc cały czas na maszynę.-Jest twój??-przeniosłam wzrok na chłopaka i lekko się uśmiechnęłam ponieważ jego oczy mnie onieśmielały.
-Mhmm...
-Niezła zabawka.
-Jedziemy??-zapytał prostując się.
-Tak.-uśmiechnęłam się szeroko.-Od razu mówię że to pierwszy raz jak jadę na motorze...
-Nie martw się...Jestem dobrym kierowcą.-powiedział dumnie siadając na maszynie a później podał mi rękę aby pomóc mi wsiąść.Gdy już siedziałam nie wiedziałam czego się złapać aby nie spać.-Złap mnie za brzuch.
-Słucham?-zdziwiłam się a on tylko się uśmiechnął.
-Będziesz czuła się bezpieczniej i ja też będę miał pewność że nie spadniesz...-powiedział pewnie a ja zrobiłam co kazał i przytuliłam się do jego pleców.Gdy ruszyliśmy jechał spokojnie dopiero później przyśpieszył.Podobało mi się.W połowie drogi poluzowałam uścisk.Szybciutko znaleźliśmy się przed budynkiem szkolnym.Chłopak wyłączył silnik a ja zgrabnie zeszłam z motoru.Uśmiechnęłam się do chłopaka a on mi posłał jeden z tych usatysfakcjonowanych uśmieszków.Gdy znaleźliśmy się w środku pociągnęłam Josha za rękę w stronę moich znajomych.Wszyscy przyglądali się nam ze zdziwieniem.
-Kat,Hol,DJ,Tay to Josh.-pokazałam na chłopaka cały czas trzymając go za rękę.-Josh to Katnis,Holly,DJ i Taylor.-pokazałam na każdego z moich znajomych.
-Widzę że o kimś zapomniałaś.-zza moich pleców usłyszałam głos mojego brata.
-Ah tak...To mój bart Miłosz.-odwróciłam się do brata.-Miłosz to Josh.-podali sobie ręce a ja czułam się trochę dziwnie.Nie wiem sama czemu.Josh świetnie dogadywał się z moją paczką więc byłam zadowolona.Gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający apel pociągnęłam nowego kolegę za rękę w stronę sali teatralnej.Zajęliśmy miejsca w samym koncie sali.Apel był nudy,mówiono o osiągnięciach najzdolniejszych uczniów i o osiągnięciach szkolnych drużyn sportowych.Josh cały czas mi się przyglądał z uśmiechem,ja od czasu do czasu spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam a on nie krył tego że mi się przygląda.Gdy już gadanie się skończyło i można było iść do klas,podałam rękę Joshowi i wyszliśmy jako pierwsi.Szybko znaleźliśmy się w klasie gdzie jak się okazało była już połowa klasy.Usiadłam w swojej ławce a mój nowy kolega stanął za mną opierając się o ścianę.Gdy wszyscy byli już w sali zauważyłam Biebera i Gomez. nie było to trudne...
-Mała??Powiesz mi czemu tamta obok Bibera jest ubrana jak plastikowa żarówka??-Josh nachylił się nade mną i zapytał się śmiejąc.
-Też chciałabym to wiedzieć.-rozbawił mnie i nie byłam już taka zła że mój były chłopak ją tu przyprowadził.Pani w klasie mówiła abyśmy podczas wakacji uważali i takie tam.Szczerze to nie słuchałam ponieważ Josh co chwila szeptał mi do ucha jakieś głupie komentarze.Gdy już oznajmiono nam że możemy iść podniosłam się i złapałam kolegę za rękę ciągnąc go do wyjścia.Musiałam przejść obok Biebera,ale nie spojrzałam na niego.
-Miłych wakacji Karli.-powiedział z uśmiechem mój były wstając z ławki,przy nim stanęła od razu Gomezówna.
-Fatalnych wakacji Bieber...-powiedziałam chamsko i wyszłam z klasy.
-To ty jesteś Karolina Lisowska...-powiedział Josh gdy wychodziliśmy już ze szkoły.-Wiedziałem że cię skądś kojarzę ale nie wiedziałem skont.-powiedział zamyślony stając obok motoru.
-Nie ważne...-powiedziałam trochę zła.
-Rozluźnij się...To pierwszy dzień wakacji...-przyciągnął mnie do siebie, splótł palce nad moimi biodrami.Byłam zdziwiona jego zachowaniem ale nie protestowałam.Patrzyliśmy sobie w oczy i lekko się uśmiechaliśmy.
-Niezły motor...-powiedział jak rozpoznałam po głosie,mój były.Odwróciłam się w jego stronę jednak Josh cały czas mnie obejmował.Nie przejmowało mnie to.Może chciałam żeby Justin był zazdrosny??Nie wiem co mną kierowało.Gomez stała obok chłopaka i patrzyła się na mnie wrogo.Ja jednak nie obdarzyłam ją żadnym spojrzeniem.
_________________________________________________________________
No i jest :D Nawet jestem zadowolona.Ahh teraz już mam więcej czasu bo do środy siedzę w domu więc pojawi się więcej ruchu na blogu.Ale wszystko zależy od Was.Abym dodała następny rozdział chcę widzieć pod tym 5 komów. :) I nie liczę kilku od tej samej osoby ani moich,ewentualnych odpowiedzi.
Ostatnio poważnie zastanawiam się czy konturować pisanie czy już to skończyć...A Wy co o tym sądzicie??Mam już przestać??
-Patryś

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział 29 "-Daruj sobie."

Rano obudziłam się z strasznie zapuchniętymi oczami,pewnie przez to że przez prawie całą noc płakałam.Zignorowałam to jak się czuję i poszłam do łazienki aby się przebrać.Wzięłam szybki prysznic, zmyłam z siebie całe zmęczenie a później szybko i dokładnie się wytarłam.Po zrobieniu porannej toalety gotowa weszłam do pokoju i szybko wzięłam torbę z książkami i zeszłam na dół.W kuchni unosiły się aromatyczne zapachy jedzenia.Moja mama gotowała z uśmiechem a pój tata kroił sałatkę.Miło było popatrzeć jak się do siebie uśmiechają,mój ojciec co chwilę całował mamę w policzek.
