sobota, 15 czerwca 2013

Rozdzial 52 "-Kiedy ostatni raz bawilas sie jak dziewczyny w twoim wieku?"

Stalismy juz na ganku gotowi do zapukania,poprawilam spodniczke i spojrzalam na Lil'a. Usmiechajac sie do niego zapukalam do drzwi ktore jakby ktos za nimi stal,otowrzyly sie.Zobaczylam w nich moja mame,w fartuszku i z lyzka kuchenna.
-Fajnie ze przyszliscie.-usmiechnela sie wpuszczajac nas do srodka.
-Dzien dobry.-przywitalismy sie razem z Lil'em wchodzac do salonu.
-Siadajcie.-przywital nas ojciec.Przez pierwsze piec minut nikt sie nie odzywal.Panowala totalna cisza do poki mama nie przyniosla jedzenia.
-Wy jestescie razem?-zapytala moja siostra siadajac obok Wayne.Oboje rozbawieni spojrzelismy po sobie i wybuchnelismy smiechem.
-Nie...-odopowiedzial moj przyjaciel.
-Dobrze bo Justin jest fajniejszy.-dodala siegajac po widelec a miesnie Lil'a automatycznie sie napiely spogladajac na mnie.
-Mala zamknij sie...-skarcil ja Milosz a ja od razu podnioslam na niego wzrok.
-A co u ciebie?Jak w studio?-zapytala mama widzac jak napiecie rosnie.
-Dobrze...jutro mam wywiad od razu po powrocie.-usmiechnelam sie nabierajac mojego ulubionego spaghetti.
-Ooo...-usmiechnal sie moj ojciec.
-A jak z Justinem?-zapytal moj brat a ja mrozac oczy spojrzalam na niego wrogo.
-Nie twoj pieprzony interes...
-Karolina!!-moja mama oburzyla sie i az widzialam jej zdziwienie w oczach.-Odzywaj sie jakos przy stole.
-Serio?-odlozylam widelec i oparlam sie o krzeslo.-Teraz bedziecie mnie pouczac jak mam sie przy stole zachowywac?-spojrzalam na nia i na ojca z pogarda.-Zarabiam na siebie sama,wciaz sie ucze,nie mieszkam juz z wami, nie zaciazylam,nie pije a mam dopiero 17 lat i wy bedziecie mnie w tym wieku pouczac jak mam sie przy stole wyslawiac?
-Karolina twoja matka ma racje...-wtracil sie ojciec.
-Ale to interes Milosza co jest miedzy mna a Bieberem?-przenioslam wrogi wzrok na niego.Nic nie odpowiedzial.-No wlasnie...Nie.
-Karolina podasz mi sol.-zapytl moj brat a ja spojrzalam na niego jak na debila.
-Zartujesz sobie?
-Nie...Podasz mi ta sol?
-Masz.-rzucilam mu ja i podnioslam sie z miejsca.-Zegnam was...-wybieglam trzaskajac drzwiami i skierowalam sie chodnikiem w strone hotelu.
-Karli!!Karli czekaj!!-uslyszalam wolanie Lil'a jednak nic sobie z tego nie robilam.Szlam dalej.Po chwili poczulam jak para silnych rak obejmuje mnie za brzuch i zatrzymuje przyciagajac do swojego ciala.Rozpalakalam sie a chlopak mnie odwrocil w swoich ramionach i smutno glaskal po glowie.Po tym jak sie uspokoilam zadzownilismy po taksowke i wrocilismy do hotelu aby sie spakowac.W nocy mielismy miec lot i szczerze to juz sie nie moglam doczekac jak znajde sie w cieplym domu RiRi.Tak strasznie chcialam ja teraz miec przy sobie.Potrzebowalam jej rad,glosu,dotyku.Chcialam poczuc ze moja najlepsza przyjaciolka jest przy mnie.
-Jak sie czujesz?-zapytal Chris wsadzajac tylko glowe do mojego pokoju.Wlasnie sie pakowalam poniewaz bylo juz po polnocy a ja po powrocie do apartamentu siedzialam i patrzylam w okno.
-Jak skonczona idiotka...-mruknelam.
-Ktora nie jestes.-usmiechnel sie wchodzac do pokoju.Widzialam ze sie stara i bylam mu za to wdzieczna mimo ze to nie poprawialo mi w ogole humoru.
-Moze idiotka nie jestem ale debilka to na pewno.
-Nie mow tak...-usiadl na podlodze obok otwartej walizki.
-Zmienmy temat bo jakos nie usmiecha mi sie rozmawianie o tym jaka jestem.-od kiedy wszedl do pokoju nie spojrzalam na niego nawet raz.
-Skoro chcesz to powiedz jak przed jutrzejszym wywiadem?-na jego ustach pojawil sie lobuzerski usmiech.
-Cholera...Kompletnie zapomnialam...Jak myslisz o co moga pytac?-wyciagnelam z torebki paczke papierosow i zapalilam jednego.
-Mysle ze nie powinnas palic.
-A ja mysle ze to nie twoj interes...-wypuscilam dym.-Wiec ?
-Moga zapytac o twoje plany odnosnie muzyki, o to jak odnalazlas sie u Ri,o Lil'a... I...-tutaj zauwazylam jak na jego twarzy maluje sie grymas.
-I?
-O Justina...-mruknal szeptem.
-Niech pytaja...Ja i tak nie mam zamiaru nic mowic na jego temat.-wzielam papierosa w dwa palce i stanelam przy oknie opierajac sie ramieniem.
-A co powiesz o Wayne?
-Hm...Lil to naprawde swiety przyjaciel i jest dla mnie naprawde jak starszy brat.Uwielbiamy sie droczyc jak i wyzywac...-usmiechnelam sie sztucznie.
-Wow...Jestes naprawde dobra aktorka.
-Lata praktyki...-szepnelam a z moich ust zniknal usmieszek.Na jego miejscu pojawil sie bol i cierpienie zwiazane z wspomnieniami.Od kiedy pamietam musialam ukrywac uczucia i przywiazania co sprawialo wielki bol.-Jestem dobra w chowaniu prawdziwych uczuci.-wzruszylam obojetnie ramionami i wyrzucilam wypalonego papierosa.-O ktorej lot?
-Za 30 minut mamy byc na recepcji.-usmiechneal sie przenoszac wzrok na swoje dlonie.
-Spoko...-mruknelam zapinajac walizke.Bylam juz calkowicie gotowa wiec te 30 minut przesiedzialam sama w pokoju patrzac w sufit.W mojej glowie byl totalny metlik i cierpienie.Mialam ochote to wszystko zakonczyc...Ta mysl byla ostatnia.Zerwalam sie na rowne nogi i wyciagnelam swoja kosmetyczke w ktorej znalazlam tak dobrze znane mi podeleczko.Przeszlam do lazienki i nad zlewem pochylilam sie lekko wyjmujac ukochana zyletke.Przed przecieciem skory spojrzalam w lustro przepelnionym zimna i wstretu wzrokiem.Zrobilam najpierw leciutka i cieniutka kreske a krew od razu skapnela do zlewu.Nastepnie wycielam dluzsza nie zbyt gleboka.Kolejne rany byly dosc glebokie a krew splywala po nadgarstku szybko.Gdy stwierdzilam ze nie moge ze soba skonczyc tak szybko upuscilam zakrwawiona zyletke do umywalki a reke podstawilam pod bierzaca wode.Byla lodowata co sprawialo mi cholernie duzo bolu.Owinelam rane bandarzem i zakrylam bandamka ktora okrecilam ladnie w okol nadgarstka.Obmylam zlew z mojej krwi i dokladnie odkazilam zyletke chowajac ja potem do pudeleczka a nastepnie do kosmetyczki.-Ugh...-otarlam oczy i zapielam z powrotem walizke gleboko wzdychajac.W jednym momencie uslyszalam pukanie.-Prosze.
-Czas sie zbierac.-usmiechnal sie pocieszajaco Wayne.
-Juz.-wstalam i chcialam wziac walizke jednak przyjaciel mnie w tym wyprzedzil.-Dzieki.-powiedzialam biorac torebke i wyszlismy z apartametnu.Jak sie okazalo wszscy czekali juz w recepcji,brakowali tylko mnie i moglismy jechac na lotnisko.Podczas lodu zamknelam sie w sobie z sluchawkami na uszach myslalam o tym jak zachowali sie moi rodzice,jak poczol sie Lil i co ja poczulam.
-Mala nie zadreczaj sie tak.-Lil wyciagnal mi jedna sluchawke wiec odwrocilam w jego strone glowe.Potem odwrocilam cale cialo,w rezultacie lezalam na lewym boku.
-Maczy mnie ta cala akcja...Moja rodzina nie powinna sie tak zachowywac...Ja cie przepraszam.-sposcilam wwzrok okrecajac telefon w palcach.
-Hej...Hej...-chlopak podniosl moj podbrudek w dwa palce.-Nie masz za co mnie przepraszac.-poslal mi swoje pocieszajace spojrzenie.-A przeciez mozna bylo sie tego spodziewac.-wzruszyl ramionami.
-To nie zmiania faktu ze stalo sie to co sie stalo.
-Zapomnijmy o tym...Nie warto przejmowac sie takimi pierdolami.-obial mnie ramieniem i pozwolil sie o niego oprzec.-Zrozumielismy sie?-zapytal z lekkim rozbawieniem na twarzy wiec usmiechajac sie przytaknelam glowa.Przez reszte lotu ogladalismy film i zadne z nas sie nie odzywalo.
-Lil...-zasmialam sie widzac ze przyjaciel zasnal.-Lil...-znow go szturchnelam ale nic.Nie potrafilam go obudzic co mnie rozbawilo.Przechodzil akurat Logan ktory widzac mine spiacego az wybuchl smiechem.
-Ale jaja...Hahahaa...Smieszna mina.-zaczal sie zwijac ze smiechu w przejsciu a ja myslalam ze tez nie wytrzymam.-Czekaj chwile.-po chwili zniknal gdzies u Haylie a ja nie mialam pojecia co wyrabia.Wrocil z kredka do oczu i czerwona szminka.
-Co?!-krzyknelam szeptem.-Nie!
-No co? Zabaw sie troche...-umsiechnal sie lobuzersko.-Kiedy ostatni raz bawilas sie jak dziewczyny w twoim wieku?-zapytal caly czas przez zarty a ja nie potrafilam mu odpowiedziec.To bylo chyba wtedy pod namiotami z paczka.-No wlasnie.-ochroniarz nie slyszac zadnej odpowiedzi odpowiedzial sobie sam.
-Daj to.-zasmialam sie wyciagajac po czarna kredke.Troche zaskoczylo to Logana ale wreczyl mi co prosilam.Lil spal naprawde mocnym snem co tylko ulatwialo mi moje wyglupy.Namalowalam mu kreski na oczach,domalowalam piegi,uwidocznilam brwi i obrysowalam usta.Potem Logan pomalowal mu usta i czubek nosa.Gdy juz skonczylismy zrobilismy zdjecie Wayne tak na pamiatke.
-Przybij piatke.-zasmialam sie i przybilam.-Teraz trzaba go obudzic...-dodal moj przyjaciel.
-Nie...Nie czekaj.-zamsialam sie.-Obudzmy go dopiero jak bedziemy wychodzic...-moj ochroniarz byl zaintrygowany moim pomyslem.-Jak sie obudzi dosc pozno to nie bedzie mial chwili zeby isc do lazienki i sie przejrzec.-oczy mojego rozmowcy powiekszyly sie.
-Nie...-juz wiedzial o co chodzi.
-Tak.-zasmialam sie.-Bedzie paradowal przez lotnisko caly wymalowany.
-Jestes czystym zlem.-zasmial sie a ja wzroszylam ramionami.
-Przynajmniej jest zabawnie.-wytknelam mu jezyk.
-Dobra ja spadam usiasc bo za 20 minut bedziemy na miejscu.-przybilismy sobie specyficzna dla nas piatke i kolega sobie poszedl.Przez ten czas siedzialam przed telefonem i przegladalam jakies gazetki internetowe o modzie.
-Lil!-krzyknelam a kolega tylko sie przekrecil.-Lil do cholery wstawaj...-po raz kolejny nic.Jednak w jednym momencie mialam nowy pomysl.-Lil patrz Shakira idzie!-powiedzialam na glos a moj przyjaciel od razu stal.
-Co? Gdzie?-byl tak zaspany ze nie bylam pewna czy kontaktowal.
-Zartowalam.-zasmialam sie.-Musimy juz wychodzic.-wstalam biorac moja torbe.-Chodz.-usmiechnelam sie lapiec go za rekaw bluzki i wyciagnelam z samolotu.Pilnujac aby nie mial okazji sie przejrzec przeszlismy przez cale lotnisko a ludzie patrzyli sie na niego jak na debila.
-Hej? -spojrzal na mnie a ja przygryzajac warge spojrzalam na niego starajac sie zachowac jak najwieksza powage.-Czemu ci ludzi sie tak gapia?
-Nie mam pojecia.-wzruszylam ramionami i sposcilam wzrok a wlosy opadly mi na policzki tak ze przyjaciel nie mogl niczego zobaczyc.Szybko wyszlismy z lotniska a na parkingu czekala juz na nas Rihanna.-Ri!-podbieglam do przyjaciolki rzucajac sie jej w ramiona.Przyjaciolka sie smiala i wiedzialam dokladnie z czego.-Zachowaj powage.-szepnelam jej do ucha.-Nic nie wie...-dala mi znak ze rozumie a jak sie oderwalysmy od siebie spojrzala na mnie krecac rozbawiona glowa.Nastepnie przywitala sie ze swoim chlopakiem a pozniej zachowujac powage z Wayne.Wsiedlismy do auta a ja musialam uwazac zeby moj przyjaciel nie przejrzal sie w szybie czy lusterku.Do domu dojechalismy dosc szybko co mnie cieszyko bo trudne bylo ciagle zagadywac,rozpraszac i wkurzac tak zeby poswiecic cala uwage mi.Gdy weszlismy do domu chlopak jak to mial w zwyczaju skierowal sie od razu do salonu.W pierwszej chwili przeszedl obojetnie obok lustra ale pozniej nagle sie wrocil.
-WTF?!-dotknal ust.-Co to do kurwy nedzy ma byc?!-my,cala reszta, zasmielismy sie z salonu.-Karolina!!!!-wbiegl do pokoju i stanal w drzwiach.Ja siedzialam rozbawiona na oparciu sofy i zwijalam sie ze smiechu razem z Loganem.

