-Na ciebie tez cos czeka...-uslyszalam w sluchawce specjelnie zmieniony ton glosu.Moglam przypuszczac ze byl on meski jednak nie bylam do konca pewna.Rozmowca od razu sie rozlaczyl a ja upuscilam telefon na lozko.Wpatrywalam sie nieobecnie przed siebie pograzona w myslach.
-Mala??Co jest??-uslyszalam glos Biebera.-Kto dzownil??
-Nie wiem...Nie mam pojecia.-usiadlam na lozku i schowalam twarz w dloniach.Justin od razu usiadl obok i mnie do siebie przytulil.
-Co mowil?
-Ze na mnie tez cos czeka.-wtulilam sie w niego jeszcze bardziej.-Boje sie...Jak wyjedziesz to ja nie wiem co zrobie.-kilka lez splynelo mi po policzkach.Chlopak otarl je szybko i pocalowal w czolo.
-Spokojnie ksiezniczko...Na razie jestem a pozniej sie cos obmysli.Damy rade.-powiedzial czule.-Musimy.-dodal to szeptem a ja podnioslam wzrok.
-Dziekuje Justin.
-Za co mi dziekujesz??To wszystko moja wina.To mi sie zachcialo porywania cie do domku dziadkow.-powiedzial z bolem a mnie az ciarki przeszly.
-Ale widziales ze ten ktos wiedzial ze bedziesz ze mna? Na mnie tez cos czeka...Justin oboje w tym siedzimy.-powiedzialam dotykajac kciukiem jego policzka.Chlopak pokiwal glowa i sie polozyl razem ze mna.Lezelsmy tak w ciszy az wreszcie sie oboje troszeczke uspokoilismy,ja postanowilam pojsc sie wykapac.Wzelam szybka i zimna kapiel.Musialam sie zrelaksowac a tylko taka woda powodowalau mnie to uczucie.W tym samym czasie co ja Justin takze poszedl skorzystacz drugiej lazienki wiec w lozku bylismy dokladnie w tym samym momencie.Oboje bylismy zdenerwowani.Lezelismy na plecach i wpatrywalismy sie w sufit nic nie mowic.-Moge sie do ciebie przytulic??-spojrzalam na chlopaka a on spojrzal na mnie i wyciagnal reke w gescie abym sie wtulila.Tak tez zrobilam,on obja mnie ramieniem a dloni ktora trzymalam na jego sercu chlopak trzymal swoja.Przez dlugi czas tak lezelismy i dyskutowalismy o tym czy komus powiedziec o tej calej sytuacji.W ostatecznosci jednak stwierdzilismy ze nie.Rozmawialismy tez o tym zeby jak najszybciej znalezc mi ochoroniarza.Zasnelismy moze okolo pierwszej w nocy.Czulam sie bezpieczna i spokojna przy Justinie wiec nie mialam jakis wielich problemow z oddaniem sie do krainy snu.Obudzil mnie dzwoniacy telefon.Jus caly czas spal wiec delikatnie sie wyswobodzilam z jego objec i siegnelam po telefon.-Tak?
-Ka?!Gdzie ty jestes?! Mialas dzisiaj rano byc w studio!!-dzownila Shila.Wlasnie takiego obudzenia nie potrzebowalam.
-Zaraz bede...Czesc.-rozlaczylam sie wkurzona i rzucilam telefon na lozko ciezko wzdychajac.
-Gdzie zaraz bedziesz??-uslyszalam ten zatroskany glos.
-Musze jechac do studio.-powiedzialam smutno i spojrzalam na niego przegarniajac swoja nieznoscia grzywke do tylu.
-Jade z toba...-powiedzial stanowczo i w mgnieniu oka stal juz przy szafie wybierajac ciuchy.Wygladal strasznie sexownie w samych bokserkach,taki rozczochrany i zaspany.Przygryzlam jedna warge a potem sama wstalam zeby cos wybrac.W rezultacie Justin wygladal na luzie, a ja dosc elegancko. Z hotelu nie wyszlismy pewni siebie jednak caly czas trzymalismy sie za rece.Przed budynkiem bylo pelno paparazzi tak samo jak przed studio.
-No nareszcie!Ile mozna czekac??-w pokoju siedziala juz Shila,Scooter i Haylie.
-Dlugo...-odburknelam i usiadlam na przeciwko stylistki.JB nic nie mowiac usiadl obok mnie.
-Twoje humorki zatrzymaj dla siebie.-powiedziala ostro moja menadzerka.
-Do rzeczy...-ponaglilam ja bo tak naprawde nie mialam ochoty ani na siedzenie w studio ani na dyskutowanie z nia.
-Dzisiaj wybieramy ochroniarza.-powiedziala otwierajac drzwi do pokoju.Weszlo kilku mezczyzn,niktorzy byli naprawde napakowani ale nie wszyscy.-To sa najlepsi ktorych znalazlam.
-Jak ma pan naimie?-zapytalam wysokiego bruneta o ciemnych oczach.Nie byl to typowy goryl tylkno dobrze zbudowany,przystojny mezczyzna.
-Jestem Logan.-usmiechnal sie odslaniajac idealnie rowne,biale zeby.
-Milo mi...Mozesz powiedziec o swoim doswiadczeniu??Mam wrazenie ze juz cie kiedys gdzies widzialam...
-Pracowalem dla Shakiry pozniej dla Lady Gagi,Miley Cyrus,Lucky Hale i paru inych mniej slawnych osob.
-No wlasnie...Pracowales z Lucky.-usmiechnelam sie na wspomnienie o jednej z moich ulubionych aktorek.Inni mezczyzni tez mi sie przedstawili i opowiedzieli pare rzeczy o sobie jednak ja mialam juz podjeta decyzje.
-I?-zaptal mnie na ucho JB kiedy bylismy prawie przy koncu prezentacji.
-Ten Logan jest fajny...
-Znam go.To dobry ochroniarz.Szkolil sie z Kennym.-usmiechnal sie lekko.
-Wiec decyzja podjeta.-wyszczerzylam sie jeszcze bardziej i z niecierpilowscia czekalam na koniec.Szepnelam na ucho moja decyzje Shili a ona przyznala mi racje.Dlatego to ona oznajmila Loganowi ze zostaje moim ochroniarzem a ja w tym czasie razem z Biebsem wymknelam sie do pokoju nagran.
-Zadowolona?-zapytal moj przyjaciel siadajac na fotelu,ja ustalam opierajac sie o konsole z zalozonymi rekoma na piersiach.Ja tylko przytaknelam glowa.Nie mialam ochoty na rozmawialnie.W mojej glowie caly czas siedziala ta cala sytuacja z tajemnicza osoba.-Mala,co jest?
-Ciagle mysle o tej grze.-powiedzialam smutno spuszczajac wzrok na czubki butow.
-Nie martw sie...Jestem przy tobie ja,jest teraz Logan a i jeszcze Kenny bedzie na kazde zawolanie.-przyciagnal mnie za biodra blizej.
-Ufasz Kennemu,nie??
-Pewnie.-powiedzial bez zastanowienia.-Jest ze mna od poczatku.
-No wlasnie.Kennemy mozesz powiedziec bo masz pewnosc ze zostawi to dla siebie.A ja??Mam powiedziec Loganowi??Przeciez znam go od 5 minut!-mialam lzy w oczach.
-Prosze nie placz...Pogadamy z Kennym czy mozna mu ufac czy nie.On bedzie wiedzial co nie co na jego temat.Z tego co wiem nadal utrzymuja kontakt.-powiedzial chlopak przytulajac mnie do siebie tak ze jego glowa byla na wysokosci mojego brzucha.Dodawal mi otuchy i jakiejs nadziei.Bylam pewna ze przy nim moge czuc sie bezpieczna.-Dzownie do duzego.-powiedzial odywajac sie ode mnie.Zawsze tak nazywal swojego ulubionego ochroniarza.Przytaknelam glowa i przeszlam do pomieszczenia z mikrofonem.Lubilam tam przebywac bo byl calkowity spokoj.Tylko ja i moja pasja...Od malego lubilam sie gdzies zaszywac i spiewac.Gdy mialam jakis 11 lat zaczelam komponowac przerozne piosenki i melodie.Usiadlam na wysokim krzesle i spojrzalam na kartke.Od razu sie przerazilam.Mianowicie na miescu nut i tekstu lazal list.Zaadresowany do mnie.Wiedzialam od kogo moze byc.Wrecz bylam pewna.Wzielam go do reki i wyciagnelam zawartosc.Bylo to zdjecie na ktorym bylam ja i moja przyjaciolka z Polski.Zrobione zostalo dnia gdy oznajmilam jej ze wyjezdzam do Wloch.W kopercie byla tez karteczka "Mowilem ze dla ciebie tez cos mam...Z twoja przyjacioleczka jest coraz gorzej.Coz lekarze mowia ze rak to ciezka choroba. A ty ja zostawilas.Miala ci powiedziec ze choruje ale ty sie pierwsza wyrwalas z wyjazdem.To bylo takie egoistyczne z twojej strony...Gratuluje..."
-O Boze...-jeknelam a po policzkach splywaly mi lzy.W myslach mialam ten dzien.
Siedzialysmy na naszym pomoscie.Obie mialysmy sobie cos waznego do powiedzenia jednak zadna nie wiedziala jak zaczac.Bylysmy nie rozlaczne a tu nagle mialam wyjechac.Wiedzialam ze bedzie tak strasznie ciezko.
-Sluchaj musze ci cos powiedziec...-powiedzialysmy w tym samym czasie.Od razu sie usmiechnelysmy jednak byly to wymuszone usmiechy.
-Ty pierwsza.-powiedziala slodko.
-Pewna jestes??-zapytalam niepewnie .Wiedzialam ze Kamila lubila zawsze pierwsza dzilic sie informacjami.
-Tak,tak.W 100%.
-No ok....A wiec...Wyprowadzam sie.-powiedzialam smutno i spojrzalam w wode pod nami.
-Zartujesz?-jej oczy sie zaszlily co spowodowalo takze u mnie taka reakcje.
-Przepraszam ja naprawde nic nie wiedzialam...Moi rodzice maja juz dosc tego ze ojciec jest tam a my tu.-rozpalakalam sie.Moja przyjaciolka nic nie mowila tylko mnie przytulila.Obydwie plakalysmy nic nie mwoiac.W pewnym momencie dostalam esemesa od mamy ze mam wracac.-Obowiazki wzywaja.-powiedzialam smutno podnoszac sie.-Musze spadac...Zobaczymy sie jutro.-mowilam szybko juz odchodzac.Moja kolezanka wlasnie otwierala buzie kiedy ja jej pomachalam i zucilam sie biegiem w strone domu.
-Karli...Co to jest??-po chwili uslyszalam glos chlopaka.Stal za mna i marszczac brwi mi sie przygladal.Plakalam caly czas zakrywajac usta dlonia.Ten ktos mial racje.Zachowalam sie jak egoistka...Moglam sie wrocic i wysluchac jej,przeciez nic by sie nie stalo jakbym wrocila 5 minut pozniej.Justin przytulil mnie od tylu i szeptal abym sie uspokoila.Jednak to nie bylo latwe.Czulam sie okropnie winna.Opowiedzialam wszystko Bieberowi a on sluchal uwaznie az do samego konca.
-Ja musze do niej jechac...Musze z nia przynajmniej teraz byc.Ja nie moge jej zawisc.Juz raz to zrobilam.-mowilam siedzac wtulona w Justina na sofie.
-Pojedziemy...Wszystko zalatwie.
-Justin nie mozesz...Masz koncert i pare wywiadow.-otarlam moje mokre policzki.
-Mala chcesz tam sama leciec??-odgarnal jeden kosmyk ktory opadl mi na oko.Ja pokrecilam przeczaco glowa.-No wlasnie..A po za tym musze byc przy tobie.-pocalowal mnie w glowe i przytulil do siebie.Gdy juz calkowicie sie uspokoilam poszlam do lazienki aby przynajmniej troche ukryc ze plakalam.Jednak ciezko bylo zakryc czerowne oczy make up'em...-Masz.To pomoze.-Juju podal mi swoje okulary wchodzac do lazienki.
-Dzieki.-od razu zalozylam je na nos i sztucznie sie usmiechnelam.Wyszlysmy razem do naszych znajomych aby oznajmic im o calej sytuacji zwiazanej z wyjazdem.Ustalilismy ze JB bedzie mowil poniewaz ja nie bylam w stanie wydusic z siebie ani slowa.
-Chodzi o to ze przyjaciolka Karli jest bardzo chora i musimy jechac do Polski.-powiedzial stanowczo chlopak trzymajac mnie za reke.
-Ne ma mowy!-nasi menagerowie nie byli zadowoleni.
-Scoot,Shila to naprawde wazne.
-Jak wy to sobie wyobrazacie??-zapytala moja menadzerka.
-Oboje macie juz zaplanowane spotkania.-dodal Brown.
-Ale prosze was...To naprawde wazne.Co wy byscie zrobili gdyby wasz przyjaciel lub przyjaciolka prawie umerala?! Olalibyscie?!-Biebs juz sie wkurzyl.Nie chcialam aby sie denerwowal.Widac bylo ze zaskoczyl dwojke doroslych.Zmieszali sie na chwile a pozniej po sobie spojrzeli.
-Na ile chcecie tam jechac?-zapytal juz spokojnie menadzer Biebsa.Justin spojrzal jednym okiem na mnie a ja wzruszylam delikatnie ramionami.
-Tydzien...Jak na razie tydzien.Wrocimy tutaj pozalatwiamy sprawy i wracamy tam.-mowil jakby czytal mi w myslach.Bylam mu okropnie wdzieczna za to jak postapil.
-Dobra...Niech wam bedzie...-przytaknela Shila wyciagajac tableta.
-Ja zalatwie wam samolot prywatny jeszcze na dzisiaj wieczor.-Scooter wyja swoj telefon i zaczal czegos w nim szukac.
-Ja zajme sie przekladaniem dat.-dodala kobieta.Oboje byli bardzo zajeci powierzonym zadaniem wiec my spojrzelismy na Logana i Haylie ktorzy ewidentnie dobrze sie dogadywali.
-Wasza dwojka tez z nami leci.-dodal Jus.Obydwoje odwrocili sie w nasza strone lekko zdziwieni.-No co??
-Nic,nic.-odpowiedziala moja stylistka.-Chodz skarbie ze mna na chwile.-wyciagnela do mnie reke i usmiechnela sie czule.Zgodzilam sie i poszlam za nia lapiac jej dlon.Zaprowadzila mnie do lazienki i kazala usiasc na blacie.Zalozyla mi okulary na glowe i pokrecila smutno glowa.-Co sie stalo?
-Moja przyjaciolka jest bardzo chora na raka i gdy kiedys chciala mi to powiedziec ja ja olalam...Czuje sie fatalnie i winna...
-Kochanie, nie jestes winna.-przytulila mnie czule i pocalowala w glowe.-Tez kiedys mialam przyjaciolke ktora niestety zmarla na raka.Obwinialam sie poniewaz zostawilam ja sama a ja wyjechalam z siostra za kariera.Czulam sie egoistycznie i nadal jest mi smutno ale wiem ze przynajmniej teraz sie nie meczy.-powiedziala odgraniajac mi grzywke.-Teraz zrobimy cos z twoim make up'em bo te okulary nie za bardzo pasuja do calosci.Stawiam ze naleza do JB??-usmiechnela sie leciutko a ja przytaknelam glowa.Wyjela z torebki kosmetyczke i zaczela czegos szukac.Po chwili zaczelajuz nakladac mi rozne kosmetyki.W ciagu jakis 15 minut bylam juz umalowana i po placzu nie bylo sladu.
-Wow...-w odbiciu lustra byla calkowicie inna Karolina.Usmiechnelam sie sama do siebie a pozniej odwrocilam sie do kobiety i mocno ja przytulilam.-Dziekuje.-wyszlysmy razem z lazienki a w pokoju wszyscy siedzieli zajeci procz Biebsa ktrory siedzial rozlozony w fotelu przy stole.Widac bylo ze nad czyms myslal.-Chodz.Spadamy.-szepnelam mu na ucho podchodzac do niego od tylu.
-Slicznie wygladasz...-usmiechnal sie lapiac mnie za reke gdy wyszlysmy z pokoju.
-Dziekuje...Zasluga Haylie.-wsiedlismy do samochodu i natychmiast udalismy sie do hotelu.-Powiesz Kennemu?-spojrzalam na chlopaka ktory w skupieniu prowadzil auto.
-Wlasnie nad tym myslalem...I mysle ze tak.Najpierw mu powiem a pozniej pogadamy z nim o Loganie.-usmiechnal sie delikatnie na mnie zerkajac.
-Mhm...-nie bylam przekonana do tego czy powinnismy mowic o tym Loganowi ale jesli mial byc moim ochroniarzem to powinien wiedziec.Szybko dojechalismy przed hotel gdzie czekal ochroniarz Biebsa.
-Siemka JB...Hej mala.-poslal mi jeden ogromny usmiech a pozniej we trojke weszlismy na racepcje.
-Hej duzy.-we trojke weszlismy na racepcje.Zasmialam sie lekko bo zawsze na sama mysl o Kennym chumor mi sie poprawial.Przez cala droge winda nikt sie nie odezwal ani slowkiem.Dopiero jak z niej wysiedlismy kierujac sie do pokoju Justin zaczal cos marudzic.
-Sluchaj Kenny...Jest sprawa.Dosc powazna.-powedzial otwierajac drzwi do naszego apartamentu.
-Mam sie bac??-zapytal rozbawiony a my nic nie odpowiedzielismy.Ochroniarz automatycznie spowaznial i jako trzeci wszedl zamykajac za soba drzwi.Usiedismy na sofach a ja podkurczylam nogi pod brode siadajac obok piosenkarza.Chlopak opowiedzial wszystko swojemu przyjacielowi,wszystko ze szczegolami.Kenny do konca sluchal bez zadnych emocji na twarzy.Co chwila zerkal na mnie a ja patrzylam nieobecnie w szklany stolik przede mna.-Wiec to osoba ktora zna twoja przeszosc jak i twoja??-zapytal pokazujac najpierw Jusa broda a pozniej mnie.
-Doklanie..-przytaknal moj przyjaciel.
-I rozumiem ze nikomu mam nie mowic...
-Mhm...
-Nie ma sprawy.Ale prosze was abyscie informowali mnie jak cos sie bedzie dziac.Bede teraz jeszcze czujniejszy.Nie chce aby sie zadnemu z was cos stalo.-widac bylo ze sie przejal.
-A i jeszcze jedno...-Justin juz sie troszeczke uspokoil jednak nadal bylo widac jak jest zdenerwowany.-Logan Defrey...Wisz kto to?
-No ba.Wspanialy przyjaciel i ochronirz.-Kenny sie usmiechnal na wspomnienie o koledzie.-Czemu o niego pytasz??
-To nowy ochroniarz Karli-pierwszy raz od wejscia do apratamentu na mnie spojrzal.Ja jednak tak jak wczesniej patrzylam w blat.
-Naprawde??-oczy mezczyzny jakby rozblysly.-Dobrze...Bardzo dobrze.Lepiej trafic nie moglas.Jemu naprawde mozna ufac.Dostal kiedys propozycje od prezydenta kiedy konczylismy szkole...Jednak on odmowil bo ja nie moglem z nim pracowac poniewaz takiej propozycji mi nie zlozono.Powiedzial ze przyjazn jest wazniejsza.-umiechnal sie lekko.A ja po tym o powiedzial automatycznie na niego spojrzalam z niedowierzaniem.-Przez ostatnie lata byl w wojsku.To naprawde wspanialy ochroniarz.-po tym bylam w kompletnym szoku.-Mozecie smialo mu powiedziec to co teraz sie dzieje.-zapewnil nas patrzac z szeczeroscia w oczach.
-Dziekuje.-szepnelam.
-Nie masz za co sliczna...-poslal mi usmiech a pozniej sie podniusl z sofy.-No to ja musze spdac...Jestem strasznie zmeczony.Jak cos to jeden telefon i jestem.-poglaskal moje dlonie przechodzac obok.
-Pa Kenny.
-Pa Karli...-usmiechnal sie ostatni raz a Justin odprowadzil go do drzwi.Pozegnali sie specyficzna piatka i Juju wrocil na sofe.Objal mnie ramieniem i przysunal do siebie tak ze moje nogi teraz lezaly na jego kolanach a glowa na ramieniu.
-Czyli juz wiesz kim jest twoj ochroniarz...-usmiechnal sie delikatnie.
-Powiemy mu jutro,tak??
-Powiedzmy jeszcze dzisiaj.Nie chce zeby pozniej przez lot byl nieobecny myslami.Musi byc w pelni gotowy jesli ma byc twoim ochroniarzem.-pocalowal mnie w czolo i odchylil glowe do tylu opierajac ja na zaglowku i patrzyl w sufit.
-Masz racje...Zadzownisz??Ja nie mam nurmeru.
-Tak pewnie...-wyciagnal swoj telefon i wybral numer.Szybko wytlumaczyl mezczyznie ze to wazna rozmowa i nie jest ona na telefon a pozniej sie pozegnal i rozlaczyl.-Bedzie za 10 minut.-przytaknelam tylko glowa i zamknelam oczy.Nawet nie wiem kiedy zasnelam.Bylo mi tak wygodnie w objeciach Justina.Obudzilam sie kiedy uslyszalam dyskusje dwojga mezczyzn.Przetarlam oczy i naprzeciwko mnie,na miajscu gdzie wczesniej siedzial Kenny teraz siedzi Logan.Juju przytulal mnie tak samo jak wczesniej,nawet nie poczulam jak wyslizgnal sie zeby otworzyc drzwi ochroniarzowi.Ciekawa bylam ile spalam.-Przepraszam..Nie chcielismy cie obudzic.-powiedzial piosenkarz delikatnie i przepraszajaco sie do mnie usmiechajac.
-Jeszcze przepraszasz??Powinnam ja to zrobic.Wiec przepraszam ze zasnelam.
-Nic sie nie stalo.-usmechal sie Logan.-To zrozumiale jesli jest taka sytuacja.
-Czyli Jus zdazyl ci wszystko opowiedziec??-zaptalam patrzac na chlopaka ktory caly czas delikatnie sie usmiechal.Moj ochroniarz tylko przytaknal glowa.-To ile ja spalam? I ile tu juz jestes??
-Jestem tu od jakis 2 godzin.
-A ty spisz jakies poltora.-powiedzial moj przyjaciel calujac mnie w glowe.Rozmawialismy jeszcze z Loganem o tym ze jutro mamy samolot o 7:35 i ze apartamenty w hotelu juz sa zarezerwowane az w jednym momencie zadzownil moj telefon.Na ekranie wyswetlila sie Katnis.Bylam w szoku jednak od razu odebralam.
-Tak??
-Karli...Karli przepraszam.-plakala a ja nie wiedzialam co sie dzieje.
-Co sie stalo??