-Dzień doberek.-uśmiechnęłam się siadając na krześle i przewiesiłam torbę przez oparcie.
-Oh dzień dobry.-powiedzieli razem uśmiechając się w moją stronę.
-Co tu tak wesoło??-po chwili do kuchni wszedł Miłosz i pocałował mnie w czoło na powitanie.
-Rodzice coś kombinują...-powiedziałam mrużąc uczy.
-Nic nie kombinujemy!-zaśmiała się moja rodzicielka.
-Nie ważne...-powiedział mój brat.-Justin po ciebie przyjeżdża??-skierował się do mnie a ja pokręciłam przecząco głową spuszczając wzrok.-W takim  razie jedziesz ze mną.-złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia,zdążyłam zabrać torbę i z uśmiechem na ustach wyszłam,a raczej zostałam wyciągnięta z domu.Przez całą drogę do szkoły śmieliśmy się wyjąc jakieś piosenki które akurat leciały w radio.Śmiałam się jak głupia bo mój brat zachowywał się jakby był z kosmosu,robił głupie miny i wygadywał głupoty.Do budynku też weszliśmy cali roześmiani,od razu do nas podbiegli nasi przyjaciele.Po chwili już cała nasza paczka się rechotała.W pewnym momencie podszedł do mnie Chris i poprosił o rozmowę w cztery oczy.
-Jesteś na mnie zła??-zapytał niepewnie.
-A powinnam??
-Słuchaj,ja rozumiem że możesz być zła ale zrozum też to że JB to mój najlepszy przyjaciel.
-Chris...Ja nie mam ci za złe.Po prostu Justin zdecydował mi nic nie mówić więc muszę się z tym pogodzić pomimo tego że to cholernie trudne.-powiedziałam trochę zła i jedna łza spłynęła mi po policzku.Szybko ją wytarłam i wzięłam głęboki wdech.-Ty pewnie mi nie powiesz czemu tak się zachowuje??-spojrzałam na niego pytająco z nadzieją że jednak udzieli mi odpowiedzi na to pytanie.Chłopak pokręcił przecząco głową,westchnęłam zrezygnowana i się trochę zasmuciłam.
-Przepraszam,Karo.Obiecałem mu, że nic nie powiem...
-Nic,nic...Muszę już iść.-powiedziałam widząc że moje przyjaciółki wołają mnie skinięciem ręki.
-Pewnie...Do zobaczenia później.-uśmiechnął się lekko a ja odwzajemniłam mu się tym samym.
Pierwsza lekcja minęła szybko i ku mojemu zdumieniu mój chłopak się na niej nie pojawił.Zaczęłam się martwić gdy na następnej też go nie było.Dziewczyny widząc moje przejęcie starały się w jakiś sposób mnie uspokoić lecz niestety bez skutków.Na stołówce nic nie zjadłam, co chwila pisałam esemesy do Justina.
-Mała odłóż już ten telefon...Może po prostu coś mu wypadło??-przytulił mnie za ramiona Miłosz który akurat podszedł i stanął za mną kradnąc mi jedną frytkę.Westchnęłam tylko i odłożyłam telefon a później podparłam się jedną rękę za brodę.Miłosz usiadł obok mnie i uśmiechnął się do reszty znów podkradając mi kolejną frytkę.
-Chcesz to zjedz.-podałam mu nieruszone przeze mnie jedzenie i rozejrzałam się po pomieszczeniu.Zauważyłam nagle Chrisa jak wchodził na stołówkę,od razu w moim umyśle zaświeciła się lampeczka nadziei.Szybko się podniosłam i zastawiając wszystko tak jak było podbiegłam do kolegi.-Błagam powiedz mi że nic mu nie jest...
-Justinowi??-spojrzał pytająco a ja od razu przytaknęłam głową.-Nie martw się,jest cały i zdrowy.
-Łatwo wam wszystkim mówić żeby się nie martwić...-wywróciłam oczami.-Powiesz mi coś więcej??
-Przykro mi...-chciał dokończyć.
-Ale nie możesz...Ok rozumiem,rozumiem.Dzięki przynajmniej za te informacje.-uśmiechnęłam się serdecznie i zaraz się odwróciłam podążając do swojego stolika.
-Hej Karli!-usłyszałam za sobą głos przyjaciela więc się odwróciłam.-Dzisiaj już nie przyjdzie do szkoły!-powiedział trochę zmieszany a uniosłam rękę do góry w geście że zrozumiałam.Gdy usiadłam przy oparłam czoło o stolik.Westchnęłam głęboko a później usiadłam już normalnie poprawiając grzywkę.-Jestem żałosna...Ja wam to mówię...Jestem żałosna.-powiedziałam przełykając ślinę i klasnęłam przy tym w ręce.Wszyscy zaśmieli się chórkiem a ja nich spojrzałam z oburzeniem.-Hej!Mieliście zaprzeczyć!-moje słowa jeszcze bardziej ich rozśmieszyły a ja sama zaczęłam się uśmiechać.
-Nie jesteś,Karli!-pierwsza ogarnęła się Katnis a każdy jej przytaknął.
Lekcje były nudne i ciągnęły się w nieskończoność.Gdy tylko rozbrzmiał ostatni dzwonek wszyscy szybko się podnieśli i wybiegli z klasy.Przed wyjściem z budynku postanowiłam wziąć jeszcze książki z szafki,więc dziewczyny mi towarzyszyły w tej jakże długiej drodze.Gdy już stwierdziłam że wszystko mam wyszłam przed budynek i zobaczyłam białe Ferrari mojego chłopaka który siedział na masce samochodu z skrzyżowanymi rękoma na klacie.Podeszłam do niego nie pewnie i spojrzałam w jego oczy lekko mrużąc swoje.Także skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nawet nie raczyłeś zadzwonić...-szepnęłam wkurzona.Chłopak nic nie powiedział,złapał mnie jedną ręką w talii i przysunął do siebie bliżej tak że nasze ciała się dotykały,spojrzał mi głęboko w oczy i po chwili wpił się w moje usta.Odwzajemniłam oczywiście pocałunek jednak po chwili mój rozsądek zaczął funkcjonować więc oderwałam się od Justina robiąc krok w tył.-Nie.Nie myśl nawet że wystarczy jeden pocałunek żeby moja złość przeminęła.Justin...Nie będzie za każdym razem tak że będę ci wybaczać...Kiedyś moja cierpliwość i zaufanie mogą wygasnąć.
