Wiec od razu przejde do rzeczy...
Przez nastepny miesiac dokladnie do 12-ego sierpnia nie bede miala internetu.
Poniewaz jutro o 9:30 mam samolot do Polski a nie zabieram laptopa niestety nie bedzie tak czesto rozdzialow.No wlasnie tak czesto.Przez ostatni tydzien siedzialam caly czas przed laptopem piszac rozdzialy do przodu.Nie martwcie sie bo juz mam ustalone z moim kuzynem ze pozyczy mi kapa zebym cos wam dodala.Od razu mowie ze bede dodawac raz na tydzien. Przewiduje iz rozdzialy beda pojawialy sie w czwartki lub piatki ale nie jestem co do tego jeszcze pewna.
Bardzo was przepraszam ale naprawe nie bede miala jak pisac czesciej. Obiecuje ze na nieskonczonosc procent jeden na tydzien bedzie.
Mam nadzieje ze nie jestescie na mnie zli bo naprawde sie staralam zeby pisac do przodu i zeby nie musiec zawieszac bloga az na miesiac.
Przepraszam was bardzo ale tez jestem czlowiekiem i potrzebuje przerwy.
Mam nadzieje ze mnie zrozumiecie i przez moj wyjazd nie opuscicie mojego bloga i mnie.
Jest to naprawde dla mnie wazne bo strasznie was pokochalam <3
Wiec tak... Nastepny rozdzial zgodnie z moimi przewidywaniami pojawi sie...18-ego lub 19-ego.Na pewno jeszcze w tym tugodniu.
Zycze wam udanego czasu ;) Mam nadzieje ze rozdzialy sie spodobaja bo byly pisane naprawde pod wielka presja. Staralam sie naprawde ;) Obiecuje ze po tym miesiacu wroce odnowiona z wieloma nowymi pomyslami i wena. :D Potrzebuje chwili przerwy ale rozdzialy dla was juz czekaja ;)
Koooooooooooocham Was <3
Przykor mi okropnie ze nie bede mogla pisac :'c
-Patrys
poniedziałek, 15 lipca 2013
Rozdzial 60 "-Idzcie do domu, prosze."
Weszlam do kuchni z usmiechem na twarzy widzac Rihanne z Chrisem robiacych cos do jedzenia od razu sie usmiechnelam.Bylam strasznie glodna a widziec ta dwojke w kuchni,przytulajacych sie,calujacych stwierdzilam ze to naprawde slodki i nie spotykany widok.Usiadlam na jednym z krzesel przy blacie i przygladalam sie ich poczynania.
-Czy jak wy sie pieprzycie to wasze jeki musi byc slyszec az nad basenem?-w pewnym momencie Brown zadal jedno ze swoich jakze ciekawych pytan i przyjemnosc z ogladania ich poczynan,prysla.
-Yhm...-zakrztusilam sie pitym wlasnie napojem co rozbawilo tylko mezczyzne.-To ze krzycze jego imie to oznacza jak bardzo mi dobrze.-wytknelam mu jezyk.-Hmm...Ale zastanawiajace jest to ze waszch jekow nigdy nie slychac.-zasmialam sie trzepiac uroczo rzesami pokazujac to na RiRi to na Chrisa.Twarz chlopaka mojej przyjaciolki byla bezcenna.Mialam ochote wybuchnac smiechem jednak sie powstrzymalam.
-A tak w ogole to jaki jest?-zapytala Rihanna przerywajac cisze.
-Skoro zmotnowalem dziecko za pierwszym razem a moja kobieta za kazdym razem glosno krzyczy musze byc swietny.-do kuchni wszedl rozczochrany Bieber w samych dresowych spodniach.
-Dobra koniec tego.-zasmialam sie wstajac do lodowki.Justin skradl mi po drodze buziaka a piosenkakra krojaca jakies wazywa usmiechnela sie uroczo.Chris nadal mial powazna mine i widac bylo jaki byl zly.Wzielam sobie jakis jogurt do picia i usiadlam na kolanach siedzacego juz Biebera.-Co dzis na obiad?-zapytalam podpierajac sie lokciami o blat.
-Kurczak.-usmiechnela sie moja przyjaciolka.Spojrzalam na jej chlopaka i mialam lekkie wyrzuty sumiania.
-Chris...-nic.-Chriiiiiss...-nadal nic.-Chris'iak!-krzyknelam jednak nadal nic.-Spojrzysz na mnie?
-Nie.-syknal zly.
-No przepraszam cie...-wstalam podchodzac do niego i przytulilam za szyje.-Wiesz ze nie mialam tego na mysli.-pocalowalam go w policzek a on sie lekko usmiechnal jednak zaraz przywrocil powazna maske.-Widzialam!-zasmialam sie pokazujac palcem.-Mam cie!-usmiechnelam sie.
-Jestes zbyt slodka zeby sie na ciebie gniewac.-zasmial sie przytulajac mnie i podnoszac do gory.
-Myslalam ze juz na prawde sie obraziles!-uderzylam do mocno w ramie a pozniej znow wrocilam na kolana Justina ktory podkradal pokrojone marchewki Rihannie.
-To jakie plany na dzis,zakochance?-zapytala piosenkarka.
-Hmm...-spojrzalam pytajaco na Justina.
-Bedziemy sie caly dzien pieprzyc tak zebycie slyszeli..-zasmial sie a ja wywrocilam oczami wracajac wzrokiem na rozbawiona kobiete.
-Mozesz pomazyc kochanie...-zeszlam z jego kolan by wyrzucic buteleczke po jogurcie.Moj nazeczony westchnal sztucznie a ja sie zasmialam pod nosem.-A wy?-odworcilam sie patrzac na Rihanne i jej chlopaka.Spogladajac po sobie wzruszyli ramionami.-A co myslicie o tym zeby powylegiwac sie na basenie.-wskazalam kciukiem w strone wyjscia na taras.
-Czemu nie.-usmiechnela sie RiRi.
-Niedlugo bede miala wielki brzuch i juz nie bede paradowac w bikini.-poglaskalam sie po brzuchu a Chirs z Rihanna wybuchneli smiechem wiec od razu podnioslam na nich wzrok.Nie smieli sie ze mnie tylko z miny Biebera ktory mial wytrzeszczone oczy.
-Jak to juz nie bedziesz chodzic w bikini?-zapytal oburzony moja wypowiedzia co rowzniez mnie rozbawilo.
-No normalnie...Bede gruba.-wytknelam mu jezyk a ona podchodzac do mnie prychnal zabawnie.
-Dla mnie zawsze bedziesz najseksowniejsza kobieta na ziemi.-szepnal mi do ucha obejmojac czule a ja zachichotalam.
-Nie licz ze zmienie zdanie.-powiedzialam normalnym glosem i odepchnelam go lekko od siebie tak zebysmy mogli popatrzec sobie w oczy.
-No weeeezzz...-jeknal a ja wybuchlam smiechem.Czasami zachowywal sie jak 5-latek ktoremu nie chciano dac upragnionego lizaka.
-A bedziesz chcial mnie ogladac taka z wielkim brzuchem?-spojrzalam wymownie.
-Taak?-powiedzial jakby to byla najoczywistrza rzecz na swiecie.-Ja...-pokazal na siebie.-Zawsze chce i bede chcial cie ogladac...-cmoknal moje usta tak delikatnie i czule ze az moje cialo przeszly dreszcze.
-Mhmm...-przytaknelam mu patrzac na jego pelne,piekne usta i usmiechnelam sie przygryzajac warge.
-Czy wy kobiety to nie mozecie uwierzyc ze w ciazy wygladacie tak slicznie?-zapytal dalej ciagnac temat kiedy juz siedzialam mu na kolanach.
-Nie.-zasmialam sie razem z moja przyjaciolka.
-Nie bo jestesmy wtedy takie wielkie.-wytknelam mu jezyk.
-Nigdy nie zrozumiem kobiet.-mruknal calujac mnie w lopatke.
-Ej stary...-zasmial sie Chris.-A co ty masz na plecach?
-Yyy...-spojrzal na niego pytajaco a ja sie zawstydzilam.Wiedzialam dokladnie co jest na jego plecach.A mianowicie slady po moich paznokciach.
-Nie no...-zasmial sie Brown na mnie patrzac.
-Wiec ktos mi wytlumaczy co mam na plachac?-spojrzal jak glupek na kazdego z nas.
-Yhm...No bo...Jakby to...-zaczelam sie jakac.
-Po porstu Karli podczas sex'u wbijala ci paznokcie w plecy.-wytlumaczyla lekko rozbawiona Rihanna a ja poslalam jej karcace spojrzenie.
-To ja moze sie zmyje...-szepnelam i szybko chcialam wyjsc z kuchni jednak gdy juz bylam prawie za drzwiami Justin zlapal mnie w pasie i mocno przytulil.
-Kochanie...Nic sie nie stalo a szczerze to...To wbijanie paznokci bylo strasznie podniecajace.-wyszeptal mi do ucha a potem przygryzl jego plat.Ja jednak nadal czulam sie lekko upokozona i nie potrafilam spojrzec mu w oczy.Schowalam twarz w dlonie i tak stalismy,wiedzialam ze Justin sie lekko usmiecha.
-Jestes slodka jak sie wstrydzisz.
-Odwal sie...-zasmialam sie i wydostajac sie z jego uscisku pobieglam do pokoju. Lezalam na lozku i rozmyslalam o wszystkim i niczym.Chichotalam sama z siebie nie wiadomo dlaczego.Gdy juz sie uspokoilam wstalam przebrac sie w stroj kapielowy.Wybieralam chyba z 10 minut ktory ubiore az w koncy wzielam pierwszy lepszy z szuflady.Okazal sie naprawde ciekawy.Usmiechnelam sie do odbicia w duzym lustrze i stanelam bokieiem.Poglaskalam sie po brzuchu i stwierdzilam ze nie widac jeszcze tej ciazy.Szczerze to juz nie moglam sie doczekac jak bede miala ten brzuszek.Jednak w srodku zyla obawa ze Justin mnie zostawi.Z moich rozmyslen wyrwal mnie wchodzacy do pokoju chlopak.Od razu odwrocilam sie w jego strone i usmiechnelam niesmialo.Stanal wkladajac rece do kieszeni dresow tak zeby kciuki wystawaly i poslal mi ten sam usmiech co ja jemu.
-Slicznie wygladasz...-spojrzal na mnie spod tychs swoich gestych rzes a ja myslalam ze serce mi wywali.Uwielbialam gdy tak na mnie patrzyl.
-Nie prawda.-pokrecilam glowa zazucajac na siebie cieniutki szlafroczek.
-Oj,prawda,prawda.-podszedl do mnie i mierzac mnie wzrokiem od gory do dolu objal obiema rekoma tuz nad pupa.
-Cos slabo klamiesz kochanie...-zazucilam mu rece na szyje i sie zadziornie usmiechnelam.
-Tylko ze ja wcale nie klamie.-pocalowal najpierw moj nos a pozniej wpil sie w usta.Jego pocalunki byly delikatne i subtelne ale jednak pelne pozadania.
-Juz,juz sie tak nie napalaj.-zasmialam sie wysuwajac sie z jego objec.
-Jestes okropna!-zasmial sie klapiac mnie w tylek a pozniej zlapal za reke i pociagnal do wyjscia.
-Ktos musi.-zachichotalam.Na tarasie RiRi z Chrisem sie namietnie calowali przy basenie a moj nazeczony od razu wpadl na swietny pomysl.Podeszlismy na palcach,tak zeby nas nie slyszeli i kiedy juz bylismy blisko popchnelismy ich do wody.Oboje zwijalismy sie ze smiechu a dwojka w basenie mrozila nas wzrokiem.Barbadoska wyszla ''zla'' i szybko sie do mnie przytulila tak ze ja tez bylam mokra.-Rihanna!!-pisnelam zszokowana a Brown pod pretekstem pomocy wyciagnal do Justina reke i wciagnal go do basenu.
-Karma to skuka...-zasmiala sie moja przyjaciolka wzruszajac niewinnie ramionami.Poslalam jej zabojcze spojrzenie a ta przeslala mi buziaka.Chris widzac ze jego dziewczyna chce sie polozyc na lezaku szybko wyskoczyl z wody biorac ja na rece wskoczyl z powrotem do basenu.Zasmialam sie mimo wolnie bo wygladali jak dwojka nastolatkow.Bieber caly mokry delikatnie mnie przytulil od tylu patrzac na naszych przyjaciol.Wtulilam sie w niego mimo ze w porownaniu do mojego ciala byl chlodny i patrzylam lekko smutno na dwojke chlapiaca sie w wodzie.
-Czemu jestes smutna?
-Zazdroszcze im tej bestroskosci i olewania wszystkiego...-szepnelam.
-Kochanie...-pocalowal mnie w policzek.-Ciezko ci przywyknac do mysli ze musimy tak szybko dorosnac?-nie potrafilam mu odpowiedziec bo wiedzialam ze wybuchne placzem wiec przytaknelam tylko glowa a on mnie sobie odworocil i gladzac moje plecy mocno przytulil zamykajac w objeciach.-Damy rade...-wyszeptal czule a ja mu uwierzylam.Wiedzialam ze mowil prawde.
-Kocham cie,Justin...
-Ja ciebie tez slonce.-zlapal moja twarz w obie rece i zlozyl jeden delikatny calus.
-Hej!-uslyszelismy krzyk Chrisa wiec odrazu sie odwrocilismy w ich stone.Mezczyzna pokazywal na helikopter latajacym nad posesja.Poczulam jak miesnie Biebsa sie napinaja a jego szczeki sie zaciskaja.
-Kotek...Spokojnie.-szepnelam mu na ucho.
-Idzcie do domu, prosze.-chlopcy spojrzeli na mnie i na Rihanne.Widzac furie w ich oczach,zakrylysmy sie recznikami i wrocilysmy do salonu.Obserwojac przez okno cala akcje,Justin z Chrisem po porstu pokazali w stroche kamer i aparatow srodkowe palce wytykajac jezyki.Zasmialysmy sie lekko a gdy juz skonczyli swoj pokaz,zamykajac szczelnie drzwi tarasowe przytulili sie do nas.
-Glupki...-powiedzialam na polsmiechu calujac mojego nazeczonego w dolna warge.
-Ale za to wasze.-Brown wyszczerzyl sie patrzac na JB z ktorym przybili sobie zolwika.Reszte dnia spedzilismy na graniu w karty,ogladaniu filmow i jedzenia fastfood'ow.Smialismy sie i wyglupialismy a cala trojka nie przypominala mi o ciazy wiec moglam chociaz na chwile poczuc sie jak normalna 17-nastolatka w gronie najblizszych.Bez zmartwien,bez wiekszych porblemow...To bylo wpsaniale uczucie jednak wole swoje codzienne zycie.Nie zamienilambym na takie bestorskie,rozrywkowe spedzanie czasu.Najwidoczniej juz doroslam....
____________________________________________
Taki tam lekki ten rozdzial...Cos mi sie nie za bardzo podoba ale tak musi byc :D
Napisze Wam pozniej wazna notke wiec prosze abyscie ja przeczytali. ;)
Kocham Was <3
-Patrys
-Czy jak wy sie pieprzycie to wasze jeki musi byc slyszec az nad basenem?-w pewnym momencie Brown zadal jedno ze swoich jakze ciekawych pytan i przyjemnosc z ogladania ich poczynan,prysla.
-Yhm...-zakrztusilam sie pitym wlasnie napojem co rozbawilo tylko mezczyzne.-To ze krzycze jego imie to oznacza jak bardzo mi dobrze.-wytknelam mu jezyk.-Hmm...Ale zastanawiajace jest to ze waszch jekow nigdy nie slychac.-zasmialam sie trzepiac uroczo rzesami pokazujac to na RiRi to na Chrisa.Twarz chlopaka mojej przyjaciolki byla bezcenna.Mialam ochote wybuchnac smiechem jednak sie powstrzymalam.
-A tak w ogole to jaki jest?-zapytala Rihanna przerywajac cisze.
-Skoro zmotnowalem dziecko za pierwszym razem a moja kobieta za kazdym razem glosno krzyczy musze byc swietny.-do kuchni wszedl rozczochrany Bieber w samych dresowych spodniach.
-Dobra koniec tego.-zasmialam sie wstajac do lodowki.Justin skradl mi po drodze buziaka a piosenkakra krojaca jakies wazywa usmiechnela sie uroczo.Chris nadal mial powazna mine i widac bylo jaki byl zly.Wzielam sobie jakis jogurt do picia i usiadlam na kolanach siedzacego juz Biebera.-Co dzis na obiad?-zapytalam podpierajac sie lokciami o blat.
-Kurczak.-usmiechnela sie moja przyjaciolka.Spojrzalam na jej chlopaka i mialam lekkie wyrzuty sumiania.
-Chris...-nic.-Chriiiiiss...-nadal nic.-Chris'iak!-krzyknelam jednak nadal nic.-Spojrzysz na mnie?
-Nie.-syknal zly.
