środa, 30 października 2013

Rozdzial 17

-O czyms nie wiem?-w jego oczach widze zdezorientowanie i pewnego rodzaju smutek.Wstaje nie pewnie patrzac na swoje buty i przelykam glosno sline.Podchodze do niego zakladajac rece na zebrach.
-Dostalam propozycje pracy.-zakladam kosmyk wlosow za ucho.-Mam ulozyc choreografie do 'Step Up 2".-spogladam w jego oczy.
-Masz zamiar przyjac?-pyta z wyrzutem.
-Dostalam propozycje dzisiaj rano.-stwierdzam.-Nie podejmuje decyzji w godzine.-krece glowa.
-Nie mozesz odejsc...-mowi po chwili ciszy.
-A czy ja cos takiego powiedzialam?
-Nie mozesz.
-Justin,prosze cie!-wyrzucam rece w powietrze.
-Chodz.-lapie moj nadgarstek i ciagnie w strone wyjscia.Jestem zaskoczona jego zachowaniem.
-Gdzie idziemy?
-Do Scooter'a.-dodaje sucho.Bije w tym momencie od niego takie zimno i zal.Nie chcialam zeby to tak wszystko wygladalo.Nie tak to sobie wyobrazalam.Gdy dochodzimy do odpowiedniego pokoju chlopak otwiera drzwi bez pukania i pamietajac o manierach przepuszcza mnie jako pierwsza.Braun siedzi przy stole nad jakimis papierami.
-Ooo..-usmiecha sie lekko.-Co was sprowadza,dzieciaki?-pyta wciaz z serdecznym usmiechem.
-Moze ty mu wytlumaczysz,Cher?-Bieber staje obok mnie i patrzy wymownie.Milcze,czujac jego zlosc mam wrazenie jakbym byla przy Michael'u.-Nie? W takim razie ja to zrobie.-odwraca wzrok w strone swojego menager'a.-Chodzi o to ze dostala propozycje do filmu...-syczy zly.Ja nie rozumiem...Czy to naprawde go tak urazilo? Przeciez to tylko propozycja...Nie podjelam decyzji.
-To prawda?-Scoot przenosi na mnie wzrok. Patrzac ciagle w podloge przytakuje ruchem glowy.-W jakim?
-'Step Up 2'...-szepcze niesmialo.-Mialabym ulozyc w nim cala choreografie.
-To wpsaniala propozycja!-mowi uradowany? Tak...Chyba wlasnie taki.Podnosze zaskoczona wzrok i widze jak sie szeroko usmiecha.
-Nie moze wziac w tym udzialu...-Justin najwidoczniej po podziela entuzjazmu mezczyzny.
-To bylo jej marzeniem od kiedy byla taaaaaaaaaka malutka.-pokazuje wysokosc mniej wiecej metra.Moze troszke wiecej.Justin spoglada na mnie pytajaco a ja automatycznie odwracam swoj wzrok.-Chcesz przyjac?
-Nie wiem.-wzruszam ramionami.-Mam sie spotkac z rezyserem jutro o 15.00...-dodaje prostujac sie pewniej.-Nie myslalam nad tym jeszcze jakos powazniej...-krece glowa patrzac w oczy Scoota.
-Moze chcesz zebym byl przy tym?-pyta usmiechajac sie.
-Jesli chcesz.-wzruszam ramionami usmiechajac sie lekko.-U mnie w domu.
-Moge tez byc?-pyta Justin.
-Nie.-odpowiadam od razu wladczym glosem.Daje mu tym do zrozumienia ze zdania nie zmienie.Im nas mniej tym lepiej...Podobno.
-W takim razie przyjade troszke wczesniej.-Braun jest w szampanskim chumorze co mimowolnie wywoluje na mojej twarzy usmiech.Zawsze taki byl,pozytywnie nastawiony.
-Nie ma sprawy.-puszczam mu oczko i wychodze z pomieszczenia.Nie udalo ci sie,Bieber...Krece glowa z usmiechem i znow kieruje sie w strone sali tanecznej.Sa juz wszyscy,wlacznie Alfredo i Miley ktorzy siedza obok siebie pod sciana i ewidentnie filrtuja.Smieje sie podchodzac do tancerzy ktorzy wlasnie sie rozgrzewali.Ku mojemu wielkuemu zdzieiwniu Miley przez cala probe w ogole nie przeszkadzala.No tak...Byla bardziej zajeta Flores'em niz tym jak tanczymy.W polowie dopiero przyszedl Justin i dalo sie odczuc ze byl wkurzony.Tanczyl dobrze,naprawde bardzo dobrze.Szybko zalapal uklad i nie bylo wiekszego problemy z synchornizacja co mnie cieszylo.-Jak ci sie podobala choreografia?-pytam kladac sie na plecach przed Fredo i moja przyjaciolka.
-Swietna!-krzyczy entuzjastycznie.
-Do prawday? -pytam wymownie robiac jedna ze swoich klasycznych min.
-Jestescie swietni!-dalej zmysla a ja udaje ze mnie wkreca.
-Naprawde ci sie podobalo?-utrzymuje pytajaca mine.
-Oczywiscie.-usmiecha sie szeroko.
-Nie sciemniaj bo ze mna ci to sie nie uda.-krece glowa.-Wiem ze w ogole na nas nie patrzylas.
-Ugh...No przerpaaaaszam.-przeciaga przytulajac mnie mocno.
-Fredo.-patrze na chlopaka.-Ty tez jestes temu winny.-wskazuje ruchem brody na drziwczyne.
-Sory,sliczna.-posyla mi spojrzenie zbitego pieska.-Za dobrze mi sie z nia rozmawia.-zasmial sie lekko pokazujac palcem ciagle usmiechajaca sie Miley.
-To kiedy randka?-pytam rozbawiona widza jak oboje sie lekko rumienia.Coz...Rumiece u Flores'a bylo trudno dostrzec ale dalam jakos rade.
-Yyyyyy...-chlopak zaczal patrzec na wszystko byle nie na mnie ani na Cyrus.
-Cher mozemy na slowko?-dziewczyna posyla mi wsciekle spojrzenie wstajac energicznie.Jej wzrok mowi sam za siebie: 'zabije cie kiedys!'. Mimowolnie chichocze i wstaje za nia.-Zajmiesz sie do cholery wlasna dupa?-mowi niby z wyrzutem ale mimo wszystko sie usmiecha rozbawiona.Wiem ze nie mowi tego na powaznie.
-A coooo? Ty mi sie wpieprzasz w sprawy sercowe a ja nie moge?-wytykam jej jezyk czochrajac wlosy.
-Wiesz ze cie kocham, idiotko??-smieje sie przyciagajac mnie do siebie i mocno przytulajac.
-Wiem,wiem.-odwzajemniam szeroki usmiech.-Ale nie mysl ze udalo ci sie zmienic temat.-mowie tak samo slodkim glosem caly czas szeroko sie usmiechajac.
-To juz cie nie kocham.-mowi zabawnie i odsuwamy sie od siebie.
-Dobra,dobraaaaa...-groze jej placem.-Ja wiem swoje.-nadal rozbawienie nie schodzi mi z twarzy.Chichoczemy patrzac sobie w oczy i krecimy glowami.To wspaniale miec taka przyjaciolke jak ona. W jednym momencie czuje jak ktos lapie moj nadgarstek wiec automatycznie sie odwracam.
-Mozemy pogadac?-Bieber robi minke zbitego pieska a ja nadal lekko sie usmiechajac patrze w jego oczy.
-Pewnie.-kiwam ochoczo glowa.Pozwalam sie mu prowadzic do jednego z pokoi.Otwiera przede mna drzwi i pozwala wejsc pierwszej. Jestesmy w sali konferencyjnej.W sumie jednej z moich ulubionych.Siedam na pierszym lepszym fotelu i podkurczam nogi pod brode obejmujac je rekoma.
-Przyjmiesz ta prace?-chlopak siada na fotelu obok mnie odrwacajac go tak by patrzec mi prosto w twarz.
-Nie wiem.-wzruszam obojetnie ramionami.-Czemu ci tak na tym zalezy?
-Bo zalezy.-teraz kreci oczami byle tylko nie patrzec mi w oczy.
-To nie odpowiedz.
-Wrecz przeciwnie.-mowi lekko rozbawiony.
-To zapytam inaczej...Czemu zalezy ci zebym nie odeszla?-podnosze brwi a jego wkurzajacy mnie usmiszem znika z twarzy.
-To nie rozmowa na dzis...-kreci glowa patrzac na stol.
-To na kiedy,co?-wkurza mnie jego wymijanie i nie odpowiadanie.Lubie sie droczyc jednak kiedy trzeba pogadac wole powage.
-Powiem ci...kiedys.
-Pfff...-wywracam oczami.-Kiedys to moze mnie juz nie byc.-wzruszam ramionami.
-Zalezy mi,ok?-spoglada w moje oczy.-Jak na dzis musi ci wystarczyc.
-Odezwij sie jak dorosniesz do rozmowy.-schodze z fotele krecac glowa.Idac w strone drzwi nawet na niego nie zerkam.Wychodze z hukiem i wracam na sale po torbe.Kolejny powrot do domu ktory skonczy sie klotnia...Na mojej twarzy maluje sie gorycz i smutek.Gdy Team mnie widzi od razu ich spojrzenia kieruja sie na moja twarz.Chca cos powiedziec jednak ruchem reki pokazuje zeby zostawili ten temat jak na razie w spokoju.-Jutro nie ma proby.-zakladam torbe na ramie.-Macie calkowicie dzien wolny.Po jutrze widzimy sie o 9.00.-skinam w ich kierunku glowa.-Milego lenistwa kochani.-macham im reka i wychodze, widzac ze mojej przyjaciolki nie ma.Slysze slowa pozagnania od ludzi na sali i rozgladam sie po korytarzu.Wyciagam tlefon i wybieram numer Cyrus.Czekam az odbierze jednak wlacza mi sie sekreteraka.Super...Wchodze w wiadomosci i wysylam jej sms ze ide do domu a ona niech sie o mnie nie martwi.Wiem doskonale ze pewnie wyszla gdzies z Flores'em.Wzrdycham tylko i dzownie po taxi wchodzac do windy.
-Cher!-slysze swoje imie wiec podnosze od razu wzrok.-Czekaj!-zatrzymuje reka drzwi i usmiecham sie do siebie.Widze Bieber'a ktory z wielkim,szczerym usmiechem staje obok mnie.-Odwioze cie.-przyciska numer parteru i spoglada w moje oczy.
-Nie trzeba.-krece glowa.
-Bedziesz teraz oschla bo nie chcialem ci odpowiedziec na pytanie?-pyta z lekkim wyrzutem w glosie.
-Moze.-po raz kolejny tego dnia wzruszam ramionami.
-Moze w ramach przeprosin dasz sie gdzies wyciagnac?
-Moze dasz sobie spokuj?-wychodze od razu gdy drzwi sie rozsuwają.
-Heeeeejjjj...-przeciaga lapiac mnie za nadgarstek i przyciagla blizej swojego ciala.-Porozmawiaj wreszcie ze mna tak jak na poczatku.Strasznie sie zmienilas przez ostatnie pare tygodni.
-No i co?-mrożę oczy zakladajac rece na piersiach.-Wyjaśnijmy cos sobie.-mowie nie milym glosem.-Pracujemy razem.I.Na.Tym.K.O.N.I.E.C.-literuje spogladajac wrogo w jego oczy ktore teraz sa zdezorientowane i smutne.
-Co sie stalo?
-A ty nadal swoje...-wyrzucam rece w powietrze.Chce cos powiedziec,jednak sie powstrzumuje.Bo sama nie wiem co mam mu wytluamczyc.Podnosze dlonie na wysokosci glowy i spogladam przed siebie.Wypuszczam powietrze i odwracam sie od chlopaka wychodzac ze studia.
___________________________________________
Ooooohhh...A oni poraz kolejny sie nie dogadali :/ Ehh xD (Ja pierdziele jak ja dramatuzuje teraz xD) Nie martwcie sie ;) Mam cos w rekawie co moze wam sie z jednej strony spodobac a z drogiej nie ^^ To jak? Chciecie nn? Jest warunek...Chce widziec duzo komow. Postaram sie nawet dodac jak najszybciej...
Jutro Halloween! ^^ Kto swietuje?? Ja tak. Od rana ide do sql. Na obiad idziemy z moja paczka do kolezanki a na kolacje do nastepnej kol. ^^ Wiecorem idziemy na miasto i bedzie ''Cukierek albo psikus" xD Ogolnie mam zwale bo mamy po 14 lat a bawimy sie w takie cos. No ale co? Nie wolno nam? xD Raz do roku moza poudawac male dzieci :P
Jesli wy macie jakies plany na ten dzien piszcie w komach :P Jestem ciekawa waszych pomyslow :D
Jak sie podoba rozdzial? Wiem...Nic specjalnego :c Przepraszam.Przysiegam ze niedlugo bedzie ciekawiej :*
Love Ya!! <3
-Patrys

sobota, 26 października 2013

Rozdzial 16

Rozdzial jest dedykowany... Ana!!!
Wchodzcie na jej bloga: http://iksdeikspeiterzeczy.blogspot.it/
Mam nadzieje ze zajrzycie ;)
_____________________________________________

