środa, 12 marca 2014

Rozdzial 37

Dzien wigili...Ja mam naprawde powazne pytanie. Czy kurwa tylko ja nie cierpie swiat?! No ludzie blagam was, ja rozumiem ze to czas na spedzanie z rodzina i takie tam inne bzdety ale jakby sie nad tym tak pozadnie zastanwoic...Cala ta wasza sielanka istnieje tylko w okres swiateczny. A po za nia to co? Juz nie. Pff...Dla mnie to jest po prostu zalosne. Nie chce nieszczerych zyczen,usmiechow i usciskow. To jest zbedne. Wiem, w tym roku postanowilam spedzic ten czas z Sam'em i jego rodzina ale to nie zmienia faktu ze nie lubie kurwa tych pieprzonych swiat. Bez obrazy oczywiscie... Gotuje juz caly poranek i szczerze mam dosc. Potrafie gotowac mimo ze nie za czesto uzywam tej zdolnosci. Razem z Sonia umowilysmy sie by przyszli na 17.00. Kobieta zadeklarowala sie rowniez ze przyniesie cos przygotowane przez nia. Ucieszylam sie bo naprawde nie mam ochoty na gotowanie tych 12 potraw!! Sam wspomnial ze bedzie cala jego rodzina. W sumie liczac wszystkich bedzie nas 6. Ehm...Dam rade. Pocieszam sie w myslach krecac glowa rozbawiona swoja glupota. Na TT,FB i wszystkich tych portalach spolecznosciowych otrzymuje zyczenia jednak nie odpisuje...Mozecie uznac to za zle wychowanie ale ja po prostu nie moge. Nakrywam bialym obrusem duzy,drewniany stol, rozkladam cala zastawe i dodajac nutki koloru na kazdy talerzy klade ladnie zlazona,czerowna serwetke. Jak dla mnie bosko. Zerkam na cyfrowy zegarek stojacy przed plazma i jecze niezadowolona. Do przyjscia gosci mam tylko poltorej godziny! Sprezajac sie wskakuje pod prysznic i dokladnie myje swoje cialo. Owinieta recznikiem wedruje do lazienki w poszukiwaniu jakiegos odpowiedniego stroju. Ugh! Jak zwykle mam problem. Stoje tak chyba 15 minut i sama sie na siebie wkurzam. No przeciez co moze byc takiego trudnego w wybraniu odpowiednich ciuchow? Szczerze, dla mnie to cholerny problem. Na czarno? A moze czerwona sukienka? Nie...Zbyt tandetnie. Jeansy i granatowa koszula? Cos ty,Cher! To jednak specjalna kolacja nie wypad na drinka do klubu.
Cholera jasna! W rogu na wieszaku rzuca mi sie w oczy biala obcisla bluzka i tego samego koloru krotka spodniczka. Idealnie! Z usmiechem na twarzy siegam po ubranie i wracam do lazienki.Make-up, wlosy hmmmm czegos brakuje. Kuzwa! Buty... Kolejny problem.Ha! Nie tym razem. Z mojej pokaznej walizki wyciagam botki w panterke na sporych koturnach i bez namyslu wkladam je na swoje stopy. Staje przed lustrem poprawiajac material. Perfect...Usmiecham sie do swojego odbicia i nie wiem czemu w moich oczach pojawiaja sie lzy. Ty idiotko...Nie moge teraz przeciez plakac! W momencie kiedy wchodze do kuchni by wylaczyc piekarnik moj telefon dzwoni w salonie. Wywracam oczami. Jak to cos waznego to... To chuj! Mam wolne. Zakladajac rekawice kuchenne wyciagam pieczen i stawiam na stole napawajac sie zapachem. Moj telefon znow zaczyna dzownic. Ja pierdole. Wywracam oczami odwracajac sie do lodowki i wyjmuje butelke dobrego,drogiego wina. Hm...Idealne na ta okazje. Wyciagam pojemnik i wkladajac do niego kostki lodu umieszczam tam rowniez butelke. Tym razem telefon dzwoni po raz trzeci.
-Cholera jasna...-sycze pod nosem niosac trunek do jadalni i stawiam go na szafeczce przy stole.Wracam do salonu i siegam po Iphone. Na ekranie ukazuje mi sie zdjecie Ryan'a. Mam ochte odrzucic wiadomosc ale...A co jesli chodzi o Justina? Glupia... Na pewno nie chodzi o Biebera! W ogole to co mnie obchodzi ten rozkapryszony 19'latek. A co jesli obchodzi? Nie,Cher wybij to sobie z glowy. Ostatecznie jednak odbieram cieszac sie iz Butler nie moze namierzyc mojego numeru nawet jakby chcial.-Naprawde nie mam czasu sluchac twoich zyczen wiec prosze cie bardzo rozlacz sie lepiej jesli po to dzownisz...-po drugiej strone slysze lekki chichot.
-Hej Cher. Jak milo ze pytasz czy u mnie wszystko dobrze.- mowi sarkastycznie na co ja wywracam oczami z lekkim usmiechem.
-Dobra...Wiec, co u ciebie?-pytam bo doskonale odczytalam po miedzy zdaniami ze chce abym o to zapytala.
-Sluchaj kochana...Razem z chlopakami siedzimy w salonie i pijemy...Moze masz ochote wrocic i sie do nas przylaczyc?-smieje sie pod nosem siadajac na chwile przy blacie kuchennym.
-Daj spokuj...Wiesz ze nie wracam.
-Justin tu jest.-juz moge sobie wyobrazic jego usmiech.
-Taaa z Selinka...-slysze gdzies z tylu glos jak mniemam Lil Za. Moje oczy automatycznie robia sie chyba stokrotnie wieksze.
-To prawda Ry?-nie moge w to uwierzyc. Po tym co mu zrobila. Po tym jak sie staral o mnie.On tak po prostu teraz spedza z nia czas? Przeciez to niedorzeczne!
-Wiesz Cher. Oni znow...-zacina sie na chwile a ja dokladnie znam zakonczenie jego zdania.-Przykro mi.-mowi przelykajac glosno sline a moje oczy robia sie szklane.Sposzczam wzrok nie pozwalajac lza wyjsc na powierzchnie. Nie! Kurwa nie bede przez niego plakac!!
-Chyba lepiej jak pogadamy dopiero po moim powrocie.-tak po prostu, bez zadnego slowa pozegnania,rozlaczam rozmowe. Czego ja sie moglam spodziewac? To przeciez show biznes. Takie jest nasze zycie. Moze to lepiej dla jego kariery. A moze do siebie faktycznie wrocili bo sie kochaja. Co ja sobie wyobrazalam? Jestem zalosna. Doskonale zdaje sobie z tego sprawe. Moje zycie to jakas popierdolona telenowela. Dzwonek do drzwi rozbrzmiewa po caym domu wiec automatycznie kieruje sie do korytarza by otworzyc drzwi. Wzdycham gleboko i ostatni raz zerkam do lustra poprawiajac lekko kaciki moich ust. Nadal idealnie. Usmiecham sie szeroko myslac juz ze wspolna wigilia zajmie mi czyms mysli. Bynajmniej mam taka nadzieje. Pierwsze co zauwazm po otworzeniu to sliczna, malutka dziewczynka ubrana w rozowa,balowa sukienke z balerinkami pasujacymi do stroju. Za nia stala przepiekna kobieta w bezowej sukience i delikatnych czarnych obcasach. Obok niej stal mezczyzna ktorego swietnie znam w czarnych eleganckich spodniach, bialej lnianej koszuli i czarnych japonkach. Zabawny kontrast ale wszystko razem ladnie gra.
