wtorek, 25 lutego 2014

Rozdzial 35

-Jestes dzis dosc wczesnie...-stwierdza DJ gdy wchodze na sale ktora jest nadal pusta.
-Musialam jechac do Chu...-wywracam oczami siadajac na podlodze przed jego konsola i zaczynam sie rozciagac.
-Rozmawialem z Justinem.-spoglada na mnie nie ufnie jednak ja pozostaje niewzruszona tym faktem.No i co za rozmawial? Tez rozmawiam z wieloma osobami. Wiem jestem dzis troche rozdrazniona ale to przez Chirs'a...Po prostu wkurza mnie juz jego olewawcze podejscie do wszystkiego.
-Aha...-mrucze pod nosem.
-Woooow.-do moich uszu dochodzi jego westchnienie podziwy na co lekko chichocze.-Nie wiedzialem ze tak potrafisz.
-To juz wiesz.-wytykam jezyk podnoszec bardziej twarz w jego strone.Posyla mi lobuzerski usmieszek krecac lekko glowa.
-Wracajac do tematu mlodego...Dzownil do mnie dzis i pytal czy bedziesz. Wieszz...Tak w sumie to mialem cie zagadac zebys nie poszla czasami do pokoju 254 wiec jakbys mogla to udawaj ze tego nie powiedzialem.-skonczyl zaklopotany a ja zasmialam sie lezac juz na brzuchu.
-Jestes niemozliwy Tay...-krece glowa z rozbawieniem.-Tak w ogole to szczerze nie obchodzi mnie o co chodzi. Wczoraj wymigal sie od kolacji tylko dlatego ze niby mial spotkac sie z Scoot'em.-jecze niezadowolona.
-O ktorej ?
-Nie wiem bylo cos okolo 9 no moze 10 wieczorem.-wzruszam ramionani siadajac w pozycji lotosu.
-To nie mozliwe bo bylem wtedy z Scooter'em i Ryan'em na silowni.-mowi zamyslony.
-Nieee...-krece glowa lekko dotknieta faktem iz Bieber mnie oklamal. No co? Czuje to cholerne uklucie w serce i nie za bardzo dobrze mi z tym.
-Przepraszam Cher, nie powinienem ci tego mowic.
-Spokojnie.-biore gleboki wdech.-I tak dzis wyjezdzam wiec to nie ma znaczenia.-jasno daje mu do zrozumienia ze nie chce dyskutowac na zaden temat.
-Cher?!-slysze pisk dziewczyn i gwizdy chlopakow.Jestem skupiona i nawet nie odpowiadam na ich podziw.Tak, jestem wkurwiona. No ale co na to poradze? Juz taka jestem. Mogl przynajmniej nie wymyslac bezsensownych kmalstewek i powiedziec mi prosto w twarz ze nie chce spedzic ze mna czasu.Tay James pokazuje tancerzom zeby lepiej zostawili mnie w spokoju i szczerze mowiac jestem mu za to wdzieczna.Team ustawia sie przed lustrami wykonujac standartowe cwiczenia.Juz naprawde nie moge doczekac sie tego wyjazdu. Fakt ze te swieta spedze w naprawde ciekawym miejscu powoduje u mnie mimowolny usmiech. W jednej chwili na sali pojawia sie pan Wielka Gwiazdka z lobuzerskim usmiechem.
-Ugh...-jecze pod nosem zerkajac porozumiewawczo na DJ'a.Wzrusza tylko ramionami posylajac mi smutne spojrzenie.Krece glowa stajac w pozycji pionowej i wyginajac tylek w strone Bieber'a tak ze czolem dotykam kolan. Nie ze robie to specialnie, nieeeeeee w ogoleeeee.Czujecie ten sarkazm?
-Uuuuu!-slysze za zoba jego jekniecie kiedy stoje juz wyprostowana.Klade rece na biodrach czujac jego oddech na karku.-Jestes taka sexowna.-odgarnia moje wlosy na jedna strone a ja wywracam oczami.
-Ustawcie sie na swoich miejscach!-krzycze odwracajac sie w jego strone jednak patrze po lewo,na tancerzy.-To sie ciebie tez tyczy.-dodaje zerkajac beczelnie w jego oczy.Jest zdezorientowany moim zachowaniem i nawet sie nie rusza.-Zdejmuj w koncu te idiotyczne okulary, jestesmy w oswietlonym pomieszczeniu.-warcze stajac na przeciw calej grupy.Reszta proby jest dosc nerwowa.Ciagle czuje na sobie spojrzenie Justin'a i to ze w ogole sie nie przyklada. Ugh! On doprowadzi mnie do bialej goraczki! Reszta teamu widzac moje sfrustrowanie i zmecznie nie stwarza zadnych problemow. Chlopcy nie wyglupiaja sie zeby mnie powkurzac a dziewczyny nie jecza na zaden z rochow.Jestem im za to wdzieczna bo chyba bym wyszla gdyby jeszcze oni sie dokladali.
-Wesolych swiat,Cherrrrr!!-krzykneli przeciagajac moje imie kiedy wlasnie siegalam po butelke wody z przenosnej zamrazalki.Na mojej twarzy wymalowalo sie zdziwienie i lekki usmiech kiedy zauwazylam przed nimi wielkie pudelko.
-O matko...Nie musieliscie!-krece glowa smiejac sie pogodnie.To najelpsi ludzie z jakimi pracowalam.Widzac miedzy nimi ta wiez i to ze traktujac sie jak rodzina.Podchodze do nich i z kazdym z osobna sie przytulam.
-No otworz!-mowi podekscytowany Ryan ktory nie wiadomo skad sie wzial.Podchodze do pudelka i nie pewnie rozwiazuje kokarde.Tektura sama opada na podloge a moim ocza ukazuje sie wielka ramka z wszystkimi naszymi zdjeciami. Mam lzy w oczach.Dlonie skladam jakby do modlitwy przykladajac je do ust.
-To jest...-patrze na prezent i zdaje sobie sprawy ze nie znam odpowiedniego slowa by to opisac.Podnosze glowe by zobaczyc te wszystkie wspaniale usmiechy.-Dziekuje wam kochani.-podchodze do nich i robimy grupowego misiaka.-Jestescie najelspi.-wycieram lzy kiedy siedze przed ''naszym plakatem''. Podziwiam to przez dlugi czas i nawet nie zauwazam momentu kiedy zostaje sama na sali.Jakas osoba przysiada sie do mnie jednak ja nie mam ochoty nawet patrzec w jej strone.
-Hej...-slysze ten gardlowy szept piosenkarza i mimowolnie przechodza mnie ciarki jednak staram sie tego nie pokazywac.Nie odpowiadam.Niech sie zastanowi nad tym co powie.
-Poszlabys ze mna na chwile do pokoju 254?-pokazuje kciukiem na drzwi usmiechajac sie glupkowato.Wywracam tylko oczami obejmujac swoje zgiete nogi lokciami.
-A po co?-pytam retorycznie.-Chcesz mi naopowiadac wiecej czulych slowek a pozniej po prostu mnie oszukac?-dodaje kolejne pytanie zalotnie przechylajac glowe w jego strone.Widze jego zakpolotanie i mam ochote sie po prostu rozesmiac jednak zlosc bierze gore.-Myslales ze jestem taka glupia?
-Ja..Ja eh ten.-drapie sie po karku z zmieszana mina.-Cher po prostu ja no nie wiedzialem...Ja sie zastanawialem...
-Moze sie ogarniesz i powiesz mi prawde a nie wymyslasz jakies bajeczki na poczekaniu...-warcze odsuwajac sie od niego.
-Ja po prostu sie balem.Nie wiedzialem czy ci sie spodoba miejsce ktore wybralem, to jak zareaguje Scoot i paparazzi..-mowi szybko i ledwo co zdoluje go zrozumiec.
-Wooow...-krece glowa lekko prychajac.-Co za fascynujaca historia...-wywracam oczami wstajac.Zakladam na ramie swoja duza torbe a w druga biore moj piekny prezent.-Wiesz Justin...Nie wiem jak mogles pomyslec ze jestem taka.Spodobaloby mi sie wszystko co bys urzadzil.-ciagle patrze na podloge pomiedzy naszymi stopami.-Wazne ze bylbys tam za mna.-usmiecham sie w jego strone.-To juz i tak nie ma znaczenia...-mowie widzac jego zdezorientowana mine.-Wesolych swiat.-wzruszam ramionami i wychodze zostawiajac go na srodku tamtej sali.To co powiedzialam bylo lekkomyslne!! Widzialam jego zaskoczenie na twarzy. Ciekawa jestem co on sobie pomyslal.
-Co to jest?-pyta Chris ktory ku mojemu zdziwieniu raczyl po mnie przyjechac.
-Nie sadze zeby bylo to tak istotne by zaprzatalo twoj umysl.-wsiadam do samochodu i przez cala droge nie mowie ani slowka.Po co? Bez sensu skoro on i tak wie lepiej.
-Zawiezc cie na lotnisko?-pyta zaklopotany kiedy dopinam swoja walizke. Powinnam wyjezdzac juz 5 minut temu ale jak to ja zawsze mam jeszcze cos do dopakowania.
-Nie dzieki.-warcze obrazona.Wiem ze zachowuje sie jak dzieciak ale zabolala mnie ta sytuacja z wczoraj.
-To jak pojedziesz?
-Ryan mnie zawozi...-wzruszam ramionami przegladajac sie ostatni raz w lustrze.
W tamtym momencie slysze dzownek do drzwi.-Przepraszam...-mowie by przesunal sie z przejscia i zbiegam na dol.W momencie otwarcia drzwi zakapturzony chlopak rzuca sie na mnie zamykajac moje cialo w niedzwiedzim uscisku.
-Nie wyjezdzaaaaaj...-jeczy mi do ucha na co smieje sie pod nosem obejmujac go w pasie swoimi chudymi ramionami.
-Spokojnie to tylko swieta.-wywracam oczami ciagnac go po schodach.
-Na sylwka wracasz?
-Ehm...-marszcze brwi.-No nie.-przygryzam warge.
-Wiesz ze Justin sie wkurza bo nie odbierasz? Chcial przyjechac ze mna.
-Ale go nie wziales prawda?-patrze na niego przestraszona zamykajac swoj pokoj na klucz.Chlopak znosi torbe na dol.
-Pewnie ze nie...Ale jest ze mna Twist i Za.
-Bosko...Teraz to ja nie wiem jak wylece bez waszych jekow.-smieje sie zakladajac trampki juz przy wyjsciu.
-Nie pozegnasz sie ze mna?-pyta Brown wychodzac z salonu.Ryan spoglada na mnie badawczo i przenosi wzrok na drzwi.
-Bede czekal w aucie.-Butler szepcze mi do ucha.-Sieme Chris.-wpadaja w meski uscisk a po chwili wychodzi.Odkladam swoja torebke na szafke patrzac smutno na mojego przyjaciela.Obejmuje swoje cialo ramionami i z zaklopotaniem zakladam jeden kosmyk za ucho.
-Zostan ze mna...W te swieta.-lapie moja dlon przyciagajac do swojego torsu.
-No ejjj ja nie moge...-wzdycham smutno.-Do zobaczenia za jakis czas...-wzruszam ramionami calujac jego policzek.-Wesolych swiat Chris'iak.-patrze smutno w jego oczy delikatnie pocierajac jego twarz.-Wiesz ze cie kocham braciszku?-pytam powaznie.
-Wiem, wiem...-wtula swoja twarz w moja dlon usmiechajac sie lekko i zamyka na chwile oczy.-Ja ciebie tez dzieciaku.-caluje mnie w glowe.-No juz lec...-klepie mnie w tylek odprowadzajac do drzwi.
-Ej! Dziekacka nie klepie sie potylku!-chichocze pod nosem krzyczac przez okno auta.Macha mi tylko ze schodow na co przesylam mu buziaka w powietrzu.Jest mi smutno zostawic go samego...Ale tak juz jest.
__________________________________________________
Przepraszam powiedzialam komus na asku ze rozdzial bedzie duzo wczesniej ale nie dalam rady... Przepraszam ale no kurde.. Mam problemy osobiste i nie mialam w ogole weny. Przepraszam :c Wiem ze spieprzylam ale obiecuje ze juz za jakies 3 rozdzialy bedzie wiecej Cher i Jusa :D
Kocham was!
-Patrys

