wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdzial 28

Popoludnie nad morzem bylo wpspaniale...Kocham takie luzne dni w dobrym towarzystwie.Przez nastepne kilka dni razem z Justinem spedzalismy na mojej posiadlosci.Nawet sobie nie wyobrazacie jak tu pieknie! Mam wielki ogrod z masa drzew, jest altanka,oczko wodne...Tu jest jak w raju. Do wyjazdu zostaly 3 dni a mi w ogole nie chcialo sie opuszczac tego miajsca. Fakt ze bedziemy oboje musieli wrocic do pracy nam w ogole nie poprawial humorow.Nie ruszalismy juz tematu naszych uczuc.Tak bylo lepiej. Siedzimy wlasnie w salonie i ogladamy jakies bezsensowne komedie.Dzis postanowilismy zostac w domu zeby troszke odpoczac.
-Juuuustin... Ta komedia jest nudna!-jecze probujac wyrwac mu pilota a on sie smieje i dalej pozera popcorn.
-Nie marudz...Jest fajna.
-Taaa...Dla debili.-robie naburmuszona mine i siadam mu na kolanach zeby wyciagnac tego przekletego pilota z jego reki.
-Wielkie dzieki.-robi grozna mine.W pierwszej chwili nie rozumiem o co mu chodzi a po chwili zdaje sobie sprawe.Zakrywam usta dlonia i robie skruszona mine.
-Ups? Nie chcialam nazwac cie debilem.-caluje go w polik.No na prawde nie zrobilam tego swiadomie...Wyciagam mu to czego tak bardzo chce w momencie kiedy patrzy na moje piersi.Ugh. Faceci.Siadam jak wczesniej,czyli z nogami na jego kolanach a plecy opieram o bok sofy i przelaczam kanal.
-Nooo weeez....-jeczy tym razem on a ja sie smieje.W jednym momencie slyszymy telefon chlopaka.Spogladamy na siebie i oboje rzucamy sie by odebrac.Jestem szybsza poniewaz smartphone lezy na stoliku obok mnie.Na ekranie wyswietla sie nieznany numer.-Nie odbierzesz...-mrozi mnie wzrokiem kiedy wyciagam reke do przodu tak jakby go odebchnac.
-To patrz.-przejezdzam paclem po ekranie i przykladam do ucha.
-Hej skarbie...Mam nadzieje ze szybko powtorzymy ostatnia noc.Strasznie za toba tesknie,kochanie.-slysze glos kotry juz skads znam...Nie...Nie...To nie mozliwe.To nie moze byc Gomez.
-Juz podaje twojego skarba...-sycze do sluchawki.-To chyba do ciebie...-podaje mu telefon z bolem w oczach. Robi glupia mine a ja krece glowa. Bierze ode mnie telefon i przyklada do ucha a ja siedam na sofie i skacze po kanalach.Udaje ze mnie to w ogole nie rusza.
-Hej...Tak,pewnie.Za ile bedziesz? Ja tak samo...-usmiecha sie do telefonu i znika na tarasie.-.Swietnie...Naprawde zajebiscie! Tu mi gada ze chce ze mna byc a tak na prawde sypia z Gomezowna...Serio?!Jeszcze ta suka ma tu przyjachac?! Do MOJEGO domu?! Ja pierdole! Mi mowil ze nie chce miec z nia nic wspolnego. Biegne na gore do swojego pokoju i rzucam sie na lozko,zatapiajac twarz w poduszke. Cholera jasna! Czemu to zawsze ja mam takiego pecha? Nie wazne...W sumie niech robi co chce bo nie jestesmy razem. Ale przynajmniej niech nie bajeruje. Moze chcial mnie tylko na jedna noc? Nie jestem dziwka! Chce do domu... Chce Chris'a...Wyciagam telefon z torebki i wybieram numer przyjaciela i szybko przykladam do ucha.Po dwoch sygnalach odbiera! To szok...
-Hej skarbie...Przepraszam ze sie nie odzywalem.Wyjasnie ci wszystko na spokojnie jak sie zobaczymy.-slysze entuzjazm w jego glosie.
-Chris...-przykladam reke do ust i nie potrafie zatrzymac lez.
-Jezu,malenka co sie stalo?!
-Justin...my...on...Gomez...-nie potrafilam z siebie wydusic slowa.
-Juz prawie dojezdzam...Bede za 20 minut.-zacina sie na chwile.-Niespodzianka...-mruczy smutno a mi i tak sie robi lepiej.On tu jest...On przyjedzie i bedzie przy mnie.On zawsze jest. Rozlaczam rozmowe i biegne do lustra. Dzis nie zamalowywalam siniakow.Przegladam sie jak bardzo jest ze mna zle...Fatalnie ale nie chce mi sie ich zakrywac. I tak sie dowie i tak.Bieberowi nawet nie bylo przykro. Byl zaklopotany ale i tak nic sobie z tego nie zrobil.Gdyby mu faktycznie zalezalo pobieglby za mna.Jednak nawet nie przyszedl.
-Chris zaraz bedzie.-szepcze do swojego odbicia i omywam twarz woda.Po doslownie chwili slysze dzwonek do drzwi.Jest.Pospieszyl sie...Zbiegam na dol a w drzwiach widze mojego przyjaciela.Zbiegam po schodach i rzucam sie mu na szyje.Nie mam pojecia gdzie podziewa sie pan gwiazda i chuj mnie to obchodzi.
-Czesc skarbie.-zostawia walizke na podlodze a ze mna na rekach idzie do sypialni.Zamyka za nami drzwi na klucz i siada na lozku.-Kto ci to zrobil?!-glaszcze moj policzek.
-Tyga...Rozstalismy sie a on mnie pobil.-wzruszam ramionami ocierajac lzy.-Ale nie wazne.-krece glowa.
-Rozjebie mu leb.-syczy zaciskajac szczeke i miesnie.
-Daj spokoj...On juz nie istnieje.-lapie go za policzku skierowujac twarz w moja strone.
-Czemu placzesz?-zmienia automatycznie temat.Wstaje z jego kolan i staje do niego tylem.
-Calowalam sie z Justinem...Pomogl mi.Zabral mnie tu.Chcial sie umowic na randke.Chcial ze man byc.-krece glowa zakladajac kosmyk wlosow za ucho.-A dzis zadzonila jego byla i pierdolila cos o wspanialej nocy i ze za nim teskni...Ma tu przyjechac...
-Zartujesz...-syczy za mna a ja sie odwracam automatycznie.
-Zabierz mnie stad.Chce wrocic.-przelykam gule formujaca sie w moim gardle.
-Jasne...Jasne..-szepcze drugi raz jakby do siebie i rozglada sie po pokoju.
-Tylko prosze...-klade mu reke na klacie i spogladam w oczy.-Nie wszczynaj bojek.- mowie powaznie patrzac do gory na chlopaka.
-Wiesz ze jestem grzeczny.-usmiecha sie lobuzersko jednak i tak wiem ze zrobi to o co go prosze.
-Yhyyyym.-odwracam sie w strone szafy zeby zabrac swoje ciuchy.Klepie mnie w tym momencie w pupe i smieje sie lekko.-Zostaw moj tylek!-piszcze rozesmiana.Nie mam pojecia jak on to robi ale zawsze przy nim czuje sie lepiej.
-Kocham cie siostrzyczko.
-Tak,tak...-wywijam reka w gorze.-Jak sobie chcesz.-wybieram szare proste spodnie dresowe,obcisla biala bokserke i czarna bluze do pepka.Gdy wracam z lazienki Chris siedzi na lozku a obok niego na podlodze lezy moja torba,juz spakowana.Naciagam na nogi zostawione przy drzwiach czarne Supry.-Nie musiales....-krece glowa.
-Tak szybciej stad uciekniemy.-z szerokim usmiechem lapie moja torbe i wychodzimy z pokoju. Na korytarzu stoi Bieber.Brown patrzy nie pewnie w moja strone a ja nakazuje mu isc dalej.Przechodzac kolo piosenkarza podnosze otwarta reke na znak ze nie bede z nim rozmawiac.
-Daj mi wytlumaczyc.-mowi zdesperowany.Opieram sie plecami o sciane i zakladam rece na piersiach.
-Slucham...-powie z pogarda.On jednak chyba nie wie co powiedziec.Stoi tak przede mna z otwarta buzia jakby slowa nie wychodzily z jego ust.-Nie wazne...-unosze rece do gory i chce isc dalej.
Jednak on zatrzymuje mnie kladac reke na scianie i namietnie caluje.Jestem w szoku.Nie odwzajemniam pocalunku przez pierwsza sekunde a potem odzyskuje wlasna swiadomosc i odpycham go od siebie.Zakrywam usta dlonia i patrze na niego z niedowierzaniem.-Co ty sobie wyobrazasz?!-krzycze patrzac w jego tenczowki.Jest zdezorientowany ale nie zawiedziony.Cholera! Moze to cos ze mna jest nie tak, moze to ja zle odczytuje jego emocje.Chociaz...Moze faktycznie nie jest mu przykro.Moze dla niego to normalne jechac na dwa fronty.-Jestes zalosny...-mroze oczy przechodzac obok niego i zbiegam po schodach.Chris juz pewnie czeka na mnie w samochodzie.Ha! Nie myle sie w ogole.Siedzi w swoim niebieskiem Jeep'ie i nuci cos pod nosem.
-Cher czekaj!-slysze za soba jednak ignoruje to.Popycham drzwi wyjsciowe i czym predzej wskakuje do auta.Justin zatrzymuje sie na schodach patrzac na mnie,zerkam na jego mine i krece glowa.
-Jedz...-szepcze zapinajac pas i podciagam nogi pod brode.Przez cala droge do domu moj przyjaciel stara sie mnie rozbawic i nie drazni tematu chlopakow...Zawsze tak bylo.Wie doskonale ze kiedy poczuje sie w stopniu do wygadania sie od razu do niego przyjde.Jeszcze nie jestem gotowa nic wiecej mowic.Chris opowiada mi o swojej trasie i o tym ze zostaly mu dwa koncerty ale to juz w LA. Caaaale szczescie. W polowie drogi nadmiar emocji wywoluje u mnie chec snu.
-Przytul sie do mnie.-Brown obejmuje mnie ramieniem i caluje w glowe.Opieram policzek na jego ramieniu i kule sie niczym dziecko.
___________________________________________________
No to Justin spierdolil wszystko... xD Nawet nawet ten rozdzial,chyba... xd A wy co myslicie? Biebs zachowal sie jak kompletny dupek :/ No nic...Cher znowu cierpi a na ratunek przyjezdza Chris. :D Tak...To dopiero prawdziwa przyjazn.
Chce wam dzis zyczyc moi kochani aby ten sylwester byl zajebisty! Abyscie przetanczyli cala noc,w najlepszym towarzystwie. Nie zycze wam zebyscie sie upili w trupa bo pozniej bedzie na mnie xd Zycze wam swietnej zabawy! <3 <3 Zeby ten nowy rok byl o milion razy lepszy od tego... :D Zeby wszystko sie wam udalo i abyscie swoje postanowienia noworoczne spelnili :P
-Patrys