-Cher!- krzyczy maly szkrab przytulajac sie do mojej nogi. Cholera jaka ona slodka. Chichocze pod nosem biorac ja na rece i sadzajac sobie na biodrze.
-Ty musisz byc ta wspaniala artyska ktora stworzyla dla mnie taka piekna laurke.-dotykam zartobliwie palcem jej malego noska i caluje jej czulko.
-Podobalo ci sie?-pyta z tym specyficznym akcentem ktory mial tez jej ojciec.
-A jakby mi sie moglo nie podobac!-mowie powaznie co rozbawia mala ksiezniczke. Lili, bo tam ma na imie 6-latka, chowa twarz w mojej szyi lekko zawstydzona. -Jesli chcesz w mojej sypialni powinny byc kredki i moj szkicownik.-stawiam ja na ziemi usmiechajac sie serdecznie. Kucam przed nia z obietnica w oczach.-Lezy na szafce, mozesz cos dla mnie narysowac.-mowie ochoczo. Po chwili jej juz nie ma. Gna biegiem do wyznaczonego przeze mnie pokoju.
-Jaka z ciebie sie zrobila kobieta.-mowi z podziwem Sonia.-Witaj skarbie.-przytula mnie jedna reka poniewaz w drogiej trzyma jakas miske.
-Witaj kochana.-odwzajemniam uscisk.-Ladnie ci w bezu.-dodaje zapraszajac ruchem reki do srodka. Z Sam'em rowniez przytulam sie delikatnie a ten posyla mi cieply usmiech.
-Ah dziekuje.-mowi poprawiajac delikatnie ciemny pasek sukienki.-Za chwile powinni przyjsc Mike z John'em.-mowi odwracajac sie w moja strone. Spogladam pytajaco na Sam'a poniewaz doskonale pamietam obydwu chlopakow. Mike ktory obecnie ma 15 lat podkochiwal sie we mnie i za kazdym razem zarywal gdy przyjezdzalam. Za to John,juz 18-latek, ktory zawsze wybawial mnie z glupich sytuacji z jego bratem. Sama jednak do konca nie wiem co nim kierowalo.
-Jasne.-skinam glowa lekko rozbawiona cala iluzja sytuacji. -Oh daj mi to.Postawie w kuchni.-usmiecham sie w strone Sonii biorac naczynie z najprawdopodobniej moja ulubiona salatka morksa. Specjalnie dla mnie robi ja na kazdy przyjazd.-Prosze rozgoscicie sie.-pokazuje na jadalnie.
-Widze ze nawet postaralas sie o choinke.-stwierdza rozbawiony Sam.
-Widzisz...-wtoruje mu stajac w przejsciu.- O mikolaja tez.-wzruszam ramionami a ich powazne spojrzenia laduja na mnie.-No co?
-Naprawde nie musialas...-mowi Sonia. Macham tylko reka usmiechajac sie serdecznie.
-Uwierzcie ze to dla mnie sama przyjamnosc.
Gdy po raz kolejny slysze dzonek szepcze tylko 'przepraszam' i kieruje sie by otworzyc. W drzwiach stoi wysoki, naprawde mega przystojny, chlopak z ciemnymi okularami na nosie i torbami prezentow w rekach.
-Czesc.-posyla mi swoj chyba najpiekniejszy usmiech a moje nogi miekna. To jest John?! Woooow.
-Czesc.-na zewnatrz pozostaje spokojna i przybieram poze sexownej kocicy. No co? On jest taki goracy.
-Zmienilas sie.-stwierdza miezac mnie wzrokiem.-Nadal jestes piekna.-szepcze przygryzajac warge.
-Kto mi to mowi...Wygladasz jakbys dopiero co wyszedl z sesji dla Vouge'a.-wyrzucam jedna reke pokazujac na jego postac.
-Jesli to komplement to dzieki.-smieje sie pochylajac sie nade mna lekko i muska moj policzek. Lapie za jego kark i delikatnie przyciagam do siebie. Przeklada torby do jednej reki i rowniez odwzajemnia uscisk.
-Jestes taki wysoki.-jecze gdy juz odrywamy sie od siebie.Zawszye bylismy tego samego wzrostu co pozwalalo na wygodniejsze ehm...Przytulanie. Ale nie myslcie sobie nie wiadomo czego! Po prostu czesto sie wyglupialismy i udawalismy przez wszystkimi pare.Ale to byla tylko zabawa.
-Cher!-slysze za soba donosny glos i spogladam goraczkowo na John'a ktory w tym momencie wywraca oczami.Wychylajac sie zza niego widze naprawde nie tego Mike ktorego znam!!
-Co sie mu stalo?-otwieram szeroko oczy na co 18-latek smieje sie pod nosem.
-Nie tylko my wydoroslelismy.-odwraca do tylu glowe patrzac na swojego brata niosacego jakies polmiski.-Ale zauroczenie toba mu nie przeszlo...-wraca wzrokiem do mnie wzdychajac smutno.Na chwile tylko spogladam na jego twarz a potem biorac gleboki wdech odsuwam sie na wieksza odleglosc.
-Wejdz prosze.-zaprazam go do srodka na co posyla mi slaby usmiech.-Zostaw to w mojej przebieralni.-poszczam mu oczko wskazujac na prezenty. Nie musze tlumaczyc drogi. Przeciez cholera on tu czasami mieszka!
-O jeny jak ja za toba tesknilem. Jaka z ciebie laska. Cholera Cher jestes taka goraca.-przyciaga mnie do swojego troslu lekko zgniatajac mi zebra.
-Ehm...Czesc Mike.-klepie go lekko po ramieniu prubujac wydostac sie z uscisku.
-Daj spokoj mlody...-slysze za soba glos John'a. A ten jak zwykle wybawia mnie z opresji.Posylaja sobie wrogie spojrzenia a potem 15-latek znow patrzy na mnie z dziwnymi iskierkami w oczach. Matko...To bedzie ciezka kolacja. Gdy juz wszyscy wchodzimy do jadalni widze jak malzenstwo dyskutuje zawziecie w ogole nie zwracajac na nas uwagi. Siegam na chwile po swoj telefon i wyswietla mi sie 6 nieodebranych polaczen od kogo? Od Justina... Spogladam smutno w ekran co zauwaza dwojka chlopakow.Podchodza do mnie od razu zaniepokojeni. W moich oczach po raz senty widach te przeklete lzy. Czy ja naprawde musze byc taka pojebana? To sie robi nudne...Ciagle przez niego cierpie.-Cos nie tak?-John spoglada badawczo a Mike przytula mnie do siebie. Ugh...Jeszcze jego mi brakowalo.Wywracam w myslach oczami.
-To po prostu...kolega z pracy.-wzruszam ramionami ocierajac samotna lze z policzka.John odpycha lekko swojego brata obejmujac mnie ramieniem i kieruje w strone sypilani.
-Za chwile wrocimy.-mowi na odchotne. Kurde! To nie powinno tak byc! Powinnam siedziec tam z goscmi a nie...Zachowuje sie jak jakas rozkapryszona malolata jednak w tym momencie jestem wdziecnza 18-latkowi ze mnie zabiera na chwile.
___________________________________________________
Ehm no i jest... Jak myslicie o co znow chodzi z Justin'em i Gomez? A co jest po miedzy Cher i John'em?
-Patrys