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdzial 34

Zakladam rece na zebra przenoszac ciezar ciala na jedna noge.Justin i Adam ciagle unikaja mojego wzroku co mnie lekko irytuje.W mojej glowie mam naprawde dziwne scenariusze. Wiem ze aktor nie nalezy do najgrzeczniejszych mimo ze sprawia takie pozory.
-No slucham.-poganiam ich lekko.
-Cher moze lepiej chodzmy juz.-mowi piosenkarz.
-Zapomnij.-prycham patrzac na niego lekko wkurzona.-Teraz to mi ladnie wyspiewacie o co chodzi.
-No bo...-Justin zerka przerazenie na chlopaka obok mnie.
-Sluchaj Cher. Jestes za mala dziewczynka zeby znac nasze sprawy.-glaszcze mnie po glowie usmiechajac sie jak jakas babcia. Tak wiem zajebiste skojarzenie no ale wiecie o co mi chodzi.
-Pierdol sie.-sycze do niego patrzac przymrozonymi oczami.-Nic juz nie chce wiedziec.-krece glowa.-Zawiez mnie do domu.- mowie do Bieber'a kierujac sie w strone wyjscia.
-Wielkie dzieki stary...-slysze jeszcze jak piosenkarz warczy do kumpla i po chwili obejmuje mnie przyciagajac za biodra.
-Nie gniewaj sie.-caluje mnie w szyje a ja staje jak posag. W ogole sie nie ruszam i po prostu patrze przed siebie.Staje przede mna patrzac zdezorientowany. Podnosze na niego swoj pusty wzrok i wymijam idac dalej przed siebie.-Cher!-wyrzuca reke w moja strone jednak ja juz wychodze. Nie mam na niego sily. Jednak przynzaje sie. Gram przed nim zeby sie powkurzal. Tak, lubie jak sie o mnie stara. Jest wtedy taki mega slodki i troskliwy. Gdy wychodze przed budynek czuje mocne szarpniecie za biodra a po chwili zostaje przyciagnieta do ciala Bieber'a.
Jego ramiona oplataja mnie w pasie a brode opiera o moje ramie.-Nie uciekaj mi ,zlosnico.-szepcze mi do ucha.Nic nie odpowiadam. Caluje mnie delikatnie w skron a ja zamykam oczy. Jest mi przy nim tak dobrze. Jestem jednak swiadoma ze tak nie powinno byc. Nie wiem ile tak stoimy, stracilam rachube czasu. Justin'owi najwidoczniej tez to nie przeszkadza.-Poznalem Adam'a kiedy moja byla dziewczyna pracowala u niego w klubie...-szepcze z lekkim zazenowaniem.
-Jedzmy w jekies spokojne miejsce.-usmiecham sie delikatnie widzac ze chce kontynuowac historie.Skina glowa kilka razy a po chwili nadal mnie nie puszczajac otwiera przede mna drzwi.
-Jessica Jarrell...Szczeniece zauroczenie jednak nie moglem o niej nie myslec. Wszystko bylo wspaniale do poki nie zaczela znikac.Na poczatku mowila ze po prostu musi sie duzo uczyc. Pewnej nocy gdy bylem z chlopakami na miescie widzialem jak idzie w naprawde mega skapym stroju w strone jakiejs restaruacji. Razem z Ryan'em pozstanowilismy ja sledzic. Gdy zobaczylem co ona robi poczulem sie zdradzony. Adam wytlumaczyl mi wszystko i faktycznie zdradzala mnie przez okolo trzy tygodnie.-mowi to tak jakby bez uczuc.Przyrko mi poniewaz wlasnie zdalam sobie sprawe ile razy ten chlopak zostal zraniony.
-Przepraszam...-szepcze niesmialo.
-Za co?-patrzy na mnie nie zrozumiale.Wzruszam tylko ramionami i wygladam przez okno.Zdaje sobie sprawe ze jedziemy do mojego domu.
-Czemu wracamy?-patrze lekko zawiedziona.Chcialam z nim jechac na ta kolacje. Malam ochote spedzic milo czas z tym glupkiem.
-Jestes zmeczona a po za tym Scoot napisal ze musi ze mna powaznie porozmawiac.-z robil taka mine jakby mial jechac na obiad do moich rodzicow. Smieje sie zakrywajac usta dlonia a on od razu odwraca twarz w moja strone.-Co?-pyta szczerzac sie w moja strone.
-Nic.Nic.-krece energicznie glowa nadal nie mogac powstrzymac smiechu.
-Noooo Cheeeeerrr...Nie badz taka!-jeczy co mnie jeszcze bardziej rozsmiesza. W tamtym momencie parkuje na moim podjezdzie a ja szybko wyskakuje z auta.Robi to co ja a po chwili przypiera mnie do drzwi pasazera.-Mow mi z czego sie smiejesz.-grozi mi jednak wiem ze robi to na zarty.Zamyka mnie w klatce ze swoich rak przysowajac lekko do mnie swoje cialo.
-Wygladales jakbys mial wlasnie poznac moich rodzicow przedstawiajac im fakt ze jestesmy razem.-wybucham smiechem opierajac czolo o jego ramie.
-A jestesmy?-pyta z zawadiackim usmiechem na co ja powaznieje.Przestaje sie smiac a moje miesnie sie napinaja.
-Nie.Oczywiscie ze nie.-warcze poprawiac sobie torebke i odpycham go lekko od siebie.Patrzy na mnie zdezorientowany. Chce jak najszybciej znalezc sie w domu. Glupio mi teraz. Ja naprawde sama siebie nie rozumiem.
-Cher!-krzyczy za mna.
-Dobranoc,Justin!-zamykam za soba drzwi i biore gleboki oddech.Gdy podnosze wzrok na schodach na przeciwko mnie widze Brown'a z zalozonymi rekoma na klacie.
-Co to mialo byc?-pyta wkurzony.-Cher co ty do cholery wyprawiasz?! Zachowujesz sie jak nie ty!
-Nie drzyj sie na mnie,kurwa!-wyrzucam rece w powietrze.-Ja chce stad wyjechac...Jak najszybciej.-po moich policzkach splywaja lzy.
Chowam twarz w dlonie a pozniej przeczesuje swoje wlosy.
-Chodz tu do mnie,maluchu.-przyciaga mnie za talie mocno obejmujac.Wtulam sie w niego jak w jakiegos pluszowego misia na co lekko sie usmiecha.-Bedzie dobrze.-szepcze mi do ucha biorac mnie na reca. Jak ja uwielbiam gdy on mnie nosi. Jest moim starszym braciszkiem.-Czas sie pakowac.-mowi smutno siadajac na lozku kiedy ja podchodze do garderoby.Wyjmuje swoja duza walizke i torbe na podreczny. Zanosze do pokoju i klade na podlodze. W nawyku mamy tak ze ja wyrzucam w strone Chris'a ciuchy ktore mam zabrac a on je sklada i pakuje.
-Chris'iuuuuuu...-przeciagam zdrobniale opierajac sie o framuge drzwi.
-Hm?-sklada wlasnie jakies moje rurki.Bawie sie swoja fioletowa bokserka skladajac ja i rozkladajac.-Mow natychmiast.-szczerzy sie szeroko.
-Co bys powiedzial gdys jutro musial mnie zawiezc rano do Chu?-wiem ze moj przyjaciel nie nalezy do rannych ptaszkow dlatego juz sobie wyobrazam jego reakcje.
-Tak o 11?
-Ehm... O 6:45 musimy wyjechac z domu.-mowie wszystko na jednym tchu a jego oczy z kazdym moim slowem robia sie ogromne.
-Chyba cie kurwa pojebalo!-krzyczy rozesmiany.
-No Chriiiiisss....-tupie nogami niczym mala dziewczynka.
-Zapomnij...-kreci glowa,chyba jest jednak wkurzony.
-To jak ja kurwa tam pojade?! Wiesz ze o 7 nie ma zadnych autobusow! Do przystanka mam 20 minut samochodem!!! A taksowki tu nie jezdzaaaaa!
-To zadzon po Miley.-lypie na mnie wrogo.-Albo Bieber'ka.
-Pierdol sie...-sycze wrzucajac ostatnia czesc garderoby i zamykam noga walizke.Staje nad nim z bezczelna mina.-Super ze dotrzymujesz obietnicy.-skinam glowa marszczac oczy. Pamietam jak kiedys Chrs przysiagal mi ze zawsze bedzie pomagal. Najzabawniejsze ze gdy chcialam isc na prawko mowil ze to bez sensu bo przeciez mam go i zawsze bedzie mnie wozil.
-Cher nie wkurzaj sie..-kreci glowa.
-Wyjdz...Chce zostac sama.-pokazuje na drzwi patrzac smutno w jego oczy.Wstaje, trocaja mnie z bara i zatrzaskuje za soba drzwi. W momencie kiedy moj telefon zaczyna dzwonic wywracam oczami. Na ekranie pokazuje mi sie nieznajomy numer.-Tak slucham?
-To ja Adam...-slysze niepewnosc w glosie starego przyjaciela.
-Co?-warcze lekko.Nie dlatego ze jestem zla, ale dlatego ze jestem zmeczona a ktos nadal mi przeszkadza.
-Dzwonil Justin. Mowil ze ci wszystko wytlumaczyl a ja chcialem przeprosic.Obiecalem kiedys Bieber'owi ze ta akcja sie nie wyda. Ona go tak upokorzyla a ja nie mialem pojacia ze Jessica kogos ma. Mam swoje zasady i zatrudniajac jakas nowa lale musze wiedziec ze jest wolna. Nie chce sie pieprzyc z ich fagasami.
-Adam nie tlumacz sie...Dobry z ciebie kumpel i ja o tym doskonale wiem.-usmiecham sie pod nosem.
-Nie jestes zla?-pyta spokojniej.
-Nieee...-krece glowa mimo iz wiem ze tego nie widzi.
-To juz nie przeszkadzam. Dobranoc.-zegna sie nie czekajac nawet na moje 'pa'. Wzruszam ramionami i siegam po laptopa.Wchodze na skype i wybieram ikonke mojej kochanej Nicki. Odbiera od razu z ogromnym usmiechem na twarzy.
-Skarbie!!-krzyczy klaszczac w rece a ja sie smieje.Rozmawiamy najpierw o jej kilku koncertach a ja wciaz udaje ze u mnie jest wspaniale.-Mow co jest nie tak.-mowi powaznie.
-Ni , naprawde nic sie nie stalo.-krece glowa bawiac sie poduszka.
-Mhmmmmm.-wypina usta.-Jasne, jasne.-skina glowa.
-No dobra...-wywracam oczami. Opowiadam jej co sie stalo mniedzy mna a Bieber'em, o calej akcji z Adam'em ktorego Minaj tez dobrze zna, o ty jak sie poklocilam z Chris'em i o tym ze brakuje mi Miley.
-No nie...-kreci glowa masujac palcem lewa skron.-Bieber cie wykonczy...
-Ahaaaa....Moglas lepiej powiedziec cos w stylu 'Spokojnie skarbie, wszystko sie ulozy a z Bieber'em sie dogadasz.'.-nasladuje jej glos wymachujac rekoma.
-Eeeejjj!! Ja tak nie mowie!-piszczy niezadowolona.
-Ja pierdole Nicki...-smieje sie.-Ja tu mam problemy a ty mi o swoim glosie gadasz.
-Teeeeezzz cie kocham!- robi slodka mine.Przesylam jej buziaka i klade sie wygodniej na lozku.Nicki wypowiada sie na temat moich problemow i podsowa wszystkie mozliwe opcje.-Sluchaj kociaku, idz lepiej spac bo widac jak ci sie oczy zamykaja.-smieje sie pod nosem.
-Masz racje... Jutro wieczorem mam lot...
-Gdzie tym razem?-pyta z nadzieja ze wyjawie tajemnice.
-Dobranoooc kochana!-macham jej a ona wzdycha gleboko na moja zmiane tematu
-Kocham cie szkerbie.-rozlaczam rozmowe i zamykam laptopa.Przez cala noc spie bez zadnych zarzutow. Dopiero gdzies o 4 nad ranem czuje jak moje lozko sie ugina.Troche sie boje. To na bank nie Chris. Boje sie...
_____________________________________________
Jak myslicie kto to?
Przepraszam za tak dlugie opuznienie jednak nie mialam weny ani czasu... Kocham was i jeszcze raz przepraszam!
-Patrys

