poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdzial 24

-Ileeeee jeeeeszcze?-jecze i biore lyk napoju energetyzujacego.Justin wywraca tylko oczami rozbawiony moim zachowaniem i kreci glowa.
-Niedlugo.
-Mowiles to samo 3 godziny temuuuuuu!!
-To sie spokoj i zrelaksuj.-poprawia swoje okulary pilotki i szczerzy sie lobuzersko.
-Jak ja mam sie zrelaksowac!?-piszcze wiercac sie w fotelu.Dzieki Justinowi i temu ze sobie szczerze porozmawialismy o moim zwiazku z Tyga zrobilo mi sie o wiele lepiej.Nie przejmowalam sie juz, jednak siniaki na moim ciele nie dawaly mi zbyt wielkiego spokoju.
-Mam sie zatrrzymac?
-Nie...Jedz.-wywracam oczami i odchylam sobie do tylu fotel.Rozkladam sie wygodnie i zamykam oczy.-Tym czasem,dobranoc.-klade sobie na twarzy bluze i usmiecham lekko.
-Co?!-Biebs lapie mnie za udo i smyra palcami po wierzchu.-Nie mozesz isc spac i zostawic mnie samego.-sciagam ta bluze z twarzy i spogladam znudzonym wzrokiem.
-Serio? Nie moge?-unosze lekko brwi.-To patrz.-znow sie klade i ponownie ukladam sie do snu.Czuje jak jego dlon caly czas jezdzi po moim udzie w gore i w dol.-Justin,przestan.-warcze uchylajac jedno oczko.Widze jego usatysfakcjonowany usmiech.-Dupek.
-Yhyyyyyyyym...-mruczy pod nosem.-Jeszcze 15 minut i bedziemy.
-Na prawde?!-siadam wyprostowana od razu i w wymyslony rytm uderzam dlonmi w kolana.
-Nom.-smieje sie patrzac ciagle rozbawiony.Widze ze nie tylko mi dopisuje humor.
-Wisz co chce? Chce babeczke.Naprawde mam ochote na babeczke.Taka babeczke,babeczkowata z lukrem,lukierowym.-zaczynam gadac jak najeta. Jak jakas najarana wiewiorka.Justin najpierw mrozy oczy a pozniej smieje sie glosno.
-Jasne.-kreci delikatnie glowa.
-A ty nie chcesz?-pytam oburzona.
-Ja chce zelki.-wzrusza ramionami.
-Znooooowuuuuuuu?-przeciagam rozbawiona.
-No co? Ty nie potrafisz wysiedziec a ja potrzebuje zelek.-wzrusza ramionami.-To co? Jedziemy do jakiegos sklepu ze slodyczami?
-Chcesz jechac ze MNA?-wskazuje na siebie.-Do slodyczowego sklepu?
-Jakiego?-smieje sie.
-No do slodyczowego.-wybucham smiechem trzymajac sie za brzuch.
-No to jedziemy do tego twojego slodyczowego sklepu.-kreci glowa caly czas sie smiejac.-All..Juz mnie poliki bola.-masuje sobie dlonia prawa strone twrzy a ja znow mam napad smiechu.Co ja na to poradze? Glupawka mnie dopadla.
-Gdzie my w ogole jestesmy?
-Jak na razie jeszcze nie mozesz wiedziec.-kreci przeczaco glowa parkujac przed jakas wielka,zajebista cukiernia.Otwiera przede mna drzwi i przepuszcza w przejsciu.Uwielbiam gdy za kazdym razem to robi.Gdy wchodzimy do srodka moje oczy powiekszaja sie stokrotnie.
-Powiedz ze ja nie snie.Powiedz ze ja nie snie.Powiedz ze...
-Nie snisz.-smieje sie lapiac mnie za dlon.-Fajnie tu,nie?
-Ja chce wszyyyyyyyystkoooo.-przeciagam rozgladajac sie w okolo.
-Chcialas babeczki.
-Ale Juuuuustin...-spogladam na niego oburzona.-To jest Wonka!-wyrzucam rece w powietrze a on znow sie smieje.-Ja chce sprobowac wszystkiego.-klaszcze w rece oblizujac usta.
-Ooo...Justin.-jakis mezczyzna klepie mojego towarzysza w ramie.-Dawno cie tu juz nie bylo.-smieje sie krecac glowa a piosenkarz sciska jego wystwiona dlon.-Ile to juz?
-Ponad 12 lat nie liczac ostatnich zakupow mojego mlodszego rodzenstwa.-wzrusza ramionami ciagle patrzac na starszego pana. Odchrzakuje przypominajac o swojej obecnosci.-Ah tak.-usmiecha sie przepraszajaco w moja strone.-To jest Cher Lloyd.
-Mark Simone.-sciska moja drobna dlon ktora w porownaniu do jego wydaje sie reka noworodka i posyla szczeru usmiech.Patrze znaczaco na Justina a ten znow sie smieje.
-Pozmianialo sie tu troche...Chodzi nam szczegolnie o babeczki i zelki.-szeczerzy sie szeroko.
-Haha...Nic sie nie zmienilo.-kreci rozbawiony glowa i ustepuje nam drogi.-W tamta strone sa twoje ulubione, Justin.-wskazuje w prawa strone.-A babeczki sa zaraz obok.
-Dziekujeeee.-przeciagam usmiechajac sie jak mala dziewczyna na co oboje chichocza.-Jus,chodzmy juz. Do widzenia.-macham z usmiechem i ciagne za soba rozbawionego piosenkarza.
-Gorzej niz moje rodzenstwo.-wywraca oczami.
-Ejjjj...-staje obuzona.-Masz racje.-wzruszam ramionami i ciagne go dalej.Po chwili stajemy w dziale z zelkami i oboje otwieramy szeroko usta i oczy.
-Wooooooooow...-wzdychamy i podchodzimy do dystrybutorow.Justin jednak jest zdecydowany, od razu podchodzi do Jelly Beans nabierajac ich naprawde duzo a po chwili naklada rowniez Sour Patch Kids.Zabawne...Te dwa rodzaje zelkow sa tez moimi ulubionymi.Chichocze pod nosem zdajac sobie z tego sprawe co przykowa uwage chlopaka gdy patrzy na swoja zdobycz.
-Co?-pyta zdezorientowany.
-To moje ulubione.-usmiecham sie spokojnie i slodko.Podchodzi do mnie stajac naprawde blisko,lapie mnie w talii i caluje w nos.
-Kolejna rzecz ktora nas laczy.
-Mhmmm.-usmiecham sie do niego sexownie i prawie zlaczam nasze usta stajac na palcach.-Do babeczek.-szepcze kuszaco i napiecie sie odwracam.Chlopak idzie za mna powolnym krokiem i gdy widzi jak staje smieje sie po raz kolejny.Przede mna jest peeeeeelno kolorowych,cudownych,przeslodkich i wspanialych babeczek.-To raj...-szepcze zaczarowana.
-Wybierz sobie co chcesz.-szepcze mi do ucha stajac za mna.-Mam nadzieje ze ci zasmakuja.-caluje mnie w kark.Widzac ze nie robie ani kroczku smieje sie tlumiac to w sobie.-No dalej.-popycha mnie lekko za talie w strone moich przysmakow.To zwariowane ze az tak bardzo kocham babeczki.Od najmlodszych lat tak mam.Ludze ciagle nazywali mnie ''cupcake' a mi to pasowalo.Czulam sie wtedy spelnieniem wszystkich dobroci,taka slodka.
-Moge?-szepcze nie pewnie,tak jakbym nie dowierzala ze tu jestem.Czuje sie jak kiedys,gdy dziadek zabral mnie do swojej cukieni ktora wlasnie skonczyl remontowac.Rowniez pozwolil mi wybrac ktora chce a ja nie wiedzialam czy mam wziac i naruszyc idealna harmonie czy jednak skusic sie i posmakowac nieba.
-Oczywiscie.-szepcze mi do ucha.Stawiam krok do przodu i podchodze do niebieskich.Justin znika gdzies w glebi sklepu a ja dalej wybieram.Gdy dochodze do bialych jakas pracownica pozwala mi sprobowac.Biore do reki identyczna jak te mojego dziadka i gustuje.Przymykam oczy i przyznaje ze jest wysmienita.Odwracam sie napiecie i widzac Biebsa przy ladzie podbiegam do niego.
-Justin.Justin.Justin.-robie glupia mine na co on smieje sie pod nosem.-One sa takie pyszne!-mowie podekscytowana.-A jedna pani pozwolila mi ich sprobowac!-podnosze biale bostwo.-Zamieszkajmy tuuuuuu.-lapie go za ramie.-Plose,plose,plose,ploooooose.-podskakuje jak mala dziewczynka.W sumie to caly czas zachowuje sie jak jakas 4-lata.Chlopak patrzy na mnie z gory,ehh...czemu musze byc taka mala?! Smieje sie krecac glowa i oblizuje usta.
-Notka dla mnie na przyszlosc...Nigdy nie dawac ci cukru.-smieje sie szczerze a ja staje przekladajac ciezar ciala na jedna noge.
-Powaznie?-mroze oczy kladac dlon na biodrze.-Pff...-wywracam oczami i zarzucajac lekko tylkiem odchodze do moich skarbow.
-Zdecydowala pani?-pyta ta sama kobieta z usmiechem tak cieplym ze mimowolnie go odwzajemniam.
-Nie.-krece rozbawiona glowa.
-Tooo...Moze po jednej z kazdego smaku?
-A ile jest smakow?-pokazuje na wystawione babeczki.
-W sumie?-patrzy na mnie lekko zawstydzona.Skinam ochoczo jednak nie pewnie glowa.-Nasz sklep dysponuje 126 smakami.
-Slucham?!-Justin az zakrztusza sie powietrzem.Patrzy zszokowany na kobiete a pozniej przenosi powazny wzrok na mnie.-Nie zjesz tyle tego.
-Eeeeeh?!
-Nie nie mow ze chcialas?-kreci z niedowierzaniem glowa.
-A co jesli chcialam? Co mi zrobisz?-staje pewnie przed nim i patrze mu gleboko w oczy.
-Zobaczysz dzis w nocy.-lapie mnie w talii i szepcze przygryzajac potem plat mojego ucha.Mrusze i caluje go w szczeka a potem odracam sie napiecie w strone kobiety.
-Biore po jednej z tych.-pokazuje palcem na niebieskie.-Tych.-teraz zielone.-Tych.-czerowne.-Tych.-zolte.-Tych.-pomaranczowe.-Tych,tych i tamtych.-fioletowe,bezowe i teczowe.
-Zjesz wszystkie?-zasmial sie gladzac dlonia moje biodro.
-Pewnie!-skinam glowa usmiechajac sie i sledzac ruchy tej pani.Naklada do slicznego pudelka smaki ktore sobie zazyczylam.-To i tak malo.
-Prosze bardzo.-podaje mi pakunek i widze ze chce cos powiedziec.-Moglabym prosic was o autografy i zdjecie?-usmiecha sie niesmialo.-Moje dzieci sa waszymi wielkimi fanami.
-Pewnie.-skinam glowa i klade moje cuda na stoliku.Wychodzi z za lady i staje miedzy nami.Prosi jej kolezanke zeby cyknela fotke.Podpisalismy kartke i usciskalismy ja.
-Dziekuje wam bardzo.-widzimy ze ma lzy w oczach.
-Nie ma sprawy.-przytulam ja jeszcze raz.
-Do widzenia!-mowimy rowno i juz odchodzimy.
-Czekaj...Mam specjalna babeczke.-wyciaga z szafki przysmak w koloze fioletowo-seledynowym z czarnymi literkami C. Moje oczy rozblyskaja.-Na koszt firmy.-wrecza mi ja sciskajac moja dlon.
-O bosh...Dziekuuuuuje.-przeciagam patrzac to na nia to na cupcake.Odchodzimy ze stoiska machajac jej i Justin reguluje rachunek.Oczywiscie nie obywa sie bez klotni o tym kto ma zaplacic ale ostatecznie robi to Bieber.Nie podoba mi sie to no ale coz...Wychodzimy z mojego raju i lapie mnie za dlon.
-Zadowolona?-usmiecha sie i caluje mnie w czolo.
-Dziekuje.-przysuwam sie bardziej do niego i odwzajemniam usmiech.W jednym momencie nie wiadomo skad pojawia sie masa ludzi z aparatami.
-Fuck...-slysze z usta chlopaka i pociaga mnie mocniej.Ahaaaaaaaaaa...No to moge sie spodziewac nowych artykowlow w necie i szmatlawcach. A mialo byc bez rozglosu... Wywracam oczami i pozwalam sie ciagnac chlopakowi.
______________________________________________
Elwira,chyba nie takiej slodkosci sie spodziewalas xD <3
-Patrys

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Libster Award Blog.