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdzial 36

Siedze juz w samolocie, pilot oglosil przed chwila ze do ladowania zostaly 4 godziny. Matko...Naprawde zeby doleciec na te pieprzone wyspy trzeba tyle czasu? Ugh...Nie narzekam jednak bo specjalnie zaplacilam spora sume za wynajecie prywatnego samolotu i dyskrecje odnosnie lotu.Wiem moze to przesada ale gdyby tylko Chris czy Scoot chcieli mnie odwiedzic pod pretekstem swiat na pewno daliby rade,za pomoca lapowki,dowiedziec sie gdzie polecialam.Siedzac tak nawiedzily mnie mysli odnosnie tamtej nocy...

Poczulam jak lozko sie ugina wiec szybko klasnelam w rece by zapalic lampke.Gdy zobaczylam te wielkie czekoladowe oczy i pelne,malinowe usta odetchnelam z ulga.Usmiechnal sie do mnie lobuzersko calujac w policzek.
-Co ty tu do cholery robisz?!-krzyknelam polszeptem zeby nie obudzic czasami Brown'a. 
-Twoj przyjaciel mnie wposcil.-wzruszyl ramionami z takim specyficznym usmieszkiem niczym Edward Cullen zakradajacy sie w nocy by popatrzec na spiaca Belle.Wiem,denne porownanie ale takie mialam pierwsze spojarzenie.
-A po co przyszedles?-zapytalam retorycznie podpierajac sie na lokciach.Nie bylam skrepowana faktem ze na pewno bylam rozczochrana, bez make up'u z dwoma fioletowymi cieniami pod oczami.
-Ehm...Chcialem cie przeprosic.-wzruszyl ramionami.-I spedzic troche czasu z toba.-sposcil niesmialo wzrok.
-Aha? I to dlatego przyszedles o...-zerknelam na cyfrowy zegarek na szafce nocnej.-O 4.20?!-pisnelam juz nie ograniczajac swojego tonu glosu.

-No bo...-chcial sie chyba wytlumaczyc jednak nie wiedzial jak.

-Zwariowales?! Wiesz doskonale ze jutro mam lot!
-To zle ze chcialem cie zobaczyc?-zapytal ciagle usmiechajac sie do mnie.Tak,jego usmiech jest zdecydowanie powalajacy ale nie w tym momencie kiedy moj umysl ledwo co kontaktuje.
-Nie masz takiego przywileju zeby zakradac sie do mnie w nocy.Nie jestes moim chlopakiem.-warknelam siadajac z opartymi plecami o tyl lozka.
-Mozemy to zmienic.-powiedzial to tak oczywiscie.Usmiechnal sie na koniec jak 5'latek.Nie wiem skad mam te skojarzenia.
-No chyba snisz...-wywrocilam oczami zakladajac rece na piersiach.
-Mam wyjsc?-wskazal na drzwi podnoszac sie powoli.
-Teraz to musisz zostac.-mowie surowo.-Przez ciebie nie zasne.-fuknelam zla.On bez slowa wgramolil sie na wygodne lozko,zdejmujac wczesniej biale Supry i polozyl sie obok mnie.-Ktos ci pozwolil sie obok mnie klasc?-warknelam grajac zla.
-Tez sie ciesze ze mam cie przy sobie.-objal mnie ramieniem w pasie calujac w policzek.
-Ej,ej, ej...-odgarnelam jego reke.-Za duzo sobie poswalasz,Bieber.
-Nie graj takiej niedostepnej,Lloyd.-zasmial sie pod nosem.
-Czy ty jestes pijany?-zapytalam lapiac jego twarz w swoje dlonie by sprawdzic czy jego zrenice nie sa rozszerzone.
-Nic nie pilem...-odpowiedzial spokojnie.-Cherr...Jestem trzezwy,nie na chaju, nie palilem. Co ci jest?-pyta niepewnie.
-Po prostu... Po prostu od kiedy wyszla akcja z Gomez balam sie ze sie stoczysz...-powiedzialam niesmialo bawiac sie brzegiem cienkiej koldry.Mam taki zwyczaj spania w bieliznie pod poszewka. Zabwane wiem zwazajac na to ze mamy grudzien...Zsunelam sie kladac na plecach obok niego jednak miedzy nami byla bezpieczna odleglosc.Lezelismy przez chwile w ciszy a chlopak postanowil splatac nasze palce.
Ku mojemu zdziwieniu nie wyswobodzilam swojej dloni a wrecz przeciwnie,scisnelam ja lekko mocniej.Justin powodowal cos czego nie moglam wytlumaczyc.Czy go kocham? Oj chyba to za duzo powiedziane.Jednak jest w nim cos co...No jest w nim po prostu cos.
-Martwilas sie o mnie?-przekrecil tylko twarz w moja strone.Rowniez spojrzalam w jego oczy, jednak ja bez zadnych uczuc.Po chwili znow powrocilam oczami na sufit.Przygryzlam warge wzdychajac lekko.-Martwilas sie o mnieeee...-przeciagnal pewnie.
-Nie pochlebiaj sobie.-wyciagnelam swoja dlon i chcialam wstac jednak zostalam pociagnieta w strone Bieber'a.
Zachichotalam rozbawiona jego zachowaniem. Wsparlam sie lekko na jego torsie a moja noga mimowolnie poleciala na jego.Usp? Hihihi..Mialam ochote schowac swoja twarz w jego szyi i przespac tak cala noc.WTF?! Co ja mowie!! Nieee,nie,nie.
-Gdzie mi uciekasz?-szepnal mi do ucha patrzec w moja twarz.
-Nie tobie.Nie uciekam.Nie powinnismy byc w takiej pozycji.-powiedzialam powazniej czujac jego reke na swoich plecach.
-Nie badz taka sztywniara,Cher.-powiedzial ,sie ze mna droczac.Wie doskonale ze tym mnie wkurzy.
-Justinnn...-warknelam siadajac na lozku.-Ogarnij sie.-zakrylam swoje cialo poszewka i powedrowalam na chwile do lazienki nie zamykajac jednak drzwi.Zawiazalam sobie taknine wokol mojego biustu a sama nachylilam sie nad zlewem.Odkrecilam wode i przemylam twarz kiedy poczulam pare dloni na swoich biodrach.Podnioslam wzrok na szatyna ktory wyprostowal moje cialo i oparl brode o moje ramie.Siegnelam po recznik wycierajac twarz a potem rece ciagle utrzymujac kontakt wzrokowy z tymi czekoladowymi teczowkami.
-Popatrz jak ladnie wygladamy.-wyprostowal sie dumnie ciagle majac mnie w objeciach.
-Co ci sie dzis stalo,co?-ponownie oparlam dlonie o blat patrzac w jego oczy, w odbiciu lustra.
-Nic.-zasmial sie calujac moje ramie a pozniej wzial mnie niczym panne mloda wracajac do lozka.Bosh! Co on wyprawia?!Psnelam w momencie kiedy mnie podniosl a potem mocno objelam jego kark.Polozyl mnie tak samo delikatnie na miejscu gdzie lezalam wczesniej a potem klasnal w rece by wylaczyc swiatlo.Gdy wrocil na wygodny materaz chcial mnie do siebie przyciagnac, ale mu na to nie pozwolilam.To juz przegiecie.
-Co ty sobie wyobrazasz?-wyskazalam z tego lozka ciagle bedac w tej poszewce.-Pytam sie ostatni raz na powaznie,czy ty cos brales?! Cholera jasna!! Najpierw mnie zostawiasz olewajac wieczorem odnosnie tej restauracji a teraz przychodzisz nad ranem, przytulasz sie,nosisz mnie, calujesz! Co ty sobie myslisz?! Nie jestem zabawka i nie bede na kazde twoje skinienie!!-wyrzucilam rece w powietrze.-Ogarnij wreszcie ta dupe i sie zdecyduj!-patrzylam na niego wrogo.Stal przede mna z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy.-Wyjdz...-pokazazlam lewa reke na drzwi za jego plecami.
-Czy ty mnie wyrzucasz??-zapytal zdziwiony.On jest taki tepy czy tylko udaje?
-A nie widac?-warknelam pod nosem.
-Jak chcesz...-syknal zly.-Nie wiem po co w ogole marnowalem swoj czas.
-Pewnie bo kurwa jestes jak krolowa angielska i po prostu z toba to trzeba sie umawiac o rok wczesniej!!-krzycze za nim stojac na balkoniku nad kuchnia.Widzialam tylko jak jego plecy znikaja na schodach a gdy sposcilam wzork napotykalam surowe spojrzenie Chrisa.-No co?-unioslam rece w ogore.Pokrecil tylko zrezygnowany glowa i wrocil do laptopa.Uderzylamm dlonmi w barierke i poszlam do swojego pokoju.

