Przez ostatnie piec tygodni bylam ciagle zabiegana.Jak nie proby z tancerzami Justina to trenowanie glosu piosenkarza.Przyznaje ze nawet udaje nam sie dogadac.Ciagle sobie dokuczamy ale jest naprawde ok.Pracuje mi sie z nimi naprawde swietnie.
-Maaalaaaa...-czuje jak ktos laskocze mnie po brzuchu szepczac do ucha czule slowka.
-Mhhh...-przeciagam sie zaciskajac powieki a pozniej je otwiaram i widze mojeg chlopaka.
-Wiesz ktora godzina?-pyta rozbawiony a ja przecieram oczy zaprzeczajac glowa.-13.38.-mowi na pol smiechu a ja szeroko otwieram oczy.
-Ze co?
-No ale nie dziw sie jak wrocilismy o szostej do domu po tej kolacji.-usmiecha sie wstajac z lozka.
-Ugh...-zakrywam twarz poduszka.-To byl twoj pomysl zeby isc z twoimi koleszkami najpierw cos zjesc a pozniej do klubu.-jecze podnoszac sie do pozycji siedzacej.-I po co mnie obudziles?
-Bo kochanie jesli chcesz isc na ta gale to za jakies 20 minut bedzie fryzjerka.
-Cholera.-zrywam sie z lozka i szybko biegne do lazienki.Znow kompletnie zapomnialam o zaproszeniu przez Miley Cyrus z ktora kiedys pracowalam.-Podaj mi jakies ciuchy!-krzycze rozgladajac sie po lazience i mysle od czego zaczac.
-Masz.-podaje mi ubrania usmiechajac sie szeroko.
-Dziekuje.-caluje go przelotnie w policzek i szybko myje zeby.Przebieram sie i wybiegam do pokoju.Wow! 7 minut a ja jestem gotowa.Nieeezle.Szczerze sie i schodze do kuchni.-Idziesz ze mna na ta gale?-pytam siegajac po kubek z kawa przygotowana przez Michaela.
-Nie sadze zebym mial zaproszenie...-kreci glowa.
-No to pojdziesz ze mna jako osoba towarzyszonca.-usmiecham sie szeroko podpierajac na jednej rece.
-Osoba towarzyszaca osoby twarzyszacej?-unosi rozesmiany brwi.-To chyba raczej nie wypali...
-Ah...-przygryzam warge i w tym momencie dzowni moj telefon.Szybko wyciagam uzadzenie i spogladam na wyswietlacz.Ukazuje mi sie zdjecie i mimowolnie chichocze.Od razu przypomina mi sie jak siedzielismy z tancerzami chlopaka na sali do pierwszej w nocy i przez 3 godziny nie robilismy nic po za wyglupianiem sie.-Tak slucham?-usmiecham sie szerzej.
-No heeej.-slysze naturalnie lekko zachrypniety glos Justina.
-W jakiej sprawie do mnie dzownisz?
-A to juz nie moge zadzonic do mojej pani nauczyciel?
-Hahaha mow Justin od razu o co ci chodzi?-smieje sie krecac glowa.On jest niemozliwy.
-No dooobra...-mowi nie zadowolony ze go przejrzalam.-Slyszalem ze bedziesz na dzisiejszej gali.
-Noo nie wiem jak to slyszales bo tak glosno nie krzyczalam.-smieje sie a on mi wtoruje.
-Hahaha widocznie mam swietny sluch.
-Nie wiadpie.-Michael caly czas mi sie uwaznie przyglada a ja nie moge przestac sie usmiechac.
-Wiec z kim idziesz? Z tym swoim chlopakiem od siedmiu bolesci?-juz to widze jak wlasnie wywraca oczami.
-Tez go nie lubisz?-od razu przypomina mi sie jak Chris mowil to samo.I szczerze to nadal nie dogaduja sie z Tyga.
-No sory jakos mi nie pasuje.
-Nie wazne...-mrucze.-Ide z Miley.
-Z ta Miley?
-No tak.-usmiecham sie szerzej.
-To swietnie! Mamy miejsca obok siebie.
-Ugh...Nawet na gali mam siedziec obok ciebie? Jak ja to zniose?-wzdycham udajac.
-Oh jakas ty biedna do prawdy.-smieje sie.-To ja zalatwie te miejsca.
-Co?-marszcze brwi.-Czyli jeszcze nie jest ustalone?
-No jest ale poprosze o zmiane.-czuje jak sie szczerzy.-Nie chce siedziec obok Gomez i tej jej przyjacioleczki Swift.
-A wlasnie! Musisz mi opowiedziec co sie stalo.-stwierdzam surowo.-Nie wymigasz sie.
-No dobra dobra...-smieje sie.-To do zobaczenia pani jedzo.
-Taaa do zobaczenia leniu.-smieje sie a pozniej rozlaczam rozmowe.
-Z kim rak rozmawialas?-w tonie Michaela slychac zlosc a ja automatycznie przestaje sie usmiechac.
-Nie twoja sprawa.-mowie powaznie i chce wejsc na schody kiedy chlopak lapie mnie za reke i szarpie tak zebym sie odwrocila.
-Wlasnie ze moja.Zadej chuj nie bedzie cie bajerowal.-syknal a ja wyrwalam od razu reke.
-Panuj nad soba.-w tym momencie slyszymy dzwonek do drzwi.Cale szczescie...Mowiac powaznie od jakiegos czasu Michael stal sie bardzo zazdrosny i czasami bywa agresywny jednak reki na mnie nie podniosl.Po prostu czesto krzyczy lub w klutni cos rozwali.Zaczelam sie go lekko bac no ale przeciez nikomu tego nie powiem.Szybko go wymijam i zbiegam otworzyc.W drzwiach widze moja ulubiona fryzjerke,Olivie i makijazystke,Sare.-Hej laski.-smieje sie przytulajac je obie.Witaja sie za mna a pozniej od razu przechodzimy do salonu.Po dwoch godzinach jestem juz w pelni gotowa.Czuje sie idealnie.Chce isc do pokoju pokazac sie Michael'owi ale wiem doskonale ze w ogole go to nie obchodzi.Przegladam sie w lustrze i patrze na swoj stroj.Tak,jestem juz ubrana w ciuchy na gale.Miley ma po mnie przyjechac za jakies 5 minut a ja sie stresuje jakby to byla moja pierwsza gala.Tak na prawde nie jest.Czesto pojawiam sie na czerwonym dywanie i roznych uroczystosciach.Czasami jestem zapraszana przez gwiazdy jako osoba towarzyszaca a czasami po prostu jestem nominowana w swojej dziedzinie.
-Wygladasz slicznie,kochanie.-slysze glos Olivi.
-Dziekuje.-usmiecham sie smutno.Dziewczyny wiedza ze poklocilam sie lekko z swoim chlopakiem poniewaz im o tym opowiedzialam,musialam sie wygadac.W tamtej chwili slyszymy dzwonek do drzwi.
-No juz.-usmiecha sie Sara.-Lec.-skina glowa na drzwi skladajac swoje kosmetyki.
-Jeszcze raz wam dziekuje.-caluje je w policzki i sciskam mocno.-Papa...-zegnaja sie ze mna a pozniej otwieram drzwi w ktorych stoi ochroniaz Cyrus,Louis.Witam sie z mezczyzna a pozniej wsiadam do limuzyny.-Miley.-sciskam kolezanke a ona oddaje gest.
-Ale ja sie za toba stesknilam.-mowi usmiechajac sie szeroko.
-Mow co u ciebie?-pytam siadajac wygodnie kiedy juz ruszamy.
-Ah...-w tym momencie smutnieje.-Zerwalismy z Liam'em.-szepcze.
-O Boze.-przykladam dlon do ust.Jestem naprawde zszokowana bo zawsze uwazalam ich za idealna pare.
-Coz...Nie rozmawiajmy dzis o tym.-usmiecha sie wzdychajac.-Podobno Justin zmienil miejsca zeby siedziec obok ciebie.-spoglada na mnie z lobuzerskim usmiechem.Cala Miley,zawsze jakies podteksty.
-Ej! Nic miedzy nami nie ma! Po prostu razem pracujemy.
-To wiem...-szczerzy sie jeszcze bardziej.-No ale musisz przyznac ze jest przystojny.
-Ja mam chlopaka.-spogladam powaznie a ona wywraca oczami.
-Tak ale to nie znaczy iz musisz widziec tylko jego,tak?
-To oznacza ze tylko on sie liczy.
-Ugh...Ty i te twoje zasady.-wzdycha.
-Jestesmy na miejscu.-slyszymy szofera i w tamtym momencie otwieraja sie drzwi.Wychodzimy na czerwony dywan usmiechajac sie szeroko.Dopiero wtedy przygladam sie jak wyglada moja kolezanka. Przyznaje ze naprawde slicznie.
-Boska sukienka.-usmiecham sie do niej szczerze.
-Ty i tak wygladasz lepiej.-pokazuje na mnie reka a ja spogladam po sobie.Nie sadze zebym wygladala oszalamiajaco ale jest naprawde fajnie.
-Oj nie przesadzaj...-wywracam oczami i wyciagam jak dalej na dywan.Pozujemy razem oraz osobno dobrze sie bawiac.W pewnym momencie widze niedaleko pozujacego Justina. Spoglada w moja strone a ja sie usmiecham delikatnie.Chlopak od razu kreci lekko glowa rowniez sie usmiechajac i zmierza w nasza strone.Cyrus nie zauwazyla calej akcji i moje w tym szczescie poniewaz pozniej by tylko mi trula glowe.Bieber podchodzi do mnie szeroko sie usmiechajac.
-Witam piekna pania.-obejmuje mnie w talii i na powitanie calujemy sie w policzki.
-Witam pana klamce.-chichocze patrzac mu w oczy.
-Nie jestem klamaca.-mowi obuzony.
-A ja piekna.-puszczam mu oczko kladac dlon na jego raminiu i odwracam sie znow przodem do fotografow.Chlopak rowniez sie odwraca i oboje pozujemy slyszac maaase pytan na ktore jednak nie odpowiadamy.Bieber co chwile zerka na mnie usmiechajac sie slodko a ja to jednak olewam.-Ide do Miley.-skinam glowa na dziewczyne ktora aktualnie udziea jakiegos krotkiego wywiadu.
-Do zobaczenia pozniej.-muska moj policzek puszczajac mnie z objecia.Usmiecham sie lekko i odchodze.Gdy machajac do fotofrafow ide do kolezanki zaczepia mnie jakas pani z mikrofonem.
-Czesc jestem Shila Stone z kanalu E!.Udzielabys nam odpowiedzi na pare pytan?-usmiecha sie naprawde cieplo.
-Pewnie czemu nie.-wzruszam ramionami.Strasznie lubie udzielac odpowiedzi na pytania i pozowac do zdjec.
-Wiec ostatnio pracujesz z samym Justinem Bieberem,parwda?
-Owszem...-skinam glowa.
-Jak ci sie z nim pracuje?
-Bardzo dobrze.Przyznaje ze to naprawde pracowita osoba a jego tancerze sa wysmienici.-szczerze sie.
-Laczy was cos wiecej niz tylko praca?
-Slucham?-pytam rozbawiona.-Nieee...-krece szybko glowa.-Dobre sie dogadujemy i kumplujemy.- wzruszam ramionami.