_______________________________________________________
No i bardzo prosze :p Wiem slaby no ale coz. U mnie juz po zakonczeniu roku ^^ Teraz 18-ego ide po swiadectwa i koniec. Dopiero 11-ego wrzesnia czeka mnie 3 gim -.-" Szczerze to juz sie obje tych koncowych egzamonow pisemnych jak i ustnych :/
Zalozylam dzisiaj aska z nudow wiec jak chcecie to pytajcie tutaj.
Wchodzcie tez prosze na mojego drugiego bloga: tutaj.
Mam nadzieje ze zobacze duzo komentarzy bo inaczej nie wstawie nastepnego rozdzialu :p Nie wymagam konkretnej liczby jednak chcialabym zobaczyc sporo opinii :D
Milego weekendu :*
-Patrys.

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdzial 51 "-Nadal kochasz?"

Gdy nasze spojrzenia sie spotkaly az mnie sparalizowalo.W jego oczach bylo widac iskierke nadziei i ogromna tesknote.Chcialam sie odwrocic ale nie potrafilam...Nie moglam teraz sie wycofac.
-Idz do niego...-szepnal Milosz na ucho.Nie mam pojecia czemu zrobilam pierwsz malutki kroczek w strone piosenkarza.W tamtym momencie jego oczy rozblysly jednak sie nie ruszyl.Nie byl do konca pewny tego co ja robie.Caly czas patrzac w jego oczy zmierzalam w kierunku w ktorym stal.Jednak cos stanelo mi na drodze.
-Coreczko!-moja mama przyciagnela mnie mocno przytulajac.-Tak za toba tesknie.-spojrzalam na Biebera ktory smutno wzdychajac sobie poszedl.Przekleta matka! Musiala akurat teraz?! W momencie gdy chcialam porozmawiac z moja miloscia?!
-Mamo..Mamo pusc mnie.-wyswobodzilam sie patrzac na mame troszke wrogo.
-Kochanie co sie dzieje?
-Pierwsze nie mow do mnie kochanie a drugie...Nie udawaj ze nic sie nie stalo!-krzyknelam jednak szpetem.-I trzecie...Mamo to jest pogrzeb mojej przyjaciolki.Nie bede teraz zalatwiac spraw rodzinnych.-powiedzialam z wyzutem na nia patrzac.
-Masz racje...Przepraszam.-zalozyla kosmyk wlosow za ucho a ja wywrocilam oczami.-Wydoroslalas.-zaskoczylo mnie to stwierdzenie wiec spojrzalam na nia duzymi oczami.
-Musialam...-mruknelam zginajac rece i lapiec sie za lokcie.
-A jak ci tam jest?
-Lepiej,mamo...O wiele lepiej.Rihanna mi pomaga,Chris i Lil tak samo...Jest swietnie.
-Ogladamy wszystkie programy w ktorych mowia o tobie.-usmiechnela sie czule.
-Ehm...Dzieki?-nie wiedzialam co odpowiedziec.
-Malutka chodz na chwilke.-jak na zbawienie uslyszalam glos Lil'a.
-Przepraszam...Wolaja mnie.-poslalam mamie dosc sztuczny usmiech i podeszlam do przyjaciela.
-Co jest?
-Nic.-wzruszyl ramionami.-Po prostu widzialem jak sie meczysz wiec postanowilem pomoc.-usmiechnal sie troskliwie a ja sie w niego wtlulilam.
-Dziekuje...Dziekuje ze jestes.-bylo mi cholenie smutno.Chcialam teraz porozmawiac z Holly,pogodzic sie z nia i powiedziec jak bardzo kocham.Jednak nie moglam tego zrobic.Bylo juz za pozno.
-Hej..Hej.Tylko nie placz...-wytarl kciukami lzy slpywajace po moich policzkach i pocalowal w glowe.-Dasz rade...Jestesmy z toba.Wszyscy.
Gdy msza sie zaczela patrzylam w jego miejsce.W zdjecie mojej Holly stojace przy trumnie.Pamietam idealnie kiedy zrobilam jej to zdjecie.Bylismy wtedy w parku cala paczka i wyglupialismy sie z moim aparatem.Podczas mszy Lil obejmowal mnie za biodro a ja opieralam glowe o jego ramie,caly czas plakalam i nie moglam zatrzymac lez.Gdy msza sie skonczyla przyszedl czas na mile slowa dla rodziny.
-Zapraszamy do mikrofonu Karoline Lisowska.-przerazilo mnie to.Spojrzalam wystraszona na Lil'a a on tez nie wiedzial jak zareagowac.
-Mow z serca...-szepnal gdy przechodzilam.
-Nie dam rady.-bylam calkowicie spanikowana.Kiedy stanelam przed ambonka i spojrzalam na wszystkich zebranych calkowicie odjelo mi mowe.Lustrujac wszystkich moj wzrok zatrzymal sie na Wayne ktory pokazal na swoje serce.Biorac gleboki wdech wytarlam lzy i stwierdzilam ze zrobie tak jak mi radzil.- Holly byla wspaniala osoba...-zaczelam a glos mi sie lamal.-Razem z moja paczka kochalismy ja jak siostre.Byla zwariowana lecz powazna.Nie potrafie jej opisac poniewaz byla zbyt wspanila.Podziwialam ja za to jaka jest,za jej ambicje,milosc do przyjaciol i sile jaka w sobie miala.Wierze ze teraz bedzie naszym aniolkiem...-szepnalam znow wycierajac lzy.-Kocham Cie Holly.-spojrzalam w gore a pozniej na trumne.-Kocham cię...-pocalowalam miejsce z ktorej znajdowala sie jej glowa i wyszlam z kosciola.Nie moglam dluzej tam siedziec.Wybieglam na trawnik przed wejsciem i ukucnelam rozplakujac sie.Uslyszalam ze ktos wychodzi i zobaczylam jak kuca przy mnie.Nie podnioslam wzroku poniewaz nie chcialam patrzac na nikogo jednak ta osobo objela mnie i przytulila do siebie tak mocno ze czulam bicie serca.Justin...Wszedzie rozpoznam te ramiona,ten zapach i ta czulosc.
-Hej sliczna...-usmiechnal sie pocieszycielsko gdy podnioslam na niego wzrok.Widac bylo ze jemu tez jest przykro jednak dobrze sie maskowal.No tak,lata wprawy w show-biznesie nauczyly go naprawde wiele.Nie wiedzialam co mam powiedziec,jak zareagowac...Przytulic sie do niego? A moze odsunac?
-Przepraszam...-wyszeptalam wtulajac sie w niego.
-To ja przepraszam...-szepnal opierajac brode o moja glowe gdy juz stalismy.W mojej glowie pojawilo sie tysiace mysli? Za co on przeprasza? Co ma na mysli? Czemu sie tak stara? Co jesli ten KTOS zobaczy ze znow z nim rozmawiam? Co jesli to sie zle skonczy? Tyle pytan a zero odpowiedzi.Wtulilam sie bardziej w chlopaka ktory sie prawie nie zauwazalnie usmiechnal.-Przepraszam za to ze w jednej chwili zwadpilem.Przepraszam ze tak bardzo mi na tobie zalezy,ze ciagle sie o ciebie staram,martwie,ze ciagle nie potrafie dac ci spokoju...Że wciaz kocham...-wyszeptal mi ostatnie slowa a ja na slowo ''kocham'' podnioslam na niego wzrok.
-Nadal kochasz?-nie wierzylam ze to powiedzial.Wciaz mnie kochal...
-Nigdy nie przestalem.-zalozyl mi za ucho niesforny kosmyk grzywki.W momoencie gdy nasze spojrzenia sie spotkaly czulam jakbysmy istnieli tylko my.Jakbym byla tylko ja i Justin a w okol nas przestrzen i nicosc.Nie moglam przeciez pozwolic zeby doszlo za daleko.Chlopak powoli i nie pewnie przysuwal swoje usta do moich ale musialam wyrwac sie z tego jakze pieknego snu i wrocic do rzeczywistosci.Odsunelam sie.-Przepraszam.Przepraszam.Przepraszam.-zaczal mowic nerwowo.-Jak zwykle cos spieprze.-pusicil mnie siadajac na schodku i chowajac twarz w dlonie.
-Nie masz za co przepraszac...-usiadlam obok niego patrzac w przestrzen przed soba.-Nic sie nie stalo.-wzruszylam ramionami a Justin zerknal katem oka.Po chwili drzwi kosciola sie otworzyly i ludzie zaczeli wychodzic.Od razu podnioslam sie z miejsca i podeszlam do rodziny mojej przyjaciolki aby zlozyc kondolencje.Podczas rozmowy z jej mama strasznie obydwie plakalysmy i przytulajac sie nie potrafilysmy sie opanowac.Wracajac na miejsce znow usiadlam obok Biebera placzac.Gdy chlopak mial mnie juz obejmowac pocieszajaco pojawila sie inna reka ktorza przyciagnela mnie do siebie.Lil.Zrobilo mi sie troche glupio jednak przytulilam sie do niego.Wiedzialam ze tak bedzie lepiej dla wszystkich.-Zabierz mnie stad...-wyszeptalam a chlopak caly czas mnie obejmujac wstal.Odchodzac odwrocilam sie w strone Biebera i poslalam mu smutne spojrzenie.Nie mialam odwagi sie odezwac,nie mialam na to sily.Wiedzialam ze wtedy bym pekla i rzucila sie w jego ramiona,a tego nie chcialam.A moze jednak chcialam?
-Jak sie czujesz mala?-zapytal Chris dosiadajac sie do nas do auta.Ja spojrzalam tylko na niego a po moich policzkach pociekly lzy.-No tak...Glupie pytanie.-nikt juz wiecej sie nie odezwal i przez cala droge siedzielismy w calkowitej ciszy.Bez rozmow,spojrzen,radia,muzyki.Totalna cisza.Gdy dotarlismy juz do naszych apartamentow od razu pobieglam do swojego pokoju trzaskajac glosno drzwiami.Zdejmujac buty rzucilam sie na lozko i wybuchlam placzem.Wszystkie emocje ze mnie uchodzili,bynajmniej takie mialam wrazenie.
-Czemu mnie zostawilas?!-krzyczalam patrzac w sufit.-Czemu musialas byc tak pieprzona egoistka zeby mnie zostawic?!Brakuje mi ciebie!! Holly! Blagam!-walilam piesciami w poduszki az wreszcie poczulam jak ktos mnie przyciaga do swojego ciala,zamykajac w szczelnych objeciach.
-Ciii...-Lil glaskal mnie po plecach pozwalajac bic sie po klacie.W jednym momencie sie w niego wtulilam i znow wybuchnelam niepochamowanym placzem.Nie potrafilam zrozumiec czemu moja przyjaciolka postanowila opuscic ten swiat.-Ona wciaz z toba jest...-odsunal sie ode mnie troszke by spojrzec w moje zaplakane oczy.-Jest w twoim sercu.-usmiechnal sie slabo i znow mnie przytulil.Lezelismy tak az do mojego pokoju nie zapukal Chris.
-Mala...Zjesz cos?-zapytal z troska a ja pokiwalam przeczaco glowa.-Prosze musisz cos zjesc.-wszedl glebiej z taca pelna przysmakow ktorych ja nie mialam ochoty w siebie wkladac.
-Chris przynies mi kawe i bedzie ok.-moje slowa byly kompletnie wyprane z uczuc tak samo jak wyraz twarzy.
-Sama kawa bedziesz zyla?-zapytal juz troszke zirytowany moim zachowaniem.Wiedzial ze mi ciezko jednak nie potrafil pojac jak mozna nie jesc.
-Podobno o samej wodzie zyje sie dluzej niz na samym jedzeniu.-wzruszylam ramionami i poszlam do lazienki aby zmyc make up.Gdy juz mialam tam wchodzic zadzownil moj telefon wiec szybko odebralam nie patrzac na numer.
-Jak sie ciesze ze odebralas...-uslyszalam w sluchawce glos mojej mamy a moje miesnie od razu sie spiely.
-W jakiej sprawie dzownisz?-odwrocilam sie przodem do Lil'a ktory nadal sobie lezal juz przebrany w jakies dresy na moim lozku.
-Chcielibysmy zaprosic cie na obiad.-wyczuc mozna bylo ze sie lekko usmiechnela.-Jutro o 14.00...Przyszlabys?-wiedzialam idealnie jakie to bylo dla niej trudne.
-Tak przyjde...Z przyjacielem.-spojrzalam znaczaco na Lil'a a on usmiechajac sie pokazal na siebie palcem wiec przytaknelam.
-Wspaniale...Tak sie ciesze kochanie ze cie zobacze.
-Mam na imie Karolina.-wysyczalam.
-Przepraszam.
-Do zobaczenia jutro.-rozlaczylam rozmowe i zucilam telefon na lozko.
-O co chodzi?-zapytal zaciekawiony.
-Jutro.14.00.Masz byc gotowy.-powiedzialam machinalnie biorac jakis dres i wchodzac do lazienki.Wayne na pewno mial zdziwiona mine jednak nie bylo mi dane ja zobaczyc.Gdy juz sie ogarnelam wrocilam do sypialni i usiadlam o turecku obok niego.-Nie chce...
-Malutka nadal nie wiem o co chodzi...-zlapal mnie za dlon i spojrzal czule w oczy.
-Obid u mojej mamy...-jego oczy automatycznie sie powiekszyly.
-Zartujesz? I ja mam z toba isc? Karli?
-Nie musisz przeciez...Laski bez. Porade sobie sama.-wstalam wsciekla z lozka bo widzialam z jakim wyrazem twarzy mowi o jutrzejszym spotkaniu.Gdy zlapalam juz za klamke poczulam jak jego rece oplataja moj brzuch a jego broda opiera sie o moje ramie.
-Przeciez wiesz dokladnie ze samej cie nie zostawie...-szepnal mi do ucha.-Nie denerwuj sie tak na mnie.Po prostu troche obawiam sie obiadu w twoim rodzinnym domu.Nie sadzisz ze to bedzie dziwne?-odwrocil mnie do siebie twarza i podniusl moj podbrudek.
-Przejmujesz sie tym?
-Nie...-widzialam ze klamie.Zdziwilo mnie to ze taka blachostka go wystraszyla.On zawsze byl taki pewny siebie i tego co mowi,robi.
-Czy Lil Wayne sie czegos boi?-usmiechnelam sie zadziornie a on sie zmieszal.-Boisz sie!-zasmialam sie lekko wyrywajac sie z jego objec.-Lil sie boi moich rodzicow...Niezle niezle.-wskoczylam na lozko kladac sie na plecach.Chlopakowi nie bylo do smiechu i stal jak posag gdzie przed chwila znajdowalam sie jeszcze ja.
-Takie smieszne?-zakpil.Podnioslam sie na lokciach i popatrzylam na niego.
-Jaki ty masz problem,co? -zmrorzylam oczy patrzac na niego troche wrogo.
-Nie mam problemu...Po porstu co jesli twoi rodzice przez caly czas odwiedzin beda mi docinac?Albo twoj brat? Doskonale wiesz ze nie jestem z tych co dobrze znosza krytyke...Co jesli wybuchne?
-Wyjdziemy...
-Nie tak zostalem wychowany...W srodku posilku sie nie wstaje od stolu.
-Daj spokoj Lil...Po co sie martwisz na zapas?
-Bo nie chce skrzywdzic ciebie!Pamietasz sytuacje w studio?! Pamietasz co powiedzialem?!-wykrzyczal a moje oczy sie zaszklily.Doskonale pamietalam jak powiedzial ze chce mnie tylko przeleciec zeby Justinowi zrobic na zlosc.-Nie panowalem nad tym co mowilem! Nie chce zeby ta sytuacja sie powtorzyla,do cholery!-w jego oczach widac bylo furie i pewnego rodzaju zablakanie.Nie moglam go rozgryzc...Nie moglam pojac co chcial przez to powiedziec lub dac do zrozumiania.W tamtym momencie sie go troszke balam jednak bylam pewna ze mi nic nie zrobi i tak chcialam sie przytulic...Do kogo? Do Justina...
__________________________________________________________
Przepraszam za ta przerwe... :( Mam ostatnio sporo problemow i zero weny.Wiec sami musicie mnie zrozumiec ze nie potrafilam nic pisac. Zakonczenie roku mam w ta srode wiec mozliwe ze po nim bede dodawac wiecej rozdzialow ;) Bynajmniej sie postaram.
Milego czytania.
-Patrys

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdzial 50 "-Dzisiaj najwazniejsza jest ona."

