poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Bohaterowie.

Cher Lloyd (16 l.)












                                          Justin Bieber. (19 l.)




                                           Chris Brown (22 l.)






                                             Alfredo Flores (20 l.)





_______________________________________________________
Bardzo prosze Bohaterow. Co do ich samych...Dowiecie sie wszystkiego z opowiadania.
-Patrys

Hej?

Witam...Nie bede sie rozpisywac bo to bez sensu....Nie mam humoru.
Co wy na to zebym napisala inne zakonczenie? Widzac wasze nie zadowolenie i hejty do mnie na priv zrobilo mi sie przykro.Dzisiaj naszla mnie mysl zeby napisac zkonczenie od nowa?
Przykro mi ze po prostu jestescie nie zadowoleni do tego stopnia ze pare osob wyzwalo mnie.
Wiec wszystko w waszych rekach.
Moge przeciez usunac Rozdzial 66 oraz Epilog i napisac jeszcze raz.Dla mnie do zaden problem...
A i zastanawialam sie nad usunieciem blogow...Obu!
Wypowiadajcie sie w komach. Prosilabym o opinie kazdego...

-Patrys.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Epilog

Wszyscy uwazaja ze trzeba myslec do przodu i planowac...Faktycznie z jednej strony tak jest i trzeba sobie wyznaczac jakies cele.Jednak przeciez wiele osob myslac tak pomija cos naprawde istotnego...Uczucia! Przeciez to uczucia sa fundamentem.To uczucia sprawiaja ze ma sie chec do zycia lub wiare...
Zyjac w pedzie ludzie nie ciesza sie z malych czynow i rzeczy.Satysfakcje sprawia im tylko "COS WIELKIEGO". Ale nie pomysla iz tym sposobem...hmmm mozna powiedziec ze nie zyja...Przeciez omijajac innych i skupiajac sie tylko na wlasnym dobrze w koncu okarze sie ze zostana sami.Nieszczesliwi.
Przeciez w kazdej chwili moze ich nie byc!! To moze byc cokolwiek...Choroba,wypadek,morderstwo,depresja...Cokolwiek co odbierze im szanse do szczescia!
Dlatego...Dlatego wlasnie apeluje o szczescie.Zwolnijcie...Stancie sie tymi optymistami ktorzy we wszystkim widza cos dobrego.Prosze was...Sprobujcie. Wiem ze to trudne...Niestety ja poleglam. Dla mnie jest juz za pozno.Wiem ze nie wiecie czemu mowie iz dla mnie nie ma juz szansy na optymizm.Nie wytlumacze tego teraz. Moze kiedys. Mimo ze jestem ta pieprzona pesymistka walcze o optymizm u innych i staram sie zyc chwila z lekkimi zarysami na przyszlosc. I wiecie co? Jestem pewna iz potrafie sie cieszyc z malych rzeczy bardziej niz nie jedno z Was.(Bez obrazy, kochani).
Na przykladnie Karli i Justina chce wam pokazac to co moze sie przydazyc kazdemu z nas.
Przeciez kazdy ma prawo do szczescia!Ale szczesciu trzeba troszke pomoc.
Dlatego: STARAJCIE SIE BYC OPTYMISTAMI!
Milosc,pokoj,wzajemny szacunek! (Grubson ft.Emilia -Naprawimy to.)
Prosze...Starajcie sie o wiecej szczescia.
To juz koniec tej historii.Ale to nie koniec ich milosci!

__________________________________________________________
Dziekuje Wam! Tyle mam do powiedzenia dlatego ze nie potrafie znalezc innych slow.Po prostu cholernie WAM DZIEKUJE!
-Patrys


Rozdzial 66 i... KONIEC!