-Do prawdy?-kobieta unosi brwi.
-Sugeruje cos pani?-pytam rozbawiona.
-Po tym pozowaniu mozna by powiedziec ze miedzy wami iskrzy.
-Ehm...-marszcze brwi.-Jestesmy dobrymi znajomymi,to wszystko.Znamy sie tylko 5 tygodni.To naprawde nie duzo.
-Rozumiem.Zmieniajac temat...Jak ci sie uklada z twoim chlopakiem?
-Z Michael'em jest naprawde swietnie.-posylam lekko wymuszony usmiech.
-W takim razie zyczymy milego wieczoru.
-Wzajemnie.-macham to kamery i zegnam sie z kobieta.Podchodze do Miley i biorac ja pod reke ciagne do sali gdzie odbywala sie gala.-To byl najdziwniejszy wywiad jaki mialam...-jecze nie zadowolona.-Bylo tak sztywno i jakos hmmmm jakos tak ugh...-wywracam oczami.-Od tej kobiety bije jakies sztuczne dobro.
-Haha...Nie chodzi o kobiete tylko o jej pytania.-kreci glowa.-Przyznaj ze nie lubisz mowic o Bieberze.
-Miley! Ty tez przeciwko mnie?!-smieje sie calkowicie rozbawiona a dziewczyna wytyka mi jezyk i ciagnie ku naszym miejscom.
_____________________________________________
Powoli,powoli beda sie rozkrecac.Obiecuje. Po prostu teraz musze zrobic wprowadzenie a pozniej obiecuje ze bedzie "BUM" :D xD odwala mi wiem wiem :P
Chce wam zyczyc milego rozpoczecia szkoly!! ^^ Jutro prawda? Ja ide dopiero 11-ego ehhhhhhhhh ale mam lekcje do skonczenia :/ Kto chce pomoc? xD Nie no zarutje.Jeszcze raz wam zycze aby ten rok rozpoczal sie milo i naprawde fajnie :D
Komentujcie bo to pomoze mi sie zmobilizowac do pisania :D
Kocham Was!
-Patrys
niedziela, 1 września 2013
czwartek, 29 sierpnia 2013
Rozdzial 4
-Przyjedz po mnie o...Hmm...Wysle ci sms,ok?-usmiecham sie otwierajac drzwi od auta.
-Dobrze,ksiazniczko.-skrada mi jeszcze jeden calus a pozniej juz wyskakuje z samochodu.Slysze jak z piskiem opon moj ukochany odjezdza z parkingu.Wchodze do budynku i witam sie skinieniem glowy z sekretarka.
-Dzien dobry panienko Lloyd.-usmiecha sie do mnie kobieta moze po 40-stce.-Pietro 3 pokoj 154.
-Dzisiaj 154?-pytam zdziwiona.Sadzilam ze Scooter zawsze lubil robic interesy w tym samym pokoju.
-Zyczenie pana Brauna.
-Dziwne...-marszcze brwi.-Nie wazne.-usmiecham sie spogladajac w jej oczy.-Wszyscy juz sa?
-Owszem.Czekaja na panienke.
-Dziekuje!-lekko krzycze odchodzac.
-Slicznie dzis panienka wyglada!-slysze gdy wchodze juz do windy.
-Oh! Milo mi to slyszec!-macham kobiecie przesylajac buziaka w powietrzu.Od zawsze uwielbialam pania Layle.Gdy dojezdzam na trzecie pietro usmiecham sie biorac gleboki wdech.Wychodze z firmowym usmiechem sciskajac mocno raczke od torebki.Szczerze to nie wiem czego sie spodziewac po Bieberze.Pukam do odpowiedniego pokoju i z wielkim usmiechem wchodze do srodka.
-Siemka Cher.-wita sie moj przyjaciel.
-Dzien dobry.-machamm wszystkim rekom.Rozgladam sie po sali i zauwazam chlopaka z ktorym siedzialam ostatnio na dachu.-Alfredo!-wykrzykuje entuzjastycznie kladac torbe na fotelu i robiac cwaniacka mine podchodze sie przytulic.
-No hej mala.-objejmuje mnie smiejac sie lekko.Gdy sie odrywam,odwracam sie i spogladam w strone Justina.Jego mina jest bezcenna.Mam ochote wybuchnac smiechem ale tego nie robie.
-Przechodzimy do interesow.-mowie powaznie.-Chce juz to wreszcie miec za soba.-patrze znaczaco na Scoota.
-Oczywiscie.
-Jeszcze tylko chwilka.-wtraca sie Pattie a my oboje patrzymy na nia wyczekujaco.-Slicznie wygladasz.Tak promienujaco.-stwierdza szczerzac sie a ja chichocze.
-Dziekuje ale to nie moja zasluga.-wzruszam ramionami wyjmujac tableta i telefon na stol.
-A ktoz to taki?
-Ah...-wzdycham.-Oj nie wazne.-chichcze.
-Chlopak?-pyta zaciekawiony Alfredo.
-Mooooooze.-usmiecham sie szeroko i siadam przy stole.-Koniec o mnie.Jestesmy tu w innej sprawie.
-W takim razie...-wzdycha Scooter.-Justin.Wiesz kim jest Cher?-spoglada na chlopaka siedzacego przed nim.
-Cos tam slyszalem...-usmiecha sie szeroko w strone swojego menagera a mnie szlag trafie.Jak mozna byc takim dupkiem?
-Justin!
-No spokojnie...-dziewietnastolatek wywraca oczami.-Zartuje tylko.Czytalem na jej temat.
-Bardzo dobrze...Wiec wiesz czym sie zajmuje?
-Tak.Jest trenerka spiewu i choreografka a takze czasami tancerka gdy zostanie o to poproszona przez gwiazde.
-Mhmmm...-Braun przeglada papiery caly czas sluchajac chlopaka.-Wiesz z jakimi gwiazdami pracowala?
-Em...Duzo ich bylo.-marszczy brwi.-Nie pamietam wszystkich.
-Nie wazne...Ale wiesz przynajmniej na jaka skale jest ona slawna?
-Jest najlepsza w swoim fachu.-wzrusza ramionami.-Zdaniem ludzi ktorzy z nia pracowali.Otrzymala naprawde wiele nagrod...Jenyyyy mam dalej tak gadac?-jeczy a ja chichicze.
-Nie.Wystarczy.-krece glowa patrzac w tableta.-Ostatnio troche ciezko z twoim glosem.-zauwazam ogladajac jeden z jego koncertow.
-Po mutacji nie moge go ogarnac...-mruczy pod nosem.
-Spiewasz na koncertach na zywo,prawda?
-Tak.
-Zawsze?
-Oczywiscie.
-Co do tanca...Nie mam zastrzezen jednak ciagle te same uklady.-marszcze nos co rozbawia Biebera.-Co?-podnosze na niego wzrok i napotykam jego spojrzenie.
-Nic nic.Mow dalej.-zakrywa usta odwracajac spojrzenie na Scootera.
-Wiec...Te uklady sie powoli nudza.-krece glowa.-Trzeba wymyslec cos nowego.-odkladam uzadzenie na bok i splatam dlonie kladac je na stole.-Twoi tancerze?
-Co z nimi? Nie zmienie ich za nic.-warczy co mnie rozbawia.
-Nie chodzi mi o zmienienie ich.-wywracam oczami.-Sa naprawde swietni.Jednak zastanawia mnie fakt czy nigdy nie marudzili ze wciaz tanczycie to samo.
-Moze kiedys cos tam wspominali.-stwierdza w zamysleniu.
-Mh...-wyciagam do Scootera reke proszac o dokumenty.-Praca ze mna odpowiadalaby ci?-spogladam jednym okiem na Biebera.
-Skoro musze...
-Sluchaj.-opieram sie na lokciach.-Nic nie musisz.Jesli nie chcesz mojej pomocy to nie.-wzruszam ramionami.-Jednak zwroc uwage na wypowiedzi fanow.-podaje mu tableta z wlaczonymi komentarzami do jednego z filmikow ktory ogladalam.-Pisza ze cie kochaja,widza ze dorastasz i sie zmieniasz ale nie zmieniasz tak jakby scenicznego stylu...Maja dosc juz tego samego.
-To chamskie!-podnosi sie gwaltownie.
-Prawda jest chamska?-pytam rozbawiona.
-Ty jestes chamska.-syczy mi w twarz a ja wzruszam ramionami.
-Bardzo mozliwe.Jednak stwierdzam fakt ze rutyna jest do dupy.
-Justin...-wcina sie Scoot.-Ona ma troche racji.Zadko zmieniamy choreografie.Powinnismy sprobowac czegos innego.-dyskutuja chwile a ja w tym czasie przegladam umowe.Szczerze to mi sie podobaja warunki oraz wynagrodzenie.Nie mam zadnych zastrzerzen.
-Wiec jak?-odkladam papiery na stol.
-Dobra.-skina glowa lekko wkurzony Justin.
-A ty?-moj przyjaciel spoglada na mnie pytajaco.
-Ja,jak to ja.-wzruszam ramionami.-To moja praca.-wyciagam z torebki swoj dlugopis i skladam podpis w wskazanym miejscu.Usmiecham sie podajac kartki Bieber'owi a ten nie pewnie patrzy w dokumenty.
-A moze jednak to nie jest konieczne?-patrzy na Scootera.
-Justin....-Pattie kladzie mu reke na ramieniu.-Dobrze ci zrobi gdy troszke zmienisz style.
-No dobra....-jeczy podpisujac.
-W takim razie chcialabym poznac twoich tancerzy.-usmiecham sie biorac do reki torbe a w droga tableta i telefon.-Jesli to jest mozliwe.
-Pewnie.Sa w sali treningowej.-usmiecha sie Alfredo.
-Heh...To twoi tancerze?-chichocze wytykajac mu jezyk.
-Chodz zaprowadze cie.-skina do mnie Justin pokazujac drzwi.We trojke razem z przyjacielem piosenkarza wychodzimy z pokoju zegnajac sie z Pattie i Scooter'em.Jedziemy chwile winda na piate pietro i w ciszy kierujemy sie do wlasciwej sali.-Siema!-krzyczy Justin otwierajac drzwi.Wszyscy entuzjastycznie mu odpowiadaja i podchodza blizej.-Sluchajcie...Jak juz wam mowilem bedziemy mieli nowego choreografa.-skina na mnie glowa.
-O Boze to Cher Lloyd!-krzyczy jakas dziewczyna.
-Wooow...-jakis chlopak az otworzyl buzie z wrazenia.
-To zaszczyt.-klania sie jakis inny a ja wybucham smiechem.
-Spokojnie...-krece glowa.-To tylko ja.-wzruszam ramionami.-Chcialam wam sie oficjalnie przedstawic.Wiec jak wiecie jestem Cher i bedziemy teraz razem pracowac.Od razu mowie ze nie bedzie lekko.Mam nadzieje ze wam sie spodoba to co razem wymyslimy.-usmiecham sie szeroko.-Wiec...Jestescie gotowi?!-krzycze zadowolona.
-Yeahhhh!!!-wszycy rowno podskakuja do gory a pozniej zaczynaja tanczyc.Ja oczywiscie razem z nimi smiejac sie glosno bujam sie w rytm muzyki.