-Wiem kochanie...Przemyślałem to wszystko.-powiedział smutno.-Nie wyobrażam sobie że mogłoby cię przy mnie nie być.Wybacz mi proszę...Miałem zły dzień i bardzo żałuję tego że akurat na tobie się wyżyłem,przepraszam...-spojrzał na mnie błagalnie a ja nie wiedziałam co zrobić.Serce mówiło żeby przebaczyć jednak rozsądek podpowiadał coś innego,w moim umyśle było pełno przeczuć że stanie się coś złego.
-Jesteś dupkiem...Ale zależy mi na tobie.-rzuciłam się mu na szyję mocno przytulając.Chłopak przytulił mnie w talii i pocałował w skroń.Cieszyłam się że zrozumiał swój błąd jednak cały czas gdzieś głęboko w mojej głowie jakiś głosik wyrywał się krzycząc że niedługo stanie się coś przykrego.Starałam się go olewać.
Chłopak odwiózł mnie do domu i na pożegnanie namiętnie mnie pocałował.Gdy stałam już na schodach patrzyłam jak samochód chłopaka znika za zakrętem.Weszłam cała w skowronkach do domu i od razu poszłam do kuchni.Moja mama spojrzała na mnie cała uśmiechnięta a Michał który siedział przy blacie poruszył zabawnie brwiami.
-Oh...Przestańcie się tak na mnie patrzeć.-jęknęłam nie przestając się uśmiechać i wywróciłam oczami.Moja mama machnęła ręką a ja usiadłam na krześle obok swojego brata.
Po skończeniu obiadu i wszystkich lekcji na następny dzień, usiadłam wygodnie na łóżku i wzięłam do ręki swojego laptopa.Weszłam na różne portale i zauważyłam że od kiedy się umawiam z Justinem i wszystkie nasze zdjęcia lądują w necie mam coraz więcej zaproszeń do znajomych i wiadomości.Niektóre były pozytywne a inne z wyzwiskami.Oczywiście olewałam je ponieważ wisiało mi to co myślą o mnie inni,nie przejmowałam się ich zdaniem.Z moich rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.Powiedziałam "proszę" prawie szeptem i po chwili w drzwiach stał mój chłopak uśmiechał się szeroko i widać było że coś knuje.
-Witaj,kochanie.-powiedział szarmancko a ja odłożyłam laptopa na łóżko i podbiegłam do chłopaka rzucając się mu na szyję.
-Hej,hej.-pocałowałam go w policzek i z uśmiechem wróciłam na łóżko.Chłopak usiadł obok mnie a uśmiech nie schodził z jego twarzy.-Mów.
-Ale co??
-Mów co kombinujesz.
-Zabieram cię dzisiaj na moją próbę.Więc ubierz się w jakieś dresy.-położył się na plecach z rękami pod karkiem.
-Ale po co w dresy??-spojrzałam na niego dziwnie.
-No przecież nie będziesz tańczyć w jeansach??
-Ja mam tańczyć?!Zwariowałeś?!Chyba cię pogięło!Przecież twoi znajomi mnie wyśmieją!
-Oj już nie przesadzaj kochanie...Wiem że jesteś świetna.
-Nie,nie zgadzam się.
-No proooooszę...-powiedział siadając i przytulając mnie do siebie.-Zrób to dla mnie...
-Manipulator...-szepnęłam i wstałam podchodząc do szafy po ciuchy.Szybko wybrałam jakieś dresy i poszłam do łazienki się przebrać.Gotowa (to pierwsze zdj,bez łańcucha) wyszłam z łazienki i sięgnęłam po telefon.
-Nawet w dresach wyglądasz pociągająco...-szepnął rozmarzony JB a ja się zaśmiałam,pisałam do Katnis co się dzieje.Moja przyjaciółka chciała wiedzieć wszystko żeby w każdej chwili mi pomóc w razie czego.Nie przeszkadzało mi to bo czułam się wtedy pewniej.Do torby zapakowałam ręcznik,wodę inne potrzebne rzeczy.Później zeszliśmy na dół i powiedzieliśmy mojej mamie o której mniej więcej wrócę.Justin przez całą drogę się uśmiechał,rozmawialiśmy o tym których tancerzy mojego chłopaka znam a których muszę jeszcze poznać.Wywnioskowaliśmy że znam równą połowę.W sali byli już wszyscy.Alfredo,kolega JB,od razu do nas podbiegł i przywitał się ze mną.Zaśmiałam się bo chłopak przytulił mnie i okręcił dookoła.Rzeczywiście nie widzieliśmy się naprawdę spory kawałek czasu ponieważ najpierw Alfredo był u swojej rodziny na wakacjach a później przez kłótnię z Justinem nie widywałam się z jego znajomymi.Gdy ustałam już na własnych nogach poszłam się przywitać z Chachi jedną z tancerek Justina z którą najlepiej się dogadywałam.
-Hej Chi.-przytuliłam się do dziewczyny na powitanie.
-Karli! Jak się stęskniłam!-odwzajemniła uścisk i wykrzyknęła ucieszona.
-Co u ciebie??-spojrzałam na nią z uśmiechem gdy się oderwałyśmy.
-Hmm co u mnie??Same nudy,szkoła treningi,treningi szkoła i tak w kółko.A co u ciebie??-spojrzała podejrzanie.Nie wiedziałam co chciała powiedzieć tym spojrzeniem ale Chachi była zabawna i czasami robiła dziwne miny tylko po to by się pośmiać.
-Poznałam RiRi,strasznie się z nią zaprzyjaźniłam przez kłótnię z JB,jak normalna nastolatka chodzę do szkoły i wychodzę ze znajomymi.Nic ciekawego.-wzruszyłam ramionami.
-A pamiętasz jeszcze nasze ruchy??-zapytała zaczynając kawałek.
-Jasne!Jakbym mogła zapomnieć?!-zaśmiałam się kontynuując następną część.