-No przepraszam cie...-wstalam podchodzac do niego i przytulilam za szyje.-Wiesz ze nie mialam tego na mysli.-pocalowalam go w policzek a on sie lekko usmiechnal jednak zaraz przywrocil powazna maske.-Widzialam!-zasmialam sie pokazujac palcem.-Mam cie!-usmiechnelam sie.
-Jestes zbyt slodka zeby sie na ciebie gniewac.-zasmial sie przytulajac mnie i podnoszac do gory.
-Myslalam ze juz na prawde sie obraziles!-uderzylam do mocno w ramie a pozniej znow wrocilam na kolana Justina ktory podkradal pokrojone marchewki Rihannie.
-To jakie plany na dzis,zakochance?-zapytala piosenkarka.
-Hmm...-spojrzalam pytajaco na Justina.
-Bedziemy sie caly dzien pieprzyc tak zebycie slyszeli..-zasmial sie a ja wywrocilam oczami wracajac wzrokiem na rozbawiona kobiete.
-Mozesz pomazyc kochanie...-zeszlam z jego kolan by wyrzucic buteleczke po jogurcie.Moj nazeczony westchnal sztucznie a ja sie zasmialam pod nosem.-A wy?-odworcilam sie patrzac na Rihanne i jej chlopaka.Spogladajac po sobie wzruszyli ramionami.-A co myslicie o tym zeby powylegiwac sie na basenie.-wskazalam kciukiem w strone wyjscia na taras.
-Czemu nie.-usmiechnela sie RiRi.
-Niedlugo bede miala wielki brzuch i juz nie bede paradowac w bikini.-poglaskalam sie po brzuchu a Chirs z Rihanna wybuchneli smiechem wiec od razu podnioslam na nich wzrok.Nie smieli sie ze mnie tylko z miny Biebera ktory mial wytrzeszczone oczy.
-Jak to juz nie bedziesz chodzic w bikini?-zapytal oburzony moja wypowiedzia co rowzniez mnie rozbawilo.
-No normalnie...Bede gruba.-wytknelam mu jezyk a ona podchodzac do mnie prychnal zabawnie.
-Dla mnie zawsze bedziesz najseksowniejsza kobieta na ziemi.-szepnal mi do ucha obejmojac czule a ja zachichotalam.
-Nie licz ze zmienie zdanie.-powiedzialam normalnym glosem i odepchnelam go lekko od siebie tak zebysmy mogli popatrzec sobie w oczy.
-No weeeezzz...-jeknal a ja wybuchlam smiechem.Czasami zachowywal sie jak 5-latek ktoremu nie chciano dac upragnionego lizaka.
-A bedziesz chcial mnie ogladac taka z wielkim brzuchem?-spojrzalam wymownie.
-Taak?-powiedzial jakby to byla najoczywistrza rzecz na swiecie.-Ja...-pokazal na siebie.-Zawsze chce i bede chcial cie ogladac...-cmoknal moje usta tak delikatnie i czule ze az moje cialo przeszly dreszcze.
-Mhmm...-przytaknelam mu patrzac na jego pelne,piekne usta i usmiechnelam sie przygryzajac warge.
-Czy wy kobiety to nie mozecie uwierzyc ze w ciazy wygladacie tak slicznie?-zapytal dalej ciagnac temat kiedy juz siedzialam mu na kolanach.
-Nie.-zasmialam sie razem z moja przyjaciolka.
-Nie bo jestesmy wtedy takie wielkie.-wytknelam mu jezyk.
-Nigdy nie zrozumiem kobiet.-mruknal calujac mnie w lopatke.
-Ej stary...-zasmial sie Chris.-A co ty masz na plecach?
-Yyy...-spojrzal na niego pytajaco a ja sie zawstydzilam.Wiedzialam dokladnie co jest na jego plecach.A mianowicie slady po moich paznokciach.
-Nie no...-zasmial sie Brown na mnie patrzac.
-Wiec ktos mi wytlumaczy co mam na plachac?-spojrzal jak glupek na kazdego z nas.
-Yhm...No bo...Jakby to...-zaczelam sie jakac.
-Po porstu Karli podczas sex'u wbijala ci paznokcie w plecy.-wytlumaczyla lekko rozbawiona Rihanna a ja poslalam jej karcace spojrzenie.
-To ja moze sie zmyje...-szepnelam i szybko chcialam wyjsc z kuchni jednak gdy juz bylam prawie za drzwiami Justin zlapal mnie w pasie i mocno przytulil.
-Kochanie...Nic sie nie stalo a szczerze to...To wbijanie paznokci bylo strasznie podniecajace.-wyszeptal mi do ucha a potem przygryzl jego plat.Ja jednak nadal czulam sie lekko upokozona i nie potrafilam spojrzec mu w oczy.Schowalam twarz w dlonie i tak stalismy,wiedzialam ze Justin sie lekko usmiecha.
-Jestes slodka jak sie wstrydzisz.
-Odwal sie...-zasmialam sie i wydostajac sie z jego uscisku pobieglam do pokoju. Lezalam na lozku i rozmyslalam o wszystkim i niczym.Chichotalam sama z siebie nie wiadomo dlaczego.Gdy juz sie uspokoilam wstalam przebrac sie w stroj kapielowy.Wybieralam chyba z 10 minut ktory ubiore az w koncy wzielam pierwszy lepszy z szuflady.Okazal sie naprawde ciekawy.Usmiechnelam sie do odbicia w duzym lustrze i stanelam bokieiem.Poglaskalam sie po brzuchu i stwierdzilam ze nie widac jeszcze tej ciazy.Szczerze to juz nie moglam sie doczekac jak bede miala ten brzuszek.Jednak w srodku zyla obawa ze Justin mnie zostawi.Z moich rozmyslen wyrwal mnie wchodzacy do pokoju chlopak.Od razu odwrocilam sie w jego strone i usmiechnelam niesmialo.Stanal wkladajac rece do kieszeni dresow tak zeby kciuki wystawaly i poslal mi ten sam usmiech co ja jemu.
-Slicznie wygladasz...-spojrzal na mnie spod tychs swoich gestych rzes a ja myslalam ze serce mi wywali.Uwielbialam gdy tak na mnie patrzyl.
-Nie prawda.-pokrecilam glowa zazucajac na siebie cieniutki szlafroczek.
-Oj,prawda,prawda.-podszedl do mnie i mierzac mnie wzrokiem od gory do dolu objal obiema rekoma tuz nad pupa.
-Cos slabo klamiesz kochanie...-zazucilam mu rece na szyje i sie zadziornie usmiechnelam.
-Tylko ze ja wcale nie klamie.-pocalowal najpierw moj nos a pozniej wpil sie w usta.Jego pocalunki byly delikatne i subtelne ale jednak pelne pozadania.
-Juz,juz sie tak nie napalaj.-zasmialam sie wysuwajac sie z jego objec.
-Jestes okropna!-zasmial sie klapiac mnie w tylek a pozniej zlapal za reke i pociagnal do wyjscia.
-Ktos musi.-zachichotalam.Na tarasie RiRi z Chrisem sie namietnie calowali przy basenie a moj nazeczony od razu wpadl na swietny pomysl.Podeszlismy na palcach,tak zeby nas nie slyszeli i kiedy juz bylismy blisko popchnelismy ich do wody.Oboje zwijalismy sie ze smiechu a dwojka w basenie mrozila nas wzrokiem.Barbadoska wyszla ''zla'' i szybko sie do mnie przytulila tak ze ja tez bylam mokra.-Rihanna!!-pisnelam zszokowana a Brown pod pretekstem pomocy wyciagnal do Justina reke i wciagnal go do basenu.
-Karma to skuka...-zasmiala sie moja przyjaciolka wzruszajac niewinnie ramionami.Poslalam jej zabojcze spojrzenie a ta przeslala mi buziaka.Chris widzac ze jego dziewczyna chce sie polozyc na lezaku szybko wyskoczyl z wody biorac ja na rece wskoczyl z powrotem do basenu.Zasmialam sie mimo wolnie bo wygladali jak dwojka nastolatkow.Bieber caly mokry delikatnie mnie przytulil od tylu patrzac na naszych przyjaciol.Wtulilam sie w niego mimo ze w porownaniu do mojego ciala byl chlodny i patrzylam lekko smutno na dwojke chlapiaca sie w wodzie.
-Czemu jestes smutna?
-Zazdroszcze im tej bestroskosci i olewania wszystkiego...-szepnelam.
-Kochanie...-pocalowal mnie w policzek.-Ciezko ci przywyknac do mysli ze musimy tak szybko dorosnac?-nie potrafilam mu odpowiedziec bo wiedzialam ze wybuchne placzem wiec przytaknelam tylko glowa a on mnie sobie odworocil i gladzac moje plecy mocno przytulil zamykajac w objeciach.-Damy rade...-wyszeptal czule a ja mu uwierzylam.Wiedzialam ze mowil prawde.
-Kocham cie,Justin...
-Ja ciebie tez slonce.-zlapal moja twarz w obie rece i zlozyl jeden delikatny calus.
-Hej!-uslyszelismy krzyk Chrisa wiec odrazu sie odwrocilismy w ich stone.Mezczyzna pokazywal na helikopter latajacym nad posesja.Poczulam jak miesnie Biebsa sie napinaja a jego szczeki sie zaciskaja.
-Kotek...Spokojnie.-szepnelam mu na ucho.
-Idzcie do domu, prosze.-chlopcy spojrzeli na mnie i na Rihanne.Widzac furie w ich oczach,zakrylysmy sie recznikami i wrocilysmy do salonu.Obserwojac przez okno cala akcje,Justin z Chrisem po porstu pokazali w stroche kamer i aparatow srodkowe palce wytykajac jezyki.Zasmialysmy sie lekko a gdy juz skonczyli swoj pokaz,zamykajac szczelnie drzwi tarasowe przytulili sie do nas.
-Glupki...-powiedzialam na polsmiechu calujac mojego nazeczonego w dolna warge.
-Ale za to wasze.-Brown wyszczerzyl sie patrzac na JB z ktorym przybili sobie zolwika.Reszte dnia spedzilismy na graniu w karty,ogladaniu filmow i jedzenia fastfood'ow.Smialismy sie i wyglupialismy a cala trojka nie przypominala mi o ciazy wiec moglam chociaz na chwile poczuc sie jak normalna 17-nastolatka w gronie najblizszych.Bez zmartwien,bez wiekszych porblemow...To bylo wpsaniale uczucie jednak wole swoje codzienne zycie.Nie zamienilambym na takie bestorskie,rozrywkowe spedzanie czasu.Najwidoczniej juz doroslam....
____________________________________________
Taki tam lekki ten rozdzial...Cos mi sie nie za bardzo podoba ale tak musi byc :D
Napisze Wam pozniej wazna notke wiec prosze abyscie ja przeczytali. ;)
Kocham Was <3
-Patrys
niedziela, 14 lipca 2013
The Versatile Blogger
No
to szok bo obydwa moje blogi zostaly nominowane do The Versatlile
Blogger! Co za bardzo dziekuje
http://justinanddeynnmymirrorstaringbackatme.blogspot.it/ i http://blieveinourlove.blogspot.it przez ktore
zostalam nominowana! Dziekuje Wam dzieczyny!! <3 Poprawilyscie mi humor i
dodalascie chceci do pisania :D
ZASADY KONKURSU: 
1) Podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu.
2) Pokazać nagrodę The Versatile Blogger u siebie na blogu.
3) Ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie.
4) Nominować 15 blogów które na to zasługują.
5) Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.
7 FAKTOW O MNIE:
1)Jestem strasznie zamknieta w sobie i uczuciowa.Jednak nie pokazuje nigdy ze mnie cos zranilo albo chce mi sie plakac.A nie ma dnia zebym nie uronila lez...
2)Nie cierpie siebie.Swojego wygladu,charakteru itd.
3)Przez moja wyobraznie mam czesto problemy w srod rowiesnikow.
4)Mieszkam we Wloszech.
5)Interesuje sie architektora i prawdopodobnie w pszyszlosci pojde na projektanta i architekta wnetrz.
6)Uwielbiam czytac ksiazki i blogi (ale blogi tylko o JB)
7)Jestem strasznie pyskata,chamska,bezczelna,arogancka,ignoracyjna,ironiczna,sarkastyczna i tym podobne....
NOMINOWANI:
1)http://just-in-lie.blogspot.it
2)http://when-i-look-at-u.blogspot.it/
6)http://opowiadaniaojustiniebieberze.blogspot.it/
7)http://impossible-bieberfever-yeep.blogspot.it/
9)http://my-story-with-justin-bieber.blogspot.it/
10)http://justinbieber-valentina-lovestory.blogspot.it/
11)http://fear-bitch.blogspot.it/p/rozdziay.html
12)http://bieberinyourdreams.blogspot.it/
14)http://karla-justin-forever.blogspot.de/
___________________________________
No to macie ;) 17-ego prawdopodobnie bedzie rozdzial a jutro pewna notka ;)
Kocham was <3
-Patrys
środa, 10 lipca 2013
Rozdzial 59 "-Ale ja tam kocham ciebie."
Lezalam na sofie w salonie, patrzylam jak Chris i Rihanna rozpakowuja rzeczy chlopka.Wlasnie zdecydowali ze Brown sie do nas wprowadzi wiec od razu sie za to zabrali.Chcialam im pomoc ale zle sie czulam,ciagle bylo mi slabo i lekko krecilo sie w glowie.
-Jak sie czujesz?-zapytala po raz kolejny w przeciagu 30 minut moja przyjaciolka.
-Dobrze...-wywrocilam oczami a Chris sie zasmial.
-Nie mecz jej co 2 minuty tm samym pytaniem...-pokrecil zabawnie glow przytulajac od tylu swoja dziewczyne.Usmiechnelam sie pod nosem i cala nasza trojka uslyszala dzwonek do drzwi.
-Ja otworze.-Rihanna wydosta sie z uscisku Chrisa i poszla otworzyc.
-Dzieki.-zasmialam sie a on usmiechnal sie mrugajac okiem.
-By cie zameczyla.-wytknal mi jezyk.
-Hej kochanie...-nagle moim oczom ukazal sie moj aniol.
-Heej...-przeciagnelam usmiechajac sie lekko.Justin od razu usiadl kladac sobie moje nogi na kolanach i przeciagnal sie zeby pocalowac mnie delikatnie.
-Co sie dzieje?-gdy wrocil do siedzacej pozycji spojrzal ujmujac moja dlon.
-Troche zle sie czuje.-wzruszylam ramionami.-A dzisiaj bylam w moim studio i moj Team juz wie...-usmiechnelam sie szerzej przypominajac sobie cala ta poranna sytuacje.Wiedzialam ze szybko musialam zmienic temat aby nie drazyc tego jak sie czuje.
-I jak?
-Wszyscy szczesliwi.-zachichotalam.-Shila i Chachi byly wrecz w niebo wziete.
-Ooo to dobrze ze sie ciesza i zrozumieli.-spojrzal przed siebie i widac bylo ze cos go gryzlo.
-Cos nie tak?-zapytalam podnoszac sie powoli.
-Poklocilem sie z Twist'em...-mruknal nie zadowolony.
-O co tym razem?-polubilam nawet nawet jego kolege jednak nie podobalo mi sie ze ciagle mial pretensje do Justina.
-O to ze sie zareczylem...-mruknal a mnie to troche zabolalo.Czulam sie po czesciw winna ich klotni.-Wiec mu powiedzialem ze jesli nie potrafi sie cieszyc z mojego szczescia to niech spieprza.-spojrzal mi w oczy i od razu zauwazyl ze sie obwinialam.-Kochanieee...To nie twoja wina.
-Ale wiekszosc waszej klotni jest z mojej winy...-schowalam twarz w dloniach powstrzymujac lzy.
-Hej.Hej.Hej.-posadzil mnie sobie bokiem na kolanach mocno przytulajac.-To on nie potrafi zrozumiec ze mi ciagle zycie w klubach na wyrywaniu panienek sie nie podoba...To on stwarza sobie problemy.-pocalowal mnie w glowe glaszczac po plecach.-Ja tam wolalem w wieku 17-lat sie zareczyc.-usmiechnal sie szeroko.Biorac moja brode w dwa palce skierowal moj wzrok w jego strone.Z jego oczu bilo takie niewyobrazalne cieplo i milosc. Musnelam jego usta ale on oczywiscie musial przeciagnac pocalunek.
-Chodz...-wstalam powoli uwazajac zeby sie nie przewrocic i wyciagnelam reke w stone chlopaka.-My idziemy do mnie.-powiadomilam naszych przyjaciol i zniknelismy na schodach.Justin caly czas przytulal mnie od tylu i calowal moja szyje.Gdy juz znalezlismy sie w moim pokoju polozylam na na lozku patrzac co zrobi Bieber.On,tak jak myslalam,polozyl sie obok mnie wsuwajac jedna reke pod moja glowe a druga glaszczac moj brzuch.Wtulilam sie w niego i zamknelam oczy.Lezelismy tak chwile do czasu az zaczelam mu opowiadac ze szczegolami caly dzisiejszy poranek.
-Nadal zlesie czujesz?-spojrzal na mnie troskliwe podnoszac sie lekko na poduszkach.
-Nieee...