-Z Justinem ustalimy pierwszy trening i da wam znac.-mrugam do nich okiem spogladajac na piosenkarza.-Teraz musze juz zmykac.-macham im na pozegnanie i slyszac krzyki w odpowiedzi wychodze z pomieszczenia.
-Czekaj!Odporwadzimy cie.-zaraz za mna wybiega Justin z Alfredo z jakimis dwoma chlopakami.
-Skoro chcecie.-wzruszam ramionami.W windzie wysylam szybko sms do Michaela ze zaraz wyjde.Po sekundzie dostaje wiadomosc z odpowiedza ze juz czeka przed wejsciem.Gdy winda staje wszyscy podazamy do drzwi.Zegnam sie z sekretarka i wychodze.-No to paaa!-usmiecham sie szeroko do chlopakow jednak ci sa bardziej zapatrzeni w chlopaka opartego o Jeep'a w ktorego kierunku zmierzam.
-To Tyga...-jeczy Justin.
-Wooow...-slysze zaskoczenie Alfredo.Usmiecham sie pod nosem odwracajac lekko glowe w ich strone.Widze iz kazdy z nich ma szeroko otwarte oczy i buzie co mnie rozsmiesza.Podbiegam do mojego chlopaka i namietnie go caluje.On obejmuje mnie w talii i podnosi do gory tak ze obejmuje go w pasie nogami.
-Oni sie caly czas gapia...-mruczy mi do ucza a ja zeskakuje z jego rak.
-Jedzmy juz.-wzdycham wsiadajac.
_____________________________________________________
Ten jest troche nudnawy ale spokojnie tak musi byc abym mogla was pozniej zaskoczyc.Obiecuje ze nastepne rozdzialy beda juz ciekawsze ;) Hihihi mam juz nawet pare pomyslow ale kto wie co to bedzie.Wiecie jak to ze mna jest :p Najpierw cos planuje a pozniej wychodzi i tak inaczej i tak :D
Kocham was!!
-Patrys
-Dobrze,ksiazniczko.-skrada mi jeszcze jeden calus a pozniej juz wyskakuje z samochodu.Slysze jak z piskiem opon moj ukochany odjezdza z parkingu.Wchodze do budynku i witam sie skinieniem glowy z sekretarka.
-Dzien dobry panienko Lloyd.-usmiecha sie do mnie kobieta moze po 40-stce.-Pietro 3 pokoj 154.
-Dzisiaj 154?-pytam zdziwiona.Sadzilam ze Scooter zawsze lubil robic interesy w tym samym pokoju.
-Zyczenie pana Brauna.
-Dziwne...-marszcze brwi.-Nie wazne.-usmiecham sie spogladajac w jej oczy.-Wszyscy juz sa?
-Owszem.Czekaja na panienke.
-Dziekuje!-lekko krzycze odchodzac.
-Slicznie dzis panienka wyglada!-slysze gdy wchodze juz do windy.
-Oh! Milo mi to slyszec!-macham kobiecie przesylajac buziaka w powietrzu.Od zawsze uwielbialam pania Layle.Gdy dojezdzam na trzecie pietro usmiecham sie biorac gleboki wdech.Wychodze z firmowym usmiechem sciskajac mocno raczke od torebki.Szczerze to nie wiem czego sie spodziewac po Bieberze.Pukam do odpowiedniego pokoju i z wielkim usmiechem wchodze do srodka.
-Siemka Cher.-wita sie moj przyjaciel.
-Dzien dobry.-machamm wszystkim rekom.Rozgladam sie po sali i zauwazam chlopaka z ktorym siedzialam ostatnio na dachu.-Alfredo!-wykrzykuje entuzjastycznie kladac torbe na fotelu i robiac cwaniacka mine podchodze sie przytulic.
-No hej mala.-objejmuje mnie smiejac sie lekko.Gdy sie odrywam,odwracam sie i spogladam w strone Justina.Jego mina jest bezcenna.Mam ochote wybuchnac smiechem ale tego nie robie.
-Przechodzimy do interesow.-mowie powaznie.-Chce juz to wreszcie miec za soba.-patrze znaczaco na Scoota.
-Oczywiscie.
-Jeszcze tylko chwilka.-wtraca sie Pattie a my oboje patrzymy na nia wyczekujaco.-Slicznie wygladasz.Tak promienujaco.-stwierdza szczerzac sie a ja chichocze.
-Dziekuje ale to nie moja zasluga.-wzruszam ramionami wyjmujac tableta i telefon na stol.
-A ktoz to taki?
-Ah...-wzdycham.-Oj nie wazne.-chichcze.
-Chlopak?-pyta zaciekawiony Alfredo.
-Mooooooze.-usmiecham sie szeroko i siadam przy stole.-Koniec o mnie.Jestesmy tu w innej sprawie.
-W takim razie...-wzdycha Scooter.-Justin.Wiesz kim jest Cher?-spoglada na chlopaka siedzacego przed nim.
-Cos tam slyszalem...-usmiecha sie szeroko w strone swojego menagera a mnie szlag trafie.Jak mozna byc takim dupkiem?
-Justin!
-No spokojnie...-dziewietnastolatek wywraca oczami.-Zartuje tylko.Czytalem na jej temat.
-Bardzo dobrze...Wiec wiesz czym sie zajmuje?
-Tak.Jest trenerka spiewu i choreografka a takze czasami tancerka gdy zostanie o to poproszona przez gwiazde.
-Mhmmm...-Braun przeglada papiery caly czas sluchajac chlopaka.-Wiesz z jakimi gwiazdami pracowala?
-Em...Duzo ich bylo.-marszczy brwi.-Nie pamietam wszystkich.
-Nie wazne...Ale wiesz przynajmniej na jaka skale jest ona slawna?
-Jest najlepsza w swoim fachu.-wzrusza ramionami.-Zdaniem ludzi ktorzy z nia pracowali.Otrzymala naprawde wiele nagrod...Jenyyyy mam dalej tak gadac?-jeczy a ja chichicze.
-Nie.Wystarczy.-krece glowa patrzac w tableta.-Ostatnio troche ciezko z twoim glosem.-zauwazam ogladajac jeden z jego koncertow.
-Po mutacji nie moge go ogarnac...-mruczy pod nosem.
-Spiewasz na koncertach na zywo,prawda?
-Tak.
-Zawsze?
-Oczywiscie.
-Co do tanca...Nie mam zastrzezen jednak ciagle te same uklady.-marszcze nos co rozbawia Biebera.-Co?-podnosze na niego wzrok i napotykam jego spojrzenie.
-Nic nic.Mow dalej.-zakrywa usta odwracajac spojrzenie na Scootera.
-Wiec...Te uklady sie powoli nudza.-krece glowa.-Trzeba wymyslec cos nowego.-odkladam uzadzenie na bok i splatam dlonie kladac je na stole.-Twoi tancerze?
-Co z nimi? Nie zmienie ich za nic.-warczy co mnie rozbawia.
-Nie chodzi mi o zmienienie ich.-wywracam oczami.-Sa naprawde swietni.Jednak zastanawia mnie fakt czy nigdy nie marudzili ze wciaz tanczycie to samo.
-Moze kiedys cos tam wspominali.-stwierdza w zamysleniu.
-Mh...-wyciagam do Scootera reke proszac o dokumenty.-Praca ze mna odpowiadalaby ci?-spogladam jednym okiem na Biebera.
-Skoro musze...
-Sluchaj.-opieram sie na lokciach.-Nic nie musisz.Jesli nie chcesz mojej pomocy to nie.-wzruszam ramionami.-Jednak zwroc uwage na wypowiedzi fanow.-podaje mu tableta z wlaczonymi komentarzami do jednego z filmikow ktory ogladalam.-Pisza ze cie kochaja,widza ze dorastasz i sie zmieniasz ale nie zmieniasz tak jakby scenicznego stylu...Maja dosc juz tego samego.
-To chamskie!-podnosi sie gwaltownie.
-Prawda jest chamska?-pytam rozbawiona.
-Ty jestes chamska.-syczy mi w twarz a ja wzruszam ramionami.
-Bardzo mozliwe.Jednak stwierdzam fakt ze rutyna jest do dupy.
-Justin...-wcina sie Scoot.-Ona ma troche racji.Zadko zmieniamy choreografie.Powinnismy sprobowac czegos innego.-dyskutuja chwile a ja w tym czasie przegladam umowe.Szczerze to mi sie podobaja warunki oraz wynagrodzenie.Nie mam zadnych zastrzerzen.
-Wiec jak?-odkladam papiery na stol.
-Dobra.-skina glowa lekko wkurzony Justin.
-A ty?-moj przyjaciel spoglada na mnie pytajaco.
-Ja,jak to ja.-wzruszam ramionami.-To moja praca.-wyciagam z torebki swoj dlugopis i skladam podpis w wskazanym miejscu.Usmiecham sie podajac kartki Bieber'owi a ten nie pewnie patrzy w dokumenty.
-A moze jednak to nie jest konieczne?-patrzy na Scootera.
-Justin....-Pattie kladzie mu reke na ramieniu.-Dobrze ci zrobi gdy troszke zmienisz style.
-No dobra....-jeczy podpisujac.
-W takim razie chcialabym poznac twoich tancerzy.-usmiecham sie biorac do reki torbe a w droga tableta i telefon.-Jesli to jest mozliwe.
-Pewnie.Sa w sali treningowej.-usmiecha sie Alfredo.
-Heh...To twoi tancerze?-chichocze wytykajac mu jezyk.
-Chodz zaprowadze cie.-skina do mnie Justin pokazujac drzwi.We trojke razem z przyjacielem piosenkarza wychodzimy z pokoju zegnajac sie z Pattie i Scooter'em.Jedziemy chwile winda na piate pietro i w ciszy kierujemy sie do wlasciwej sali.-Siema!-krzyczy Justin otwierajac drzwi.Wszyscy entuzjastycznie mu odpowiadaja i podchodza blizej.-Sluchajcie...Jak juz wam mowilem bedziemy mieli nowego choreografa.-skina na mnie glowa.
-O Boze to Cher Lloyd!-krzyczy jakas dziewczyna.
-Wooow...-jakis chlopak az otworzyl buzie z wrazenia.
-To zaszczyt.-klania sie jakis inny a ja wybucham smiechem.
-Spokojnie...-krece glowa.-To tylko ja.-wzruszam ramionami.-Chcialam wam sie oficjalnie przedstawic.Wiec jak wiecie jestem Cher i bedziemy teraz razem pracowac.Od razu mowie ze nie bedzie lekko.Mam nadzieje ze wam sie spodoba to co razem wymyslimy.-usmiecham sie szeroko.-Wiec...Jestescie gotowi?!-krzycze zadowolona.
-Yeahhhh!!!-wszycy rowno podskakuja do gory a pozniej zaczynaja tanczyc.Ja oczywiscie razem z nimi smiejac sie glosno bujam sie w rytm muzyki.
-Z Justinem ustalimy pierwszy trening i da wam znac.-mrugam do nich okiem spogladajac na piosenkarza.-Teraz musze juz zmykac.-macham im na pozegnanie i slyszac krzyki w odpowiedzi wychodze z pomieszczenia.
-Czekaj!Odporwadzimy cie.-zaraz za mna wybiega Justin z Alfredo z jakimis dwoma chlopakami.