-To dawaj!-spojrzała w stronę DJ.-Max! Prosimy "Fall" naszego Biebera!
-Dla was wszystko.-uśmiechnął się chłopak i po chwili rozbrzmiały dźwięki muzyki.My ustałyśmy przed lustrem i zaczęłyśmy tańczyć*. Wszyscy się na nas patrzyli a my idealnie równo wykonywałyśmy choreografię.Po chwili zauważyłam jak pogrążony w rozmowie JB nie zwraca na nas uwagi ale jego rozmówca,Alfredo, poklepał go po klacie cały czas się nam przyglądając.Justin odwrócił się i widząc co odwalamy z Chi uśmiechnął się dumnie.Gdy skończyłyśmy całe roześmiane przytuliłyśmy się do siebie.
-Tańczysz lepiej ode mnie!-po chwili moja koleżanka udała że się focha.
-Oj nie przesadzaj...Tańczę fatalnie.-przytuliłam ją śmiejąc się.
-Taaa jasne!-wszyscy w sali oczywiście przytaknęli ironicznie.Zmroziłam ich wzrokiem a oni się zaśmieli.Chachi zaraz też się rozweseliła i zaczęłyśmy się wygłupiać tańcząc nie wiadomo co.Po chwili poczułam jak ktoś mnie do siebie przytula.
-Jesteś wspaniała...-szepnął mi do ucha Justin.
-Dziękuję.-powiedziałam słodko się uśmiechając i oparłam głowę o jego lewy obojczyk.Chłopak złożył delikatny pocałunek na moim policzku.
-Teraz musicie mnie tego nauczyć.-powiedział oburzony gdy już się od siebie oderwaliśmy.
-Pfff...Jasne że nie.-powiedziała Chi.-To tylko nasze.-zaśmiała się przytulając mnie.Dziewczyna jak zwykle robiła głupie miny.Justin spojrzał na mnie prosząco a ja się zaśmiałam.-No dobra,dobra Bieber tylko jej nie wykorzystuj.-zaśmiała się koleżanka.-Hej!Chodźcie będę was uczyć!-krzyknęła podekscytowana klaszcząc w ręce a ja odchrząknęłam.-Będziemy was uczyć!Zadowolona??-zaśmiała się patrząc w moją stronę a ja jej wytknęłam język.Po chwili wszyscy już się ładnie ustawili,ja z Chachi stałyśmy z przodu a zaraz obok mnie troszeczkę z tyłu stał JB.Pokazałyśmy wszystkie kroki najpierw powoli a później trochę szybciej.Tancerze szybko załapali i po krótkim czasie tańczyliśmy już w normalnym tempie.Chachi szepnęła mi na ucho żebym kontynuowała a ona się przejdzie po sali i będzie obserwować.Przytaknęłam jej i robiłam swoje.-Justin skup się na tańcu nie na tyłu Karli.-powiedziała poważnie moja koleżanka a Bieber się zarumienił.Zaśmiałam się pod nosem tak samo jak każdy na sali ale kontynuowałam to o robiłam.Gdy już przećwiczyliśmy układ kilkanaście razy postanowiliśmy zrobić małą przerwę.Niektórzy tancerze usiedli pod ścianą i się wygłupiali, inni poszli do Max'a a jeszcze inni tańczyli sobie coś przed lustrami.Usiadłam z Chi pod ścianą i zaczęłyśmy się śmiać z Briana który udawał Beyonce. Robił to specjalnie aby nas rozśmieszyć.Justin rozmawiał z Alfredo który przez cały czas pisał coś na laptopie.Alfi nie był tancerzem, po prostu był przyjacielem JB.Po chwili do sali weszła jakaś dziewczyna w okularach,czapce i dresach.Gdy odwróciła się do mnie,rozglądając się po sali myślałam że się wścieknę.Była to nie kto inny jak panna Gomez.Uśmiechała się do mnie złowrogo.
-Zabiję ją.-syknęłam a Chi złapała mnie za ramie.Wiedziała dobrze co mam na myśli.Gomezówna podeszła do Justina i rzuciła mu się na szyję.-Zabiję.-powiedziałam z niesmakiem.Szybko wstałam i spojrzałam na to co zrobi mój chłopak a on ją po prostu przytulił i pocałował w policzek.-Nie,czekaj...Prędzej sobie strzelę.
-Karla...Spokojnie,nie pokazuj że cię to rusza.-powiedziała lekko poddenerwowana.Podeszłam do Justina patrząc na niego pytająco.
-Ooo Karolina.Jak miło cię znowu widzieć!-powiedziała tym swoim głosikiem i rozłożyła ręce do przytulania.
-Daruj sobie.-powiedziałam oschle podnosząc rękę na wysokości jej twarzy,nie spojrzałam na nią.Cały czas wpatrywałam się w Justina który uciekał wzrokiem.-Mogę wiedzieć co się dzieje??
-Yy...No bo...-Justin podrapał się po karku.
-Będziemy mieli razem trasę koncertową!-wcięła się podekscytowana dziewczyna.
-Słucham?!-wywaliłam oczy to na Gomez to na Biebera.Jednak chłopak nie zaprzeczył,ani na mnie nie spojrzał.-Twoje milczenie jest bardzo wymowne...-syknęłam i odwróciłam się do drzwi.Przyspieszając kroku,zgarnął szybko tobie i wybiegłam.
-Karli!Zaczekaj!-z sali od razu wybiegła Chi z Alfredo.
-Co?!-odwróciłam się jednak nie przestałam iść,miałam łzy w oczach i jedna z nich spłynęła mi o policzku więc ją szybko wytarłam.Znajomi szybko do mnie podbiegli i spojrzeli czule.Alfredo objął mnie ramieniem i przytulił do siebie.
-Odwieź ją do domu.-powiedziała Chachi całując mnie w głowę.-Zadzwonię do ciebie jak skończę próbę.-odwróciła się i pobiegła na salę.