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdzial 33

-Scooty.-mowie zdrobniale wychylajac lekko glowe zza drzwi.Moj przyjaciel siedzi za duzym, drewanianym biurkiem przegladajac jakies papiery.
-Tak?-usmiecha sie lekko podnoszac na mnie wzrok.Wslizguje sie do srodka i klade torbe na fotelu.Siadam jak zwykle na biurku i usmiecham sie slodziutko.-Co knujesz?
-Wieszzz... Moze jednak moglbys mi powiedziec do kiedy mamy przerwe?-usmiecham sie lekko.Za nic nie chce zdradzic kiedy mamy wrocic do roboty co mnie troche wkurza.
-A mozzzze jednak nie?-smieje sie pod nosem.
-No weeeez...-jecze zdesperowana.Wywracam oczami a on kreci rozbawiony glowa.
-To ma byc niespodzianka.-opiera sie wygodnie na fotelu.-Powiedz lepiej czy masz juz choreografie dla Chu?
-Oczywiscie...Wczoraj skonczylam.-szczerze sie dumnie. Po chwili do pokoju wchodzi Bieber z sposzczona glowa i ciagle gada cos pod nosem.Wylapuje tylko swoje imie.Gdy podnosi wzrok i mnie zauwaza lekko sie rumini robiac zaskoczona mine.
 -Yhm...-poprawia sobie wlosy.-Co ty tu robisz?-patrzy to na mnie to na Scoot'a.-Myslalem...Myslalem ze wyszlas?-pokazuje kciukiem na drzwi. Razem z menagerem wpadamy w glosny smiech. Jego zaklopotanie jest rozwalajace.
-Wlasnie wychodze.-zeskakuje z biurka, przelotnie caluje starego przyjaciela w policzek i siegajac po torbe wychodze przez jeszcze otwarte drzwi.Nie wiem czemu ale ostatnio tone coraz czesciej w tych czekoladowych teczowkach Biebsa. Ugh. Krece glowa zakladajac okulary na nos. Musze sie ogarnac. Z typowym lobuzerskich usmiechem na ustach wychodze z studia. Od jakiegos czasu jest tu ciagle masa paparazzi. A tak w ogole to dowiedzialam sie z neta ze mam romans z Scooter'em i dlatego mam prace u Justina. No blaaaagam was! Na serio az na taka suke wygladam?
-Cher opowiedz nam o swoim zwiazku z Tyga!
-Odwroc sie tutaj!
-Co z Gomez i Bieberem?!
-To prawda o tobie i Brown'ie?!
-Zdecydowalas sie na prace przy ''Step Up 2'' ?!- krzycza z kazdej strony a ja tak po prostu bez wzruszenia ide  do auta Chrisa zaparkowanego troche dalej. Ochrona pomaga mi sie przecisnac przez tlum a kiedy wsiadam do auta po prostu sie odwracam i usmiecham zawadiacko.
-Kocham moich fanow!-szczerze se szeroko przesylajac calusa. Chris smieje sie ze mnie i odjerzdza z piskiem opon kiedy zamykam juz drzwi. -Oooooh...-wzdycham gleboko.-To byl dzien.Chichocze pod nosem.Podczas powrotu do domu opowiadam cale zdarzenie z przed paru godzin. Brown ma niezly ubaw. Wcale mu sie nie dziwie bo mam to do siebie iz opowiadam w dosc zabawny sposob. Strasznie gestykuluje i robie miny. No ale co ja na to poradze? Lubie pokazywac w takich momentach emocje.-Nie smiej se ze mnie!-piszcze juz na koniec i wywracam oczami.Czesto sie przez niego frustruje ale to normalne.
-No nie fochaj sie, kochana.-podszczypuje mnie w bok smiejac sie zlosliwie.
-Dupek.-sycze wybuchajac smiechem i siegam po telefon. Wybieram odpowiedni numer rezysera filmu w ktorym jestem zatrudniona i przykladam uzadzenie do ucha.
-Tak sie ciesze ze do mnie dzownisz!-slysze entuzjazm Chu.
-Czeeeeeesc...-przeciagam rozbawiona.-To co?  Jutro o 7.00?-pytam ochoczo.
-O ktorej?!-mam kojeny napad smiechu kiedy slysze jego reakcje.
-No co?-wywracam oczami mimo iz wiem ze tego nie widzi.- Na 8.00 mam do studia wiec jedyne co to 7.00.
-Ale...Nie mozemy po poludniu?-pyta lekko zawidziony.
-Wieczorem musze przygotowac walizki...-zerkam jednym okiem na Browna i widze jak zaciska szczeke.
-Ah... Dobra. Dla CIEBIE zrobie wyjatek....Ale to ty masz byc o 7.00 w moim apartamencie. I ani minuty wczesniej.-mowi lekko zbolalym ale i powaznym tonem a potem rozlacza rozmowe.Chichocze pod nosem chowajac telefon do kieszeni.
-To co?-jego ton jest taki obcy i oschly.-Powiesz gdzie w razie czego mam cie szukac?
-Chrs,daj spokoj. Co roku to samo.-warcze wygladajac przez okno.-Nie powiem ci gdzie jade wiec sie zamknij i koniec tego tematu.-po moim policzku splywa smutna lza ktorej nie scieram.
Kiedy dojezdzamy przed wille na podjezdzie widze auto Biebera i kiedy z niego wychodze jego wlasciciel zdejmuje swoje okulary. Chichocze slodko pod nosem wypinajac sie w jego strone tylkiem i siegam jeszcze po torebke. Nieeeeeee, nie robie tego specjalnie. No co wy ! Hahaha. Lubie kusic. Podchodze do Justina stajac po miedzy jego nogami. -Co pan tu robi, panie Bieber?
-Przyjechalem zabrac pania na kolacje, pani Lloyd.-lapie za moje biodra.
-Hmmm... Kolacja tak?-niby sie zastanawiam a pozniej zucam torebke na tylnie siedzenie.-Czemu nie.-usmiecham sie radosnie. Szybkim i zgrabnym krokiem okrazam auto i bez otwierania drzwi podciagam sie na rekach a potem wsuwam zwinnie nogi.Patrzy na mnie lobuzersko i zamyka swoje drzwi.-Wieeeec?-pytam wymownie.-Gdzie mnie zabierasz?
-W jedno fajne miejsce.-mowi tajemniczo. Podczas drogi ciagle chlopak spiewa piosenki Beyoncè. To byl taki szok gdy znalazlam w schowku wszystkie jej plyty. Czujecie ten sarkazm?
-Dobra, dobra, dobra. STOP.-smieje sie z jego glupich min u ruchow. Trzymam sie za brzuch a lzy leca mi po policzkach.- No moj maaaaake-uppppp!!.-jecze nie zadowlona i siegam po torbke.Wyjmuje lustereczko i ostatecznie dziekuje Bogu ze dzis rano pomalowalam sie wodoodpornymi kosmetykami. Dziekuje!
-Slicznie wygladasz.-szepcze niesmialo sciszajac lekko radio.Zerkam w jego strone wybuchajac lekkim smiechem ktory od razu w sobie tlumie.
-Jasne.-marszcze nos.
-Jestesmy.-parkuje przed jakas knajpka. Jak dobrze... Mam ochote na zwykle zarcie nie jakies drogie i wystawne restaruacje.Usmiecham sie szeroko i wychodze z auta. Chlopak gdy staje obok mnie patrzy na moja twarz.-Jestes na mnie zla?-pyta niepewnie robiac minke zbitego psiaka.
-Hmm.?-przenosze na niego wzrok.-Nie...-usmiecham sie slodko.
-I tak musimy pogadac powaznie ale to pozniej.-robi krok do przodu w strone wejscia a potem wyciaga do mnie reke.-No chodz.-poszcza mi oczko. Prosze w duchu zebym sie nie rumienila.Sposzczam lekko glowe wsowajac swoja reke w jego. Gdy wchodzimy do srodka widze iz jest to przytulna knajpka taka jak w mlodziezowych filmach. Jednak Justin nie zatrzymuje sie przy ladze.Wchodzi do kuchni i usmiecha sie do dosc mlodego kucharza skinajac do niego reka. Ten odmachuje mu nozem w pogodny sposob, dosc specyficzne powitanie nie sadzicie? Mi natomiast puszcza oczko. Stawieam ze to jakis francuz. Ten charakterystyczny wasik.JB popycha jakies duze drzwi jakby od chlodni jednak ku mojemu zdziwieniu przechodzimy do ogromnego korytarza. Jestem w lekkim szoku. No co? Wy nie bylibyscie? Idziemy dalej do konca i schodzimy po jakis schodach do podziemi. Otwieram szeroko oczy kiedy widze impreze, ludzi rzucajacych pieniedzmi i nikt nie stoi sam. Tyle ze mi sie tu nie podoba... Jestem w klubie ze striptizem! Ugh...Patrze sceptycznie na mojego towarzysza i robie grymas na moich ustach.Wybucha smiechem i kreci glowa.
-Musimy tylko wstapic do mojego kolegi.-krzyczy mi do ucha przez glosna muzyke.Przyciaga mnie lekko do siebie lapiac za bok.Obejmuje go w talii i chowam twarz w jego szyi. Nie chce na to patrzec. Po prostu zle sie czuje w takich miejscach. Bieber wyciaga telefon i szybko cos pisze.
Z tlumu wylania sie postac chlopaka ktorego juz gdzies widzialam.
-Adam?!-piszcze rzucajac sie na szyje koledze z ktorym znam sie od piaskownicy.
-Cher?!-jego oczy robia sie ogromne. Sciska mnie mocno calujac po policzkach i czole. Smieje sie glosno.
-Przestan debilu!-wycieram twarz udajac obrzydzenie.Patrzy na mnie smutno a po chwili oboje wybuchamy smiechem.Zawsze tak robilsmy. Adam kiedys mieszkal w domu na przeciwko a jego mama byla przyjaciolka mojej. Jednak po mojej ''ucieczce'' zerwalismy kontakt.
-Bosh!-wyrzuca rece w moja strone.-Jaka z ciebie laska.-okreca mnie patrzac na cale moje cialo a ja robie sexi poze.-Moja mala,sisa.-przyciaga mnie jeszcze raz mozno sciskajac.Kladzie brode na czubku mojej glowy i usmiecha sie szeroko.
-Ehm...-slyszymy odchrzakniecie Justina i od razu odwrywamy sie od siebie.-Wy sie znacie?
-To moj brat.
-To moja siostra.-mowimy w tym samym momencie pokazujac na siebie rekoma. Bieber robi zdeorientowana mine a my spogladajac na siebie wybuchamy smiechem.
-To znaczy znamy sie od pieluch i..
-Jestesmy dla siebie jak rodzenstwo.-konczy dumnie wypinajac klate Sevani.
-A wy skad sie znacie?-pytam pokazujac na obu palcem. Robia lekko wystraszone miny i patrza po sobie nie pewnie.
-Wieeeszz...-Justin drapie sie po karku a Adam patrzy w buty. Ahaaaa...Moge juz sobie wyobrazic jakies klopoty.
_______________________________________________________
No i jest. W ostatnim momencie xD
Przepraszam za przerwe ale wine zwalam na swojego chlopaka!! xD
Jak myslicie Adam wniesie jakies zamieszanie? O co chodzi z tym klubem i minami chlopakow?
Mam nadzieje ze sie spodobal.
Love Ya!
-Patrys