-Czesc Pattie...-szepnelam gdy kobieta ustala naprzeciwko mnie.Usmiechnela sie do mnie smutno i przyciagnela zeby sie przytulic.W pierwszej chwili mnie sparalizowalo.Jednak przytulilam ja bardzo mocno a w moich oczach pojawily sie lzy.Mama Biebera byla mi bardzo bliska.Traktowala mnie jak wlasne dziecko.
-Witaj kochanie...-szepnela glaszczac mnie po plecach.-Brakuje mi...nam cie.-odsunelysmy sie od siebie i spojrzalam na nia smutno.Odworcilam sie do Chrisa patrzac na niego proszaco aby wytlumaczyl czemu sie nie odzywam.I tak juz popelnilam blad odzywajac sie do niej na powitanie.
-Pattie...Karla nie moze mowic.
-O Boze, czemu?-spojrzala na mnie niespokojnie.
-Ma infekcje...
-To cos powaznego?-zapytala na co ja pokrecilam przeczaco glowa.
-Jednak nie moze mowic przez pare dni...-dodal Chris.Tak sie zastanawialam czy on mi czytal w myslach.
-Justin sie martwi..-szepnela.-Chcilaby z toba porozmawiac.-powikawal przeczaco glowa.''Przykro mi".Powiedzialam bezglosnie a Pattie kiwnela glowa ze zrozumiala.-Bedzie probowal porozmawiac na pogrzebie.-szepnela.-Wolalam ci to powiedziec.-pocalowala mnie w policzek.-Do zobaczenia skarbie.-odwrocila sie jednak zdazylam zauwazyc ze w jej oczach pojwaily sie lzy.Patrzylam jak odchodzi a gdy zniknela za drzwiami usiadlam zerzygnowana.
-Dzasz rade...-szepnal Chris glaszczac mnie po plecach.Ja jednak wiedzialam ze nie dam.Bylam tego zbyt pewna.Pokrecilam przeczaco glowa i podnioslam wzrok znow zaprzeczajac.''Przepraszam''.Powiedzialam bezglosnie i wstalam od stolu.Skierowalam sie na recepcje a tam zobaczylam Lil'a.Od razu w moich oczach pokazaly sie lzy.Pobieglam do przyjeciela ktory patrzac na mnie smutnie rozlozyl rece do przytulenia.Rzucilam mu sie w ramiona i mocno zacisnelam oczy.
-Tak mi przykro mala...-glaskal mnie po glowie.Poplakalam sie wiec Wayne odstawil mnie okrywajac swoim ramieniem i skierowal do windy.-Ktory masz pokoj?-wyciagnelam telefon i napisalam mu numer.-Ah zapomnialem ze nie mowisz.-spojrzalam na niego pytajaco.-Chris mi powiedziel ze jakbym do ciebie dzwonil to sie nie dogadamy wiec postanowilem cie wspierac i oto jestem.-usmiechnal sie pocieszajaco.Przytulilam sie do niego i zamknelam oczy.Czulam sie przy nim dobrze...Nie bylo to jednak porownywalne z tym jak sie czulam przy Justinie.W pokoju Wayne usiadl na sofie pozwalajac mi sie wyplakac.Byla calkowita cisza,slychac bylo tylko moj szloch.Jego koszulka byla mokra w zaglebienia szyi z ramieniem,od moich lez.Gy sie uspokoilam postanowilismy obejrzec jakis film zeby mnie troszke odciagnac od myslenia o tym co sie ostatnio dzieje.Moj przyjaciel pozwolil mi sie w niego wtulic i tak szybko zasnelam ze nawet nie pamietam co wlaczyl.-Karli...Karli...-ktos mnie probowal obudzic jednak ja nie moglam otworzyc oczu.Bylam tak zmeczona ze nie dalam rady nawet sie ruszyc.-Karli blagam cie otworz oczy.-ten glos byl taki znany.Nie mialam jednak chceci go rozpoznawac.-Kochanie prosze cie...-czekaj.Kochanie?! Od razu sie obudzilam szybko otwierajac oczy.Pierwsze co zobaczylam to siedzacego nade mna Justna.
-Co ty tu do cholery robisz?!-pisnelam i zauwazylam ze mialam lepszy glos.Jednak i tak nie powinnam sie odzywac.
-Porozmawiajmy.-powiedzial blagalnie a ja pokrecilam przeczaco glowa wyskakujac z lozka.Skierowalam sie do drzwi wyjsciowych zgarniajac przy tym telefon.Gdy juz mialam otworzyc by wyjsc z apartamentu,Justin zlapal mnie za reke i przyciagnal do siebie tak ze stykalismy sie brzuchami.Skrzyzowalam rece na piersiach patrzac z pogarda.W jego oczach widac bylo smutek,cierpienie i tesknote.Jednak ja nie moglam go narazic.Nie moglam przeciez znow z nim sie zadawac.Nie moglam.Pokrecilam przeczaco glowa i wyrwalam sie z jego uscisku mimo ze chcialam sie do niego tak bardzo mocno przytulic.Wybieglam na korytarz piszac Chrisowi aby mi otworzyl.On jakby juz czekal przed drzwiami,wpadlam do salonu wsciekla i smutna.Cos co mnie zdziwilo to to ze nie zamknal drzwi zaraz za mna...Zaczekal na Biebera.Spojrzalam na niego morderczym wzrokiem a on poslal mi przepraszajace spojrzenie.Otowrzylam szeroko oczy siadajac na sofie.W tamtym momencie wkurzalam sie ze nie moge mowic bo bym wybuchla.Wyciagnelam telefon i zaczelam pisac.Chlopacy sie na mnie patrzyli jak na debilke,mysleli ze zaczelam sobie esemesowac,jednak gdy podalam telefon Chrisowi sie ockneli.Przyjaciel przeczytal w myslach wiadomosc i oddal mi sprzet a ja ruchem glowy pokazalam na Biebera.
-Ona nie chce z toba rozmawiac...Szczegolnie teraz gdy nie moze mowic.-zlapal go za ramie i oboje spojrzeli na mnie a ja szybko odwrocilam wzrok.W oczach Justina widac bolo cierpienie i tesknote,za to
w Chrisa malowal sie zal i chec pomocy.Czulam na sobie ich intensywne spojrzenia wiec wstalam i po prostu wyszlam.Nie mislam sliy siedziec i zastanawiac sie co by bylo gdyby.Nie mialam na to czasu.W wiadomosci napisalam do Lil'a zeby do mnie przyszedl i weszlam do swojego apartamentu.Nie zdazylam nawet usiasc a po calym pomieszczeniu rozleglo sie pukanie.W drzwiach stal Wayne usmiechajac sie smutno z taca jedzenia.
-Uznalem ze bedziesz moze miala ochote cos zjesc nie schodzac do restauracji.-wpuscilam go do srodka zamykajac potem drzwi.''Ile spalam? I wytluamcz mi o co chodzilo z Bieberem?".Napisalam na karteczce podajac przyjacielowi.Siedzielismy na lozku twarzami do siebie a miedzy nami stala taca z jedzeniem.Szczerze to bylam bardzo glodna i dziekowalam Bogu ze Lil wpadl na pomysl zeby mi cos przyniesc.-Jest godzina 19.47...Wiec spalas jakies 8-9 godzin.-moje oczy automatycznie zrobily sie wielkie.-Ale spokojnie...-zasmial sie.-Nic ci nie jest.Po prostu stres,ostatnio nie spalas za duzo,zmertwienia i moglas miec troszke goraczki od gardla.-pokiwalam glowa ze rozumiem i skinelam glowa aby kontynuowal.-No a co do Biebera...To... To tak w sumie nie za duzo wiem.Wyszedlem zeby zadzonic i troszke sie przejsc a do ciebie przyszla Haylie ktora jak widzialem wczesniej razem z Chrisem rozmawiali z Bieberem.-to mnie zdziwilo.Wiedzieli ze nie chce miec nic wspolnego z Justinem.-Gdy poszedlem do restauracji zeby zamowic sobie cos do picia Haylie przyszla do ciebie...Myslalem ze chciala zobaczyc jak sie czujesz czy cos ale jak sie okazalo wpuscila tu Justina.-pokiwalam przeczaco glowa chowajac twarz w dlonie.Lil automatycznie zareagowal i przysunal sie do mnie tak ze moglam sie w niego wtulic.Reszte wieczoru spedzilismy na jedzeniu,chlopak opowiadal jakies smieszne historie i przypadki.Okolo polnocy poszlismy spac.Tak.Razem,w sensie w jednym lozku poniewaz nie chcialam zostac sama.Caly nastepny dzien przesiedzialam w pokoju z przyjacielem. Nie chcialam nikogo widywac a raper byl tak jakby adwokatem.Tlumaczyl moj nastroj i wybur oraz to czemu bylam zla na stylistke.Na zajutrz mial przyjsc od rana doktor i ocenic moj stan a pozniej byl pogrzeb...Strasznie sie balam.