niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdzial 44

Nie wiem co zrobic...Wpatrujac sie w duza biala kartke a lzy same staja mi w oczach. John siedzi obok z otwarta buzia.Patrzy to na mnie to na papier a ja mam ochote uciec. Nie,nie to nie mozliwe...To nie moze byc prawda... Na samej gorze wielkimi literami widnieje napis: WYNIKI DNA. Zchodzac nizej wzorkiem zauwazam swoje zdjecie i Usher'a, jakies inne nasze dane i na koncu przy pytaniu o ustalenie o ojcostwo jest napisane: pozytywny. Za co?! O co tu kurwa chodzi?! To jakas ukryta kamera??? Rzucam kartki na stol i podrywajac sie szybko wybiegam z kawiarni.John nie probuje mnie gonic, zbiera tylko balagan ktory narobilam i spokojnie wychodzi za mna. Ja jednak jestem juz w windzie do pietra na ktorym znajduje sie gabinet Braun'a. Zatrzymuje sie przed dzwiami nie widzac co zrobic.Gdy jednak decyduje sie na ich otwarcie Scoot patrzy na mnie smutno.
-Wejdz prosze.-mowi spokojnm glosem podnoszac sie z miejsca. Ja jednak sie nie ruszam.-Rozumiem ze czujesz sie strasznie jednak...Muszisz zrozumiec wiele rzeczy. Podchodzi blizej,krece tylko glowa zatrzymujac lzy.
-Czemu mnie oszukiwaliscie?-mruze oczy.-Dlaczego powiedzieliscie to teraz?! Dlaczego nie zapytaliscie mnie o zdanie?! Moze nie chcialam znac prawy!! Moze chcialam myslec ze moimi rodzicami sa ci od ktorych ucieklam!!-moj smutek powoli znika...Narasta rozpacz, zlosc i zal.-Jak mogliscie?-patrze prosto w jego teczowki ktore mimo wszystko wyrazaja spokoj.-Zreszta nie wazne...-odwracam sie szybko i biegne dalej. -Cher czekaj!!-to ostatnie co slysze.Wybiegajac przez tylnie drzwi od budynku znajduje sie na ogromnym zabudowanym parkingu. Zamykam na chwile oczy i biegne dalej kiedy na kogos wpadam.
-Cher?-tak doskonale znam ten glos. Ten aksamitny glos dzialajacy na mnie jak lekarstwo.-O matko kochanie co sie stalo?-przyciaga mnie do siebie a ja stajac na palsach opaltam jego szyje.
-Ja..Ja juz nie moge.-rozplakuje sie calkowicie a on sciska mnie mocno chowajac twarz w moim ramieniu.
-Bede przy tobie...-glaszcze mnie po plecach. Mimo ze pewnie nie wie jeszcze o co chodzi ciesze sie ze potrafi mnie pocieszyc.Stoimy tak na srodku, ja szlochajac on wciaz szepczac mi do ucha czule slowka, nie wiem przez jak dlugo.-Zabiore cie stad.-mowi podnoszac mnie jak panne mloda i wraca sie do swojego samochodu. Nie portestuje poniewaz,przyznaje sprawia mi to cholerna przyjemnosc. Pff ktorej dziewczynie by sie nie podobalo jak chlopak ja nosi na rekach?? Gdy sadza mnie na miejscu pasazera spoglada zatroskanym wzorkiem a ja pociagajac za jego rekae tak by byl troszeczke nizej caluje jego policzek.Czuje jak mimo wszystko leciutko sie usmiecha. Prowadzac wciaz na mnie spoglada nie pewnie. Od razu mam przed oczami jak po pobiciu mnie przez Tyge jechalismy do mojego domku nad morzem. Zauwazam ze znow tam jedziemy.-Powiesz mi co sie stalo?-szepcze lapiac moja dlon i caluje knykcie. Od razu przenosze na niego swoj posty wzork. Otwieram usta i w ostatniej chwili znow je zamykam.
-Nie wiem jak...-opadam bezsilnie na oparcie fotela i zamykam oczy.Reszta drogi wyglada tak samo: kompletna cisza. Justin potrafi uszanowac fakt ze nie potrafie jak na razie nic powiedziec i kazda moja rozmowe telefoniczna odbiera lub odrzuca. -Chodz.-skina do mnie glowa podajac mi reke kiedy drzwi z mojej strony sa juz otwarte. Musielismy jechac naprawde szybko skoro w tak krotkim czasie tu dojechalismy.
-Czemu przyjechalismy wlasnie tutaj?-siadam sobie wygodnie w hamaku na tarasie i patrze wyczekujaco na stojacego przede mna Bieber'a.
-Ymm...Pomyslalem ze przyda nam sie chwila tylko dla nas.-usmiecha sie niesmialo.-Cher ja sie martwie,okej? I w ogole nie podoba mi sie ta cala sytuacja. Ten miesiac byl straszny.-kuca opierajac sie lekko o moje kolana.-Widzac ciebie chodzaca tak z smetna minka i nie mogac nic zrobic to jest straszne. I jeszcze ten John, wiesz jak mi on dziala na naerwy? I tak, jestem zazdrosny.-mowi patrzac z pod rzes.- A dzis jak zobaczylem cie taka zaplakana...Nie moglem pozwolic ci wrocic do domu. Musialem sie toba zajac.-jego slowa sa po prostu wspaniale. Usmiecham sie dotykajac jego policzka.
-Dla mnie tez ten miesiac byl straszny. Myslalam ze ciebie w ogole nie rusza to ze nie mozesz miec ze mna kontaktu, myslalam ze moze Gomez ci wszystko rekompensuje. Zabolalo wtedy gdy na komisariacie sie o nia zapytales. Cholernie to bolalo przez dlugi czas. John jest dla mnie bliska osoba, ale jako brat. Jest dla mnie jak Chris. Nikim wiecej. Czy ty naprawde nie widzisz tego jak ja na ciebie patrze? Jak boli mnie gdy widze cie w otoczeniu jakis panienek, lub jak swietnie sie bawisz beze mnie. Justin zrozum to wreszcie ze mi na tobie zalezy!-znow sie rozplakuje. Wreszcie mu to wytlumaczylam. Czasami faktycznie dobrze jest sie odciac od wszystkich i zostac samym. Justin siada kolo mnie przytulajac do swojej klatki. Od razu sie w niego wtulam a ten calujac mnie po glowie,obejmuje moje plecy.
-Wiem,wtedy z Gomez zachowalem sie jak skonczony dupek. Bylem po prostu ciekawy czy potrafila przyjechac. Uwiez ze nic do niej nie czulem przez tamten czas. Gdy wyjechalas zachowywalem sie jak jakis pieprzony debil. Pilem,imprezowalem, wykorzystywalem dziewczyny...A to ze Gomez ciagle byla obok po prostu pozwalalo mi na sex kiedy chce. Jak zobaczylem ciebie do mnie biegnaca to od razu zrobilo mi sie inaczej. Ty bylas tam a my w ogole sie do siebie nie odzywalismy. Chcialem zebys zostala ze mna na zawsze. Wiem ze spieprzylem ale wciaz mi na tobie zalezy. Przez ten miesiac welu rzeczy sie nauczylem.Nie skrzywdze cie juz.-zapewnil kladac nas glebiej w tym ogromnym hamaku.
-Mm...-mrucze usmiechajac sie prawie niedostrzegalnie.Ej no ale jednak cos sie liczy! Cisza miedzy nami nie jest wcale krepujaca. Bwimy sie swoimi palcami po prostu odpoczywajac. Trwalo to jakis czas...Naprawde dlugi czas...-Jestem corka Usher'a.-wypalilam bez uczuc podnoszac sie do pionu.Biebs chyba nie zajarzyl jeszcze co wlasnie powiedzialam po dopiero po paru sekundach siada do pionu kiedy ja opieram lokcie o barierki.
-Ze c...co?-przelyka sline.
-To dlatego plakalam...-wzdycham przecierajac twarz dlonmi i zarzucajac wlosy na plecy. W tym momencie czuje rece Jusa oplatajace mnie za brzuch.Caluje moje ramie a ja lapie jego kark.-Tak po prostu Scoot dal mi papiery z wynikiem DNA.-odwracam sie w jego objeciach i klade dlonie na jego ramionach.-Dowiedzialam sie ze ucieklam od ludzi ktory nie sa dla mnie bilogicznymi rodzicami, meczylam sie z nimi tak naprawde nie potrzebnie!-mowie podirytowana.-Ciekawe tylko kto jest moja matka...-usmiecham sie sztucznie i odchodze do srodka. To zdecydowanie ciezki dzien....
-Pobodka.-ktos szeprze mi do ucha a pozniej caluje moj policzek. Nie kto inny jak Justin. Wczoraj spedzilismy wieczor na ogladaniu, przytulieni do siebie, jakiegos filmu jednak szybko usnelam w objeciach chlopaka.-Sniadanie do lozka na dobry poranek.-usmiecha sie do mnie podajac mi tace.
-Ojeej...-przecieram dlonia oko.-Nie trzeba bylo.-zabieram sie za jedzenie a on siada obok mnie.Przeglada cos w telefonie co chwila spinajac miesnie.-Co jest bo juz nie moge patrzec na ciebie takiego zdenerwowanego.-odstawiam resztki po jedzeniu na stolik obok lozka i siadam mu na kolanach.Jest ewidentnie tym zaskoczony ale ja sobie nic z tego nie robie i biore jego telefon.
 Przegladal jakies strony plotkarsie gdzie wszedzie az wrzalo od tego ze rozstal sie z Gomez i takie inne duperele.-Nie przejmuj sie.-klade sie brzuchem na jego brzuchu i wtulam w niego jak mala dziewczynka.Znow miedzy nami panuje przyjemna cisza kiedy glaszcze mnie po wlosach.
-Kocham cie Cher.-jestem w szoku. Ze on co mnie? Ze on to powiedzial? Siadam automatycznie lapiac sie za usta.-No nie patrz tak na mnie...-mowi wywracajac oczami i zakrywa cala twarz dlonmi.-Chyba nie sadzilas ze nic do ciebie nie czuje co?-nie wiem czy on pyta na serio czy to jest retorycznie ale i tak nie moge wyjsc z szoku.-Cher?-marszczy brwi patrzac na mnie dziwnie. Nic nie mowie mimo wszystko. Wpijam sie w jego usta a on od razu i tak robi po swojemu przejmujac inicjatywe. Usmiecham sie mimowolnie wtulajac sie w niego bardziej.
-To mialo znaczyc: ja tez cie kocham.-usmiecham sie kolejny raz zlaczajac nasze usta lecz teraz delikatnie i krotko.
-Wreszcie...-szepcze wtulajac sie w moja szyje i caluje ja delikatnie co wywoluje u mnie smiech. Mam laskotki.-Jego reka laduje tuz nad moimi posladkami a ja obejmuje jego kark.To jedna z piekniejszych naszych wspolnych chwil.
-Teraz to dopiero bedzie w mediach.-wciaz chichocze.Taaaaaak, nie dosc ze okazalo sie ze jestem corka Usher'a to jeszcze Bieber wyznal mi milosc. No nieeeeeeeezle.To sie porobilo, ale podoba mi sie taki przebieg zdarzen. Justin faktycznie sie zmienil,wydoroslal i jest bardziej odpowiedzialny.
-Chuj mnie to obchodzi co powiedza. Mam swojego skarba i tyle mi wystarczy.-mowi wciaz z twarza gdzies w moich wlosach.
-Czyyyyyliiii co to teraz oznacza?
-To raczej oczywiste...Ale badzmy klasyczni.-odsowa sie leciutko by spojrzec mi w oczy wciaz z glowa na poduszce.-Czy uczynisz mnie tym szczesciarzem i bedziesz ze mna?-do tego robi slodkie oczka ktorym nie da sie odmowic.Cwaniak.Chichoczac kiwam glowa. Justin przysowa swoje usta do moich pozostawiajac mi jednak ten centymetr bym to ja zdecydowala.Patrzcie jaki nagle przykladny sie znalazl. Wywracam oczami i caluje go popychajac na plecy.Caly poranek spedzamy na lezeniu razem, rozmawianiu z malymi przerwami na buziaki i wymyslaniu jaka bedzie trasa mojego chlopaka.Oh jak to pieknie brzmi. Kiedy jednak zbliza sie godzina obiadowa Justin postanawia nas wyrwac z wyra.-Trzeba jechac gdzies na obiad.-mowi z usmiechem wychodzac z lozka jednak na chwile sie wraca by skrasc malego calusa.Zachowuje sie definitywnie slodko.
-W co ja mam sie ubrac?-pytam podnoszac brwi kiedy on odwraca sie w drzwiach lazienki by spojrzec w strone skad dochodzi moj glos.
-Masz w szafie pelno ubran,pamietasz?-mowi to z nutka lekkiego znudzenia a ja nie mam pojecia o co mu chodzi.-A no tak nie mozesz pamietac...Moja mama kupila nam pare rzeczy na wypadek naglego przyjazdu tu.-wzrusza ramionami.-Jak widac slusznie.-ziewa przeczesujac wlosy dlonia.-Idziesz sie wykapac?-pyta zachecajaco.Krece jednak glowa usmiechajac sie.-Za wczesnie?-teraz potakuje na co on robi smutna buzke.Przesylam mu calusa a on usmiechajac sie zamyka za soba drzwi. Rozwalam sie na lozku z rekami wyciagnietymi w obie strony i szczerzac sie jak glupia. Jaka jestem szczesliwa! Zeskakujac z lozka drepcze do garderoby w ktorej az mnie wrywa w podloge. Ona jest PELNA.
Od razu rzuca mi sie w oczy odpowiedni zestaw i z usmiechem na ustach klade go na lozku w tym samym czasie Jussi wychodzi z lazienki owiniety recznikiem na biodrach i z mokrymi wlosami. Przytula sie do mnie a ja piszcze kiedy koszulka calkowicie przykleja mi sie przez niego do plecow. Smieje sie jednak bardziej sie w niego wtulam.
-A coz to za okazja z tym obiadem?-pytam wciaz bedac w jego objeciach.
-A to musi byc jakas?-pyta retorycznie.-Po prostu zabieram swoja dziewczyne na jakies dobre jedzenie.-dodaje sexownym glosem prosto do mojego ucha.
-Mhmmmmm.-zamykam oczy i odchylam lekko glowe tak by ulatwic mu dostep do moich ust ktore od razu zamyka w swoich.
-Za 20 minut jedziemy.-mowi machinalnie i idzie do garderoby. Wzruszam ramionami i z moimi ciuchami udaje sie do lazienki. Mam nadzieje ze to bedzie udana reszta dnia bez wiekszych rewelacji. Chce spedzic ten dzien na nic robieniu z Bieber'em...I szczerze licze na to ze nie wracamy do naszego miasta jakos specjalnie szybko. No co? Chce sie nacieszyc prywatnoscia i przywyknac do faktu ze jestesmy razem. Aaaaaaa!! No wlasnie...Wreszcie razem.
_____________________________________________________
Noooo to jestem. Rozdzial coz... No taki sobie. Ale no kurde ONI SA RAZEM *^* Czyz to nie wspaniale? Wiem wiem dlugo was trzymalam bo w koncu 44 rozdzialy a oni dopiero zostali para to troche czasu jednak podoba mi sie ten przebieg wydarzen. A co wy na to ze Cher jest corka Usher'a? Macie jakies spekulacje na temat tego kto jest jej matka? :D
Liiiicze na duzo komow! :P
Kocham was i strasznie za wami tesknilam.
-Patrys