Wiec... Jak widzicie moj blog zostal nominowany do Libster Award Blog.

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować boga, który Cię nominował.

Szczerze to nie sadze abym zaslugiwala ale bardzo dziekuje
http://bigandcenturylove.blogspot.it , http://holidayloveandmore.blogspot.it  http://believeinlovelove.blogspot.it http://justinbieber-valentina-lovestory.blogspot.it http://jbi1dloveforever.blogspot.it

Moje nominacje:
-http://dontstopbelieving99.blogspot.it/
-http://blieveinourlove.blogspot.it/?m=1
-http://believejinbyourdreams.blogspot.it/
-http://my-story-with-justin-bieber.blogspot.it/
-http://everythinghadchanged.blogspot.it/
-http://sexy-machine-in-hollywood-dream.blogspot.it/
-http://angelsdonotdieyet.blogspot.it/
-http://thepastalwayscomesbackx3.blogspot.it/
-http://my-heaven-jb.blogspot.it/
-http://trust-me-chelsea.blogspot.it/
-http://the-other-side-jb.blogspot.it/

Pytania od: http://bigandcenturylove.blogspot.it :

1. Dlaczego założyłaś bloga ?
Wieccc..Bloga zalozylam poniewaz moja kolezanka mnie do tego zmotywowala,ona sama jest bloggerka.A prawda jest taka ze juz duuuzo wczesniej pisalam opoaidania na jakis kartkach i w zeszytach.

2. Ile masz lat ?
14 xD :P

3. Co lubisz robić w wolnym czasie ?
Lenic sie xD A tak na powaznie to strasznie duzo czytam. Lubie spotykac sie ze znajomymi,sluchac muzyki (czasem tez rapuje) i pisac opowiadania.

4. Imię przyjaciółki/ przyjaciela ?
Moj najlepszy przyjaciel ma na imie Andrea a najlepsza przyjaciolka Ola. <3 

5. Ulubiony kolor ?
Fioletowy *o* i czarny.

6. Gdzie mieszkasz ?
W Italii,region Lazio,miasto Ladispoli :D

7. Twoje największe marzenie ?
Oh...Nie ujawniam swoich marzen ;)

8. Ulubiony cytat ?
Oj..Nie dopowiem na to pytanie bo to zbyt osobiste. :*

9. Kolor twoich włosów ?
Jestem szatykna :)

10. Jak dasz na imię swoim dzieciom ?
Nie planuje miec dzieci...

11. Jakie jest twoje hobby ? 
Pisze opowiadania i kocham robic zdjecia :)

Pytania od: http://holidayloveandmore.blogspot.it

1*Dlaczego założyłaś bloga?
Jak juz mowilam powyzej...Po prostu kolezanka mnie namowila.

2*Ile masz lat?
14 :P 

3*Masz rodzeństwo?
Mam... xD Mlodsza siostre :P

4*Jakie jest twoje największe marzenie?
Nie zdradzam swoich marzen :P 

5*Jakiego koloru masz oczy?
Moje oczy sa dziwne xD Zalezy jak patrzysz...Raz sa zielone,raz brazowe a raz szare... Sa tak jakby podzielone na trzy czesci. W srdoku jest ta czasna kulka xD (ktora nwm jak sie nazywa po polsku) pozniej jest braz i zielen pomieszana z szaroscia xD 

6*Czy byłaś na koncercie Justina?
Nie... :c Niestety nie bylam ;c

7*Twoje zainteresowania?

Mooooje zainteresowania xD Jesli chodzi o przyszlosc to wiaze ja z jezykami, mam plan zostac stewardessa. Jesli chodzi o teraz to lubie fotografie,architekture,pisze opowiadania i... i to chyba tyle xD

8*Czy masz jakąś zaufana osobę?

W moim przypadku to pytanie jest ciezkie... Nikomu nie ufam. Ale jesli chodzi o osoby ktorym mowie najwiecej (np: uczucia,przezycia,zastanowiania, itd...) to sa dwie takie <3

9*Co robisz w wolnym czasie?
Slucham muzy,pisze opowiadania,robie zdjecia,wychodze ze znajomymi.

10*Masz jakiegoś pupilka?
Tutaj w Italii niestety nie ;c Ale w Polsce jest moj pies Husky ktory ma na imie Odi <3

11*Czego najbardziej się boisz?
Samotnosci...Ludzi...Przyszlosci...

Pytania od: http://believeinlovelove.blogspot.it

1) Jakie jest twoje zyciowe marzenie?
Sekret <3

2)Masz rodzenstwo?
Mam. :/ xD

3)Jakie jest twoje hobby?
Pisanie opowiadan,rapowanie,taniec,fotografia

4)Gdybys miala zrobic cos szalonego,co by to bylo?
Hahahah dobre! Skok z samolotu i przebieglabym sie calkowicie nago przez najbardziej ruchliwa ulice w LA xD Hahahahahaha...

5)Masz jakies zwierze?
Tutaj w Italii nie...Ale w Polsce mam mojego psa <3

6)Co lubisz robic w wolnych chwilach?
Zaczelam medytowac i chce zaczac uprawiac joge wiec moze tym zaczne sie zajmowac w wolnym czasie.

7)Dlaczego postanowilas zalozyc bloga?
Przez moja kolezanke :D

8)Ulubiony kolor?
Fiolet *o* ale lubie tez czarny.

9)Ulubiony cytat z filmu?
:O To tez jest zbyt osobiste ;)

10)Za co lubisz swojego idola?
O bosh! ZA WSZYSTKO!! Ja go kocham takiego jakim jest. Dla mnie jest PERFECT! <3 Kocham nawet jego najglupsze wybryki...Wszystko <3

11)Co bys chciala robic w przyszlosci?
Stewardessa :) Chcialabym tez byc choreografka tanca albo fotografka ale postanowilam oddac sie w pelni lataniu samolotami *o*

Pytania od: http://justinbieber-valentina-lovestory.blogspot.it

1) Jak dlugo blogujesz?
25-ego grudnia bedzie peeeeelny rok :D (za 10 dni balujemy? xD)

2)Skad czerpiesz inspiracje do blogowania?
Y...Z nikad. Naprawde! xD Po prostu mam strasznie rozbudowana wyobraznie i pomysly same przychodza.

3)Jak dlugo jestes Belieberka?
Nie odp...

4)Wkradlabys sie na M&G oczywiscie Justina?
Pewnie!! xD

5) Co bys zrobila gdybys nagle na chodniku w twoim miescie spotkala Justina tak z zaskoczenia?
Podeszlabym i powiedziala ze dzieki niemu jeszcze zyje, jak bardzo go kocham i ze jest najlepszy.Powiedzialabym to co czuje...

6)Widzimy sie na kolejnym koncercie?
Oh...Znasz sytuacje i wiesz ze ja uwazam ze nie...

7)Jak masz na imie i ile masz lat?
Patrycja (nie cierpie swojego imienia... -.-") i 14 lat :P

8)Jakie masz plany na przyszlosc?
...Znasz je az za dobrze :P

9)Jestes w LO czy Techniku? Jak nie to gdzie sie wybierasz? W jakim kierunku chcesz isc dalej?
Koncze gimnazjum :p Planuje isc do liceum jezykowego w Rzymie. Jeszcze nwm do ktorego :/

10)Masz rodzenstwo? Ile ma lat?
Mlodsza siostra... -.-" 8 :/

Pytania od: http://jbi1dloveforever.blogspot.it

1. Wolisz poczytać książkę czy obejrzeć film ?
Jestem kimo-maniaczka i ksiazko-maniaczka... Nie potrafie wybrac bo obydwa kocham <3

2. Ulubiony kolor?
Fiolet *o* Ale lubie tez czarny :)


3. Co najbardziej motywuje Cię do zmian w życiu?
Moj idiol...Zdecydowanie on ale takze sytuacje osob ktore stracilam :c


4. Czy w podejmowaniu decyzji bierzesz pod uwagę zdanie innych ?
Nie...Jestem ta osoba ktora wszystko woli podejmowac sama.Powod jest taki ze po prostu nie chce pozniej ich obwiniac ze przez nich cos zle zrobilam.W takim momentach moge miec pretensje tylko i wylacznie do siebie.


5. Twoja największa pasja to…?
...pisanie, rap i rysowanie. :)

6. Pozytywne myślenie czy negatywne?
Zawsze negatywne...Jestem pesymistka.

7. Co lubisz robić w wolnym czasie ?
Pisac,rysowac,rapowac,fotografowac :) Spotykac sie z moimi znajomymi. Ogladac filmy.Czytac :D

8. Lubisz poznawać nowych ludzi ?
Taaaaaaaaak! Jestem strasznie otwarta osoba i kocham nowe znajomosci.

9. Masz jakieś zwierzęta w domu/poza domem ?
Mam psa...Niestety jest w Polsce i opiekuje sie nim moj kuzyn :c

10. Wierzysz/ uznajesz przyjaźń damsko-męską ?Tak.Mam najlepszego przyjaciela ktory jest chlopakiem. Oczywiscie wyznaje tez to ze na bank ktoras z osob sie zakocha lub juz tak bylo...Ja sie w nim zakochalam ale mi przeszlo.To bylo reczej glupie zauroczenie ktora mimo wszystko nie popsolo naszej przyjazni :D Wiec i tak wierze i tak.