-Chodź.Idziemy,nic tu po nas...-szepnął Alfredo i wyszliśmy z budynku przed którym było pełno paparazzi.Chłopak dał mi swoje okulary i odtworzył drzwi pasażera od jego auta.Przez całą drogę się nie odzywaliśmy,rozmyślałam o tym co będzie w necie. "Dziewczyna Biebera w objęciach jego najlepszego przyjaciela!Skandal?". Miałam już tego serdecznie dosyć...Przed domem podziękowałam koledze za podwózkę.Gdy weszłam do domu wszyscy siedzieli w salonie przed telewizorem.
-Kochanie...Co się stało??-zapytała moja rodzicielka wstając niepewnie.
-A musiało się coś stać??-zapytałam ironicznie.
-Karolina! Ogarnij się.Widzieliśmy w telewizji jak Alfredo cię obejmował!-oburzył się mój ojciec.Wstał gwałtownie przed telewizorem.Zdjęłam okulary kładąc je na głowie.
-Nie muszę się tłumaczyć z spraw z moim chłopakiem...-szepnęłam smutno.Pobiegłam szybko do swojego pokoju i zamknęłam na klucz drzwi.Rzuciłam torbę i ściągnęłam szybko buty.Rzuciłam się na łóżko i płacząc wybrałam telefon do RiRi.Odebrała po pierwszym sygnale.Wygadałam się jej od razu a ona jak to ona powiedziała co myśli.Po dwu godzinnej rozmowie z przyjaciółką postanowiłam się już przygotować do spania.Po szybkiej lecz dokładnej kąpieli przebrałam się w piżamę i zeszłam na dół do kuchni.Usiadłam smutna przy blacie i patrzyłam w splecione ręce.
-Mała,co jest??-zapytał mój brat który akurat coś mył.
-Nic.-warknęłam i podeszłam do lodówki i wzięłam sobie ciasto upieczone przez mamę.Miłosz już nic więcej nie powiedział a ja poszłam do siebie na górę.Siadając na łóżku zadzwoniła Chi więc pogadałam z nią trochę a później postanowiłam obejrzeć jakiś film.
_____________________________________________________________________
*Zerknijcie tylko do 1:15 bo później to już ten chłopak tańczy sam,to samo.

No i jest.Liczę na to że Wam się spodoba.Nie wiem kiedy dodam następny mimo tego że jest już prawie skończony...No właśnie,prawie...Po prostu musiałam się pożegnać na jakiś czas z moim najlepszym przyjacielem i mam teraz dołka przez co nie mam wgl weny. :(
No nic.Postaram się dodać w sobotę ale nic nie obiecuję.
Będę miała teraz 4 dni wolnego więc postaram się dodać jakieś rozdziały ;)
Bardzo Was proszę o komentowanie i rozpowszechnianie mojego bloga :* To dla mnie ważne i na pewno podniesie mnie na duchu ;)

wtorek, 12 marca 2013

Rozdział 28 "Do cholery,jestem twoją dziewczyną!"

Po powrocie do domu JB smutni weszliśmy do jego pokoju.Było już późno więc wzięłam piżamę i poszłam się umyć.Wzięłam dłuższą i odprężającą kąpiel.Myślałam o mojej przyjaciółce która żegnając się ze mną na lotnisku płakała jak dziecko.Wiedziałam że się bała,że Chris znów ją skrzywdzi.Bała się że znów zostanie sama.Też się o nią bałam,ponieważ udało jak się już nie brać przez dłuższy czas a miała wrażenie że jeśli coś się stanie znów wróci do brania narkotyków i innych używek.Z moich myśleń wyrwało mnie pukanie od drzwi.
-Kochanie...
-Hm??-wytarłam łzy chociaż nie wiedziałam czy to woda czy rzeczywiście płakałam.
-Nie płacz,proszę...-wiedział dobrze że było mi przykro.Wyszłam z wanny i owinęłam się ręcznikiem najpierw dobrze się wycierając i zakładając bieliznę.Zarzuciłam na siebie szlafrok i otworzyłam drzwi,Justin od razu wpadł do łazienki i przyciągnął mnie do siebie mocno przytulając.Znów porcja łez spłynęła mi po policzku mocząc koszulkę chłopaka.On nic sobie z tego nie robił tylko głaskał mnie po głowie mocno przytulając.Cieszyłam się że mam go przy sobie ponieważ zawsze wiedział jak się zachować.Gdy się od siebie oderwaliśmy widziałam że też miał czerwone oczy.Wtarłam mu łzę spływającą po jego policzku i uśmiechnęłam się blado.-Wiesz dobrze, że nie lubię jak płaczesz...-pocałował delikatnie moje usta a później znów mocno przytulił.Gdy już umyłam zęby i wysuszyłam włosy ubrałam się w piżamę i wyszłam do pokoju gdzie na łóżku leżał JB z telefonem w ręku.
-Łazienka wolna,kochanie.-położyłam się obok niego i pocałowałam w policzek.Chłopak objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie uśmiechając się łobuzersko.-Co ty kombinujesz??
-Nic,nic.-powiedział szybko i zszedł z łóżka całując mnie w nos.Zmrużyłam oczy i popatrzyłam na chłopaka siadając na łóżko i obejmując poduszkę.-No nie patrz tak na mnie.-zaśmiał się biorąc bokserki z szuflady.-Dowiesz się w odpowiednim czasie.-zniknął w łazience.
-Czyli coś planujesz?!-szybko pobiegłam za nim do pomieszczenia.Chłopak uśmiechał się szeroko nic nie mówiąc,zdjął z siebie koszulkę i moim oczom po raz kolejny ukazał się pięknie wyrzeźbiony ośmiopak mięśni.Chłopak ustał przede mną uśmiechając się podstępnie i rzucił koszulkę na podłogę.-Czyli myślisz że jak pokażesz mi swój wyrzeźbiony brzuch zapomną o wszystkim??-zapytałam a chłopak spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym: "oczywiście". -Ughh...Znów masz rację.-wywróciłam oczami i wyszłam z łazienki zamykając za sobą drzwi.Byłam zła na Justina że znów wykorzystuje swój wygląd aby zawrócić mi w głowie.Rzuciłam się na łóżko i patrząc chwilę w sufit zamknęłam oczy.Rozmyślałam o tym że następnego dnia będziemy musieli iść do tego nudnego budynku zwanego powszechnie szkołą.Po kilkunasty minutach poczułam jak ktoś kładzie się obok mnie.Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak JB uśmiecha się szeroko,leżał na placach z głową opartą o poduszki i mi się przyglądał.Położyłam głowę na jego torsie i zaczęłam rysować jakieś wzroki na jego brzuchu.Justin leżał cały czas uśmiechnięty jeżdżąc ręką w górę i w dół po moim boku.
