niedziela, 1 lutego 2015

Wyjasnienia.

Ten post zostanie usuniety po dodaniu rozdzialu.

No wlasnie...Rozdzial.
Chodzi o to ze w sumie jest napisany,... Prawie skonczony. Ale mam blokade. Ku--wska blokade i brak weny ktory nie pozwala mi stworzyc nic sensownego!
Normalnie juz jestem wsciekla od kilku dni ze nie moge nic napisac :(
A jeszcze bardziej dobija mnie fakt ze nie dotrzymalam obiednicy,..
Przepraszam <3
Postaram sie skonczyc rozdzial jak najszybciej sie da.
Kocham was.
-Patrys

sobota, 24 stycznia 2015

Skarby!

Prawdopodobnie jutro wieczorem pojawi sie rozdzial. :)

Tesknie za pisaniem ale nie mam na to kapletnie czasu.
Zastanawiam sie nad zawieszeniem bloga lub calkowitym zakonczeniem go (=usunieciem).
Nie wiem juz cos robic...
Niektorzy tu jeszcze zagladaja i bardzo mnie to cieszy ze jeszcze ktos tu jest.
Jednak ja nie mam sily obecnie.
Tak strasznie mi przykro.
Dlatego prosze powiedzcie mi czego wy chcecie.


Pamietajcie ze to wy wybieracie.
Jesli chcecie bym dalej pisala co jakis czas to moge dalej pisac.
A jesli juz wam sie to znudzilo moge usunac.

KOCHAM WAS!
-Patrys

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdzial 47

Ktokolwiek jeszcze odwiedza mojego bloga zostawcie po sobie jakikolwiek komentarz.
___________________________________________________

