poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdzial 33

-Scooty.-mowie zdrobniale wychylajac lekko glowe zza drzwi.Moj przyjaciel siedzi za duzym, drewanianym biurkiem przegladajac jakies papiery.
-Tak?-usmiecha sie lekko podnoszac na mnie wzrok.Wslizguje sie do srodka i klade torbe na fotelu.Siadam jak zwykle na biurku i usmiecham sie slodziutko.-Co knujesz?
-Wieszzz... Moze jednak moglbys mi powiedziec do kiedy mamy przerwe?-usmiecham sie lekko.Za nic nie chce zdradzic kiedy mamy wrocic do roboty co mnie troche wkurza.
-A mozzzze jednak nie?-smieje sie pod nosem.
-No weeeez...-jecze zdesperowana.Wywracam oczami a on kreci rozbawiony glowa.
-To ma byc niespodzianka.-opiera sie wygodnie na fotelu.-Powiedz lepiej czy masz juz choreografie dla Chu?
-Oczywiscie...Wczoraj skonczylam.-szczerze sie dumnie. Po chwili do pokoju wchodzi Bieber z sposzczona glowa i ciagle gada cos pod nosem.Wylapuje tylko swoje imie.Gdy podnosi wzrok i mnie zauwaza lekko sie rumini robiac zaskoczona mine.
 -Yhm...-poprawia sobie wlosy.-Co ty tu robisz?-patrzy to na mnie to na Scoot'a.-Myslalem...Myslalem ze wyszlas?-pokazuje kciukiem na drzwi. Razem z menagerem wpadamy w glosny smiech. Jego zaklopotanie jest rozwalajace.
-Wlasnie wychodze.-zeskakuje z biurka, przelotnie caluje starego przyjaciela w policzek i siegajac po torbe wychodze przez jeszcze otwarte drzwi.Nie wiem czemu ale ostatnio tone coraz czesciej w tych czekoladowych teczowkach Biebsa. Ugh. Krece glowa zakladajac okulary na nos. Musze sie ogarnac. Z typowym lobuzerskich usmiechem na ustach wychodze z studia. Od jakiegos czasu jest tu ciagle masa paparazzi. A tak w ogole to dowiedzialam sie z neta ze mam romans z Scooter'em i dlatego mam prace u Justina. No blaaaagam was! Na serio az na taka suke wygladam?
-Cher opowiedz nam o swoim zwiazku z Tyga!
-Odwroc sie tutaj!
-Co z Gomez i Bieberem?!
-To prawda o tobie i Brown'ie?!
-Zdecydowalas sie na prace przy ''Step Up 2'' ?!- krzycza z kazdej strony a ja tak po prostu bez wzruszenia ide  do auta Chrisa zaparkowanego troche dalej. Ochrona pomaga mi sie przecisnac przez tlum a kiedy wsiadam do auta po prostu sie odwracam i usmiecham zawadiacko.
-Kocham moich fanow!-szczerze se szeroko przesylajac calusa. Chris smieje sie ze mnie i odjerzdza z piskiem opon kiedy zamykam juz drzwi. -Oooooh...-wzdycham gleboko.-To byl dzien.Chichocze pod nosem.Podczas powrotu do domu opowiadam cale zdarzenie z przed paru godzin. Brown ma niezly ubaw. Wcale mu sie nie dziwie bo mam to do siebie iz opowiadam w dosc zabawny sposob. Strasznie gestykuluje i robie miny. No ale co ja na to poradze? Lubie pokazywac w takich momentach emocje.-Nie smiej se ze mnie!-piszcze juz na koniec i wywracam oczami.Czesto sie przez niego frustruje ale to normalne.
-No nie fochaj sie, kochana.-podszczypuje mnie w bok smiejac sie zlosliwie.
-Dupek.-sycze wybuchajac smiechem i siegam po telefon. Wybieram odpowiedni numer rezysera filmu w ktorym jestem zatrudniona i przykladam uzadzenie do ucha.
-Tak sie ciesze ze do mnie dzownisz!-slysze entuzjazm Chu.
-Czeeeeeesc...-przeciagam rozbawiona.-To co?  Jutro o 7.00?-pytam ochoczo.
-O ktorej?!-mam kojeny napad smiechu kiedy slysze jego reakcje.
-No co?-wywracam oczami mimo iz wiem ze tego nie widzi.- Na 8.00 mam do studia wiec jedyne co to 7.00.
-Ale...Nie mozemy po poludniu?-pyta lekko zawidziony.
-Wieczorem musze przygotowac walizki...-zerkam jednym okiem na Browna i widze jak zaciska szczeke.
-Ah... Dobra. Dla CIEBIE zrobie wyjatek....Ale to ty masz byc o 7.00 w moim apartamencie. I ani minuty wczesniej.-mowi lekko zbolalym ale i powaznym tonem a potem rozlacza rozmowe.Chichocze pod nosem chowajac telefon do kieszeni.
-To co?-jego ton jest taki obcy i oschly.-Powiesz gdzie w razie czego mam cie szukac?
-Chrs,daj spokoj. Co roku to samo.-warcze wygladajac przez okno.-Nie powiem ci gdzie jade wiec sie zamknij i koniec tego tematu.-po moim policzku splywa smutna lza ktorej nie scieram.
Kiedy dojezdzamy przed wille na podjezdzie widze auto Biebera i kiedy z niego wychodze jego wlasciciel zdejmuje swoje okulary. Chichocze slodko pod nosem wypinajac sie w jego strone tylkiem i siegam jeszcze po torebke. Nieeeeeee, nie robie tego specjalnie. No co wy ! Hahaha. Lubie kusic. Podchodze do Justina stajac po miedzy jego nogami. -Co pan tu robi, panie Bieber?
-Przyjechalem zabrac pania na kolacje, pani Lloyd.-lapie za moje biodra.
-Hmmm... Kolacja tak?-niby sie zastanawiam a pozniej zucam torebke na tylnie siedzenie.-Czemu nie.-usmiecham sie radosnie. Szybkim i zgrabnym krokiem okrazam auto i bez otwierania drzwi podciagam sie na rekach a potem wsuwam zwinnie nogi.Patrzy na mnie lobuzersko i zamyka swoje drzwi.-Wieeeec?-pytam wymownie.-Gdzie mnie zabierasz?
-W jedno fajne miejsce.-mowi tajemniczo. Podczas drogi ciagle chlopak spiewa piosenki Beyoncè. To byl taki szok gdy znalazlam w schowku wszystkie jej plyty. Czujecie ten sarkazm?
-Dobra, dobra, dobra. STOP.-smieje sie z jego glupich min u ruchow. Trzymam sie za brzuch a lzy leca mi po policzkach.- No moj maaaaake-uppppp!!.-jecze nie zadowlona i siegam po torbke.Wyjmuje lustereczko i ostatecznie dziekuje Bogu ze dzis rano pomalowalam sie wodoodpornymi kosmetykami. Dziekuje!
-Slicznie wygladasz.-szepcze niesmialo sciszajac lekko radio.Zerkam w jego strone wybuchajac lekkim smiechem ktory od razu w sobie tlumie.
-Jasne.-marszcze nos.
-Jestesmy.-parkuje przed jakas knajpka. Jak dobrze... Mam ochote na zwykle zarcie nie jakies drogie i wystawne restaruacje.Usmiecham sie szeroko i wychodze z auta. Chlopak gdy staje obok mnie patrzy na moja twarz.-Jestes na mnie zla?-pyta niepewnie robiac minke zbitego psiaka.
-Hmm.?-przenosze na niego wzrok.-Nie...-usmiecham sie slodko.
-I tak musimy pogadac powaznie ale to pozniej.-robi krok do przodu w strone wejscia a potem wyciaga do mnie reke.-No chodz.-poszcza mi oczko. Prosze w duchu zebym sie nie rumienila.Sposzczam lekko glowe wsowajac swoja reke w jego. Gdy wchodzimy do srodka widze iz jest to przytulna knajpka taka jak w mlodziezowych filmach. Jednak Justin nie zatrzymuje sie przy ladze.Wchodzi do kuchni i usmiecha sie do dosc mlodego kucharza skinajac do niego reka. Ten odmachuje mu nozem w pogodny sposob, dosc specyficzne powitanie nie sadzicie? Mi natomiast puszcza oczko. Stawieam ze to jakis francuz. Ten charakterystyczny wasik.JB popycha jakies duze drzwi jakby od chlodni jednak ku mojemu zdziwieniu przechodzimy do ogromnego korytarza. Jestem w lekkim szoku. No co? Wy nie bylibyscie? Idziemy dalej do konca i schodzimy po jakis schodach do podziemi. Otwieram szeroko oczy kiedy widze impreze, ludzi rzucajacych pieniedzmi i nikt nie stoi sam. Tyle ze mi sie tu nie podoba... Jestem w klubie ze striptizem! Ugh...Patrze sceptycznie na mojego towarzysza i robie grymas na moich ustach.Wybucha smiechem i kreci glowa.
-Musimy tylko wstapic do mojego kolegi.-krzyczy mi do ucha przez glosna muzyke.Przyciaga mnie lekko do siebie lapiac za bok.Obejmuje go w talii i chowam twarz w jego szyi. Nie chce na to patrzec. Po prostu zle sie czuje w takich miejscach. Bieber wyciaga telefon i szybko cos pisze.
Z tlumu wylania sie postac chlopaka ktorego juz gdzies widzialam.
-Adam?!-piszcze rzucajac sie na szyje koledze z ktorym znam sie od piaskownicy.
-Cher?!-jego oczy robia sie ogromne. Sciska mnie mocno calujac po policzkach i czole. Smieje sie glosno.
-Przestan debilu!-wycieram twarz udajac obrzydzenie.Patrzy na mnie smutno a po chwili oboje wybuchamy smiechem.Zawsze tak robilsmy. Adam kiedys mieszkal w domu na przeciwko a jego mama byla przyjaciolka mojej. Jednak po mojej ''ucieczce'' zerwalismy kontakt.
-Bosh!-wyrzuca rece w moja strone.-Jaka z ciebie laska.-okreca mnie patrzac na cale moje cialo a ja robie sexi poze.-Moja mala,sisa.-przyciaga mnie jeszcze raz mozno sciskajac.Kladzie brode na czubku mojej glowy i usmiecha sie szeroko.
-Ehm...-slyszymy odchrzakniecie Justina i od razu odwrywamy sie od siebie.-Wy sie znacie?
-To moj brat.
-To moja siostra.-mowimy w tym samym momencie pokazujac na siebie rekoma. Bieber robi zdeorientowana mine a my spogladajac na siebie wybuchamy smiechem.
-To znaczy znamy sie od pieluch i..
-Jestesmy dla siebie jak rodzenstwo.-konczy dumnie wypinajac klate Sevani.
-A wy skad sie znacie?-pytam pokazujac na obu palcem. Robia lekko wystraszone miny i patrza po sobie nie pewnie.
-Wieeeszz...-Justin drapie sie po karku a Adam patrzy w buty. Ahaaaa...Moge juz sobie wyobrazic jakies klopoty.
_______________________________________________________
No i jest. W ostatnim momencie xD
Przepraszam za przerwe ale wine zwalam na swojego chlopaka!! xD
Jak myslicie Adam wniesie jakies zamieszanie? O co chodzi z tym klubem i minami chlopakow?
Mam nadzieje ze sie spodobal.
Love Ya!
-Patrys