-Wiem.Jestem Jon M. Chu.-przedstawia mi sie jednak nie do konca wiem kim on jest.-Jestem rezyserem filmowym.
-A co ja mam wspolnego z filmami?-usmiecham sie niesmialo.Jestem zaskoczona.
-Zastanawiam sie czy moze chcialabys ulozyc choreografie do drugiej czesci "Stpe Up''.-moje oczy wychodza z orbit.Zawsze mazylo mi sie ulozenie tanca w jakims filmie.-Moglabys sie ze mna spotkac jutro o 15.00?
-Pewnie!-mowie entuzjastycznie.-Gdzie?
-Hmmm...Tam gdzie jest wygodnie tobie.-slysze jak sie usmiecha.
-W takim razie zapraszam do siebie.-usmiecham sie szeroko patrzac w oczy Miley ktora robi pytajaca mine.-Adres wysle zaraz sms,dobrze?
-Wspaniale.Dziekuje bardzo i do zobaczenia jutro.
-Do zobaczenia.-rozlaczylam rozmowe i odlozylam telefon na stolik.-Nie uwiezysz...-krece glowa biorac gleboki wdech.
-No mow!-krzyczy rozbawiona.
-Rezyser nowej czesci 'Step Up' chce mnie jako choreografa!!!!-krzycze a raczej piszcze zadowolona.
-Co?!- otwiera szeroko oczy.
-No to!-smieje sie szeroko.
-OMG!-pisnela podekscytowana.-Mowisz powaznie?
-Powaznie,powaznie!-smieje sie z jej zachowania.Mam wrazenie ze bardziej cieszy cieszy sie ona niz ja.
-To trzeba opic.-stwierdza gdy sie juz uspokaja.
-Miley nie.-spogladam na nia surowo widzac jak to moze sie skonczyc.
-No weeeeezzz.-jeczy jak mala dziewczynka jednak ja pozostaje nie ugieta.
-Powiedzialam nie.-krece glowa biorac do reki telefon.-Uzadzimy sobie imprezke kiedy indziej.Jak bedziemy mialy wolne.Jutro od rana mam treningi i nie moge pojawic sie na kacu.-stwierdzam wpisujac w wiadomosc sms'a moj adres.
-Nie potrafisz sie bawic.-cmoka niezwdowolona ustami.
-Serio?-podnosze na nia wzrok.-Wypome ci to przy nastepnym wypadzie do klubu albo jakiejs domowce.-mowie wymownie i wracam wzrokiem to ekranu telefonu.
-Nie wkurzaj sie na mnie.-kreci glowa.Nic nie odpowiadam.Wysylam wiadomosc do mezczyzny ktory wczesniej do mnie dzwonil i zastanawiam sie przez chwile czy nie powinnam zadzonic do Scooter'a.-Masz 16-lat...A zachowujesz sie jakbys miala co najmniej 25.-kreci glowa.
-Nie zaczynaj.-posylam jej kolejne powazne spokrzenie.-Tlumaczylam ci to wiele razy.
-Tak,tak.Wiem.-wywraca oczami.-Musialas szybko dorosnac,usamodzielnic sie przez to ze nie masz kontaktu z rodziami.-mowi szybko ze prawie jej nie rozumiem.-Wiem to.-dodaje twardo.-Jednak nie oznacza to ze nie masz prawa sie zabawic.
-Mam prace ktora wymaga trzymania sie w formie.-mowie oburzona.Cala Cyrus...Za kazdym razem wypomina mi to ze nie imprezuje zbyt czesto.Faktycznie ma racje.Jednak myslac logicznie to kiedy ja mam sie bawic? Praca,dom,treningi,spotkania,wyjazdy...Nie moge sobie pozwolic na upijanie sie co noc.
-Koniec tematu.-kreci glowa.
-Najlatwiej..-prycham upijajac lyk napoju z mojego kubka.
-A co z Justinem i Michaelem?-pyta po chwili ciszy.
-A co ma byc?-wzruszam ramionami.-Jestem z Tyga.Olewam Biebera.-kolejny lyk.
-Powinno byc na odwrot.-stwierdza.
-Tak,tak.A na swiecie powinien byc pokuj i szczescie...-wywracam oczami.-I co? Nie ma.
-Jestes strasznie przemądrzała.-unosi wymownie jedna brew.
-Mils?!-odwracam oburzony wzrok w jej strone.
-No przeciez zartuje!-smieje sie glupotkowato a ja mam ochote jej przylozyc.Tak po przyjacielsku, oczywiscie.
-To co? Wracamy?-pytam z wymuszonym usmiechem.Czemu wymuszony? Kiedy sobie pomysle o tym ze w domu jest moj chlopak mam ochote w ogole tam nie wracac.
-A na ktora masz do pracy?-siega po portfel.
-16.00.-rowniez biora do reki torbeke.
-Dzis ja place.-spoglada na mnie wymownie.
-Spoko.-wytykam jej jezyk.-Zapomnialam.-robie oczka szczeniaczka.Z moja przyjaciolka kiedys umówiłyśmy sie ze na naszych spotkaniach bedziemy placic na przemian.Tak zostalo do tej pory.
-Jest 15.24.-mowi zerkajac na swoj zegarek i kladzie pieniadze na stolik.-Moze pojedziemy juz do studia? Mam ochote poznac twoich ludzi.-smieje sie otwierajac drzwi.
-To nie sa moi ludzie.-krece glowa i wsiadam za nia do auta.
-Dobra,dobra.Ty tak zadzisz wiec wiesz...-smieje sie.
-Glupia jestes.
-Tak,wiem.-wzrusza ramionami.Cala droge wykłócamy sie o to czy ma zostac na probie czy nie.Ona chce oczywiscie tylko popatrzec a ja wiedzialam ze bedzie mi przeszkadzac.Kocham ja jak siostre mimo ze czasami jest cholernie upierdliwa.
-Zostaniesz jesli bedziesz mnie sluchac.-mowie surowo grozac jej palcem.
-Tak jest mamusiu.-smieje sie a ja juz widze ze ten trening bedzie ciezki.Jedziemy winda na 3 pietro i gdy drzwi sie otwieraja ukazuje mi sie postac Flores'a.
-Cher!-usmiecha sie szeroko gdy stajemy na przeciwko siebie.
-Siemka Fredo.-przytulam go mocno za szyje calujac w policzek.Podejrzewam ze Mils robi jedna z tych swoich glupich min ktore mnie za kazdym razem rozbawiaja.-To jest Miley,moja przyjaciolka.-wskazuje na dziewczyne.-To jest Alfredo.-skinam na chlopaka.
-Milo cie poznac.-wyciaga w jego strone dlon usmiechajac sie uwodzicielko.Spodobal jej sie!Znam ja i wiem kiedy ktos jej wpadnie w oko.
-Ciebie rowniez.-puszcza jej oczko.Chichocze lekko krecac glowa.
-Gdzie idziesz?-pytam przerywajac im chwile gapienia sie sobie w oczy.
-Po cos do zjedzenia na dol.-spoglada na mnie przelotnie.
-To moze ja pojde z toba?-pyta uroczo moja przyjacilka.Otwieram szeroko usta i oczy patrzac na nia, rozbawiona caja sytuacja.
-Pewnie.-kolega od razu jej odopowiada z szczerym usmiechem.
-Zdrajca.-szepcze jej na ucho kiedy odwraca sie do windy.-Zobaczymy sie na sali.-macham im kierujac sie w strone sali tanecznej.Otwieram drzwi ciagle odtwarzajac sobie w myslach scenke z przed paru minut.Gdy unosze wzrok widze Bieber'a ktory wyglupia sie z reszta Team'u.
-Ehm.-odchrzakuje marszczac brwi.-Ty jestes pewny ze masz po kolei w glowie?-smieje sie zucajac torbe gdzies w bok, pod sciane.Wszyscy wybuchaja smiechem wlacznie z piosenkarzem a ja tylko krece glowa.-Hej ludziska.-macham tancerzom.
-Hej Cher!
-Wiec?-spogladam na chlopaka.-Odpowiesz mi na pytanie?-wytykam mu jezyk.
-Nie,nie mam po kolei w glowie-robi glupkowata mine.
-Tak myslalam.-spuszczam niby zawiedziona glowe co przyprawia go wybuch smiechu.-Nie wiedzialam ze bede miala tyle pracy przy twoim tancu.-krece glowa a wszyscy po raz kolejny uderzaja w glosny smiech.Podchodze do lustra i usmiecham sie krecac glowa.Sprawdam stan swojego make up'u a pozniej siadam po turecku na podlodze.Robie szpagat i klade brzuch na ziemi wyciagajac rece przed siebie.Widze w odbiciu iz Justin ciagle sie mi przyglada.Spokojnie,nie moge sie zlamac.Strasznie chcialabym do niego zagadac i sie z nim posmiac.Musze byc oschla.Nie mila.Bez serca.Powtarzam sobie w myslach ze tak bedzie lepiej.Na sale wchodzi Tay z torba sportowa przewieszona przez ramie.
-Hej wszystkim.-macha usmiechajac sie szeroko.Uwielbiam tego goscia.Jego pozytywne nastawienie do zycia zawsze dodaje mi otuchy.Kazdy odpowiada mu z takim samym entuzjazmem.-Co jest,mloda?-pyta siadajac plecami do lustra.
-W sumie to nic ciekawego...-usmiecham sie szeroko przypominajac sobie o telefonie pana Chu.-Chociaz nie...Dostalam propozycje ulozenia calej choreografii do drogiej czesci 'Step up'.-siadam wygodnie szeroko sie szczerzac.
-Gratulacje!-James wydziera sie przyciagajac mnie do siebie.-Jestem z ciebie dumny.-smieje sie calujac w czolo.Odzwazjemniam uscisk caly czas sie smiejac.Wzrok wszystkich na sali automatycznie przenosi sie na nas.
-Dzieki.-posylam mu oczko.
-Co sie stalo? Co sie stalo?-podbiegaja dziewczyny siadajac obok mnie i mezczyzny.
-Cher dostala propozycje do "Step up 2".-Tay wyprzedza mnie w odpowiedzi.-Ma ulozyc cala choreografie.-dodaje entuznastycznie a ja usmiecham sie nie smialo.
-O M G!!-krzyczy Kaili.-Zartujesz?!
-Nie.-krece glowa.-Jutro mam z nim spotkanie.
-Opuscisz nas??-pyta szeptem Aubree.
-Co?-marszcze brwi a moj usmiech znika.Zauwazam ze kazda dziewczyna ma smetna mine.-Nie rozumiem...
-Jesli podejmiesz ta robote to nie bedziesz miala czasu dla nas.-tlumaczy Nick podchodzac do nas z reszta chlopakow.Podnosze wzrok i dostrzegam ze Justin gdzies zniknal.
-Ale przeciez dam rade polaczyc obie prace.-mowie nie do konca przekonana.
-Nie dasz rady...-kreca glowa.
-Musisz porozmawiac z Scooter'em.-dodaje Tay.
-Ale ja nawet nie wiem czy podejme ta robote!-podnosze lekko glos.
-Jaka robote?-slysze gdzies za soba glos piosenkarza.Odwracam glowe i widzac jego zdezorientowana mine. Moge sobie tylko pluc w twarz ze zle zrobilam chwalac sie szansa pracowania przy filmie.Mam przechlapane...
___________________________________________
Przepraszam! Naprawde nie mialam kiedy dodac...:c Ale oto jest ^^ Mam nadzieje ze wam sie spodoba.
Jak widzicie zdecydowalam ze obrazki beda nie w linkach.Tak wydaje mi sie ze jest lepiej.A wy co o tym myslicie?
Licze na duzo komentarzy!! :P
Nn pojawi sie mooooze po jutrze. Ale to moze :P
Nic nie wiadomo :D
Kocham Was!
-Patrys