-Ja cie przepraszam...-i sie rozlaczyla.Ta sytuacja mnie przerazila i to nie na zarty.A co jesli ten ktos jej cos zrobil?Co jesli ktos ja szantarzowal w jakikolwiek sposob?Co jesli jej sie cos stalo? To ze mnie olala nie oznaczalo ze stracila w moich oczach jako przyjaciolka.Bo nie.Dla mnie zawsze zostanie wazna osoba.Probowalam sie jeszcze kilka razy do niej dodzownic ale bez skutku.Powiedzialam wszystko szybko chlopakom a Juju probowal sie dodzownic do DJ i udalo sie.Powiedzial wszystko przyjacielowi a ten obiecal ze natychmiast pobiegnie do Kat aby sprawdzic co sie dzieje.Strasznie sie balam.Justin mnie przytulal i uspokajal a Logan gdzies dzownil.Po chwili sie rozlaczyl i spojrzal na nas smutno.
-Na jutro zalatwilem jeszcze dwoch moich kolegow.Moich i Kennego.Swierdzilem ze w czworke bedzie lepiej.
-O kosztach pogadamy pozniej.-powiedzial Biebs caly czas skupiajac sie na mnie.
-O jakich kosztach Justin?? Oni nic nie chca??Chca to zrobic jako wolontariusze.
-Dziekuje.-powiedzial wdziecznie Juju a ja powiedzialam to samo jednak bezglosnie.
-To ja wam dziekuje ze mi zaufaliscie.-usmiechnal sie wdziecznie.Widac bylo iz byl cakowicie szczery.Po chwili telefon Jusa zaczal dzownic wiec szybko go odebral i doslownie przez chwile rozmawial z tajemnicza osoba.
-To DJ.-i wszystko jasne.-Kat miala chwile zalamania poniewaz rozstala sie z Taylor'em.Chciala sie pociac poniewaz przez niego nikt nieodzywal sie do niej w szkole.Nie miala przyjaciol.Odkiedy wyjechalas nasza paczka sie rozpadla.-powiedzial wzruszajac ramionami.
-Nic jej nie jest??
-Nie.DJ dotarl o czasie.Obiecal ze nie zostawi jej teraz.
-Dobrze...Juz dobrze.-znow wtulilam sie w Jusa.
-Ja juz zmykam...Wstapie jeszcze do przyjaciela.Jakby co to jeden telefon i jestem.
-Mowisz jak Kenny.-zasmialam sie razem z Jusem.Logan sie tylko wyszczerzyl i wychodzac pomachal.
________________________________________________
Ahhh jaki dlugi ^^ Dzis mam urodziny wiec stwierdzilam ze ten rozdzial moze byc inny ;D Mam nadzieje ze sie wam spodobal bo nie wiem kiedy teraz dodam...Postaram sie we wtorek wieczorem ale nic a nic nie obiecuje.Wiem ze koncowka rozdzialu nie jest jakos szczegolnie ciekawa ale nie moze byc wszystko ciekawe bo to by bylo juz nudne... Obiecuje wam ze nn bedzie interesujacy :D Pojawi sie pare nowych postaci i nowych sytuacji ;) Na pewno nie bedzie nudno to wam moge obiecac ;D
A teraz zmykam lenic sie i swietowac xD
-Patrys
niedziela, 28 kwietnia 2013
czwartek, 25 kwietnia 2013
Rozdział 43 ''Gre czas zaczac...''
Wypadla mala kompetka.Spojrzalam niepewnie na chlopaka a on wzruszyl ramionami i wzial ja do reki.Obejrzal dokladnie z kazdej strony i otowrzyl.
-Jest do mnie.-powiedzial zdziwiony a ja spojrzalam na niego i leciutko sie usmiechnelam.Chlopak bez namyslu wyciagnal zawartosc koperty.Byl to maly srebrny klucz i list.-Skoro czytasz ten list oznacza ze szperales w rzeczach dziadkow.Nie ladnie Beber.Przpuszaczm ze jestes z Karolina...W szafie sa drzwi.Otworzcie je.-momentalnie z mojej twarzy zniknal usmiech.
-Przeraza mnie ta cala sytuacja...-wyszeptalam a Justin troche pobladl.-Justin?
-Chodz.-wstal szybko i wyciagnal w moja strone reke.Nie mialam zadnego pomyslu co moglo mu chodzic po glowie.Podalam mu dlon i wstalam.Razem odsunelismy wieszaki i faktycznie naszym oczom ukazaly sie drzwi.
-Dziwnie sie czuje...-jeknelam a chlopak je otworzyl.Bylo widac tylko jakis korytarzyk a pozniej schody.
-Idziemy?-zapytal a na jego twarzy nie moglam wyczytac zadnych emocji.Irytowal mnie tym bo nie czulam w nim zadnego wsparcia.Westchnelam wywracajac teatralnie oczami i wyprzedzilam go.Szlam dosc niepewnie a moje oczy chodzily we wszystkie strony.Schody byly waziutkie i krecone co mnie jeszcze bardziej przerazalo.Nie cierpie tego typu schodow.Gdy bylam juz na samym koncu ukazaly mi sie drzwi.Spojrzalam do tylu gdzie stal JB.-Otworz.-Zrobilam co kazal i moim oczom ukazal sie kolejny korytarzyk.Byl pomalowany na czarno.Weszlam a Juju zlapal mnie za reke.Usmechnelam sie pod nosem bo poczulam sie tak jakbysmy znow byli para.Strasznie mi brakowalo poczucia tego bezpieczenstwa.Szlismy powolutku az wreszcie dotarlismy do konca i naszym oczom ukazala sie wielka sala.Tak samo jak korytarz byla pomalowana na czarno i bez zadnych okien.Na srodku dojrzalam jakies pudelko.Pociagnelam chlopaka w jego strone.
-Wyciagnij telefon.-szepnelam a Bieber zrobil tak jak kazalam i mi go podal.Szybko wlaczylam lampke i oswietlalam nam cel.Bylo to dosc male, skromne pudeleczko.Klekajac przed nim puscilam reke chlopaka a on uczynil ten sam ruch.Otworzylam pakunek i moim oczac ukazala sie karteczka.-Gre czas zaczac...-przeczytalam i automatycznie zakrecilo mi sie w glowie.Obok karteczki lezaly tez dwie marionetki.Obrucilam kawalek papieru kilkakrotnie jednak nic nie znalazlam.-Co tu jest do cholery grane?!-jeknelam spogladajac na Biebera.-Justin...Ja sie boje.-moje rece opadly w znaku bezsilnosci.Tak naprawde sie nie balam jednak bylo we mnie tyle emocji a to wydawalo mi sie najbardziej odpowiednie do sytuacji.
-Chodz tu...-wyciagnal do mnie rece a ja sie w niego wtylilam.-Przepraszam...-szepnal.-Przepraszam to wszystko moja wina...
-Justin nie prawda.Ale co to oznacza??O co chodzi z ta gra??
-Nie wiem mala...Ale nie pozwole cie skrzywdzic.-Siedzielismy tak przez pare minut az zrobilo mi sie zimno.Zdecydowalismy wrocic do sypialni jednak w ogole nie moglam zasnac.Ciagne rozmyslalam o co chodzi.Lezalam tylem do Jusa a i tak wiedzialam ze on tez nie moze spac.
-Justin?-odwrocilam sie na drugi bok i spojrzalam na jego twarz.
-Hm?-widac bylo ze jemu tez nie pozostala ta sprawa obojetna.
-A moze to tylko zarty??Moze to Chris?
-To nie mozliwe ...Klucze mialem tylko ja i dziadkowie...Na pewno chcesz tu zostac do jutra??-spojrzal na mnie troskliwie a ja pokiwalam twierdzaco glowa.-Nie boisz sie?
-Nie wiem...-spocilam wzrok.-Ale nie mam sily na wracanie.
-Tylko prosze trzymaj sie mnie...-objal mnie ramieniem a ja sie w niego wtulilam.-Wiem ze to prze ze mnie wiec ja bede odpowiedzialny za cokolwiek co sie stanie.
-Justin blagam nie zadreczaj sie...To nie twoja wina.
-Wlasnie ze moja i koniec tematu.Prosze sprobuj zasnac.-pocalowal mnie w glowe-Dobranoc ksiezniczko.
-Dobranoc...-zamknelam oczy i po jakims czasie z glowa na obojczyku chlopaka zasnelam.W mojej glowie roilo sie od pytan i zmartwin.Jednak nic nie wiedzialam...Nic a nic.Balam sie tego co sie moze stac.A jesli faktycznie nie bylismy bezpieczni w tym domu?A co jesli ten ktos tu jest?Staralam sie o tym wszystkiem zapomniec jednak to wcale nie bylo latwe.Nie balam sie ze cos mi sie stanie tylko ze cos sie stanie Justinowi.
-Karli...Wstawaj...-uslyszalam jak ktos mnie budzil.Rozciagnelam sie i przecierajac zaspane oczy usiadlam na lozku.-No nareszcie spiochu...-zasmialsie ten kojacy,aksamitny glos i po chwili ten zobaczylam jego wlasciciela.Siedzial na koncu lozka i delikatnie sie usmiechal.-Jedziemy stad jak najszybciej.-wstal automatycznie.
-Daj mi sekundke to przynajmniej sie odswierze.Gdzie lazienka?-zapytalam zchodzac z naprawde wygodnego lozka.
-Tam.-pokazal na drzwi obok szafy.Widac bylo ze caly czas maskowal to jak sie przejmuje.Znalam go i wiedzialam ze ta sprawa go gryzie.Poslalam mu pelne otuchy spojrzenie i powedrowalam w wskazanym kierunku.Kiedy weszlam do lazienki zamarlam.Zakrylam usta dlonia a moje oczy sie zaszklily.Na wielkim lustrze widnial napis ''Gotowi?? Czas...Start.''.
-Justin...!-wyszeptalam bo na nic wiecej mnie nie bylo stac.Chlopak w mgnieniu oka byl przy mnie.Jednak nic nie zauwazyl poniewaz patrzyl na mnie.Gdy jednak zorientowal sie ze patrze w jednym kierunku jego wzrok powedrowal w to samo miejsce.Czulam jak jego miescnie sie napinaja.
-Jedziemy...Natychmiast.-powiedzial zdecydowany i pociagnal mnie za dlon.Szybko wyszlismy z domu a Juju nawet nie pofatygowal sie aby go zamknac.Otowrzyl mi drzwi do auta a po tym jak wsiadlam je zatrzasnal.On w jednej chwili juz kierowal.Prowadzil bardzo szybko i widzialam jak jego szczeka co chwile sie zaciska.Zlapalam go za reke ktora trzymal na skrzyni biekow.Chlopak od razu splotl nasze palce i polozyl nasze dlonie na moim udzie.Przez cala droge panowala cisza.Gdy znalezlismy sie przed domem RiRi chlopak troche sie uspokoil.-Prosze pomieszkaj troche ze mna w hotelu przez ten czas...Bede pewniejszy ze nic ci nie jest.-spojrzal na mnie a w jego oczach bylo tyle bolu i dystansu do samego siebie ze az mnie to bolalo.
-Co ja mam jej powiedziec?
-Powiemy ze po prostu chcemy wykozystac ten czas i zamieszkasz ze mna.-powiedzial niepewne a ja przytaknelam glowa.
-W takim razie prosze przynajmnije przed chwile udawaj ze jest wszystko ok.-powiedzialam czule i poslalam mu usmiech a po chwili wyszalm z auta.Otworzylam drzwi i po cichutku weszlismy do domu.-Jak myslisz...Jeszcze spia?-zapytalam a Bieber automatycznie sie usmiechnal.
-Nie mysle aby szybko poszli wczoraj spac.-zasmial sie ruszajac zabawnie brwiami.Bylam w szoku jak szybko zmienil mu sie nastroj.Pomimo tego ze dobrze wiedzialam iz to maska i tak sie cieszylam ze przynajmniej na chwile wrocil stary Justin.
-Nie spimy...-zasmial sie Chris z RiRi ktorzy siedzieli na sofie w salonie.-I faktycznie pozno zasnelismy.-dodal po chwili.
-Hahaa...Nawet nie chcemy wiedziec co robiliscie.-rozesmial sie calkowicie Biebs.
-Sluchaj Ri...Bo jest sprawa...-powiedzialam niepewnie i slodko sie usmiechnelam.Przyjaciolka spojrzala na mnie z wielkim usmiechem i wyczekiwaniem.-No bo...Hmm...Skoro Justin jest tutaj to moze..Moglabym z nim przez ten czas pomieszkac?-zrobilam mine szczeniaczka.
-Nie ma mowy.-powiedziala stanowczo.
-No ale Ri...Proooosze-usiadlam obok i mocno ja przytulilam.
-Nie.
-Chris pomoz...-spojrzalam na mezczyzne a on od razu sie usmiechnal.
-Kochanie...Mlodzi nic glupiego nie zrobia a przeciez wiesz ze potrzebuja czasu ze soba.
-No wlanie.-poparlam kolege.
-Niech juz bedzie.....-machnela reka.-Ale tylko cos sie stanie a wracasz do mnie.
-Dziekuje,dziekuje,dziekuje.-przytulilam ja jeszcze raz i pocalowalam w policzek.Pozniej szybko wstalam i zlapalam Jusa za reke ciagnac na gore do pokoju.-Uf...-odetchnelam z ulga zamykajac drzwi do pokoju.W jednym momencie z naszych twarzy zniknely usmiechy.Wyciagnelam torbe i zaczelam pakowac jakies ciuchy i potrzebne rzeczy.Justin mi przy tym pomagal wiec w mgnieniu oka bylam spakowana.-My spadamy!-krzyknelam-Kocham was.Papa!-szybko wybieglismy z domu i nawet nie uslyszelismy slowa pozegniania ze strony naszych przyjaciol.
-W szafie masz jeszcze miejsce.-powiedzial Biebs gdy bylismy juz u niego w apartamencie.-Lazienki sa dwie,jak cos bedziesz chciala to dzwon smialo do recepcji czy restauracji.Ja place.-krecil sie po pokoju widac ze byl strasznie zdenerwowany.
-Justin...-nic-Justin...-nadal nic.-Justin!-krzyknelam zatrzymaujac go za ramiona.Nareszcie sie ocknal i na mnie spojrzal.-Uspokoj sie...Jestesmy w tym razem wiec wszystko bedzie ok.-mowilam to tak naprawde sama w to nie wierzac.Jednak nie denerwowalam sie tak bardzo jak on.Przytulilam sie do niego za szyje a on mnie objal w pasie.Stalismy tak chwile az nie zadzownil dzownek do drzwi.-Ja otworze.-usmiechnelam sie do niego deilkatnie i powredrowalam w strone wyjscia z apartamentu.Gdy otworzylam nikogo nie bylo,rozejrzalam sie po korytarzu i takze nic.Spojrzalam na wycieraczke i stalo tam malutkie pudeleczko.Wzielam je bez namyslu i szybko wrocilam do chlopaka zatrzaskujac za soba drzwi.
-Co to?-siedzial na lozku w sypialni.
-Nie wiem.Kto otwiera?-usiadlam obok.
-Ja.-wzial ode mnie pakunek i otworzyl energicznie.W srodku znow byla cholerna karteczka i jakas bransoletka.Wyrwalam chlopakowi liscik widzac ze bardziej intersuje go przedmiot.
-Pamietasz Bieber?-przeczytalam na glos i spojrzalam pytajaco na chlopaka.
-Ta bransoletke z jeziora.-mowil jak robot dokladnie ogladajac przedmiot.-To ta sama...Ale...Ale jak?
-Justin o czym ty do cholery pieprzysz?!-przerazal mnie.Wstalam w nerwach.
-Jak bylem dzieciakiem, z jednym z moich kumpli mielismy identyczne bransoletki.A kiedy sie poklocilismy to ja swoja wyrzucilem do jeziorka w parku.Byly prawie takie same tylko ze tamoja miala wykonczenie fioletowa nitka tak...
-Tak jak ta...-dokonczylam za niego i szeroko otworzylam oczy.-Nie.To nie moze byc prawda.Przeciez jest wiele dziecikow ktore moze gubia takie bransoletki w tym samym jeziorku.Tak?-probowalam to jakos racjonalnie wytlumaczyc jednak w ogole mi to nie wychodzilo.
-Nie...To nie mozliwe bo te bransoletki byly zrobione na zamowienie.Chcielismy przypieczetowac nasza przyjazn...Nie ma innych takich samych.-powiedzial patrzac na mnie pol obecnym wzrokiem.-Zadzownie do niego.-powiedzial gdy juz sie ocknal i wyciagnal telefon.-Czesc...Sluchaj przepraszam za tamto...Tak mi tez.Mam pytanie.Masz swoja bransoletke?...A no ok...Dzieki...Tak dla ciebie tez...Siema.
-I?
-Ma...Nic z tego nie rozumiem...-powiedzial bezradnie i opadl na lozko.Po chwili znow uspyszelismy pukanie.Caly czas stalam wiec rzucilam sie aby je otworzyc.
-Cze...Ooo Karli!-byl to Kenny.Gdy mnie zobaczym mocno przytulil.
-Czesc...-usmiechnelam sie szeroko i sztucznie jednak mialam nadzieje ze tego Kenny nie zauwazy.-Co tam??-wpuscilam ochroniarza do srodka a w salonie czekal juz Biebs.Chlopacy od razu zlapali rozmowe i usiedi na sofach a ja slyszac ze moj telefon dzwoni przeprosilam i poszlam do sypialni.Na ekranie widnial numer zastrzerzony.Jednak odebralam...A to co uslyszalam mnie rzerazilo..
________________________________________________________
Jak widziecie nadal pracuje na tym pozyczonym laptopie...Ale nic,wazne ze sa rozdzialy ;D W opowiadaniu zajdzie pare zmian =) Mam nadzieje ze bedziecie zadowoleni.Naspetny rozdzial moooze dodam w niedziele poniewaz to moje urodziny wiec chcialabym tez to jakos uczcic.Jednak nic nie wiadomo ;) Prosze o jak najwiecej komow pod tym rozdzialem co na pewno mnie zmotywuje to pisania kolejnych.Chcialabym abyscie wypowiadali wszystkie wasze opinie.Zarowno te dobre jak i te zle.Moim zdaniem rozdzial nie jest zly ale to moja opinia ;)
Do nastepnego ;*
-Patrys
-Jest do mnie.-powiedzial zdziwiony a ja spojrzalam na niego i leciutko sie usmiechnelam.Chlopak bez namyslu wyciagnal zawartosc koperty.Byl to maly srebrny klucz i list.-Skoro czytasz ten list oznacza ze szperales w rzeczach dziadkow.Nie ladnie Beber.Przpuszaczm ze jestes z Karolina...W szafie sa drzwi.Otworzcie je.-momentalnie z mojej twarzy zniknal usmiech.
-Przeraza mnie ta cala sytuacja...-wyszeptalam a Justin troche pobladl.-Justin?
-Chodz.-wstal szybko i wyciagnal w moja strone reke.Nie mialam zadnego pomyslu co moglo mu chodzic po glowie.Podalam mu dlon i wstalam.Razem odsunelismy wieszaki i faktycznie naszym oczom ukazaly sie drzwi.
-Dziwnie sie czuje...-jeknelam a chlopak je otworzyl.Bylo widac tylko jakis korytarzyk a pozniej schody.
-Idziemy?-zapytal a na jego twarzy nie moglam wyczytac zadnych emocji.Irytowal mnie tym bo nie czulam w nim zadnego wsparcia.Westchnelam wywracajac teatralnie oczami i wyprzedzilam go.Szlam dosc niepewnie a moje oczy chodzily we wszystkie strony.Schody byly waziutkie i krecone co mnie jeszcze bardziej przerazalo.Nie cierpie tego typu schodow.Gdy bylam juz na samym koncu ukazaly mi sie drzwi.Spojrzalam do tylu gdzie stal JB.-Otworz.-Zrobilam co kazal i moim oczom ukazal sie kolejny korytarzyk.Byl pomalowany na czarno.Weszlam a Juju zlapal mnie za reke.Usmechnelam sie pod nosem bo poczulam sie tak jakbysmy znow byli para.Strasznie mi brakowalo poczucia tego bezpieczenstwa.Szlismy powolutku az wreszcie dotarlismy do konca i naszym oczom ukazala sie wielka sala.Tak samo jak korytarz byla pomalowana na czarno i bez zadnych okien.Na srodku dojrzalam jakies pudelko.Pociagnelam chlopaka w jego strone.
-Wyciagnij telefon.-szepnelam a Bieber zrobil tak jak kazalam i mi go podal.Szybko wlaczylam lampke i oswietlalam nam cel.Bylo to dosc male, skromne pudeleczko.Klekajac przed nim puscilam reke chlopaka a on uczynil ten sam ruch.Otworzylam pakunek i moim oczac ukazala sie karteczka.-Gre czas zaczac...-przeczytalam i automatycznie zakrecilo mi sie w glowie.Obok karteczki lezaly tez dwie marionetki.Obrucilam kawalek papieru kilkakrotnie jednak nic nie znalazlam.-Co tu jest do cholery grane?!-jeknelam spogladajac na Biebera.-Justin...Ja sie boje.-moje rece opadly w znaku bezsilnosci.Tak naprawde sie nie balam jednak bylo we mnie tyle emocji a to wydawalo mi sie najbardziej odpowiednie do sytuacji.
-Chodz tu...-wyciagnal do mnie rece a ja sie w niego wtylilam.-Przepraszam...-szepnal.-Przepraszam to wszystko moja wina...
-Justin nie prawda.Ale co to oznacza??O co chodzi z ta gra??
-Nie wiem mala...Ale nie pozwole cie skrzywdzic.-Siedzielismy tak przez pare minut az zrobilo mi sie zimno.Zdecydowalismy wrocic do sypialni jednak w ogole nie moglam zasnac.Ciagne rozmyslalam o co chodzi.Lezalam tylem do Jusa a i tak wiedzialam ze on tez nie moze spac.
-Justin?-odwrocilam sie na drugi bok i spojrzalam na jego twarz.
-Hm?-widac bylo ze jemu tez nie pozostala ta sprawa obojetna.
-A moze to tylko zarty??Moze to Chris?
-To nie mozliwe ...Klucze mialem tylko ja i dziadkowie...Na pewno chcesz tu zostac do jutra??-spojrzal na mnie troskliwie a ja pokiwalam twierdzaco glowa.-Nie boisz sie?
-Nie wiem...-spocilam wzrok.-Ale nie mam sily na wracanie.
-Tylko prosze trzymaj sie mnie...-objal mnie ramieniem a ja sie w niego wtulilam.-Wiem ze to prze ze mnie wiec ja bede odpowiedzialny za cokolwiek co sie stanie.
-Justin blagam nie zadreczaj sie...To nie twoja wina.
-Wlasnie ze moja i koniec tematu.Prosze sprobuj zasnac.-pocalowal mnie w glowe-Dobranoc ksiezniczko.
-Dobranoc...-zamknelam oczy i po jakims czasie z glowa na obojczyku chlopaka zasnelam.W mojej glowie roilo sie od pytan i zmartwin.Jednak nic nie wiedzialam...Nic a nic.Balam sie tego co sie moze stac.A jesli faktycznie nie bylismy bezpieczni w tym domu?A co jesli ten ktos tu jest?Staralam sie o tym wszystkiem zapomniec jednak to wcale nie bylo latwe.Nie balam sie ze cos mi sie stanie tylko ze cos sie stanie Justinowi.
-Karli...Wstawaj...-uslyszalam jak ktos mnie budzil.Rozciagnelam sie i przecierajac zaspane oczy usiadlam na lozku.-No nareszcie spiochu...-zasmialsie ten kojacy,aksamitny glos i po chwili ten zobaczylam jego wlasciciela.Siedzial na koncu lozka i delikatnie sie usmiechal.-Jedziemy stad jak najszybciej.-wstal automatycznie.