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdzial 32

Nastepny tydzien minal spokojnie. Okazalo sie iz Scoot kazal mi przyjechac wczesniej zeby pogadac odnosnie trasy. Zapytal czy chce jechac i o moj udziale przy ''Step up 2''.Cieszyl sie w przeciwienstwie do pana Biebera. Gomez ciagle mu jeczala ze ona nie chce abym ja rowniez uczestniczyla przy koncertach. O matko...Jak ona mnie wkurwia. Zachowuje sie coraz gorzej.Jest coraz bardziej zorkapryszona i zarozumiala.W niedziele caly dzien bylam z Chrisem w studio tak po prostu zeby towarzyszyc mu przy pisaniu nowego kawalka.Poniedzialkowy poranek byl mega nudny. Lezalam caly czas w lozku i czytalam ksiazke. Wylaczylam telefon bo chcialam zostac sama. Zatopic sie w lekturze i tyle. Rowno o 16 przyszedl po mnie Chris by zawiezc mnie do studia. Wiec w mgnieniu oka bylam gotowa.
-O ktorej mam przyjechac?-pyta po raz chyba milionowy moj przyjaciel.
-Mowilam ci ze masz nie przyjezdzac.-odpowiadam troche podirytowana jego calkowitym nie sluchaniem.
-Ah tak...Racja.-posyla mi przepraszajace spojrzenie i parkuje przed wejsciem.-Jak cos to dzwon.
-Jasne.-wywracam oczami i caluje go w policzek a pozniej szybciutko wyskakuje z auta.Wjezdzajac na gore w windzie wpadam na Ryan'a.
-Witam sliczna.-lapie mnie za bok i przyciaga do siebie a potem caluje w skron.Chichocze mimowolnie i lekko sie w niego wtulam.
-No heeeej...-przeciagam slodko i poprawiam swoje wlosy gdy sie od siebie odsowamy.
-Ostrzegam ze Gomez jest.-jeczy pod nosem spogladajac z niezadowoleniem w moja strone.
-Spokojnie,tylko spokojnie.-szepcze do siebie nabierajac powietrza do ploc a pozniej ze swistem je wypuszczam. Chlopak smieje sie pod nosem a ja posylam mu zimne spojrzenie.
-Tak w ogole to slicznie wygladasz.-chowa rece do kieszeni pozwalajac kciukom wystawac i patrzy w podloge.
-Ojej.-spojgladam lekko po sobie.-Dziekuje.-mowie to kiedy akurat winda sie zatrzymuje na wlasciwym pietrze jednak gdy sie odwracam widze ze chlopak nadal tam stoi.-Nie idziesz?
-Nie...-kreci glowa.-Odpuszcze sobie ta przyjemniosc z Gomez.-smieje sie.
-Spadaj...-krece glowa i kieruje sie do odpowiednich drzwi bez pukania je otwieram. Od razu tego zaluje. Na stole lezy naga juz Selinka a nad nia jakis chlopak. Zazkoczeniem jest iz to nie Justin.Nie wiem co powiedziec. Wybucham po prostu glosnym smiechem.
-O matko...-brunetka siega po koszule jej towarzysza i zekrywa sie lekko.
-Ja pierdole...-znow wybucham glosnym smiechem.-Ale patologia!-nie potrafie przestac. Wiem ze powinnam raczej sie smucic ze skrzywdzila JB ale nie potrafie. Ta cala sytuacja mnie po prostu rozwala.
-Wypierdalaj stad suko! I nikomu ani slowa bo mnie popamietasz!! Dziwko zajebana!-wypycha mnie z pokoju i zamyka drzwi na klucz.
-Dziwka...-sycze wsciekla , mam ochote wywalic te drzwi i przyjebac jej w ta pusta morde. Po chwili na korytarzu pojawia sie Scoot z Bieber'em. No to bedzie ciekawie... Usmiecham sie pod nosem krecac glowa.
-Czesc.-mowia jednoczesnie a moj usmiech powieksza sie troche.Spogladam na piosenkarza i wiem ze w moich oczach widac wspolczucie.
-Czemu nie weszlas?-pyta jego menager a ja patrze lekko spanikowana na drzwi. Mimo ze wczesniej bylo mi do smiechu to teraz szkoda mi tego jak poczuje sie Justin.
-Ehm....Ja..-spogladam na drzwi a potem na chlopaka.-Sluchaj, mimo wszystko bardzo mi przykro.-robie krok w bok uwalniajac przejscie do otwarcia pokoju.Bieber spoglada na mnie zdezorientowany a potem probuje otowarzyc je.
-Co jest?-marszczy brwi.-Kto tam jest?-widzac ze nie chce odpowiedziec zaczyna walic w drzwi.-Otwierac!-krzyczy a ja czuje sie glupio.Jest mi wstyd.Chociaz sama nie wiem dlaczego skoro to nie ja go zdradzilam.Zerka na mnie z furia w oczach a potem odsowa sie do drzwi i wywaza je noga. Jestem w szoku. Gomez nawet nie pofaygowala sie by skonczyc swoj sex na stole. Koles posowa ja a ta jeczy i piszczy. Bosh! Co za suka. Gdy zauwaza Biebera odpycha tego swojego chloptasia i szybko sie ubiera.
-Justin to nie tak.-mowi podchodzac do chlopaka.
-Nie?!-krzyczy wyrzucajac rece w powietrze.-A niby kurwa jak?!-wrzeszczy.-No mow!-krzyczy gdy brunetka mu nie odpowiada.-To nie tak ze pierdolilas sie z swoim tancerzem!? No to ciekawe jak?!-widze jak zaciska szczeke.
-Justin ja...Ja naprawde nie wiem jak to sie stalo...-po jej polikach splywaja slone lzy.Scoot przyglada sie swojemu podopiecznemu i widze wscieklosc w jego oczach w stosunkach do Gomez.
-To ja ci powiem jak...-syczy podchodzac do niej blizej.-Jestes zwykla dziwka...Za pierwszym razem jak pierdolilas sie po katach z Mahone ci wybaczylem...Za drugim z Simson'em udawalem ze nie wiem ale teraz przegielas. Jestes zwykla suka!-widze agresje w jego ruchach.-Brzydze sie toba...-warczy jej do ucha a potem odwraca sie napiecie i wychodzi na korytarz. Biegnie na schody a potem znika na gorze.
-Wypierdalajcie.-Scooter ma wladczy glos i reka wskazuje kierunek windy.-No juz!-krzyczy kiedy zadne z dwojki sie nie rusza.Lekko podskakuje bo nie widzialam zeby moj kolega byl loedys tak zdenerwowany.-Pojde do niego.-mowi do mnie silac sie na spokojniejszy glos ale nie za bardzo mu to wychodzi. To nic... Rozumiem go.
-Moze ja to zrobie?-proponuje usmiechajac sie delikatnie. Nie mam pojecia skad wzielam ten pomysl ale w tym momencie moja buzia sama zaczela mowic. Spoglada na mnie zaskoczony.
-Sk...Skoro chcesz.-wzrusza ramionami.Posylam mu usmiech zapewnienia i udaje sie w strone schodow.Stawiam ze pobiegl na dach. Gdy otwieram lekko drzwi jest tam. Siedzi na srodku z kolanami podkurczonymi pod brode i patrzy w panorame miasta.Staram zachowywac sie jak najcieszej jednak i tak skrzypiace drzwi daja mu do zrozumienia ze ktos tu jest.
-Odpierdol sie Selena...-warczy niemilo.
-Tyle ze nie jestem ta suka...-krece glowa a on odwraca szybko glowe.
-Po co przyszlas?-nadal zachowuje sie jak pieprzony dupek.Podchodze blizej i siadam tuz obok niego.
-A to juz nie moge pogadac z toba tak po prostu.-tracam go ramieniem posylajac mu cieple spojrzenie.Usmiecha sie nie wyraznie a pozniej jednak wraca do swojego poprzedniego stanu.Sama nie wiem co powiedziec. Doskonale zdaje sobie sprawe ze w takich chwilach nie chce sie sluchac bez sensownych slow typu ''wszystko bedzie dobrze''. To tylko wkuriwa jeszcze bardziej.
-Jaaa...-zaczyna a po chwili jednak kreci glowa.
-Nie chcesz to nie mow.-zerkam na niego jednym okiem.-Wiem jak to boli...-patrze w niebo i przymykam oczy.-Z reszta...Wiesz jak traktowal mnie Tyga.-czuje pod powiekami jak zbieraja sie lzy ale i tak staram je sie zatrzymac.Jesli myslicie ze wyleczylam sie juz z tamtego chuja to sie mylicie. Ciagle boli mnie fakt ze zrobil ze mnie suke. Czy go kocham? Juz nie...Juz dawno go nie kochalam...
-Ona potrafila pieprzyc sie z moim kumplem gdy ja bylem w drugim pokoju.-stwierdza patrzac w swoje dlonie.-Zdradzala mnie na kazdym kroku.-kreci z zalem glowa.-Na poczatku byla to ustawka.Umuwilismy sie ze bedziemy wychodzic zeby zrobic troche szumu.Pozniej jednak cos mnie w niej zauroczylo. Na poczatku byla taka slodka...Taka inna. A pozniej pierwszy raz nakrylem ja w kiblu na imprezie z Austinem Mahone...-lapie sie za kark wzdychajac ciezko.-Wybaczylem jej bo byla nawalona tamtego wieczoru. Pare dni pozniej zaczela miec swietny kontakt z Codym Simsonem. Nic nie mowilem bo sadzilem ze sa tylko dobrymi przyjaciolmi.-opowiada to z takim wstretem i gorycza ze mozna az poczuc jego zniesmaczenie.-Wszyscy moi znajomi mowili mi ze maja romans.Wiedzialem ze tak jest bo po prostu nie jestem idiota i gdy na przyklad wracalem pozno do domu albo lekko wstawiony po jakiejs imprezie ona zegnala sie z tym pierdolonym blondynem w dosc czuly sposob. Na to wszystko bylo jeszcze pare znakow takich jak na przklad prezerwatywy przy lozku, malinki na szyji tego chuja i pare tego typu rzeczy. Ludzilem sie ze wszystko jednak jest zludzeniem ze to po prostu moja wyobraznia.-kreci zrezygonwany glowa.Po jego policzku splywa lza. Podnosi sie energicznie i podaje mi reke.
-Chodz.-patrzy na mnie z gory.-Idziemy stad. Nie bede sie nad soba uzalal.-mowi a kiedy juz stoje przed nim po prostu zucam sie mu na szyje. Obejmuje mnie lekko niezdarnie ale czuje jak sie usmiecha.-Dziekuje.-szepcze mi do ucha.
-Nie smuc sie Justin.-ciagle trwamy w uscisku.Uwielbiam sie do niego przytulac poniewaz jestem sporo nizsza i przy nim czuje sie bezpieczna.Gdy schodzimy po schodach ja kieruje sie do szatni a on idzie do Scoota. Przez cala probe tancerze spisuja sie idealnie.Sa skupieni,pracowici i pelni energii.Jak nigdy.Rezem z Beieberttes pod koniec wyglupiamy sie i robimy kocie ruchy. Chlopacy gwirzdza i gapia sie jak jacys napalenci z czego mamy niezly ubaw.Gdy na sale wbiega Bieber dzielimy sie na chlopakow i dziewczyny. Chlopacy zaczynaja swoje dziwne ruchy a my pokladamy sie ze smiechu.


