środa, 16 października 2013

Rozdzial 14

Siedzimy juz w studio dobre 2 godziny.Oczywiscie od razu po wejscu zabralismy sie za cwiczenia i rozgrzewanie strun glosowych.Justin jak zwykle udawal ze piszczy tylko po to bym ja pokazywala mu od poczatku.Szczerze? Cholernie mnie to wkurza bo ja nie lubie opierdalania sie przy pracy.
-Justin! Ogarnij sie!-krzycze przerywajac mu jego wycie.Patrzy na mnie z rozbawiona mina i udaje skruchę.-Od nowa i tym razem dobrze.-ja wstaje z laweczki przy pianinie.Zaczyna spiewac od nowa ALAYL ktore mu kazalam.Kraze w kolko wsluchujac sie w jego glos i wylapujac ewentualne nie dociagniecia.
-I jak?-pyta dogrywajac ostatnie nudy.
-Dobrze,naprawde dobrze.-mowie z uznaniem.-Trzeba tylko popracowac nad czesciami dolnymi z ktorymi jeszcze jakos nie mozesz sobie poradzic.-zakladam rece na biodra.-Gorne wyciagasz jak na razie niezle.-kiwam glowa.
-Przeciez bylo swietnite! Czego ty sie czepiasz?!-widzac ze zmeczenie juz daje o sobie znaki.Wstaje energicznie zatrzymujac sie przede mna.
-Nie bylo idealnie.-odpowiadam wymownie.
-To w takim razie ty to zaspiewaj idealnie.-wywraca oczami.Da sie odczuc ze ma mnie juz dosc.Coz...Nigdy nie jestem w pracy taka sama jak prywatnie.Bieber myslal ze jesli przekona mnie do siebie jako chlopka bedzie mial luzy na treningach.Pff...Nie ze mna takie numery! Potrafie odzielic interesy od prywatnosci.Na codzien jestem typem smieszki,zwariowanej i ambitnej dziewczyny.W pracy natomiast dorastam.Powazna,wladcza i nie ugieta.Mimo ze na sali tanecznej rowniez mi odwala to i tak wymagam strasznie duzo.
-Nie jestesmy tu po to abym ja pokazywala na co mnie stac.-sycze na pol smiechu.Mrozac oczy Prostuje sie dajac tym do zrozumienia iz znam swoja wartosc i jestem pewna siebie.
-Twoja pewnosc siebie cie kiedys zgubi.-kreci glowa robiac krok w tyl.
-To gozba?-marszcze brwi.
-To raczej przestroga.-wzrusza ramionami patrzac na swoje buty.Strasznie mnie czasami irytuje.Ugh...Czy on sie uwaza za pepek swiata?!
-Siedaj do pianina i zagraj 'Let it be'.-rozkazuje siadajac na sofie pod sciana.Bieber poslusznie,ku mojemu zdzieiwniu,robi co mu kaze i zaczyna spiewac.Patrze na jego twarz i staram sie odczytac wszystkie emocje.Siedzac bokiem do mnie co chwila zerka katem oka.Usmiecham sie dumna z siebie sluchajac jego glosu.-Stop.-rozkazuje podnoszac sie.
-Co znowu nie tak?-spoglada na mnie bezradnie wyrzucajac rece w powietrze.
-Pytanie.-podpieram sie jedna reka o pianino.-Czemu ty czasami spiewasz z przepony a innym razem nabierach powietrza unoszac barki?-patrzy na mnie jak na idiotke.-Patrz.-nabieram powietrza unoszac ramiona.-Tak sie dzieje przy ignorowaniu przepony.-pokazuje na odpowiednia czesc ciala.-A tak.-teraz oddycham przepona.-Gdy natomiast wykorzystujesz to co masz.-usmiecham sie serdecznie.-To nic ze wygladasz grubo.-krece glowa.-I tak nikt na to nie patrzy.A za to lepiej slychac dziewki i nie konczy ci sie tak szybko powietrze.
-Wiecc...Mam skupic sie na oddychaniu przepona?-marszczy brwi.
-Dokladnie.-pstrykam palcami i odwracam sie przymykajac oczy.-No dalej,dalej.-usmiechasie krecac glowa i zamiast spiewac piosenke ktora mu kazalam wczesniej zaczyna 'Fall'.No nic.Piosenka mi jest calkowicie obojetna,wazne zeby stosowal metody ktore mu przekazalam.Jest niezle.Stara sie a to jest widac.-Na dzisiaj koniec.-posylam mu szczery usmiech lapiac za torbe.Podchodze do drzwi i obracam sie by jeszcze na chwile na niego spojrzec.-Zmykam do twoich tancerzy.-puszczam mu oczko i szybko wychodze z pomieszczenia.Zbiegam po schodach na pietro nizej i wpadam na sale gdzie dziewczyny i chlopaki juz sie rozgrzewaja.
-Witam moich ulubonych atrystow!-krzycze rozesmiana sciagajac szybko obcasy.Wyciagam z torby Supry i zucajac wysokie buty gdzies okok szafki szybko i w biegu naciagam tampki.
-Heeeeeeej!-odpowiadaja chorem odwracajac sie w moja strone.
-A ty co taka zziajana?-smieje sie Kaili.
-Musialam zbiegac po schodach w obcasach bo nie chcialo mi sie czekac na winde.-smieje sie podchodzac do niej.
-Haha...-wpada w smiech.-Przeciez jakbys poczekala nic by Ci sie nie stalo.-kreci glowa.-Bys sie jedynie pare minut spoznila.
-No wlasnie.-macham palcem.-To duzo.
-No tak pani Perfect.-chichocze slodko i staje na swoim miejscu w drogie.
-Glupol.-krece glowa stajac przed jedna z lustrzanych scian.Poprawiam swojego warkoczyka i odwracam sie w strone juz ustwionych tancerzy.-Cisza!-klaszcze w reke.-Jak wiecie za dwa tygodnie jest pierwszy koncert po dwu miesiecznej przerwie.
-Ale przeciez mielismy w ciagu tych miesiecy koncerty!-upomina mnie Nick.
-Tak,ale nie byly to koncerty wielkiego wymiaru.To raczej byly koncerciki.-chodze w jedna strone to w droga.-Trzeba sie pozadnie przygotowac.-staje na srodku.-Mam pewnien pomysl.-usmiecham sie lobuzersko a wszyscy robia krok do przodu.-Kazdy z was...-pokazuje na nich palcem.-Zatanczy jakis swoj wymyslony fragment a ja zloze to w calosc...Co wy na to?-usmiecham sie szeroko.Szczerze to jest czysta improwizacja poniewaz nie zdazylam nic wymyslec.Ale ciii...
-Yeah!!-krzycza chorem!-Taaak!!-zaczynaja sie bujac i w tym momencie na sale wszedl DJ Tay James.
-Tay!!-z usmiechem krzycze i rzucam sie na jego szyje.Znam go juz od sporego czasu poniewaz kiedys calkiem przypadkiem poznalam go w klubie.Ale to inna historia.
-No czesc...-mowi zabawnym glosikiem a ja wybucham smiechem.
-No dalej!-odwracam sie w sie w strone grupy.-Kto zaczyna?-pytam rozbawiona.Przez nastepne 3 godziny ogarniamy w jednosc caly uklad i musze przyznac ze jest zajebisty.Kazdy cos wrzucil od siebie,nawet ja dodalam pare ruchow.Swietnie sie bawimy nawet jesli to jest praca.W jenym momencie na sale wbiega Bieber z kamera w reku.Wszyscy odwracamy sie natrzac na tego idiote a James wlacza jakis remix.Zaczynamy tanczyc i sie wyglupiac a piosenkarz nas kameruje.
-Teraz same dziewczyny!-krzyczy z usmiechem.Ustawiamy sie w zadku i zaczynamy tanczyc.Wyglupiamy sie i robimy pozy oraz glupie miny.-Moje Bieberetts.-usmiecha sie dumnie a chlopacy za nich stojacy przygryzaja wargi.Mimowolnie smiejemy sie z dziewczynami ciagle sie wyglupiajac.
-Dobra,stop.-krzyczy Kaili.Przytulam ja mocno calujac w policzek i skacze na jej plecy.Lapie mnie od razu za uda i kreci sie w kolko bez przerwy.-Aaaa!!-krzycze jak glupia.Oczywiscie Justin nie ma zamiaru wylaczyc swojej zabawki.-Zaraz zwymiotuje!!-smieje sie mocno trzymajac dziewczyne za ramiona.Gdy slyszy moje slowa automatycznie sie zatrzymuje a ja spadam z jej rak.-Ala!!-krzycze jednak ciagle nie moge powstrzymac smiechu.
-Kurde! Sory,sory,sory!-kuca szybko przy mnie.-Nic ci nie jest??-pyta chamujac smiech.
-Jak moglas mnie poscic?!-pytam calkowicie rozbawiona.
-No przepraaaaaaaszam.-kladzie sie obok mnie i mocno przytula.Gdy sie podnosi do pozycji siedzacej podchodzi do nas reszta.
-Nic ci nie jest?-pyta Justin.
-Jest ok.-usmiecham sie.
-Mam to nagrane.-smieje sie siadajac za mna.To troche dziwne bo wsuwa sie za mnie tak ze teraz ma nogi po obu moich stronach a ja opieram glowe o jego obojczyk.-Patrz,patrz!-mowi calkowicie rozbawiony przewijajac do odpowiedniej sceny.Slychac rowniez jak w momencie kiedy spadam wybucha smiechem ktory zaraz tlumi.
-Ty dupku!-uderzam go reka w ramie.-Smiales sie ze mnie!-otwieram szeroko oczy.
-No nie gniewaj sie ksiezniczko...-szepcze mi do ucha mocno mnie przytulajac.Wszyscy na sali zaczynaja wyc 'uuuuu' i sie smiac na co ja krece glowa.
-Powtarzac choregorafie!Juz!-mowie z udawana powage i pokazuje palcem w strone srodka sali.Ustawiaja sie w odpowiedniej pozycji i marudzac cos pod nosem.Wstaje od razu kierujac sie w ich strone.W jednym momencie ktos lapie moj nadgarstek i pociaga energicznie w swoja strone.
-Nie mozegnalas sie ze mna,skarbie.-Bieber splata swoje rece nad moja pupa.Zakladam rece na piersiach i odwracam wzrok w droga strone.
-Jak to nie?-udaje ze nie wiem o co mu chodzi.
-Dalabys tego buziaka i z glowy.-usmiecha sie lobuzersko.
-Za duzo sobie pozwalasz,Biebsie.-krece glow i wysuwam sie z jego objec.Odchodze troche dalej a potem odwracam sie na chwile z uwodzicielskim usmiechem. Poszczam mu oczko i biegne w strone tancerzy ktorzy juz tancza.Staje na czele i idealnej synchronizacji dolaczam sie do nich.Piosenkarz krecac glowa z wielkim usmiechem na twarzy wychodzi z pomieszczenia zamykajac za soba drzwi.
-Hej Cher! Czekaj!- slysze wolanie juz po wyjsciu z sali.Odwracam sie z zaciekawionym wyrazem twarzy.
-O siemka Alferdo.-usmiecham sie lekko i czekam az chlopak podejdzie blizej.-Co tam?
-A w sumie to nic ciekawego.-wzrusza ramionami dotrzymujac mi kroku.-Moze masz ochote wpasc do mnie dzisiaj?-usmiecha sie uroczo.-Bedzie tez reszta Team'u.
-Dzisiaj?-na mojej twarzy pojawia sie grymas.-Nie za bardzo moge...-krece glowa.
-Nie no spoko.Rozumiem.-widze jego zawiedziona mine.Wychodzimy przed budynek i ku mojemu zdziwieniu czeka na mnie Michael.-To na razie.-usmiecha sie do mnie glupkowato.
-No siema.-sciagam mu jego full-cap na oczy chichoczac.Biegne w strone Tygi jednak gdy jestem blisko usmiech mi znika.
-Hej kochanie.-przyciaga mnie do siebie wpijajac sie w moje usta.Jak zwyke przed kimkolwiek jest idealny.Po prostu takiego chlopka szukac ze swieca...To jest zalosne! Wciaz czuc od niego tanie perfumy tych dziwek a na szyi ma ze 4 malinki.Odrywam sie szybko i wywracam oczami wymijajac go szybko wsiadam do auta.Nic nie mowie.Widze tylko przez okno zdezorientowana mine Flores'a i wsciekle oczy Michaela.To bedzie ciezkie popoludnie...Juz to widze.
__________________________________________________
Tak wgl to jest setny post ^^ Swietujemy xD
Ogolnie mi sie nie podoba...Ale taki juz jest.Mam mase problemow osobistych i czuje sie fatalnie.Ale pisze...Pisze bo po prostu tylko to mnie jeszcze jakos utrzymuje w kontakcie z kimkolwiek.
Szczerze mowiac musze wam sie do czegos przyznac...Zastanawiam sie powaznie czy nie skonczyc swojej 'karkiery' z pisaniem blogow...Tak...Niestety to sa powazne mysli.
A wy co sadzicie?? Powinnam skoczyc czy jeszcze pisac?
Wypowiedzcie sie w komach pod tym rozdzialem.Mozecie napisac nawet tylko "CZYTAM".W zaleznosci od liczby komentarzy zadecyduje co dalej...
-Patrys