-Siemka...-odezwala sie Minaj nie pewnie usmiechajac sie w nasza strone.
-Czesc?-razem z Chachi bylysmy zdezorientowane cala sytuacja.Nie wiedzialysmy co powiedziec.
-Czekaj...Ty jestes Karolina?!-Nicki pisnela uradowana a mnie bylo stac tylko na kiwniecie glowa.-Tak sie ciesze ze moge cie poznac.-rozlozyla rece do misiaka a ja szybko wstalam i z usmiechem ja przytulilam.-Slyszalam tyle na twoj temat.
-Na pewno same zle rzeczy.-zasmialam sie gdy juz oderwalysmy sie od siebie.
-Coś ty!-machnela reka.-Chlopacy postawili cie w samych superlatywach.-usmiechnela sie szczerze.
-Chlopacy?-zapytalam zdziwiona.
-No tak.Justin.Scooter,Chris i Lil.-ostatnie imie przypomnialo mi wiele rzeczy.Troszeczke posmutnialam ale nie trwalo to dlugo poniewaz Nicki gadala jak najeta.-To slynna Esme?-spojrzala na mojego spiacego aniolka.
-Tak.-powiedzialam z usmiechem spogladajac na coreczke.
-Sliczna...-stwierdzila z zachwytem raperka.-Naprawde wspaniala.
-No a jaka mogla wyjsc z dwojki tak piechnych ludzi?-zasmiala sie moja tancerka a ja zmrozilam ja wzrokiem.
-No co?
-Nie wazne.-wywrocilam oczami wracajac wzrokiem do mojej ksiezniczki.
-Ma racje.-stwierdzila Nicki i wtedy do pokoju wszedl Justin ze Scooterem.
-Nicki!-moj uradowany maz przytulil kobiete.Nie bylam zazdrosna dlatego iz wiedzialam ze Justin jest wierny.-Poznalas juz moja piekna zone?-zapytal stajac u mojego boku i obejmujac mnie w talii.
-Owszem.-raperka sie usmiechnela wyciagajac w moja strone reke a ja ja uscisnelam usmiechajac sie uroczo.-I cos czuje ze bedziemy dobrymi kumpelami.-puscila mi oczko a ja myslalam ze bede skakac z radosci.Moja idolka chce sie ze mna kumplowac.
-Mam nadzieje.-poslalam jej szczery usmiech.Ta chwila byla wspaniala.Mialam nadzieje ze bedzie tam wiecznie.Jednak sie mylilam.Nie mialam nawet pojecia co sie wydarzy pozniej...
-Kochanie...-Justin usmiechnal sie zerkajac przez ramie na naszego skarba ktory slicznie ziewal.
-Hm?-powedrowalam za nim wzrokiem i ujzalam Esme ktora slodko sie usmiecha w strone Minaj.-Chesz ja wziac?-zapytalam odwracajac sie do kobiety ktora rowniez patrzyla jak zachipnotyzowana w Esme.
-Moge?-zapytala zdziwiona a ja wzruszylam ramionami.
-Jak chcesz?-spojrzalam na mala ktora juz byla na rekach Biebera.Usmiechala sie slodko i niewinnie ciagle przygladajac sie raperce.
-Pewnie.-podeszla blizej i wyciagnela spokojnie rece w strone Esme.Byla tak delikatna i czola ze az mnie zdziwila.Moja coreczka slodko zachichotala i zaczela bawic sie jej wlosami.Tak,mala uwielbiala wlosy dlatego czesto musialam je zwiazywac gdy na przyklad jadla poniewaz bardziej byla zainteresowana bawieniem sie niz jedzeniem.Porozmawialismy jeszcze troche z Nicki i Chachi a pozniej juz musielismy sie zbierac.Mialam jakies niespokojnie przeczucie.Cos bylo nie tak.
-Kochanie co jest?-zapytal Justin sciskajac moje kolano.Spojrzalam najpierw na niego a pozniej odwrocilam sie zaobaczyc co z mala.Spokojnie spala wiec od razu mi lekko przeszlo.-Hej...Mala?Martwie sie.-powiedzial niespokojnie patrzac w moja strone.
-Po prostu...Cos jest nie tak.-stwierdzilam usmiechajac sie blado.Moj maz caly czas patrzyl juz na jezdnie i wlasnie zmienial biegi kiedy rozleglo sie trobienie.Momentalnie spojrzalam na niego przerazona.
-Kocham Was...-wyszeptal zrozpaczony probojac jakos wydostac sie z strasznej sytuacji.Jakas furgonetka wlasnie w nas wjerzdzala.Nie bylo wyjscia z tej sytuacji.Kierowca owego auta widac bylo iz nie byl trzezwy.
-Justin!-krzyknelam spanikowana jednak wiedzialam juz ze nie ma ratunku.-Kocham Was!!!-wykrzyknelam modlac sie zebysmy przezyli.Zlapalam meza za polik i skierowalam jego twarz w moja strone a pozniej zlaczylam nasze usta.Wszystko dzialo sie w sekundzie.A po chwili nastala ciemnosc.