Wszystkie sie smiejemy razem z nimi.Ja naprawde nie wiem co sie stalo piosenkarzowi. Pare godzin wczesniej na dachu byl zalamany a teraz nagle taka zmiana. Moze on tylko po przez usmiech ukrywa swoj bol? Wiem,wiem...Nie powinnam sie przejmowac ale tak jakos...No nie wazne! Tylko nie mowicie mi ze mi na nim zalezy. 
-Dziewczyny.-skinam rekoma na obie strony.-Dalej.-kiwam do DJ'a i po chwili z glosnikow slychac juz dobra muzyke.
Chlopacy patrza na nas z szeroko otwarymi oczami i buziami. My czujemy sie jak ryby w wodzie.Kochamy tanczyc i wtedy czujemy sie takie prawdziwe. Ta choregorafie wymyslilysmy kiedys jak laski wpadly do mnie na nocke.Zrobilysmy sobie wtedy takie babskie party i ulozylismy takie cos. Nasz taniec koncze ulubiona zmyslowym odkryciem brzucha. 
W momencie kiedy podciagam koszulke do gory oczy chlopakow powiekszaja sie jeszcze bardziej.Razem z dziewczynami mamy ubaw i na sam koniec po prostu robimy grupowego miasiaka. Gdy odwracamy sie w strone naszych przeciwnikow oni nadal stoja tam jak jakies posagi.Krece glowa i podchodze do Biebera.
-No to chyba wygralysmy.-szepcze mu na ucho mega uwodzicielsko i gdy sie odwracam niby przypadkiem ocieram sie tylkiem o jego przyrodzenie.-Ups?-poszczam mu oczko i wychodze z sali. Musze pogadac z Scooterem. Po jutrze jest juz 20-esty grudnia co oznacza ostatni dzien pracy przed swietami. Mam pare problemow i musze je wyjasnic.Po drodze zastanawiam sie skad nagle taki stosunek do Biebera. MOze mi go po prostu szkoda? Musze mu sie odwdzieczym bo on byl przy mnie kiedy Tyga  mnie pobil. Wiec ja bede przy nim kiedy Gomez go zdradzila...
_______________________________________________
Nic nie mam do powiedzenia... Przepraszam.
-Patrys

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Libster Award!!

Ladiesssss and gentleman !!! Po raz kolejny moj blog zostal nominowany do tej jakze cudownej akcji zwanej Libster Award! Czy jestem szczesliwa? Bha! To malo powidziane! Skacze z radosci!! <3

Z calego mojego serducha dziekuje wspanialej Oliwii!! Autorki bloga ''Big And Century Love''

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował." 

PYTANIA OD OLIWII!:

1) Jakie sa twoje postanowienia noworoczne?
Oh...Uprawiac Yoga ( i jak na razie od 1 stycznia wytrwale ja uprawiam), zdac egzamin konczacy gim xd i dostac sie do wymarzonej szkoly... Iiiiiiiiii najwazniejsze.... WRESZCIE POJECHAC NA KONCERT JUSTINA! <3

2)Co ci sie najczesciej sni?
Koszmary.... Tyle ze w moim przypadku slowo koszmar oznacza sen przedstawiajacy beztroskie zycie i wspaniale czasy... 

3)Ulubiony kolor?
Fiolet *o* Zdecydowanie ten ale lubie tez czern.

4)Dlaczego zalozylas bloga?
Od zawsze pisalam na jakis kartkach, w segregatorach i zeszytach. (Jest tego naprawde duzo) a gdy poznalam jedna taka dziewczyne ktora sama pisala bloga namowila mnie zeby tez zalozyla bo uwaza ze naprawde mam do tego talen. (Chociaz ja sie nie zgadzam z nia w ogole xd) Pomagalam jej przy pisaniu czasami i po jakims czasie oddala mi konto wiec stwierdzilam ze moze faktcznie moglabym zaczac cos bazgrac...I tak wyszlo ze pisze ;) Pozdrawiam moja kolezanke Elene <3
5)Masz chlopaka/ dziewczyne?
Oj...Zakochalam sie w jednym takiem glupku i powiedzial mi ze tez mu sie podoba ale jak na razie nie jestesmy razem.... ;c
6)Ulubione zwierze?
Mam trzy :D Sowa,slon i wilk ;)
7)Jakies zagrozenia na polrocze?
Yyyyy... Chyba nie xd Sama nie wiem ale sadze ze nie ;D

8)Na co zwracasz najwieksza uwage, gdy poznajesz nowa osobe?
Hmmmm.... Na styl wypowiadania sie, kolor oczu,poczucie humoru i czy ta osoba jest otwarta. Chyba na to... Chociaz tak na serio na nic nie zwracam uwagi xd 

9)Jakie miesto uwazasz za najpiekniejsze na swiecie?
Stratford!!!! Hihii bez dwoch zdan ;D Ale podoba mi sie tez LA,NY,Sydney i moj wspanialy Rzym.

10) Czego nie da sie wybaczyc?
Gdy osoba ktora mowila nam ze jestesmy calym swiatem odchodzi, gdy dochodzi do zdrady ( nie mowie o seksie to akurat potrafie wybacyc), ponizania i falszywosci... Chyba tego nie potrafie wybaczyc....

11)Jaki jest twoj ulubiony cukierek?
O bosh! Ale pytanie ;D Uwielbiam zelki i to zabawne bo zawsze mam paczke gdzies w torebce albo w plecaku. Ubóstwiam tez babeczki.A tak na prawde to kocham Jelly Beans i Sour Patch Kids :QQQQQQQ Sa najlepsze!!!!!!

MOJE NOMINACJE!:
  1. http://dontstopbelieving99.blogspot.it/
  2. http://blieveinourlove.blogspot.it/?m=1
  3. http://opowiadaniazjustinembieberem.blogspot.it/
  4. http://love-you-like-a-long-song.blogspot.it/
  5. http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.it/
  6. http://sexy-machine-in-hollywood-dream.blogspot.it/
  7. http://swaglandx3.blogspot.it/
  8. http://holidayloveandmore.blogspot.it/
  9. http://the-other-side-jb.blogspot.it/
  10. http://my-heaven-jb.blogspot.it/
  11. http://angelsdonotdieyet.blogspot.it/
MOJE PYTANIA!:
1. Co sadzisz o homo i bi?
2. Jestes otwarta na nowe znajomosci?
3. Jestes odwazna?
4.Lubisz piercing?
5.Zawod w przyszlosci?
6.Ile masz lat?
7.Zakochana?
8.Czesto zawodzisz sie na ludziach?
9.Ulubiony kwiat?
10.Gdybys mogla byc duchem kogo jako pierwszego bys nastraszyla?
11.Do jakiego nalezysz fandomu?