-No mala moze pojdziesz juz spac?-zapytal rozbawiony Wayne.Siedzial oparty o zaglowek lozka a ja skakalam w rytm muzyki.Mialam na sobie jedynie bokserki i duza koszulke przyjaciela.Pokrecilam przeczaco glowa w odpowiedzi na jego pytanie i dalej tanczylam.Raper sie zasmial i zlapal mnie za reke tak ze w rezultacie wyladowalam na jego kolanach.-Idziemy spac.Musisz sie wyspac.-zasmial sie calujac mnie w glowe a ja polozylam sie obok niego.-Hej,zlosniku.Co jest?-przytulil mnie do siebie tak ze mialam glowe na jego ramieniu.Wzruszylam tylko ramionami i wytarlam pojedyncza lze ktora plynela mi po policzku.-Boisz sie jutra?-spojrzal smutno a ja leciutko przytaknelam.-Bede przy tobie...Bedzie Chris,Logan...Dasz rade.-przytulil mnie mocniej a ja zamknelam oczy i w jednym momencie zasnelam.-Karli....Karli wstawaj.-poszulam ze ktos mnie szturcha wiec sie przebudzilam.Lil usmiechal sie do mnie pocieszajaco.-Zaraz przyjedzie lekarz wiec lepiej jakbys sie ubrala chyba ze chcesz aby zobaczyl cie totalnie rozczochrana w mojej koszulce.-zasmial sie.-I jeszcze sobie pomysli ze w lozku tez jestem nie obliczalny.-poruszyl zabawnie brawiami a ja rzucilam w niego poduszka a pozniej pokazalam fuck'a.Zakrywajac sie cala koldra znow mialam ramiar zasnac jednak Wayne ten pomysl sie nie podobal.Wzial mnie na rece i zaniusl do lazienki.-Zaraz ci przyniose jakies ubrania.-zasmial sie wychodzac z pomieszcenia i po czyli wrocil z moja koszula w karate i czarnymi spodenkami.Bylam gotowa pare minut przed przyjsciem lekarza wiec usiadlam po turecku na lozku i bawilam sie piersiocnkami na moich placach.
-Dzien dobry.-usmiechnal sie doktor wchodzac do mojego pokoju.-Jak sie czujesz??-zapytal a moj kciuk od razu wzniosl sie ku gorze.Taki odruch byl juz u mnie bezwarunkowy,nawet na mysl nie przyszlo mi zeby sie odezwac.Moja reakcja rozbawila lekarza.-Mozesz juz mowic.-stanal przede mna kladac obok swoja torbe.
-Dobrze.Naprawde niezle.-szepnelam niepewnie.
-Zaspiewaj cos normalnie.-zrobilam co kazal i po chwili z mojego gardla wydobyly sie pierwsze dziewiki ''Let it be''.
-Dobrze...Boli cie gdzies gardlo?-zapytal dotykajac miejsca gdzie znajduja sie migdalki.
-Nie.-powiedzialam paenwi a lekarz zorobil jeszcze jakies kontrole.
-Jestes juz zdrowa.-usmiechnal sie szeroko.
-Naprawde? I moge spiewac?-zapytalam z nadzieja.
-Oczywscie jednak na poczatku sie zbytnio nie forsuj.-zapial swoja torbe i wzial ja w reke.-W takim razie do zobaczenia kiedys.-usmiechnal sie firmowo i wyciagnal do mnie reke ktora ja odruchowa uscisnelam wstajac.
-Dziekuje panie doktorze.-usmiechnalem sie odporowadzajac go do wyjscia a pozniej pomachalam.Gdy zamknelam drzwi wskoczylam w ramiona Lil'a.-Ale sie ciesze.Aaa! Jak wspaniale moc wreszcie mowic.-zasmialam sie a przyjaciel zawtorowal mi okrecajac kilka razy wokol naszej osi a potem mnie odstawil.
-Dobrze jest wreszcie uslyszec twoj glos.-usmiechnal sie jednak ja rozpoznalam ze nie usmiechal sie szczerze.-Teraz idz sie przebrac.
-Ale po co?-spojrzalam na niego jak na debila a on poslal mi znaczce spojrzenie.-O Boze...Jaka ze mnie egoistka...-usiadlam na sofie chowajac twarz w dlonie.
-Nie jestes egoistka.-Lil poglaskal mnie obejmujac ramieniem.
-Nie wciskaj kitow...Jak moglam myslec tylko o sobie?
-Jesli cos to moja wina bo to ja staralem sie cie odciagnac o myli o pogrzebie...Przepraszam.-widac bylo ze sie obwinial.
-Przestan! To nie twoja wina.Co ty pieprzysz?-wstalam automatycznie wyrzucajac rece w powietrze.Widzac ze Wayne mi nie odpowie machnelam tylko zrezygnowanie reka.-Ide sie przebrac.-mruknelam zatrzaskujac za soba drzwi do pokoju.Szybko sie przebralam i wyszlam do salonu gdzie ku mojemu zdziwieniu czekali juz wszyscy.Haylie,Logan,Lil i Chris.Chlopcy byli ubrani w czarne grnitury i ciemne koszule.Lil mial czarne Supry,Chris eleganckie buty tak samo jak Logan.Haylie miala na sobie ciemne bolerko co ladnie komponowalo z reszta.Gdy mnie zobaczyli usmiechneli sie dodajac mi otuchy.
-Karli ja przepraszam...Razem z Chrisem.My...
-Przepraszamy.-dokonczyl wypowiedz Haylie moj przyjeciel.
-Dzisiaj najwazniejsza jest ona.-dotknelam miejsca gdzie znajduje sie serce spogladajac w gore.-To dla niej tutaj jestesmy.-wytarlam lze i wyszlam z apratamentu widzac ze nikt nie ma zamiaru skomentowac.I dobrze.Zaraz za mna podazal Chris rowno z Lil'em a za nimi Haylie.Logan szedl przede mna.Wszyscy bylismy smutni,jednak to ja bylam zalanama.Nie dziwilam sie przeciez zadne z nich nie znalo mojej przyjaciolki.Najpierw mojechalismy do kosciola gdzie jak sie okazalo bylismy jednymi z pierwszych.Usiedlismy w laweczce, miedzy Brownem a Wayne.W jednym momencie dostalam esemesa.''Slicznie wygladasz...Miejmy nadzieje ze nie bedzie innego trupa na tym pogrzebie.''. To co przeczytalam mnie przerazilo.Bylam pewna ze mogla sie komus stac krzywda.W mojej glowe w jednym momencie mialam twarz Justina,mojego brata, starej i nowej paczki.A co jesli to ja bylam celem? Co jesli to ja mialam byc martwa? Co jesli to o mnie chodzi? Przerazilam sie co od razu przyciagnelo uwage Lil'a.Zlapal mnie za dlon pokazujac ze jest przy mnie.Spojrzalam najpierw na nasze splecione dlonie a pozniej na twarz przyjaciela i usmiechnelam sie sztucznie.Wiedzial ze jest cos nie tak wiec szepnal mi ze podgadamy o tym pozniej a ja przytaknelam glowa.W pewnym momenice ludzie sie zaczeli schodzic,wszyscy na czarno,na ich twarzach widac bylo bol i smutek.Zobaczylam DJ'a i Katnis.Od razu do nich podeszlam i przytulilam mocno.-Boze jak ja za wami tesknie.-wyszeptalam odsuwajac sie od nich.Katins byla cala zaplakana,czyli tak samo jak ja.
-My za toba tez.-powiedzial przyjaciel spogladajac na nizsza dziewczyne a ta mu przytaknela wycierajac chusteczka mokre policzki.-Jak sie czujesz?
-Jak wrak czlowieka.-wzruszylam ramionami.-A wy?
-Tak samo.-odpowiedzieli rownoczesnie.Po chwili doszedl do nas moj brat do ktorego sie mocno przytulilam.Oboje sie rozplakalismy.Mimo ze Milosz jako facet nie mazal sie tak bardzo jednak smierc jego dziewczyny okropnie go dotknela.W jednym momencie ich spojrzenia powedrowaly gdzies za mnie wiec sie odwrocilam i zobaczylam JEGO.Byl tak cholernie zalamany ze az moje serce sie rozkruszylo na miliony krysztalkow.To nie prawda ze juz nic do niego nie czulam.Kochalam go caly czas i wiedzialam ze nikt mi go nie zastapi.
_____________________________________________________
No i jest...Przepraszam za te przerwy i odstepy miedzy rozdzialami ale wczesniej mialam egzaminy itd a teraz mam ciezki czas poniewaz przylapalam dolka :( No coz...Dam sobie rade i obiecuje ze sie zepne i bede pracowac czesciej na obu blogach.Mam nadzieje ze wam sie podoba rozdzial ;*
Chcialam wszystkim Beliebers zyczyc wszystkiego najlepszego z okazji naszego dnia!! Kocham Was !! <3
-Patrys