niedziela, 13 października 2013

Rozdzial 13

Otwieram oczy i widzac ze w moim pokoju jest nadal ciemno wiec probuje zasnac od nowa.Niestety bez skutku.Postanawiam zejsc pomedytowac na dol.Zakladam na siebie ulubiony szlafrok i zbiegam po schodach.Zachaczam jeszcze o kuchnie i nalewam sobie do szklanki wody.Pijac napoj schodze na dol.Przechodzac obok pokoju goscinnego slysze glosne jeki i krzyki.Wzruszam tylko obojetnie ramionami.Znow sprowadzil dziwki.Nic nowego.Siadam na fotelu przed oknem i zamykam oczy pozwalajac myslom wyplynac w nieznane.Uwielbiam medytacje,od kiedy bylam mala.Zawsze siadalam sobie gdzies w kacie i staralam sie uwolnic umysl.Skupiam sie na ciszy w okol mnie jednak te jeki mi kurwesko przeszkadzaja.Nie wytrzymuje.Wstaje energicznie i podchodze do drzwi pokoju goscinnego.Otwieram je energicznie i w ogole nie jestem zdziwiona tym co widze.Michael,dwie blondynki i jedna brunetka zabawiajacy sie w lozku.Dla innych moze wydawac sie to dziwny i zaskakujacy widok.Ale nie dla mnie...Przywyklam do tego.Pewnie pomyslicie ze powinnam go zostawic skoro mnie zdradza...Wiecie co? Chetnie bym to zrobila ale nie mam na to sily.A z drogiej strony po prostu sie go boje.
-Mozecie do cholery pierdolic sie ciszej?!-krzycze naprawde nie ziemsko wkurwiona.-Jak sprowadzasz sobie dziwki to przynajmniej badzcie ciszej!-trzaskam drzwiami i wracam na fotel.Jestem zmeczona tym wszystkim.Calym tym 'zwiazkiem',tym zyciem.Moze wydawac sie ono takie wspaniale ale tak nie jest.Nic w moim zyciu nie jest na swoim miejscu.Od zawsze cierpialam i nadal cierpie.Szybko musialam sie usamodzielnic zeby dac sobie rade.No coz.Tak juz jest...Tabloidy i ludzie mysla ze jestem 16-letnia,slodka dziewczynka ktora ma ogromny talent.Grzeczna i skromna.Pff...Jasne...Jestem calkowitym przeciwienstwem.Chamska,bezczelna,pyskata...Oh slodka to ja jestem tylko kiedy czegos chce....Na moj temat mozna by gadac godzinami.Tak...Kolejna wada...Nie jestem jakos specjalnie skromna.Jednak potrafie zachowac dystans do siebie.Nie myslcie o mnie zle.Czasami po prostu mi odpierdziela.Na medytacji mija mi juz 4 godzina i patrzac na zegarek widze 8.56.
-Yhymmmm...-mrucze sobie pod nosem podnaszac sie z miejsca i zmierzam do kuchni by zrobic cos do przegryzienia.Wyjmuje na blat miske,z drogiej szafki platki a z lodowki zimne mleko.Platki na zimno?Ehm...Rutynowe sniadanie.Zalewam przysmak i mieszam chwile lyzka.Gdy siadam na blacie na przeciwko korytarza i patrze bez sensu zauwazam iz jedna z blodynek wychodzi z lazienki.
-Sorki ogolnie za te jeki...-mowi lekko zawstydzona.Jest moze dwa lata ode mnie starsza.Nowicjuszka moim zdaniem.Taaa...Az wstyd sie przyznac ze rozpoznaje dziwki.Wydaje mi sie byc mila.-Twoj brat potrafi czynic cuda.-chichocze.Wypluwam zawartosc mojej buzi do zlewu i przenosze na nia zdziwiony wzrok.No takiej spiewki Tyga jeszcze nikomu nie pierdolil.
-Tak...Wiem.-usmiecham sie sztucznie.-Bo to nie moj brat tylko chlopak.-wzruszam ramionami bez interesownie i znow biore miseczke.
-Ja pierdole...-lapie sie za usta.
-Tak bylo slychac.-chichocze pod nosem.
-Ja naprawde nie wiedzialam.-otwiera szeroko oczy.
-Spoko.Nie przejmuj sie.-krece glowa.-Nie mysl ze bylyscie pierwsze.-zeskakuje z blatu.-Stracilam rachube w liczeniu takich jak ty po tygodniu naszego zwiazku.-wstawiam brudne naczynie do zmywarki.-Po 168 nie chcialo mi sie liczyc...-siegam po jogurt do picia z lodowki.
-Wow...-wchodzia glebiej do pomieszczenia.-I ty to tolerujesz?
-Sadze ze po zrobieniu swojej roboty powinnas wypierdalac.-usmiecham sie sztucznie odwracajac w jej strone.Wiem,wiem.Zachowalam sie naprawde bezczelnie.No ale coz ja na to poradze.Moge pogadac z sukami Michaela ale nie bede sie im zwierzac.Haha! Ja sie nikomu nie zwiezam oprocz Miley i Chrisa.Mina tej dziewczyny jest bezcenna.Az chce mi sie smiac.Jej zdziwienie mnie po prostu bawi.
-Jeszcze raz przepraszam.-mowi wrecz uciekajac z kuchni.Ja tylko macham obojetnie rekom i wchodze na gore.Za kazdym razem mam ubaw z min tych dziwek.Wchodze do lazienki i od razu zzucam z siebie pizame.Mam ochote na lodowaty,szybki prysznic.Kolejny dziwny nawyk.Zimna woda po prostu pozwala na chwile zapomniec mi o tym calym chaosie.Krople wywoluja na moim ciele dreszcze a krew robi sie zimna.To piekne uczucie.Porownuje je czasami do bulu zadawanego przez jakis cios.Niestety nie jest mi dane dlugo nacieszyc sie ta kapiela.Z pokoju dobiegaja glosy dzwoniacego telefonu.Chuj z tym...Nie odbieram.Zostaje w kabinie z rekoma opartymi o sciane i glowa schylana w dol.Ignoruje dzwoniacy po raz kolejny telefon i skupiam sie na pieczeniu skory.Przy chyba 10 probie dodzwonienia sie do mnie wychodze owjajac sie od razu recznikiem.Kiedy mysle juz ze osoba dala sobie spokoj, moja komorka po raz kolejny zaczyna dzownic.Wywracam oczami i ide do pokoju gdzie na szafce lezy uzadzenie.Justin.
-Tak?
-Czemu nie odbierasz?! Zawalu prawie dostalem ze ten chuj ci cos zrobil!
-Spokojnie.-mowie rozbawiona.-Nic i nie jest...
-Na pewno?-pyta podejrzliwie.
-Tak.Na pewno.-usmiecham sie.Ugh...Wkurza mnie juz ten fakt ze wywoluje u mnie to pieprzone uczucie bezpieczenstwa i radosci.-W jakiej sprawie dzownisz?
-Tak chcialem cie uslyszec.-czuje jak sie usmiecha.
-Milo,milo.-patrze na odbicie w lustrze.Dziewczyna przede mna jest mi calkowicie obca.Za kazdym razem tak jest gdy przyjezdza Michael...Zmieniam sie calkowicie.Jestem bardziej zimna,obojetna i wkurzajaca.Norma.Gdy go nie ma jestem soba.Zwariowana,pyskata nastolatka ktora goni za swoja pasja.Cialgy usmiech na twarzy,radosc bijaca na kilometr.Calkowite przeciwienstwo terazniejszosci.
-Proba o 9.30?
-Miala byc o 10!-wyrywa mnie z przemyslen.
-No a moze zrobimy sobie wczesniej?Bedzie wiecej czasu na wyglupy.-przygryzam warge.No kurwa! Ugh...Ja naprawde mam dosc tego stanu.
-Hmmm...No nie wiem nie wiem.-krece lekko glowa.-Wyszlam dopiero z pod prysznica,jestem cala mokra.A za nim sie ogarne to potrwa.
-To moze przyjade i ci pomoge?-pyta szeptem a ja chichocze uroczo.
-Czy ty mi dajesz nie przyzwoita propozycje?
-No wiesz...Tak?-smieje sie lekko.
-Erotoman.-wywracam oczami.
-Nie!-zaprzecza natychmiast.
-Tak!
-Nie!
-Pierdol sie.-siadam na przegu wanny.
-U mnie czy u ciebie?-juz moge sobie wyobrazic jak rusza brawiami.
-Haha!-wybucham smiechem i nawet wiedzac ze nikt nie widzi mojego usmiechu zakrywam go.Nie cierpie go.Po prostu nie...-Smieszny jestes.
-To jak z ta proba,slicznotko?
-Moze byc 9.30 ale tylko jesli przyjedziesz pod ta sama kawiarnie co wczoraj.
-Masz to jak w banku.-usmiecham sie slodko i przygryzam warge.
-To do zobaczeniu napalencu.-smieje sie.
-Ej!!-wstaje podchodzac do umywalki i odkrecam wode.-No pa.-rozlaczam sie pierwsza.Odkladajac telefon na blat obok przemywam twarz.Jest mi chlodno.Ale to przeciez normalne po nie calej godzinie siedzenia pod lodowata woda.Robie szybki make-up skladajacy sie z wodoodpornego tuszu,ciemnych cieni do oczu i maskary.Bedac jeszcze w tym reczniku kieruje sie do garderoby.Nie mam zamiaru sie stroic skoro to tylko trening.Zawsze mialam takie podejscie.Wybieram wygodne ciuszki oraz buty i wracam do lazienki by sie ubrac.Wlosy wiaze w luznego warkocza i stwierdzam ze jestem gotowa.Do torby sportowej wrzucam tylko buty na trening taneczny i jakies inne potrzebne pierdoly.Patrze na zegarek i moim oczom ukazuje mi sie godzina 9.15.Stwierdzam ze moge spokojnie juz wyjsc.Psikam sie tylko ulubionymi perfumami od Versace i wychodze z pokoju zamykajac go potem na klucz.Zbiegam na dol i nie chcacy wpadam na Michaela.
-Kochanie...-chce cos powiedziec jednak ja ruchem reki daje mu do zrozumienia iz nie mam zamiaru tego sluchac.Schodze na najnizsze pietro i wychodze z domu trzaskajac za soba drzwiami.Do uszu wkladam sluchawki i puszczam swoje ulubione nuty.Droga mija zaskakujaco szybko a gdy wchodze do kawiarni okazuje sie iz jestem pare minut przed czasem.
-Siema!-krzycze do pracownikow.
-Hejo!-odpowiadaja chorkiem.
-To co zawsze prosze.-siadam na jednym z wysokich krzesel i usmiecham sie do Perry.Wysoka ladna dziewczyna z naprawde slicznym usmiechem.
-Juz sie robi.-posyla mi ten swoj szczery usmiech i odwraca sie w strone maszynek.
-Jak coreczka?-pytam opierajac sie na lokciach.Perry ma 18 lat i corke Loren.Mala,dwu letnia slicznotka.Uwielbialam za rowno malutka jak i jej mame.
-Dziekuje dobrze.-ta dziewczyna mimo ciezkiego zycia ciagle sie usmiecha.To wspaniale.-Ostatnio jednak sie przeziebila.
-Nic powaznego?-pytam ciekawie.
-Nie.Nie.-przeczy natychmiast.-Lekki katar i kaszel.-podaje mi moje zamowienie.Ja natomiast wyciagam z torby portfel i zucam na blat sto dolcow.-To o wiele za duzo.-otwiera szeroko oczy.
-Reszta dla ciebie kochana.-wychylam sie aby cmoknac ja w policzek i usmiecham sie szeroko.
-A ty jak zwykle mnie sponsorujesz.-kreci glowa odwzajemniajac gest.
-Cala przyjemnosc z mojej strony.-puszczam jej oczko biorac kubek i torbe do reki.-Do zobaczenia jutro.-krzycze wszystkim.Dylan,jeden z kelnerow przybija mi piatke usmiechajac sie zabawnie i stukamy sie biodrami jak zawsze.Uwielbiam tego chlopaka.Jest gejem ale nikomu to nie przeszkadza.W momencie gdy wychodze z kawiarni podjezdza Justin z szelmowskim usmiechem.On jest boski,bez dwoch zdan.Az wstydze sie w ze mam takie mysli.No ale co? Przeciez jestem dziewczyna a on na serio jest mega przystojny.Wychodzi z auta i podbiega szybko do mnie.
-Witam piekna.-cmoka mnie w policzek.
-No witam,witam.-usmiecham sie uwodzicielsko i zmierzam przed nim w strone auta.Jako gentleman otwiera mi drzwi od stony pasazera a po chwili jest juz na miejsu kierwocy.
_______________________________________________
Wiem ze nie jest zbyt ciekawy...Przepraszam. Mam jednak nadzieje ze bedzie duzo komentarzy :D Po jutrze postaram dodac sie nowy :P
Wy jutro w domach,c'nie?
ja niestety do sql...Nie ma u mnie czegos takiego jak swieto nauczyciela :P
ale za to na czwartej godz z prof od muzy organizujemy po raz kolejny akcje 'free hugs' bedziemy chodzic po kalasch z kartkami z takim napisem i sie przytulac :D Zajebista akcja! Polecam ja kazdemu :D
Buziole dla was!! Kocham! <3
-Patrys