-Klamiesz.-zasmial sie.-Przeciez mnie nie oszukasz,skarbie.-pocalowal mnie w czolo.-Wiec?
-No troche mi slabo...I leciutko mi sie w glowie kreci.-stwierdzilam niesmialo.
-Jedziemy do lekarza?
-Co? Nie.-zachichotalam.-Nic mi nie jest...Nadmiar wrazen.-pocalowalam go w szczeke.
-Ja tam bym pojechal...-usmiechnal sie.-Bysmy zaobaczyli nasza dzidzie.-znow poglaskal moj brzuch.
-Kochanie...-nie bylo dane mi dokonczyc.
-Wolalabys chlopca czy dziewczynke?-zapytal podekscytowany.
-Chlopca...-stwierdzilam bez namyslu.
-A jesli bedzie dziewczynka,to co?-widzialam w jego oczach lekkie przerazenie co mnie rozbawilo.
-To bede kochac ja tak samo.
-To dobrze.-westchnal z ugla calujac mnie w nos.Przekrecilam sie na brzuch i usiadlam po turecku obok niego.Jego reka trzymala moje biodra a druga mial wsunieta pod kark.
-A ty?
-Ja tam chce miec gromadke dzieci.-powiedzial patrzac w sufit.-Chcialbym blizniaki.-zarobilam dziwna mine co rozbawilo Justina.Rozesmial sie a ja nadal zachowalam ten sam wyraz twarzy.-No zartuje...-zasmial sie przewracajac mnie znow na plecy i nachylajac sie nade mna znow zlaczyl nasze usta w pocalunku.-Najpierw chcialabym miec chlopca a pozniej to sie zobaczy...-wyszeptal gdy oderwalismy sie na chwile od siebie.Zachichotalam lekko bo zaczal mnie laskotac.
-Stop.-zlapalam za jego reke pokazujac ze nie mam sily.
-Przepraszam.-szepnal calujac mnie w czolo i oboje usiedlismy.
-Nic sie nie stalo...-wstalam usmiechajac sie do niego lekko.Wzielam gleboki wdech i zamknelam oczy zeby opanowac zawroty glowy.Moj nazeczony od razu stal przy mnie delikatnie obejmujac.-Jest ok.-popatrzylam na niego usmiechajac sie.
-No nie wiem...-szepnal zaniepokojony.
-Justin prosze cie...-spojrzalam znudzonym wzrokiem i wydostalam sie z jego objec kierujac sie do lazienki aby obmyc twarz.Gdy wrocilam do pokoju Bieber siedzial na lozku podbierajac lokcie na kolanach.
-Prosze...Pojedzmy zobaczyc czy jest wszystko ok...
-Nie...
-Kochanie...-przeciagnal patrzac na mnie proszaco a ja jednak bylam nie ugieta.
-Nie,Justin.Ja nigdzie nie jade...Jeszcze nie...-usiadlam obok niego patrzac przepraszajaco a on mnie czule objal calujac w policzek toz przy ustach.
-Jestes taka uparta...-zasmial sie a ja odsunelam sie lekko tak zeby moc spojrzec na jego twarz.
-Taki moj urok,nie?-usmiechnelam sie uroczo znow wtulajac w jego szyje.Lezelismy przez rowne 2 godziny rozmawiajac o jakis glupotach.Wyglpialismy sie i opowiadalismy sobie zarty.Czulam sie jakbysmy byli dwojgiem normalnych nastolatkow.Jakby wszystko bylo na swoim miejscu,tak jak powinno byc.W pewnym momencie Justin wpadl na pomysl aby nagrac filmik na instagram.Od razu siegnal po swoj telefon i zaczal nagrywac jednak co chwila sie smial.
-Kochanie nie rozsmieszaj mnie!-powiedzial rozbawiony jednak dalej nie mogl sie opanowac i tak w sumie caly filmik przedstawial jak moj nazeczony sie smieje i probuje cos powiedziec.Oczywiscie od razu go wrzucil do sieci i znow sie obok mnie polozyl obejmujac szczelnie.-Widzisz przez ciebie nie moglem nic powiedziec.-pocalowal moj obojczyk.
-Tak,tak kochanie najlepiej zrzucic wine na mnie...-wsunelam palce w jego wlosy a on calowal moja szyje.
-To prawda...Tak sexownie wygladasz ze sie skupic nie moglem.-wyszeptal mi do ucha po chwili calujac miejsce pod nim.W momencie kiedy nasze usta juz sie prawie stykaly ktos zapukal.-Idealne wyczucie czasu.-mruknal nie zadowlony Bieber schodzac ze mnie i podchodzac do drzwi.Ja zachichotalam mimowolnie podciagajac sie na rekach do pozycji siedzacej.-Tak?-chlopak otworzyl lekko drzwi.
-Jest Karolina?-nie poznalam tego glosu ale wydawal sie znajomy.
-Taaak?Czego chcesz?-Justin byl troche chamski.
-Pogadac...-Taylor...To na bank byl on.
-Ona raczej nie chce z toba rozmawiac.-powiedzial pewnie i sie nie mylil.Biebs znal mnie na wylot i doskonale wiedzial co mysle na temat tego chlopaka.
-Chce porozmawiac z nia a nie z toba...-syknal wkurzony gosc.-Po za tym kim ty jestes zeby za nia mowc?
-Jej nazeczonym?-stwierdzil pytajaco z usmiechem a ja moglam sobie tylko wyobrazic mine Taylora.
-Pierdolisz...-zasmial sie nie dowierzajac.Wkurzal mnie bo nadal mialam do niego uraze.Wstalam i podeszlam otwierajac szerzej drzwi i przytulilam sie do boku Justina.
-Nie pierdoli...-syknelam zla.Nie mylilam sie co do miny chlopaka.Byla bezcenna.Doslownie jakby zobaczyl ducha.Chcialam sie zasmiac jednak wscieklosc wziela gore.Spojrzalam na niego z pogarda i nienawiscia.-Po co przyjechales?
-Przyjechalem z mama do babci...-szepnal nieobecnie.-I pomyslalem ze przeprosze za tamto...-przeniosl wzrok na mnie.
-Wiec?-spojrzalam pytajaco.
-Karli...-chcial kontynuowac.
-Dla ciebie Karolina.-powiedzialam zla.
-Karolina przepraszam cie.Zachowalem sie jak dupek.-juz otwieralam buze zeby mu przytaknac.-Daj skonczyc.-usmiechnal sie.-Nie mam pojecia co mna kierowalo.Tak strasznie chcialem zeby to jakas dziewczyna patrzyla na mnie tak jak ty na Biebera...Po porstu zrzerala mnie zazdrosc.A no coz...Jestes naprawde fajna dziewczyna i mialem nadzieje ze moze mialbym jakies szanse.-szepnal a miesnie Jusa sie napiely wiec przytulilam go mocniej.-Po porstu zabujalem sie w tobie ale spokojnie,przeszlo mi.Nadal uwazam ze jestes naprawde ladna ale nic nie czuje.-spojrzal na wscieklego Biebsa.-Zauroczenie.-wzruszyl ramionami.-Zrozumialem teraz ze popelnilem wielki blad i to jak sie zachowalem bylo strasznie szczeniacke.-widac bylo ze zalowal.-Mam teraz dziewczyne ktora uswiadomila mi jak mogliscie sie wtedy czuc.-patrzyl to na mnie to na mojego nazeczonego.-Przepraszam was obojga.-widac bylo ze skonczyl.
-Gratuluje dziewczyny...-spojrzalam na chlopaka ktorego obejmowalam a on przytaknal mi skinieniem.-I wypowiadajac sie za nas obojga...Przyjmujemy przeprosiny jednak to nic nie zmienia...-dodalam troszke ciszej.
-Doceniamy twoje slowa jednak nie wracamy do przeszlosci.-dodal Justin spogladajac na mnie.-Tamten rozdzial jest juz zamkniety i przykro mi ale ty tez w nim zostales.-dodal a ja przytaknelam glowa.Taylor byl oszolomiony tym co powiedzielismy.
-No coz...Gratuluje wam zareczyn i milego zycia zycze.-usmiechnal sie nie pewnie i po porstu sie odworcil wychodzac.Spojrzalam na Justina nie pewnie a on sie lekko rozluznil.
-Wow...-szepnelam ciagnac go za reke w glab pokoju.
-On sie w tobie bujal...-stwierdzil z grymasem.
-Ale ja tam kocham ciebie.-popchnelam go na lozko siadajac na nim okrakiem i zlaczylam nasze usta w namietnym pocalunku.
_____________________________________________
Hahahaha no coz... Rozdzial troszke inny niz reszta rozdzialow ale to chyba dobrze,nie? Nastepny jest fajny bo juz mam napisany ale to z pewnych przyczyn o ktorych dowiecie sie niedlugo :)
Podoba sie wam? :D Mam nadzieje ze tak :* Zostawcie po sobie jakis znak ;)
Koooocham Was <3
-Patrysw
-Jak sie czujesz?-zapytala po raz kolejny w przeciagu 30 minut moja przyjaciolka.
-Dobrze...-wywrocilam oczami a Chris sie zasmial.
-Nie mecz jej co 2 minuty tm samym pytaniem...-pokrecil zabawnie glow przytulajac od tylu swoja dziewczyne.Usmiechnelam sie pod nosem i cala nasza trojka uslyszala dzwonek do drzwi.
-Ja otworze.-Rihanna wydosta sie z uscisku Chrisa i poszla otworzyc.
-Dzieki.-zasmialam sie a on usmiechnal sie mrugajac okiem.
-By cie zameczyla.-wytknal mi jezyk.
-Hej kochanie...-nagle moim oczom ukazal sie moj aniol.
-Heej...-przeciagnelam usmiechajac sie lekko.Justin od razu usiadl kladac sobie moje nogi na kolanach i przeciagnal sie zeby pocalowac mnie delikatnie.
-Co sie dzieje?-gdy wrocil do siedzacej pozycji spojrzal ujmujac moja dlon.
-Troche zle sie czuje.-wzruszylam ramionami.-A dzisiaj bylam w moim studio i moj Team juz wie...-usmiechnelam sie szerzej przypominajac sobie cala ta poranna sytuacje.Wiedzialam ze szybko musialam zmienic temat aby nie drazyc tego jak sie czuje.
-I jak?
-Wszyscy szczesliwi.-zachichotalam.-Shila i Chachi byly wrecz w niebo wziete.
-Ooo to dobrze ze sie ciesza i zrozumieli.-spojrzal przed siebie i widac bylo ze cos go gryzlo.
-Cos nie tak?-zapytalam podnoszac sie powoli.
-Poklocilem sie z Twist'em...-mruknal nie zadowolony.
-O co tym razem?-polubilam nawet nawet jego kolege jednak nie podobalo mi sie ze ciagle mial pretensje do Justina.
-O to ze sie zareczylem...-mruknal a mnie to troche zabolalo.Czulam sie po czesciw winna ich klotni.-Wiec mu powiedzialem ze jesli nie potrafi sie cieszyc z mojego szczescia to niech spieprza.-spojrzal mi w oczy i od razu zauwazyl ze sie obwinialam.-Kochanieee...To nie twoja wina.
-Ale wiekszosc waszej klotni jest z mojej winy...-schowalam twarz w dloniach powstrzymujac lzy.
-Hej.Hej.Hej.-posadzil mnie sobie bokiem na kolanach mocno przytulajac.-To on nie potrafi zrozumiec ze mi ciagle zycie w klubach na wyrywaniu panienek sie nie podoba...To on stwarza sobie problemy.-pocalowal mnie w glowe glaszczac po plecach.-Ja tam wolalem w wieku 17-lat sie zareczyc.-usmiechnal sie szeroko.Biorac moja brode w dwa palce skierowal moj wzrok w jego strone.Z jego oczu bilo takie niewyobrazalne cieplo i milosc. Musnelam jego usta ale on oczywiscie musial przeciagnac pocalunek.
-Chodz...-wstalam powoli uwazajac zeby sie nie przewrocic i wyciagnelam reke w stone chlopaka.-My idziemy do mnie.-powiadomilam naszych przyjaciol i zniknelismy na schodach.Justin caly czas przytulal mnie od tylu i calowal moja szyje.Gdy juz znalezlismy sie w moim pokoju polozylam na na lozku patrzac co zrobi Bieber.On,tak jak myslalam,polozyl sie obok mnie wsuwajac jedna reke pod moja glowe a druga glaszczac moj brzuch.Wtulilam sie w niego i zamknelam oczy.Lezelismy tak chwile do czasu az zaczelam mu opowiadac ze szczegolami caly dzisiejszy poranek.
-Nadal zlesie czujesz?-spojrzal na mnie troskliwe podnoszac sie lekko na poduszkach.
-Nieee...
-Klamiesz.-zasmial sie.-Przeciez mnie nie oszukasz,skarbie.-pocalowal mnie w czolo.-Wiec?
-No troche mi slabo...I leciutko mi sie w glowie kreci.-stwierdzilam niesmialo.
-Jedziemy do lekarza?
-Co? Nie.-zachichotalam.-Nic mi nie jest...Nadmiar wrazen.-pocalowalam go w szczeke.
-Ja tam bym pojechal...-usmiechnal sie.-Bysmy zaobaczyli nasza dzidzie.-znow poglaskal moj brzuch.
-Kochanie...-nie bylo dane mi dokonczyc.
-Wolalabys chlopca czy dziewczynke?-zapytal podekscytowany.
-Chlopca...-stwierdzilam bez namyslu.
-A jesli bedzie dziewczynka,to co?-widzialam w jego oczach lekkie przerazenie co mnie rozbawilo.
-To bede kochac ja tak samo.
-To dobrze.-westchnal z ugla calujac mnie w nos.Przekrecilam sie na brzuch i usiadlam po turecku obok niego.Jego reka trzymala moje biodra a druga mial wsunieta pod kark.
-A ty?
-Ja tam chce miec gromadke dzieci.-powiedzial patrzac w sufit.-Chcialbym blizniaki.-zarobilam dziwna mine co rozbawilo Justina.Rozesmial sie a ja nadal zachowalam ten sam wyraz twarzy.-No zartuje...-zasmial sie przewracajac mnie znow na plecy i nachylajac sie nade mna znow zlaczyl nasze usta w pocalunku.-Najpierw chcialabym miec chlopca a pozniej to sie zobaczy...-wyszeptal gdy oderwalismy sie na chwile od siebie.Zachichotalam lekko bo zaczal mnie laskotac.
-Stop.-zlapalam za jego reke pokazujac ze nie mam sily.
-Przepraszam.-szepnal calujac mnie w czolo i oboje usiedlismy.
-Nic sie nie stalo...-wstalam usmiechajac sie do niego lekko.Wzielam gleboki wdech i zamknelam oczy zeby opanowac zawroty glowy.Moj nazeczony od razu stal przy mnie delikatnie obejmujac.-Jest ok.-popatrzylam na niego usmiechajac sie.
-No nie wiem...-szepnal zaniepokojony.
-Justin prosze cie...-spojrzalam znudzonym wzrokiem i wydostalam sie z jego objec kierujac sie do lazienki aby obmyc twarz.Gdy wrocilam do pokoju Bieber siedzial na lozku podbierajac lokcie na kolanach.
-Prosze...Pojedzmy zobaczyc czy jest wszystko ok...
-Nie...
-Kochanie...-przeciagnal patrzac na mnie proszaco a ja jednak bylam nie ugieta.
-Nie,Justin.Ja nigdzie nie jade...Jeszcze nie...-usiadlam obok niego patrzac przepraszajaco a on mnie czule objal calujac w policzek toz przy ustach.
-Jestes taka uparta...-zasmial sie a ja odsunelam sie lekko tak zeby moc spojrzec na jego twarz.
-Taki moj urok,nie?-usmiechnelam sie uroczo znow wtulajac w jego szyje.Lezelismy przez rowne 2 godziny rozmawiajac o jakis glupotach.Wyglpialismy sie i opowiadalismy sobie zarty.Czulam sie jakbysmy byli dwojgiem normalnych nastolatkow.Jakby wszystko bylo na swoim miejscu,tak jak powinno byc.W pewnym momencie Justin wpadl na pomysl aby nagrac filmik na instagram.Od razu siegnal po swoj telefon i zaczal nagrywac jednak co chwila sie smial.
-Kochanie nie rozsmieszaj mnie!-powiedzial rozbawiony jednak dalej nie mogl sie opanowac i tak w sumie caly filmik przedstawial jak moj nazeczony sie smieje i probuje cos powiedziec.Oczywiscie od razu go wrzucil do sieci i znow sie obok mnie polozyl obejmujac szczelnie.-Widzisz przez ciebie nie moglem nic powiedziec.-pocalowal moj obojczyk.
-Tak,tak kochanie najlepiej zrzucic wine na mnie...-wsunelam palce w jego wlosy a on calowal moja szyje.
-To prawda...Tak sexownie wygladasz ze sie skupic nie moglem.-wyszeptal mi do ucha po chwili calujac miejsce pod nim.W momencie kiedy nasze usta juz sie prawie stykaly ktos zapukal.-Idealne wyczucie czasu.-mruknal nie zadowlony Bieber schodzac ze mnie i podchodzac do drzwi.Ja zachichotalam mimowolnie podciagajac sie na rekach do pozycji siedzacej.-Tak?-chlopak otworzyl lekko drzwi.