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdzial 27

Mysli o zakochaniu nie daja mi chwili spokoju.Ciagle mysle o tym ze moglabym byc z nim szczesliwa.Jednak jest przeciez powod dla ktorego nie wiaze sie z wspolpracownikiem. Jest,pewnie ze jest. Nie chce uslyszec ze zwiazalam sie z Justin'em tylko dla rozglosu.Nie potrzebuje tego...Moglabym zrezygnowac z kariery jednak za bardzo to kocham. To cale moje zycie i to cos czemu sie poswiecilam. To boli,cholernie! Przeciez mam tylko te nascie lat i tez chcialabym kochac i byc kochana. To jest nie fair! Gdybym tylko miala normalne zycie.Pewnie teraz siedzialabym w szkole, w lawce z najlepsza przyjaciolka.Kiedy bym wyszla pod klasa czekalby na mnie wspanialy chlopak. A teraz? Jestem na krotkiej przerwie z samym Justinem Bieberem ktory jest moim pracodawca,jednoczesnie przyjacielem i chlopakiem w ktorym sie zakochalam. Nie mam rodziny,to znaczy mam ale cholera wie gdzie. Chris sie nie odzywa jak to zawsze gdy jest w trasie.Mils pewnie gdzies jest z Alfredo ktory wczoraj wyslal sms Justin'owi o tresci: 'Siema stary...Chcialem ci powiedziec ze wyjezdzam na pare dni. Nie dzoncie z Cher bo razem z Miley wylaczamy telefony.". Taaak...Fajnie ze moja przyjacilka sie w ogole odezwala. Czujecie ten sarkazm? Ehh... Jestem na wakacjach! Musze wrzucic na luz i cieszyc sie chwila.
Gdy przebrana schodze na dol dostrzegam ze dzwi od strony plazy sa szeroko otwarte.
-Hmm...-krece nosem kierujac sie na chwile jeszcze do torebki ktora zostawilam na stoliku w salonie.Wyciagam z niej gumke do wlosow i zakrecam luznego koka.-Justin?!-nie chce mi sie latac po tym domu i go szukac.Skoro nie slysze odpowiedzi stwierdzam ze nie czekal na mnie i poszedl juz na plaze.Wezme jeszcze jablko.Wstapiam do kuchni i z pokaznego kosza z owocami,ktory lezy na wysepce biore to po co przyszlam.Wgryzajac sie w zdrowa pysznosc wychodze na schody.Z daleka widze sylwetke chlopaka jak stoi przy wodzie i patrzy w dal. Nie schodze ze schodow.Zatrzymuje sie tuz przy wyjsciu i opieram o balustrade.Jedzac jablko patrze to na plaze to na chlopaka. Jego wybranka bedzie cholerna szczesciara. Nie dosc ze mega przystojny i pociagajacy to jeszcze serce ma ze zlota. Ideal...Czego chciec wiecej? Prztrze tak juz nie wiem...5-10 minut? Mniejsza o to. Wpatruje sie dosc dlugo by skonczyc moj owoc.Wracam na chwile do kuchni i ogryzke wyrzucam do kosza a przed wyjsciem myje starannie rece. Usmiecham sie slodko schodzac ze zchodow i dostrzegam dwa duze reczniki lezace na plazy.Biebs slyszac kroki odwraca sie w moim kierunku z szerokim usmiechem.
-Dluzej sie nie dalo?-pyta rozbawiony lustrujac mnie wzrokiem
-Hmmm...-zakladam rece na piersiach jego oczy momentalnie na nie zjezdzaja.-Wiesz moge wrocic i to sprawdzic.-pokazuje kciukiem w strone domu.- A tym czaseem...-przeciagam lekko i robie krok w jego strone.-Oczy mam wyzej.-szepcze uwodzicielsko patrzac na jego twarz.Momentalnie usmiecha sie zawsydzony a na jego policzkach maluja sie dwa rumience.Lapie za czapke niby ja sobie poprawia ale doskonale wiem ze dlonmi chce zakryc twarz.-Oooo...-lapie za daszek i unosze ja lekko a ja patrze na niego z dolu.Teraz moim plusem jest fakt ze jestem od niego duuuuuzo nizsza.-Czyzby nasz Biebsik sie rumienil?-chichocze slodko a on wywraca oczami.
-Cos ty...Pff...-dwraca sie w strone morza.-To dlatego ze mi strasznie cieplo.
-Yhyyyymm.-wypinam usta kiwajac glowa.Chlopak patrzy na mnie kontem oka i smieje sie szeroko.
-Glupio wygladasz z taka mina.-odwraca daszek do tylu lapiac mnie za dlon.Robi krok w moja strone i patrzy w moje oczy.
-Eh...Nic nowego.-wzruszam rozbawiona ramionami.
-Nie pieprz glupot.-nasze ciala sie stykaja a oddechy mieszaja.Co on robi?! Przeciez mowilam ze nie mozemy.-A teraz...-nasze usta prawie sie stykaja.-Zlap mnie.-klepie mnie szybko w tylek a po chwili juz widze jak biegnie.
-Bieber!!!! Zabije cie!!-zucam sie w pogon za nim kiedy w jednym momencie widze jak zerka przez ramie do tylu i sie wypierdziela.-Haahahaha!-staje glosno sie smiejac.Nie no nie moge! Tego bym nigdy nie przwidziala!Smieje sie tak trzymajac sie za brzuch a z moich oczu leca lzy.Szkoda tylko ze nie widzialam dokladnie jego miny.Ahhhh! Bezcenne.Krece glowa ocierajac oczy.Kiedy je otwieram widze przed soba Justina z baaardzo wkurzonom mina. Oczywiscie w jego teczowkach widac ze udaje.
-Czy..Ty..Wlasnie...Sie...Ze...Mnie...Smialas??-jego glos zblizony jest do warkotu a ja mam niezla polweke.Kiwam glowa zaciskajac mocno wargi zeby nie wybuchnac glosnym smiechem.-Coz...-wzrusza ramionami i drapie sie po karku.-Bedziesz musiala poniesc kare.-mowi to tak szybko ze nie zdazam przeanalizowac jego wypowiedzi a on przewiesza mnie sobie przez ramie i biegnie w strone wody.
-Nieee!!Justin nie! Prosze!! Woda na pewno jest zimna!-bije go w plecy jednak on jakby tego nie czul.Staje nad brzegiem i sie smieje.-Justin ani mi sie waz!-krzycze bez przerwy a on wchodzi po kolana do wody.-Justin jest do cholery poczatek pazdziernika!!-piszcze kiedy zatapia sie do pasa.-Aaaa!-przewiesza mnie sobie tak ze teraz jego rece sa pod moimi kolanami a druga na plecach.Trzymam go kurczowo za kark i nie chce poscic.
-I co teraz?-szczerzy sie szeroko.
-Teraz odstawisz mnie na cieply piasek.-szepcze szybko.Nie boje sie wody.Kocham plywac jednak fakt ze mamy 8 pazdziernika mi sie w ogole nie usmiecha.Nie jest zimno bo slonce az pali jednak nie jestem do konca przekonana ze mam ochote sie kapac w leniej wodzie.
-A co bede za to mial?-grucha mi do ucha a ja przenosze na niego znudzony wzork.
-Kopa w dupe.-wywracam oczami.To jest blad. Od razu londuje w zimnej,w porownaniu do mojego rozgrzengo ciala,wodzie.Nie jestem glupia.Odwdziecze sie Bieberowi.Zostaje zanuzona i plyne w strone brzegu tak by nie mogl mnie zauwazyc.Mimo ze woda jest tak czysta ze az przezroczysta to on smieje sie tak szerokon ze az zamyka oczy.
-Cher?-slysze jego glos kiedy stoje pare metrow za nim.-Cher?!-krzyczy przerazony i nurkuje w wodzie a ja wykorzystuje moment i wybiegam na plaze.Klade sie na reczniku podpierajac sie na lokciach i obserwuje scene przed soba.Smieje sie pod nosem widzac przejecie na jego twarzy.Ahhh...Ma za swoje! O! W jednym momencie wynurza sie z wody i rozglada w okolo a ja nie wytrzymuje i wybucham glosnym smiechem klaszczac w rece.
To bylo swietne!! Jednen z najlepszych moich numerow!Kocham kogos wkrecac! Kocham zary i wyglupy! Taka juz jestem.Smieje sie ciagle i nie potrafie dlugo czegos nie odwalic. No co? Jesli komus sie cos nie podoba moze wypierdalac. Ja dalej bede sie wyglupiac i wkrecac.Justin odwraca sie od razu slyszac moj rechot i zaklada rece na biodrach patrzac we mnie z nie dowierzaniem. Patrzy to na mnie to na wode. Rozwala mnie jeszcze bardziej.Krece glowa znow ocierajac lzy.Cholera! Jeszcze tak dlugo i czesto sie nie smialam od dawna! Bola mnie juz policzki i brzuch!! Biebs chyba nie jest na mnie wkurzony. Bynajmniej po jego usmiechu moge wnioskowac ze ulzylo mu iz sie nie utopilam. 
Wzruszyl ramionami szeroko sie usmiechajac a ja odwzajemnilam pociagajacu usmiech. Ohhh...Ta jego radosc. Nigdy nie spotakalm tak wspanialej osoby. Tak,lamie mi sie serce ze go ranie. I ze ranie siebie. Cholernie to boli...
-Nie rob tak wiecej,do cholery jasnej!!-kladzie sie obok mnie na brzuchu wpatrujac sie w moje oczy.-Wiesz jak sie balem?!-lapie sie za serce a ja krece glowa odwracajac wzrok w strone slonca i zamykam oczy.
-Jak Kuba Bogu tak Bog Kubie.-szczerze sie a po chwili czuje pocalunki na moim przedramieniu.-Justin.-warcze nie otwierajac oczy.Wiem ze gdybym teraz spojrzala w jego teczowki uleglabym.A nie moge sobie na to pozwolic. 
-Przepraszam.-szepcze z smutkiem.Przekreca sie na plecy i uklada wygodnie.-Cher umow sie ze mna.-po chwili ciszy zadaje mi takie pytanie? To nawet nie pytanie.To jakby stwierdzenie wypowiedziane z ogromna nadzieja.
-Rozmawialismy juz o tym.-ukladam sie wygodniej obok niego i przekrecam glowe w jego strone.-Przeciez wiesz ze nie mozemy.
-Czemu,kurwa,nie mozemy?-w jego oczach widze frustracje i zlosc.
-Bo nie chce czytac ze jestem z toba dla slawy i kasy! Kurwa Justin ogarnij sie troche! Oboje jestesmy z show bisnesu i na pewno szmatlawce zaczelyby pisac jakies pierdoly!
-I co z tego?! Przeciez do konca zycia nie bedziesz sama! A jak bylo z Tyga,co? Tez byl szum ze chcesz sie na niem wypromowac!
-Ale bylam inna...-szepcze z lzami w oczach.Dostrzega je od razu i jego wyraz twarzy lagodnieje.
-Cher,ja...Ja przepraszam.Nie chcialem.-kreci glowa lapiac mnie za dlon.
-Nie przejmuj sie.-usmiecham sie wymuszenie.-Poczekajmy...Jak na razie zostanmy przyjaciolmi...Dobrze?-skina glowa jednak widze iz to mu tak do konca nie wystarcza.
-Niech bedzie na poczatek...-usmiecha sie lekko.
-No to przytul swoja przyjaciolke.-rozkladam rece szeroko smiejac sie cichutko a on z zawadiackim usmiechem zawisa nade mna a potem obejmuje mocno w talii.Przekreca nas kilka razy tak ze turlamy sie w strone morza. Smieje sie caly czas a on ma wielka frajde patrzac na moj szczery usmiech.Ladujemy przy wodzie a fale podmywaja nasze ciala.Leze pod nim patrzac w te czekoladowe oczyska.Odgarnia mi mokre wlosy z twarzy patrzac na mnie z fascynacja i tajemniczym usmieszkiem.Ta chwila moze trawc wiecznie...Liczymy sie tylko my.... Ja i On...
__________________________________________________
Nie wiem co sie dzieje ale uwazam ze to najgorsze rozdzialy... Przepraszam was. Obiecuje ze za jakis czas bedzie sie cos dziac. Chodzi o to ze jak na razie musi byc tak jak jest a pozniej cos sie zadzieje. Przepraszam was...Zawalilam ;c
-Patrys