piątek, 11 października 2013

Rozdzial 12

Gramy w kosza juz chyba z ponad dwie godziny.Jestem padnieta i mimo ze kocham ten sport mam juz dosc.Podczas meczu bylo duzo dziwnych sytuacji.Na przyklad ta w ktorej Justin zamiast skupic sie na pilce zaczal mnie przytulac.Lub ta w ktorej dostalam z nienacka buziaka w policzek...Jednak w sumie to byl kacik ust.Byla tez sytuacja w ktorej probowal mi odebrac pilke i stajac za mna oceral sie o moje cialo.Wciaz sie smiejemy,oboje.Bawimy sie na prawde swietnie.Jednak wszystko co dobre szybko sie konczy.W jednym momencie slysze moj telefon.
-Stop!-krzycze i biegne w strone koca na ktorym leza wszystkie nasze rzeczy.Bieber kozluje pilka usmiechajac sie nie wiadomo czemu.Przyznaje ze jego umiesniony tors robi wrazenie.Tak.Jest bez koszulki poniewaz zdjal podczas drogiej czesci naszej rozgrywki.Chwytam za dzwoniace urzadzenie i dostrzegam iz to moj chlopak.Odwracam sie w strone piosenkarza i przysowam telefon do ucha.-Tak?
-Gdzie jestes?-warczy zly.
-Mowilam ze mam spotkanie i nie wiem o ktorej wroce.-sycze wsciekla.Nie dosyc ze zawsze ma do mnie pretensje to jeszcze nawet nie potrafi wysilic sie na normalny ton glosu.
-Masz wracac do domu.
-Do kurwy nedzy,mam spotkanie!-wrzeszcze wsciekla.Justin widzac moja wsciekla jak i za razem smutna twarz zostawia pilke i szybko do mnie podbiega.Patrzy z taka troska ze az w moich oczach zebieraja sie lzy.
-Nie bluzn do mnie,suko! Masz wracac do domu! Natychmiast!-krzyczy sie tak glosno iz jestem pewna ze chlopak stojacy przede mna to slyszal.
-Mam spotkanie,Michael! Zrozum ze mam interesy!!
-Spokojnie...-Jus bezglosnie mowi jedno slowo a zaraz potem posyla mi pokrzepiajacy usmiech.
-Jesli nie wrocisz za co najmniej godzine do domu,dziwko...To urzdze ci pielko.-mowi z takim jadem i zlascia ze az mnie dreszcze przechodza.Sekunde pozniej slysze juz dzwiek rozlaczonej rozmowy.Odsuwam urzadzenie patrzac slepo w jakis punkt.
-Co sie stalo?-pyta szeptem.Podnosze na niego powoli wzrok patrzac wciaz nie obecnie.
-To Micheal...Zawiez mnie do domu.-po moich policzkach zplywaja slone lzy.
-Dobrze...Juz dobrze.-przyciaga mnie do siebie wtulajac w klatke.Rozplakuje sie jak dziecko.To cholernie ciezkie wracac to tej pieprzonej rzeczywistsci.Z Bieberem jest tak bestrosko.Czuje sie pewnie,tak jakby czas nie istnial.Gladzi mnie po glowie droga reke trzymajac na talii.Sciskam go mocno w pasie i zaciskam oczy.-Chodz...-szepcze mi do ucha calujac w czolo gdy juz sie uspokajam.Odsuwam sie od niego wycierajac lzy.Szybko sie odwracam i zbieram nasze rzeczy.Chlopak patrzy na mnie zaskoczony.
-Co?
-Szybko zmieniasz humor...-marszczy brwi.Rzucam mu jego koszulke i zapinam swoja torebke.
-Poprawka...Szybko zmieniam wyraz twarzy,postawe.Humor zostaje taki sam.-wzruszam ramionami.Zaklada na siebie ciuch i sklada koc wrzucajac go potem do plecaka.Wracajac do samochodu panuje miedzy nami cisza.To samo przez polowe drogi.
-Podwieźć cie do domu?-pyta nie pewnie zerkajac na chwile.
-Nie!-w mojej glowie rodzi sie wizja reakcji Tygi na wydok Justina.Juz jest wsciekly a co dopiero po zobaczeniu piosenkarza.
-Dobrze,dobrze.-usmiecha sie slodko.-Spokojnie.Ze mna mozesz byc spokojna.-lapie mnie za dlon ktora lezy na moim udzie.
-Dziekuje...-szepcze wzmacniajac lekko uscisk.Jego auto zatrzymuje sie przed ta sama kawiarnia przy ktorej sie spotkalismy.Wylacza silnik spogladajac przez okno.Zerkam na niego i siegam do tylu po bukiet kwiatow i torebke.-To byl swietny dzien.-usmiecham sie szczerze.Naprawde wspaniale sie bawilam.-Jeszcze raz dziekuje.Do zobaczenia jutro.-skinam w jego strone glowa i otwieram drzwi.
-Czekaj.-lapie mnie za nadgarstek przyciagajac lekko do siebie.Sklada na moim policzku jeden,slodki i delikatny calus a pozniej patrzac w moje oczy przygryza warge.-Tak...Do zobaczenia jutro.-posyla mi kolejny zniewalajacy usmiech i poszcza moja dlon.Krece lekko glowa,usmiechajac sie delikatnie i szybko wyskakuje z auta.Wbiegam na chodnik i kieruje sie prosto w strone mojego domu.Ku mojemu zdziwieniu nie mija mnie auto Biebera wiec odwracam sie na chwile.Widze jak chlopak trzymajac jedna reke luzno na kierownicy patrzy na mnie usmiechajac sie lobuzersko.Macham mu delikatnie i cialge usmiechajac sie wracam do domu.
-Gdzie ty do cholery bylas?!-moj chlopak siedzi w salonie na sofie.Pije piwo ogladajac jakies pornosy.Nic nowego.
-Na spotkaniu.-odpowiadam spokojnie.Nie patrzac w jego strone wchodze po schodach do kuchni.Siegam po krysztalowy wazon i napelniam go wodom by pozniej wstawic tam niebieskie kwiaty.W jednym momencie do pomieszczenia wtargna strasznie wkurzony i jednoczesnie napalony chlopak.Jak to poznalam? Pfff...To jest juz proste po tylu latach zwiazku.Widac to w jego oczach.Przyciaga mnie do siebie za brzuch brutalnie calujac po szyi.Nie podoba mi sie to w tym momencie.Najzwyczajniej w swiecie nie mam ochoty.
-Chce cie tutaj i teraz.-mruczy mi do ucha.
-Ale ja nie chce.-probuje sie wyrwac z jego uscisku jednak bez skutecznie.Jest za silny.-Michael!-podnosze glos warczac lekko.
-Ty nigdy nie masz ochoty! Po chuj mi taka dziewczyna?! Jestes bez uzyteczna suka!!-mowi z jadem.-Mam cie dosc! Kurwa,jebana...-syczy odsuwajac sie ode mnie.Nie ruszaja mnie jego slowa.Czemu? Przyzwyczajenie.Przykre,co nie? No coz...tak juz jest. Biore kwiaty do reki i wchodze na gore do pokoju zamykajac go za soba na klucz.Klade wazon na stoliku a sama udaje sie do lazienki.Mam ochote na dluga,odprezajaca kapiel.Jestem zmeczona calym tym zyciem.Wchodze do pelnej wanny i usmiecham sie od razu gdy czuje jak cale moje cialo ogrzewa sie.
-Cher?-slysze nie pewny glod Tygi.
-Nie przeszkadzac!-krzycze wkurzona.Jestem swiadoma ze tylko pogarszam swoja sytuacje ale jest mi juz wszystko obojetne.
-Nie tym tonem!-warczy.-Ja cie tu kurwa chce przeprosic a ty z fochem! Wez sie lepiej ogarnij...-zaczal walic w drzwi.
-Czego nie rozumiesz z slow 'nie przeszkadzac'!?-wywracam oczami i siegam po telefon.
-Pierdol sie...-wali ostatni raz i odchodzi.Postanawiam zadzonic do Miley.Nawet sie z nia nie pozegnalam.Glupio mi a chce sie z nia jeszcze spotkac przed jej reaktywacja trasy koncertowej.Czekam chwile az z laski swojej ruszy tylek by odebrac telefon i smieje sie sama do siebie wspominajac dzisiejsze popoludnie z Biebsem.
-No nawreszcie sie odzywasz.-slysze jej rozesmiany glos.-Ja sie tu martwie ze Justin cie porwal!-piszczy mi do sluchawki a ja wybucham smiechem.
-Tak wiesz...Leze teraz w jakiejs celi.-krece glowa.
-Co?!-kolejny pisk.
-Debilka...-smieje sie.-Przeciez zaruuuuje!!
-Ufff...Naprawde sie wystraszylam! Ty nie masz szczescie do chlopakow.-stwierdza.
-No wielkie dzieki.-po raz kolejny wywracam oczami.
-Nie wywracaj tymi oczyskami.-smieje sie mi do sluchawki.Moja mina jest na pewno zabawna.Mam szeroko otwarte oczy i cala sztywnieje.
-C...Co? Ale jak?-rozgladam sie nie pewnie.Okna sa zasloniete a inaczej nie mozna podejrzec.
-Hahaha...Znam cie kochana.-smieje sie.-Na tyle dobrze iz moglam sie domyslic twojej reakcji.-tak,to fakt.Jednak ja tez ja znam na wylot.
-Nie wytykaj jezyka.-smieje sie.
-Cooo??-wybucham smiechem.Znamy sie jak lyze konie ale mimo wszystka wciaz nie brakuje nam tematow i nadal sie zaskakujemy.
-No to ty mozesz mnie znac a ja ciebie nie?-pytam rozbawiona.Slysze w sluchawce iz mam droga rozmowe.-Sluchaj skarbie moj musze konczyc bo ktos sie do mnie dobija.Spotkamy sie jutro na kawie?
-Jasne!-mowi entuzjastycznie.-Nie wiem jeszcze o ktorej bede wolna to napisze ci sms,ok?
-Spoko.Dobranoc.-przesylam jej buziaka.
-No paaaa...-przeciaga zabawnie a ja rozlaczam rozmowe.Zerkam szybko kto do mnie dzowni i widzac napis "Justin" usmiecham sie mimo wolnie.
-Juz sie steskniles?-pytam zabawnie.
-Zebys wiedziala.-mruczy do sluchawki a moje cialo przechodzi przyjemny dreszcz.
-Mrrrr...
-Co porabiasz?
-Wlasnie siedze w wannie...Naga i mokra.-zdecydowanie robie to specjalnie.Chce go troszke podraznic.No co? Nie wolno mi?
-Nawet sobie nie wyobrazasz co bym teraz zrobil.
-Moze podzielisz sie ze mna ta mysla.-chichocze slodko.
-Lepiej nieeeee...-mowi lekko spiety.-Jeszcze stwierdzilabys ze jestem jakims idiota.
-A skad ta pewnosc ze nie mam takiego zdania?-wciaz sie smieje.Nie wiem jak on to robi iz nie potrafie przestac sie usmiechac.To swietne uczucie.Takie bestroskie.
-Sugerujesz ze jestem idiota?
-Ja nic takiego nie powiedzialam!-zaprzeczam od razu.
-No ja wieeeeeem...-przeciaga a ja moge sie tylko domyslic iz robi mine malego chlopczyka.-Jestem zajebisty.
-I taki skromnyyyy...
-No a jak...Nie moze byc inaczej.-smieje sie.
-Jutro trening o 10.00.-przypomninam.-Masz sie nie spoznic.-dodaje surowo.
-Tak jest pani kapitan.-odpowiada mi rownie powaznie.-Jak cos, to wlasnie salutuje.-dodaje szeptem.Wybucham szczerym smiechem.Przy nim po prostu nie da sie nie smiac.Uwielbiam taki stan.Gdy zapominam o calej rzeczywistosci i smieje sie z wszystkiego.
-Dobra juz dobra...Koncze.-krece glowa.-Musze sie ogarnac i isc spac...-dodaje szeptem.
-Cos nie tak?-kurde! Mialam nadzieje ze sie nie domysli.-Tyga cos ci zrobil?!-podnosi glos.
-Nie! Jest ok...-zapewniam go nie dokonca szczerze.-Jest naprawde spoko.Po prostu...Po prostu jestem troche zmeczona.
-Jutro mi powiesz prawde.-mowi powaznie.Ja ,do kuzwy nedzy, jestem az tak przewidywalna?! No jestem?!-Odpoczywaj.-czuje jak sie lekko usmiecha.-Dobranoc slicznosci.
-Dobranoc Jusssss...-przeciagam uwodzicielko i rozlaczam rozmowe odkladajac telefon gdzies na podloge.Bieber jest fajny...Naprawde fajny...Ale przeciez jest tylko kumplem.Pracujemy razem.Nic wiecej.Szkoda? Moooooze...Ale przeciez mam chlopaka.Jednak co z tego jesli ten zwiazek w ogole nie ma sensu.Ja chce Chrisa! Potrzebuje swojego przyjaciela! Jednak wiem ze nie moge do niego zadzownic...Czemu? A to tylko dlatego ze pewnie spi.Inne strefy czasowe...Jesli on spi.Ja jestem zajeta.Jesli on ma koncert.Ja jestem wolna.Jesli ja jestem zajeta on jest wolny.To jest cholerna ironia losu! Ugh...Nie moge sie doczekac az wroci...
________________________________________________
Wiem...Spieprzylam...Przepraszam ale po prostu musze was troche przynudzic zeby bylo pozniej zaskoczenie :P Obiecuje ze niedlugo bedzie juz coraz fajniej ^^ Mam juz pewna wizje ale znacie mnie i wiecie ze ze mna jest wszyyyyystko mozliwe xD
No nic...
Jak tam u was misiaki??
U mnie w sql mam cholerny zapieprz.Nie wychodze wgl z ksiazek a nie jestem kujonem.Naleze do tych buntownikow jednak testem teraz w ostatniej gim i musze uczyc sie do egzaminow -.- Masakra jakas!!
No nic nic juz wam nie marudze.
Licze na wasze komy! Pod ostatnim bylo 9 :P Juz dawno nie widzialam takiej liczby ;) Wiem ze to nie jakos wielce duzo ale jak dla mnie to naprawde cos <3
Kocham was!
-Patrys