Ohhhh.... ;D Jak ja sie wzruszam gdy moja praca zostaje doceniona. Kazdy wasz komentarz,kazde kolejne wasze wyswietlenie jest wielkie! KOCHAM WAS! <3 Dziekuje ze mnie znosicie, naprawde <3
-Patrys 

Rozdzial 31

Gdy widze ze jednak to nie Chris usmiecham sie niesmialo.Jestem ciagle zaskoczona tym kto stoi w moich drzwiach. Naprawde jest to dla mnie szokiem.Obok rezysera jest chlopak o milej twarzy i z tego co moge wnioskowac niezlej klacie.
-Robert-stwierdzam pol szeptem.Nie wiem czemu nie moge zdobyc sie na normalny glos.Chyba dlatego ze po prostu znam sie z tym chlopakiem.
-Cher...-usmiecha sie lekko.-Ja..Ja nie wiedzialem ze to ty.
-Coz...-wzroszam ramionami krecac nosem.-Wejdzcie.-zapraszam ich do srodka,jako dobra gospodyni robiac przejscie w drzwiach.-Prosze za mna.-dodaje melodyjnie i w podskokach kieruje sie do salonu.Widzac oniemienie na twarzy mojego znajomego chce mi sie chichotac jednak nie moge sobie na to pozwolic.Pierwsze wrazenie jest najwazniejsze.Gdy siadaja na sofach ja ide zrobic cos do picia.Nie moge uwierzyc ze do tej pory nawet nie sprawdzilam z kim bede pracowac! Ugh! Lubie Robert'a.Poznalismy sie kiedys na gali kiedy to wpadlam na niego z kubkiem mrozonej kawy.Przez pierwszy miesiac spotykalismy sie na jakis pogaduchy nic wiecej. Czekaj,czekaj...Czyli jak on gra w tym filmie to jego dziewczyna na pewno tez! Lubie ja mimo ze wszyscy uwazaja ze jest zwykla jedza.-Prosze.-stawiam im napoje i zajmuje miejsce na przeciwko.
-Dobra Cher...-zaczyna Chu.-Czyli mam rozumiec ze w ogole sie nie przygotowalas do tej rozmaowy?-pyta lekko rozbawiony a ja niesmialo wzruszam ramionami.
-Przepraszam cie ale przez ostatnie problemy i akcje w moim zyciu, calkowicie zapomnialam.-robi mi sie glupio.Czuje sie cholernie zle bo nigdy taka nie bylam.Zawsze mialam wszystko poukladane a tu przez taki jeden wyskok moge stracic dobra szanse.
-Nawet lepiej.Lubie przedstawiac swoj pomysl.-szczerzy sie szeroko w moja strone a ja otwieram oczy ze zdziwienia.
-S..Skoro tak.-usmiecham sie.-To slucham.-chce juz otworzyc buzie kiedy jednak mu przerywam.-Mam tylko jedno pytanie.-przenosze wzrok na Hoffman'a.-Briana gra?
-Pewnie.-ten jego usmiech mnie rozwala.On nigdy nie przestaje sie smiac.-Nie mogla przyjechac bo ma sesje zdjeciowa.
-Szkoda.-wzruszam ramionami robiac smutna minke. Chu przez caly czas opowiada mi jaki bedzie film i przeprasza ze zapomnial scenariusza.Widze ze wszyscy sa dzis jacys rozkojarzeni.
Slucham tak jego gadania mimo ze uwazam iz to zbedne.
-Widze ze nie jestes zbyt skoncentrowana.-smieje sie krecac glowa.
-Przepraszam cie...-opieram lokcie o kolana i przecieram dlonmi twarz.-Mialam dzis ciezki dzien.
-Bieber cos znow zmajstrowal?
-Skad wiesz?-marszcze brwi.
-Nie trudno sie domyslic.-unosi do gory brwi.Wzdycham gleboko zamykajac na chwile oczy.Ma racje...Od kiedy moj pracodawca jest z Gomez stal sie jak maszyna.Mozna przwidziec kazdy jego ruch.Gdy wreszcie skonczyl pierdzielic w kolko to samo stwierdza ze musi jeszcze raz przejrzeć umowe.Spogladamy po sobie razem z aktorem a pozniej na juz zamyslonego Chu.Wzruszam ramionami i wstaje czujac wibracje mojego telefonu.
-Przepraszam na chwile.-wychodze na sekundke do siebie do pokoju nie zamykajac drzwi.-Slucham?-nie patrze na to kto dzwoni i to moj blad.
-Cher musimy sie zobaczyc.Koniecznie musimy pogadac.-slysze jego wsciekly glos.Cholera jasna!! Po co odebralam ten przekletny telefon?! Tak,dobrze myslicie to Justin.
-Nie moge sie z toba spotkac.-sycze zla. Pluje sobie w twarz ze jestem taka bezmyslna.
-W kawiarni za 10 minut.-nie zmienia w ogole tonu swojego glosu.
-Zrozum mnie cholera jasna ze nie bede sie z toba widywac!-podnosze glos z sfrustracji.Mam ochote sie rozplakac.Boli mnie wciaz fakt ze sie odnosi tak do mnie.Czy go kocham? Nie wiem...Chyba juz nie.Stracil w moich oczach.
-Nie kaz mi po ciebie przyjezdzac.
-Nie fatyguj sie...Nie bede nigdzie z toba wychodzic.-mowie dobitnie kazde slowo.W jednym momencie czuje jak ktos wyrywa mi z reki telefon.
-Cher w tej chwili jest zajeta.Najwidoczniej nie jestes tyle wart zeby tracila na ciebie czas.-Robert rozlacza rozmowe i odwraca mnie do siebie przodem. -To chyba twoje...-oddaje mi telefon robiac niewyrazna mine.Spogladam na niego zalzawionymi oczami i powoli opuszczam wzrok.
-Kto to byl?
-Nikt wazny.-przelykam sline zakladajac kosmyk wlosow za ucho.Trwa niezreczna cisza,patrze w podloge a on wierci mi dziure w twarzy.-Ehm...Dzieki.-podnosze jeden kacik ust do gory formujac jakby usmiech.-Nie musiales...-marszcze brwi krecac lekko glowa.
-Cher! Robert!-slyszymy krzyk rezysera wiec ostatni raz spogladamy na siebie i po chwili wychodzimy z pokoju.
-Nikomu ani slowa.-szepcze gdy siadamy tym razem obok siebie.Skina tylko prawie niewidzialnie glowa i rozklada sie jak gdyby nigdy nic na mojej sofie.Chu od nowa zaczyna gadac ze mam max 4 miesiace na zrobienie calej choreografi bo pozniej tyle samo na nauczenie calej ekipy.Niezle wyzwanie,przyznaje ale dam rade.Za skrocony czas dostane dwa razy wieksza sumke wiec ja nie marudze.Przyzywczailam sie do ciezkiej charowki.
-To co?-podsowa mi papiery.-Podpisujemy?-usmiecha sie zachecajaco a ja patrze mu w oczy.
-Yeep.-biore dlugopis i stawiam swoj ''autograf'' w odpowiednim miejscu. Odprowadzajac ich do drzwi zegnam sie calusami w poliki a na odchodne usmiecham sie delikatnie.-Bedziesz mial to na za tydzien.-poszczam oczko Jon'owi.Jest zdziwony ale nic nie mowi i wsiadajac do auta macha tylko reka.Chris ktory akurat wchodzi na schody usmiecha sie do mnie pogodnie i caluje w glowe.
-I co? I co?-pyta podekscytowany patrzac na mnie tymi swoimi wielkimi galkami.