-No to do nastepnego,kochana.-podchodzi do mnie mloda stewardessa o imieniu Catrina.Znam ja od kiedy tylko zaczelam prywatnie latac.Jest ode mnie starsza o 6 lat jednak mimo to uwielbiam spedzac z nia czas.Zawsze gdy wynajmuje samolot wynajmuje rowniez ta sama zaloge.Ogolnie wspolczuje im spedzac dzien przed swietami w moim towarzystwie.Oh... Wiem jednak za dla nich to nie problem.Kazde z nich swieta spedza samotnie.A naprawde milo jest spiewac i wyglupiac sie z takimi ludzmi jak oni.
-Tak,do zobaczenia w nowym roku.-chichocze biorac swoj bagaz.-Wesolych swiat.-sciskam kazdego z obslugi personelu.Wychodzac z lotniska zauwazam juz czekajacy na mnie czerny Range Rover. Szofer czeka z otwartymi drzwiami i serdecznym usmiechem na ustach.
-Witam panienko Lloyd.
-Czesc Sam.Jak rodzina?-wsiadam na miejsce pasazera i zapinam pasy bezpieczenstwa.
-Dziekuje bardzo dobrze.Kelly narysowala cos dla panienki.-wyciaga karke z wewnetrznej kieszeni jego marynarki i mi ja podaje.Jest to jeden z tych typowych rysunkow ktore rysuje kazda 6'latka.
-Ojej dziekujeee.-przykladam go do serca.Mimo wszystko jest wspanialym prezentem. 
-Odwiedzi nas panienka,prawda?-patrzy na mnie ochoczo.-Moja zona nie moze sie doczekac az panienke zobaczy.-jego zona jest wspaniala.Ma na imie Sonia i za kazdym razem zajmuje sie wszystkimi rzeczami ktorych bym potrzebowala.Ogolnie szykuje caly dom na moj przyjazd.Kocham tych ludzi.Zawsze sa dla mnie tacy serdeczni kiedy przyjezdzam tutaj na wakacje lub jakies swieto.
-Z przyjemnoscia.-usmiecham sie kiedy zatrzymuje auto pod prawidolowym adresem.-Zadzwonie do zony i sie umowimy.-posylam pewne spojrzenie kiedy stawia obok mojego boku moja walizke.-Dziekuje Sam, milego popoludnia.-macham mu kiedy wraca juz do auta i odjezdza.
No to jestesmy...Wzruszam ramionawi wzdychajac to boskie,czyste powietrze.Maladiwy,swieta czas zaczac!Usmiecham sie szeroko ciagnac swoj bagaz bo drewnianym,stabilnym mostku do tego pieknego domku.Tu jest bosko! Jak za kazdym razem kiedy spedzam wolny czas w tym raju.Najlepsze to to ze wszystko jest bardzo chronione. Tutaj zeby ktos cie mogl odwiedzic musi miec pozwolenie na wstep do twojej czesci posiadlosci. Idealnie jak dla mnie! Nie chce tu nikogo oprocz Sam'a i jego rodziny.Oni jako jedyni maja pisemne pozwolenie i klucze do mojego mieszkania.Tak, jest wykupione przeze mnie jednak czasami mieszka w nim nastarszy syn szofera.Mam ochote poplywac...Ale to nie dzis.Jestem padnieta. Chociaz moze najpierw umowie sie z Sonia na jakis obiad. Mam ochote w tym roku zaprosic ich na Wigilie. Nie przelewa im sie za bardzo a mi serce sie lamie kiedy widze te maluchy nie moglace miec wymarzonej zabawki. Hmmm...Jutro rano pomysle co da sie zrobic.
__________________________________________
Maladiwy *o* Oooooohhhh kto mi zafunduje wakacje na Maladiwach? xD Chcialabym,chciaaala.
No nic...Nie o mnie mowa.
Widzicie.Specialnie poswiecilam prawie caly rozdzial na wspomnienia Cher. Szczerze powiem ze dziwnie bylo pisac w czasie przeszlym w tym opowiadaniu hihi. Chyba 10 razy musialam poprawiac forme czasowa wiec jak sie gdzies zapomnialam czy jest gdzies jakis blad to PRZEPRASZAM <3
Rozdzial sie podobal? Wiem slodko miedzy nimi bylo ale wiecie jak to jest ze mna...Musi byc drama xD obiecuje przeciez ze jeszcze troche a sie ulozy...Spokojnie. <3
-Patrys

piątek, 28 lutego 2014

Liebster Award!!!! +mala notka

Jak widzicie zostalam nominowana po raz kolejny do Liebster Award :D To naprawde dla mnie zaszczyt i cholernie sie ciesze poniewaz czuje sie jeszcze bardziej doceniona <3
Podziekowania dla pisarki bloga: http://zaopiekuj-sie-mna-1d.blogspot.it/
Dziekuje kochana!! To naprawde wspaniale <3

Pytania od Ady:

1. Gdybyś mogła zamienić się z kimś ciałem,kto to by był ? 
Zdecydowanie nie wiem xd Chyba Miley Cyrus, Cher Lloyd lub Monami Frost :D

2. Jakich gwiazd muzycznych nie lubisz ??
Seleny Gomez -.- Jesli mozna ja wgl nazwac gwiazda muzyczna -.- (Bez obrazy Selenators :) ) Nie lubie jej od kiedy bylam mala <bezradny>

3. Masz jakieś znamię ? 
Mam :3
4. Facebook vs. Twitter 
Twitter :D Mimo ze fb tez lubie...

5. Co myślisz o kłótniach między Directioners a Beliebers ? 
Dla mnie to jest glupota!! Nigdy sie nie poklocilam z jakas Directioner mimo ze czasami mialam ochote ale to normalne ze jestesmy drazliwe na temat naszych idoli... Powinnismy jednak sie wspierac zamias tracic czas na glupie sprzeczki.

6. Jaka piosenka doprowadza cię to łez ? jest wgl taka ?
Jest wiele takich piosenek... Ale to zbyt osobiste.

7.  Czytasz jakieś FF? 
Taaaaaaak :D Oczywiscie ze tak! Mimo ze mam na to malo czas :c

8. Pierwsza rzecz jaką robisz po wstaniu z łóżka?
Jecze ze musze wstac, przeciagam sie i od razu siegam po tel zeby sprawdzic konta Jusa xD

9. Twój idealny dzień.?
Nie bylo jeszcze takiego...

10. Jak wpadłaś na pomysł na twojego bloga ?
Jesli chodzi o historie sama wpadla do glowy...A jesli ogolnie o pisanie to namowila mnie kolezanka :D

11. Lody owocowe czy te np z czekoladą? ;D
Ja kochammmmmmm smerfowe, zupe angielska, zabajone iiiii i tyle xd 

Moje nominacje:
1)http://dontstopbelieving99.blogspot.it/
2)http://opowiadaniazjustinembieberem.blogspot.it/
3)http://holidayloveandmore.blogspot.it/
4)http://love-you-like-a-long-song.blogspot.it/
5)http://angelsdonotdieyet.blogspot.it/
6)http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.it/
7)http://black-tears-jb.blogspot.it/
8)http://my-heaven-jb.blogspot.it/
9)http://the-other-side-jb.blogspot.it/
10)http://drbiebeer.blogspot.it/
11)http://live-your-destiny.blogspot.it/

Moje pytania:
1)Czy kiedykolwiek spotkalas osobe ktorej nie chcialabys nigdy poznac?
2)Co myslisz o osobach ktore sie okaleczaja?
3)Masz przyjaciela/przyjaciolke ktora podziela twoja pasje do pisania?
4)Czy uwazasz ze twoje dziecinstwo bylo zabawne?
5)Slawa ktorej niecierpisz?
6)Trampki czy szpilki?
7)Piercing czy tatoo?
8)Francuzki czy niemiecki?
9)Zawod w przyszlosci?
10)Jaka masz pasje?
11)Ile blogow czytasz?

