***Pare dni pozniej***
Siedzielismy w pokoju Justina i rozmawialismy na rozne tematy.Postanowilismy po porstu posiedziec w swoim towarzystwie.Polozylam sie obok chlopaka i polozylam mu glowe na klatce,on objal mnie czule i pocwalowal w glowe splatajac nasze dlonie w jednosc.
-Kochanieeee....-przeciagnelam nie pewnie.
-Tak?-czulam jak sie usmiecha wiec usiadlam po turecku i spojrzalam w jego oczy nie wyjmojac z uscisku reki.
-No bo pomyslalam ze skoro oboje teraz mamy przerwe...Moze bysmy odwiedzili Kamile?-usmiechnelam sie nie pewnie.Ostatni raz jak widzialam moja chora przyjaciolke z dziecinstwa bylo to miesiac temu poniewaz Justin zrobil mi niespodzianke.
-Chcesz leciec do Polski?
-Nom...-usmiechnelam sie nie pewnie.-Wiesz jaki jest jej stan...-posmutnialam przypomnijanac sobie ze ostatnimi czasy zdrowie dziewczyny sie pogorszylo.
-A na ile bys chciala pojechac?
-Moze tak tydzien...Lub dwa...
-Dwa tygodnie?-zrobil wielkie oczy.-Do tychczas bylismy tylko na tydzien...
-No tak,wiem ale pomyslalam ze przeciez ucieszyla by sie gdybysmy zostali na dluzej...
-W ciagu ostatniego tygodnia w Polsce zdazylyscie poklocic sie trzy razy.-stwierdzil patrzac na mnie badawczo.
-Nie chcesz jechac jej odwiedzic...-to nie bylo pytanie.Ja po porstu stwierdzilam.Przykro mi sie zrobilo jednak Justin nie musial lubic wszystkich moich znajomych a ja nie musialam lubic wszystkich jego.
-Co?-zrobil wielkie oczy.-Nie,kochanie.To nie tak.-usiadl opierajac plecy o lozko.-Po porstu wiesz jak nie lubie szpitali...A jeszcze jak wiem ze ona ma raka a ja nie moge nic zrobic,szlag mnie trafia...-przeczestal wolna reka swoje wlosy a na jego twarzy wymalowal sie grymas.
-Koootek...-zlapalam go za kark i polozylam sie na jego lekko zgietym brzuchu.-Jestes kochany.-wtulilam sie w niego bardzo mocno.
-To kiedy chcesz jechac?-zapytal usmiechajac sie lekko.
-Jak najszybciej.-podnioslam wzrok do gory tonac w jego pieknych oczach.-W takim razie cos sie zalatwi.-Musnal moja dolna warge najdelikatniej jak mogl by pozniej wpic sie w moje usta namienite i pozadliwie.Oddawalam wszystkie pocalunki a on widzac ze nie pozwalam jego jezykowi dostac sie do mojej buzi lekko przygryzl moja warge dolna.Mimowolnie otworzylam usta a on wykorzystujac ten moment wsunal swoj jezyk.Walczylismy o dominacje dosc dlugo.Usmiechalismy sie nie odrywajac od siebie swoich ust.Rece chlopaka bladzily po moich plecach az przeniosly sie na pupe.W jednej chwili rozleglo sie glosnie pukanie do drzwi pokoju.
-Zajebiste wyczucie czasu...-mruknal nie zadowolony chlopak.
-Ja otworze...-szepnelam i gdy juz chcialam wstac gdy Justin znow polozyl mnie na lozku,tym razem na plecach calujac lekko moje usta a pozniej szybko wstal.
-Cos sie stalo?-otworzyl szeroko drzwi i zobaczylam w Rihanne z Chrisem.
-A musialo cos sie stac zeby was odwiedzic?-spojrzala na mojego nazeczonego przelotnie i wepchnela sie do pokoju siadajac obok mnie z wyprostowanymi nogami wzdloz lozka.Od razu polozylam glowe na jej udach i bawilam sie jej bransoletkami.Chris usiadl na fotelu obok stolika a Justin zdziwiony zamknal drzwi odwracajac sie powoli w nasza strone.
-Co tu sie dzieje?-spojrzal to na Rihanne to na Browna.
-Zabieramy was nad jezioro.-usmiechnela sie piosenkarka.-Co wy na to?
-Po ostatniej akcji nad basenem nie wiem czy mam ochote na jakies wypady...-powiedzialam z grymasem i niepewnie spojrzalam na Justina ktory nadal stal przy drzwiach.
-Zalezy nad jakie jezioro...-spojrzal na mezczyzne siedzacego na fotelu.
-Nad jezioro moich dziadkow.-usmiechnal sie szeroko.-Bedzie tam spokoj bo to jezioro w prywatnym lesie mojej rodziny dlatego nie bedzie tam turystow ani fanow.
-A paparazzi?-spojrzalam znaczaco.
-To tez da sie zalatwic.-usmiechnal sie.
-Niby jak?-spojrzalam na kobiete u ktorej lezalam na kolanach.
-Pojedziemy niby do studia.Tam tylko wejdziemy glownym wejsciem a wyjdziemy tylnim.Wezmiemy czekajac juz na nas samochody i pojedziemy niezauwazeni do domku dziadkow Chrisa.-wytlumaczyla mi wszystko z usmiechem a ja uwazalam ze to moglo wypalic.
-Jakie samochody?-zapytalam marszczac brwi.
-Moj kolega ma wypozyczalnie aut.-usmiechnal sie Chris.-Pozyczylem od niego dwa samochody wiec nikt sie nie dowie.
-Niezly pomsyl...-stwierdzil Bieber opierajac sie plecami o drzwi.-A co jesli zauwaza?
-Dziewczyny sie brzebiora w studio tak samo jak my.-widac bylo jak Chris sie cieszyl.
-Chcesz jechac?-moj narzeczony spojrzal na mnie troskliwie.
-Czemu nie? Potrzebuje chwili przerwy od rzeczywistosci.-usmiechnelam sie co wywolalo usmiech na ustach Justina.
-W takim razie zalatwione.-Brown entuzjastycznie zeskoczyl z fotela.
-Ubierzcie sie tak jak zawsze jezdzicie do studia.-nakazala Rihanna.-Ale wezcie do torby jakies luzniejsze ciuchy,stroje kapielowe,reczniki i tak dalej.-zasmiala sie.-Za godzine widzimy sie przed studiem.My z Chrisem mamy juz wszystko spakowane wiec jedziemy od razu teraz.Musimy zalatwic jeszcze cos na miescie.-usiadlam a ona zeszla z lozka.
-Do zobaczenia.-usmiechnelismy sie z Jusem gdy nasi przyjaciele juz wychodzili.Gdy Justin zamknal za nimi drzwi odwrocil sie w moja strone z lobuzerskim usmiechem a potem rzucil sie na lozko tuz obok mnie.Zachichotalam a on zaczal mnie delikatnie laskotac.
-Justin!Justin stop!!-smialam sie i ledwo co udalo mi sie cokolwiek wymowic.
-Powiedz ze mnie kochasz.-mowil caly czas usmiechajac sie.
-Kocham cię najbardziej na swiecie.-stwierdzilam co bylo prawda.Momentalnie przestal i spojrzal mi gleboko w oczy.
-Kocham cię....-szepnal niewinnie a ja poglaskalam go po policzku.-Czasami chcialbym byc normalnym nastoletkiem zeby chodzic do szkoly,trzymac cie za rek,siedziec z paczka na stolowce przytulajac cie do siebie.Chcialbym zeby wszystko bylo normalnie,tak beztrosko i spokojnie.
-Kochanie wiesz ze tak nie bedzie...-szepnelam.-Nie jestesmy dwojka normalnych nastolatkow.Zostaniemy rodzicami,mamy swoje kariery...Ale mimo to mamy wspanialych przyjaciol,mamy siebie...-szepnelam ze lzami w oczach.Mial racje.Tez chcialam miec zycie normalnej nastolatki,nie 17-nastoletniej zareczonej,gwiazdy w ciazy.Ale bylam szczesliwa bo miam Justina.Mialam na kim polegac,o kogo sie martwic,troszczyc,kogo kochac.
-Jednak nie zamienil bym tego zycia na tamtko nastoletnie.-stwierdzil.-Jestes tutaj,kochasz mnie a ja kocham ciebie.Bedziemy mieli wspaniale dzicko.To wszystko czego mi potrzeba.Ciebie.-powiedzial a pozniej wpil sie w moje usta.Tym razem calowal inaczej...Bylo w tym pocalunku cos specyficznego.Jakby smutek jednak szybko to uczucie przeszlo i zastopila je milosc.
-Chodz kochanie trzeba sie zbierac....-szepnelam a pozniej cmoknelam jego usta.
-Czekaj to najpierw wezmiemy moje rzeczy a pozniej pojdziemy do ciebie,dobrze?-spojrzal usmiechajac sie lekko.
-Dobrze.-przeciagnelam sie na lozku a on podszedl do szafy.-Hej a my tam bedziemy nocowac?-odworcil sie szybko w moja strone.
-Nie wiem...Czekaj zadzownie.-wyciagnelam reke po moj telefon i od razu wybralam numer RiRi.Jeden sygnal,dwa,trzy,cztery...Nareszcie.
-Chris scisz to radio!-krzyknela na swojego chlopaka a ja zachichotalam.-Co tam?
-Chodzi o to ze nie wiemy co wziac...Bedziemy tam nocowac?
-Tak,zostaniemy tam na jedna noc.
-To ok...Nie przeszkadzam.-zasmialam sie slyszac jak warczy do Browna.-Do zobaczenia.-nie czekajac az sie pozegna,rozlaczylam rozmowe.
-I?-Jus przygladal mi sie caly czas.
-Jedna noc.-nie patrzac na chlopaka odlozylam telefon na szafke nocna.
-To bedzie zabojcza noc.-odwrocilam szybko glowe w jego strone i widzialam jak sie szeroko usmiecha.Pokrecilam rozbawiona glowa i polozylam sie wygodniej.
-Tak,tak kochanie...mozesz pomazyc.-wytknelam mu jezyk a on zrobil oburzona mine.
-Zobaczymy.-stwierdzil zmieniajac wyraz twarzy na bardziej pewny siebie.-Jakby co mam prezerwatywy.-stwierdzil wchodzac do lazienki a ja wybuchlam smiechem.Moj nazeczony od razu odwrocil sie w drzwiach spogladajac na mnie pytajaco.
-Co?
-Nie wiem po chuj ci te prezerwatywy...Chyba ze chcesz na dziwki isc. Ja jestem w ciazy wiec na zabezpieczenia juz troche za pozno.-zasmialam sie a on spowaznial.
-Nie mow takich rzeczy...-pokrecil glowa a ja nie bardzo wiedzialam o co mu chodzi.
-Jakich?
-Ze moglbym kochac sie z kims innym.-widzialam pewnego rodzaju smutek w jego oczach co mnie zabolalo bo wiedzialam ze ja go spowodowalam.
-Ja...Ja przepraszam.-w moich oczach pojawily sie lzy.-Nie to mialam na mysli...-usiadlam na lozku i patrzylam w niego smutno.Podszedl do mnie zostawiajac ubrania w lazience i przytulil mocno sadzajac mnie sobie bokiem na kolanach.
-Nigdy wiecej tak nie mow....Wiesz ze kocham tylko ciebie,jestes dla mnie najwazniejsza.-pocalowal mnie w skron.
-Przepraszam...-szepnelam wtulajac sie w niego mocno.Chwile jeszcze rozmawialismy a pozniej Justin poszedl sie przebrac.Wyciagnelam jego plecak i schowalam do niego wszyskie potrzebne rzeczy oprocz ubran na przebranie.Gdy Justin juz gotowy wyszedl z lazienki przytulil mnie do siebie od tylu.-Musisz sobie spakowac tylko jeszcze jakies ubrania na nastepny dzien.-usmiechnalm sie kladac mu swoje rece na jego ktore byly splecione na moich brzuchu.
-Mhmmm...-mruknal mi do ucha calujac w policzek.Odwrocilam sie w jego objeciach zazucajac rece na jego kark.
-Ladnie wygladasz...-szepnelam usmiechajac sie slodko...
-Dziekuje,kochanie.-pocalowal mnie w usta a ja sie usmiechnelam oddajac mu calus.Gdy sie do siebie oderwalismy spakowal co bylo jeszcze potrzebne i poszlismy do mnie.Cali rozesmiani wpadlismy do mojego pokoju i szybko podeszlam do szafy.Wzielam zestaw przygotowany przez Haylie pare dni temu na nagl wyjazd i zniknelam w lazience.Justin wlozyl do swojego plecaka moje rzeczy ktore prawdopodobnie beda mi potrzebne i polozyl sie na lozku.
_______________________________________________
No to jest kolejny ^^ Taki tam sobie...Mialam nadzieje ze bedzie lepszy ale nie moglo byc inaczej bo wyjatkowo nastepnyn rozdzial mam zaplanowany :D
Hej misiaki :* Strasznie teskie,wiecie? Mimo ze dodaje rozdzialy ciagle brakuje mi pisania ale juz wytrzymam <3
Kocham Was! <3
-Patrys
piątek, 26 lipca 2013
piątek, 19 lipca 2013
Rozdzial 61 "-Nie myslalem w ten sposob..."
-Hej Pattie.-usmiechnelam sie do kobiety ktora otworzyla mi drzwi.-Jest Jus?
-Tak,tak wejdz.-pocalowala mnie w policzek wpuszczajac do domu.-Jeszcze spi...-zachichotala.-Wczoraj strasznie pozno wrocil.
-Taaak wiem wiem.-zasmialam sie.-Po imprezie w klubie nie mogl wrocic wczesnie.-przeszlysmy z kobieta do kuchni i usiadlam na wysokim krzesle przy blacie.Klilka dni po naszym ''luznym dniu nad basenem'' fotki zrobione z helikoptera trafily oczywiscie do sieci.Swiatem znow zawrzalo. Czy to mozliwe ze Karolina Lisowska i Justin Bieber wrocili do siebie?! O co w tym wszystkim chodzi?! Takie pytanie to byla codziennosc.Wczoraj Justin rezem ze swoimi kumplami poszli do klubu zeby sie troche odstresowac. Chcial abym poszla z nimi ale ja nie mialam takiej ochoty. Po prostu wolalam zostac w domu jednak nie zatrzymywalam go.Kenny tez z nimi byl wiec bylam juz w ogole pewna ze nie odwali nic glupiego.Chociaz to Justin...Po nim wszystkiego mozna bylo sie spodziewac.
-A jak sie czujesz,slonce?
-Dobrze...To znaczy jakos tak czasami mi nie dobrze ale ogolnie jest ok.
-Chcesz cos do picia albo jedzenia?-usmiechnela sie szeroko.
-Poprosze soku jesli mozna.
-Oczywiscie.-kobieta podeszla do lodowki i wyciagnela sok pomaranczowy,moj ulubiony tak samo jak i Justina.Po chwili intensywnej rozmowy na temat mojej kariery uslyszelismy kroki na schodach i lekkie jeki.Zasmialam sie pod nosem bo doskonale wiedzialam kto to.
-Oo...-usmiechnal sie moj nazeczony stajac w drzwiach.-Kochanie...-trzymal sie za glowe i jego oczy byly jeszcze strasznie zapuchniete.