Usmiecha sie do mnie pokrzepiajaco. Siedze tak na lozku bawiac sie zakladkami na spodniach. Czuje sie glupio, jak jakas ostatnia beksa i idiotka. Matko no naprawde piekne wrazenie robie na Bieber'ze.
-Skarbie nie masz sie czego bac,jasne? Caly czas bede przy tobie i nie pozwole mu nawet na ciebie glosu podniesc.-bierze mnie na rece. Hm on chyba lubi mnie dzwigac. Zabawne.
-Nie myslmy juz o tym...Bede sie martwic jutro.Dzis chce jeszcze wyluzowac.-kiwam glowa gdy ten sadza mnie na blacie gdzie siedzialam jeszcze jakies pol godziny temu. Caluje mnie delikatnie w czolo i wraca do gotowania.
-Ta trasa bedzie epicka.-usmiecha sie z przekonaniem. Dobrze ze zmienia temat, jestem mu wdzieczna.- Ale musimy odwiedzic jeszcze tego mojego kolege, jasne?-odwraca na chwile glowe by spojrzec na mnie.
-TY go odwiedzisz a ja sobie poleniuchuje w domu.
-Mhhhhmmm...Cos ci sie chyba myli.-wywraca oczami.
-Brazyyylia,taaak?-przeciagam, zeskakujac z blatu i opieram sie o niego z zalozonymi rekami.
-Dokladnie, chica.-odwraca sie energicznie i porywa mnie do tanca podglaszajac wczesniej jakas latynoska piosenke.
O matko...Ale z niego boski tancerz. Nie sadziam ze potrafi cos innego oprocz hip-hopu,street dance'u czy free stylu...Moglabym przetanczyc tak z nim juz cale to popoludnie.
-A od kiedy to ty salse tanczysz?-usmiecham sie patrzac na jego usta.
-Mam pare ukrytych taletnow.-wpija sie w moje usta nadal mnie prowadzac w rytm muzyki. Uwielbiam te jego usta, to w jaki sposob wspolgraja z moimi, jak je dopelniaja...Cos magicznego,cos czego jeszcze nigdy nie doznalam tak naprawde. Nie myslalam ze mozna sie tak czuc.Gdy piosenka sie konczy Jus przechyla mnie tak by pocalowac moj dekolt. Od razu przechodza mnie dreszcze.
-Aye, z taka tancerka to ja moge spedzic cala noc na parkiecie.-wzdycha przekladajac na talerze nasza kolacje.
-Nie masz czasem jakis latynoskich korzeni?-usmiecham sie biorac biale wino i idac za nim do jadalni.-Wloska kuchnia, brazylijska salsa. No no.-usmiecham sie stawiajac butelke na stole i podpieram sie jedna reka o biodro.
-Nie mam pojecia.-usmiecha sie rozbawiony i caluje mnie w usta przelotnie, odsuwajac mi krzeslo. Gentelman. Lubie takie gesty. Siadam wygodnie zabierajac sie za spaghetti z owocami morza i jakims sosem. On jeszcze nie zaczyna. Patrzy na mnie badawczo z wyczekiwaniem.
-O matko! To jest pszyczne...-wzdycham zamykajac oczy. Od razu przypomina mi sie ostatni obiad w domu mojej ukochanej sasiadki z Wloch. Squisito. (tlum: znakomite,wysmienite)
-Oh...Balem sie ze nie spodoba ci sie.-zaczyna jesc.Reszte jedzenia spedzilismy w ciszy delektujac sie boska potrawa. Gdy oboje juz konczymi,opieramy  sie wygodnie o nasze krzesla.
-Najadlam sie jak jakas swinia...Zaraz mi zoladek peknie.-lapie sie za brzuch wywracajac oczami a potem wstaje i zabierajac nasze talerze zanosze je do zlewu. Kiedy wracam Justin nawet sie nie poruszyl o centymetr. Siedzi tak wpatrujac sie w fale morza ktore widac przez okno. Sowam rekoma po jego ramionach opierajac glowe przy jego uchu a paznokciami smyrajac jego brzuch.
-Moglbym tak juz zawsze.-westchnal.
-Czyzby mlody, nieskonczony wulkan energii mial dosc?-caluje go w policzek.
-Po tej trasie wezme przerwe.Potrzebuje odpoczac.-wstaje w jednym momencie i poglaskal mnie po policzku kiedy jest juz twarza do mnie.
-Nie mowisz powaznie.-krece glowa.
-Cher...Pracuje nonstop od kiedy bylem maly a ostatnie 6 lat to jakies wariactwo... Naprawde chce chociaz rok dla siebie...Dla nas..Dla rodziny.-wtula sie we mnie niczym w mame a ja glaszcze go po wlosach. Nie sadzilam ze jest az tak zmeczony.
-Musisz to przemyslec na spokojnie,kochanie.-usmiecham sie i pozostajemy w zawieszeniu ciszy.
-Chodz...Trzeba spakowac rzeczy na jutro.
-Naprawde chyba napluje Tydze w twarz za wszystko.-warcze wskakujac po schodach
-Chill baby...-klepie mnie w tylek. Nie wiem czemu ja sie tak wkurwiam.Powinnam byc spokojna. Przeciez nic juz sie nie zmieni. Teraz jest inaczej. Ja jestem z Justin'em. Tyga moze sie pierdolic ze swoimi dziwkami ile mu sie tylko podoba...Nasze zycia sie rozeszly wiec nie rozumiem sensu wracania do tamtej przykrej sytuacji. Po co on chce rozdrapywac moje rany? Czego on oczekuje? 
-Przestan juz sie tym tak zamyslac.-mowi Jus calujac moja dlon kiedy nastepnego dnia rano jedziemy juz do mnie.
-Nie rozumiem calej iluzji tej sytuacji.-marszcze brwi przygryzajac paznokiec.Jestem jakas zaspana. Fakt faktem ze za chuja nie moglam spac, zle sie czulam i ciagle przytlaczaly mnie mysli. Biebs staral sie mnie jakos ''ukolysac'' , spiewal mi, opowiadal historie, glaskal...Jednak bez skutku. Kiedy wreszcie podjechalismy pod moja wille wyskoczylam z auta i czekajac na Jusa udalismy sie do budynku.
-Cher?-slysze glos John'a.
-Nie, Swiety Mikolaj.-klade klucze na komodzie w korytarzu i staje opierajac reke o biodro.-No wiec slucham? Miejmy to z glowy.-chyba nie mam ramiaru sie ruszyc dalej, musi to smiesznie wygladac poniewaz moj chlopak lekko popycha mnie do salonu. Nawet nie chce myslec o tym ze to pierwszy raz jak Jus widza sie z moim asystentem. Wchodze energicznie do salonu na gore gdzie na sofie siedzi Chris i moj byly. Oboje widzac mnie w progu od razu staja. -Ja to nie pani profesor,pff.-siadam naburmuszona na drogiej sofie i po chwili siada tuz obok mnie Jus. Brown mierzy go badawczo a ja posylam mu znaczace spojrzenie. Nie patrze nawet na Tyge, nie potrafie, ciagle boje sie jego obecnosi, jego wzroku i brzydzi mnie jego morda.-Wiec?
-Cher przysiegnij ze do poki nie skonczy nie otworzysz tej swojej pieknej buzki i nie bedziesz pierdolic jakis glupot,prosze?-ale z Chris'a odwokat no od siedmiu bolesci normalnie.
-Wr...-skinelam glowa warczac pod nosem.