-Daj mi sekundke to przynajmniej sie odswierze.Gdzie lazienka?-zapytalam zchodzac z naprawde wygodnego lozka.
-Tam.-pokazal na drzwi obok szafy.Widac bylo ze caly czas maskowal to jak sie przejmuje.Znalam go i wiedzialam ze ta sprawa go gryzie.Poslalam mu pelne otuchy spojrzenie i powedrowalam w wskazanym kierunku.Kiedy weszlam do lazienki zamarlam.Zakrylam usta dlonia a moje oczy sie zaszklily.Na wielkim lustrze widnial napis ''Gotowi?? Czas...Start.''.
-Justin...!-wyszeptalam bo na nic wiecej mnie nie bylo stac.Chlopak w mgnieniu oka byl przy mnie.Jednak nic nie zauwazyl poniewaz patrzyl na mnie.Gdy jednak zorientowal sie ze patrze w jednym kierunku jego wzrok powedrowal w to samo miejsce.Czulam jak jego miescnie sie napinaja.
-Jedziemy...Natychmiast.-powiedzial zdecydowany i pociagnal mnie za dlon.Szybko wyszlismy z domu a Juju nawet nie pofatygowal sie aby go zamknac.Otowrzyl mi drzwi do auta a po tym jak wsiadlam je zatrzasnal.On w jednej chwili juz kierowal.Prowadzil bardzo szybko i widzialam jak jego szczeka co chwile sie zaciska.Zlapalam go za reke ktora trzymal na skrzyni biekow.Chlopak od razu splotl nasze palce i polozyl nasze dlonie na moim udzie.Przez cala droge panowala cisza.Gdy znalezlismy sie przed domem RiRi chlopak troche sie uspokoil.-Prosze pomieszkaj troche ze mna w hotelu przez ten czas...Bede pewniejszy ze nic ci nie jest.-spojrzal na mnie a w jego oczach bylo tyle bolu i dystansu do samego siebie ze az mnie to bolalo.
-Co ja mam jej powiedziec?
-Powiemy ze po prostu chcemy wykozystac ten czas i zamieszkasz ze mna.-powiedzial niepewne a ja przytaknelam glowa.
-W takim razie prosze przynajmnije przed chwile udawaj ze jest wszystko ok.-powiedzialam czule i poslalam mu usmiech a po chwili wyszalm z auta.Otworzylam drzwi i po cichutku weszlismy do domu.-Jak myslisz...Jeszcze spia?-zapytalam a Bieber automatycznie sie usmiechnal.
-Nie mysle aby szybko poszli wczoraj spac.-zasmial sie ruszajac zabawnie brwiami.Bylam w szoku jak szybko zmienil mu sie nastroj.Pomimo tego ze dobrze wiedzialam iz to maska i tak sie cieszylam ze przynajmniej na chwile wrocil stary Justin.
-Nie spimy...-zasmial sie Chris z RiRi ktorzy siedzieli na sofie w salonie.-I faktycznie pozno zasnelismy.-dodal po chwili.
-Hahaa...Nawet nie chcemy wiedziec co robiliscie.-rozesmial sie calkowicie Biebs.
-Sluchaj Ri...Bo jest sprawa...-powiedzialam niepewnie i slodko sie usmiechnelam.Przyjaciolka spojrzala na mnie z wielkim usmiechem i wyczekiwaniem.-No bo...Hmm...Skoro Justin jest tutaj to moze..Moglabym z nim przez ten czas pomieszkac?-zrobilam mine szczeniaczka.
-Nie ma mowy.-powiedziala stanowczo.
-No ale Ri...Proooosze-usiadlam obok i mocno ja przytulilam.
-Nie.
-Chris pomoz...-spojrzalam na mezczyzne a on od razu sie usmiechnal.
-Kochanie...Mlodzi nic glupiego nie zrobia a przeciez wiesz ze potrzebuja czasu ze soba.
-No wlanie.-poparlam kolege.
-Niech juz bedzie.....-machnela reka.-Ale tylko cos sie stanie a wracasz do mnie.
-Dziekuje,dziekuje,dziekuje.-przytulilam ja jeszcze raz i pocalowalam w policzek.Pozniej szybko wstalam i zlapalam Jusa za reke ciagnac na gore do pokoju.-Uf...-odetchnelam z ulga zamykajac drzwi do pokoju.W jednym momencie z naszych twarzy zniknely usmiechy.Wyciagnelam torbe i zaczelam pakowac jakies ciuchy i potrzebne rzeczy.Justin mi przy tym pomagal wiec w mgnieniu oka bylam spakowana.-My spadamy!-krzyknelam-Kocham was.Papa!-szybko wybieglismy z domu i nawet nie uslyszelismy slowa pozegniania ze strony naszych przyjaciol.
-W szafie masz jeszcze miejsce.-powiedzial Biebs gdy bylismy juz u niego w apartamencie.-Lazienki sa dwie,jak cos bedziesz chciala to dzwon smialo do recepcji czy restauracji.Ja place.-krecil sie po pokoju widac ze byl strasznie zdenerwowany.
-Justin...-nic-Justin...-nadal nic.-Justin!-krzyknelam zatrzymaujac go za ramiona.Nareszcie sie ocknal i na mnie spojrzal.-Uspokoj sie...Jestesmy w tym razem wiec wszystko bedzie ok.-mowilam to tak naprawde sama w to nie wierzac.Jednak nie denerwowalam sie tak bardzo jak on.Przytulilam sie do niego za szyje a on mnie objal w pasie.Stalismy tak chwile az nie zadzownil dzownek do drzwi.-Ja otworze.-usmiechnelam sie do niego deilkatnie i powredrowalam w strone wyjscia z apartamentu.Gdy otworzylam nikogo nie bylo,rozejrzalam sie po korytarzu i takze nic.Spojrzalam na wycieraczke i stalo tam malutkie pudeleczko.Wzielam je bez namyslu i szybko wrocilam do chlopaka zatrzaskujac za soba drzwi.
-Co to?-siedzial na lozku w sypialni.
-Nie wiem.Kto otwiera?-usiadlam obok.
-Ja.-wzial ode mnie pakunek i otworzyl energicznie.W srodku znow byla cholerna karteczka i jakas bransoletka.Wyrwalam chlopakowi liscik widzac ze bardziej intersuje go przedmiot.
-Pamietasz Bieber?-przeczytalam na glos i spojrzalam pytajaco na chlopaka.
-Ta bransoletke z jeziora.-mowil jak robot dokladnie ogladajac przedmiot.-To ta sama...Ale...Ale jak?
-Justin o czym ty do cholery pieprzysz?!-przerazal mnie.Wstalam w nerwach.
-Jak bylem dzieciakiem, z jednym z moich kumpli mielismy identyczne bransoletki.A kiedy sie poklocilismy to ja swoja wyrzucilem do jeziorka w parku.Byly prawie takie same tylko ze tamoja miala wykonczenie fioletowa nitka tak...
-Tak jak ta...-dokonczylam za niego i szeroko otworzylam oczy.-Nie.To nie moze byc prawda.Przeciez jest wiele dziecikow ktore moze gubia takie bransoletki w tym samym jeziorku.Tak?-probowalam to jakos racjonalnie wytlumaczyc jednak w ogole mi to nie wychodzilo.
-Nie...To nie mozliwe bo te bransoletki byly zrobione na zamowienie.Chcielismy przypieczetowac nasza przyjazn...Nie ma innych takich samych.-powiedzial patrzac na mnie pol obecnym wzrokiem.-Zadzownie do niego.-powiedzial gdy juz sie ocknal i wyciagnal telefon.-Czesc...Sluchaj przepraszam za tamto...Tak mi tez.Mam pytanie.Masz swoja bransoletke?...A no ok...Dzieki...Tak dla ciebie tez...Siema.
-I?
-Ma...Nic z tego nie rozumiem...-powiedzial bezradnie i opadl na lozko.Po chwili znow uspyszelismy pukanie.Caly czas stalam wiec rzucilam sie aby je otworzyc.
-Cze...Ooo Karli!-byl to Kenny.Gdy mnie zobaczym mocno przytulil.
-Czesc...-usmiechnelam sie szeroko i sztucznie jednak mialam nadzieje ze tego Kenny nie zauwazy.-Co tam??-wpuscilam ochroniarza do srodka a w salonie czekal juz Biebs.Chlopacy od razu zlapali rozmowe i usiedi na sofach a ja slyszac ze moj telefon dzwoni przeprosilam i poszlam do sypialni.Na ekranie widnial numer zastrzerzony.Jednak odebralam...A to co uslyszalam mnie rzerazilo..
________________________________________________________
Jak widziecie nadal pracuje na tym pozyczonym laptopie...Ale nic,wazne ze sa rozdzialy ;D W opowiadaniu zajdzie pare zmian =) Mam nadzieje ze bedziecie zadowoleni.Naspetny rozdzial moooze dodam w niedziele poniewaz to moje urodziny wiec chcialabym tez to jakos uczcic.Jednak nic nie wiadomo ;) Prosze o jak najwiecej komow pod tym rozdzialem co na pewno mnie zmotywuje to pisania kolejnych.Chcialabym abyscie wypowiadali wszystkie wasze opinie.Zarowno te dobre jak i te zle.Moim zdaniem rozdzial nie jest zly ale to moja opinia ;)
Do nastepnego ;*
-Patrys
niedziela, 21 kwietnia 2013
Rozdział 42 "Jestem w ciazy..."
Przez połowę kolacji JB próbował do mnie dotrzeć jednak ja byłam nie ugięta i starałam się na niego nawet nie spoglądać.Było to strasznie trudne więc od czasu do czasu gdy byłam pewna że nie patrzy na mnie zerkałam na jego twarz.W połowie całej tej uroczystości rozbrzmiała muzyka i kurtyna się podniosła a tam ukazał się naszym oczom parkiet.Od razu z uśmiechem pociągnęłam RiRi za dłoń i zaczęłyśmy tańczyć,śmiać się i dobrze się bawić.Po chwili cały parkiet się zapełnił ludźmi.Dołączyła także moja nowa stylistka,Chris i Eris.Zaczęła grać jakaś wolna muzyka więc wszystko podobierali się w pary a ja zostałam sama.Jednak gdy się rozglądałam za jakimś wolnym chłopakiem podszedł szybko Biebs.
-Zatańczysz ze mną ten taniec?-spojrzał tymi swoimi czekoladowymi oczkami wyciągając dłoń.Jednak ja nie chciałam się tak łatwo poddać.Założyłam ręce na piersiach i spojrzałam na niego z pogardą.Mimo tego w środku chciałam się rzucić mu w ramiona.Odwróciłam wzrok w inną stronę a on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.-Nie złość się na mnie.-powiedział słodko a ja spojrzałam w jego oczy.Było widać troskę i skruchę.Nic nie odpowiedziałam po prostu założyłam mu ręce na kark i położyłam głowę na obojczyku,on przytulił mnie w talii i razem kołysaliśmy się do jakiejś melodii.-Biorę to za tak.-powiedział ucieszony a ja zachichotałam pod nosem.Przez reszte wieczoru tanczylismy.RiRi w polowie calego przyjecia gdzies zniknela z Chrisem ale nie chcialam wiedziec gdzie sie podziewaja i co robia.
-Do kiedy zostajesz?-zapytalam gdy siedzielismy przy stoliku.Razem z nami siedziala tez Shila i Eris.
-Yhm...-chlopak sie usmiechnal slodko a ja nie mialam pojecia co ma na mysli.-Chodzi o to ze mam tu jeden koncert wiec zostane jakies 2 tygodnie.-usmiechnal sie jeszcze szerzej.
-Naprawde??-bylam w szoku a z drugiej strony strasznie sie cieszylam.-Wspaniale.-przytulilam sie do niego a pochwili zobaczylam gosci z aparatami ktorzy robili nam zdjecia.
-No to super...-mruknal JB.-Chodz.-pociagnal mnie za reke i automatycznie sie podnieslismy.-My spadamy!Milego wieczoru!-krzyknal moj przyjaciel do reszty a ja oszolomiona nie wydusilam z siebie ani slowa.Po chwili znalezlismy sie w czarnym aucie i gdzies jechalismy.Nie mialam pojecia gdzie poniewaz nie znalam LA.-Najpierw jedziemy do Ri wziac pare twoich rzeczy a pozniej jedziemy do mnie do hotelu.-powiedzial zdecydowanie i z usmiechem na mnie spojrzal.
-A czy ja wyrazilam na to zgode?-zapytalamz udawana powaga.Chlopak automatycznie sie zdwiwil a z jego ust zniknal usmiech.
-Myslalem...Myslalem ze bedziesz chciala ze mna jechac.-powiedzial smutno patrzac na droge.Usmiechnelam sie pod nosem jednak tak aby on tego nie mogl zobaczyc.
-Zartowalam!-zasmialam sie glosno a chlopak automatycznie sie rozweselil.
-Ah tak?! To w takim razie cie porywam.-zasmial sie zlowrogo skrecajac w jakas droge.Nie powiem ze sie nie wystraszylam.Jednak wiedzialam ze przy nim jestem bezpieczna.Droga ktora jechalismy byla nieoswietlona.Justin jednak byl pewny siebie i nie bylo widac ze nie wie gdzie jestesmy.-Jeszcze kilka minut.-powiedzial z wielkim usmiechem.Faktycznie, po paru minutach chlopak gdzies zaparkowal.Niepwenie wyszlam z auta i sie rozejrzalam.Dostrzeglam ze wokolo nas sa drzewa a my stoimy przed jakims domkiem.
-Gdzie my jestesmy??-zapytalam niepewnie a Justin w jednym momencie byl przy mnie.
-Chodz.-zlapal mnie za dlon i pociagnal w strone domku.Bylo juz naprawde ciemno i praktycznie nic nie bylo widac.Slyszalam ze chlopak przekrecal klucze w zamku i po chwili drzwi sie otworzyly.On zapalil swiatlo i ukazal mi sie piekny,przytulny salon. Byl naprawde ladny.Z salonu zauwazylam wyjscie na taras.Jus caly czas trzymal mnie za reke i oprowadzal po budynku.Nastpnym pomieszczeniam do jakiego zajezelismy byla kuchnia. Byla naprawde duza ale jednak nie wydawala sie pusta.-Ehm...Chodzi o to ze jest jedna sypialnia...-spojrzal na mnie niepewnie gdy kierowalismy sie w strone schodow.-Poniewaz domek byl zaprojektowny przez moja babcie w prezencie dla nich na rocznice slubu.Nie myslala ze kiedykolwiek bedzie potrzebny jeszcze jeden pokoj.-troche sie zmieszal.Rozbawila mnie jego mina poniewaz bylo widac ze bylo mu naprawde glupio.
-To ty mnie porywasz i glupio ci gdzie bede spac??-spojrzalm na niego rozbawiona a on od razu sie rozweselil.
-Wiesz...W sumie masz rcje.-powiedzial to szybko i w jednym momencie przewiesil mnie sobie przez ramie.Smialam sie a on wchodzil po schodach.W mgnieniu oka znalezlismy sie w sypialni. Chlopak zucil mnie na lozko i zaczal strasznie laskotac.Smialam sie na glos i nie moglam wydostac sie z pod ciezaru jego ciala.Lzy zame lecialy mi po policzkach a brzuch az bolal od smiechu.
-Stop!Ju!-rzyczalam przez smiech jednak to nic nie dawalo.
-W koncu cie porwalem,tak??-powiedzial powaznie dalej mnie meczac.-Ciekawe ile Ri by mi za ciebie zaplacila...
-Jus?!-spojrzalm na niego powarznie a on sie rozesmial.Wykorzystalam ten moment i teraz to ja na nim siedzialam i laskotalam.Teraz chlopak nie mogl wydusic z siebie ani slowa.Jednak ja bylam lzejasza i latwo mu bylo powrocic do poprzedniej pozycji.
-Koniec mala...Wygralem.-powiedzial pewnie a ja sie zasmialam.
-Chcialbys Bieber.-szybko sie wyslizgnalam i po chwili stalam juz na nogach przy lozku.Zalozylam rece na biodra i sie szeroko usmiechnelam.
-Zawsze zapomne ze potrafisz takie rzeczy.-polozyl sie na plecach caly czas na mnie patrzac.-To co podoba sie??-pokazal rekoma na pokoj a ja sie powoli obrucilam doklanie go lustrujac.Byl naprawde piekny.Roznil sie od reszty pomieszczen a jednak idealnie tu pasowal.Byla w nim jakas tajemnica.Cos w rodzaju magii.Jednak bylam juz duza dziewczyna i nie wierzylam w takie rzeczy to i tak mialam wrazenie ze to wszystko jest tylko wymyslem.
-Pieknie...-wstchnelam patrzac na sufit gdzie byly namalowane przerozne figury.To wszystko iealnie komponowalo.Pochwili jednak wrocilam to realisycznego swiata i zdalam sobie sprawe ze nie mam zadnych rzeczy do spania ani nic.-Ehm...A w czym mam spac??
-Wszafie powinny byc jakies ciuchy mojej babci jeszcze jak byla mlodsza.-usmiechnal sie niesmialo pokazujac na mebel po jego lewej strone.-Wybierz cos sobie.Ja w tym czasie zobacze czy jest cos w lodowce ale smiem wadpic.-wstal i wyszedl a ja niepewnie podeszlam do szafy.Gdy ja otwieralam drzwiczki zaskrzypialy.Od razu przypomnialo mi sie jak bylam u swojej babci i lubilam przegladac jej ciuchy.Byly calkowicie inne,ten kroj i ten styl.Podobalo mi sie zawsze myslec jak to bylo zyc w tamtych czasach.Przesuwalam wieszaki z sukniami w ta i z powrotem i nic nie znalazlam.W pewnym momencie spojrzalam na dno i znalazlam piekne podelko.Wyjelam je jednak nie dlatego aby zobaczyc jego zawartosc tylko aby obejrzec jego wzroy.Usadlam na podlodze i zaczleam sie mu przygladac.Przypominalo mi pudlo ktore znalazlam u mojej babci w szafie.Bylo identyczne i pamietam ze zawieralo jakas suknie.-Co masz??-uslyszalam za soba glos Justina.Zrobilo mi sie strasznie glupio.
-Oj przepraszam...Nie powinna.Ja naprawde go nie otworzylam.-szybko chcialam je schowac jednak chlopak usiadl obok mnie i zabral je.
-Przeciez nic sie nie stalo.Ty tego nie zrobilas to ja to zrobie.-usmiechnal sie szeroko i spojrzal na mnie.
-Jus...Nie powinnismy.To twojej babci.
-No to co...Nie dowie sie ze je wzielismy.A po za tym wiedziala ze bede tu przyjezdzal to mogla je zamknac na klodke albo w ogole go tu nie zostawiac.Wie doskonale ze jestem ciekawski.-powiedzial rozbawiony i otworzyl wieko.Naszym oczom ukaaly sie jakies pamiatki,figurki,zeszytky i listy.
-Co to??-wyjelam pare kopert.
-To pamietniki?-piosenkarz wyjal zaszyty i zaczal je wrtowac.
-Droga Diane nie widzimy sie juz od 3 tygodni a moje serce strasznie cierpi...Kazdego wieczoru mysle o tobie.Twoich nieskazitelnych rysach twarzy,chipnotyzujacych oczach i pieknych ustach.Czy mozna porownac cie do ksiezyca ktory widze na niebie siedzac samotnie w miejscu gdzie sie pierwszy raz spotkalismy??Nie.Jestes o wiele piekniejsza.Twojej urodzie nie moga sie rownac nawet wszystkie gwiazdy na niebie.-przeczytalam kawalek listu i sie usmiechnelam.-Na zawsze twoj Bruce.-Justin przygladal mi sie a ja mialam lzy w oczach.Wzruszylo mnie to jakim ta dwojka darzy sie uczyciem.Wzielam nastepujacy list do reki i zaczelam czytac.-Kochany Bruce...Moj ojciec nie pozwala mi sie z toba spotkac...Jednak wiem ze kiedys sie zobaczymy.Tyle razy juz sie wymykalam by wyjsc ci na spotkanie,poczuc twoje usta i twoje silne ramiona.Moj kochany...Badz o 23.30 na naszym pomoscie.Twa Diane.-przeczytalam kolejny i sie usmiechnelam.
-Moi dziadkowie pisali do siebie listy...
-To takie romantyczne.-umiechnelam siechowajac list do koperty.
-Drogi pamietniku.-teraz zaczal czytac Bieber a ja spojrzalam na niego.-Nie wiem jak powiem Bruce'owi ze to koniec.-chlopak zmarszyczl brwi.-Kocham go...Nadal go kocham ale moj ojciec stal sie jeszcze bardziej czuly...Chce abym wyszla za syna jego przyjaciela.Co ja mam teraz poczynic?-przewrocil nastepna kartke.-Tu wpis sie konczy.-powiedzial nie pewnie na mnie spogladajac.-Nastepny jest dopiero po 2 miesiacach.To dziwne bo poprednie sa pisane kazdego dnia.
-Czytaj.Czytaj.-pospieszylam go bo to bylo naprawde intrygujace.Wiedzialam ze nie powinnismy tego robic poniewaz to sa prywatne rzeczy jednak to bylo takie piekne.
-Ucieklam...Ucieklam od ojca i tego calego dworu.
-Czekaj...Twoja babcia pochodzi z dworu??-bylam w szkou.Od razu wyobrazilam sobie ja w tych sukniach ktore wisialy w szafie.
-Na to wyglada...-powiedzial Biebs spogladajac na mnie.-Mieszkam teraz z Bruce'em.Jest ciezko poniewaz nie mamy duzo pieniedzy i moj ojciec caly czas mnie szuka jednak dajemy rade.Kocham go.Wiem ze on kocha mnie...
-To piekne-westchnelam.
-Sluchaj tego.Jestem w ciazy...To juz drogi miesiac.Zalamalam sie.Jesli urodze to dziecko moj ojciec gdy sie dowie mnie zabije.
-Jezu...-zakrylam dlonia usta.
-Bruce nic nie wie.Nie wiem jak mu to powiem.Boje sie ze gdy sie dowie mnie zostawi.-spojrzal na mnie i w jego oczach widac bylo zaciekawienie i bol.-Nastepny jest dopiero po 5 miesiacach.
-Czyli napisala go gdy byla w 7.
-Powiedzialam Bruce'owi a on sie ucieszyl.-chlopak czytal a ja sie usmiechnelam.-Wszystko sie swietnie ukladalo do czasu...3 tygodnie temu temu spadlam ze schodow.
-Nie...
-Niestety...Nie udalo sie.Oboje jestesmy zalamani jednak mamy siebie.Jest nam bardzo ciezko.Chcialam popelnic samobujstwo ale Bruce jest caly czas przy mnie.Nie wiem jak sobe poradze.Ndadal nie umiem przyznac ze je stracilam...-w moich oczach zebraly sie lzy.-Hej,czemu placzesz??-chlopak natychmiast zostawil zeszyt i przyciagnal mnie do siebie.Patrzylam nieobecnym wzrokiem przed siebie i wyobrazalam sobie jaki bol musieli przezywac.Justin tulil mnie do siebie a moje lzy leciely po policzkach jak deszcz po szybie.-Ciii...Juz dobre.-glaskal mnie po glowie i caly czas przytulal.