środa, 25 grudnia 2013

Rozdzial 26

Nie! Co ja wyrabiam!? Przeciez wlasnie zlamalam nawazniejsza zasade: nigdy nie zakochuj sie w pracodawcy. Czuje sie strasznie... Odrywam sie od niego i kule na drogim koncu sofy.
-Ja...Ja przepraszam.-szepcze chowajac twarz w dlonie.-Ja nie powinnam.-krece glowa.-My nie mozemy.
-Ale czemu...-przysuwa sie do mnie a ja momentalnie staje na nogach.-Cher...-widze jego zdezorientowanie w oczach.
-Nie moge umawiac sie z kims z pracy.Takie mam zasady.-lapie dlonmi za moje zgiete lokcie.
-Sprobuj...
-Justin to bedzie czyms przeciwko samej sobie!-wyrzucam rece w piwierze.
-Ale ja nie chce cie stracic!
-A czy ja do cholery powiedzialam ze mnie stracisz?!-nie mam sily...Ta 'klotnia' z nim mnie strasznie rani.
-Po czesci tak...A jak myslisz?!-wstaje energicznie.-Teraz bedzie dziwnie.Bedziemy udawac ze wszystko jest ok ale stracimy kontakt...
-Co ty mowisz?-mroze oczy.-Na serio sadzisz ze jestem jak wszystkie?
-Nie! Nie oczywiscie ze nie...
-Wlansie widze.-wzdycham gleboko.-Na dzisiaj chyba dajmy sobie czas...Masz racje. Bede jak wszystkie.-podchodze do niego i caluje w policzek.-Do rana.
-Cherrr...-lapie mnie za nadgarstek kiedy odchodze.
-Nie,Justin.-krece glowa.Wyrywam swoja reke i z lzami w oczach ide w strone wypialni gdzie chlopak zostawil moj bagaz.Bedzie spal w goscinnym.Wzruszam sama do siebie ramionami.Po moim policzku splywa pierwsza lza kiedy biorac pizame i ide do lazienki. Czemu do cholery ja musze miec takie problemy?! Bylo tak slodko, beztrosko ale nieeee...Ja kurwa musialam sie zakochac i wszystko spieprzyc. Nie jestem jak inne. Bieber sie myli. Ja potrafie odsunac swoje uczucia bo po latah chowania ich w sobie jestem swietna aktoreczka.Po dlugim i odprezajacym prysznicu przebieram sie w pizamme skladajaca sie z koszulki i koronkowych fig a pozniej udaje sie do pokoju. Kiedy zapalam lampke by oswietlic pomieszczenie moim oczom ukazuje sie fioletowa roza i jakas kartka. Od razu biore ja do reki i otwieram. 'Przepraszam'. Taki oto widnieje napis. Znow w moich oczach pojawiaja sie lzy. Do czego ja doprowadzilam?! To bedzie ciezki wyjazd.Pelen tortur i cierpien.Ale wytrzymam. Dam rade smiac sie i byc jego przyjaciolka bo nie wyobrazam sobie juz zycia bez niego. Zasypiam dosc szybko.Wykonczona emocjami i nowosciami z dzisiejszego dnia. Rano budze sie przez promienie slonca wpadajace przez okno.Otwieram powoli oczy przyzwyczajajac je do jasnosci i przeciagam sie na ogromnym lozu. W mojej glowie juz maluje sie obraz stroju na dzisiaj i z lekkim usmiechem podchodze do walizki. Gdy schodze na dol juz przebrana kieruje sie do kuchni.
-Dzien doberek.-usmiecham sie do stojacego przy blacie szatyna.
-Hej...-widze ze sie stara byc mily mimo ze jest mu ciezko.
-Jak sie spalo?-pytam probujac zaczac jakos rozmowe.
-Eh...-nie kontynuuje.Ugh!! To cholernie frustrujace gadac z osoba ktora w ogole nie wykazuje checi do rozmowy.Ok,rozumiem.Zranilam go wczoraj i bardzo mi przykro ale nie jestem pierwsza i na pewno nie ostatnia!
-Ymm...-siadam na krzesle i patrze w swoje splecione dlonie.No i jak ja tu mam teraz sie zachowywac?
-Na co masz ochote?-sili sie na usmiech.
-Dzieki, nie jestem glodna.-posylam mu smutne spojrzenie.Miedzy nami trwa cisza...To jest okropne! Wlasnie czuje jak go trace a ja nie chce go tracic! Siedzimy tak wpatrujac sie w siebie i w moich oczach tworza sie lzy.Gdy je zauwaza od razu chce podejsc jednak krece glowa.Przygladam sie jak jest ubrany i usmiecham sie delikatnie.
-Fajnie wygladasz.-skinam w  jego strone.
-Ah..-spoglada po sobie marszczac brwi.-Dzieki.
-To tak teraz bedzie wygladac?-pytam schodzac z wysokiego krzesla.Wychodze z kuchni i slyszac jego kroki za soba przeskakuje przez oparcie sofy siadajac na niej.On jednak nie zajmuje miejsca obok mnie tak jakby to zrobil jeszcze wczoraj.Usadawia sie wygodnie na sofie stojacej na przeciw.Kladzie obie rece na oparciu a nogi wyciaga wygodnie przed siebie. Ja siedze z podkurczonymi kolanami pod borde i obejmuje je rekoma.-Nie chce tak...-krece glowa. Patrzy na mnie ciagle pustym wzrokiem co wbija mi kolejne gwozdzie w serce.-Wiem ze zle postapilam,ok? Nie powinnam w ogole miec z toba blizszego kontaktu.Jednak cos mnie pchnelo zeby cie poznac.Nie chcialam sie zakochac. Nie zrobilam tego specialnie.
-Wiedzialas ze ja sie zakocham...Bylas tego w pelni swiadoma i pozwolilas na to...
-Justin...
-No co? Co masz mi do powiedzenia? Slucham?!-podnosi glos jednak nawet sie nie rusza.
-Ja myslalam...Mialam nadzieje ze jednak nie...
-Ze jednak na ciebie nie spojrze?-przerywa mi kpiacym glosem.-Ty nawet sie nie doceniasz...-kreci glowa.-Zaskakujace jak bardzo mozesz siebie ignorowac.Swoja urode,swoj charakter...To po prostu zdumiewajace.
-Ty tez wiedziales ze sie wreszcie zakocham.-mroze oczy ciagle sie w niego wpatrujac.W ogole sie nie spodziewal tego pytania bo poprawia sie niespokojnie.-No a moze nie?
-Wiedzialem...I cholernie tego chcialem. Od kiedy tylko Scoot zaczal mi o tobie opowiadac czulem jakbym cie znal. Chcialem wreszcie miec cie przy sobie.
-Egoistycznie...-stwierdzam.Wzrusza ramionami.
-Wiem.-skina glowa.-Ale wiem tez ze przy mnie bylabys szczesliwa.
-Oooo...Do prawdy? A skad ta pewnosc?-pytam tym samym kpiacym glosem co wczesniej. Wyciagam nogi wygodnie na stolik zakladajac jedna na druga.Rece krzyzuje na piersiach i robie dosc zarozumiala mine.
-Bo cie kocham... I zrobie wszystko zebys czula sie jak krolowa bo jestes dla mnie najwazniejsza.
-A co jesli ja cie nie kocham? I przy tobie czuje sie zle?
-Pozwolilbym ci odejsc. Wiedzac ze jestes szczesliwa z kims innym na pewno plulbym sobie w twarz ze to nie moglbym byc ja,jednak dalbym ci spokoj.
-Spierdolilam...-sposzczam glowe.
-Czemu tak sadzisz?-jego spokoj mnie rozwala...Albo tak swietnie kryje emocje albo po prostu go to nie rusza.
-Bo to moja wina ze nie mozemy byc razem.-patrze na niego mowiac z taka oczywistoscia w glosie.
-Kto ci powiedzial ze nie mozemy?-usmiecha sie delikatnie.
-Ja!-wyrzucam rece w powietrze.
-Kochasz mnie?-pyta powaznie a ja sposzczam na chwile wzrok.
-Tak.-spogladam na niego usmiechajac sie lekko.
Usmiech na jego twarzy od razu robi sie ogromny.Siada normalniej,lokcie opierajac na kolanach a dlonie splatajac ze soba.
-Jestes slodziutka gdy sie usmiechasz.-usmiecha sie szepczac jakby to byl najwiekszy sekret ktory mozemy znac tylko my.
Czuje juz jak sie rumienie wiec zeby nie dac mu na to patrzec lapie za poduszke i w niego zucam.Dostaje prosto w twarz a ja wybucham smiechem.Nawet nie zauwazam jak siada obok mnie i przewraca moje cialo na plecy tak by latwiej mu bylo mnie laskotac.
-Teraz zobaczymy jak bedziesz sie smiac.-szczerzy sie zlosliwie i dalej mnie torturuje a ja nie moge zlapac oddechu.Nie za bardzo lubie gdy ktos tak dlugo mnie laskocze...To mnie po prostu boli a jeszcze z moimi siniakami to tym bardziej.
-S..Stop...-jecze sciskajac jego nadgarstki a z moich oczu wyplywaja lzy.Odskakuje momentalnie i patrzy na mnie przestraszonym wzrokiem.Podnosze sie lekko i wycieram mokre policzki.-Jezu,Cher ja przepraszam.-kleka przede mna lapiac mnie za biodra.Przytula sie do mojego brzucha a ja z lekkim usmiechem glaszcze go po glowie.-Ja kompletnie zapomnialem.Przepraszam cie bardzo.
-Spokojnie,Juss...-kaciki moich ust podnasza sie leciutko ale to milo ze az tak bardzo sie przejal.-Po pierwsze mnie laskotki bola,to dla mnie tortura a po drugie siniaki...
-Przepraszam.-odsuwa sie lekko i patrzy mi w oczy.A ja znow czuje sie jak w transie.To niewiarygodne jak jego teczowki na mnie dzialaja...Jak on na mnie dziala!! A moze powinnam zaryzywkowac? Moze poinnam dac mu szanse?Odwracam wzrok a on ciezko wzdycha.
-Jakie plany na dzis?-usmiecham sie patrzac jak siada obok mnie.
-A co jesli ci powiem ze niespodzianka?-szczerzy sie szeroko a usmiech na mojej twarzy momentalnie znika.
-Ani mi sie waz.-groze mu placem a ten zaczyna sie smiac.Gdy sie ogarnia widzac moj zly wzrok obejmuje mnie ramieniem i caluje w glowe.
-Masz do wyboru polenic sie w domu...
-Lub?-ponaglam go.
-Lub idziemy na plaze.
-Hmmmmmmm....-udaje ze sie zastanawiam jednak doskonale znam decyzje.-Plaza!!-od razu wstaje i w podskokach biegne do pokoju.Slysze tylko smiech Justina i gdy odwracam glowe zeby go zobaczyc widze jak powolnie wstaje z sofy. Wkurza mnie czasami ale cholernie go kocham.Jestem idiotka... Jednak nie moge z nim byc! To moj pracodawca!!
________________________________________________
No i zgodnie z obietnicami oto jest rozdzial... Nic specjalnego.Wydaje mi sie wielkim niewypalem ale to dlatego ze jest pisany pod presja xd po ostatnich moich wyskokach moi rodzice ograniczyli mi kapa xD Ups? Oj nie wazne...
No to dzis mija rok od zalozenia mojego pierwszego bloga... Przez ten czas napisalam juz dwa opowiadanie ktore obecnie sa skonczone i jedna jest usuniete i dwa ktore pisze... WoW... Przyznaje ze nie wiazalam wielkich nadziei z moja kariera bloggerki :) Mile zaskoczenie ze mnie tak przyjeliscie <3
Chcialam wam wszystkim strasznie podziekowac ze ciagle jestescie ze mna i wytrwale czytacie moje wypociny xD Jestescie wielcy!! KOCHAM WAS!! <3
-Patrys