11. Jesteś toleranyjna ?
Bardzo. Naprawde :) 

Mooooooooooooje pytania ^^ :
1) Wymarzona praca w przyszlosci?
2) Czemu piszesz bloga/i ?
3)Jakas pasja?
4) Masz piercing lub tatuaz? Jesli tak to gdzie?
5)Wymarzone imie?
6) Gdybys miala sie przeprowadzic jutro, cieszylabys sie czy raczej bys sie zalamala?
7) Gdzie chcesz mieszkac w przyszlosci?
8) Wymarzone miejsce na odpoczynek?
9) Bylas za granica?
10) Jak ma na imie twoj przyjaciel/przyjaciolka.
11) Kto jest twoim idolem/ sa idolami?
_________________________________________________
Dziekuje <3
-Patrys

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdzial 23

Nastepne 2 godziny spedzilismy na..Na niczym. Justin kierowal a ja siedzialam od nowa jak ta mumia. Cholera! Czemu ja musze byc taka dziwna?? Powiecie mi czemu? Siedze z kapturem na glowie i patrze na mijajace krajobrazy.Tak,wiem...Fascynujace zajecie.
-Odezwiesz sie wreszcie?-z mojego transu wybija mnie glos szatyna.Nie ruszam sie,zamykam szybko oczy a moje miesnie sie napinaja.-Cher,blagam cie...-lapie mnie za udo a ja automatycznie podciagam noge pod brode stracajac jego dlon.
-Nie chce rozmawiac.-sycze szeptem.
-Jakos udalo mi sie to zauwazyc.-szczerzylsie w moja strone lekko.Mimowolnie moj jeden kacik wedruje ku gorze.-Moze masz ochote na przerwe?-zerkna na mnie niepewnie.Krece glowa i odwracam sie tak ze teraz opieram plecy o drzwi.-Nie? Jestes pewna?-usmiecha sie patrzac na mnie jak na mala slodka dziewczyne.Po raz kolejny krece glowa i prostuje nogi na jego kolana.
-Moge?
-Jasne.-prawa reke kladzie na moich piszczelach i palcami wystukuje jakis rytm.
-Zaspiewaj mi.-mowie bezposrednio.Glos mam bez uczuc.Robi zabawna mine,tak jakby byl zawstydzony i zaskoczony jednoczesnie.-No co? Przeciez slyszalam nie raz jak spiewasz.
-No niby taaak...Ale tak osobiscie to inaczej.-zawstydzil sie! Nparawde na jego policzkach widnieja leciutkie romience.Wybucham smiechem.Po prostu nigdy nie widzialam zeby chlopak sie zawstydzal.Moze to dlatego iz moi 'kumple' sa z tych Bad Boys ktorzy maja na wszystko wyjebane.-To nie jest smieszne.-mowi naburmuszony patrzac w jezdnie.
-Wrecz przeciwnie!! Slyszlam jak grasz,spiewasz,widzialam jak tanczyc,jak komponujesz... Ale jak cie prosze o piosenke dla mnie to masz problem.-krece glowa.-Jak to mozliwe?-znow sie szeroko usmiecham.Wystarczy jego glos abym poczula sie lepiej.To jest magiczne.Odwraca glowe patrac na mnie zadziornie i z usatysfkacjonowaniem.-Co?
-Uwielbiam twoj usmiech.-szepcze oblizujac warge.
-Lepiej bedzie jak skupisz sie na drodze.-wywracam oczami i sama patrze na jezdnie.Co ja wyprawiam? Nie,czekaj. Co ON ze mna wyprawia?! Przy nim jestem inna.Gdy 'sie wylaczam' popadam w trans,jednak wystarczy jeden moment jego zainteresownia mna i jest calkowicie inaczej.To chore! Ale przyznaje ze mi sie to podoba.Wpatruje sie w sufit a po moich policzkach znow splywaja slone lzy.
-Znow to robisz...
-Co?-szepcze zachrypnietym glosem.
-Znow sie zamykasz.-zerka na mnie smutno i bierze w swoja reke moja dlon.Przysuwa ja sobie do ust i zklada na kazdej kostce,delikatny i subtelny pocalunek.-Nie pozwole na to zebys sie zalamala.
-Zaspiewasz?-robie slodkie oczka.
-Jesli zaspiewasz ze mna na,to tak.-poszcza mi oczko co wywoluje u mnie mimowolne wywrocenie oczami.-To jak?-rusza zabawnie brwiami.
-Nie...Nie bede spiewac.-krece glowa.-Moze kiedys ci powiem czemu nie spiewam...-wzruszam ramionami.Jego usmiech znika kiedy slyszy moj ton glosu.
-Cos powaznego?
-Nie mecz tematu.
-Dobrze,poczekam az bedziesz gotowa.-odwraca glowe znow w strone jezdni.W tym momencie w mojej glowie uswiadamiam sobie ze on strasznie dobrze kieruje.Mimo ze ciagle sie odwraca i czesto nie patrzy na jezdnie to czuje sie bezpiecznie z nim w samochodzie.Usmiecham sie mimowolnie co nie umyka oczywiscie uwadze szatyna.-A moge wiedziec co jest powodem tego slicznego usmiechu?-slyszac komplement usmiecham sie jeszcze szerzej.
-Czuje sie bezpiecznie...-robie chwile przerwy.-Przy tobie.-juz czuje jak na moich policzkach maluja sie lekkie zarozowienia mimo ze ja nigdy sie nie rumienilam. Jego mina jest zaskoczona ale usatysfakcjonowana.-Mile to uczucie.-poprawiam sie lekko w fotelu tylko po to by nie patrzec w jego oczy.
-Wiesz ze sie slodko rumienisz?-chichocze a ja od razu podnosze na niego wzrok.
-Serio?-przygryzam warge.
-Serio.Serio.-smieje sie lekko spogladajac mi przez ta chwile naprawde gleboko w oczy.Widze w jego teczowkach pewnego rodzaju iskierke co mnie lekko zastanawia.-Slicznie.
-No Justiiiiiiiiin.-przeciagam chowajac twarz w dlonie i krece glowa.-Wez przestan mnie zawstydzac.-jecze a do moich uszu dobiega cichy smiech chlopaka.
-To moja wina ze tak latwo masz rumience??-pyta retorycznie a ja opuszczam dlonie i patrze na niego powaznie.
-Tak?-unosze brwi zakladajac rece na zebrach.-Tak,twoja.-skinam glowa.
-Czyli mam rozumiec zeeeeeeeee?-marszczy brwi.
-Zeeeee tylko przy tobie zachowuje sie,jak sie zachowuje.-zamykam oczy opierajac glowe o chlodna szybe.
-Wkrecasz mnie....-slysze niedowierzanie z jego strony.
-Nie!-od razu szybko sie prostuje.-Przyznaje sie bez bicia ze to twoja sprawka.-krece palcem w jego strone.
-Pociagam cie?-pyta szeptem a ja otwieram szeroko oczy.
-Justin? A moze bys tak juz przestal fantazjowac,co?-smieje sie lekko nie dowierzajac o co wlasnie zapytal.Chociaz w sumie ze mnie tez niezla idiotka skoro tak od razu mu sie wygadalam.WTF?! W ogole co ja wyprawiam?? Jestem jakas pojebana...Przeciez po czesci wlasnie mu przyznalam ze cos miedzy nami jest! Aaaaa! Ktos ma na sprzedasz mozg? Najlepiej normalny i w dobrym stanie...-Daleko jeszcze?-pytam szybko zeby zmienic temat.
-Aha...Twoje ADHD sie odzywa.-wybucha smiechem ktory od razu stara sie stlumic.
-A nawet jakby to co? Hmmmmmm? -specjalnie przeciagam tak jakbym byla jakas lalunia z metrowymi tipsami i kilka kilogramowa tapeta.Wydymam usta i kiwam palcem.Biebs wybucha niepochamowanym smiechem a ja razem z nim. Nie rozumiem juz sama siebie.Wystarczy on a jestem taka...Taka prawdziwa.
-Zaraz sie gdzies tu zatrzymamy bo musze jeszcze zatankowac.-stwierdzil.
-Mam ochote na cappuccino...-mowie zamyslona i patrze przez okno.
-Szczerze to ja chce zelki.-szczerzy sie jak jakis maly chlopczyk a ja wywracajac oczami spogladam w jego strone.
-Zelki?-marszcze dziwnie brwi.-Ile ty masz lat,co?
-W tym momencie?-powaznieje lekko.-Jakies 5.-wzrusza ramionami a ja wybucham smiechem.Nie moge sie powstrzymac i az mnie policzki bola.Zauwazam ze chlopak skreca gdzis wiec lekko sie ogarniam.Gdy zatrzymuje auto dopiero sie orientuje ze jestesmy na CPN.Zerka na mnie zabawnie a ja nadal nie wiem o co mu chodzi.Jedna reka trzyma lekko otwarte drzwi tak jakby chcial wysiasc.
-Co?-usmiecham sie deilkatnie.
-Moze wzielabys na chwilke swoje nogi,co?-kreci glowa patrzac na moje cialo.
-Ah...Faktycznie.-przekrecam sie wygodniej i sama takze wychodze z auta.Przeciagam sie podnoszac rece wysoko do gory na co Jus kreci glowa.
-Mala,lap.-rzuca w moja strone okulary patrzac znaczaco.Od razu je zakladam na nos a na glowe kaptur.
-Dobrze?
-Nic nie widac.-stwierdza smutno odwracajac sie na chwile do mnie tylem.Wiem ze mu przykro i szczerze widzac go takiego mnie tez sie serce lamie.-Chodz.-lapie mnie za reke i kierujemy sie do sklepu.Wyprzedzam go lekko i podskakuje jak mala dziewczynka.Staram sie go rozbawic,nie chce zeby przeze mnie tracil humor.Patrzy na moje wyczyny i smieje sie pod nosem.-I to niby ja mam 5 lat.-slysze jego komentarz i od razu sie zatrzymuje.Na jego twarzy widnieje lobuzerski usmieszek.Natomiast ja,krzyzuje rece na zebrach i opieram ciezar ciala na jednej nodze.
-Jestes dupkiem,wiesz?-mroze lekko oczy.Podchodzi do mnie pewnym krokiem i lapie w pasie.Jest duzo wyzszy ode mnie wiec unosze glowe zeby moc patrzec mu w oczy.Jego twarz jest prosto nade mna i musimy wygladac naprawde slodko.
-Taki moj urok.-szepcze kuszaco i patrzy mi gleboko w oczy.
-To tego nie wykorzystuj.-zarzucam mu rece na kark i robie krok do przodu.Nasze ciala teraz stykaja sie tak bardzo ze nawet kartki nie mozna by bylo wlozyc.
-Przeszkadza ci to?-zerka na moje usta.
-Domysl sie.-szepcze uwodzicielsko i caluje go w szczeke a pozniej szybko zmykam do sklepu.Biebs od razu rzuca sie biegiem za mna i jak dwojka idiotow wpadamy do srodka.Lapie mnie za biodra i przyciaga do siebie na co ja delikatnie piszcze.
-Nie ladnie mi tak uciekac.-mruczy mi do ucha.
-Zachowuj sie przyzwoicie.Jestesmy w miejscu publicznym.-krece glowa odsuwajac sie od niego na bezpieczna odleglosc.
-Policze sie jeszcze z toba.-grozi mi palcem a ja kiwam bez przekonania glowa.
-Wszystko co tylko chcesz.-macham reka i kieruje sie do baru w drogiej czesci pomieszczenia.-Poprosze orzechowo-czekoladowe cappuccino z podwujnym cukrem i cytryna.-skladam zamuwienie usmiechajac sie do mlodego barmana.
-Cappuccino z cytryna?-marszczy brwi.-Takiego zamowienia jeszcze nie mialem.-kreci rozbawiony glowa i zabiera sie za robienie napoju.Usmiecham sie do niego zawadiacko widzac kontem oka jak Jus patrzy w nasza strone.
-I sok pomaranczowy.-dodaje kiedy stawia przede mna kubek.Wyciaga butelke z lodowki i usmiecha sie szeroko.
-To wszystko?-skinam glowa i wyciagam portfel.-7.80 sie nalezy.-posyla mi mile i uprzejme spojrzenie.Wyciagam 10 dolcow i zucam na lade.
-Reszta nie trzeba.-odwracam sie napiecie i podchodze do kasy gdzie stoi Bieber.-Trzymaj.-podaje mu jego ulubiony napoj.Patrzy na mnie badawczo i chyba jest lekko poddenerwowany.Gdy wychodzimy ze sklepu nawet na mnie nie patrzy.Wsiadamy do auta a on z piskiem opon odjezdza.-Co jest?
-Nic.-odpowiada szybko i szorstko.Mroze oczy i krece glowa.
-No nie mow ze ruszyla cie akcja z tamtym chlopakiem...-smieje sie pod nosem a on zaciska rece na kierownicy.Cisza.-No Juuuuustin.-jecze,faktycznie jakbym miala 5 lat.Znow odpowiada mi cisza.-Ejjjjjjjjjjjjjjjj...-klade mu znow swoje nogi na jego i usmiecham sie slodko.-Biebsie plose nie gniewaj sie na mnie.-patrze na niego niczym kot z Shreka i smyram palcami po jego przedramieniu.Przechodzi go dreszcz co nie unika mojemu wzrokowi.Zabieram swoje nogi i siadam na pietach nachylajac sie lekko nad chlopakiem.Mimo iz widze jak ze soba walczy zeby na mnie nie spojrzec, nie rusza sie. Przysowam swoja twarz do jego szyi i zerkajac na chwilke na jego twarz,skladam namietnego calusa.
-Eh...-jeczy delikatnie kiedy czuje jak przygryzam jego skore.Usmiecham sie zadziornie i nie koncze zajecia.Zasysam brutalnie,co w wyniku powoduje czerwona malinke.Odsowam sie lekko i patrze przelotnie na swoje dzielo,znow usmiecham sie lobuzersko i caluje delikatnie to miejsce.-Dziewczyno! Gdzie ty sie tego nauczylas?!-gwirzdze gdy juz siedze wygodnie.Smieje sie pod nosem ciszac sie ze przez moj wyczyn zapomnial o tym ze sie na mnie zlosci.-Nie wykorzystaj tego wiecej.-robi surowa mine i kreci glowa.-Nie kiedy jestem na ciebie zly.-widze ze teraz juz calkowicie udaje.Wczesniej moze faktycznie sie wkurzyl ale teraz tylko gra.
-A moze...Przestaniesz strzelac fochy chyba ze wolisz powtorke z rozrywki?-mrucze sexownie.
-Nie mozesz mnie rozpraszac kiedy kieruje...-poszcza mi oczko.-Ale z pewnoscia niedlugo to powotrzymy.-usmiecha sie lobuzersko a ja klade swoje stopy na jego udach i jedna,niby nie chcacy,przejezdzam po jego przyjacielu.-Cherrrr...-mruczy surowo.
-Ups?-chichocze slodko i patrze na jezdnie.Katem oka widze jak kreci z dezaprobata glowa usmiechajac sie pod nosem.Zauwazam ze malinka ktora zrobilam na jego szyi ma ksztalt serduszka.Ohhhh...
____________________________________________________
I think too much when I'm alone...
-Patrys