-To straszne...-szepnelam.
-Ale zobacz.Pozniej moja babcia urodzila moja mame i dzieki temu jestem ja.-usmiechnal sie pod nosem.
-Masz racje...-wydostalam sie z jego uscisku i wytarlam policzki.
-Chowamy to.-powiedzial zbieajac wszystkie listy i w jednym momencie cos wypdlo z jednego z zesztow..
____________________________________________________
Niespodzianka!! :D Chodzi o to ze pewien kolega mojego ojca pozyczyl mi swojego laptopa i bede go miala dokiedy odzyskam mojego :D Jestem mu cholernie wdzieczna. Jednak jest jeden minus poniewaz nie mam polskich znakow i nie poprawia mi bledow polskich wiec od razu przepraszam za te wszystkie bledy ortograficzne i niedogodnosci.Jednak musicie mnie zrozumiec ze nie znam dobre polskiej ortografii, niektore rzeczy pamietam ale niektorych juz nie.A co do braku znakow polskich bedziecie musieli sie pewnie przyzwyczaic bo jesli nie naprawie mojego lapropa (ktorego kupilam w Polsce dlatego ma te wszystkie znaki) rodzice kupia mi nowego i tez nie bede miala polskiej klawiatury ;) Ale nie sadze zeby to byl wielki problem,prawda??
Mam nadzieje ze rozdzial sie spodobal i jestescie zadowoleni ze jednak udalo mi sie dodac :D
Prosze o jak najwiecej waszych opinii i komentarzy ;)
-Patrys
-Zatańczysz ze mną ten taniec?-spojrzał tymi swoimi czekoladowymi oczkami wyciągając dłoń.Jednak ja nie chciałam się tak łatwo poddać.Założyłam ręce na piersiach i spojrzałam na niego z pogardą.Mimo tego w środku chciałam się rzucić mu w ramiona.Odwróciłam wzrok w inną stronę a on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.-Nie złość się na mnie.-powiedział słodko a ja spojrzałam w jego oczy.Było widać troskę i skruchę.Nic nie odpowiedziałam po prostu założyłam mu ręce na kark i położyłam głowę na obojczyku,on przytulił mnie w talii i razem kołysaliśmy się do jakiejś melodii.-Biorę to za tak.-powiedział ucieszony a ja zachichotałam pod nosem.Przez reszte wieczoru tanczylismy.RiRi w polowie calego przyjecia gdzies zniknela z Chrisem ale nie chcialam wiedziec gdzie sie podziewaja i co robia.
-Do kiedy zostajesz?-zapytalam gdy siedzielismy przy stoliku.Razem z nami siedziala tez Shila i Eris.
-Yhm...-chlopak sie usmiechnal slodko a ja nie mialam pojecia co ma na mysli.-Chodzi o to ze mam tu jeden koncert wiec zostane jakies 2 tygodnie.-usmiechnal sie jeszcze szerzej.
-Naprawde??-bylam w szoku a z drugiej strony strasznie sie cieszylam.-Wspaniale.-przytulilam sie do niego a pochwili zobaczylam gosci z aparatami ktorzy robili nam zdjecia.
-No to super...-mruknal JB.-Chodz.-pociagnal mnie za reke i automatycznie sie podnieslismy.-My spadamy!Milego wieczoru!-krzyknal moj przyjaciel do reszty a ja oszolomiona nie wydusilam z siebie ani slowa.Po chwili znalezlismy sie w czarnym aucie i gdzies jechalismy.Nie mialam pojecia gdzie poniewaz nie znalam LA.-Najpierw jedziemy do Ri wziac pare twoich rzeczy a pozniej jedziemy do mnie do hotelu.-powiedzial zdecydowanie i z usmiechem na mnie spojrzal.
-A czy ja wyrazilam na to zgode?-zapytalamz udawana powaga.Chlopak automatycznie sie zdwiwil a z jego ust zniknal usmiech.
-Myslalem...Myslalem ze bedziesz chciala ze mna jechac.-powiedzial smutno patrzac na droge.Usmiechnelam sie pod nosem jednak tak aby on tego nie mogl zobaczyc.
-Zartowalam!-zasmialam sie glosno a chlopak automatycznie sie rozweselil.
-Ah tak?! To w takim razie cie porywam.-zasmial sie zlowrogo skrecajac w jakas droge.Nie powiem ze sie nie wystraszylam.Jednak wiedzialam ze przy nim jestem bezpieczna.Droga ktora jechalismy byla nieoswietlona.Justin jednak byl pewny siebie i nie bylo widac ze nie wie gdzie jestesmy.-Jeszcze kilka minut.-powiedzial z wielkim usmiechem.Faktycznie, po paru minutach chlopak gdzies zaparkowal.Niepwenie wyszlam z auta i sie rozejrzalam.Dostrzeglam ze wokolo nas sa drzewa a my stoimy przed jakims domkiem.
-Gdzie my jestesmy??-zapytalam niepewnie a Justin w jednym momencie byl przy mnie.
-Chodz.-zlapal mnie za dlon i pociagnal w strone domku.Bylo juz naprawde ciemno i praktycznie nic nie bylo widac.Slyszalam ze chlopak przekrecal klucze w zamku i po chwili drzwi sie otworzyly.On zapalil swiatlo i ukazal mi sie piekny,przytulny salon. Byl naprawde ladny.Z salonu zauwazylam wyjscie na taras.Jus caly czas trzymal mnie za reke i oprowadzal po budynku.Nastpnym pomieszczeniam do jakiego zajezelismy byla kuchnia. Byla naprawde duza ale jednak nie wydawala sie pusta.-Ehm...Chodzi o to ze jest jedna sypialnia...-spojrzal na mnie niepewnie gdy kierowalismy sie w strone schodow.-Poniewaz domek byl zaprojektowny przez moja babcie w prezencie dla nich na rocznice slubu.Nie myslala ze kiedykolwiek bedzie potrzebny jeszcze jeden pokoj.-troche sie zmieszal.Rozbawila mnie jego mina poniewaz bylo widac ze bylo mu naprawde glupio.
-To ty mnie porywasz i glupio ci gdzie bede spac??-spojrzalm na niego rozbawiona a on od razu sie rozweselil.
-Wiesz...W sumie masz rcje.-powiedzial to szybko i w jednym momencie przewiesil mnie sobie przez ramie.Smialam sie a on wchodzil po schodach.W mgnieniu oka znalezlismy sie w sypialni. Chlopak zucil mnie na lozko i zaczal strasznie laskotac.Smialam sie na glos i nie moglam wydostac sie z pod ciezaru jego ciala.Lzy zame lecialy mi po policzkach a brzuch az bolal od smiechu.
-Stop!Ju!-rzyczalam przez smiech jednak to nic nie dawalo.
-W koncu cie porwalem,tak??-powiedzial powaznie dalej mnie meczac.-Ciekawe ile Ri by mi za ciebie zaplacila...
-Jus?!-spojrzalm na niego powarznie a on sie rozesmial.Wykorzystalam ten moment i teraz to ja na nim siedzialam i laskotalam.Teraz chlopak nie mogl wydusic z siebie ani slowa.Jednak ja bylam lzejasza i latwo mu bylo powrocic do poprzedniej pozycji.
-Koniec mala...Wygralem.-powiedzial pewnie a ja sie zasmialam.
-Chcialbys Bieber.-szybko sie wyslizgnalam i po chwili stalam juz na nogach przy lozku.Zalozylam rece na biodra i sie szeroko usmiechnelam.
-Zawsze zapomne ze potrafisz takie rzeczy.-polozyl sie na plecach caly czas na mnie patrzac.-To co podoba sie??-pokazal rekoma na pokoj a ja sie powoli obrucilam doklanie go lustrujac.Byl naprawde piekny.Roznil sie od reszty pomieszczen a jednak idealnie tu pasowal.Byla w nim jakas tajemnica.Cos w rodzaju magii.Jednak bylam juz duza dziewczyna i nie wierzylam w takie rzeczy to i tak mialam wrazenie ze to wszystko jest tylko wymyslem.
-Pieknie...-wstchnelam patrzac na sufit gdzie byly namalowane przerozne figury.To wszystko iealnie komponowalo.Pochwili jednak wrocilam to realisycznego swiata i zdalam sobie sprawe ze nie mam zadnych rzeczy do spania ani nic.-Ehm...A w czym mam spac??
-Wszafie powinny byc jakies ciuchy mojej babci jeszcze jak byla mlodsza.-usmiechnal sie niesmialo pokazujac na mebel po jego lewej strone.-Wybierz cos sobie.Ja w tym czasie zobacze czy jest cos w lodowce ale smiem wadpic.-wstal i wyszedl a ja niepewnie podeszlam do szafy.Gdy ja otwieralam drzwiczki zaskrzypialy.Od razu przypomnialo mi sie jak bylam u swojej babci i lubilam przegladac jej ciuchy.Byly calkowicie inne,ten kroj i ten styl.Podobalo mi sie zawsze myslec jak to bylo zyc w tamtych czasach.Przesuwalam wieszaki z sukniami w ta i z powrotem i nic nie znalazlam.W pewnym momencie spojrzalam na dno i znalazlam piekne podelko.Wyjelam je jednak nie dlatego aby zobaczyc jego zawartosc tylko aby obejrzec jego wzroy.Usadlam na podlodze i zaczleam sie mu przygladac.Przypominalo mi pudlo ktore znalazlam u mojej babci w szafie.Bylo identyczne i pamietam ze zawieralo jakas suknie.-Co masz??-uslyszalam za soba glos Justina.Zrobilo mi sie strasznie glupio.
-Oj przepraszam...Nie powinna.Ja naprawde go nie otworzylam.-szybko chcialam je schowac jednak chlopak usiadl obok mnie i zabral je.
-Przeciez nic sie nie stalo.Ty tego nie zrobilas to ja to zrobie.-usmiechnal sie szeroko i spojrzal na mnie.
-Jus...Nie powinnismy.To twojej babci.
-No to co...Nie dowie sie ze je wzielismy.A po za tym wiedziala ze bede tu przyjezdzal to mogla je zamknac na klodke albo w ogole go tu nie zostawiac.Wie doskonale ze jestem ciekawski.-powiedzial rozbawiony i otworzyl wieko.Naszym oczom ukaaly sie jakies pamiatki,figurki,zeszytky i listy.
-Co to??-wyjelam pare kopert.
-To pamietniki?-piosenkarz wyjal zaszyty i zaczal je wrtowac.
-Droga Diane nie widzimy sie juz od 3 tygodni a moje serce strasznie cierpi...Kazdego wieczoru mysle o tobie.Twoich nieskazitelnych rysach twarzy,chipnotyzujacych oczach i pieknych ustach.Czy mozna porownac cie do ksiezyca ktory widze na niebie siedzac samotnie w miejscu gdzie sie pierwszy raz spotkalismy??Nie.Jestes o wiele piekniejsza.Twojej urodzie nie moga sie rownac nawet wszystkie gwiazdy na niebie.-przeczytalam kawalek listu i sie usmiechnelam.-Na zawsze twoj Bruce.-Justin przygladal mi sie a ja mialam lzy w oczach.Wzruszylo mnie to jakim ta dwojka darzy sie uczyciem.Wzielam nastepujacy list do reki i zaczelam czytac.-Kochany Bruce...Moj ojciec nie pozwala mi sie z toba spotkac...Jednak wiem ze kiedys sie zobaczymy.Tyle razy juz sie wymykalam by wyjsc ci na spotkanie,poczuc twoje usta i twoje silne ramiona.Moj kochany...Badz o 23.30 na naszym pomoscie.Twa Diane.-przeczytalam kolejny i sie usmiechnelam.
-Moi dziadkowie pisali do siebie listy...
-To takie romantyczne.-umiechnelam siechowajac list do koperty.
-Drogi pamietniku.-teraz zaczal czytac Bieber a ja spojrzalam na niego.-Nie wiem jak powiem Bruce'owi ze to koniec.-chlopak zmarszyczl brwi.-Kocham go...Nadal go kocham ale moj ojciec stal sie jeszcze bardziej czuly...Chce abym wyszla za syna jego przyjaciela.Co ja mam teraz poczynic?-przewrocil nastepna kartke.-Tu wpis sie konczy.-powiedzial nie pewnie na mnie spogladajac.-Nastepny jest dopiero po 2 miesiacach.To dziwne bo poprednie sa pisane kazdego dnia.
-Czytaj.Czytaj.-pospieszylam go bo to bylo naprawde intrygujace.Wiedzialam ze nie powinnismy tego robic poniewaz to sa prywatne rzeczy jednak to bylo takie piekne.
-Ucieklam...Ucieklam od ojca i tego calego dworu.
-Czekaj...Twoja babcia pochodzi z dworu??-bylam w szkou.Od razu wyobrazilam sobie ja w tych sukniach ktore wisialy w szafie.
-Na to wyglada...-powiedzial Biebs spogladajac na mnie.-Mieszkam teraz z Bruce'em.Jest ciezko poniewaz nie mamy duzo pieniedzy i moj ojciec caly czas mnie szuka jednak dajemy rade.Kocham go.Wiem ze on kocha mnie...
-To piekne-westchnelam.
-Sluchaj tego.Jestem w ciazy...To juz drogi miesiac.Zalamalam sie.Jesli urodze to dziecko moj ojciec gdy sie dowie mnie zabije.
-Jezu...-zakrylam dlonia usta.
-Bruce nic nie wie.Nie wiem jak mu to powiem.Boje sie ze gdy sie dowie mnie zostawi.-spojrzal na mnie i w jego oczach widac bylo zaciekawienie i bol.-Nastepny jest dopiero po 5 miesiacach.
-Czyli napisala go gdy byla w 7.
-Powiedzialam Bruce'owi a on sie ucieszyl.-chlopak czytal a ja sie usmiechnelam.-Wszystko sie swietnie ukladalo do czasu...3 tygodnie temu temu spadlam ze schodow.
-Nie...
-Niestety...Nie udalo sie.Oboje jestesmy zalamani jednak mamy siebie.Jest nam bardzo ciezko.Chcialam popelnic samobujstwo ale Bruce jest caly czas przy mnie.Nie wiem jak sobe poradze.Ndadal nie umiem przyznac ze je stracilam...-w moich oczach zebraly sie lzy.-Hej,czemu placzesz??-chlopak natychmiast zostawil zeszyt i przyciagnal mnie do siebie.Patrzylam nieobecnym wzrokiem przed siebie i wyobrazalam sobie jaki bol musieli przezywac.Justin tulil mnie do siebie a moje lzy leciely po policzkach jak deszcz po szybie.-Ciii...Juz dobre.-glaskal mnie po glowie i caly czas przytulal.
-To straszne...-szepnelam.
-Ale zobacz.Pozniej moja babcia urodzila moja mame i dzieki temu jestem ja.-usmiechnal sie pod nosem.
-Masz racje...-wydostalam sie z jego uscisku i wytarlam policzki.
-Chowamy to.-powiedzial zbieajac wszystkie listy i w jednym momencie cos wypdlo z jednego z zesztow..
____________________________________________________
Niespodzianka!! :D Chodzi o to ze pewien kolega mojego ojca pozyczyl mi swojego laptopa i bede go miala dokiedy odzyskam mojego :D Jestem mu cholernie wdzieczna. Jednak jest jeden minus poniewaz nie mam polskich znakow i nie poprawia mi bledow polskich wiec od razu przepraszam za te wszystkie bledy ortograficzne i niedogodnosci.Jednak musicie mnie zrozumiec ze nie znam dobre polskiej ortografii, niektore rzeczy pamietam ale niektorych juz nie.A co do braku znakow polskich bedziecie musieli sie pewnie przyzwyczaic bo jesli nie naprawie mojego lapropa (ktorego kupilam w Polsce dlatego ma te wszystkie znaki) rodzice kupia mi nowego i tez nie bede miala polskiej klawiatury ;) Ale nie sadze zeby to byl wielki problem,prawda??
Mam nadzieje ze rozdzial sie spodobal i jestescie zadowoleni ze jednak udalo mi sie dodac :D
Prosze o jak najwiecej waszych opinii i komentarzy ;)
-Patrys
piątek, 19 kwietnia 2013
Ważna ZŁA widomość...
A więc chodzi o to że mój laptop się popsuł i muszę go oddać do przeglądu. Brak kompa równa się barak pisania na blogu :( Przykro mi ale nie wiem kiedy teraz dodam.
Przysięgam że zrobię to od razu kiedy odzyskam swojego skarba :)
No cóż...To chyba na tyle.Chciałam abyście wiedzieli co się dzieje i chciałam usprawiedliwić moją nieobecność przez parę następnych dni :'( Czuję się fatalnie z tym że nie mogę pracować na blogu :(
Pozdrowionka od waszej blogerki :*
-Patryś
Przysięgam że zrobię to od razu kiedy odzyskam swojego skarba :)
No cóż...To chyba na tyle.Chciałam abyście wiedzieli co się dzieje i chciałam usprawiedliwić moją nieobecność przez parę następnych dni :'( Czuję się fatalnie z tym że nie mogę pracować na blogu :(
Pozdrowionka od waszej blogerki :*
-Patryś
środa, 17 kwietnia 2013
Rozdział 41 "-No Karli..."
Od razu jak weszłam na pokład samolotu zadzwoniłam do Biebsa.Rozmawialiśmy chwilę ponieważ chłopak musiał jechać do wytwórni coś załatwić.Gdy doszłam na swoje miejsce zobaczyłam bukiecik ślicznych kwiatków.W środku była karteczka: "Już za tobą tęsknię... -JB". Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam na miejscu biorąc kwiaty do ręki.Były śliczne i pachniały nieziemsko.Przez cały lot patrzyłam przez okno i myślałam o tym wszystkim.Jak to będzie...Byłam bardzo ciekawa tego czy moi rodzice się będą mną jeszcze interesować czy już oleją totalnie.Byłam ciekawa czy mój brat i moi przyjaciele się odezwą.Czy stracę kontakt z Justinem.Było tyle pytań na które nie znałam odpowiedzi.Znudzona tym że sama sobie nie potrafię odpowiedzieć sięgnęłam po swój telefon i weszłam na jakieś strony plotkarskie.Na pierwszej na którą weszłam był artykuł zatytułowany "Karolina Lisowska wyjeżdża?". Od razu kliknęłam w nagłówek i wyskoczyło mi parę moich zdjęć. Byłam zaskoczona jednak nie negatywnie.Zdjęcia były ładne jednak mój humor popsuł tekst pod zdjęciami "Karolina Lisowska,była dziewczyna Justina Biebera, została przyłapana dzisiaj na lotnisku.Jak się okazuje towarzyszyła jej wice menadżerka Rihanny.Która obecnie jest także stylistką Karoliny.Tak przynajmniej twierdzą ludzie z show biznesu.Jesteśmy ciekawi czy panienka Lisowska wraca do RiRi tylko na wakacje??Krążą plotki że chce się tam przeprowadzić.Przypominamy także że Karolina na początku września ma wywiad w jednym z Amerykańskich radiów w którym będzie mówiła o jej nowym singlu.Jednak niestety nic na jego temat jeszcze nie wiemy...". Fakt,byłam tam z Marisą jednak nie jest ona moją stylistką.Co prawda rozmawialiśmy już o tym ale jak na razie nie podjęliśmy żadnej decyzji w związku z tym.Byłam w szoku skąd oni wiedzą o mojej piosence i o całej przeprowadzce...Szybko wyłączyłam internet i zadzwoniłam do Shili.
-Hej kochana jak tam??-usłyszałam jej wesoły głos.
-Hej...Nijak.Widziałaś już artykuł?-zapytałam patrząc przed siebie.
-Ten o lotnisku??
-Mhm...
-Widziałam.Niezły nie?To znaczy dobrze że jest zainteresowanie tobą...
-Ale skąd oni wiedzieli o przeprowadzce? I o tym że Marisa miałaby być moją stylistką??
-Skarbie, nie denerwuj się...Scooter miał wywiad w radiu i coś tam powiedział...
-Słucham?!Scooter?!
-Karli nie wkurzaj się.
-Jak ja mam się nie wkurzać gdy wy mi nic nie mówicie??Ustalaliśmy że będę powiadamiana a wy co??
-Masz racje...-powiedziała trochę smutna.
-Co dokładnie powiedział??
-Że masz świetny kontakt z Rihanną i myślałyście abyś się do niej przeprowadziła.Mówił także iż cały czas utrzymujesz dobry kontakt z Biebsem...Nic więcej.
-Dobra.Nie ważne.-byłam strasznie wkurzona że ktoś bez mojej zgodny mówił o moich planach odnośnie życia prywatnego.Jednak musiałam do tego przywyknąć.Justin już wspominał że tak będzie.
-Jest gdzieś przy tobie Marisa??
-Tak.Siedzi niedaleko.-uśmiechnęłam się spoglądając na kobietę.Czytała jakąś książkę popijając cappuccino.Bardzo ją polubiłam ponieważ zachowywała się jak nasza mama.Zarówno moja jak i RiRi.
-Podasz mi ją do telefonu??
-Pewnie.-uśmiechnęłam się wstając.Szybko podałam kobiecie mówiąc kto dzwoni i wróciłam na swoje miejsce.Przez resztę podróży spałam.Mimo tego że nie potrafiłam spać w dzień to tym razem jednak udało mi się zdrzemnąć.Możliwe że to dlatego iż mało spałam w nocy.
-Kochanie moje!-moja przyjaciółka gdy tylko mnie zobaczyła mocno przytuliła.Nawet dobrze nie wyszłam z korytarza z którego odebrałam bagaż a ona już mnie tuliła.
-Tęskniłam.Strasznie tęskniłam.-przytuliłam ją bardzo mocno zamykając oczy.Miałam załzawione ponieważ strasznie mi jej brakowało...Mimo że to był tak krótki czas.Gdy się od siebie odsunęłyśmy zobaczyłam co ma na sobie.-Ślicznie wyglądasz.
-Taaa...Jasne jasne.-zaśmiała się a ja razem z nią.Pomachałam jej ochroniarzowi i wszyscy razem skierowaliśmy się do wyjścia.-Jak rozstanie z JB?
-W sensie?-spojrzałam na nią pytająco.Siedzieliśmy już w aucie jadąc do domu.
-To na lotnisku kochanie...O tamtym już rozmawiałyśmy.-uśmiechnęła się blado.Z Ri rozmawiałam codziennie a czasami nawet parę razy dziennie.Wiedziała wszystko na bieżąco jakby była obok.
-Płakaliśmy oboje.-spojrzałam przez okno.-Było naprawdę ciężko mi się z nim rozstać.-znów łzy nabrały mi się w oczy.Przyjaciółka nic nie powiedziała tylko mnie przytuliła.Byłam jej wdzięczna że nic nie komentowała.
-Słyszałam że wkurzyłaś się na Shi.-powiedziała patrząc na mnie "surowo" a ja się od razu roześmiałam bo wyglądała przekomicznie.
-No...Można tak powiedzieć.-powiedziałam smutno wzruszając ramionami.Przez resztę drogi rozmawiałyśmy cały czas o jednym.Czyli o mojej dyskusji z menadżerką i całej tej sytuacji.Gdy znalazłyśmy się przed domem szybko wybiegłam z samochodu i wbiegłam do salonu.