                                 ***Oczami narratora***

Tydzien pozniej odbyl sie pogrzeb.Niestety...Zadne z nich nie przezylo.Rihanna sie zalamala.Z reszta tak samo jak wszyscy dobrze znajacy tych wspanialych ludzi.Wypadek faktycznie byl spowodowany przez pijanego kierowce.Ceremonia pogrzebu byla naprawde wzruszajaca i pojawilo sie naprawde bardzo duzo ludzi.Przyszli wszyscy ci ktory przynajmniej raz mieli stycznosc z Karolina,Esme i Justinem.Wszyscy,wszyscy bez wyjatku plakali.Dorobek mlodego malzenstwa zostal przekazany na cele charytatywne zgodnie z ich wola.Rodzice Karoliny pluli sobie w twarz ze popelnili tak wielki blad ignorujac corke i nie mieli okazji pogodzic sie z nia oraz naprawic kontaktu.A Milosz...Milosz odebral sobie zycie.Podcial sobie zyly w dzien smierci siostry.Pattie zamknela sie w sobie a odzywala sie tylko do Rihanny.
Beliebers oraz fani Karoliny zorganizowanli akcje upamietniajaca ich idoli.Wiadomosc o planach fanow doszla nawet do prezydenta USA ktory apelowal o modlitwe i przed Bialym Domem zostal postawiony pomnik na ich czesc.
Karoline,Esme i Justina pochowano w Stratford.Ich pomnik byl nie powtarzalny i taki piekny.
Osoby z show-biznesu pisali piosenki o milosci tej dwojki.
Wszyscy byly zalamiani.Ich smierc poruszyla swiat.Nikt nie spodziewal sie tego...Nikt.
Zaden czlowiek chodzacy po tym swiecie nie wiedzial jak bardzo sie kochali.Jak wiele mieli planow,marzen i pragnien.Nikt sobie nie mogl wytlumaczyc ze ONI sa teraz szczesliwi. Mimo wszystko odeszli RAZEM i RAZEM przesli do raju.Teraz sa aniolami czuwajacymi nad swoimi fanami i rodzinami.Sa gwiazdami swiecacymi najmocniej co noc.Naraszcze sa bestrosko i nieskonczenie szczesliwi,nadal sie kochajac.
_______________________________________________________

I wszystko jasne...Taki koniec byl planowany od poczatku.Smutne prawda? Wiele osob moze byc nie zadowolonych ale tak wlasnie chcialam to zakonczyc.
Kocham Was <3
Do pozniej. Poniewaz za chwile dodam jeszcze Epilog i mozliwe ze uda mi sie dodac tez Bohaterow nowego bloga ;)
-Patrys

piątek, 16 sierpnia 2013

Uwaga! Uwaga...

Pisze do was poniewaz od dwoch miesiecy krazy mi po glowie pewna mysl...
A mianowicie chodzi o to ze jak sami sie domyslacie ten blog kiedys bedzie mial swoje zakonczenie.Eh...Juz wiem jak sie zakonczy tylko nie wiem jeszcze kiedy.
I chodzi o to ze nie chce mi sie tworzyc nowej strony z nastepnym blogiem tylko bym pisala tutaj...Nie wiem czy ten pomysl sie wam spodoba dlatego prosze wypowiedzcie sie na ten temat w komach.
Mam juz pomysl jak bedzie wygladac nastepny blog i znam juz bohaterow ^^ Jestem strasznie podekscytowana i naprawde chcialabym zeby to nastepne opowiadanie odbylo sie tutaj.
Co wy na to?
A i od razu mowie ze linka nie zmieniam.Po prostu chce zeby zostalo tak jak jest.Zmienie tlo a link niech zostanie...Niech zostanie cos o starym blogu.Oczywiscie nie zamierzam usuwac tamtych rozdzialow.
Nie wiem czy to dobry pomysl. Co sadzicie?

-Patrys

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdzial 65 "-Ja ci dam 'stara'..."