-Jest Karolina?-nie poznalam tego glosu ale wydawal sie znajomy.
-Taaak?Czego chcesz?-Justin byl troche chamski.
-Pogadac...-Taylor...To na bank byl on.
-Ona raczej nie chce z toba rozmawiac.-powiedzial pewnie i sie nie mylil.Biebs znal mnie na wylot i doskonale wiedzial co mysle na temat tego chlopaka.
-Chce porozmawiac z nia a nie z toba...-syknal wkurzony gosc.-Po za tym kim ty jestes zeby za nia mowc?
-Jej nazeczonym?-stwierdzil pytajaco z usmiechem a ja moglam sobie tylko wyobrazic mine Taylora.
-Pierdolisz...-zasmial sie nie dowierzajac.Wkurzal mnie bo nadal mialam do niego uraze.Wstalam i podeszlam otwierajac szerzej drzwi i przytulilam sie do boku Justina.
-Nie pierdoli...-syknelam zla.Nie mylilam sie co do miny chlopaka.Byla bezcenna.Doslownie jakby zobaczyl ducha.Chcialam sie zasmiac jednak wscieklosc wziela gore.Spojrzalam na niego z pogarda i nienawiscia.-Po co przyjechales?
-Przyjechalem z mama do babci...-szepnal nieobecnie.-I pomyslalem ze przeprosze za tamto...-przeniosl wzrok na mnie.
-Wiec?-spojrzalam pytajaco.
-Karli...-chcial kontynuowac.
-Dla ciebie Karolina.-powiedzialam zla.
-Karolina przepraszam cie.Zachowalem sie jak dupek.-juz otwieralam buze zeby mu przytaknac.-Daj skonczyc.-usmiechnal sie.-Nie mam pojecia co mna kierowalo.Tak strasznie chcialem zeby to jakas dziewczyna patrzyla na mnie tak jak ty na Biebera...Po porstu zrzerala mnie zazdrosc.A no coz...Jestes naprawde fajna dziewczyna i mialem nadzieje ze moze mialbym jakies szanse.-szepnal a miesnie Jusa sie napiely wiec przytulilam go mocniej.-Po porstu zabujalem sie w tobie ale spokojnie,przeszlo mi.Nadal uwazam ze jestes naprawde ladna ale nic nie czuje.-spojrzal na wscieklego Biebsa.-Zauroczenie.-wzruszyl ramionami.-Zrozumialem teraz ze popelnilem wielki blad i to jak sie zachowalem bylo strasznie szczeniacke.-widac bylo ze zalowal.-Mam teraz dziewczyne ktora uswiadomila mi jak mogliscie sie wtedy czuc.-patrzyl to na mnie to na mojego nazeczonego.-Przepraszam was obojga.-widac bylo ze skonczyl.
-Gratuluje dziewczyny...-spojrzalam na chlopaka ktorego obejmowalam a on przytaknal mi skinieniem.-I wypowiadajac sie za nas obojga...Przyjmujemy przeprosiny jednak to nic nie zmienia...-dodalam troszke ciszej.
-Doceniamy twoje slowa jednak nie wracamy do przeszlosci.-dodal Justin spogladajac na mnie.-Tamten rozdzial jest juz zamkniety i przykro mi ale ty tez w nim zostales.-dodal a ja przytaknelam glowa.Taylor byl oszolomiony tym co powiedzielismy.
-No coz...Gratuluje wam zareczyn i milego zycia zycze.-usmiechnal sie nie pewnie i po porstu sie odworcil wychodzac.Spojrzalam na Justina nie pewnie a on sie lekko rozluznil.
-Wow...-szepnelam ciagnac go za reke w glab pokoju.
-On sie w tobie bujal...-stwierdzil z grymasem.
-Ale ja tam kocham ciebie.-popchnelam go na lozko siadajac na nim okrakiem i zlaczylam nasze usta w namietnym pocalunku.
_____________________________________________
Hahahaha no coz... Rozdzial troszke inny niz reszta rozdzialow ale to chyba dobrze,nie? Nastepny jest fajny bo juz mam napisany ale to z pewnych przyczyn o ktorych dowiecie sie niedlugo :)
Podoba sie wam? :D Mam nadzieje ze tak :* Zostawcie po sobie jakis znak ;)
Koooocham Was <3
-Patrysw
piątek, 5 lipca 2013
Rozdzial 58 "-Bieber niezle narozrabial..."
Nastepnego dnia obudzilam sie strasznie wczesnie.Gdy spojrzalam na zegarek byla 4.46.Mimo wczesnej godziny bylam naprawde wypoczeta.W mojej glowie nadal rozbrzmiewalo to pytanie Justina: ''Zostaniesz moja zona?". Nadal mialam scenke gdzie szczesliwy wyglupia sie krzyczac ze zostanie ojcem.Moze rzeczywiscie sobie poradzimy? Moze faktycznie nam sie uda? Im dluzej tak myslalam przekonywalam sama siebie ze moze tak wlasnie byc. Jednak kto by wierzyl ze bedzie tak pieknie jak w filmach? Kto bylby tak oslepiony szczesciem? Ja na pewno nie. We mnie dalej byla ta mysl ze wszystko sie moze spieprzyc...A co jesli po urodzinach dziecka Justin juz nie bedzie taki szczesliwy z roli ojca? Co jesli sie odwroci od nas? Co wtedy zrobie? Rodzicow mozna powiedziec ze juz nie mam...Co do Pattie to nie wiedzialam na ile moge liczyc.Przeciez moglaby sie w ogole nie interesowac. Rihanna i Chris? Ehm...Nad nimi tez musialabym pomyslec ale jesli caly czas sie tak o mnie martwia to moze w nich mialam to prawdziwe wsparcie.Chociaz w sumie od samego poczatku bylam pewna ze sa moim oparciem.Od samego poczatku mi to uswiadamiali.Bylam pewna ze moge na nich liczyc. Ale ja chcialam byc tak pewna w stosunku do Justina! Chcialam miec ta 100% pewnosc ze mnie nie zostawi! Ze bedzie kochal! Ze bedzie tak jak obiecywal... Bylam naiwna? Mozliwe.Ale co ja poradze na to ze tak bardzo chcialam w to wierzyc,ze tak bardzo go kocham. Nie chcialam nawet myslec co powie Shila i reszta Team'u...Czy sie balam? Jak cholera.A co jesli sie odwroca ode mnie? Co jesli beda mieli mi za zle? Musze im powiedziec...Dzisiaj.Z ta mysla wstalam z lozka i pobieglam do lazienki sie przebrac w ciuchy uszykowane przez Haylie.Tak jak ja prosilam...Czulam sie dobrze i bylo mi wygodnie.Gotowa zbieglam na dol i widzac 6.24 na zegarku w kuchni stwierdzilam ze jeszcze musze posiedziec troszke w domu.Moje studio otwierali o 7.00 wiec mialam cale 36 minut na przygotowanie sniadania i zjedzenie.Tak jak postanowilam tak tez zrobilam.Usmarzylam dla wszystkich nalesniki i ladnie je dekorujac owocami polozylam kazdemu na talerzu.Wyrobilam sie rowno o 7.00 ale stwierdzilam ze poczekam jeszcze troche wiec usiadlam sobie na blacie i patrzylam nieobecnie w przestrzen.Palcami,nie swiadomie,wystukiwalam jakis rytm i kiedy sie zorientowalam uznalam ze jest swietny! Od razu pobieglam do pokoju muzycznego i usiadlam za perkusja.Od nowa wybijalam ten sam rytm dodajac jakies inne brzmienia.Gdy rytm sie skonczyl mialam wiecej niz 4 minuty.Tego bylam pewna.Siegnelam po gitare i zaczelam brzdakac,wciaz ten rytm.Zapisalam akordy na kartce i z usmiechem rozczytujac po raz kolejny to co napisalam zeszlam na dol.Gdy Rihanna,Chris i Logan zajadali sie nalesnikami.
-O dzien dobry.-usmiechnelam sie a wszyscy tylko mi pomachali poniewaz mieli pelne buzie.
-Pycha...-pierwszy skonczyl moj ochroniarz wycierajac sobie usta serwetka.-Juz dawno takich dobrych nie jadlem...
-Ciesze sie ze smakowalo.-powiedzialam dalej zajeta kartka.
-A co ty tam masz?-zapytala ciekawie RiRi.
-Zdjecie dzidzi?-zainteresowal sie Brown a ja od razu odwrocilam sie do nich przodem i sposlalam mu znudzone spojrzenie.
-Jestem w ciazy od jakis dwuch tygodni a ty sie pytasz czy mam zdjecie USG??
-To nie bylo chyba madre...-stwierdzil.
-No nie bylo.-zasmialam sie.
-To co to jest?-pytal dalej.
-Podklad do jednej piosenki.-stwierdzilam.
-Wymyslilas?-zdziwil sie podnoszac sie z miejsca i podchodzac do mnie.
-Nom...-chcialam schowac kartke do torebki ale wyrwal mi ja w ostatnich momencie.
-Ty to jest niezle...-stwierdzil czytajac.-Naprawde dobre...
-Dziekuje a teraz oddaj mi to.-wyciagnelam reke w strone mojej wlasnosci patrzac wyczekujaco w jego twarz.
-Chce to uslyszec.-stwierdzil.
-Jak bedzie gotowy utwor to uslyszysz.-wytknelam mu jezyk podskakujac i wykorzystujac chwile jego rozkojarzenia odzyskalam kartke.
-No ejjj...-jeknal nie zadowolony a jego dziewczyna sie zasmiala.-Z toba policze sie pozniej.-pogrozil jej palcem a ona pokiwala rozbawiona glowa.
-Logan zbieraj sie bo chce jechac do studia.-zapielam torebke mowiac do Defrey'a ktorego juz po chwili nie bylo w kuchni.Znow usiadlam na blacie patrzac na Rihanne.
-Co tak patrzysz,kochanie?-usmiechnela sie pocieszajaco.Wiedziala ze to wszystko mnie przytlacza.Rozmawialysmy od serca i wytlumaczylam jej moje obawy.
-Boje sie...-wzruszylam ramionami.-Wszystkich...-sposcilam wzok a Chris mnie objal.
-Wiesz...-zaczal nie pewnie.-My bedziemy przy tobie zawsze.
-Dziekuje...-usmiechnelam sie nie pewnie i lekko wydostalam sie z uscisku widzac Logana na schodach.-Trzymajcie za mnie kciuki!-krzyknelam kiedy juz wychodzilam z domu.
-No pewnie!-odkrzykneli i dalo sie wyczuc ze sie usmiechali lekko.W samochodzie moj ochroaniarz poprosil mnie abym opowiedziala mu co sie dzieje wiec tak zrobilamWlasnie...Defrey byl kolejna osoba na ktorej moglam polegac.Wiedzialam ze mi pomoze i stanie po mojej stronie.Bylam co do niego pewna.Gdy znalezlismy sie juz przed studiem przeszly mnie ciarki co nie umknelo uwadze mezczyzny.
-Dasz rade...-spojrzal pokrzepiajaco.-Jak cos wstawie sie za toba.Wiesz...ona jest twoim menagerem i nie musisz sie z nia we wszystkim zagadzac.Jest kims w rodzaju hm....Powaznego doradcy.-usmiechnal sie lekko a ja skinelam glowa i wyszlam z auta.Idac korytarzem potem jadac winada i znow korytarz myslalam jak im to powiedziec.Wiedzialam ze sa tu wszyscy bo studio bylo wyposarzone w sale taneczna,ogromna garderobe,i pare innych pomieszczen a raczej paredziesiat ale to nie ma znaczenia.Doszlam do wlasciwego pokoju z tabliczka "Shila MacGon".Wzielam gleboki wdech i spojrzalam do tylu na Logana ktory usmiechnal sie lekko.Gdy juz lapalam za klamke, drzwi sie otworzyly i zobaczylam w nich zaczyntana menagerke z jakimis papierami w reku.
-Ooo..Karolina co ty tu robisz?-podniosla na mnie wzrok a ja sie nie pewnie usmiechnelam.-Nie spodziewalam sie ciebie tutaj...
-Musimy pogadac.-powiedzialam powaznie a usmiech z jej ust automatyznie znikl.
-Cos sie stalo?
-Musze wam cos powiedziec...Wszystkim.-podkreslilam ostatnie slowo wchodzac do jej wielkiego gabinetu.Usiadlam na jej wielkim skurzanyk fotelem toz za biurkiem.-Wiec zwolaj caly Team.-spojrzalam na nia wyczekujaco a ona zniknela gdzies za drzwiami.
-Jak im to przekarzesz?-zapytal Logan siadajac na sofie pod sciana.
-Nie mam zielonego pojecia.-cmoknelam ustami podnoszac na niego wzrok.
-Wchodzcie.-uslyszelismy glos Shila'i a po chwili w pomieszczeniu bili wszyscy z ktorymi pracowalam.-Wiec o co chodzi?-spojrzala wyczekujaco.Patrzac na kazdego po koleji zabrako mi glosu.Tak jakbym byla pod woda i bala sie otworzyc usta zeby sie nie zakrztusic.
-Wiec..Musicie wiedziec ze...jestem w ciazy.-ich miny byly bezcenne.Wszyscy mieli otwarte buzie a niektorzy,ci z ktorymi mialam wiecej kontaktu pobledli.-I sie zarezczylam...-usmiechnelam sie lekko.
-Przeprszam co,prosze?!-taaaak...Moja menagerka nie przyjela tego chyba najlepiej.-Jestes co?!
-To co uslyszalas...-spojrzalam na nia i zauwazylam ze sie tylko zgrywala bo w jej oczach kryly sie iskierki szczescia? Tak...Chyba wlasnie tego.
-Wow...-wszyscy nie odrywali ode mnie wzorku.
-Gratulacje moje skarbie...-a jednak...Nie mylilam sie i Shila sie cieszyla.To bylo dosc dziwne ale ok.
-A wy? -spojrzalam na reszte.
-Bedziemy miec w Team'ie male,zajebiste dziecko.-zasmial sie jeden z tancerzy zaczynajac tanczyc a reszta zaraz dolaczyla i wszyscy sie wyglupialismy.
-Bieber niezle narozrabial...-zasmiala sie Chachi ktora od razu po incydencie z Selena odeszla z grupy Justina.A gdy dostala wiadomosc ze szukam tancerzy bez namysu sie zglosila.Oczywiscie przyjalam ja od razu i bez zadnych zbednych pokazow umiejetnosci.Przez ten czas strasznie sie zzylysmy i moglam ja doliczyc jako kolejna ktora mi pomoze.Byla strasznie zaangarzowana we wszystko.Pomagala przy wszystkim i ze wszystkim sobie radzila.Widzialam jak bardzo sie stara mnie rozbawic gdy bylam smutna i pocieszyc.Bylam jej wdzieczna ze jest.-Pokazuj pierscionek...-zachichotala podbiegajac do mnie z lobuzerskim usmiechem a ja wyjela reke z pod blatu biurka.-Wooow...To sie Justin wykosztowal.-jej oczy byly ogromne tak samo jak wszystkich w pomieszczeniu.
-Ladny,ladny.Sama bym chciala taki miec.-stwierdzila inna tancerka.
-Ja to bym chciala miec w ogole jakiegos chlopaka.-dodala nastepna.
-To chodz tu do mnie mala.-odezwal sie tym razem chlopak poruszajac zabwanie brwiami a dziewczyna zasmiala sie zsuwajac mu jego fulcap ktory mial na glowie na jego oczy.
-Dobra dobra,dzieciaki.-zasmialam sie.-Ja musze wracac do domu...-wzruszylam ramionami i chcialam sie podniesc ale zachwialam sie na nogach i znow upadlam na fotel.Chachi i Shila od razu do mnie doskoczyly.
-Mala,co jest?-zapytala tancerka.
-Juz ok...-stwierdzilam gleboko oddychajac.-Po prostu slabo mi sie zrobilo.-przelknelam glosno sline.
-Przyniescie wody.-zarzadala moja menagerka spogladajac na Team.Jeden z tancerzy od razu rzucil sie do drzwi i wrocil z butelka.Podajac mi ja byl strasznie delikatny.
-Dzieki.-usmiechnelam sie i popilam lyk.Od razu zrobilo mi sie lepiej.-Ja juz naprawde wracam do domu...Nie oswoilam sie jeszcze z tymi wiadomosciami.-wzruszylam ramionami spogladajac proszaco na Logana a on podajac mi reke pomogl wstac.-Wpadne do was ktoregos dnia i wszystko opowiem,ok?
-Ok!-krzykneli entuzjestycznie.
-To papa moj Team'ie.-poslalam im buziaka a pozniej przytulilam sie do Chachi i Shila'i.
-Paaaaaaaa!!-okrzykenli chorem.