-Witamy z powrotem!-krzyknął chłopak przyjaciółki w drzwiach.
-Chris!-rzuciłam się mu na ręce i mocno przytuliłam.-Stęskniłam się...
-Ja też mała...Nie miałem z kim grać.-zaśmiał się.-I było tak pusto.-mówił podnosząc mnie do góry.Zachichotałam ponieważ zaczął mnie łaskotać.-Pewnie jesteś zmęczona więc idź się odśwież bo za jakiś czas,krótki czas, idziemy do studia.-powiedział odstawiając mnie na ziemię.
-Napraaaaawdę??-spojrzałam smutnym wzrokiem na mężczyznę a za chwilę na wchodzącą RiRi.
-Tak kochana...-powiedziała całując mnie w czoło.
-Dopiero przyjechałam a wy już do studia mnie wysyłacie??-zaśmiałam się podążając za przyjaciółką do kuchni.-Naprawdę??
-Na serio skarbie.Musisz spotkać się z paroma osobami odnośnie stylisty,choreografa no i ochroniarzy.-powiedziała wesoło.
-Już ochroniarzy??Choreograf?? -usiadłam na krześle obok blatu.
-Mhmm...Przecież będziesz teraz sławna, już w sumie jesteś a chyba nie chcesz ciągle słuchać jak JB męczy cię abyś wzięła Kennego??
-Nie.
-No właśnie.Zaczną się fani ale i też antyfani więc mała musisz się przygotować jak najlepiej aby się nic nie stało.A choreografa lepiej już załatwić.Bo później jak zacznie się trasa i teledyski to trudno jest kogokolwiek znaleźć na gwałt.-mówiła poważnie i naprawdę docierało do mnie to ci mi przekazywała.
-No niech będzie...Ale musimy to robić właśnie dziś?
-Wieczorem wybieramy tylko stylistę.
-To ja chcę Marisę!-powiedziałam entuzjastycznie.
-Czekaj czekaj śliczna...Mam dla ciebie parę propozycji.-powiedziała tajemniczo się uśmiechając.
-Taaaak?-od razu mnie zaciekawiła.-Słucham.-podparłam się rękoma za policzki i czekałam aż zacznie opowiadać.Byłam naprawdę ciekawa co przygotowała.
-Nie,nie,nie.-pomachała przecząco palcem.-Chcesz wiedzieć to musisz jechać do studia...-uśmiechnęła się cwaniacko.
-To dajcie mi godzinkę i jedziemy!-krzyknęłam wybiegając z kuchni i prawie bym wpadła na Chrisa.Usłyszałam jak oboje się zaśmiali a ja się pod nosem uśmiechnęłam i wpadłam do swojego pokoju.Rzuciłam się na łóżko i nabrałam powietrza w płuca a później je powoli wypuściłam.Było mi tu tak dobrze.Wzięłam swój telefon i znów chciałam wejść poczytać plotki.Jak się okazało i tym razem o mnie napisali "Rihanna tęskniła za Karoliną...". Kliknęłam w nagłówek i wyświetliło mi się piękne zdjęcie gdy się przywitałyśmy na powitanie.Pod spodem był krótki artykuł "Piękna Barbadoska rzeczywiście polubiła Karolinę Lisowską.Jak się okazało nie myliliśmy się i faktycznie Karli przyleciała do niej.Dziewczyny od razu wpadły sobie w uścisk i jak widać po minie RiRi musiała rzeczywiście się stęsknić za przyjaciółką.Karli też była szczęśliwa iż nareszcie mogła zobaczyć i przytulić starszą od siebie kobietę.Jednak nie dała nam się sfotografować...Niestety.". Uśmiechałam się pod nosem i wyłączyłam stronę.Zalogowałam się jeszcze na twitterze dodając wpis "Tu mi jest najlepiej...Tak się stęskniłam za @Rihanna.Lecz teraz tęsknię za @JustinBieber <3.". Odłożyłam telefon i położyłam się na chwilę patrząc w sufit. Po chwili rozkoszy ktoś zapukał.Podniosłam się na rękach do góry i zobaczyłam głowę Chrisa.-Wchodź.-uśmiechnęłam się słodko.Chłopak wszedł jednak zauważyłam że coś chował za plecami.
-Wiesz...Będziesz teraz mieszkać z RiRi i będzie dlatego dla ciebie jak siostra a ja też nie chciałbym być obojętny i cieszyłbym gdybym mógł być dla ciebie jak brat.-uśmiechnął się szeroko.
-Ahaaaaa....?-nie wiedziałam co ma na myśli.
-Dlatego mam coś dla ciebie.-wyjął zza pleców spore pudełko.
-Dla mnie??-wywaliłam oczy a on pokiwał przytakując głową.Wręczył mi pakunek i uśmiechnął się szeroko.
-Załóż dzisiaj.-mrugnął jednym okiem i wyszedł z pokoju.Szybko otworzyłam prezent i zobaczyłam czarny materiał oraz białe szpilki.Z uśmiechem na ustach i nowymi ciuchami w ręku pobiegłam do łazienki.Wzięłam odprężającą kąpiel,starannie myjąc włosy i całe ciało.Szybko się wytarłam i wrzuciłam na siebie nowe ciuszki.Wysuszyłam dobrze włosy a później je ładnie spięłam z tyłu.Zrobiłam lekki make up i byłam gotowa.W rezultacie wyglądałam naprawdę ładnie.Wzięłam telefon z torebki i zeszłam na dół.Zobaczyłam tam tylko RiRi.
-Gdzie Chris??-zapytałam schodząc po schodach.-Muszę mu podziękować.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Ślicznie wyglądasz...Naprawdę bosko i idealnie do okazji.-uśmiechnęła się cwaniacko.Nie wiedziałam co kryje.Nie miałam nawet idei z czego mogła się tak cieszyć.
-Ty też wyglądasz olśniewająco.
-Idziemy??-zapytała cała w skowronkach.
-Tak,tak.-wyszłyśmy z drzwi jednak ja patrzyłam cały czas pod nogi aby się w tych szpilkach nie przewalić mimo tego że miałam chodzenie na obcasach świetnie opanowane.Gdy podniosłam wzrok zobaczyłam chłopaków. Czekaj,czekaj...Chłopaków?!
-Justin!-krzyknęłam ucieszona i za chwilę już dreptałam do niego ja najszybciej.Chłopak uśmiechnął się szeroko i rozłożył ręce do przytulenia.Szybko znalazłam się w jego objęciach.-Tęskniłam!!-mocno przytulałam go za szyję.
-Ja też mała...Do tego stopnia że wsiadłem w samolot no i jestem.-zaśmiał się całując mnie w policzek.Gdy się od siebie oderwaliśmy miałam łzy w oczach jednak musiałam się opanować aby nie popsuć make up'u.Do studia pojechaliśmy dwoma autami ponieważ Biebs miał wynajęty.Przez całą drogę gadaliśmy o jakiś głupotach takich jak to co robiliśmy od naszego pożegnania.-Ślicznie wyglądasz.-powiedział przygryzając jedną wargę kiedy szliśmy korytarzem do pokoju.
-Dzięki...-uśmiechnęłam się słodko.-Prezent od Chrisa.
-Naprawdę??-od razu zrobił się poważny.-Muszę mu powiedzieć żeby nie zarywał do ciebie.-powiedział pewnie a ja zachichotałam.
-Głupi jesteś.-zaśmiałam się głośniej a chłopak od razu na mnie spojrzał i uśmiechnął się triumfalnie.Po chwili znaleźliśmy się w sali gdzie była już Shira,Marisa,menadżer Chrisa i Eris,było także parę osób których nie znałam więc od razu pomyślałam że to jacyś styliści.-Siemka.-uśmiechnęłam się do wszystkich i usiadłam w fotelu.Jedna kobieta spodobała mi się najbardziej.Była dość wysoka,ładnie ubrana i młoda.-Ładny strój.-uśmiechnęłam się patrząc na kobietę a ona podziękowała szeroko się uśmiechając.
-Niezła jest.-szepnął mi na ucho JB.Wiedziałam jednakże on ma całkowicie co innego na myśli niż ja.Spiorunowałam go spojrzeniem i wróciłam do oglądania strojów ludzi.Wszyscy inni po za tą kobietą byli dziwacznie ubrani.Mieli całkowicie nie dopasowane do siebie ciuchy i wyglądali jakby mieli waśnie iść spać.Eris zaczął mi przedstawiać wszystkich po kolei i dowiedziałam się że moja faworytka nazywa się Haylie Duff.
-Jesteś siostrą Hilary Duff??-zapytałam przerywając menadżerowi mojej przyjaciółki.
-Tak.-uśmiechnęła się szeroko.Eris zaczął mówić dalej a ja się cały czas patrzyłam na Haylie.Wydawała się że by dobrze mi się z nią pracowało.Po tym jak kandydaci się wypowiedzieli o stylu jaki by dla mnie proponowali byłam pewna że wybiorę pannę Duff.Po naradzie reszta także przyznała mi rację więc to była już czysta formalność.Zaprosiliśmy kobietę z powrotem do pokoju a reszcie podziękowaliśmy.Nasi menadżerowie omówili z nią kilka spraw a ja w tym czasie wygłupiałam się z JB,RiRi i Chrisem.Gdy już wszystko zostało ustalone RiRi uradowana zabrała głos.
-A teraz...Zapraszam wszystkich na kolację.-powiedziała uradowana a wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać.Piosenkarka się roześmiała i złapała swojego chłopaka za rękę wychodząc z nim.Justin od razu się podniusł i spojrzał na mnie wyciągając dłoń.Uśmiechnęłam się szeroko i po chwili już nas nie było w pokoju.Szliśmy pod rękę cały czas chichocząc.Przed studio było peeełno paparazzi jednak my niczym się nie przejmując doszliśmy do auta i Biebs jako dżentelmen otworzył mi drzwi, cały czas trzymając mnie za dłoń.Sam usiadł na miejscu kierowcy i wyjechał na autostradę.Jak się okazało nie mieliśmy pojęcia do której restauracji mamy jechać.
-Hahahaha...No to pięknie panie kierowco.-zaśmiałam się a piosenkarz był bardzo poważny.Spojrzał na mnie morderczym wzrokiem a ja od razu się uspokoiłam.Chłopak wyciągnął telefon i zadzwonił jak się okazało do Rihanny.Chwile rozmawiali a później na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech.Rozłączył się i podał mi telefon.-Czego się szczerzysz??
-Nic,nic.-powiedział rozbawiony.
-No powiedz...
-Nie.
-Bardzo dobrze,teraz zapomnij abym się do ciebie odezwała.-powiedziałam niby obrażona i założyłam ręce na piersiach a chłopak zjechał samochodem na parking.Byliśmy przed ulubioną restauracją Ri.Szybko wysiadłam z auta i skierowałam się do środka.Justin cały czas się szeroko uśmiechał.Szczerze?Strasznie mnie tym irytował.W środku czekali już wszyscy.Fakt.Długo z JB kręciliśmy na autostradzie,ale nie myślałam że aż tyle to zajęło.Usiadłam naburmuszona przy stole najpierw witając się po raz kolejny z zebranymi.Po chwili do lokalu wszedł także mój przyjaciel.Położyłam jego telefon przy jego talerzu i sama wyjęłam swój.Szybciutko weszłam na instagrama i zobaczyłam zdjęcie RiRi podpisane "Kolacja,wino...Toast za Kat! :* I <3 U @Mufffi" .Uśmiechnęłam się sama do siebie i dodałam komentarz "Też cię kocham!! <3". Justin widząc że się szczerzę przysunął się do mnie zerkając na ekran telefonu.Ja szybko go jednak odłożyłam i odwróciłam wzrok w przeciwną stronę niż jego twarz.
-Czemu się uśmiechasz??-zapytał jednak ja nic nie odpowiedziałam.-No Karli...Nie mów że nadal się złościsz...
-Wiesz co??-spojrzałam na niego mówić szeptem.-Odwal się.-i znów odwróciłam wzrok.
______________________________________________________
Ten jest naprawdę długi :D Dlaczego? Ponieważ nie mam pojęcia kiedy dodam kolejny.Po prostu mam teraz sporo zajęć i nauki więc chciałabym poświęcić troszkę czasu jej :/ Możliwe że kolejny rozdział dodam w niedzielę :) Ale to się jeszcze zobaczy.
Jutro mam trzy sprawdziany więc proszę trzymajcie kciuki za waszą blogerkę bo jeśli pójdzie mi źle to mogę się pożegnać na jakiś długi czas z kompem... -.-"
Liczę na wasze opinie ;) Rozdział może nie jest jakoś ciekawy ale już mam pomysł na następny i muszę przyznać że nieźle się zapowiada ^^ Ale nic nie zdradzę :P
-Patryś
-Hej kochana jak tam??-usłyszałam jej wesoły głos.
-Hej...Nijak.Widziałaś już artykuł?-zapytałam patrząc przed siebie.
-Ten o lotnisku??
-Mhm...
-Widziałam.Niezły nie?To znaczy dobrze że jest zainteresowanie tobą...
-Ale skąd oni wiedzieli o przeprowadzce? I o tym że Marisa miałaby być moją stylistką??
-Skarbie, nie denerwuj się...Scooter miał wywiad w radiu i coś tam powiedział...
-Słucham?!Scooter?!
-Karli nie wkurzaj się.
-Jak ja mam się nie wkurzać gdy wy mi nic nie mówicie??Ustalaliśmy że będę powiadamiana a wy co??
-Masz racje...-powiedziała trochę smutna.
-Co dokładnie powiedział??
-Że masz świetny kontakt z Rihanną i myślałyście abyś się do niej przeprowadziła.Mówił także iż cały czas utrzymujesz dobry kontakt z Biebsem...Nic więcej.
-Dobra.Nie ważne.-byłam strasznie wkurzona że ktoś bez mojej zgodny mówił o moich planach odnośnie życia prywatnego.Jednak musiałam do tego przywyknąć.Justin już wspominał że tak będzie.
-Jest gdzieś przy tobie Marisa??
-Tak.Siedzi niedaleko.-uśmiechnęłam się spoglądając na kobietę.Czytała jakąś książkę popijając cappuccino.Bardzo ją polubiłam ponieważ zachowywała się jak nasza mama.Zarówno moja jak i RiRi.
-Podasz mi ją do telefonu??
-Pewnie.-uśmiechnęłam się wstając.Szybko podałam kobiecie mówiąc kto dzwoni i wróciłam na swoje miejsce.Przez resztę podróży spałam.Mimo tego że nie potrafiłam spać w dzień to tym razem jednak udało mi się zdrzemnąć.Możliwe że to dlatego iż mało spałam w nocy.
-Kochanie moje!-moja przyjaciółka gdy tylko mnie zobaczyła mocno przytuliła.Nawet dobrze nie wyszłam z korytarza z którego odebrałam bagaż a ona już mnie tuliła.
-Tęskniłam.Strasznie tęskniłam.-przytuliłam ją bardzo mocno zamykając oczy.Miałam załzawione ponieważ strasznie mi jej brakowało...Mimo że to był tak krótki czas.Gdy się od siebie odsunęłyśmy zobaczyłam co ma na sobie.-Ślicznie wyglądasz.
-Taaa...Jasne jasne.-zaśmiała się a ja razem z nią.Pomachałam jej ochroniarzowi i wszyscy razem skierowaliśmy się do wyjścia.-Jak rozstanie z JB?
-W sensie?-spojrzałam na nią pytająco.Siedzieliśmy już w aucie jadąc do domu.
-To na lotnisku kochanie...O tamtym już rozmawiałyśmy.-uśmiechnęła się blado.Z Ri rozmawiałam codziennie a czasami nawet parę razy dziennie.Wiedziała wszystko na bieżąco jakby była obok.
-Płakaliśmy oboje.-spojrzałam przez okno.-Było naprawdę ciężko mi się z nim rozstać.-znów łzy nabrały mi się w oczy.Przyjaciółka nic nie powiedziała tylko mnie przytuliła.Byłam jej wdzięczna że nic nie komentowała.
-Słyszałam że wkurzyłaś się na Shi.-powiedziała patrząc na mnie "surowo" a ja się od razu roześmiałam bo wyglądała przekomicznie.
-No...Można tak powiedzieć.-powiedziałam smutno wzruszając ramionami.Przez resztę drogi rozmawiałyśmy cały czas o jednym.Czyli o mojej dyskusji z menadżerką i całej tej sytuacji.Gdy znalazłyśmy się przed domem szybko wybiegłam z samochodu i wbiegłam do salonu.
-Witamy z powrotem!-krzyknął chłopak przyjaciółki w drzwiach.
-Chris!-rzuciłam się mu na ręce i mocno przytuliłam.-Stęskniłam się...
-Ja też mała...Nie miałem z kim grać.-zaśmiał się.-I było tak pusto.-mówił podnosząc mnie do góry.Zachichotałam ponieważ zaczął mnie łaskotać.-Pewnie jesteś zmęczona więc idź się odśwież bo za jakiś czas,krótki czas, idziemy do studia.-powiedział odstawiając mnie na ziemię.
-Napraaaaawdę??-spojrzałam smutnym wzrokiem na mężczyznę a za chwilę na wchodzącą RiRi.
-Tak kochana...-powiedziała całując mnie w czoło.
-Dopiero przyjechałam a wy już do studia mnie wysyłacie??-zaśmiałam się podążając za przyjaciółką do kuchni.-Naprawdę??
-Na serio skarbie.Musisz spotkać się z paroma osobami odnośnie stylisty,choreografa no i ochroniarzy.-powiedziała wesoło.
-Już ochroniarzy??Choreograf?? -usiadłam na krześle obok blatu.
-Mhmm...Przecież będziesz teraz sławna, już w sumie jesteś a chyba nie chcesz ciągle słuchać jak JB męczy cię abyś wzięła Kennego??
-Nie.
-No właśnie.Zaczną się fani ale i też antyfani więc mała musisz się przygotować jak najlepiej aby się nic nie stało.A choreografa lepiej już załatwić.Bo później jak zacznie się trasa i teledyski to trudno jest kogokolwiek znaleźć na gwałt.-mówiła poważnie i naprawdę docierało do mnie to ci mi przekazywała.
-No niech będzie...Ale musimy to robić właśnie dziś?
-Wieczorem wybieramy tylko stylistę.
-To ja chcę Marisę!-powiedziałam entuzjastycznie.
-Czekaj czekaj śliczna...Mam dla ciebie parę propozycji.-powiedziała tajemniczo się uśmiechając.
-Taaaak?-od razu mnie zaciekawiła.-Słucham.-podparłam się rękoma za policzki i czekałam aż zacznie opowiadać.Byłam naprawdę ciekawa co przygotowała.
-Nie,nie,nie.-pomachała przecząco palcem.-Chcesz wiedzieć to musisz jechać do studia...-uśmiechnęła się cwaniacko.
-To dajcie mi godzinkę i jedziemy!-krzyknęłam wybiegając z kuchni i prawie bym wpadła na Chrisa.Usłyszałam jak oboje się zaśmiali a ja się pod nosem uśmiechnęłam i wpadłam do swojego pokoju.Rzuciłam się na łóżko i nabrałam powietrza w płuca a później je powoli wypuściłam.Było mi tu tak dobrze.Wzięłam swój telefon i znów chciałam wejść poczytać plotki.Jak się okazało i tym razem o mnie napisali "Rihanna tęskniła za Karoliną...". Kliknęłam w nagłówek i wyświetliło mi się piękne zdjęcie gdy się przywitałyśmy na powitanie.Pod spodem był krótki artykuł "Piękna Barbadoska rzeczywiście polubiła Karolinę Lisowską.Jak się okazało nie myliliśmy się i faktycznie Karli przyleciała do niej.Dziewczyny od razu wpadły sobie w uścisk i jak widać po minie RiRi musiała rzeczywiście się stęsknić za przyjaciółką.Karli też była szczęśliwa iż nareszcie mogła zobaczyć i przytulić starszą od siebie kobietę.Jednak nie dała nam się sfotografować...Niestety.". Uśmiechałam się pod nosem i wyłączyłam stronę.Zalogowałam się jeszcze na twitterze dodając wpis "Tu mi jest najlepiej...Tak się stęskniłam za @Rihanna.Lecz teraz tęsknię za @JustinBieber <3.". Odłożyłam telefon i położyłam się na chwilę patrząc w sufit. Po chwili rozkoszy ktoś zapukał.Podniosłam się na rękach do góry i zobaczyłam głowę Chrisa.-Wchodź.-uśmiechnęłam się słodko.Chłopak wszedł jednak zauważyłam że coś chował za plecami.
-Wiesz...Będziesz teraz mieszkać z RiRi i będzie dlatego dla ciebie jak siostra a ja też nie chciałbym być obojętny i cieszyłbym gdybym mógł być dla ciebie jak brat.-uśmiechnął się szeroko.
-Ahaaaaa....?-nie wiedziałam co ma na myśli.
-Dlatego mam coś dla ciebie.-wyjął zza pleców spore pudełko.
-Dla mnie??-wywaliłam oczy a on pokiwał przytakując głową.Wręczył mi pakunek i uśmiechnął się szeroko.
-Załóż dzisiaj.-mrugnął jednym okiem i wyszedł z pokoju.Szybko otworzyłam prezent i zobaczyłam czarny materiał oraz białe szpilki.Z uśmiechem na ustach i nowymi ciuchami w ręku pobiegłam do łazienki.Wzięłam odprężającą kąpiel,starannie myjąc włosy i całe ciało.Szybko się wytarłam i wrzuciłam na siebie nowe ciuszki.Wysuszyłam dobrze włosy a później je ładnie spięłam z tyłu.Zrobiłam lekki make up i byłam gotowa.W rezultacie wyglądałam naprawdę ładnie.Wzięłam telefon z torebki i zeszłam na dół.Zobaczyłam tam tylko RiRi.
-Gdzie Chris??-zapytałam schodząc po schodach.-Muszę mu podziękować.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Ślicznie wyglądasz...Naprawdę bosko i idealnie do okazji.-uśmiechnęła się cwaniacko.Nie wiedziałam co kryje.Nie miałam nawet idei z czego mogła się tak cieszyć.
-Ty też wyglądasz olśniewająco.
-Idziemy??-zapytała cała w skowronkach.
-Tak,tak.-wyszłyśmy z drzwi jednak ja patrzyłam cały czas pod nogi aby się w tych szpilkach nie przewalić mimo tego że miałam chodzenie na obcasach świetnie opanowane.Gdy podniosłam wzrok zobaczyłam chłopaków. Czekaj,czekaj...Chłopaków?!
-Justin!-krzyknęłam ucieszona i za chwilę już dreptałam do niego ja najszybciej.Chłopak uśmiechnął się szeroko i rozłożył ręce do przytulenia.Szybko znalazłam się w jego objęciach.-Tęskniłam!!-mocno przytulałam go za szyję.
-Ja też mała...Do tego stopnia że wsiadłem w samolot no i jestem.-zaśmiał się całując mnie w policzek.Gdy się od siebie oderwaliśmy miałam łzy w oczach jednak musiałam się opanować aby nie popsuć make up'u.Do studia pojechaliśmy dwoma autami ponieważ Biebs miał wynajęty.Przez całą drogę gadaliśmy o jakiś głupotach takich jak to co robiliśmy od naszego pożegnania.-Ślicznie wyglądasz.-powiedział przygryzając jedną wargę kiedy szliśmy korytarzem do pokoju.