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdzial 32

Nastepny tydzien minal spokojnie. Okazalo sie iz Scoot kazal mi przyjechac wczesniej zeby pogadac odnosnie trasy. Zapytal czy chce jechac i o moj udziale przy ''Step up 2''.Cieszyl sie w przeciwienstwie do pana Biebera. Gomez ciagle mu jeczala ze ona nie chce abym ja rowniez uczestniczyla przy koncertach. O matko...Jak ona mnie wkurwia. Zachowuje sie coraz gorzej.Jest coraz bardziej zorkapryszona i zarozumiala.W niedziele caly dzien bylam z Chrisem w studio tak po prostu zeby towarzyszyc mu przy pisaniu nowego kawalka.Poniedzialkowy poranek byl mega nudny. Lezalam caly czas w lozku i czytalam ksiazke. Wylaczylam telefon bo chcialam zostac sama. Zatopic sie w lekturze i tyle. Rowno o 16 przyszedl po mnie Chris by zawiezc mnie do studia. Wiec w mgnieniu oka bylam gotowa.
-O ktorej mam przyjechac?-pyta po raz chyba milionowy moj przyjaciel.
-Mowilam ci ze masz nie przyjezdzac.-odpowiadam troche podirytowana jego calkowitym nie sluchaniem.
-Ah tak...Racja.-posyla mi przepraszajace spojrzenie i parkuje przed wejsciem.-Jak cos to dzwon.
-Jasne.-wywracam oczami i caluje go w policzek a pozniej szybciutko wyskakuje z auta.Wjezdzajac na gore w windzie wpadam na Ryan'a.
-Witam sliczna.-lapie mnie za bok i przyciaga do siebie a potem caluje w skron.Chichocze mimowolnie i lekko sie w niego wtulam.
-No heeeej...-przeciagam slodko i poprawiam swoje wlosy gdy sie od siebie odsowamy.
-Ostrzegam ze Gomez jest.-jeczy pod nosem spogladajac z niezadowoleniem w moja strone.
-Spokojnie,tylko spokojnie.-szepcze do siebie nabierajac powietrza do ploc a pozniej ze swistem je wypuszczam. Chlopak smieje sie pod nosem a ja posylam mu zimne spojrzenie.
-Tak w ogole to slicznie wygladasz.-chowa rece do kieszeni pozwalajac kciukom wystawac i patrzy w podloge.
-Ojej.-spojgladam lekko po sobie.-Dziekuje.-mowie to kiedy akurat winda sie zatrzymuje na wlasciwym pietrze jednak gdy sie odwracam widze ze chlopak nadal tam stoi.-Nie idziesz?
-Nie...-kreci glowa.-Odpuszcze sobie ta przyjemniosc z Gomez.-smieje sie.
-Spadaj...-krece glowa i kieruje sie do odpowiednich drzwi bez pukania je otwieram. Od razu tego zaluje. Na stole lezy naga juz Selinka a nad nia jakis chlopak. Zazkoczeniem jest iz to nie Justin.Nie wiem co powiedziec. Wybucham po prostu glosnym smiechem.
-O matko...-brunetka siega po koszule jej towarzysza i zekrywa sie lekko.
-Ja pierdole...-znow wybucham glosnym smiechem.-Ale patologia!-nie potrafie przestac. Wiem ze powinnam raczej sie smucic ze skrzywdzila JB ale nie potrafie. Ta cala sytuacja mnie po prostu rozwala.
-Wypierdalaj stad suko! I nikomu ani slowa bo mnie popamietasz!! Dziwko zajebana!-wypycha mnie z pokoju i zamyka drzwi na klucz.
-Dziwka...-sycze wsciekla , mam ochote wywalic te drzwi i przyjebac jej w ta pusta morde. Po chwili na korytarzu pojawia sie Scoot z Bieber'em. No to bedzie ciekawie... Usmiecham sie pod nosem krecac glowa.
-Czesc.-mowia jednoczesnie a moj usmiech powieksza sie troche.Spogladam na piosenkarza i wiem ze w moich oczach widac wspolczucie.
-Czemu nie weszlas?-pyta jego menager a ja patrze lekko spanikowana na drzwi. Mimo ze wczesniej bylo mi do smiechu to teraz szkoda mi tego jak poczuje sie Justin.
-Ehm....Ja..-spogladam na drzwi a potem na chlopaka.-Sluchaj, mimo wszystko bardzo mi przykro.-robie krok w bok uwalniajac przejscie do otwarcia pokoju.Bieber spoglada na mnie zdezorientowany a potem probuje otowarzyc je.
-Co jest?-marszczy brwi.-Kto tam jest?-widzac ze nie chce odpowiedziec zaczyna walic w drzwi.-Otwierac!-krzyczy a ja czuje sie glupio.Jest mi wstyd.Chociaz sama nie wiem dlaczego skoro to nie ja go zdradzilam.Zerka na mnie z furia w oczach a potem odsowa sie do drzwi i wywaza je noga. Jestem w szoku. Gomez nawet nie pofaygowala sie by skonczyc swoj sex na stole. Koles posowa ja a ta jeczy i piszczy. Bosh! Co za suka. Gdy zauwaza Biebera odpycha tego swojego chloptasia i szybko sie ubiera.
-Justin to nie tak.-mowi podchodzac do chlopaka.
-Nie?!-krzyczy wyrzucajac rece w powietrze.-A niby kurwa jak?!-wrzeszczy.-No mow!-krzyczy gdy brunetka mu nie odpowiada.-To nie tak ze pierdolilas sie z swoim tancerzem!? No to ciekawe jak?!-widze jak zaciska szczeke.
-Justin ja...Ja naprawde nie wiem jak to sie stalo...-po jej polikach splywaja slone lzy.Scoot przyglada sie swojemu podopiecznemu i widze wscieklosc w jego oczach w stosunkach do Gomez.
-To ja ci powiem jak...-syczy podchodzac do niej blizej.-Jestes zwykla dziwka...Za pierwszym razem jak pierdolilas sie po katach z Mahone ci wybaczylem...Za drugim z Simson'em udawalem ze nie wiem ale teraz przegielas. Jestes zwykla suka!-widze agresje w jego ruchach.-Brzydze sie toba...-warczy jej do ucha a potem odwraca sie napiecie i wychodzi na korytarz. Biegnie na schody a potem znika na gorze.
-Wypierdalajcie.-Scooter ma wladczy glos i reka wskazuje kierunek windy.-No juz!-krzyczy kiedy zadne z dwojki sie nie rusza.Lekko podskakuje bo nie widzialam zeby moj kolega byl loedys tak zdenerwowany.-Pojde do niego.-mowi do mnie silac sie na spokojniejszy glos ale nie za bardzo mu to wychodzi. To nic... Rozumiem go.
-Moze ja to zrobie?-proponuje usmiechajac sie delikatnie. Nie mam pojecia skad wzielam ten pomysl ale w tym momencie moja buzia sama zaczela mowic. Spoglada na mnie zaskoczony.
-Sk...Skoro chcesz.-wzrusza ramionami.Posylam mu usmiech zapewnienia i udaje sie w strone schodow.Stawiam ze pobiegl na dach. Gdy otwieram lekko drzwi jest tam. Siedzi na srodku z kolanami podkurczonymi pod brode i patrzy w panorame miasta.Staram zachowywac sie jak najcieszej jednak i tak skrzypiace drzwi daja mu do zrozumienia ze ktos tu jest.
-Odpierdol sie Selena...-warczy niemilo.