-Widzisz...Nie bylo wcale zle.-stwierdzil moj ochroniarz gdy bylismy juz w drodze powrotnej.Usmiechnal sie do mnie szeczerze a ja odwzajemnilam.Nie wiedzialam juz kapletnie co o tym myslec...Wszyscy byli tacy mili i szczesliwi a ja mialam wadpliwosci.Moze faktycznie powinnam sie cieszyc z ciazy? Moze faktycznie sie mylilam? Moze mialam wsparce we wszystkich? Skoro oni sie ciesza,skoro Justin sie cieszy...Ja tez powinnam.
__________________________________________________
No to tyle... Jak myslicie czy Shila bedzie taka zadowolona jak Karla bedzie w powazniejszym miesiacu ciazy? Czy bedzie tak wesolo? Dodawajcie komy z opiniami! <3
Kooocham <3
-Patrys
-O dzien dobry.-usmiechnelam sie a wszyscy tylko mi pomachali poniewaz mieli pelne buzie.
-Pycha...-pierwszy skonczyl moj ochroniarz wycierajac sobie usta serwetka.-Juz dawno takich dobrych nie jadlem...
-Ciesze sie ze smakowalo.-powiedzialam dalej zajeta kartka.
-A co ty tam masz?-zapytala ciekawie RiRi.
-Zdjecie dzidzi?-zainteresowal sie Brown a ja od razu odwrocilam sie do nich przodem i sposlalam mu znudzone spojrzenie.
-Jestem w ciazy od jakis dwuch tygodni a ty sie pytasz czy mam zdjecie USG??
-To nie bylo chyba madre...-stwierdzil.
-No nie bylo.-zasmialam sie.
-To co to jest?-pytal dalej.
-Podklad do jednej piosenki.-stwierdzilam.
-Wymyslilas?-zdziwil sie podnoszac sie z miejsca i podchodzac do mnie.
-Nom...-chcialam schowac kartke do torebki ale wyrwal mi ja w ostatnich momencie.
-Ty to jest niezle...-stwierdzil czytajac.-Naprawde dobre...
-Dziekuje a teraz oddaj mi to.-wyciagnelam reke w strone mojej wlasnosci patrzac wyczekujaco w jego twarz.
-Chce to uslyszec.-stwierdzil.
-Jak bedzie gotowy utwor to uslyszysz.-wytknelam mu jezyk podskakujac i wykorzystujac chwile jego rozkojarzenia odzyskalam kartke.
-No ejjj...-jeknal nie zadowolony a jego dziewczyna sie zasmiala.-Z toba policze sie pozniej.-pogrozil jej palcem a ona pokiwala rozbawiona glowa.
-Logan zbieraj sie bo chce jechac do studia.-zapielam torebke mowiac do Defrey'a ktorego juz po chwili nie bylo w kuchni.Znow usiadlam na blacie patrzac na Rihanne.
-Co tak patrzysz,kochanie?-usmiechnela sie pocieszajaco.Wiedziala ze to wszystko mnie przytlacza.Rozmawialysmy od serca i wytlumaczylam jej moje obawy.
-Boje sie...-wzruszylam ramionami.-Wszystkich...-sposcilam wzok a Chris mnie objal.
-Wiesz...-zaczal nie pewnie.-My bedziemy przy tobie zawsze.
-Dziekuje...-usmiechnelam sie nie pewnie i lekko wydostalam sie z uscisku widzac Logana na schodach.-Trzymajcie za mnie kciuki!-krzyknelam kiedy juz wychodzilam z domu.
-No pewnie!-odkrzykneli i dalo sie wyczuc ze sie usmiechali lekko.W samochodzie moj ochroaniarz poprosil mnie abym opowiedziala mu co sie dzieje wiec tak zrobilamWlasnie...Defrey byl kolejna osoba na ktorej moglam polegac.Wiedzialam ze mi pomoze i stanie po mojej stronie.Bylam co do niego pewna.Gdy znalezlismy sie juz przed studiem przeszly mnie ciarki co nie umknelo uwadze mezczyzny.
-Dasz rade...-spojrzal pokrzepiajaco.-Jak cos wstawie sie za toba.Wiesz...ona jest twoim menagerem i nie musisz sie z nia we wszystkim zagadzac.Jest kims w rodzaju hm....Powaznego doradcy.-usmiechnal sie lekko a ja skinelam glowa i wyszlam z auta.Idac korytarzem potem jadac winada i znow korytarz myslalam jak im to powiedziec.Wiedzialam ze sa tu wszyscy bo studio bylo wyposarzone w sale taneczna,ogromna garderobe,i pare innych pomieszczen a raczej paredziesiat ale to nie ma znaczenia.Doszlam do wlasciwego pokoju z tabliczka "Shila MacGon".Wzielam gleboki wdech i spojrzalam do tylu na Logana ktory usmiechnal sie lekko.Gdy juz lapalam za klamke, drzwi sie otworzyly i zobaczylam w nich zaczyntana menagerke z jakimis papierami w reku.
-Ooo..Karolina co ty tu robisz?-podniosla na mnie wzrok a ja sie nie pewnie usmiechnelam.-Nie spodziewalam sie ciebie tutaj...
-Musimy pogadac.-powiedzialam powaznie a usmiech z jej ust automatyznie znikl.
-Cos sie stalo?
-Musze wam cos powiedziec...Wszystkim.-podkreslilam ostatnie slowo wchodzac do jej wielkiego gabinetu.Usiadlam na jej wielkim skurzanyk fotelem toz za biurkiem.-Wiec zwolaj caly Team.-spojrzalam na nia wyczekujaco a ona zniknela gdzies za drzwiami.
-Jak im to przekarzesz?-zapytal Logan siadajac na sofie pod sciana.
-Nie mam zielonego pojecia.-cmoknelam ustami podnoszac na niego wzrok.
-Wchodzcie.-uslyszelismy glos Shila'i a po chwili w pomieszczeniu bili wszyscy z ktorymi pracowalam.-Wiec o co chodzi?-spojrzala wyczekujaco.Patrzac na kazdego po koleji zabrako mi glosu.Tak jakbym byla pod woda i bala sie otworzyc usta zeby sie nie zakrztusic.
-Wiec..Musicie wiedziec ze...jestem w ciazy.-ich miny byly bezcenne.Wszyscy mieli otwarte buzie a niektorzy,ci z ktorymi mialam wiecej kontaktu pobledli.-I sie zarezczylam...-usmiechnelam sie lekko.
-Przeprszam co,prosze?!-taaaak...Moja menagerka nie przyjela tego chyba najlepiej.-Jestes co?!
-To co uslyszalas...-spojrzalam na nia i zauwazylam ze sie tylko zgrywala bo w jej oczach kryly sie iskierki szczescia? Tak...Chyba wlasnie tego.
-Wow...-wszyscy nie odrywali ode mnie wzorku.
-Gratulacje moje skarbie...-a jednak...Nie mylilam sie i Shila sie cieszyla.To bylo dosc dziwne ale ok.
-A wy? -spojrzalam na reszte.
-Bedziemy miec w Team'ie male,zajebiste dziecko.-zasmial sie jeden z tancerzy zaczynajac tanczyc a reszta zaraz dolaczyla i wszyscy sie wyglupialismy.
-Bieber niezle narozrabial...-zasmiala sie Chachi ktora od razu po incydencie z Selena odeszla z grupy Justina.A gdy dostala wiadomosc ze szukam tancerzy bez namysu sie zglosila.Oczywiscie przyjalam ja od razu i bez zadnych zbednych pokazow umiejetnosci.Przez ten czas strasznie sie zzylysmy i moglam ja doliczyc jako kolejna ktora mi pomoze.Byla strasznie zaangarzowana we wszystko.Pomagala przy wszystkim i ze wszystkim sobie radzila.Widzialam jak bardzo sie stara mnie rozbawic gdy bylam smutna i pocieszyc.Bylam jej wdzieczna ze jest.-Pokazuj pierscionek...-zachichotala podbiegajac do mnie z lobuzerskim usmiechem a ja wyjela reke z pod blatu biurka.-Wooow...To sie Justin wykosztowal.-jej oczy byly ogromne tak samo jak wszystkich w pomieszczeniu.
-Ladny,ladny.Sama bym chciala taki miec.-stwierdzila inna tancerka.
-Ja to bym chciala miec w ogole jakiegos chlopaka.-dodala nastepna.
-To chodz tu do mnie mala.-odezwal sie tym razem chlopak poruszajac zabwanie brwiami a dziewczyna zasmiala sie zsuwajac mu jego fulcap ktory mial na glowie na jego oczy.
-Dobra dobra,dzieciaki.-zasmialam sie.-Ja musze wracac do domu...-wzruszylam ramionami i chcialam sie podniesc ale zachwialam sie na nogach i znow upadlam na fotel.Chachi i Shila od razu do mnie doskoczyly.
-Mala,co jest?-zapytala tancerka.
-Juz ok...-stwierdzilam gleboko oddychajac.-Po prostu slabo mi sie zrobilo.-przelknelam glosno sline.
-Przyniescie wody.-zarzadala moja menagerka spogladajac na Team.Jeden z tancerzy od razu rzucil sie do drzwi i wrocil z butelka.Podajac mi ja byl strasznie delikatny.
-Dzieki.-usmiechnelam sie i popilam lyk.Od razu zrobilo mi sie lepiej.-Ja juz naprawde wracam do domu...Nie oswoilam sie jeszcze z tymi wiadomosciami.-wzruszylam ramionami spogladajac proszaco na Logana a on podajac mi reke pomogl wstac.-Wpadne do was ktoregos dnia i wszystko opowiem,ok?
-Ok!-krzykneli entuzjestycznie.
-To papa moj Team'ie.-poslalam im buziaka a pozniej przytulilam sie do Chachi i Shila'i.
-Paaaaaaaa!!-okrzykenli chorem.
-Widzisz...Nie bylo wcale zle.-stwierdzil moj ochroniarz gdy bylismy juz w drodze powrotnej.Usmiechnal sie do mnie szeczerze a ja odwzajemnilam.Nie wiedzialam juz kapletnie co o tym myslec...Wszyscy byli tacy mili i szczesliwi a ja mialam wadpliwosci.Moze faktycznie powinnam sie cieszyc z ciazy? Moze faktycznie sie mylilam? Moze mialam wsparce we wszystkich? Skoro oni sie ciesza,skoro Justin sie cieszy...Ja tez powinnam.
__________________________________________________
No to tyle... Jak myslicie czy Shila bedzie taka zadowolona jak Karla bedzie w powazniejszym miesiacu ciazy? Czy bedzie tak wesolo? Dodawajcie komy z opiniami! <3
Kooocham <3
-Patrys
poniedziałek, 1 lipca 2013
Rozdzial 57 "-Ja juz pojde..."
-Zostaniesz moja zona?-zapytal trzymajac test w reku.
-Co?-zdziwil mnie tym pytaniem.No bo ja tutaj sie martwie o to czy jestem w ciazy a on takie pytania zadaje.Zszokowal mnie bo nie wiedzialam czy mowi powaznie czy tylko chcial rozladowac atmoswere i zartowal.
-Mowie powaznie...-jakby czytal mi w myslach.-Wiem ze to nie tak jak chcialas zebym zapytal ale czy wyszlabys za mnie?-spojrzalam w jego oczy i widzialam w nich wiele pozytywnych emocji.
-Jusitn...Przestan sie zgrywac i pokaz mi ten cholerny test.-chcialam mu zabrac przedmiot ale schowal go sobie do kieszeni i nie mialam jak go wyciagnac.Wstalam pozadnie wkurzona i zalozylam rece na piersiach chlopak ukleknal przede mna co mnie juz kompletnie zdziwilo.
-Kochanie...Wiem ze krotko ze soba jestesmy ale wczesniej tyle przeszlismy...Prosze nie chce dluzej czakac.-wzial jedna moja dlon i usmiechal sie slodko.W mojej glowie mialam metlik.Nawet juz nie myslalam o tym pieprzonym tescie,o tym czy jestem w ciazy,o niczym.Teraz nie myslalam o niczym.Nie wiedzialam co sie dzieje.Nie bylam swiadoma co robi Justin.-Oddalbym dla ciebie wszystko.Kocham cie jak nikogo i niczego na swicie.Jestes sensnem wszystkiego co robie.Prosze wyjdz za mnie.-z szafki obok lozka wyciagnal pudeleczko i otwierajac je patrzyl mi w oczy.Widzac pierscionek az zabralo mi dech w piersiach.Byl cudowny i idealny.Zakrylam usta dlonia a w oczach mialam lzy.
-Ty mowisz powaznie...-szepnelam drzacym glosem.
-Oczywiscie ze powaznie,kochanie...
-Tak.-powiedzialam usmiechajac sie a lzy splynely mi po policzkach.Justin wstal i wlozyl pierscionek na moj palec a pozniej delikatnie przytulajac,caly czas wpatrywajac sie w moje oczy namietnie pocalowal.W mojej glowie hm....Sama nie wiem co sie dzialo.Bylo tego zbyt wiele.Wszystko dzialo sie zbyt szybko.Zdecydowanie za szybko...Gdy oderwalismy sie od siebie wtulilam sie w niego.
-Kochanie...-powiedzial nie pewnie caly czas sie szczerzac.Wyjal test z kieszeni i mi go podal.Widzialam jaki byl szczesliwy i przjety tym wszystkim.
-Zostaniemy rodzicami,prawda?-zapytalam nie patrzac na test a na niego, on pokiwal twierdzaco glowa.Nie wiedzialam czy sie cieszyc czy wyc ze smutku.Chlopak uradowany podniosl mnie do gory i zakrecil kilka razy w okol osi a ja zachichotalam mimo wolnie.Gdy mnie postawil pocalowal delikatnie i z uczuciem moje usta.Usiadlam na lozku patrzac w test i nie wiedzialam jakie mna uczucia zawladly.
-Kurde! Ale sie ciesze...-Bieber zaczal tanczyc na srodku pokoju caly czas sie wyglupiajac.-Bede ojcem,bede najlepszym ojcem na swiecie.-skakal i tanczyl.-Bede mial piekna zone i wspaniale dziecko.Kurde jakim jestem szczesciarzem.-caly czas mu sie przygladalam z usmiechem.Widzialam jaki byl uradowany,wrecz w niebo wziety,co wywolywalo u mnie usmiech.Jednak mialam obawy...Jakie? Sama juz nie wiem.Wydawalo mi sie ze wszystko dzieje sie za szybko.Jak na karuzeli a ja nie wiem co czuje.Czy radosc z jezdzenia na niej czy chce mi sie wymiotowac od szybkosci i obrotow.Justin nadal sie wyglupial az upadl na kolana przede mna.-Wiesz ze cie kocham jak wariat?-spojrzal na mnie tymi swoimi czekoladowymi patrzadelkami przepelnionymi radoscia,duma,szczesciem,miloscia i samymi innymi pozytywnymi uczuciami.Zlapal mnie po obu biodrach a ja poglaskalam go po policzku.W moich oczach zebraly sie lzy.
-Tez cie kocham,Jus...-zlozylam delikatny buziak na jego ustach i znow sie odsunelam.
-Nie cieszysz sie?-zapytal smutno.
-Kochanie,pewnie ze sie ciesze.-faktycznie sie cieszylam jednak byla strona smutku.Jak zwykle...
-Nie chcesz tego dziecka?-bardziej stwierdzil niz zapytal.
-Czasu juz nie cofne...-stwierdzilam smutno caly czas trzymajac jego policzek.-Bede kochac malego szkraba.Czy sie ciesze? Hm...Nie wiem Justin.Z jednej strony tak,ciesze sie ale z drugiej jestem na siebie cholernie zla i smutna ze w tak mlodym wieku bede miala dziecko.
-Bedziemy mieli najwspanialsze dziecko na swiecie.-usmiechnal sie uradowany.Szczerze? Jego radosc i optymizm strasznie mi sie udzielal.
-Oby bylo podobne do ciebie.
-Pff...MUSI byc podobne do mamusi.-cmoknal moje usta podnoszac sie i przewracajac mnie na plecy.Calowalismy sie namietnie i z uczuciem.Gdy spojrzelismy sobie w oczy oboje sie cieszylismy,ja troche mniej ale jednak.Bylam cholernie szczesliwa ze Justin mi sie oswiadczyl i bede miala dzicko.A kariera? Coz...Zobaczymy jak to sie potoczy...-Kocham cie,Karli.-spojrzal gleboko w moje oczy mowiac naprawde powaznie a pozniej odgial moja koszulke calujac brzuch.-Ciebie tatus tez kocha.-czy to nie bylo slodkie? Dla mnie bylo cholernie.Usmiechnelam sie pod nosem i delikatnie usiadlam a Justin zaraz znalazl sie obok mnie obejmujac.
-Czyli tak...Jednego dnia dowiedzialam sie ze bede miala dziecko i sie zareczylam,tak?-zapytalam rozmyslajac a Justin z lekkim chichotem przytaknal.-Wow...
-Boisz sie?-zapytal ciekawie.
-Majac cie przy sobie...Nie.-usmiechnelam sie wtulajac sie plecami w jego klate.Cmoklnal delikatnie moj policzek.Wyciagnelam przed siebie dlon z piersionkiem i podziwialam go.
-Podoba ci sie?
-Pytanie...Jest idealny.-usmiechnelam sie.-Musiales wydac fortune.-stwierdzilam powaznie.