-Ehm...-wciaz nie potrafilam na niego spojrzec.-Kilkanascie miesiecy temu wykryto u mnie raka trzustki.-mimowolnie na niego spogladam, z zaszokowana mina.- Nie wiedzialem wtedy co robic, ty mialas we mnie wsparcie a ja nie chcialem ci tego zabierac. Bylas taka szczesliwa, patrzylem na ciebie kazdego dnia wiedzac ze kiedys mnie zabraknie, nie moglem ci drogi raz pozwolic cierpiec..-zrobil przerwe gdy glos mu sie lekko zalamal.-Moj kumepl wpadl na pomysl, dosc ekstremalny ale jakze idealny. Znalezlismy mojego sobowtora. Jest identyczny w kazdym detalu, az lekko mnie to przerazalo.Pamietasz moj wyjazd niby do Europy, do Francji na nagrywanie z Guetta?-skinelam glowa wciaz majac otwarta buzie z zdzwienia.-Tak naprawde wyjechalem na terapie do prywatnej kliniki... Po powrocie...To nie bylem juz ja. Erik gral doskonale moja osobe, mial byc tylko medialny i bys ty nie musiala przezywac mojej choroby. Chcialem ci oszczedzic wszystkiego tego bolu, tej chemii i mojego wykonczenia. Nie chcialem bys mnie takiego ogladala, wiem ze masz dobre serce i bys sama sie za bardzo przejela. Wszystko szlo tak jak mialo. Erik powoli mial cie do siebie zrazic. Te wszystkie imprezy i co chwilowe znikanie. Nie mialem pojecia ze cie zdradzal i przyprowadzal dziwki, nie tak mialo byc. Nikt nie wiedzial o tej podmiance oprocz mojego kumpla. Musisz zrozumiec ze nie mialem pojecia iz on cie pobil.-spoglada na mnie z wstydem.- Cher musisz mi wybaczyc. Nie mialem pojecia.-jego glos jest wrecz blagaly.Spogladam na Chris'a. Ten przytakuje glowa.
-Ja...-przelykam sline.-Ja potrzebuje powietrza.-spogladamm jak ta zblakana sarenka na caly salon i wybiegam po schodach na taras. Slysze tylko jak Justin zabrania Tydze iscia za mna i ze on to zrobi.
-Skarbie...-slysze jego zciszony glos kiedy ja wpatruje sie w panele patio. Dlonie mam wplatane we wlosy a lzy same leja sie po policzkach. Czy moje zycie musi byc wielkim pierdolonym klamstwem?! Jak to Tyga to nie Tyga?! Jak...Jak on mogl?! Jakim prawem on zrobil ze mnie idiotke!?-Skarbie...-moj chlopak zlapie mnie za lokiec odwracajac mnie do siebie i przyciskajac do klatki piersiowej.-Ulozymy to sobie jakos.-glaszcze mnie po plecach calujac w glowe. Lekko kolysze nami bym sie uspokoila. Nie moge. Ostatnio zaduzo odkrywam prawdy. Czy ludzie mysla ze jestem tak niedorosnieta dziewczynka iz nie poradze sobie z rzeczywistoscia? W jakiej wyimaginowanej bajce musze zyc skoro nie wiem nawet kto jest moja biologiczna matka?!
-To i tak koniec.-szepcze odsowajac od siebie mojego chlopaka.Marszczy automatycznie brwi.- Ja i on to juz przeszlosc i to ze teraz zdecydowal powiedziec mi prawde nie zmienia tego ze ja poszlam do przodu.-kiwam z przekonaniem glowa.
-Jestem z ciebie dumny kochanie.-Justin caluje mnie namietnie w usta. W tym momencie domyslam sie jak on musial sie bac. Co nim kierowalo? Bal sie ze skoro Tyga wrocil to go zostawie i wroce do tego skurwysyna? Oh...
-Chodz.-lapie go za dlon.-Musze wyjasnic mu pare spraw.-ocieram wierzchem dloni policzki i wracam do salonu.-Wiec tak.-Biebs siada na swoim poprzednim miejscu a ja zostaje na nogach.Biore gleboki wdech i kumuluje w sobie cala zlosc ktora wrecz ze mnie teraz tryska.-Zrobiles ze mnie zwykla dziwke. Zeszmaciles mnie. Pod moja niewiedze pozwoliles sypiac z innym facetem. Chciales mi oszczedzic bolu,tak? Zobacz co on ze mna zrobil!-wyrzucam rece w powietrze.-Zniszczyles kazdy kawalek mojej psychiki.-Przez ciebie nawet nie wiem kim jestes! Zwykly skurwiel. Jak mogles zostawic mnie w nieswiadomosci? Jak mogles w ogole wpasc na pomysl zastepowania mi ciebie?! To chyba ja powinnam decydowac! Pozwoliles komus innemu piperzyc mnie co noc. Pozwoliles komus innemu rujnowac mnie co klotnia.-wzdycham zamykajac na chwile oczy.-To wszystko bylo jednym wielkim klamstwem...Osobie ktora sie kocha nie robi sie takich swinstw.-warcze zagryzajac mocno szczeke. Dopiero teraz tak naprawde spogladam mu w oczy.-Dzieki tobie czuje sie teraz jak zwykla szmata. Erik potrzebowal sily zeby sprawic bym tak sie czula...A ty nawet palcem nie musisz skinac. Gratuluje. To to czego chciales osiagnac?!?!-nachylam sie nad nim.-Nawet napluc w twarz nie mam ci ochoty.-sycze naprawde wsciekle i ide do kuchni siegajac z lodowki zimny burbon.
-Wypierdalaj stad.-Justin wstaje energicznie wskazujac w kirunku drzwi.-No JUZ!!-podnosi glos ktory odbija sie echem po calej willi. Tyga poslusznie wstaje ostatni raz spogladajac na mnie a ja patrzac na jego wstretna osobe ocieram reka zbolaly od nerwow kark.
-Justin mozesz?-skinam na swojego ukochanego wchodzac po schodach z burbonem w reku. Od razu podrywa sie z miejsca i przeskakujac co drogi schodek wbiega za mna do pokoju. Siadam na lozku popijajac duzy lyk z butelki.
-Hej.Hej.Hej. Chyba nie masz zamiaru fundowac sobie kaca przez takiego chuja.-glos Bieber'a jest srogi jednak naprawde zatroskany.-Daj mi to.
-Nie.-mowie niczym mala dziewczynka przytulajaca dosiebie misia, ja w tym przypadku butelke.
-Malaaaaaa.-na twarzy blondyna momentalnie pojawia sie lobuzerski usmiech. Rzuca sie na mnie niezwazajac na to co trzymam i zaczyna mnie laskotac. Brakuje mi tchu a lzy od smiechu same wyplywaja z oczu.
-Justin! Hahahaha! Ju...Justin! Stop!-krzycze probujac mu sie jakos wydostac. W jednym momencie burbon wypada mi z reki i rozlewa sie po calym dywanie. -No i widzisz!-krzycze rozbawiona poprawiajac swoja koszulke.-Widzisz co zrobiles? Ghhh...-wywracam oczami wstajac by to jakos ogarnac jednak ten dupek lapiac mnie za biodra przyciaga na swoje kolana.
-Trzeba bedzie wyrzucic ten dywan.-stwierdza z udawana przykroscia.
-Zmarnowales dobra butelke alkoholu.- robie podkowke patrzac smutno na jego rece oplatajace moja talie.
-No i co? Przynajmniej nie zapijesz sie w trupa.-wzrusza ramionami i caluje moje ramie.-Masz moze ochote na spacer?- usmiecha sie zachecajaco.
-We dwoje?
-Plus Kenny i Hugo, oczywiscie.-wyszczerza te swoje biale zeby.
-Jak dla mnie spoko.Ej a kiedy jedziesz do tej Brazylii?-pytam wstajac i zwijam brudny dywan.-Trzymaj.-podaje mu butelke.-Wyrzucimy przy okazji.
-Jedziemy.Cher do cholery jedziesz ze mna.-wychodzimy razem zbiegajac do kuchni.
-Taaaaaa...To jest do przedyskutowania.-kiwam glowa podchodzac do lodowki.-Trzeba kupic nowy burbon.
____________________________________________
Heeej? Jest tu ktos jeszcze?
Wiecie co? Cholernie za wami tesknilam, za pisaniem, za waszymi komentarzami, za wspieraniem mnie. Naprawde tesknilam jak wariatka <3
Przepraszam za ta pieprzona przerwe. Nowa szkola przytloczyla mnie nauka. Naprawde to jakas masakra i zebym mogla cos zaliczyc musze miec temat wykuty do perfekcji. Plakac mi sie chce.
Pozniej zaliczylam upadek i popadlam w stanowcze zamkniecie swoich uczuc.
Ale jestem...Mam nadzieje ze rozdzial sie wam spodoba...Nie jest zachwycajacy ale ... No sama nie wiem.
Postaram sie juz dodawac troszeczke czesciej jakies wpisy.
Naprawde was przepraszam.
-Patrys