niedziela, 26 maja 2013

Liebster award!! (po raz 2 ^^)

A wiec zostalam nomonowana przez http://katiaopowiadaniaxx.blogspot.it/ za co baaaardzo bardzo jej dziekuje :*

1. o czym lubisz czytać opowiadania .?
O JB zdecydowanie tylko takie :D

2.masz jakieś ulubione blogi .?
Mam pare ;)

3.ile masz lat i jak się nazywasz . ?
14 lat, Patrycja Waśkiewicz

4.rap czy metal .?
Rap *-*

5.co sądzisz  o moim blogu .?
Uwazam ze jest naprawde wciagajacy i ciekawy ;*

6.polubisz moja stronę .? ---> pff i tak Cię kocham lamusie
pewnie ;)

7.gdybyś miał/a do wyboru poznać Justina Biebera a 1D kogo byś wybrał/a i jak byś się zachowywał/a.?
JB!!!! Pewnie bym sie poplakala i powiedzialabym jak bardzo Jus jest dla mnie wazny i ze jego muzyka bardzo mi momogla przejs przez zle chwile. I na pewno bym go przytulila :D

8.co lubisz robić.?
Pisac swoje blogi,sluchac muzyki, rapowac i rysowac

9.masz jakieś hobby .?
hmm... rysowanie i rapowanie oraz pisanie roznych opowiadan, lubie tez architekture i podroze.

10.w jakim województwie mieszkasz .?
oh... w Polsce mieszkalam w kujawsko-pomorskim a teraz we Wloszech mieszkam w regionie Lazio.