-Skoro chcecie.-wzruszam ramionami.W windzie wysylam szybko sms do Michaela ze zaraz wyjde.Po sekundzie dostaje wiadomosc z odpowiedza ze juz czeka przed wejsciem.Gdy winda staje wszyscy podazamy do drzwi.Zegnam sie z sekretarka i wychodze.-No to paaa!-usmiecham sie szeroko do chlopakow jednak ci sa bardziej zapatrzeni w chlopaka opartego o Jeep'a w ktorego kierunku zmierzam.
-To Tyga...-jeczy Justin.
-Wooow...-slysze zaskoczenie Alfredo.Usmiecham sie pod nosem odwracajac lekko glowe w ich strone.Widze iz kazdy z nich ma szeroko otwarte oczy i buzie co mnie rozsmiesza.Podbiegam do mojego chlopaka i namietnie go caluje.On obejmuje mnie w talii i podnosi do gory tak ze obejmuje go w pasie nogami.
-Oni sie caly czas gapia...-mruczy mi do ucza a ja zeskakuje z jego rak.
-Jedzmy juz.-wzdycham wsiadajac.
_____________________________________________________
Ten jest troche nudnawy ale spokojnie tak musi byc abym mogla was pozniej zaskoczyc.Obiecuje ze nastepne rozdzialy beda juz ciekawsze ;) Hihihi mam juz nawet pare pomyslow ale kto wie co to bedzie.Wiecie jak to ze mna jest :p Najpierw cos planuje a pozniej wychodzi i tak inaczej i tak :D
Kocham was!!
-Patrys
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Rozdzial 3
-Michael!!-krzycze szczesliwa i zucam sie na szyje mojemu chlopakowi.
-Moje slonce.-przytula mnie w talii podnoszac do gory a ja oplatam go w pasie nogami.-Tesknilem.-szepcze mi do ucha a ja mimowolonie sie usmiecham.
-Ja tez.-odsuwam lekko moja twarz i patrze w jego oczy.-To byly trzy naprawde ciezkie miesiace...-mowie smutno i spogladam na jego usta.Lapie go rekoma za policzki i namietnie caluje.Stevenson oddaje kazdy pocalunek.Nasze jezyki walcza o dominacje kiedy Chris oczywiscie musi przerwac chwile rozkoszy.
-Ehm...-odchrzakuje znaczaco a ja sie usmiecham i zeskakuje z rak chlopaka.-Siema.-mowi oschle do Micheala a ja spogladam na niego znaczaco.Moj przyjaciel wywraca tylko oczami.
-Yo...
-Chodzcie juz.-jecze ciagnac mojego chlopaka za reke.-Mam dosc tej napietej atmosfery.Michael usmiecha sie krecac glowa a Brown tylko wzdycha.W samochodzie jest naprawde niezreczna sytuacja a mnie to wkurza.-Chlopcy...Czy wy mozecie juz sie pogodzic??-marudze niezadowolona.
-Skoro Tyga wciaz ma do mnie jakies waty to przepraszam ale nie da rady.-stwierdza Chris wjezdzajac na podjazd.
-Ja mam do ciebie waty? Stary to ty sie wkurwiles o tamta sprawe...-mowi chlopak w ktorego jestem wtulona.
-Musicie powaznie pogadac.-mowie wychodzac z auta.Otwieram drzwi i zostawiajac je otwarte wchodze do domu.Slysze jak chlopacy o czyms dyskutuja i z nadzieja ze sie pogodza ide na gore, do siebie.Gdy wchodze do lazienki slysze dzwonek mojego telefonu.Z torebki siegam uzadzenie i nie patrzac na ekran odbieram.
-Tak slucham?
-Czesc Cher.-od razu rozpoznalam ten glos.To Scooter.
-No siema Scoot.
-Przepraszam za ta akcje dzisiaj.-slysze w jego glosie to cale zaklopotanie i mimowolnie sie usmiecham.-Justin po prostu nie moze zrozumiec ze czasami potrzebna mu pomoc.-wzdycha a ja chichocze.-A juz szczegolnie nie moze sie przekonac kiedy ma mu pomagac mlodsza dziewczyna.
-To znajdz mu kogos innego.-wzruszam ramionami.W sluchawce nagle slysze jakies szumy.
-Z kim rozmawiasz?-ten glos tez rozpoznaje.To ten zadufany dupek Bieber.
-Z Cher.-odpowiada moj znajomy.
-Daj mi ja.-tym mnie totalnie zaskakuje.-Siema.
-Dobry wieczor.-przyjmuje firmowa postawe i nie mam zamiaru z nim rozmawiac na luzie.
-Bedziesz sie wkurzac na mnie za ta akcje?
-Zdecydowal sie pan o naszym spotkaniu i wspolpracy? Czy moze woli pan kogos innego?-w myslach sie smieje jak glupia jednak na zewnatrz pozostaje powazna i zimna.
-Czy ty zawsze jestes taka sztywna?
-Rozumiem ze pan sie jeszcze nie zdecydowal.W takim razie moglabym prosic znow panskiego menagera?-zakrywal reka telefon i sie szeroko usmiecham cichutko chichoczac.Gdy sie ogarniam przystawiam urzadzenie do ucha.
-Ugh...-slysze jak telefon Scootera zostaje mu przekazywany i to jak Justin warczy.
-Mala...Nadal jestes taka zadziorna?-czuje jak sie usmiecha.
-No co? Jak chce z siebie robic pana no to go tak traktuje,nie?-smieje sie i w tym momencie do pokoju wchodzi Michael.Przystawiam palec do ust nakazujac aby nic nie mowil a on przytula sie do moich plecow.
-Sluchaj...Mozesz jutro przyjechac do studia?
-Juuutro...No niech bedzie.Ale niech tylko znow zachowa sie jak rozpieszczony bachor a wychodze i nie wracam.-mowie stanowczo kladac wolna reke na splecionych dloniach Stevenson'a.
-Dzieki.Do zobaczenia.
-No narazie.-razlaczam sie i klade telefon na stoliku a potem obracam sie przodem do chlopaka.
-Z kim tak dyskutowalas?
-Z Scooter'em.-zazucam mu rece na kark i usmiecham sie slodko.
-Z tym Scooter'em?-najwidoczniej jest bardzo zdziwiony.Wiem ze raz sie kiedys widzieli i nie bylo to zbyt mile spotkanie bo to wlasnie wtedy poklocil sie z Brown'em.Nie wiem w ogole o co im poszlo bo zadne z trojki nie chce mi nic powiedziec.Ugh...Faceci.
-Nom.Mam pracowac z jego podopiecznym.-chichocze.-Ale to strasznie nadety chlopak.-wywracam oczami.-Masakra...
-Nie chce zeby moja pieknosc sie wkurzala przez jakiegos dupka...-caluje mnie w nos.-Przypomnij mi kim jest ten dzieciak?
-Justin Bieber.
-Pierdolisz.-smieje sie widzac moja znudzona mine.-No prosze,prosze...Ty,ta ktora raczej za nim nie przepada bedzie spedzac z nim mnoooostwo czasu.
-Ales ty kochany...-mowie sarkastycznie.-Narpawde tak dobijac swoja dziewczyne.-krece glowa.
-No przeciez wiesz ze sobie tylko zartuje.-przyciaga mnie bardziej do siebie i caluje w szyje.-Tylko zeby ten Bieberek nie ukradl mi dziewczyny.-mowi powaznie.
-Glupek.
-Ale twoj.-wzrusza ramionami przewracajac mnie delikatnie na lozko.-Tak za toba tesknilem.-mruczy mi do ucha a ja usmiecham sie szeroko.Caluje mnie powoli jednak lapczywie po szyi schodzac coraz nizej na moje obojczyki.Jego reka wedruje na moje plecy a druga pod moja glowe.Oplatam go nogami w pasie i usmiecham sie oddajac rozkoszy ktore nie trwa zbyt dlugo.W jednym momencie rozlega sie pukanie do drzwi.Widzac znudzana mine Tygi chichocze odpychajac go od siebie.Wstaje z lozka i w lustrze szafy sprawdzam swoj wyglad.Niezle.Podchodze do drzwi i widze Chrisa.
-Slucham?-pytam niby uprzejmie a tak na prawde chce wrocic do mojego chlopaka.
-Nie przeszkadzam?-pyta smiejac sie.Doskonale wie co robilismy i do czego by doszlo gdyby nie przyszedl.
-Wiesz ze tak.-mrukam.-Cos waznego?
-Tak...-sposzcza wzrok.
-Wiec?-podnosze zachecajaco a za razem wyczekujaco swoje brwi opierajac sie o drzwi.
-Wychodze...I wroce dopiero jutro w poludnie moze pozniej.-wzrusza ramionami.
-Uuuuu...Czyzby randka?-moj usmiech na ustach jest ogromny.Z jednej,malej strony ciesze sie ze moj przyjaciel umowil sie z kims a z drogiej,tej wiekszej skacze z radosci ze bedzie wolna chata.
-Tak jakby.-usmiecha sie niesmialo a ja ruszam zabawnie brwiami.-Przestan.To normalne wyjscie z kolezanka!-smieje sie krecac glowa.
-Normalne wyjscie z kolezanka,tak? I wracasz na drugi dzien w polodnie?-smieje sie mimowolnie slyszac komentarz mojego chlopaka.
-Znasz takie wyjscia,stary.-smieje sie Brown.
-No ba.
-Wy sie pogodziliscie?-pytam z nadzieja.
-Po szesciu latach trzeba bylo.-usmiecha sie moj przyjaciel spogladajac na podnoszacego sie Michaela.
-W takim razie mozecie powiedziec mi o co chodzilo!-krzycze entuzjastycznie i klaszcze w rece z wielkim usmiechem na twarzy. Chlopaki automatycznie przybrali bolejace miny a moja euforie szlag trafil.
-Nie przypominajmy juz przeszlosci.-stwerdza moj wspollokator.
-Dokladnie.-Stevenson od razu go popiera przytulajac mnie do swojej klatki piersiowej.
-Chamy...-mrucze wymijajac Chrisa i schodze do kuchni.Nalewam sobie swojego ulubionego soku pomaranczowego i siadajac na blacie wolno go sacze.
Nastepnego dnia zchodze wsciekla na salonu.Czemu wsciekla? Tylko dlatego poniewaz Scooter cala noc do mnie pisal czy na pewno przyjde.Ugh... Chris tak jak mowil nie pojawil sie jeszcze w domu.Poprosilam mojego chlopaka zeby mnie odwiozl do studia i zgodzil sie.Ogarnieta schodze do pokoju Chris'a po kluczyki do jego auta.Przeciez sie nie obrazi jesli pozycze Jeep'a. Chyba...Ah nie wazne. Wracam do pokoju i orientuje sie iz Michael tez juz jest gotowy.Siegam po torbe zucajac mu kluczyki.On przyciaga mnie do siebie za reke i zamyka w objeciach.
-Skarbie...Spokojnie.-caluje mnie w glowe a pozniej opiera o nia swoja brode.Wtulam sie mocno w niego napawajac sie jego zapachem.Tak bardzo mi go brakowalo.-Nie wkurzaj sie o takie gowno.