-Nie przyjelam.-wzruszam smutno ramionami robiac z ust podkowke.Jestem dobra aktoreczka i naprawde w tej sytuacji zachowuje powage mimo ze chce wybuchnac smiechem i skakac z radosci.
-Zartujesz?-jego usmiech znika w mgnieniu oka.-Powiedz ze pierdolisz.-spoglada na mnie nie pewnie.
-Nie.-krece glowa wchodzac w glab domu.Slysze jak zamyka drzwi i idzie za man do kuchni.-Nie mialabym czasu.Po za tym Scoot cos mowil o trasie Biebera wiec sam rozumiesz.-siadam na blacie machajac nogami.Odstawia na wysepke zakupy i odwraca sie do mnie.
-Tak mi przykro.Wiem jakie to bylo dla ciebie wazne.-podchodzi do mnie i mocno,opiekunczo przytula.Chichocze co nie uchodzi jego uwadze.
.Zartuuuuuujeeee!-smieje sie glosno.-Oczywiscie ze przyjelam!-piszcze z radosci i klasze w rece.Jego dlonie ciagle sa na moich biodrach.Miedzy nami to normalne,jestesmy jak rodzenstwo.
-Ladnie to tak mnie oszukiwac?!.smieje sie kiwajac glowa.Robie minke nie winiatka i glaszcze go lekko po policzku.Wzruszam delikatnie ramionami a on bierze mnie na rece i szybko sie ze mna kreci.
-Aaaa!-smieje sie piszczac i odchylam glowe do tylu.-Chris prosze cie!-smieje sie blogo i probuje opanowac zawroty.Na moja prosbie staje jednak mnie nie puszcza.Usmiecha sie lobuzersko i wytyka mi jezyk.
-Wariatka.-smieje sie a ja wywracam oczami.
-Ktos musi.-szczerze sie trzepoczac rzesami.Gdy stawia mnie na ziemi caluje w czolo i siada na wyskoim krzesle przy wysepce.-Kupiles wszystko?-zagladam to toreb i rozpakowuje pojedyncze zakupy.
-Wszystko co bylo na liscie plus Jack Daniels, dwa szapmany i granat.-doskonale wie ze granat to moj ulubiony owoc wiec usmiecham sie szeroko jak mala dziewczynka.
-Za 20 minut na basenie.-poszcza mi oczko biorac alkochol ze soba i kieruje sie do swojego pokoju.Po rozlozeniu wszystkich nowych rzeczy biegne do siebie i wskakuje od razu do garderoby.Ubieram pierwszy lepszy stroj kapielowy i wiazac wlosy w luznego koka zbiegam na dol.Chris lezy na jednym z materacow popijajac z gwinta Daniels'a. Caaaaly Brown.Krece glowa i zamykam za soba drzwi a potem powoli zanurzam sie w milo cieplej wodzie.-To jak?-usmiecha sie szeroko.-Swietujemy!-szczerzy sie jeszcze bardziej i podplywa do brzegu.Otwiera szampana i nalewa do dwoch kieliszkow.Podaje mi jeden i usmiecha sie dumnie.-Za moja wspaniala Cher.-wznosi do gory swoj kieliszek a ja robie to samo usmiechajac sie niesmialo.-Moja siostrzyczke.-spoglada z lekkim niedowierzaniem w oczach i stukamy szklem a potem wypijamy na raz cala zawartosc.Gdy odstawiam kieliszek unosze rece do gory i przewracam sie do tylu robiac plusk w wode.Moj przyjaciel smieje sie ze mna gloso a po chwili takze nurkuje. Przez ten caly wieczor spedzony w basenie razem z Brown'em smieje sie i wyglupiam. Po raz pierwszy od dluzszego czasu zachowywalam sie jak kiedys. Beztrosko,wariacko i na cialgym smiechu. To wreszcie ja.Jestem optymistka jednak czasami zdazy mi sie myslec pesymistycznie.Jednak sadze jak kazdemu,prawda? Gdy rano sie budze naprawde w dobrym humorze siadam na lozku i rozgladam sie chwile po pomieszczeniu. Oh...Wzdycham. To bedzie piekny dzien.
 Zakladam na siebie koszule jednak w ogole sie nie podnosze z miejsca. Siedze tak z rekoma podpartymi na lozku i patrze w przestrzen. Czy mam kaca? Nie. To zabawne ale ja musze naprawde duzo wypic zeby sie zle czuc.Usmiecham sie pod nosem i ocieram twarz rekoma. W tym momencie dociera do mnie fakt kto do mnie wczoraj dzownil. Nie chce sie z nim widywac. Jeszcze dwa tygodnie i wyjezdzam.Przemecze sie,dam jakos rade.Siedze tak rozmyslajac kidy slysze swoj telefon.Bladze po lozku rekoma by go znalezc i wreszcie jest! Przeciagam palcem po ekranie i ukazuje mi sie zdjecie chlopaka.O wilku mowa.Ugh...Zepsuty poranek. Otwieram wiadomosc mimo ze sie wacham.Mam ochote ja po prostu wyrzucic i miec gdzies.'' Dzisiaj o 16.30 w studio.Scoot kazal ci przekazac ze masz sie koniecznie stawic.''. A to juz moj kolega nie moze sam do mnie napisac? Ugh...Wywracam oczami rzucajac urzadzenie od nowa w posciel.Patologia....Krece glowa wstajac energicznie.
-Cheri! Kawa czeka!-slysze z kuchni glos Chrisa i usmiecham sie lekko.Poprawiam swoje wlosy i zapinam koszule na jeden,srodkowy guzik. Moj wspolokator doskonale wie o ktorej sie budze, poniewaz zawsze wstaje o tej samej godzinie.To cholernie mile uczucie gdy przewaznie zawsze rano czeka na mnie ciepla kawa na wysepce.
-Juz schodze!-usmiecham sie zamykajac za soba drzwi i w podskokach zbiegam ze schodow.-Jak glowa?-chichocze widzac jego zbolala mine.Wciagam sie na rekach na blat i wyciagam dlon po kawe.
-Wezzz...Nic nie mow.-jeczy wyciagajac z lodowki cole. Niezawdony sposob Chrisa na kaca, lodowata coca cola.
-Hihihi...-popijam lyk napoju.-To tobie zachocialo sie swietowac nie wiadomo co.-wywracam oczami a z moich ust nie zschodzi nawet cien usmiechu.
-To nie fair ze ty prawie nigdy nie masz kaca.-jeczy odstawiajac butelke na miejsce.
-To wrecz bardzo fair, kochany.-caluje go w policzek w momencie kiedy wracam do siebie do pokoju.
-Moj Devil Angel.-smieje sie pod nosem wracajac do robienia sobie sniadania. Lubie gdy tak mnie nazywa.Twierdzi ze to idealnie mnie opisuje. Wzruszam ramionami tak nad tym rozmyslajac. Moze i ma racje....
___________________________________________________
O bosh! Ja was naprawde z calego serduska pselasam! <3 Jescze chyba tak dlugiej przerwy nie bylo... Naprawde jest mi bardzo przykro ;c Nie mam pojecia kiedy sie pojawi nn. Po prostu ostatnio nie mam czasu nawet na jedzenie... Dzis dodaje bo specjalnie zeby troszeczke nadrobic zalegosci nie poszlam do sql. Dzien wolny ^^
Rozdzial jest taki nijaki.... Ale taki musi byc.
Kocham was i jeszcze raz bardzo przeraszam!
-Patrys