                                    ***Rok pozniej***

W kwietniu,dokladnie 28-ego,pobralismy sie z Justinem.Bylo to niewiarygodna chwila ktorej nie da sie opisac slowami.Moment w ktorym mowilismy sobie 'tak' byl tak magiczny ze az sie wzruszylam.Od tamtego czasu nic sie nie zmienilo.Nadal bylo kazdego dnia tak samo magicznie jak przed moim zajsciem w ciaze.No wlasnie...Ciaza...W lipcu urodzilam sliczna coreczke,Esme.Justin skakal z radosci i caly czas wytrwale byl przy mnie podczas porodu.Po wyjsciu ze szpitala opiekowal sie nami caly czas i bezustannie pytal czy niczego nam nie brak.Przewaznie nasze popoludnia spedzalismy na leniuchowaniu z mala przed telewizorem lub czytajac jej bajki albo ewentualnie na dworze.Moj maz od rana mial proby i nagrywal w studio a ja jak na razie przerwalam kariere.Bylo mi z tego powodu smutno jednak postanowilam jak na razie zajac sie dzieckiem i wspierac Justina.W wolnej chwili pisalam jakies teksty i gralam na instrumentach.Zamieszkalam razem z Bieberem i jego mama w ich willi i szczerze mowiac bylo wspaniale.Moja tesciowa pomagala przy dziecku i widac bylo ze cieszy sie iz wreszcie wszystko sie ulozylo.Rihanna czesto nas odwiedzala i takze bawila sie z mala.Razem z Chrisem.Tak,pogodzili sie i od tamtego czasu oboje sa sobie wierni a ich zwiazek kwitnie w oczach.Moj Team rowniez poznal Esme i myslalam ze ja zamecza mimo ze byli delikatni.Chcieli jej nieba uchylic a mala sie ciagle smiala.Chachi ciagle tulila do siebie moja coreczke i robila jej zdjecia.Widac bylo jaka byla zachwycona.Co do Shila....Coz ona rowniez spelniala sie w roli cioci,jak to ona mowi.
-Oooo moj skarb sie obudzil.-usmiechnalam pochylajac sie nad kolyska Esme.Justin pojechal do studia nagrac nastepna piosenke.Pozegnal mnie namietnym pocalunkiem i smacznymi goframi z bita smietana.Mala usmiechnela sie do mnie i slodko ziewnela.-Chodz tu do mnie.-delikatnie wzielam ja na rece i przytulilam do siebie calujac w glowke.Zeszlam do kuchni z dzieckiem na rekach aby zrobic jej mleko.Ku mojemu zdziwieniu krecila sie po pomieszczeniu Pattie.-Dzien dobry.-usmiechnelam sie.
-Witam slonca.-odwrocila sie w nasza strone posylajac wielki szeroki usmiech.-Mleko juz zrobilam.-kiwnela w strone podgrzewacza.
-Dziekuje.-siegnelam po butelke i ulozylam sobie mala wygodnie w rekach.
-Jakie plany na dzis?-zapytala wycierajac mokre rece.
-Zrobie Jusowi niespodzianke i zabiore mala do studia.-usmiechnelam sie szeroko.
-Paparazzi oszaleja.-zachichotala.-Tak jak wtedy gdy Justin oglosil ze sie pobieracie i oczekujecie dziecka.
-Hah...No to bylo dobre.-zasmialam sie.-Mina tego reportera byla bezcenna gdy uslyszal ze na zajutrz sie pobieramy a ja jestem w 6 miesiacu ciazy.Teraz bedzie pierwszy raz gdy wyjde nie pokryjomu z Esme.-spojrzalam na moja ksiezniczke ktora trzymala moj kciuk.Zawsze tak robila gdy pila mleko z butelki.
-Bierzesz Logana?
-Oczywiscie! Kenny ma po nas przyjechac bo juz go w to wtajemniczylam.-usmiechnelam sie szeroko.
-Ciekawa jestem jego reakcji.-zasmiala sie siadajac na przeciwko nas.
-To chodz z nami.
-Nie..Dzisiaj nie dam rady.-pokrecila glowa.-Umowilam sie juz z kolezanka na ploteczki w kawiarence.
-Oooo.Moze jutro przejdziemy sie na jakies zakupy?-spojrzalam na nia zapraszajaco.
-Swietny pomysl.Jeszcze sie zgadamy?-odprowadzila mnie wzrokiem do drzwi.
-Oczywiscie.-mrugnelam do niej jednym okiem i wyszlam do pokoju sie przebrac.Dokladnie 20 minut potem Logan razem z Kennym przyjechali po mnie do domu.Zapakowalismy sie do auta i od razu ruszylismy w strone studia.Cala nasza trojka byla strasznie podekscytowana.Gdy znalezlismy sie juz na miejscu szybko wyszlam z Esme na rekach i udalam sie do srodka.Ochroniarze torowali mi przejscie a ja zakrywajac mala, przemknelam spokojnie.Justin jak zwykle nagdywal w swoim ulubionym pokoju wiec bez namyslu tam sie udalam.Po dordze przywitala mnie jeszcze sprzataczka szerokim usmiechem wiec od razu to odwzajemilam.-Dzien dobry pni Loreys.Jak dzieci?-zatrzymalam sie na chwile.
-Witaj dziecko.Dobrze, dziekuje. -pocalowala mnie w policzek a ja przytulilam ja mocno reka.-Jak nasza mala ksiezniczka?
-Wspaniale.-spojrzalam na Esme ktora zaciekawiona bawila sie moimi kolczykami.-Nie myslalam ze bedzie taka grzeczna.-zachichotalam.-Ja juz zmykam.-usmiechnelam sie do niej szeroko i odeszlam gdy ona na pozegnanie zlozyla delikatny pocalunek na glowie mojej corki.Pani Loreys byla wspaniala kobieta ktora nie raz pomogla mi wejsc do tego budynku,nie postrzezona przez nikogo.Gdy stanelam przed wlasciwym pokojem usmiechnelam sie sama do siebie i delikatnie zapukalam.Otworzyl mi Scooter wiec pokazujac aby byl cicho mrugnelam do niego okiem a ten mnie wposcil.Moj maz nic nie zauwazyl bo od razu schowalam sie za drzwiami i tylko katem oka na niego zerkalam.Wlasnie konczyl jeden ze swoich kawalkow.Scoot spojrzal na mnie pytajaco a ja pokrecilam glowa i nakazalam zeby mnie ignorowal.Pokiwal twierdzaco glowa i wrocil do roboty usmiechajac sie tak jak gdyby nigdy nic.Gdy zauwazylam ze Justin odklada sluchawki a jego menager wylacza juz glos otworzylam szybko drzwi i z usmiechem spojrzalam na zaskoczonego chlopaka.