niedziela, 6 października 2013

Rozdzial 11

Nie odzywam sie ani slowem.Po prostu wiem ze jesli cos powiem to wybuchne.Jedziemy w ciszy a ja ciagle patrze przez to cholerne okno.Widze jak mijamy sklepy i jakies domy ale tak szczerze to w ogole mnie to nie interesuje.Zauwazam ze Bieber co chwila na mnie zerka i otwiera buzie jakby chcial cos powiedziec,jednak w ostatnim momencie rezygnuje.
-Powiedzialem cos nie tak?-pyta glupio a ja mam wrazenie ze go rozszarpie.Nieeeeeeeee,no co on? Przeciez powiedzial wszystko bardzo taktownie.Nie odpowiadam.Po co mam sie wkurzac jeszcze bardziej?-Ej...-szturcha mnie palcem w udo.-Nie odezwiesz sie?-nadal nic.Po prostu z wlasnego doswiadczenia wiem iz niektore sprawy lub sytuacje o wiele lepiej przemilczec.-Odwiezc cie do domu?-pyta nie pewnie.-No eeeeejj...-mam ochote wybuchnac smiechem ale powstrzymuje sie.-Ja przepraszam...-jeczy co chwila cos gadajac a ja go kompletnie zlewam.Niech sie pomeczy...Wie ze ze mna nie jest latwo.-Cher blagam cie wiesz ze nie cierpie takich sytuacji.-usmiecham sie kacikiem ust tak by nie zauwazyl.-Bedziesz sie fochac?-nie daje za wygrana.-Zakochalem sie w tobie...-szepcze naprawde cicho a ja automatycznie odwracam sie w jego strone z oczami i buzia szeroko otwartymi.-Zgrywam sie...-chichocze a ja wywracam oczami.Kolejna rzecz ktorej nie cierpie: zartowanie sobie z uczuc.Wracam do poprzedniej pozycji i mysle czy moze lepiej bylo zostac w domu.-Przynajmniej sie spojrzalas.-wzrusza ramionami.-Zawsze cos.
-Nie baw sie uczuciami poniewaz ktos moze zabawic sie twoimi.-szepcze bez wyrazu.
-Co?-marszczy brwi.
-To co slyszales...-odwracam sie w jego strone patrzac z powaga.
-Jedno pytanie....Ty zawsze tak zmieniasz postawe?-mowi to zaskoczony a ja chichocze krecac glowa.
-Serio? Jeszcze mnie nie poznales?-robie jakby zbolala mine i wywracam po raz kolejny oczami.
-Ej.Ej...Nie miej nic do mnie.To ty sie zmieniasz co sekunda.
-Ja po prostu staram sie odzwierciedlic zachowaniem to co czuje.-wraca do mnie postawa zimnej dziewczyny.Moja twarz nie ukazuje zadnych uczuc a wzrok jest naprawde gardzacy.
-Znow to robisz...
-Moze wlasnie taka jestem?-w odpowiedzi dostaje tylko wzurszenie ramionami z jego strony.-Nie gadajmy o mnie...-krece glowa.-Spotkalismy sie zebys mi powiedzial co sie stalo miedzy toba a Gomez.
-Ugh...-zaciska rece na kierownicy.-Mialem nadzieje ze zapomnisz...-przelyka sline.
-Obiecales...
-Opowiem ci na miejscu.-dodaje powaznie.Skreca w jakas polna droge usmiechajac sie lobuzersko.Krece glowa zatanawiajac sie co wymyslil.Wjezdzamy do jakiegos lasu a ja szczerze to zaczynam sie bac.No sami pomyslcie...Ja,starszy chlopak,las...Troche jak w jakims slabym horrorze.W jednym momencie samochod staje a Bieber wyciaga kluczyki otwierajac drzwi.Jakos nie podoba mi sie ta cala akcja.Otwiera drzwi z mojej strony wyciagajac w moja strone dlon.-Wyjdziesz?-pyta rozbawiony.
-Mam ci ufac?-pytam wymownie na niego spogladajac.
-No raczej?-robi mine jakby to byla najoczywistsza sprawa na swiecie.-Chyba juz mi zaufalas wsiadajac ze mna do auta.-wzrusza ramionami.-Nie prowadze jakos wolno i przestrzagajac zasady.
-Lubie szybka jazde.-usmiecham sie lapiac za jego dlon i wysiadam z bryki.Zamyka za mna drzwi i w tym momencie zastygam.Nasze ciala sa naprawde niebezpiecznie blisko.Zerka na moje usta a ja szybko odwracam wzrok.-Co robimy w tym lesie?-przerywam cisze.
-Chwilka.-usmiecha sie do mnie tajemniczo i podchodzi do bagarznika.Wyciaga z niego jakis plecak i zazyca go sobie na ramie.-Chodz ze mna.-po raz kolejny wyciaga reke w moja strone patrzac zachecajaco.Zerkam na niego podejrzliwie a on kreci glowa.-No proosze....
-Niech bedzie..-zlaczam nasze dlonie i pozwalam sie kierowac.Idziemy chwilke omijajac stare drzewa az w koncu wychodzimy na... na boisko?! Tak...To zdecydowanie jest boisko.Widac ze nikt czesto tu nie przychodzi poniewaz kosze sa dosc zniszczone tak samo jak beton.Moja mina musi byc bezcenna poniewaz Justin zaczyna chichotac.-Co?
-Zdziwiona?
-No sluchaj...-podpieram sie obiema rekami za boki.-To raczej nie typowy przypadek widziec jakies boisko w srodku lasu.-wyrzucam rece w powietrze a on kreci glowa.Ide przed siebie stajac centralnie na srodku.Okrecam sie kilka razy patrzac uwaznie w okolo.Bieber sie nie rusza,patrzy na mnie usmiechajac sie naprawde slodko.Ma rece w kieszeniach tak ze jego kciuki luzno wystaja.-Skad znasz to miejsce?-zatrzymuje sie patrzac w jego strone.
-Kiedys przyjechalismy z Alfredo i Kenny'm zeby chwile odpoczac.A ze no coz...-usmiecha sie robiac pare krokow w moja strone.-Nikt nie spodziwa sie iz ja bede w lecie.-kreci glowa.-Chodzilismy tutaj przez pare godzin.-jego usmiech staje sie wiekszy,podnosi na mnie wzrok z pod swojej grzywki.
-Zgubiliscie sie!-otwieram szeroko oczy smiejac sie lekko.
-Glupio sie przyznac ale tak.Chodzilismy w kolko tego boiska gdzies po miedzy drzewami az moj ochroniaz stwierdzil zebysmy skrecili.Wyszlismy w tamtym miejscu.-pokazuje palcem gdzies za mnie.Patrzac przez ramie odwracam na chwile glowe.-Siedzielismy tu troche a pozniej postanowilismy isc przed siebie.-odwraca sie do mnie tylem wskazujac obiema rekoma miejsca z ktorego przyszlismy.Ciagle idzie tylem i w jednym momencie znajduje sie obok mnie.-I udalo nam sie.-pokrecil glowa rozgladajac sie w gore.-Wyszlismy niedaleko naszego samochodu.-wzrusza ramionami.-Czasami mam wrazenie ze powiedzienie glupi ma zawsze szczescie sprawdza sie w moim przypadku.-zerka na mnie usmiechajac sie zniewalajaco.Z racji tego ze jestem sporo nizsza podnosze wzrok napotykajac jego chipnotyzujace spojrzenie.
-Podoba mi sie to miejsce.-szepcze bez wyrazu wciaz patrzac w jego czekoladowe oczy.-Yhm...-marszcze brwi sposzczajac glowe.Nie moge pozwolic sobie na wiecej takich slabosci.Nie moge pozwolic mu kierowac moim umyslem.To nie dorzeczne! Przeciez nigdy tak nie mialam...Nigdy nie zatracalam sie w spojrzeniu chlopaka.
-Co do Gomez...-odsuwa sie lekko ode mnie i zdejmuje swoj plecak.Wyciaga z niego kosc a plecak kladzie gdzies obok.-Po czesci byla to tylko ustawka.-rozklada material a pozniej siada wygodnie usmiechajac sie w moja strone zachecajaco.-Usiadziesz?-pyta slodko.Skinam tylko glowa i wykonuje czynnosc.
-Po czesci?-podnosze pytajaco brwi obejmujac moje zgiete kolana dlonmi.
-Po czesci.-przytuakuje kladac sie na plecach z dlonmi pod karkiem.Patrzy w niebo jakby wszystko mu sie przypominalo.Nie przerywam tej ciszy.Nie chce ani nalegac ani popedzac.Przeciez mamy czas.-Gdy Scoot wymyslil to cale nasze umawianie sie bylem wsciekly.Nie chodzi o to ze nie lubilem Seleny.Byla mi obojetna.Kiedys sie poznalismy na jakiejs gali troche pogadalismy i na tym koniec.Jednak nie jestem z tych ktorzy toleruja wtracanie sie w zwiazki i bardziej prywatne sprawy.-zamyka oczy.-Bylo to dwa i pol roku temu.Wszedlem do studia,do wlasciwego pokoju znalazlem w nim mojego menagera,Gomez i jej menagera.Dyskutowali o czyms zawziecie a jak gdy ja zobaczylem moglem sie spodziewac co sie wydarzy.Rozmawialismy o tym przez pare dobrych godzin.Oczywiscie ja bylem przeciwny.-otwiera oczy spogladajac na mnie bezradnie.-Jednak musze sie sluchac Scooter'a.Wytlumaczyl mi iz to bedzie dobre dla mojej kariery jak i dla kariery Seleny.No ok.Niech bedzie.Nie za bardzo rozumialem czemu akurat ona...-ponowanie patrzy w niebo.-Po pol roku tego calego udawania mialem dosc.Wtedy internetem zawrzalo poniewaz wyszlem na impreze z Miley.-usmiechnal sie.-To byl wypad czystko przyjacielski.Nic wiecej.Oczywiscie gdy wrocilem dostalo mi sie nie tylko od Brown'a.Selenka tez miala do mnie wonty.Zachowywala sie tak jakbysmy faktycznie byli para.-zasmial sie.-Nie podnioslem na nia nawet glosu a ona naklamala swojemu menagerowi ze ja udarzylem.-wzruszyl ramionami.-Nie miala dowodow...Zadnych sladow ze nawet ja dotknalem.-zaciska szczeke.-Nic nie mogla zrobic.Wtedy zrozumialem ze chciala postawic mnie w zlym swietle.-w jego oczach moge zobaczyc ta cala zlosc.-Zrobilismy przerwe...Przez dwa miesiace.-wywraca oczmi.-Potem znow musielismy grac idealny zwiazek.Najsmieszniejsze jest to ze ja dawalem z siebie wszystko.Organizowalem te udawane randki,wypady i wakacje..Placilem za kazda jej zachcianke a ona po prostu...Jak by to powiedziec...
-Byla.-zagryzam warge.-Po prostu byla.-wzruszam ramionami.
-Dokladnie.-spoglada na mnie przelotnie.-Byla...Tak minal pierwszy rok.Na poczatku kwietnia zabralem ja na romantyczna kolacje a pozniej do wynajetego kina.Ogladalismy Tytanic'a.A ja...A ja wtedy cos do niej poczulem.Zauroczyla mnie.Mimo ze zachowywala sie karygodnie,pomiatala mna i wkorzystywala, cos do niej poczulem.Ukrywalem to przez nastepne trzy miesiace.Bylo mi ciezko ale moi kumple mnie potrzymywali na duchu.Pomagali mi zapomniec o uczuciu.
-To wtedy miales ten czas bycia dupkiem?-pytam powaznie a on sie usmiecha jednym koncikiem ust.
-Tak...To bylo wtedy.-skina glowa.-Prosilem ich o to.Zebym stal sie bez uczuc.Udalo im sie jednak to nie bylem ja...Nie potrafilem sie tak zachowywac.Ja taki nie jestem.Jestem dobrze wychowany poniewaz tego nauczyla mnie mama.-usmiechnal sie na samo wspomnienie o Pattie.-Gomez pierwsza wyznala ze rowzniez sie zaduzyla,jednak nie chciala zmieniac naszych relacji.Chciala tylko udawac.Wtedy dostalem cios ponizej pasa.Mialem nadzieje iz cos z tego bedzie.Staralem sie jeszcze bardziej a ona po jakims czasie postanowila dac nam szanse.Nasz prawdziwy zwiazek trwal kilka krotkich miesiecy...
-Dlaczego?-marszcze brwi nie zrozumiale.
-Zauroczenie pryslo.-usmiechnal sie.-Bylo mi dobrze w tym zwiazku...Bylo ciekawie ale czegos mi brakowalo.Nie potrafila wypelnic calkowicie mojego serca.Jeszcze przed zerwaniem poszedlem na meski wieczor z moja paczka.Gomez kazala mi nie odbierac od niej telefonow i w ogole sie z nia nie kontaktowac bo to ma byc moj i chlopakow czas.Zgodzilem sie.Wydzwaniala do mnie po tysiac razy a ja to olewalem.
-Tak jak kazala...-stwierdzam.
-Dokladnie.Po powrocie do domu zastalem ja z Swift.-wzniosi oczy ku gorze.-Jej od zawsze nie lubilem.-wzrusza ramionami.-Po prostu...-usmiecha sie.-Zaczely na mnie wrzeszczec,piszczec,wyzywac i szarpac.Wysluchalem ich grzecznie bez przerywania a potem podnioslem sie i zyczac im dobrej nocy, poszedlem do siebie.Ich zdaniem byl to brak szacunku.Moze maja racje...Nie wiem.Po prostu nie bylem trzezwy i nie chcialo mi sie z nimi gadac.Rano pojechalem na plan Seleny.Pogadalismy chwile na spokojnie a pozniej ona powiedziala ze ze mna zrywa poniewaz od dawna umawia sie z jakims tam fagasem z planu jej filmu.-znow zaciska mocno szczeke.-Czulem sie upokorzony.Jedna z rzeczy ktorych nie cierpie najbardziej to zdrada.Domyslalem sie ze kogos ma na boku jednak bylem nia tak oczarowny iz nie przyjmowalem do siebie tej wiadomosci.Chcialem wierzyc iz wszystko sie ulozy a moje przeczucia to tylko jakies urojenia.
-Co za suka...
-Tak na prawde ten gosciu z ktorym krecila poznala dzieki Taylor.-zerka na mnie jednym okiem a moja mina musi byc naprawde zdziwiona.Jestem w szoku!-Swift rozniez od zawsze palala do mnie nienawiscia dlatego chciala rozbic nasz zwiazek.Udalo jej sie a ja nie zaluje...-kreci glowa.-Skoro Selena przy pierwszej lepszej okazji mnie zdradzila to pewnie bez pomocy swojej psiapsuleczki tez by tak postapila.
-W sumie...-mowie z zamysleniem.-Co zrobiles po tym?
-Wyszedlem z planu...Pojechalem do studia dzowniac w drodze po Scoota i jej menagera.Zaczekalem chwile na nich na miejscu i nawet bez wchodzenia do srodka wywrzeszczalem to co sie stalo.-zasmial sie.-Mina tego goscia od Gomez byla naprawde rozwalajaca.-zaczyna sie smiac.-Mial oczy i usta szeroko otwarte tak ze az guma ktora zul wypadla na ziemie.-smieje sie leciutko krecac glowa.-Scoot nie byl jakos wielce zdziwiony.-wzrusza ramionami.-Sam stwierdzil iz ten kontrakt zostanie zerwany z winy Seleny.-usmiecha sie.-Pojechalem do niej ostatni raz na urodziny ktore odbyly sie trzy tygodnie po naszym zerwaniu.-usmiecha sie.-Kupilem jej czerwona roze i razem z Alfredo pojechalismy na miejsce.W pierwszej chwili nie chciano nas wposcic ale po wreczeniu lekkiego pliku kasy ochroniazowi,ten zrobil dla nas wyjatek.-kreci glowa.-Zaskakujace jak latwo udalo mi sie go przekupic.Mina mojej bylej gdy mnie zobaczyla byla bezcenna.-wybucha smiechem.-Wygladala jakby zobaczyla ducha.A w momencie kiedy ja wreczalem jej kwiatka z szelmowskim usmiechem ona wyplula pitego szmpana w twarz swojego towarzysza.
-Tego fagasa od Swift?
-Mhmm...-smieje sie.
-Zalosne.-wywracam oczami.
-Razem z moim kumplem wybuchnelismy smiechem i zostawiajac zszokowanych gosci,cali rozesmiani wyszlismy z imprezy.To bylo z mojej strony zamkniecie rozdzialu pod tytulem "Selena".-podnosi sie na rekach do pozycji siedzacej.-Musialem to zrobic...Po prostu musialem.-usmiecha sie.
-Chcialabym zobaczyc ta cala akcje na zywo.-usmiecham sie szeroko.
-Trzeba bylo wczesniej zainteresowac sie moja osoba.-rusza zabawnie brawiami a ja wznosze oczy ku niebu.
-Wszystkie pretesje trzeba do Scoota...-chichocze.-To on wczesniej nie zauwazyl ze sie opuszczasz w robicie.-wytykam mu jezyk i widzac jego powaznie znudzona mine podnosze sie natychmiast uciekajac na drogi koniec boiska.Cala rozesmiana spogladam za siebie i widze jak Justin mnie goni.
________________________________________________________
Ten rozdzial jest...Moim zdaniem do dupy :/
Po prostu mam cholernie duzo problemow prywatnych.Naprawde powaznych... I nie potrafie jakos sie ogarnac.Staralam sie napisac ten rozdzial jak najlepiej ale nie wiem czy mi jakos specjalnie wyszedl...
Dzisiaj specjalnie obudzilam sie o 6.00 by ogarnac lekcje i miec reszte dnia na pisanie rozdzialo! <3
Blagam was o mase komow ktore by mnie zmotywowaly.
Mam do was prosbe: napiszcie w komach jakis cytat lub pare cytatow ktore wam sie strasznie podobaja. Ok?? Mam nadzieje ze znajde naprawde duzo komow :*
Przypominam ze Anonimy moga komemntowac! Dlatego prosze was...Zostawcie po sobie nawet jakas buzke.
Kocham Was! <3
-Patrys