piątek, 11 lipca 2014

Rozdzial 43

*** 6 luty ***

Taaaak...No coz. Od tamtej akcji minal juz jakis miesiac.Wscieklam sie na Chris'a kiedy w studio okazalo sie ze Bieber stosuje sie do jego grozb. Mialam dosc kiedy piosenkarz nawet nie chcial na mnie spojrzec i nasze kontakty pozostaly faktycznie czysto zawodowe. Wkurzalo mnie to tak bo ja naprawde chcialam z nim wszystko wyjasnic. Fakt,cholernie zabolal mnie fakt ze wolal Gomez ale co ja moge na to poradzic? To jego wybor.
-Mala musimy jechac do studia.-Josh powiadamia mnie za chwile wychodzac z pokoju. Mieszka z nami bo tak jest wygodnie.
-Hej czekaj! Zalatw mi mocna czarna kawe.-usmiecham sie trzymajac jedna reka drzwi.
-Juz sie robi. I wez przebiesz te dresy-spoglada na moja postac.-To raczej powazne spotkanie.-mowi juz odchodzac.
-Ej co to bedzie?-wychodze na schody spogladajac na niego krzatajacego sie po kuchni.
-Trzeba ustalic trase JB.-mowi unoszac na chwile wzrok.Marszcze brwi wzruszajac ramionami. No wlasnie...TRASA. Kilkanascie miesiecy spedzonych w otoczeniu calego BieberTeamu. Z jednej strony zabawa z drogiej ciezka charowa. Tymbardziej ze bede musiala sie wysilic i jakos znosic normalnie Justin'a. A i do tego latac kurwa z jednego konca swiata na drogi odnosnie filmu. Choreografie juz tancerze umiejaja. Przyznaje sa naprawde chetni do pracy i w ogole nie narzekali gdy spedzalismy na sali po 10 godzin. Rezyser jednak prosil mnie abym asystowala przy nagrywaniu a ja sie zgodzilam. Moglam odmowic...
Stojac w garderobie przewijam wieszaki szukajac jakiegos odpowiedniego stroju. Znana jestem ze preferuje luzna elegancje wiec gdy Josh podkresla ze mam sie ubrac odpowiednie to nie ma na mysli spodni dresowych z opuszczonym stanem, szpilek i marynarki. A szkoda. Wreszcie wyciagam odpowiedni stroj i z usmiechem wychodze do pokoju.Kiedy klade go na lozku moj telefon zaczyna dzwonic. Niall.
-No hej babyyyy.-przeciaga smiejac sie.
-No hay sweeeeeety.-wywracam oczami kierujac sie do lazienki.-Co tam co tam?
-Dzownie w sprawie tego tancerzyka ktorego poznalas u nas.
-Aaaaaa.-marsze brwi.-Damn! Zapomnialam o nim kompletnie.-lapie sie za czolo patrzac w lustro.
-Wlasnie.-mowi znudznoym glosem a ja juz wiem co powie.-Ten dupek teraz nas obwinia o to ze nie chcemy mu pomoc.
-Ups?
-Ups?! Cher,ups?! Kochanie prosze cie nastepnym razem nie proponuj nikomu niczego.Nim sie juz zajmiemy ale tak na przyszlosc...U nas masz zakaz.Zrozumiano?
-Tak,tato.-chichocze pod nosem.
-No ciesze sie ze zrozumialas corciu a teraz marsz do pokoju i odrabiaj lekcje.-mowi zmieniajac glos na mardziej gruby i szorstki a ja mimowolnie wywracam oczami.
-Papaaaaa,pozdrow chlopakow.
-Jasne mala,do nastepnego.-rozlacza rozmowe a ja wracam do pokoju po ciuchy.
-Jestes gotowa?!-Chris krzyczy z dolu ale ja nie odpowiadam.Przez miesiac ani slowem sie do niego nie odzywalam. Po chuja sie wpierdalal nieproszony? Po to mam Josh'a zeby rozwiazywal takie sprawy. Poprawiajac ostatni raz make up siegam po torebke i wychodze z pomieszczenia.
-I jak? Moze byc?-kieruje sie do mojego asystenta usmiechajac sie sztucznie.
-Jakbys na pogrzeb szla.-mowi lekko zawiedziony a ja mam ochote wybuchnac smiechem.
-Kurwa nago moge isc!-wyrzucam rece w powietrze mowiac na polsmiechu.
-Wiesz...-Josh mierzy mnie wzrokiem.
-Nawet nie koncz.-odwracam sie do wyjscia lapiac z jego reki kawusie i wychodze na zewnatrz gdzie flesze aparatow lekko mnie oslepiaja. Ugh...
-Naprawde nie moge byc w busie z tancerzamiiii?-jecze bawiac sie kubkiem kawy. Josh jeszcze nie poznal Justina dlatego wolal poczekac na mnie w kawiarni obok i bardzo mu za to dziekowalam.Jak na razie nie chce zadnych konfrontacji.
-Miejsca juz zostaly przydzielone.-Scoot warczy zmeczony moimi narzekaniami.-Wy mozecie jedynie zdecydowac ktore chcesz lozko.-smieje sie pod nosem a ja zerkam na niego zlowrogo.-Podsomowujac... Trasa zaczyna sie oficjalnie 20'ego lutego.Jednak wyjezdzamy 18'ego wieczorem dlatego licze ze wszyscy bedziecie gotowi i szkorzy do pracy. Pamietajcie zeby odebrac jeszcze plan trasy,nie chce sluchac co chwila ze nie wiecie gdzie jedziemy.-usmiecha sie,pewnie wspominajac jakies inne akcje.
-Justin a pamietasz jak przez godzine laziles za Scoot'em i darles sie ze jedziemy do Mexyku a nie do Hispanii.-zaczyna sie smiac sie jeden z tancerzy a piosenkarz pijac wode wciaz gapi sie w trampki.Wszyscy juz jestesmy zmeczeni ale to nie oznaczalo ze mamy wylaczac sie z tej konferencjii.
-Justin.-nic nie odpowiada.-Justin do chlolery badz uwazny!-Scooter najwidoczniej mia dzis gorszy dzien.
-Nie wazne..Dokonczcie beze mnie.-podciagajac swoje spodnie wychodzi z pomieszczenia z chukiem drzwi.Wszyscy oczywiscie spogladaja w moja strone. Frustruje mnie to ze gdy JB sie tak zachwouje obwiniaja za to moja osobe. Czuje sie wtedy jak intruz i mam wrazenie ze ta trasa nie bedzie wcale dla mnie czyms lekkim.
-No co?
-Gowno.Zapierdalasz za nim.-moj stary przyjaciel chyba dzis ma NAPRAWDE zly dzien.Wzdycham odsowajac swoje krzeslo i patrzac na niego zawistnie ide do drzwi.
-Jak sie pozabijamy to twoj problem.-wychodzac na korytarz rozgladam sie dookola i przy oknie dostrzegam postac piosenkarza. Nie chce z nim gadac. Bo niby po cholere?! Co moze jeszcze mam go przeprosic? Pff niedoczekanie. Trzymajac swoje zgiete lokcie zmierzam powoli w jego strone. Szczerze przyznaje ze boje sie tej rozmowy.-Justin...
-No co?-jego ton jest troche ostry a gdy na mnie spoglada jego oczy emanuja smutkiem.
-Nie takim tonem.-mroze oczy a po chwili wzdycham.
-Mam nadzieje ze Chris jest zadowolony, chyba wywiazuje sie z jego kary.-dodaje wciaz tym samym glosem.Chce mnie ominac jednak lapie go za dlon.
-Posluchaj...Nie musiales sie go sluchac. Nie pozwolilabym zeby ci sie cos stalo,okej? Zrozum to wreszcie ze nie robie niczego co by ci zaszkodzilo. Jestes z Sel to sobie badzcie, zycze wam szczecia ale nie mysl ze bede tego czescia, bo wlasnie to rani moje szczescie.-z ostatnim slowem puszczam jego dlon wolno.
-Nie jestem juz z Gomez...-odwraca sie powoli na pietach by byc twarza do mnie. Opieram pupe o parapet patrzac na podloge i krecac leciutko glowa.-Uwierz mi.-lapie za moj podbrodek unoszac go do gory. Dopiero teraz czuje jak blisko mnie podszedl, nasze brzuchy sie prawie stykaja. Podnosze zaszklone oczy na jego twarz,wpatrujemy sie przez dluzsza chwile w siebie do poki nie wyswobadzam swojej twarzy z jego palcy.
-No i co to zmienia?-nie potrafie na niego spojrzec. Wiem ze wtedy bym sie rozplakala a nie moge jak na razie sobie na to pozwolic.Znacie to uczucie kiedy jestescie gdzies,macie cholerna ochote plakach, oczy zachodza lzami, w gardle czujecie ta piepszona gule ale wciaz powtarzacie sobie ''nie teraz,nie teraz'' ? Jesli tak to wiecie co teraz czuje.
-Zacznijmy od poczatku co? -mowi ochoczo a ja marszczac brwi spogladam na niego niezrozumiale.
-Zartujesz sobie? To niemozliwe. Bynajmniej ja tak nie potrafie.-krece glowa stajac juz na wyprostowanych nogach. Blad, stykamy sie teraz z Bieber'em calkowicie. Czuje jego oddech,jego zapach,cieplo jego ciala, jego napiete miesnie brzucha.
-Believe.-szepcze stykajac delikatnie nasze usta.Usmiecha sie co jest mega slodkie a ja nie potrafie sie temu oprzec.Zostaje jednak bez ruchu.Jestem zszokowana i kreci mi sie juz w glowie. Nie nadarzam nad tym co dzieje sie w moim zyciu! Mam dosc.Odpycham go lekko krecac glowa z usmiechem.
-Skoro mamy zaczac od poczatku to nie caluje sie nowej.-puszczam mu oczko i wymijajac ide do sali.Kiedy wchodze odwracam sie na chwile puszczajac mu oczko poniewaz czuje ze jest za mna, nie myle sie. Zajmuje swoje wczesniejsze miejsce kolo Scooter'a i opieram lokcie o blat.Justin szybko zajmuje miejsce na przeciwko mnie usmiechajac sie lobuzersko i krecac glowa. Odwracam sie na chwile w strone Ryan'a i reszty chlopakow ktorzy lekko sie usmiechaja i ledwo co kiwaja glowami porozumiewawczo.
-Wasze zachowanie jest dosc dwuznaczne no ale nie wnikam.-oboje z Biebs'em od razu an niego spogladamy oburzeni.
-Posadzasz nas o cos?!-piszcze zabawnie.
-Jeszcze o cos zboczonego!?-Justin rowniez mnie nasladuje jednak mu to w ogole nie wychodzi i wszyscy zaczynaja sie smiac. Spogladamy teraz po sobie i krecac glowami przybijamy sobie piatke.
-Czyli mam razumiec ze miedzy wami wszystko ok?-pyta mierzac nas obu, a my jako jedyni szczerzymy sie jeszcze do siebie robiac glupie miny.
-Scotty jestesmy tu po to bys pierdolil nam o trasie a nie o tym co miedzy nami jest lub czego nie ma.-usmiecham sie slodziutko niczym 5'latka robiac z ust rybke.
-No i wrocila Cher ktora znamy.-smieje sie krecac glowa i podaje mi jakies papiery.-Sadze ze musisz to przeczytac,sama.-podkresla ostatnie slowo a moja mina od razu smutnieje. Nie mam pojecia co to jest, i czemu dal mi to przy wszystkich.-A teraz mozecie juz isc.-siada zmeczony pocierajac twarz.Siedze tak bez ruchu wpatrujac sie w zolta teczke.-No juz ty tez zmykaj.-usmiecha sie slabo.
-Co to jest?
-Musisz to sama zrozumiec mala. Bedzie dobrze,obiecuje.-caluje mnie w glowe niczym tata swoja mala corke.Wstaje biorac kubek kawy i swoja torebke.Patrze na niego przy drzwiach i mrugam powoli zatrzymujac wszystkie uczucia ktore ujawniaja moje zrenice.
-Boje sie...-szepcze na odchodne i zamykam za soba drzwi.Na winde nie musze czekac bo akurat czeka na moim pietrze,oh co za szczescie.Szybciutko drepce w jej strone i po wyjsciu z pomieszczeni a od razu dzwonie do Josh'a ze za 5 minut widzimy sie w kawiarni.
-Wiec nie masz pojecia co to jest?-pyta ogladajac z wierzchu koperte.
-Nie. Wez ty to otworz.-macham w strone przedmiotu patrzac z lekkim hmm obrzydzeniem? Chyba tak to moge opisac.
-Ale...
-Wiem ze powiedzial ze mam to otworzyc sama ale jakos mi nie zalezy. Ufam ci dlatego ty to musisz otworzyc.-warcze opierajac czolo na rekach.-Jestem juz zmeczona a to paradoks bo niedawno niby mialam wolne.-krece glowa.
-Mala...Powinnas to zobaczyc.-Josh przelyka sline a jego twarz jest totalnie blada. Od razu przechodza mnie cierki i kiedy podaje mi papiery a kiedy ja zerkam jednym okiem na pierwsza strone mam ochote zemdlec. Przed oczami mam mroczki i czuje jak moje cialo robi sie lekkie oraz trace nad nim panowanie. No tego to sie nie spodziewalam...
_________________________________________________
Nie bedzie mnie do 15'ego sierpnia.Bede w Polsce...
-Patrys