sobota, 19 października 2013

Rozdzial 15

-Do kurwy nedzy! Czy ty musisz byc taka dziwka?!-wydziera sie na mnie po raz kolejny.Od ponad godziny trwa nasza kłótnia i nie zapowiada sie na dobre zakonczenie.Jestem zmeczona po calym dniu pracy ale przeciez Stevenson nie potrafi tego uszanowac i dac mi spokoju.On musi zaczac ze mna kłótnie ktora nie bedzie miala konca.
-Tak! Wiesz musze! A ty czemu musisz byc takim chamskim chujem?!-krzycze wsciekla wytykajac w jego strone palcec.
-Bo ty zachowujesz sie jak suka!
-A co to ma do ciebie?!-smieje sie gorzko.-Zauwaz ze nikogo przy tobie nie ma! Nie masz prawdziwych znajomych! Jestes sam!-podchodze do niego blizej.-Bo jestes skonczonym skurwysynem.-sycze z jadem i widze jak szczeka chlopaka sie zaciska.
-A ty tez nie lepsza...-smieje sie.-Pewnie dajesz dupy temu Bieber'kowi zeby sie z toba zadawal.-patrzy na mnie tak obco.Zmienil sie.I to jak cholera.
-Jebany chuj.-uderzam reka w blat kuchenny.-Nie masz nic sobie do zazucania?! Ja nie! Nie zdradzilam cie,kurwa,nigdy!!-mam ochote juz sie rozplakac z bezsilnosci.Probuje mu przetlumaczyc do tego pustego lba ze nic zlego nie zrobilam.Ale to tak jakby mowil do sciany...Nic nie dociera.
-Jestes kurwa ktora mozna tylko wyruchac!-krzyczy mi do ucha a ja mam juz dosc.
-Aaaa!! Zamknij sie juz! Nie potrafisz nic oprucz wytykania mi bledow ktorych nawet nie popelnilam!-krzycze i wbiegam do pokoju trzeskajac za soba drzwiami.-Nienawidze cie!!-zucam sie na luzko i rozplakuje.Mam dosc jego i tego jego zachowania.Tak nie powinien wygladac zwiazek.Wiedzialam od poczatku ze Michael jest trudny ale zlozyl mi tyle obietnic...Iz ja glupio uwierzylam.Mial sie zmienic,mial skonczyc z wielkim balowaniem,piciem,cpaniem i ruchaniem kazdej dziwki jaka spotka.Bylo tyle falszywych obietnic iz juz sama sie pogubilam.W jednym momencie energicznie sie podnosze i kieruje sie do lazienki.Staje przed lustrem podpierajac rece o blat.Oblizuje usta i robie dziubek.Po chwili usmiecham sie zadziornie.Jestem zadziorna ale tylko kiedy chce.Czyli prawie nigdy.Sami przyznacie ze nie do twarzy mi z wizerunkiem zdzirowatej suki.Krece glowa przeczesujac wlosy do tylu.Patrze w swoje odbicie i zastanawiam sie kim jestem.Przez pryzmat pracy i mojego chlopaka zmienilam sie o 360 stopni.Nie jestem juz ta sama Cher Lloyd co na poczatku.Ta slodka,skromna i ulegla dziewczynka z usmiechem na ustach.Przemywam twarz lodowata woda i znow patrze w postac przede mna.Pustka.To cos co dominuje w jej oczach.Siegam po recznik i wycierajac krople wody wracam do pokoju.Jest juz pozno a ja mam dosc wszystkiego.Z ta mysla zasypiam.
-Slucham?-odbieram wsciekla telefon ktory juz od dobrej godziny dzowni i dzwoni.Nie wyszlam wczesniej z lozka mimo ze ktos probowal sie ze mna skontaktowac.Po co mialabym to robic? Nie chce mi sie a do pracy mam dopiero na 16.00.
-Czesc?-slysze nie pewny glos Bieber'a...Nastepny.Szczerze? Mam dosc tego jego ciaglego wydzwaniania i podlizywania sie mi.
-Czego chcesz o...O 8.30 rano?-sycze nie przyjemnie.
-Cos sie stalo?
-Tak,zebys wiedzial.-w tym momencie przypominaja mi sie slowa Tygi."Pewnie dajesz dupy temu Bieber'kowi zeby sie z toba zadawal.".Nie pierwszy raz juz slyszalam z jego ust taki tekst.
-Chcesz pogadac?
-Na pewno nie z toba.-wiem ze nie powinnam taka byc.Jednak sami mnie zrozumcie.Nie chce miec wiecej razy wytykane przez Michaela ze moze jestem dziwka.A jesli ogranicze kontakt z Justinem nie bedzie mial takiego powodu,prawda?
-Cos zle zrobilem?-ugh!! Te jego pytania mnie juz pozadnie wkurwiaja!
-Mow po co dzownisz i tyle.
-Scooter kazal przekazac ci ze dzis ja tez bede na probie tenecznej.-czuje jak sie usmiecha a mnie szlag trafia! No kurwa! Ja tu staram sie od niego odsunac i zrazic go do siebie a Braun wymysla taki numer!
-A to czemu on nie mogl do mnie zadzownic?
-Kazal mi wiec dzownie.
-Nie wazne...-sycze.-Narazie.-rozlaczam rozmowe nie czekajac na slowa pozegnania ze strony chlopaka.Rzucam telefon gdzies na koldre i zakrywam glowe poduszka.Chce znow zasnac jednak bez zadnego skutku.Dwie godziny lezenia bez sensu.Wyciagam reke po tableta ktory lezy na szafce i wybieram skype Nicki.Mam ochote na duza kawe z ta dziewczyna.
-Siemanooooo kocie.-widze jej zaniepokojona buzke.-Mow co sie dzieje ze dzownisz na cam?-pyta od razu i bez zastanowienia a ja sie usmiecham slodko.
-Poklocilam sie z Michael'em i pewnie pokloce sie z Bieber'em.
-Co to znaczy ze poklocisz sie z Jusem?
-Zadzonil dzisiaj do mnie rano,przy okazji mnie budzac,no i ja ze bylam jeszcze nabuzowana po wczorajszym spieciu z Tyga naskoczylam na niego no i przyznaje ze bylam nie mila.-usmiechnelam sie jak szczeniaczek.
-Robilas to podswiadomie ale specjalnie.-stwierdza od razu.Ha! Kocham ja za to ze mnie przewiduje od razu.
-No dobra.Moze i tak.-wytykam jej jezyk kladac sie na plecach.
-I po chuj?!-smieje sie krecac glowa.
-Zraze go do siebie.-wzruszam ramionami.-Wtedy moj chlopak nie bedzie mial pretekstu zeby mowic iz puszczam sie z Justinem.-przygryzam policzek.
-Nie powinnas tego robic.-kreci glowa.
-Cher ktos do ciebie!-slysze glos Stevensa z dolu.
-Sluchaj kochanie.-zwrwacam sie do Minaj.-Zadzonie moze wieczorem bo teraz ktos przyszedl a pozniej jade do pracy.-siadam sposzczajac jedna noge na ziemie.-Kooocham.-przesylam jej buziaka i widzac ze mi macha usmiechajac sie rozlaczam rozmowe.Szybciutko zeskakuje z lozka i zazucajac na swoja bielizne ulubiony szlafrok zbiegam na dol.Nie patrze na to jak wygladam bo szczerze mam to w dupie.Jestem u siebie,co nie?
-Cher!-krzyczy Miley gdy mnie widzi.Szybko do niej podbiegam i przytulam bardzo mocno.-Musimy powaznie pogadac.-grozi mi surowo palcem.Kiwam jej zrozumiale glowa i przelykam glosno sline.Wiem ze chce pogadac o tym co sie stalo wczoraj miedzy mna a Tyga.Wyslalam jej nie pokojacego sms wieczorem dlatego tez nie dziwie sie ze przyjechala.Moj chlopak caly czas stoi obok i przyglada nam sie badawczo.-Ubierz ta swoja dupe w cos wygodnego i zabieram cie na sniadanie.-usmiecha sie szeroko klepiac mnie w tylek i pogadniajac na gore.Wpadam szybko do lazienki i robie make up w czasie kiedy Cyrus wybiera mi jakies ciuszki.
-Wez cos wygodnego zebym pozniej na trening nie musiala sie przebierac!-krzycze malujac usta.
-Zrozumiano!-smieje sie i podchodzi za chwile do drzwi.-Masz.-wrecza mi jakies spodnie i koszulke.-Chyba bedzie ok.-odwraca sie na chwile.-I te buty.-podaje zlote adidasy.-Masz 5 minut.-poszcza mi oczko i zamyka drzwi.W mgnieniu oka jestem juz gotowa. Stwierdzam ze jest mi naprawde wygodnie i swietnie sie czuje.Wyskakuje z lazienki i siegam po swoja ukochana torbe a potem zbiegam do kuchni.
-Jestem.-usmiecham sie do dziewczyny siedzacej przy wysepce.
-To spadamy.-bierze mnie pod reke i rozesmiane wychodzimy z domu.Gdy przechodzimy obok salonu gdzie na kanapie siedzi Michael omiatam go tylko obojetnym wzrokiem.
-To o czym chcialas tak porozmawiac?-udaje glupia gdy siedzimy juz przy stoliku w jednej z ekskluzywniejszych kawiarenek.
-Justin do mnie dzwonil.-powiedziala surowo.
-Taaaa...-przeciagam nie zadowolona.Mieszam cukier w mojej kawce i upijam lyk.-Moglam sie tego spodziewac...-mrucze pod nosem.
-I do tego jeszcze ta wiadomosc wczoraj wieczorem.-kreci glowa zakladajac noge na noge.-Co sie dzieje??
-Co ja mam ci powiedziec?-pytam gorzko podnoszac zbolaly wzrok.-Michael znow mnie wyzwal i sugerowal ze sypiam z Bieber'em.-wzruszam ramionami prostujac sie.-Wieeeec...Postanowilam zrazic do siebie Justina i pozostawic kontakt tylko jako wspolpracownicy.
-Zle robisz.-stwierdza bez namyslu.-Nie tego zrazasz co powinnas.
-Jakos mnie to nie rusza.-ciagle patrze w jej oczy.
-A powinno.-wypina usta.Zawsze tak robi gdy jest sfrustrowana.-Kiedy ostatni raz normalnie rozmawialas z tym swoim idealnym chlopaczkiem,co?-podpiera sie na rekach.
-E...-chce od razu jej odpowiedziec ale zdaje sobie sprawe ze nie pamietam.
-Twoje milczenie jest bardzo wymowne.-dodaje rozbawiona i opiera sie wygodnie o krzeslo.
-Sluchaj Mils...Nie chce zrywac z Tyga i nie chce miec blizszego ktontaktu z Justinem,ok? Po prostu nie chce.
-Boisz sie ze moglabys poczuc do niego cos wiecej.
-Wkurzasz mnie.-sycze zla zakladajac rece na piersiach i spogladam gdzies w bok.
-Ja cie nie wkurzam.Wkurza cie fakt ze nie masz racji.-mowi wymownie.
-A nawet jesli bys ja miala to co? Jak to zmienia fakty?-unosze brwi.Nie daje mi odpowiedzi co wywoluje u mnie lobuzerski usmieszek.-No wlasnie.-wzdycham.-Nijak.
-Rob jak chcesz.Jednak pozniej nie marudz mi ze zle zrobilas lub ze cierpisz gdy Justin znajdzie sobie dziewczyne.-kreci glowa odwracajac wzrok.W momencie kiedy mam otwierac usta by cos powiedziec moj telefon zaczyna dzonic.
-Przepraszam na chwilke.-siegam do torebki po uzadzenie i widzac nie znajomy numer marszcze brwi.Odbieram z firmowym tonem glosu.-Slucham?Z tej strony Cher Lloyd.
-Witam.Jestem...
___________________________________________
Kto dzowni do Cher? Czy jej decyzja o zrazeniu do siebie Jusa jest definitywna? Jak zachowa sie Michael?
Jak myslicie? Bedzie wszystko ok?
Mam nadzieje ze rozdzial sie wam spodobal.Jak widzicie sa te gify...Czy wstawiac je jako obrazki w rozdziale czy zostawic jako linki do slow.Mi to obojetne.Wypowiedzcie sie wy.
Co do mojego dalszego pisania...Jak na razie zostaje ale to nie jest definitywna decyzja. Wacham sie jeszcze...
Prosze o duzo komow...
-Patrys