-Skarby!-wykrzyknal w euforii i od razu podbiegl nas przytulic.Wzial mala na rece a mnie objal w pasie i namietnie pocalowal.
-Witaj kochanie.-zachichotalam odrywajac sie od niego i spogladajac w jego oczy.-Jak praca?
-Teraz o wiele lepiej.-patrzyl na Esme to na mnie z takim zachwytem ze az zapieralo mi dech w piersiach.Cmoknelam go w usta i pociagnelam do pomieszczenia gdzie zostawilam torebke.Wyciagnelam telefon i gdy sie odwrocilam Justin bawil wlasnie nasza coreczke.Nie moglam sie powstrzymac,byl to piekny widok i musialam to uwiecznic oraz wreszcie pochwalic sie moim szczesciem.Zrobilam zdjecie i wstawilam na instagrama podpisujac "Moje oczka w glowie...Kocham Was! <3 @JustinBieber" . Usmiechnelam sie i wsunelam telefon do kieszeni spodni.Usiadlam na krzesle i dalej przyladalam sie jak JB swietnie rozbawia Esme a ta patrzy na niego z zafascynowaniem i radoscia.-To co?Zostaniecie na kolejne kawalki?-spojrzal z usmiechem w moja strone.
-Jesli chcesz?
-Pytanie...Pewnie ze chce.-podszedl do mnie i oddal mi mala by potem wziac mnie na rece.Usiadl ze mna na kolanach na sofie.
-Jutro ide z Pattie na zakupy.-poprawilam kolniezyk Esme ktora powoli zasypiala przytulajac sie do mojej piersi.Mowilam do mamy meza po imieniu poniewaz tak nam bylo o wiele wygodniej.
-Ide z wami.-powiedzial pewnie,skladajac pocalunek na moim ramieniu.
-To ma byc babski wypad.-zasmialam sie znaczaco.
-To w takim razie mam zostac w domu?-zapytal zdziwiony.
-Tak?
-Nie?
-Kochanie,prosze....-jeknelam smutno.-Chcialabym po porstu poczuc sie jak kiedys.
-No przeciez sie zgrywam.Zostane z mala.-zlapal Esme za roczke a ta od razu zacisnela piastke na jego kciuku.
-Serio?-zmarszczylam brwi.-Mialam ci zaproponowac czas z chlopakami...
-Wole zostac z mala w domu.-stwierdzil z usmiechem.-Naprawde chce zostac z corka.
-JB choc dalej nagrywac.-uslyszelismy wolanie Scoota wiec Justin namietnie wpil sie w moje usta a pozniej pocalowal w policzek juz spiaca Esme i wstajac podniosl nas obie tak zeby potem postawic mnie na wlasnych nogach.
-Zostaniemy tutaj.-usmiechnelam sie kladac mala na poduszkach i wygodnie ja ulozylam.
-Nie popatrzysz?-zapytal zawiedziony odwracajac sie w moja strone.
-Przeciez wiedze.-zasmialam sie pokazujac na dzwieko-szczelna szybe.
-Mialem nadzieje ze uda mi sie namowic cie na jakis duet.-poruszyl zabawnie brwiami a ja wybuchnelam smiechem.
-Nie...Na razie mam przerwe.-wytknelam mu jezyk i usiadlam obok spiacej coreczki.-Zmykaj bo Scoot sie wkurzy.-przeslalam mu buziaka a on mrugajac do mnie jednym okiem zniknal za drzwiami.Postanowilam napisac do Chachi zeby przyszla do mnie posiedziec.Wiedzialam ze jest teraz w tym samym budynku bo byla swierzo po probie.Od razu mi odpisala ze zaraz wpadnie.W czesie oczekiwania na kolezanke patrzylam jak Justin wczowa sie spiewajac ''Be Altight".To byla jedna z piosenek ktora pomogla mi przejsc przez ciezkie chwile.Bylam pierwsza osoba ktora uslyszala ten utwor poniewaz moj maz napisal ja dla mnie kiedy dowiedzialam ze ze Kamila zmarla.Nie bylo mi dane dalej podumac poniewaz do pokoju wpadla moja tancerka.
-Siema stara!-zasmiala sie siadajac obok mnie.Przywitalysmy sie calusem w policzek,jak za kazdym razem.
-Ja ci dam 'stara'....-zmrozilam ja wzrokiem a pozniej obie wybuchnelysmy niepochamowanym smiechem.
-No co?-spojrzala na mnie rozbawiona.-Jestes mezatka z dzieckiem.Mozna powiedziec ze stara.-zasmiala sie znowu a ja lekko uderzylam ja w tyl glowy.
-Pamietaj ze mam 18-nascie lat.Wiec nie jestem stara.-wytknelam jej jezyk.
 -Jestes o rok ode mnie starsza.Wiec dla mnie jestes stara.
-Dobra koniec malolato.-poczochralam jaj grzywke i usmiechnelam sie glupio.Doskonale wiedzialam ze nie cierpi jak sie jej wytyka iz jest mlodsza.Od razu spowazniala i lekko sie naburmuszyla.
-Ugh...Nie jestem malolata...-zalozyla rec na piersiach i wypiela usta.Typowe dla niej kiedy sie wkurza.
-A ja nie jestem stara.-wzruszylam ramionami. W chwili kiedy dziewczyna chciala otwierac usta by cos powiedziec do pokoju weszla Nicki Minaj.Bylam w szoku poniewaz to moja idolka.Uwielbialam jej styl bycia i to jak rapuje.
____________________________________________________