sobota, 20 września 2014

Rozdzial 46

-Justin?!-krzycze schodzac po schodach.
-Kuchnia!-slysze jego rozesmiany glos. Zna mnie dobrze i wie ze nigdy nie szukam kogos po domu, wole po prostu krzyknac.
-Skarbie dzownila Miley...-siadam przy blacie i patrze jak kroi warzywa. Od razu wyciagam telefon i strzelam mu fotke.




'' Ladies and gentelman... @justinbieber gotuje! :O Czyzby kolejny talent?? Zobaczcie jego skupienie ^^ xD #lazy #time #friends #happy''







-Czy ty mi robisz zdjecie??-smieje sie pod nosem spogladajac na mnie.
-Yhyyy.-odwzajemniam usmiech odkladajac telefon na blat.-Wracajac do tematu...Mils mowila ze ktos dzwonil do Fredo bo chcial sie z toba spotkac.-mruze oczy.Gest czytko spontaniczny, nie ma pokazywac ze lekko mnie to zdzwilo.Ten glupkowato usmiecha sie pod nosem podnoszac i opuszczajac brwi.
-Ahaaaaa...Jakas ladna laska?-pyta smiejac sie.
-Cham.-wstaje zla chcac wyjsc z kuchni. Jego rece jednak zatrzymuja mnie w pasie w ostatnim momencie.
-Ale kochasz tego chama,prawda?-szepcze mi do ucha.
-Wlasnie sie nad tym zastanawiam.-odpowiadam naburmuszonym glosem.Sklada lekkie i wolne pocalunki na mojej szyi i ramieniu. Przechodza mnie dreszcie kiedy to robi. Jego dotyk, obecnosc,widok powoduje u mnie cieplo w srodku. Moje serce od razu cos sciska a w brzuchu jest tysiac motyli, a raczej kurde sloni! -Zadzwon do niego...Moze jakas laska chce numerek.-warcze mimo ze teraz juz sie z nim po prostu drocze.Chce go powtorzac.Wydostaje sie z jego uscisku widzac ze moje slowa go zszokowaly.Udaje sie biegiem na gore i rzucam na lozko. Oh...Zamykam na chwile oczy i gdy je otwieram mam przed soba twarz Justin'a. Przyszedl za mna od razu. Usmiecham sie w duchu. Mogl faktycznie zostac w kuchni i zadzonic do Alfredo nawet by zapytac sie kto to byl a on wolal przyjsc za mna. Mowilam juz ze jest wspanialy?
-Kocham cie.-szepcze po prostu. Wpatruje sie w jego czekoladowe oczy i usmiecham sie leciutko.
-Ja ciebie tez...-rowniez szepcze.
-Pamietaj o tym bo jestes najwazniejsza, nigdy nie mysl ze moglbym byc z kims innym,dobrze?-pyta powaznie a ja nie wierze ze on naprawde wzial moje slowa na serio. Przeciez zna mnie, wiedzial ze sie z nim drocze.
-Ja tylko chcialam cie wkurzyc...-chichocze ale on pozostaje nieugiety.
-Dobrze?-powtarza.Patrze na niego zdziwiona.                                                                         
-Dobrze.-skinam glowa usmiechajac sie blogo.
-Dobrze.-caluje mnie w nos a ja usmiecham sie leciutko krecac glowa.
-Spadaj dzwonic do Flores'a bo sie wkurzy.-smieje sie spychajac go z siebie.Podciaga tylko swoje spodnie i patrzac na mnie z pozadaniem zatrzymuje sie w drzwiach. Spogladam na co sie tak gapi i odkrywam ze widac mi caly koronkowy stanik.-Zboczeniec.-poprawiam szybko bluzke wywracajac oczmi.
-Taaaaaa...Tego nie zaprzecze.-mowi schodzac po schodach. Jest dzis jakis inny. Taki spokojny. Nie wiem co mu jest...Sam mi na pewno nie powie. Hmmm trzeba wymyslec sposob na wyciagniecie to od niego. Ktos jakies pomysly? Lezac przed laptopem gadalam z panna Minaj ktora obecnie jest gdzies w Europie. Matko ta laska kiedys zginie... Nie mowie jej ze jestem z Jusem. Jak na razie sama sie musze z nim do tego przywzywczaic. Moj chlopak pewnie bedzie chcial oglosic wszystkim ze jestesmy razem ale ja wole poczekac...Dajmy sobie czas, zobaczmy czy fakt ze bedziemy razem pracowac nie bedzie zagrazal naszemu zwiazku. Bedziemy w sumie ze soba jakies 24/7...No po za czasem kiedy bede przy kreceniu ''Step Up''.Po jakims czasie schodze na dol, kiedy Jussi nie daje znaku zycia. Chce sie do niego przytulic.Widzac go caly czas przy garach ze sluchawkami na uszach i podrygujacego w reytm muzyki usmiecham sie rozbawiona. Jest wspanialy. Jest po prostu soba. Podziwiam jego sile. Ludzie hejtuja go, on zalicza upadek i powraca silniejszy. On jest naprawde godny szacunku. Sam zapracowal na to co osiagnal. Przytulam sie do jego plecow calujac go w ramie. Czuje jak jego miesnie spinajac sie gdy palcami smyram jego brzuch. Mrr... Sciaga sluchawki zostawiajac je na swojej szyi.-Witam sliczna.-odwraca sie do mnie calujac w czolo i lapiac mnie za biodra sadza na wysepce. Sam staje po miedzy moimi nogami i opiera dlonie o krawedz, nachylajac sie leciutko w moja strone.
-Patrz jestem teraz super lazka!-usmiecham sie siegajac po dwie zolte papryki.
-Hahaha!-ten wybucha smiechem krecac glowa.-Glupia jestes...-mowi pomiedzy napadami smiechu.
-Taaaaa...-odkladam warzywa na blat.-Dlatego do siebie pasujemy.-wzruszam ramionami usmiechajac sie jak mala dziewczynka. -Co gotujesz?
-Niespodzianka. Mam nadzieje ze ci bedzie smakowac. -spoglada na moje usta a ja trzymajac dlon na jego ramieniu zlaczam nasze wargi. Smakuje slodko z nutka wina.
-Piles.-odrywam sie od niego.
-Tego wymaga potrawa.-puszcza oczko.-Dzis po wlosku.-znow zlacza nasze usta,teraz jednak przejmuje inicjatywe. Jest pewny siebie i bierze to czego chce.
-Mhmmmm w taki razie ja tez chce tej potrawy.-usmiecham sie zadziornie. Skina glowa i sie odwraca wyciagajac lampke i wlewajac w nia biale dobre wino.
-Per lei,signorina.-mowi powaznie i siega po swoj kieliszek.
-Nie wiedzialam ze mowisz po wlosku.-marszcze brwi.
-Bo nie mowie.-znow lekko sie smieje.-stokamy szklem demonstracyjnie.
-Mmmm...Pyszne.-degustuje.Usmiecha sie wracajac do patelni.-Skad umiesz gotowac po wlosku?
-Lubie ten kraj.-wzrusza ramionami.-Po za tym mam kucharza wlocha.-dodaje.
-No tak pewnie...Ja z Chris'em i John'em sami sobie gotujemy.-krece glowa kolujac kieliszkiem.
-Zamieszkajmy razem.-szczerzy sie do mnie.-Bede tylko i wylacznie twoim kucharzem.-juz czuje to drugie znaczenie jego wypowiedzi. Wybucham smiechem krecac glowa.
-Spokojnie,powoli. Juz niedlugo bedziemy dzielic ten sam tourbus.
-Oooooh yeaaaah...-wzdycha rozmazony.-To bedzie wspaniala trasa.-zaciera rece a ja znow smieje sie glupio.
-Matko kochanie jak ty masz nie poukladane w glowie.-popijam wina.
-Moze chcesz jeszcze?-szybko zmienia temat skinajac na szklanke.
-Nie upijesz mnie,zapomnij.-krece glowa odkladajac pusty kielyszek do zlewu obok niego. Opieram sie o blat plecami i patrze na niego z zalozonymi rekoma.
-Myslisz ze ja chcialbym cie upic??? Ja? -przysowa sie do mnie.-Nie...No dobra masz racje.-smieje sie szybko i patrzy mi w oczy.-Jestes sliczna.
-Mhmmmm.-caluje go w szczeke.
-A wlasnie...-przypomina mus sie gdy juz odsowa sie ode mnie i siega po wode do lodowki.-Do Fredo dzwonil moj stary kolega by zaprsic do siebie do Brazylii.
-Jaki kolega zaprasza cie do Brazylii?-wytrzeszczam oczy.
-Poprawka kochanie... Nas do Brazylii.-usmiecha sie zawadiacko i popija wody.
-Ta nas. To zes sobie wymyslil.-kiwam glowa.
-Chce ci go przedstawic. Dzownilem do niego, mowil ze z checia cie pozna.-usmiecha sie.
-Ja nigdzie nie jade...Czyli bedziemy musieli wczesniej wyjechac,tak?-smuce sie troche.Wiem jestem dziwna ze jestem taka asertywna ale ja sie boje ze media zaczna zaraz gadac ze za duzo razem czasu spedzamy i tak dalej...
-Pojedziesz ze mna...Nie mozesz mnie teraz zostawic.-sprzeciwia sie powaznie.
-A co nie poradzisz sobie?-smieje sie pod nosem.
 Slyszac moj telefon siegam po niego i krece glowa widzac zdjecie John'a.
-Cher?
-Nie,wrozka zebuszka...-mowie rozbawiona.
-Dobra nie wazne. Musisz wracac. Natychmiast.-jego glos jest powazny i slysze ze to nie sa przelewki.
-Cos sie stalo?
-Tak, to znaczy nie...Jednak tak.
-Mozesz mi powiedziec o co chodzi,denerwujesz mnie.-warcze niemilo idac do pokoju na gore. Biebs widzac moje zaniepokojenie od razu udaje sie za mna i siada na lozku kiedy ja staje przed duzym lustrem.
-Chodzi o Tyge. Musisz tu przyjechac.
-O Tyge? Chyba cie pojebalo ze teraz specjalnie bede wracac bo jemu sie cos zachcialo.Ja i on to rozdzial zamkniety, koniec kropka,okay?
Do reszty was na mozg powalilo.-siadam u Justin'a na kolanach a on od razu obejmuje mnie za biodro i caluje w skorn.
-Mala nie zartuj sobie. Nie dzownilbym przeciez gdyby to nie bylo nic waznego,tak? Zrozum ze musisz sie dowiedziec czegos waznego.
-O nim? Nie dziekuje.
-Cher! Ogarnij sie i nie strzelaj teraz fochow bo naprawde nie czas na nie. -ma racje, ostatnio jestem bardziej rozkapryszona.
-Kolejne jakies wielkie tajemnice?-pytam spokojnie ale i retorycznie.-Naprawde mam juz dosc...
-Prosze przyjedz.Proszeee..-przeciaga wrecz blagajac.
-Wez ty mu wytlumacz ze nie ruszam sie nigdzie jak na razie.-podaje Iphone Justin'owi i wtulam glowe w jego szyje.
-Tak slucham?-miesnie mojego chlopaka spinaja sie gdy pewnie rozmowca przedstawia mu sie.-Aha...Aha...Ahaa...Rozumiem... Jasne... Nie wiem co by to mialo dac... Chyba nie chcesz zeby cierpiala? Ja na pewno nie...Postaram sie ale nic nie obiecuje...Mhm..Taaa...-po chwili razlacza rozmowe i kladzie telefon za nami na lozku.
-I?-spogladam na niego smutno.
-Powinnas tam jechac. Musisz naprawde zrozumiec pare rzeczy.-usmiecha sie odgarniajac kosmyk wlosow z mojego czola.-Bedzie dobrze,obiecuje.-przytula mnie mocniej kiedy widzi jak sie kurcze.Boje sie tego co moze sie stac, tak boje sie Tyga, kto by sie nie bal idioty,skonczonego dupka ktory pobil cie tak dotkliwie, ktory zeszmacil cie, ktory wypral z wiary.Dlatego tez nie chcialam wiazac sie z Justin'em balam sie tego do czego moze byc zdolny... -Bede przy tobie skarbie, caly czas.-caluje mnie w policzek.
-Co ci powiedzial?
-Wytlumaczyl o co chodzi, Cher powinnas to uslyszec,ale nie ode mnie,dobrze?-spoglada na mnie podnoszac za brode moja twarz.Skinal tylko glowa ocierajac splywajaca po moim policzku lze.-Pojedziemy tam.
-Ale nie juz...Wrocmy jutro.Dajmy jeszcze dzis czas dla siebie.-zatrzymuje go przy sobie czujac jak chcial wstac i pewnie spakowac jakies potrzebne rzeczy.
-Masz racje...
_______________________________________________________
Jak myslicie o jakiego przyjaciela Justin'a chodzi? Myslicie ze zle sie potoczy wizyta w Brazylii? Czy Cher pojedzie z nim? I o co chodzi z Tyga? Co ukrywa? Czyzby powrocil? Cher ma sie bac? Justin naprawde bedzie ja wspieral?? I czy zwiazek Bieber'a z Lloyd to dobry pomysl?
-Patrys