-Tyle ze nie jestem ta suka...-krece glowa a on odwraca szybko glowe.
-Po co przyszlas?-nadal zachowuje sie jak pieprzony dupek.Podchodze blizej i siadam tuz obok niego.
-A to juz nie moge pogadac z toba tak po prostu.-tracam go ramieniem posylajac mu cieple spojrzenie.Usmiecha sie nie wyraznie a pozniej jednak wraca do swojego poprzedniego stanu.Sama nie wiem co powiedziec. Doskonale zdaje sobie sprawe ze w takich chwilach nie chce sie sluchac bez sensownych slow typu ''wszystko bedzie dobrze''. To tylko wkuriwa jeszcze bardziej.
-Jaaa...-zaczyna a po chwili jednak kreci glowa.
-Nie chcesz to nie mow.-zerkam na niego jednym okiem.-Wiem jak to boli...-patrze w niebo i przymykam oczy.-Z reszta...Wiesz jak traktowal mnie Tyga.-czuje pod powiekami jak zbieraja sie lzy ale i tak staram je sie zatrzymac.Jesli myslicie ze wyleczylam sie juz z tamtego chuja to sie mylicie. Ciagle boli mnie fakt ze zrobil ze mnie suke. Czy go kocham? Juz nie...Juz dawno go nie kochalam...
-Ona potrafila pieprzyc sie z moim kumplem gdy ja bylem w drugim pokoju.-stwierdza patrzac w swoje dlonie.-Zdradzala mnie na kazdym kroku.-kreci z zalem glowa.-Na poczatku byla to ustawka.Umuwilismy sie ze bedziemy wychodzic zeby zrobic troche szumu.Pozniej jednak cos mnie w niej zauroczylo. Na poczatku byla taka slodka...Taka inna. A pozniej pierwszy raz nakrylem ja w kiblu na imprezie z Austinem Mahone...-lapie sie za kark wzdychajac ciezko.-Wybaczylem jej bo byla nawalona tamtego wieczoru. Pare dni pozniej zaczela miec swietny kontakt z Codym Simsonem. Nic nie mowilem bo sadzilem ze sa tylko dobrymi przyjaciolmi.-opowiada to z takim wstretem i gorycza ze mozna az poczuc jego zniesmaczenie.-Wszyscy moi znajomi mowili mi ze maja romans.Wiedzialem ze tak jest bo po prostu nie jestem idiota i gdy na przyklad wracalem pozno do domu albo lekko wstawiony po jakiejs imprezie ona zegnala sie z tym pierdolonym blondynem w dosc czuly sposob. Na to wszystko bylo jeszcze pare znakow takich jak na przklad prezerwatywy przy lozku, malinki na szyji tego chuja i pare tego typu rzeczy. Ludzilem sie ze wszystko jednak jest zludzeniem ze to po prostu moja wyobraznia.-kreci zrezygonwany glowa.Po jego policzku splywa lza. Podnosi sie energicznie i podaje mi reke.
-Chodz.-patrzy na mnie z gory.-Idziemy stad. Nie bede sie nad soba uzalal.-mowi a kiedy juz stoje przed nim po prostu zucam sie mu na szyje. Obejmuje mnie lekko niezdarnie ale czuje jak sie usmiecha.-Dziekuje.-szepcze mi do ucha.
-Nie smuc sie Justin.-ciagle trwamy w uscisku.Uwielbiam sie do niego przytulac poniewaz jestem sporo nizsza i przy nim czuje sie bezpieczna.Gdy schodzimy po schodach ja kieruje sie do szatni a on idzie do Scoota. Przez cala probe tancerze spisuja sie idealnie.Sa skupieni,pracowici i pelni energii.Jak nigdy.Rezem z Beieberttes pod koniec wyglupiamy sie i robimy kocie ruchy. Chlopacy gwirzdza i gapia sie jak jacys napalenci z czego mamy niezly ubaw.Gdy na sale wbiega Bieber dzielimy sie na chlopakow i dziewczyny. Chlopacy zaczynaja swoje dziwne ruchy a my pokladamy sie ze smiechu.


Wszystkie sie smiejemy razem z nimi.Ja naprawde nie wiem co sie stalo piosenkarzowi. Pare godzin wczesniej na dachu byl zalamany a teraz nagle taka zmiana. Moze on tylko po przez usmiech ukrywa swoj bol? Wiem,wiem...Nie powinnam sie przejmowac ale tak jakos...No nie wazne! Tylko nie mowicie mi ze mi na nim zalezy. 
-Dziewczyny.-skinam rekoma na obie strony.-Dalej.-kiwam do DJ'a i po chwili z glosnikow slychac juz dobra muzyke.
Chlopacy patrza na nas z szeroko otwarymi oczami i buziami. My czujemy sie jak ryby w wodzie.Kochamy tanczyc i wtedy czujemy sie takie prawdziwe. Ta choregorafie wymyslilysmy kiedys jak laski wpadly do mnie na nocke.Zrobilysmy sobie wtedy takie babskie party i ulozylismy takie cos. Nasz taniec koncze ulubiona zmyslowym odkryciem brzucha. 
W momencie kiedy podciagam koszulke do gory oczy chlopakow powiekszaja sie jeszcze bardziej.Razem z dziewczynami mamy ubaw i na sam koniec po prostu robimy grupowego miasiaka. Gdy odwracamy sie w strone naszych przeciwnikow oni nadal stoja tam jak jakies posagi.Krece glowa i podchodze do Biebera.
-No to chyba wygralysmy.-szepcze mu na ucho mega uwodzicielsko i gdy sie odwracam niby przypadkiem ocieram sie tylkiem o jego przyrodzenie.-Ups?-poszczam mu oczko i wychodze z sali. Musze pogadac z Scooterem. Po jutrze jest juz 20-esty grudnia co oznacza ostatni dzien pracy przed swietami. Mam pare problemow i musze je wyjasnic.Po drodze zastanawiam sie skad nagle taki stosunek do Biebera. MOze mi go po prostu szkoda? Musze mu sie odwdzieczym bo on byl przy mnie kiedy Tyga  mnie pobil. Wiec ja bede przy nim kiedy Gomez go zdradzila...
_______________________________________________
Nic nie mam do powiedzenia... Przepraszam.
-Patrys

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Libster Award!!

Ladiesssss and gentleman !!! Po raz kolejny moj blog zostal nominowany do tej jakze cudownej akcji zwanej Libster Award! Czy jestem szczesliwa? Bha! To malo powidziane! Skacze z radosci!! <3

Z calego mojego serducha dziekuje wspanialej Oliwii!! Autorki bloga ''Big And Century Love''

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował." 

PYTANIA OD OLIWII!:

1) Jakie sa twoje postanowienia noworoczne?
Oh...Uprawiac Yoga ( i jak na razie od 1 stycznia wytrwale ja uprawiam), zdac egzamin konczacy gim xd i dostac sie do wymarzonej szkoly... Iiiiiiiiii najwazniejsze.... WRESZCIE POJECHAC NA KONCERT JUSTINA! <3

2)Co ci sie najczesciej sni?
Koszmary.... Tyle ze w moim przypadku slowo koszmar oznacza sen przedstawiajacy beztroskie zycie i wspaniale czasy... 

3)Ulubiony kolor?
Fiolet *o* Zdecydowanie ten ale lubie tez czern.