-Witam skarbie.-zachichotalam a Pattie mi zawtorowala.Chlopak podeszdl do mnie przytulajac od tylu.-Smierdzisz piwskiem i wodka...-skrzywilam sie wydostajac sie z jego uscisku.Jeknal znow lapiac sie za glowe.
-Kac doskwiera?-zasmiala sie mama JB patrzac na niego lekko rozbawiona.
-Boli jak cholera...-zmarszczyl brwi.
-Idz wez lodowaty prysznic a ja zaraz cos ci przyniose...-spojrzalam na niego krecac glowa.
-Dziekuje...-jeknal i szybko pocalowal mnie w ramie a pozniej pobiegl na gore.
-Jestes dla niego za dobra.-zasmiala sie Pattie patrzac na mnie z troska i rozbawieniem.
-Nalezal mu sie luzny dzien w gronie przyjaciol...Zostanie ojcem,jest giwazda...Zasluzyl.-wzruszylam ramionami siegajac do szafki gdzie byly tabletki.Czulam sie w ich domu jak u siebie co nie bylo dziwne jesli spedzalam tam cale dnie.Nalalam do szklanki wody i wzialam tabletki.
-A ty kiedy bedziesz miala swoj luzny dzien?-zapytala znaczaco gdy juz prawie wychodzilam z kuchni.Od razu zatrzymalam sie i spojrzalam na nia smutno.Wiedzialam o co jej chodzi.Od tamtej pamietnej nocy w magazynie kiedy uratowalismy JB nie mialam dnia zabawy,nigdzie nie wyszlam z przyjaciolmi ani nie bylam na wielkich zakupach.Caly czas albo pracowalam albo cos zalatwialam.
-Nie bede miala juz takiego dnia...-spojrzalam na nia z lekkim przygnebieniem.-Zostane matka...-wzruszylam ramionami i zniknelam widzac zaskoczenie kobiety.Weszlam powoli do pokoju chlopaka i jak zwykle jego ciuchy walaly sie po calym pokoju.Pokrecilam z dezaprobata glowa i odkladajac szklanke i tabletki na szafke nocna podeszlam odslonic zaslony.W pokoju od razu zrobilo sie widniej i przyjemniej.Otworzylam okno zeby przewietrzyc a pozniej wzielam sie za skladanie ciuchow oraz odkladanie tych brudnych do prania.
-Kochanie...Zostaw to.-poczulam na sobie rece chlopaka.
-Lepiej?-zapytalam kladac swoje rece na jego.
-Troche...-usmiechnal sie lekko i pocalowal w policzek.Mial na sobie biala koszulke i szare dresy.
-Na szafce masz tabletki.-powiedzialam skinajac w tamta strone.Skladajac jeszcze jeden calus na mojej szyi usiadl na lozku a ja wrocilam do skladanie juz ostatnich cuchow.-Jak bylo?-usmiechnelam sie wrzucajac brudne ciuchy do kosza na pranie a pozniej odnioslam go do lazienki i kiedy wrocilam usiadlam na fotelu podkurczajac nogi pod brode.
-Gdybys byla ze mna bylo by lepiej.-spojrzal na mnie lekko sie usmiechajac.
-Ale to byl twoj wieczor z chlopakami,kochanie.
-No to co...Ja chcialem cie przy sobie.
-Opowiedz co robiliscie.-przesiadlam sie na lozko siadajac po turecku.
-Najpierw poszlismy po jakies drinki a Alfredo od razu wyrwal jakas laske i przetanczyl z nia caly wieczor.Chris z Chrisem Rihanny caly czas sie wyglupiali i wygadywali jakies glupoty.Ogolnie stwierdzilem ze oboje maja nie rowno pod sufitem.-pokrecil glowa kladac sie i przyciagnal mnie do siebie.-Chaz w polowie imprezy zniknal w lazience z dwoma blondynkami...-mimowolnie zachichotalam.Caly Chaz.-A ja zostalem z chlopakmi z mojego Team'u poszlismy na parkiet tanczylismy,pilismy i gadalismy.-wzruszyl ramionami.
-I na pewno lecialy na ciebie wszystkie laski...-zasmialam sie.
-No ba...-poruszal zabawnie brwiami a ja od razu usiadlam wspierajac sie na reku.-Ale koootek...Wszystkie zbywalem.-usmiechnal sie szczerze.-Kenny i Logan na pewno by juz ci wszystko wyspiewali.-zasmial sie.-Z nimi najlepiej sie bawilismy.Ogolnie jak so oboje to mozna boki zrywac.-zasmial sie a ja mimowolnie usmiechnelam sie widzac jego radosc.
-Czyli impreza sie udala?
-Bylo naprawde fajnie.-pocalowal mnie w glowe i przytulil do siebie mocniej.-Dziekuje ze pozwolilas mi isc i nie robisz zadnych wyrzutow.-Glowe trzymalam na jego obojczyku a reka rysowalam jakies wzroki na jego brzuchu.
-Bylam cholernie zazdrosna i mialam mysli ze mnie zdradzisz...
-Ej...Nie powinnas tak myslec!Jestes moim oczkiem w glowie i od kiedy ciebie mam zadna inna dziewczyna mnie nie pociaga.-pocalowal mnie w czolo.-Nawet nie patrze na inne wiedzac ze jestes ze mna.-usmiechnelam sie patrzac w jego oczy ktore byly tak bardzo szczere.Zawsze mozna bylo w nich wyczytac czy klamal czy nie.
-Wiem.-wytknelam mu jezyk.-Kenny mi mowil ze bawiles sie tylko z chlopakami z Team'u a wszystkie dziewczyny traktowales po chamsku.-pocalowalam go w szczeke.-Nie musiales byc chamski ale to mile ze nie patrzysz na inne.
-Pragne tylko ciebie.-wpil sie w moje usta a gdy sie od siebie oderwalismy znow polozylam glowe na jego klacie.-A ty co robilas?
-Pracowalam...-szepnelam szybko bo wiedzialam ze sie wkurzy.Bieber uwazal ze jesli mam przerwe i jestem w ciazy powinnam tylko odpoczywac a to nie prawda.
-Przeslyszalem sie?-podniosl sie do pozycji siedzacej a ja znow usiadlam po turecku zakladajac kosmyk grzwyki za ucho.
-No przeciez nie moglam bezczynnie lezec!-wyrzucilam rece w powietrze patrzac na niego znaczaco.
-Kochanie jestes w ciazy powi...-nie moglam dac mu dokonczyc.
-Jestem dopiero w 3 tygodnu ciazy!!-troszke sie unioslam poniewaz strasznie frustrowalo mnie to jego zachowanie.Za bardzo sie troszczyl.-A co bedzie jak bede w jakims 38 tygodniu?! Zawieziesz mnie do szpitala?
-Nie myslalem w ten sposob...-szepnal.-Przepraszam.-przyciagnal mnie do siebie usadzajac na kolanach.-Juz nie bede tak marudzic...-pocalowal mnie w szyje i usmiechnal sie szeroko.-Ale obiecaj ze nie bedziesz sie przemeczac i niczego dzwigac.
-No ja mam nadzieje...Ciaza to nie choroba.-pokrecilam glowa.
-Obiecaj.
-Obiecuje,obiecuje.-Polozylismy sie znowu rozmawiajac o tym ze pracowalam nad nowa piosenka i troche pogralam na instrumentach.
-A masz juz jakies imie dla dziecka?-zapytal ni stad ni z owat.
-Yhm...Nie...Jeszcze nie myslalam.
-A ja tak.-wyszczerzyl sie dumnie.
-Ooo...Naprawde?-usiadlam na nim okrakiem i oparlam sie o jego zgiete w kolanach nogi.-Podziel sie pomyslem.
-Jesli bylaby dziewczynka to myslalem o Esme,Alice,Jane lub Rosalie... A jesli chlopczyk to Embry,Seth,Chase lub Jonah.-zaskoczyl mnie.
-Wow...-widzac moja reakcje usmiechnal sie slodko.-Hmmm podoba mi sie Esme i Embry.-wyszczerzylam sie.
-To byly pierwsze o ktorych pomyslalem.-przyciagnal mnie za rece tez zeby muc sie potem wpic w moje usta.Byl to naprawde namietny pocalunek i gdyby nie pukanie do drzwi prawdopodobnie doszloby do czegos wiecej.
-Prosze.-zasmialam sie widzac mine Jusa i znow usiadlam opierajac sie o jego kolana.Do pomieszczenia wparowal Chaz,Ryan i Chris.Gdy zobaczylam Craven'a od razu rzucilam mu sie na szyje.
-Ale sie stesknilem mala.-zasmial sie a gdy juz sie od niego odsunelam przytulilam dwojke pozostalych chlopakow.
-A ty Chris zarywasz szkole?-spojrzalam na stesknionego chlopaka siadajac obok Jusa ktory przybil z kolegami piatki.
-Yhm...Zawiesili mnie w prawach ucznia na dwa tygodnie.-wzruszyl ramionami a ja wywalilam oczy.
-Co zrobiles?
-Przywalilem z glowki profesorowi od w-f.-usmiechnal sie niewinnie a ja razem z Chaz'em,Ryan'em i Jusem wybuchnelismy smiechem.
-No co? Przywalal sie do mnie ze patrzylem na tylki dziewczyn.-wzruszyl ramionami.
-No ladnie...Nie ma nas a ty juz sie napalasz.-zasmial sie moj nazeczony.
-No ja przynajmniej nie zmontowalem dzieciaka.-wytknal mu jezyk blondyn.
-A ja tak i bede mial zajebista zone.-usmiechnal sie do mnie wpijajac sie w moje usta.
-Ugh...Moglibyscie juz ograniczyc czulosci.-jeknal Rayn a ja usmiechnelam sie mimo wolnie,Justin nic sobie z tego nie robiac wytknal mu fuck'a.
-Dobra koniec kochanie.-zasmialam sie odpychajac go leciutko a on tylko jeszcze musnal moje usta.
-Wiesz Biebs w sumie to ci zazdroszcze...-zaczal Chaz.-Masz 17-lat,miliony na koncie,slawa,fanki...I do tego wszystkiego zajebista kobieta i dziecko...Czego chciec wiecej od zycia?-usmiechnal sie.
-Taak...Fakt,szczesciarz ze mnie.-usmiechnal sie szeroko mocniej mnie do siebie przytulajac.
-Ale sobie nie popukasz...-stwierdzil Chris a ja wybuchlam smiechem po chwili go tlumiac.Oczy naszych gosci od razu skierowaly sie na mnie.
-Chyba sie mylisz, stary.-zasmial sie Ryan spogladajac na blondyna.
-Myli sie,myli...-zasmialam sie lekko spogladajac na Justina ktory dumnie sie szczerzyl.
-Nie no zazdroszcze kobiety...-stwierdzil Craven.-Nie dosyc ze mega seksowna,inteligentna,zadziorna to jeszcze potrafi gadac o sexie.
-A co potrafi robic w lozku.-Bieber zaczal ruszac brwiami a ja sie zasmialam chowajac twarz w szyje nazeczonego.Chlopcy zaczeli wyc ''uuu...'' a ja zachichotalam.
-Dobra,ja was zostawiam samych.-zasmialam sie i zgrabnie wygielam sie na recach opadajac na podloge i robiac przewrot stanelam na nogach.Oczy trzech chlopakow zrobily sie ogromne.Nachylilam sie nad Justinem i pocalowalam lekko w usta.-Do pozniej.-pokazalam znak pokoju i zamknelam za soba drzwi.
___________________________________________
Hahahaha ale rozdzial xD troszeczke mi odwala xD ale co ja poradze gdy mam kontakt z prawie samymi chlopakami <bezradny> xD Oczywiscie scen sexu nie mam zamiaru opisywac bo nie chce stworzyc porno-bloga :p Te czesci zostawiam waszej wyobrazni :D
Wczoraj spotkalam Dawida Ignaczaka (Tego z Go to the dance),mieszka w miasteczku niedaleko mojego i akurat bylam we Wloclawku wiec mam z nim fotke ^^ :D
I jak sie podoba rozdzial? Co u was?
Kocham <3
-Patrys
-Tak,tak wejdz.-pocalowala mnie w policzek wpuszczajac do domu.-Jeszcze spi...-zachichotala.-Wczoraj strasznie pozno wrocil.
-Taaak wiem wiem.-zasmialam sie.-Po imprezie w klubie nie mogl wrocic wczesnie.-przeszlysmy z kobieta do kuchni i usiadlam na wysokim krzesle przy blacie.Klilka dni po naszym ''luznym dniu nad basenem'' fotki zrobione z helikoptera trafily oczywiscie do sieci.Swiatem znow zawrzalo. Czy to mozliwe ze Karolina Lisowska i Justin Bieber wrocili do siebie?! O co w tym wszystkim chodzi?! Takie pytanie to byla codziennosc.Wczoraj Justin rezem ze swoimi kumplami poszli do klubu zeby sie troche odstresowac. Chcial abym poszla z nimi ale ja nie mialam takiej ochoty. Po prostu wolalam zostac w domu jednak nie zatrzymywalam go.Kenny tez z nimi byl wiec bylam juz w ogole pewna ze nie odwali nic glupiego.Chociaz to Justin...Po nim wszystkiego mozna bylo sie spodziewac.
-A jak sie czujesz,slonce?
-Dobrze...To znaczy jakos tak czasami mi nie dobrze ale ogolnie jest ok.
-Chcesz cos do picia albo jedzenia?-usmiechnela sie szeroko.
-Poprosze soku jesli mozna.
-Oczywiscie.-kobieta podeszla do lodowki i wyciagnela sok pomaranczowy,moj ulubiony tak samo jak i Justina.Po chwili intensywnej rozmowy na temat mojej kariery uslyszelismy kroki na schodach i lekkie jeki.Zasmialam sie pod nosem bo doskonale wiedzialam kto to.
-Oo...-usmiechnal sie moj nazeczony stajac w drzwiach.-Kochanie...-trzymal sie za glowe i jego oczy byly jeszcze strasznie zapuchniete.
-Witam skarbie.-zachichotalam a Pattie mi zawtorowala.Chlopak podeszdl do mnie przytulajac od tylu.-Smierdzisz piwskiem i wodka...-skrzywilam sie wydostajac sie z jego uscisku.Jeknal znow lapiac sie za glowe.
-Kac doskwiera?-zasmiala sie mama JB patrzac na niego lekko rozbawiona.
-Boli jak cholera...-zmarszczyl brwi.
-Idz wez lodowaty prysznic a ja zaraz cos ci przyniose...-spojrzalam na niego krecac glowa.
-Dziekuje...-jeknal i szybko pocalowal mnie w ramie a pozniej pobiegl na gore.
-Jestes dla niego za dobra.-zasmiala sie Pattie patrzac na mnie z troska i rozbawieniem.
-Nalezal mu sie luzny dzien w gronie przyjaciol...Zostanie ojcem,jest giwazda...Zasluzyl.-wzruszylam ramionami siegajac do szafki gdzie byly tabletki.Czulam sie w ich domu jak u siebie co nie bylo dziwne jesli spedzalam tam cale dnie.Nalalam do szklanki wody i wzialam tabletki.