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdzial 42

Po przeczytaniu rozdzialu poswiec mi jeszcze chwilke by przeczytac ta notke pod rozdzialem. Z gory dziekuje.
___________________________________________________
-Ale...Ale skad ty sie tu wzielas?- patrzy na mnie na wyciagnietych recach wciaz jednak mnie trzymajac. Odczowam to tak jakby bal sie mnie poscic. Usmiecham sie niesmialo i znow wtulam w jego klatke piersiowa.
-Przylecialam tak szybko jak tylko moglam.-wyszeptalam i poczulam jak chlopak caluje mnie w czobek glowy.
-Jest Selena?-pyta z lekka nadzieja rozgladajac sie po korytarzu.Czy cos czuje? No ba! Mam ochote uciec, mimo wszystko on woli ja.
-Nie.-mowie stanowczo i lekko szorstko dlatego on mocniej mnie do siebie przytula. Gdy podchodzi do nas Pattie od razu sie odsowam mimo iz Bieber stawia opory.Posylam mu sztucznie lagodne spojrzenie i odchodze razem z Twistem w strone wyjscia z budynku.Nie to ze jakos swietnie sie tam czuje. Moj kolega ciagle patrzy na mnie badawczo.- No co?
-Zalezy ci na nim...-to jest raczej stwierdzenie i przechodza mnie dreszcze kiedy pomysle ze az tak to widac.
-Nie, zalezy mi na kasie ktora dzieki niemu mam.-odpowieda jakby na rozkaz i od razu tego zaluje kiedy oczy Lil'a wedruja na postac za mna. Justin. CHOLERA!
-Na mojej kasie?
-Ja nie...Nie mialam tego na mysli...-nie zdazamnic wiecej powiedziec bo on odchodzi w strone skad przyszedl. Rzuca sie za nim i lapiac jego reke szarpe nia lekko.
-Zostaw mnie.-warczy.
-Dobrze! Rob jak chcesz! Ale wiesz co?! Tak,kurwa,zalezy mi na tobie! Zadowolony?! Jak myslisz czemu tu jestem,co?! I tak,zabolalo mnie to pierdolone zdjecie jak calujesz Gomez!! A propo...Gdzie ona jest co?-kpie rozgladajac sie dookola.Justin stoi tak przede mna z rekami w kieszeniach i patrzy morderczo.-Nie ma jej,nie ma twojej dziewczyny. Jakos nie potrafila przyjechac z drogiego konca kraju kiedy ja potrafilam przyleciec z innego kontynentu!-wyrzucam rece w powietrze i nie panuje nad lzami.Widzac jego oczy cos kuje mnie w serce.Nie chcialam pogorszac jego stanu...Ale wyprowadzil mnie z rownowagi, mimo ze mial do tego prawo.-Przepraszam...-mowie pociagajac nosem i ide do samochodu. Coz...Szkoda ze musimy wracac tym samym. Gdy szofer Bieber'a otwiera mi drzwi usmiecham sie przez lzy zakrywajac wciaz twarz przed masa paparazzi i fanow stojacych tam. Nie chce zeby widzieli mnie w takim stanie. Przeciez nie chce zbednych skandali szczegolnie teraz kiedy nie mam na to sily. Siadajac przy oknie,dziekuje Bogu ze samochod ma ciemne szyby. Doskonale wiem ze sprawilam przykrosc Justin'owi moimi slowami jednak dzialalam pod impulsem. Po chwili drzwi ponownie sie otwieraja a wchodza do srodka Twist razem z Pattie. Oboje spogladaja na mnie smutnie. Moge zakladac ze oboje slyszeli moje przedstawienie na korytarzu.
Gdy kobieta siada obok mnie otwierajac buzie jakby chciala cos powiedziec, krece tylko glowa ocierajac lzy.Mallette jest z tych kobiet ktore wrecz musza pomagac. Doskonale wiem ze mnie nie zostawi w spokoju i bedzie drazyc temat,jednak zaskakuje mnie gdy Lil zajmuje ja za wszelka cene rozmowa. Czuje sie jak gowno. Przylecialam do niego kurwa, czekalam pieprzone 6 godzin a on sie pyta czy jest ta suka. Jeszcze mnie!! A doskonale wie ze jej nie cierpie. Gdy,powyrzej wymieniona osoba, wchodzi do auta usmiecha sie szeroko i siada na przeciwko mnie. Siedze z glowa oparta o ramie Twist'a a wszystkie moje wlosy zakrywaja mi twarz.
-Otworz okno!-smieje sie do Scoot'a i kiedy juz moze sie wychylic on woli po prostu usiasc na dachu i pomachac do fanow. Wzdycham smutno poniewaz teraz moglabym sie cieszyc razem z nim...Ale czy zaluje tego ze przylecialam?- Dziekuje wam!!-krzyczy do Beliebers.-Jestescie najlepsi!
-Justin wracaj.-nakazuje Pattie kiedy znajdujemy sie juz na wjezdzie na autostrade. Piosenkarz wsowa sie z powrotem na swoje miejsce i zdejmuje kaptur a usmiech znika.
-Wiesz ze bedziemy musieli o tym porozmawiac?-warczy Scoot. Moja glowa zaczyna lekko bolec od nadmiaru emocji.
-Spokojnie...-Lil szepcze mi do ucha glaszcac po dloni. Skinam glowa czujac na sobie spojrzenie JB. Ignoruj go,ignoruj. Powtarzam sobie zamykajac powoli oczy.
-Jasne...Ale nie dzis.-mowi poprawiajac swoje wlosy.-Przepraszam was jeszcze raz.Zachowalem sie jak szczeniak.
-Dobrze ze wszystko jest ok.-jego mama przytula go, lekko czochrajac jego co dopiero ulozona fryzure.
-Nie wszystko.-mowie tak by nikt mnie nie uslyszal. Matko jaka ja jestem zalosna.
-Kochanie zostaniesz u nas na kolacji?- pyta Mallette lapiac moje kolano. Jej glos jest pelen nadziei, checi i zyczliwosci. Przykro mi jej odmawiac.
-Nie dziekuje za zaproszenie.-odgarniam wlosy tak by widziec chociaz oczy kobiety.-Potrzebuje rozmowy z Chris'em.-daje jasno do zrozumienia ze teraz jedyna osoba ktora chce miec przy sobie to moj niby brat.
-A moze jedna...-nie pozwalam skonczyc Justin'owi. Wiem ze powinnam byc teraz z nim ale nie potrafie.
-Nie.-sycze niemilo.-Powiedzialam nie...-marszcze brwi tak jakby zastanawiajac sie nad moim zachowaniem. 'Pozory Cher. Utrzymuj pozory.'. Reszta drogi przebywa w ciszy. To znaczy inni rozmawiaja zawziecie a ja sie wylaczam. Lil szepcze mi do ucha ''jestesmy'' a ja na nikogo nie patrzac mowie po prostu ''dowidzenia'' i znikam za drzwiami auta. Czym predzej kieruje sie w strone wejscia i gdy chce zlapac za klamke drzwi zostaja otworzone. Przytulam sie do szyi Brown'a rozplakujac sie calkowicie ten podnosi mnie tak iz moje nogi oplatuja go w pasie. Wiem ze Justin to widzi, nie odjechali jeszcze. Chris trzymajac jedna reka moje plecy a droga zamykajac drzwi wchodzi do srodka. Zanosi mnie na sofe w salonie na moim pietrze i siada kladac sobie moje cialo na kolanach.
-Nie tak wyobrazalem sobie twoj powrot.-stwierdza zabawnie,  po kilku minutowej ciszy, na pewno ten tekst ma podwojne dno.
-Chce do lozka...-podnosze sie w zolwim tepie i ciagnac go za reke maszeruje na schody ocierajac lzy. Gdy zapalam w pokoju swiatlo, sciagam swoja bluze i zakladam rozciagniety, kiedys Chris'a, sweter. Gdy on juz lezy na moim lozku ja klade sie obok niego. Patrzy na moja twarz kiedy przygryzam knykcie od prawej reki.
-Co sie stalo, aniolku?- odgarnia niesforny kosmyk z moich splakanych i spochnietych oczu.