-Dobra...-wzruszam ramionami wyswobadzajac sie z jego uscisku.-Chodz jedziemy.-biore gleboki wdech a pozniej wypuszczam powoli powietrze.-Chce miec to z glowy.-odwracam sie jednak chlopak znow nie pozwala mi odejsc.Gdy sie odwracam napotykam jego usta.Idealnie wie jak poprawic mi humor.
_____________________________________________________
Do dupy ten rozdzial...Wiem spieprzylam.Przepraszam.Wgl mi sie nie podoba ale musi taki byc.
Mam ostatnio hmmm ciezsze czasy :/
Kocham Was <3
-Patrys
-Moje slonce.-przytula mnie w talii podnoszac do gory a ja oplatam go w pasie nogami.-Tesknilem.-szepcze mi do ucha a ja mimowolonie sie usmiecham.
-Ja tez.-odsuwam lekko moja twarz i patrze w jego oczy.-To byly trzy naprawde ciezkie miesiace...-mowie smutno i spogladam na jego usta.Lapie go rekoma za policzki i namietnie caluje.Stevenson oddaje kazdy pocalunek.Nasze jezyki walcza o dominacje kiedy Chris oczywiscie musi przerwac chwile rozkoszy.
-Ehm...-odchrzakuje znaczaco a ja sie usmiecham i zeskakuje z rak chlopaka.-Siema.-mowi oschle do Micheala a ja spogladam na niego znaczaco.Moj przyjaciel wywraca tylko oczami.
-Yo...
-Chodzcie juz.-jecze ciagnac mojego chlopaka za reke.-Mam dosc tej napietej atmosfery.Michael usmiecha sie krecac glowa a Brown tylko wzdycha.W samochodzie jest naprawde niezreczna sytuacja a mnie to wkurza.-Chlopcy...Czy wy mozecie juz sie pogodzic??-marudze niezadowolona.
-Skoro Tyga wciaz ma do mnie jakies waty to przepraszam ale nie da rady.-stwierdza Chris wjezdzajac na podjazd.
-Ja mam do ciebie waty? Stary to ty sie wkurwiles o tamta sprawe...-mowi chlopak w ktorego jestem wtulona.
-Musicie powaznie pogadac.-mowie wychodzac z auta.Otwieram drzwi i zostawiajac je otwarte wchodze do domu.Slysze jak chlopacy o czyms dyskutuja i z nadzieja ze sie pogodza ide na gore, do siebie.Gdy wchodze do lazienki slysze dzwonek mojego telefonu.Z torebki siegam uzadzenie i nie patrzac na ekran odbieram.
-Tak slucham?
-Czesc Cher.-od razu rozpoznalam ten glos.To Scooter.
-No siema Scoot.
-Przepraszam za ta akcje dzisiaj.-slysze w jego glosie to cale zaklopotanie i mimowolnie sie usmiecham.-Justin po prostu nie moze zrozumiec ze czasami potrzebna mu pomoc.-wzdycha a ja chichocze.-A juz szczegolnie nie moze sie przekonac kiedy ma mu pomagac mlodsza dziewczyna.
-To znajdz mu kogos innego.-wzruszam ramionami.W sluchawce nagle slysze jakies szumy.
-Z kim rozmawiasz?-ten glos tez rozpoznaje.To ten zadufany dupek Bieber.
-Z Cher.-odpowiada moj znajomy.
-Daj mi ja.-tym mnie totalnie zaskakuje.-Siema.
-Dobry wieczor.-przyjmuje firmowa postawe i nie mam zamiaru z nim rozmawiac na luzie.
-Bedziesz sie wkurzac na mnie za ta akcje?
-Zdecydowal sie pan o naszym spotkaniu i wspolpracy? Czy moze woli pan kogos innego?-w myslach sie smieje jak glupia jednak na zewnatrz pozostaje powazna i zimna.
-Czy ty zawsze jestes taka sztywna?
-Rozumiem ze pan sie jeszcze nie zdecydowal.W takim razie moglabym prosic znow panskiego menagera?-zakrywal reka telefon i sie szeroko usmiecham cichutko chichoczac.Gdy sie ogarniam przystawiam urzadzenie do ucha.
-Ugh...-slysze jak telefon Scootera zostaje mu przekazywany i to jak Justin warczy.
-Mala...Nadal jestes taka zadziorna?-czuje jak sie usmiecha.
-No co? Jak chce z siebie robic pana no to go tak traktuje,nie?-smieje sie i w tym momencie do pokoju wchodzi Michael.Przystawiam palec do ust nakazujac aby nic nie mowil a on przytula sie do moich plecow.
-Sluchaj...Mozesz jutro przyjechac do studia?
-Juuutro...No niech bedzie.Ale niech tylko znow zachowa sie jak rozpieszczony bachor a wychodze i nie wracam.-mowie stanowczo kladac wolna reke na splecionych dloniach Stevenson'a.
-Dzieki.Do zobaczenia.
-No narazie.-razlaczam sie i klade telefon na stoliku a potem obracam sie przodem do chlopaka.
-Z kim tak dyskutowalas?
-Z Scooter'em.-zazucam mu rece na kark i usmiecham sie slodko.
-Z tym Scooter'em?-najwidoczniej jest bardzo zdziwiony.Wiem ze raz sie kiedys widzieli i nie bylo to zbyt mile spotkanie bo to wlasnie wtedy poklocil sie z Brown'em.Nie wiem w ogole o co im poszlo bo zadne z trojki nie chce mi nic powiedziec.Ugh...Faceci.
-Nom.Mam pracowac z jego podopiecznym.-chichocze.-Ale to strasznie nadety chlopak.-wywracam oczami.-Masakra...
-Nie chce zeby moja pieknosc sie wkurzala przez jakiegos dupka...-caluje mnie w nos.-Przypomnij mi kim jest ten dzieciak?
-Justin Bieber.
-Pierdolisz.-smieje sie widzac moja znudzona mine.-No prosze,prosze...Ty,ta ktora raczej za nim nie przepada bedzie spedzac z nim mnoooostwo czasu.
-Ales ty kochany...-mowie sarkastycznie.-Narpawde tak dobijac swoja dziewczyne.-krece glowa.
-No przeciez wiesz ze sobie tylko zartuje.-przyciaga mnie bardziej do siebie i caluje w szyje.-Tylko zeby ten Bieberek nie ukradl mi dziewczyny.-mowi powaznie.
-Glupek.
-Ale twoj.-wzrusza ramionami przewracajac mnie delikatnie na lozko.-Tak za toba tesknilem.-mruczy mi do ucha a ja usmiecham sie szeroko.Caluje mnie powoli jednak lapczywie po szyi schodzac coraz nizej na moje obojczyki.Jego reka wedruje na moje plecy a druga pod moja glowe.Oplatam go nogami w pasie i usmiecham sie oddajac rozkoszy ktore nie trwa zbyt dlugo.W jednym momencie rozlega sie pukanie do drzwi.Widzac znudzana mine Tygi chichocze odpychajac go od siebie.Wstaje z lozka i w lustrze szafy sprawdzam swoj wyglad.Niezle.Podchodze do drzwi i widze Chrisa.
-Slucham?-pytam niby uprzejmie a tak na prawde chce wrocic do mojego chlopaka.
-Nie przeszkadzam?-pyta smiejac sie.Doskonale wie co robilismy i do czego by doszlo gdyby nie przyszedl.
-Wiesz ze tak.-mrukam.-Cos waznego?
-Tak...-sposzcza wzrok.
-Wiec?-podnosze zachecajaco a za razem wyczekujaco swoje brwi opierajac sie o drzwi.
-Wychodze...I wroce dopiero jutro w poludnie moze pozniej.-wzrusza ramionami.
-Uuuuu...Czyzby randka?-moj usmiech na ustach jest ogromny.Z jednej,malej strony ciesze sie ze moj przyjaciel umowil sie z kims a z drogiej,tej wiekszej skacze z radosci ze bedzie wolna chata.
-Tak jakby.-usmiecha sie niesmialo a ja ruszam zabawnie brwiami.-Przestan.To normalne wyjscie z kolezanka!-smieje sie krecac glowa.
-Normalne wyjscie z kolezanka,tak? I wracasz na drugi dzien w polodnie?-smieje sie mimowolnie slyszac komentarz mojego chlopaka.
-Znasz takie wyjscia,stary.-smieje sie Brown.
-No ba.
-Wy sie pogodziliscie?-pytam z nadzieja.
-Po szesciu latach trzeba bylo.-usmiecha sie moj przyjaciel spogladajac na podnoszacego sie Michaela.
-W takim razie mozecie powiedziec mi o co chodzilo!-krzycze entuzjastycznie i klaszcze w rece z wielkim usmiechem na twarzy. Chlopaki automatycznie przybrali bolejace miny a moja euforie szlag trafil.
-Nie przypominajmy juz przeszlosci.-stwerdza moj wspollokator.
-Dokladnie.-Stevenson od razu go popiera przytulajac mnie do swojej klatki piersiowej.
-Chamy...-mrucze wymijajac Chrisa i schodze do kuchni.Nalewam sobie swojego ulubionego soku pomaranczowego i siadajac na blacie wolno go sacze.
Nastepnego dnia zchodze wsciekla na salonu.Czemu wsciekla? Tylko dlatego poniewaz Scooter cala noc do mnie pisal czy na pewno przyjde.Ugh... Chris tak jak mowil nie pojawil sie jeszcze w domu.Poprosilam mojego chlopaka zeby mnie odwiozl do studia i zgodzil sie.Ogarnieta schodze do pokoju Chris'a po kluczyki do jego auta.Przeciez sie nie obrazi jesli pozycze Jeep'a. Chyba...Ah nie wazne. Wracam do pokoju i orientuje sie iz Michael tez juz jest gotowy.Siegam po torbe zucajac mu kluczyki.On przyciaga mnie do siebie za reke i zamyka w objeciach.
-Skarbie...Spokojnie.-caluje mnie w glowe a pozniej opiera o nia swoja brode.Wtulam sie mocno w niego napawajac sie jego zapachem.Tak bardzo mi go brakowalo.-Nie wkurzaj sie o takie gowno.
-Dobra...-wzruszam ramionami wyswobadzajac sie z jego uscisku.-Chodz jedziemy.-biore gleboki wdech a pozniej wypuszczam powoli powietrze.-Chce miec to z glowy.-odwracam sie jednak chlopak znow nie pozwala mi odejsc.Gdy sie odwracam napotykam jego usta.Idealnie wie jak poprawic mi humor.
_____________________________________________________
Do dupy ten rozdzial...Wiem spieprzylam.Przepraszam.Wgl mi sie nie podoba ale musi taki byc.
Mam ostatnio hmmm ciezsze czasy :/
Kocham Was <3
-Patrys
czwartek, 22 sierpnia 2013
Rozdzial 2
Wychodzac z pokoju wyciagam swoj telefon nie zwracajac uwagi na stojacego na przeciwko chlopaka.
-Hej piekna.-odzywa sie a ja automatycznie staje w miejscu.
-Czeeesc...-odwracam sie nie pewnie z firmowym usmiechem.-Znamy sie?-zerkam na telefon i znow wracam wzrokiem do twarzy chlopaka.W myslach przyznaje ze jest naprawde przystojny.
-Ah...Wiem kim jestes ale ty nie wiesz kim ja jestem.-wzrusza ramionami.