-Kochanie...Jestes warta wszystkiego.-stwierdzil calujac mnie pod uchem.Siedzielismy chwile w ciszy i przyswajalismy do siebie te zmiany.Ciaza,zareczyny...Moim zdaniem to dzialo sie podejrzanie za szybko.Czy sie obawialam? Gdzies w srodku na pewno.-Chodz.-chlopak wstal podajac mi reke.-Idziemy powiedziec Pattie.
-Czemu ty nie mowisz na Pattie ''mamo''?-zapytalam gdy schodzilismy po schodach.
-A bo ja wiem...-zasmial sie a ja mu zawtorowalam.
-Macie za dobry humor...-stwierdzila kobieta kiedy weszlismy do kuchni.
-Czy to zle mamo ze nie placzemy?-zasmial sie chlopak siadajac na wysokim krzesle a ja usiadlam na wysepce tak jak zawsze.
-Wiec jak? Bede babcia?-zapytala opierajac sie o blat.Spojrzala to na mnie to na syna.
-Bedziesz nawet tesciowa.-stwierdzil chlopak a ja wyciagnelam przed siebie reke.Oczy Pattie zrobily sie tak jak jej syna.Byla szczesliwa co mnie zaskoczylo.Podeszla odstawiajac kubek na blat potem zlapala moja dlon i przyjrzala sie piersiocnkowi.
-Bede babcia...-stwierdzila usmiechajac sie pod nosem i poglaskala mnie po brzuchu.Zeskoczylam z wysepki i przytulam sie do niej.-Ale oswiadczyny?
-Nie moglem dluzej czekac.-wzruszyl bezradnie ramionami Bieber i przytulil nas obie.Przeszlismy potem do salonu i opowiedzielismy kobiecie cala sytuacje z pokoju chlopaka.Smiala sie lekko a usmiech nie schodzil z jej twarzy.Kurde,jak ja sie cieszylam ze ich mam.Naprawde w ich dowarzystwie czulam sie wspaniale.-Zdziwiona?-zapytal Justin caly czas bawiac sie naszymi splecionymi dlonmi.
-No synku...Jednego dnia dowiedzialam sie ze moj 17-nastoletni syn bedzie ojciem i sie zareczyl.-zasmiala sie.-Zdziwona.
-Zla?
-Ciesze sie.-powiedziala entuzjastycznie.-Bedziesz mial wspaniala zone a przy dziecku wam pomoge.Na pewno bedzie sliczne.Damy rade.-poslala mi krzepiacy usmiech widzac moja nie pewnosc.'Dziekuje'.Powiedzialam bezglosnie a ona mrugnela jednym okiem.
-Ahaaaa...Nawet przy mnie spiskujecie...-mruknal niby nie zadwolony chlopak.
-Ej to zle ze dogaduje sie z prawie tesciowa.-zachichotala Pattie a ja jej zawtorowalam.Lezalam na lozku z nogami na poreczy i glowa na brzuchu Jusa ktory mnie obejmowal.Bawilam sie paznokciami i co chwila wlaczalam sie do rozmowy.Bylo mi u nich wpsaniale i czulam sie jakbym byla juz stalym czlonkiem rodziny.
-Ja juz pojde...-wstalam wyswobadzajac sie z uscisku Jusa.-Robi sie pozno a ja jestem zmeczona.-szepnelam zakladajac kosmyk wlosow za ucho i pocalowalam zszokowanego Biebera.-Dobranoc Pattie.-pocalowalam ja w policzek i szybko wyszlam.Czemu ta zmiana nastroju? Po prostu zle sie poczulam.Idac chodnikiem dostalam esemesa.
Od: Justin <3 :
''Kochanie? Co sie stalo? :*"
Do: Justin <3:
"Porozmawiamy jutro...Kocham Cię :*"
Od: Justin <3
''Skarbie martwie sie...Tez Cię kocham :*"
Nic wiecej nie odpisalam...Nie mialam na to sily,po porstu potrzebowalam chwili samotnosci.Przez caly czas ktos ze mna byl co mnie powoli zaczynalo irytowac.Nie zebym miala cos przeciwko bo sie cieszylam ze dotrzymuja mi towarzystwa ale potrzebowalam tez chwili dla siebie.Weszlam do domu i stanelam przed juz zamkneitymi drzwiami.RiRi wychylila sie z salonu i widzac mnie patrzaca nieobecnie przed siebie od razu podeszla a za nia Chris.
-Co jest?-spojrzla czule.Wiedziala ze dzisiaj mialo sie okazac czy jestem w ciazy czy nie.Chociaz i tak ona byla pewna po paru porankach spedzonych na wymiotowaniu o ktorych wiedziala tylko ona i Justin.
-Jestem 17-letnia ciezarna dziewczyna ktora dzisiaj sie zareczyla...-szepnelam przenoszac pusty wzrok na nia a pozniej poszlam do przodu.Przyjaciolka i jej chlopak patrzyli po sobie z otwartymi buziami a ja usiadlam skulajac sie na sofie.-A najsmiejszniejsze jest to ze sie ciesze...-powiedzialam a po policzkach splynely mi lzy.Szczescia? Na to wyglada.-O ironio...-mruknelam.
-Justin ci sie oswiadczyl?-wreszcie zszokowana dwojka usiadla po obu moich bokach.
-Mhm..-pokazalam jej piersionek.
-Wow...Ma gust chlopak.-zasmial sie Chris.
-Ale piekny.-Rihanna byla zachwycona.-Damy rade.-usmiechnela sie przyciagajac mnie do mnie.W rezultacie glowe mialam na jej kolanach a nogi na kolanach Browna.
-Bedziesz mial fajna ciocie.-stwierdzil chlopak mowiac do mojego brzucha a ja sie rozesmialam.Podniosl wzrok na Rihanne a ta sie usmiechala.
-Wujek tez bedzie calkiem spoko.-zasmiala sie a chlopak zrobil niby znudzona mine.
-'Calkiem'?-zapytal a ja wybuchnelam smiechem.
-Mozecie przestac rozmawiac z moim brzuchem?-wstalam i skierowalam sie na schody.-Dobranoc,glupole!-krzyknelam juz z pokoju.
-Kochamy Cię!-odkrzykneli chorkiem.
-No ba!-zasmialam sie zamykajac drzwi.Usiadalm na lozku i patrzylam w rece.Po zapewnieniach Justina naprawde cieszylam sie tym dzieckiem.Wierzylam ze damy sobie rade,jak zawsze.Z pomoca Chrisa,RiRi i Pattie moglismy zrobic wszystko.'Kurde...Jestem tak cholernie z nim szczesliwa.'. Pomyslalam usmiechajac sie szeroko pod nosem.Czy go kochalam? Ba...Zadne slowo nie opisuje tego jak bardzo,jak bardzo go kochalam...
Od: Justin <3:
"Slodkich slow MOJA NARZACZONO. <3 ^^ (fajnie to
brzmi nie? :*) Kocham Cię :*"
Jego esemes byl rozwalajacy.Od razu wywolal u mnie jeszcze wiekszy usmiech.I faktycznie mial racje,brzmialo to swietnie.
Do: Justin <3
"Dobranoc MOJ NARZECZONY :* (fakt,zajebiscie to
brzmi <3) Ja Ciebie tez :*"
_______________________________________________
Takie cos...
-Co?-zdziwil mnie tym pytaniem.No bo ja tutaj sie martwie o to czy jestem w ciazy a on takie pytania zadaje.Zszokowal mnie bo nie wiedzialam czy mowi powaznie czy tylko chcial rozladowac atmoswere i zartowal.
-Mowie powaznie...-jakby czytal mi w myslach.-Wiem ze to nie tak jak chcialas zebym zapytal ale czy wyszlabys za mnie?-spojrzalam w jego oczy i widzialam w nich wiele pozytywnych emocji.
-Jusitn...Przestan sie zgrywac i pokaz mi ten cholerny test.-chcialam mu zabrac przedmiot ale schowal go sobie do kieszeni i nie mialam jak go wyciagnac.Wstalam pozadnie wkurzona i zalozylam rece na piersiach chlopak ukleknal przede mna co mnie juz kompletnie zdziwilo.
-Kochanie...Wiem ze krotko ze soba jestesmy ale wczesniej tyle przeszlismy...Prosze nie chce dluzej czakac.-wzial jedna moja dlon i usmiechal sie slodko.W mojej glowie mialam metlik.Nawet juz nie myslalam o tym pieprzonym tescie,o tym czy jestem w ciazy,o niczym.Teraz nie myslalam o niczym.Nie wiedzialam co sie dzieje.Nie bylam swiadoma co robi Justin.-Oddalbym dla ciebie wszystko.Kocham cie jak nikogo i niczego na swicie.Jestes sensnem wszystkiego co robie.Prosze wyjdz za mnie.-z szafki obok lozka wyciagnal pudeleczko i otwierajac je patrzyl mi w oczy.Widzac pierscionek az zabralo mi dech w piersiach.Byl cudowny i idealny.Zakrylam usta dlonia a w oczach mialam lzy.
-Ty mowisz powaznie...-szepnelam drzacym glosem.
-Oczywiscie ze powaznie,kochanie...
-Tak.-powiedzialam usmiechajac sie a lzy splynely mi po policzkach.Justin wstal i wlozyl pierscionek na moj palec a pozniej delikatnie przytulajac,caly czas wpatrywajac sie w moje oczy namietnie pocalowal.W mojej glowie hm....Sama nie wiem co sie dzialo.Bylo tego zbyt wiele.Wszystko dzialo sie zbyt szybko.Zdecydowanie za szybko...Gdy oderwalismy sie od siebie wtulilam sie w niego.
-Kochanie...-powiedzial nie pewnie caly czas sie szczerzac.Wyjal test z kieszeni i mi go podal.Widzialam jaki byl szczesliwy i przjety tym wszystkim.
-Zostaniemy rodzicami,prawda?-zapytalam nie patrzac na test a na niego, on pokiwal twierdzaco glowa.Nie wiedzialam czy sie cieszyc czy wyc ze smutku.Chlopak uradowany podniosl mnie do gory i zakrecil kilka razy w okol osi a ja zachichotalam mimo wolnie.Gdy mnie postawil pocalowal delikatnie i z uczuciem moje usta.Usiadlam na lozku patrzac w test i nie wiedzialam jakie mna uczucia zawladly.
-Kurde! Ale sie ciesze...-Bieber zaczal tanczyc na srodku pokoju caly czas sie wyglupiajac.-Bede ojcem,bede najlepszym ojcem na swiecie.-skakal i tanczyl.-Bede mial piekna zone i wspaniale dziecko.Kurde jakim jestem szczesciarzem.-caly czas mu sie przygladalam z usmiechem.Widzialam jaki byl uradowany,wrecz w niebo wziety,co wywolywalo u mnie usmiech.Jednak mialam obawy...Jakie? Sama juz nie wiem.Wydawalo mi sie ze wszystko dzieje sie za szybko.Jak na karuzeli a ja nie wiem co czuje.Czy radosc z jezdzenia na niej czy chce mi sie wymiotowac od szybkosci i obrotow.Justin nadal sie wyglupial az upadl na kolana przede mna.-Wiesz ze cie kocham jak wariat?-spojrzal na mnie tymi swoimi czekoladowymi patrzadelkami przepelnionymi radoscia,duma,szczesciem,miloscia i samymi innymi pozytywnymi uczuciami.Zlapal mnie po obu biodrach a ja poglaskalam go po policzku.W moich oczach zebraly sie lzy.
-Tez cie kocham,Jus...-zlozylam delikatny buziak na jego ustach i znow sie odsunelam.
-Nie cieszysz sie?-zapytal smutno.
-Kochanie,pewnie ze sie ciesze.-faktycznie sie cieszylam jednak byla strona smutku.Jak zwykle...
-Nie chcesz tego dziecka?-bardziej stwierdzil niz zapytal.
-Czasu juz nie cofne...-stwierdzilam smutno caly czas trzymajac jego policzek.-Bede kochac malego szkraba.Czy sie ciesze? Hm...Nie wiem Justin.Z jednej strony tak,ciesze sie ale z drugiej jestem na siebie cholernie zla i smutna ze w tak mlodym wieku bede miala dziecko.
-Bedziemy mieli najwspanialsze dziecko na swiecie.-usmiechnal sie uradowany.Szczerze? Jego radosc i optymizm strasznie mi sie udzielal.
-Oby bylo podobne do ciebie.
-Pff...MUSI byc podobne do mamusi.-cmoknal moje usta podnoszac sie i przewracajac mnie na plecy.Calowalismy sie namietnie i z uczuciem.Gdy spojrzelismy sobie w oczy oboje sie cieszylismy,ja troche mniej ale jednak.Bylam cholernie szczesliwa ze Justin mi sie oswiadczyl i bede miala dzicko.A kariera? Coz...Zobaczymy jak to sie potoczy...-Kocham cie,Karli.-spojrzal gleboko w moje oczy mowiac naprawde powaznie a pozniej odgial moja koszulke calujac brzuch.-Ciebie tatus tez kocha.-czy to nie bylo slodkie? Dla mnie bylo cholernie.Usmiechnelam sie pod nosem i delikatnie usiadlam a Justin zaraz znalazl sie obok mnie obejmujac.
-Czyli tak...Jednego dnia dowiedzialam sie ze bede miala dziecko i sie zareczylam,tak?-zapytalam rozmyslajac a Justin z lekkim chichotem przytaknal.-Wow...
-Boisz sie?-zapytal ciekawie.
-Majac cie przy sobie...Nie.-usmiechnelam sie wtulajac sie plecami w jego klate.Cmoklnal delikatnie moj policzek.Wyciagnelam przed siebie dlon z piersionkiem i podziwialam go.
-Podoba ci sie?
-Pytanie...Jest idealny.-usmiechnelam sie.-Musiales wydac fortune.-stwierdzilam powaznie.
-Kochanie...Jestes warta wszystkiego.-stwierdzil calujac mnie pod uchem.Siedzielismy chwile w ciszy i przyswajalismy do siebie te zmiany.Ciaza,zareczyny...Moim zdaniem to dzialo sie podejrzanie za szybko.Czy sie obawialam? Gdzies w srodku na pewno.-Chodz.-chlopak wstal podajac mi reke.-Idziemy powiedziec Pattie.
-Czemu ty nie mowisz na Pattie ''mamo''?-zapytalam gdy schodzilismy po schodach.
-A bo ja wiem...-zasmial sie a ja mu zawtorowalam.
-Macie za dobry humor...-stwierdzila kobieta kiedy weszlismy do kuchni.
-Czy to zle mamo ze nie placzemy?-zasmial sie chlopak siadajac na wysokim krzesle a ja usiadlam na wysepce tak jak zawsze.
-Wiec jak? Bede babcia?-zapytala opierajac sie o blat.Spojrzala to na mnie to na syna.
-Bedziesz nawet tesciowa.-stwierdzil chlopak a ja wyciagnelam przed siebie reke.Oczy Pattie zrobily sie tak jak jej syna.Byla szczesliwa co mnie zaskoczylo.Podeszla odstawiajac kubek na blat potem zlapala moja dlon i przyjrzala sie piersiocnkowi.
-Bede babcia...-stwierdzila usmiechajac sie pod nosem i poglaskala mnie po brzuchu.Zeskoczylam z wysepki i przytulam sie do niej.-Ale oswiadczyny?
-Nie moglem dluzej czekac.-wzruszyl bezradnie ramionami Bieber i przytulil nas obie.Przeszlismy potem do salonu i opowiedzielismy kobiecie cala sytuacje z pokoju chlopaka.Smiala sie lekko a usmiech nie schodzil z jej twarzy.Kurde,jak ja sie cieszylam ze ich mam.Naprawde w ich dowarzystwie czulam sie wspaniale.-Zdziwiona?-zapytal Justin caly czas bawiac sie naszymi splecionymi dlonmi.
-No synku...Jednego dnia dowiedzialam sie ze moj 17-nastoletni syn bedzie ojciem i sie zareczyl.-zasmiala sie.-Zdziwona.
-Zla?
-Ciesze sie.-powiedziala entuzjastycznie.-Bedziesz mial wspaniala zone a przy dziecku wam pomoge.Na pewno bedzie sliczne.Damy rade.-poslala mi krzepiacy usmiech widzac moja nie pewnosc.'Dziekuje'.Powiedzialam bezglosnie a ona mrugnela jednym okiem.
-Ahaaaa...Nawet przy mnie spiskujecie...-mruknal niby nie zadwolony chlopak.
-Ej to zle ze dogaduje sie z prawie tesciowa.-zachichotala Pattie a ja jej zawtorowalam.Lezalam na lozku z nogami na poreczy i glowa na brzuchu Jusa ktory mnie obejmowal.Bawilam sie paznokciami i co chwila wlaczalam sie do rozmowy.Bylo mi u nich wpsaniale i czulam sie jakbym byla juz stalym czlonkiem rodziny.