Libsten Award

Z calego serca dziekuje:  http://violetta-and-niall.blogspot.com przez ktora zostalam nominowana!! Dziekuje Ci kochana! <3 <3 

A więc nominacja do Liebsten Awards jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 blogów, informujesz ich o tym, oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który cię nominował.

Pytania:

1) Jakie jest twoje hobby?
Pisanie opowiadan,fotografia, rapowanie...

2)Ulubiony aktor/aktorka.
Za duzo ich zeby wymieniac... Jestem kino-maniaczka xD

3)Co najbardziej denerwuje cie w zyciu?
Ja...I chyba wszystko... xD Nie cierpie swojego zycia.

4)Jaka jest twoja ulubiona ksiazka?
Kocham biografie Justina ale to chyba oczywiste... A tak po za tym to kocham sage 'Ever' i 'Zmierzch' a po za tym strasznie duzo czytam... Horrory,fantasy itp itd... w sumie kocham duuuzo ksiazek.

5)Czy chcialabys przeprowadzic sie za granice,jak tak to gdzie?
xD Ohhh ja juz mieszkam za granica bo mieszkam w Italii... I tak,chcialabym sie przeprowadzic.Do Ameryki,Australii lub Kanady. Od malego marzy mi sie mieszkac w tych krajach.

6)Jaki jest twoj ulubiony kolor?
Fiolet *o* I czern.

7)Jaki jest twoj ulubiony polski wykonawca?
Grubson,Kamil Bednarek, Mioush, Marika... Chyba tyle xD Nie slucham duzo polskiej muzyki :/

8)Jaki jest twoj ulubiony film?
NSN!! I wieeeele wieeeele innych xD

9)Wolisz imprezowac czy siedziec w domu?
Zalezy od humoru xD Ale chyba imprezowac :D

10)Czy gdybys mogla cofnelabys sie w czasie?
Niestety tak...

11)Co chcesz robic w przyszlosci?
Chce zyc... Jesli mi sie uda to bedzie cud...

Moje nominacje:
http://dontstopbelieving99.blogspot.it/
http://justinbieber-valentina-lovestory.blogspot.it/
http://holidayloveandmore.blogspot.it/
http://one-die-one-love-one-life.blogspot.it/
http://trust-me-chelsea.blogspot.it/
http://you-me-us-forever.blogspot.it/
http://thepastalwayscomesbackx3.blogspot.it/
http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.it/
http://angelsdonotdieyet.blogspot.it/
http://believejinbyourdreams.blogspot.it/
http://friendship-or-love-or-something-more.blogspot.it/

Moje pytania:
1) Co bys wybrala: milosc,przyjazn,rodzina?
2)Ile czytasz blogow o Justinie?
3) Masz jakiegos zwierzaka?
4) Z czego bierzesz inspiracje do pisania?
5)Piszesz tylko o Justinie?
6)Czytasz moje blogi?
7)Ulubione swieto?
8) Wakacje czy ferie?
9) Moze czy gory?
10)Sukienka/spodniczka czy jeansy?
11)Jak najczesciej sie witasz i zegnasz?
_______________________________________________
-Patrys

wtorek, 24 grudnia 2013

Merry Christams!!

Moi kochani!!
Z okazji tegorocznych swiat zycze wam ohh...Czego ja wam zycze? Na pewno duzo szczescia,spokoju i smiechu. Zebyscie mysleli zawsze pozytywnie i aby nic nie moglo was zalamac. Zebyscie byli silni,zawsze wierzyli i nigdy nie mowili nigdy. ;) Zycze wam wszystkiego czego byscie tylko chcieli.
Chciecie pieniedzy? Zycze wam pieniedzy.
Chciecie szczescia? Zycze wam szczescia.
Chcecie milosci? Zycze wam milosci.
Zycze wam z calego serca aby wszystkie wasze marzenia,nawet te najprostsze,sie spelnily!
Udanego Sylwestra, abyscie bawili sie w najlepszym gronie,najlepiej jak mozecie i najdluzej jak wytrzymacie. ( I zebyscie na drugi dzien nie znalezli jakis glupich zdj czy filmikow o sobie xD )
Zycze wam tez zeby ten nowy rok...Przyniosl samo dobro. Zeby bym lekki i z jak najmniejsza dawka problemow a z jak najwieksza radosci, lez szczescia i usmiechow.
Zycze wam wszystkiego co najlepsze!!
Jestem fatalna w pisaniu zyczen ale co ja na to poradze xD Juz tak mam...
Chce wam powiedziec ze was strasznie kocham!!

Mialam wstawic rozdzial jednak ze jutro bedzie rowny rok jak pisze blogi to postanowilam ze pojawi sie jutro :) Mam nadzieje ze nie bedziecie na mnie zli <3

Jeszcze raz WESOLYCH SWIAT,MOJE SKARBY! <3
________________________________________________
-Patrys