-A ty kiedy bedziesz miala swoj luzny dzien?-zapytala znaczaco gdy juz prawie wychodzilam z kuchni.Od razu zatrzymalam sie i spojrzalam na nia smutno.Wiedzialam o co jej chodzi.Od tamtej pamietnej nocy w magazynie kiedy uratowalismy JB nie mialam dnia zabawy,nigdzie nie wyszlam z przyjaciolmi ani nie bylam na wielkich zakupach.Caly czas albo pracowalam albo cos zalatwialam.
-Nie bede miala juz takiego dnia...-spojrzalam na nia z lekkim przygnebieniem.-Zostane matka...-wzruszylam ramionami i zniknelam widzac zaskoczenie kobiety.Weszlam powoli do pokoju chlopaka i jak zwykle jego ciuchy walaly sie po calym pokoju.Pokrecilam z dezaprobata glowa i odkladajac szklanke i tabletki na szafke nocna podeszlam odslonic zaslony.W pokoju od razu zrobilo sie widniej i przyjemniej.Otworzylam okno zeby przewietrzyc a pozniej wzielam sie za skladanie ciuchow oraz odkladanie tych brudnych do prania.
-Kochanie...Zostaw to.-poczulam na sobie rece chlopaka.
-Lepiej?-zapytalam kladac swoje rece na jego.
-Troche...-usmiechnal sie lekko i pocalowal w policzek.Mial na sobie biala koszulke i szare dresy.
-Na szafce masz tabletki.-powiedzialam skinajac w tamta strone.Skladajac jeszcze jeden calus na mojej szyi usiadl na lozku a ja wrocilam do skladanie juz ostatnich cuchow.-Jak bylo?-usmiechnelam sie wrzucajac brudne ciuchy do kosza na pranie a pozniej odnioslam go do lazienki i kiedy wrocilam usiadlam na fotelu podkurczajac nogi pod brode.
-Gdybys byla ze mna bylo by lepiej.-spojrzal na mnie lekko sie usmiechajac.
-Ale to byl twoj wieczor z chlopakami,kochanie.
-No to co...Ja chcialem cie przy sobie.
-Opowiedz co robiliscie.-przesiadlam sie na lozko siadajac po turecku.
-Najpierw poszlismy po jakies drinki a Alfredo od razu wyrwal jakas laske i przetanczyl z nia caly wieczor.Chris z Chrisem Rihanny caly czas sie wyglupiali i wygadywali jakies glupoty.Ogolnie stwierdzilem ze oboje maja nie rowno pod sufitem.-pokrecil glowa kladac sie i przyciagnal mnie do siebie.-Chaz w polowie imprezy zniknal w lazience z dwoma blondynkami...-mimowolnie zachichotalam.Caly Chaz.-A ja zostalem z chlopakmi z mojego Team'u poszlismy na parkiet tanczylismy,pilismy i gadalismy.-wzruszyl ramionami.
-I na pewno lecialy na ciebie wszystkie laski...-zasmialam sie.
-No ba...-poruszal zabawnie brwiami a ja od razu usiadlam wspierajac sie na reku.-Ale koootek...Wszystkie zbywalem.-usmiechnal sie szczerze.-Kenny i Logan na pewno by juz ci wszystko wyspiewali.-zasmial sie.-Z nimi najlepiej sie bawilismy.Ogolnie jak so oboje to mozna boki zrywac.-zasmial sie a ja mimowolnie usmiechnelam sie widzac jego radosc.
-Czyli impreza sie udala?
-Bylo naprawde fajnie.-pocalowal mnie w glowe i przytulil do siebie mocniej.-Dziekuje ze pozwolilas mi isc i nie robisz zadnych wyrzutow.-Glowe trzymalam na jego obojczyku a reka rysowalam jakies wzroki na jego brzuchu.
-Bylam cholernie zazdrosna i mialam mysli ze mnie zdradzisz...
-Ej...Nie powinnas tak myslec!Jestes moim oczkiem w glowie i od kiedy ciebie mam zadna inna dziewczyna mnie nie pociaga.-pocalowal mnie w czolo.-Nawet nie patrze na inne wiedzac ze jestes ze mna.-usmiechnelam sie patrzac w jego oczy ktore byly tak bardzo szczere.Zawsze mozna bylo w nich wyczytac czy klamal czy nie.
-Wiem.-wytknelam mu jezyk.-Kenny mi mowil ze bawiles sie tylko z chlopakami z Team'u a wszystkie dziewczyny traktowales po chamsku.-pocalowalam go w szczeke.-Nie musiales byc chamski ale to mile ze nie patrzysz na inne.
-Pragne tylko ciebie.-wpil sie w moje usta a gdy sie od siebie oderwalismy znow polozylam glowe na jego klacie.-A ty co robilas?
-Pracowalam...-szepnelam szybko bo wiedzialam ze sie wkurzy.Bieber uwazal ze jesli mam przerwe i jestem w ciazy powinnam tylko odpoczywac a to nie prawda.
-Przeslyszalem sie?-podniosl sie do pozycji siedzacej a ja znow usiadlam po turecku zakladajac kosmyk grzwyki za ucho.
-No przeciez nie moglam bezczynnie lezec!-wyrzucilam rece w powietrze patrzac na niego znaczaco.
-Kochanie jestes w ciazy powi...-nie moglam dac mu dokonczyc.
-Jestem dopiero w 3 tygodnu ciazy!!-troszke sie unioslam poniewaz strasznie frustrowalo mnie to jego zachowanie.Za bardzo sie troszczyl.-A co bedzie jak bede w jakims 38 tygodniu?! Zawieziesz mnie do szpitala?
-Nie myslalem w ten sposob...-szepnal.-Przepraszam.-przyciagnal mnie do siebie usadzajac na kolanach.-Juz nie bede tak marudzic...-pocalowal mnie w szyje i usmiechnal sie szeroko.-Ale obiecaj ze nie bedziesz sie przemeczac i niczego dzwigac.
-No ja mam nadzieje...Ciaza to nie choroba.-pokrecilam glowa.
-Obiecaj.
-Obiecuje,obiecuje.-Polozylismy sie znowu rozmawiajac o tym ze pracowalam nad nowa piosenka i troche pogralam na instrumentach.
-A masz juz jakies imie dla dziecka?-zapytal ni stad ni z owat.
-Yhm...Nie...Jeszcze nie myslalam.
-A ja tak.-wyszczerzyl sie dumnie.
-Ooo...Naprawde?-usiadlam na nim okrakiem i oparlam sie o jego zgiete w kolanach nogi.-Podziel sie pomyslem.
-Jesli bylaby dziewczynka to myslalem o Esme,Alice,Jane lub Rosalie... A jesli chlopczyk to Embry,Seth,Chase lub Jonah.-zaskoczyl mnie.
-Wow...-widzac moja reakcje usmiechnal sie slodko.-Hmmm podoba mi sie Esme i Embry.-wyszczerzylam sie.
-To byly pierwsze o ktorych pomyslalem.-przyciagnal mnie za rece tez zeby muc sie potem wpic w moje usta.Byl to naprawde namietny pocalunek i gdyby nie pukanie do drzwi prawdopodobnie doszloby do czegos wiecej.
-Prosze.-zasmialam sie widzac mine Jusa i znow usiadlam opierajac sie o jego kolana.Do pomieszczenia wparowal Chaz,Ryan i Chris.Gdy zobaczylam Craven'a od razu rzucilam mu sie na szyje.
-Ale sie stesknilem mala.-zasmial sie a gdy juz sie od niego odsunelam przytulilam dwojke pozostalych chlopakow.
-A ty Chris zarywasz szkole?-spojrzalam na stesknionego chlopaka siadajac obok Jusa ktory przybil z kolegami piatki.
-Yhm...Zawiesili mnie w prawach ucznia na dwa tygodnie.-wzruszyl ramionami a ja wywalilam oczy.
-Co zrobiles?
-Przywalilem z glowki profesorowi od w-f.-usmiechnal sie niewinnie a ja razem z Chaz'em,Ryan'em i Jusem wybuchnelismy smiechem.
-No co? Przywalal sie do mnie ze patrzylem na tylki dziewczyn.-wzruszyl ramionami.
-No ladnie...Nie ma nas a ty juz sie napalasz.-zasmial sie moj nazeczony.
-No ja przynajmniej nie zmontowalem dzieciaka.-wytknal mu jezyk blondyn.
-A ja tak i bede mial zajebista zone.-usmiechnal sie do mnie wpijajac sie w moje usta.
-Ugh...Moglibyscie juz ograniczyc czulosci.-jeknal Rayn a ja usmiechnelam sie mimo wolnie,Justin nic sobie z tego nie robiac wytknal mu fuck'a.
-Dobra koniec kochanie.-zasmialam sie odpychajac go leciutko a on tylko jeszcze musnal moje usta.
-Wiesz Biebs w sumie to ci zazdroszcze...-zaczal Chaz.-Masz 17-lat,miliony na koncie,slawa,fanki...I do tego wszystkiego zajebista kobieta i dziecko...Czego chciec wiecej od zycia?-usmiechnal sie.
-Taak...Fakt,szczesciarz ze mnie.-usmiechnal sie szeroko mocniej mnie do siebie przytulajac.
-Ale sobie nie popukasz...-stwierdzil Chris a ja wybuchlam smiechem po chwili go tlumiac.Oczy naszych gosci od razu skierowaly sie na mnie.
-Chyba sie mylisz, stary.-zasmial sie Ryan spogladajac na blondyna.
-Myli sie,myli...-zasmialam sie lekko spogladajac na Justina ktory dumnie sie szczerzyl.
-Nie no zazdroszcze kobiety...-stwierdzil Craven.-Nie dosyc ze mega seksowna,inteligentna,zadziorna to jeszcze potrafi gadac o sexie.
-A co potrafi robic w lozku.-Bieber zaczal ruszac brwiami a ja sie zasmialam chowajac twarz w szyje nazeczonego.Chlopcy zaczeli wyc ''uuu...'' a ja zachichotalam.
-Dobra,ja was zostawiam samych.-zasmialam sie i zgrabnie wygielam sie na recach opadajac na podloge i robiac przewrot stanelam na nogach.Oczy trzech chlopakow zrobily sie ogromne.Nachylilam sie nad Justinem i pocalowalam lekko w usta.-Do pozniej.-pokazalam znak pokoju i zamknelam za soba drzwi.
___________________________________________
Hahahaha ale rozdzial xD troszeczke mi odwala xD ale co ja poradze gdy mam kontakt z prawie samymi chlopakami <bezradny> xD Oczywiscie scen sexu nie mam zamiaru opisywac bo nie chce stworzyc porno-bloga :p Te czesci zostawiam waszej wyobrazni :D
Wczoraj spotkalam Dawida Ignaczaka (Tego z Go to the dance),mieszka w miasteczku niedaleko mojego i akurat bylam we Wloclawku wiec mam z nim fotke ^^ :D
I jak sie podoba rozdzial? Co u was?
Kocham <3
-Patrys
poniedziałek, 15 lipca 2013
Wazna wiadomosc...!!!!!!!!!!!!!!
Wiec od razu przejde do rzeczy...
Przez nastepny miesiac dokladnie do 12-ego sierpnia nie bede miala internetu.
Poniewaz jutro o 9:30 mam samolot do Polski a nie zabieram laptopa niestety nie bedzie tak czesto rozdzialow.No wlasnie tak czesto.Przez ostatni tydzien siedzialam caly czas przed laptopem piszac rozdzialy do przodu.Nie martwcie sie bo juz mam ustalone z moim kuzynem ze pozyczy mi kapa zebym cos wam dodala.Od razu mowie ze bede dodawac raz na tydzien. Przewiduje iz rozdzialy beda pojawialy sie w czwartki lub piatki ale nie jestem co do tego jeszcze pewna.
Bardzo was przepraszam ale naprawe nie bede miala jak pisac czesciej. Obiecuje ze na nieskonczonosc procent jeden na tydzien bedzie.
Mam nadzieje ze nie jestescie na mnie zli bo naprawde sie staralam zeby pisac do przodu i zeby nie musiec zawieszac bloga az na miesiac.
Przepraszam was bardzo ale tez jestem czlowiekiem i potrzebuje przerwy.
Mam nadzieje ze mnie zrozumiecie i przez moj wyjazd nie opuscicie mojego bloga i mnie.
Jest to naprawde dla mnie wazne bo strasznie was pokochalam <3
Wiec tak... Nastepny rozdzial zgodnie z moimi przewidywaniami pojawi sie...18-ego lub 19-ego.Na pewno jeszcze w tym tugodniu.
Zycze wam udanego czasu ;) Mam nadzieje ze rozdzialy sie spodobaja bo byly pisane naprawde pod wielka presja. Staralam sie naprawde ;) Obiecuje ze po tym miesiacu wroce odnowiona z wieloma nowymi pomyslami i wena. :D Potrzebuje chwili przerwy ale rozdzialy dla was juz czekaja ;)
Koooooooooooocham Was <3
Przykor mi okropnie ze nie bede mogla pisac :'c
-Patrys
Przez nastepny miesiac dokladnie do 12-ego sierpnia nie bede miala internetu.
Poniewaz jutro o 9:30 mam samolot do Polski a nie zabieram laptopa niestety nie bedzie tak czesto rozdzialow.No wlasnie tak czesto.Przez ostatni tydzien siedzialam caly czas przed laptopem piszac rozdzialy do przodu.Nie martwcie sie bo juz mam ustalone z moim kuzynem ze pozyczy mi kapa zebym cos wam dodala.Od razu mowie ze bede dodawac raz na tydzien. Przewiduje iz rozdzialy beda pojawialy sie w czwartki lub piatki ale nie jestem co do tego jeszcze pewna.
Bardzo was przepraszam ale naprawe nie bede miala jak pisac czesciej. Obiecuje ze na nieskonczonosc procent jeden na tydzien bedzie.
Mam nadzieje ze nie jestescie na mnie zli bo naprawde sie staralam zeby pisac do przodu i zeby nie musiec zawieszac bloga az na miesiac.
Przepraszam was bardzo ale tez jestem czlowiekiem i potrzebuje przerwy.
Mam nadzieje ze mnie zrozumiecie i przez moj wyjazd nie opuscicie mojego bloga i mnie.
Jest to naprawde dla mnie wazne bo strasznie was pokochalam <3
Wiec tak... Nastepny rozdzial zgodnie z moimi przewidywaniami pojawi sie...18-ego lub 19-ego.Na pewno jeszcze w tym tugodniu.
Zycze wam udanego czasu ;) Mam nadzieje ze rozdzialy sie spodobaja bo byly pisane naprawde pod wielka presja. Staralam sie naprawde ;) Obiecuje ze po tym miesiacu wroce odnowiona z wieloma nowymi pomyslami i wena. :D Potrzebuje chwili przerwy ale rozdzialy dla was juz czekaja ;)
Koooooooooooocham Was <3
Przykor mi okropnie ze nie bede mogla pisac :'c
-Patrys
Rozdzial 60 "-Idzcie do domu, prosze."
Weszlam do kuchni z usmiechem na twarzy widzac Rihanne z Chrisem robiacych cos do jedzenia od razu sie usmiechnelam.Bylam strasznie glodna a widziec ta dwojke w kuchni,przytulajacych sie,calujacych stwierdzilam ze to naprawde slodki i nie spotykany widok.Usiadlam na jednym z krzesel przy blacie i przygladalam sie ich poczynania.