środa, 16 października 2013

Rozdzial 14

Siedzimy juz w studio dobre 2 godziny.Oczywiscie od razu po wejscu zabralismy sie za cwiczenia i rozgrzewanie strun glosowych.Justin jak zwykle udawal ze piszczy tylko po to bym ja pokazywala mu od poczatku.Szczerze? Cholernie mnie to wkurza bo ja nie lubie opierdalania sie przy pracy.
-Justin! Ogarnij sie!-krzycze przerywajac mu jego wycie.Patrzy na mnie z rozbawiona mina i udaje skruchę.-Od nowa i tym razem dobrze.-ja wstaje z laweczki przy pianinie.Zaczyna spiewac od nowa ALAYL ktore mu kazalam.Kraze w kolko wsluchujac sie w jego glos i wylapujac ewentualne nie dociagniecia.
-I jak?-pyta dogrywajac ostatnie nudy.
-Dobrze,naprawde dobrze.-mowie z uznaniem.-Trzeba tylko popracowac nad czesciami dolnymi z ktorymi jeszcze jakos nie mozesz sobie poradzic.-zakladam rece na biodra.-Gorne wyciagasz jak na razie niezle.-kiwam glowa.
-Przeciez bylo swietnite! Czego ty sie czepiasz?!-widzac ze zmeczenie juz daje o sobie znaki.Wstaje energicznie zatrzymujac sie przede mna.
-Nie bylo idealnie.-odpowiadam wymownie.
-To w takim razie ty to zaspiewaj idealnie.-wywraca oczami.Da sie odczuc ze ma mnie juz dosc.Coz...Nigdy nie jestem w pracy taka sama jak prywatnie.Bieber myslal ze jesli przekona mnie do siebie jako chlopka bedzie mial luzy na treningach.Pff...Nie ze mna takie numery! Potrafie odzielic interesy od prywatnosci.Na codzien jestem typem smieszki,zwariowanej i ambitnej dziewczyny.W pracy natomiast dorastam.Powazna,wladcza i nie ugieta.Mimo ze na sali tanecznej rowniez mi odwala to i tak wymagam strasznie duzo.
-Nie jestesmy tu po to abym ja pokazywala na co mnie stac.-sycze na pol smiechu.Mrozac oczy Prostuje sie dajac tym do zrozumienia iz znam swoja wartosc i jestem pewna siebie.
-Twoja pewnosc siebie cie kiedys zgubi.-kreci glowa robiac krok w tyl.
-To gozba?-marszcze brwi.
-To raczej przestroga.-wzrusza ramionami patrzac na swoje buty.Strasznie mnie czasami irytuje.Ugh...Czy on sie uwaza za pepek swiata?!
-Siedaj do pianina i zagraj 'Let it be'.-rozkazuje siadajac na sofie pod sciana.Bieber poslusznie,ku mojemu zdzieiwniu,robi co mu kaze i zaczyna spiewac.Patrze na jego twarz i staram sie odczytac wszystkie emocje.Siedzac bokiem do mnie co chwila zerka katem oka.Usmiecham sie dumna z siebie sluchajac jego glosu.-Stop.-rozkazuje podnoszac sie.
-Co znowu nie tak?-spoglada na mnie bezradnie wyrzucajac rece w powietrze.
-Pytanie.-podpieram sie jedna reka o pianino.-Czemu ty czasami spiewasz z przepony a innym razem nabierach powietrza unoszac barki?-patrzy na mnie jak na idiotke.-Patrz.-nabieram powietrza unoszac ramiona.-Tak sie dzieje przy ignorowaniu przepony.-pokazuje na odpowiednia czesc ciala.-A tak.-teraz oddycham przepona.-Gdy natomiast wykorzystujesz to co masz.-usmiecham sie serdecznie.-To nic ze wygladasz grubo.-krece glowa.-I tak nikt na to nie patrzy.A za to lepiej slychac dziewki i nie konczy ci sie tak szybko powietrze.
-Wiecc...Mam skupic sie na oddychaniu przepona?-marszczy brwi.
-Dokladnie.-pstrykam palcami i odwracam sie przymykajac oczy.-No dalej,dalej.-usmiechasie krecac glowa i zamiast spiewac piosenke ktora mu kazalam wczesniej zaczyna 'Fall'.No nic.Piosenka mi jest calkowicie obojetna,wazne zeby stosowal metody ktore mu przekazalam.Jest niezle.Stara sie a to jest widac.-Na dzisiaj koniec.-posylam mu szczery usmiech lapiac za torbe.Podchodze do drzwi i obracam sie by jeszcze na chwile na niego spojrzec.-Zmykam do twoich tancerzy.-puszczam mu oczko i szybko wychodze z pomieszczenia.Zbiegam po schodach na pietro nizej i wpadam na sale gdzie dziewczyny i chlopaki juz sie rozgrzewaja.
-Witam moich ulubonych atrystow!-krzycze rozesmiana sciagajac szybko obcasy.Wyciagam z torby Supry i zucajac wysokie buty gdzies okok szafki szybko i w biegu naciagam tampki.
-Heeeeeeej!-odpowiadaja chorem odwracajac sie w moja strone.
-A ty co taka zziajana?-smieje sie Kaili.
-Musialam zbiegac po schodach w obcasach bo nie chcialo mi sie czekac na winde.-smieje sie podchodzac do niej.
-Haha...-wpada w smiech.-Przeciez jakbys poczekala nic by Ci sie nie stalo.-kreci glowa.-Bys sie jedynie pare minut spoznila.
-No wlasnie.-macham palcem.-To duzo.
-No tak pani Perfect.-chichocze slodko i staje na swoim miejscu w drogie.
-Glupol.-krece glowa stajac przed jedna z lustrzanych scian.Poprawiam swojego warkoczyka i odwracam sie w strone juz ustwionych tancerzy.-Cisza!-klaszcze w reke.-Jak wiecie za dwa tygodnie jest pierwszy koncert po dwu miesiecznej przerwie.
-Ale przeciez mielismy w ciagu tych miesiecy koncerty!-upomina mnie Nick.
-Tak,ale nie byly to koncerty wielkiego wymiaru.To raczej byly koncerciki.-chodze w jedna strone to w droga.-Trzeba sie pozadnie przygotowac.-staje na srodku.-Mam pewnien pomysl.-usmiecham sie lobuzersko a wszyscy robia krok do przodu.-Kazdy z was...-pokazuje na nich palcem.-Zatanczy jakis swoj wymyslony fragment a ja zloze to w calosc...Co wy na to?-usmiecham sie szeroko.Szczerze to jest czysta improwizacja poniewaz nie zdazylam nic wymyslec.Ale ciii...
-Yeah!!-krzycza chorem!-Taaak!!-zaczynaja sie bujac i w tym momencie na sale wszedl DJ Tay James.
-Tay!!-z usmiechem krzycze i rzucam sie na jego szyje.Znam go juz od sporego czasu poniewaz kiedys calkiem przypadkiem poznalam go w klubie.Ale to inna historia.
-No czesc...-mowi zabawnym glosikiem a ja wybucham smiechem.
-No dalej!-odwracam sie w sie w strone grupy.-Kto zaczyna?-pytam rozbawiona.Przez nastepne 3 godziny ogarniamy w jednosc caly uklad i musze przyznac ze jest zajebisty.Kazdy cos wrzucil od siebie,nawet ja dodalam pare ruchow.Swietnie sie bawimy nawet jesli to jest praca.W jenym momencie na sale wbiega Bieber z kamera w reku.Wszyscy odwracamy sie natrzac na tego idiote a James wlacza jakis remix.Zaczynamy tanczyc i sie wyglupiac a piosenkarz nas kameruje.
-Teraz same dziewczyny!-krzyczy z usmiechem.Ustawiamy sie w zadku i zaczynamy tanczyc.Wyglupiamy sie i robimy pozy oraz glupie miny.-Moje Bieberetts.-usmiecha sie dumnie a chlopacy za nich stojacy przygryzaja wargi.Mimowolnie smiejemy sie z dziewczynami ciagle sie wyglupiajac.
-Dobra,stop.-krzyczy Kaili.Przytulam ja mocno calujac w policzek i skacze na jej plecy.Lapie mnie od razu za uda i kreci sie w kolko bez przerwy.-Aaaa!!-krzycze jak glupia.Oczywiscie Justin nie ma zamiaru wylaczyc swojej zabawki.-Zaraz zwymiotuje!!-smieje sie mocno trzymajac dziewczyne za ramiona.Gdy slyszy moje slowa automatycznie sie zatrzymuje a ja spadam z jej rak.-Ala!!-krzycze jednak ciagle nie moge powstrzymac smiechu.
-Kurde! Sory,sory,sory!-kuca szybko przy mnie.-Nic ci nie jest??-pyta chamujac smiech.
-Jak moglas mnie poscic?!-pytam calkowicie rozbawiona.
-No przepraaaaaaaszam.-kladzie sie obok mnie i mocno przytula.Gdy sie podnosi do pozycji siedzacej podchodzi do nas reszta.
-Nic ci nie jest?-pyta Justin.
-Jest ok.-usmiecham sie.
-Mam to nagrane.-smieje sie siadajac za mna.To troche dziwne bo wsuwa sie za mnie tak ze teraz ma nogi po obu moich stronach a ja opieram glowe o jego obojczyk.-Patrz,patrz!-mowi calkowicie rozbawiony przewijajac do odpowiedniej sceny.Slychac rowniez jak w momencie kiedy spadam wybucha smiechem ktory zaraz tlumi.
-Ty dupku!-uderzam go reka w ramie.-Smiales sie ze mnie!-otwieram szeroko oczy.
-No nie gniewaj sie ksiezniczko...-szepcze mi do ucha mocno mnie przytulajac.Wszyscy na sali zaczynaja wyc 'uuuuu' i sie smiac na co ja krece glowa.
-Powtarzac choregorafie!Juz!-mowie z udawana powage i pokazuje palcem w strone srodka sali.Ustawiaja sie w odpowiedniej pozycji i marudzac cos pod nosem.Wstaje od razu kierujac sie w ich strone.W jednym momencie ktos lapie moj nadgarstek i pociaga energicznie w swoja strone.
-Nie mozegnalas sie ze mna,skarbie.-Bieber splata swoje rece nad moja pupa.Zakladam rece na piersiach i odwracam wzrok w droga strone.
-Jak to nie?-udaje ze nie wiem o co mu chodzi.
-Dalabys tego buziaka i z glowy.-usmiecha sie lobuzersko.
-Za duzo sobie pozwalasz,Biebsie.-krece glow i wysuwam sie z jego objec.Odchodze troche dalej a potem odwracam sie na chwile z uwodzicielskim usmiechem. Poszczam mu oczko i biegne w strone tancerzy ktorzy juz tancza.Staje na czele i idealnej synchronizacji dolaczam sie do nich.Piosenkarz krecac glowa z wielkim usmiechem na twarzy wychodzi z pomieszczenia zamykajac za soba drzwi.
-Hej Cher! Czekaj!- slysze wolanie juz po wyjsciu z sali.Odwracam sie z zaciekawionym wyrazem twarzy.
-O siemka Alferdo.-usmiecham sie lekko i czekam az chlopak podejdzie blizej.-Co tam?
-A w sumie to nic ciekawego.-wzrusza ramionami dotrzymujac mi kroku.-Moze masz ochote wpasc do mnie dzisiaj?-usmiecha sie uroczo.-Bedzie tez reszta Team'u.
-Dzisiaj?-na mojej twarzy pojawia sie grymas.-Nie za bardzo moge...-krece glowa.
-Nie no spoko.Rozumiem.-widze jego zawiedziona mine.Wychodzimy przed budynek i ku mojemu zdziwieniu czeka na mnie Michael.-To na razie.-usmiecha sie do mnie glupkowato.
-No siema.-sciagam mu jego full-cap na oczy chichoczac.Biegne w strone Tygi jednak gdy jestem blisko usmiech mi znika.
-Hej kochanie.-przyciaga mnie do siebie wpijajac sie w moje usta.Jak zwyke przed kimkolwiek jest idealny.Po prostu takiego chlopka szukac ze swieca...To jest zalosne! Wciaz czuc od niego tanie perfumy tych dziwek a na szyi ma ze 4 malinki.Odrywam sie szybko i wywracam oczami wymijajac go szybko wsiadam do auta.Nic nie mowie.Widze tylko przez okno zdezorientowana mine Flores'a i wsciekle oczy Michaela.To bedzie ciezkie popoludnie...Juz to widze.
__________________________________________________
Tak wgl to jest setny post ^^ Swietujemy xD
Ogolnie mi sie nie podoba...Ale taki juz jest.Mam mase problemow osobistych i czuje sie fatalnie.Ale pisze...Pisze bo po prostu tylko to mnie jeszcze jakos utrzymuje w kontakcie z kimkolwiek.
Szczerze mowiac musze wam sie do czegos przyznac...Zastanawiam sie powaznie czy nie skonczyc swojej 'karkiery' z pisaniem blogow...Tak...Niestety to sa powazne mysli.
A wy co sadzicie?? Powinnam skoczyc czy jeszcze pisac?
Wypowiedzcie sie w komach pod tym rozdzialem.Mozecie napisac nawet tylko "CZYTAM".W zaleznosci od liczby komentarzy zadecyduje co dalej...
-Patrys