-Dzięki...-uśmiechnęłam się słodko.-Prezent od Chrisa.
-Naprawdę??-od razu zrobił się poważny.-Muszę mu powiedzieć żeby nie zarywał do ciebie.-powiedział pewnie a ja zachichotałam.
-Głupi jesteś.-zaśmiałam się głośniej a chłopak od razu na mnie spojrzał i uśmiechnął się triumfalnie.Po chwili znaleźliśmy się w sali gdzie była już Shira,Marisa,menadżer Chrisa i Eris,było także parę osób których nie znałam więc od razu pomyślałam że to jacyś styliści.-Siemka.-uśmiechnęłam się do wszystkich i usiadłam w fotelu.Jedna kobieta spodobała mi się najbardziej.Była dość wysoka,ładnie ubrana i młoda.-Ładny strój.-uśmiechnęłam się patrząc na kobietę a ona podziękowała szeroko się uśmiechając.
-Niezła jest.-szepnął mi na ucho JB.Wiedziałam jednakże on ma całkowicie co innego na myśli niż ja.Spiorunowałam go spojrzeniem i wróciłam do oglądania strojów ludzi.Wszyscy inni po za tą kobietą byli dziwacznie ubrani.Mieli całkowicie nie dopasowane do siebie ciuchy i wyglądali jakby mieli waśnie iść spać.Eris zaczął mi przedstawiać wszystkich po kolei i dowiedziałam się że moja faworytka nazywa się Haylie Duff.
-Jesteś siostrą Hilary Duff??-zapytałam przerywając menadżerowi mojej przyjaciółki.
-Tak.-uśmiechnęła się szeroko.Eris zaczął mówić dalej a ja się cały czas patrzyłam na Haylie.Wydawała się że by dobrze mi się z nią pracowało.Po tym jak kandydaci się wypowiedzieli o stylu jaki by dla mnie proponowali byłam pewna że wybiorę pannę Duff.Po naradzie reszta także przyznała mi rację więc to była już czysta formalność.Zaprosiliśmy kobietę z powrotem do pokoju a reszcie podziękowaliśmy.Nasi menadżerowie omówili z nią kilka spraw a ja w tym czasie wygłupiałam się z JB,RiRi i Chrisem.Gdy już wszystko zostało ustalone RiRi uradowana zabrała głos.
-A teraz...Zapraszam wszystkich na kolację.-powiedziała uradowana a wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać.Piosenkarka się roześmiała i złapała swojego chłopaka za rękę wychodząc z nim.Justin od razu się podniusł i spojrzał na mnie wyciągając dłoń.Uśmiechnęłam się szeroko i po chwili już nas nie było w pokoju.Szliśmy pod rękę cały czas chichocząc.Przed studio było peeełno paparazzi jednak my niczym się nie przejmując doszliśmy do auta i Biebs jako dżentelmen otworzył mi drzwi, cały czas trzymając mnie za dłoń.Sam usiadł na miejscu kierowcy i wyjechał na autostradę.Jak się okazało nie mieliśmy pojęcia do której restauracji mamy jechać.
-Hahahaha...No to pięknie panie kierowco.-zaśmiałam się a piosenkarz był bardzo poważny.Spojrzał na mnie morderczym wzrokiem a ja od razu się uspokoiłam.Chłopak wyciągnął telefon i zadzwonił jak się okazało do Rihanny.Chwile rozmawiali a później na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech.Rozłączył się i podał mi telefon.-Czego się szczerzysz??
-Nic,nic.-powiedział rozbawiony.
-No powiedz...
-Nie.
-Bardzo dobrze,teraz zapomnij abym się do ciebie odezwała.-powiedziałam niby obrażona i założyłam ręce na piersiach a chłopak zjechał samochodem na parking.Byliśmy przed ulubioną restauracją Ri.Szybko wysiadłam z auta i skierowałam się do środka.Justin cały czas się szeroko uśmiechał.Szczerze?Strasznie mnie tym irytował.W środku czekali już wszyscy.Fakt.Długo z JB kręciliśmy na autostradzie,ale nie myślałam że aż tyle to zajęło.Usiadłam naburmuszona przy stole najpierw witając się po raz kolejny z zebranymi.Po chwili do lokalu wszedł także mój przyjaciel.Położyłam jego telefon przy jego talerzu i sama wyjęłam swój.Szybciutko weszłam na instagrama i zobaczyłam zdjęcie RiRi podpisane "Kolacja,wino...Toast za Kat! :* I <3 U @Mufffi" .Uśmiechnęłam się sama do siebie i dodałam komentarz "Też cię kocham!! <3". Justin widząc że się szczerzę przysunął się do mnie zerkając na ekran telefonu.Ja szybko go jednak odłożyłam i odwróciłam wzrok w przeciwną stronę niż jego twarz.
-Czemu się uśmiechasz??-zapytał jednak ja nic nie odpowiedziałam.-No Karli...Nie mów że nadal się złościsz...
-Wiesz co??-spojrzałam na niego mówić szeptem.-Odwal się.-i znów odwróciłam wzrok.
______________________________________________________
Ten jest naprawdę długi :D Dlaczego? Ponieważ nie mam pojęcia kiedy dodam kolejny.Po prostu mam teraz sporo zajęć i nauki więc chciałabym poświęcić troszkę czasu jej :/ Możliwe że kolejny rozdział dodam w niedzielę :) Ale to się jeszcze zobaczy.
Jutro mam trzy sprawdziany więc proszę trzymajcie kciuki za waszą blogerkę bo jeśli pójdzie mi źle to mogę się pożegnać na jakiś długi czas z kompem... -.-"
Liczę na wasze opinie ;) Rozdział może nie jest jakoś ciekawy ale już mam pomysł na następny i muszę przyznać że nieźle się zapowiada ^^ Ale nic nie zdradzę :P
-Patryś
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Rozdział 40 ".-Jedź ze mną..."
***31 sierpnia***
-Ka!-usłyszałam głos Justina.Właśnie pakowałam swoją walizkę ponieważ jutro o 6.30 miałam samolot do mojej kochanej Rihanny.Leciałam wynajętym samolotem przez Biebsa ponieważ on sobie nie wyobraża żebym się gniotła z innymi.Oczywiście kłócił się z Ri kto go wynajmie ale ostatecznie wyszło na Biebera.Gdy byłam w szpitalu moi rodzice nawet nie raczyli do mnie zadzwonić.Któregoś dnia po prostu gdy przy kolacji wywiązała się rozmowa o szkole ja powiedziałam że wyjeżdżam i będę się uczyć prywatnie.Moi rodzice nic sobie z tego nie zrobili i po prostu powiedzieli "jak chcesz...". Zrobiło mi się wtedy cholernie przykro,ale cóż...Do mojego brata się nie odzywałam w ogóle.O wyprowadzce dowiedział się od Holly.A przyjaciele?? Ehmmm....Powiedziałam im któregoś dnia jak ostatni raz wyszliśmy wszyscy razem,całą paczką.Nie dogadywałam się w ogóle z Taylor'em.Więc jemu to wisiało co ze mną będzie.Wszyscy byli smutni z mojej decyzji ale jak się okazało naprawdę przykro było tylko Justinowi i DJ'owi a także trochę dziewczyną.Bieber za każdym razem gdy kogoś powiadamiałam o swojej wyprowadzce miał łzy w oczach.
-Jus!-odwróciłam się napięcie i w drzwiach zobaczyłam mojego przyjaciela opierającego się ramieniem o framugę.Szybko podbiegłam i rzuciłam się mu na szyję.Nie widziałam go dwa dni ponieważ musiał wyjechać do Toronto na jakiś wywiad który oczywiście jako dobra przyjaciółka oglądałam.-Tęskniłam.-wyszeptałam mu do ucha i oplotłam nogami jego biodra.
-Wiesz mała...Ja nie.-zaśmiał się a ja momentalnie od niego się odsunęłam.
-Jesteś okropny...Będę płakać.-udałam że wycieram łzy a po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem.Od dwóch tygodni,czyli od kiedy powiedziałam paczce że się wyprowadzam kontakt ze mną utrzymywał tylko JB i DJ.Przykro mi było że reszta mnie olała jednak przekonałam się komu naprawdę na mnie zależy.Zawiodłam się najbardziej na moim bracie który cały czas był obrażany za to że w szpitalu kazałam mu wyjść.Już nie wrócił...Wiedziałam że już za późno aby wszystko było tak jak wcześniej.Za każdym razem gdy o tym myślałam nie było mi przykro a to wydawało mi się dziwne.Może ja cały czas wiedziałam że tak naprawdę wszyscy mają mnie gdzieś?Poprawka...Prawie wszyscy.
-Gotowa??-zapytał mój przyjaciel siadając na łóżku obok walizki którą właśnie dopakowywałam.
-Hmm...Myślę że tak.-powiedziałam smutno.Dopiero wtedy przyjrzałam się jak JB był ubrany.
-Dzisiaj nocuję u ciebie...Albo ty u mnie.Jutro muszę cię odwieźć rano na samolot więc musimy być razem.-wyszczerzył się szeroko.Spojrzałam na niego pytająco.-Jedziemy do mnie...Przeraża mnie twój brat.-zaśmiał się a ja mu zawtórowałam.
-Czyli możesz już wziąć te dwie walizki.-pokazałam na pakunki stojące pod ścianą.-Tą dopakuję a później jeszcze podręczny i będę gotowa.-powiedziałam znikając w łazience po kosmetyczkę.Usłyszałam jak Bieber schodzi po schodach i sama do siebie się uśmiechnęłam chociaż nie wiem dlaczego.Podobało mi się że chłopak jest cały czas przy mnie,gdy tylko chcę aby przyjechał on wsiada w samochód i jest.Byliśmy tylko przyjaciółmi,nic więcej...Dopakowałam walizkę i była już gotowa.Wzięłam małą walizeczkę jako bagaż podręczny i zaczęłam wkładać do niej najpotrzebniejsze rzeczy.
-Zrobione.-powiedział Bieber rzucając się na moje łóżko.
-Jak ci się nudzi to poszukaj w szafie torby dla Ris'a.-powiedziałam kręcąc się po całym pokoju.
-Mała...Masz ją pod łóżkiem.-zaśmiał się chłopak.
-Skąd ty to wiesz??-spojrzałam na niego pytająco a on się roześmiał.
-Kiedyś Ris tam się schował jak siedzieliśmy oglądając film i jak go wyciągnąłem siedział w torbie.-wytknął mi język a ja wzruszyłam ramionami.
-To weź ją wyjmij,plooosę.-uśmiechnęłam się słodko zapinając walizeczkę.Chłopak wyją to o co go prosiłam i włożył do torby mojego pieska który cały czas leżał na poduszce i nam się przyglądał co chwila wskakując na Biebsa.-Dobra...Mam wszystko.-powiedziałam rozglądając się po prawie pustym pokoju.Wolałam pochować wszystkie pozostałe rzeczy do szafy.-Ah...-westchnęłam i usiadłam zrezygnowana na łóżku.
-Co jest??-spojrzał na mnie mój przyjaciel.
-Nie wiem...Smutno mi ale jednak się cieszę.-powiedziałam patrząc na swoje bransoletki na ręku.
-Zostaniesz??-zapytał z nadzieją.
-Niee...Nie ma szans.-powiedziałam pewnie i wstałam z łóżka.-Trzeba się pożegnać...Chodź ze mną.
-Nie...To twoja rodzina.Idź sama.-podniusł się do pozycji siedzącej a ja posmutniałam.
-Proszę Jussss...Nie dam rady sama tam iść.-powiedziałam tupiąc nóżką jak mała dziewczynka.Bieber zaśmiał się i wstał poprawiając spodnie które jak zwykle spadały mu z tyłka.
-Pięciolatka.-zaśmiał się wychodząc za mną z pokoju.Ja się tylko szeroko uśmiechnęłam.Wszyscy siedzieli w salonie i o czymś zawzięcie rozmawiali.
-Przyszłam się pożegnać ponieważ nie zostaję na noc w domu.-powiedziałam oschle a JB szturchnął mnie w plecy dając mi tym znać abym się milej zachowywała.Moi rodzice wstali z poważnymi minami.-Nie chcę tutaj jakiś głupich scen więc od razu chcę to zakończyć.-zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech.-Będę odwiedzać was...Jednak nie będę mieszkać tutaj nawet jak będę wpadać.Przykro mi że w takich okolicznościach się rozstajemy jednak widocznie tak to miało być.Poradzę sobie więc nie musicie się martwić.-powiedziałam do rodziców.
-Ale jak to nie będziesz tu mieszkać jak będziesz wpadać??-zapytała zszokowana mama.
-Będę przyjeżdżać do Justina...-powiedziałam pewnie.Już rozmawialiśmy na ten temat nawet z Pattie i się zgodziła z wielką chęcią.-Więc nie myślcie że będziecie mnie często widywać.-moi rodzice nic nie powiedzieli.Zaskoczyłam ich tą wiadomością.-Miłosz??-spojrzałam na brata a ten jednak nie raczył podnieść wzroku.-Ja nadal cię kocham jednak wiem że nie będzie tak jak wcześniej...Nawet tak nie chcę.Zawiodłam się...
-Córeczko...
-Nie mów tak na mnie.Jestem Karolina.-przerwałam oschle ojcu.
-Przemyślałaś to??
-Tak.Wiele razy.Brzydzi mnie wasz widok i widok tego domu...Nie chcę tu mieszkać.-powiedziałam a Bieber objął mnie w pasie.Wiedział że ciężko mi to mówić ale jednak mówiłam prawdę.-Żegnajcie.-powiedziałam szybko i pobiegłam do swojego pokoju.Justin wbiegł zaraz za mną i szybko wziął moje walizki.Ja natomiast wzięłam Ris'a i zeszliśmy na dół.Moja mama siedziała na sofie i płakała a mój ojciec ją przytulał.-Pa...-powiedziałam patrząc na nich i wyszłam.Szybko usiadłam w samochodzie Biebsa a on zapakował walizki i ruszyliśmy.
-Co robimy??-zapytałam już przebrana w piżamę składającą się z bokserek i koszulki JB.Leżeliśmy właśnie w jego łóżku i gadaliśmy o tym jak się czułam mówiąc to wszystko rodzicom.
-Ty idziesz spać...Jutro musimy wstać co najmniej o 4.30...
-Chyba sobie śnisz że ja wstanę tak wcześnie.-zaśmiałam się siadając po turecku.
-Nie Karli.Na lotnisku musisz być już o 5.30.Droga trwa jakieś 40 minut...
-Ugh...Nie lubię gdy masz rację.-mruknęłam i się położyłam na plecy.
-A ja lubię.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem i się nade mną nachylił.Wywróciłam teatralnie oczami i wysunęłam się spod niego lądując na rękach na podłodze i zwinnie przekręcając się na nogi.-Wow...-mruknął chłopak a ja się dumnie uśmiechnęłam.
-To co oglądamy??-zapytałam podchodząc do szafki z filmami.
-Idziemy spać Karo...-powiedział spokojnym i kojącym głosem a mnie po ciele przeszły dreszcze.Odwróciłam się i założyłam ręce na biodrach.
-Mówisz jak jakaś matka...-zaśmiałam się wchodząc na czworaka na łóżko.
-A ty zachowujesz się jak pięciolatka.-uśmiechnął się szeroko.Ja wywróciłam znów oczami a ten westchnął.
-Co jest??
-Będzie brakowało mi tego naszego droczenia,dokuczania i w ogóle wszystkiego.-powiedział smutno,leżał na plecach i wpatrywał się w sufit z rękoma włożonymi pod kark.Położyłam się nie pewnie na jego torsie i mocno przytuliłam.
-Też będę tęsknić...Znajdziesz sobie kogoś innego.Lepszego.Kto będzie przy tobie cały czas.
-Ale ja nie chcę nikogo innego!-powiedział oburzony.-Chcę ciebie.Chcę się budzić przy tobie,patrzeć jak się bawisz,wygłupiasz,uśmiechasz.Chcę być twoim wsparciem...
-Koniec.-odsunęłam się od niego kładąc na drugi bok.W rezultacie leżałam do niego plecami a w moich oczach pojawiły się łzy.Sprawiało mi ból to co mówił ponieważ cały czas tego wszystkiego żałowałam.
-Karli,przepraszam...-poczułam jak przytula mnie,jego ręka obejmowała mój brzuch a usta były bliziutko mojego lewego ucha.-Wybaczysz??-w jago głosie dało się dostrzec że naprawdę mu zależy.Odwróciłam się do niego przodem i mocno wtuliłam.
-Wybaczam...-szepnęłam zamykając oczy.-Dobranoc Justin.
-Dobranoc księżniczko.-chłopak pocałował mnie w głowę i wtuleni w siebie zasnęliśmy.
Śniło mi się coś dziwnego.Siedziałam na polanie a z moich rąk leciała krew.Wpatrywałam się w rany na nadgarstkach i głupio uśmiechałam.Było ciemno i wiał wiatr.Po chwili za moje ręce złapała biała postać.Był to chłopak w białym ubraniu z kapturem na głowie.Nie widziałam twarzy,a tak bardzo chciałam to zobaczyć.Tajemnicza postać pocałowała moje nadgarstki i krew znikła,łącznie z ranami.Byłam w totalnym szoku.Gdy uniosłam wzrok zobaczyłem te czekoladowe oczy.Te malinowe,pełne usta.To był on.To Justin.Uśmiechnęłam się szeroko jednak nie śmiało i gdy chciałam dotknąć policzka chłopaka,zjawa zniknęła.Zostałam sama,momentalnie się rozpłakałam i w odbiciu kałuży zobaczyłam że płaczę krwią.Przeraziłam się a zjawa znów powróciła.Jednak nie stała tak blisko mnie.Dzieliły nas jakieś 3 metry.Chłopak uśmiechnął się to mnie słodko i pomachał na pożegnanie.
-Zadzwoń jak wylądujesz...Albo jak wystartujesz...Albo i tu i tam.-właśnie żegnałam się z Justinem na lotnisku.Wokoło było pełno paparazzi i fanek Biebsa.-Obiecaj że o mnie nie zapomnisz.Będziesz dzwonić,przejeżdżać??
-Zadzwonię,będę dzwonić i odwiedzać cię.-powiedziałam rozbawiona zachowaniem przyjaciela.Był bardzo zdenerwowany,sama nie wiedziałam dlaczego.-Obiecaj że też będziesz do mnie przylatywał...
-To chyba raczej oczywiste,mała.Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem przytulając mnie do swojego torsu.Byłam strasznie smutna.Łzy same spływały mi po policzkach a ja nawet nie mogłam ich kontrolować.Justin gdy poczuł że jego koszulka staje się mokra,złapał mnie za policzki i skierował moją twarz tak abym na niego spojrzała.-Nie płacz...Proszę cię tylko nie płacz.-powiedział czule całując mnie w czoło.Ja jednak nie mogłam nic odpowiedzieć.Wtuliłam się w niego od nowa i staliśmy tak w ciszy.Gdy się od siebie oderwaliśmy pożegnałam się z rodzeństwem Biebsa i Pattie.Na koniec znów wtuliłam się z mojego przyjaciela jednak tym razem już oboje nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy płakać.
-Trzymaj się Jus...-wyszeptałam mu do ucha ponieważ chłopak przytulał mnie podnosząc do góry.
-Jak ja mam się trzymać jeśli teraz wszyscy uważają że to ja cię od nich zabrałem??Tylko został DJ i Chris...
-Na pewno tak nie twierdzą...
-Jak to nie??Powiedzieli mi to jak byłaś w szpitalu.-powiedział smutno.
-Słucham?!-byłam w szoku bo nic o tym nie wiedziałam.Nie miałam pojęcia nawet że moi "przyjaciele" byli mnie odwiedzić.-Jedź ze mną...
-Hm??-odsunęliśmy się troszeczkę od siebie.-Na serio chciałabyś mnie tam??
-Oczywiście!Jeszcze pytanie...-uśmiechnęłam się przez łzy co w ogóle nie było łatwe.
-Bardzo bym chciał ale nie mogę.-powiedział smutno znów mnie do siebie przytulając.-Może kiedyś...-szepnął.
-Pasażerów loty 469 do LA prosimy do okienka numer 69.-usłyszeliśmy i oboje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.Oderwaliśmy się od siebie i dalej się śmieliśmy.Justin zaczął ruszać zabawnie brwiami a ja nie mogłam złapać oddechu.
-Dobra muszę już iść.-powiedziałam przez śmiech.
-No tak tak...Do okienka numer 69.-powiedział Biebs.Rzuciłam się mu na szyję i mocno przytuliłam,chłopak odwzajemnił uścisk.Gdy się od niego odsuwałam delikatnie musnęłam jego policzek i szybko się odwróciłam.Nie chciałam na niego patrzeć bo już miałam łzy w oczach a wiedziałam że jak na niego spojrzę to się rozpłaczę.
__________________________________________________________
Tadaaaaam :D Zgodnie z obiecaniem dodaję ;) No i jak?? Podoba się? Mi nawet tak :) Liczę na wasze komentarze i opinie.Dłuuugie opinie.Piszcie to co się wam najbardziej spodobało i co najmniej ;) Możecie pisać cokolwiek, nawet krytykę.Chcę zobaczyć nad czym muszę jeszcze popracować. ;)
Dzięki tym co trzymali za mnie kciuki na teście ;) Jakby co poszło mi naprawdę dobrze :D Dzięki :*
-Patryś
-Ka!-usłyszałam głos Justina.Właśnie pakowałam swoją walizkę ponieważ jutro o 6.30 miałam samolot do mojej kochanej Rihanny.Leciałam wynajętym samolotem przez Biebsa ponieważ on sobie nie wyobraża żebym się gniotła z innymi.Oczywiście kłócił się z Ri kto go wynajmie ale ostatecznie wyszło na Biebera.Gdy byłam w szpitalu moi rodzice nawet nie raczyli do mnie zadzwonić.Któregoś dnia po prostu gdy przy kolacji wywiązała się rozmowa o szkole ja powiedziałam że wyjeżdżam i będę się uczyć prywatnie.Moi rodzice nic sobie z tego nie zrobili i po prostu powiedzieli "jak chcesz...". Zrobiło mi się wtedy cholernie przykro,ale cóż...Do mojego brata się nie odzywałam w ogóle.O wyprowadzce dowiedział się od Holly.A przyjaciele?? Ehmmm....Powiedziałam im któregoś dnia jak ostatni raz wyszliśmy wszyscy razem,całą paczką.Nie dogadywałam się w ogóle z Taylor'em.Więc jemu to wisiało co ze mną będzie.Wszyscy byli smutni z mojej decyzji ale jak się okazało naprawdę przykro było tylko Justinowi i DJ'owi a także trochę dziewczyną.Bieber za każdym razem gdy kogoś powiadamiałam o swojej wyprowadzce miał łzy w oczach.
-Jus!-odwróciłam się napięcie i w drzwiach zobaczyłam mojego przyjaciela opierającego się ramieniem o framugę.Szybko podbiegłam i rzuciłam się mu na szyję.Nie widziałam go dwa dni ponieważ musiał wyjechać do Toronto na jakiś wywiad który oczywiście jako dobra przyjaciółka oglądałam.-Tęskniłam.-wyszeptałam mu do ucha i oplotłam nogami jego biodra.