 
Oto zdjecie z Dawidem Ignaczakiem tak jak obiecalam tak wstawiam :)
I oto jest!! :) A ja jestem juz we Wloszech...Jednak musicie mi dac troche czasu poniewaz ja mam lekcje na wakacje :/ Eh...Rozdzialy bede dodawac na pewno ale nie wiem kiedy ;) Nie zawieszam ani nie koncze.Po porstu musiscie mnie zrozumiec ;) Po za tym ostatnio gorzej z moja wena ale obiecuje ze bede dodawac :D
Kocham Was <3
-Patrys

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdzial 64 "-Jutro rano."

Chris przedstawil mnie i Jusa swojej babci a ta nas mocno przytulila.Rihanna znala juz kobiete i rowniez czule sie z nia przywitala.
-Gdzie dziadek?-zapytal szczesliwy Brown.
-Jak zwykle siedzi w kuchni....-pokrecila z umsiechem glowa.-Zawolam go pozniej jak zjecie.-usmiechnela sie szeroko i tak prawdziwie.Zlozylismy zamowienia i chwile jeszcze porozmawialismy z kobieta.Okazalo sie ze kiedys rowniez rozwijala swoja kariere jednak zaszla w ciaze w tym samym wieku co ja i nie miala juz okazji zablysnac.Zrobilo mi sie przykro bo nie chcialam konczyc mojej przygody z muzyka.Justin zauwazyl moje zamyslenie i zlapal mnie za reke pod stolem dajac znak ze jest przy mnie.Spojrzalam na niego a on zblizyl sie i pocalowal mnie w policzek.
-Damy rade skarbie...Nie przerwiesz kariery.-szepnal i usmiechnal sie pocieszajaco.Nie bylo mnie stac na odzwajemnienie usmiechu dlatego oparlam glowe o jego ramie i dalej sluchalam opowiesci pani Emeli.Gdy przyniesiono nam jedzenie Rihanna byla pograzona w rozmowe z Chrisem na temat jego dziadkow.Ja z Justinem natomiast przegladalismy na moim tablecie samochod ktory moj nazeczony chcialby wynajac w Polsce.Musielismy jeszcze zalatwic samolot ale o tym jeszcze nie myslelismy.W pewnym momencie podeszla do nas wysoka dziewczyna.
-Chris?-spojrzala na Browna usmiechajac sie ze zdziwieniem.
-Taak? A ty to?-spojrzal na nia marszczac brwi.
-To ja Amy...-usmiechnela sie szeroko.-Amy Clay.-rozlozyla rece.
-O Boze Amy.-Chris wstal i mocno przytulil dziewczyne.Widzialam zazdrosc wymalowana na twarzy RiRi wiec zlapalam ja za dlon.
-Spokojnie...-szepnelam nieslyszalnie a ona pokiwala glowa i znow wbila wzrok w dwojke ciagle przytulajacych sie prawdopodobnie przyjaciol.
-Co ty tu robisz?-zapytala zdziwiona Amy gdy juz sie od siebie odsuneli.
-Odwiedzam dziadkow z przyjaciolmi.-usmiechnal sie skinajac w nasza strone glowa.-Siadaj z nami.-pokazal na wolne miesjce.-Ri przesun sie obok Karli.-pokazal ruchem reki miejsce obok mnie a zdziwiona Barbadoska nie wiedziala co zrobic.Spojrzala na niego mrazacym krew w zylach spojrzeniem i przesiadla sie obok mnie.Zadowolona Clay usiadla tak blisko Browna iz myslalam ze usiadzie mu niedlugo na kolanach.Moja przyjaciolka wrecz zabijala wzrokiem i nie miala juz ochoty na konczenie ledwo zaczetego jedzenia.
-Kochana...-spojrzalam na nia a ta niechetnie odwrocila wzrok od swojego chlopaka.-To prawdopodobnie tylko kolezanka z dziecinstwa.Ma ciebie.-spojrzalam czule i usmiechnelam sie lekko.
-Czekaj.-zaczal Jus.On rowniez nie byl zadowolony z calej sytuacji bo to mial byc wypad tylko nasza czworka.Kolacja w naszym gronie.-Hej Amy...Kim ty w ogole jestes ?-sporzal marszczac brwi.Byl troche oschly na co Rihanna sie usmiechnela a ja scisnelam mocniej jego dlon.
-My z Chrisem  jak bylismy mali bylismy ze soba.-zachichotala jak idiotka a ja zakrztusilam sie pitym wlasnie napojem.Bieber od razu zareagowal a Rihanna myslalam ze zaraz udusi ta dziewczyne.