poniedziałek, 30 września 2013

Rozdzial 10

Rozdzial jest dedykowany: Sylwii Kielak ^^
Dzisiaj ta jakze wspaniala dziewczyna obchodzi urodziny!!!!!
Wiec z tej okazji chcialam jej zyczyc WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE! Aby spotkala Justina,by miala okazje spelnic swoje marzenie.Zycze jej tez wszystkieg czego tylko sobie zapragnie...Aby osiagala zawsze wyznaczone cele,by miala wene i chec to robienia czegokolwiek (np pisania bloga :p),by sie miala pozytywne podejscie do zycia.Zycze...po prostu wspanialego zycia i tego co sobie wymarzy!!
Sorki ale nie potrafie pisac ani skladac zyczen <bezradny>
Chcialam powiedziec tylko ze moje zyczenia sa zawsze prawdziwe mimo ze nie potrafie ubrac je w slowa...
Polecam rowniez jej wspanialego bloga: http://dontstopbelieving99.blogspot.it
Sama go czytam i sadze ze jest MEGA!
Jeszcze raz wszyskiego najlepszego,kochana!!! <3
Dziekuje Ci ze ze mna jestes i ciagle mnie wspierasz!
Kocham Cię <3
HAPPY B-DAY,SWEETHEART!!!
________________________________________________