-Wiesz mała...Ja nie.-zaśmiał się a ja momentalnie od niego się odsunęłam.
-Jesteś okropny...Będę płakać.-udałam że wycieram łzy a po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem.Od dwóch tygodni,czyli od kiedy powiedziałam paczce że się wyprowadzam kontakt ze mną utrzymywał tylko JB i DJ.Przykro mi było że reszta mnie olała jednak przekonałam się komu naprawdę na mnie zależy.Zawiodłam się najbardziej na moim bracie który cały czas był obrażany za to że w szpitalu kazałam mu wyjść.Już nie wrócił...Wiedziałam że już za późno aby wszystko było tak jak wcześniej.Za każdym razem gdy o tym myślałam nie było mi przykro a to wydawało mi się dziwne.Może ja cały czas wiedziałam że tak naprawdę wszyscy mają mnie gdzieś?Poprawka...Prawie wszyscy.
-Gotowa??-zapytał mój przyjaciel siadając na łóżku obok walizki którą właśnie dopakowywałam.
-Hmm...Myślę że tak.-powiedziałam smutno.Dopiero wtedy przyjrzałam się jak JB był ubrany.
-Dzisiaj nocuję u ciebie...Albo ty u mnie.Jutro muszę cię odwieźć rano na samolot więc musimy być razem.-wyszczerzył się szeroko.Spojrzałam na niego pytająco.-Jedziemy do mnie...Przeraża mnie twój brat.-zaśmiał się a ja mu zawtórowałam.
-Czyli możesz już wziąć te dwie walizki.-pokazałam na pakunki stojące pod ścianą.-Tą dopakuję a później jeszcze podręczny i będę gotowa.-powiedziałam znikając w łazience po kosmetyczkę.Usłyszałam jak Bieber schodzi po schodach i sama do siebie się uśmiechnęłam chociaż nie wiem dlaczego.Podobało mi się że chłopak jest cały czas przy mnie,gdy tylko chcę aby przyjechał on wsiada w samochód i jest.Byliśmy tylko przyjaciółmi,nic więcej...Dopakowałam walizkę i była już gotowa.Wzięłam małą walizeczkę jako bagaż podręczny i zaczęłam wkładać do niej najpotrzebniejsze rzeczy.
-Zrobione.-powiedział Bieber rzucając się na moje łóżko.
-Jak ci się nudzi to poszukaj w szafie torby dla Ris'a.-powiedziałam kręcąc się po całym pokoju.
-Mała...Masz ją pod łóżkiem.-zaśmiał się chłopak.
-Skąd ty to wiesz??-spojrzałam na niego pytająco a on się roześmiał.
-Kiedyś Ris tam się schował jak siedzieliśmy oglądając film i jak go wyciągnąłem siedział w torbie.-wytknął mi język a ja wzruszyłam ramionami.
-To weź ją wyjmij,plooosę.-uśmiechnęłam się słodko zapinając walizeczkę.Chłopak wyją to o co go prosiłam i włożył do torby mojego pieska który cały czas leżał na poduszce i nam się przyglądał co chwila wskakując na Biebsa.-Dobra...Mam wszystko.-powiedziałam rozglądając się po prawie pustym pokoju.Wolałam pochować wszystkie pozostałe rzeczy do szafy.-Ah...-westchnęłam i usiadłam zrezygnowana na łóżku.
-Co jest??-spojrzał na mnie mój przyjaciel.
-Nie wiem...Smutno mi ale jednak się cieszę.-powiedziałam patrząc na swoje bransoletki na ręku.
-Zostaniesz??-zapytał z nadzieją.
-Niee...Nie ma szans.-powiedziałam pewnie i wstałam z łóżka.-Trzeba się pożegnać...Chodź ze mną.
-Nie...To twoja rodzina.Idź sama.-podniusł się do pozycji siedzącej a ja posmutniałam.
-Proszę Jussss...Nie dam rady sama tam iść.-powiedziałam tupiąc nóżką jak mała dziewczynka.Bieber zaśmiał się i wstał poprawiając spodnie które jak zwykle spadały mu z tyłka.
-Pięciolatka.-zaśmiał się wychodząc za mną z pokoju.Ja się tylko szeroko uśmiechnęłam.Wszyscy siedzieli w salonie i o czymś zawzięcie rozmawiali.
-Przyszłam się pożegnać ponieważ nie zostaję na noc w domu.-powiedziałam oschle a JB szturchnął mnie w plecy dając mi tym znać abym się milej zachowywała.Moi rodzice wstali z poważnymi minami.-Nie chcę tutaj jakiś głupich scen więc od razu chcę to zakończyć.-zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech.-Będę odwiedzać was...Jednak nie będę mieszkać tutaj nawet jak będę wpadać.Przykro mi że w takich okolicznościach się rozstajemy jednak widocznie tak to miało być.Poradzę sobie więc nie musicie się martwić.-powiedziałam do rodziców.
-Ale jak to nie będziesz tu mieszkać jak będziesz wpadać??-zapytała zszokowana mama.
-Będę przyjeżdżać do Justina...-powiedziałam pewnie.Już rozmawialiśmy na ten temat nawet z Pattie i się zgodziła z wielką chęcią.-Więc nie myślcie że będziecie mnie często widywać.-moi rodzice nic nie powiedzieli.Zaskoczyłam ich tą wiadomością.-Miłosz??-spojrzałam na brata a ten jednak nie raczył podnieść wzroku.-Ja nadal cię kocham jednak wiem że nie będzie tak jak wcześniej...Nawet tak nie chcę.Zawiodłam się...
-Córeczko...
-Nie mów tak na mnie.Jestem Karolina.-przerwałam oschle ojcu.
-Przemyślałaś to??
-Tak.Wiele razy.Brzydzi mnie wasz widok i widok tego domu...Nie chcę tu mieszkać.-powiedziałam a Bieber objął mnie w pasie.Wiedział że ciężko mi to mówić ale jednak mówiłam prawdę.-Żegnajcie.-powiedziałam szybko i pobiegłam do swojego pokoju.Justin wbiegł zaraz za mną i szybko wziął moje walizki.Ja natomiast wzięłam Ris'a i zeszliśmy na dół.Moja mama siedziała na sofie i płakała a mój ojciec ją przytulał.-Pa...-powiedziałam patrząc na nich i wyszłam.Szybko usiadłam w samochodzie Biebsa a on zapakował walizki i ruszyliśmy.
-Co robimy??-zapytałam już przebrana w piżamę składającą się z bokserek i koszulki JB.Leżeliśmy właśnie w jego łóżku i gadaliśmy o tym jak się czułam mówiąc to wszystko rodzicom.
-Ty idziesz spać...Jutro musimy wstać co najmniej o 4.30...
-Chyba sobie śnisz że ja wstanę tak wcześnie.-zaśmiałam się siadając po turecku.
-Nie Karli.Na lotnisku musisz być już o 5.30.Droga trwa jakieś 40 minut...
-Ugh...Nie lubię gdy masz rację.-mruknęłam i się położyłam na plecy.
-A ja lubię.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem i się nade mną nachylił.Wywróciłam teatralnie oczami i wysunęłam się spod niego lądując na rękach na podłodze i zwinnie przekręcając się na nogi.-Wow...-mruknął chłopak a ja się dumnie uśmiechnęłam.
-To co oglądamy??-zapytałam podchodząc do szafki z filmami.
-Idziemy spać Karo...-powiedział spokojnym i kojącym głosem a mnie po ciele przeszły dreszcze.Odwróciłam się i założyłam ręce na biodrach.
-Mówisz jak jakaś matka...-zaśmiałam się wchodząc na czworaka na łóżko.
-A ty zachowujesz się jak pięciolatka.-uśmiechnął się szeroko.Ja wywróciłam znów oczami a ten westchnął.
-Co jest??
-Będzie brakowało mi tego naszego droczenia,dokuczania i w ogóle wszystkiego.-powiedział smutno,leżał na plecach i wpatrywał się w sufit z rękoma włożonymi pod kark.Położyłam się nie pewnie na jego torsie i mocno przytuliłam.
-Też będę tęsknić...Znajdziesz sobie kogoś innego.Lepszego.Kto będzie przy tobie cały czas.
-Ale ja nie chcę nikogo innego!-powiedział oburzony.-Chcę ciebie.Chcę się budzić przy tobie,patrzeć jak się bawisz,wygłupiasz,uśmiechasz.Chcę być twoim wsparciem...
-Koniec.-odsunęłam się od niego kładąc na drugi bok.W rezultacie leżałam do niego plecami a w moich oczach pojawiły się łzy.Sprawiało mi ból to co mówił ponieważ cały czas tego wszystkiego żałowałam.
-Karli,przepraszam...-poczułam jak przytula mnie,jego ręka obejmowała mój brzuch a usta były bliziutko mojego lewego ucha.-Wybaczysz??-w jago głosie dało się dostrzec że naprawdę mu zależy.Odwróciłam się do niego przodem i mocno wtuliłam.
-Wybaczam...-szepnęłam zamykając oczy.-Dobranoc Justin.
-Dobranoc księżniczko.-chłopak pocałował mnie w głowę i wtuleni w siebie zasnęliśmy.
Śniło mi się coś dziwnego.Siedziałam na polanie a z moich rąk leciała krew.Wpatrywałam się w rany na nadgarstkach i głupio uśmiechałam.Było ciemno i wiał wiatr.Po chwili za moje ręce złapała biała postać.Był to chłopak w białym ubraniu z kapturem na głowie.Nie widziałam twarzy,a tak bardzo chciałam to zobaczyć.Tajemnicza postać pocałowała moje nadgarstki i krew znikła,łącznie z ranami.Byłam w totalnym szoku.Gdy uniosłam wzrok zobaczyłem te czekoladowe oczy.Te malinowe,pełne usta.To był on.To Justin.Uśmiechnęłam się szeroko jednak nie śmiało i gdy chciałam dotknąć policzka chłopaka,zjawa zniknęła.Zostałam sama,momentalnie się rozpłakałam i w odbiciu kałuży zobaczyłam że płaczę krwią.Przeraziłam się a zjawa znów powróciła.Jednak nie stała tak blisko mnie.Dzieliły nas jakieś 3 metry.Chłopak uśmiechnął się to mnie słodko i pomachał na pożegnanie.
-Zadzwoń jak wylądujesz...Albo jak wystartujesz...Albo i tu i tam.-właśnie żegnałam się z Justinem na lotnisku.Wokoło było pełno paparazzi i fanek Biebsa.-Obiecaj że o mnie nie zapomnisz.Będziesz dzwonić,przejeżdżać??
-Zadzwonię,będę dzwonić i odwiedzać cię.-powiedziałam rozbawiona zachowaniem przyjaciela.Był bardzo zdenerwowany,sama nie wiedziałam dlaczego.-Obiecaj że też będziesz do mnie przylatywał...
-To chyba raczej oczywiste,mała.Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem przytulając mnie do swojego torsu.Byłam strasznie smutna.Łzy same spływały mi po policzkach a ja nawet nie mogłam ich kontrolować.Justin gdy poczuł że jego koszulka staje się mokra,złapał mnie za policzki i skierował moją twarz tak abym na niego spojrzała.-Nie płacz...Proszę cię tylko nie płacz.-powiedział czule całując mnie w czoło.Ja jednak nie mogłam nic odpowiedzieć.Wtuliłam się w niego od nowa i staliśmy tak w ciszy.Gdy się od siebie oderwaliśmy pożegnałam się z rodzeństwem Biebsa i Pattie.Na koniec znów wtuliłam się z mojego przyjaciela jednak tym razem już oboje nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy płakać.
-Trzymaj się Jus...-wyszeptałam mu do ucha ponieważ chłopak przytulał mnie podnosząc do góry.
-Jak ja mam się trzymać jeśli teraz wszyscy uważają że to ja cię od nich zabrałem??Tylko został DJ i Chris...
-Na pewno tak nie twierdzą...
-Jak to nie??Powiedzieli mi to jak byłaś w szpitalu.-powiedział smutno.
-Słucham?!-byłam w szoku bo nic o tym nie wiedziałam.Nie miałam pojęcia nawet że moi "przyjaciele" byli mnie odwiedzić.-Jedź ze mną...
-Hm??-odsunęliśmy się troszeczkę od siebie.-Na serio chciałabyś mnie tam??
-Oczywiście!Jeszcze pytanie...-uśmiechnęłam się przez łzy co w ogóle nie było łatwe.
-Bardzo bym chciał ale nie mogę.-powiedział smutno znów mnie do siebie przytulając.-Może kiedyś...-szepnął.
-Pasażerów loty 469 do LA prosimy do okienka numer 69.-usłyszeliśmy i oboje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.Oderwaliśmy się od siebie i dalej się śmieliśmy.Justin zaczął ruszać zabawnie brwiami a ja nie mogłam złapać oddechu.
-Dobra muszę już iść.-powiedziałam przez śmiech.
-No tak tak...Do okienka numer 69.-powiedział Biebs.Rzuciłam się mu na szyję i mocno przytuliłam,chłopak odwzajemnił uścisk.Gdy się od niego odsuwałam delikatnie musnęłam jego policzek i szybko się odwróciłam.Nie chciałam na niego patrzeć bo już miałam łzy w oczach a wiedziałam że jak na niego spojrzę to się rozpłaczę.
__________________________________________________________
Tadaaaaam :D Zgodnie z obiecaniem dodaję ;) No i jak?? Podoba się? Mi nawet tak :) Liczę na wasze komentarze i opinie.Dłuuugie opinie.Piszcie to co się wam najbardziej spodobało i co najmniej ;) Możecie pisać cokolwiek, nawet krytykę.Chcę zobaczyć nad czym muszę jeszcze popracować. ;)
Dzięki tym co trzymali za mnie kciuki na teście ;) Jakby co poszło mi naprawdę dobrze :D Dzięki :*
-Patryś
niedziela, 14 kwietnia 2013
Rozdział 39 "-Powiedz że żartujesz..."
Żyletka...Srebrna żyletka z wygrawerowanym imieniem mojego przyjaciela z Rzymu który właśnie od niej zginął.
-Witaj kochana...dawno cię nie widziałam.-uśmiechnęłam się głupio wyjmując przedmiot z czarnego pudełeczka.To była jedyna pamiątka jaka została mi po Mirko.Użyłam ją parę razy ale nie miałam wielkich śladów.Obejrzałam ją dokładnie i przejechałam palcem po imieniu chłopaka.Strasznie mi go brakowało jednak pogodziłam się już że go ze mną nie ma.Podeszłam do zlewu i przejechałam po nadgarstku robiąc małą,płytką rankę.Nie stworzyło mi to bólu więc kontynuowałam,jednak celem było inne miejsce.Nie mogłam przecież posunąć się tak lekkomyślnie i zrobić sobie znaki w widocznych miejscach.Ściągnęłam spódniczkę i weszłam do wanny.Odsłoniłam swoje kości biodrowe i zobaczyłam już zagojone kreski.Było to świeżo po rozstaniu z Justinem.Uśmiechnęłam się do żyletki i przejechałam ją tuż obok starych śladów sprawiając sobie duży ból.Krew zaczęła lecieć dość szybko a mi się to podobało.Zawsze lubiłam widok czerwonego płynu...Oddałam się bólowi fizycznemu zapominając o tym co siedziało w mojej głowie.W pewnym momencie usłyszałam pukanie.
-Karli jesteś tam??
-Odwal się.-syknęłam ponieważ żyletka robiła coraz większy ból.-Zostaw mnie.
-Karo co ty robisz?!-słyszałam w głosie chłopaka lekkie przerażenie.
-Odpieprz się! I tak masz mnie w dupie!-krzyknęłam wkurzona i odłożyłam żyletkę obok wanny.W rezultacie miałam 2 płytkie i krótkie rany i dwie dość gołąbką z których leciało naprawdę dużo krwi.
-Co ty pieprzysz?! Karolina otwórz!
-Nie!
-Wyważę drzwi jeśli nie otworzysz!
-Rób co chcesz...-jęknęłam bo nie miałam już siły.Siedziałam w wannie lodowatej wody zmieszanej z moją krwią.Nie miałam siły na mówienie czegoś więcej ponieważ czułam jak razem z cieczą uchodzi ze mnie siła.Miałam ochotę zamknąć oczy gdy usłyszałam trzask i zobaczyłam blask wpadający ze strony drzwi.
-Boże dziewczyno...Coś ty narobiła??-Justin momentalnie znalazł się przy mnie.-Nie zamykaj oczu...Nie.Karli nie zamykaj.-wyciągnął mnie z wody i zobaczył rany.-Oh...Mała co Ci przyszło do głowy??-powiedział zrezygnowany wyciągając szybko telefon.Rozmawiał z kimś bardzo szybko a ja byłam już na tyle wykończona że moje komórki mózgowe nie mogły nadążyć żeby identyfikować poszczególne słowa.-Proszę nie opuszczaj mnie...-powiedział chłopak próbując jakoś zatamować krwotok.Miał łzy w oczach jednak starał się je opanować.Po chwili czułam jak moje ciało się unosi a dalej nic już nie pamiętam ponieważ moje powieki same opadły...
***4 godziny później...Szpital.***
-Co mówią lekarze??-usłyszałam kobiecy głos jednak nadal byłam tak wykończona że nie mogłam rozpoznać do kogo należał.Czułam że ktoś trzyma moją dłoń.Nie miałam siły otworzyć oczu.Nie mogłam ich otworzyć, były zbyt ciężkie.
-Jest strasznie słaba, mało jadła, ciągły stres a to co zrobiła w ogóle nie pomogło jej zdrowiu.Stan jest stabilny jednak nie wiadomo kiedy się obudzi.-to był Justin...Wszędzie rozpoznałabym jego głos.Słychać było że był smutny i się martwił.
-Będzie dobrze synku...-teraz wiedziałam że była to Pattie.-Ja idę porozmawiać z lekarzem i załatwić wszystkie formalności.Rodzice Karoliny niestety nie mogli przyjechać.-powiedziała smutno.Super...Nawet w takiej sytuacji mnie olali.Po chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają a za chwilę zamykają.
-To moja wina...-usłyszałam szept.-To przeze mnie...Gdybym nie pozwolił ci odejść byłoby wszystko ok.Pozwoliłem na to tylko dlatego abyś była szczęśliwa.Widziałem jak się ze mną męczysz.Chciałem żebyś znalazła sobie kogoś godnego ciebie...Ja nawet nie zasługuję na to abyś obdarzyła mnie spojrzeniem.-czułam jak jego łza spadła na moją dłoń.-Przepraszam księżniczko.Ja naprawdę chciałem dla ciebie jak najlepiej.-pocałował moją dłoń.I wszystko jasne...Dlatego nie protestował kiedy powiedziałam o rozstaniu.Chciał dla mnie dobrze.Jest taki kochany...Spróbowałam otworzyć oczy jednak znów nic.Wkurzyło mnie to.Nawet palcem nie mogłam poruszyć aby dać Justinowi znak że słyszałam.Po prostu tak leżałam i musiałam czekać.
-Co ty jej kurwa zrobiłeś?!-po jakimś czasie usłyszałam krzyk.-To moja siostra debilu!Jak mogłeś jej to zrobić?! To przez ciebie!To wszystko twoja wina!-mój brat...Tylko że nie wiedział iż wina leżała też po jego stronie.Gdyby nie to że przez wakacje u RiRi się ode mnie odsunął było by ok.Mogłabym się mu wygadać ale nie.On wolał miziać się z Hol.
-Weź się zamknij debilu...Ona potrzebuje odpoczynku.-powiedział oschle Bieber.-Z pięściami później.-to zdanie mnie przeraziło.Nie mogli się bić.Nie pozwolę na to.Znów spróbowałam otworzyć oczy jednak po raz kolejny nic z tego.
-Policzę się z tobą,zobaczysz...-syknął mój brat.-A tak wgl jakim prawem ją dotykasz?!
-Takim prawem że to ja ją od was zabrałem kiedy chciała.Takim prawem że to ja byłem przy niej w trudnych chwilach i to mi się wypłakiwała.Takim prawem że pomimo iż była i Rihanny dzwoniłem do niej codziennie,nawet po rozstaniu przy niej byłem.Takim prawem że kiedy to się macałeś z Holly ja przy niej byłem!Kurwa ogarnij się lepiej i pozwól jej odpocząć.-uniósł się JB jednak cały czas mówił szeptem.Byłam mu wdzięczna ponieważ strasznie bolała mnie głowa a dodatkowe krzyki brata tylko to potęgowały.
-Wyjdź stąd.-powiedział mój bart.-Ona cię tu nie chce.-dodał oschle.
-Chyba ci się śni że ją teraz zostawię...Jak się obudzi sama zadecyduje czy mam zostać czy nie.-powiedział pewnie piosenkarz i czułam jego wzrok na sobie.
-Wypieprzaj stąd powiedziałem.-Miłosz miał władczy i trochę przerażający ton głosu.Poczułam jak dłoń która trzymała moją,znika.Przestraszyłam się i z przypływem adrenaliny udało mi się otworzyć oczy.Zobaczyłam jak załamany Bieber staje na palcach a mój brat trzyma go za koszulkę podnosząc do góry.JB nawet nie próbował się bronić jednak ja wiedziałam co może zrobić mu mój brat.
-Z...Zostaw go.-powiedziałam szeptem ledwo wydobywając z siebie głos.-Miłosz wyj...wyjdź stąd.-mówienie sprawiło mi wiele trudu.Chłopacy automatycznie do mnie doskoczyli.Miłosz przy moim drugim zdaniu spojrzał zaskoczony.Był naprawdę w szoku.Odsunął się od łóżka spoglądając zabójczo na Biebera.
-A on??-pokazał brodą na piosenkarza który czule mi się przyglądał.
-Zostaje.-powiedziałam pewnie nie patrząc na żadnego z nich.-Ty się jednak wynoś.-spojrzałam z bólem na brata.Miałam mu za złe że nawet w sytuacji takiej jak ta on robił wyrzuty.Nie chciałam go teraz widzieć.Mój brat wyszedł szybko z sali trzaskając drzwiami.
-Idę po doktora.-powiedział smutno chłopak całując moją dłoń.
-Wrócisz??-chciałam żeby wrócił.Chciałam żeby przy mnie był i wspierał.Chłopak się odwrócił w moją stronę i uśmiechnął pogodnie.Widać było że ucieszyły go moje słowa.
-Wrócę.-powiedział przytakując głową a po chwili już go nie było.Rozejrzałam się po sali i zobaczyłam że jest naprawdę ładna. Na przeciwko łóżka na którym leżałam było pełno kwiatów,pluszaków i balonów a także słodyczy.Uśmiechnęłam się na samą myśl.Po chwili do sali wszedł lekarz a za nim mój przyjaciel.
-Witam panienkę...-powiedział uśmiechając się do mnie.-Jestem Sam.
-Hej Sam.-uśmiechnęłam się szeroko.Mężczyzna był naprawdę młody i przystojny.
-Jak się pani czuje??
-Jaka pani...Jestem Karolina i czuję się słabo.-powiedziałam spoglądając na Justina który siedział na sofie obok.Lekarz zadał parę innych pytań na które grzecznie dopowiadałam a później wyszedł żegnając się ze mną.-Słyszałam wszystko...-powiedziałam smutno nie patrząc na Biebsa.-Wszystko co do mnie mówiłeś.