NOTKA: Co do ostatniego rozdzialu ktory dodalam jest wszystko w pozadku. Nie zapomnialam dopisac kto przyszedl do Cher. Po porstu napisze to w przyszlim rozdziale w formie jej mysli. Wszystko jest zaplanowane ;)
_______________________________________________
Kocham was! <3
-Patrys

wtorek, 25 lutego 2014

Rozdzial 35

-Jestes dzis dosc wczesnie...-stwierdza DJ gdy wchodze na sale ktora jest nadal pusta.
-Musialam jechac do Chu...-wywracam oczami siadajac na podlodze przed jego konsola i zaczynam sie rozciagac.
-Rozmawialem z Justinem.-spoglada na mnie nie ufnie jednak ja pozostaje niewzruszona tym faktem.No i co za rozmawial? Tez rozmawiam z wieloma osobami. Wiem jestem dzis troche rozdrazniona ale to przez Chirs'a...Po prostu wkurza mnie juz jego olewawcze podejscie do wszystkiego.
-Aha...-mrucze pod nosem.
-Woooow.-do moich uszu dochodzi jego westchnienie podziwy na co lekko chichocze.-Nie wiedzialem ze tak potrafisz.
-To juz wiesz.-wytykam jezyk podnoszec bardziej twarz w jego strone.Posyla mi lobuzerski usmieszek krecac lekko glowa.
-Wracajac do tematu mlodego...Dzownil do mnie dzis i pytal czy bedziesz. Wieszz...Tak w sumie to mialem cie zagadac zebys nie poszla czasami do pokoju 254 wiec jakbys mogla to udawaj ze tego nie powiedzialem.-skonczyl zaklopotany a ja zasmialam sie lezac juz na brzuchu.
-Jestes niemozliwy Tay...-krece glowa z rozbawieniem.-Tak w ogole to szczerze nie obchodzi mnie o co chodzi. Wczoraj wymigal sie od kolacji tylko dlatego ze niby mial spotkac sie z Scoot'em.-jecze niezadowolona.
-O ktorej ?
-Nie wiem bylo cos okolo 9 no moze 10 wieczorem.-wzruszam ramionani siadajac w pozycji lotosu.
-To nie mozliwe bo bylem wtedy z Scooter'em i Ryan'em na silowni.-mowi zamyslony.
-Nieee...-krece glowa lekko dotknieta faktem iz Bieber mnie oklamal. No co? Czuje to cholerne uklucie w serce i nie za bardzo dobrze mi z tym.
-Przepraszam Cher, nie powinienem ci tego mowic.
-Spokojnie.-biore gleboki wdech.-I tak dzis wyjezdzam wiec to nie ma znaczenia.-jasno daje mu do zrozumienia ze nie chce dyskutowac na zaden temat.
-Cher?!-slysze pisk dziewczyn i gwizdy chlopakow.Jestem skupiona i nawet nie odpowiadam na ich podziw.Tak, jestem wkurwiona. No ale co na to poradze? Juz taka jestem. Mogl przynajmniej nie wymyslac bezsensownych kmalstewek i powiedziec mi prosto w twarz ze nie chce spedzic ze mna czasu.Tay James pokazuje tancerzom zeby lepiej zostawili mnie w spokoju i szczerze mowiac jestem mu za to wdzieczna.Team ustawia sie przed lustrami wykonujac standartowe cwiczenia.Juz naprawde nie moge doczekac sie tego wyjazdu. Fakt ze te swieta spedze w naprawde ciekawym miejscu powoduje u mnie mimowolny usmiech. W jednej chwili na sali pojawia sie pan Wielka Gwiazdka z lobuzerskim usmiechem.
-Ugh...-jecze pod nosem zerkajac porozumiewawczo na DJ'a.Wzrusza tylko ramionami posylajac mi smutne spojrzenie.Krece glowa stajac w pozycji pionowej i wyginajac tylek w strone Bieber'a tak ze czolem dotykam kolan. Nie ze robie to specialnie, nieeeeeee w ogoleeeee.Czujecie ten sarkazm?
-Uuuuu!-slysze za zoba jego jekniecie kiedy stoje juz wyprostowana.Klade rece na biodrach czujac jego oddech na karku.-Jestes taka sexowna.-odgarnia moje wlosy na jedna strone a ja wywracam oczami.
-Ustawcie sie na swoich miejscach!-krzycze odwracajac sie w jego strone jednak patrze po lewo,na tancerzy.-To sie ciebie tez tyczy.-dodaje zerkajac beczelnie w jego oczy.Jest zdezorientowany moim zachowaniem i nawet sie nie rusza.-Zdejmuj w koncu te idiotyczne okulary, jestesmy w oswietlonym pomieszczeniu.-warcze stajac na przeciw calej grupy.Reszta proby jest dosc nerwowa.Ciagle czuje na sobie spojrzenie Justin'a i to ze w ogole sie nie przyklada. Ugh! On doprowadzi mnie do bialej goraczki! Reszta teamu widzac moje sfrustrowanie i zmecznie nie stwarza zadnych problemow. Chlopcy nie wyglupiaja sie zeby mnie powkurzac a dziewczyny nie jecza na zaden z rochow.Jestem im za to wdzieczna bo chyba bym wyszla gdyby jeszcze oni sie dokladali.
-Wesolych swiat,Cherrrrr!!-krzykneli przeciagajac moje imie kiedy wlasnie siegalam po butelke wody z przenosnej zamrazalki.Na mojej twarzy wymalowalo sie zdziwienie i lekki usmiech kiedy zauwazylam przed nimi wielkie pudelko.
-O matko...Nie musieliscie!-krece glowa smiejac sie pogodnie.To najelpsi ludzie z jakimi pracowalam.Widzac miedzy nimi ta wiez i to ze traktujac sie jak rodzina.Podchodze do nich i z kazdym z osobna sie przytulam.
-No otworz!-mowi podekscytowany Ryan ktory nie wiadomo skad sie wzial.Podchodze do pudelka i nie pewnie rozwiazuje kokarde.Tektura sama opada na podloge a moim ocza ukazuje sie wielka ramka z wszystkimi naszymi zdjeciami. Mam lzy w oczach.Dlonie skladam jakby do modlitwy przykladajac je do ust.
-To jest...-patrze na prezent i zdaje sobie sprawy ze nie znam odpowiedniego slowa by to opisac.Podnosze glowe by zobaczyc te wszystkie wspaniale usmiechy.-Dziekuje wam kochani.-podchodze do nich i robimy grupowego misiaka.-Jestescie najelspi.-wycieram lzy kiedy siedze przed ''naszym plakatem''. Podziwiam to przez dlugi czas i nawet nie zauwazam momentu kiedy zostaje sama na sali.Jakas osoba przysiada sie do mnie jednak ja nie mam ochoty nawet patrzec w jej strone.
-Hej...-slysze ten gardlowy szept piosenkarza i mimowolnie przechodza mnie ciarki jednak staram sie tego nie pokazywac.Nie odpowiadam.Niech sie zastanowi nad tym co powie.
-Poszlabys ze mna na chwile do pokoju 254?-pokazuje kciukiem na drzwi usmiechajac sie glupkowato.Wywracam tylko oczami obejmujac swoje zgiete nogi lokciami.
-A po co?-pytam retorycznie.-Chcesz mi naopowiadac wiecej czulych slowek a pozniej po prostu mnie oszukac?-dodaje kolejne pytanie zalotnie przechylajac glowe w jego strone.Widze jego zakpolotanie i mam ochote sie po prostu rozesmiac jednak zlosc bierze gore.-Myslales ze jestem taka glupia?
-Ja..Ja eh ten.-drapie sie po karku z zmieszana mina.-Cher po prostu ja no nie wiedzialem...Ja sie zastanawialem...
-Moze sie ogarniesz i powiesz mi prawde a nie wymyslasz jakies bajeczki na poczekaniu...-warcze odsuwajac sie od niego.
-Ja po prostu sie balem.Nie wiedzialem czy ci sie spodoba miejsce ktore wybralem, to jak zareaguje Scoot i paparazzi..-mowi szybko i ledwo co zdoluje go zrozumiec.
-Wooow...-krece glowa lekko prychajac.-Co za fascynujaca historia...-wywracam oczami wstajac.Zakladam na ramie swoja duza torbe a w druga biore moj piekny prezent.-Wiesz Justin...Nie wiem jak mogles pomyslec ze jestem taka.Spodobaloby mi sie wszystko co bys urzadzil.-ciagle patrze na podloge pomiedzy naszymi stopami.-Wazne ze bylbys tam za mna.-usmiecham sie w jego strone.-To juz i tak nie ma znaczenia...-mowie widzac jego zdezorientowana mine.-Wesolych swiat.-wzruszam ramionami i wychodze zostawiajac go na srodku tamtej sali.To co powiedzialam bylo lekkomyslne!! Widzialam jego zaskoczenie na twarzy. Ciekawa jestem co on sobie pomyslal.
-Co to jest?-pyta Chris ktory ku mojemu zdziwieniu raczyl po mnie przyjechac.
-Nie sadze zeby bylo to tak istotne by zaprzatalo twoj umysl.-wsiadam do samochodu i przez cala droge nie mowie ani slowka.Po co? Bez sensu skoro on i tak wie lepiej.
-Zawiezc cie na lotnisko?-pyta zaklopotany kiedy dopinam swoja walizke. Powinnam wyjezdzac juz 5 minut temu ale jak to ja zawsze mam jeszcze cos do dopakowania.
-Nie dzieki.-warcze obrazona.Wiem ze zachowuje sie jak dzieciak ale zabolala mnie ta sytuacja z wczoraj.
-To jak pojedziesz?
-Ryan mnie zawozi...-wzruszam ramionami przegladajac sie ostatni raz w lustrze.
W tamtym momencie slysze dzownek do drzwi.-Przepraszam...-mowie by przesunal sie z przejscia i zbiegam na dol.W momencie otwarcia drzwi zakapturzony chlopak rzuca sie na mnie zamykajac moje cialo w niedzwiedzim uscisku.
-Nie wyjezdzaaaaaj...-jeczy mi do ucha na co smieje sie pod nosem obejmujac go w pasie swoimi chudymi ramionami.
-Spokojnie to tylko swieta.-wywracam oczami ciagnac go po schodach.
-Na sylwka wracasz?
-Ehm...-marszcze brwi.-No nie.-przygryzam warge.
-Wiesz ze Justin sie wkurza bo nie odbierasz? Chcial przyjechac ze mna.
-Ale go nie wziales prawda?-patrze na niego przestraszona zamykajac swoj pokoj na klucz.Chlopak znosi torbe na dol.
-Pewnie ze nie...Ale jest ze mna Twist i Za.
-Bosko...Teraz to ja nie wiem jak wylece bez waszych jekow.-smieje sie zakladajac trampki juz przy wyjsciu.
-Nie pozegnasz sie ze mna?-pyta Brown wychodzac z salonu.Ryan spoglada na mnie badawczo i przenosi wzrok na drzwi.
-Bede czekal w aucie.-Butler szepcze mi do ucha.-Sieme Chris.-wpadaja w meski uscisk a po chwili wychodzi.Odkladam swoja torebke na szafke patrzac smutno na mojego przyjaciela.Obejmuje swoje cialo ramionami i z zaklopotaniem zakladam jeden kosmyk za ucho.
-Zostan ze mna...W te swieta.-lapie moja dlon przyciagajac do swojego torsu.
-No ejjj ja nie moge...-wzdycham smutno.-Do zobaczenia za jakis czas...-wzruszam ramionami calujac jego policzek.-Wesolych swiat Chris'iak.-patrze smutno w jego oczy delikatnie pocierajac jego twarz.-Wiesz ze cie kocham braciszku?-pytam powaznie.
-Wiem, wiem...-wtula swoja twarz w moja dlon usmiechajac sie lekko i zamyka na chwile oczy.-Ja ciebie tez dzieciaku.-caluje mnie w glowe.-No juz lec...-klepie mnie w tylek odprowadzajac do drzwi.
-Ej! Dziekacka nie klepie sie potylku!-chichocze pod nosem krzyczac przez okno auta.Macha mi tylko ze schodow na co przesylam mu buziaka w powietrzu.Jest mi smutno zostawic go samego...Ale tak juz jest.
__________________________________________________
Przepraszam powiedzialam komus na asku ze rozdzial bedzie duzo wczesniej ale nie dalam rady... Przepraszam ale no kurde.. Mam problemy osobiste i nie mialam w ogole weny. Przepraszam :c Wiem ze spieprzylam ale obiecuje ze juz za jakies 3 rozdzialy bedzie wiecej Cher i Jusa :D
Kocham was!
-Patrys