Widze jak Justin wchodzi do kawiarni z wielkim bukietem niebieskich roz.Kolejna rzecz o ktorej juz nie pamietam: gdy dostaje kwiaty.Nie mam pojecia skat on wiedzial iz wlasnie ten kolor i rodzaj kwiatow jest moim ulubionym.Wzruszylo mnie to naprawde bardzo.Nie spodziewalam sie.Po krotkiej chwili roszam do srodka gdzie chlopak juz znajduje sie przy stoliku.Usmiecham sie na sama mysl iz te piekne kwiay sa dla mnie.
-Czesc.-szepcze niesmialo stajac za siedzacym piosenkarzem.Automatycznie sie podnosi i biorac bukiet w dlon usmiecha sie szeroko.
-Hej.-spoglada mi w oczy a pozniej na kwiaty.-To dla ciebie.-podaje mi bukiet przygryzajac lekko warge.
-Dziekuje,nie trzeba bylo...-zanurzam nos napawajac sie przeslicznym zapachem.-Piekne.
-Prosze, usiadz.-odsuwa mi krzeslo usmiechajac sie lekko.To strasznie slodkie.Sam siada na przeciwko i skinieniem reki wola kelnerke.Wysoka blondynka podchodzi do nas z naprawde nieszczerym usmiechem.Wkurzaja mnie tacy ludzie.No bo jak juz nie maja checi sie usmiechac to niech przynajmniej tego nie robia.Wiem,wiem ze tego wymaga ich robota no ale kurde przeciez kazdy ma gorsze dni.
-W czym moge pomoc?-pyta spogladajac w notesik a po chwili na mnie.-O Boze...-upuszcza to co trzymala obecnie w rece.-Ty...Ty jestes...Cher Lloyd.-zakrywa usta usmiechajac sie szeroko.
-Hej.-widzac jej lzy w oczach usmiecham sie slodko.
-Jestes wspaniala.Uwielbiam cie,twoj styl bycia,ubierania sie.To jak tanczysz to jaka jestes...-zaczyna mowic jak robot a ja chichoczac lekko wstaje.
-Spokojnie,spokojnie.-klade jej rece na ramionach.Zerkam jednym okiem na Justina ktory ma szeroko otwarta buzie.-Musisz byc tu nowa,prawda?-kiwa na 'tak' glowa caly czas zakrywajac usta.-Tak myslalam...Dosc czesto tu bywam i nigdy cie nie widzialam.-posylam jej kolejny usmiech.
-Moge cie przytulic?-pyta szeptem.
-Oczywiscie.-roskladam entusjastycznie rece.Dziewczyna od razu wtula sie we mnie ciagle szlochajac.Uwielbiam to uczucie gdy ludze ktorzy mnie lubia tak przezywaja spotkanie ze mna.To cos magicznego.Uczucie ktorego po prostu nie da sie opisac.-Moze chcesz zrobic sobie ze mna zdjecie??
-Pewnie!-wyciaga telefon z kieszonki jej jeansow.Ja rowniez wyciagam swoj i podaje nadal zdumionemu Bieberowi.
-Zrobisz?-pytam rozbawiona machajac mu przed oczami uzadzeniem.
-Co?-marszycz brwi.-Ah tak...-nadal chichoczac wracam do kelnerki.Chlopak cyka fotke gdy caluje dziewczyne w policzek.Po chwili robi podobne zdjecie moim telefonem.Gdy juz ma siadac blondynka usmiecha sie w jego strone niesmialo.
-A z toba tez bym mogla miec fotke?-przygryza warge a na ustach piosenkarza maluje sie ogromny usmiech.
-Z przyjamnoscia.-mruga jej okiem i zajmuje moje miejsce.Tym razem ja robie za fotografa i usmiechajac sie do siebie robie zdjecia.
-Dziekuje wam...-usmiecha sie szeroko gdy juz siedzimy.-Nie uklada mi sie ostatnio w ogole a spotkac swoich idoli to naprawde piekna chwila.-patrzy to na mnie to na Justina.
-Moze chcialabys...-chlopak wyciaga z kieszeni dwa bilety na jego koncert,wejsciowki na M&G oraz te za kulisy.Podaje jej patrzac pytajaco.
-O Boze...-jej oczy az blyszcza.-Dziekuje.Dziekuje.Dziekuje!-rzuca mu sie na szyje calujac w policzek.Ja wciaz sie usmiecham patrzac na ta radosc jaka od niej emanuje.Odsowajac sie juz od piosenkarza wciaz podskakuje wpatrujac sie w bilety.
-A teraz...Juz ochlon.-Jus smieje sie lekko pod nosem a ja mierze go zimnym wzrokiem krecac glowa.
-Masz racje...-kiwa glowa.-Moge przyjac wasze zamowienie?-na jej ustach ciagle jest ten piekny,szeroki usmiech.
-Wiec...Ja poprosze maxi cappuccino z podwojna bita smietana,spora iloscia curku i trzeba kostkami gorzkiej czekolady.-recytuje swoj ulubiony napuj a Bieber patrzy sie na mnie dziwnie.-Co?-pytam.
-I ty to wypijesz??-marszy brwi.-Duza ilosc cukru i trzy kostki gorzkiej czekolady?Serio??Przeciez jaki w tym sens?-wzruszam tylko ramionami.
-Czy wszystko musi miec jakis sens?-unosze brwi pytajaco.
-To trzeba przedyskotowac.Ja poprosze duza cole z dwoma plasterkami cytryny posypanymi cukrem.-ahaaaa...Czyli ze niby moje zamowienie nie ma sensu ale jego cytryna z cukrem jest ok? Widzac moj wymowny wzrok spoglada pytajaco.
-Cytryna z cukrem do colia?? Serio? Jaki w tym sens?-wytykam mu jezyk smiejac sie.
-Cos do jedzenia?-pyta blondynka.
-Ja dziekuje.
-Ja rowniez...-Jus posyla jej zniewalajacy usmiech.-A i prosimy na wynos.-dodaje gdy dziewczyna juz powoli odchodzi kiwajac glowa.
-Na wynos?-pytam zdziwona.
-No przeciez mowilem ze mam plany co do naszego popoludnia?-usmiecha sie szeroko opierajac na rekach.
-Mhmmm...-kiwam glowa.-W takim razie co to za plany?-pochylam sie lekko w jego strone rowniez obierajac sie na skrzyzowanych rekach.
-Niespodzianka.-zerka na moje usta a pozniej znow w oczy.Jego czekoladowe teczowki sa tak bardzo chipnotyzujace iz przysiegam ze moglabym patrzec w nie bez przerwy.
-Oto wasze zamowienie.-chwile ciszy miedzy nami przerywa ta sama kelnerka.Odsuwamy sie od siebie automatycznie spogladajac w jej strone.
-Dziekujemy.Ile place?-pyta Bieber podajac mi moj przysmak.
-Ja place...-chce juz wyjac portwel kiedy chlopak wciska dziewczynie banknot 100 dolarowy.-Justiiiin...-jecze krecac glowa.
-Ale to za duzo.-dziewczyna wytrzesza oczy.
-Reszta dla ciebie.-usmiecha sie szeroko w jej strone biorac swoja cole i wyciaga w moja strone reke podnoszac sie do pozycji pionowej.-Milo bylo cie poznac.-puszcza jej oczko calujac w policzek.
-Was rowniez...-usmiecha sie naprawde szeroko.
-Tak masz sie usmiechac zawsze.-przytulam ja lekko.-Milego dnia!-krzycze gdy wychodzimy z kawiarni.
-A teraz cie porywam.-Bieber szczerzy sie lobuzersko gdy juz oboje siedzimy w aucie.Wyjezdza z parkingu z piskiem opon i kieruje sie w strone autostrady.
-Gdzie my jedziemy??-pytam patrzac przez okno.
-A co boisz sie?-zerka w moja strone.
-Nieee...-wybucham smiechem.
-A powinnas.-wytyka w moja strone jezyk a ja wywracam teatralnie oczami.
-Zabawny jestes.-zamykam na chwile oczy i opieram glowe o zaglowek.Staram sie odprezyc jednak nadmiar stresu w ostatnich czasach nie bardzo mi na to pozwala.W aucie przez jakis czas panuje cisza.Ale nie ta niezreczna.Wrecz przeciwnie! Jest milo...A ja po raz pierwszy od naprawde bardzo dlugiego czasu czuje sie bezpiecznie przy chlopaku ktory nie jest Chris'em...Tak...Tylko moj przyjaciel wywoluje u mnie takie uczucie.Po prostu nikt inny tego nie potrafi.Nawet Michaeal.
-Nad czym tak myslisz?-pyta szeptem.
-Czemu szepczesz?-smieje sie tym samym tonem.-Po prostu zastanawiam sie jak to jest...Jak to jest czuc sie bezpiecznie.-mowie normalnym glosem jednak jest on dosc przygnebiony.
-Nie bardzo rozumiem.-marszyczy brwi zerkajac na mnie pytajaco.-Przeciez masz chlopaka to powinnas czuc sie przy nim najbezpieczniej.
-Nie chce o tym rozmawiac...-krece glowa i odwracam ja szybko w strone szyby tak by nie zauwazyl naplywajacych to moich oczy lez.Na moje szczescie chlopak zostawia temat w spokoju.
-A opowiesz mi cos o sobie?-pyta zaciekowiony a ja natychmiast odwracam glowe w jego strone.Moje oczy sa wielkie i lekko przestraszone.Coz...Jestem z tych osob ktore nie za bardzo lubia zwierzac sie i trzeba sie niezle postarac aby cos z nich wyciagnac.-Powiedzialem cos nie tak?-pyta zaskoczony.
-Nie...Po prostu...-opadam lekko na fotel.-Ja nie za duzo mowie o sobie.-mowie smutno.-Nie zwierzam sie nikomu po za Chris'em.
-Czyli nie ma szans zebys sie przede mna otowrzyla?-pyta a ja wybuchem smiechem.
-Przepraszam to zabawnie zabrzmialo.-zakrywam usta jak mam w zwyczaju robic zawsze gdy sie smieje.Nie cierpie swojego usmiechu dlatego nie zdarza sie bym go nie zaslaniala.-Wiec...Jakas szansa zawsze jest...Ale wzynaje zasade iz na nadzieje i szanse oraz zaufanie trzeba zapracowac.-wzruszam ramionami spogladajac smutno w swoje dlonie.
-Rozchmurz sie juz.-lapie moja dlon usmiechajac sie cieplo w moja strone.-Nie zabralem cie z domu bys mi sie tu smucila.To ma byc przyjamnosc.-stwierdza splatajac nasze place.Wciaz patrze na nasze dlonie jednak teraz usmiechajac sie leciutko.-Jaki sport lubisz?-pyta caly czas patrzac na jezdnie.
-Hmmm...To ze kocham tanczyc wiesz...-chichocze.-Jak bylam jeszcze mala gralam zawsze w nozna i koszykowke.-wzruszam lekko ramionami.=Grywalam tez w siatkowke ale nie za bardzo ja lubilam.
-Noga i kosz...Dziewczyna...Wow...
-Ahahaha...Co w tym takiego dziwnego?
-No raczej nie spotyka sie tak ladnej dziewczyny ktora lubilaby biegac za pilka.-usmiecha sie szeroko.
-Ja od zawsze bylam chlopczyca.-wytykam mu jezyk.
-Serio??-unosi zdziowny brwi.
-No...-kiwam glowa.-Nie widac?-chichocze.
-Zawsze widze cie w szpilkach albo jakis innych obcasach...Nawet do dresow zakladasz trampki na klinie...Chyba ze sa treningi.To wtedy masz normalne.Wiec prosze cie nie dziw mi sie iz mnie zaskoczylas.-wytyka mi rozmawiony jezyk.
-Widze ze mi sie przyjzales.
-No a jak.-rosza zabawnie brwiami.-Trzeba wiedziec z kim sie pracuje.
-Jakos pierwszego dnia gdy mielismy podpisac umowe takich pogladow nie wyznawales.-mowie znudzona przypominajac sobie scene jaka odstawil.
-Szczerze? Nie chcialo mi sie wiedziec nic na twoj temat.Mialem cie za mala,rozpieszczona,jedzowata i zarozumiala suke ktora ma wszystkich w dupie i ma nie widomo jak wielkie mniemanie o sobie.-to co powiedzial wywoluje u mnie szok.Otwieram szeroko oczy i usta puszczajac jego dlon.Od zawsze nie cierpie oceniania gdy ktos mnie nie zna.A zdanie jakie sobie o mnie wyrobil bylo po prostu oburzajace! Wkurzylam sie.Od razu odrzucam jego reke krzyzujac swoje na zebrach.-Foszek?-pyta rozbawiony.Najwidoczniej w ogole nie rosza go to co walsnie powiedziel.
________________________________________________
Ja wciaz was przepraszam ze nie dodaje ale mam cholerny zapieprz! Wyobrazcie sobie ze ucze sie na okraglo...Naprawde juz nie wyrabiam i mam taki zjebany plan lekcji ze szok...Mimo ze zawsze wychodze o 14.10 to i tak dni sa masakryczne... :c
No i jeszcze jest ten przeklety chlopak :/
Ugh...Nikomu nie polecam zakochiwania sie w chlopaku z klasy! Chyba ze jestescie pewne ze ten chlopak cos do was czuje...
w moim przypadku robi mi tylko cholerna nadzieje ;c
No nic...Koniec o mnie.
Jeszcze raz zycze kochanej Sylwii WSZYSTKIEGO NAJ NAJ NAJLEPSZEGO! <3
A co u was?? Jak wam mija szkola i ogolnie zycie?? :*
Kocham Was!!
-Patrys