-Czy jak wy sie pieprzycie to wasze jeki musi byc slyszec az nad basenem?-w pewnym momencie Brown zadal jedno ze swoich jakze ciekawych pytan i przyjemnosc z ogladania ich poczynan,prysla.
-Yhm...-zakrztusilam sie pitym wlasnie napojem co rozbawilo tylko mezczyzne.-To ze krzycze jego imie to oznacza jak bardzo mi dobrze.-wytknelam mu jezyk.-Hmm...Ale zastanawiajace jest to ze waszch jekow nigdy nie slychac.-zasmialam sie trzepiac uroczo rzesami pokazujac to na RiRi to na Chrisa.Twarz chlopaka mojej przyjaciolki byla bezcenna.Mialam ochote wybuchnac smiechem jednak sie powstrzymalam.
-A tak w ogole to jaki jest?-zapytala Rihanna przerywajac cisze.
-Skoro zmotnowalem dziecko za pierwszym razem a moja kobieta za kazdym razem glosno krzyczy musze byc swietny.-do kuchni wszedl rozczochrany Bieber w samych dresowych spodniach.
-Dobra koniec tego.-zasmialam sie wstajac do lodowki.Justin skradl mi po drodze buziaka a piosenkakra krojaca jakies wazywa usmiechnela sie uroczo.Chris nadal mial powazna mine i widac bylo jaki byl zly.Wzielam sobie jakis jogurt do picia i usiadlam na kolanach siedzacego juz Biebera.-Co dzis na obiad?-zapytalam podpierajac sie lokciami o blat.
-Kurczak.-usmiechnela sie moja przyjaciolka.Spojrzalam na jej chlopaka i mialam lekkie wyrzuty sumiania.
-Chris...-nic.-Chriiiiiss...-nadal nic.-Chris'iak!-krzyknelam jednak nadal nic.-Spojrzysz na mnie?
-Nie.-syknal zly.
-No przepraszam cie...-wstalam podchodzac do niego i przytulilam za szyje.-Wiesz ze nie mialam tego na mysli.-pocalowalam go w policzek a on sie lekko usmiechnal jednak zaraz przywrocil powazna maske.-Widzialam!-zasmialam sie pokazujac palcem.-Mam cie!-usmiechnelam sie.
-Jestes zbyt slodka zeby sie na ciebie gniewac.-zasmial sie przytulajac mnie i podnoszac do gory.
-Myslalam ze juz na prawde sie obraziles!-uderzylam do mocno w ramie a pozniej znow wrocilam na kolana Justina ktory podkradal pokrojone marchewki Rihannie.
-To jakie plany na dzis,zakochance?-zapytala piosenkarka.
-Hmm...-spojrzalam pytajaco na Justina.
-Bedziemy sie caly dzien pieprzyc tak zebycie slyszeli..-zasmial sie a ja wywrocilam oczami wracajac wzrokiem na rozbawiona kobiete.
-Mozesz pomazyc kochanie...-zeszlam z jego kolan by wyrzucic buteleczke po jogurcie.Moj nazeczony westchnal sztucznie a ja sie zasmialam pod nosem.-A wy?-odworcilam sie patrzac na Rihanne i jej chlopaka.Spogladajac po sobie wzruszyli ramionami.-A co myslicie o tym zeby powylegiwac sie na basenie.-wskazalam kciukiem w strone wyjscia na taras.
-Czemu nie.-usmiechnela sie RiRi.
-Niedlugo bede miala wielki brzuch i juz nie bede paradowac w bikini.-poglaskalam sie po brzuchu a Chirs z Rihanna wybuchneli smiechem wiec od razu podnioslam na nich wzrok.Nie smieli sie ze mnie tylko z miny Biebera ktory mial wytrzeszczone oczy.
-Jak to juz nie bedziesz chodzic w bikini?-zapytal oburzony moja wypowiedzia co rowzniez mnie rozbawilo.
-No normalnie...Bede gruba.-wytknelam mu jezyk a ona podchodzac do mnie prychnal zabawnie.
-Dla mnie zawsze bedziesz najseksowniejsza kobieta na ziemi.-szepnal mi do ucha obejmojac czule a ja zachichotalam.
-Nie licz ze zmienie zdanie.-powiedzialam normalnym glosem i odepchnelam go lekko od siebie tak zebysmy mogli popatrzec sobie w oczy.
-No weeeezzz...-jeknal a ja wybuchlam smiechem.Czasami zachowywal sie jak 5-latek ktoremu nie chciano dac upragnionego lizaka.
-A bedziesz chcial mnie ogladac taka z wielkim brzuchem?-spojrzalam wymownie.
-Taak?-powiedzial jakby to byla najoczywistrza rzecz na swiecie.-Ja...-pokazal na siebie.-Zawsze chce i bede chcial cie ogladac...-cmoknal moje usta tak delikatnie i czule ze az moje cialo przeszly dreszcze.
-Mhmm...-przytaknelam mu patrzac na jego pelne,piekne usta i usmiechnelam sie przygryzajac warge.
-Czy wy kobiety to nie mozecie uwierzyc ze w ciazy wygladacie tak slicznie?-zapytal dalej ciagnac temat kiedy juz siedzialam mu na kolanach.
-Nie.-zasmialam sie razem z moja przyjaciolka.
-Nie bo jestesmy wtedy takie wielkie.-wytknelam mu jezyk.
-Nigdy nie zrozumiem kobiet.-mruknal calujac mnie w lopatke.
-Ej stary...-zasmial sie Chris.-A co ty masz na plecach?
-Yyy...-spojrzal na niego pytajaco a ja sie zawstydzilam.Wiedzialam dokladnie co jest na jego plecach.A mianowicie slady po moich paznokciach.
-Nie no...-zasmial sie Brown na mnie patrzac.
-Wiec ktos mi wytlumaczy co mam na plachac?-spojrzal jak glupek na kazdego z nas.
-Yhm...No bo...Jakby to...-zaczelam sie jakac.
-Po porstu Karli podczas sex'u wbijala ci paznokcie w plecy.-wytlumaczyla lekko rozbawiona Rihanna a ja poslalam jej karcace spojrzenie.
-To ja moze sie zmyje...-szepnelam i szybko chcialam wyjsc z kuchni jednak gdy juz bylam prawie za drzwiami Justin zlapal mnie w pasie i mocno przytulil.
-Kochanie...Nic sie nie stalo a szczerze to...To wbijanie paznokci bylo strasznie podniecajace.-wyszeptal mi do ucha a potem przygryzl jego plat.Ja jednak nadal czulam sie lekko upokozona i nie potrafilam spojrzec mu w oczy.Schowalam twarz w dlonie i tak stalismy,wiedzialam ze Justin sie lekko usmiecha.
-Jestes slodka jak sie wstrydzisz.
-Odwal sie...-zasmialam sie i wydostajac sie z jego uscisku pobieglam do pokoju. Lezalam na lozku i rozmyslalam o wszystkim i niczym.Chichotalam sama z siebie nie wiadomo dlaczego.Gdy juz sie uspokoilam wstalam przebrac sie w stroj kapielowy.Wybieralam chyba z 10 minut ktory ubiore az w koncy wzielam pierwszy lepszy z szuflady.Okazal sie naprawde ciekawy.Usmiechnelam sie do odbicia w duzym lustrze i stanelam bokieiem.Poglaskalam sie po brzuchu i stwierdzilam ze nie widac jeszcze tej ciazy.Szczerze to juz nie moglam sie doczekac jak bede miala ten brzuszek.Jednak w srodku zyla obawa ze Justin mnie zostawi.Z moich rozmyslen wyrwal mnie wchodzacy do pokoju chlopak.Od razu odwrocilam sie w jego strone i usmiechnelam niesmialo.Stanal wkladajac rece do kieszeni dresow tak zeby kciuki wystawaly i poslal mi ten sam usmiech co ja jemu.
-Slicznie wygladasz...-spojrzal na mnie spod tychs swoich gestych rzes a ja myslalam ze serce mi wywali.Uwielbialam gdy tak na mnie patrzyl.
-Nie prawda.-pokrecilam glowa zazucajac na siebie cieniutki szlafroczek.
-Oj,prawda,prawda.-podszedl do mnie i mierzac mnie wzrokiem od gory do dolu objal obiema rekoma tuz nad pupa.
-Cos slabo klamiesz kochanie...-zazucilam mu rece na szyje i sie zadziornie usmiechnelam.
-Tylko ze ja wcale nie klamie.-pocalowal najpierw moj nos a pozniej wpil sie w usta.Jego pocalunki byly delikatne i subtelne ale jednak pelne pozadania.
-Juz,juz sie tak nie napalaj.-zasmialam sie wysuwajac sie z jego objec.
-Jestes okropna!-zasmial sie klapiac mnie w tylek a pozniej zlapal za reke i pociagnal do wyjscia.
-Ktos musi.-zachichotalam.Na tarasie RiRi z Chrisem sie namietnie calowali przy basenie a moj nazeczony od razu wpadl na swietny pomysl.Podeszlismy na palcach,tak zeby nas nie slyszeli i kiedy juz bylismy blisko popchnelismy ich do wody.Oboje zwijalismy sie ze smiechu a dwojka w basenie mrozila nas wzrokiem.Barbadoska wyszla ''zla'' i szybko sie do mnie przytulila tak ze ja tez bylam mokra.-Rihanna!!-pisnelam zszokowana a Brown pod pretekstem pomocy wyciagnal do Justina reke i wciagnal go do basenu.
-Karma to skuka...-zasmiala sie moja przyjaciolka wzruszajac niewinnie ramionami.Poslalam jej zabojcze spojrzenie a ta przeslala mi buziaka.Chris widzac ze jego dziewczyna chce sie polozyc na lezaku szybko wyskoczyl z wody biorac ja na rece wskoczyl z powrotem do basenu.Zasmialam sie mimo wolnie bo wygladali jak dwojka nastolatkow.Bieber caly mokry delikatnie mnie przytulil od tylu patrzac na naszych przyjaciol.Wtulilam sie w niego mimo ze w porownaniu do mojego ciala byl chlodny i patrzylam lekko smutno na dwojke chlapiaca sie w wodzie.
-Czemu jestes smutna?
-Zazdroszcze im tej bestroskosci i olewania wszystkiego...-szepnelam.
-Kochanie...-pocalowal mnie w policzek.-Ciezko ci przywyknac do mysli ze musimy tak szybko dorosnac?-nie potrafilam mu odpowiedziec bo wiedzialam ze wybuchne placzem wiec przytaknelam tylko glowa a on mnie sobie odworocil i gladzac moje plecy mocno przytulil zamykajac w objeciach.-Damy rade...-wyszeptal czule a ja mu uwierzylam.Wiedzialam ze mowil prawde.
-Kocham cie,Justin...
-Ja ciebie tez slonce.-zlapal moja twarz w obie rece i zlozyl jeden delikatny calus.
-Hej!-uslyszelismy krzyk Chrisa wiec odrazu sie odwrocilismy w ich stone.Mezczyzna pokazywal na helikopter latajacym nad posesja.Poczulam jak miesnie Biebsa sie napinaja a jego szczeki sie zaciskaja.
-Kotek...Spokojnie.-szepnelam mu na ucho.
-Idzcie do domu, prosze.-chlopcy spojrzeli na mnie i na Rihanne.Widzac furie w ich oczach,zakrylysmy sie recznikami i wrocilysmy do salonu.Obserwojac przez okno cala akcje,Justin z Chrisem po porstu pokazali w stroche kamer i aparatow srodkowe palce wytykajac jezyki.Zasmialysmy sie lekko a gdy juz skonczyli swoj pokaz,zamykajac szczelnie drzwi tarasowe przytulili sie do nas.
-Glupki...-powiedzialam na polsmiechu calujac mojego nazeczonego w dolna warge.
-Ale za to wasze.-Brown wyszczerzyl sie patrzac na JB z ktorym przybili sobie zolwika.Reszte dnia spedzilismy na graniu w karty,ogladaniu filmow i jedzenia fastfood'ow.Smialismy sie i wyglupialismy a cala trojka nie przypominala mi o ciazy wiec moglam chociaz na chwile poczuc sie jak normalna 17-nastolatka w gronie najblizszych.Bez zmartwien,bez wiekszych porblemow...To bylo wpsaniale uczucie jednak wole swoje codzienne zycie.Nie zamienilambym na takie bestorskie,rozrywkowe spedzanie czasu.Najwidoczniej juz doroslam....
____________________________________________
Taki tam lekki ten rozdzial...Cos mi sie nie za bardzo podoba ale tak musi byc :D
Napisze Wam pozniej wazna notke wiec prosze abyscie ja przeczytali. ;)
Kocham Was <3
-Patrys
-Czy jak wy sie pieprzycie to wasze jeki musi byc slyszec az nad basenem?-w pewnym momencie Brown zadal jedno ze swoich jakze ciekawych pytan i przyjemnosc z ogladania ich poczynan,prysla.
-Yhm...-zakrztusilam sie pitym wlasnie napojem co rozbawilo tylko mezczyzne.-To ze krzycze jego imie to oznacza jak bardzo mi dobrze.-wytknelam mu jezyk.-Hmm...Ale zastanawiajace jest to ze waszch jekow nigdy nie slychac.-zasmialam sie trzepiac uroczo rzesami pokazujac to na RiRi to na Chrisa.Twarz chlopaka mojej przyjaciolki byla bezcenna.Mialam ochote wybuchnac smiechem jednak sie powstrzymalam.
-A tak w ogole to jaki jest?-zapytala Rihanna przerywajac cisze.
-Skoro zmotnowalem dziecko za pierwszym razem a moja kobieta za kazdym razem glosno krzyczy musze byc swietny.-do kuchni wszedl rozczochrany Bieber w samych dresowych spodniach.
-Dobra koniec tego.-zasmialam sie wstajac do lodowki.Justin skradl mi po drodze buziaka a piosenkakra krojaca jakies wazywa usmiechnela sie uroczo.Chris nadal mial powazna mine i widac bylo jaki byl zly.Wzielam sobie jakis jogurt do picia i usiadlam na kolanach siedzacego juz Biebera.-Co dzis na obiad?-zapytalam podpierajac sie lokciami o blat.
-Kurczak.-usmiechnela sie moja przyjaciolka.Spojrzalam na jej chlopaka i mialam lekkie wyrzuty sumiania.
-Chris...-nic.-Chriiiiiss...-nadal nic.-Chris'iak!-krzyknelam jednak nadal nic.-Spojrzysz na mnie?
-Nie.-syknal zly.
-No przepraszam cie...-wstalam podchodzac do niego i przytulilam za szyje.-Wiesz ze nie mialam tego na mysli.-pocalowalam go w policzek a on sie lekko usmiechnal jednak zaraz przywrocil powazna maske.-Widzialam!-zasmialam sie pokazujac palcem.-Mam cie!-usmiechnelam sie.
-Jestes zbyt slodka zeby sie na ciebie gniewac.-zasmial sie przytulajac mnie i podnoszac do gory.
-Myslalam ze juz na prawde sie obraziles!-uderzylam do mocno w ramie a pozniej znow wrocilam na kolana Justina ktory podkradal pokrojone marchewki Rihannie.
-To jakie plany na dzis,zakochance?-zapytala piosenkarka.
-Hmm...-spojrzalam pytajaco na Justina.