niedziela, 13 października 2013

Rozdzial 13

Otwieram oczy i widzac ze w moim pokoju jest nadal ciemno wiec probuje zasnac od nowa.Niestety bez skutku.Postanawiam zejsc pomedytowac na dol.Zakladam na siebie ulubiony szlafrok i zbiegam po schodach.Zachaczam jeszcze o kuchnie i nalewam sobie do szklanki wody.Pijac napoj schodze na dol.Przechodzac obok pokoju goscinnego slysze glosne jeki i krzyki.Wzruszam tylko obojetnie ramionami.Znow sprowadzil dziwki.Nic nowego.Siadam na fotelu przed oknem i zamykam oczy pozwalajac myslom wyplynac w nieznane.Uwielbiam medytacje,od kiedy bylam mala.Zawsze siadalam sobie gdzies w kacie i staralam sie uwolnic umysl.Skupiam sie na ciszy w okol mnie jednak te jeki mi kurwesko przeszkadzaja.Nie wytrzymuje.Wstaje energicznie i podchodze do drzwi pokoju goscinnego.Otwieram je energicznie i w ogole nie jestem zdziwiona tym co widze.Michael,dwie blondynki i jedna brunetka zabawiajacy sie w lozku.Dla innych moze wydawac sie to dziwny i zaskakujacy widok.Ale nie dla mnie...Przywyklam do tego.Pewnie pomyslicie ze powinnam go zostawic skoro mnie zdradza...Wiecie co? Chetnie bym to zrobila ale nie mam na to sily.A z drogiej strony po prostu sie go boje.
-Mozecie do cholery pierdolic sie ciszej?!-krzycze naprawde nie ziemsko wkurwiona.-Jak sprowadzasz sobie dziwki to przynajmniej badzcie ciszej!-trzaskam drzwiami i wracam na fotel.Jestem zmeczona tym wszystkim.Calym tym 'zwiazkiem',tym zyciem.Moze wydawac sie ono takie wspaniale ale tak nie jest.Nic w moim zyciu nie jest na swoim miejscu.Od zawsze cierpialam i nadal cierpie.Szybko musialam sie usamodzielnic zeby dac sobie rade.No coz.Tak juz jest...Tabloidy i ludzie mysla ze jestem 16-letnia,slodka dziewczynka ktora ma ogromny talent.Grzeczna i skromna.Pff...Jasne...Jestem calkowitym przeciwienstwem.Chamska,bezczelna,pyskata...Oh slodka to ja jestem tylko kiedy czegos chce....Na moj temat mozna by gadac godzinami.Tak...Kolejna wada...Nie jestem jakos specjalnie skromna.Jednak potrafie zachowac dystans do siebie.Nie myslcie o mnie zle.Czasami po prostu mi odpierdziela.Na medytacji mija mi juz 4 godzina i patrzac na zegarek widze 8.56.
-Yhymmmm...-mrucze sobie pod nosem podnaszac sie z miejsca i zmierzam do kuchni by zrobic cos do przegryzienia.Wyjmuje na blat miske,z drogiej szafki platki a z lodowki zimne mleko.Platki na zimno?Ehm...Rutynowe sniadanie.Zalewam przysmak i mieszam chwile lyzka.Gdy siadam na blacie na przeciwko korytarza i patrze bez sensu zauwazam iz jedna z blodynek wychodzi z lazienki.
-Sorki ogolnie za te jeki...-mowi lekko zawstydzona.Jest moze dwa lata ode mnie starsza.Nowicjuszka moim zdaniem.Taaa...Az wstyd sie przyznac ze rozpoznaje dziwki.Wydaje mi sie byc mila.-Twoj brat potrafi czynic cuda.-chichocze.Wypluwam zawartosc mojej buzi do zlewu i przenosze na nia zdziwiony wzrok.No takiej spiewki Tyga jeszcze nikomu nie pierdolil.
-Tak...Wiem.-usmiecham sie sztucznie.-Bo to nie moj brat tylko chlopak.-wzruszam ramionami bez interesownie i znow biore miseczke.
-Ja pierdole...-lapie sie za usta.
-Tak bylo slychac.-chichocze pod nosem.
-Ja naprawde nie wiedzialam.-otwiera szeroko oczy.
-Spoko.Nie przejmuj sie.-krece glowa.-Nie mysl ze bylyscie pierwsze.-zeskakuje z blatu.-Stracilam rachube w liczeniu takich jak ty po tygodniu naszego zwiazku.-wstawiam brudne naczynie do zmywarki.-Po 168 nie chcialo mi sie liczyc...-siegam po jogurt do picia z lodowki.
-Wow...-wchodzia glebiej do pomieszczenia.-I ty to tolerujesz?
-Sadze ze po zrobieniu swojej roboty powinnas wypierdalac.-usmiecham sie sztucznie odwracajac w jej strone.Wiem,wiem.Zachowalam sie naprawde bezczelnie.No ale coz ja na to poradze.Moge pogadac z sukami Michaela ale nie bede sie im zwierzac.Haha! Ja sie nikomu nie zwiezam oprocz Miley i Chrisa.Mina tej dziewczyny jest bezcenna.Az chce mi sie smiac.Jej zdziwienie mnie po prostu bawi.
-Jeszcze raz przepraszam.-mowi wrecz uciekajac z kuchni.Ja tylko macham obojetnie rekom i wchodze na gore.Za kazdym razem mam ubaw z min tych dziwek.Wchodze do lazienki i od razu zzucam z siebie pizame.Mam ochote na lodowaty,szybki prysznic.Kolejny dziwny nawyk.Zimna woda po prostu pozwala na chwile zapomniec mi o tym calym chaosie.Krople wywoluja na moim ciele dreszcze a krew robi sie zimna.To piekne uczucie.Porownuje je czasami do bulu zadawanego przez jakis cios.Niestety nie jest mi dane dlugo nacieszyc sie ta kapiela.Z pokoju dobiegaja glosy dzwoniacego telefonu.Chuj z tym...Nie odbieram.Zostaje w kabinie z rekoma opartymi o sciane i glowa schylana w dol.Ignoruje dzwoniacy po raz kolejny telefon i skupiam sie na pieczeniu skory.Przy chyba 10 probie dodzwonienia sie do mnie wychodze owjajac sie od razu recznikiem.Kiedy mysle juz ze osoba dala sobie spokoj, moja komorka po raz kolejny zaczyna dzownic.Wywracam oczami i ide do pokoju gdzie na szafce lezy uzadzenie.Justin.
-Tak?
-Czemu nie odbierasz?! Zawalu prawie dostalem ze ten chuj ci cos zrobil!
-Spokojnie.-mowie rozbawiona.-Nic i nie jest...
-Na pewno?-pyta podejrzliwie.
-Tak.Na pewno.-usmiecham sie.Ugh...Wkurza mnie juz ten fakt ze wywoluje u mnie to pieprzone uczucie bezpieczenstwa i radosci.-W jakiej sprawie dzownisz?
-Tak chcialem cie uslyszec.-czuje jak sie usmiecha.
-Milo,milo.-patrze na odbicie w lustrze.Dziewczyna przede mna jest mi calkowicie obca.Za kazdym razem tak jest gdy przyjezdza Michael...Zmieniam sie calkowicie.Jestem bardziej zimna,obojetna i wkurzajaca.Norma.Gdy go nie ma jestem soba.Zwariowana,pyskata nastolatka ktora goni za swoja pasja.Cialgy usmiech na twarzy,radosc bijaca na kilometr.Calkowite przeciwienstwo terazniejszosci.
-Proba o 9.30?
-Miala byc o 10!-wyrywa mnie z przemyslen.
-No a moze zrobimy sobie wczesniej?Bedzie wiecej czasu na wyglupy.-przygryzam warge.No kurwa! Ugh...Ja naprawde mam dosc tego stanu.
-Hmmm...No nie wiem nie wiem.-krece lekko glowa.-Wyszlam dopiero z pod prysznica,jestem cala mokra.A za nim sie ogarne to potrwa.
-To moze przyjade i ci pomoge?-pyta szeptem a ja chichocze uroczo.
-Czy ty mi dajesz nie przyzwoita propozycje?
-No wiesz...Tak?-smieje sie lekko.
-Erotoman.-wywracam oczami.
-Nie!-zaprzecza natychmiast.
-Tak!
-Nie!
-Pierdol sie.-siadam na przegu wanny.
-U mnie czy u ciebie?-juz moge sobie wyobrazic jak rusza brawiami.
-Haha!-wybucham smiechem i nawet wiedzac ze nikt nie widzi mojego usmiechu zakrywam go.Nie cierpie go.Po prostu nie...-Smieszny jestes.
-To jak z ta proba,slicznotko?
-Moze byc 9.30 ale tylko jesli przyjedziesz pod ta sama kawiarnie co wczoraj.
-Masz to jak w banku.-usmiecham sie slodko i przygryzam warge.
-To do zobaczeniu napalencu.-smieje sie.
-Ej!!-wstaje podchodzac do umywalki i odkrecam wode.-No pa.-rozlaczam sie pierwsza.Odkladajac telefon na blat obok przemywam twarz.Jest mi chlodno.Ale to przeciez normalne po nie calej godzinie siedzenia pod lodowata woda.Robie szybki make-up skladajacy sie z wodoodpornego tuszu,ciemnych cieni do oczu i maskary.Bedac jeszcze w tym reczniku kieruje sie do garderoby.Nie mam zamiaru sie stroic skoro to tylko trening.Zawsze mialam takie podejscie.Wybieram wygodne ciuszki oraz buty i wracam do lazienki by sie ubrac.Wlosy wiaze w luznego warkocza i stwierdzam ze jestem gotowa.Do torby sportowej wrzucam tylko buty na trening taneczny i jakies inne potrzebne pierdoly.Patrze na zegarek i moim oczom ukazuje mi sie godzina 9.15.Stwierdzam ze moge spokojnie juz wyjsc.Psikam sie tylko ulubionymi perfumami od Versace i wychodze z pokoju zamykajac go potem na klucz.Zbiegam na dol i nie chcacy wpadam na Michaela.
-Kochanie...-chce cos powiedziec jednak ja ruchem reki daje mu do zrozumienia iz nie mam zamiaru tego sluchac.Schodze na najnizsze pietro i wychodze z domu trzaskajac za soba drzwiami.Do uszu wkladam sluchawki i puszczam swoje ulubione nuty.Droga mija zaskakujaco szybko a gdy wchodze do kawiarni okazuje sie iz jestem pare minut przed czasem.
-Siema!-krzycze do pracownikow.
-Hejo!-odpowiadaja chorkiem.
-To co zawsze prosze.-siadam na jednym z wysokich krzesel i usmiecham sie do Perry.Wysoka ladna dziewczyna z naprawde slicznym usmiechem.
-Juz sie robi.-posyla mi ten swoj szczery usmiech i odwraca sie w strone maszynek.
-Jak coreczka?-pytam opierajac sie na lokciach.Perry ma 18 lat i corke Loren.Mala,dwu letnia slicznotka.Uwielbialam za rowno malutka jak i jej mame.
-Dziekuje dobrze.-ta dziewczyna mimo ciezkiego zycia ciagle sie usmiecha.To wspaniale.-Ostatnio jednak sie przeziebila.
-Nic powaznego?-pytam ciekawie.
-Nie.Nie.-przeczy natychmiast.-Lekki katar i kaszel.-podaje mi moje zamowienie.Ja natomiast wyciagam z torby portfel i zucam na blat sto dolcow.-To o wiele za duzo.-otwiera szeroko oczy.
-Reszta dla ciebie kochana.-wychylam sie aby cmoknac ja w policzek i usmiecham sie szeroko.
-A ty jak zwykle mnie sponsorujesz.-kreci glowa odwzajemniajac gest.
-Cala przyjemnosc z mojej strony.-puszczam jej oczko biorac kubek i torbe do reki.-Do zobaczenia jutro.-krzycze wszystkim.Dylan,jeden z kelnerow przybija mi piatke usmiechajac sie zabawnie i stukamy sie biodrami jak zawsze.Uwielbiam tego chlopaka.Jest gejem ale nikomu to nie przeszkadza.W momencie gdy wychodze z kawiarni podjezdza Justin z szelmowskim usmiechem.On jest boski,bez dwoch zdan.Az wstydze sie w ze mam takie mysli.No ale co? Przeciez jestem dziewczyna a on na serio jest mega przystojny.Wychodzi z auta i podbiega szybko do mnie.
-Witam piekna.-cmoka mnie w policzek.
-No witam,witam.-usmiecham sie uwodzicielsko i zmierzam przed nim w strone auta.Jako gentleman otwiera mi drzwi od stony pasazera a po chwili jest juz na miejsu kierwocy.
_______________________________________________
Wiem ze nie jest zbyt ciekawy...Przepraszam. Mam jednak nadzieje ze bedzie duzo komentarzy :D Po jutrze postaram dodac sie nowy :P
Wy jutro w domach,c'nie?
ja niestety do sql...Nie ma u mnie czegos takiego jak swieto nauczyciela :P
ale za to na czwartej godz z prof od muzy organizujemy po raz kolejny akcje 'free hugs' bedziemy chodzic po kalasch z kartkami z takim napisem i sie przytulac :D Zajebista akcja! Polecam ja kazdemu :D
Buziole dla was!! Kocham! <3
-Patrys