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdzial 9

Nagle przerywam i energicznie podnosze sie do pozycji siedzacej.Krece glowa i chowam twarz w dolonie.Usiwadamiam sobie ze wlasnie bym wyjawnila moj najskrytrzy sekret.
-Cher?-dziewczyna nie pewnie kladzie reke na moim ramieniu a ja szybko zeskakuje z lozka.
-Przepraszam...Nie stac mnie na to...Nie jestem jeszcze gotowa.-zaczynam szybko mowic lekko szlochajac.Dopiero teraz zauwazam ze ciagle placze.
-Usiadz.-Miley poklepuje miejsce obok siebie usmiechajac sie zachecajaco.Podchodze i robie to co chciala a pozniej patrze przed siebie.-Nie wymagam od ciebie skarbie zebys powiedziala.-patrzy na mnie z taka troska co mnie przyprawia o nastepny wybuch placzu.-Pamietaj ze jestem do twojej dyspozycji w kazdej chwili.-przytula mnie mocno do siebie a ja wtulajac sie w nia wycieram dlonia lzy.Reszte nocy spedzamy na wspominaniu i cialgym rozsmieszaniu sie.
-Miley!Miley wstawaj!-krzycze przyjaciolce do ucha widzac na telefonie godzine 9.00.
-Ugh...-ta popchycha mnie reka tak ze laduje na podlodze.
-Alaaaa!!-smieje sie glosne i spogladajac w gore widze Cyrus podpierajaca sie o lozko.-Ty dupo! Jak moglas mnie zwalic!-podnosze sie lapiac za bolacy tylek i z udawanym fochem ide do garderoby.
-To za budzenie mnie o....O 9.00?! Co?!-slysze jej pisk i od razu sie smieje.
-No co?? Idziemy na zakupy!-smieje sie glosno wybierajac jakis stroj.
-Ale o 9.00?! Pojebalo cie?!-wchodze z powrotem do pokoju i widze dziewczyne naciagajaca na siebie koldre.
-No Mileyyyyy...-jecze opuszczajac bezradnie rece.-Ploooosieeee...-robie podkowke sciagajac z niej powoli nakrycie.
-Jest 9.00...-jeczy nie zadowolona.-Co ty o tak wczesnej poze chcesz robic?? Nie mozemy isc na przyklad o 15?-spoglada na mnie spod zmrozonych oczu.
-No ale ja jestem juz umowiona.-mowie obojetnie i odwracam sie w strone lazienki.
-No taaaak...Taaak... Z Bieber'kiem.-smieje sie zucajac we mnie poduszka a ja krece glowa i znikam za drzwiami.Ogarniam szybko swoj stan a poniej nazucam jakies ciuszki.Nie potrzebuje duzo czasu poniewaz to tylko zakupy.Nie mam ochoty sie stroic.Naciagam ulubiona bielizne a pozniej jakies luzne niebieskie spodnie z opuszczonym stanem.Do tego ubieram zwiewna biala koszule ktorej czesc przednia wciagam luzno w pasek spodni.Na nogi zakladam szare Supry komponujace ladnie z torba ktora zazucam na ramie.
-Ja jestem gotowa.-wychodze z lazienki zakladajac na nos swoje ukochane okulary pilotki.
-Ja rowniez.-Miley szczerzy sie szeroko okrecajac kilka razy.
-Wow.-moja mina musi byc teraz bezcenna.-Wygladasz...Wowwww...-podpieram sie jedna reka za bok.-Ty idziesz ze mna na szybkie zakupy czy na jakas gale,hmmmm??
-Cos ty!-macha reka siegajac bo swoj telefon.-Na gale wygladalabym o niebo lepiej.-chichocze ciagnac mnie za reke w strone drzwi.
-Michalel!-krzecze z kuchni jednak nic.-Kochanie?!
-Tak?-Tyga wylania sie zza drzwi pokoju goscinnego.Caly czas czuje zimno bijece z jego strony.Posyla Miley sztuczny usmiech i nawet na mnie nie spojrzy.
-My jedziemy na zakupy a pozniej musze zalatwic cos na miescie.-kiwam glowa nalewajac sobie do duzego,plastikowego kubka goracej kawy.
-O ktorej wrocisz??-syczy pod nosem a ja biorac swoj napoj skinam w strone kolezanki by szla za mna.
-Nie wiem...-wzruszam ramionami.-Moze po 20.00...Moze pozniej...-mrucze pod nosem i zbiegam na dol.-Pa!-nie slyszac odpowiedzi zamykam za nami drzwi i odwracam sie w strone Cyrus.-Lap.-rzucam jej kluczyki do Jeep'a usmiechajac sie szeroko.
-Mam prowadzic samochod Chris'a?!?!-piszczy odrzucajac mi przedmiot.-Nie!
-No Miley....-jecze ponownie zucajac w jej strone sprzecik.-Przeciez ja nie mam prawka..-marudze pod nosem.-Mimo ze potrafie prowadzic to nie moge.-wytykam jej jezyk i rzucam torbe na tylnie siedzenia a sama podciagam sie na rekach zwinnie wskakuje do auta.-No dalej!-krzycze uderzajac kilka razy w auto.
-Maruda...-przyjacilka robi to samo co ja i po chwli juz jedziemy w strone jakiegos pierwszego lepszego centrum handlowego.-A po co ty w ogole chcesz na te zakupy??-pyta gdy wjezdzamy juz na parking.
-Nie wiem...-smieje sie siegajac torbe.-Chce jakis stroj na dzis.-wzruszam ramionami.
-Chcesz sie odstawic na ta kawke z Justinem!-mowi oskarzycielsko a ja wyskakuje z auta gdy ona wyciaga kluczyki.
-Glupia ty.-krece glowa i przystaje na chwile wyciagajac z torebki dzwoniacy telefon.Widzac ze dzoni Justin spogladam rozbawiona na Miley ktora w jednej chwili staje obok mnie.
-No odbierz.Odbierz.-smieje sie wciskajac guzik od windy.Zawsze gdy jestemy na zakupach wybieramy parking podziemy poniewaz pozniej od razu mozna przejsc do ulubionych sklepow.
-Tak slucham?-usmiecham sie do siebie i patrze na Cyrus.
-Heeej piekna.-mimowolnie przygryzam warge co nie unika uwadze Miley.
-No heeej...Czemu dzownisz??
-Chodzi o to ze mam pewien pomysl na nasze popoludnie.
-Mmmm...A jakie masz plany?
-Niespodzianka.-smieje sie a ja wywracam oczami.Wchodzimy do windy i od razu wciskam przycisk z cyferka 3.To wlasnie na tym pietrze sa najelepsze sklepy.-Dzwonie zeby ci powiedziec ze masz wziac jakies wygpodne buty.
-Coo??-marszcze brwi.-Szpilki nie wchodza w gre??
-Pojedziemy w jedno miejsce gdzie w szpilkach nie bedzie ci zbyt wygodnie.
-Ugh...A na klinach?-pytam na nadzieja.
-Jesli dasz rade.-smieje sie.
-Dobra...-krece glowa.-Dam sobie rade.-chichocze slodko.
-To widzimy sie o 15.00.
-Tak jak ustalalismy...-usmiecham sie lapiac jedna reka za lokiec.-Pa Justin...
-Do zobaczenia piekna.-rozlaczam rozmowe i chowam telefon do torebki.
-Ahhh...Jacy wy jestescie slodcy.-Miley klaszcze w rece a ja wybucham smiechem.
-Tobie na serio na mozg jeblo...-krece glowa i ciagne ja w strone jednego z sklepow.
-No ale to troche takie romantyczne.-stwierdza.-Ty masz chlopaka,spotykacie sie po kryjomu,on organizuje niespodzianke...No przeciez to takie wspaniale!-krzyczy a oczy wszystkich osob kieruja sie w nasza strone.
-Przepraszam za nia.-usmiecham sie slodko skinajac w strone Miley.-Jest po prostu szczesliwa.-chichocze krecac glowa.Jakies dwie staruszki,widac ze nadziane,zaczely patrzec na nas krzywo i szeptac cos sobie na ucho.Olewam to i siegam po kilka kiecek ktore od razu wpadly mi w oko.-Ty cos kupujesz?-pytam Cyrus ktora zamiast wybierac ciuchy siedzi na sofie przed przebieralnia i czeka az wyjde.
-Nieee...-kreci glowa.-Dzis sobie daruje.
-I jak?-pierwsza sukienka byla koloru ciemnej czekolady,dluga do kostek i marszczona pod biustem,bez ramioczek.
-Next.-chichocze wracajac z powrotem do przymierzalni.Po zalozeniu chyba z 10 sukienek nie zdecydowalam sie na zadna.
-To ja juz nie wiem.-wyrzucam rece w powietrze krecac bezradnie glowa.
-A moze ubierzes spodniczke i jakis top?-proponuje moja towarzyszka usmiechajac sie szeroko.
-Podooooba mi sie ten pomysl...-Po jakis 4 godzinach,z pelnymi nareczami toreb wychodzimy z centrum cale rozesmiane i zadowolone.Wzycamy reklamowki na tyl auta i szybko same wskakujemy do srodka.Szczerze to jestem cholernie podekscytowana.Mam dosc ciaglego towarzystwa kumpli Michael'a...Ciagle chlanie,cpanie i jaranie...
-Jestesmy!-krzyczy Miley widzac ze ja nie jestem w humorze na odzywanie sie do mojego chlopaka.
-Spoko!-nawet nie pofatyguje sie by zejsc i przywitac sie z nami.Nie wazne...Krece bezradnie glowa i kieruje sie do swojego pokoju.
-Mam ochote na cos uroczego.-chichocze wyrzucajac wszystkie ciuchy z toreb na lozko.
-Zalezy ci naprawde az tak bardzo na tym Bieber'ze ze mosisz sie stroic??-Cyrus rzuca sie obok na lozku patrzac na mnie wymownie.
-Co?! Nieeee...-krece glowa.
-Chcesz zeby sie toba zachwycal...Mhmmmm....-kiwa glowa wydymajac usta.
-Jestes niemozliwa!-wywracam oczami.-Ughh...
-To ubierz sie nie zaleznie.Tak zeby nie pokazac iz naprawde ci zalezy.
-Ja mam chlopaka!
-Nie dlugo...-kreci glowa.-Od kiedy jest miedzy wami taka sytuacja,co?-kiwa na drzwi a z moich ust automatycznie znika usmiech.-Przeciez wiesz ze to nie jest normalna relacja...
-To ja w takim razie ide sie juz przebrac...-zgarniam pierwsze lepsze ciuchy i szybko znikam w lazience.-Chcesz to pogrzeb mi w szafie,szufladach lub laptopie! Rob co chesz...-smieje sie odkrecajac ciepla wode.Podrzebuje odprezajacej kapieli...Po prostu potrzebuje.Gdy wanna wypenia sie goraca ciecza.Zanurzamsie cala az po sam czubek nosa.Nurkuje przez pare minut a pozniej otwieram oczy i wynurzam twarz.Moj telefon znow zaczyna dzownic a ja wywracam oczami.Nawet chwili spokoju...Wzdycham i wyciagam reke by wziac urzadzenie.
-Whatsapp!-Bieber...
-Bedziesz dzonil co chwila?-smieje sie pod nosem.
-Mooooozeeee...-jego glos jest tak przyjemnie zachrypniety.-Co porabiasz?
-Leze w wannie pelnej goracej wody.-specjalnie nie sklamalam.Juz od dluzszego czasu nie bylam adorowana przez chlopaka.Tyga? Nieee....On raczej widzi mnie tylko jako zabawke.Czemu z nim jestem? Bo myslalam ze go kocham...Naprawde staralam sie przekonac to tej mysli...
-Kusisz...-wymruczal do sluchawki co wywolalo u mnie zagryzienie wargi.-Moze spotkamy sie za godzine??
-O 15.00 to o 15.00.-smieje sie pod nosem zanuzajac i wynurzajac reke.
-Nie mam szans zeby cie przekonac?
-Nie.-znow slodko chichocze.
-To w takim razie przypominam tylko zebys wziela wygodne buty.
-Tak,tak...MAMO.
-Policze sie z toba za to jak sie zobaczymy.
-Juz sie trzese Biebsie.-krece glowa.-Widzimy sie za poltorej godziny.-nie czekajac na slowa pozegnania rozlaczam rozmowe i klade uzadzenie obok wanny.Dokladnie myje swoje cialo i wlosy a pozniej wychodze okrywajac sie recznikiem.Kolejne czynnosci wykonuje w szybkim tepie poniewaz zostaje mi tylko 40 minut.Droga do kawiarni zajmie mi jakies 15...Do 20...Wiec w sumie nie mam za duzo czasu aby sie umalowac i dopracowac szczegoly.Ubrana wychodze z lazienki i zastaje siedzaca na lozku Miley ktora zawziecie cos szuka w laptopie.-Dosc nie zaleznie?-okrecam sie raz podnoszac rece.
-Wygladasz bosko.-przesyla mi buziaka w powietrzu zamykajac urzadzenie.-Siadaj...Zabawie sie w makijazystke.-zaciera rece szczerzac sie szeroko a ja poslusznie siadam na obrotowym krzesle przed toaletka w mojej garderobie.W niecale 10 minut jestem juz gotowa.Zegnam sie z przyjaciolka i zbiegam na dol.Nie chce zegnac sie z Michael'em.Nie mam na to w ogole ochoty.Bardzo mozliwe jest tez to ze go nie ma w domu.Kto to wie?Wcale nawet nie chce go widzec na oczy.Maszeruje zwawo w strone kawiarni i gdy jestem juz na miejscu az staje w bezruchu.To co widze przyprawia mnie o lzy...
_____________________________________________