piątek, 5 września 2014

Rozdzial 45

Obiad w spokojnej,malej restauracji to naprawde swietny pomysl,tymbardziej ze jest doslownie dwa kroki od mojego domu.Siedzimy i rozmawiamy na przerozne tematy wciaz trzymajac sie za rece.Jest romantycznie,mimo ze nie ma blasku swiec,czerwonej rozy ani wytrawnego wina. Jestesmy po prostu my i przytulna atmosfera. Nie ma paparazzi, ani telewizji, wywiadow i tego calego chaosu. Jest tak spokojnie ze moglabym tu zostac.
-Kiedy chcesz wrocic?-pyta pozerajac z lyzeczki kawalek ciasta.
-Nie wiem.-wzroszam ramionami tak jakby bylo mi to obojetne.-Byleby nie jak najszybciej. 18'ego musimy wyjezdzac w traseeee...-mysle liczac ile w sumie zostalo nam czasu.
-Obiecalem chlopakom ze uzadzimy jeszcze sobie meski wieczor przed wyjazdem.-usmiecha sie pokornie, tak jakby bal sie mi o tym mowic.
-Nie ma problemu.-dotykam jego policzka.-Wiesz ze ze mna nie jest tak jak z Gomez.-caluje go delikatnie nachylajac sie nad stolikiem.
-Nie bedziesz zla jesli znikne z nimi na cala noc?-pyta podejrzliwie odrywajac sie na chwile.Przez moment mam zamkniete oczy a potem jednak z usmiechem siadam w wygodnym fotelu.
-Nie glupku. Ciesze sie gdy widze cie jak wyglupiasz sie z chlopakami. Jestes w tedy taki hmmmm jak w NeverSayNever.
-Ogladalas moj film?!-pyta zaskoczony wytrzeszczajac oczy.Skinam tylko glowa usmiechajac sie niesmialo.-Awwwww to takie slodkie.-zgrucha a moja mina od razu powaznieje.
-Przestan.-groze mu placem.
-Moja Cher ogladala moooj film.-smieje sie pod nosem.-Cooo chcialas popatrzec na Bieber'a bez koszulki nieeee?-rosza brwiami tylko po to zeby jeszcze bardziej mnie wkurzyc.
-Wygladales wtedy jak dzieciak!-smieje sie z niego, doskonale wiadomo ze umyslnie, a on od razu sie naburmusza.
-Nie wygladalem wcale jak dzieciak.-odklada lyzeczke opierajac sie o swoj fotel.
-Nie, wygladales jak dziewczynka, faktycznie.-chichocze krecac glowa. Wzrok Jusa od razu zdradza ze tylko gra jednak on pozostaje niugiety.
-Radzilbym ci uciekac.-mowi powaznym glosem a ja mimowolnie podrywam sie uciekajac z restauracji. Na pozegnanie krzycze tylko ''do widzenia'' i biegne dalej odwracajac sie co chwila by sprawidz w jakiej odleglosci jest moj chlopak.Pewnie ma chwile opuznienia bo wyjmowal piekniadze by zaplacic. Usmiecham sie w duchu, plus dla mnie.Wpadam szybko do domu smiejac sie glosno i przy schodach zatrzymuje sie by odsapnac,a w jednym momencie ktos mnie oplata rekoma od razu ja smieje sie glosno.
-Hahaha...Justin.-opieram sie o jego plecy.
-Co mowilas? Ze wygladalem jak co?-szepcze mi rozmawiony do ucha.Odwracam nas tak zeby on teraz przyparty byl do sciany i smieje sie pod nosem.Wpijam sie w jego usta wciaz nie mogac przestac sie usmiechac.
-Pseplasam?-przygryzam warge patrzac na niego niewinnie jednak z nutka diabelka.
-Musisz poniesc kare.-mowi po chwili zastanwienia i przezuca mnie sobie przez ramie klepiac po tylku. Smieje sie oczywiscie w momencie kiedy mnie podrzuca i uderzam go lekko piastkami w plecy, nic sobie z tego oczywiscie nie robi.Rzuca mnie na miekkie lozko i od razu sie na mnie kladzie przygryzajac moja szyje.
Usmiecham sie kiedy jego reka laduje na moim posladku i go lekko sciska. Od razu mimowolnie wypuszczam powietrze ktore nawet nie wiem kiedy nabralam do ploc.W jednym momencie wsysa sie w moja szyje i juz czuje ta ogromna malinke ktora sie tam tworzy. Nagle wstaje na rowne nogi pozostawiajac mnie tam taka...Oh sami wiecie.Patrze na niego oniemiala.Pojebalo go do reszty? Najpierw podnieca mnie zucajac sie na mnie niczym zwierz a potem tak po prostu odrywa sie?! I do tego wpatruje sie we mnie z satysfakcja? Idiota...
-Ugh!!-odrzucam glowe na poduszke.-Nienawidze cie.-warcze kulac sie na lozku.
-Taaaaak...Chcialabys.-chichocze pod nosem sciagajac koszulke a ja jednym okiem zerkam na jego wysportowany i umiesniony brzuszek. Mmmmmmr. Cos pieknego.-Widzisz skarbie? Po prostu mnie pozadasz.
-Jestes zbyt pewny siebie panie Bieber.-wstaje na rowne nogi dotykajac piersiami jego klaty.Wciaz patrze mu w oczy.Przyznaje to dosc trudne bo jego wedruja od mojego biustu do ust a potem oczu. Oh chlopacy sa tacy prosci.Usmiecham sie pod nosem zadowolona z siebie.
-Roznica jest taka ze ja przyznaje sie bez bicia ze mam na ciebie straszna ochote.-mruczy seksownie z szelmowskim usmiechem.Takiej odpowiedzi sie nie spodziewalam.Myslalam a raczej liczylam ze zacznie sie wykrecac.-Kocham cie,mala zlosnico.-caluje mnie nagle a ja przez chwile oddaje calusa.
-Nie,e.-odrywam sie kladac dlonie na jego ramionach.Usmiecham sie do siebie uswiadamiajac sobie ze naprawde on tutaj przede mna jest. Czasami mam wrazenie ze to tylko sen.Powracam oczami do jego przepieknych patrzadelek i usmiecham sie szerzej wracajac z krainy mysli.-Nie mozesz mnie tak po prostu calowac.-chichocze pod nosem widzac jego zdezorientowana mine.
-A..Ale myslalem ze skoro jestes moja dziewczyna mam do tego pelne prawo.-marszczy zabawnie brwi.
-Nie wtedy kiedy przegrywasz skarbie.-dotykam palcem jego brody.-Znow pozwoliles mi wygrac.-usmiecham sie dumnie.Tak,to prawda. Nasze wymiany slow zawsze koncza sie przytuleniem albo odwraca sie i sobie idzie kiedy brak mu argumentow. Jest po prostu czasami jak dziecko.Wywraca w tym momencie tylko oczami.
-Idziemy na spacer?
-Widzisz! Znow to robisz, zmieniasz temat.-krece glowa usmiechajac sie zabawnie.Nagle w pokoju slychac dzwonek mojego telefonu.Podchodze do torebki w ktorej znajduje sie urzadzenie i od razu je wyciagam.Zerkam tylko jeszcze kto dzowni i odwracam sie do Jus'a ktory siedzi na lozku wpatrujac sie we mnie z usmieszkiem.-Tak,John?-gdy moj chlopak slyszy imie mojego przyjaciela od razu robi swoja klasyczna mine.
 -Super...-warczy pod nosem a ja wzdycham tylko lekko, sluchajac dalej pytan mojego rozmowcy.Jest najwidoczniej bardzo przejety, razem z Chris'em ktorego slysze torszke gorzej.Standardowe pytania..Gdzie jestem,z kim,co robie, jak sie czuje i tak dalej.
-John..-probuje wciac mu sie w jego monolog.-John!-krzycze rozbawiona krecac glowa.-Spokojnie, zyje okay? Slyszysz? Nikt mnie nie porwal...-spogladam w tym momencie na mojego chlopaka.-No moze jeden glupek.-przygryzam swojego dlugiego paznokcia a Justin puszcza mi oczko z lobuzerskim usmiechem na ustach.Plus dla mnie za poprawienie jego chumoru.
-Coooo?! Jestes z Bieber'em tak?!-warkot Chris'a slychac pewnie nawet w Chinach! No i po co drze ta morde? Nie mozna na spokojnie?-Kazalem ci sie z nim nie zadawac? Jemu tez cos kazalem. Jesli z nim jestes mozesz pozegnac sie od razu.Zabraniam ci dalej pracowac z ta szuja!!
-Chris ogarnij sie. Nie jestes moim ojcem i nie mozesz mi nic rozkazywac,dobrze? Nie bedziesz mi mowil z kim mam sie zadawac. Musisz sie pogodzic z faktem ze uwielbiam Justin'a i nic na to nie poradzisz. Nas cos do siebie ciagnie...-po raz kolejny sie usmiecham patrzac na Justina.
-Cher...-warczy Brown.
-Nie,Chris.Jesli nie chcesz mnie stracic to musisz go zaakceptowac. Jest juz czescia mnie,braciszku. Nie zmienisz tego. -nic nie odpowiada-Kochasz mnie?-pytam gdy nadal nic nie slysze po drugiej stronie.-Kochasz?
-Kocham...-szepce do sluchawki ktora najwyrazniej juz zdazyl zabrac John'owi.
-To zrob to dla mnie i uszanuj moje decyzje.-mam lekkie lzy w oczach.-Wroce nie wiem kiedy...Kocham.-rozlaczam telefon i klade go do torebki.
-Nas cos do siebie ciagnie...Tak?-Justin powtarza moje slowa usmiechajac sie i ciagle porusza brwiami.Stoi bardzo blisko mnie trzymajac dlon na moim biodrze a droga w kieszeni.
-Oh no blagam cie.-usmiecham sie krecac glowa i moj telefon znow zaczyna dzownic.
-Nie, no co to dzien ''zadzown do dziewczyny Bieber'a''.-robi w powietrzu cudzyslow i odwraca sie krecac glowa.Po raz kolejny tego dnia smieje sie do siebie. Oh jak wspaniale wreszcie moc sie ciagle smiac.
Miley.Fotke cyknieto kiedy pierwszy raz zrobilam jej niespodzianke przyjezdzajac na jej koncert juz po zakonczeniu naszej wspolpracy. To byl magiczny moment a Miley dala wtedy jeden ze swoich najlepszych koncertow. Wspaniale wspomnienia.
-Kochanie co jest?-odbieram zaniepokojona.Cyrus ostatnio dzwoni w sprawach tylko i wylacznie powaznych dlatego ze uczy sie do jakis egzaminow konczoncych studia. Tak, Miley uczeszcza na studia.W sumie potajemnie, wiedza o tym tylko najblizsi dlatego tez bardzo sie zdziwilam kiedy raczyla mi o tym powiedziec.A raczej kiedy sama to odkrylam,ale to kiedy indziej.
-Malutka,Scoot dzownil odnosnie tego ze zniklas.-robi chwilowa palze.-I ze Justin tez znikl wiec znajac was obu stawiamy ze jestescie razem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo...-szepcze pod nosem.
-Co?Mow glosniej bo cie kurwa nie slysze. Alfredo scisz ten telewizor!!-drze sie na caly glos az musze telefon odsunac od ucha.
-Nic nie mowilam.-usmiecham sie sztucznie mimo ze ona tego nie widzi.
-Dobra nie wazne, wiec jestes z Bieber'em tak?
-Nooo tak.-mowie szybko.-A co?-rozkladam sie wygodnie na lozku zastanawiajac sie gdzie poszedl Jussi.
-Kiedy wracacie? 
-Nie wiem, pewnie za pare dni.-wzruszam ramionami. Oby jak najpozniej.Wzdycham zrezygonowana.
-Ktos dzis dzwonil do Alfredo odnosnie spotkania z Bieber'em.Jakis stary znajomy.Przekaz Justin'owi i powiedz ze go pozdrawiamy. My spadamy na obiad.Papa kocham cie mala.
-A...Ale.-za pozno w telefonie slysze dzwiek rozlaczonej rozmowy.Cala ona...Kto mogl chciec sie spotkac z Jus'em...Mroze oczy zastanaiwajac sie powaznie. Nie to ze jestem zazdrosna. To po prostu ciekawosc...
_____________________________________________________
Przepraszam za opuznienie..Musicie mi wybaczyc poniewaz to z powodu wyladowania w szpitalu...Przerpaszam.
-Patyrs