-Bedziemy sie caly dzien pieprzyc tak zebycie slyszeli..-zasmial sie a ja wywrocilam oczami wracajac wzrokiem na rozbawiona kobiete.
-Mozesz pomazyc kochanie...-zeszlam z jego kolan by wyrzucic buteleczke po jogurcie.Moj nazeczony westchnal sztucznie a ja sie zasmialam pod nosem.-A wy?-odworcilam sie patrzac na Rihanne i jej chlopaka.Spogladajac po sobie wzruszyli ramionami.-A co myslicie o tym zeby powylegiwac sie na basenie.-wskazalam kciukiem w strone wyjscia na taras.
-Czemu nie.-usmiechnela sie RiRi.
-Niedlugo bede miala wielki brzuch i juz nie bede paradowac w bikini.-poglaskalam sie po brzuchu a Chirs z Rihanna wybuchneli smiechem wiec od razu podnioslam na nich wzrok.Nie smieli sie ze mnie tylko z miny Biebera ktory mial wytrzeszczone oczy.
-Jak to juz nie bedziesz chodzic w bikini?-zapytal oburzony moja wypowiedzia co rowzniez mnie rozbawilo.
-No normalnie...Bede gruba.-wytknelam mu jezyk a ona podchodzac do mnie prychnal zabawnie.
-Dla mnie zawsze bedziesz najseksowniejsza kobieta na ziemi.-szepnal mi do ucha obejmojac czule a ja zachichotalam.
-Nie licz ze zmienie zdanie.-powiedzialam normalnym glosem i odepchnelam go lekko od siebie tak zebysmy mogli popatrzec sobie w oczy.
-No weeeezzz...-jeknal a ja wybuchlam smiechem.Czasami zachowywal sie jak 5-latek ktoremu nie chciano dac upragnionego lizaka.
-A bedziesz chcial mnie ogladac taka z wielkim brzuchem?-spojrzalam wymownie.
-Taak?-powiedzial jakby to byla najoczywistrza rzecz na swiecie.-Ja...-pokazal na siebie.-Zawsze chce i bede chcial cie ogladac...-cmoknal moje usta tak delikatnie i czule ze az moje cialo przeszly dreszcze.
-Mhmm...-przytaknelam mu patrzac na jego pelne,piekne usta i usmiechnelam sie przygryzajac warge.
-Czy wy kobiety to nie mozecie uwierzyc ze w ciazy wygladacie tak slicznie?-zapytal dalej ciagnac temat kiedy juz siedzialam mu na kolanach.
-Nie.-zasmialam sie razem z moja przyjaciolka.
-Nie bo jestesmy wtedy takie wielkie.-wytknelam mu jezyk.
-Nigdy nie zrozumiem kobiet.-mruknal calujac mnie w lopatke.
-Ej stary...-zasmial sie Chris.-A co ty masz na plecach?
-Yyy...-spojrzal na niego pytajaco a ja sie zawstydzilam.Wiedzialam dokladnie co jest na jego plecach.A mianowicie slady po moich paznokciach.
-Nie no...-zasmial sie Brown na mnie patrzac.
-Wiec ktos mi wytlumaczy co mam na plachac?-spojrzal jak glupek na kazdego z nas.
-Yhm...No bo...Jakby to...-zaczelam sie jakac.
-Po porstu Karli podczas sex'u wbijala ci paznokcie w plecy.-wytlumaczyla lekko rozbawiona Rihanna a ja poslalam jej karcace spojrzenie.
-To ja moze sie zmyje...-szepnelam i szybko chcialam wyjsc z kuchni jednak gdy juz bylam prawie za drzwiami Justin zlapal mnie w pasie i mocno przytulil.
-Kochanie...Nic sie nie stalo a szczerze to...To wbijanie paznokci bylo strasznie podniecajace.-wyszeptal mi do ucha a potem przygryzl jego plat.Ja jednak nadal czulam sie lekko upokozona i nie potrafilam spojrzec mu w oczy.Schowalam twarz w dlonie i tak stalismy,wiedzialam ze Justin sie lekko usmiecha.
-Jestes slodka jak sie wstrydzisz.
-Odwal sie...-zasmialam sie i wydostajac sie z jego uscisku pobieglam do pokoju. Lezalam na lozku i rozmyslalam o wszystkim i niczym.Chichotalam sama z siebie nie wiadomo dlaczego.Gdy juz sie uspokoilam wstalam przebrac sie w stroj kapielowy.Wybieralam chyba z 10 minut ktory ubiore az w koncy wzielam pierwszy lepszy z szuflady.Okazal sie naprawde ciekawy.Usmiechnelam sie do odbicia w duzym lustrze i stanelam bokieiem.Poglaskalam sie po brzuchu i stwierdzilam ze nie widac jeszcze tej ciazy.Szczerze to juz nie moglam sie doczekac jak bede miala ten brzuszek.Jednak w srodku zyla obawa ze Justin mnie zostawi.Z moich rozmyslen wyrwal mnie wchodzacy do pokoju chlopak.Od razu odwrocilam sie w jego strone i usmiechnelam niesmialo.Stanal wkladajac rece do kieszeni dresow tak zeby kciuki wystawaly i poslal mi ten sam usmiech co ja jemu.
-Slicznie wygladasz...-spojrzal na mnie spod tychs swoich gestych rzes a ja myslalam ze serce mi wywali.Uwielbialam gdy tak na mnie patrzyl.
-Nie prawda.-pokrecilam glowa zazucajac na siebie cieniutki szlafroczek.
-Oj,prawda,prawda.-podszedl do mnie i mierzac mnie wzrokiem od gory do dolu objal obiema rekoma tuz nad pupa.
-Cos slabo klamiesz kochanie...-zazucilam mu rece na szyje i sie zadziornie usmiechnelam.
-Tylko ze ja wcale nie klamie.-pocalowal najpierw moj nos a pozniej wpil sie w usta.Jego pocalunki byly delikatne i subtelne ale jednak pelne pozadania.
-Juz,juz sie tak nie napalaj.-zasmialam sie wysuwajac sie z jego objec.
-Jestes okropna!-zasmial sie klapiac mnie w tylek a pozniej zlapal za reke i pociagnal do wyjscia.
-Ktos musi.-zachichotalam.Na tarasie RiRi z Chrisem sie namietnie calowali przy basenie a moj nazeczony od razu wpadl na swietny pomysl.Podeszlismy na palcach,tak zeby nas nie slyszeli i kiedy juz bylismy blisko popchnelismy ich do wody.Oboje zwijalismy sie ze smiechu a dwojka w basenie mrozila nas wzrokiem.Barbadoska wyszla ''zla'' i szybko sie do mnie przytulila tak ze ja tez bylam mokra.-Rihanna!!-pisnelam zszokowana a Brown pod pretekstem pomocy wyciagnal do Justina reke i wciagnal go do basenu.
-Karma to skuka...-zasmiala sie moja przyjaciolka wzruszajac niewinnie ramionami.Poslalam jej zabojcze spojrzenie a ta przeslala mi buziaka.Chris widzac ze jego dziewczyna chce sie polozyc na lezaku szybko wyskoczyl z wody biorac ja na rece wskoczyl z powrotem do basenu.Zasmialam sie mimo wolnie bo wygladali jak dwojka nastolatkow.Bieber caly mokry delikatnie mnie przytulil od tylu patrzac na naszych przyjaciol.Wtulilam sie w niego mimo ze w porownaniu do mojego ciala byl chlodny i patrzylam lekko smutno na dwojke chlapiaca sie w wodzie.
-Czemu jestes smutna?
-Zazdroszcze im tej bestroskosci i olewania wszystkiego...-szepnelam.
-Kochanie...-pocalowal mnie w policzek.-Ciezko ci przywyknac do mysli ze musimy tak szybko dorosnac?-nie potrafilam mu odpowiedziec bo wiedzialam ze wybuchne placzem wiec przytaknelam tylko glowa a on mnie sobie odworocil i gladzac moje plecy mocno przytulil zamykajac w objeciach.-Damy rade...-wyszeptal czule a ja mu uwierzylam.Wiedzialam ze mowil prawde.
-Kocham cie,Justin...
-Ja ciebie tez slonce.-zlapal moja twarz w obie rece i zlozyl jeden delikatny calus.
-Hej!-uslyszelismy krzyk Chrisa wiec odrazu sie odwrocilismy w ich stone.Mezczyzna pokazywal na helikopter latajacym nad posesja.Poczulam jak miesnie Biebsa sie napinaja a jego szczeki sie zaciskaja.
-Kotek...Spokojnie.-szepnelam mu na ucho.
-Idzcie do domu, prosze.-chlopcy spojrzeli na mnie i na Rihanne.Widzac furie w ich oczach,zakrylysmy sie recznikami i wrocilysmy do salonu.Obserwojac przez okno cala akcje,Justin z Chrisem po porstu pokazali w stroche kamer i aparatow srodkowe palce wytykajac jezyki.Zasmialysmy sie lekko a gdy juz skonczyli swoj pokaz,zamykajac szczelnie drzwi tarasowe przytulili sie do nas.
-Glupki...-powiedzialam na polsmiechu calujac mojego nazeczonego w dolna warge.
-Ale za to wasze.-Brown wyszczerzyl sie patrzac na JB z ktorym przybili sobie zolwika.Reszte dnia spedzilismy na graniu w karty,ogladaniu filmow i jedzenia fastfood'ow.Smialismy sie i wyglupialismy a cala trojka nie przypominala mi o ciazy wiec moglam chociaz na chwile poczuc sie jak normalna 17-nastolatka w gronie najblizszych.Bez zmartwien,bez wiekszych porblemow...To bylo wpsaniale uczucie jednak wole swoje codzienne zycie.Nie zamienilambym na takie bestorskie,rozrywkowe spedzanie czasu.Najwidoczniej juz doroslam....
____________________________________________
Taki tam lekki ten rozdzial...Cos mi sie nie za bardzo podoba ale tak musi byc :D
Napisze Wam pozniej wazna notke wiec prosze abyscie ja przeczytali. ;)
Kocham Was <3
-Patrys
niedziela, 14 lipca 2013
The Versatile Blogger
No
to szok bo obydwa moje blogi zostaly nominowane do The Versatlile
Blogger! Co za bardzo dziekuje
http://justinanddeynnmymirrorstaringbackatme.blogspot.it/ i http://blieveinourlove.blogspot.it przez ktore
zostalam nominowana! Dziekuje Wam dzieczyny!! <3 Poprawilyscie mi humor i
dodalascie chceci do pisania :D
ZASADY KONKURSU: 
1) Podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu.
2) Pokazać nagrodę The Versatile Blogger u siebie na blogu.
3) Ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie.
4) Nominować 15 blogów które na to zasługują.
5) Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.
7 FAKTOW O MNIE:
1)Jestem strasznie zamknieta w sobie i uczuciowa.Jednak nie pokazuje nigdy ze mnie cos zranilo albo chce mi sie plakac.A nie ma dnia zebym nie uronila lez...
2)Nie cierpie siebie.Swojego wygladu,charakteru itd.
3)Przez moja wyobraznie mam czesto problemy w srod rowiesnikow.
4)Mieszkam we Wloszech.
5)Interesuje sie architektora i prawdopodobnie w pszyszlosci pojde na projektanta i architekta wnetrz.
6)Uwielbiam czytac ksiazki i blogi (ale blogi tylko o JB)
7)Jestem strasznie pyskata,chamska,bezczelna,arogancka,ignoracyjna,ironiczna,sarkastyczna i tym podobne....
NOMINOWANI:
1)http://just-in-lie.blogspot.it
2)http://when-i-look-at-u.blogspot.it/
6)http://opowiadaniaojustiniebieberze.blogspot.it/
7)http://impossible-bieberfever-yeep.blogspot.it/
9)http://my-story-with-justin-bieber.blogspot.it/
10)http://justinbieber-valentina-lovestory.blogspot.it/
11)http://fear-bitch.blogspot.it/p/rozdziay.html
12)http://bieberinyourdreams.blogspot.it/
14)http://karla-justin-forever.blogspot.de/
___________________________________
No to macie ;) 17-ego prawdopodobnie bedzie rozdzial a jutro pewna notka ;)
Kocham was <3
-Patrys
środa, 10 lipca 2013
Rozdzial 59 "-Ale ja tam kocham ciebie."
Lezalam na sofie w salonie, patrzylam jak Chris i Rihanna rozpakowuja rzeczy chlopka.Wlasnie zdecydowali ze Brown sie do nas wprowadzi wiec od razu sie za to zabrali.Chcialam im pomoc ale zle sie czulam,ciagle bylo mi slabo i lekko krecilo sie w glowie.
-Jak sie czujesz?-zapytala po raz kolejny w przeciagu 30 minut moja przyjaciolka.
-Dobrze...-wywrocilam oczami a Chris sie zasmial.
-Nie mecz jej co 2 minuty tm samym pytaniem...-pokrecil zabawnie glow przytulajac od tylu swoja dziewczyne.Usmiechnelam sie pod nosem i cala nasza trojka uslyszala dzwonek do drzwi.
-Ja otworze.-Rihanna wydosta sie z uscisku Chrisa i poszla otworzyc.
-Dzieki.-zasmialam sie a on usmiechnal sie mrugajac okiem.
-By cie zameczyla.-wytknal mi jezyk.
-Hej kochanie...-nagle moim oczom ukazal sie moj aniol.
-Heej...-przeciagnelam usmiechajac sie lekko.Justin od razu usiadl kladac sobie moje nogi na kolanach i przeciagnal sie zeby pocalowac mnie delikatnie.
-Co sie dzieje?-gdy wrocil do siedzacej pozycji spojrzal ujmujac moja dlon.
-Troche zle sie czuje.-wzruszylam ramionami.-A dzisiaj bylam w moim studio i moj Team juz wie...-usmiechnelam sie szerzej przypominajac sobie cala ta poranna sytuacje.Wiedzialam ze szybko musialam zmienic temat aby nie drazyc tego jak sie czuje.
-I jak?
-Wszyscy szczesliwi.-zachichotalam.-Shila i Chachi byly wrecz w niebo wziete.
-Ooo to dobrze ze sie ciesza i zrozumieli.-spojrzal przed siebie i widac bylo ze cos go gryzlo.
-Cos nie tak?-zapytalam podnoszac sie powoli.
-Poklocilem sie z Twist'em...-mruknal nie zadowolony.
-O co tym razem?-polubilam nawet nawet jego kolege jednak nie podobalo mi sie ze ciagle mial pretensje do Justina.
-O to ze sie zareczylem...-mruknal a mnie to troche zabolalo.Czulam sie po czesciw winna ich klotni.-Wiec mu powiedzialem ze jesli nie potrafi sie cieszyc z mojego szczescia to niech spieprza.-spojrzal mi w oczy i od razu zauwazyl ze sie obwinialam.-Kochanieee...To nie twoja wina.
-Ale wiekszosc waszej klotni jest z mojej winy...-schowalam twarz w dloniach powstrzymujac lzy.
-Hej.Hej.Hej.-posadzil mnie sobie bokiem na kolanach mocno przytulajac.-To on nie potrafi zrozumiec ze mi ciagle zycie w klubach na wyrywaniu panienek sie nie podoba...To on stwarza sobie problemy.-pocalowal mnie w glowe glaszczac po plecach.-Ja tam wolalem w wieku 17-lat sie zareczyc.-usmiechnal sie szeroko.Biorac moja brode w dwa palce skierowal moj wzrok w jego strone.Z jego oczu bilo takie niewyobrazalne cieplo i milosc. Musnelam jego usta ale on oczywiscie musial przeciagnac pocalunek.