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdzial 34

Zakladam rece na zebra przenoszac ciezar ciala na jedna noge.Justin i Adam ciagle unikaja mojego wzroku co mnie lekko irytuje.W mojej glowie mam naprawde dziwne scenariusze. Wiem ze aktor nie nalezy do najgrzeczniejszych mimo ze sprawia takie pozory.
-No slucham.-poganiam ich lekko.
-Cher moze lepiej chodzmy juz.-mowi piosenkarz.
-Zapomnij.-prycham patrzac na niego lekko wkurzona.-Teraz to mi ladnie wyspiewacie o co chodzi.
-No bo...-Justin zerka przerazenie na chlopaka obok mnie.
-Sluchaj Cher. Jestes za mala dziewczynka zeby znac nasze sprawy.-glaszcze mnie po glowie usmiechajac sie jak jakas babcia. Tak wiem zajebiste skojarzenie no ale wiecie o co mi chodzi.
-Pierdol sie.-sycze do niego patrzac przymrozonymi oczami.-Nic juz nie chce wiedziec.-krece glowa.-Zawiez mnie do domu.- mowie do Bieber'a kierujac sie w strone wyjscia.
-Wielkie dzieki stary...-slysze jeszcze jak piosenkarz warczy do kumpla i po chwili obejmuje mnie przyciagajac za biodra.
-Nie gniewaj sie.-caluje mnie w szyje a ja staje jak posag. W ogole sie nie ruszam i po prostu patrze przed siebie.Staje przede mna patrzac zdezorientowany. Podnosze na niego swoj pusty wzrok i wymijam idac dalej przed siebie.-Cher!-wyrzuca reke w moja strone jednak ja juz wychodze. Nie mam na niego sily. Jednak przynzaje sie. Gram przed nim zeby sie powkurzal. Tak, lubie jak sie o mnie stara. Jest wtedy taki mega slodki i troskliwy. Gdy wychodze przed budynek czuje mocne szarpniecie za biodra a po chwili zostaje przyciagnieta do ciala Bieber'a.
Jego ramiona oplataja mnie w pasie a brode opiera o moje ramie.-Nie uciekaj mi ,zlosnico.-szepcze mi do ucha.Nic nie odpowiadam. Caluje mnie delikatnie w skron a ja zamykam oczy. Jest mi przy nim tak dobrze. Jestem jednak swiadoma ze tak nie powinno byc. Nie wiem ile tak stoimy, stracilam rachube czasu. Justin'owi najwidoczniej tez to nie przeszkadza.-Poznalem Adam'a kiedy moja byla dziewczyna pracowala u niego w klubie...-szepcze z lekkim zazenowaniem.
-Jedzmy w jekies spokojne miejsce.-usmiecham sie delikatnie widzac ze chce kontynuowac historie.Skina glowa kilka razy a po chwili nadal mnie nie puszczajac otwiera przede mna drzwi.
-Jessica Jarrell...Szczeniece zauroczenie jednak nie moglem o niej nie myslec. Wszystko bylo wspaniale do poki nie zaczela znikac.Na poczatku mowila ze po prostu musi sie duzo uczyc. Pewnej nocy gdy bylem z chlopakami na miescie widzialem jak idzie w naprawde mega skapym stroju w strone jakiejs restaruacji. Razem z Ryan'em pozstanowilismy ja sledzic. Gdy zobaczylem co ona robi poczulem sie zdradzony. Adam wytlumaczyl mi wszystko i faktycznie zdradzala mnie przez okolo trzy tygodnie.-mowi to tak jakby bez uczuc.Przyrko mi poniewaz wlasnie zdalam sobie sprawe ile razy ten chlopak zostal zraniony.
-Przepraszam...-szepcze niesmialo.
-Za co?-patrzy na mnie nie zrozumiale.Wzruszam tylko ramionami i wygladam przez okno.Zdaje sobie sprawe ze jedziemy do mojego domu.
-Czemu wracamy?-patrze lekko zawiedziona.Chcialam z nim jechac na ta kolacje. Malam ochote spedzic milo czas z tym glupkiem.
-Jestes zmeczona a po za tym Scoot napisal ze musi ze mna powaznie porozmawiac.-z robil taka mine jakby mial jechac na obiad do moich rodzicow. Smieje sie zakrywajac usta dlonia a on od razu odwraca twarz w moja strone.-Co?-pyta szczerzac sie w moja strone.
-Nic.Nic.-krece energicznie glowa nadal nie mogac powstrzymac smiechu.
-Noooo Cheeeeerrr...Nie badz taka!-jeczy co mnie jeszcze bardziej rozsmiesza. W tamtym momencie parkuje na moim podjezdzie a ja szybko wyskakuje z auta.Robi to co ja a po chwili przypiera mnie do drzwi pasazera.-Mow mi z czego sie smiejesz.-grozi mi jednak wiem ze robi to na zarty.Zamyka mnie w klatce ze swoich rak przysowajac lekko do mnie swoje cialo.
-Wygladales jakbys mial wlasnie poznac moich rodzicow przedstawiajac im fakt ze jestesmy razem.-wybucham smiechem opierajac czolo o jego ramie.
-A jestesmy?-pyta z zawadiackim usmiechem na co ja powaznieje.Przestaje sie smiac a moje miesnie sie napinaja.
-Nie.Oczywiscie ze nie.-warcze poprawiac sobie torebke i odpycham go lekko od siebie.Patrzy na mnie zdezorientowany. Chce jak najszybciej znalezc sie w domu. Glupio mi teraz. Ja naprawde sama siebie nie rozumiem.
-Cher!-krzyczy za mna.
-Dobranoc,Justin!-zamykam za soba drzwi i biore gleboki oddech.Gdy podnosze wzrok na schodach na przeciwko mnie widze Brown'a z zalozonymi rekoma na klacie.
-Co to mialo byc?-pyta wkurzony.-Cher co ty do cholery wyprawiasz?! Zachowujesz sie jak nie ty!
-Nie drzyj sie na mnie,kurwa!-wyrzucam rece w powietrze.-Ja chce stad wyjechac...Jak najszybciej.-po moich policzkach splywaja lzy.
Chowam twarz w dlonie a pozniej przeczesuje swoje wlosy.
-Chodz tu do mnie,maluchu.-przyciaga mnie za talie mocno obejmujac.Wtulam sie w niego jak w jakiegos pluszowego misia na co lekko sie usmiecha.-Bedzie dobrze.-szepcze mi do ucha biorac mnie na reca. Jak ja uwielbiam gdy on mnie nosi. Jest moim starszym braciszkiem.-Czas sie pakowac.-mowi smutno siadajac na lozku kiedy ja podchodze do garderoby.Wyjmuje swoja duza walizke i torbe na podreczny. Zanosze do pokoju i klade na podlodze. W nawyku mamy tak ze ja wyrzucam w strone Chris'a ciuchy ktore mam zabrac a on je sklada i pakuje.
-Chris'iuuuuuu...-przeciagam zdrobniale opierajac sie o framuge drzwi.
-Hm?-sklada wlasnie jakies moje rurki.Bawie sie swoja fioletowa bokserka skladajac ja i rozkladajac.-Mow natychmiast.-szczerzy sie szeroko.
-Co bys powiedzial gdys jutro musial mnie zawiezc rano do Chu?-wiem ze moj przyjaciel nie nalezy do rannych ptaszkow dlatego juz sobie wyobrazam jego reakcje.
-Tak o 11?
-Ehm... O 6:45 musimy wyjechac z domu.-mowie wszystko na jednym tchu a jego oczy z kazdym moim slowem robia sie ogromne.
-Chyba cie kurwa pojebalo!-krzyczy rozesmiany.
-No Chriiiiisss....-tupie nogami niczym mala dziewczynka.
-Zapomnij...-kreci glowa,chyba jest jednak wkurzony.
-To jak ja kurwa tam pojade?! Wiesz ze o 7 nie ma zadnych autobusow! Do przystanka mam 20 minut samochodem!!! A taksowki tu nie jezdzaaaaa!
-To zadzon po Miley.-lypie na mnie wrogo.-Albo Bieber'ka.
-Pierdol sie...-sycze wrzucajac ostatnia czesc garderoby i zamykam noga walizke.Staje nad nim z bezczelna mina.-Super ze dotrzymujesz obietnicy.-skinam glowa marszczac oczy. Pamietam jak kiedys Chrs przysiagal mi ze zawsze bedzie pomagal. Najzabawniejsze ze gdy chcialam isc na prawko mowil ze to bez sensu bo przeciez mam go i zawsze bedzie mnie wozil.
-Cher nie wkurzaj sie..-kreci glowa.
-Wyjdz...Chce zostac sama.-pokazuje na drzwi patrzac smutno w jego oczy.Wstaje, trocaja mnie z bara i zatrzaskuje za soba drzwi. W momencie kiedy moj telefon zaczyna dzwonic wywracam oczami. Na ekranie pokazuje mi sie nieznajomy numer.-Tak slucham?
-To ja Adam...-slysze niepewnosc w glosie starego przyjaciela.
-Co?-warcze lekko.Nie dlatego ze jestem zla, ale dlatego ze jestem zmeczona a ktos nadal mi przeszkadza.
-Dzwonil Justin. Mowil ze ci wszystko wytlumaczyl a ja chcialem przeprosic.Obiecalem kiedys Bieber'owi ze ta akcja sie nie wyda. Ona go tak upokorzyla a ja nie mialem pojacia ze Jessica kogos ma. Mam swoje zasady i zatrudniajac jakas nowa lale musze wiedziec ze jest wolna. Nie chce sie pieprzyc z ich fagasami.
-Adam nie tlumacz sie...Dobry z ciebie kumpel i ja o tym doskonale wiem.-usmiecham sie pod nosem.
-Nie jestes zla?-pyta spokojniej.
-Nieee...-krece glowa mimo iz wiem ze tego nie widzi.
-To juz nie przeszkadzam. Dobranoc.-zegna sie nie czekajac nawet na moje 'pa'. Wzruszam ramionami i siegam po laptopa.Wchodze na skype i wybieram ikonke mojej kochanej Nicki. Odbiera od razu z ogromnym usmiechem na twarzy.
-Skarbie!!-krzyczy klaszczac w rece a ja sie smieje.Rozmawiamy najpierw o jej kilku koncertach a ja wciaz udaje ze u mnie jest wspaniale.-Mow co jest nie tak.-mowi powaznie.
-Ni , naprawde nic sie nie stalo.-krece glowa bawiac sie poduszka.
-Mhmmmmm.-wypina usta.-Jasne, jasne.-skina glowa.
-No dobra...-wywracam oczami. Opowiadam jej co sie stalo mniedzy mna a Bieber'em, o calej akcji z Adam'em ktorego Minaj tez dobrze zna, o ty jak sie poklocilam z Chris'em i o tym ze brakuje mi Miley.
-No nie...-kreci glowa masujac palcem lewa skron.-Bieber cie wykonczy...
-Ahaaaa....Moglas lepiej powiedziec cos w stylu 'Spokojnie skarbie, wszystko sie ulozy a z Bieber'em sie dogadasz.'.-nasladuje jej glos wymachujac rekoma.
-Eeeejjj!! Ja tak nie mowie!-piszczy niezadowolona.
-Ja pierdole Nicki...-smieje sie.-Ja tu mam problemy a ty mi o swoim glosie gadasz.
-Teeeeezzz cie kocham!- robi slodka mine.Przesylam jej buziaka i klade sie wygodniej na lozku.Nicki wypowiada sie na temat moich problemow i podsowa wszystkie mozliwe opcje.-Sluchaj kociaku, idz lepiej spac bo widac jak ci sie oczy zamykaja.-smieje sie pod nosem.
-Masz racje... Jutro wieczorem mam lot...
-Gdzie tym razem?-pyta z nadzieja ze wyjawie tajemnice.
-Dobranoooc kochana!-macham jej a ona wzdycha gleboko na moja zmiane tematu
-Kocham cie szkerbie.-rozlaczam rozmowe i zamykam laptopa.Przez cala noc spie bez zadnych zarzutow. Dopiero gdzies o 4 nad ranem czuje jak moje lozko sie ugina.Troche sie boje. To na bank nie Chris. Boje sie...
_____________________________________________
Jak myslicie kto to?
Przepraszam za tak dlugie opuznienie jednak nie mialam weny ani czasu... Kocham was i jeszcze raz przepraszam!
-Patrys