-Ja juz pojde...-wstalam wyswobadzajac sie z uscisku Jusa.-Robi sie pozno a ja jestem zmeczona.-szepnelam zakladajac kosmyk wlosow za ucho i pocalowalam zszokowanego Biebera.-Dobranoc Pattie.-pocalowalam ja w policzek i szybko wyszlam.Czemu ta zmiana nastroju? Po prostu zle sie poczulam.Idac chodnikiem dostalam esemesa.
Od: Justin <3 :
''Kochanie? Co sie stalo? :*"
Do: Justin <3:
"Porozmawiamy jutro...Kocham Cię :*"
Od: Justin <3
''Skarbie martwie sie...Tez Cię kocham :*"
Nic wiecej nie odpisalam...Nie mialam na to sily,po porstu potrzebowalam chwili samotnosci.Przez caly czas ktos ze mna byl co mnie powoli zaczynalo irytowac.Nie zebym miala cos przeciwko bo sie cieszylam ze dotrzymuja mi towarzystwa ale potrzebowalam tez chwili dla siebie.Weszlam do domu i stanelam przed juz zamkneitymi drzwiami.RiRi wychylila sie z salonu i widzac mnie patrzaca nieobecnie przed siebie od razu podeszla a za nia Chris.
-Co jest?-spojrzla czule.Wiedziala ze dzisiaj mialo sie okazac czy jestem w ciazy czy nie.Chociaz i tak ona byla pewna po paru porankach spedzonych na wymiotowaniu o ktorych wiedziala tylko ona i Justin.
-Jestem 17-letnia ciezarna dziewczyna ktora dzisiaj sie zareczyla...-szepnelam przenoszac pusty wzrok na nia a pozniej poszlam do przodu.Przyjaciolka i jej chlopak patrzyli po sobie z otwartymi buziami a ja usiadlam skulajac sie na sofie.-A najsmiejszniejsze jest to ze sie ciesze...-powiedzialam a po policzkach splynely mi lzy.Szczescia? Na to wyglada.-O ironio...-mruknelam.
-Justin ci sie oswiadczyl?-wreszcie zszokowana dwojka usiadla po obu moich bokach.
-Mhm..-pokazalam jej piersionek.
-Wow...Ma gust chlopak.-zasmial sie Chris.
-Ale piekny.-Rihanna byla zachwycona.-Damy rade.-usmiechnela sie przyciagajac mnie do mnie.W rezultacie glowe mialam na jej kolanach a nogi na kolanach Browna.
-Bedziesz mial fajna ciocie.-stwierdzil chlopak mowiac do mojego brzucha a ja sie rozesmialam.Podniosl wzrok na Rihanne a ta sie usmiechala.
-Wujek tez bedzie calkiem spoko.-zasmiala sie a chlopak zrobil niby znudzona mine.
-'Calkiem'?-zapytal a ja wybuchnelam smiechem.
-Mozecie przestac rozmawiac z moim brzuchem?-wstalam i skierowalam sie na schody.-Dobranoc,glupole!-krzyknelam juz z pokoju.
-Kochamy Cię!-odkrzykneli chorkiem.
-No ba!-zasmialam sie zamykajac drzwi.Usiadalm na lozku i patrzylam w rece.Po zapewnieniach Justina naprawde cieszylam sie tym dzieckiem.Wierzylam ze damy sobie rade,jak zawsze.Z pomoca Chrisa,RiRi i Pattie moglismy zrobic wszystko.'Kurde...Jestem tak cholernie z nim szczesliwa.'. Pomyslalam usmiechajac sie szeroko pod nosem.Czy go kochalam? Ba...Zadne slowo nie opisuje tego jak bardzo,jak bardzo go kochalam...
Od: Justin <3:
"Slodkich slow MOJA NARZACZONO. <3 ^^ (fajnie to
brzmi nie? :*) Kocham Cię :*"
Jego esemes byl rozwalajacy.Od razu wywolal u mnie jeszcze wiekszy usmiech.I faktycznie mial racje,brzmialo to swietnie.
Do: Justin <3
"Dobranoc MOJ NARZECZONY :* (fakt,zajebiscie to
brzmi <3) Ja Ciebie tez :*"
_______________________________________________
Takie cos...
czwartek, 27 czerwca 2013
Rozdzial 56 "-Ty sprawdz."
Rano obudzilam sie wtulona w mojego chlopaka.Ah...Jak to pieknie brzmi.Justin spal w samych dresach pozyczonych od Chrisa i szczerze to wygladal przeslodko taki rozczochrany,bez koszulkii.Czy bylam szczesliwa? Zdecydowanie.W srodku skakalam z radosci iz moglam sie wreszcie do niego przytulic,pocalowac,porozmawiac.Odwrocilam sie delikatnie na brzuch caly czas pozostajac w jego objeciach.Przygladalam sie mu dobre 30 minut caly czas sie usmiechajac i stwierdzialm ze znam juz jego twarz na pamiec.Idalne pelne usta,pieprzyk obok nich,brwi,nos...
-Co mi sie tak przygladasz,kochanie?-zapytal z nienacka nie otwierajac oczy.
-A to juz nie moge popatrzec na swojego chlopaka?
-Mmmm...Ladnie to brzmi z twoich ust.-skradl mi buziaka a dopiero potem pozwolil ujrzec jego czekoladowe oczy.-Ile juz nie spisz?-zapytal poprawiajac sie troche na poduszkach i zlapal moja dlon ktora trzymalam na jego prawym obojczyku.Bawiac sie moimi palcami co chwile obdarowywam moje kostki delikatnymi calusami.
-Jakies 40 minut...Cos takiego.-wzruszylam ramionami.Bieber ziewnal a pozniej przyciagnal mnie do siebie jeszcze blizej i w rezultacie siedzialam na nim okrakiem.
-Kocham cie...-szepnal patrzac na mnie z miloscia a jego rece wyladowaly na moich udach.
-Hmm...Ja ciebie chyba nie.-zmarszczylam zabawnie brwi.
-Ahaaaa...-powiedzial niby wierzac i wpil sie w moje usta.
-Nie...Jednak cie kocham.-zasmialam sie odrywajac sie na chwile od niego.Chlopak przerwocil mnie na plecy i nachylil sie nade mna wkladajac jedna reke pod moje plecy.
-No ja mysle.-zasmial sie patrzac na moje usta i znow mnie cmoknal.Zaczal mnie laskotac wiec zasmialam mu sie w usta i odworocilam glowe,szybko lapiec jego rece.Byl zbyt silny i tylko sie wilam ze smiechu.Biebsowi sprawiamo chlerna przyjamnosc patrzec jak sie smieje i pruboje uwolnic.Jak na moje zbawienie ktos zapukal.
-Prosze!-krzyknelam przez smiech a Justin nic sobie z tego nie robil i dalej mnie laskotal.
-Zapraszam panstwa Bieber na sniadanie.-zasmial sie Chris a ja zucilam w niego podszuka kiedy Justin przestal mnie juz laskotac.
-Zaraz zejdziemy.-wytknelam mu jezyk a chlopak wywrocil oczami i juz mial wychodzic kiedy sie odwrocil.
-Tylko nie zrobicie mnie wujkiem,prosze.-zasmial sie a my zamarlismy i po chwili patrzenia glupio na siebie wybuchnelismy nie pochamowanym smiechem.Pierwsza wyskoczylam z lozka i zajrzalam do szafy wyciagajac jakias koszulke i spodnie Jusa,ktore jeszcze kiedys u mnie zostawil.Rzucilam chlopakowi ubrania a ten podnoszac je zrobil dziwna mine.
-Nie sadze zebym sie zmieszcil w twoje ciuszki.-spojrzal na mnie rozbawiony.
-Glupku zerknij ze sa twoje.-wywrocilam oczami odwracajac sie znow w strone szafy.Wybralam jakis wygodny zestaw i zniklam w lazience.Po sniadaniu mialam jechac do studia a ze bylam jeszcze troche zmeczona wczorajszymi wydarzeniami postanowilam przynajmniej nie czuc sie skrepowana.Wzielam szybciutki prysznic i wychodzac szybko sie wytarlam.Myjac zeby ubieralam sie w pospiechu a po skonczeniu zwiazalam wlosy w koka.Wyszlam juz gotowa i zobaczylam swojego chlopaka jak szukal czegos w necie na moim laptopie.Podeszlam do niego i przytulilam od tylu kladac mu rece na klate.-Co mi lpatopa przeszukujesz?-zasmialam sie zartujac.
-Ogladam twoj wczorajszy wywiad.-usmiechnela sie pewnie,biorac moja dlon i skladajac na wierzchu pocalunek.-Tesknilas...-stwierdzil gdy filmik sie skonczyl.
-A jakby inaczej...-wzruszylam smutno wyswobadzajac sie z jego usciusku.Odwrocilam sie w strone drzwi a chlopak podniusl sie zaraz za mna.Gdy lapalam za klamke,jego rece delikatnie objely mnie pod piersiami zatrzymujac w silnym uscisku a glowe polozyl na ramieniu.
-Ja tez tesknilem...Jak idiota myslalem ze juz nie mam szans.-powiedzial smutny.Polozylam swoje rece na niego i tak wyszlismy.Schodzac po schodach Justin szeptal mi czule slowka a ja sie usmiechalam i nie moglam przestac.W jednym momencie odwrocilam glowe w jego strone a on zlaczyl nasze usta.Pocalunek byl krotki jednak namietny.Byl magiczny.
-Dzien dobry.-powiedzielismy razem wchodzac to kuchni gdzie siedziala RiRi z Chrisem i Loganem.
-Hej.-odpowiedzieli usmiechajac sie w nasza strone.
Ten dzien minal szybko.W studio poznalam swoje dwie nauczycielki i nauczyciela od przedmiotow szkolnych i nauczycieleke spiewu aby doszlifowac do konca moj glos i przygotowac moja przepone powoli przed koncertami.Nagralismy jedna piosenke i jak sie okazalo wyszla dobrze juz za pierwszym razem.Bieber z Kennym i Scooterem caly czas siedzieli w pokoju i mi sie przygladali jak spiewalam.W oczach Jusa bylo widac zachwyt,dume i milosc.To byl piekny widok i az lepiej mi sie pracowalo.Niestety nie bylo Lil'a...Szczerze? To mi go brakowalo.Bardzo sie z nim zaprzyjaznilam i przyzwyczailam sie ze jest ze mna.Od rana nawet nie odebral moich telefonow ale stwierdzilam ze moze jest czyms zajety.W domu czekala na nas kolacja przygotowana przez Browna i jego dziewczyne wiec wszyscy szybko zjedlismy i ogladalismy do pozna filmy.
***Poczatek Listopada***
Po dwoch miesiacach ciezkiej pracy nagralam cala plyte.Bylam szczesliwa z wielu wielu powodow.Z Justinem odwiedzalismy sie naprawde czesto mimo odleglosci dalismy rade bez zadnych klotni.Szczerze? Bylam o niego cholernie zazdrosna szczegolnie iz jakis czas temu Jasmine zaczela sie w kolo niego krecic pod prestekstem odnowienia starych relacji jednak mimo tego moj chlopak nie wykazywal zainteresowania.Cale szczescie...Co do Lil'a...Hmm..Klocilismy sie naprawde czesto co mnie tylko smucilo.Nie chcial powiedziec co bylo przyczyna zmiany jego zachowania w obec mnie.Po jakims czasie zaczelam to olewac i miec gleboko w powarzaniu.Nie chce miec ze mna kontaktu? Jego sprawa...Zdarzylam sie juz odzywaczaic od jego towarzystwa.Z rodzina nie mialam w ogole kontaktu ale za to odnowilam je z DJ'em i Kat.Codziennie przynajmniej troszeczke gadalismy albo na skypie albo przez tel.Podczas tych miesiecy znalazlam sobie muzykow i tancerzy oraz tancerki.Mialam juz caly Team i bylam cholernie szczesliwa.Justin razem z Pattie przeprowadzili sie na ta sama ulice gdzie mieszkalam ja z RiRi wiec mialam go przy sobie.Bylam taka cholernie szczesliwa.Pare dni temu wydalam plyte i ku mojemu zdziwieniu sprzedawala sie w rekordowym tepie.Shila twierdzi ze w ogole moja kariera rozkreca sie bardzo szybko i przy dobrych ukladach w przyszlym roku rozpoczne trase.A jak na razie po tych wywiadach,promocjach i spotkaniach z fanami mam przerwe.Co sie smienilo we mnie? Hm...Wydoroslalam,wypowaznialam,podobno jeszcze wyladnialam i schudlam.Od paru dni nie bylam tez dziewica... Tak...Stalo sie.Justin wszystko przygodowal idealnie.Pojechalismy na kolecje a pozniej do hotelu gdzie wynajety pokuj byl przepieknie wystrojony.Cieszylam sie jak cholera,nie zalowalam...Jednak...Mialam pewne obawy.Zachowalismy sie troche lekkomyslnie i zrobilismy to bez zabezpieczenia.Pod wplywem pozadania,tej namietnosci i tych wszystkich emocji kompletnie zapomnielismy o tak waznej sprawie.
-A co jesli ktos tam jest?-zapytal szeptem Justin gladzac moj brzuch.Lezelismy wlasnie w jego salnie ogladajac tv.Ja mialam glowe oparta o jego obojszyk a on mnie obejmowal czule.Rozmawialismy juz z Pattie,Chrisem i RiRi jak i z naszymi ochorniazami.Pattie nie byla zla jednak dalo sie wyczuc ze troszke ja to wstrzasnelo z reszta tak samo jak reszte.Na jego pytanie wzruszylam tylko ramionami.-A jesli okaze sie ze tak?
-Odejde...-szepnelam pewnie.
-Co?!-jego oczy zrobily sie ogromne a ja nadal patrzylam przed siebie.
-Nie zniszcze ci zycia,Justin...Ani kariery.Nie moglabym.
-Ale...Nie zostawie was! Kurwa!-wstal z sofy i krecil sie po pokoju.-Kochanie...-ukucnal przede mna.-Nawet jesli jestes w ciazy...To i tak z wami bede.
-I zniszczysz sobie to wszystko na co tak pracowales...Nie.Ja sie na to nie zgadzam.-powiedzialam stanowczko wreszcie na niego spogladajac.
-Czy ty nie rozumiesz ze cie kocham i nie zostawie?
-Czy ty nie rozumiesz ze cie kocham i nie chce zniszczyc ci wszystkiego?-przedrzeznilam go.
-Kochanie...A moze chce tego dziecka?Nie pomyslas o tym ze chcialbym zostac ojcem?-spojrzal gleboko w moje oczy.Mowil prawde...Widzialam to. Faktycznie tego chcial.
-Kocham cię Justin...-po moich policzkach pociekly lzy a chlopak od razu usiadl obejmujac mnie szczelnie i pocalowal w usta delikatnie.
-Ja ciebie tez...-powiedzial kladac brode na mojej glowie.-Ja tez...-szepnal.Siedzialismy tak jakas chwile az drzwi sie otowrzyly i stanela w nich Pattie.Spojrzala na nas usmiechajac sie cieplo.Podeszla powoli do sofy podajac nam opakowanie z testem ciazowym.
-Dziekuje...-szepnelam biorac pudeleczko.Spojrzalam na nia z przerarzeniem.
-Nie zaleznie jaki bedzie wynik...-poglaskala mnie po policzku.-Bedziemy z toba skarbie.-na mojej czole zlozyla pocalunek.
-Dziekuje.-powtorzylam przytulajac ja.Gdy kobieta poszla do kuchni a ja odlozylam test na lozko obok mnie, znow wtulilam sie w mojego chlopaka.
-Nie zrobisz?-zapytal troche zdziwiony a ja pokrecilam przeczaco glowa.
-Chce jeszcze chwilke poczekac i przyswoic do siebie mysl ze moge nosic w sobie dziecko...-szepnelam i znow po moich policzkach pociekly lzy.Justin nie mogl tego zaowazyc bo mialam twarz schowana w jego zgiecie szyi z ramieniem jednak wyczul ze placze.Mimo ze nie szlochalam,nie pociagalam nosem to i tak to wyczul.
-Nie zostawie cie...Nigdy.-podniusl moje policzki w obu rekach.-Nie dlatego ze bedziesz w ciazy,jesli tak w ogole jest, tylko dlatego ze cie kurwa cholernie kocham...Dlatego ze chce spedzic reszte zycia tylko i wylacznie z toba.-zlozyl na moich ustach czuly pocalunek.-Nie placz kochanie...Ulozy sie.-znow mnie do siebie przytulil.Widzialam w jego oczach ze bardzo chcial tego dziecka.A ja? Chcialam miec dziecko ale nie w tak mlodym wieku.Jednak...Jesli faktycznie jestem w ciazy, nic na to nie poradze.Nie moglabym usunac...Aborcja byla dla mnie czyms okropnym.No bo jak mozna bylo odebrac komos szanse na zycie? To bylo egoistyczne i okrpne.Wolalabym oddac to dziecko jakiejs paze ktora nie moze miec dzieci,niz je zabic...
-Cieszysz sie?-szepnelam a Bieber nareszcie nie powstrzymywal usmiechu.
-Tak...Chcialbym byc ojcem...A jesli ty bylabys matka to juz w ogole bym byl spelniony.-pocalowal mnie w czolo.-Ale nie pomysl sobie ze to zaplanowalem...-spojrzal mi powaznie w oczy.