-Chodz...-wstalam powoli uwazajac zeby sie nie przewrocic i wyciagnelam reke w stone chlopaka.-My idziemy do mnie.-powiadomilam naszych przyjaciol i zniknelismy na schodach.Justin caly czas przytulal mnie od tylu i calowal moja szyje.Gdy juz znalezlismy sie w moim pokoju polozylam na na lozku patrzac co zrobi Bieber.On,tak jak myslalam,polozyl sie obok mnie wsuwajac jedna reke pod moja glowe a druga glaszczac moj brzuch.Wtulilam sie w niego i zamknelam oczy.Lezelismy tak chwile do czasu az zaczelam mu opowiadac ze szczegolami caly dzisiejszy poranek.
-Nadal zlesie czujesz?-spojrzal na mnie troskliwe podnoszac sie lekko na poduszkach.
-Nieee...
-Klamiesz.-zasmial sie.-Przeciez mnie nie oszukasz,skarbie.-pocalowal mnie w czolo.-Wiec?
-No troche mi slabo...I leciutko mi sie w glowie kreci.-stwierdzilam niesmialo.
-Jedziemy do lekarza?
-Co? Nie.-zachichotalam.-Nic mi nie jest...Nadmiar wrazen.-pocalowalam go w szczeke.
-Ja tam bym pojechal...-usmiechnal sie.-Bysmy zaobaczyli nasza dzidzie.-znow poglaskal moj brzuch.
-Kochanie...-nie bylo dane mi dokonczyc.
-Wolalabys chlopca czy dziewczynke?-zapytal podekscytowany.
-Chlopca...-stwierdzilam bez namyslu.
-A jesli bedzie dziewczynka,to co?-widzialam w jego oczach lekkie przerazenie co mnie rozbawilo.
-To bede kochac ja tak samo.
-To dobrze.-westchnal z ugla calujac mnie w nos.Przekrecilam sie na brzuch i usiadlam po turecku obok niego.Jego reka trzymala moje biodra a druga mial wsunieta pod kark.
-A ty?
-Ja tam chce miec gromadke dzieci.-powiedzial patrzac w sufit.-Chcialbym blizniaki.-zarobilam dziwna mine co rozbawilo Justina.Rozesmial sie a ja nadal zachowalam ten sam wyraz twarzy.-No zartuje...-zasmial sie przewracajac mnie znow na plecy i nachylajac sie nade mna znow zlaczyl nasze usta w pocalunku.-Najpierw chcialabym miec chlopca a pozniej to sie zobaczy...-wyszeptal gdy oderwalismy sie na chwile od siebie.Zachichotalam lekko bo zaczal mnie laskotac.
-Stop.-zlapalam za jego reke pokazujac ze nie mam sily.
-Przepraszam.-szepnal calujac mnie w czolo i oboje usiedlismy.
-Nic sie nie stalo...-wstalam usmiechajac sie do niego lekko.Wzielam gleboki wdech i zamknelam oczy zeby opanowac zawroty glowy.Moj nazeczony od razu stal przy mnie delikatnie obejmujac.-Jest ok.-popatrzylam na niego usmiechajac sie.
-No nie wiem...-szepnal zaniepokojony.
-Justin prosze cie...-spojrzalam znudzonym wzrokiem i wydostalam sie z jego objec kierujac sie do lazienki aby obmyc twarz.Gdy wrocilam do pokoju Bieber siedzial na lozku podbierajac lokcie na kolanach.
-Prosze...Pojedzmy zobaczyc czy jest wszystko ok...
-Nie...
-Kochanie...-przeciagnal patrzac na mnie proszaco a ja jednak bylam nie ugieta.
-Nie,Justin.Ja nigdzie nie jade...Jeszcze nie...-usiadlam obok niego patrzac przepraszajaco a on mnie czule objal calujac w policzek toz przy ustach.
-Jestes taka uparta...-zasmial sie a ja odsunelam sie lekko tak zeby moc spojrzec na jego twarz.
-Taki moj urok,nie?-usmiechnelam sie uroczo znow wtulajac w jego szyje.Lezelismy przez rowne 2 godziny rozmawiajac o jakis glupotach.Wyglpialismy sie i opowiadalismy sobie zarty.Czulam sie jakbysmy byli dwojgiem normalnych nastolatkow.Jakby wszystko bylo na swoim miejscu,tak jak powinno byc.W pewnym momencie Justin wpadl na pomysl aby nagrac filmik na instagram.Od razu siegnal po swoj telefon i zaczal nagrywac jednak co chwila sie smial.
-Kochanie nie rozsmieszaj mnie!-powiedzial rozbawiony jednak dalej nie mogl sie opanowac i tak w sumie caly filmik przedstawial jak moj nazeczony sie smieje i probuje cos powiedziec.Oczywiscie od razu go wrzucil do sieci i znow sie obok mnie polozyl obejmujac szczelnie.-Widzisz przez ciebie nie moglem nic powiedziec.-pocalowal moj obojczyk.
-Tak,tak kochanie najlepiej zrzucic wine na mnie...-wsunelam palce w jego wlosy a on calowal moja szyje.
-To prawda...Tak sexownie wygladasz ze sie skupic nie moglem.-wyszeptal mi do ucha po chwili calujac miejsce pod nim.W momencie kiedy nasze usta juz sie prawie stykaly ktos zapukal.-Idealne wyczucie czasu.-mruknal nie zadowlony Bieber schodzac ze mnie i podchodzac do drzwi.Ja zachichotalam mimowolnie podciagajac sie na rekach do pozycji siedzacej.-Tak?-chlopak otworzyl lekko drzwi.
-Jest Karolina?-nie poznalam tego glosu ale wydawal sie znajomy.
-Taaak?Czego chcesz?-Justin byl troche chamski.
-Pogadac...-Taylor...To na bank byl on.
-Ona raczej nie chce z toba rozmawiac.-powiedzial pewnie i sie nie mylil.Biebs znal mnie na wylot i doskonale wiedzial co mysle na temat tego chlopaka.
-Chce porozmawiac z nia a nie z toba...-syknal wkurzony gosc.-Po za tym kim ty jestes zeby za nia mowc?
-Jej nazeczonym?-stwierdzil pytajaco z usmiechem a ja moglam sobie tylko wyobrazic mine Taylora.
-Pierdolisz...-zasmial sie nie dowierzajac.Wkurzal mnie bo nadal mialam do niego uraze.Wstalam i podeszlam otwierajac szerzej drzwi i przytulilam sie do boku Justina.
-Nie pierdoli...-syknelam zla.Nie mylilam sie co do miny chlopaka.Byla bezcenna.Doslownie jakby zobaczyl ducha.Chcialam sie zasmiac jednak wscieklosc wziela gore.Spojrzalam na niego z pogarda i nienawiscia.-Po co przyjechales?
-Przyjechalem z mama do babci...-szepnal nieobecnie.-I pomyslalem ze przeprosze za tamto...-przeniosl wzrok na mnie.
-Wiec?-spojrzalam pytajaco.
-Karli...-chcial kontynuowac.
-Dla ciebie Karolina.-powiedzialam zla.
-Karolina przepraszam cie.Zachowalem sie jak dupek.-juz otwieralam buze zeby mu przytaknac.-Daj skonczyc.-usmiechnal sie.-Nie mam pojecia co mna kierowalo.Tak strasznie chcialem zeby to jakas dziewczyna patrzyla na mnie tak jak ty na Biebera...Po porstu zrzerala mnie zazdrosc.A no coz...Jestes naprawde fajna dziewczyna i mialem nadzieje ze moze mialbym jakies szanse.-szepnal a miesnie Jusa sie napiely wiec przytulilam go mocniej.-Po porstu zabujalem sie w tobie ale spokojnie,przeszlo mi.Nadal uwazam ze jestes naprawde ladna ale nic nie czuje.-spojrzal na wscieklego Biebsa.-Zauroczenie.-wzruszyl ramionami.-Zrozumialem teraz ze popelnilem wielki blad i to jak sie zachowalem bylo strasznie szczeniacke.-widac bylo ze zalowal.-Mam teraz dziewczyne ktora uswiadomila mi jak mogliscie sie wtedy czuc.-patrzyl to na mnie to na mojego nazeczonego.-Przepraszam was obojga.-widac bylo ze skonczyl.
-Gratuluje dziewczyny...-spojrzalam na chlopaka ktorego obejmowalam a on przytaknal mi skinieniem.-I wypowiadajac sie za nas obojga...Przyjmujemy przeprosiny jednak to nic nie zmienia...-dodalam troszke ciszej.
-Doceniamy twoje slowa jednak nie wracamy do przeszlosci.-dodal Justin spogladajac na mnie.-Tamten rozdzial jest juz zamkniety i przykro mi ale ty tez w nim zostales.-dodal a ja przytaknelam glowa.Taylor byl oszolomiony tym co powiedzielismy.
-No coz...Gratuluje wam zareczyn i milego zycia zycze.-usmiechnal sie nie pewnie i po porstu sie odworcil wychodzac.Spojrzalam na Justina nie pewnie a on sie lekko rozluznil.
-Wow...-szepnelam ciagnac go za reke w glab pokoju.
-On sie w tobie bujal...-stwierdzil z grymasem.
-Ale ja tam kocham ciebie.-popchnelam go na lozko siadajac na nim okrakiem i zlaczylam nasze usta w namietnym pocalunku.
_____________________________________________
Hahahaha no coz... Rozdzial troszke inny niz reszta rozdzialow ale to chyba dobrze,nie? Nastepny jest fajny bo juz mam napisany ale to z pewnych przyczyn o ktorych dowiecie sie niedlugo :)
Podoba sie wam? :D Mam nadzieje ze tak :* Zostawcie po sobie jakis znak ;)
Koooocham Was <3
-Patrysw
-Jak sie czujesz?-zapytala po raz kolejny w przeciagu 30 minut moja przyjaciolka.
-Dobrze...-wywrocilam oczami a Chris sie zasmial.
-Nie mecz jej co 2 minuty tm samym pytaniem...-pokrecil zabawnie glow przytulajac od tylu swoja dziewczyne.Usmiechnelam sie pod nosem i cala nasza trojka uslyszala dzwonek do drzwi.
-Ja otworze.-Rihanna wydosta sie z uscisku Chrisa i poszla otworzyc.
-Dzieki.-zasmialam sie a on usmiechnal sie mrugajac okiem.
-By cie zameczyla.-wytknal mi jezyk.
-Hej kochanie...-nagle moim oczom ukazal sie moj aniol.
-Heej...-przeciagnelam usmiechajac sie lekko.Justin od razu usiadl kladac sobie moje nogi na kolanach i przeciagnal sie zeby pocalowac mnie delikatnie.
-Co sie dzieje?-gdy wrocil do siedzacej pozycji spojrzal ujmujac moja dlon.
-Troche zle sie czuje.-wzruszylam ramionami.-A dzisiaj bylam w moim studio i moj Team juz wie...-usmiechnelam sie szerzej przypominajac sobie cala ta poranna sytuacje.Wiedzialam ze szybko musialam zmienic temat aby nie drazyc tego jak sie czuje.
-I jak?
-Wszyscy szczesliwi.-zachichotalam.-Shila i Chachi byly wrecz w niebo wziete.
-Ooo to dobrze ze sie ciesza i zrozumieli.-spojrzal przed siebie i widac bylo ze cos go gryzlo.
-Cos nie tak?-zapytalam podnoszac sie powoli.
-Poklocilem sie z Twist'em...-mruknal nie zadowolony.
-O co tym razem?-polubilam nawet nawet jego kolege jednak nie podobalo mi sie ze ciagle mial pretensje do Justina.
-O to ze sie zareczylem...-mruknal a mnie to troche zabolalo.Czulam sie po czesciw winna ich klotni.-Wiec mu powiedzialem ze jesli nie potrafi sie cieszyc z mojego szczescia to niech spieprza.-spojrzal mi w oczy i od razu zauwazyl ze sie obwinialam.-Kochanieee...To nie twoja wina.
-Ale wiekszosc waszej klotni jest z mojej winy...-schowalam twarz w dloniach powstrzymujac lzy.
-Hej.Hej.Hej.-posadzil mnie sobie bokiem na kolanach mocno przytulajac.-To on nie potrafi zrozumiec ze mi ciagle zycie w klubach na wyrywaniu panienek sie nie podoba...To on stwarza sobie problemy.-pocalowal mnie w glowe glaszczac po plecach.-Ja tam wolalem w wieku 17-lat sie zareczyc.-usmiechnal sie szeroko.Biorac moja brode w dwa palce skierowal moj wzrok w jego strone.Z jego oczu bilo takie niewyobrazalne cieplo i milosc. Musnelam jego usta ale on oczywiscie musial przeciagnac pocalunek.
-Chodz...-wstalam powoli uwazajac zeby sie nie przewrocic i wyciagnelam reke w stone chlopaka.-My idziemy do mnie.-powiadomilam naszych przyjaciol i zniknelismy na schodach.Justin caly czas przytulal mnie od tylu i calowal moja szyje.Gdy juz znalezlismy sie w moim pokoju polozylam na na lozku patrzac co zrobi Bieber.On,tak jak myslalam,polozyl sie obok mnie wsuwajac jedna reke pod moja glowe a druga glaszczac moj brzuch.Wtulilam sie w niego i zamknelam oczy.Lezelismy tak chwile do czasu az zaczelam mu opowiadac ze szczegolami caly dzisiejszy poranek.
-Nadal zlesie czujesz?-spojrzal na mnie troskliwe podnoszac sie lekko na poduszkach.
-Nieee...
-Klamiesz.-zasmial sie.-Przeciez mnie nie oszukasz,skarbie.-pocalowal mnie w czolo.-Wiec?
-No troche mi slabo...I leciutko mi sie w glowie kreci.-stwierdzilam niesmialo.
-Jedziemy do lekarza?
-Co? Nie.-zachichotalam.-Nic mi nie jest...Nadmiar wrazen.-pocalowalam go w szczeke.
-Ja tam bym pojechal...-usmiechnal sie.-Bysmy zaobaczyli nasza dzidzie.-znow poglaskal moj brzuch.
-Kochanie...-nie bylo dane mi dokonczyc.
-Wolalabys chlopca czy dziewczynke?-zapytal podekscytowany.
-Chlopca...-stwierdzilam bez namyslu.
-A jesli bedzie dziewczynka,to co?-widzialam w jego oczach lekkie przerazenie co mnie rozbawilo.
-To bede kochac ja tak samo.
-To dobrze.-westchnal z ugla calujac mnie w nos.Przekrecilam sie na brzuch i usiadlam po turecku obok niego.Jego reka trzymala moje biodra a druga mial wsunieta pod kark.
-A ty?
-Ja tam chce miec gromadke dzieci.-powiedzial patrzac w sufit.-Chcialbym blizniaki.-zarobilam dziwna mine co rozbawilo Justina.Rozesmial sie a ja nadal zachowalam ten sam wyraz twarzy.-No zartuje...-zasmial sie przewracajac mnie znow na plecy i nachylajac sie nade mna znow zlaczyl nasze usta w pocalunku.-Najpierw chcialabym miec chlopca a pozniej to sie zobaczy...-wyszeptal gdy oderwalismy sie na chwile od siebie.Zachichotalam lekko bo zaczal mnie laskotac.