-A ile ty masz lat?-spojrzalam na nia starajac sie byc uprzejma ale mnie rowniez nie podobalo sie jak lgnela do Browna a ten nie razgowal.
-18.-usmiechnela sie sztucznie.Widac bylo ze to jedna z tych pustych lasek ktore tylko udaja takie fajne.Do tych to ja nie mialam cierpliwosci.
-Aha...-kiwnelam glowa i przenioslam znow wzrok na przyjaciolke.
-Moge ja zabic?-szepnela mi na ucho a ja spojrzalam na nia wielkimi oczami.-No co?Zaciagniemy ja do lazienki a tam po porstu zamoczymy jej ta sliczna buzke w kiblu.-wzyszyla bezinteresownie ramionami jakby powiedziala cos naturalnego a Justin wybuchl smiechem.
-Nie.Nie mozemy.-spojrzalam na nia powaznie a ona wytknela mi jezyk.
-Moje obawy powracaja...-szepnela smutno patrzac w talerz.
-Jakie obawy?-zapytal zdezorientowany Jus.
-Kochanie, to babskie sprawy.spojrzalam na niego znaczaco a on przytaknal glowa wracajac do tableta.
-Jestesmy tutaj i przeciez nic zlego nie zrobil.-spojrzalam na nia czule i szepnelam patrzac w oczy.
-No a co jesli bedzie chcial odnowic kontakt i zaczna sie widywac?-spojrzalysmy na dwojke starych znajomych i zaszokowane zamarlysmy.Chris ewidentnie flirtowal z Amy obejmujac ja ramieniem,calujac niby niewinnie w policzek,zachwycajac sie jej naszyjnikiem ktory chowal sie prawie w jej duzych piersiach.-Wychodze!-krzyknela wsciekla Barbadoska i energicznie wstala od stolu.Wstalam rowniez zla i zawiedziona,biorac torebke spojrzalam pogardliwie na Browna i wyszlam z przyjaciolka.Ta dziewczyna usmiechala sie szczesliwa z tego co narobila a ja mialam ochote sie na nia zucic i udusic.
-Przegiales,stary...-Justin pokrecil glowa i doganiajac mnie zlapal za dlon.Gdy wyszlismy smutna RiRi siedziala na krawezniku z twarza schowana w dloniach i plakala.Jej szloch byl naprawde donosny a mi sie az serce lamalo.Usiadlam obok niej obejmujac ja czule i glaskalam po plecach.Bieber usiadl po drogiej stronie i obojal nas obie.Siedzielismy tak chwile a Brown nawet nie pofatygowal sie na szukanie i przeproszenie swojej dziewczyny.-Chodzcie...Zabiore was do domu...-Justin usmiechnal sie pomagajac nam wstac.
-Nie chce do tego domku...-powiedziala rozpaczliwie i wsiadla na tylnie siedzenie tymczasowego auta Justina.
-Jedziemy do mnie.-powiedzial Bieber.-A jutro lecisz z nami do Polski.-usmiechnal sie przekrecajac kluczyki w stacyjce i spojrzal na mnie a ja pokiwalam glowa.Przyjemnie mi sie zrobilo ze wpadl na taki pomysl.Rihanna zrobi sobie tygodniowe wakacje od wszystkiego a my odwiedzimy Kamile.Przez reszte drogi zadne z nas sie nie odzywalo a ja co chwila odwracalam sie zeby zobaczyc co z Rihanna.Widzialam jak bardzo ja to zabolalo i wiem ze czulabym sie tak samo a moze nawet i gorzej gdyby Justin cos takiego zrobil.Spojrzalam na niego smutno a on pokrecil glowa.-Nawet nie mysl ze bym cos takiego odwalil...-patrzyl na jezdnie a ja zszokowana zamarlam.
-Ty czytasz mi w myslach?-zapytalam niby zartem ale mowilam powaznie.To bylo zaskakujace jak czasami wiedzial co dokladnie chodzilo mi po glowie.
-Nie.-zasmial sie.-Ja po potrstu cie dobrze znam skarbie.-spojrzal na mnie i mrugnal jednym okiem a ja sie zarumienilam.Zawsze tak bylo gdy puszczal mi oczko i czesto to wykorzystywal.-Slodkie rumience.
-Dupek...-szepnalam znow spogladajac na Rihanne ktora przygladajac sie naszej dwojce znow wybuchnela placzem. "O matko...". Pomyslalam sobie wiedzac ze nie bedzie tak latwo jej zapewnic iz Chris sie zmieni.Najwidoczniej nadal byl tym dupkiem ktory kiedys ja pobil.