4)Dlaczego zalozylas bloga?
Od zawsze pisalam na jakis kartkach, w segregatorach i zeszytach. (Jest tego naprawde duzo) a gdy poznalam jedna taka dziewczyne ktora sama pisala bloga namowila mnie zeby tez zalozyla bo uwaza ze naprawde mam do tego talen. (Chociaz ja sie nie zgadzam z nia w ogole xd) Pomagalam jej przy pisaniu czasami i po jakims czasie oddala mi konto wiec stwierdzilam ze moze faktcznie moglabym zaczac cos bazgrac...I tak wyszlo ze pisze ;) Pozdrawiam moja kolezanke Elene <3
5)Masz chlopaka/ dziewczyne?
Oj...Zakochalam sie w jednym takiem glupku i powiedzial mi ze tez mu sie podoba ale jak na razie nie jestesmy razem.... ;c
6)Ulubione zwierze?
Mam trzy :D Sowa,slon i wilk ;)
7)Jakies zagrozenia na polrocze?
Yyyyy... Chyba nie xd Sama nie wiem ale sadze ze nie ;D

8)Na co zwracasz najwieksza uwage, gdy poznajesz nowa osobe?
Hmmmm.... Na styl wypowiadania sie, kolor oczu,poczucie humoru i czy ta osoba jest otwarta. Chyba na to... Chociaz tak na serio na nic nie zwracam uwagi xd 

9)Jakie miesto uwazasz za najpiekniejsze na swiecie?
Stratford!!!! Hihii bez dwoch zdan ;D Ale podoba mi sie tez LA,NY,Sydney i moj wspanialy Rzym.

10) Czego nie da sie wybaczyc?
Gdy osoba ktora mowila nam ze jestesmy calym swiatem odchodzi, gdy dochodzi do zdrady ( nie mowie o seksie to akurat potrafie wybacyc), ponizania i falszywosci... Chyba tego nie potrafie wybaczyc....

11)Jaki jest twoj ulubiony cukierek?
O bosh! Ale pytanie ;D Uwielbiam zelki i to zabawne bo zawsze mam paczke gdzies w torebce albo w plecaku. Ubóstwiam tez babeczki.A tak na prawde to kocham Jelly Beans i Sour Patch Kids :QQQQQQQ Sa najlepsze!!!!!!

MOJE NOMINACJE!:
  1. http://dontstopbelieving99.blogspot.it/
  2. http://blieveinourlove.blogspot.it/?m=1
  3. http://opowiadaniazjustinembieberem.blogspot.it/
  4. http://love-you-like-a-long-song.blogspot.it/
  5. http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.it/
  6. http://sexy-machine-in-hollywood-dream.blogspot.it/
  7. http://swaglandx3.blogspot.it/
  8. http://holidayloveandmore.blogspot.it/
  9. http://the-other-side-jb.blogspot.it/
  10. http://my-heaven-jb.blogspot.it/
  11. http://angelsdonotdieyet.blogspot.it/
MOJE PYTANIA!:
1. Co sadzisz o homo i bi?
2. Jestes otwarta na nowe znajomosci?
3. Jestes odwazna?
4.Lubisz piercing?
5.Zawod w przyszlosci?
6.Ile masz lat?
7.Zakochana?
8.Czesto zawodzisz sie na ludziach?
9.Ulubiony kwiat?
10.Gdybys mogla byc duchem kogo jako pierwszego bys nastraszyla?
11.Do jakiego nalezysz fandomu?

Ohhhh.... ;D Jak ja sie wzruszam gdy moja praca zostaje doceniona. Kazdy wasz komentarz,kazde kolejne wasze wyswietlenie jest wielkie! KOCHAM WAS! <3 Dziekuje ze mnie znosicie, naprawde <3
-Patrys 

Rozdzial 31

Gdy widze ze jednak to nie Chris usmiecham sie niesmialo.Jestem ciagle zaskoczona tym kto stoi w moich drzwiach. Naprawde jest to dla mnie szokiem.Obok rezysera jest chlopak o milej twarzy i z tego co moge wnioskowac niezlej klacie.
-Robert-stwierdzam pol szeptem.Nie wiem czemu nie moge zdobyc sie na normalny glos.Chyba dlatego ze po prostu znam sie z tym chlopakiem.
-Cher...-usmiecha sie lekko.-Ja..Ja nie wiedzialem ze to ty.
-Coz...-wzroszam ramionami krecac nosem.-Wejdzcie.-zapraszam ich do srodka,jako dobra gospodyni robiac przejscie w drzwiach.-Prosze za mna.-dodaje melodyjnie i w podskokach kieruje sie do salonu.Widzac oniemienie na twarzy mojego znajomego chce mi sie chichotac jednak nie moge sobie na to pozwolic.Pierwsze wrazenie jest najwazniejsze.Gdy siadaja na sofach ja ide zrobic cos do picia.Nie moge uwierzyc ze do tej pory nawet nie sprawdzilam z kim bede pracowac! Ugh! Lubie Robert'a.Poznalismy sie kiedys na gali kiedy to wpadlam na niego z kubkiem mrozonej kawy.Przez pierwszy miesiac spotykalismy sie na jakis pogaduchy nic wiecej. Czekaj,czekaj...Czyli jak on gra w tym filmie to jego dziewczyna na pewno tez! Lubie ja mimo ze wszyscy uwazaja ze jest zwykla jedza.-Prosze.-stawiam im napoje i zajmuje miejsce na przeciwko.
-Dobra Cher...-zaczyna Chu.-Czyli mam rozumiec ze w ogole sie nie przygotowalas do tej rozmaowy?-pyta lekko rozbawiony a ja niesmialo wzruszam ramionami.
-Przepraszam cie ale przez ostatnie problemy i akcje w moim zyciu, calkowicie zapomnialam.-robi mi sie glupio.Czuje sie cholernie zle bo nigdy taka nie bylam.Zawsze mialam wszystko poukladane a tu przez taki jeden wyskok moge stracic dobra szanse.
-Nawet lepiej.Lubie przedstawiac swoj pomysl.-szczerzy sie szeroko w moja strone a ja otwieram oczy ze zdziwienia.
-S..Skoro tak.-usmiecham sie.-To slucham.-chce juz otworzyc buzie kiedy jednak mu przerywam.-Mam tylko jedno pytanie.-przenosze wzrok na Hoffman'a.-Briana gra?
-Pewnie.-ten jego usmiech mnie rozwala.On nigdy nie przestaje sie smiac.-Nie mogla przyjechac bo ma sesje zdjeciowa.
-Szkoda.-wzruszam ramionami robiac smutna minke. Chu przez caly czas opowiada mi jaki bedzie film i przeprasza ze zapomnial scenariusza.Widze ze wszyscy sa dzis jacys rozkojarzeni.
Slucham tak jego gadania mimo ze uwazam iz to zbedne.
-Widze ze nie jestes zbyt skoncentrowana.-smieje sie krecac glowa.
-Przepraszam cie...-opieram lokcie o kolana i przecieram dlonmi twarz.-Mialam dzis ciezki dzien.
-Bieber cos znow zmajstrowal?
-Skad wiesz?-marszcze brwi.
-Nie trudno sie domyslic.-unosi do gory brwi.Wzdycham gleboko zamykajac na chwile oczy.Ma racje...Od kiedy moj pracodawca jest z Gomez stal sie jak maszyna.Mozna przwidziec kazdy jego ruch.Gdy wreszcie skonczyl pierdzielic w kolko to samo stwierdza ze musi jeszcze raz przejrzeć umowe.Spogladamy po sobie razem z aktorem a pozniej na juz zamyslonego Chu.Wzruszam ramionami i wstaje czujac wibracje mojego telefonu.
-Przepraszam na chwile.-wychodze na sekundke do siebie do pokoju nie zamykajac drzwi.-Slucham?-nie patrze na to kto dzwoni i to moj blad.
-Cher musimy sie zobaczyc.Koniecznie musimy pogadac.-slysze jego wsciekly glos.Cholera jasna!! Po co odebralam ten przekletny telefon?! Tak,dobrze myslicie to Justin.
-Nie moge sie z toba spotkac.-sycze zla. Pluje sobie w twarz ze jestem taka bezmyslna.
-W kawiarni za 10 minut.-nie zmienia w ogole tonu swojego glosu.
-Zrozum mnie cholera jasna ze nie bede sie z toba widywac!-podnosze glos z sfrustracji.Mam ochote sie rozplakac.Boli mnie wciaz fakt ze sie odnosi tak do mnie.Czy go kocham? Nie wiem...Chyba juz nie.Stracil w moich oczach.
-Nie kaz mi po ciebie przyjezdzac.
-Nie fatyguj sie...Nie bede nigdzie z toba wychodzic.-mowie dobitnie kazde slowo.W jednym momencie czuje jak ktos wyrywa mi z reki telefon.
-Cher w tej chwili jest zajeta.Najwidoczniej nie jestes tyle wart zeby tracila na ciebie czas.-Robert rozlacza rozmowe i odwraca mnie do siebie przodem. -To chyba twoje...-oddaje mi telefon robiac niewyrazna mine.Spogladam na niego zalzawionymi oczami i powoli opuszczam wzrok.
-Kto to byl?