piątek, 11 października 2013

Rozdzial 12

Gramy w kosza juz chyba z ponad dwie godziny.Jestem padnieta i mimo ze kocham ten sport mam juz dosc.Podczas meczu bylo duzo dziwnych sytuacji.Na przyklad ta w ktorej Justin zamiast skupic sie na pilce zaczal mnie przytulac.Lub ta w ktorej dostalam z nienacka buziaka w policzek...Jednak w sumie to byl kacik ust.Byla tez sytuacja w ktorej probowal mi odebrac pilke i stajac za mna oceral sie o moje cialo.Wciaz sie smiejemy,oboje.Bawimy sie na prawde swietnie.Jednak wszystko co dobre szybko sie konczy.W jednym momencie slysze moj telefon.
-Stop!-krzycze i biegne w strone koca na ktorym leza wszystkie nasze rzeczy.Bieber kozluje pilka usmiechajac sie nie wiadomo czemu.Przyznaje ze jego umiesniony tors robi wrazenie.Tak.Jest bez koszulki poniewaz zdjal podczas drogiej czesci naszej rozgrywki.Chwytam za dzwoniace urzadzenie i dostrzegam iz to moj chlopak.Odwracam sie w strone piosenkarza i przysowam telefon do ucha.-Tak?
-Gdzie jestes?-warczy zly.
-Mowilam ze mam spotkanie i nie wiem o ktorej wroce.-sycze wsciekla.Nie dosyc ze zawsze ma do mnie pretensje to jeszcze nawet nie potrafi wysilic sie na normalny ton glosu.
-Masz wracac do domu.
-Do kurwy nedzy,mam spotkanie!-wrzeszcze wsciekla.Justin widzac moja wsciekla jak i za razem smutna twarz zostawia pilke i szybko do mnie podbiega.Patrzy z taka troska ze az w moich oczach zebieraja sie lzy.
-Nie bluzn do mnie,suko! Masz wracac do domu! Natychmiast!-krzyczy sie tak glosno iz jestem pewna ze chlopak stojacy przede mna to slyszal.
-Mam spotkanie,Michael! Zrozum ze mam interesy!!
-Spokojnie...-Jus bezglosnie mowi jedno slowo a zaraz potem posyla mi pokrzepiajacy usmiech.
-Jesli nie wrocisz za co najmniej godzine do domu,dziwko...To urzdze ci pielko.-mowi z takim jadem i zlascia ze az mnie dreszcze przechodza.Sekunde pozniej slysze juz dzwiek rozlaczonej rozmowy.Odsuwam urzadzenie patrzac slepo w jakis punkt.
-Co sie stalo?-pyta szeptem.Podnosze na niego powoli wzrok patrzac wciaz nie obecnie.
-To Micheal...Zawiez mnie do domu.-po moich policzkach zplywaja slone lzy.
-Dobrze...Juz dobrze.-przyciaga mnie do siebie wtulajac w klatke.Rozplakuje sie jak dziecko.To cholernie ciezkie wracac to tej pieprzonej rzeczywistsci.Z Bieberem jest tak bestrosko.Czuje sie pewnie,tak jakby czas nie istnial.Gladzi mnie po glowie droga reke trzymajac na talii.Sciskam go mocno w pasie i zaciskam oczy.-Chodz...-szepcze mi do ucha calujac w czolo gdy juz sie uspokajam.Odsuwam sie od niego wycierajac lzy.Szybko sie odwracam i zbieram nasze rzeczy.Chlopak patrzy na mnie zaskoczony.
-Co?
-Szybko zmieniasz humor...-marszczy brwi.Rzucam mu jego koszulke i zapinam swoja torebke.
-Poprawka...Szybko zmieniam wyraz twarzy,postawe.Humor zostaje taki sam.-wzruszam ramionami.Zaklada na siebie ciuch i sklada koc wrzucajac go potem do plecaka.Wracajac do samochodu panuje miedzy nami cisza.To samo przez polowe drogi.
-Podwieźć cie do domu?-pyta nie pewnie zerkajac na chwile.
-Nie!-w mojej glowie rodzi sie wizja reakcji Tygi na wydok Justina.Juz jest wsciekly a co dopiero po zobaczeniu piosenkarza.
-Dobrze,dobrze.-usmiecha sie slodko.-Spokojnie.Ze mna mozesz byc spokojna.-lapie mnie za dlon ktora lezy na moim udzie.
-Dziekuje...-szepcze wzmacniajac lekko uscisk.Jego auto zatrzymuje sie przed ta sama kawiarnia przy ktorej sie spotkalismy.Wylacza silnik spogladajac przez okno.Zerkam na niego i siegam do tylu po bukiet kwiatow i torebke.-To byl swietny dzien.-usmiecham sie szczerze.Naprawde wspaniale sie bawilam.-Jeszcze raz dziekuje.Do zobaczenia jutro.-skinam w jego strone glowa i otwieram drzwi.
-Czekaj.-lapie mnie za nadgarstek przyciagajac lekko do siebie.Sklada na moim policzku jeden,slodki i delikatny calus a pozniej patrzac w moje oczy przygryza warge.-Tak...Do zobaczenia jutro.-posyla mi kolejny zniewalajacy usmiech i poszcza moja dlon.Krece lekko glowa,usmiechajac sie delikatnie i szybko wyskakuje z auta.Wbiegam na chodnik i kieruje sie prosto w strone mojego domu.Ku mojemu zdziwieniu nie mija mnie auto Biebera wiec odwracam sie na chwile.Widze jak chlopak trzymajac jedna reke luzno na kierownicy patrzy na mnie usmiechajac sie lobuzersko.Macham mu delikatnie i cialge usmiechajac sie wracam do domu.
-Gdzie ty do cholery bylas?!-moj chlopak siedzi w salonie na sofie.Pije piwo ogladajac jakies pornosy.Nic nowego.
-Na spotkaniu.-odpowiadam spokojnie.Nie patrzac w jego strone wchodze po schodach do kuchni.Siegam po krysztalowy wazon i napelniam go wodom by pozniej wstawic tam niebieskie kwiaty.W jednym momencie do pomieszczenia wtargna strasznie wkurzony i jednoczesnie napalony chlopak.Jak to poznalam? Pfff...To jest juz proste po tylu latach zwiazku.Widac to w jego oczach.Przyciaga mnie do siebie za brzuch brutalnie calujac po szyi.Nie podoba mi sie to w tym momencie.Najzwyczajniej w swiecie nie mam ochoty.
-Chce cie tutaj i teraz.-mruczy mi do ucha.
-Ale ja nie chce.-probuje sie wyrwac z jego uscisku jednak bez skutecznie.Jest za silny.-Michael!-podnosze glos warczac lekko.
-Ty nigdy nie masz ochoty! Po chuj mi taka dziewczyna?! Jestes bez uzyteczna suka!!-mowi z jadem.-Mam cie dosc! Kurwa,jebana...-syczy odsuwajac sie ode mnie.Nie ruszaja mnie jego slowa.Czemu? Przyzwyczajenie.Przykre,co nie? No coz...tak juz jest. Biore kwiaty do reki i wchodze na gore do pokoju zamykajac go za soba na klucz.Klade wazon na stoliku a sama udaje sie do lazienki.Mam ochote na dluga,odprezajaca kapiel.Jestem zmeczona calym tym zyciem.Wchodze do pelnej wanny i usmiecham sie od razu gdy czuje jak cale moje cialo ogrzewa sie.
-Cher?-slysze nie pewny glod Tygi.
-Nie przeszkadzac!-krzycze wkurzona.Jestem swiadoma ze tylko pogarszam swoja sytuacje ale jest mi juz wszystko obojetne.
-Nie tym tonem!-warczy.-Ja cie tu kurwa chce przeprosic a ty z fochem! Wez sie lepiej ogarnij...-zaczal walic w drzwi.
-Czego nie rozumiesz z slow 'nie przeszkadzac'!?-wywracam oczami i siegam po telefon.
-Pierdol sie...-wali ostatni raz i odchodzi.Postanawiam zadzonic do Miley.Nawet sie z nia nie pozegnalam.Glupio mi a chce sie z nia jeszcze spotkac przed jej reaktywacja trasy koncertowej.Czekam chwile az z laski swojej ruszy tylek by odebrac telefon i smieje sie sama do siebie wspominajac dzisiejsze popoludnie z Biebsem.
-No nawreszcie sie odzywasz.-slysze jej rozesmiany glos.-Ja sie tu martwie ze Justin cie porwal!-piszczy mi do sluchawki a ja wybucham smiechem.
-Tak wiesz...Leze teraz w jakiejs celi.-krece glowa.
-Co?!-kolejny pisk.
-Debilka...-smieje sie.-Przeciez zaruuuuje!!
-Ufff...Naprawde sie wystraszylam! Ty nie masz szczescie do chlopakow.-stwierdza.
-No wielkie dzieki.-po raz kolejny wywracam oczami.
-Nie wywracaj tymi oczyskami.-smieje sie mi do sluchawki.Moja mina jest na pewno zabawna.Mam szeroko otwarte oczy i cala sztywnieje.
-C...Co? Ale jak?-rozgladam sie nie pewnie.Okna sa zasloniete a inaczej nie mozna podejrzec.
-Hahaha...Znam cie kochana.-smieje sie.-Na tyle dobrze iz moglam sie domyslic twojej reakcji.-tak,to fakt.Jednak ja tez ja znam na wylot.
-Nie wytykaj jezyka.-smieje sie.
-Cooo??-wybucham smiechem.Znamy sie jak lyze konie ale mimo wszystka wciaz nie brakuje nam tematow i nadal sie zaskakujemy.
-No to ty mozesz mnie znac a ja ciebie nie?-pytam rozbawiona.Slysze w sluchawce iz mam droga rozmowe.-Sluchaj skarbie moj musze konczyc bo ktos sie do mnie dobija.Spotkamy sie jutro na kawie?
-Jasne!-mowi entuzjastycznie.-Nie wiem jeszcze o ktorej bede wolna to napisze ci sms,ok?
-Spoko.Dobranoc.-przesylam jej buziaka.
-No paaaa...-przeciaga zabawnie a ja rozlaczam rozmowe.Zerkam szybko kto do mnie dzowni i widzac napis "Justin" usmiecham sie mimo wolnie.
-Juz sie steskniles?-pytam zabawnie.
-Zebys wiedziala.-mruczy do sluchawki a moje cialo przechodzi przyjemny dreszcz.
-Mrrrr...
-Co porabiasz?
-Wlasnie siedze w wannie...Naga i mokra.-zdecydowanie robie to specjalnie.Chce go troszke podraznic.No co? Nie wolno mi?
-Nawet sobie nie wyobrazasz co bym teraz zrobil.
-Moze podzielisz sie ze mna ta mysla.-chichocze slodko.
-Lepiej nieeeee...-mowi lekko spiety.-Jeszcze stwierdzilabys ze jestem jakims idiota.
-A skad ta pewnosc ze nie mam takiego zdania?-wciaz sie smieje.Nie wiem jak on to robi iz nie potrafie przestac sie usmiechac.To swietne uczucie.Takie bestroskie.
-Sugerujesz ze jestem idiota?
-Ja nic takiego nie powiedzialam!-zaprzeczam od razu.
-No ja wieeeeeem...-przeciaga a ja moge sie tylko domyslic iz robi mine malego chlopczyka.-Jestem zajebisty.
-I taki skromnyyyy...
-No a jak...Nie moze byc inaczej.-smieje sie.
-Jutro trening o 10.00.-przypomninam.-Masz sie nie spoznic.-dodaje surowo.
-Tak jest pani kapitan.-odpowiada mi rownie powaznie.-Jak cos, to wlasnie salutuje.-dodaje szeptem.Wybucham szczerym smiechem.Przy nim po prostu nie da sie nie smiac.Uwielbiam taki stan.Gdy zapominam o calej rzeczywistosci i smieje sie z wszystkiego.
-Dobra juz dobra...Koncze.-krece glowa.-Musze sie ogarnac i isc spac...-dodaje szeptem.
-Cos nie tak?-kurde! Mialam nadzieje ze sie nie domysli.-Tyga cos ci zrobil?!-podnosi glos.
-Nie! Jest ok...-zapewniam go nie dokonca szczerze.-Jest naprawde spoko.Po prostu...Po prostu jestem troche zmeczona.
-Jutro mi powiesz prawde.-mowi powaznie.Ja ,do kuzwy nedzy, jestem az tak przewidywalna?! No jestem?!-Odpoczywaj.-czuje jak sie lekko usmiecha.-Dobranoc slicznosci.
-Dobranoc Jusssss...-przeciagam uwodzicielko i rozlaczam rozmowe odkladajac telefon gdzies na podloge.Bieber jest fajny...Naprawde fajny...Ale przeciez jest tylko kumplem.Pracujemy razem.Nic wiecej.Szkoda? Moooooze...Ale przeciez mam chlopaka.Jednak co z tego jesli ten zwiazek w ogole nie ma sensu.Ja chce Chrisa! Potrzebuje swojego przyjaciela! Jednak wiem ze nie moge do niego zadzownic...Czemu? A to tylko dlatego ze pewnie spi.Inne strefy czasowe...Jesli on spi.Ja jestem zajeta.Jesli on ma koncert.Ja jestem wolna.Jesli ja jestem zajeta on jest wolny.To jest cholerna ironia losu! Ugh...Nie moge sie doczekac az wroci...
________________________________________________
Wiem...Spieprzylam...Przepraszam ale po prostu musze was troche przynudzic zeby bylo pozniej zaskoczenie :P Obiecuje ze niedlugo bedzie juz coraz fajniej ^^ Mam juz pewna wizje ale znacie mnie i wiecie ze ze mna jest wszyyyyystko mozliwe xD
No nic...
Jak tam u was misiaki??
U mnie w sql mam cholerny zapieprz.Nie wychodze wgl z ksiazek a nie jestem kujonem.Naleze do tych buntownikow jednak testem teraz w ostatniej gim i musze uczyc sie do egzaminow -.- Masakra jakas!!
No nic nic juz wam nie marudze.
Licze na wasze komy! Pod ostatnim bylo 9 :P Juz dawno nie widzialam takiej liczby ;) Wiem ze to nie jakos wielce duzo ale jak dla mnie to naprawde cos <3
Kocham was!
-Patrys