11.kim chciał/a być w przyszłości .?
architekt lub projektant wnetrz...marzy mi sie raperka lub tancerka jednak to zostanie pewnie tylko pasja ;)

Poniewaz nominowano obydwa moje blogi odpowiedzi beda te same ;)

Blogi ktore nominuje:
http://drbiebeer.blogspot.it
http://dontstopbelieving99.blogspot.it/
http://live-your-destiny.blogspot.it
http://justinbieber-valentina-lovestory.blogspot.it/
http://you-only-love-once.blogspot.it

A oto pytania:
1.JB czy 1D?
2.Jakie masz hobby?
3.Od jak dawna piszesz?
4.Prowadzisz jednego bloga? Jak nie to podaj linki ;)
5.Jaki masz style?
6.Ulubiony rodziaj filmow?
7.Ulubione ksiazki? Lub rodzaj?
8.Ulubiony rodzaj kuchni?
9.Co sadzisz o moich dwoch blogach?
10.Ulubiony kolor?

Rozdzial 49 ''-Justin tez przyjechal...''

Mojego brata? Tak...To moj brat!Podnioslam sie szybko i pociagnelam go za reke na korytarz.
-Co ty tu do cholery robisz?-zapytalam nie pewnie.Milosz mial dziwna mine,byl smutny i mozna bylo wyczuc ze chcial mi cos przekazac.
-Karli tak mi przykro.-zlapal mnie za ramiona.Spojrzlam na niego jak na debila bo nie wiedzialam co mial na mysli.
-O czym ty pieprzysz?
-Holly nie zyje...-szepnal a po jego policzkach zaczely sciekac lzy.Zlapalam sie dlonia za buzie i moje oczy tez zrobili sie szklane.
-Zartujesz,prawda?-nie otrzymalam odpowiedzi.-Powiedz ze zartujesz!!-krzyknelam i skulilam sie pod sciana.-Powiedz!!-przez moje krzyki wszyscy z pokoju wyszli zeby zobaczyc co sie dzieje.-Nie gapcie sie tak! Zadnej sesji nie bedzie! Jade do Stratford!-krzyknelam wsciekala wbiegajac z budynku.Pojechalam do domu.Chcialam bardzo przytulic sie do RiRi i wyplakac.
-Karli?!-uslyszlam glos przyjaciolki ze schodow.Szlochajac,oparta plecami o drzwi zjechalam do pozycji siedzacej.Nie mialam sily dalej isc.Rozplakalam sie calkowicie obejmujac nogi rekoma.-Boze kochanie co sie stalo?!-przyjaciolka juz po chwili mnie do siebie tulila siedzac ze mna na podlodze.
-Heeeeej....Co sie tu dzieje?-pojawil sie tez Chris ktory usiadl z drugiej strony tulac nas obie.Czulam sie u nich bezpieczna i kochana.Byli ze mna w kazdej chwili i znosili moje humorki nic nie mowiac.Bylam im za to cholernie wdzieczna.
-Ho...Holly...O..Ona nie zyje.-mowilam szlochajac.
-Chcesz tam jechac?-zapytal Chris spogladajac na RiRi a ja przytaknelam glowa.-W takim razie polecisz tam ze mna.-usmiechnal sie smutno.
-A ty?-podnioslam wzrok na przyjaciolke a ona jeszcze bardziej posmutniala.
-Przykro mi kochanie ale musze pracowac...-poglaskala mnie po policzku i pocalowala w glowe.
-Idz sie pakowac...Wylecimy jeszcze dzis.-dodal Chris a mnie automatycznie nie bylo.Wyciagnelam walizke i zaczelam do niej wrzucac wszystkie moje ulubione ciuchy.Po chwili bylam juz gotowa wiec zeszlam na dol.
-Mamy lot za 3 godziny.Milosz zostaje z Ri.-powiedzial Chris stawiajac swoja walizke przy drzwiach.
-Na ile on tu zostaje?
-Wracam po jutrze.Chce sie jeszcze spotkac z Justinem.-powiedzial moj brat ktrego nie zauwazylam w salonie.
-Aha.-odpowiedzialam oschle.
-Malutka lec sie przebrac bo zaraz wyjezdzamy.-zrobilam co kazal mi Chris i zaraz bylam z powrotem w swoim pokoju.Wzielam uszykowane wczesniej ciuchy i zniknelam w lazience pod prysznicem.Musialam sie wykapac,potrzebowalam wody ktora by mnie odprezyla.Jednak tak nie bylo.Tym razem nie pomglo.Mialam za duzo zmartwien i problemow zeby takie zwykle kapanie sie zmylo je wszystkie.Zrezygnowana i umyta wyszlam owijajac sie szybko recznikiem.Dokladnie wytarlam cale cialo a pozniej wlosy.Zrobilam szybko make up i zalozylam na wysuszona glowe czapeke a pozniej sprawdzajac czy wszystko mam wyszlam z pokoju.Ris pobiegl zaraz za mna wiec wzielam go na rece i pocalowalam w glowke.
-Gotowa.-szepnelam poniewaz bardzo bolalo mnie gardlo.
-Mala? Zaspiewaj.-powiedziala zaniepokojona RiRi.
-Nie dam rady.-znow szeptalam.-Nie mam glosu.
-Pieknie...-powiedziala zrezygnowana.-Przyda ci sie odpoczynek od muzyki.Prosze cie odpoczywaj i nie spiewaj ani nie krzycz.-kiwalam glowa ze zrozumialam a do moich oczu sukcesywnie naplywali lzy.-Kochanie,nie placz.-przytulila mnie do siebie glaskajac po glowie.Po chwili ze schodow zszedl Chris.
-Gotowa?-spojrzal na mnie smutno a ja przytaknelam glowa.Poszlam pozegnac sie na ten dzien z Miloszem a RiRi przytulila sie do swojego chlopaka.Widzialam ze jej bylo ciezko sie z nim rozstawac bo nie dawno przeciez sie poklocili ale bylam jej wdzieczna ze pozwala mu jechac ze mna.
-My jedziemy.-mowienie sprawialo mi bol poniewaz czulam jakby w moim gardle sie cos palilo.
-Do zobaczenia w Stratford siostra.-usmiechnal sie na przymus.
-Nie usmiechaj sie przeciez wiem jak ci ciezko.-powiedzialam troche oschle i pozalowalam tego.Wiedzialam ile Holly znaczyla dla mojego brata.Bylo widac jak ja kocha.Przytulilam go poniewaz nie wiedzialam co innego moglam zrobic.Milosz w pierwszej chwili nie wiedzial jak odpowiedziec ale po chwili tez sie przelamal i objal mnie swoimi ramionami opierajac czolo o moja glowe.-Do zobaczenia...-pocalowalam go w policzek i sie obrucilam napiecie.
W samolocie wynajetym przez Browna siedzialam obok niego.Razem z nami lecieli tez Haylie, Logan i ochroniarze Chrisa.Lecielismy juz godzine a po moich polikach caly czas ciekly lzy.Myslalam o tym ze nawet nie mialam okazji wyjasnic sobie z Hol wszystkiego co lezalo nam na sercach.Opieralam glowe o ramie chlopaka Rihanny ktory wynajmowal nam internetowo pokuj w jednym z hoteli w Stratford.Nie moglam pomieszkac u rodzicow.A przeciez u Justina tez to bylo nie mozliwe.Myslalam o DJ ale sie balam tak samo jak Katnis...Tesknilam za ta dwojka jednak dalej balam sie co powiedza na to ze wyjechalam,ze nasze kontakty sie popsuly.Balam sie ze dalej maja mi to za zle.
-RiRi chce z toba porozmawiac...-Chris podtykal mi swoj telefon a ja nawet nie zauwazylam ze z kims rozmawial.Bylam tak bardzo zajeta swoimi rozmysleniami.Przetarlam lzy i usiadlam prosto biorac telefon.
-Hej...-szepnelam.
-Jak sie czujesz?-slychac bylo ze strasznie sie martwila.
-Jak wrak czlowieka...
-A jak gardelko?
-Caly czas boli.
-Rozmawialam juz z Chrisem ze jak bedziecie juz w hotelu to zadzoni po lekarza.Nie moze ci sie malutka nic stac.
-Rozumiem.
-Przespij sie skarbie.Kocham cie.-powiedziala smutno.
-Ja ciebie tez RiRi.Papa.-oddalam chlopakowi telefon i oparlam glowe o swoja poduszke ktora ze soba zabrlam,tak jak zawsze to robilam gdy gdzies dalej jechalam lub lecialam.W mojej glowie jednak nadal siedziala Holly,moj brat i Justin.Usiadlam w pozycji lotosu i zaczelam sie odprezac.Udawalo mi sie odsunac od siebie wszystkie zle mysli.Wyobrazalam sobie wode,slonce,piekna wyspe,fale i surfing.Tak strasznie chcialabym posurfowac.Kiedys jak bylam mala czesto wyjezdzalismy z rodzicami do Maroku zeby pozwiedzac jednak ja i moj brat wolelismy siedziec na plazy i bawic sie na falach.