-Nikt wazny.-przelykam sline zakladajac kosmyk wlosow za ucho.Trwa niezreczna cisza,patrze w podloge a on wierci mi dziure w twarzy.-Ehm...Dzieki.-podnosze jeden kacik ust do gory formujac jakby usmiech.-Nie musiales...-marszcze brwi krecac lekko glowa.
-Cher! Robert!-slyszymy krzyk rezysera wiec ostatni raz spogladamy na siebie i po chwili wychodzimy z pokoju.
-Nikomu ani slowa.-szepcze gdy siadamy tym razem obok siebie.Skina tylko prawie niewidzialnie glowa i rozklada sie jak gdyby nigdy nic na mojej sofie.Chu od nowa zaczyna gadac ze mam max 4 miesiace na zrobienie calej choreografi bo pozniej tyle samo na nauczenie calej ekipy.Niezle wyzwanie,przyznaje ale dam rade.Za skrocony czas dostane dwa razy wieksza sumke wiec ja nie marudze.Przyzywczailam sie do ciezkiej charowki.
-To co?-podsowa mi papiery.-Podpisujemy?-usmiecha sie zachecajaco a ja patrze mu w oczy.
-Yeep.-biore dlugopis i stawiam swoj ''autograf'' w odpowiednim miejscu. Odprowadzajac ich do drzwi zegnam sie calusami w poliki a na odchodne usmiecham sie delikatnie.-Bedziesz mial to na za tydzien.-poszczam oczko Jon'owi.Jest zdziwony ale nic nie mowi i wsiadajac do auta macha tylko reka.Chris ktory akurat wchodzi na schody usmiecha sie do mnie pogodnie i caluje w glowe.
-I co? I co?-pyta podekscytowany patrzac na mnie tymi swoimi wielkimi galkami.
-Nie przyjelam.-wzruszam smutno ramionami robiac z ust podkowke.Jestem dobra aktoreczka i naprawde w tej sytuacji zachowuje powage mimo ze chce wybuchnac smiechem i skakac z radosci.
-Zartujesz?-jego usmiech znika w mgnieniu oka.-Powiedz ze pierdolisz.-spoglada na mnie nie pewnie.
-Nie.-krece glowa wchodzac w glab domu.Slysze jak zamyka drzwi i idzie za man do kuchni.-Nie mialabym czasu.Po za tym Scoot cos mowil o trasie Biebera wiec sam rozumiesz.-siadam na blacie machajac nogami.Odstawia na wysepke zakupy i odwraca sie do mnie.
-Tak mi przykro.Wiem jakie to bylo dla ciebie wazne.-podchodzi do mnie i mocno,opiekunczo przytula.Chichocze co nie uchodzi jego uwadze.
.Zartuuuuuujeeee!-smieje sie glosno.-Oczywiscie ze przyjelam!-piszcze z radosci i klasze w rece.Jego dlonie ciagle sa na moich biodrach.Miedzy nami to normalne,jestesmy jak rodzenstwo.
-Ladnie to tak mnie oszukiwac?!.smieje sie kiwajac glowa.Robie minke nie winiatka i glaszcze go lekko po policzku.Wzruszam delikatnie ramionami a on bierze mnie na rece i szybko sie ze mna kreci.
-Aaaa!-smieje sie piszczac i odchylam glowe do tylu.-Chris prosze cie!-smieje sie blogo i probuje opanowac zawroty.Na moja prosbie staje jednak mnie nie puszcza.Usmiecha sie lobuzersko i wytyka mi jezyk.
-Wariatka.-smieje sie a ja wywracam oczami.
-Ktos musi.-szczerze sie trzepoczac rzesami.Gdy stawia mnie na ziemi caluje w czolo i siada na wyskoim krzesle przy wysepce.-Kupiles wszystko?-zagladam to toreb i rozpakowuje pojedyncze zakupy.
-Wszystko co bylo na liscie plus Jack Daniels, dwa szapmany i granat.-doskonale wie ze granat to moj ulubiony owoc wiec usmiecham sie szeroko jak mala dziewczynka.
-Za 20 minut na basenie.-poszcza mi oczko biorac alkochol ze soba i kieruje sie do swojego pokoju.Po rozlozeniu wszystkich nowych rzeczy biegne do siebie i wskakuje od razu do garderoby.Ubieram pierwszy lepszy stroj kapielowy i wiazac wlosy w luznego koka zbiegam na dol.Chris lezy na jednym z materacow popijajac z gwinta Daniels'a. Caaaaly Brown.Krece glowa i zamykam za soba drzwi a potem powoli zanurzam sie w milo cieplej wodzie.-To jak?-usmiecha sie szeroko.-Swietujemy!-szczerzy sie jeszcze bardziej i podplywa do brzegu.Otwiera szampana i nalewa do dwoch kieliszkow.Podaje mi jeden i usmiecha sie dumnie.-Za moja wspaniala Cher.-wznosi do gory swoj kieliszek a ja robie to samo usmiechajac sie niesmialo.-Moja siostrzyczke.-spoglada z lekkim niedowierzaniem w oczach i stukamy szklem a potem wypijamy na raz cala zawartosc.Gdy odstawiam kieliszek unosze rece do gory i przewracam sie do tylu robiac plusk w wode.Moj przyjaciel smieje sie ze mna gloso a po chwili takze nurkuje. Przez ten caly wieczor spedzony w basenie razem z Brown'em smieje sie i wyglupiam. Po raz pierwszy od dluzszego czasu zachowywalam sie jak kiedys. Beztrosko,wariacko i na cialgym smiechu. To wreszcie ja.Jestem optymistka jednak czasami zdazy mi sie myslec pesymistycznie.Jednak sadze jak kazdemu,prawda? Gdy rano sie budze naprawde w dobrym humorze siadam na lozku i rozgladam sie chwile po pomieszczeniu. Oh...Wzdycham. To bedzie piekny dzien.
 Zakladam na siebie koszule jednak w ogole sie nie podnosze z miejsca. Siedze tak z rekoma podpartymi na lozku i patrze w przestrzen. Czy mam kaca? Nie. To zabawne ale ja musze naprawde duzo wypic zeby sie zle czuc.Usmiecham sie pod nosem i ocieram twarz rekoma. W tym momencie dociera do mnie fakt kto do mnie wczoraj dzownil. Nie chce sie z nim widywac. Jeszcze dwa tygodnie i wyjezdzam.Przemecze sie,dam jakos rade.Siedze tak rozmyslajac kidy slysze swoj telefon.Bladze po lozku rekoma by go znalezc i wreszcie jest! Przeciagam palcem po ekranie i ukazuje mi sie zdjecie chlopaka.O wilku mowa.Ugh...Zepsuty poranek. Otwieram wiadomosc mimo ze sie wacham.Mam ochote ja po prostu wyrzucic i miec gdzies.'' Dzisiaj o 16.30 w studio.Scoot kazal ci przekazac ze masz sie koniecznie stawic.''. A to juz moj kolega nie moze sam do mnie napisac? Ugh...Wywracam oczami rzucajac urzadzenie od nowa w posciel.Patologia....Krece glowa wstajac energicznie.
-Cheri! Kawa czeka!-slysze z kuchni glos Chrisa i usmiecham sie lekko.Poprawiam swoje wlosy i zapinam koszule na jeden,srodkowy guzik. Moj wspolokator doskonale wie o ktorej sie budze, poniewaz zawsze wstaje o tej samej godzinie.To cholernie mile uczucie gdy przewaznie zawsze rano czeka na mnie ciepla kawa na wysepce.
-Juz schodze!-usmiecham sie zamykajac za soba drzwi i w podskokach zbiegam ze schodow.-Jak glowa?-chichocze widzac jego zbolala mine.Wciagam sie na rekach na blat i wyciagam dlon po kawe.
-Wezzz...Nic nie mow.-jeczy wyciagajac z lodowki cole. Niezawdony sposob Chrisa na kaca, lodowata coca cola.
-Hihihi...-popijam lyk napoju.-To tobie zachocialo sie swietowac nie wiadomo co.-wywracam oczami a z moich ust nie zschodzi nawet cien usmiechu.
-To nie fair ze ty prawie nigdy nie masz kaca.-jeczy odstawiajac butelke na miejsce.
-To wrecz bardzo fair, kochany.-caluje go w policzek w momencie kiedy wracam do siebie do pokoju.
-Moj Devil Angel.-smieje sie pod nosem wracajac do robienia sobie sniadania. Lubie gdy tak mnie nazywa.Twierdzi ze to idealnie mnie opisuje. Wzruszam ramionami tak nad tym rozmyslajac. Moze i ma racje....
___________________________________________________
O bosh! Ja was naprawde z calego serduska pselasam! <3 Jescze chyba tak dlugiej przerwy nie bylo... Naprawde jest mi bardzo przykro ;c Nie mam pojecia kiedy sie pojawi nn. Po prostu ostatnio nie mam czasu nawet na jedzenie... Dzis dodaje bo specjalnie zeby troszeczke nadrobic zalegosci nie poszlam do sql. Dzien wolny ^^
Rozdzial jest taki nijaki.... Ale taki musi byc.
Kocham was i jeszcze raz bardzo przeraszam!
-Patrys