-Choć. Zrobię Ci zdjęcie.-chłopak był tak zadowolony swoim pomysłem ze szybko zszedł z łóżka biorąc swój telefon do ręki,robiłam głupie miny i się wygłupiałam a on szybko złączył 4 które najbardziej mu się podobały i wstawił gotowe zdjęcie na swoje konto a instagramie podpisując: "patrzeć na nią przed snem i oglądać gdy się budzi...". Ja podczas gdy on wstawiał sięgnęłam po swój telefon i zrobiłam mu  fotkę. Zadowolona wstawiłam je na ten sam portal podpisując "patrzeć na takiego przystojniaka przed snem a później przy nim zasypiać...". Justin gdy zobaczył co wstawiłam zaczął mnie łaskotać i się śmiać.Gdy udało mi się wydostać chłopak zrobił smutną minkę a ja zrobiłam mu następne zdjęcie ,oczywiście je też wstawiłam podpisując "głuptas :*". Gdy już odłożyłam telefon na szafkę położyłam się obok chłopaka który objął mnie ramieniem i pocałował w głowę.Rozmawialiśmy o głupotach,JB opowiadał mi jak Jazzy na niego krzyczała że się ze mną pokłócił i że ja nie przychodziłam ich odwiedzać.Mała czasami była taka zabawna,była zaborcza i zazdrosna o Justina a innym razem krzyczała na niego i się obrażała.Zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Rano obudził mnie dzwoniący telefon mojego chłopaka który cały czas słodko spał.Wzięłam sprzęt z szafki i podałam go chłopakowi budząc go przy tym.Zaspana przetarłam oczy a JB odebrał i mruknął coś do telefonu.Przeciągnęłam się zerkając na zegarek na ścianie,była godzina 6.34.Od razu się wkurzyłam że ktoś budził nas o tej porze.Zignorowałam to i położyłam się od nowa zamykając oczy.Justin rozmawiał z tego co wywnioskowałam z Scootem i całkowicie się rozbudził bo prawie krzyczał zdenerwowany.Podniosłam się znów do pozycji siedzącej i spojrzałam na niego niepewnie.Chłopak słuchał zły i co chwila powtarzał że on się na to nie zgadza.Zastanawiało mnie co takiego Scoot kazał mu zrobić.Po chwili Justin bez słowa pożegnania rozłączył rozmowę i odłożył telefon na szafkę zamykając oczy.
-Kochanie?Co się stało??
-Nic...Scoot znów coś wymyśla...-powiedział otwierając oczy i przyciągając mnie do siebie.Położyłam swoją głowę na obojczyku chłopaka i objęłam go dłonią.-Nie przejmuj się...
-Jak mogę się nie przejmować skoro wiedzę że się czymś denerwujesz,hm??-spojrzałam na jego twarz i widać było że coś kryje...Chłopak nic jednak nie odpowiedział,udał jakbym nic nie powiedziała.W tamtym momencie zaczęłam się martwić,do mojej głowy znów doszły takie myśli jak te że może się stać coś złego.Starałam się to zignorować.Podniosłam się z łóżka i nic nie mówiąc wzięłam ciuchy kierując się do łazienki.Było mi przykro że Justin nie chce mi nic powiedzieć.Wzięłam szybki prysznic a później przygotowałam się do szkoły.Gdy wyszłam Justin znów z kimś rozmawiał i znów był nieźle wkurzony.Usiadłam na fotelu i z smutną minką przyglądałam się jak chłopak chodzi po pokoju zdenerwowany.
-Nie!Ja się na to nie zgadza...Scoot czy ty do cholery nie rozumiesz że ja tego nie zrobię?!-przez jakąś chwilę nic nie mówił.-Ty tego nie rozumiesz...-wysyczał zły do słuchawki telefonu.-Do cholery Scooter ogarnij się!!-rozłączył się i rzucił telefon na łóżko.-Przepraszam...-szepnął nie patrząc w moją stronę.Podszedł do szafy i wybrał jakieś ciuchy i w ciszy poszedł w stronę łazienki.
-Justin,wytłumaczysz mi co tu się dzieje? Martwię się!
-Nie potrzebnie,mała...-rzucił trochę oschło i wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.Miałam mętlik w głowie,nie wiedziałam co mam robić.Wzięłam szybko telefon i zadzwoniłam do RiRi,wiedziałam że do niej mogę się wygadać.Dziewczynom miałam powiedzieć już w szkole.
-Ka!Jak się cieszę że dzwonisz!-odebrała już po pierwszym sygnale.
-Cześć...
-Co się stało?! Mów od razu!-przejęła się a ja wszystko jej opowiedziałam, w pierwszej chwili moja przyjaciółka nie wiedziała co powiedzieć.-Słuchaj...Namów Scoota aby ci wyjaśnił.
-I ty kobieto uważasz że manager mojego chłopaka mi wszystko wyśpiewa?? W jakim ty świecie żyjesz??-wywróciłam oczami.
-To może Chris?
-Muszę dzisiaj z nim pogadać...Trochę mi głupio że knuję coś za plecami Justina...-posmutniałam spuszczając wzrok na podłogę.
-Dziewczyno!On też ci nic nie powiedział!
-No ale to jego kariera!Jego sprawy!
-A ty jesteś jego dziewczyną i masz prawo wiedzieć co dręczy twojego chłopka,mam rację??
-Niby tak...
-Niby?! Oczywiście że mam!-zbulwersowała się jakby fakt że ma rację był oczywisty,zaśmiałam się.
-Dobra muszę kończyć...-powiedziałam troszkę szeptem bo Justin właśnie otwierał drzwi do łazienki.-Kocham cię skarbie.-szybko się rozłączyłam i spojrzałam na chłopaka.On jednak nawet nie zaszczycił mnie swoim spojrzeniem,przeszedł obojętnie siadając na łóżku i wziął laptopa do ręki.Przyglądałam się jak Justin był ubrany.