niedziela, 31 sierpnia 2014

Libster Award + notka

Od razu z calego serca chce podziekowac osobie ktora mnie nominowala <3 Dziekuje Honorata (blog: http://i-and-one-direction-friends-love.blogspot.it/) :D Od razu milej mi sie na serduszku zrobilo <3

Wieeeeec kolejna niminacja do Libster Award, coz moge powiedziec, po raz kolejny czuje sie doceniona i uszanowana. Jeszcze raz bardzo dziekuje <3

Nominacja do Libster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który Cię nominował.

Odpowiedzi na pytania Honoraty:

1.Jak masz na imię? 
Patrycja 

2.Ile masz lat?
Obecnie 15 xD 

3.Ulubiona piosenka 1D?
:O Nooooo...Nie slucham 1D, bez obrazy, kiedys byla ich jedna piosenka ktora wpadla mi w ucho ale niestety tytulu juz nie pamietam. sorri. xD

4.Jesteś LS/ES?
O.o matko ja nawet nie wiedzialam co te skroty oznaczaja...Wiec zadne z obu.

5.Twój ulubiony kolor?
Fiolet i czern.

6.Twoje ulubione danie?
Spaghetti z owocami morza *^*

7.Twój ulubiony owoc?
Granat

8.Czy uprawiasz jakiś sport? Jak tak to jaki?
Tak, Yoga i troche koszykowka. Plus jezdze na deskorolce i bmx ale nwm czy to do sportu sie zalicza.

9.Twój ulubiony przedmiot w szkole?
A to taki istnieje? Nie no zartuje xD Do tej pory byla to rozszerzona technologia i angielski ale teraz po przejsciu do liceum to angielski,hiszpanski, lacina i filozofia :D

10.Jak promujesz swojego bloga?
W ogole go nie promuje...On robi to sam xD

11.Do jakich fandomów należysz oprócz Directioner?
Nie jestem Directioner...Forever and only Belieber <3

Z racji tego ze nie czytam zadnego bloga nie moge nikogo nominowac <3 Przepraszam :*

Ps.Co do rozdzielu zostanie on napisany jutro lub po jutrze. To zalezy od tego jak sie bede czula, czy bede miala wene i czy zostane odarzona czasem xD

WAZNE: Zycze wam skarby moje, tym ktorzy jutro zaczynaja szkole, roku pelnego pozytywnych niespodzianek, bezproblemowej nauki, dobrych ocen oraz malo klotni z rowiesnikami. Oby ten rok byl wart zapamietania i jeszcze lepszy od przeszlych. Oby ten rok byl waszym raokiem, kochani!
Poniewaz ja zaczynam dopiero 15'ego bede sie jeszcze lenic przez 2 tygodnia xD Buahahah <3
Love Ya!