czwartek, 28 listopada 2013

Rozdzial 22

Niechetnie siadam w jednym z naroznych miejsc i opieram sie plecami.Biebs siada na przeciwko mnie przygladajac mi sie badawczo.Czuje sie dosc nie swojo i tak jakbym byla malym dzieckiem ktore trzeba ciagle pilnowac.
-Dzien dobry,jestem Seana i bede wasza kelnerka.-usmiecha sie do Justina dosc kuszaco a na mnie nawet nie spojrzy.Lepiej.Mimo ze moj towarzysz nie wykazuje w jej kierunku zadnego zainteresowania,co mnie lekko dziwi bo jest naprawde niezla,ona dalej stara sie zwrocic na siebie uwage.
-Poprosze lasagne.-zerkna na mnie.-I cole.-podnosze wzrok i za chwile go odrwacam.-Razy dwa.-zerka na nia przelotnie oddajac karte.
-Oczywiscie.-wypina usta i gdy sie odwraca mierzy mnie przelotnie wzrokiem.Po odejscu kelnerki panuje miedzy nami cisza.Patrze przez okno i nawet sie nie odzywam.Czuje sie zalosnie.
-Nie patrz tak na mnie.-szepcze z lzami patrzac w jego strone katem oka.Czujac ze juz prawie ciec wyplywa na moje piliczki zamykam oczy i pozwalam im swobodnie splywac.
-Ej.Ej.Ej.-Justin od razu widzac moj smutek przesowa sie w moja strona.Obejmuje mnie mocno ramieniem przechylajac moje cialo do niego.Pozostaje nieruchoma.Nie odwzajemniam uscisku,nic nie mowie, a lzy przestaja splywac.-Spokojnie.Cher...Nie dam cie juz nikomu skrzywdzic,rozumiesz?-podniosi leciutko moj podbrodek. Kiwam przytakujaco glowa i sie odsuwam od niego.Jest lekko zdezorientowany jednak gdy widzi jak kelnerkaka stawia na naszym stoliku zamowienie objasnia mu sie moje zachowanie.
-Smacznego zycze.-usmiecha sie w nasza strone.A mowiac nasza mam na mysli w strone Justina.
-Dziekujemy.-szatyn odpowiada jej bez wyrazu i przysowa blizej talerz.Dziewczyna dziwnie patrzy i z akompaniamentem mojego wzroku odchodzi.-Nie jesz?-pyta niesmialo patrzac na moja zamyslona twarz.Wyrywa mnie w tym momencie z moich przemyslen.
-Ah...Tak.Przepraszam.-przysowam sie do stolu i zabieram za jedzenie.Przynzaje pyszne ale jakos nie potrafie wydac wiekszego entuzjazmu.Po skonczonym, obiedzie? Sniadaniu? Cokolwiek to jest,Justin zostawia na stoliku pieniadze i lapiac mnie za dlon wyciagna z lokalu.-Moglam zaplacic za siebie.-jecze gdy stajemy przy samochodzie.
-Od dzisiaj ja za ciebie place jesli jestes ze mna.-usmiecha sie do mnie szeroko i naprawde mega slodko.
-Nie zgadzam sie.-krece przeczaco glowa nie podzielajac jego entuzjazmu.
-Ale to nie bylo pytanie.Ja juz podjalem decyzje.-otwiera mi drzwi zapraszajac dlonia do srodka.
-Nie wsiade jesli tego nie wycofasz.-mroze oczy zakladajac rece na piersiach.
-Cher,prosze cie...-jeczy wywracajac oczami.-Chce dla ciebie jak najlepiej.Chce zebys sie niczym nie przejmowala.Przynajmniej przez ten tydzien,ok? A pozniej sie zobaczy.
-Nie.
-Prosze cie...
-Ktorej czesci z slowa 'nie', nie rozumiesz? N, i czy e?-sycze niemilo.Wiem ze nie powinnam sie tak zachowywac no ale juz wystarczy ze zabiera mnie gdzies na jakis tydzien.Placic za mnie nie bedzie.Podchodzi do mnie energicznie i przyciaga do swojego ciala jedna reka trzymajac w talii a droga w swojej kieszeni.Patrzy mi gleboko w oczy.
-Zrozum wreszcie piekna, ze jak jestes ze mna nie musisz sie niczym przejmowac.-usmiecha sie lobuzersko i patrzy na moje usta jednak po chwili znow zatapia sie w oczach.-Zrozumiano?
-A co jesli powiem nie?-szepcze silac sie na uwodzicielski ton glosu.Nie chce zrobic mu przykrosci.
-Masz dwie opcje.-udaje ze mysli.-A to tak. B to A.-usmiecha sie szeroko.-Ktora wybierasz?
-Idiota.-usmiecham sie szeroko.Naprawde to jest szczery usmiech,zadna sciema.Klade mu glowe na torsie a on caluje mnie w czolo.
-Jestem tutaj i zawsze bede.-szepcze obejmujac mnie mocno za szyje i kladzie brode na czubku mojej glowy.
-Jedzmy juz...-szepcze calujac go w bark na co przechodza go delikatne dreszcze.Mimowolnie chichocze odsuwajac sie i siadajac do auta.
-To nie jest smieszne.-kreci glowa mowiac powaznie i zamyka za mna drzwi.Jakbym ich sama nie mogla zamknac..Eh...Gentleman.
-To bardzo smieszne.-mowie slodkim glosikiem znow podkurczajac nogi pod brode i obejmuje je ramionami.
-Zlosliwa jestes.-stwierdza kladac dlon na recznym i szybko robi zakret wyjezdzajac z podjazdu.
-Taki moj urok.-wzruszam ramionami szczerzac sie zlowieszczo.Odbija mi.Nie mam pojecia dlaczego.Wiem tylko ze to jego zasluga.
-To co? Gotowa na nastepne 5 godzin drogi?-pyta zabawnie ruszajac brwiami.
-Cooooooo?!-piszcze patrzac wielkimi oczami na jego rozbawiona twarz.-Zartujesz...-odwrcam sie bardziej w jego strone.-Powiedz ze zartujesz.
-Niestaty nie,sliczna.-kreci przeczaco glowa ciagle sie usmiechajac.Uwielbiam ten jego usmiech.Jest taki zarazliwy.
-Emh...-jecze robiac grymas z ust.
-Przeciez nie bede ci kazal siedzec 5 godzin w jednym miejscu.-mowi wybuchajac smiechem.-Zatrzymamy sie jeszcze pare razy bo z twoim ADHD to sie nie da...
-Asshole..-odpowiadam naburmuszona zakladajac rece na piersiach.
-No juz nie wkurzaj sie bo zlosc pieknu szkodzi.-przechyla sie w moja strona ciagle trzymajac jedna reka kierownicy i na chwile sposzczajac wzrok z jezdni caluje mnie w miejsce pod uchem,tam gdzie zaczyna sie szczeka.
-Justin! Kieruj!-piszcze przerazona a on usmiechajac sie szelmowsko wraca na swoje miejsce i w ostatnim momencie wymija bialego Vana przed nami.-Zabijesz nas kiedys.-krece glowa oddychajac gleboko.
-Ej...-zerka na mnie powaznie.-Chyba mi ufasz??
-Tak, ale nie rob tak nigdy wiecej.
-W ten sposob?-skreca gwaltownie kierownica zmieniajac pas i za chwile robi to samo wracajac na poprzedni.
-Justin!!-krzycze wsciekla.-Nie wkurzaj mnie...-lypie na niego groznie wzrokiem.
-Spokojnie ksiezniczko.-chwyta moja dlon i caluje w kostki.-Przeciez cie nie skrzywdze.-kladzie nasze splecione palce na moim udzie,kciukiem rysujac na niej kuleczka. Jednak ja uwalniam lewa dlon na co on spoglada zaskoczony.Usmiecham sie ciagle patrzac na moje udo i wsuwam w jego reke swoja prawa zaciskajac lekko uscisk,lewa natomiast klade na jego karku i delikatnie bawie sie jego wlosami.
-Mmm...-mruszczy pod nosem.-Jakie to relaksujace.-dodaje po chwili szeptem.
-Powiedz mi gdzie mnie zabierasz?-patrzy ciekawie na jego odprezony i szczesliwy wyraz twarzy.
-Gdzies gdzie bedzie spokojnie,gdzie bedziesz mogla odpoczac i niczym sie nie przejmowac.Coz...-wzrusza ramionami.-Gdzies gdzie bedziesz szczesliwa.-spoglada na chwile w moje oczy a moje usta sa lekko rozchylone.
-Ladne wymiganie sie od odpowiedzi.-chichocze pod nosem krecac glowa.W jednym momencie szczerzy sie szeroko dumy z tego co wymyslil.
Nie pytam o nic wiecej.Uspokoil mnie swoja wymowka.Wiem idealnie ze powiedzial to na powaznie a nie tylko zeby nie zdradzac niespodzianki.-Bedziemy sami?
-Moze tak.Moze nie.-slysze jego lekki, cichy chichot.-A co? Boisz sie sama ze mna zostac?
-Wiesz...-wzruszam ramionami.-Nie mam pojecia co moze sie wydazyc.-krece nosem robiac glupia mine.-No bo popatrz...Wywozisz mnie Bog wie gdzie,nikt nie wie gdzie,jestem tylko bezbronna 16-latka ktora zaufala takiemu glupkowi jak ty.-smieje sie wypowiadajac te slowa.
-Za glupka policze sie z toba pozniej.-patrzy na mnie 'niby' groznym wzrokiem.-A co do wyjazdu to prawie wszyscy z Team'u wiedza gdzie cie zabieram.-wybucha smiechem a ja od razu powaznieje.
-Zartujesz?!-mroze go wzrokiem.
-Nie.-kreci glowa naprawde rozbawiony.-Przeciez jakos musialem zalatwic pare spraw odnosnie wyjazdu a sam bym sobie nie poradzil bo bys cos podejrzewala.-poszcza mi oczko na co zagryzam warge.Czemu on ciagle to wykorzystuje?! Te wszystko jego zalety za kazdym razem sa uzyte by czegos dostal. Jest niemozliwy! Szczerze mowiac, przyznaje ze cholernie ciesze sie na ten wyjazd. Pare dni wolnego,swietne towarzystwo, i na pewno wspaniale miejsce.Zero zmartwien, zero Michael'a,zero problemow...Zyc nie umierac!
-To co? Mozemy teraz pogadac?-pyta powaznie po moze 40 minutowej drodze.Moja mina od razu smutnieje ale wiedzialam ze bede musiala to zrobic. Obiecalam.
-Co chcesz wiedziec?
-Jaki byl na prawde ten zwiazek?
-Burzliwy..-wzruszam ramionami.-Co mam ci powiedziec? Kluby,dziwki,branie,picie,jaranie...-odwracam wzrok na okno.-Za kazdym razem jak przyjezdzal bylo wspaniale,slodko i w ogole.Po prostu bajka.Za kazdym razem przywozil cos dla mnie w prezencie.Jezdzilam po niego na lotnisko.Wszystko bylo takie nie realne.Przez gora dwa dni.-krece lekko glowa.-Pozniej zaczynal spotykac sie z kumplami.Zaczynal od nowa brac i chodzic do klubow.Czasami ze mna czasami bez.-po moim policzku splywa lza.-Zalezalo od chumoru.
-Jego? Czy twojego?
-Oczywiscie ze jego.Ja nie mialam nic do powiedzenia.-przymykam na chwile powieki i biore gleboki wdech.-Co noc gdy nie chcialam sie z nim bzykac dzownil albo jezdzil po dziwki.
-Przy TOBIE sprowadzal je do TWOJEGO domu?
-Tak.-skinam glowa.-Na poczatku mnie to bolalo.Ale nie chcialam go stracic...Moze to chore ale czulam sie bezpieczna przy nim...Bezpieczna przed innymi.Bo przed nim w ogole.-wycieram rekawem lze.-Tolerowalam wszystko.Wolny zwiazek w jego przypadku w moim wiezienie.Po kilku latach jest ci wszystko obojetne.-przenosze wzrok w jego strone.-Nie kochasz tej osoby ale boisz sie odejsc bo wiesz jak moze zareagowac.-patrze w martwy punkt gdzies na kierownicy.-Chris wiedzial jak jest...Ale przysiagl mi ze nie bedzie sie wpieprzal.Jestem mu wdzieczna mimo wszystko.
-Bil cie?
-Nie.-slyszac pytanie od razu podnosze wzrok w jego oczy.-Nigdy. To byl pierwszy raz.
-Co bylo powodem?
-Ty.-skinam na niego broda.-Czul zagrozenie z twojej strony.Docinal mi ze daje ci, i pewnie dlatego mnie wziales do pracy.-krece smutno i z zawiedzieniem glowa.-Gdy poszlam do niego dzis rano byl w lozku z swoimi prostytutkami.Otworzylam drzwi i tak po prostu sie wydarlam ze to koniec,odwrocilam sie w wyszlam.Gdy bylam na schodach zlapal mnie w pasie w wciagnal do pokoju gdzie juz suk nie bylo.Przycisnal do drzwi i zaczal bic i kopac.-wzruszam ramionami.-W rezultacie wygladam jak wygladam.Nic nie mow.-spogladam na jego otwarte usta.-To juz zamkniety rozdzial i nie chce nic slyszec.
-Dobrze...Szanuje twoja decyzje.-kreci glowa.- Mimo ze ta dzisiejsza o pojsciu tam mi sie nie podobala.
-Justin...-warcze lekko.
-No juz,juz.
________________________________________________
...
-Patrys