-Mala...-poczulam szturchniecie w zebra wiec otworzylam oczy.-Jestesmy na miejscu.-oznajmil mi Chris podnoszac sie z swojego miejsca.Uczynilam to samo i po chwili przedzieralismy sie przez tlum fanow na lotnisku.Mialam okulary zeby zslonic zapuchniete oczy.Make up sie nie zmyzal poniewaz uzylam tylko nie zmywalnego tuszu.Jak sie okazalo hotel ktory wynajal moj przyjaciel byl najlepszym w calym miescie.Wystraszylam sie troche bo znajdowal sie niedalego domu Biebera.Dzielilam apartament z Haylie tak jak chcialam.Ostatnie czego potrzebowalam to samotnosc.Zostawilam swoje bagaze w pokoju i zeszlam na dol na kolacje.Wszyscy juz na mnie czekali wiec usiadlam na wolnym miejscu obok Chrisa i mojej stylistki i sie smutno usmiechnelam.Po chwili przyszedl kelner z kartami jednak ja nie mialam ochoty wybierac wiec od razu zamowilam lasagne i cole.Nie mialam na nic innego ochoty i bylo bardzo prawdopodobne ze w ogole nie tkne jedzenia.
-Ty jestes Karolina?-uslyszalam za soba cieniutki glosik wiec sie odwrocilam i zobaczylam mala moze 7-letnia dziewczynke o zielonych oczach i brazowych wlosach.
-Tak...-szepnelam bo gardlo dalej bolalo.
-Moglabys mi dac autograf?-podsunela mi jakies czasopismo z moim zdjeciem na okladce i jakis mazak.Podpisalam i sie usmiechnelam najladniej jak moglam w tym humorze.
-Moglabym zobaczyc?-pokazalam na gazetke a dziewczynka pokiwala glowa.Otworzylam na stronie z artykulem i czytalam w myslach. "Karolina Lisowska jak nam wiadomo rozstala sie jakis czas temu z Justinem Bieberem.Wszyscy myslelismy ze sie przyjaznia i prawodopodobnie tak bylo jednak gdy byli w Polsce aby odwiedzic chora przyjaciolke Karoliny bardzo sie poklocili.Nikt nie wie z jakich powodow ale wydawala sie to bardzo powazna klotnia poniewaz po powrocie para gwiazd nie rozmawia wiecej ze soba.Bieber caly czas probuje sie skontkatowac z swoja byla dziewczyna ale bez skutkow.Jak sie jeszcze okazuje mloda kobietka pali! Widziano ja z papierosem kilka razy! Mamy nadzieje ze to chwilowe zalamanie i Karolina zuci palenie.". Wkurzylam sie ze napisali o mojej klotni z Biebsem.Oddalam czasopismo dziewczynce i porozmawialam z nia chwile poniewaz okazala sie moja fanka.Od razu na moim serduszku zrobilo sie cieplej wiec gdy dziewczynka musiala juz wrocic do rodzicow pocalowalam ja w policzek i monco przytulilam.Po zjedzeniu poslilku w totalnej ciszy wszyscy wrocilismy do apartamentow.Rzucilam sie na lozko jednak po chwili uslyszalam pukanie.Przyznaje ze nie chetnie wstalam z lozka i poszlam otworzyc poniewaz Haylie brala prysznic.W drzwiach zobaczylam Browna z jakims gosciem.Jak sie domyslilam byl to lekarz.
-Dobry wieczor.-powiedzial mezczyzna.
-Czy taki dobry to ja nie wiem...-mruknelam wpuszczajac ich do srodka.Przeszlismy do salonu gdzie doktor kazal mi usiasc i otworzyc szeroko usta.Robilam co kazal bo chcialam aby jak najszybciej sobie poszli.
-Przeziebilas struny glosowe.-powiedzial chowajac lampeczke do torby.
-To cos powaznego?-zapytal Chris.
-Moze sie z tego zrobic cos powaznego.-powiedzial spogladajac na mojego przyjaciela.-Nie mozesz teraz w ogole sie odzywac.Pisz na kartkach, na czym tylko chcesz ale nie mow ani slowa.Przepisze ci specjalne tabletki i powinno pomoc.-wyjal jakis notesik i zaczal bazgrac.Od razu sobie myslalam ze jak ja mam wyjasnic wszystkie sprawy nie mowiac? Zapowiadalo sie okropnie.Doktor wreczyl kawalek kartki Chrisowi widzac ze ja jestem w swoich oblokach.-Za trzy dni przyjde na kontrole.-powiedzial pewnie,wstajac.-Do zobaczenia.-spojrzal na mnie a ja juz mialam odpowiedziec ale w ostatnim momencie przypomnialam sobie ze nie moge sie odzywac wiec pomachalam.-Bardzo dobrze.-usmiechnal sie.
-Zobaczymy sie jutro rano.-Chris pocalowal mnie w glowe i obydwoje wyszli z apartamentu.Szybko pobieglam do pokoju po kartke i dlugopis aby zdazyc napisac wszystko Haylie.
-Mala gdzie jestes?-uslyszalam glos swojej stylistki wiec wybieglam z swojego pokoju z kartka w reku wreczajac ja kobiecie.Ta uwaznie ja przeczytala z lekkim rozbawieniem.-Masz sie w ogole nie odzywac przez 3 dni?-przytaknelam jej glowa.-To bedzie dla ciebie nie lada wyzwanie.-zasmiala sie.
-To nie jest smieszne.-upomnialam ja i zaraz skarcilam sie ze wydobylam z siebie glos.
-Wlasnie o tym mowie.-wytknela mi jezyk a ja zlapalam poduszke z sofy i rzucilam w juz odchodzaca Haylie.Ta sie tylko zasmiala i zniknela za drzwiami swojego pokoju.Ja tez postanowilam sie isc polozyc lecz najpierw zachaczylam o laziene aby zrobic wieczorny rytual a pozniej w pizamce polozylam sie do wielkiego lozka.
-Karolina! Wstawaj! Juz 10.00!!- z krainy snow wyrwal mnie glos Chrisa.Zeszlam szybciutko z lozka i wzielam do reki notatnik z dlugopisem. ''Daj mi 30 minut!'' napisalam na karteczce i wystawilam przed drzwi.-I ani minuty dluzej.-zasmial sie Brown a ja wywrocilam teatralnie oczami.Przebralam sie w mgnieniu oka i zrobilam lekki make up. W 25 minutach bylam juz gotowa do wyjscia.Dumna z swojego przed czasowego wyszykowania sie wyszlam z pokoju.Pomachalam do wszystkich zebranych i zalozylam ciemne okulary na nos.Zeszlismy na recepcje a pozniej przeszlismy na sniadanie.-Justin tez przyjechal...-wszyscy juz jedlismy.Na wiadomosc Chrisa automatycznie znieruchomialam.''Jest tu?" napisalam na telefonie podsuwajac go przyjacielowi.-Jest u siebie w domu.
-Kenny mowil ze bedzie chcial dzisiaj sie z toba spotkac.-dodal Logan.Ja pokrecilam przeczaco glowa. ''Nie chce sie z nim widywac.''. Pisalam na telefonie pokazujac Brownowi a ten czytal na glos tak aby wszyscy mogli znac moje zdanie.
-Nie sadzisz ze wartobyloby dac mu przynajmniej piec minut rozmowy?-zapytala Haylie spogladajac smutno w moja strone.-Zobaczycie sie na pewno na pogrzebie...
-Ona nie chce miec juz z nim nic wspolnego.-przeczytal Chris.Po chwili do naszego stolika podeszla osoba z ktora tak bardzo balam sie spotkac...Jak ja mialam sie wytlumaczyc? Wiedzialam ze nie zrozumie.Musialam jednak stawic temu czolo.Wstalam od stolu i stanelam przed ta osoba....
___________________________________________________________
Znow koncze rozdzial z wielka nie wiadomo ^^ Jak myslicie kto to bedzie? Justin? Nic wam nie powiem :P Piszcie jak najwiecej komow i odwiedzajcie tez mojego nowego bloga ;) Epic evil love.
We wtorek mam ostatnia powazna poprawe wiec mam nadzieje ze uda mi sie ja zaliczyc :D Trzymajcie za mnie kciuki ;*
Powodzenia takze dla was we wszystkich egzaminach i poprawach ;)
Pozdrowionka :*
-Patrys