-Tak?-usmiecham sie zadziornie krzyzujac rece na piersiach.-W takim razie kim jestem?
-Wiec tak.Jestes Cher Lloyd.16-lat.Mieszkasz z piosenkarzem Chris'em Brown'em.Swiatowej slawy choreografka i trenerka spiewu.Twoja kariera zaczela sie rowne szesc lat temu kiedy to poznalas Brown'a i Braun'a.Nikt jednak nie wie skad sie wzielas...Co tak na prawde sie stalo.Nie utrzymujesz kontaktu z rodzicami ani mlodszym bratem.-usmiecha sie dumnie gdy dostrzega moje lekko uchylone usta.-Kontynuowac?-stac mnie tylko na zaprzeczenie ruchem glowy.Przelykam sline.
-Coz...-prostuje sie poprawiajac torebke.Caly czas jednak jestem w szoku.-Ja nadal nie wiem kim jestes...
-Jesli dasz sie zaprosic na kawe to sie dowiesz.-mruga do mnie okiem stajac na przeciwko.
-Pff...Nie umawiam sie z kims o kim nie mam pojecia.
-Hmmm...To zrobmy tak ze to bedzie spotkanie zapoznawcze.-marszy brwi a ja chichocze.
-Skoro tak.-wzruszam ramionami.-To idziemy.-usmiecham sie kierujac do wyjscia.
-Serio?-oczy chlopaka robia sie wielkie co mnie rozsmiesza.
-No co taki zdziwiony? Przeciez to tylko spotkanie zapoznawcze.-chichocze mimowolnie.
-Masz opinie cholernie niedostepnej.-wzrusza ramionami nie ruszajac sie z miejsca.Wracam do niego i ciagnac go za reke wychodzimy z studia.
-To bardzo dobrze.-stwierdzam usmiechajac sie i puszczam jego dlon.
-Ale chlopcy beda mi zazdroscic gdy im powiem ze bylem na kawie z sama Cher Lloyd.-pokazuje na mnie rekoma.
-No juz nie przesadzaj.-wywracam oczami.-Wiec...Gdzie sie wybieramy.
-Chodz.-lapie mnie za reke i ciagnie w strone jakiejs uliczki.-Pokarze ci jedno fajne miejsce.-wbiegamy po jakis schodach.Nie powiem,jest ich cholernie duzo.Spogladam do gory a moje oczy sie roszczerzaja.-My mamy isc do konca?!-piszcze pokazujac palcem gore.
-Noo...Windy nie ma.-wzrusza rekoma.
-Czekaj.-schylam sie i odpinam zamek od butow by potem je zsciagnac.Usmiecham sie szeroko i lapiac je w dlon wyprzedzam na schodach chlopaka.-Zlap mnie!-krzycze bedac juz daleko przed nim.Caly czas sie smieje ogladajac sie za siebie.Ku mojemu zdziwieniu przyznaje ze chlopak naprawde szybko biega lub ja tak wolno.Nie wiem.Dobiegam do drzwi i szybko je otwieram.Rozesmiana wbiegam jak sie okazuje na dach jakiegos budynku!Widok jest..Ah! Niewyobrazlnie piekny.-Wooow...-wzdycham z otwarta buzia co rozbawia mojego towarzysza.
-Ladnie,nie?-stajemy przy barierce wychylajac sie.
-Pieknie...Nie znalam LA od tej strony.-stwierdzam usmiechajac sie i zakladam buty.-Ale wiesz...Podobno miala byc kawa.-krzyzuje rece na piersiach spogladajac na niego.
-Bardzo prosze.-usmiecha sie zadziornie i wyciaga dwa kubki z podstawka trzymanego w reku.
-Skad to masz?-pytam zdziwiona.
-Yyy...-smieje sie upijajac lyk.-Mam to caly czas.-marszczy brwi.-Nie zauwazylas?
-Nieeee?-smakuje swojej kawy.-Ale pyszna.-mrugam z zaskoczeniem i znow biore duzy lyk plyny.
-Ciesze sie ze ci smakuje.-usmiecha sie szeroko.
-Caly czas mnie zaskakujesz.-stwierdzam siadajac na srodku pustego dachu a chlopak robi to samo obok mnie.
-Heh...-wzrusza ramionami.-Ja tak mam.-odstawia kawe obok kolana i kladzie sie na placy.-Jestem Alfredo.-usmiecha sie do mnie a ja podpierajac sie z tylu na rekach odchylam glowe do slonca.-Mam 20 lat.Tak samo jak ty nie utrzymuje kontaktu z rodzicami.Mieszkam nie daleko Scootera.-wzrusza ramionami.-Jak na razie tyle powinno ci wystarczyc.-mruka smutno.Nie chce drazyc bardziej tematu jego rodzicow.Wiem jakie to bolesne gdy ktos sie tym zbytnio interesuje.
-I ta kawa miala byc pewnie dla Scoota?-pokazuje podnoszac swoj kubek w gore.
-Niee.-smieje sie.
-To dla kogo?-marszcze brwi.
-Dla Pattie.-wzrusza ramionami.-Chcialem jej zrobic niespodzianke bo niedawno wrocilem z podrozy i przy okazji sie z nia przywitac.
-Znasz Pattie.-usmiecham sie.
-I Justina tez.-podnosi sie do pozycji siedzacej.-To moj naprawde,naprawde dobry przyjaciel.-usmiecha sie.
-Ten temat sprawia ze chce mi sie krzyczesc.-marudze niezadowolona.
-To krzycz.-stwierdza rozbawiony chlopak a ja patrze na niego jak na debila.-No dalej.-zacheca mnie a ja wzruszam ramionami.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!-krzycze ile tylko sil w plucach i od razu czuje ulge.-Ale tu fajnie.-smieje sie opadajac na plecy.
-Ale masz glos.-stwiedza przytakaujac z zachwytem glowa.W tym momencie slysze swoj telefon.Szybko podrywam sie i siegam do torebki.Chris.
-Czego?-jecze nie zadowolona ze przerywa mi chwile rozkoszy.
-Moge zrobic domowke?-czuje ze sie usmiecha.
-Nie! Rozmawialismy juz o tym.-mowie powaznie.
-Sluchaj slonce,wyszlas juz?
-Tsa...-wzdycham nie zadwolona.
-Cos nie tak?-pyta zaniepokojony.
-Opowiem ci to pozniej.
-Za 10 minut przed studiem.
-Zrozumiano.-chichocze i sie rozlaczam a pozniej spogladam na lezacego Alfredo.-Ja musze sie zmywac.-przegarniam swoje wlosy krecac nosem.
-Skoro muuuusisz...-robi podkowke a ja chichocze.
-Mam 10 minut.-wzruszam ramionami zgrabnie podnoszac sie do pozycji stojacej.Siegam po torebke i wkaladam do niej telefon a wyciagam okulary zakladajac je na nos.-Idziesz?
-Eh...Mialem nadzieje ze jesli sie nie podniose zostaniesz.-mowi powaznie a ja wybucham smiechem.
-Dobre.-krece glowa i otwieram drzwi.Schodzimy po schodach tym razem normlanym krokiem caly czas opowiadajac sobie jakies glupoty.Gdy jestesmy juz przy drzwiach Alfredo otwiera je przede mna usmiechajac sie.
-Panie przodem.
-Dziekuje.-skinam glowa usmiechajac sie szeroko.Kierujemy sie do drzwi studia, widzimy ze wychodzi z nich Justin i jego ekipa.Zauwazam tez ze podjezdza Chris swoim ulubionym autem parkujac jakis kawalek dalej bokiem do budynku.-Wiec spadam.-pokazuje na auto i usmiecham sie szeroko.
-Ja tez.-chlopak pokazuje na TeamBieber.Brown wychodzi z auta i zmierza w moim kierunku z szelmowskim usmiechem na twarzy bawiac sie kluczykami.-Sluchaj...Moge twoj numer?-wklada rece do kieszeni.
-Masz.-wyciagam z torebki wizytowke i usmiecham sie slodko.-Na razie.-macham mu na pozegnanie i odwracam sie w strone Chris'a.
-Hej mala.-gdy podchodze do niego obejmuje mnie w talii i idziemy do samochodu.
-Hej duzy.-smieje sie calujac go w policzek i obejmuje w pasie.Otwiera mi drzwi patrzac na zdziwiona twarz Biebera.Wsiadam widzac jak moj przyjaciel usmiecha sie cwaniacko i kreci glowa.Okraza auto i po chwili siedzi juz na miejscu kierowcy.Zawracajac na recznym wyjezdza z parkingu z piskiem opon na co ja reaguje usmiechem.
-Za poltorej godziny przyjezdza ten twoj chlopak od siedmiu bolesci.-wywraca oczami.
-Masz cos do niego?-spogladam unoszac brwi.
-Tak.-mowi ostro.-Nie lubie go.
-Nie musisz...-odwracam wzrok w strone szyby.-To moj chlopak i nic ci do tego...-moj przyjaciel parkuje na podjezdzie a ja szybko wyskakuje z auta.Mam nie cala godzine zeby sie przebrac i przygotowac poniewaz potem jedziemy na lotnisko.Wpadam jak poparzona do domu i sciagajac szybko buty zucam je byle gdzie a potem biegne do pokoju.
-O ktorej jedziemy po niego?!-slysze z kuchni krzyk Chrisa.
-Za 30 minut!-wbiegam do garderoby i wybieram ciuchy.Nie chce mi sie juz nawet ukladac tych sciagnietych wiec zucam je tylko pod nogi.Po 15 minutach jestem juz gotowa.Zadowolona zbiegam po schodach do Chrisa i okrecam sie kilka razy.-Jak?
-Slicznie mala...-mowi ewidentnie bez zachwytu co zabija caly moj entuzjazm.
-Co jest?-klade rece na biodrach i patrze powaznie.
-Nic skarbie.-glaszcze mnie po policzku.-Nic.-caluje w czolo a potem schodzi na dol zostawiajac mnie sama z myslami.Wiem ze Brown nie lubi mojego chlopaka dlatego ze kiedys sie pokolocili.Jednak ja nadal wierze ze sie pogodza.Musze pokazach przyjacielowi ze sie myli.Ze nie ma racji ciagle krytykujac mojego ukochanego.Musze ich pogodzic.
________________________________________________
Uuuu jak myslicie kto jest chlopakiem naszej Cher? Ehhh tego dowiecie sie hmmm za pare dni :D
Musze odrobic te cholerne lekcje...
Love Ya!
-Patrys
-Hej piekna.-odzywa sie a ja automatycznie staje w miejscu.
-Czeeesc...-odwracam sie nie pewnie z firmowym usmiechem.-Znamy sie?-zerkam na telefon i znow wracam wzrokiem do twarzy chlopaka.W myslach przyznaje ze jest naprawde przystojny.
-Ah...Wiem kim jestes ale ty nie wiesz kim ja jestem.-wzrusza ramionami.
-Tak?-usmiecham sie zadziornie krzyzujac rece na piersiach.-W takim razie kim jestem?