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdzial 33

-Scooty.-mowie zdrobniale wychylajac lekko glowe zza drzwi.Moj przyjaciel siedzi za duzym, drewanianym biurkiem przegladajac jakies papiery.
-Tak?-usmiecha sie lekko podnoszac na mnie wzrok.Wslizguje sie do srodka i klade torbe na fotelu.Siadam jak zwykle na biurku i usmiecham sie slodziutko.-Co knujesz?
-Wieszzz... Moze jednak moglbys mi powiedziec do kiedy mamy przerwe?-usmiecham sie lekko.Za nic nie chce zdradzic kiedy mamy wrocic do roboty co mnie troche wkurza.
-A mozzzze jednak nie?-smieje sie pod nosem.
-No weeeez...-jecze zdesperowana.Wywracam oczami a on kreci rozbawiony glowa.
-To ma byc niespodzianka.-opiera sie wygodnie na fotelu.-Powiedz lepiej czy masz juz choreografie dla Chu?
-Oczywiscie...Wczoraj skonczylam.-szczerze sie dumnie. Po chwili do pokoju wchodzi Bieber z sposzczona glowa i ciagle gada cos pod nosem.Wylapuje tylko swoje imie.Gdy podnosi wzrok i mnie zauwaza lekko sie rumini robiac zaskoczona mine.
 -Yhm...-poprawia sobie wlosy.-Co ty tu robisz?-patrzy to na mnie to na Scoot'a.-Myslalem...Myslalem ze wyszlas?-pokazuje kciukiem na drzwi. Razem z menagerem wpadamy w glosny smiech. Jego zaklopotanie jest rozwalajace.
-Wlasnie wychodze.-zeskakuje z biurka, przelotnie caluje starego przyjaciela w policzek i siegajac po torbe wychodze przez jeszcze otwarte drzwi.Nie wiem czemu ale ostatnio tone coraz czesciej w tych czekoladowych teczowkach Biebsa. Ugh. Krece glowa zakladajac okulary na nos. Musze sie ogarnac. Z typowym lobuzerskich usmiechem na ustach wychodze z studia. Od jakiegos czasu jest tu ciagle masa paparazzi. A tak w ogole to dowiedzialam sie z neta ze mam romans z Scooter'em i dlatego mam prace u Justina. No blaaaagam was! Na serio az na taka suke wygladam?
-Cher opowiedz nam o swoim zwiazku z Tyga!
-Odwroc sie tutaj!
-Co z Gomez i Bieberem?!
-To prawda o tobie i Brown'ie?!
-Zdecydowalas sie na prace przy ''Step Up 2'' ?!- krzycza z kazdej strony a ja tak po prostu bez wzruszenia ide  do auta Chrisa zaparkowanego troche dalej. Ochrona pomaga mi sie przecisnac przez tlum a kiedy wsiadam do auta po prostu sie odwracam i usmiecham zawadiacko.
-Kocham moich fanow!-szczerze se szeroko przesylajac calusa. Chris smieje sie ze mnie i odjerzdza z piskiem opon kiedy zamykam juz drzwi. -Oooooh...-wzdycham gleboko.-To byl dzien.Chichocze pod nosem.Podczas powrotu do domu opowiadam cale zdarzenie z przed paru godzin. Brown ma niezly ubaw. Wcale mu sie nie dziwie bo mam to do siebie iz opowiadam w dosc zabawny sposob. Strasznie gestykuluje i robie miny. No ale co ja na to poradze? Lubie pokazywac w takich momentach emocje.-Nie smiej se ze mnie!-piszcze juz na koniec i wywracam oczami.Czesto sie przez niego frustruje ale to normalne.
-No nie fochaj sie, kochana.-podszczypuje mnie w bok smiejac sie zlosliwie.
-Dupek.-sycze wybuchajac smiechem i siegam po telefon. Wybieram odpowiedni numer rezysera filmu w ktorym jestem zatrudniona i przykladam uzadzenie do ucha.
-Tak sie ciesze ze do mnie dzownisz!-slysze entuzjazm Chu.
-Czeeeeeesc...-przeciagam rozbawiona.-To co?  Jutro o 7.00?-pytam ochoczo.
-O ktorej?!-mam kojeny napad smiechu kiedy slysze jego reakcje.
-No co?-wywracam oczami mimo iz wiem ze tego nie widzi.- Na 8.00 mam do studia wiec jedyne co to 7.00.
-Ale...Nie mozemy po poludniu?-pyta lekko zawidziony.
-Wieczorem musze przygotowac walizki...-zerkam jednym okiem na Browna i widze jak zaciska szczeke.
-Ah... Dobra. Dla CIEBIE zrobie wyjatek....Ale to ty masz byc o 7.00 w moim apartamencie. I ani minuty wczesniej.-mowi lekko zbolalym ale i powaznym tonem a potem rozlacza rozmowe.Chichocze pod nosem chowajac telefon do kieszeni.
-To co?-jego ton jest taki obcy i oschly.-Powiesz gdzie w razie czego mam cie szukac?
-Chrs,daj spokoj. Co roku to samo.-warcze wygladajac przez okno.-Nie powiem ci gdzie jade wiec sie zamknij i koniec tego tematu.-po moim policzku splywa smutna lza ktorej nie scieram.
Kiedy dojezdzamy przed wille na podjezdzie widze auto Biebera i kiedy z niego wychodze jego wlasciciel zdejmuje swoje okulary. Chichocze slodko pod nosem wypinajac sie w jego strone tylkiem i siegam jeszcze po torebke. Nieeeeeee, nie robie tego specjalnie. No co wy ! Hahaha. Lubie kusic. Podchodze do Justina stajac po miedzy jego nogami. -Co pan tu robi, panie Bieber?
-Przyjechalem zabrac pania na kolacje, pani Lloyd.-lapie za moje biodra.
-Hmmm... Kolacja tak?-niby sie zastanawiam a pozniej zucam torebke na tylnie siedzenie.-Czemu nie.-usmiecham sie radosnie. Szybkim i zgrabnym krokiem okrazam auto i bez otwierania drzwi podciagam sie na rekach a potem wsuwam zwinnie nogi.Patrzy na mnie lobuzersko i zamyka swoje drzwi.-Wieeeec?-pytam wymownie.-Gdzie mnie zabierasz?
-W jedno fajne miejsce.-mowi tajemniczo. Podczas drogi ciagle chlopak spiewa piosenki Beyoncè. To byl taki szok gdy znalazlam w schowku wszystkie jej plyty. Czujecie ten sarkazm?
-Dobra, dobra, dobra. STOP.-smieje sie z jego glupich min u ruchow. Trzymam sie za brzuch a lzy leca mi po policzkach.- No moj maaaaake-uppppp!!.-jecze nie zadowlona i siegam po torbke.Wyjmuje lustereczko i ostatecznie dziekuje Bogu ze dzis rano pomalowalam sie wodoodpornymi kosmetykami. Dziekuje!
-Slicznie wygladasz.-szepcze niesmialo sciszajac lekko radio.Zerkam w jego strone wybuchajac lekkim smiechem ktory od razu w sobie tlumie.
-Jasne.-marszcze nos.
-Jestesmy.-parkuje przed jakas knajpka. Jak dobrze... Mam ochote na zwykle zarcie nie jakies drogie i wystawne restaruacje.Usmiecham sie szeroko i wychodze z auta. Chlopak gdy staje obok mnie patrzy na moja twarz.-Jestes na mnie zla?-pyta niepewnie robiac minke zbitego psiaka.
-Hmm.?-przenosze na niego wzrok.-Nie...-usmiecham sie slodko.
-I tak musimy pogadac powaznie ale to pozniej.-robi krok do przodu w strone wejscia a potem wyciaga do mnie reke.-No chodz.-poszcza mi oczko. Prosze w duchu zebym sie nie rumienila.Sposzczam lekko glowe wsowajac swoja reke w jego. Gdy wchodzimy do srodka widze iz jest to przytulna knajpka taka jak w mlodziezowych filmach. Jednak Justin nie zatrzymuje sie przy ladze.Wchodzi do kuchni i usmiecha sie do dosc mlodego kucharza skinajac do niego reka. Ten odmachuje mu nozem w pogodny sposob, dosc specyficzne powitanie nie sadzicie? Mi natomiast puszcza oczko. Stawieam ze to jakis francuz. Ten charakterystyczny wasik.JB popycha jakies duze drzwi jakby od chlodni jednak ku mojemu zdziwieniu przechodzimy do ogromnego korytarza. Jestem w lekkim szoku. No co? Wy nie bylibyscie? Idziemy dalej do konca i schodzimy po jakis schodach do podziemi. Otwieram szeroko oczy kiedy widze impreze, ludzi rzucajacych pieniedzmi i nikt nie stoi sam. Tyle ze mi sie tu nie podoba... Jestem w klubie ze striptizem! Ugh...Patrze sceptycznie na mojego towarzysza i robie grymas na moich ustach.Wybucha smiechem i kreci glowa.
-Musimy tylko wstapic do mojego kolegi.-krzyczy mi do ucha przez glosna muzyke.Przyciaga mnie lekko do siebie lapiac za bok.Obejmuje go w talii i chowam twarz w jego szyi. Nie chce na to patrzec. Po prostu zle sie czuje w takich miejscach. Bieber wyciaga telefon i szybko cos pisze.
Z tlumu wylania sie postac chlopaka ktorego juz gdzies widzialam.
-Adam?!-piszcze rzucajac sie na szyje koledze z ktorym znam sie od piaskownicy.
-Cher?!-jego oczy robia sie ogromne. Sciska mnie mocno calujac po policzkach i czole. Smieje sie glosno.
-Przestan debilu!-wycieram twarz udajac obrzydzenie.Patrzy na mnie smutno a po chwili oboje wybuchamy smiechem.Zawsze tak robilsmy. Adam kiedys mieszkal w domu na przeciwko a jego mama byla przyjaciolka mojej. Jednak po mojej ''ucieczce'' zerwalismy kontakt.
-Bosh!-wyrzuca rece w moja strone.-Jaka z ciebie laska.-okreca mnie patrzac na cale moje cialo a ja robie sexi poze.-Moja mala,sisa.-przyciaga mnie jeszcze raz mozno sciskajac.Kladzie brode na czubku mojej glowy i usmiecha sie szeroko.
-Ehm...-slyszymy odchrzakniecie Justina i od razu odwrywamy sie od siebie.-Wy sie znacie?
-To moj brat.
-To moja siostra.-mowimy w tym samym momencie pokazujac na siebie rekoma. Bieber robi zdeorientowana mine a my spogladajac na siebie wybuchamy smiechem.
-To znaczy znamy sie od pieluch i..
-Jestesmy dla siebie jak rodzenstwo.-konczy dumnie wypinajac klate Sevani.
-A wy skad sie znacie?-pytam pokazujac na obu palcem. Robia lekko wystraszone miny i patrza po sobie nie pewnie.
-Wieeeszz...-Justin drapie sie po karku a Adam patrzy w buty. Ahaaaa...Moge juz sobie wyobrazic jakies klopoty.
_______________________________________________________
No i jest. W ostatnim momencie xD
Przepraszam za przerwe ale wine zwalam na swojego chlopaka!! xD
Jak myslicie Adam wniesie jakies zamieszanie? O co chodzi z tym klubem i minami chlopakow?
Mam nadzieje ze sie spodobal.
Love Ya!
-Patrys