-Nie chce o tym rozmawiac.- podnosze do gory jego zgiety lokiec i chowam twarz w jego klatke piersiowa. Bosh! Jak bardzo mi brakowalo jego opieki. Chris to dla mnie cala rodzina. Zastepuje mi kazdego czlonka. Ojca kiedy trzeba mnie opierdolic. Mlodszego brata kiedy zachowuje sie jak 5'latek latajac w gatkach i przescieradle zawiazanym na szyi. Siostre kiedy zakradam sie by ukrasc mu koszulke albo gdy na zakupach doradza mi w wyborze. Mame kiedy naciska by powiedziec jak bylo na randce lub kim byl dany chlopak. I starszego brata ktorego...Hmm... Tak w sumie to nim jest caly czas.
-Dooobrze...-mowi dziwnie jakby lekko zaskoczony moja szorstkoscia. Fakt, zadko sie zdarza zebym nie chciala mu czegos powiedziec. -To na co masz ochote?-wzruszam ramionami powstrzymujac lzy.- Telewizja i lody w lozku?-pyta zachecajaco a ja patrze swoimi wielkimi oczyskami spod gestych rzes.
-Zawse.-mowie glosikiem malej dziewczynki a chlopak caluje mnie w czolo.
-W takim razie zaczekaj chwilke a przyniose zarcie i jakies filmy z sali kinowej.-podnosi sie w mgnieniu oka i juz po chwili go nie ma. Za to moj telefon zaczyna dzwonic. Mam ochote go rozwalic o drzwi do garderoby. Podnosze go z podlogi i gdy widze na ekranie zdjecie John'a wzdycham z ugla.
-Mam zle przeczucie czy cos sie stalo?-pyta od razu gdy naciskam zielona slochawke. Telepatia? Rozplakuje sie gdy slysze to jego zaniepokojenie.- O matko mala... Bede jutro rano,dobrze? Wsiadam w pierwszy samolot.Wiem ze nie chcesz o tym rozmawiac dlatego pamietaj ze cie kocham siostra i pomoge ci.-mowi szybko jakby chcac mnie uspokoic.
-Ja ciebie...Ja ciebie tez...-rozlaczam rozmowe rzucajac telefon gdzies w poduszki a na glowe naciagam fioletowy koc. To bedzie cieeezka reszta dnia.
-Fajnie ze ogladalas ze mna film.-smieje sie Chris kiedy rankiem nastepnego dnia otwieram moje zaspane oczy. Ku mojemu zdziwieniu mam na sobie pizame, coz standardowo tylko bielizne, jednak wciaz jestem wtulona w chlopaka.
-Zasnelam?- podpieram sie na jednej rece przecierajac droga oko.
-Aha.-smieje sie wkladajac do ust kolejnego tosta. Oczywiscie obstawiam ze kolejny bo znajac tego zarloka to baaardzo wszystko mozliwe.-A sluchaj dzwonil Bieber....Jakies, hm, miliona razy.-dodaje znudzony podajac mi telefon. Faktycznie na ekranie widnieje 57 nieodebranych polaczen i 45 sms. Od razu je kasuje nawet nie fatygujac sie by otworzyc chociaz jedna.-Nie czytasz?-krece przeczaco glowa i ide pod prysznic.
-Lepiej sie ubierz bo jedziemy na lotnisko za 40 minut!-krzycze wcierajac w wlosy plyn z odzywka.
-Slucham?!
-Yhyyy...Przyjezdza John.-odpowiadam i na moich ustach mimowolnie formuje sie usmieszek. Dobrze bedzie miec go przy sobie, nie tylko mam na mysli prace ale takze fakt ze jest mi bliski.
-Zastepujesz mnie?!- w jednym momencie wpada do lazienki. Oh jak dziekuje mojemu instynktowi ze mam dwa czarne paski na kabinie na wysokosci moich pewnych czesci ciala.
-Wypad.-mimo wszystko smieje sie rozbawiona. Ciagle przeciez sie zgrywamy a ja nie czuje sie jakos strasznie skrepowana jego obecnoscia w lazience. Marudzac cos pod nosem robi to co mu kazalam a ja juz w spokoju koncze swoja kojaca kapiel.
-Za pol godziny chce cie widziec gotowa na dole.
-Lalalala...-chichocze pod nosem wychodzac z auta. Chris zadowolony widzac moje szczescie zwiazane z przyjazdem waznej osoby od razu tez stal sie taki hmmm lezjszy? Wiem zabawne wyrazenie ale tak byjest. Biene wrecz, do tylniego wejscia na lotnisku co chwila grzebac w torebce w poszukiwaniu telefonu.
-Prosimy o smiiiiile!- smieje sie moj Mulat. Odwracam sie strzalajac pol usmiech.- Panie i panowie oto jak Cher Lloyd czeka na swojego krolewicza.-czyta na glos idac juz korytarzem obok mnie w eskorcie ochroniazy.-A i oznaczylem cie.
-Okaaaaay.-macham reka niczym nadeta laska z czego oboje sie smiejemy.-Jennnny jak ja sie nie moge doczekac.-mowie podekscytowana popychajac drzwi i kiedy wychodze na sale az staje slupem. Jest tyyyyyle fanow ze az czuje jak szczeka styka sie z podloga. Oczywiscie w przenosni.-Ah...-spogladam katem oka na Chris'a.-Swietnie ze to mial byc dyskretny przyjazd.
-Ummm...-drapie sie zaklopotany po karku.-Mozliwe ze wspomnialem cos na TT.-usmiecha sie niewinnie a ja wywracam oczami machajac przed siebie.
-Bosko...-wzdycham.-Po prostu bosko.-no kurwa swieeeetnie!! Taka rozjebana i nie w humorze musze strugac zadowolona przed fanami kiedy naprawde nie mam na to ochoty. Po prostu zrozumcie... Musze odapnac. Stojac tak juz w sali przylotow wypatruje swojego przyjaciela. No dobra, moze tez z jednej strony
sie ciesze ze bede mogla pograc na zazdrosci Bieber'owi. Jesli w ogole jest o mnie choc troche zazdrosny.
Po chwili widze tego glupka ktory oczywiscie nie pomyslal ze u mnie bedzie zimno. Rzucam sie biegiem i mocno wtulam sie w jego tors.W pierwszym momencie raczej nie orientuje sie ze to ja i troche napina miesnie.-Tak tesknilam.-szepcze a po moim policzku splywa lza.
-Ej mala, nie widzielismy sie za ledwie pare dni.-smieje sie glaszczac moja glowa.-Ale tez tesknilem.-czuje jak jego klatka wibruje co oznacza ze sie lekko smieje.
-Chodz przedstawie ci mojego wspanialego brata.-sciskam jego dlon ciagnac go za soba.-A i mogles sie grubiej ubrac.
-Nie marudz jak moja mama.
-Chris to John.-pokazuje na blondyna a mezczyzna wyciaga w jego strone dlon usmiechajac sie lekko sztucznie.Ale to widze ja bo za dobrze go znam.-John to moj najwspanialszy przyjaciel pod sloncem, Chris Brown.-chichocze widzac dumne spojrzenie Mulata.
-Milo cie poznac,wieeele o tobie slyszalem.-moj gosc sciska duza dlon piosenkarza posylajac mu serdeczne spojrzenie jednak nie do konca ufne.
-To dziwne bo ja o tobie wcale.-syczy ten drugi.
-Pysk...-uderzam lokciem w zebra Borwn'a warczac pod nosem.-Nie mowilam nic o tobie bo to miala byc niespodzianka. Po za tym nie chcialam prowadzic tutaj jakis przesluchan przez caly czas do twojego przyjazdu.-wywracam oczami obejmujac John'a w pasie i zaczepiajac kciuk o szlowke od jego spodni. Kierujemy sie juz do wyjscia co mnie lekko przeraza.-Teraz sie przygotuj.-szepcze stajac na palcach a on lekko obniza kark by ulatwic mi dostep do jego policzka na ktorym skadam slodkiego calusa.