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdzial 21

-I po chuj poszlas tam sama,co?-bierze mnie na rece i nawet nie daje chwili na protest.Siada na sofie w salonie kladac mnie sobie na kolanach.-Przeciez mowilis ze ja cie mam zawiezc...-stara opanowac swoje zdenerowanie jednak widze w jego oczach ze jest sfrustrowany moim zachowaniem.
-Przepraszam,Justin...-wtulam sie w jego szyje obejmujac kark obiema dlonmi.Wzdycha ciezko i glaszcze mnie bo wlosach.
-Ja go zabije...-syczy po dlugiej chwili ciszy.-Rozpierdole tego skurwysyna.
-Nie.Justin,daj spokoj...To juz zamknety temat.-powie powaznie.Nie chce zeby przeze mnie narobil sobie problemow.Schodze mu z kolan i siadam obok kladac na brzuch spora,niebieska poduche.-Pogadamy o tym pozniej...Nie mam teraz humoru na kazania.-sposzczam wzrok.-Idz sie skapuj.-skinam glowa w strone schodow.Spoglada na mnie badawczo.-No idz...-jecze nie chcac byc obserowana.Wiem ze w tym momencie przyglada sie moim siniakom.-Zadzonie w tym czasie odnosnie przelozenia spotkania.-wyciagam telefon z kieszeni.Staram sie czyms zajac oczy byle tylko nie patrzec w teczowki Biebsa.Chlopak podnosi sie powoli i nachyla nade mna.Wpatruje sie we mnie coraz intensywniej co zmusza mnie do zerkniecia na jego twarz.
-Trzymam cie za slowo ze o tym wszystkim pogadamy.-zerkna nie dosc dyskretnie na moje usta a pozniej caluje w czolo.Juz po chwili go nie ma w pokoju.Wybieram numer goscia od filmu i nie chetnie przyciagam urzadzenie do ucha.Jeden sygnal.Drugi.Trzeci.
-Tak slucham?
-Z tej strony Cher Lloyd.-przedstawiam sie grzecznie.
-Oooo..Cos nie tak ze dzwonisz?
-W zasadzie to tak...-krece nosem.-Musze przelozyc nasze spotkanie.-przelykam sline.
-A to dlaczego?-pyta lekko zdziwiony.
-Nagly wyjazd...-wzruszam ramionami mimo ze wiem iz tego nie widzi.To zabawne ze zawsze gestykuluje nawet przy rozmowie telefonicznej.
-To kiedy bedziemy mogli sie spotkac?-pyta uprzejmie.-Naprawde zalezy mi zebys ty zrobila ta choreografie.
-W poniedzialek za tydzien,pasuje?-nie ukrywam nie checi do rozmowy...Po prostu mam tyle problemow ze nawet nie chce mi sie silic na mily ton glosu.
-Oczywiscie.-mimo wszystko mezczyzna nadal jest radosny.Lubie takie osoby.-Godzina pozostaje bez zmian?
-Jasne.-zamykam na chwile oczy.Tak po prostu.Potrzebuje spokoju.-Do widzenia.-rozlaczam rozmowe nie czekajac na pozegnanie.Upuszczam telefon na kolana i opierajac lokcie o podkurczone kolana zakywam nimi oczy.-Oh...-wzdycham krecac glowa.
Czujac jak lzy naplywaja mi do oczu przykladam reke zakrywajac swoje usta.Siedze tak probujac opanowac lzy.Nie chce plakac.Po prostu nie chce pokazac ze dotknelam dna.Nie chce tez zeby Justin widzal jak sie rozklejam.Mimo iz wiem ze na pewno jest swiadomy jak bardzo cierpie.Gdy juz udaje mi sie uspokoic obejmuje rekoma moje kolana.Wzdycham gleboko ponowanie na chwile zamykajac oczy.Biore gleboki wdech i...Po chwili wypuszczam cale powietrze.Wpatruje sie w martwy punkt przed soba.Trwa to pewnie dlugi czas bo z mojego transu wybudza mnie Justin ktory wtula twarz w szyje stajac za oparciem sofy.
-Nie placz...Prosze...-szepcze mi do ucha.Klade jedna dlon na jego dloni i usmiecham sie blado.Caluje mnie w skron i ponownie chowa twarz w moje wlosy.-Przejdziemy przez to...Obiecuje.-dodaje po chwili.
-Jedzmy juz...-mowie lamiacym sie glosem.
-Jasne.-odpowiada mi bez zadnego wyrazu.Po prostu prostuje sie i lapie za swoja torbe.-Masz wszystko?-pyta teraz juz troskliwie.
-Tak...-kiwam glowa i zakladam sobie torebke na zgiecie w lokciu.Chce siegac juz po druga gdy wyprzedza mnie dlon Biebsa.-Dzieki.-usmiecham sie slabo patrzac w jego twarz nadal nie obecnym wzrokiem.Naciagam czapke nisko i zakladam na glowe kaptur.Przepuszcza mnie w drzwiach patrzac wspolczujaco.Wkurza mnie to lekko bo nie chce zalu! Jednak nic nie mowie...Tak jakby slowa utkwily mi w gardle.Na podjezdzie stoi Batmobile.
Myslalam...Bha! Bylam wrecz pewna ze jedziemy Fikser'em.Nic nie mowie.Wslizguje sie na miejsce pasazera i zamykam za soba drzwi.Czekam chwilke az Justin wlozy nasze bagarze do auta i siada obok mnie.
-Gotowa?-spoglada na mnie nie pewnie.
-Zabierz mnie juz stad...-zciagam z nog trampki i podkurczam kolana pod brode.Patrze przez przyciemniane szyby i zdejmuje z glowy czapke zucajac ja gdzies pod fotel.
-To bedzie dluga droga...-szepcze wyjezdzajac z podjazdu i od razu kieruje sie na autostrade wyjazdowa z naszego miasta.Nie wiem czy mowi tak stwierdzajac atmosfere czy po prostu cel naszej podrozy jest naprawde daleko.Przez pierwsze dwie godziny po prostu jestem jak posag.Wpatruje sie w mijane przez nas obiekty.Wille,drzewa,rzeki...W mojej glowie panuje tak wielki chaos ze juz nic nie wiem.Na niczym nie mysle jednak od nadmiaru wydarzen jestem rozdrazniona i rozkojarzona.Biebs co chwila na mnie zerka z dziwnym wyrazem oczu.Z czyms czego ja nie rozumiem i nie znam.To frustrujace.Nie wazne...Dla mnie dzis wszystko bylo po prostu 'nie wazne'.Jak on mogl mnie uderzyc? Przeciez...Przeciez nic nie zrobilam.Chyba...Jesli cos zrobilam, to co takiego?! Co bylo powodem podniesienia na mnie reki? Staralam sie.Za kazdym razem czakalam na niego.Gdy przyjezdzal mogl smialo powiedziec ze czuje sie jak krol.Mial wszystko to chcial.Mnie rowniez...Nie moge sobie tego wybaczyc.Czuje do siebie wstret.Czemu? No przeciez pomyslcie...Ja bylam jego dziwka! To chore...A pomyslec ze go kochalam...Po moich policzkach automatycznie poplynely slone lzy.Nie moge pokazac ich Justin'owi.Nie chce zeby je widzial...Juz i tak duzo dla mnie robi.Odwracam bardziej glowe w strone okna i naciagam na glowe kaptur.Kazdy moj ruch jest sledzony przez wzrok piosenkarza.Wiem ze sie martwi.Jestem mu wdzieczna za wszystko.Absolutnie wszystko! Ciesze sie w duchu ze nie zmusza mnie do rozmowy...Nie dalabym rady teraz rozmawiac.Jego telefon zaczyna dzwonic i moge sie domyslic ze jest w czerwonym plecaku ktory polozyl na tylne siedzenie.-Podasz mi go?-spoglada na mnie niesmialo..
-Ok.-odwracam sie szybko w tamtym stronie i z kieszeni wyciagam urzadzenie.Nie patrze na wyswietlecz.To jego prywatnosc.-Prosze.-podaje mu komorke patrzac na swoje kolana.W tym momencie wydaja mi sie tak cholernie interesujace.
-Slucham?-widze jak marszczy nos.Zawsze rozbawialo mnie gdy tak robil ale nie tym razem.-Spoko.Rozumiem...-wsluchuje sie w glos z komorki.-Nie wiem...Tydzien... Moze pare dni wiecej.-wzrusza ramionami.-Nie ma sprawy.Tak,obiecuje.-cisza.-Wiesz ze mozna mi ufac.-kolejna cisza.-Tak,jasne.-zerka na mnie a ja powrocilam juz do swojego jakze fascynujacego zajecia z przed paru minut.-Ciebie rowniez.Narazie.-rozlacza rozmowe a telefon kladzie do kieszeni.Cholernie jestem ciekawa kto dzonil.Jednak przeciez nie bede go pytac.Wywracam oczami.Jestem zalosna.Zauwazam ze Jus zjezdza z autostrady i parkuje przed jakas restauracja.-Masz ochote cos zjesc?-odwraca sie lekko w moja strone.Czuje na sobie jego spojrzenie ale nie mam w sobie tyle sily i odwagi by patrzec w jego oczy.Kiwam przeczaco glowa i ciagle patrze przez okno.Sciskam mocniej kolana i zagryzam warge.-Prosze powiedz cos wreszcie...-mowi blagalnym,zdesperowanym glosem.
-Przepraszam,Justin.-szepcze chowajac twarz w swoich nogach.Zaciskam mocno oczy starajac sie nie pozwolic wyplynac moim lzom. Kurwa! Bez skutku...Czuje jak chlopak szybko i energicznie wychodzi z samochodu i tak samo szybko zamyka je za soba.Sadze ze pewnie sie na mnie zdenerwowal i idzie sam cos zjesc,myle sie.Otwiera moje drzwi i kuca opierajac kolana o auto.Lapie mnie za dlonie i sklada na nich dwa delikatne ale jakze czule pocalunki.