-Patrys

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdzial 44

Nie wiem co zrobic...Wpatrujac sie w duza biala kartke a lzy same staja mi w oczach. John siedzi obok z otwarta buzia.Patrzy to na mnie to na papier a ja mam ochote uciec. Nie,nie to nie mozliwe...To nie moze byc prawda... Na samej gorze wielkimi literami widnieje napis: WYNIKI DNA. Zchodzac nizej wzorkiem zauwazam swoje zdjecie i Usher'a, jakies inne nasze dane i na koncu przy pytaniu o ustalenie o ojcostwo jest napisane: pozytywny. Za co?! O co tu kurwa chodzi?! To jakas ukryta kamera??? Rzucam kartki na stol i podrywajac sie szybko wybiegam z kawiarni.John nie probuje mnie gonic, zbiera tylko balagan ktory narobilam i spokojnie wychodzi za mna. Ja jednak jestem juz w windzie do pietra na ktorym znajduje sie gabinet Braun'a. Zatrzymuje sie przed dzwiami nie widzac co zrobic.Gdy jednak decyduje sie na ich otwarcie Scoot patrzy na mnie smutno.
-Wejdz prosze.-mowi spokojnm glosem podnoszac sie z miejsca. Ja jednak sie nie ruszam.-Rozumiem ze czujesz sie strasznie jednak...Muszisz zrozumiec wiele rzeczy. Podchodzi blizej,krece tylko glowa zatrzymujac lzy.
-Czemu mnie oszukiwaliscie?-mruze oczy.-Dlaczego powiedzieliscie to teraz?! Dlaczego nie zapytaliscie mnie o zdanie?! Moze nie chcialam znac prawy!! Moze chcialam myslec ze moimi rodzicami sa ci od ktorych ucieklam!!-moj smutek powoli znika...Narasta rozpacz, zlosc i zal.-Jak mogliscie?-patrze prosto w jego teczowki ktore mimo wszystko wyrazaja spokoj.-Zreszta nie wazne...-odwracam sie szybko i biegne dalej. -Cher czekaj!!-to ostatnie co slysze.Wybiegajac przez tylnie drzwi od budynku znajduje sie na ogromnym zabudowanym parkingu. Zamykam na chwile oczy i biegne dalej kiedy na kogos wpadam.
-Cher?-tak doskonale znam ten glos. Ten aksamitny glos dzialajacy na mnie jak lekarstwo.-O matko kochanie co sie stalo?-przyciaga mnie do siebie a ja stajac na palsach opaltam jego szyje.
-Ja..Ja juz nie moge.-rozplakuje sie calkowicie a on sciska mnie mocno chowajac twarz w moim ramieniu.
-Bede przy tobie...-glaszcze mnie po plecach. Mimo ze pewnie nie wie jeszcze o co chodzi ciesze sie ze potrafi mnie pocieszyc.Stoimy tak na srodku, ja szlochajac on wciaz szepczac mi do ucha czule slowka, nie wiem przez jak dlugo.-Zabiore cie stad.-mowi podnoszac mnie jak panne mloda i wraca sie do swojego samochodu. Nie portestuje poniewaz,przyznaje sprawia mi to cholerna przyjemnosc. Pff ktorej dziewczynie by sie nie podobalo jak chlopak ja nosi na rekach?? Gdy sadza mnie na miejscu pasazera spoglada zatroskanym wzorkiem a ja pociagajac za jego rekae tak by byl troszeczke nizej caluje jego policzek.Czuje jak mimo wszystko leciutko sie usmiecha. Prowadzac wciaz na mnie spoglada nie pewnie. Od razu mam przed oczami jak po pobiciu mnie przez Tyge jechalismy do mojego domku nad morzem. Zauwazam ze znow tam jedziemy.-Powiesz mi co sie stalo?-szepcze lapiac moja dlon i caluje knykcie. Od razu przenosze na niego swoj posty wzork. Otwieram usta i w ostatniej chwili znow je zamykam.
-Nie wiem jak...-opadam bezsilnie na oparcie fotela i zamykam oczy.Reszta drogi wyglada tak samo: kompletna cisza. Justin potrafi uszanowac fakt ze nie potrafie jak na razie nic powiedziec i kazda moja rozmowe telefoniczna odbiera lub odrzuca. -Chodz.-skina do mnie glowa podajac mi reke kiedy drzwi z mojej strony sa juz otwarte. Musielismy jechac naprawde szybko skoro w tak krotkim czasie tu dojechalismy.
-Czemu przyjechalismy wlasnie tutaj?-siadam sobie wygodnie w hamaku na tarasie i patrze wyczekujaco na stojacego przede mna Bieber'a.
-Ymm...Pomyslalem ze przyda nam sie chwila tylko dla nas.-usmiecha sie niesmialo.-Cher ja sie martwie,okej? I w ogole nie podoba mi sie ta cala sytuacja. Ten miesiac byl straszny.-kuca opierajac sie lekko o moje kolana.-Widzac ciebie chodzaca tak z smetna minka i nie mogac nic zrobic to jest straszne. I jeszcze ten John, wiesz jak mi on dziala na naerwy? I tak, jestem zazdrosny.-mowi patrzac z pod rzes.- A dzis jak zobaczylem cie taka zaplakana...Nie moglem pozwolic ci wrocic do domu. Musialem sie toba zajac.-jego slowa sa po prostu wspaniale. Usmiecham sie dotykajac jego policzka.
-Dla mnie tez ten miesiac byl straszny. Myslalam ze ciebie w ogole nie rusza to ze nie mozesz miec ze mna kontaktu, myslalam ze moze Gomez ci wszystko rekompensuje. Zabolalo wtedy gdy na komisariacie sie o nia zapytales. Cholernie to bolalo przez dlugi czas. John jest dla mnie bliska osoba, ale jako brat. Jest dla mnie jak Chris. Nikim wiecej. Czy ty naprawde nie widzisz tego jak ja na ciebie patrze? Jak boli mnie gdy widze cie w otoczeniu jakis panienek, lub jak swietnie sie bawisz beze mnie. Justin zrozum to wreszcie ze mi na tobie zalezy!-znow sie rozplakuje. Wreszcie mu to wytlumaczylam. Czasami faktycznie dobrze jest sie odciac od wszystkich i zostac samym. Justin siada kolo mnie przytulajac do swojej klatki. Od razu sie w niego wtulam a ten calujac mnie po glowie,obejmuje moje plecy.
-Wiem,wtedy z Gomez zachowalem sie jak skonczony dupek. Bylem po prostu ciekawy czy potrafila przyjechac. Uwiez ze nic do niej nie czulem przez tamten czas. Gdy wyjechalas zachowywalem sie jak jakis pieprzony debil. Pilem,imprezowalem, wykorzystywalem dziewczyny...A to ze Gomez ciagle byla obok po prostu pozwalalo mi na sex kiedy chce. Jak zobaczylem ciebie do mnie biegnaca to od razu zrobilo mi sie inaczej. Ty bylas tam a my w ogole sie do siebie nie odzywalismy. Chcialem zebys zostala ze mna na zawsze. Wiem ze spieprzylem ale wciaz mi na tobie zalezy. Przez ten miesiac welu rzeczy sie nauczylem.Nie skrzywdze cie juz.-zapewnil kladac nas glebiej w tym ogromnym hamaku.
-Mm...-mrucze usmiechajac sie prawie niedostrzegalnie.Ej no ale jednak cos sie liczy! Cisza miedzy nami nie jest wcale krepujaca. Bwimy sie swoimi palcami po prostu odpoczywajac. Trwalo to jakis czas...Naprawde dlugi czas...-Jestem corka Usher'a.-wypalilam bez uczuc podnoszac sie do pionu.Biebs chyba nie zajarzyl jeszcze co wlasnie powiedzialam po dopiero po paru sekundach siada do pionu kiedy ja opieram lokcie o barierki.
-Ze c...co?-przelyka sline.