-Stop.-zlapalam za jego reke pokazujac ze nie mam sily.
-Przepraszam.-szepnal calujac mnie w czolo i oboje usiedlismy.
-Nic sie nie stalo...-wstalam usmiechajac sie do niego lekko.Wzielam gleboki wdech i zamknelam oczy zeby opanowac zawroty glowy.Moj nazeczony od razu stal przy mnie delikatnie obejmujac.-Jest ok.-popatrzylam na niego usmiechajac sie.
-No nie wiem...-szepnal zaniepokojony.
-Justin prosze cie...-spojrzalam znudzonym wzrokiem i wydostalam sie z jego objec kierujac sie do lazienki aby obmyc twarz.Gdy wrocilam do pokoju Bieber siedzial na lozku podbierajac lokcie na kolanach.
-Prosze...Pojedzmy zobaczyc czy jest wszystko ok...
-Nie...
-Kochanie...-przeciagnal patrzac na mnie proszaco a ja jednak bylam nie ugieta.
-Nie,Justin.Ja nigdzie nie jade...Jeszcze nie...-usiadlam obok niego patrzac przepraszajaco a on mnie czule objal calujac w policzek toz przy ustach.
-Jestes taka uparta...-zasmial sie a ja odsunelam sie lekko tak zeby moc spojrzec na jego twarz.
-Taki moj urok,nie?-usmiechnelam sie uroczo znow wtulajac w jego szyje.Lezelismy przez rowne 2 godziny rozmawiajac o jakis glupotach.Wyglpialismy sie i opowiadalismy sobie zarty.Czulam sie jakbysmy byli dwojgiem normalnych nastolatkow.Jakby wszystko bylo na swoim miejscu,tak jak powinno byc.W pewnym momencie Justin wpadl na pomysl aby nagrac filmik na instagram.Od razu siegnal po swoj telefon i zaczal nagrywac jednak co chwila sie smial.
-Kochanie nie rozsmieszaj mnie!-powiedzial rozbawiony jednak dalej nie mogl sie opanowac i tak w sumie caly filmik przedstawial jak moj nazeczony sie smieje i probuje cos powiedziec.Oczywiscie od razu go wrzucil do sieci i znow sie obok mnie polozyl obejmujac szczelnie.-Widzisz przez ciebie nie moglem nic powiedziec.-pocalowal moj obojczyk.
-Tak,tak kochanie najlepiej zrzucic wine na mnie...-wsunelam palce w jego wlosy a on calowal moja szyje.
-To prawda...Tak sexownie wygladasz ze sie skupic nie moglem.-wyszeptal mi do ucha po chwili calujac miejsce pod nim.W momencie kiedy nasze usta juz sie prawie stykaly ktos zapukal.-Idealne wyczucie czasu.-mruknal nie zadowlony Bieber schodzac ze mnie i podchodzac do drzwi.Ja zachichotalam mimowolnie podciagajac sie na rekach do pozycji siedzacej.-Tak?-chlopak otworzyl lekko drzwi.
-Jest Karolina?-nie poznalam tego glosu ale wydawal sie znajomy.
-Taaak?Czego chcesz?-Justin byl troche chamski.
-Pogadac...-Taylor...To na bank byl on.
-Ona raczej nie chce z toba rozmawiac.-powiedzial pewnie i sie nie mylil.Biebs znal mnie na wylot i doskonale wiedzial co mysle na temat tego chlopaka.
-Chce porozmawiac z nia a nie z toba...-syknal wkurzony gosc.-Po za tym kim ty jestes zeby za nia mowc?
-Jej nazeczonym?-stwierdzil pytajaco z usmiechem a ja moglam sobie tylko wyobrazic mine Taylora.
-Pierdolisz...-zasmial sie nie dowierzajac.Wkurzal mnie bo nadal mialam do niego uraze.Wstalam i podeszlam otwierajac szerzej drzwi i przytulilam sie do boku Justina.
-Nie pierdoli...-syknelam zla.Nie mylilam sie co do miny chlopaka.Byla bezcenna.Doslownie jakby zobaczyl ducha.Chcialam sie zasmiac jednak wscieklosc wziela gore.Spojrzalam na niego z pogarda i nienawiscia.-Po co przyjechales?
-Przyjechalem z mama do babci...-szepnal nieobecnie.-I pomyslalem ze przeprosze za tamto...-przeniosl wzrok na mnie.
-Wiec?-spojrzalam pytajaco.
-Karli...-chcial kontynuowac.
-Dla ciebie Karolina.-powiedzialam zla.
-Karolina przepraszam cie.Zachowalem sie jak dupek.-juz otwieralam buze zeby mu przytaknac.-Daj skonczyc.-usmiechnal sie.-Nie mam pojecia co mna kierowalo.Tak strasznie chcialem zeby to jakas dziewczyna patrzyla na mnie tak jak ty na Biebera...Po porstu zrzerala mnie zazdrosc.A no coz...Jestes naprawde fajna dziewczyna i mialem nadzieje ze moze mialbym jakies szanse.-szepnal a miesnie Jusa sie napiely wiec przytulilam go mocniej.-Po porstu zabujalem sie w tobie ale spokojnie,przeszlo mi.Nadal uwazam ze jestes naprawde ladna ale nic nie czuje.-spojrzal na wscieklego Biebsa.-Zauroczenie.-wzruszyl ramionami.-Zrozumialem teraz ze popelnilem wielki blad i to jak sie zachowalem bylo strasznie szczeniacke.-widac bylo ze zalowal.-Mam teraz dziewczyne ktora uswiadomila mi jak mogliscie sie wtedy czuc.-patrzyl to na mnie to na mojego nazeczonego.-Przepraszam was obojga.-widac bylo ze skonczyl.
-Gratuluje dziewczyny...-spojrzalam na chlopaka ktorego obejmowalam a on przytaknal mi skinieniem.-I wypowiadajac sie za nas obojga...Przyjmujemy przeprosiny jednak to nic nie zmienia...-dodalam troszke ciszej.
-Doceniamy twoje slowa jednak nie wracamy do przeszlosci.-dodal Justin spogladajac na mnie.-Tamten rozdzial jest juz zamkniety i przykro mi ale ty tez w nim zostales.-dodal a ja przytaknelam glowa.Taylor byl oszolomiony tym co powiedzielismy.
-No coz...Gratuluje wam zareczyn i milego zycia zycze.-usmiechnal sie nie pewnie i po porstu sie odworcil wychodzac.Spojrzalam na Justina nie pewnie a on sie lekko rozluznil.
-Wow...-szepnelam ciagnac go za reke w glab pokoju.
-On sie w tobie bujal...-stwierdzil z grymasem.
-Ale ja tam kocham ciebie.-popchnelam go na lozko siadajac na nim okrakiem i zlaczylam nasze usta w namietnym pocalunku.
_____________________________________________
Hahahaha no coz... Rozdzial troszke inny niz reszta rozdzialow ale to chyba dobrze,nie? Nastepny jest fajny bo juz mam napisany ale to z pewnych przyczyn o ktorych dowiecie sie niedlugo :)
Podoba sie wam? :D Mam nadzieje ze tak :* Zostawcie po sobie jakis znak ;)
Koooocham Was <3
-Patrysw
piątek, 5 lipca 2013
Rozdzial 58 "-Bieber niezle narozrabial..."
Nastepnego dnia obudzilam sie strasznie wczesnie.Gdy spojrzalam na zegarek byla 4.46.Mimo wczesnej godziny bylam naprawde wypoczeta.W mojej glowie nadal rozbrzmiewalo to pytanie Justina: ''Zostaniesz moja zona?". Nadal mialam scenke gdzie szczesliwy wyglupia sie krzyczac ze zostanie ojcem.Moze rzeczywiscie sobie poradzimy? Moze faktycznie nam sie uda? Im dluzej tak myslalam przekonywalam sama siebie ze moze tak wlasnie byc. Jednak kto by wierzyl ze bedzie tak pieknie jak w filmach? Kto bylby tak oslepiony szczesciem? Ja na pewno nie. We mnie dalej byla ta mysl ze wszystko sie moze spieprzyc...A co jesli po urodzinach dziecka Justin juz nie bedzie taki szczesliwy z roli ojca? Co jesli sie odwroci od nas? Co wtedy zrobie? Rodzicow mozna powiedziec ze juz nie mam...Co do Pattie to nie wiedzialam na ile moge liczyc.Przeciez moglaby sie w ogole nie interesowac. Rihanna i Chris? Ehm...Nad nimi tez musialabym pomyslec ale jesli caly czas sie tak o mnie martwia to moze w nich mialam to prawdziwe wsparcie.Chociaz w sumie od samego poczatku bylam pewna ze sa moim oparciem.Od samego poczatku mi to uswiadamiali.Bylam pewna ze moge na nich liczyc. Ale ja chcialam byc tak pewna w stosunku do Justina! Chcialam miec ta 100% pewnosc ze mnie nie zostawi! Ze bedzie kochal! Ze bedzie tak jak obiecywal... Bylam naiwna? Mozliwe.Ale co ja poradze na to ze tak bardzo chcialam w to wierzyc,ze tak bardzo go kocham. Nie chcialam nawet myslec co powie Shila i reszta Team'u...Czy sie balam? Jak cholera.A co jesli sie odwroca ode mnie? Co jesli beda mieli mi za zle? Musze im powiedziec...Dzisiaj.Z ta mysla wstalam z lozka i pobieglam do lazienki sie przebrac w ciuchy uszykowane przez Haylie.Tak jak ja prosilam...Czulam sie dobrze i bylo mi wygodnie.Gotowa zbieglam na dol i widzac 6.24 na zegarku w kuchni stwierdzilam ze jeszcze musze posiedziec troszke w domu.Moje studio otwierali o 7.00 wiec mialam cale 36 minut na przygotowanie sniadania i zjedzenie.Tak jak postanowilam tak tez zrobilam.Usmarzylam dla wszystkich nalesniki i ladnie je dekorujac owocami polozylam kazdemu na talerzu.Wyrobilam sie rowno o 7.00 ale stwierdzilam ze poczekam jeszcze troche wiec usiadlam sobie na blacie i patrzylam nieobecnie w przestrzen.Palcami,nie swiadomie,wystukiwalam jakis rytm i kiedy sie zorientowalam uznalam ze jest swietny! Od razu pobieglam do pokoju muzycznego i usiadlam za perkusja.Od nowa wybijalam ten sam rytm dodajac jakies inne brzmienia.Gdy rytm sie skonczyl mialam wiecej niz 4 minuty.Tego bylam pewna.Siegnelam po gitare i zaczelam brzdakac,wciaz ten rytm.Zapisalam akordy na kartce i z usmiechem rozczytujac po raz kolejny to co napisalam zeszlam na dol.Gdy Rihanna,Chris i Logan zajadali sie nalesnikami.
-O dzien dobry.-usmiechnelam sie a wszyscy tylko mi pomachali poniewaz mieli pelne buzie.
-Pycha...-pierwszy skonczyl moj ochroniarz wycierajac sobie usta serwetka.-Juz dawno takich dobrych nie jadlem...
-Ciesze sie ze smakowalo.-powiedzialam dalej zajeta kartka.
-A co ty tam masz?-zapytala ciekawie RiRi.
-Zdjecie dzidzi?-zainteresowal sie Brown a ja od razu odwrocilam sie do nich przodem i sposlalam mu znudzone spojrzenie.
-Jestem w ciazy od jakis dwuch tygodni a ty sie pytasz czy mam zdjecie USG??
-To nie bylo chyba madre...-stwierdzil.
-No nie bylo.-zasmialam sie.
-To co to jest?-pytal dalej.
-Podklad do jednej piosenki.-stwierdzilam.
-Wymyslilas?-zdziwil sie podnoszac sie z miejsca i podchodzac do mnie.
-Nom...-chcialam schowac kartke do torebki ale wyrwal mi ja w ostatnich momencie.
-Ty to jest niezle...-stwierdzil czytajac.-Naprawde dobre...
-Dziekuje a teraz oddaj mi to.-wyciagnelam reke w strone mojej wlasnosci patrzac wyczekujaco w jego twarz.
-Chce to uslyszec.-stwierdzil.
-Jak bedzie gotowy utwor to uslyszysz.-wytknelam mu jezyk podskakujac i wykorzystujac chwile jego rozkojarzenia odzyskalam kartke.
-No ejjj...-jeknal nie zadowolony a jego dziewczyna sie zasmiala.-Z toba policze sie pozniej.-pogrozil jej palcem a ona pokiwala rozbawiona glowa.
-Logan zbieraj sie bo chce jechac do studia.-zapielam torebke mowiac do Defrey'a ktorego juz po chwili nie bylo w kuchni.Znow usiadlam na blacie patrzac na Rihanne.
-Co tak patrzysz,kochanie?-usmiechnela sie pocieszajaco.Wiedziala ze to wszystko mnie przytlacza.Rozmawialysmy od serca i wytlumaczylam jej moje obawy.
-Boje sie...-wzruszylam ramionami.-Wszystkich...-sposcilam wzok a Chris mnie objal.
-Wiesz...-zaczal nie pewnie.-My bedziemy przy tobie zawsze.
-Dziekuje...-usmiechnelam sie nie pewnie i lekko wydostalam sie z uscisku widzac Logana na schodach.-Trzymajcie za mnie kciuki!-krzyknelam kiedy juz wychodzilam z domu.
-No pewnie!-odkrzykneli i dalo sie wyczuc ze sie usmiechali lekko.W samochodzie moj ochroaniarz poprosil mnie abym opowiedziala mu co sie dzieje wiec tak zrobilamWlasnie...Defrey byl kolejna osoba na ktorej moglam polegac.Wiedzialam ze mi pomoze i stanie po mojej stronie.Bylam co do niego pewna.Gdy znalezlismy sie juz przed studiem przeszly mnie ciarki co nie umknelo uwadze mezczyzny.
-Dasz rade...-spojrzal pokrzepiajaco.-Jak cos wstawie sie za toba.Wiesz...ona jest twoim menagerem i nie musisz sie z nia we wszystkim zagadzac.Jest kims w rodzaju hm....Powaznego doradcy.-usmiechnal sie lekko a ja skinelam glowa i wyszlam z auta.Idac korytarzem potem jadac winada i znow korytarz myslalam jak im to powiedziec.Wiedzialam ze sa tu wszyscy bo studio bylo wyposarzone w sale taneczna,ogromna garderobe,i pare innych pomieszczen a raczej paredziesiat ale to nie ma znaczenia.Doszlam do wlasciwego pokoju z tabliczka "Shila MacGon".Wzielam gleboki wdech i spojrzalam do tylu na Logana ktory usmiechnal sie lekko.Gdy juz lapalam za klamke, drzwi sie otworzyly i zobaczylam w nich zaczyntana menagerke z jakimis papierami w reku.
-Ooo..Karolina co ty tu robisz?-podniosla na mnie wzrok a ja sie nie pewnie usmiechnelam.-Nie spodziewalam sie ciebie tutaj...
-Musimy pogadac.-powiedzialam powaznie a usmiech z jej ust automatyznie znikl.