-Justin??-spojrzałam na niego błagalnie jednak ten się nie odzywał.-Justin!
-Co?!-był strasznie zły,nie myślałam że tak się na mnie uniesie.Zrobiło mi się przykro więc złapałam za telefon i zbiegłam do kuchni.Było 20 minut po 7.00.Pattie kręciła się już na dole więc przynajmniej przy niej mogłam czuć się lepiej.Kobieta gotowała coś w kuchni a ja usiadłam na krześle przy blacie.
-Dzień dobry...-powiedziałam smutno.
-Oh...Nie zauważyłam cię...Dzień dobry.-uśmiechnęła się serdecznie lecz widząc moją minę od razu wyczuła że coś jest nie tak.-Coś się stało??
-Nie,nie...-wymusiłam uśmiech jednak kobieta mi nie uwierzyła.
-Przecież widzę że coś jest nie tak...-oparła się na rękach o blat i spojrzała tym swoim wzrokiem który mówił żebym się wygadała.Widząc że pokręciłam przecząco głową,pocałowała mnie w czoło i uśmiechnęła się na otuchę.Zrobiła naleśniki i kazała zawołać Justina,niechętnie zeszłam z krzesła i poszłam w stronę wyjścia.Pattie zauważyła moją minę i od razu napięcie się odwróciła.
-Co znów odwalił??-zdziwiło mnie jej pytanie bo miałam nadzieję że nic nie zauważyła.
-Nie ważne,Pattie.-szybko wyszłam z kuchni i pobiegłam do pokoju chłopaka.Otworzyłam drzwi i ustałam w nich patrząc na Justina który cały czas siedział na łóżku z laptopem.-Śniadanie...-powiedziałam tak samo oschle jak on do mnie wcześniej i napięcie odwróciłam się do schodów.-Jak nie masz zamiaru jeść to powiedz...-chłopak nic nie powiedział,schodziłam po schodach a on za mną,jednak tym razem nie przytulił mnie od tyłu jak to miał w zwyczaju robić.Szedł z rękoma w kieszeniach i nawet na mnie nie patrzył.Zrobiło mi się cholernie przykro,ale starałam się zignorować to uczucie.Gdy weszliśmy do kuchni Pattie postawiła przed nami talerze z ładnie przygotowanym śniadaniem.Szybko zjadłam a później odstawiłam talerz do zmywarki dziękując mamie mojego chłopaka.Uśmiechnęła się do mnie serdecznie i skinęła głową.Poszłam na górę po swoją torbę,zignorowałam Justina.Nie chciało mi się słuchać jego naburmuszonego tonu,zwłaszcza wtedy gdy nic złego nie zrobiłam.Z torbą zeszłam na dół i położyłam ją na sofie w salonie.Wyminęłam się na schodach jeszcze z Bieberem który nic nie powiedział.Gdy zszedł na dół a ja byłam w kuchni z Pattie powiedział że już wychodzimy i po prosty zniknął za frontowymi drzwiami.
-Trzymaj się kochanie.-powiedziała czule pani Mallette gdy wychodziłam z kuchni.
-Do zobaczenia później.
W samochodzie w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy,nie dotykaliśmy nawet nie patrzyliśmy.Było mi przykro że Justin nie chce ze mną rozmawiać.Jeszcze wczoraj był taki kochany...A dzisiaj jakby znów chciał się pokłócić.Cóż...Skoro nie chce się odzywać to nie.Przed szkołą szybko wyszłam z samochodu gdy już go zaparkował i nawet nie czekałam na chłopaka tylko weszłam do budynku.Zdecydowanym krokiem poszłam do swojej szafki i zamieniłam książki a później poszłam przed klasę gdzie czekała na mnie już Hol i Kat.
-Hej...-mruknęłam i rzuciłam torbę pod ścianę.
-Hej?Co ci?-zapytała Holly.
-Kotek,co jest??-przytuliła się Katnis całując w policzek.
-Hmm wczoraj musiałam pożegnać się z przyjaciółką,dzisiaj mój chłopak się do mnie nie odzywa i już nie wspomnę o tej całej cholernej kłótni...-powiedziałam zniesmaczona.Dziewczyny o wszystkim dokładnie wiedziały ponieważ przez cały czas się kontaktowałyśmy i bardzo mnie wspierały.
-Justin się do ciebie nie odzywa??-popatrzyła na mnie Kat, jak na jakąś kosmitkę która mówi o fioletowych małpach na monocyklu które żonglują słoniami.
-Jak widać...-powiedziałam zerkając na mojego chłopaka który gadał z Chrisem w drugim końcu korytarza.Zawsze stali z nami pod klasą...
-Idę z nim pogadać.-powiedziała Hol podciągając rękawy tak jakby chciała mu przyłożyć.Szybko wzięłam torbę i pociągnęłam Kat za przyjaciółką.-Justin!Możesz wytłumaczyć o co tutaj chodzi??
-O czym ty mówisz??-spojrzał na nią udając głupka.
-Nie udawaj debila bo dobrze wiesz o czym mówię.-skrzyżowała ręce na piersi cały czas patrząc się na niego złowrogo.Justin spojrzał na mnie przelotnie a później przeniósł błagalny wzrok na Chrisa.Ten pociągnął go za rękaw za sobą wymijając.-Chris?!-Holly odwróciła się do odchodzących chłopaków a przyjaciel Biebera posłał jej przepraszające spojrzenie.-Ughh...Mam dość facetów.
-Ja tak samo...-powiedziałam zrezygnowana.
-Wielkie dzięki.-za naszymi placami stał mój brat,DJ i Tay.Powiedzieli chórkiem a my szybko się odwróciłyśmy w ich stronę.
-Oh nie marudźcie...-powiedziała Kat wywracając dramatycznie oczy.Obie z Holly się zaśmiałyśmy.
-No już się tak nie denerwuj...-Tay przeciągnął do siebie Kat i pocałował w głowę.