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdzial 25

Gdy wreszcie udaje nam sie przebic przez morze paparazzi Justin z piskiem opon wyjezdza na ulice.Usmiecham sie krecac glowa.
-Nigdy sie do tego nie przyzywczaisz,nie?
-Nie.-warczy zaciskajac dlonie na kierownicy.-Scooter przeciez oglosil ze chce ten tydzien przerwy.Mogliby na ten czas dac mi spokoj.-dodaje po chwili a ja zerkam na niego z wspolczuciem.
-Przeciez nigdy nie jest tak jak chcemy.-glaszcze go delikatnie po karku.-A teeeeraz...Skoro masz tygodniowa przerwe ze mna...Odprez sie i wrzuc na relax.-usmiecham sie szeroko calujac go w policzek.
-Jestes nieziemska.-stwierdza przekladajac dlon na moje kolano.-Musisz wreszcie przyznac fakt ze jestes wspaniala.
-Nie Justin...Przestan.-odchrzakuje niespokojnie.Od kiedy tylko pamietam zawsze czulam sie nie swojo gdy ktos mowil takie slowa. Umiem przyjmowac komplementy jak i krytyke...Ale na przyklad za choreografie lub za ladny stroj.Nigdy za całokształt. Zauwazyl moja zmiane humoru i na moje szczescie nie drazyl tematu.
-Jeszcze pare minut.
-Naprawde?-moje oczy rozblyskaja.Smieje sie radosnie wyczekujac konca tej jakze meczacej dla mnie podrozy.Przyznaje ze to pierwsza taka wycieczka samochodowa w kimkolwiek na ktorej sie nie zanudzilam na smierc.Bylo fajnie. Justin skreca przed jakas duza brame.Otwiera drzwi i podchodzi do ogrodzenia gdzie wbudowano jakis maly pulpit.Chlopak wpisuje kod i po chwili brama sie otwiera a on z lobuzerskim usmiechem wraca do auta.
-Gdzie my jestesmy?-jecze ogladajac sie w okolo.Jak na razie rozciagaja sie tylko drzewa i zielen jednak gdy skreca w prawo, z daleka widac morze! Tak! To woda! Jestem w niebie.
-Dowiesz sie niedlugo.
-Juuuuuuuuuustinnnn...-jecze jeszcze bardziej.-Skoncz z niespodziankami i tajemnicami.
-No spokojnie.-smieje sie pod nosem.-Ta posiadlosc nalezy do...Tak na prawde do ciebie.-parkuje przed sliczna willa.
-Do mnie?!-piszcze glosno i wyskakuje z auta.To jest spelnienie moich najsmiejszych marzen!! Nie moge w to uwierzyc i nie potrafie racjonalnie myslec.Okrecam sie w okolo i smieje jak jakas idiotka. To nie jest mozliwe! Rzucam sie na szyje Justin'owi a ten podnoszac mnie do gory okreca kilkanascie razy.Smiejemy sie oboje.-Ale jak to do mnie? -patrze mu gleboko w oczy kiedy odstawia mnie juz na ziemie.Ciagle jego rece sa na mojej talii ale to w ogole mi nie przeszkadza. Jestem tak szczesliwa ze chyba w tym momencie nic by mi nie przeszkadzalo...No moze z wyjatkiem paru rzeczy.
-Chodz...Wejdz do srodka a sie dowiesz.-lapie mnie za dlon i ciagnie nie na schody lecz na tyly.
-O jaaaa....-szepcze wzdychajac.-Co za raj.-musze wygladac jak jakas chora umyslowo.Szczerze sie szeroko a moje oczy lataja na wszystkie strony.-Powiedz ze nic nie wydales.-wracam do zywych i odwracam sie do niego twarza.Smieje sie lekko z mojej reakcji krecac glowa.
-Nic,a nic.Przysiegam.-przyklada reke do serca.-Slowo Justina.-mowi najpowazniej jak mowi a ja wybucham szczerym smiechem.-Dowiesz sie zaraz o co chodzi.-skina glowa na schody.Patrze to na niego to na dom i nawet sie nie ruszam.
-Ale na pewno nikt nas stad nie wyrzuci?-pytam caly czas podejrzliwie.Po raz kolejny na jego ustach wymalowal sie szeroki smiech rozbawienia.
-Jedyna osoba ktora by mogla kogos stad wywalic jestes ty.-kreci glowa i lapie mnie za dlon ciagnac do srodka.
-Wooow...Ale tu pieknie.-staje przede mna czujac ze moje ja nie kontynuuje chodu.
-Podoba ci sie?-pyta niesmialo i patrzy w swoje buty ciagle sciskajac moja dlon.Spogladam na niego i widze ze na jego policzkach widniaja dwa lekkie rumience a jedna reke ma w kieszeni pozwalajac kciukowi wystawac.
-Podoba? Pf...To malo powiedziane. Ja to kocham.-smieje sie radosnie i patrze w okolo. Wyswobadzam reke z jego uscisku i znow okrecam sie cala.-Kto to zaprojektowal?-pytam marszczac brwi i stoje przed nim.Teraz juz ma obie rece w kieszeniach i ciagle mi sie przyglada z blogim usmiechem. Tak jakby w ogole nie zachwycal sie tym pieknym pomieszczeniem...Tak jakby jego obiektem podziwu byla moja osoba.
-Ja.-wzrusza od niechcenia ramionami.-Jeszcze przed tym jak cie poznalem.-poszcza mi perskie oko.
-To skad wiedziales ze ubostwiam taki wystroj?
-Nie wiedzialem...-kreci glowa.-Po prostu mialem nadzieje ze ci sie spodoba.-miedzy nami znow jest chwila ciszy,patrzymy sobie w oczy a ja probuje cos wyczytac z jego teczowek.- Chodz ogladac dalej.-wyciagla w moja strone dlon ktora od razu lapie.Wchodzimy po schodach i gdy jestesmy centralnie na srodku tego wiszacego korytarza wychylam sie na dol by zobaczyc otwarty salon z gory.
-Idealnie...-szepcze pod nosem z usmiechem tak zadowolonym ze naprawde sama sie sobie dziwie.
-Slucham?-podnosze wzrok na twarz chlopaka.
-Nic,nic.-sciskam bardziej jego dlon.-Po prostu jest tu jak w niebie.-ide za nim dlugim korytarzem.Pokazuje mi kolejne pokoje.Lazienka,pokoj goscinny,sala muzyczna,sala taneczna i tak dalej...
-A powiesz mi wreszcie o co chodzi z ta akcja ze to moj dom?-pytam kiedy kierujemy sie do ostatnich drzwi na koncu korytarza. Chlopak nadal nic nie mowi.Tak jakby w ogole nie chcial mi odpowiedziec.-Justin...