-Wiec tak.Jestes Cher Lloyd.16-lat.Mieszkasz z piosenkarzem Chris'em Brown'em.Swiatowej slawy choreografka i trenerka spiewu.Twoja kariera zaczela sie rowne szesc lat temu kiedy to poznalas Brown'a i Braun'a.Nikt jednak nie wie skad sie wzielas...Co tak na prawde sie stalo.Nie utrzymujesz kontaktu z rodzicami ani mlodszym bratem.-usmiecha sie dumnie gdy dostrzega moje lekko uchylone usta.-Kontynuowac?-stac mnie tylko na zaprzeczenie ruchem glowy.Przelykam sline.
-Coz...-prostuje sie poprawiajac torebke.Caly czas jednak jestem w szoku.-Ja nadal nie wiem kim jestes...
-Jesli dasz sie zaprosic na kawe to sie dowiesz.-mruga do mnie okiem stajac na przeciwko.
-Pff...Nie umawiam sie z kims o kim nie mam pojecia.
-Hmmm...To zrobmy tak ze to bedzie spotkanie zapoznawcze.-marszy brwi a ja chichocze.
-Skoro tak.-wzruszam ramionami.-To idziemy.-usmiecham sie kierujac do wyjscia.
-Serio?-oczy chlopaka robia sie wielkie co mnie rozsmiesza.
-No co taki zdziwiony? Przeciez to tylko spotkanie zapoznawcze.-chichocze mimowolnie.
-Masz opinie cholernie niedostepnej.-wzrusza ramionami nie ruszajac sie z miejsca.Wracam do niego i ciagnac go za reke wychodzimy z studia.
-To bardzo dobrze.-stwierdzam usmiechajac sie i puszczam jego dlon.
-Ale chlopcy beda mi zazdroscic gdy im powiem ze bylem na kawie z sama Cher Lloyd.-pokazuje na mnie rekoma.
-No juz nie przesadzaj.-wywracam oczami.-Wiec...Gdzie sie wybieramy.
-Chodz.-lapie mnie za reke i ciagnie w strone jakiejs uliczki.-Pokarze ci jedno fajne miejsce.-wbiegamy po jakis schodach.Nie powiem,jest ich cholernie duzo.Spogladam do gory a moje oczy sie roszczerzaja.-My mamy isc do konca?!-piszcze pokazujac palcem gore.
-Noo...Windy nie ma.-wzrusza rekoma.
-Czekaj.-schylam sie i odpinam zamek od butow by potem je zsciagnac.Usmiecham sie szeroko i lapiac je w dlon wyprzedzam na schodach chlopaka.-Zlap mnie!-krzycze bedac juz daleko przed nim.Caly czas sie smieje ogladajac sie za siebie.Ku mojemu zdziwieniu przyznaje ze chlopak naprawde szybko biega lub ja tak wolno.Nie wiem.Dobiegam do drzwi i szybko je otwieram.Rozesmiana wbiegam jak sie okazuje na dach jakiegos budynku!Widok jest..Ah! Niewyobrazlnie piekny.-Wooow...-wzdycham z otwarta buzia co rozbawia mojego towarzysza.
-Ladnie,nie?-stajemy przy barierce wychylajac sie.
-Pieknie...Nie znalam LA od tej strony.-stwierdzam usmiechajac sie i zakladam buty.-Ale wiesz...Podobno miala byc kawa.-krzyzuje rece na piersiach spogladajac na niego.
-Bardzo prosze.-usmiecha sie zadziornie i wyciaga dwa kubki z podstawka trzymanego w reku.
-Skad to masz?-pytam zdziwiona.
-Yyy...-smieje sie upijajac lyk.-Mam to caly czas.-marszczy brwi.-Nie zauwazylas?
-Nieeee?-smakuje swojej kawy.-Ale pyszna.-mrugam z zaskoczeniem i znow biore duzy lyk plyny.
-Ciesze sie ze ci smakuje.-usmiecha sie szeroko.
-Caly czas mnie zaskakujesz.-stwierdzam siadajac na srodku pustego dachu a chlopak robi to samo obok mnie.
-Heh...-wzrusza ramionami.-Ja tak mam.-odstawia kawe obok kolana i kladzie sie na placy.-Jestem Alfredo.-usmiecha sie do mnie a ja podpierajac sie z tylu na rekach odchylam glowe do slonca.-Mam 20 lat.Tak samo jak ty nie utrzymuje kontaktu z rodzicami.Mieszkam nie daleko Scootera.-wzrusza ramionami.-Jak na razie tyle powinno ci wystarczyc.-mruka smutno.Nie chce drazyc bardziej tematu jego rodzicow.Wiem jakie to bolesne gdy ktos sie tym zbytnio interesuje.
-I ta kawa miala byc pewnie dla Scoota?-pokazuje podnoszac swoj kubek w gore.
-Niee.-smieje sie.
-To dla kogo?-marszcze brwi.
-Dla Pattie.-wzrusza ramionami.-Chcialem jej zrobic niespodzianke bo niedawno wrocilem z podrozy i przy okazji sie z nia przywitac.
-Znasz Pattie.-usmiecham sie.
-I Justina tez.-podnosi sie do pozycji siedzacej.-To moj naprawde,naprawde dobry przyjaciel.-usmiecha sie.
-Ten temat sprawia ze chce mi sie krzyczesc.-marudze niezadowolona.
-To krzycz.-stwierdza rozbawiony chlopak a ja patrze na niego jak na debila.-No dalej.-zacheca mnie a ja wzruszam ramionami.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!-krzycze ile tylko sil w plucach i od razu czuje ulge.-Ale tu fajnie.-smieje sie opadajac na plecy.
-Ale masz glos.-stwiedza przytakaujac z zachwytem glowa.W tym momencie slysze swoj telefon.Szybko podrywam sie i siegam do torebki.Chris.
-Czego?-jecze nie zadowolona ze przerywa mi chwile rozkoszy.
-Moge zrobic domowke?-czuje ze sie usmiecha.
-Nie! Rozmawialismy juz o tym.-mowie powaznie.
-Sluchaj slonce,wyszlas juz?
-Tsa...-wzdycham nie zadwolona.
-Cos nie tak?-pyta zaniepokojony.
-Opowiem ci to pozniej.
-Za 10 minut przed studiem.
-Zrozumiano.-chichocze i sie rozlaczam a pozniej spogladam na lezacego Alfredo.-Ja musze sie zmywac.-przegarniam swoje wlosy krecac nosem.
-Skoro muuuusisz...-robi podkowke a ja chichocze.
-Mam 10 minut.-wzruszam ramionami zgrabnie podnoszac sie do pozycji stojacej.Siegam po torebke i wkaladam do niej telefon a wyciagam okulary zakladajac je na nos.-Idziesz?
-Eh...Mialem nadzieje ze jesli sie nie podniose zostaniesz.-mowi powaznie a ja wybucham smiechem.
-Dobre.-krece glowa i otwieram drzwi.Schodzimy po schodach tym razem normlanym krokiem caly czas opowiadajac sobie jakies glupoty.Gdy jestesmy juz przy drzwiach Alfredo otwiera je przede mna usmiechajac sie.
-Panie przodem.
-Dziekuje.-skinam glowa usmiechajac sie szeroko.Kierujemy sie do drzwi studia, widzimy ze wychodzi z nich Justin i jego ekipa.Zauwazam tez ze podjezdza Chris swoim ulubionym autem parkujac jakis kawalek dalej bokiem do budynku.-Wiec spadam.-pokazuje na auto i usmiecham sie szeroko.
-Ja tez.-chlopak pokazuje na TeamBieber.Brown wychodzi z auta i zmierza w moim kierunku z szelmowskim usmiechem na twarzy bawiac sie kluczykami.-Sluchaj...Moge twoj numer?-wklada rece do kieszeni.
-Masz.-wyciagam z torebki wizytowke i usmiecham sie slodko.-Na razie.-macham mu na pozegnanie i odwracam sie w strone Chris'a.
-Hej mala.-gdy podchodze do niego obejmuje mnie w talii i idziemy do samochodu.
-Hej duzy.-smieje sie calujac go w policzek i obejmuje w pasie.Otwiera mi drzwi patrzac na zdziwiona twarz Biebera.Wsiadam widzac jak moj przyjaciel usmiecha sie cwaniacko i kreci glowa.Okraza auto i po chwili siedzi juz na miejscu kierowcy.Zawracajac na recznym wyjezdza z parkingu z piskiem opon na co ja reaguje usmiechem.
-Za poltorej godziny przyjezdza ten twoj chlopak od siedmiu bolesci.-wywraca oczami.
-Masz cos do niego?-spogladam unoszac brwi.
-Tak.-mowi ostro.-Nie lubie go.
-Nie musisz...-odwracam wzrok w strone szyby.-To moj chlopak i nic ci do tego...-moj przyjaciel parkuje na podjezdzie a ja szybko wyskakuje z auta.Mam nie cala godzine zeby sie przebrac i przygotowac poniewaz potem jedziemy na lotnisko.Wpadam jak poparzona do domu i sciagajac szybko buty zucam je byle gdzie a potem biegne do pokoju.
-O ktorej jedziemy po niego?!-slysze z kuchni krzyk Chrisa.
-Za 30 minut!-wbiegam do garderoby i wybieram ciuchy.Nie chce mi sie juz nawet ukladac tych sciagnietych wiec zucam je tylko pod nogi.Po 15 minutach jestem juz gotowa.Zadowolona zbiegam po schodach do Chrisa i okrecam sie kilka razy.-Jak?
-Slicznie mala...-mowi ewidentnie bez zachwytu co zabija caly moj entuzjazm.
-Co jest?-klade rece na biodrach i patrze powaznie.
-Nic skarbie.-glaszcze mnie po policzku.-Nic.-caluje w czolo a potem schodzi na dol zostawiajac mnie sama z myslami.Wiem ze Brown nie lubi mojego chlopaka dlatego ze kiedys sie pokolocili.Jednak ja nadal wierze ze sie pogodza.Musze pokazach przyjacielowi ze sie myli.Ze nie ma racji ciagle krytykujac mojego ukochanego.Musze ich pogodzic.
________________________________________________
Uuuu jak myslicie kto jest chlopakiem naszej Cher? Ehhh tego dowiecie sie hmmm za pare dni :D
Musze odrobic te cholerne lekcje...
Love Ya!
-Patrys
wtorek, 20 sierpnia 2013
Rozdzial 1
Otwieram oczy i zdaje sobie sprawe ze jestem w swoim pokoju.To dosc dziwne poniewaz po wczorajszej imprezie nie pamietam za duzo.Powoli podnosze sie na rekach i rozgladam sprawdzajac stan sypialni.Wychodze do barierki przy schodach i spogladam na dol do salonu.W ostatecznosci tez nie jest tak tragicznie.Wychylam sie aby zobaczyc kuchnie i jej stan tez mnie zaskakuje.Szybciutko zbiegam po kreconych schodach na parter.Omijajac moj ulubiony kacik gdzie przewaznie medytuje kieruje sie do sypialni Chrisa.Tak,mieszkam z moim najlepszym przyjacielem.Ehh...Czasami jest ciezko sie dogadac jednak nie wyobrazam sobie ze moglabym byc sama w tej willi.Niestety otwierajac drzwi,jak zwykle bez pukania,spostrzeglam ze chlopaka nie ma.Od razu wycofuje sie zamykajac drzwi i skrecam na prawdo w krotki korytarzyk.Od razu,bez namyslu otwieram drzwi i tak jak myslalam Chris plywa w basenie.