niedziela, 6 października 2013

Rozdzial 11

Nie odzywam sie ani slowem.Po prostu wiem ze jesli cos powiem to wybuchne.Jedziemy w ciszy a ja ciagle patrze przez to cholerne okno.Widze jak mijamy sklepy i jakies domy ale tak szczerze to w ogole mnie to nie interesuje.Zauwazam ze Bieber co chwila na mnie zerka i otwiera buzie jakby chcial cos powiedziec,jednak w ostatnim momencie rezygnuje.
-Powiedzialem cos nie tak?-pyta glupio a ja mam wrazenie ze go rozszarpie.Nieeeeeeeee,no co on? Przeciez powiedzial wszystko bardzo taktownie.Nie odpowiadam.Po co mam sie wkurzac jeszcze bardziej?-Ej...-szturcha mnie palcem w udo.-Nie odezwiesz sie?-nadal nic.Po prostu z wlasnego doswiadczenia wiem iz niektore sprawy lub sytuacje o wiele lepiej przemilczec.-Odwiezc cie do domu?-pyta nie pewnie.-No eeeeejj...-mam ochote wybuchnac smiechem ale powstrzymuje sie.-Ja przepraszam...-jeczy co chwila cos gadajac a ja go kompletnie zlewam.Niech sie pomeczy...Wie ze ze mna nie jest latwo.-Cher blagam cie wiesz ze nie cierpie takich sytuacji.-usmiecham sie kacikiem ust tak by nie zauwazyl.-Bedziesz sie fochac?-nie daje za wygrana.-Zakochalem sie w tobie...-szepcze naprawde cicho a ja automatycznie odwracam sie w jego strone z oczami i buzia szeroko otwartymi.-Zgrywam sie...-chichocze a ja wywracam oczami.Kolejna rzecz ktorej nie cierpie: zartowanie sobie z uczuc.Wracam do poprzedniej pozycji i mysle czy moze lepiej bylo zostac w domu.-Przynajmniej sie spojrzalas.-wzrusza ramionami.-Zawsze cos.
-Nie baw sie uczuciami poniewaz ktos moze zabawic sie twoimi.-szepcze bez wyrazu.
-Co?-marszczy brwi.
-To co slyszales...-odwracam sie w jego strone patrzac z powaga.
-Jedno pytanie....Ty zawsze tak zmieniasz postawe?-mowi to zaskoczony a ja chichocze krecac glowa.
-Serio? Jeszcze mnie nie poznales?-robie jakby zbolala mine i wywracam po raz kolejny oczami.
-Ej.Ej...Nie miej nic do mnie.To ty sie zmieniasz co sekunda.
-Ja po prostu staram sie odzwierciedlic zachowaniem to co czuje.-wraca do mnie postawa zimnej dziewczyny.Moja twarz nie ukazuje zadnych uczuc a wzrok jest naprawde gardzacy.
-Znow to robisz...
-Moze wlasnie taka jestem?-w odpowiedzi dostaje tylko wzurszenie ramionami z jego strony.-Nie gadajmy o mnie...-krece glowa.-Spotkalismy sie zebys mi powiedzial co sie stalo miedzy toba a Gomez.
-Ugh...-zaciska rece na kierownicy.-Mialem nadzieje ze zapomnisz...-przelyka sline.
-Obiecales...
-Opowiem ci na miejscu.-dodaje powaznie.Skreca w jakas polna droge usmiechajac sie lobuzersko.Krece glowa zatanawiajac sie co wymyslil.Wjezdzamy do jakiegos lasu a ja szczerze to zaczynam sie bac.No sami pomyslcie...Ja,starszy chlopak,las...Troche jak w jakims slabym horrorze.W jednym momencie samochod staje a Bieber wyciaga kluczyki otwierajac drzwi.Jakos nie podoba mi sie ta cala akcja.Otwiera drzwi z mojej strony wyciagajac w moja strone dlon.-Wyjdziesz?-pyta rozbawiony.
-Mam ci ufac?-pytam wymownie na niego spogladajac.
-No raczej?-robi mine jakby to byla najoczywistsza sprawa na swiecie.-Chyba juz mi zaufalas wsiadajac ze mna do auta.-wzrusza ramionami.-Nie prowadze jakos wolno i przestrzagajac zasady.
-Lubie szybka jazde.-usmiecham sie lapiac za jego dlon i wysiadam z bryki.Zamyka za mna drzwi i w tym momencie zastygam.Nasze ciala sa naprawde niebezpiecznie blisko.Zerka na moje usta a ja szybko odwracam wzrok.-Co robimy w tym lesie?-przerywam cisze.
-Chwilka.-usmiecha sie do mnie tajemniczo i podchodzi do bagarznika.Wyciaga z niego jakis plecak i zazyca go sobie na ramie.-Chodz ze mna.-po raz kolejny wyciaga reke w moja strone patrzac zachecajaco.Zerkam na niego podejrzliwie a on kreci glowa.-No proosze....
-Niech bedzie..-zlaczam nasze dlonie i pozwalam sie kierowac.Idziemy chwilke omijajac stare drzewa az w koncu wychodzimy na... na boisko?! Tak...To zdecydowanie jest boisko.Widac ze nikt czesto tu nie przychodzi poniewaz kosze sa dosc zniszczone tak samo jak beton.Moja mina musi byc bezcenna poniewaz Justin zaczyna chichotac.-Co?
-Zdziwiona?
-No sluchaj...-podpieram sie obiema rekami za boki.-To raczej nie typowy przypadek widziec jakies boisko w srodku lasu.-wyrzucam rece w powietrze a on kreci glowa.Ide przed siebie stajac centralnie na srodku.Okrecam sie kilka razy patrzac uwaznie w okolo.Bieber sie nie rusza,patrzy na mnie usmiechajac sie naprawde slodko.Ma rece w kieszeniach tak ze jego kciuki luzno wystaja.-Skad znasz to miejsce?-zatrzymuje sie patrzac w jego strone.
-Kiedys przyjechalismy z Alfredo i Kenny'm zeby chwile odpoczac.A ze no coz...-usmiecha sie robiac pare krokow w moja strone.-Nikt nie spodziwa sie iz ja bede w lecie.-kreci glowa.-Chodzilismy tutaj przez pare godzin.-jego usmiech staje sie wiekszy,podnosi na mnie wzrok z pod swojej grzywki.
-Zgubiliscie sie!-otwieram szeroko oczy smiejac sie lekko.
-Glupio sie przyznac ale tak.Chodzilismy w kolko tego boiska gdzies po miedzy drzewami az moj ochroniaz stwierdzil zebysmy skrecili.Wyszlismy w tamtym miejscu.-pokazuje palcem gdzies za mnie.Patrzac przez ramie odwracam na chwile glowe.-Siedzielismy tu troche a pozniej postanowilismy isc przed siebie.-odwraca sie do mnie tylem wskazujac obiema rekoma miejsca z ktorego przyszlismy.Ciagle idzie tylem i w jednym momencie znajduje sie obok mnie.-I udalo nam sie.-pokrecil glowa rozgladajac sie w gore.-Wyszlismy niedaleko naszego samochodu.-wzrusza ramionami.-Czasami mam wrazenie ze powiedzienie glupi ma zawsze szczescie sprawdza sie w moim przypadku.-zerka na mnie usmiechajac sie zniewalajaco.Z racji tego ze jestem sporo nizsza podnosze wzrok napotykajac jego chipnotyzujace spojrzenie.
-Podoba mi sie to miejsce.-szepcze bez wyrazu wciaz patrzac w jego czekoladowe oczy.-Yhm...-marszcze brwi sposzczajac glowe.Nie moge pozwolic sobie na wiecej takich slabosci.Nie moge pozwolic mu kierowac moim umyslem.To nie dorzeczne! Przeciez nigdy tak nie mialam...Nigdy nie zatracalam sie w spojrzeniu chlopaka.
-Co do Gomez...-odsuwa sie lekko ode mnie i zdejmuje swoj plecak.Wyciaga z niego kosc a plecak kladzie gdzies obok.-Po czesci byla to tylko ustawka.-rozklada material a pozniej siada wygodnie usmiechajac sie w moja strone zachecajaco.-Usiadziesz?-pyta slodko.Skinam tylko glowa i wykonuje czynnosc.
-Po czesci?-podnosze pytajaco brwi obejmujac moje zgiete kolana dlonmi.