-No poczekaj jeszcze chwile.Skonczymy oprowadzanie i odpowiem na wszystkie twoje pytania.-mowi machinalnie tak jakby sie nauczyl tej formulki na pamiec.Frustrujace...Staje w miejscu jednak nie puszczam jego dloni.Odwraca sie wzdychajac gleboko i robi spory krok w moja strone tak ze teraz nasze ciala stykajac sie delikatnie ze soba.
-Obiecujesz?
-Obiecuje.-caluje mnie w nos a ja sie usmiechem przymykajac oczy. Gdy otwiera sporych wymiarow,biale drzwi az mi dech zapiera.Przepuszcza mnie w przejsciu a ja robie nieudolny krok, po chwili sie zatrzymujac.Czuje jak stoi bardzo blisko moich plecow i moge sobie wyobrazic jak sie wspaniale usmiecha.
-O matko...
-Co?
-Juuustiiiin...-odwracam sie i mocno w niego wtulam.-Dziekuje.-mam lzy w oczach.Moj szybki odwrot zdezorientowal troche piosenkarza jednak gdy zrozumial cala sytuacje rowniez mocno mnie objal.
-Nie masz za co dziekowac.-sklada na czubku mojej glowy calus i po chwili uklada w tamym miejscu brode.-Zaslugujesz na wszystko co jest najelepsze a ten...skurwiel zaplaci jeszcze kiedys za to co ci zrobil.-odsuwa sie lekko tak zeby teraz moc poglaskac mnie po policzku.Nasze twarze sie zblizaja a ja nie chce tego zrobic. Nie chce znow sie z nim calowac.Powod jest prosty...Nie chce sie w nim zakochac bo nie chce pozniej cierpiec.
-Wiec mow o co chodzi...-odsuwam sie lekko i widze w oczach chlopaka lekki zawod i zdezorientowanie.
-Chodz na dol.-ciagnie mnie za reke i po chwili oboje siedzimy wygodnie na jednej sofie.-Widzisz...okolo 6 lat temu kiedy wyjechalas z domu zylas ze Scooterem.
-Przez pol roku...
-Dokladnie.-skina glowa.-Wtedy wlasnie poznalas Tyge i Chris'a.-przytakuje mu mrozac oczy.-Gdy mialas sie przeprowadzac do swojego domu z Brown'em, Tyga nie byl zbyt szczesliwy.Spotkal sie z Scoot'em wieczorem na obrzezach miasta zeby to obgadac.Twoj przyjaciel byl juz wtedy moim menagerem.Wracalismy wlasnie z studia kiedy twoj ex zadzownil zadajac spotkania sie. Pojechalismy w wyznaczone miejsce i Braun zadzonil tez po Chris'a. Znalem obu chlopakow jedynie z gal.Moja kariera wtedy sie rozkrecala.-caly czas jego twarz jest smiertelnie powazna. Tyga siedzial na masce swojego auta kiedy twoj wspollokator przyjachal. Siedzialem z przodu piszac z moimi kumplami, a oni zawziecie dyskutowali. Bylem cholernie ciekawy o co chodzi ze sie tak spinaja.Nie mialem pojecia o twoim istnieniu i calej tej sytuacji.
-Zaczynalam wtedy swoja robote, jako pierwszy raz z Chris'em i zaczynalam poznawac Tyge.
-Z tego co pamietam temu drugiemu od razu wpadlas w oko.
-Mialam 10 lat...-wywracam oczami.- Nie wiem jak sie mozna bylo zabujac w 10-latce...-krece glowa.-Chociaz przynzaje bylam duzo bardziej rozwinieta psychicznie niz moje rowiesniczki i cialo tez mialam ladne przez ciagly ruch.
-O tusz to...-przyznaje mi racje.-A propo... Tyga tez nie mial wtedy az tak duzo lat. No ale mniejsza o to.-wzdycha.-Otworzylem wtedy okno i przysluchiwalem sie ich klotki.Chris upieral sie przy swoim ze kocha cie jak mlodsza siostre i chce z toba mieszkac.Scoot go popieral natomiast ten ostatni byl przeciw wszystkiemu.Twierdzil ze powinnas wrocic tam skad przyszlas i zapomniec o karierze.
-Chuj...
-Miedzy Brown'em i Tyga doszlo do ostrej wymiany zdan a z czasem tez do rekoczynow.Wyskoczylem z auta jak popwazony i razem z Scoot'em ich rozdzielilismy. Od tamtego czasu nie rozmiawiali ze soba prawie w ogole.Urazili nie tylko siebie ale takze swoje dumy.
-Taa...Wy faceci macie to swoje ego.
-Udam ze tego nie slyszalem.-mowi surowo i poprawia sie wygodniej.-Chcialem cie poznac...Mialem za zle Scooter'owi ze przez pol roku nie pisnal ani slowka. Nie odzywalem sie do niego chyba ze po to aby zapytac co sie z toba dzieje.Szukalem informacji na twoj temat w necie. Jednak nie bylo napisane nic a nic o twojej przeszlosci.-mowi zawidziony.Mi mowe odjelo...To jest dla mnie szok.Jeden dzien i w chuj emocji.-Pozniej...Widywalem cie na galach.W towarzystwie przeroznych gwiazd ale najbardziej bolalo mnie jak widywalem cie z Tyga...Wiedzialem przeciez ze widzi w tobie jedynie zabawke. Gdy pytalem mojego menagera co z toba on odpowiadal ze nie wie...Wkurzalem sie na ciebie ze nie moge byc przy tobie. Wydawalo mi sie ze jestes stworzona dla mnie.
-OMG...
-Dlatego nie chcialem na ciebie patrzec pierwszego dnia... Balem sie ze gdy na ciebie spojrze znow oszaleje. Scoot przez te wszystkie lata opowiadal mi jaka bylas mieszkajac z nim. Z opowiadan wiedzialem ze jestes moim idealem.
-Ja...Ja nie...Nie wierze.-krece glowa.-To nie jest mozliwe...
-Dom odziedziczylas w spadku po babci...Scoot chcial ci go dac w dzien 12 urodzin...Ale przez ta cala akcje straciliscie kontakt wiec po tym jak sie spotkalismy zdecydowalismy ze ja cie tutaj teraz przywioze. Zmienilem go troche dajac cos od siebie.-rozglada sie po wnetrzu a gdy znow przenosi na mnie wzrok niespodziewanie wpijam sie w jego usta.Trzymam jego policzki w dloniach i caluje namietnie.Po raz kolejny zaskakuje go dzisiejszego dnia ale lubie jak tak reaguje.W jego przypadku jest to cholernie slodkie. Odwzajemnia polcalunek dopiero po chwili.Obejmuje mnie w talii i przyciaga blizej siebie.Co ja w ogole robie?! Przeciez mialam go nie calowac...Tak, mialam sie tez nie zakochiwac. Niestety za pozno...
_________________________________________
Ehm... No to takie wielkie G z tego rozdzialu...
-Patrys