-Jestesmy...-powiedzial Bieber wyjmujac kluczyki.Wyskoczylam jak proca z samochodu i otworzylam drzwi przyjaciolce czule ja obejmujac.Weszlismy do tego domku dziadkow Browna i wzielismy wszystkie swoje rzeczy a pozniej rozejrzelismy sie czy czegokolwiek nie zapomnielismy.Barbadoska wychodzac z sypialni gdzie miala spac dzisiaj z Brownem wycierala slone lzy a ja z Justinem spojrzelismy po sobie dosc smutnym wsrokiem.
-Chodz.-wyciagnelam do niej reke a ona ja od razu zlapala.Justin otworzyl nam drzwi przepuszczajac nas w nich a pozniej zamknal dom.Czekalysmy chwile az chlopak wsiadzie do auta a pozniej w takiej samej ciszy jechalismy do willi Biebera.Najpierw jednak podjechalismy pod dom Rihanny aby sie spakowac.Widzialam jej grymas na twarzy gdy zobaczyla swoja wille w ktorej mieszkla przeciez tez Chris.-Dasz rade.-poslalam jej usmiech i weszlismy cala trojka do srodka.Barbadoska od razu skierowala sie do swojego pokoju a ja patrzac na nia smutno zostalam pociagnieta do mojej spialni.
-Kochanie...-Justin przycisnal mnie do juz zamknetych drzwi.-Daj jej chwile aby pobyc sama.-polozyl jedna reke odok mojej glow a droga zlapal w talii.Zazucialam mu rece na kark i spojrzalam gleboko w jego oczy.Przygryzl warge a ja pokrecilam glowa.
-Nie mam ochoty...-szepnelam.
-Wiem,skarbie...-usmiechnal sie ze zrozumieniem.-Po porstu martwie sie o moja kobiete.Strasznie ostatnio sie przejmujesz...-spojrzal mi w oczy a ja w nich zobaczylam troske.Tak bardzo bylam wdzieczna Bogu ze go mam.Byl dla mnie najwazniejszy.Gdybym miala oddac za niego zycie nawet bym sie nie zastanawiala.
-Nie potrzebnie....-pokrecilam glowa usmiechnajac sie lekko.
-W Polsce idziemy do ginekologa.-powiedzial stanowczo gdy ja wybieralam ciuchy z szafy a on siedzial na lozku podpierajac lokcie na kolanach.
-Co?-odworcilam sie w jego strone zaskoczona.
-No to co slyszalas.-usmiechnal sie.-Chce sprawdzic czy wszystko jest ok.-podeszlam do niego stajac po miedzy jego nogami a on zlapal mnie za biodra.Pocalowal moj brzuch a ja sie usmiechnelam.Stalam tak chwile glaszczac go po glowie a on przytulal sie do mojego brzuszka.Byla to magiczna chwila i tak bardzo sie cieszylam.Jednak nadal nie moglam zapomniec o sytuacji przyjaciolki.-Chyba ze wolisz isc jeszcze jutro rano,tutaj.-spojrzal mi w oczy.
-Nie...-pokrecilam glowa.-Nie chce jej zostawiac samej.-usmiechnelam sie slodko.
-A ja bym poszedl zeby zapytac sie czy mozesz latac samolotem.-stwierdzil zamyslony.
-Jak chcesz...-powiedzialam calujac go w glowe i odwrocilam sie podchadzac znow do szafy.
-Naprawde?-w jego glosie uslyszlaam zdziwienie i radosc.Poderwal sie z lozka i podszedl do mnie odwracajac szybko za biodra.-Naprawde?-powtorzyl pytanie a ja wzruszylam ramionami skladajac koszulke.
-Przyznaj ze po prostu chcesz zobaczyc co jest w moich brzuchu.-usmiechnelam sie.
-Wieszzz...-mimowolnie sie zasmialam.-Tak.-wyszczerzyl sie calujac mnie w nos.-Ale chce tez sie upewnic ze z wami wszystko jest w jak najlepszym pozadku.
-No niech ci bedzie...W takim razie jutro rano?-zapytalam usmiechajac sie.
-Jutro rano.-wpil sie w moje usta podnoszac do gory a ja zachichotalam.
_______________________________________________________

W poniedzialek wracam juz do Wloch....Wiec rozdzialy beda pisane na bierzaco jednak musicie mi dac troche czasu na ogarniecie sie i odrobienie lekcji na wakacje ;)
Moj odpoczynek w Polsce nie przebiegl tak jak oczekiwalam :( Troche szkoda...Niestety zakochalam sie,zdazylam poklocic sie z kolezanka ktora niestety mnie olala...<bezradny>
Kocham Was Misiaki! <3
-Patrys