środa, 8 stycznia 2014

Rozdzial 30

To zabawne jak ona latwo sie wkurza...W momencie zrobila sie cala czerwona i zaciska usta by nie wybuchnac. Bosh! Troche stabilizacji by nie zaszkodzilo.Wiem...Nie powinnam jej meczyc bo jej nie znam...Tak,tak,tak...Gadanie. Ja jej po prostu nie cierpie i tyle! Nikomu nic do tego bo to moje zdanie. Przez dluzsza chwile trwa cisza.Chlopacy sie juz ogarneli a Justin patrzy na mnie dziwnym wzrokiem,ktorego komletnie nie moge odczytac.Drzwi za nami otwierajac sie w jednym momencie.
-Siee....-dziewczyna robi krok do przodu z mega wielkim umsiechem na ustach jednak kiedy widzi dzieczyne Bieber'a automatycznie robi grymas.-Cholera...
-Miley!!-Gomez najwidoczniej jest zadowolona obecnoscia mojej przyjaciolki.Mnie jednak reakcja nowo przybyłej powala ze smiechu.
-Co tu robi pies?-patrzy po nas i teraz wybuchaja smiechem wszyscy oprocz naszych 'zakochancow'.-No co?
-Nic,nic.-podchodze do niej i caluje ja w policzek.
-Nasza Cher zareagowala tak samo.-Twist wzrusza ramionami opadajac na czarna sofe.
-Ja jeszcze nie skonczylam...-krece glowa.Miala po mnie przyjechac godzine pozniej bo umowilysmy sie na lunch razem.Ale to cala Cyrus.Albo sie spoznia albo przyjezdza nie widomo ile wczesniej.
-Wiem,wiem.-usmiecha sie w moja strone.-Przyjechalam bo cos czulam ze bedziesz miala zly dzien.-spojrzala znaczaco na Gomez tulaca sie do boku Bieber'a.Ej?! Czy tylko mnie ten widok po prostu brzydzi?? Ugh...
-Tak widzisz,przyjechala Miley i zepsula cala atmosfere.-czy ona mowi do mnie? Tak...wlasnie do mnie. Ugh...Odwracam sie w jej strone z tak sztucznym usmiechem jak tylko moge.
-Lubilabym cie bardziej jesli nie bylabys taka pierdolona suka.-mowi Cyrus calkowicie powaznym tonem.Zaskakuje tym panne Gomez poniewaz ta otwiera szeroko usta. 
-Eh...Co,prosze?-marszczy brwi.
-To co slyszalas.-moja przyjaciolka wywraca oczami.-A ty Justin...-podnosi reke jakby chciale cos zademonstrowac.-Z reszta nie wazne.-macha nia i odwraca sie do drzwi.-Czekam z Fredo w kawiarence,skarbie.-caluje mnie w policzek i wychodzi z pomieszczenia.Miedzy nami panuje lekkie zaskoczenie poniewaz Mils nigdy nie zdobywala sie na takie cos.Krece glowa patrzac w podloge.
-Nagrywamy?-unosze do gory brwi.
-Jasne...-Justin usmiecha sie w moja strone.Czekaj,czekaj.CO?! On sie wlasnie usmiechnal...
-Jesli ona wyjdze.-pokazuje palcem na brunetke. 
-Pff...Mozesz sobie pomarzyc.-wywraca oczami ta...Lepiej bedzie jak nie skomentuje.
-Ahaaaa...-wzdycham patrzac na Scoota.-Zawolajcie mnie jak jej nie bedzie.-siegam po torebke i wychodze zatrzaskujac za soba drzwi.
-Cher czekaj!-slysze za soba wolanie Lil Za.Odwracam glowe w jego strone i patrze jak do mnie biegnie.
-No co?-patrze na niego odwracajac sie napiecie.-Mam patrzec jak sie miziaja na sofie? Albo sluchac jak mi docina? Nie zna mnie,do cholery jasnej! Nie ma prawa mnie oceniac...-w moich oczach robia sie lzy.
-Kochasz go jeszcze.-nie pyta,stwierdza przyciagajac mnie do siebie. Mocno mnie przytula glaszczac po plecach.-Zrobimy tak.-lapie mnie za ramiona odsuwajac lekko.-Wrocimy tam i pozwolisz jej zostac.Zajmiesz sie praca i po prostu olejesz ja jak powietrze a ja...Razem z Ryan'em i Twist'em wykrecimy jej pare zartow. -zaciera rece z lobuzerskim usmieszkiem a ja wybucham smiechem.
-Jestes niemozliwy.-zucam mu sie na szyje.-Dziekuje.
-Cala przyjemnosc po moooojej stronie.-rusza zabawnie brwiami a ja krece rozbawiona glowa.Gdy wracamy do pokoju az mnie krew zalewa gdy widze ta jedze siedzaca na moim fotelu. Aaaaa!! Ale obiecalam cos Za, dlatego slowa dotrzymam.Siadam na stole obok stojacego Scoota i patrze jak Justin zabiera sie do pracy. Gomez siedzi centralnie przed chlopakami wiec juz czuje ze bedzie mocno.Co chwila zerkam na chlopakow.Twist rozwiazuje sznurowki jej trampek i zwiazuje je razem a potem przywiazuje do krzesla.Hahaha...
Typowe.Za obcina jej garsc wlosow az do ramion.Jestem zszokowana ze nic a nic nie czuje! W momencie kiedy Justin konczy spiwac Ryan podnosi swoj koktajl i niby ze na nia wpada wylewa jej go na twarz.
-Ryan!!!!!!!-piszczy tym swoim glosiekiem a ja wybucham smiechem. 
-Ups?-wzrusza ramionami.-Moj napoj...-otwiera wieczko kubka i patrzy w niego z zawiedziona mina.-Teraz przez ciebie nie mam co pic!-krzyczy niczym male dziecko a ja razem z Za i Twist'em smiejemy sie w najlepsze.Gdy sie podnosi automatycznie przez zawiazane sznurówki przewraca sie na ziemie. Bieber wyskakuje by jej pomoc a ja z chlopakami nie mozemy powstrzymac lez ze smiechu. 
-Ty mala,kurewska suko!-krzyczy w moja strone.
-Mhmm...-staje przed nia twarza w twarz.-No dalej...Dowartościowuj sie wyzywajac mnie.-patrze na nia bez uczuc.Nic nie mowi.Widze w niej chwile zawachania i leku ale znika tak szybko jak sie pojawilo.Odwracam sie do Scoota.-Nie bede pracowac przy niej...Do nastepnego.-usmiecham sie w strone chlopakow machajac im na pozegnanie.Co ja na to poradze ze tak jej nie lubie? Tak jakos wyszlo.Nie myslcie sobie ze jestem dla niej taka niemila bo jestem zazdrosna...Nie, juz dawno przed poznaniem Biebera jej nie lubilam. Stajac w drzwiach kawiarenki widze jak moja najlepsza przyjaciolka caluje sie z Flores'em! Aaaa! Jestem taka szczesliwa!-No witam zakochance.-chichocze siadajac obok nich i skinam reka w strone kelnerki.
-Ehm...-Cyrus rumieni sie opadajac plecami na oparcie krzesla.
-No ladne mi ehmm...-przedrzezniam ja chichoczac.-Ja wciaz mam ci za zle za to zostawienie mnie dwa miechy temu.-wytykam jej jezyk usmiechajac sie slodko.Rozmawialysmy o tym, wszystko sobie wyjasnilysmy i opowiedzialysmy. Okazalo sie ze ona pojechala z Alfredo na Hawaje! Taaa...Ciekawa jestem co sie tam dzialo.Ale nie wnikam.
-Zwalam wine na niego.-pokazuje palcem na,moim zdaniem juz jej chlopaka.
-Tak tak,kotku...Jasne.-on natomiast smieje sie popijajac lyk coli.
-Kotku??-patrze to na niego to na Mils.-Przyznajcie sie lepiej juz a nie udajecie...-wywracam oczami.Akurat,kurde,musi podejsc Mia.
-Co zamawiasz?-usmiecha sie serdecznie.
-Daj mi jedna,podwojna kawe taka jak zawsze i mojego ulubionego batonika.-szczerze sie to niej szeroko.
-Juz sie robi...-kiedy ma juz odejsc automatycznie sie odwraca.-Dzieki za podbudowanie Ryan'a.-rumieni sie lekko.-Wiem ze to twoja zasluga.
-Czysta przyjemnosc.-usmiecham sie slodko.-Wiec?-gdy odwracam sie do moim przyjaciol patrza na mnie powaznie.-Co?-z mojego usmiechu nie pozostaje juz nic.Boje sie tego co moga powiedziec.
-Kazdemu z nas pomagasz w sprawach sercowych a jesli chodzi o twoje to wszystko sie pieprzy.-mowi Fredo.
-Co ja na to poradze?-unosze ramiona i po chwili je opuszczam. Mam lzy w oczach a gdy widze ich troske usmiecham sie lekko.-Tak juz jest...-wzdycham lekko.
-Ale przeciez tez masz prawo do szczescia.-mowi Miley.
-Ale nie z nim.-stwierdzam dobitnie.-Nie jest mi pisany i tyle.-Mia stawia przede mna moje zamowienie i widzac lzy w oczach nic nie mowi.Po prostu gladzi mnie po ramieniu a pozniej odchodzi.
-Ty jestes glupia.-dodaje moja przyjeciolka wywracajac oczami.
-Dzieki.-skinam glowa.
-Cher to prawda.-mowi powaznie.-Najpierw bylas z tym chujem,potem wypieralas sie ze nie mozesz byc z Justinem a teraz masz...-wyrzuca rece w powietrze.
-Mils...-Fredo probuje ja uspokoic.
-Nie,zadna Mils...-spoglada na niego sceptycznie.-Sama rujnuje sobie zycie a pozniej cierpi.-mam ochote sie rozplakac.Wiem przeciez ze ma racje.
-Zmiana tematu.-moj kolega mowi ostro patrzac na mnie nie pewnie.-Co w sprawie swiat?-dodaje podekscytowany.
-O to teraz zes powiedzial...-zlapala sie za czolo a ja westchnelam.Spojrzal to na mnie to na Miley.
-Co?-patrzy na nas obie.
-Umre w samotnosci i szczesliwych swiat.-usmiecham sie patrzac to na przyjaciolke to na przyjaciela.Biore do reki batonika a do drogiej kawe i wstaje od stolika.Gdy podnosze wzrok by popchnac drzwi widze Justina. O matko... Patrzy na mnie smutno a po chwili jego reke lapie Gomez ktora bierze sie nie wiadomo skad. Bieber zamyka automatycznie usta i nie mowi tego co chcial... Ugh! Wywracam oczami i przechodze obojetnie obok nich.Gdy wreszcie wchodze do domu i odkladam moja torebke dzwoni moj telefon.-Cholera...-wyciagam urzadzenie i bez patrzenia odbieram.-Cher Lloyd z tej strony,slucham?
-Dzien dobry panno Lloyd tutaj Jon M. Chu.-faktycznie... Mialam sie dzis z nim spotkac.Po swietach zaczynaja sie treningi wiec musze juz wymyslec jakas choreografie.
-Ah tak...Za 30 minut bedzie pan u mnie?-przechodze szybko do salonu zeby ocenic jego czystosc. Ufff...Czysto.
-Wlasnie dzownie w tej sprawie...-prosze spoznij sie,spoznij sie.Marze w tym momencie o kapieli i chwilowym odpoczynku.-Czy moglbym przyjsc wczesniej z jednym z glownych aktorow?-no i moje pragnienia szlag trafia.
-Oczywiscie...Ja juz czekam.
-To w takim razie do zobaczenia.-nie czeka na zadne moje slowo i po prostu sie rozlacza.
-Oh...-wzdycham opierajac rece na oparciu lozka i schylam nisko glowe.Po chwili czuje jak jakies silne rece,ktore tak swietnie znam obejmuja mnie w pasie.-Hej Chrisi.-usmiecham sie prostujac sie lekko tak ze opieram plecy o jego klatke.
-Hej malutka.-caluje mnie w glowe.-Widze ze ciezki dzien.
-Strasznie...-wzdycham gleboko.-Opowiem ci wszystko wieczorem.-odwracam sie w jego strone patrzac znaczaco.
-Basen i wino?-usmiecha a potem zagryza warge.
-Z wielka checia.-odwzajemniam usmiech i skladam na jego policzku calusa.-Za mniej niz 20 minut bedzie tu rezyser i jeden aktor ze "Step Up 2".-kieruje sie do kuchni.
-Jasne. Czyli mam sie ulotnic do siebie?-podnosi brwi idac za mna.
-Jak chcesz...W kazdym badz razie przydaloby sie zrobic zakupy bo zieje pustkami.-wskazuje reka na lodowke przechodzac obok.
-Mhmmm...-kreci nosem.Wiem ze nie cierpi tego robic ale dzis musi. Ja po prostu nie mam czasu.-Masz liste?-pyta drapiac sie po karku.Przesylam mu sms z wszystkim czego w naszym domu,nigdy,nie moze zabraknac.
-To do pozniej.-caluje mnie w glowe i tyle go widziano.Doslownie 5 minut po jego wyjsciu slysze dzwonek do drzwi.
-Czego zapomniales?-smieje sie otwierajac drzwi ale jednak sie myle.To nie Brown.
______________________________________________________
...NO COMENT... ;c
-Patrys