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdzial 24

-Ileeeee jeeeeszcze?-jecze i biore lyk napoju energetyzujacego.Justin wywraca tylko oczami rozbawiony moim zachowaniem i kreci glowa.
-Niedlugo.
-Mowiles to samo 3 godziny temuuuuuu!!
-To sie spokoj i zrelaksuj.-poprawia swoje okulary pilotki i szczerzy sie lobuzersko.
-Jak ja mam sie zrelaksowac!?-piszcze wiercac sie w fotelu.Dzieki Justinowi i temu ze sobie szczerze porozmawialismy o moim zwiazku z Tyga zrobilo mi sie o wiele lepiej.Nie przejmowalam sie juz, jednak siniaki na moim ciele nie dawaly mi zbyt wielkiego spokoju.
-Mam sie zatrrzymac?
-Nie...Jedz.-wywracam oczami i odchylam sobie do tylu fotel.Rozkladam sie wygodnie i zamykam oczy.-Tym czasem,dobranoc.-klade sobie na twarzy bluze i usmiecham lekko.
-Co?!-Biebs lapie mnie za udo i smyra palcami po wierzchu.-Nie mozesz isc spac i zostawic mnie samego.-sciagam ta bluze z twarzy i spogladam znudzonym wzrokiem.
-Serio? Nie moge?-unosze lekko brwi.-To patrz.-znow sie klade i ponownie ukladam sie do snu.Czuje jak jego dlon caly czas jezdzi po moim udzie w gore i w dol.-Justin,przestan.-warcze uchylajac jedno oczko.Widze jego usatysfakcjonowany usmiech.-Dupek.
-Yhyyyyyyyym...-mruczy pod nosem.-Jeszcze 15 minut i bedziemy.
-Na prawde?!-siadam wyprostowana od razu i w wymyslony rytm uderzam dlonmi w kolana.
-Nom.-smieje sie patrzac ciagle rozbawiony.Widze ze nie tylko mi dopisuje humor.
-Wisz co chce? Chce babeczke.Naprawde mam ochote na babeczke.Taka babeczke,babeczkowata z lukrem,lukierowym.-zaczynam gadac jak najeta. Jak jakas najarana wiewiorka.Justin najpierw mrozy oczy a pozniej smieje sie glosno.
-Jasne.-kreci delikatnie glowa.
-A ty nie chcesz?-pytam oburzona.
-Ja chce zelki.-wzrusza ramionami.
-Znooooowuuuuuuu?-przeciagam rozbawiona.
-No co? Ty nie potrafisz wysiedziec a ja potrzebuje zelek.-wzrusza ramionami.-To co? Jedziemy do jakiegos sklepu ze slodyczami?
-Chcesz jechac ze MNA?-wskazuje na siebie.-Do slodyczowego sklepu?
-Jakiego?-smieje sie.
-No do slodyczowego.-wybucham smiechem trzymajac sie za brzuch.
-No to jedziemy do tego twojego slodyczowego sklepu.-kreci glowa caly czas sie smiejac.-All..Juz mnie poliki bola.-masuje sobie dlonia prawa strone twrzy a ja znow mam napad smiechu.Co ja na to poradze? Glupawka mnie dopadla.
-Gdzie my w ogole jestesmy?
-Jak na razie jeszcze nie mozesz wiedziec.-kreci przeczaco glowa parkujac przed jakas wielka,zajebista cukiernia.Otwiera przede mna drzwi i przepuszcza w przejsciu.Uwielbiam gdy za kazdym razem to robi.Gdy wchodzimy do srodka moje oczy powiekszaja sie stokrotnie.
-Powiedz ze ja nie snie.Powiedz ze ja nie snie.Powiedz ze...
-Nie snisz.-smieje sie lapiac mnie za dlon.-Fajnie tu,nie?
-Ja chce wszyyyyyyyystkoooo.-przeciagam rozgladajac sie w okolo.
-Chcialas babeczki.
-Ale Juuuuustin...-spogladam na niego oburzona.-To jest Wonka!-wyrzucam rece w powietrze a on znow sie smieje.-Ja chce sprobowac wszystkiego.-klaszcze w rece oblizujac usta.
-Ooo...Justin.-jakis mezczyzna klepie mojego towarzysza w ramie.-Dawno cie tu juz nie bylo.-smieje sie krecac glowa a piosenkarz sciska jego wystwiona dlon.-Ile to juz?
-Ponad 12 lat nie liczac ostatnich zakupow mojego mlodszego rodzenstwa.-wzrusza ramionami ciagle patrzac na starszego pana. Odchrzakuje przypominajac o swojej obecnosci.-Ah tak.-usmiecha sie przepraszajaco w moja strone.-To jest Cher Lloyd.
-Mark Simone.-sciska moja drobna dlon ktora w porownaniu do jego wydaje sie reka noworodka i posyla szczeru usmiech.Patrze znaczaco na Justina a ten znow sie smieje.
-Pozmianialo sie tu troche...Chodzi nam szczegolnie o babeczki i zelki.-szeczerzy sie szeroko.
-Haha...Nic sie nie zmienilo.-kreci rozbawiony glowa i ustepuje nam drogi.-W tamta strone sa twoje ulubione, Justin.-wskazuje w prawa strone.-A babeczki sa zaraz obok.
-Dziekujeeee.-przeciagam usmiechajac sie jak mala dziewczyna na co oboje chichocza.-Jus,chodzmy juz. Do widzenia.-macham z usmiechem i ciagne za soba rozbawionego piosenkarza.
-Gorzej niz moje rodzenstwo.-wywraca oczami.
-Ejjjj...-staje obuzona.-Masz racje.-wzruszam ramionami i ciagne go dalej.Po chwili stajemy w dziale z zelkami i oboje otwieramy szeroko usta i oczy.
-Wooooooooow...-wzdychamy i podchodzimy do dystrybutorow.Justin jednak jest zdecydowany, od razu podchodzi do Jelly Beans nabierajac ich naprawde duzo a po chwili naklada rowniez Sour Patch Kids.Zabawne...Te dwa rodzaje zelkow sa tez moimi ulubionymi.Chichocze pod nosem zdajac sobie z tego sprawe co przykowa uwage chlopaka gdy patrzy na swoja zdobycz.
-Co?-pyta zdezorientowany.
-To moje ulubione.-usmiecham sie spokojnie i slodko.Podchodzi do mnie stajac naprawde blisko,lapie mnie w talii i caluje w nos.
-Kolejna rzecz ktora nas laczy.