-Po czesci.-przytuakuje kladac sie na plecach z dlonmi pod karkiem.Patrzy w niebo jakby wszystko mu sie przypominalo.Nie przerywam tej ciszy.Nie chce ani nalegac ani popedzac.Przeciez mamy czas.-Gdy Scoot wymyslil to cale nasze umawianie sie bylem wsciekly.Nie chodzi o to ze nie lubilem Seleny.Byla mi obojetna.Kiedys sie poznalismy na jakiejs gali troche pogadalismy i na tym koniec.Jednak nie jestem z tych ktorzy toleruja wtracanie sie w zwiazki i bardziej prywatne sprawy.-zamyka oczy.-Bylo to dwa i pol roku temu.Wszedlem do studia,do wlasciwego pokoju znalazlem w nim mojego menagera,Gomez i jej menagera.Dyskutowali o czyms zawziecie a jak gdy ja zobaczylem moglem sie spodziewac co sie wydarzy.Rozmawialismy o tym przez pare dobrych godzin.Oczywiscie ja bylem przeciwny.-otwiera oczy spogladajac na mnie bezradnie.-Jednak musze sie sluchac Scooter'a.Wytlumaczyl mi iz to bedzie dobre dla mojej kariery jak i dla kariery Seleny.No ok.Niech bedzie.Nie za bardzo rozumialem czemu akurat ona...-ponowanie patrzy w niebo.-Po pol roku tego calego udawania mialem dosc.Wtedy internetem zawrzalo poniewaz wyszlem na impreze z Miley.-usmiechnal sie.-To byl wypad czystko przyjacielski.Nic wiecej.Oczywiscie gdy wrocilem dostalo mi sie nie tylko od Brown'a.Selenka tez miala do mnie wonty.Zachowywala sie tak jakbysmy faktycznie byli para.-zasmial sie.-Nie podnioslem na nia nawet glosu a ona naklamala swojemu menagerowi ze ja udarzylem.-wzruszyl ramionami.-Nie miala dowodow...Zadnych sladow ze nawet ja dotknalem.-zaciska szczeke.-Nic nie mogla zrobic.Wtedy zrozumialem ze chciala postawic mnie w zlym swietle.-w jego oczach moge zobaczyc ta cala zlosc.-Zrobilismy przerwe...Przez dwa miesiace.-wywraca oczmi.-Potem znow musielismy grac idealny zwiazek.Najsmieszniejsze jest to ze ja dawalem z siebie wszystko.Organizowalem te udawane randki,wypady i wakacje..Placilem za kazda jej zachcianke a ona po prostu...Jak by to powiedziec...
-Byla.-zagryzam warge.-Po prostu byla.-wzruszam ramionami.
-Dokladnie.-spoglada na mnie przelotnie.-Byla...Tak minal pierwszy rok.Na poczatku kwietnia zabralem ja na romantyczna kolacje a pozniej do wynajetego kina.Ogladalismy Tytanic'a.A ja...A ja wtedy cos do niej poczulem.Zauroczyla mnie.Mimo ze zachowywala sie karygodnie,pomiatala mna i wkorzystywala, cos do niej poczulem.Ukrywalem to przez nastepne trzy miesiace.Bylo mi ciezko ale moi kumple mnie potrzymywali na duchu.Pomagali mi zapomniec o uczuciu.
-To wtedy miales ten czas bycia dupkiem?-pytam powaznie a on sie usmiecha jednym koncikiem ust.
-Tak...To bylo wtedy.-skina glowa.-Prosilem ich o to.Zebym stal sie bez uczuc.Udalo im sie jednak to nie bylem ja...Nie potrafilem sie tak zachowywac.Ja taki nie jestem.Jestem dobrze wychowany poniewaz tego nauczyla mnie mama.-usmiechnal sie na samo wspomnienie o Pattie.-Gomez pierwsza wyznala ze rowzniez sie zaduzyla,jednak nie chciala zmieniac naszych relacji.Chciala tylko udawac.Wtedy dostalem cios ponizej pasa.Mialem nadzieje iz cos z tego bedzie.Staralem sie jeszcze bardziej a ona po jakims czasie postanowila dac nam szanse.Nasz prawdziwy zwiazek trwal kilka krotkich miesiecy...
-Dlaczego?-marszcze brwi nie zrozumiale.
-Zauroczenie pryslo.-usmiechnal sie.-Bylo mi dobrze w tym zwiazku...Bylo ciekawie ale czegos mi brakowalo.Nie potrafila wypelnic calkowicie mojego serca.Jeszcze przed zerwaniem poszedlem na meski wieczor z moja paczka.Gomez kazala mi nie odbierac od niej telefonow i w ogole sie z nia nie kontaktowac bo to ma byc moj i chlopakow czas.Zgodzilem sie.Wydzwaniala do mnie po tysiac razy a ja to olewalem.
-Tak jak kazala...-stwierdzam.
-Dokladnie.Po powrocie do domu zastalem ja z Swift.-wzniosi oczy ku gorze.-Jej od zawsze nie lubilem.-wzrusza ramionami.-Po prostu...-usmiecha sie.-Zaczely na mnie wrzeszczec,piszczec,wyzywac i szarpac.Wysluchalem ich grzecznie bez przerywania a potem podnioslem sie i zyczac im dobrej nocy, poszedlem do siebie.Ich zdaniem byl to brak szacunku.Moze maja racje...Nie wiem.Po prostu nie bylem trzezwy i nie chcialo mi sie z nimi gadac.Rano pojechalem na plan Seleny.Pogadalismy chwile na spokojnie a pozniej ona powiedziala ze ze mna zrywa poniewaz od dawna umawia sie z jakims tam fagasem z planu jej filmu.-znow zaciska mocno szczeke.-Czulem sie upokorzony.Jedna z rzeczy ktorych nie cierpie najbardziej to zdrada.Domyslalem sie ze kogos ma na boku jednak bylem nia tak oczarowny iz nie przyjmowalem do siebie tej wiadomosci.Chcialem wierzyc iz wszystko sie ulozy a moje przeczucia to tylko jakies urojenia.
-Co za suka...
-Tak na prawde ten gosciu z ktorym krecila poznala dzieki Taylor.-zerka na mnie jednym okiem a moja mina musi byc naprawde zdziwiona.Jestem w szoku!-Swift rozniez od zawsze palala do mnie nienawiscia dlatego chciala rozbic nasz zwiazek.Udalo jej sie a ja nie zaluje...-kreci glowa.-Skoro Selena przy pierwszej lepszej okazji mnie zdradzila to pewnie bez pomocy swojej psiapsuleczki tez by tak postapila.
-W sumie...-mowie z zamysleniem.-Co zrobiles po tym?
-Wyszedlem z planu...Pojechalem do studia dzowniac w drodze po Scoota i jej menagera.Zaczekalem chwile na nich na miejscu i nawet bez wchodzenia do srodka wywrzeszczalem to co sie stalo.-zasmial sie.-Mina tego goscia od Gomez byla naprawde rozwalajaca.-zaczyna sie smiac.-Mial oczy i usta szeroko otwarte tak ze az guma ktora zul wypadla na ziemie.-smieje sie leciutko krecac glowa.-Scoot nie byl jakos wielce zdziwiony.-wzrusza ramionami.-Sam stwierdzil iz ten kontrakt zostanie zerwany z winy Seleny.-usmiecha sie.-Pojechalem do niej ostatni raz na urodziny ktore odbyly sie trzy tygodnie po naszym zerwaniu.-usmiecha sie.-Kupilem jej czerwona roze i razem z Alfredo pojechalismy na miejsce.W pierwszej chwili nie chciano nas wposcic ale po wreczeniu lekkiego pliku kasy ochroniazowi,ten zrobil dla nas wyjatek.-kreci glowa.-Zaskakujace jak latwo udalo mi sie go przekupic.Mina mojej bylej gdy mnie zobaczyla byla bezcenna.-wybucha smiechem.-Wygladala jakby zobaczyla ducha.A w momencie kiedy ja wreczalem jej kwiatka z szelmowskim usmiechem ona wyplula pitego szmpana w twarz swojego towarzysza.
-Tego fagasa od Swift?
-Mhmm...-smieje sie.
-Zalosne.-wywracam oczami.
-Razem z moim kumplem wybuchnelismy smiechem i zostawiajac zszokowanych gosci,cali rozesmiani wyszlismy z imprezy.To bylo z mojej strony zamkniecie rozdzialu pod tytulem "Selena".-podnosi sie na rekach do pozycji siedzacej.-Musialem to zrobic...Po prostu musialem.-usmiecha sie.
-Chcialabym zobaczyc ta cala akcje na zywo.-usmiecham sie szeroko.
-Trzeba bylo wczesniej zainteresowac sie moja osoba.-rusza zabawnie brawiami a ja wznosze oczy ku niebu.
-Wszystkie pretesje trzeba do Scoota...-chichocze.-To on wczesniej nie zauwazyl ze sie opuszczasz w robicie.-wytykam mu jezyk i widzac jego powaznie znudzona mine podnosze sie natychmiast uciekajac na drogi koniec boiska.Cala rozesmiana spogladam za siebie i widze jak Justin mnie goni.
________________________________________________________
Ten rozdzial jest...Moim zdaniem do dupy :/
Po prostu mam cholernie duzo problemow prywatnych.Naprawde powaznych... I nie potrafie jakos sie ogarnac.Staralam sie napisac ten rozdzial jak najlepiej ale nie wiem czy mi jakos specjalnie wyszedl...
Dzisiaj specjalnie obudzilam sie o 6.00 by ogarnac lekcje i miec reszte dnia na pisanie rozdzialo! <3
Blagam was o mase komow ktore by mnie zmotywowaly.
Mam do was prosbe: napiszcie w komach jakis cytat lub pare cytatow ktore wam sie strasznie podobaja. Ok?? Mam nadzieje ze znajde naprawde duzo komow :*
Przypominam ze Anonimy moga komemntowac! Dlatego prosze was...Zostawcie po sobie nawet jakas buzke.
Kocham Was! <3
-Patrys