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdzial 29

W ciagu dwoch miesiecy mialam dosc wszystkiego.Razem z Chrisem zrobilismy remont w domu burzac sciane od sypialni goscinnej i zlaczylismy wolna przestrzen z salonem.Nie chcialam miec juz tamtego pokoju poniewaz przypominal mi tylko o moim bylym...Justin znow jest z Gomez a ja musze go znosic bo nadal z nim pracuje.Nasze kontakty sa...Sa ciezkie. Traktujemy sie jak powietrze a jedyne momenty kiedy rozmawiamy to podczas cwiczen. Nie widzialam sie jeszcze z jego zajebista dziewczyna poniewaz chlopacy zabronili mu ja przyprowadzac. I bardzo dobrze! Nikt nie chce jej ogladac!
-Hej Scoot.-usmiecham sie do menagera wchodzac do pokoju nagran.Dzis mamy zaczac tworzyc nowa muze,jak to okreslil Lil Za.Poznalam przy okazji wszystkich kolegow piosenkarza poniewaz ostatnio strasznie duzo czasu spedzaja w studio co mi w ogole nie przeszkadza.Sa naprawde fajni.
-Hej mala.Jak sie masz?-pyta nie pewnie.Mroze go spojrzeniem i odkladam torebke na szafke.-Ok...Rozumiem.-kreci nosem co mnie lekko rozbawia.-Ladnie wygladasz.-usmiecha sie do mnie serdecznie.Spogladam po sobie i patrze na niego dziwnie.
-Prooooosze cie...-wywracam oczami zdejmujac kurtke.Pod spodem mam tylko bialy top na ramionka.-Ale dziekuje.-robie slodka minke zakladajac reke na biodra i robiac poze.Smieje sie razem ze mna i wlasnie o to mi chodzilo.Scooter jest jedna z tych niewielu osob z ktorymi potrafie sie smiac.
-Nooo witam witam piekna pania.-do pokoju wchodzi Ryan,Lil Za i Lil Twist.Ponownie wywracam oczami i krece glowa.
-Nie wiem o co wam chodzi...Dzis przeciez ubralam sie najzwyklej jak moglam.-marszcze brwi.Po kolei podchodza do mnie by sie przywitac buziakiem w policzek.
-Bizzle jeszcze nie ma?-pyta Twist rozkladajac sie wygodnie na sofie.Ryan patrzy nie pewnie na mnie a ja udaje ze akurat zachcialo mi sie przegladac papiery ktore przyniosl Scoot.
-Nie,znasz Justina...Zawsze sie spoznia.-odpowiada menager wzdychajac ciezko.
-Taaa...Od kiedy znow jest Gomez jest z nim coraz gorzej.-kreci glowa Za. W moich oczach znow pojawiaja sie lzy ktore za wszelka cene chce zatrzymac.
-Cher, idziemy po kawe?-Beadles jak zwykle ratuje mnie w ostatnim momencie.
-Jasne.-usmiecham sie w jego strone.Wychodzimy z pomieszczenia a ja wzdycham gleboko.On wie co sie stalo.Jest jedynym wtajemniczonym,po za Chris'em oczywiscie.-Dzieki.-spogladam w jego oczy.
-Nie ma za co.-wzrusza ramionami.-Jak zawsze do usług...-szlismy do kawiarni na dol w calkowitej ciszy.To bylo fajne w Ryan'ie,potrafil siedziec cicho.
-To co zawsze,Mia.-siadam na wysokim krzesle usmiechajac sie do dziewczyny.
-Jasne,Cheri.-zawsze tak na mnie mowi co wywoluje u mnie mega ogromny usmiech.Moj kolega dosiada sie do mnie posylajac kelnerce lobuzerski usmiech.
-Czy ja o czyms nie wiem?-daje mu sojke w bok i patrze na niego znaczaco.
-No podoba mi sie...-mowi odwracajac glowe w bok tak zeby ona nie mogla uslyszec.
-No,nooo....-przeciagam zabawnie ruszajac brwiami.-Dzialaj.-szepcze mu na ucho biorac kubek z moim napojem.Wreczam dziewczynie odpowiedni banknot mrugajac jej oczkiem.-Reszty nie trzeba.-upijam lyk i klepie po ramieniu chlopaka posylajac mu znaczace spojrzenie.Gdy wracam juz do pokoju akurat z drzwi na przeciwko wchodzi Bieber. Spoglada na mnie tym samym wzrokiem jak zawsze, na poczatku jest steskniony i smutny a potem...A potem to sami sie przekonacie.Nie witamy sie,oboje nie czujemy takiej potrzeby.Gdy on gada z przyjacielami ja siadam na stole i popijam kawke.
-Jakie plany na koniec miesiaca?-pyta Scoot opierajac sie obok mnie.
-A co jest na koniec miesiaca?-robie zdziwiona mine.
-Swieta!-krzyczy na mnie a ja patrze na niego zdziwiona.
-Cholera Scooter...Swiat nie obchodze od 6 lat!-wyrzucam reke w powietrze.Widze jak Justin katem oka co chwila na mnie spoglada.Dzis jest jakis inny...
-To w tym roku przyjezdzasz do mnie.
-Daj spokoj...-krece glowa.-Chris juz chcial mnie zabrac do siebie,do rodziny ale odmowilam.-wzruszam ramionami biorac kolejny lyk.-Jest mi dobrze tak jak jest.
-To gdzie bedziesz? Sama w domu?-zadaje nastepne pytania co mnie lekko irytuje ale staram sie go zrozumiec,jest najzwyczajnej w swiecie ciekawy.
-Nie...Pewnie ze nie.-usmiecham sie lekko.-Wyjade.Jak co roku,znikne na te dwa tygodnie w miejsce w ktore nikt nie bedzie mial nawet pomyslu mnie szukac.
-Nie mozna tak.-mowi obuzony co przykowa uwage pana gwiazdy.
-A wlasnie ze mozna.-smieje sie pod nosem.
-To sylwestra spedz z nami!-odzywa sie Lil Twist a Lil Za z DJ Tay'em od razu go popieraja.
-Na sylwestra tez znikam.-wytykam mu jezyk i odstawiam kubek obok siebie.
-Ooo...-Za podchodzi do mnie i patrzy nie pewnie.-Ten usmieszek musi cos znaczyc.
-Nie cos tylko kogos.-Twist zaraz jest obok niego.
-Nagrywamy czy bedziemy tak sterczec?-gdy my sie smiejemy oczywiscie pan gwiazdka musi sie wtracic.
-No to na co czekasz? Na czerwony dywan?-wychylam sie zza chlopakow patrzac na niego z pogarda.-Nie doczekanie twoje...-wywracam oczami i siadam na jednym z foteli obrotowych przy konsoli.
-Suka...-nachyla sie nad moim uchem gdy przechodzi obok.
-Chuj...-sycze nie patrzac nawet w jego strone.Na nasze szczescie Scoot tego nie widzi.Wscieka sie gdy sie wyzywamy.Czy mnie to boli? Nawet nie wiecie jak bardzo...Bo...Bo mimo wszystko nadal go kocham.Gdy wchodzi do pokoju nagran ja w najlepsze smieje sie z chlopakami. Kiedy jednak zaczyna spiewac wsluchuje sie w glos, staram sie wylapac wszystkie niedociagniecia ale jak na razie jest ok. Na poczatku zawsze robimy wersje na czysto zeby wiedziec co zbajerowac.Chlopak jednak widzac swoj dzwoniacy telefon bardziej zajmuje sie komorka niz spiewaniem co w rezultacie objawia sie falszowaniem.-Bieber do cholery! Skup sie i odluz ten telefon!-dre sie przez mikrofon ale on sobie nic nie robi. Zaczyna sobie esemesowac. Ja pierdole... On mnie wykonczy.
-Nie wkurzaj sie ja to zalatwie...-Twist przechodzi obok mnie calujac w glowe i wchodzi do Biebera.Wyrywa mu smartphone z reki i po prostu wychodzi.
-Dziekuje.-wyciagam do niego szyje i caluje w policzek kiedy sie nachyla.Uwielbiam tych chlopakow...A tak pro po...Gdzie jest Ryan? Hihi...Dobra dobra...Mia jest spoko.Patrze dalej na pana Biebera podpierając brode na zlozonych rekach.Po dlugiej chwili wreszcie sie wczuwa.Takiego JB poznalam na pierwszej probie.
 -Mamy to.-slysze DJ Tay James'a.Usmiecham sie delikatnie w jego strone na co puszcza mi oczko.Zawsze to robi,dupek.-Podobalo sie?-za kazdym razem pyta mnie o opinie.
-Moim zdaniem bylo dobrze.
-Dobrze?! Tylko dobrze?!-warczy Bieber wchodzac do nas.-Bylo zajebiscie.
-Stul pysk.-sycze machajac dlonia.
-Cher! Cher! Cher!-w momencie gdy chce mi odpyskowac,do pomieszczenia wpada Beadles.Podnosi mnie z krzesla w jednym momencie i zaczyna krecic w kolko.
-A!!-krzycze smiejac sie z niego i odchylam glowe do tylu.Gdy stawia mnie juz na ziemi przytula mocno za kark.-Co sie stalo?-pytam wyrywajac sie z jego objec.
-Umolwia sie ze mna!-szczerzy sie a ja otwieram szeroko oczy i podskakuje uradowana.
-No widzisz.-obrywa ode mnie w ramie.-Mowilam!
-No tak tak...-wywraca oczami.
-To taniec szczescia!-piszcze zadowolona i zaczynamy sie bujac.


No co? Ryan umie tanczyc mimo ze niegy nie chce sie do tego przynzac...A ja lubie sie wyglupiac. Wszyscy sie z nas smieja jak za kazdym razem z wyjatkiem Bieber'a,oczywiscie...Ten patrzy na nas jak na pare idiotow czym my sie w ogole nie przejmujemy.Mamy nie pokolei w glowie i to jest spoko.W jednym momencie gdy odwracam sie ciagle tanczac w strone drzwi zastygam w jednym miejscu.
Ukazuje mi sie zniesmaczona mina Gomez.
 -Co to ma byc?-chichocze pod nosem i spoglada to na mnie to na Beadles'a.-Jak chcesz skarbie to moge cie nauczyc tanczyc.-usmiecha sie do mnie.
-Slucham?-otwieram lekko buzie.
-Uuuupsss...-slysze westchnienie Twista,Za,DJ'a i Scoot'a.
-Czy ty wiesz kim jestem?-pokazuje na siebie palcem.Robi ta sama mine co wczesniej gdy weszla do pokoju.-Nie wazne...-macham reka odwracajac sie do niej tylem.Przenosze ciezar ciala na jedna noge i patrze po chlopakach.-Tak w ogole...To podobno psom wstep wzbroniony.-odwracam sie w strone tak bardzo znienawidzonej przeze mnie dziewczyny.-Wiec jak tu weszlas?-usmiecham sie do niej mega sztucznie.
-Co?-najwidoczniej ja urazilam.
-Oj przepraszam...-robie skruszona mine.-Ja nie chcialam...Nie,czekaj.-powaznieje.-Jednak chcialam.-mroze oczy zakladajac rece na piersiach.Chlopacy wybuchaja smiechem ale widzac wsciekly wzrok Selinki skierowany w ich strone, automatycznie tlumia go w sobie.Justin caly czas przyglada sie to mi to swojej dziewczynie.Nie reaguje,nie staje w jej obronie i mam wrazenie ze na jego usta chce sie wkrasc za wszelka cene jakis usmieszek.Mroze ja pewnym siebie wzrokiem a ona lapie piosenkarza za dlon i przyciaga do siebie by wpic sie w jego usta.Jest niczym pijawka.Brzydzi mnie ten widok wiec tylko wywracam oczami.Gdy sie od niego odrywa patrzy na mnie z pogarda.Takich jak ona mozna wkurwic tylko jednym.Usmiecham sie do niej slodko i staram sie wygladac jak najszczerzej.-Szczescia.-utrzymuje moj usmiech caly czas.Mina jej i jej chlopaka chlopaka sa bezcenne.Chlopacy za mna wybuchaja smiechem i tym razem smieja sie bez opamietania a ja pozostaje nie wzruszona.
____________________________________________________
Przepraszam wszystkie Selenators jesli tu jakies sa... Kocham was wszystkich ale nigdy,od kiedy bylam mala nie cierpialam Seleny. Przepraszam, nie miejscie mi tego za zle ;*
To chyba najdluzszy rozdzial xD Jak widzicie jest duzo gif'ow wiec moze sie lepiej czytac :D Mam nadzieje ze wam sie spodobal...Nic specjalnego ale jest jakis taki lekki. Spodziewaliscie sie tego? Ja,szczerze...To nie xD
No nic... Mam nadzieje ze was nie zanudzilam <3
Mowie od razu ze w przyszlosci pewnie nie beda sie pojawiac takie dlugie rozdzialy bo osobiscie nie lubie czytac tak dlugich... <3 Po za tym...Ten rozdzial wydaje sie taki dlugi przez ilosc obrazkow ;)
Wyrazcie swoja opinie bo to dla mnie wazne <3 Po wszystkich ostatnich hejtach do mnie mialam/mam chwile zwątpienia...
-Patrys

wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdzial 28

Popoludnie nad morzem bylo wpspaniale...Kocham takie luzne dni w dobrym towarzystwie.Przez nastepne kilka dni razem z Justinem spedzalismy na mojej posiadlosci.Nawet sobie nie wyobrazacie jak tu pieknie! Mam wielki ogrod z masa drzew, jest altanka,oczko wodne...Tu jest jak w raju. Do wyjazdu zostaly 3 dni a mi w ogole nie chcialo sie opuszczac tego miajsca. Fakt ze bedziemy oboje musieli wrocic do pracy nam w ogole nie poprawial humorow.Nie ruszalismy juz tematu naszych uczuc.Tak bylo lepiej. Siedzimy wlasnie w salonie i ogladamy jakies bezsensowne komedie.Dzis postanowilismy zostac w domu zeby troszke odpoczac.
-Juuuustin... Ta komedia jest nudna!-jecze probujac wyrwac mu pilota a on sie smieje i dalej pozera popcorn.
-Nie marudz...Jest fajna.
-Taaa...Dla debili.-robie naburmuszona mine i siadam mu na kolanach zeby wyciagnac tego przekletego pilota z jego reki.
-Wielkie dzieki.-robi grozna mine.W pierwszej chwili nie rozumiem o co mu chodzi a po chwili zdaje sobie sprawe.Zakrywam usta dlonia i robie skruszona mine.
-Ups? Nie chcialam nazwac cie debilem.-caluje go w polik.No na prawde nie zrobilam tego swiadomie...Wyciagam mu to czego tak bardzo chce w momencie kiedy patrzy na moje piersi.Ugh. Faceci.Siadam jak wczesniej,czyli z nogami na jego kolanach a plecy opieram o bok sofy i przelaczam kanal.
-Nooo weeez....-jeczy tym razem on a ja sie smieje.W jednym momencie slyszymy telefon chlopaka.Spogladamy na siebie i oboje rzucamy sie by odebrac.Jestem szybsza poniewaz smartphone lezy na stoliku obok mnie.Na ekranie wyswietla sie nieznany numer.-Nie odbierzesz...-mrozi mnie wzrokiem kiedy wyciagam reke do przodu tak jakby go odebchnac.
-To patrz.-przejezdzam paclem po ekranie i przykladam do ucha.
-Hej skarbie...Mam nadzieje ze szybko powtorzymy ostatnia noc.Strasznie za toba tesknie,kochanie.-slysze glos kotry juz skads znam...Nie...Nie...To nie mozliwe.To nie moze byc Gomez.
-Juz podaje twojego skarba...-sycze do sluchawki.-To chyba do ciebie...-podaje mu telefon z bolem w oczach. Robi glupia mine a ja krece glowa. Bierze ode mnie telefon i przyklada do ucha a ja siedam na sofie i skacze po kanalach.Udaje ze mnie to w ogole nie rusza.
-Hej...Tak,pewnie.Za ile bedziesz? Ja tak samo...-usmiecha sie do telefonu i znika na tarasie.-.Swietnie...Naprawde zajebiscie! Tu mi gada ze chce ze mna byc a tak na prawde sypia z Gomezowna...Serio?!Jeszcze ta suka ma tu przyjachac?! Do MOJEGO domu?! Ja pierdole! Mi mowil ze nie chce miec z nia nic wspolnego. Biegne na gore do swojego pokoju i rzucam sie na lozko,zatapiajac twarz w poduszke. Cholera jasna! Czemu to zawsze ja mam takiego pecha? Nie wazne...W sumie niech robi co chce bo nie jestesmy razem. Ale przynajmniej niech nie bajeruje. Moze chcial mnie tylko na jedna noc? Nie jestem dziwka! Chce do domu... Chce Chris'a...Wyciagam telefon z torebki i wybieram numer przyjaciela i szybko przykladam do ucha.Po dwoch sygnalach odbiera! To szok...
-Hej skarbie...Przepraszam ze sie nie odzywalem.Wyjasnie ci wszystko na spokojnie jak sie zobaczymy.-slysze entuzjazm w jego glosie.
-Chris...-przykladam reke do ust i nie potrafie zatrzymac lez.
-Jezu,malenka co sie stalo?!
-Justin...my...on...Gomez...-nie potrafilam z siebie wydusic slowa.
-Juz prawie dojezdzam...Bede za 20 minut.-zacina sie na chwile.-Niespodzianka...-mruczy smutno a mi i tak sie robi lepiej.On tu jest...On przyjedzie i bedzie przy mnie.On zawsze jest. Rozlaczam rozmowe i biegne do lustra. Dzis nie zamalowywalam siniakow.Przegladam sie jak bardzo jest ze mna zle...Fatalnie ale nie chce mi sie ich zakrywac. I tak sie dowie i tak.Bieberowi nawet nie bylo przykro. Byl zaklopotany ale i tak nic sobie z tego nie zrobil.Gdyby mu faktycznie zalezalo pobieglby za mna.Jednak nawet nie przyszedl.
-Chris zaraz bedzie.-szepcze do swojego odbicia i omywam twarz woda.Po doslownie chwili slysze dzwonek do drzwi.Jest.Pospieszyl sie...Zbiegam na dol a w drzwiach widze mojego przyjaciela.Zbiegam po schodach i rzucam sie mu na szyje.Nie mam pojecia gdzie podziewa sie pan gwiazda i chuj mnie to obchodzi.
-Czesc skarbie.-zostawia walizke na podlodze a ze mna na rekach idzie do sypialni.Zamyka za nami drzwi na klucz i siada na lozku.-Kto ci to zrobil?!-glaszcze moj policzek.
-Tyga...Rozstalismy sie a on mnie pobil.-wzruszam ramionami ocierajac lzy.-Ale nie wazne.-krece glowa.
-Rozjebie mu leb.-syczy zaciskajac szczeke i miesnie.
-Daj spokoj...On juz nie istnieje.-lapie go za policzku skierowujac twarz w moja strone.
-Czemu placzesz?-zmienia automatycznie temat.Wstaje z jego kolan i staje do niego tylem.
-Calowalam sie z Justinem...Pomogl mi.Zabral mnie tu.Chcial sie umowic na randke.Chcial ze man byc.-krece glowa zakladajac kosmyk wlosow za ucho.-A dzis zadzonila jego byla i pierdolila cos o wspanialej nocy i ze za nim teskni...Ma tu przyjechac...
-Zartujesz...-syczy za mna a ja sie odwracam automatycznie.
-Zabierz mnie stad.Chce wrocic.-przelykam gule formujaca sie w moim gardle.
-Jasne...Jasne..-szepcze drugi raz jakby do siebie i rozglada sie po pokoju.
-Tylko prosze...-klade mu reke na klacie i spogladam w oczy.-Nie wszczynaj bojek.- mowie powaznie patrzac do gory na chlopaka.
-Wiesz ze jestem grzeczny.-usmiecha sie lobuzersko jednak i tak wiem ze zrobi to o co go prosze.
-Yhyyyym.-odwracam sie w strone szafy zeby zabrac swoje ciuchy.Klepie mnie w tym momencie w pupe i smieje sie lekko.-Zostaw moj tylek!-piszcze rozesmiana.Nie mam pojecia jak on to robi ale zawsze przy nim czuje sie lepiej.
-Kocham cie siostrzyczko.
-Tak,tak...-wywijam reka w gorze.-Jak sobie chcesz.-wybieram szare proste spodnie dresowe,obcisla biala bokserke i czarna bluze do pepka.Gdy wracam z lazienki Chris siedzi na lozku a obok niego na podlodze lezy moja torba,juz spakowana.Naciagam na nogi zostawione przy drzwiach czarne Supry.-Nie musiales....-krece glowa.
-Tak szybciej stad uciekniemy.-z szerokim usmiechem lapie moja torbe i wychodzimy z pokoju. Na korytarzu stoi Bieber.Brown patrzy nie pewnie w moja strone a ja nakazuje mu isc dalej.Przechodzac kolo piosenkarza podnosze otwarta reke na znak ze nie bede z nim rozmawiac.
-Daj mi wytlumaczyc.-mowi zdesperowany.Opieram sie plecami o sciane i zakladam rece na piersiach.
-Slucham...-powie z pogarda.On jednak chyba nie wie co powiedziec.Stoi tak przede mna z otwarta buzia jakby slowa nie wychodzily z jego ust.-Nie wazne...-unosze rece do gory i chce isc dalej.
Jednak on zatrzymuje mnie kladac reke na scianie i namietnie caluje.Jestem w szoku.Nie odwzajemniam pocalunku przez pierwsza sekunde a potem odzyskuje wlasna swiadomosc i odpycham go od siebie.Zakrywam usta dlonia i patrze na niego z niedowierzaniem.-Co ty sobie wyobrazasz?!-krzycze patrzac w jego tenczowki.Jest zdezorientowany ale nie zawiedziony.Cholera! Moze to cos ze mna jest nie tak, moze to ja zle odczytuje jego emocje.Chociaz...Moze faktycznie nie jest mu przykro.Moze dla niego to normalne jechac na dwa fronty.-Jestes zalosny...-mroze oczy przechodzac obok niego i zbiegam po schodach.Chris juz pewnie czeka na mnie w samochodzie.Ha! Nie myle sie w ogole.Siedzi w swoim niebieskiem Jeep'ie i nuci cos pod nosem.
-Cher czekaj!-slysze za soba jednak ignoruje to.Popycham drzwi wyjsciowe i czym predzej wskakuje do auta.Justin zatrzymuje sie na schodach patrzac na mnie,zerkam na jego mine i krece glowa.
-Jedz...-szepcze zapinajac pas i podciagam nogi pod brode.Przez cala droge do domu moj przyjaciel stara sie mnie rozbawic i nie drazni tematu chlopakow...Zawsze tak bylo.Wie doskonale ze kiedy poczuje sie w stopniu do wygadania sie od razu do niego przyjde.Jeszcze nie jestem gotowa nic wiecej mowic.Chris opowiada mi o swojej trasie i o tym ze zostaly mu dwa koncerty ale to juz w LA. Caaaale szczescie. W polowie drogi nadmiar emocji wywoluje u mnie chec snu.
-Przytul sie do mnie.-Brown obejmuje mnie ramieniem i caluje w glowe.Opieram policzek na jego ramieniu i kule sie niczym dziecko.
___________________________________________________
No to Justin spierdolil wszystko... xD Nawet nawet ten rozdzial,chyba... xd A wy co myslicie? Biebs zachowal sie jak kompletny dupek :/ No nic...Cher znowu cierpi a na ratunek przyjezdza Chris. :D Tak...To dopiero prawdziwa przyjazn.
Chce wam dzis zyczyc moi kochani aby ten sylwester byl zajebisty! Abyscie przetanczyli cala noc,w najlepszym towarzystwie. Nie zycze wam zebyscie sie upili w trupa bo pozniej bedzie na mnie xd Zycze wam swietnej zabawy! <3 <3 Zeby ten nowy rok byl o milion razy lepszy od tego... :D Zeby wszystko sie wam udalo i abyscie swoje postanowienia noworoczne spelnili :P
-Patrys