wtorek, 21 maja 2013

Rozdzial 48 ''-Nie unos sie suko...''

Na jednym z moich okien widnial napis: "Obserwuje cie." Przerazilam sie,bo moj pokoj byl jedynym miejscem gdzie czulam sie bezpiecznie.Jednymy miejscem po za tym kiedy Justin jest przy mnie.Szybko sie otrzasnelam i pobieglam do lazienki aby to zmyc.Migiem sie z tym uwinelam ale gdy sie podnosilam uslyszalam jak ktos otwiera drzwi.
-Co robisz?-Lil wszedl bez zadnego zaproszenia co nie powiem ale mnie troche wkurzylo.
-Nic...-odpowiedzialam zbyt szybko chowajac za soba sciereczki i jakis plyn.Wayne podszedl do mnie mruzac oczy.
-Co to bylo?
-Nic.-znow za szybko mu odpowiedzialam.
-Nie sciemniaj...
-Nie musze sie z niczego tlumaczyc Lil.-syknelam i skierowalam sie do lazienki gdzie szybko wyrzucilam sciereczki i schowalam plyn.Wychodzac zrobilo mi sie slabo i zachwialam sie na nogach.Wayne ktory siedzial na podlodze oparty o lozko od razu zerwal sie na rowne nogi i do mnie podbiegl.Przed oczami zaczelam miec mroczki i poczulam jak przyjaciel bierze mnie na rece i kladzie na lozko.Staralam sie oddychac gleboko jednak bylo to trudne ale gdy odwrocilam sie na plecy zrobilo mi sie lepiej.
-Ide po Ri i Chrisa.-raper byl stanowczy i dosc przejetey cala sytuacja.
-Nie...-wyszeptalam lekko ochrypnietym glosem.-Prosze,nie...-Lil automatycznie sie odwrocil w moja strone i usiadl obok.
-Powiesz mi co ci jest?
-Nie wiem...
-Od kiedy masz takie objawy?
-Nie wiem...-bylo mi juz dobrze.Moglam oddychac i nie bylo mi slabo.
-Pojedziemy do lekarza.
-Co? Nie!-usiadlam i patrzylam na niego jak na debila.Nie moglam isc do lekarza.Nie chcialam.
-Tak,Ka.Idziesz jutro do lekarza.
-Taa...-wstalam podchodzac do szafy.-Chcialbys...-wyciagnelam pizame i zniknelam w lazience.Do wanny napuscilam letniej wody a gdy powoli zapelniala powierzchnie ja mylam zeby patrzac w swoje odbicie w lustrze.Nie zywilam do siebie zadnych uczyc.Nie czulam wstretu ale jednak nie myslalam o sobie pozytywnie.Wydawalam sie taka obca.Zmienialm sie i to badzo.Gdy skonczylam jedna czynnosc zrzucilam z siebie ciuchy i weszlam do wody zamykajac oczy.Sprawialo mi to przyjemnosc i bardzo odprezalo.Opierajac glowe staralam sie napajac tym pieknym spokojem i cisza panujaca w lazience.Jednak w pewnym momencie uslyszalam dzwiek mojego telefonu.Wyciagnelam reke aby siegnac po uzadzenie lezace na podlodze obok moich ciuchow i w tamtym momencie dziekowalam ze moj telefon jest wodoodporny.Zamknelam oczy przyciagajac sluchawke,nie mialam pojecia kto dzowni bo nie chcialo mi sie spradzac.
-Halo??
-Dobry wieczor Karolino.
-Scooter??-od razu otworzylam oczy.-Hej.
-Co tam mloda?
-A jak myslisz??-znow zamknelam oczy.-Ciezko mi ale tak musi byc.Nie chce miec z nim juz kontaktu.Nie mam na to ani sily ani ochoty.
-Wiesz ze on sie w ogole nie usmiecha?Chodzi smutny i ciagle sie zastanawia co zrobic zeby cie odzyskac lub czemu tak sie stalo.
-Scoot...Scoot,po co ty mi to mowisz?
-Nie wiem... Mialem ochote do ciebie zadzonic bo brakuje calemu BieberTeam'owi twojej osoby.
-Mi was tez brakuje jednak mialam juz tego dosc. Nie moglam tak dluzej i nie wroce. To juz definitywne Scoot.
-Rozumiem...Chi i Fredo chca sie z toba spotkac.-powiedzial troche ciszej.
-Powiedz im ze moge sie z nimi zobaczyc.Po kryjomu tak zeby nik nie wiedzial...-chcialam dokonczyc ale nie bylo mi to dane.
-Zeby Justin nie wiedzial...-dodal za mnie.
-Tez...-powiedzialam smutno.-Przekaz im zeby do mnie zadzonili.
-Ok...Musze konczyc...
-Hej Scoot widziales moje okulary?-uslyszalam ten glos i automatycznie sie rozlaczylam.W moim sercu poczulam uklucie a do oczu naplynely lzy.Odlozylam telefon na dywanik a pozniej zanuzylam sie w wodzie nabierajac przed tym powietrza.Pod woda bylo mi dobrze.Nie wiem czemu ale czulam sie tam bezpieczna.Wynuzylam sie dopiero po paru minutach gdy woda stawala sie powoli coraz chlodniejsza.Umylam sie dokladnie a pozniej wyszlam owijajac recznikiem.Nie patrzac w odbicie lusta wytarlam sie,ubralam i wyszlam z lazienki.W pokoju byl calkowity nielad wiec wlazylam laptopa i puscilam jakas muzyke.Zaczleam sprzatac i ukladac nucac sobie pod nosem.Kompletne sprzatanie zajelo mi wiecej niz godzine.Zadowolona z siebie rzucilam sie na lozko i patrzylam w sufit gleboko oddychajac.Postanowilam sprobowac zadzownic do Milosza...Czemu taki pomysl? Nie mam pojecia.Czulam wielka potrzebe porozmawiania z bratem.Siegnelam po telefon i drzaca reka wybralam wlasciwy numer a pozniej wlaczylam na glosnomowiacy.Kolejne sygnaly wywolywaly u mnie coraz mocniejsze bicie serca.Gdy juz mialam rozlaczyc moj brat odebral.
-Ka...Karolina??
-Milosz...
-Boze,Ka...Ja tak strasznie przepraszam.Ja tak bardzo zaluje.Karolina blogam cie wybacz mi.Ja nie wiedzialem jaki popelniam blad.
-Milosz przestan.-przerwalam mu w polowie poniewaz nie mialam zamiaru tego sluchac.Rana na sercu caly czas byla i na pewno nie zniknie.Moglam wybaczyc jednak nie zapomniec.-Nie przepraszaj bo to bez sensu... Zadzownilam sama nie wiem co po...
-Uwazasz ze da sie jeszcze odbudowac nasze relacje??
-Nie wiem...Zawsze jest jakas iskierka nadzieji,tak?
-Karli...Karli to prawda z Bieberem??
-Mam go dosc Milosz...Tak bedzie lepiej dla nas obu.-zamknelam oczy mocno je zaciskajac.
-A co jak zejdzie sie znow z Gomez? Jak bedziesz sie czula widzac ich razem na gali o czym kolwiek?-w jego glosie bylo slychac troche zlosci.To czego teraz najmniej potrzebowalam to tego aby ktos byl na mnie zly.
-A co mam czuc? Milosz nie jestem juz z Justinem.Oboje mamy prawo do umawiania sie z innymi,tak? To nie dziala w ten sposob ze bede zawsze z JB.-skoro on mowi ze zloscia ja tez tak mowilam.Nikt mi nie bedzie pokazywal swojego ja.
-Przperaszam...Nie pomyslem.
-Mysl a nie przepraszasz...Dobra jest juz pozno...Dobranoc Milosz.
-Karli zadzwonisz jutro?-zapytal z taka nadzieja ze az moje serce oblalo cieplo niewyobrazalnie slodkie.
-Tak...-szepnelam i sie rozlaczylam.Usmiechnelam sie na chwilke znow sie kladac.Po chwili znow moj telefon rozbrzeczal jednak tym razem dostalam wiadomosc.''Odnowa kontaktu z braciszkiem? Ciekawe...Ciekawe... Mam propozycje.Ale to zadzownie do ciebie jutro kochanie :*". W moich rzylach krew automatycznie zziebla.Widomosc byla od tej tajemniczej osoby.Wylaczylam telefon.Czwalalam sie po lozku bo w ogole nie moglam zasnac.Ciagle myslalam o tej tajemniczej osobie,o moim bracie i o tym ze jutro znow bede musiala stawic czolo rzeczywistosci.Wkurzalo mnie juz to ze nie moglam zasnac jednak po wielu probach wreszcie mi sie udalo.
Rano juz gotowa,zadzonilam do Logana aby przyjechal po mnie i razem udalismy sie do studia gdzie czekala na mnie Haylie i Shila.
-Hej kochana.-przywitaly mnie kobiety buziakiem w policzki.
-Hej,hej.-powiedzialam wymuszajac usmiech.
-Widze ze ubralas sie w zestaw ktory ci zostawilam.-stwierdzila moja styliska oglafajac mnie od stop do glow.
-No tak,tak.Strasznie mi sie podoba.-wyszczerzylam sie nie udajac zadnych emocji.
-Dobrze...Bardzo dobrze.-powiedziala tajemniczo i juz wiedzialam ze myslala nad nastepnymi strojami.
-Dzis przyjda osby z magazynu Z!ink.-zaczela moja menadżerka gdy juz siedzialysmy.
-Mhm...-mruknelam wyciagajac telefon.-O ktorej?
-Za 20 minut.
-No ok.-przez ten czas rozmawialysmy odnosnie mojego wywiadu i tego kiedy nagram nadtepna piosenke.Wreszcie ktos zapukal a Haylie ich wpuscila.Bylo to dwoch mlodych mezczyzn ubranych bardzo powaznie.Mieli na sobie garnitury i krawaty.Zaraz po nich wszedl jeszcze jeden.Nie za mlody lecz nie za stary.Byl ubrany w jeansy,koszulke i marynare.Zastanawialo mnie to kim byl.Gdy wszyscy usiedli moj telefon nagle zadzownil wiec szybko zerknelam i ukazal sie jakis nieznajomy numer.Przeprsilam na chwile i szybko wyszlam z pokoju.
-Witaj skarbie...-uslyszalam ten obrzydly glos ktory nekal mnie od jakiegos czasu.
-Slucham twojej propozycji.-powiedzialam ostro poniewaz nie chcialo mi sie bawic w jakies gierki.
-Chcialbym abyspoznala mojego kolege...-powiedzial tajemniczo a ja zmarszczylam brwi.
-I po co to??
-Przyjaciel chce sie wybic...
-Hahaa...Ja sie sama jeszcze nie wybilam.
-Jak to nie...Kochanie jest o tobie wszedzie.-jego glos mnie odrazal.Nie cierpialam jak mnie tak nazywal.
-Nie mow tak do mnie...-syknelam wsciekla.Mialam dosc tego meczenia i zastraszania.Nie powiem ze sie nie balam jednak zlosc wziela gore.
-Nie unos sie suko...To ja tu rzadze.Jutro o 20.00 na dachu hotelu ''Malibu''.Lepiej dla ciebie jak bedziesz sama.-powiedzial juz naprawde wkurzony i sie rozlaczyl.Westchnelam gleboko i wrocilam do pokoju chowajac telefon do kieszeni.
-Przepraszam.To bylo wazne.-usmiechnelam sie sztucznie siadajac miedzy Loganem a Haylie.Wszyscy pokiwali glowa i zaczeli gadac o tej sesji a ja wyciagnelam tel i zaczelam esemesowac z RiRi ktora wlasnie sie obudziala.
- A tobie pasuje?-uslyszlalam glos Shili i poczukam jak wszyscy na mnie patrza.
-Hm?-automatycznie schowalam telefon i usiadlam prosto.
-No data...-dodala.
-Tak,tak.Pewnie.-spojrzlalam blagajaco na Logana a on mnie zlapal za dlon i wiedzialam ze pozniej mi wszystko wytlumaczy.
-W takim razie ustalone.-powiedzial jeden z tych panow w garniturze.Podal jakies papiery mojej menadżerce i zaczeli sie podnoscic.W pewnym moemenice drzwi sie otworzyli bez zadnego pukania a w nich zobaczylam....
_____________________________________________________
Jak obiecalalm tak dodaje.Juz sie balam ze nie dodam bo moja mama mi zabronila dzis wejsc ale jak widzicie udalo mi sie ^^ Mam nadzieje ze rozdzial sie spodoba i piszcie w komach kogo typujecie na osobe ktora weszla do pokoju? Jestem ciekawa czy zgadniecie. :P
Zajrzyjcie tez na mojego drugiego bloga ;) Jutro na pewno sie cos na nim pojawi :D
-Patrys

Następny blog.

Jak sami widzicie...Zalozylam nastepnego bloga.Zblizaja sie wakacje,polowe popraw i egzaminow mam juz za soba (akurat tych trudniejszych) wiec jestem juz luzniejsza i wgl wiec pomyslalam nad prowadzeniem dwoch szczegolnie ze tego za jakis czas zakoncze...
Wiec oto link do nowego bloga: http://epicevillove.blogspot.it/
I od razu mowie: NIE CzYTALAM "DANGER" !! Juz dwie kolezanki mi powiedzialy ze zapowiada sie po tym jak im opowiadalam,jak ''Danger"...
Mam nadzieje ze bedziecie zagladac na obydwa :) POstaram sie dodawac regularnie ale ostatnio przeskrobalam sobie u rodzicow i mam troszke ograniczony komuter -.- eh...
-Patrys