-Nie przepraszaj...Nie masz za co.-przytula mnie do swojego torsu gladzac po glowie.Nie wiem jakim sposobem, jednak juz po chwili siedzi na moim fotelu a ja na jego kolanach.Drzwi sa zamkniete a on wciaz mnie do siebie tuli.Rozplakuje sie jak dziecko.Ja naprawde jestem zalosna.Wkurzam sie sama na siebie a jedyne co teraz potrafie to przytulajac sie do Justina po prostu wyc.-Ci...-trzyma mnie szczelnie i pewnie co daje mi bezpieczenstwo.-Ciii...Nie placz.Jestes przy mnie.-caluje mnie w czolo gladzac moj kregoslup.-Jestes bezpieczna.-'bezpieczna'...'bezpieczna'...'jestes bezpieczna'...Te slowa bez konca rozbrzmiewaja w mojej glowie.-Skarbie blagam cie...-szepcze slodkim glosem tak jakby chcial dodac mi otuchy.Powoli staram sie opanowac.Udaje mi sie...Tylko dlatego ze Biebs jest przy mnie.No bo pomyslcie.Ktory chlopak by poswiecil dla nas tak duzo? Przeciez on ma swoje zycie a zainteresowal sie mna.Jego choreografka i nauczycielka spiewu.Przeciez to absurd! Ktory pracodawca przejmowalby sie zyciem prywatnym swojej pracownicy?! Nie wierze w to.Gdy juz jest ze mna ''nawet ok'' wtulam sie na chwilke bardziej w tors chlopaka.-Lepiej?-spoglada na mnie badawczo.
-Tak.-przytakuje glowa.-Dziekuje.-caluje go w policzek.
-Teraz chodz cos zjesc.-otwiera drzwi a ja od razu zeskakuje z jego kolan.
-Nie jestem glodna.-zakladam znow swoj kaptur widzac ze wczesniej zostal on zdjety przez mojego towarzysza.-Jesli chcesz to idz.-skinam w strone wejscia.Lapie dlonmi zgiete lokcie i patrze w swoje buty.Bieber staje na przeciwko mnie z rekoma w kieszeniach.
-Nie zostawie cie samej.-mowi powaznym i lekko wladczym tonem glosu.Patrzy w swoje buty.
Przed budynkiem stoja tylko dwa samochodu.Nasz i jakies czarne BMW.-Chodz.-lapie mnie za dlon lekko ciagnac za soba.Zauwaza ze naciagam bardziej kaptur.-Nic nie widac.Spokojnie.-zapie mnie w pasie i caluje w glowe.Takie gesty sa mi nie znane.Nigdy mnie tak nie traktowano.
_____________________________________________
Can I die??
-Patrys

czwartek, 14 listopada 2013

Rozdzial 20

-Siadaj na wysepce.-wskazuje na srodek kuchnie.Kieruje sie do jednej z szafek.
-I niby jak ty to sobie wyobrazasz,co?-smieje sie lekko i lapie za boki.-Jak ja ledwo sie ruszam...
-Ah...Przepraszam zapomnialem.-tlumaczy zamyslony i odkladajac od razu apteczke trzymana w dloniach podchodzi do mnie.Najdelikatniej jak potrafi lapie mnie w talii i tak samo lekko sadza na blacie.Odszchodzi znow by wziac jakas masc.
-Justin?-szepcze nie pewnie.
-Hm?
-O czym ty mowiles wczesniej?-marszcze brwi.-Ze jutro gdzies jedziemy...
-Ah...-odwrocil sie do mnie z pudelkiem.-Zabieram cie z tad na jakis czas...Odpoczniesz troche.-szuka czegos zawziecie w pojemniku.
-Ale przeciez mamy proby.Ja mam spotkanie odnosnie tego filmu...Nie mozemy pozwolic sobie na taki spontaniczny wypad.-krece glowa.Jus podchodzi do mnie pewnie i podciaga moja koszulke wyzej odkrywajac caly brzuch.
-Podnies rece.-mowi powaznie wiec robie co kaze.-Czemu nie mozemy?-pyta retorycznie i smaruje ciemne miejsca jakims zimnym zelem.-Jestesmy ludzmi.-wzrusza ramionami.-Po za tym...Co do prob to mozna ominac pare.Nic sie nie stanie.A co do twojego spotkania to...To zalezy od ciebie.Mozesz je przelozyc i jechac ze mna.-spooglada w moje oczy spod swojej grzywki.-Lub zostac i zalatwic ta sprawe.
-Jutro zadzonie zeby spotkac sie kiedy indziej.-patrze przez okno.
-Naprawde?-najwidoczniej jest zdziwiony ze wybieram pierwsza opcje.Kacik ust podnosi mi sie leciutko.
-Od rana zawieziesz mnie jeszcze do domu po pare moich rzeczy...I...-przelykam sline a w oczach zebieraja sie lzy.-Musze zerwac z Tyga.
-Nie placz...Prosze.-odsuwa sie lekko a potem delikatnie i uwazajac na to by mi nic nie zrobic przytula do swojego torsu.-Ten skurwiel nie jest wart twoich lez....-szepcze mi do ucha.Od razu i bez namyslu wtulam sie w niego zamykajac powieki.Czuje sie tak bezpiecznie.Boje sie tego uczuca...Boje sie ze znow bede cierpiec.Ale czy nie warto zaryzykowac?-Chodz...-bierze mnie na rece.-Idziemy spac.To byl dlugi dzien.-caluje mnie w glowe.
-Moge isc sama.
-Moge cie zaniesc.
-Justin....-jecze nie zadowolona.
-Cher...-usmiecha sie zawadiacko.
-Jestes glupi.-wywracam oczami wtulajac sie w jego szyje.
-Tak...Ej?! Co??-od razu powaznieje a ja uderzam w smiech.Gdy wechodzimy do sypialni on zamyka noga drzwi i kladzie mnie lekko na lozku.Po chwili zgasza swiatlo, wskakuje obok mnie przyciagajac do swojego ciala.
-Czemu obchodzisz sie ze mna tak delikatnie?-szepcze przerywajac dluga ciesze.Odwraca sie bardziej w moja strone i odgarnia kosmyk wlosow z mojej twarzy.
-Bo na to zaslugujesz...Po za tym...Nie wybaczylbym sobie gdyby cos ci sie stalo.Jestes przy mnie bezpieczna.Pamietaj o tym.-usmiechna sie szczerze patrzac gleboko w moje oczy.
-Dobranoc,Justin.-klade glowe na jego torsie obejmujac jego szyje jedna z rak.
-Dobranoc,Cher.-sklada na moim czole jeden pocalunek i obejmuje w talii reka.-Slodkich snow...-wzdycham usmiechajac sie lekko.Czy to mozliwe zeby wzbudzal we mnie wszystkie te pozytywne emocje? Czy tak bedzie do konca? Ja naprawde nic takieko nie czulam...To cos pieknego.Jednak nie jestem do konca przekonana zeby to trwalo dlugo...Przeciez to Justin.Moze miec kazda.A ja? 16-nastolatka z masa problemow.Nieeeeee...To nie wypali.Otwieram oczy kiedy na swojej twarzy czuje promyki slonca.
-Oh...-usmiecham sie ziewajac.W calym pokoju tancza odrobinki kurzu odbijajac sie od slonca.Lubie taki widok.Czuje sie wtedy jak w dobrych latach mojego dziecinstwa.Podnosze lekko glowe by zobaczyc czy moj towarzysz juz sie obudzil.Spi...Nawet lepiej.Bede miala czas zeby skoczyc do domu.Boje sie...Jak chuj boje sie tam isc! Jednak musze...Nie chce zeby Justin byl swiadkiem sytuacji do ktorej dojdzie...Szybko wskakuje do lazienki i przebieram sie w swoje ciuchy.Mimo ze nie lubie chodzic dwa razy w tym samym ciuchu w ciagu kolejnych dni to nic na to nie poradze.Na szafce znajduje jakies kartki i dlugopis.Od razu do mojej glowy wpada pomysl by po prostu uprzedzic chlopaka ,jesli nie zadrze wrocic, gdzie jestem.
Poszlam do siebie na chiwle...Nie martw sie.Dam sobie rade.Tak jak mowilam wezme pare swoich rzeczy i 'pogadam' z Michael'em. Nie chcialem Cię budzic bo za slodko spales. ;)          -Cher <3
Siegam po swoja trorbe i podchodze do drzwi.W ostatnim momencie odwracam sie zeby zerknac chlopaka.Spi naprawde slodko i nie mialabym serca go teraz budzic tylko po to zeby gdzies mnie zawiezc.Taksowka po ktora zadzonilam czekala juz na mnie przed domem.Wychodzac przed posesje widze duza liczbe paparazzi.Zajebiscie...Teraz beda plotki ze mam romans z Biebsem.Na miejsce dojezdzam w ciagu jakis 40 minut...Korki. Eh...Nie pewnie otwieram drzwi frontowe.Kto by po takiej akcji byl jeszcze pewny siebie przy takiej osobie?? Pff...Panuje tutaj totalna cisza.Pewnie jeszcze spi.Z tego wszystkiego nawet nie zerknelam ktora godzina.Wbiegam po schodach do swojego pokoju i dla czystego bezpieczenstwa zamykam za soba drzwi na klucz.Na zegarku widnieje godzina 7.30...Nic dziwnego ze spi.Wywracam oczami i wchodze do garderoby by wybrac jakies ciuchy.Hmmm...Skoro Jus ma mnie gdzies zabrac i podobno ma byc to dosc dluga podroz lepiej ubrac sie wygodnie.