-Mhmmm.-usmiecham sie do niego sexownie i prawie zlaczam nasze usta stajac na palcach.-Do babeczek.-szepcze kuszaco i napiecie sie odwracam.Chlopak idzie za mna powolnym krokiem i gdy widzi jak staje smieje sie po raz kolejny.Przede mna jest peeeeeelno kolorowych,cudownych,przeslodkich i wspanialych babeczek.-To raj...-szepcze zaczarowana.
-Wybierz sobie co chcesz.-szepcze mi do ucha stajac za mna.-Mam nadzieje ze ci zasmakuja.-caluje mnie w kark.Widzac ze nie robie ani kroczku smieje sie tlumiac to w sobie.-No dalej.-popycha mnie lekko za talie w strone moich przysmakow.To zwariowane ze az tak bardzo kocham babeczki.Od najmlodszych lat tak mam.Ludze ciagle nazywali mnie ''cupcake' a mi to pasowalo.Czulam sie wtedy spelnieniem wszystkich dobroci,taka slodka.
-Moge?-szepcze nie pewnie,tak jakbym nie dowierzala ze tu jestem.Czuje sie jak kiedys,gdy dziadek zabral mnie do swojej cukieni ktora wlasnie skonczyl remontowac.Rowniez pozwolil mi wybrac ktora chce a ja nie wiedzialam czy mam wziac i naruszyc idealna harmonie czy jednak skusic sie i posmakowac nieba.
-Oczywiscie.-szepcze mi do ucha.Stawiam krok do przodu i podchodze do niebieskich.Justin znika gdzies w glebi sklepu a ja dalej wybieram.Gdy dochodze do bialych jakas pracownica pozwala mi sprobowac.Biore do reki identyczna jak te mojego dziadka i gustuje.Przymykam oczy i przyznaje ze jest wysmienita.Odwracam sie napiecie i widzac Biebsa przy ladzie podbiegam do niego.
-Justin.Justin.Justin.-robie glupia mine na co on smieje sie pod nosem.-One sa takie pyszne!-mowie podekscytowana.-A jedna pani pozwolila mi ich sprobowac!-podnosze biale bostwo.-Zamieszkajmy tuuuuuu.-lapie go za ramie.-Plose,plose,plose,ploooooose.-podskakuje jak mala dziewczynka.W sumie to caly czas zachowuje sie jak jakas 4-lata.Chlopak patrzy na mnie z gory,ehh...czemu musze byc taka mala?! Smieje sie krecac glowa i oblizuje usta.
-Notka dla mnie na przyszlosc...Nigdy nie dawac ci cukru.-smieje sie szczerze a ja staje przekladajac ciezar ciala na jedna noge.
-Powaznie?-mroze oczy kladac dlon na biodrze.-Pff...-wywracam oczami i zarzucajac lekko tylkiem odchodze do moich skarbow.
-Zdecydowala pani?-pyta ta sama kobieta z usmiechem tak cieplym ze mimowolnie go odwzajemniam.
-Nie.-krece rozbawiona glowa.
-Tooo...Moze po jednej z kazdego smaku?
-A ile jest smakow?-pokazuje na wystawione babeczki.
-W sumie?-patrzy na mnie lekko zawstydzona.Skinam ochoczo jednak nie pewnie glowa.-Nasz sklep dysponuje 126 smakami.
-Slucham?!-Justin az zakrztusza sie powietrzem.Patrzy zszokowany na kobiete a pozniej przenosi powazny wzrok na mnie.-Nie zjesz tyle tego.
-Eeeeeh?!
-Nie nie mow ze chcialas?-kreci z niedowierzaniem glowa.
-A co jesli chcialam? Co mi zrobisz?-staje pewnie przed nim i patrze mu gleboko w oczy.
-Zobaczysz dzis w nocy.-lapie mnie w talii i szepcze przygryzajac potem plat mojego ucha.Mrusze i caluje go w szczeka a potem odracam sie napiecie w strone kobiety.
-Biore po jednej z tych.-pokazuje palcem na niebieskie.-Tych.-teraz zielone.-Tych.-czerowne.-Tych.-zolte.-Tych.-pomaranczowe.-Tych,tych i tamtych.-fioletowe,bezowe i teczowe.
-Zjesz wszystkie?-zasmial sie gladzac dlonia moje biodro.
-Pewnie!-skinam glowa usmiechajac sie i sledzac ruchy tej pani.Naklada do slicznego pudelka smaki ktore sobie zazyczylam.-To i tak malo.
-Prosze bardzo.-podaje mi pakunek i widze ze chce cos powiedziec.-Moglabym prosic was o autografy i zdjecie?-usmiecha sie niesmialo.-Moje dzieci sa waszymi wielkimi fanami.
-Pewnie.-skinam glowa i klade moje cuda na stoliku.Wychodzi z za lady i staje miedzy nami.Prosi jej kolezanke zeby cyknela fotke.Podpisalismy kartke i usciskalismy ja.
-Dziekuje wam bardzo.-widzimy ze ma lzy w oczach.
-Nie ma sprawy.-przytulam ja jeszcze raz.
-Do widzenia!-mowimy rowno i juz odchodzimy.
-Czekaj...Mam specjalna babeczke.-wyciaga z szafki przysmak w koloze fioletowo-seledynowym z czarnymi literkami C. Moje oczy rozblyskaja.-Na koszt firmy.-wrecza mi ja sciskajac moja dlon.
-O bosh...Dziekuuuuuje.-przeciagam patrzac to na nia to na cupcake.Odchodzimy ze stoiska machajac jej i Justin reguluje rachunek.Oczywiscie nie obywa sie bez klotni o tym kto ma zaplacic ale ostatecznie robi to Bieber.Nie podoba mi sie to no ale coz...Wychodzimy z mojego raju i lapie mnie za dlon.
-Zadowolona?-usmiecha sie i caluje mnie w czolo.
-Dziekuje.-przysuwam sie bardziej do niego i odwzajemniam usmiech.W jednym momencie nie wiadomo skad pojawia sie masa ludzi z aparatami.
-Fuck...-slysze z usta chlopaka i pociaga mnie mocniej.Ahaaaaaaaaaa...No to moge sie spodziewac nowych artykowlow w necie i szmatlawcach. A mialo byc bez rozglosu... Wywracam oczami i pozwalam sie ciagnac chlopakowi.
______________________________________________
Elwira,chyba nie takiej slodkosci sie spodziewalas xD <3
-Patrys