[ Justin ]

-Fuck....- Twist wywraca oczami gdy tylko nudzi mu sie ta pieprzona cisza. Podnosi sie z wygodnej sofy i stojac obok drzwi trzaska nimi odwracajac sie do mnie plecami. W ogole mnie nie zaskakuje kiedy podchodzi do barku i nalewa sobie Szkockiej. Wiem ze spieprzylem,ok? Ale tak mi sie po prostu wymsknelo. Nie spodziewalem sie jej na korytazu, naprawde myslalem ze zobacze tam Gomez i ciekawilo mnie czy potrafila ruszyc ten swoj ''szlachecki'' tylek i przyleciec mnie wspierac.
-Ugh...-jecze podnoszac na niego wzrok a w tym momencie do pokoju wchodzi Ryan. Noooo to teraz mi sie oberwie. Przeciez to jasne ze nie chcialem skrzywdzic Cher! To chyba jasne. Nawet nie wyobrazacie sobie jak sie ucieszylem widzac ja biegnaca do mnie na korytarzu i gdy czulem sie jak smiec ona po prostu sie we mnie wtulila. Magia. Kurwa...Zaczynam pieprzyc jak baba. Co ta dziewczyna ze mna robi. A tak propo mojego zycia od kiedy ona w nim jest...Coz...To jakas pierdolona telenowela. Heh...Ale podoba mi sie to, wystarczy ze ona bedzie grala glowna role, tuz obok mnie.
-Dzownil wlasnie do mnie Chris Brown.-oniemialy Butler siada obok jeszcze z telefonem blisko ucha.Siedzi tak gapiac sie w martwy punkt a Lil podsmiewa sie z niego pod nosem.- Czy tobie do kurwy nedzy do reszty padlo na ten pusty leb?!- drze sie w ulamku sekundy co mnie lekko przeraza a kiedy mierzy we mnie swoja wolna piesc mam ochote zapasc sie pod ziemie. Doskonale wiem ze mi sie nalezy.
-Wow,wow,wow.-reka Lil'a zatrzymuje dlon Ryan'a kiedy jest tuz przed moim nosem.- Nie mam zamiaru wracac na komisariat za pierdolone bojki! Ogarnac dupy i pierdolic a nie sie ze soba pierdolic.- oboje z moim drogim przyjacielem spogladamy na niego jak na kosmite. Panie i panowie oto Lil Twist i jego perfekcyjny dobor slow. Matko, Jaxon lepiej potrafi sie wyslawiac.- Oh, wiecie o co mi chodzi.-macha reka popijajac swojego trunku.
-Masz to z nia wyjasnic.-pokazuje palcem mojego Iphone i patrzy z furia w oczach.- TERAZ.- wiem ze go lepiej nie wkurzac do konca wiec spogladajac na niego pokornie siegam po urzadzenie. Wybieram poprawny numer, ktory swoja droga znam na pamiec jako jedyny, i wlaczam glosnomowiacy odkladajac telefon na stolik. Nasza trojka nachyla sie lekko w oczekiwaniu i spogladamy po sobie.
-Tak slucham?-odzywa sie jakis meski glos.- Jestem John a Cher nie moze w tej chwili podejsc.-chwila pauzy.-Kto mowi?
-Misiuuuu baldzo ladnie cie plosie oddas mi ten piejdojony pilot!!-slysze jej slodki glosik kiedy przedrzeznia 5 latke i ten najwspanialszy smiech.
-J....Ju...Justin.-zalosny jestem.
-Little kitty jakis Justin dzowni.-informuje ja choc pewnie doskonale wie ze ona nie bedzie chciala ze mna rozmawiac
-Ty odpowiedz.-slysze ewidentna zmiane. Jej ton jest slaby i cichy a ja czuje jakby ktos mi sciskal serce.
-Taaaaaaaak, wiec...-slychac szum po drogiej stronie.
-Sluchaj Bieber...-o nie...Chris= klooopoty.- Chetnie bym ci przypierdolil ale zostalo mi to zabronione. Najlepiej bedzie jak ogarniesz pieprzona dupe i wasze kontakty ograniczaja sie do spraw czysto zawodowych,jasne??-nic nie odpowiadam.Nie moge.- Uwazam to za tak.-smieje sie zlowieszczo co mi sie w ogole nie podoba.Po chwili slysze w tle szloch i jakby uciszanie. Matko co ona musiala i musi przeze mnie przechodzic...Sygnal rozlaczonej rozmowy odbija sie po pokoju a ja pozostaje w bezruchu. Nie wiem jak sie teraz zachowac. Spieprzylem.
___________________________________________________
Heeej...
Kazdy kto to czyta i bedzie czytal niech doda jakis komentarz. Moze byc to po prostu kropka albo napis ''czytam''. Cokolwiek. Chce zobaczyc ile was zostalo mimo mojej dlugiej niobecnosci.
Ehm... Naprawde nie wiem co moge powiedziec. Brak mi slow. Wiem ze rozdzial do dupy ale tak na razie bylo zaplanowane. Od rozdzialu 44 albo 45 bedzie inaczej.
Hmmm...Chcialam z tego miejsca serdecznie podziekowac osoba ktore sa ciagle ze mna, czytaja to i nie opuszczaja. Naprawde nie wiecie jakie to dla mnie wazne.
Co do mojego ''powrotu'' (chociaz nigdy nie bylo odejscia) tooooo pewnie na poczatku lipca pojawi sie rozdzial. Moje egzaminy sie jeszcze nie skonczyly bo mam cos w rodzaju obrony w ten czwartek. I wtedy koniec. Boje sie jak cholera a mimo ze powinnam kuc pisze rozdzial bo uwazam ze za duzo na niego musieliscie czekac <3
Trzymajcie za mnie kciuki 26'ego o 15:00...
A i w od 16'ego lipca do 12'ego sierpnia nie bedzie mnie w ogole poniewaz wyjezdzam na wakacje do Polski a tam nie bede miala mojego laptopa. Jedynie co to tablet i telefon a nie lubie na nich pisac. KOCHAM WAS <3
-Patrys

wtorek, 13 maja 2014

Sprawy organizacyjne

Przepraszam za ta dluga przerwe.
Mam egzaminy i musze kuc... koncze gim a tutaj we Wloszech to wyglada troche jak matura. Ustne,obrona bla bla bla... Masakra. Naprawde musicie mi wybaczyc.
Rozdzial byl planowany na czwartek/piatek jednak jutro mam wycieczke i wracam dopiero w piatkowa noc wiec nie dam rady poniewaz nie bede miala jak.
Jest mi cholernie trudno bo dzis pobilo 90 tysiecy wyswietlen tego bloga i az sie wzruszylam <3
Jestescie wspaniali a ja nie daje rady... Musze po prostu ogarnac pare swoich spraw i pozniej bede pisac...
Do tego wszystkoego doliczmy zmeczenie, dolek, brak weny, przyjazdy i wyjazdy BFFs... itd.
NAPRAWDE WAS PRZEPRASZAM :c
___________________________________________________
-Patrys

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdzial 41

[ Justin ]

Alkohol szumi mi w glowie juz od dobrych paru godzin. Nie obchodzi mnie co sobie mysla inny. Przyszedlem tu kurwa zeby sie bawic i zapomniec. Gomez ciagle probuje sie do mnie przykleic jednak ja jestem zaabsorbowany tylko i wylacznie tancem i piciem. Chlopacy szaleja tak samo jak ja z wyjatkiem Ryan'a ktory wypil zaledwie jedno piwo i siedzi przy naszym stoliku. Nie wiem co mu jest. Na bank wkuriwil sie ze nie chcialem nawet napisac do Cher. Po chuja mi o niej przypomina?! Ona jest szczesliwa, tak? Beze mnie.. Co ja moge na to poradzic? Ja mam Selene ona ma Harry'ego...Nasze drogi sa polaczone tylko i wylacznie wspolna praca.
-Stary, idziemy zrobic pamiotkowe zdjecie!-do mojego ucha doszedl krzyk Za. Pokiwalem glowa zostawiajac panienke z ktora tanczylem po prostu na srodku parkietu. Powloklem sie za kolega gdzie przy wejsciu na schody, do czesci dla VIP'owi czekala moja paczka. ''Moja dziewczyna'' wyciaga w moja strone reke ktora lapie dosc niechlujnie ale pieprze to.
Idziemy najpierw do pokoju gdzie ona siada mi na kolanach. Od razu wpijam sie w jej usta kiedy ona obejmuje reka moj kark.
-Uuuuu!-moi kumple wyja a ktorys z nich robi zdjecie ktore pewnie wstawia na jakis portal. Nie obchodzi mnie to w najmniejszyk,kurwa stopniu. Gomez dobrze caluje,przyznaje, a ze je mi z roeki to czemuby z tego nie korzystac? Jestem tylko ciekaw co pomysli sobie Lloyd kiedy zobaczy to zdjecie. Tak, ciagle mnie obchodzi. Ale naprawde to nie latwie wyzucic kogos z umyslu od tak po prostu. Gdy sie od siebie odrywamy ona chce zerknac gdzies gleboko w moje oczy jednak ja jak zwykle nie pozwalam. Nie chce zeby odczula jakies uczucia ktore by ja ode mnie odsunely. Tak jestem skurwielem ze ta ja wykorzystuje ale coz... Oboje mamy z tego przyjemnosci, ja dobry sex a ona troche rumors w okol siebie.
-Bizzle lap!- Twist zuca w moja strone czarny full cap ktory od razu lapie. Zdejmuje marynarke i krawat zostajac w samej bialej bokserce. Grzywke przeczesuje palcami do tylu i zakrywam ja, nakladajac czapke. Od razu lepiej. Nie za bardzo lubie tej calej elegancji i calej szopki w okol wyglodu. Chuja to obchodzi innych jak sie ubieram.-Ludziska idziemy na balkon !- bierze szampana z lodowki i od razu przepychamy sie by dotrzec jako pierwszy.
-Wygralem!-smieje sie siegajac po butelke i owieram ja pryskajac wszyastkich lepkim napojem jak to robia po wygranel na Olimpiadzie.
-Smile!-drze sie Ryan,ktoremu ewidentnie humor sie polepszyl, wiec ja smiejac sie jak jakis idiota podciagam koszulke ukazujac moj kaloryfer. Nie przestaje sie smiac nawet jak zdjecie zostaje zrobione. Alkohol naprawde dziala na psychike ludzka. Caly wieczur bawimy sie bez opamietania w pokoju. Nasza impreza przeniosla sie do jednego z moich ulubionych hoteli w LA. Mimo wszystko nie moge wyrzucic z mysli panny Lloyd. Ryan mam wrazenie ze ma z nia kontakt. Ciagle sie usmiecha i pisze do telefonu wywracajac oczami. To na bank musi byc ona albo jakas dziewczyna ktora zawrocila mu w glowie. Czy mnie to wkurwia? NA MAXA! Ide do niego pociagajac lyka z Jack'a Daniels'a z mina zabujcy. Jestem zdolny do wszystkiego w tym momencie. Przez slawe nauczylem sie by szanowac ludzi za lojalnosc,szczerosc i checi... Jesli ktos mi kurwa nie pasuje to niech... WYPIERDALA! Gdy do niego podchodze wyrywam telefon z reki znow przyciagajac butelke do ust.
-Co do kurwy nedzy?!- Butler podnosi sie od razu zaciskajac rece w pesci.Nie mylilem sie.Na Whatsapp w lewym gornym rogu widnieje zdjecie Cher i kawalek reki Brown'a na ktorej ma wytatuowane imie dziewczyny. Kiwam glowa odwracajac sie od niego i juz widze jak moje oczy staja sie jak dekle od sloika kiedy widze ich konwersacje.
-Tesknie kotku. Serduszko,serduszko.Ja tez myszko. Serduszko, serduszko. Jak sie bawisz? Serduszko. Wolalabym byc w LA ale nie wroce do poki nie bede musiala. Serduszko. Przyjedz do mnie. Serduszko. Ale tak zeby nikt nie wiedzial. Serduszko serduszko. -odwracam sie lekko na chwiejnych nogach. Mimo wszystko mysle logicznie i potrafie laczyc fakty.- To chyba ja powinienem zapytac: CO DO KURWY NEDZY?!- pierwsza czesci potrafilem powiedziec spokojnie, drugiej juz nie.
-Justin uspokoj sie.-wyciaga rece by mnie opanowac.-Stary pogadamy o tym jutro,na trzezwo.
-Ja sie kurwa pytam jakim prawem flirtowales z nia za moimi plecami?!-rzucam butelke ktora rozbija sie o sciane. Wszyscy nasi znajomi przygladaja sie nic nie mowiac, wiedza doskonale ze lepiej nie podchodzic.- Wiesz kurwa ze pierwszy ja zaklepalem,stary! Podobno jestes moim przyjacielem!-warcze niemilo.
-Przeciez to moja przyjaciolka idioto!!-wyrzuca rece krzyczac ze zmeczenia i chyba frustracji.-Kurwa bo ja przy niej caly czas bylem w przeciwienstwie do ciebie! Rznales wszystko co sie rusza.-chce sie odwrocic ale moja reke go zatrzymuje. Kiedy sie odwraca dostaje w szczeke z prawego sierpowego. Na chwilke traci lekko ruwnowage jednak pow chwili stoi przede mna z mina tak wkurwiona ze doskonale moge powiedziec ze moze mnie zabic.Gdy usmiecham sie bezmyslnie, wciaz przez alkohol krazacy w moich zylach czuje jak w moj brzuch wbija sie piesc mojego kumpla. Mam ochote zwymiotowac jednak adreanalina w moim ciele pozwala mi sie szybko ogarnac i kontynuowac nasza bojke do poki nie rozdzielaja nas Twist, Za i moi ochroniaze.
-Fuck! Was juz do resty pojebalo?!- ten pierwszy na nas drze morde a ja naprawde mam ochote mu ja zamknac. Glowa zaczyna mnie napierdalac tak samo jak brzuch.
-Pierdol sie,Bieber...-ostatnie co slysze przed odejsciem Ryan'a to wlasnie te slowa. Czy bola? Sam nie wiem. Moze tak tylko ze nie chce tego pokazac. Za ciagle trzyma reke na moim ramieniu kiedy ja sie wyszarpuje i ide w droga strone szarpiac za reke Gomez w strone sypialni. W tym moemncie zeby sie odstresowac moze byc dokonczenie tej wymiany uderzen lub sex. Wybieram to drugie.