-Ja pierdole...-jecze gdy stoje calkowicie naga przedl duzym lustrem w lazience.Przyznaje ze jestem pozadnie posiniaczona.Wskakuje od razu pod zimny prysznic nie chcac dalej patrzac na swoje cialo.Mam do siebie obrzydzienie.Pewnie dla wielu z was jest to dziwne.Jednak jak gdybyscie sie czuli pozwalajac komus polozyc na was rece? Ja bynajmniej czuje sie brudna...Czy kapiel w takich momentach pomaga? Hmm..Czasami raczej tak.Jednak od kiedy w moim zyciu jest Justin coraz mniej ta przyjemnosc daje skutek.Po dokladnym wyszorowaniu ciala owinieta w recznik wracam do pokoju po ciuchy zostawione na lozku.Czapki jak na razie nie biore.Naciagam na siebie bielizne i staje przed lustrzana sciana.Po raz kolejny chce przyjzec sie swoim ranom.Nie myslalam ze jest az tak zle.Odwracam sie po bluze i ubieram sie w cieply material.Potem spotnie i luzne buty.Gotowa..Taaa...Teraz trzeba sie spakowac i jeszcze make-up.Zaczne od tego drugiego. Podklad,cien,kreska,rzesy...Standard.Gdy wracam do pokoju wyciagam swoja sportowa torbe i otwieram szeroko drzwi do garderoby.Patrze przed siebie i wzdycham.Co by tu wziac? Hmmm...Wybieram pare ulubionych zestawow.Wygodnie ale i modnie.Taka jest mysl przewodnia.Bore na wszelki wypadek stroj kapielowy.Nie wiadomo co Justin wymysli...Wrzucam jeszcze kosmetyczke i pare innych pierdol a potem zamykam zamek i zazucam sobie torbe na ramie.Do torbeki wkladam wszyskie uzadzenia elektroniczne i pare rzeczy potrzebnych a pozniej otwieram drzwi.Oh...Biore gleboki wdech i schodze dumnie po schodach.Torby klade przy drzwiach i wracam do pokoju gdzie prawdopodobnie jest Tyga.Nie myle sie.Lezy w towarzystwie dwoch blondynek.-To koniec!-krzycze na cale gardlo a oni od razu sie podrywaja.Wychodze z pokoju i schodze po schodach kiedy czuje na swojej talii jego uscisk.-Posc mnie.-sycze wsciekla.On jednak nic sobie z tego nie robi.Podnosi mnie i szarpnieciem wprowadza do pokoju gdzie juz po dziwkach nie ma sladu.
-Co ty pierdolisz suczko?-przyciska mnie do sciany unieruchamiając moje cialo.-Nie pozbedziesz sie mnie.-uderza mnie w brzuch.Zginam sie lekko poniewaz tym razem czuje bol dwa razy mocniej.-Zrobie ci z zycia pieklo...
-Juz zrobiles.-warcze wsciekla.Chce go kopnac w krocze jednak pozycja w jakiej sie znajdujemy uniemozliwia mi jaki kolwiek ruch.
-Powinnas mi dziekowac na kolanach ze bylem dla ciebie taki dobry.-wciaz syczy mi do ucha.Popycha mnie mocno na sciane i lapie za wlosy.Uderza mnie z piesci w szczeke.Rozcina mi tym warge poniewaz na swoich palcach ma sygnety.Nawet nie piszcze.Przymuje ciosty cierpiac w duchu.Kopie mnie w kolanach tak ze upadam na nie.Podchodzi do mnie i wymierza kolejny cios tym razem w kosc policzkowa.To co ze cierpie...W duchu mam nadzieje ze po prostu sie wyzyje i da mi spokoj.Jest to zalosne.Czuje sie upokozona.Kopie mnie,bije i szarpie oraz drapie.-Jestem dla ciebie ZA dobry...-mowi kopiac w zebra.-Wypierdalam z tad.A ty kurwo nawet nie waz sie tego godziekolwiek donoscic.-bierze moje wlosy w garsc i ciagnie do gory tak ze od razu podnosze sie na rowne nogi.Patrze na niego krecac glowa.Wychodze z pokoju trzaskajac za soba drzwiami.Stoi oszolomiony i nawet nie drgnie.Czy moze wlasnie dotarlo to do niego co zrobil? Za pozno na przeprosiny.Na co kolwiek!! Dla mnie nie istnieje! Czy doniose na policje? Nie wiem...Za wczesnie by sie nad tym zastanawiac.-Cher! Cher czekaj!-krzyczy gdy naciagam czapke i kaptur nisko na glowe.Wchodze do czekajacej nadal taksowki.
-Kluczyki zostaw w studio!-krzycze przez otwarte okno.Lzy splywaja mi same po policzkach.Nie mam juz sily ich powstrzymywac.Jak byscie sie czuli gdyby ktos po raz drogi was tak dotkliwie pobil? Ledwo sie ruszam.Oddychanie tez sprawia mi bol. A gdy sobie pomysle co powie Biebs przechodza mnie cierki.
-Nalezy sie 134 dolary.-mowi starszy mezczyzna.
-Prosze...-wreczam mu dwie stowy.-Reszty nie trzeba.-szepcze lamiacym sie glosem.Wychodze czym predzej z auta widzac iz staruszek chce cos powiedziec.-Milego dnia.-krzycze wchodzac przez bramke do srodka.Teraz sie zacznie...Wzdycham i dzwonie do drzwi.No tak...Nie mam kluczy.Otwiera mi Justin w szarych spodniach dresowych i bialej koszulce.
-Martwilem sie!-krzyczy przyciagajac mnie do siebie zamykajac noga drzwi.
Rzucam torby na podloge i sycze z bolu.-Przepraszam.Przepraszam.-odsuwa mnie lekko od siebie.-Co to jest?-sciaga mi z glowy kaptur i zdejmuje czapke.-Kurwa,Cher...-zaciska mocno piesci patrzac na moja twarz.Patrze na niego a lzy znow zaczynaja mi splywac po policzkach.Jus przyciaga mnie jeszcze raz do siebie i przytula zdecydowanie jednak teraz duzo delikatniej.Czuje jak jego miesnie sie nie rozluzniaja.Ciagle jest pozadnie zdenerwowany.Juz czuje jak bede miala kazanie...
___________________________________________________
...
-Patrys