środa, 8 stycznia 2014

Rozdzial 30

To zabawne jak ona latwo sie wkurza...W momencie zrobila sie cala czerwona i zaciska usta by nie wybuchnac. Bosh! Troche stabilizacji by nie zaszkodzilo.Wiem...Nie powinnam jej meczyc bo jej nie znam...Tak,tak,tak...Gadanie. Ja jej po prostu nie cierpie i tyle! Nikomu nic do tego bo to moje zdanie. Przez dluzsza chwile trwa cisza.Chlopacy sie juz ogarneli a Justin patrzy na mnie dziwnym wzrokiem,ktorego komletnie nie moge odczytac.Drzwi za nami otwierajac sie w jednym momencie.
-Siee....-dziewczyna robi krok do przodu z mega wielkim umsiechem na ustach jednak kiedy widzi dzieczyne Bieber'a automatycznie robi grymas.-Cholera...
-Miley!!-Gomez najwidoczniej jest zadowolona obecnoscia mojej przyjaciolki.Mnie jednak reakcja nowo przybyłej powala ze smiechu.
-Co tu robi pies?-patrzy po nas i teraz wybuchaja smiechem wszyscy oprocz naszych 'zakochancow'.-No co?
-Nic,nic.-podchodze do niej i caluje ja w policzek.
-Nasza Cher zareagowala tak samo.-Twist wzrusza ramionami opadajac na czarna sofe.
-Ja jeszcze nie skonczylam...-krece glowa.Miala po mnie przyjechac godzine pozniej bo umowilysmy sie na lunch razem.Ale to cala Cyrus.Albo sie spoznia albo przyjezdza nie widomo ile wczesniej.
-Wiem,wiem.-usmiecha sie w moja strone.-Przyjechalam bo cos czulam ze bedziesz miala zly dzien.-spojrzala znaczaco na Gomez tulaca sie do boku Bieber'a.Ej?! Czy tylko mnie ten widok po prostu brzydzi?? Ugh...
-Tak widzisz,przyjechala Miley i zepsula cala atmosfere.-czy ona mowi do mnie? Tak...wlasnie do mnie. Ugh...Odwracam sie w jej strone z tak sztucznym usmiechem jak tylko moge.
-Lubilabym cie bardziej jesli nie bylabys taka pierdolona suka.-mowi Cyrus calkowicie powaznym tonem.Zaskakuje tym panne Gomez poniewaz ta otwiera szeroko usta. 
-Eh...Co,prosze?-marszczy brwi.
-To co slyszalas.-moja przyjaciolka wywraca oczami.-A ty Justin...-podnosi reke jakby chciale cos zademonstrowac.-Z reszta nie wazne.-macha nia i odwraca sie do drzwi.-Czekam z Fredo w kawiarence,skarbie.-caluje mnie w policzek i wychodzi z pomieszczenia.Miedzy nami panuje lekkie zaskoczenie poniewaz Mils nigdy nie zdobywala sie na takie cos.Krece glowa patrzac w podloge.
-Nagrywamy?-unosze do gory brwi.
-Jasne...-Justin usmiecha sie w moja strone.Czekaj,czekaj.CO?! On sie wlasnie usmiechnal...
-Jesli ona wyjdze.-pokazuje palcem na brunetke. 
-Pff...Mozesz sobie pomarzyc.-wywraca oczami ta...Lepiej bedzie jak nie skomentuje.
-Ahaaaa...-wzdycham patrzac na Scoota.-Zawolajcie mnie jak jej nie bedzie.-siegam po torebke i wychodze zatrzaskujac za soba drzwi.
-Cher czekaj!-slysze za soba wolanie Lil Za.Odwracam glowe w jego strone i patrze jak do mnie biegnie.
-No co?-patrze na niego odwracajac sie napiecie.-Mam patrzec jak sie miziaja na sofie? Albo sluchac jak mi docina? Nie zna mnie,do cholery jasnej! Nie ma prawa mnie oceniac...-w moich oczach robia sie lzy.
-Kochasz go jeszcze.-nie pyta,stwierdza przyciagajac mnie do siebie. Mocno mnie przytula glaszczac po plecach.-Zrobimy tak.-lapie mnie za ramiona odsuwajac lekko.-Wrocimy tam i pozwolisz jej zostac.Zajmiesz sie praca i po prostu olejesz ja jak powietrze a ja...Razem z Ryan'em i Twist'em wykrecimy jej pare zartow. -zaciera rece z lobuzerskim usmieszkiem a ja wybucham smiechem.
-Jestes niemozliwy.-zucam mu sie na szyje.-Dziekuje.
-Cala przyjemnosc po moooojej stronie.-rusza zabawnie brwiami a ja krece rozbawiona glowa.Gdy wracamy do pokoju az mnie krew zalewa gdy widze ta jedze siedzaca na moim fotelu. Aaaaa!! Ale obiecalam cos Za, dlatego slowa dotrzymam.Siadam na stole obok stojacego Scoota i patrze jak Justin zabiera sie do pracy. Gomez siedzi centralnie przed chlopakami wiec juz czuje ze bedzie mocno.Co chwila zerkam na chlopakow.Twist rozwiazuje sznurowki jej trampek i zwiazuje je razem a potem przywiazuje do krzesla.Hahaha...
Typowe.Za obcina jej garsc wlosow az do ramion.Jestem zszokowana ze nic a nic nie czuje! W momencie kiedy Justin konczy spiwac Ryan podnosi swoj koktajl i niby ze na nia wpada wylewa jej go na twarz.
-Ryan!!!!!!!-piszczy tym swoim glosiekiem a ja wybucham smiechem. 
-Ups?-wzrusza ramionami.-Moj napoj...-otwiera wieczko kubka i patrzy w niego z zawiedziona mina.-Teraz przez ciebie nie mam co pic!-krzyczy niczym male dziecko a ja razem z Za i Twist'em smiejemy sie w najlepsze.Gdy sie podnosi automatycznie przez zawiazane sznurówki przewraca sie na ziemie. Bieber wyskakuje by jej pomoc a ja z chlopakami nie mozemy powstrzymac lez ze smiechu. 
-Ty mala,kurewska suko!-krzyczy w moja strone.
-Mhmm...-staje przed nia twarza w twarz.-No dalej...Dowartościowuj sie wyzywajac mnie.-patrze na nia bez uczuc.Nic nie mowi.Widze w niej chwile zawachania i leku ale znika tak szybko jak sie pojawilo.Odwracam sie do Scoota.-Nie bede pracowac przy niej...Do nastepnego.-usmiecham sie w strone chlopakow machajac im na pozegnanie.Co ja na to poradze ze tak jej nie lubie? Tak jakos wyszlo.Nie myslcie sobie ze jestem dla niej taka niemila bo jestem zazdrosna...Nie, juz dawno przed poznaniem Biebera jej nie lubilam. Stajac w drzwiach kawiarenki widze jak moja najlepsza przyjaciolka caluje sie z Flores'em! Aaaa! Jestem taka szczesliwa!-No witam zakochance.-chichocze siadajac obok nich i skinam reka w strone kelnerki.
-Ehm...-Cyrus rumieni sie opadajac plecami na oparcie krzesla.
-No ladne mi ehmm...-przedrzezniam ja chichoczac.-Ja wciaz mam ci za zle za to zostawienie mnie dwa miechy temu.-wytykam jej jezyk usmiechajac sie slodko.Rozmawialysmy o tym, wszystko sobie wyjasnilysmy i opowiedzialysmy. Okazalo sie ze ona pojechala z Alfredo na Hawaje! Taaa...Ciekawa jestem co sie tam dzialo.Ale nie wnikam.
-Zwalam wine na niego.-pokazuje palcem na,moim zdaniem juz jej chlopaka.
-Tak tak,kotku...Jasne.-on natomiast smieje sie popijajac lyk coli.
-Kotku??-patrze to na niego to na Mils.-Przyznajcie sie lepiej juz a nie udajecie...-wywracam oczami.Akurat,kurde,musi podejsc Mia.
-Co zamawiasz?-usmiecha sie serdecznie.
-Daj mi jedna,podwojna kawe taka jak zawsze i mojego ulubionego batonika.-szczerze sie to niej szeroko.
-Juz sie robi...-kiedy ma juz odejsc automatycznie sie odwraca.-Dzieki za podbudowanie Ryan'a.-rumieni sie lekko.-Wiem ze to twoja zasluga.
-Czysta przyjemnosc.-usmiecham sie slodko.-Wiec?-gdy odwracam sie do moim przyjaciol patrza na mnie powaznie.-Co?-z mojego usmiechu nie pozostaje juz nic.Boje sie tego co moga powiedziec.
-Kazdemu z nas pomagasz w sprawach sercowych a jesli chodzi o twoje to wszystko sie pieprzy.-mowi Fredo.
-Co ja na to poradze?-unosze ramiona i po chwili je opuszczam. Mam lzy w oczach a gdy widze ich troske usmiecham sie lekko.-Tak juz jest...-wzdycham lekko.
-Ale przeciez tez masz prawo do szczescia.-mowi Miley.
-Ale nie z nim.-stwierdzam dobitnie.-Nie jest mi pisany i tyle.-Mia stawia przede mna moje zamowienie i widzac lzy w oczach nic nie mowi.Po prostu gladzi mnie po ramieniu a pozniej odchodzi.
-Ty jestes glupia.-dodaje moja przyjeciolka wywracajac oczami.
-Dzieki.-skinam glowa.
-Cher to prawda.-mowi powaznie.-Najpierw bylas z tym chujem,potem wypieralas sie ze nie mozesz byc z Justinem a teraz masz...-wyrzuca rece w powietrze.
-Mils...-Fredo probuje ja uspokoic.
-Nie,zadna Mils...-spoglada na niego sceptycznie.-Sama rujnuje sobie zycie a pozniej cierpi.-mam ochote sie rozplakac.Wiem przeciez ze ma racje.
-Zmiana tematu.-moj kolega mowi ostro patrzac na mnie nie pewnie.-Co w sprawie swiat?-dodaje podekscytowany.
-O to teraz zes powiedzial...-zlapala sie za czolo a ja westchnelam.Spojrzal to na mnie to na Miley.
-Co?-patrzy na nas obie.
-Umre w samotnosci i szczesliwych swiat.-usmiecham sie patrzac to na przyjaciolke to na przyjaciela.Biore do reki batonika a do drogiej kawe i wstaje od stolika.Gdy podnosze wzrok by popchnac drzwi widze Justina. O matko... Patrzy na mnie smutno a po chwili jego reke lapie Gomez ktora bierze sie nie wiadomo skad. Bieber zamyka automatycznie usta i nie mowi tego co chcial... Ugh! Wywracam oczami i przechodze obojetnie obok nich.Gdy wreszcie wchodze do domu i odkladam moja torebke dzwoni moj telefon.-Cholera...-wyciagam urzadzenie i bez patrzenia odbieram.-Cher Lloyd z tej strony,slucham?
-Dzien dobry panno Lloyd tutaj Jon M. Chu.-faktycznie... Mialam sie dzis z nim spotkac.Po swietach zaczynaja sie treningi wiec musze juz wymyslec jakas choreografie.
-Ah tak...Za 30 minut bedzie pan u mnie?-przechodze szybko do salonu zeby ocenic jego czystosc. Ufff...Czysto.
-Wlasnie dzownie w tej sprawie...-prosze spoznij sie,spoznij sie.Marze w tym momencie o kapieli i chwilowym odpoczynku.-Czy moglbym przyjsc wczesniej z jednym z glownych aktorow?-no i moje pragnienia szlag trafia.
-Oczywiscie...Ja juz czekam.
-To w takim razie do zobaczenia.-nie czeka na zadne moje slowo i po prostu sie rozlacza.
-Oh...-wzdycham opierajac rece na oparciu lozka i schylam nisko glowe.Po chwili czuje jak jakies silne rece,ktore tak swietnie znam obejmuja mnie w pasie.-Hej Chrisi.-usmiecham sie prostujac sie lekko tak ze opieram plecy o jego klatke.
-Hej malutka.-caluje mnie w glowe.-Widze ze ciezki dzien.
-Strasznie...-wzdycham gleboko.-Opowiem ci wszystko wieczorem.-odwracam sie w jego strone patrzac znaczaco.
-Basen i wino?-usmiecha a potem zagryza warge.
-Z wielka checia.-odwzajemniam usmiech i skladam na jego policzku calusa.-Za mniej niz 20 minut bedzie tu rezyser i jeden aktor ze "Step Up 2".-kieruje sie do kuchni.
-Jasne. Czyli mam sie ulotnic do siebie?-podnosi brwi idac za mna.
-Jak chcesz...W kazdym badz razie przydaloby sie zrobic zakupy bo zieje pustkami.-wskazuje reka na lodowke przechodzac obok.
-Mhmmm...-kreci nosem.Wiem ze nie cierpi tego robic ale dzis musi. Ja po prostu nie mam czasu.-Masz liste?-pyta drapiac sie po karku.Przesylam mu sms z wszystkim czego w naszym domu,nigdy,nie moze zabraknac.
-To do pozniej.-caluje mnie w glowe i tyle go widziano.Doslownie 5 minut po jego wyjsciu slysze dzwonek do drzwi.
-Czego zapomniales?-smieje sie otwierajac drzwi ale jednak sie myle.To nie Brown.
______________________________________________________
...NO COMENT... ;c
-Patrys