[ Cher ]

Kolejne dni mijaja szybko. Na niczym kompetnie. Wytlumaczyc chlopaka ze jestem na nich zla jest kurewsko ciezko. Poniewaz oni nie przyjmuja tego do wiadomosci. Dla nich zycie to bezporblemowa zabawa. Oni maja wyjebane. Kto by tak nie chcial,co? Jasne tylko pozniej gdzie na takim czyms sie dojedzie? To bez sensu. Trzeba cierpiec zeby cos docenic. Zeby odzyskac trzeba sie zmienic a zeby kochac trzeba podzielic. Filozofia zawsze byla moja mocna strona. Tak samo jak psychologia. To zabawne zawsze bylam pania psycholog dla innych tylko nie dla siebie. Zawsze potrafie znalezc wyjscie dobre tylko nie w swoich sytuacjach. To chore moim zdaniem bo mimo wszystko jestem pieprzenie pozystywna osoba. Mam problemy, jak kazdy. Ale moze jestem tak pelna endorfinek ze odpycham to od siebie. Siedzac z Harry'm i Niall'em na kanapie nie moge przestac sie smiac. Czy im wybaczylam, nie? Chciaz moze, moze tylko udaje zeby im zrobic na zlosc? Nie wiem sama bo nie chce mi sie meczyc zastanawianiem nad tym. Wiem, jestem leniwa. W pewnym moemncie Louis wbiega do pokoju i odlacza telewizor kiedy wlasnie mialam podglosic wiadomosci.
-Eeeeej! Ogladalam!-jecze niezadowolona.
-A co wy na to..Hej Cher piekna bluzka! Zmienilas fryzure? Pasuje do ciebie.-podchodzi nawiajajac szybko. On cos kreci. Mroze oczy patrzac na niego pytajaco. Krzyzuje rece na zebrach podkreslajac dramatyzm calej tej sytuacji.
-Wlacz.
-Nie chcesz tego zobaczyc.
-Louis!-warcze podnoszac sie szyko i przeskakujac przez stolik podlaczam od nowa plaze. Dzieki Harry'emu i Niall'owi, ktorzy tez sa ciekawi o co chodzi, przytrzumujac szatyna moge spokojnie wlaczyc TV. To co slysze sprawia ze mam ochote sie rozplakac.
-Witamy panstwa w porannych wiadomosciach! Mamy news'a z ostatniej chwili.-ttleniona blond prezenterka stoi przed jednym z komisariatow policji w LA.-
Mlody gwiazdor Justin Bieber wlasnie zostal przywiziony na ten komisariat przez prowadzenie, prawdopodobnie pod wlywem alkoholu i substancji oduzajacych! Piosenkarz zlamal kilka przepisow jadac swoim czarnym Batmobile. Jestesmy w szoku...-dalej nie slucham. Odwracam sie napiecie pokazujac pilotem na telewizor.-Wiedziales o tym?! I chciales to ukryc?! Kurwa w glowie ci sie poprzewracalo?!-rzucam w niego przedmiotem trzymanym w reku i biegne do pokoju. Od razu wyciagam walizke wrzucajac do niej wszystki zeby po chwili jest przy mnie Niall z Zayn'em i Liam'em pomagajac sie spakowac.On mnie potrzebuje. Justin,mnie teraz potrzebuje.Powtarzam w myslach ocierajac lzy z policzkow.
-Usiadz.-blondyn sadza mnie na lozku podajac jakies ciuchy w ktore bezmyslnie i polprzytomnie sie ubieram. Chlopcy dalej kontynuuja pakowanie najpotrzebniejszych mi zeczy.
-Masz lot za pol godziny.-mowi Harry wchodzac do pokoju. W mgnieniu oka jestem juz na lotnisku w LA z ktorego ma odebrac mnie Twist ktorzy przyjechac mial tez po Pattie i Scoota,ktorzy byli w Stratford i przylecieli 5minut przede mna. Podczas lotku widzialam zdjecie Justin'a z sylwestra i to jak caluje Gomez. Jestem pewna ze ona tez tu bedzie. Jednak kiedy dojezdzamy na miejsce zaskakuje mnie fakt iz jej nie ma. Czekac 6 godzin na komisariacie i nie odzywac sie ani slowem,nie pozwalac sie dotknac nikomu to koszmar. Wlasnie go przechodze. Czekam tylko az go zobacze, naprawde chce tylko jego, chce od niego zapewnienia ze nic mu nie jest. Ze jest caly i zdrowy.
-One sa? Nie opuscili mnie,prawda? Moje Beliebers zostaly?-slysze jego szybkie pytania kiedy wychodzi z jednego z pokoi razem z Pattie i Lil'em Za.
-Spokojnie stary. Te prawdziwe beda na zawsze.-chlopak klepie go poramieniu. Zucam sie biegiem kiedy on podnosi na mnie wzrok.
-Boze tak sie balam.-rozplakuje sie jeszcze bardziej a on mocno sciska mnie w pasie podnoszac do gory.-Justin...
-Cher...-jego drzacy glos powoduje u mnie smutnie ciarki. Nie chce zeby plakal. On nie zasluguje na to wszystko. -Tak tesknilem.-szepcze mi do ucha calujac moje ramie.

___________________________________________________
 Rozdzial krutki wiem... NIE SPRAWDZALAM.
Dodalam w ostatniej minucie mojego wolnego czasu.
Dzis sa moje urodzinki xD Dokladnie w tym momencie urodzilam sie 15 lat temu :P
Mam nadzieje ze wam sie podoba. Troche chaos spowodowany moim chosem dzis xD Przepraszam <3 Nastepny bedzie bardziej...Ogarniety.
Do nastepnego... Jeszcze raz przepraszam . Tak wlasnie musial sie zakonczyc ten rozdzial.
-Patrys

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdzial 40

Jasne, najlepiej byc jedyna dziewczyna w domu z chlopakami przygotowujac sie do Sylwestra. Czujecie ten zarkazm? Masakra! Dziekuje Bogu ze mieszkam z Chris'em to przynajmniej potrafie sama sie ogarnac. Nie to zebym byla jakas nie dorobiona.
-Cher! Chodz na dol!-slysze krzyki i smiechy z kuchni wiec mimowolnie zostawiam wszystko co mam w dloniach i w podskokach zbiegam do tych glupkow. Siadam na kolanach Harry'ego i odwracam sie w strone blatu.
-Zdecydowalas co zakladasz?- pyta Zayn.
-Nope...-wywracam oczami podpierajac podbrudek na dloni. W jednym momencie do kuchni wbiega Liam z aparatem cykajacy fotki.
-Trzeba uwiecznic ostatnie chwile tego roku!-krzyczy podekscytowany robiac mi i Harry'emu zdjecia. Oczywiscie wyglupiamy sie strzelajac glupie miny kiedy chlopak ktoremu siedze na kolanach podaje swojego Iphone temu drugiemu.
-Chce wstawic na TT.-mowi obejmujac mnie za biodro i robimy minki, dziubki, pokazujemy jezyki, po prostu sie bawimy. Razem z chlopakami jestesmy z tych ktorzy ubustwiaja robic zdjecia, wstawiac je na Insta albo TT.Po prostu lubimy miec wspomnienia.


'' Bedziemy mieli najlepszego Sylwestra !! Kocham to jak czuje sie przy niej <3 @CherLloyd #OneDirection przygotujmy sie do fun'u!! ''



Z Harry'm jest zawsze najwiecej fotek, zakupow i ploteczek. Uwielbiam tego chopaka za to w jaki sposob sprawia ze czuje sie dobrze. On po prostu zachwouje sie jak ja. Co z jednej strony jest dziwna bo w koncu albo ja jestem taka chlopieca albo on tak dziewczency, ale nie wazne. A z drugiej jest wspaniale bo mimo iz jestem jedyna dziewczyna w grupie nie czuje sie samotna. Moja odpowiedz na pytanie czy mesko-damska przyjazn istnieje brzmi: OCZYWISCIE ZE TAK!
-Ide zmyc make'up.-jecze konczac nasza sesje. Niall i Louis podnosza sie za mna i na schodach oczywiscie konczy sie wyscigiem. Kiedy jako pierwsza wpadam do pokoju od razu wytykam im jezyk smiejac sie pogodnie. Kocham ten stan. Sciagam koszule bez rozpinania i rzucam ja pod nogi a z walizki wyciagam bradziej luzniejsza. W lazience demontuje swoja fryzure oraz oczyszczam swoja twarz kiedy po raz kolejny wpada Liam z tym aparatem.-Serio? Jeszcze nie masz dosc?-smieje sie wywracajac oczami i wyrzucam waciki do malego kosza pod zlewem.
-No dalej! Troche zabawy!-popycha mnie na Niall'a wiec od razu ustawiamy sie robiac jakies miny.-Oooooo to londuje na Instagramie!- krzyczy uciekajac a po chwili slysze powiadomienie ze ktos mnie oznaczyl. Od razu wyciagam telefon z kieszeni odblokowujac ekran.