Znowu was STRASZNIE przepraszam... Musialam sie uczyc poniewaz zglosilam sie z paru przedmiotow by zalapac ocen...Pozniej zrobilo mi sie masa problemow poniewaz moj przyjaciel jest w spiaczce...Sami rozumiecie...Czesto teraz przebywam w szpitalu :c...
Ten rozdzial mi sie w ogole nie podoba ale musi taki byc...Postaram sie dodac jak najszybciej! Obiecuje ze zrobie co w mojej mocy <3
Kocham was i mam nadzieje ze nie bedziecie na mnie zli iz ostatnio zadziej dodaje :c
-Patrys

sobota, 14 września 2013

Rozdzial 8

-Jak ci sie podobal wystep Miley?-pyta rozesmiany chlopak patrzac w moja strone.
-Wiesz...-usmiecham sie szerzej.-Twerk jest od zawsze ciekawym tancem.-smieje sie.-No zobacz...-odwracam sie do niego tylem i uginajac nogi w kolanach krece tylkiem.Lekko sie schylam dotykajac dlonmi podlogi a pozniej podksakuje londujac zgramnie znow na ugietych lekko nogach.Wszyscy bija mi brawo i gwizdza.Mina chlopak jest bezcenna.Ma szeroko otwarte oczy i usta.Nasze ciala przed chwila dzieliko kilka malych centymetrow, teraz jednak zwiekszylam ta odleglosc.
-Wow...-wyjekuje zdziwiony a ja sie smieje.
-Przepraszam za mojego towrzysza.-klade mu reke na ramieniu wciaz sie smiejac.-Lekko sie hmmm...Roproszyl.-smieje sie szeroko.-A wy lubicie ten rodzaj tanca?!-smieje sie glosno.Na sali slychac glosne "Yeah!''.-Powtorki nie bede robic.-nadal sie smieje.-Nie potrafie tak dobrze trzasc tylkiem.
-Ze jak?-w tym momencie Justin sie budzi.-Jeszcze tak dobrego twerkingu nie widzialem.-kreci glowa.
-Dobra dobra juz nie przesadzaj.-wywracam oczami smiejac sie.
-Najlepsza artystka roku...Hmm...Jaka ona powinna byc?-spoglada w moja strone.Pozwalamy sobie na takie pogawedki poniewaz tak nam kazano.Przeciagnac troszke jeszcze ta gale.
-Utalentowana.-wyliczam na palacach.-Pracowita.Zdolna...Hmm...-mysle dalej.
-Powinna dobrze tanczyc twerka.-smieje sie moj towrzysz.
-Faceci...-krece glowa.-A nominowne w tej kateogori sa...-zaczynam.-Miley Curys!
-Ooo...Ona twerka to pofrafi tanczyc.-slysze komentarz Biebsa i mimowolnie sie smieje leciutko.
-Nicki Minaj!-krzycze nastepne nazwisko.
-Coz...Minaj tanczy naprawde doooobrze.-porusza zabawnie brwiami a ja krece glowa.
-Rihanna!
-O RiRi tez jest dobra.
-Jessie J!!
-JJ...Oooo ona tez potrafi potrzac tyleczkiem.
-I Rita Ora!!-usmiecham sie szeroko.
-Ej! Rity twerkingu nie widzialem!-mowi oburzony.
-A to moja wina?-pytam ironicznie.
-Umowmy sie tak.-juz jestem ciekawa tego 'wspanialego' pomyslu pana Biebera.-Kobieta ktora zgarnie statuletke bedzie musiala zatanczyc z toba twerka.Ok?
-Przepraszam cie bardzo.-podpieram sie reka na biodrze.-Czemu ja mam znow krecic tylkiem?
-Poniewaaaaz...Yyy...-na sali slychac smiech chyba kazdej osoby wlacznie ze mna.
-No wlasnie Bieber.-rozczochruje mu wlosy.-Nie popatrzysz sobie.-wytyka mu jezyk.-Lepiej juz nie gadaj tyle tylko rob wstep.-szczerze sie slodko.
-Nagrode najlepszej,najwspanialszej i najukochanszej artystki roku zgarniaaaaa....-otwieram szybko koperte a Justin staje obok mnie tak ze ramieniem dotykam jego klaty.
-Nicki Minaj!!!!!-krzyczymy oboje a w tle slychac 'Freaks' Nicki z French Montana.Bujamy sie z chlopakiem w rytm szalonej muzyki i czekamy az Minaj do nas dotrze.Gdy wchodzi na scene wpadamy sobie w ramiona smiejac sie glosno.Pozniej przytula Biebera odbierajac od niego statuetke.Podaje jej mikrofon a ona nadal chichocze.
-Dziekuje wszystkim! Moim fanom,przyjaciolom,rodzinie,wytowrni,menagerowi...Dziekuje wam wszystkim!-krzyczy usmiechajac sie szeroko a na sali slychac glosne brawa.-To co Cher?-odwraca sie w moja strone.-Twerk?-wybucham smiechem i podchodze do niej.Obie uginamy lekko nogi i krecimy tylkami jak najlepiej.Jednak nie porownuje sie do niej.Z jej kragla pupa to ja nie moje sie rownac.Obydwie swietnie sie bawimy robiac rozne pozy i figury a widownia jest w szoku.Po chwili na scene wskakuje Miley i rozesmiana przylacza sie do nas.Smiechu co nie miara a nam az szkoda schodzic ze sceny.
-Dobranoc wszyskim!!-krzycze machajac zdumionym ludziom i we czworke schodzimy ze sceny.To jest naprawde epicka gala!Wchodzimy za kulisy i nadal smiejemy sie jak banda debili.Wracamy na swoje miejsca i zegnamy sie z Minaj jeszcze raz gratulujac jej wygranej.Odwracamy sie razem z Miley w strone Justina i krecimy rozbawione glowami.Wciaz nie mozemy opanowac sie po akcji na scenie.-No to sie zegamy.-usmiecham sie do niego a on odwzajemnia gest jednak w jego oczach widze lekkie zawiedzenie.
-Paaa Justin.-Cyrus przytula chlopaka a on od razu to odwzajemnia.-Jeszcze raz gratuluje.
-Wzajemnie.-puszcza jej oczko.-Mam nadzieje ze do szybkiego zobaczenia.-posyla jej kolejny usmiech.
-Zaczekam w samochodzie.-lapie mnie lekko za przed ramie spogladajac w moje oczy.Kiwam od razu glowa usmiechajac sie blado.Sama nie wiem czemu u mnie taka nagla zmiana humoru.Moze dlatego iz wiem ze w domu jest wsciekly Michael ktory ogladal cala gale.Przyjaciolka odchodzi usmiechajac sie szeroko
-No to do zobaczenia w studiu.-przenosze wzrok na jego twarz.
-Jutro nie ma proby,prawda?
-Nieee...-krece glowa.-Dzien wolnego.-wzruszam ramionami.
-To moze umuwimy sie na kawe?-pyta sposzczajac glowa.Usmiecham sie leciutko a w duchu jestem nawet zaskoczona jego propozycja.
-Pewnie...Czemu nie.-wzruszam ramionami jakby wszystko bylo mi jedno jednak ciesze sie iz bede mogla wyrwac sie z domu.Nawet jesli bede musiala zrobic to po kryjomu przed moim chlopakiem.
-Naprawde?-Justin unosi zdziwiony wzrok.
-No opowiesz mi co sie stalo miedzy toba a Gomez.-wytykam mu zabawnie jezyk.-Obiecales.
-Tak...Tak,wiem.-marudzi pod nosem.-To o 15.00?
-Mi pasuje.
-Przyjade po ciebie.-usmiecha sie a ja przestraszona otwieram oczy.
-Nie.-mowie machinalnie.-Spotkajmy sie juz na miejscu.-marszcze brwi.
-Yyy...Jak wolisz.-widze ze chlopak nie bardzo wiedzial o co chodzi.
-Spotkajmy sie w kawiarni 'Intelligentsia Caffee".-usmiecham sie slodko.
-To ta na Abbot Kinney Boulevard?
-Mhmm...-kiwam glowa.-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.-szybko caluje mnie w policzek co wywoluje u mnie slodki usmiech.
-No to paa...-mowie machajac mu lekko i nie pewnie reka.Odchodze do drzwi a gdy lekko odwracam glowe widze iz chlopak ciagle stoi w tym samym miejscu.Odprowadza mnie wzrokiem caly czas zadziornie sie usmiechajac.Mimowolnie przygryzam warge i szybko wychodze z budynku.Jadac do domu trwa cisza.Miley widzi ze nie za bardzo chce rozmawiac o tym co bylo na gali.Jestem pewna ze ona rowniez wyczula to napiecie miedzy mna a Bieberem.Siedze patrzac przez okno a w mojej glowie wciaz mam obrazek Justina.Kazdy moment z dzisiejszej uroczystosci.Kazdy usmiech,spojrzenie,slowo...
-Jestesmy...-mowi szofer otwierajac nam drzwi.Zgrabnie i szbko wyskakujemy przed moim domem.
-Wrocilam!-krzycze otwierajac drzwi i od razu tego zaluje.-Ehm...Wrocilysmy!-szybko sie poprawiam bo juz sobie wyobrazam jak Michael po raz kolejny sie na mnie drze.Szczerze? To boje sie zostac teraz z nim sama w domu po tym jak widzial co sie dzialo. Przeciez za tego twerka przed Justinem bedzie mnie wyzywal od dziwek i nie wiadomo czego jeszcze.
-Co jest?-Cyrus pyta mnie zauwazajac moje zaszkolne oczy i przerazenie wymalowane na twarzy.W tym momencie Tyga zbiega po schodach z wsciekla mina lecz gdy widzi moja towarzyszke od razu zmienia wyraz twarzy.
-Miley!-usmiecha sie do niej serdecznie.
-Czesc Michael...-rowniez usmiecha sie szeroko jednak doskonale wiem ze ten usmiech nie jest w ogole szczery.
-Hej kochanie.-chlopak po usciskaniu naszego goscia wita sie ze mna buziakiem...Tak bardzo agresywnym i lapczywym iz moge sie tylko spodziewac ze to bedzie wojna po wyjsciu dziewczyny z mojego domu.
-Hej...-szepcze lekko przerazona.Glos mi drzy wiec od razu udaje kaszel.Boje sie co kolwiek powiedziec widzac wzrok mojego chlopaka.Miley rowniez patrzy na niego nie pewnie a pozniej zerka na mnie.-My pojdziemy sie juz przebrac.-lapie szybko dziewczyne za reke ciagnac ja w strone schodow.-Dzisiaj spisz w goscinnym,dobrze?-pytam nie pewnie gdy juz jestesmy na schodach prowadzacych do mojego pokoju.Nie slysze niestety odpowiedzi ale juz mam wizje przed oczami jak Michael zaciska piesci oraz szczeke.Zatrzaskuje za nami drzwi i zamykam je na klucz.Zsowam sie po nich zakrywajac twarz dlonmi.Moja przyjaciolka jest tak zdezoriwntowana ze nie wie co sie dzieje.
-On cie krzywdzi?-pyta caly czas stojac w jednym miejscu.
-Co?? Nieeee.-ocieram lzy splywajace po moich policzkach i energicznie wstaje.
-Wiesz ze mozesz powiedziec mi wszystko.-lapie mnie za nadgarstek kiedy chce wejsc do garderoby.Spogladam najpierw na jej dlon a pozniej w jej oczy.Kiwam przeczaco glowa i przelykam sline.-Powiesz mi prawde? Cher nie mozesz sie tak katowac.-mowi wrecz rozpaczliwie.
-Nie ma takiej potrzeby...Dam sobie rade.
-A ty jak zawsze swoje.-wyrzuca rece w powietrze wywracajac oczami.-Dziewczyno...Masz 16 lat! Daj sobie pomoc szczegolnie ze jestem twoja przyjaciolka!
-To nie jest potrzebne!-w moich oczach po raz kolejny zbieraja sie lzy.
-Wlasnie ze jest! Do cholery!Martwie sie o ciebie!
-Dobra...-szepcze wykonczona.-Opowiem ci tylko najpierw sie ogarnijmy...-skinam w kierunku lazienki.
-Obiecujesz?-doskonale wie iz ja nigdy nie lamie obietnic.Mimo ze chwile sie wacham i tak jestem swiadome tego ze jej sie wygadam.
-Obiecuje...-puszcza moj nadgarstek a ja kieruje sie do garderoby po nasze pizamy.-Trzymaj.-zucam w jej strone ciuszek a pozniej skinam w strone lazienki.Gdy ona korzysta z tej mojej ja wymykam sie po kryjomu do tej na dole.Na moje szczescie Michael prawdopodobnie siedzi w pokoju.Ufff...Zazywam szybkiego prysznica dokladnie obmywajac swoje cialo kokosowym zelem.Wlosy myje plynem z odrzywka a pozniej splukuje wszystko chlodna woda.Gdy wychodze z pomieszczenia juz przebrana rozgladam sie czy ktos jest na korytarzu.Szybciutko wbiegam do pokoju i znow zamykam go na klucz.Cyrus patrzy na mnie jak na wariatke siedzac na lozku z moim laptopem na kolanach.
-Gadaj.-mowi surowo zamykajac sprzed.-O co tu do kurwy nedzy chodzi.-poklepuje miejsce obok siebie a ja zucajac ciuchy na fotel klade sie na lozku obok niej.Jednak nie otwieram ust,po prostu patrze w sufit.-No dalej...Ja juz nic nie pojmuje.
-To zaczelo sie kiedy...
________________________________________________
Przepraszam! Jest mi cholernie glupio ze nic nie dodawalam.Powod jest taki ze najpierw odrabialam lekcje ktore zadali nam na wakacje a 11-ego zaczela sie szkola...No i sami wiecie jak to jest. Co prawda to juz moja ostatnia kl gimnazjum ale jakos tak po prostu emocje mnie trzymaly xD A po za tym w mojej klasie jest chlopak w ktorym kocham sie juz od 2 lat wiec sami musicie mnie zrozumiec <zawstydzony> No nic... Rozdzial mam nadzieje ze sie wam podoba i ze nie jestescie na mnie zli za to ze nie dodawalam tak dlugo.
Naprawde was baaaaaaaaaaardzo,z calego serca przepraszam!
Kocham Was! <3
-Patrys