-To dlatego plakalam...-wzdycham przecierajac twarz dlonmi i zarzucajac wlosy na plecy. W tym momencie czuje rece Jusa oplatajace mnie za brzuch.Caluje moje ramie a ja lapie jego kark.-Tak po prostu Scoot dal mi papiery z wynikiem DNA.-odwracam sie w jego objeciach i klade dlonie na jego ramionach.-Dowiedzialam sie ze ucieklam od ludzi ktory nie sa dla mnie bilogicznymi rodzicami, meczylam sie z nimi tak naprawde nie potrzebnie!-mowie podirytowana.-Ciekawe tylko kto jest moja matka...-usmiecham sie sztucznie i odchodze do srodka. To zdecydowanie ciezki dzien....
-Pobodka.-ktos szeprze mi do ucha a pozniej caluje moj policzek. Nie kto inny jak Justin. Wczoraj spedzilismy wieczor na ogladaniu, przytulieni do siebie, jakiegos filmu jednak szybko usnelam w objeciach chlopaka.-Sniadanie do lozka na dobry poranek.-usmiecha sie do mnie podajac mi tace.
-Ojeej...-przecieram dlonia oko.-Nie trzeba bylo.-zabieram sie za jedzenie a on siada obok mnie.Przeglada cos w telefonie co chwila spinajac miesnie.-Co jest bo juz nie moge patrzec na ciebie takiego zdenerwowanego.-odstawiam resztki po jedzeniu na stolik obok lozka i siadam mu na kolanach.Jest ewidentnie tym zaskoczony ale ja sobie nic z tego nie robie i biore jego telefon.
 Przegladal jakies strony plotkarsie gdzie wszedzie az wrzalo od tego ze rozstal sie z Gomez i takie inne duperele.-Nie przejmuj sie.-klade sie brzuchem na jego brzuchu i wtulam w niego jak mala dziewczynka.Znow miedzy nami panuje przyjemna cisza kiedy glaszcze mnie po wlosach.
-Kocham cie Cher.-jestem w szoku. Ze on co mnie? Ze on to powiedzial? Siadam automatycznie lapiac sie za usta.-No nie patrz tak na mnie...-mowi wywracajac oczami i zakrywa cala twarz dlonmi.-Chyba nie sadzilas ze nic do ciebie nie czuje co?-nie wiem czy on pyta na serio czy to jest retorycznie ale i tak nie moge wyjsc z szoku.-Cher?-marszczy brwi patrzac na mnie dziwnie. Nic nie mowie mimo wszystko. Wpijam sie w jego usta a on od razu i tak robi po swojemu przejmujac inicjatywe. Usmiecham sie mimowolnie wtulajac sie w niego bardziej.
-To mialo znaczyc: ja tez cie kocham.-usmiecham sie kolejny raz zlaczajac nasze usta lecz teraz delikatnie i krotko.
-Wreszcie...-szepcze wtulajac sie w moja szyje i caluje ja delikatnie co wywoluje u mnie smiech. Mam laskotki.-Jego reka laduje tuz nad moimi posladkami a ja obejmuje jego kark.To jedna z piekniejszych naszych wspolnych chwil.
-Teraz to dopiero bedzie w mediach.-wciaz chichocze.Taaaaaak, nie dosc ze okazalo sie ze jestem corka Usher'a to jeszcze Bieber wyznal mi milosc. No nieeeeeeeezle.To sie porobilo, ale podoba mi sie taki przebieg zdarzen. Justin faktycznie sie zmienil,wydoroslal i jest bardziej odpowiedzialny.
-Chuj mnie to obchodzi co powiedza. Mam swojego skarba i tyle mi wystarczy.-mowi wciaz z twarza gdzies w moich wlosach.
-Czyyyyyliiii co to teraz oznacza?
-To raczej oczywiste...Ale badzmy klasyczni.-odsowa sie leciutko by spojrzec mi w oczy wciaz z glowa na poduszce.-Czy uczynisz mnie tym szczesciarzem i bedziesz ze mna?-do tego robi slodkie oczka ktorym nie da sie odmowic.Cwaniak.Chichoczac kiwam glowa. Justin przysowa swoje usta do moich pozostawiajac mi jednak ten centymetr bym to ja zdecydowala.Patrzcie jaki nagle przykladny sie znalazl. Wywracam oczami i caluje go popychajac na plecy.Caly poranek spedzamy na lezeniu razem, rozmawianiu z malymi przerwami na buziaki i wymyslaniu jaka bedzie trasa mojego chlopaka.Oh jak to pieknie brzmi. Kiedy jednak zbliza sie godzina obiadowa Justin postanawia nas wyrwac z wyra.-Trzeba jechac gdzies na obiad.-mowi z usmiechem wychodzac z lozka jednak na chwile sie wraca by skrasc malego calusa.Zachowuje sie definitywnie slodko.
-W co ja mam sie ubrac?-pytam podnoszac brwi kiedy on odwraca sie w drzwiach lazienki by spojrzec w strone skad dochodzi moj glos.
-Masz w szafie pelno ubran,pamietasz?-mowi to z nutka lekkiego znudzenia a ja nie mam pojecia o co mu chodzi.-A no tak nie mozesz pamietac...Moja mama kupila nam pare rzeczy na wypadek naglego przyjazdu tu.-wzrusza ramionami.-Jak widac slusznie.-ziewa przeczesujac wlosy dlonia.-Idziesz sie wykapac?-pyta zachecajaco.Krece jednak glowa usmiechajac sie.-Za wczesnie?-teraz potakuje na co on robi smutna buzke.Przesylam mu calusa a on usmiechajac sie zamyka za soba drzwi. Rozwalam sie na lozku z rekami wyciagnietymi w obie strony i szczerzac sie jak glupia. Jaka jestem szczesliwa! Zeskakujac z lozka drepcze do garderoby w ktorej az mnie wrywa w podloge. Ona jest PELNA.
Od razu rzuca mi sie w oczy odpowiedni zestaw i z usmiechem na ustach klade go na lozku w tym samym czasie Jussi wychodzi z lazienki owiniety recznikiem na biodrach i z mokrymi wlosami. Przytula sie do mnie a ja piszcze kiedy koszulka calkowicie przykleja mi sie przez niego do plecow. Smieje sie jednak bardziej sie w niego wtulam.
-A coz to za okazja z tym obiadem?-pytam wciaz bedac w jego objeciach.
-A to musi byc jakas?-pyta retorycznie.-Po prostu zabieram swoja dziewczyne na jakies dobre jedzenie.-dodaje sexownym glosem prosto do mojego ucha.
-Mhmmmmm.-zamykam oczy i odchylam lekko glowe tak by ulatwic mu dostep do moich ust ktore od razu zamyka w swoich.
-Za 20 minut jedziemy.-mowi machinalnie i idzie do garderoby. Wzruszam ramionami i z moimi ciuchami udaje sie do lazienki. Mam nadzieje ze to bedzie udana reszta dnia bez wiekszych rewelacji. Chce spedzic ten dzien na nic robieniu z Bieber'em...I szczerze licze na to ze nie wracamy do naszego miasta jakos specjalnie szybko. No co? Chce sie nacieszyc prywatnoscia i przywyknac do faktu ze jestesmy razem. Aaaaaaa!! No wlasnie...Wreszcie razem.
_____________________________________________________
Noooo to jestem. Rozdzial coz... No taki sobie. Ale no kurde ONI SA RAZEM *^* Czyz to nie wspaniale? Wiem wiem dlugo was trzymalam bo w koncu 44 rozdzialy a oni dopiero zostali para to troche czasu jednak podoba mi sie ten przebieg wydarzen. A co wy na to ze Cher jest corka Usher'a? Macie jakies spekulacje na temat tego kto jest jej matka? :D
Liiiicze na duzo komow! :P
Kocham was i strasznie za wami tesknilam.
-Patrys