'' Bad girl with good boy? Moze byc? Nieeee... Serduszko naszej @CherLloyd jest juz zajete ^^ #milosc #w #powietrzu.''






-Idioto!!- wybiegam z pokoju szukajac tego glupka!- Nie jestem zakochana!-wyrzucam rece w powietrze znajdujac go w sali gier. - Zmien ten pieprzony opis!-wszyscy smieja sie lapiac za brzuchy. Patrze na nich zdezorientowana i krece glowa zakladajac rece na biodrach.-Co?
-Gdybys miala racje to bys sie tak tym nie przejela.-pierwszy ogarnia sie Zayn.
-Co ,mala?-Niall przytula mnie za brzuch.- Bieber bedzie zazdrosny?-chichocze mi do ucha calujac potem moj policzek i szybko odskakuje ode mnie kiedy uderzam go zartobliwie w ramie.
-Spieprzajcie...-smieje sie udajac sie do pokoju. Wchodzac do lazienki z ubraniami przygotowanymi na wieczor najpierw biore szybki,dokladny i odprezajacy prysznic.

[ Justin ]

-Justin?- slysze glos Za kiedy juz koncze ukladac swoje wlosy. Dzis Sylwester, tak? Jakis czas temu mialem nadzieje ze ten czas spedze z Cher. Jednak nie mozemy miec wszystkiego co chcemy, prawda? A szkoda, moglbym zabrac ja na jakas kolacje... Cos bym wymyslil. Krece glowa wyrzucajac te mysli z swojej glowy. Dzisiaj trzeba sie zabawic. Klub, kumple, Gomez i alkohol. Bedzie mocno! -Chodz tutaj.
-A co ja pies jestem?- myje rece i jeszcze z recznikiem w recach wchodze do swojej sypialni.
-Nie spodoba ci sie to...-kreci glowa odwracajac w moja strone laptopa. Na ekranie widac zdjecie mojej pani choreograf i Niall'a z 1D.
-No i co? Zdjecie i tyle.-wzruszam ramionami rzucajac recznik do lazienki nie zwracajac uwagi na to gdzie upadnie.
-To.-pokazuje opis.
-Zakochana??-przelykam sline zaciskajac piesci.
-Sluchaj stary...Z nami swiat spedzic nie chciala. Ale jesli o chlopakow to moze zrobic wyjatek?- syczy powaznie.- Zobacz to.- pokazuje mi nastepna fotke na ktorej Lloyd siedzi na kolanach Harry'emu.
-Myslisz ze oni...-patrze na niego spod brwi.
-Nie wiem, bro. Jednak szperajac troche w necie znalazlem tez ten artykul.- szybko wpisuje cos w wyszukiwarke klikajac kilka razy i podaje mi urzadzenie kiedy siadam obok niego.

'' Harry Styles zakochany w przyjaciolce?! ''
Jak wiadomo Cher Lloyd przyleciala do Londynu by Sylwestra spedzic z slawnymi One Direction. Wszystko by bylo jak zawsze gdyby nie ich ostatnie zakupy. Podczas spaceru po centrum handlowym Harry wraz z piekna Cher nie oszczedzali sobie uczuc. Wciaz sie przytulali lub chodzili objeci.
Widac ze swietnie sie bawili i w ogole nie sprawial im problemu fakt ze w okol sa paparazzi oraz fani. Te zdjecia jeszcze nic nie znacza, dopiero po tym jak Harry probowal pocalowal panienke Lloyd mamy pewnosc iz ta para ma sie ku sobie! 
Naszym zdaniem sa ze soba przeslodcy!! A wy co myslicie?! Powstala nowa Sloyd?! ''

Z zmarszczonymi brawiami oddaje laptopa przyjacielowi pocierajac twarz dlonmi. Opieram lokcie na kolanach pochylajac sie lekko do przoedu.
-To nie prawda... Nie chce mi sie w to gowno wierzyc.-wywracam oczami wstajac energicznie.
-Bo co?-smieje sie pod nosem.-Loczek lepszy od ciebie?
-Stul pysk.I jak chcesz mi pomoc...-patrze na kumpla.- To lepiej nie wpieprzaj sie w moje sprawy.-wychodze z pokoju zbiegajac na dol. Moze Za ma racje? Moze ona faktycznie zwiazala sie z tym dupkiem? Olala mnie dla niego?
-Co jest,skarbie?- Selena rzuca mi sie na szyje kiedy czekam na nia przed wejsciem do klubu.
-Nic.-sycze odciagajac jej dlonie z swojego karku.-Chce sie upic.-skinam do chlopakow i wchodzimy do srodka. Pierdolic ja...Chce to niech se bedzie z tym fagasem. Chuj mi do tego.
-Przejales sie tym.-Za nuci mi do ucha kiedy zamawiam szybkiego drinka.
-Odpierdol sie...-odpycham go idac na parkiet.

[ Cher ]

-Cher!
-Tutaj!
-W prawo!
-Usmiechnij sie!
-W lewo! Cher!
Wszystkie te krzyki kiedy jestesmy juz na czerwonym dywanie, mnie mecza. Chcialam normalnej imprezy gdzies w klubie a nie gali! Chlopacy jak zwykle musza cos pokrecic. To mial byc moj czas bez medii! Czy jestem na nich zla? Nie... Ja jestem wkurwiona! Nie odezwalam sie jeszcze do tych idiotow od kiedy po prostu zaparkowalismy przed wejsciem. Udaje ze jest wszystko ok kiedy tak na prawde nie jest. Ale to moja norma. Na to sie godzilam juz kiedy zaczynalam... Zero prywatnosci. Idac wzdłuz dywanu usmiecham sie i macham do kamer. Jestem zmeczona i to bardzo. W ogole nie mam ochoty na imprezowanie tutaj. 
-Piekna sukienka.- usmiecha sie do mnie prowadzaca calej tej szopki. Podchodzac do mnie z mikrofonem i tabletem blokuje mi przejscie. Taaaa, po prostu kocham te sztuczki na wywiad. Przeciez nie nawrzeszcze na nia przed tabloidami...
-Dziekuje.-usmiecham sie patrzac nie w jej strone.
-Zgodzisz sie udzielic malego wywiadu?
-Jasne...-kiwam powoli glowa.-Czemu nie?- przenosze na nia wzrok.
-Jak uklada ci sie w zwiazku?-pyta z tak szerokim usmiechem ktorego az sie boje.
-Jakim zwiazku?-marszcze brwi smiejac sie kpiaco.-Jestem singielka.
-Caly swiat mowi o Sloyd.
-O przepraszam czym?!-piszcze calkowicie rozbawiona.- Ze niby ja i Styles? Oh nie, nie i nie.-krece energicznie glowa.
-Na pewno?-unosi brwi jakby sugerujac ze klamie.
-Na 100%.-kiwam rekoma.
-W takim razie co z Justin'em Bieber'em.?-spoglada na paparazzi.
-A co ma byc?- odpowiadam pytaniem na pytanie.
-Moze z nim?
-Moze wygladam na panienke lekkich obyczajow?- nie wytrzymuje. Moj ton i dobor slow naprawde ja zaskakuje czym ja ani troche sie nie przejmuje. Oh juz nie raz czytalam ze moje odpowiedzi sa chamskie, bezczelne i nie na miejscu.
-Przepraszam ja...
-Ja odchodze.-macham z przeslodkim usmiechem wymijajac ja w przejsciu i udajac sie na sale. Jesli to pomysl ktorys z chlopakow... Zabije!
_________________________________________________________
Nudny wiem...Ale juz niedlugo bedzie ciekawiej. Przepraszam <3
-Patrys.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdzial 39