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdzial 19

Chlopak siada na lozku i w ten sposb ja siedze okrakiem na jego kolanach.Ciagle trzymam rece na jego karku co chwile wplatajac je w jego wlosy.Piosenkarz trzyma swoje rece na moich biodrach.Nasze jezyki walcza o dominacje jednak zadne z nas nie chceo dac za wygrana.Pociagam go lekko za kocowki wlosow a on mruczy zadowolony.Jego rece wedruja wyzej,na moja talie.Usmiecham sie mimowolnie poniewaz powoduje to u mnie lekkie laskotki. Wsuwa dlonie pod bluze przyciagajac mnie blizej do siebie.Obejmuje jego policzki w obie dlonie na co on sie usmiecha.W jednej chwili rece Justin'a laduja na moich lopatkach.Od razu odrywam sie od niego i sycze z bolu.
-Przepraszam...-w jego oczach widze pewnego rodzaju strach? Tak,chyba sie bal.-Ja naprawde przepraszam.
-Justin.-krece glowa.-To nie twoja wina.-schodze z jego kolan i odpinam lekko bluze odginajac ja na ramionach.Czego ja sie moglam spodziewac?Cale ramiona mam w siniakach i zadrapaniach oraz sladach po brutalnych pocałunkach.-Widzisz?-pytam spogladajac w oczy chlopaka ktory teraz stoi za mna w lustrze.-To nie twoja wina.
-Jak on mogl ci to zrobic?-pyta z gorycza w glosie a ja widzie lzy w jego oczach.
-Daj spokoj...-krece glowa zakladajac od nowa bluze na ramionach.
-Gdzie jeszcze?-szepcze gdy ja sie klade na lozku.On pozostaje w tym samym miejscu wciaz patrzac w lusto.
-Slucham?-marszcze brwi siadajac.
-Gdzie jeszcze mial czelnosc polozyc na tobie te swoje brudne lapska?-syczy odwracajac sie w moja strone.Wzruszam tylko bezinteresownie ramionami.
-Zebra,brzuch...-sposzczam wzrok.Zsowam sie z lozka i odpinam bluze odkrywajac swoj poobijany brzuch i sine zebra oraz biust.Na mojej klatce jest duzo malinek,odciskow zebow oraz siniakow.Wyglada to przerazajaco.Bieber widzac moje cialo zaciska mocno piesci i odwraca sie napiecie uderzajac w lustro.Nie spodziewalam sie takiej reakcji.Od razu zapinam bluze i podchodze do niego czym predzej.Omijam potluczone szklo i staje przed nim.Patrze mu gleboko w oczy i krece lekko glowa.Biore w obie dlonie jego piesc i przygladam sie uwaznie.-No i po co?-pytam ogladajac krwawiace miejsca.Na jego szczescie nie ma zadnych odlamkow lustra.-Chodz.-delikatnie ciagne go za przedramie.-Trzeba to opatrzec.
-Nie trzeba.
-Wrecz przeciwnie.-skinam w strone wanny i odwracam sie zeby siegnac po apteczke.-W szafce?
-Tak.-mowi tak jakby nie obecnie patrzac na dlon.Szybko siegam po potrzebne zeczy i odwracam sie znow do chlopaka.Apteczke klade na blacie obok zlewu a z woda utleniona i wacikami w recach staje po miedzy nogami chlopaka.
-Po co ci to bylo?-pytam obatrujac jego rany.
-Nie moge przestac myslec ze ten skurwysyn mogl ci to zrobic.-spoglada mi w oczy.Na chwile pozwalam sobie utonac w ich kolorze i usmiecham sie slodko.
-Tyle ze zyje...Nic mi nie jest...A wiesz czemu?-przysowam sie blizej jego twarzy.-Bo mi pomogles.Uratowales mnie,Justin.-miedzy nami zapada chwila ciszy i kiedy wyrywam sie pierwsza z tego 'transu' koncze oczyszczac jego dlon.Owijam ja bandazem i odwracam sie szybko do blatu by spakowac nie potrzebne drobiazgi.W mojej glowie jest chaos.Co on ze mna wyprawia...I ten pocalunek...Nigdy sie tak nie czulam.Motyle w brzuchu,pustka w glowie i tylko my dwoje.Tak jakby nic innego sie nie liczylo.Tak,jak w filmach...Chcialabym zeby to trwalo wiecznie.Jednak...Nie moge sobie pozwolic na cos wiecej niz przyjazn.Przeciez my razem pracujemy! Co do cholery z moimi zasadami?! Ja zawsze musze miec takiego pieprzonego pecha...Szczerze? To nawet nie przejmowalam sie tym ze Tyga mnie pobil.Liczyl sie tylko Bieber.To chore ale prawdziwe...Zakochalam sie? Moze...Na to wyglada...Usmiecham sie pod nosem.
-Dziekuje.-slysze szept za soba wiec podnosze wzrok.W odbiciu lustra widze chlopaka ktory patrzy na mnie stojac tuz za moimi plecami.
-To ja ci dziekuje.-odwracam sie do niego sposzczajac wzrok i opierajac sie o zlew.Podnosze niesmialo na niego wzrok i usmiecham sie uroczo.Dotyka mojego policzka bardzo delikatnie i z wielka uwaga by nie wyrzadzic mi bolu.
-Gdybym ja mial zaszczyt byc twoim chlopakiem traktowalbym cie jak ksiezniczke.-szepcze patrzac na kazda czesc mojej twarzy.Robie krok by stac blizej niego.Schyla sie lekko i muska moje usta.Odwzajemniam delikatnego calusa a jego druga reka obejmuja mnie w talii.Klade swoje dlonie na jego kracie i odsuwam sie lekko kiedy juz obie jego rece splataja sie nad moja koscia ogonowa.
-Chyba za duzo sobie pozwalamy,nie sadzisz?
-Um...-usmiechna sie lekko.-Nie.-i wpija sie w moje usta.Oddaje namietny pocalunek wplatajac palce w jego wlosy.Gdy sie odrywamy oboje mamy nie rowne oddechy jednak nie przeszkadza to nam.-Chodz.-teraz to on lapie mnie za dlon i wyprowadza z lazienki. Rzuca sie od razu na luzko patrzac z usmiechem na mnie.Zatrzymuje sie w jego nogach patrzac rozbawiona.-Odpocznij wreszcie troszke...-poklepuje miejsce obok siebie.Zakladam kosmyk wlosow za ucho i wymuje telefon z kieszeni spodni.
-Mam sms'a od Michael'a...-mowie zamyslona otwierajac wiadomosc.Bieber podnosi sie od razu na lokciach i patrzy badawczo.-Musimy pogadac...-czytam tresc i wzruszam ramionami.-Jakos nie chce sie z nim widziec-ukrece glowa i znow wkladam uzadzenie do spodni.Na czworaka wchodze na lozko i klade sie obok JB.
-Zerwiesz z nim?-pyta patrzac w sufit.
-To raczej oczywiste.-rozciagam sie jednak w jednym momencie znow lapie sie za zebra.
-Bardzo boli?-nachyla sie nade mna.Skinam tylko glowa i kule sie obejmujac kolana rekoma.-Biedactwo moje....-obejmuje mnie ramieniem przyciagajac blizej siebie.W ten sposob moja glowa londuje na jego obojczyku.
-Czekaj.Czekaj...Twoje?-podnosze pytajaco brew.
-Sory.-widze zaklopotanie w jego oczach co mnie rozbawia.Znow klade sie na jego torsie i obejmuje lekko.Przez dluzszy czas lezymy w ciszy.Ale to nie jest jedna z tych krepujacych sytuacji gdzie nie wiesz co powiedziec.Nie! Teraz jest inaczej...Tak spokojnie.
-Moglabym sie wykapac?-pytam niesmialo.-Jest juz pozno a ja padam z nog.
-Oh...Oczywiscie.-wstajemy powoli z dziwnymi usmiechami.Zerkam na zegarek stojacy na szafce nocnej i moim oczom ukazuje sie godzina 00.38...No ladnie...Bieber idzie do garderoby po jakies ciuchy dla mnie.Wraca z duza koszulka i recznikiem.-Sluchaj...Moglbys przyniesc moja torbe z samochodu? Mam tam bielizne.-dodaje niesmialo.Cholera! Co sie ze mna dzieje? Przeciez ja zawsze jestem odwazna.
-Pew...Czekaj...-spoglada na mnie pytajaco.-Ty nosisz bielizne w torebce?-marszczy zabwnie brwi.
-Nie czepiaj sie szczegolow.-wytykam mu jezyk.-Czesto przez prace musze nocowac po za domem.-wzruszam obojetnie ramionami.Mimo wszystko on nadal stoi wpatrujac sie we mnie.-Pojdziesz mi po ta torbe?
-Jasne.-usmiecha sie szeroko.Gdy wychodzi z pomieszczenia od razu zucam sie do lazienki.Zamykam drzwi na klucz i rozbieram do naga.To co widze w lustrze mnie przeraza.Na zebrach mam az fioletowo czerwone plamy tak samo jak na brzuchu.Moj biust jest caly pogryziony,podrapany i poraniony.Plecy tez wygladaja strasznie.Sa cale fioletowe.Moje nadgarski maja lekkie zaczerwienienia a policzek jest rozowo fioletowy.Jak ja sie pokaze ludziom?! Matko...Nie chcac wiecej ogladac swojego ciala wchodze pod prysznic.Zimna woda zawsze mnie uspokajala jednak tym razem tak nie jest.Lekkie zaskoczenie ale za chwile przypominam sobie pocalunek z Justin'em i jestem szczesliwa.Dotykam ust i na mojej twarzy maluje sie lekki usmiech.-Cher?!-slysze glos chlopaka.
-Tak?
-Gdzie zostawic ci ta torbe?
-Poloz ja przy drzwiach!-usmiecham sie.Boze! Co sie ze mna do cholery dzieje?! To jest nie mozliwe zebym sie w nim zakochala...Nie mozliwe,prawda? No blagam...To nie jest realne.Fakt,jest wspanialym przyjacielem.Super sie przy nim czuje.Swietnie sie dogadujemy i te wszystkie inne pierdoly ale to nie moze byc milosc! Nieeeee...A moze jednak? Nie,nie... Wyskakuje szybko owijajac sie duzym,miekkim, bialym recznikiem i otwieram drzwi do pokoju.Na lozku lezy chlopak w samych spodniach dresowych i bawi sie komorka.Widze ze ma jeszcze lekko mokre wlosy co daje mi do zrozumienia ze zdazyl sie juz wykapac.Az tak dlugo siedzialam pod prysznicem??Dziwne...Ale mozliwe.Staje opierajac sie o framuge drzwi.Od razu podnosi sie do pozycji siedzacej.
-Ladnie wygladasz w tym reczniku.-przygryza warge.
-Tak...Tak...Jasne.-macham obojetnie reka.Schylam sie lekko by wziac lezaca na ziemi torbe.
-Naprawde do twarzy ci w nim!-krzyczy gdy zamykam drzwi.
-Siedz cicho,Bieber...-marudze krecac glowa.
-Tez cie lubie,Lloyd!-smieje sie a ja zrzucam z siebie recznik.Szybko zazucam na siebie duza zielona koszulke i na tylek naciagam koronkowe,czarne bokserki.Wlosy wycieram tylko recznikiem i pozostawiem je w lekkim nieladzie.Wrecam do pokoju i krece rozbawiona glowa.Bluzka siega mi lekko za tylek.
-Myslalam ze twoja koszulka bedzie duzo za duza na mnie.-smieje sie lekko kladac sie na lozku.
-Pewnie tak jest...Ten oto ciuszek jest z przed paru lat.-pokazuje reka na zielony material.Probuje sie przekrecic w jego strone jednak moje obolale zebra znow daja o sobie znac.-Chodz ze mna na chwile na dol.-podaje mi dlon gdy juz stoi na rownych nogach.Z jego pomoca schodze z lozka.-Trzeba to czyms posmarowac.-stwierdza gdy idziemy po schodach.Przygladam sie jego miesnia i przyznaje ze naprawde jest niezle zbudowany.Jak dla mnie idealnie...Nie lubie napakowanych za bardzo chlopakow.Cher! Co ty pierdzielisz!? Karce sie w myslach i szybko odwracam wzrok. Ja naprawde juz nie wiem co mi jest...To jest chore!
__________________________________________________
Spieprzylam...Znowu :c <beczy> Nie daje juz rady... Ostatnio nawet zastanawialam sie nad zawieszeniem blogow...Eh...
Uprzedzam ze w tym tygodniu nie bede dodawac czesto rozdzialow bo codziennie mam jakies egzaminy -.-" Ja pier...dziele normalnie!
Jest sprawa...Mianowicie...Dzieczyny co wam odwalilo z tym fandomem?! Serio? Moj fandom?? Ja na to nie zasluguje...<krece teraz glowa> Naprawde na to nie zasluguje....
Cholernie mi milo ze takie cos zostalo powiedziane ale ja nie wiem co wam powiedziec... Uwazam ze po prostu jestem fatalna pisarka i nie jestem godna tego...Przepraszam was...Jestescie MEGA kochane ale ja naprawde nie jestem dobra...
Kocham was!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3 <3 <3
-Patrys