-Czekaj!Czekaj! Czy ja o czymś nie wiem??-spojrzałam na moich znajomych, pokazując na dwójkę przytulającą się do siebie.
-Kat i Tay się umawiają...-szepnęła zadowolona Holly spoglądając na tamtą dwójkę.
-Uuuu...-uśmiechnęłam się szeroko a po chwili rozbrzmiał dzwonek.Pożegnaliśmy się z chłopakami i poszłyśmy do klasy.Dziewczyny próbowały mnie rozśmieszyć i udawało im się to.Całe roześmiane weszłyśmy do klasy i usiadłyśmy jak zawsze na tych samych miejscach.Po mojej lewej siedział Justin,nie zwracał na mnie w ogóle uwagi.Po mojej prawej siedziała Kat a przede mną Holly.Mieliśmy angielski i lekcja była dość ciekawa ponieważ pani opowiadała nam jakieś śmieszne historie z innych klas.Godzina minęła szybko a kiedy zadzwonił dzwonek na następną, razem z dziewczynami wybiegłyśmy z klasy jako pierwsze.Pobiegłyśmy szybko do naszych szafek i zmieniłyśmy książki.Chciałyśmy zdążyć przed wyjściem chłopaków z klasy,i udało nam się to.Mój brat,Taylor i DJ byli w szoku jak nas zobaczyli.My głupio się uśmiechałyśmy i to ich przeraziło.Patrzyli na nas jak na idiotki a my wybuchłyśmy śmiechem wtedy oni zaczęli nas gonić po całej szkole,mnie gonił DJ,Kat uciekała przed Tayem a Holly przed moim bratem.Przebiegłam prosto przed Justinem wpadając na niego.
-Uważaj jak łazisz...-mruknął oschle.
-Justin!-krzyknęłam a on tylko omiótł mnie zimnym spojrzeniem i poszedł razem z Chrisem w inną stronę.Myślałam że się przesłyszałam.Przecież to mój chłopak...-Przepraszam,DJ.-spojrzałam na kolegę i czułam jak łzy napływają mi do oczu.Pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w kabinie osuwając na podłogę.
-Karo!Wyjdź!Wiemy że tu jesteś.-po chwili do pomieszczenia weszły moje przyjaciółki.Ja nic nie powiedziałam,cały czas szlochałam.Po chwili jednak postanowiłam otworzyć widząc że dziewczyny nie odchodzą.Gdy od kluczyłam drzwiczki wyszłam z kabiny.
-No co? Znów mam wam powiedzieć że traktuje mnie jak śmiecia??-spojrzałam na nie z rozpaczą i lekką złością.Dziewczyny nic nie powiedziały,po prostu mnie przytuliły.Rozpłakałam się od nowa,było mi tak cholernie przykro.Gdy się już uspokoiłam,poprawiłam makijaż i biorąc głęboki wdech wyszłyśmy z łazienki.Oczy wszystkich pokierowały się automatycznie na nas,ja jednak to zignorowałam.Podeszłam do mojego brata który stał obok wyczekując aż wyjedziemy i się do niego mocno przytuliłam.Potrzebowałam tego,potrzebowałam wsparcia najbliższych.Na pozostałych lekcjach siedziałam cicho jak myszka,nie odezwałam się ani słowem chyba że gdy nauczyciele mnie o coś zapytali.Gdy wyszłam przed szkołę,już po ostatniej lekcji Justin czekał na mnie opierając się o maskę samochodu.
-Jedziemy??-zapytał otwierając drzwi.Zachowywał się jak gdyby nigdy nic.Ja omiotłam go wzrokiem i wsiadłam na miejsce pasażera.Po chwili już jechaliśmy,nie odzywając się do siebie w ogóle.Przed domem szybko wyskoczyłam z samochodu i weszłam do budynku.
-Dzień dobry!-krzyknęłam wchodząc do kuchni,Pattie i Erin siedziały przy blacie i nad czymś rozmawiały.
-Dzień dobry,kochanie.Zostaniesz na obiedzie??-spojrzała na mnie mama Justina.
-Eh...Przykro mi.-powiedziałam przypominając sobie dzisiejszą sytuację.-Lepiej będzie jak pójdę do siebie.-uśmiechnęłam się blado wychodząc z kuchni.-Ale dziękuję za zaproszenie!-krzyknęłam wchodząc po schodach.Pattie była dla mnie jak druga mama.Czułam się u nich jak u siebie i zawsze mi powtarzali że mogę się tak czuć i że zawszę mogę na nich liczyć.Poszłam szybko do pokoju chłopaka i zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy.Po chwili do pomieszczenia wszedł Biebs.Nie odezwał się,po prostu rzucił się na łóżko i mi się przyglądał.Zignorowałam go,starałam się jak najszybciej spakować swoje rzeczy i wyjść.
-Karolina...Proszę nie wkurzaj się.
-Justin!Jak ja mam się nie wkurzać skoro traktujesz mnie jak nikogo?!Do cholery,jestem twoją dziewczyną!Powinieneś mi ufać...-powiedziałam zakładając torbę na ramie.-Przemyśl to sobie.-wyszłam szybko z pokoju i tak samo szybko pożegnałam się z kobietami w kuchni a później opuściłam posesję Biebera.
_________________________________________________________________
Nareszcie...Uff...Strasznie przepraszam że są takie przerwy pomiędzy rozdziałami ale sami zrozumcie że mam masę nauki,siatkówka,od kwietnia zacznie mi się taekwondo,muszę jeszcze odpowiedzieć z geografii w piątek więc jeszcze troszeczkę mi zostało. Ale obiecuję że gdy już wszystko sobie ułożę to będę pisała jak najczęściej.
Co do rozdziału...Hmmm...Podoba mi się :D Naprawdę jestem z niego zadowolona.Jestem trochę w szoku jak zmieniłam przebieg wydarzeń ale zdecydowałam że w ten sposób będzie ciekawiej ^^.
Proszę komentujcie jak najwięcej ponieważ to mnie bardzo motywuje.A ostatnio u mnie ciężko z jakąkolwiek motywacją -.-. Więc naprawdę bardzo Was proszę o jakiekolwiek komy.
Napiszcie oczywiście co sądzicie o tym rozdziale ;)
-Patryś.