No pewnie, sylwester w Londynie. Kompletnie o tym nie myslalam. Nie to ze zapomnialam, po prostu nie chce wyjezdzac z tych wysp! To w koncu Malediwy,do cholery! A z drogiej strony chce wreszcie spedzic tego szalonego, luznego sylwka. Uwielbiam imprezowac. Ten rok byl pracowity i dosc zawrotny dlatego naprawde chce to zakonczyc mega,wielka zabawa!
-Kochanieeee!-krzycze rozbawiona. John patrzy pytajaco zakladajac rece na klacie.- Co u ciebie, Niall?- tak, zakonczenie roku zawsze spedzam z 1D. To juz tradycja po tym gdy poznalismy sie przy odcinkach X Factor. Skladalam wtedy wszystki choreografie i bylam odpowiedzialna za wyglad sceniczny tancerzy oraz piosenkarzy. Od razu zlapalam wspolny jezyk z tymi glupkami. Szczegolnie z Horan'em i Tomlinson'em.
-Kiedy przyjechac po ciebie na lotnisko?-pyta podekscytowany.
-29'ego o 15.14...-chichocze pod nosem lapiac dlon przyjaciela i kierujac sie do reszty.
-Bedziemy godzine wczenisiej!-slysze krzyk Louis'a.
-Hahaha...-wywracam oczami.-Wystarczy pare minut przed moim przylotem.
-I tak zrobimy po swojemu.-dodaje Liam.
-Ja musze leciec..Jestem ze znajomymi w Luna Park'u.-patrze na wielka brame wejsciowa.
-Jasne. Do zobaczenia, malutka.-odpowiadaja razem.
-Spieprzajcie ...-zawsze czepiaja sie mojego wzorstu ale oni nie to ze sa jakos bardzo wysoki.Hihi.  Zabawa w parku rozrywki wraz z zakreconymi ludzmi to cos wspanialego. Poszlismy chyba na wszystkie atrakcje, oprocz oczywiscie tych dla malych dzieciakow. Ugh, jest tu tyle dzieci. Nic na to nie poradze ze ich nie lubie. Jestem padnieta ... Ale mimo wszystko swietnie sie bawie. Mimo ze Justin'a nie ma przy mnie... Mimo ze mysli ciagle kraza w okol jego osoby.
-To co? Wracamy?- pyta John.
-Jasne. Jestem wyczerpana.
-Ty jestes wyczerpana?? Tyyyy? Przeciez to nie mozliwe!-wyrzuca rece w powietrze smiejac sie z niedowierzaniem.
-Ha ha ha.-obejmuje go reka w pasie.- Chce juz wrocic do pracy.-jecze niezwdowolona. Nie nadaje sie do wakacji i przerw. Zdacydowanie wole spedzac czas pozytecznie.
-No to wroc.-usmiecha sie pokrzepujaco.
-Jasne... I bede musiala udawac szczesliwa przed innymi. Wiesz jakie to trudne?
-Wiem, robie to codziennie. Przed rodzicami, przed znajomymi i...
-I przede mna.-przygryzam policzek.
-Tak.-spoglada z gory ze smutkiem wymalowanym na twarzy. To chyba pierwszy raz gdy widze go w takim stanie.-Niestety tez...-nic juz nie mowi a ja nie draze tematu. Widze jego zdystansowanie i rozumiem ze nie chce nic wiecej mowic. To bedzie dziwne pracowac razem. Szczegolnie ze nigdy nie mialam osobistego asystenta. Jednak John idealnie nadaje sie do tej posady. Dni leca ze nawet sobie nie zdajemy sprawy jak bardzo tracimy czas na bezsensowne rozmowy, klotnie, zale... To po prostu glupota jak nie potrafimy docenic osob ktora staraja sie byc z nami caly czas. Dzien odlotu nadszedl nieoczekiwanie. W momencie kiedy ja z John'em mialam najlepsza zabawe. Umowilismy sie ze przyleci do mnie 20-ego stycznia. To bedzie dziwne z racji tego iz tylko my wiemy o naszej umowie. Oczywiscie caly kontrak zorganizujemy juz w moim miescie. Pozegnanie bylo szybkie i bezpolesne. Przeciez zobaczymy sie za jakis miesiac. Przywiazalam sie do niego, przyznaje sie bez bicia. Czulam sie tez w sumie niesprawiedliwie. John chcial zaprosic mnie na kolacje a ja odmowilam bo wciaz porownuje go do Bieber'a. Zrozumial i postanowilismy udawac ze nie bylo tamtej sytuacji. Przyjaciele i tyle. Lot z wysp do Londynu dluzy sie niemilosiernie! Nie moge zasnac, mimo iz bardzo chce, jestem zbyt podekscytowana spotkaniem z chlopakami. Wychodzac z sali przylotow ciegne swoja walizke usmiechajac sie jak jakas idiotka. Cholera nooo...
Tak sie stasknilam za tymi glupkami. Ciagle patrze pod nogi by nie podknac sie gdzies przez przypadek a kiedy podnosze wzrok na kanapie przed drzwiami siedza tanczac i sie smiejac. Mimowolnie zatrzymuje sie rozbawiona i po prostu wybucham smiechem.
-Cher!-krzycza chorkiem i rzucaja sie biegiem w moja strone.
-Aaaa!!-piszcze zaslaniajac swoja twarz. Rzucaja sie na mnie bez namyslu. Jaki jest rezyltat? Ladujemy wszyscy na podlodze. Nie, przepraszam. Oni do cholery laduja na mnie!-Alllll!!!!- ciage sie smieje. Mimo ze cholernie boli mnie tylek to i tak mam to gdzies. Kurde! Wreszcie sa moi idioci z ktorymi nie mozna sie nie smiac.- No juz! Zlazic ze mnie!
-Gdzie tym razem spedzilas swieta?-pyta Zayn. Liam od razu bierze moja walizke a Lois razem z Niall'em obejmuja mnie szczelnie.
-Malediwy.-wzdycham szczesliwa i wypoczeta.
-Cholera...Ta to ma szczescie.-mowi Harry.
-Mowisz to tak jakby nie bylo was stac.-wywracam oczami machajac do ochroniazy w podziekowaniu za torowanie nam przejscia i uspokajanie szalonych fanek.- Czasami mysle ze lepiej by bylo gdybym sama odbierala sie z lotniska.- chichocze pod nosem.
-Tyle ze wyobraz sobie iz jest tu masa takze twoich fanow.-stwierdza blondyn.
-Serio?-moje oczy blyszcza. Fani sa dla mnie rodzina, kocham ich i na pewno zrobilabym dla nich wszystko. Po tym jak moja kariera zaczela sie rozwijac to oni mnie wspierali najbardziej. Nie opuscili mnie w zadnej chwili, nawet gdy szmatlawce wymyslaly jakis skandal, lub gdy w moja strone skierowane byly jakies hejty, albo nawet gdy bylam chora. To wspaniale ze ludzie ktorzy sa tak daleko sa tak mi bliscy.
-Pewnie.
-Zatrzymamy sie porobic zdjeciaaaaa? Prosze, prosze proooooosze.-robie slodkie oczka szczeniaka. Wiem ze wymiekna, zawsze wymiekaja.
-Oh...Okeeey.-smiejemy sie radosnie i w momencie gdy wychodzimy na dwor wznosza sie krzyki. Oj jak ja to kocham! Szepcze na ucho jedenemu ochroniazowi ktory trzyma w reku megafon.-Jesli ustawia sie w grupy porobie sobie z nimi zdjecia.-mowie podekscytowana. Mezczyzna powtarza dokladnie to co mu kazalam a ludzie bez namyslu zbijaja sie w mniejsze paczki. Chichocze pod nosem klaszczac w rece.-Trzymaj to.-podaje Harry'emu moja torebke i biegne podekscytowana o pierwszej grupy. Jest ich tutaj chyba z 20! Moi fani sa zdecydowanie wspaniali!
-To jest fajne.-mowi Louis przegladajac moj aparatOczywiscie wszystkie fotki sa uwieczniane rowniez przez moich przyjaciol.Lubie miec pamiatki z spotkan z fanami.
-Wstaw je na Twitter'a!-krzycze przytulajac kolejna osobe.


 ''Tak wlasnie wita cie Londyn @CherLloyd! Jestesmy szczesliwi majac cie przy sobie! #OneDirection #CherLloyd #ThisYear #Fun #Directioners #Brats ''







Wszyscy dziekuja mi za to ze sie nie poddaje i ze do iz ciagle sie poswiecam.Gratuluja mi talentu i trzymaja za mnie kciuki. W pewnym momencie zauwazam chlopaka moze w moim wieku. Tanczy. Mimowolnie podchodze blizej po skonczeniu jednego z wielu autografow.
Jest swietny ale brak w nim czegos... Czegos czego moglabym go nauczyc. Tego jego ''ja'' w tancu, to cos co musi jeszcze znalezdz. Chichocze mimowlnie kiedy widze jak konczy.
Ten chlopak zdecydowanie potrafi bawic sie tancem a to cos co cenie. Intrygujaca osoba,przyznaje. Piszcze razem z wszystkimi dziewczynami klaszczac i skaczac w rytm muzyki. Miejsce tajemniczego chlopaka zajmuje ktos inny a on sam odchodzi na bok by napic sie wody.
-Moge poznac twoje imie?-pytam usmiechajac sie smialo, z zalozonymi rekoma na piersiach. Podnosi na mnie wzrok posylajac lobuzerski usmieszek. Wyjmuje z lodowki przenosnej, zimna butelke. Przewiesza sobie na ramieniu fioletowy recznik patrzac ciagle w moja strone. Na chwile odwraca wzrok oblizujac usta. Jego twarz jest skierowana lekko bokiem do mnie jednak jego spojrzenie powraca do mojej osoby.
-A co chcesz umowic sie na lekcje?
-Oh skarbie widze ze nie wiesz kim jestem.- smieje sie pod nosem. -To ja moge dac tobie pare lekcji.Robie krok w jego strone. -Na przyklad pokory.
-Za kogo ty sie uwarzasz?-pyta rozbawiony.
-Cher Lloyd.-wyciagam do niego dlon. Jego mina automatycznie powaznieje, tak jakby nie mogl uwierzyc w to co widzi.
-Ja..Ja przepraszam, nie poznalem...Ja sie nie spodziewalem. Sory.-drapie sie po karku sciskajac moja dlon.
-Czyli jednak mnie znasz.-stwierdzam zabawnie.
-Jestes moja muza.-mowi pod nosem patrzac na buty.Awwwwww jak slodko!
-To trzymaj numer twojej muzy.- biore ze stolika jakis dlugopis zapisujac cyferki na jego ramieniu.- Mam nadzieje ze sie odezwiesz.
-To ma byc flirt?-przygryza warge gdy odchodze w strone znajomych.
-Moze.-krece biodrami patrzac na niego przelotnie. Nie, to nie jest flirt. Mam po prostu nadzieje na prace z tym chlopakiem. On moze mi sie przydac.
-Jedziemy?-pyta Zayn prowadzac nas do auta.
-Jasne!-wskakuje na plecy Niall'a calujac go w policzek.-Wio moj dzielny rumaku!-smiejemy sie wszccy gdy blondyn specialnie biega i okreca sie ze mna. Zawsze tak sie czuje przy chlopakach. Jakby byla tylko zabawa. Jakbym znow miala 5 lat. To wspaniale. Przynajmniej przez moment moc znow sie czuc jak malutka dziewczynka. 1D jak zwykle maja przygotowany dla mnie pokoj w swojej willi co szczerze mi przeszkadza. Pfff...Po co mi pokoj jak i tak zawsze spie u Niall'a? To bez sensu, no ale jesli im to sprawia przyjemnosc, nie wnikam.
-Jutro idziemy na zakupy.-usmiecham sie zucajac swoje cialo na wielkie loze chlopaka. Stoi z moimi walizkami wywracajac oczami.
-Chce ci sie,naprawde?- podnosi brwi.
-Ej! Na zakupy zawsze mam ochote!
Na nastepny dzien faktycznie idziemy na zakupy. Calusienki poranek spedzamy w 20 sklepach.

''Smecznego dla moich wspanialych chlopakow! Kocham Was obzartuchy! <3 Nowy rok jest NASZA tradycja''







 Obiad jemy w ulubionej knajpie chlopakow, za ktorym ja szczerze nie przepadam, ale mniejsza. Popoludniem udajemy sie na najwyzsza czesc centrum. Tam gdzie jest najwiecej, najdrozszych sklepow.  Naprawde uwielbiam zakupy z chlopakami, sa pelne smiechu i wyglupow a plusem jest to ze potrafia doradzic jak nikt inny.
-No ale jestes pewna ze chcesz tego chlopaka uczyc?-Harry smieje sie odwracajac w moja strone.
-Tak!-wywracam oczami.
-Znam go. Jest zwyklym kobieciarzem.
-A ty stary to co?- Zayn zdejmuje na chwile swoje kochane sluchawki.-Moze nie?
-Oh prosze waaas...-wbiegam po ruchomych schodach nie mogec doczekac sie by wreszcie kupic sobie jakas zajebista sukienke na jutrzejsza noc. Idac w strone jednego z wejsc widze znow tego samego chlopaka co wczoraj. Znow tanczy tym razem ze swoimi kumplami. Odwracam sie na chwile w strone OneDirection ktorzy ida za mna, kracac glowami. Podbiegam blizej grupki tancerzy patrzac na nich z zainteresowaniem. Czuje sie w tym centrum jak mala dziewczynka, ciagle gdzies piegne,piszcze, skacze i jecze. To takie zabawne,jak dla mnie.
-Czesc.-usmiecha sie do mnie ten sam chlopak.-Mialem dzis dzwonic.
-To nie bedzie konieczne, nie musisz sie fatygowac Ian.-syczy Styles stajac za mna.
-Przestan.-warcze patrzac na niego surowo.- Nie przejmuj sie nim.-macham reka.-Wiec Ian?
-Tak-skina glowa.-Moglabys sie spotkac w nowy rok ze mna?-pyta pewnie siebie.
-Jasne...-kiwam glowa i zastanawiam sie co mogl oznaczac ten blysk w jego oku. Cos czuje ze moze jednak moj przyjaciel moze miec racje.
-To do zobaczenia tu o 15.00.-puszcza mi oczko.-Nie spoznij sie...-smieje sie odchodzac. Przybija piotki z kolegami zbiegajac po schodach.Odwracam sie w strone przyjaciol z niewyraznym wyrazem twarzy.
-Nigdzie nie pojdziesz...-Harry ma zalozone rece na klacie i patrzy na mnie surowo.
-Nie jestes moja nianka.
________________________________________________
Jak myslicie, o co chodzi z Ian'em? Musialam wplatac do opowiadania 1D, szanuje chlopakow i wiem ze mlubia sie z Cher. Pomyslalam ze to bylby fajny pomysl.
Niedlugo wydazy sie cos czego pewnie sie nie spodziewacie :D Ja juz sie nie moge doczekac.
Licze na wiele komentarzy. Pod ostatnim rozdzialem bylo 13! Za co wielce wam dziekuje. Widzicie...Nie bylo tak trudno :P Trzymajcie tak dalej bo mam wrazenie ze mnie opuszczacie :c
Love Ya
-Patrys