-Cos sie stalo?
-Musze wam cos powiedziec...Wszystkim.-podkreslilam ostatnie slowo wchodzac do jej wielkiego gabinetu.Usiadlam na jej wielkim skurzanyk fotelem toz za biurkiem.-Wiec zwolaj caly Team.-spojrzalam na nia wyczekujaco a ona zniknela gdzies za drzwiami.
-Jak im to przekarzesz?-zapytal Logan siadajac na sofie pod sciana.
-Nie mam zielonego pojecia.-cmoknelam ustami podnoszac na niego wzrok.
-Wchodzcie.-uslyszelismy glos Shila'i a po chwili w pomieszczeniu bili wszyscy z ktorymi pracowalam.-Wiec o co chodzi?-spojrzala wyczekujaco.Patrzac na kazdego po koleji zabrako mi glosu.Tak jakbym byla pod woda i bala sie otworzyc usta zeby sie nie zakrztusic.
-Wiec..Musicie wiedziec ze...jestem w ciazy.-ich miny byly bezcenne.Wszyscy mieli otwarte buzie a niektorzy,ci z ktorymi mialam wiecej kontaktu pobledli.-I sie zarezczylam...-usmiechnelam sie lekko.
-Przeprszam co,prosze?!-taaaak...Moja menagerka nie przyjela tego chyba najlepiej.-Jestes co?!
-To co uslyszalas...-spojrzalam na nia i zauwazylam ze sie tylko zgrywala bo w jej oczach kryly sie iskierki szczescia? Tak...Chyba wlasnie tego.
-Wow...-wszyscy nie odrywali ode mnie wzorku.
-Gratulacje moje skarbie...-a jednak...Nie mylilam sie i Shila sie cieszyla.To bylo dosc dziwne ale ok.
-A wy? -spojrzalam na reszte.
-Bedziemy miec w Team'ie male,zajebiste dziecko.-zasmial sie jeden z tancerzy zaczynajac tanczyc a reszta zaraz dolaczyla i wszyscy sie wyglupialismy.
-Bieber niezle narozrabial...-zasmiala sie Chachi ktora od razu po incydencie z Selena odeszla z grupy Justina.A gdy dostala wiadomosc ze szukam tancerzy bez namysu sie zglosila.Oczywiscie przyjalam ja od razu i bez zadnych zbednych pokazow umiejetnosci.Przez ten czas strasznie sie zzylysmy i moglam ja doliczyc jako kolejna ktora mi pomoze.Byla strasznie zaangarzowana we wszystko.Pomagala przy wszystkim i ze wszystkim sobie radzila.Widzialam jak bardzo sie stara mnie rozbawic gdy bylam smutna i pocieszyc.Bylam jej wdzieczna ze jest.-Pokazuj pierscionek...-zachichotala podbiegajac do mnie z lobuzerskim usmiechem a ja wyjela reke z pod blatu biurka.-Wooow...To sie Justin wykosztowal.-jej oczy byly ogromne tak samo jak wszystkich w pomieszczeniu.
-Ladny,ladny.Sama bym chciala taki miec.-stwierdzila inna tancerka.
-Ja to bym chciala miec w ogole jakiegos chlopaka.-dodala nastepna.
-To chodz tu do mnie mala.-odezwal sie tym razem chlopak poruszajac zabwanie brwiami a dziewczyna zasmiala sie zsuwajac mu jego fulcap ktory mial na glowie na jego oczy.
-Dobra dobra,dzieciaki.-zasmialam sie.-Ja musze wracac do domu...-wzruszylam ramionami i chcialam sie podniesc ale zachwialam sie na nogach i znow upadlam na fotel.Chachi i Shila od razu do mnie doskoczyly.
-Mala,co jest?-zapytala tancerka.
-Juz ok...-stwierdzilam gleboko oddychajac.-Po prostu slabo mi sie zrobilo.-przelknelam glosno sline.
-Przyniescie wody.-zarzadala moja menagerka spogladajac na Team.Jeden z tancerzy od razu rzucil sie do drzwi i wrocil z butelka.Podajac mi ja byl strasznie delikatny.
-Dzieki.-usmiechnelam sie i popilam lyk.Od razu zrobilo mi sie lepiej.-Ja juz naprawde wracam do domu...Nie oswoilam sie jeszcze z tymi wiadomosciami.-wzruszylam ramionami spogladajac proszaco na Logana a on podajac mi reke pomogl wstac.-Wpadne do was ktoregos dnia i wszystko opowiem,ok?
-Ok!-krzykneli entuzjestycznie.
-To papa moj Team'ie.-poslalam im buziaka a pozniej przytulilam sie do Chachi i Shila'i.
-Paaaaaaaa!!-okrzykenli chorem.
-Widzisz...Nie bylo wcale zle.-stwierdzil moj ochroniarz gdy bylismy juz w drodze powrotnej.Usmiechnal sie do mnie szeczerze a ja odwzajemnilam.Nie wiedzialam juz kapletnie co o tym myslec...Wszyscy byli tacy mili i szczesliwi a ja mialam wadpliwosci.Moze faktycznie powinnam sie cieszyc z ciazy? Moze faktycznie sie mylilam? Moze mialam wsparce we wszystkich? Skoro oni sie ciesza,skoro Justin sie cieszy...Ja tez powinnam.
__________________________________________________
No to tyle... Jak myslicie czy Shila bedzie taka zadowolona jak Karla bedzie w powazniejszym miesiacu ciazy? Czy bedzie tak wesolo? Dodawajcie komy z opiniami! <3
Kooocham <3
-Patrys
-O dzien dobry.-usmiechnelam sie a wszyscy tylko mi pomachali poniewaz mieli pelne buzie.
-Pycha...-pierwszy skonczyl moj ochroniarz wycierajac sobie usta serwetka.-Juz dawno takich dobrych nie jadlem...
-Ciesze sie ze smakowalo.-powiedzialam dalej zajeta kartka.
-A co ty tam masz?-zapytala ciekawie RiRi.
-Zdjecie dzidzi?-zainteresowal sie Brown a ja od razu odwrocilam sie do nich przodem i sposlalam mu znudzone spojrzenie.
-Jestem w ciazy od jakis dwuch tygodni a ty sie pytasz czy mam zdjecie USG??
-To nie bylo chyba madre...-stwierdzil.
-No nie bylo.-zasmialam sie.
-To co to jest?-pytal dalej.
-Podklad do jednej piosenki.-stwierdzilam.
-Wymyslilas?-zdziwil sie podnoszac sie z miejsca i podchodzac do mnie.
-Nom...-chcialam schowac kartke do torebki ale wyrwal mi ja w ostatnich momencie.
-Ty to jest niezle...-stwierdzil czytajac.-Naprawde dobre...
-Dziekuje a teraz oddaj mi to.-wyciagnelam reke w strone mojej wlasnosci patrzac wyczekujaco w jego twarz.
-Chce to uslyszec.-stwierdzil.
-Jak bedzie gotowy utwor to uslyszysz.-wytknelam mu jezyk podskakujac i wykorzystujac chwile jego rozkojarzenia odzyskalam kartke.
-No ejjj...-jeknal nie zadowolony a jego dziewczyna sie zasmiala.-Z toba policze sie pozniej.-pogrozil jej palcem a ona pokiwala rozbawiona glowa.
-Logan zbieraj sie bo chce jechac do studia.-zapielam torebke mowiac do Defrey'a ktorego juz po chwili nie bylo w kuchni.Znow usiadlam na blacie patrzac na Rihanne.
-Co tak patrzysz,kochanie?-usmiechnela sie pocieszajaco.Wiedziala ze to wszystko mnie przytlacza.Rozmawialysmy od serca i wytlumaczylam jej moje obawy.
-Boje sie...-wzruszylam ramionami.-Wszystkich...-sposcilam wzok a Chris mnie objal.
-Wiesz...-zaczal nie pewnie.-My bedziemy przy tobie zawsze.
-Dziekuje...-usmiechnelam sie nie pewnie i lekko wydostalam sie z uscisku widzac Logana na schodach.-Trzymajcie za mnie kciuki!-krzyknelam kiedy juz wychodzilam z domu.
-No pewnie!-odkrzykneli i dalo sie wyczuc ze sie usmiechali lekko.W samochodzie moj ochroaniarz poprosil mnie abym opowiedziala mu co sie dzieje wiec tak zrobilamWlasnie...Defrey byl kolejna osoba na ktorej moglam polegac.Wiedzialam ze mi pomoze i stanie po mojej stronie.Bylam co do niego pewna.Gdy znalezlismy sie juz przed studiem przeszly mnie ciarki co nie umknelo uwadze mezczyzny.
-Dasz rade...-spojrzal pokrzepiajaco.-Jak cos wstawie sie za toba.Wiesz...ona jest twoim menagerem i nie musisz sie z nia we wszystkim zagadzac.Jest kims w rodzaju hm....Powaznego doradcy.-usmiechnal sie lekko a ja skinelam glowa i wyszlam z auta.Idac korytarzem potem jadac winada i znow korytarz myslalam jak im to powiedziec.Wiedzialam ze sa tu wszyscy bo studio bylo wyposarzone w sale taneczna,ogromna garderobe,i pare innych pomieszczen a raczej paredziesiat ale to nie ma znaczenia.Doszlam do wlasciwego pokoju z tabliczka "Shila MacGon".Wzielam gleboki wdech i spojrzalam do tylu na Logana ktory usmiechnal sie lekko.Gdy juz lapalam za klamke, drzwi sie otworzyly i zobaczylam w nich zaczyntana menagerke z jakimis papierami w reku.
-Ooo..Karolina co ty tu robisz?-podniosla na mnie wzrok a ja sie nie pewnie usmiechnelam.-Nie spodziewalam sie ciebie tutaj...
-Musimy pogadac.-powiedzialam powaznie a usmiech z jej ust automatyznie znikl.
-Cos sie stalo?
-Musze wam cos powiedziec...Wszystkim.-podkreslilam ostatnie slowo wchodzac do jej wielkiego gabinetu.Usiadlam na jej wielkim skurzanyk fotelem toz za biurkiem.-Wiec zwolaj caly Team.-spojrzalam na nia wyczekujaco a ona zniknela gdzies za drzwiami.
-Jak im to przekarzesz?-zapytal Logan siadajac na sofie pod sciana.
-Nie mam zielonego pojecia.-cmoknelam ustami podnoszac na niego wzrok.
-Wchodzcie.-uslyszelismy glos Shila'i a po chwili w pomieszczeniu bili wszyscy z ktorymi pracowalam.-Wiec o co chodzi?-spojrzala wyczekujaco.Patrzac na kazdego po koleji zabrako mi glosu.Tak jakbym byla pod woda i bala sie otworzyc usta zeby sie nie zakrztusic.
-Wiec..Musicie wiedziec ze...jestem w ciazy.-ich miny byly bezcenne.Wszyscy mieli otwarte buzie a niektorzy,ci z ktorymi mialam wiecej kontaktu pobledli.-I sie zarezczylam...-usmiechnelam sie lekko.
-Przeprszam co,prosze?!-taaaak...Moja menagerka nie przyjela tego chyba najlepiej.-Jestes co?!
-To co uslyszalas...-spojrzalam na nia i zauwazylam ze sie tylko zgrywala bo w jej oczach kryly sie iskierki szczescia? Tak...Chyba wlasnie tego.
-Wow...-wszyscy nie odrywali ode mnie wzorku.
-Gratulacje moje skarbie...-a jednak...Nie mylilam sie i Shila sie cieszyla.To bylo dosc dziwne ale ok.
-A wy? -spojrzalam na reszte.
-Bedziemy miec w Team'ie male,zajebiste dziecko.-zasmial sie jeden z tancerzy zaczynajac tanczyc a reszta zaraz dolaczyla i wszyscy sie wyglupialismy.
-Bieber niezle narozrabial...-zasmiala sie Chachi ktora od razu po incydencie z Selena odeszla z grupy Justina.A gdy dostala wiadomosc ze szukam tancerzy bez namysu sie zglosila.Oczywiscie przyjalam ja od razu i bez zadnych zbednych pokazow umiejetnosci.Przez ten czas strasznie sie zzylysmy i moglam ja doliczyc jako kolejna ktora mi pomoze.Byla strasznie zaangarzowana we wszystko.Pomagala przy wszystkim i ze wszystkim sobie radzila.Widzialam jak bardzo sie stara mnie rozbawic gdy bylam smutna i pocieszyc.Bylam jej wdzieczna ze jest.-Pokazuj pierscionek...-zachichotala podbiegajac do mnie z lobuzerskim usmiechem a ja wyjela reke z pod blatu biurka.-Wooow...To sie Justin wykosztowal.-jej oczy byly ogromne tak samo jak wszystkich w pomieszczeniu.
-Ladny,ladny.Sama bym chciala taki miec.-stwierdzila inna tancerka.
-Ja to bym chciala miec w ogole jakiegos chlopaka.-dodala nastepna.
-To chodz tu do mnie mala.-odezwal sie tym razem chlopak poruszajac zabwanie brwiami a dziewczyna zasmiala sie zsuwajac mu jego fulcap ktory mial na glowie na jego oczy.
-Dobra dobra,dzieciaki.-zasmialam sie.-Ja musze wracac do domu...-wzruszylam ramionami i chcialam sie podniesc ale zachwialam sie na nogach i znow upadlam na fotel.Chachi i Shila od razu do mnie doskoczyly.
-Mala,co jest?-zapytala tancerka.
-Juz ok...-stwierdzilam gleboko oddychajac.-Po prostu slabo mi sie zrobilo.-przelknelam glosno sline.
-Przyniescie wody.-zarzadala moja menagerka spogladajac na Team.Jeden z tancerzy od razu rzucil sie do drzwi i wrocil z butelka.Podajac mi ja byl strasznie delikatny.
-Dzieki.-usmiechnelam sie i popilam lyk.Od razu zrobilo mi sie lepiej.-Ja juz naprawde wracam do domu...Nie oswoilam sie jeszcze z tymi wiadomosciami.-wzruszylam ramionami spogladajac proszaco na Logana a on podajac mi reke pomogl wstac.-Wpadne do was ktoregos dnia i wszystko opowiem,ok?
-Ok!-krzykneli entuzjestycznie.
-To papa moj Team'ie.-poslalam im buziaka a pozniej przytulilam sie do Chachi i Shila'i.
-Paaaaaaaa!!-okrzykenli chorem.
-Widzisz...Nie bylo wcale zle.-stwierdzil moj ochroniarz gdy bylismy juz w drodze powrotnej.Usmiechnal sie do mnie szeczerze a ja odwzajemnilam.Nie wiedzialam juz kapletnie co o tym myslec...Wszyscy byli tacy mili i szczesliwi a ja mialam wadpliwosci.Moze faktycznie powinnam sie cieszyc z ciazy? Moze faktycznie sie mylilam? Moze mialam wsparce we wszystkich? Skoro oni sie ciesza,skoro Justin sie cieszy...Ja tez powinnam.
__________________________________________________
No to tyle... Jak myslicie czy Shila bedzie taka zadowolona jak Karla bedzie w powazniejszym miesiacu ciazy? Czy bedzie tak wesolo? Dodawajcie komy z opiniami! <3
Kooocham <3
-Patrys
Subskrybuj:
Posty (Atom)