-Przeciez widzialam ze miales prezerwatywy.
-Przepraszam...-szepnal smutno.
-Za co?-usiadlam troche wygodniej.
-Ze mozesz byc w ciazy...-sposcil wzrok a ja szybko podnioslam jego twarz za policzki tak zeby na mnie patrzyl.
-Kocham cie glupku...I jesli jestem w ciazy...-powiedzialam zamyslona.-Ciesze sie ze wlasnie ty bedziesz ojcem.Osoba ktora naprawde kocham.-pocalowalam go namietnie.-A teraz chodz.-wzielam test wstajac i wyciagnelam w jego strone reke.Od razu ja zlapal i poszlismy do jego sypialni.Bieber usiadl na lozku a ja poszlam do jego lazienki.Zrobilam wszystko jak w instrukcji i wrocilam do pokoju.Chlopak siedzial teraz na podlodze opierajac sie plecami o lozko.Usadzil mnie sobie pomiedzy nogami obejmujac za brzuch.Test polozylam przed nami na podlodze i wtylilam twarz w Justina szyje przekrecajac sie do niego bokiem.On odliczal czas a ja myslalam.Nad czym? Sama nie wiem...Myslalam nad tym jak bardzo kocham Justina.O tym co mi powiedzial w salonie i o tej calej sytuacji.
-Juz...-szepnal mi na ucho.
-Ty sprawdz.-powiedzialam troche rozpaczliwie a on energicznie siegnal po test.Caly czas wtulalam twarz w jego szyje zamykajac oczy.-I co?-zapytalam kiedy nic nie mowil.
_________________________________________________
No to sie porobilo....Ale jaja,nie? :D Spodziewaliscie sie tego? Ja szczerze to nie xD Wiem,wiem.To ja pisze to opowiadanie wiec powinnam sie spodziewac ale serio pisze na calkowitym spontanie i pod wplywem emocji,niczego nie planujac to sie nie dziwcie mi ze jestem w szoku.
Co o tym myslicie? Wow nie? Ja nadal jestem w szoku :D Ale mi sie tam podoba.
I jak myslicie... Wyjdzie pozytywnie czy negatywnie?
Wypowiadajcie sie w komach. Chce zobaczyc czy sie zdiwiliscie czy raczej nie :P
Kocham Was!!!!! <3
-Patrys
-Co mi sie tak przygladasz,kochanie?-zapytal z nienacka nie otwierajac oczy.
-A to juz nie moge popatrzec na swojego chlopaka?
-Mmmm...Ladnie to brzmi z twoich ust.-skradl mi buziaka a dopiero potem pozwolil ujrzec jego czekoladowe oczy.-Ile juz nie spisz?-zapytal poprawiajac sie troche na poduszkach i zlapal moja dlon ktora trzymalam na jego prawym obojczyku.Bawiac sie moimi palcami co chwile obdarowywam moje kostki delikatnymi calusami.
-Jakies 40 minut...Cos takiego.-wzruszylam ramionami.Bieber ziewnal a pozniej przyciagnal mnie do siebie jeszcze blizej i w rezultacie siedzialam na nim okrakiem.
-Kocham cie...-szepnal patrzac na mnie z miloscia a jego rece wyladowaly na moich udach.
-Hmm...Ja ciebie chyba nie.-zmarszczylam zabawnie brwi.
-Ahaaaa...-powiedzial niby wierzac i wpil sie w moje usta.
-Nie...Jednak cie kocham.-zasmialam sie odrywajac sie na chwile od niego.Chlopak przerwocil mnie na plecy i nachylil sie nade mna wkladajac jedna reke pod moje plecy.
-No ja mysle.-zasmial sie patrzac na moje usta i znow mnie cmoknal.Zaczal mnie laskotac wiec zasmialam mu sie w usta i odworocilam glowe,szybko lapiec jego rece.Byl zbyt silny i tylko sie wilam ze smiechu.Biebsowi sprawiamo chlerna przyjamnosc patrzec jak sie smieje i pruboje uwolnic.Jak na moje zbawienie ktos zapukal.
-Prosze!-krzyknelam przez smiech a Justin nic sobie z tego nie robil i dalej mnie laskotal.
-Zapraszam panstwa Bieber na sniadanie.-zasmial sie Chris a ja zucilam w niego podszuka kiedy Justin przestal mnie juz laskotac.
-Zaraz zejdziemy.-wytknelam mu jezyk a chlopak wywrocil oczami i juz mial wychodzic kiedy sie odwrocil.
-Tylko nie zrobicie mnie wujkiem,prosze.-zasmial sie a my zamarlismy i po chwili patrzenia glupio na siebie wybuchnelismy nie pochamowanym smiechem.Pierwsza wyskoczylam z lozka i zajrzalam do szafy wyciagajac jakias koszulke i spodnie Jusa,ktore jeszcze kiedys u mnie zostawil.Rzucilam chlopakowi ubrania a ten podnoszac je zrobil dziwna mine.
-Nie sadze zebym sie zmieszcil w twoje ciuszki.-spojrzal na mnie rozbawiony.
-Glupku zerknij ze sa twoje.-wywrocilam oczami odwracajac sie znow w strone szafy.Wybralam jakis wygodny zestaw i zniklam w lazience.Po sniadaniu mialam jechac do studia a ze bylam jeszcze troche zmeczona wczorajszymi wydarzeniami postanowilam przynajmniej nie czuc sie skrepowana.Wzielam szybciutki prysznic i wychodzac szybko sie wytarlam.Myjac zeby ubieralam sie w pospiechu a po skonczeniu zwiazalam wlosy w koka.Wyszlam juz gotowa i zobaczylam swojego chlopaka jak szukal czegos w necie na moim laptopie.Podeszlam do niego i przytulilam od tylu kladac mu rece na klate.-Co mi lpatopa przeszukujesz?-zasmialam sie zartujac.
-Ogladam twoj wczorajszy wywiad.-usmiechnela sie pewnie,biorac moja dlon i skladajac na wierzchu pocalunek.-Tesknilas...-stwierdzil gdy filmik sie skonczyl.
-A jakby inaczej...-wzruszylam smutno wyswobadzajac sie z jego usciusku.Odwrocilam sie w strone drzwi a chlopak podniusl sie zaraz za mna.Gdy lapalam za klamke,jego rece delikatnie objely mnie pod piersiami zatrzymujac w silnym uscisku a glowe polozyl na ramieniu.
-Ja tez tesknilem...Jak idiota myslalem ze juz nie mam szans.-powiedzial smutny.Polozylam swoje rece na niego i tak wyszlismy.Schodzac po schodach Justin szeptal mi czule slowka a ja sie usmiechalam i nie moglam przestac.W jednym momencie odwrocilam glowe w jego strone a on zlaczyl nasze usta.Pocalunek byl krotki jednak namietny.Byl magiczny.
-Dzien dobry.-powiedzielismy razem wchodzac to kuchni gdzie siedziala RiRi z Chrisem i Loganem.
-Hej.-odpowiedzieli usmiechajac sie w nasza strone.
Ten dzien minal szybko.W studio poznalam swoje dwie nauczycielki i nauczyciela od przedmiotow szkolnych i nauczycieleke spiewu aby doszlifowac do konca moj glos i przygotowac moja przepone powoli przed koncertami.Nagralismy jedna piosenke i jak sie okazalo wyszla dobrze juz za pierwszym razem.Bieber z Kennym i Scooterem caly czas siedzieli w pokoju i mi sie przygladali jak spiewalam.W oczach Jusa bylo widac zachwyt,dume i milosc.To byl piekny widok i az lepiej mi sie pracowalo.Niestety nie bylo Lil'a...Szczerze? To mi go brakowalo.Bardzo sie z nim zaprzyjaznilam i przyzwyczailam sie ze jest ze mna.Od rana nawet nie odebral moich telefonow ale stwierdzilam ze moze jest czyms zajety.W domu czekala na nas kolacja przygotowana przez Browna i jego dziewczyne wiec wszyscy szybko zjedlismy i ogladalismy do pozna filmy.
***Poczatek Listopada***
Po dwoch miesiacach ciezkiej pracy nagralam cala plyte.Bylam szczesliwa z wielu wielu powodow.Z Justinem odwiedzalismy sie naprawde czesto mimo odleglosci dalismy rade bez zadnych klotni.Szczerze? Bylam o niego cholernie zazdrosna szczegolnie iz jakis czas temu Jasmine zaczela sie w kolo niego krecic pod prestekstem odnowienia starych relacji jednak mimo tego moj chlopak nie wykazywal zainteresowania.Cale szczescie...Co do Lil'a...Hmm..Klocilismy sie naprawde czesto co mnie tylko smucilo.Nie chcial powiedziec co bylo przyczyna zmiany jego zachowania w obec mnie.Po jakims czasie zaczelam to olewac i miec gleboko w powarzaniu.Nie chce miec ze mna kontaktu? Jego sprawa...Zdarzylam sie juz odzywaczaic od jego towarzystwa.Z rodzina nie mialam w ogole kontaktu ale za to odnowilam je z DJ'em i Kat.Codziennie przynajmniej troszeczke gadalismy albo na skypie albo przez tel.Podczas tych miesiecy znalazlam sobie muzykow i tancerzy oraz tancerki.Mialam juz caly Team i bylam cholernie szczesliwa.Justin razem z Pattie przeprowadzili sie na ta sama ulice gdzie mieszkalam ja z RiRi wiec mialam go przy sobie.Bylam taka cholernie szczesliwa.Pare dni temu wydalam plyte i ku mojemu zdziwieniu sprzedawala sie w rekordowym tepie.Shila twierdzi ze w ogole moja kariera rozkreca sie bardzo szybko i przy dobrych ukladach w przyszlym roku rozpoczne trase.A jak na razie po tych wywiadach,promocjach i spotkaniach z fanami mam przerwe.Co sie smienilo we mnie? Hm...Wydoroslalam,wypowaznialam,podobno jeszcze wyladnialam i schudlam.Od paru dni nie bylam tez dziewica... Tak...Stalo sie.Justin wszystko przygodowal idealnie.Pojechalismy na kolecje a pozniej do hotelu gdzie wynajety pokuj byl przepieknie wystrojony.Cieszylam sie jak cholera,nie zalowalam...Jednak...Mialam pewne obawy.Zachowalismy sie troche lekkomyslnie i zrobilismy to bez zabezpieczenia.Pod wplywem pozadania,tej namietnosci i tych wszystkich emocji kompletnie zapomnielismy o tak waznej sprawie.
-A co jesli ktos tam jest?-zapytal szeptem Justin gladzac moj brzuch.Lezelismy wlasnie w jego salnie ogladajac tv.Ja mialam glowe oparta o jego obojszyk a on mnie obejmowal czule.Rozmawialismy juz z Pattie,Chrisem i RiRi jak i z naszymi ochorniazami.Pattie nie byla zla jednak dalo sie wyczuc ze troszke ja to wstrzasnelo z reszta tak samo jak reszte.Na jego pytanie wzruszylam tylko ramionami.-A jesli okaze sie ze tak?
-Odejde...-szepnelam pewnie.
-Co?!-jego oczy zrobily sie ogromne a ja nadal patrzylam przed siebie.
-Nie zniszcze ci zycia,Justin...Ani kariery.Nie moglabym.
-Ale...Nie zostawie was! Kurwa!-wstal z sofy i krecil sie po pokoju.-Kochanie...-ukucnal przede mna.-Nawet jesli jestes w ciazy...To i tak z wami bede.
-I zniszczysz sobie to wszystko na co tak pracowales...Nie.Ja sie na to nie zgadzam.-powiedzialam stanowczko wreszcie na niego spogladajac.
-Czy ty nie rozumiesz ze cie kocham i nie zostawie?
-Czy ty nie rozumiesz ze cie kocham i nie chce zniszczyc ci wszystkiego?-przedrzeznilam go.
-Kochanie...A moze chce tego dziecka?Nie pomyslas o tym ze chcialbym zostac ojcem?-spojrzal gleboko w moje oczy.Mowil prawde...Widzialam to. Faktycznie tego chcial.
-Kocham cię Justin...-po moich policzkach pociekly lzy a chlopak od razu usiadl obejmujac mnie szczelnie i pocalowal w usta delikatnie.
-Ja ciebie tez...-powiedzial kladac brode na mojej glowie.-Ja tez...-szepnal.Siedzialismy tak jakas chwile az drzwi sie otowrzyly i stanela w nich Pattie.Spojrzala na nas usmiechajac sie cieplo.Podeszla powoli do sofy podajac nam opakowanie z testem ciazowym.
-Dziekuje...-szepnelam biorac pudeleczko.Spojrzalam na nia z przerarzeniem.
-Nie zaleznie jaki bedzie wynik...-poglaskala mnie po policzku.-Bedziemy z toba skarbie.-na mojej czole zlozyla pocalunek.
-Dziekuje.-powtorzylam przytulajac ja.Gdy kobieta poszla do kuchni a ja odlozylam test na lozko obok mnie, znow wtulilam sie w mojego chlopaka.
-Nie zrobisz?-zapytal troche zdziwiony a ja pokrecilam przeczaco glowa.
-Chce jeszcze chwilke poczekac i przyswoic do siebie mysl ze moge nosic w sobie dziecko...-szepnelam i znow po moich policzkach pociekly lzy.Justin nie mogl tego zaowazyc bo mialam twarz schowana w jego zgiecie szyi z ramieniem jednak wyczul ze placze.Mimo ze nie szlochalam,nie pociagalam nosem to i tak to wyczul.
-Nie zostawie cie...Nigdy.-podniusl moje policzki w obu rekach.-Nie dlatego ze bedziesz w ciazy,jesli tak w ogole jest, tylko dlatego ze cie kurwa cholernie kocham...Dlatego ze chce spedzic reszte zycia tylko i wylacznie z toba.-zlozyl na moich ustach czuly pocalunek.-Nie placz kochanie...Ulozy sie.-znow mnie do siebie przytulil.Widzialam w jego oczach ze bardzo chcial tego dziecka.A ja? Chcialam miec dziecko ale nie w tak mlodym wieku.Jednak...Jesli faktycznie jestem w ciazy, nic na to nie poradze.Nie moglabym usunac...Aborcja byla dla mnie czyms okropnym.No bo jak mozna bylo odebrac komos szanse na zycie? To bylo egoistyczne i okrpne.Wolalabym oddac to dziecko jakiejs paze ktora nie moze miec dzieci,niz je zabic...
-Cieszysz sie?-szepnelam a Bieber nareszcie nie powstrzymywal usmiechu.
-Tak...Chcialbym byc ojcem...A jesli ty bylabys matka to juz w ogole bym byl spelniony.-pocalowal mnie w czolo.-Ale nie pomysl sobie ze to zaplanowalem...-spojrzal mi powaznie w oczy.
-Przeciez widzialam ze miales prezerwatywy.
-Przepraszam...-szepnal smutno.
-Za co?-usiadlam troche wygodniej.
-Ze mozesz byc w ciazy...-sposcil wzrok a ja szybko podnioslam jego twarz za policzki tak zeby na mnie patrzyl.
-Kocham cie glupku...I jesli jestem w ciazy...-powiedzialam zamyslona.-Ciesze sie ze wlasnie ty bedziesz ojcem.Osoba ktora naprawde kocham.-pocalowalam go namietnie.-A teraz chodz.-wzielam test wstajac i wyciagnelam w jego strone reke.Od razu ja zlapal i poszlismy do jego sypialni.Bieber usiadl na lozku a ja poszlam do jego lazienki.Zrobilam wszystko jak w instrukcji i wrocilam do pokoju.Chlopak siedzial teraz na podlodze opierajac sie plecami o lozko.Usadzil mnie sobie pomiedzy nogami obejmujac za brzuch.Test polozylam przed nami na podlodze i wtylilam twarz w Justina szyje przekrecajac sie do niego bokiem.On odliczal czas a ja myslalam.Nad czym? Sama nie wiem...Myslalam nad tym jak bardzo kocham Justina.O tym co mi powiedzial w salonie i o tej calej sytuacji.
-Juz...-szepnal mi na ucho.
-Ty sprawdz.-powiedzialam troche rozpaczliwie a on energicznie siegnal po test.Caly czas wtulalam twarz w jego szyje zamykajac oczy.-I co?-zapytalam kiedy nic nie mowil.
_________________________________________________
No to sie porobilo....Ale jaja,nie? :D Spodziewaliscie sie tego? Ja szczerze to nie xD Wiem,wiem.To ja pisze to opowiadanie wiec powinnam sie spodziewac ale serio pisze na calkowitym spontanie i pod wplywem emocji,niczego nie planujac to sie nie dziwcie mi ze jestem w szoku.
Co o tym myslicie? Wow nie? Ja nadal jestem w szoku :D Ale mi sie tam podoba.
I jak myslicie... Wyjdzie pozytywnie czy negatywnie?
Wypowiadajcie sie w komach. Chce zobaczyc czy sie zdiwiliscie czy raczej nie :P
Kocham Was!!!!! <3
-Patrys
Subskrybuj:
Posty (Atom)