-Naprawdę??-jego oczy zrobiły się automatycznie wielkie.-Myślałem...
-Słyszałam od kiedy Pattie tu była.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Zapomnijmy o tym.-powiedział zmieszany.
-Ale...
-Nie.Zapomnijmy.-powiedział oschle szybko się podnosząc i kierując w stronę drzwi.Do moich oczu natychmiast napłynęły łzy.Westchnęłam zrezygnowana ponieważ na nic innego mnie nie było stać.Chłopak odwrócił się łapiąc za klamkę by na mnie spojrzeć.Gdy zobaczył że pojedyncza łza spływa mi po policzku szybko do mnie podszedł.-Przepraszam...Karli,przepraszam.Widzisz??Cały czas cię ranię.Ciągle zawodzę.-usiadł na krześle obok łóżka i położył zrezygnowany głowę na moich nogach.-Przeze mnie cierpisz.
-Justin przestań się obwiniać.To wszystko nie twoja wina....Sama tego chciałam.-powiedziałam smutno i niepewnie pogłaskałam chłopaka po głowie.-Jeśli teraz wyjdziesz możesz już nie wracać a wtedy moje złe samopoczucie będzie twoją winą.-powiedziałam pewnie a chłopak podniusł na mnie wzrok.
-Naprawdę chcesz abym został??-w jego oczach były iskierki nadziei.
-Nie...Bredzę przez to że jestem słaba.-powiedziałam sarkastycznie a chłopak posmutniał.-Żartuję!-zaśmiałam się.-Pewnie że chcę abyś przy mnie został.
-Widzę że humorek ci wrócił.-zaśmiał się całując moją dłoń.
-No ba.-wyszczerzyłam się a po chwili do sali wszedł doktor z jakimś wózeczkiem.Od razu się skrzywiłam gdy zobaczyłam na nim jedzenie.
-Nie martw się...Pan Bieber nie pozwolił nam podać naszego normalnego szpitalnianego jedzenia.-powiedział doktor podając mi tacę na której znajdowała się jakaś sałatka,mięso i ziemniaki.Spojrzałam na Justina który zdążył już usiąść wygodnie na sofie.Uśmiechnął się do mnie pogodnie a ja bezgłośnie powiedziałam "dziękuję".-Po zjedzeniu przyniosę ci witaminy.-uśmiechnął się do mnie Sam i po chwili już go nie było.
-Smacznego.-powiedział mój przyjaciel wyciągając telefon.
-Chcesz trochę??-zapytałam wiedząc że sama nie zjem wszystkiego.Chłopak przesiadł się obok mnie patrząc cały czas zatroskanym wzrokiem.
-Dziękuję mała ale ja nie jestem głodny.Mama przyniosła mi jedzenie jak jeszcze spałaś.
-Mhm...-zabrałam się za jedzenie.Byłam naprawdę głodna i zjadałam prawie wszystko.Justin poszedł po lekarza a ja wyciągnęłam mój telefon.Chciałam zobaczyć czy ktoś do mnie napisał albo coś.Jak się okazało na twitterze miałam pełno wiadomości nawet od ludzi których nie znam.Od Belieber,od przyjaciół rodziny.Wszystko to wywołało u mnie uśmiech.Po chwili zobaczyłam na instagramie zdjęcie Justina.Podpisane było "Czekanie aż mała się obudzi...Martwię się księżniczko :*". To wywołało u mnie wielki uśmiech.Polubiłam zdjęcie a później odłożyłam sprzęt na szafkę ponieważ do pokoju wrócił przyjaciel z Samem.Mężczyzna podał mi witaminy i wymienił kroplówkę a później zabrał tacę i wyszedł.-Ile muszę tu siedzieć??
-Po jutrze wyjdziesz...-powiedział smutno Justin.-Wieczorem przyjedzie twoja menadżerka z RiRi.Strasznie się martwią.-powiedział cały czas trzymając mnie za dłoń.
-Od kogo są te wszystkie rzeczy??-zapytałam pokazując brodą na balony i inne zabawki.Justin powędrował wzrokiem na wskazywane przeze mnie miejsce i się delikatnie uśmiechnął.
-Od Belieber,przyjaciół i twoich fanów.-spojrzał na mnie szeroko się uśmiechając.
-Aha...Czekaj.Czekaj.Co?-wytrzeszczyłam oczy.-Ja mam fanów?
-Nooo...Wszyscy już nie mogą się doczekać nowej piosenki.Shila już zrobiła z ciebie gwiazdę to ciekawe co będzie po piosence...-powiedział wesoły a ja na samą myśl o mojej "karierze" posmutniałam.W mojej głowie znów pojawiła się myśl o przeprowadzce....Justin zauważył że posmutniałam.-Hej mała??Co jest??-skierował mój podbródek tak abym na niego patrzyła.
-Wyprowadzam się...-powiedziałam szeptem a po moich policzkach zaczęły spływać łzy.-Na początku września już mnie tu nie będzie.Wyjeżdżam do RiRi.Tam będę miała wytwórnię i Shilę.
-Powiedz że żartujesz...
-Przykro mi Justin.-powiedziałam chowając twarz w dłonie.Rozpłakałam się na dobre.Chłopak przytulił mnie do siebie i głaskał po plecach.
-Cii...Będzie dobrze...-zaczął nucić "Be Alright". Położył się na łóżku ze mną a ja się w niego wtuliłam i byłam tak zmęczona że zasnęłam.Było mi przy nim dobrze, znów czułam się bezpieczna i kochana.Martwił się o mnie a to utwierdzało mnie w przekonaniu że także on nie jest mi obojętny.Byłam na siebie zła że wyskoczyłam z tym rozstaniem.Żałowałam tego.Ale z drugiej strony może lepiej że tak to się potoczyło.Przeprowadzka.Ten argument mnie usprawiedliwiał przed samą sobą.Przez przeprowadzkę i tak byśmy się rozstali.Przecież związki na odległość przeważnie nie mają sensu...Przeważnie.A może nam by się udało??Może nam było dane być razem??Może...Może...Może...
_______________________________________________________
I jak?I jak? Jestem w szoku że napisałam go jeszcze 13-ego kwietnia :O Ale to może dobrze ;) Nie dodałam od razu bo nie chciałam żebyście się szybko nacieszyli :P Postaram się pisać częściej :D Ale nie wiadomo bo zaczynają mi się testy i różne poprawki. :/ Ugh...
Czekam na wasze opinie ;) Mi się rozdział baaaaaaardzo podoba a to dziwne bo nigdy nie jestem zadowolona z moich twórczości :)
Rozdział 40 już na was czeka :D Tak,już go skończyłam ale abym go dodała muszę zobaczyć co najmniej 8 komentarzy :) Wiem,wiem jestem wymagająca ale ostatnio prawie w ogóle nie komentujecie.Wiem że ja też nic nie dodawałam ale teraz nadrabiam i wy też musicie ;P
Jutro mam test z maty i geom więc trzymajcie za mnie kciuki bo jeśli nie pójdzie za dobrze to mogę się pożegnać na jakiś czas z kompem co równa się braku komentarzy.
-Patryś.
-Witaj kochana...dawno cię nie widziałam.-uśmiechnęłam się głupio wyjmując przedmiot z czarnego pudełeczka.To była jedyna pamiątka jaka została mi po Mirko.Użyłam ją parę razy ale nie miałam wielkich śladów.Obejrzałam ją dokładnie i przejechałam palcem po imieniu chłopaka.Strasznie mi go brakowało jednak pogodziłam się już że go ze mną nie ma.Podeszłam do zlewu i przejechałam po nadgarstku robiąc małą,płytką rankę.Nie stworzyło mi to bólu więc kontynuowałam,jednak celem było inne miejsce.Nie mogłam przecież posunąć się tak lekkomyślnie i zrobić sobie znaki w widocznych miejscach.Ściągnęłam spódniczkę i weszłam do wanny.Odsłoniłam swoje kości biodrowe i zobaczyłam już zagojone kreski.Było to świeżo po rozstaniu z Justinem.Uśmiechnęłam się do żyletki i przejechałam ją tuż obok starych śladów sprawiając sobie duży ból.Krew zaczęła lecieć dość szybko a mi się to podobało.Zawsze lubiłam widok czerwonego płynu...Oddałam się bólowi fizycznemu zapominając o tym co siedziało w mojej głowie.W pewnym momencie usłyszałam pukanie.
-Karli jesteś tam??
-Odwal się.-syknęłam ponieważ żyletka robiła coraz większy ból.-Zostaw mnie.
-Karo co ty robisz?!-słyszałam w głosie chłopaka lekkie przerażenie.
-Odpieprz się! I tak masz mnie w dupie!-krzyknęłam wkurzona i odłożyłam żyletkę obok wanny.W rezultacie miałam 2 płytkie i krótkie rany i dwie dość gołąbką z których leciało naprawdę dużo krwi.
-Co ty pieprzysz?! Karolina otwórz!
-Nie!
-Wyważę drzwi jeśli nie otworzysz!
-Rób co chcesz...-jęknęłam bo nie miałam już siły.Siedziałam w wannie lodowatej wody zmieszanej z moją krwią.Nie miałam siły na mówienie czegoś więcej ponieważ czułam jak razem z cieczą uchodzi ze mnie siła.Miałam ochotę zamknąć oczy gdy usłyszałam trzask i zobaczyłam blask wpadający ze strony drzwi.
-Boże dziewczyno...Coś ty narobiła??-Justin momentalnie znalazł się przy mnie.-Nie zamykaj oczu...Nie.Karli nie zamykaj.-wyciągnął mnie z wody i zobaczył rany.-Oh...Mała co Ci przyszło do głowy??-powiedział zrezygnowany wyciągając szybko telefon.Rozmawiał z kimś bardzo szybko a ja byłam już na tyle wykończona że moje komórki mózgowe nie mogły nadążyć żeby identyfikować poszczególne słowa.-Proszę nie opuszczaj mnie...-powiedział chłopak próbując jakoś zatamować krwotok.Miał łzy w oczach jednak starał się je opanować.Po chwili czułam jak moje ciało się unosi a dalej nic już nie pamiętam ponieważ moje powieki same opadły...
***4 godziny później...Szpital.***
-Co mówią lekarze??-usłyszałam kobiecy głos jednak nadal byłam tak wykończona że nie mogłam rozpoznać do kogo należał.Czułam że ktoś trzyma moją dłoń.Nie miałam siły otworzyć oczu.Nie mogłam ich otworzyć, były zbyt ciężkie.
-Jest strasznie słaba, mało jadła, ciągły stres a to co zrobiła w ogóle nie pomogło jej zdrowiu.Stan jest stabilny jednak nie wiadomo kiedy się obudzi.-to był Justin...Wszędzie rozpoznałabym jego głos.Słychać było że był smutny i się martwił.
-Będzie dobrze synku...-teraz wiedziałam że była to Pattie.-Ja idę porozmawiać z lekarzem i załatwić wszystkie formalności.Rodzice Karoliny niestety nie mogli przyjechać.-powiedziała smutno.Super...Nawet w takiej sytuacji mnie olali.Po chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają a za chwilę zamykają.
-To moja wina...-usłyszałam szept.-To przeze mnie...Gdybym nie pozwolił ci odejść byłoby wszystko ok.Pozwoliłem na to tylko dlatego abyś była szczęśliwa.Widziałem jak się ze mną męczysz.Chciałem żebyś znalazła sobie kogoś godnego ciebie...Ja nawet nie zasługuję na to abyś obdarzyła mnie spojrzeniem.-czułam jak jego łza spadła na moją dłoń.-Przepraszam księżniczko.Ja naprawdę chciałem dla ciebie jak najlepiej.-pocałował moją dłoń.I wszystko jasne...Dlatego nie protestował kiedy powiedziałam o rozstaniu.Chciał dla mnie dobrze.Jest taki kochany...Spróbowałam otworzyć oczy jednak znów nic.Wkurzyło mnie to.Nawet palcem nie mogłam poruszyć aby dać Justinowi znak że słyszałam.Po prostu tak leżałam i musiałam czekać.
-Co ty jej kurwa zrobiłeś?!-po jakimś czasie usłyszałam krzyk.-To moja siostra debilu!Jak mogłeś jej to zrobić?! To przez ciebie!To wszystko twoja wina!-mój brat...Tylko że nie wiedział iż wina leżała też po jego stronie.Gdyby nie to że przez wakacje u RiRi się ode mnie odsunął było by ok.Mogłabym się mu wygadać ale nie.On wolał miziać się z Hol.
-Weź się zamknij debilu...Ona potrzebuje odpoczynku.-powiedział oschle Bieber.-Z pięściami później.-to zdanie mnie przeraziło.Nie mogli się bić.Nie pozwolę na to.Znów spróbowałam otworzyć oczy jednak po raz kolejny nic z tego.
-Policzę się z tobą,zobaczysz...-syknął mój brat.-A tak wgl jakim prawem ją dotykasz?!
-Takim prawem że to ja ją od was zabrałem kiedy chciała.Takim prawem że to ja byłem przy niej w trudnych chwilach i to mi się wypłakiwała.Takim prawem że pomimo iż była i Rihanny dzwoniłem do niej codziennie,nawet po rozstaniu przy niej byłem.Takim prawem że kiedy to się macałeś z Holly ja przy niej byłem!Kurwa ogarnij się lepiej i pozwól jej odpocząć.-uniósł się JB jednak cały czas mówił szeptem.Byłam mu wdzięczna ponieważ strasznie bolała mnie głowa a dodatkowe krzyki brata tylko to potęgowały.
-Wyjdź stąd.-powiedział mój bart.-Ona cię tu nie chce.-dodał oschle.
-Chyba ci się śni że ją teraz zostawię...Jak się obudzi sama zadecyduje czy mam zostać czy nie.-powiedział pewnie piosenkarz i czułam jego wzrok na sobie.
-Wypieprzaj stąd powiedziałem.-Miłosz miał władczy i trochę przerażający ton głosu.Poczułam jak dłoń która trzymała moją,znika.Przestraszyłam się i z przypływem adrenaliny udało mi się otworzyć oczy.Zobaczyłam jak załamany Bieber staje na palcach a mój brat trzyma go za koszulkę podnosząc do góry.JB nawet nie próbował się bronić jednak ja wiedziałam co może zrobić mu mój brat.
-Z...Zostaw go.-powiedziałam szeptem ledwo wydobywając z siebie głos.-Miłosz wyj...wyjdź stąd.-mówienie sprawiło mi wiele trudu.Chłopacy automatycznie do mnie doskoczyli.Miłosz przy moim drugim zdaniu spojrzał zaskoczony.Był naprawdę w szoku.Odsunął się od łóżka spoglądając zabójczo na Biebera.
-A on??-pokazał brodą na piosenkarza który czule mi się przyglądał.
-Zostaje.-powiedziałam pewnie nie patrząc na żadnego z nich.-Ty się jednak wynoś.-spojrzałam z bólem na brata.Miałam mu za złe że nawet w sytuacji takiej jak ta on robił wyrzuty.Nie chciałam go teraz widzieć.Mój brat wyszedł szybko z sali trzaskając drzwiami.
-Idę po doktora.-powiedział smutno chłopak całując moją dłoń.
-Wrócisz??-chciałam żeby wrócił.Chciałam żeby przy mnie był i wspierał.Chłopak się odwrócił w moją stronę i uśmiechnął pogodnie.Widać było że ucieszyły go moje słowa.
-Wrócę.-powiedział przytakując głową a po chwili już go nie było.Rozejrzałam się po sali i zobaczyłam że jest naprawdę ładna. Na przeciwko łóżka na którym leżałam było pełno kwiatów,pluszaków i balonów a także słodyczy.Uśmiechnęłam się na samą myśl.Po chwili do sali wszedł lekarz a za nim mój przyjaciel.
-Witam panienkę...-powiedział uśmiechając się do mnie.-Jestem Sam.
-Hej Sam.-uśmiechnęłam się szeroko.Mężczyzna był naprawdę młody i przystojny.
-Jak się pani czuje??
-Jaka pani...Jestem Karolina i czuję się słabo.-powiedziałam spoglądając na Justina który siedział na sofie obok.Lekarz zadał parę innych pytań na które grzecznie dopowiadałam a później wyszedł żegnając się ze mną.-Słyszałam wszystko...-powiedziałam smutno nie patrząc na Biebsa.-Wszystko co do mnie mówiłeś.
-Naprawdę??-jego oczy zrobiły się automatycznie wielkie.-Myślałem...
-Słyszałam od kiedy Pattie tu była.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Zapomnijmy o tym.-powiedział zmieszany.
-Ale...
-Nie.Zapomnijmy.-powiedział oschle szybko się podnosząc i kierując w stronę drzwi.Do moich oczu natychmiast napłynęły łzy.Westchnęłam zrezygnowana ponieważ na nic innego mnie nie było stać.Chłopak odwrócił się łapiąc za klamkę by na mnie spojrzeć.Gdy zobaczył że pojedyncza łza spływa mi po policzku szybko do mnie podszedł.-Przepraszam...Karli,przepraszam.Widzisz??Cały czas cię ranię.Ciągle zawodzę.-usiadł na krześle obok łóżka i położył zrezygnowany głowę na moich nogach.-Przeze mnie cierpisz.
-Justin przestań się obwiniać.To wszystko nie twoja wina....Sama tego chciałam.-powiedziałam smutno i niepewnie pogłaskałam chłopaka po głowie.-Jeśli teraz wyjdziesz możesz już nie wracać a wtedy moje złe samopoczucie będzie twoją winą.-powiedziałam pewnie a chłopak podniusł na mnie wzrok.
-Naprawdę chcesz abym został??-w jego oczach były iskierki nadziei.
-Nie...Bredzę przez to że jestem słaba.-powiedziałam sarkastycznie a chłopak posmutniał.-Żartuję!-zaśmiałam się.-Pewnie że chcę abyś przy mnie został.
-Widzę że humorek ci wrócił.-zaśmiał się całując moją dłoń.
-No ba.-wyszczerzyłam się a po chwili do sali wszedł doktor z jakimś wózeczkiem.Od razu się skrzywiłam gdy zobaczyłam na nim jedzenie.
-Nie martw się...Pan Bieber nie pozwolił nam podać naszego normalnego szpitalnianego jedzenia.-powiedział doktor podając mi tacę na której znajdowała się jakaś sałatka,mięso i ziemniaki.Spojrzałam na Justina który zdążył już usiąść wygodnie na sofie.Uśmiechnął się do mnie pogodnie a ja bezgłośnie powiedziałam "dziękuję".-Po zjedzeniu przyniosę ci witaminy.-uśmiechnął się do mnie Sam i po chwili już go nie było.
-Smacznego.-powiedział mój przyjaciel wyciągając telefon.
-Chcesz trochę??-zapytałam wiedząc że sama nie zjem wszystkiego.Chłopak przesiadł się obok mnie patrząc cały czas zatroskanym wzrokiem.
-Dziękuję mała ale ja nie jestem głodny.Mama przyniosła mi jedzenie jak jeszcze spałaś.
-Mhm...-zabrałam się za jedzenie.Byłam naprawdę głodna i zjadałam prawie wszystko.Justin poszedł po lekarza a ja wyciągnęłam mój telefon.Chciałam zobaczyć czy ktoś do mnie napisał albo coś.Jak się okazało na twitterze miałam pełno wiadomości nawet od ludzi których nie znam.Od Belieber,od przyjaciół rodziny.Wszystko to wywołało u mnie uśmiech.Po chwili zobaczyłam na instagramie zdjęcie Justina.Podpisane było "Czekanie aż mała się obudzi...Martwię się księżniczko :*". To wywołało u mnie wielki uśmiech.Polubiłam zdjęcie a później odłożyłam sprzęt na szafkę ponieważ do pokoju wrócił przyjaciel z Samem.Mężczyzna podał mi witaminy i wymienił kroplówkę a później zabrał tacę i wyszedł.-Ile muszę tu siedzieć??
-Po jutrze wyjdziesz...-powiedział smutno Justin.-Wieczorem przyjedzie twoja menadżerka z RiRi.Strasznie się martwią.-powiedział cały czas trzymając mnie za dłoń.
-Od kogo są te wszystkie rzeczy??-zapytałam pokazując brodą na balony i inne zabawki.Justin powędrował wzrokiem na wskazywane przeze mnie miejsce i się delikatnie uśmiechnął.
-Od Belieber,przyjaciół i twoich fanów.-spojrzał na mnie szeroko się uśmiechając.
-Aha...Czekaj.Czekaj.Co?-wytrzeszczyłam oczy.-Ja mam fanów?
-Nooo...Wszyscy już nie mogą się doczekać nowej piosenki.Shila już zrobiła z ciebie gwiazdę to ciekawe co będzie po piosence...-powiedział wesoły a ja na samą myśl o mojej "karierze" posmutniałam.W mojej głowie znów pojawiła się myśl o przeprowadzce....Justin zauważył że posmutniałam.-Hej mała??Co jest??-skierował mój podbródek tak abym na niego patrzyła.
-Wyprowadzam się...-powiedziałam szeptem a po moich policzkach zaczęły spływać łzy.-Na początku września już mnie tu nie będzie.Wyjeżdżam do RiRi.Tam będę miała wytwórnię i Shilę.
-Powiedz że żartujesz...
-Przykro mi Justin.-powiedziałam chowając twarz w dłonie.Rozpłakałam się na dobre.Chłopak przytulił mnie do siebie i głaskał po plecach.
-Cii...Będzie dobrze...-zaczął nucić "Be Alright". Położył się na łóżku ze mną a ja się w niego wtuliłam i byłam tak zmęczona że zasnęłam.Było mi przy nim dobrze, znów czułam się bezpieczna i kochana.Martwił się o mnie a to utwierdzało mnie w przekonaniu że także on nie jest mi obojętny.Byłam na siebie zła że wyskoczyłam z tym rozstaniem.Żałowałam tego.Ale z drugiej strony może lepiej że tak to się potoczyło.Przeprowadzka.Ten argument mnie usprawiedliwiał przed samą sobą.Przez przeprowadzkę i tak byśmy się rozstali.Przecież związki na odległość przeważnie nie mają sensu...Przeważnie.A może nam by się udało??Może nam było dane być razem??Może...Może...Może...
_______________________________________________________
I jak?I jak? Jestem w szoku że napisałam go jeszcze 13-ego kwietnia :O Ale to może dobrze ;) Nie dodałam od razu bo nie chciałam żebyście się szybko nacieszyli :P Postaram się pisać częściej :D Ale nie wiadomo bo zaczynają mi się testy i różne poprawki. :/ Ugh...
Czekam na wasze opinie ;) Mi się rozdział baaaaaaardzo podoba a to dziwne bo nigdy nie jestem zadowolona z moich twórczości :)
Rozdział 40 już na was czeka :D Tak,już go skończyłam ale abym go dodała muszę zobaczyć co najmniej 8 komentarzy :) Wiem,wiem jestem wymagająca ale ostatnio prawie w ogóle nie komentujecie.Wiem że ja też nic nie dodawałam ale teraz nadrabiam i wy też musicie ;P
Jutro mam test z maty i geom więc trzymajcie za mnie kciuki bo jeśli nie pójdzie za dobrze to mogę się pożegnać na jakiś czas z kompem co równa się braku komentarzy.
-Patryś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)