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdzial 32

Nastepny tydzien minal spokojnie. Okazalo sie iz Scoot kazal mi przyjechac wczesniej zeby pogadac odnosnie trasy. Zapytal czy chce jechac i o moj udziale przy ''Step up 2''.Cieszyl sie w przeciwienstwie do pana Biebera. Gomez ciagle mu jeczala ze ona nie chce abym ja rowniez uczestniczyla przy koncertach. O matko...Jak ona mnie wkurwia. Zachowuje sie coraz gorzej.Jest coraz bardziej zorkapryszona i zarozumiala.W niedziele caly dzien bylam z Chrisem w studio tak po prostu zeby towarzyszyc mu przy pisaniu nowego kawalka.Poniedzialkowy poranek byl mega nudny. Lezalam caly czas w lozku i czytalam ksiazke. Wylaczylam telefon bo chcialam zostac sama. Zatopic sie w lekturze i tyle. Rowno o 16 przyszedl po mnie Chris by zawiezc mnie do studia. Wiec w mgnieniu oka bylam gotowa.
-O ktorej mam przyjechac?-pyta po raz chyba milionowy moj przyjaciel.
-Mowilam ci ze masz nie przyjezdzac.-odpowiadam troche podirytowana jego calkowitym nie sluchaniem.
-Ah tak...Racja.-posyla mi przepraszajace spojrzenie i parkuje przed wejsciem.-Jak cos to dzwon.
-Jasne.-wywracam oczami i caluje go w policzek a pozniej szybciutko wyskakuje z auta.Wjezdzajac na gore w windzie wpadam na Ryan'a.
-Witam sliczna.-lapie mnie za bok i przyciaga do siebie a potem caluje w skron.Chichocze mimowolnie i lekko sie w niego wtulam.
-No heeeej...-przeciagam slodko i poprawiam swoje wlosy gdy sie od siebie odsowamy.
-Ostrzegam ze Gomez jest.-jeczy pod nosem spogladajac z niezadowoleniem w moja strone.
-Spokojnie,tylko spokojnie.-szepcze do siebie nabierajac powietrza do ploc a pozniej ze swistem je wypuszczam. Chlopak smieje sie pod nosem a ja posylam mu zimne spojrzenie.
-Tak w ogole to slicznie wygladasz.-chowa rece do kieszeni pozwalajac kciukom wystawac i patrzy w podloge.
-Ojej.-spojgladam lekko po sobie.-Dziekuje.-mowie to kiedy akurat winda sie zatrzymuje na wlasciwym pietrze jednak gdy sie odwracam widze ze chlopak nadal tam stoi.-Nie idziesz?
-Nie...-kreci glowa.-Odpuszcze sobie ta przyjemniosc z Gomez.-smieje sie.
-Spadaj...-krece glowa i kieruje sie do odpowiednich drzwi bez pukania je otwieram. Od razu tego zaluje. Na stole lezy naga juz Selinka a nad nia jakis chlopak. Zazkoczeniem jest iz to nie Justin.Nie wiem co powiedziec. Wybucham po prostu glosnym smiechem.
-O matko...-brunetka siega po koszule jej towarzysza i zekrywa sie lekko.
-Ja pierdole...-znow wybucham glosnym smiechem.-Ale patologia!-nie potrafie przestac. Wiem ze powinnam raczej sie smucic ze skrzywdzila JB ale nie potrafie. Ta cala sytuacja mnie po prostu rozwala.
-Wypierdalaj stad suko! I nikomu ani slowa bo mnie popamietasz!! Dziwko zajebana!-wypycha mnie z pokoju i zamyka drzwi na klucz.
-Dziwka...-sycze wsciekla , mam ochote wywalic te drzwi i przyjebac jej w ta pusta morde. Po chwili na korytarzu pojawia sie Scoot z Bieber'em. No to bedzie ciekawie... Usmiecham sie pod nosem krecac glowa.
-Czesc.-mowia jednoczesnie a moj usmiech powieksza sie troche.Spogladam na piosenkarza i wiem ze w moich oczach widac wspolczucie.
-Czemu nie weszlas?-pyta jego menager a ja patrze lekko spanikowana na drzwi. Mimo ze wczesniej bylo mi do smiechu to teraz szkoda mi tego jak poczuje sie Justin.
-Ehm....Ja..-spogladam na drzwi a potem na chlopaka.-Sluchaj, mimo wszystko bardzo mi przykro.-robie krok w bok uwalniajac przejscie do otwarcia pokoju.Bieber spoglada na mnie zdezorientowany a potem probuje otowarzyc je.
-Co jest?-marszczy brwi.-Kto tam jest?-widzac ze nie chce odpowiedziec zaczyna walic w drzwi.-Otwierac!-krzyczy a ja czuje sie glupio.Jest mi wstyd.Chociaz sama nie wiem dlaczego skoro to nie ja go zdradzilam.Zerka na mnie z furia w oczach a potem odsowa sie do drzwi i wywaza je noga. Jestem w szoku. Gomez nawet nie pofaygowala sie by skonczyc swoj sex na stole. Koles posowa ja a ta jeczy i piszczy. Bosh! Co za suka. Gdy zauwaza Biebera odpycha tego swojego chloptasia i szybko sie ubiera.
-Justin to nie tak.-mowi podchodzac do chlopaka.
-Nie?!-krzyczy wyrzucajac rece w powietrze.-A niby kurwa jak?!-wrzeszczy.-No mow!-krzyczy gdy brunetka mu nie odpowiada.-To nie tak ze pierdolilas sie z swoim tancerzem!? No to ciekawe jak?!-widze jak zaciska szczeke.
-Justin ja...Ja naprawde nie wiem jak to sie stalo...-po jej polikach splywaja slone lzy.Scoot przyglada sie swojemu podopiecznemu i widze wscieklosc w jego oczach w stosunkach do Gomez.
-To ja ci powiem jak...-syczy podchodzac do niej blizej.-Jestes zwykla dziwka...Za pierwszym razem jak pierdolilas sie po katach z Mahone ci wybaczylem...Za drugim z Simson'em udawalem ze nie wiem ale teraz przegielas. Jestes zwykla suka!-widze agresje w jego ruchach.-Brzydze sie toba...-warczy jej do ucha a potem odwraca sie napiecie i wychodzi na korytarz. Biegnie na schody a potem znika na gorze.
-Wypierdalajcie.-Scooter ma wladczy glos i reka wskazuje kierunek windy.-No juz!-krzyczy kiedy zadne z dwojki sie nie rusza.Lekko podskakuje bo nie widzialam zeby moj kolega byl loedys tak zdenerwowany.-Pojde do niego.-mowi do mnie silac sie na spokojniejszy glos ale nie za bardzo mu to wychodzi. To nic... Rozumiem go.
-Moze ja to zrobie?-proponuje usmiechajac sie delikatnie. Nie mam pojecia skad wzielam ten pomysl ale w tym momencie moja buzia sama zaczela mowic. Spoglada na mnie zaskoczony.
-Sk...Skoro chcesz.-wzrusza ramionami.Posylam mu usmiech zapewnienia i udaje sie w strone schodow.Stawiam ze pobiegl na dach. Gdy otwieram lekko drzwi jest tam. Siedzi na srodku z kolanami podkurczonymi pod brode i patrzy w panorame miasta.Staram zachowywac sie jak najcieszej jednak i tak skrzypiace drzwi daja mu do zrozumienia ze ktos tu jest.
-Odpierdol sie Selena...-warczy niemilo.
-Tyle ze nie jestem ta suka...-krece glowa a on odwraca szybko glowe.
-Po co przyszlas?-nadal zachowuje sie jak pieprzony dupek.Podchodze blizej i siadam tuz obok niego.
-A to juz nie moge pogadac z toba tak po prostu.-tracam go ramieniem posylajac mu cieple spojrzenie.Usmiecha sie nie wyraznie a pozniej jednak wraca do swojego poprzedniego stanu.Sama nie wiem co powiedziec. Doskonale zdaje sobie sprawe ze w takich chwilach nie chce sie sluchac bez sensownych slow typu ''wszystko bedzie dobrze''. To tylko wkuriwa jeszcze bardziej.
-Jaaa...-zaczyna a po chwili jednak kreci glowa.
-Nie chcesz to nie mow.-zerkam na niego jednym okiem.-Wiem jak to boli...-patrze w niebo i przymykam oczy.-Z reszta...Wiesz jak traktowal mnie Tyga.-czuje pod powiekami jak zbieraja sie lzy ale i tak staram je sie zatrzymac.Jesli myslicie ze wyleczylam sie juz z tamtego chuja to sie mylicie. Ciagle boli mnie fakt ze zrobil ze mnie suke. Czy go kocham? Juz nie...Juz dawno go nie kochalam...
-Ona potrafila pieprzyc sie z moim kumplem gdy ja bylem w drugim pokoju.-stwierdza patrzac w swoje dlonie.-Zdradzala mnie na kazdym kroku.-kreci z zalem glowa.-Na poczatku byla to ustawka.Umuwilismy sie ze bedziemy wychodzic zeby zrobic troche szumu.Pozniej jednak cos mnie w niej zauroczylo. Na poczatku byla taka slodka...Taka inna. A pozniej pierwszy raz nakrylem ja w kiblu na imprezie z Austinem Mahone...-lapie sie za kark wzdychajac ciezko.-Wybaczylem jej bo byla nawalona tamtego wieczoru. Pare dni pozniej zaczela miec swietny kontakt z Codym Simsonem. Nic nie mowilem bo sadzilem ze sa tylko dobrymi przyjaciolmi.-opowiada to z takim wstretem i gorycza ze mozna az poczuc jego zniesmaczenie.-Wszyscy moi znajomi mowili mi ze maja romans.Wiedzialem ze tak jest bo po prostu nie jestem idiota i gdy na przyklad wracalem pozno do domu albo lekko wstawiony po jakiejs imprezie ona zegnala sie z tym pierdolonym blondynem w dosc czuly sposob. Na to wszystko bylo jeszcze pare znakow takich jak na przklad prezerwatywy przy lozku, malinki na szyji tego chuja i pare tego typu rzeczy. Ludzilem sie ze wszystko jednak jest zludzeniem ze to po prostu moja wyobraznia.-kreci zrezygonwany glowa.Po jego policzku splywa lza. Podnosi sie energicznie i podaje mi reke.
-Chodz.-patrzy na mnie z gory.-Idziemy stad. Nie bede sie nad soba uzalal.-mowi a kiedy juz stoje przed nim po prostu zucam sie mu na szyje. Obejmuje mnie lekko niezdarnie ale czuje jak sie usmiecha.-Dziekuje.-szepcze mi do ucha.
-Nie smuc sie Justin.-ciagle trwamy w uscisku.Uwielbiam sie do niego przytulac poniewaz jestem sporo nizsza i przy nim czuje sie bezpieczna.Gdy schodzimy po schodach ja kieruje sie do szatni a on idzie do Scoota. Przez cala probe tancerze spisuja sie idealnie.Sa skupieni,pracowici i pelni energii.Jak nigdy.Rezem z Beieberttes pod koniec wyglupiamy sie i robimy kocie ruchy. Chlopacy gwirzdza i gapia sie jak jacys napalenci z czego mamy niezly ubaw.Gdy na sale wbiega Bieber dzielimy sie na chlopakow i dziewczyny. Chlopacy zaczynaja swoje dziwne ruchy a my pokladamy sie ze smiechu.


Wszystkie sie smiejemy razem z nimi.Ja naprawde nie wiem co sie stalo piosenkarzowi. Pare godzin wczesniej na dachu byl zalamany a teraz nagle taka zmiana. Moze on tylko po przez usmiech ukrywa swoj bol? Wiem,wiem...Nie powinnam sie przejmowac ale tak jakos...No nie wazne! Tylko nie mowicie mi ze mi na nim zalezy. 
-Dziewczyny.-skinam rekoma na obie strony.-Dalej.-kiwam do DJ'a i po chwili z glosnikow slychac juz dobra muzyke.
Chlopacy patrza na nas z szeroko otwarymi oczami i buziami. My czujemy sie jak ryby w wodzie.Kochamy tanczyc i wtedy czujemy sie takie prawdziwe. Ta choregorafie wymyslilysmy kiedys jak laski wpadly do mnie na nocke.Zrobilysmy sobie wtedy takie babskie party i ulozylismy takie cos. Nasz taniec koncze ulubiona zmyslowym odkryciem brzucha. 
W momencie kiedy podciagam koszulke do gory oczy chlopakow powiekszaja sie jeszcze bardziej.Razem z dziewczynami mamy ubaw i na sam koniec po prostu robimy grupowego miasiaka. Gdy odwracamy sie w strone naszych przeciwnikow oni nadal stoja tam jak jakies posagi.Krece glowa i podchodze do Biebera.
-No to chyba wygralysmy.-szepcze mu na ucho mega uwodzicielsko i gdy sie odwracam niby przypadkiem ocieram sie tylkiem o jego przyrodzenie.-Ups?-poszczam mu oczko i wychodze z sali. Musze pogadac z Scooterem. Po jutrze jest juz 20-esty grudnia co oznacza ostatni dzien pracy przed swietami. Mam pare problemow i musze je wyjasnic.Po drodze zastanawiam sie skad nagle taki stosunek do Biebera. MOze mi go po prostu szkoda? Musze mu sie odwdzieczym bo on byl przy mnie kiedy Tyga  mnie pobil. Wiec ja bede przy nim kiedy Gomez go zdradzila...
_______________________________________________
Nic nie mam do powiedzenia... Przepraszam.
-Patrys