-Witam piekna pania.-usmiecha sie do mnie slodko wychodzac z wody.
-Taa...Hej.-kzyrzuje rece na piersiach i spogladam na niego surowo.Chris jednak tylko caluje mnie w policzek na powitanie i zaklada sobie recznik w pasie.-Ostatni raz organizujesz impreze pod moja nie obecnosc.
-Ale przeciez to byla impreza powitalna na twoj powrot.-usmiecha sie szeroko a ja krece glowa.
-Nie.Doskonale obydwoje wiemy ze to wymowka lub jakies marne usprawiedliwienie.
-Oj malaaaa...Dobrze sie bawilas,prawda?
-No nie zaprzeczam...-wzruszylam ramionami i wracam do drzwi sypialni chlopaka.
-No to wszystko jest ok.-mowi zadowolony z siebie i oboje wchodzimy do jego pokoju.On kieruje sie do garderoby a pozniej do lazienki, ja natomiatst rozkladam sie wygodnie na jego jeszcze nie poscielonym lozku.Slysze jak puszcza wode pod prysznicem i krece glowa.Za kazdym razem gdy wracam do domu jest to samo.Ah! Czy mam tego dosc? Nieee...To przyjemne miec raz na jakis czas ta rutyne.Moje zycie to ciagle szalenstwo.Z racji tego ze jestem slawna choreografka i trenerka spiewu duzo podrozuje.Pracuje z naprawde wielkimi gwiazdami,jezdze z nimi w trasy,jestem w studio,na sali a czasami nawet na imprezach.Mimo ze mam te 16 lat jestem juz naprawde slawna.-Halo!! Slyszysz mnie?!-z moich rozmyslen wyrywa mnie darcie sie Browna.
-Co?!-smieje sie widzac jego wkurzona mine.
-Jak bylo?
-Tak jak zawsze.-wzruszam bez interesownie ramionami i mierze chlopaka od stop do czobka glowy.Przyznaje ze wyglada dobrze.Wstaje i wychodze z pokoju kierujac sie po schodach do kuchni.
-A moze wiecej szczegulow?
-Chris...Co ja ci mam opowiadac? To ze bylam w trasie z Shakira nie zmienia faktu ze to wciaz ta sama praca.-marudze siadajac przed blatem.
-Sluchaj jakis fagas ciagle do ciebie wydzwania.-usmiecha sie wyciagajac mleko z lodowki.
-Cholera!-zrywam sie szybko z krzesla i zucam na lozko,tam gdzie lezy moj telefon.Na wyswietlaczu pokazuje mi sie 6 polaczen od Scootera.Tego goscia znam juz bardzo dobrze poniewaz to on pomogl mi w przeszlosci.Szybko wybieram numer i czekam az odbierze.
-Scooter sluchaj ja przepraszam.Ale nie slyszalam jak dzwoniles.-podnosze sie szybko i biegne do pokoju.Dzisiaj mam umowione spotkanie z nim i Justinem Bieberem...Eh...Nie za bardzo przepadam za tym chlopakiem lecz obiecalam Scooterowi ze pomoge.
-Nie ma sprawy mala...-slysze ze sie usmiecha wiec od razu kamien spada mi z serca.-O ktorej bedziesz?
-Za 30 minut? Przy dobrych ukladach 20...Ale wiesz jakie jest LA a tej poze.-jecze wbiegajac do garderoby.
-My jestesmy juz w studio.Pokoj 245.
-Spoko.-usmiecham sie.-To do zobaczenia.-rozlaczam sie i z ciuchami w reku wbiegam go lazienki.W mgnieniu oka jestem juz cala gotowa i odswierzona.-Chris!!-krzycze szukajac po pokoju swojej torby.
-Co tam?!
-Musisz mnie odwiezc do studia "Hi!" !!
-No ok! Czekam przy aucie!-slysze jak drzwi sie zamykaja a ja w tym momencie znajduje torbe.Porywam ja w reke i zbiegam do wyjscia.Droga mija zdumiewajaco szybko.Gdy dojezdzamy na miejsce dziekuje w duszy Bogu ze nie bylo korkow.Caluje w policzek mojego kierowce i wybiegam pedem z auta.Nie mam problemu ze znalezieniem pokoju poniewaz czesto przyjezdzam do tego studia w interesach.
-Dzien dobry.-wpadam do pokoju.-Ja przepraszam bardzo za spoznienie ale no coz...-wzruszam zabawnie ramionami.-Zabalowalam.-chichocze spogladajac na Scootera.
-Wyroslas.-stwierdza przytulajac mnie na powitanie.
-Ahh...To w koncu juz 6 lat.-wzruszam ramionami.-Ale nie wspominajmy.-krece glowa.
-Witam.-w moje strone wyciaga reke naprawde ladna kobieta.-Jestem Pattie.
-Ahh.Dzien dobry.-sciskam pewnie jej dlon i usmiecham sie szeroko.-Jestem Cher.
-Dziekuje ze znalazlas czas aby z nami sie spotkac.-posyla mi kolejny usmiech ktory ja bez namyslu odwzajemniam.
-Nie ma problemu.-spogladam na Scootera.-Czego sie nie robi dla starych przyjaciol,prawda?-usmiecham sie szerzej podchodzac do stolu.Wygodnie sie rozsiadam na przeciwko drzwi i spogladam na mezczyzne.-Wiec przejdzmy do interesow.
-Jeszcze chwilka.-stwierdza siadajac obok mnie.-Czekamy na Justina i jego gitarzyste,Dana.-stwierdza wyjmujac dokumenty na stol.
-Wiem kim jest jego gitarzysa.-mowie na pol smiechu.-Przygotowalam sie do tego spotkania.-wytykam mu jezyk a on tylko kreci glowa.
-Nic sie nie zmienilas.-mowi na co ja tylko wzruszam ramionami.
-Przepraszam,jak sie poznaliscie?-pyta zaciekawiona Pattie a nasze miny od razu smutnieja.
-Ehm...-marszcze brwi.-To dosc prywata sparawa.Moze kiedys ja wyjawie.-usmiecham sie blado a ona kiwa glowa ze zrozumieniem.W jednej chwili drzwi sie otwieraja a w nich widze wysokiego chlopaka.
-No wreszcie...-jeczy Scooter a ja chichocze.
-Synku mogles sie troche pospieszyc.-stwierdza kobieta siedzaca na przeciwko mojego znajomego.
-Ale po co mialem sie spieszyc skoro ja tu nie chce byc?-pyta z wyrzutem co mnie lekko szokuje.Scoot zawsze przedstawial go w pozytywnym swietle dlatego uwazam a raczej uwazalam go za pozadnego chlopaka.
-Dobrze...Nic sie przeciez strasznego nie stalo.-odzywam sie posylajac Pattie szczery usmiech.Bieber od kiedy wszedl do pokoju nawet nie spojrzal w moja strone.Troche bezczelne takie sachowanie ale coz ja na to poradze.
-Wiec skoro juz wszyscy jestesmy...Mozemy zaczac.-stwierdza menadżer Justina.-Wiec tak...-spoglada na chlopaka.-Wiesz kim jest Cher?
-Cos slyszalem...-wzrusza ramionami.
-Mowilem zebys poczytal!-mezczyznie juz nerwy poszczaly a ja siedzialam i przygladalam sie calej sytuacji.
-Scoot...-spojrzalam na stojacego przyjaciela.-Spokojnie.-usmiecham sie spokojnie a mezczyzna siada.
-Sluchaj mlody...Jesli nie chcesz rozmawiac to nie.Zalatwie to sam z Cher.-stwierdza podchodzac do mnie i podaje mi papiery ktore ja przegladam uwaznie.
-Pewnie!Najlepiej w ogole nie pytac mnie o zdanie!-chlopak wstaje gwaltownie a ja zerkam na niego z nad papierow.-Jak jakas malolata ma mnie uczyc tanczyc i szkolic moj spiew?!-widac jaki jest sfrustrowany.-Przeciez ona ma jakies 15 lat!-pokazuje na mnie reka a ja krece glowa.
-Sluchaj panie wielki.-wstaje odkladajac papiery i spogladam na niego.-Po pierwsze to nie mam 15-nastu tylko 16-nascie...A po drugie nie musze ci pomagac.-wzruszam ramionami.-Rownie dobrze moge wrocic pracowac z Beyonce,Lady Gaga,Shakira lub z kimkolwiek innym.-stwierdzam dumnie.-Nie musze tu siedzec i sluchac twoich dasow...-krece glowa.
-To po co tu jestes?-pyta nadal nie patrzac w moja strone.
-Bo poprosil mnie o to przyjaciel.-siegam po torbe.Ostatni raz zerkam na Biebera i spogladam na Scootera.-Sluchaj...Zadzown do mnie jak przemowisz swojemu chlopakowi do rozsadku.-obchodze stol i caluje przyjaciela na pozegnanie w policzek.Przytulam lekko Pattie a pozniej wychodze zatrzaskajac za soba drzwi.Mam swoj chonor i znam swoja cene dlatego zadena rozpieszczona gwiazdka nie bedzie mi pluc w twarz.
___________________________________________________
I oto mamy pierwszy rozdzial :D Jak wam sie podoba? Jak myslicie co kryje Cher ? ^^
Mi sie ogolnie podoba...Jestem nawet zadowolona ale to wasze opinie chcialabm przeczytac.
-Patrys
-Witam piekna pania.-usmiecha sie do mnie slodko wychodzac z wody.
-Taa...Hej.-kzyrzuje rece na piersiach i spogladam na niego surowo.Chris jednak tylko caluje mnie w policzek na powitanie i zaklada sobie recznik w pasie.-Ostatni raz organizujesz impreze pod moja nie obecnosc.
-Ale przeciez to byla impreza powitalna na twoj powrot.-usmiecha sie szeroko a ja krece glowa.
-Nie.Doskonale obydwoje wiemy ze to wymowka lub jakies marne usprawiedliwienie.
-Oj malaaaa...Dobrze sie bawilas,prawda?
-No nie zaprzeczam...-wzruszylam ramionami i wracam do drzwi sypialni chlopaka.
-No to wszystko jest ok.-mowi zadowolony z siebie i oboje wchodzimy do jego pokoju.On kieruje sie do garderoby a pozniej do lazienki, ja natomiatst rozkladam sie wygodnie na jego jeszcze nie poscielonym lozku.Slysze jak puszcza wode pod prysznicem i krece glowa.Za kazdym razem gdy wracam do domu jest to samo.Ah! Czy mam tego dosc? Nieee...To przyjemne miec raz na jakis czas ta rutyne.Moje zycie to ciagle szalenstwo.Z racji tego ze jestem slawna choreografka i trenerka spiewu duzo podrozuje.Pracuje z naprawde wielkimi gwiazdami,jezdze z nimi w trasy,jestem w studio,na sali a czasami nawet na imprezach.Mimo ze mam te 16 lat jestem juz naprawde slawna.-Halo!! Slyszysz mnie?!-z moich rozmyslen wyrywa mnie darcie sie Browna.
-Co?!-smieje sie widzac jego wkurzona mine.
-Jak bylo?
-Tak jak zawsze.-wzruszam bez interesownie ramionami i mierze chlopaka od stop do czobka glowy.Przyznaje ze wyglada dobrze.Wstaje i wychodze z pokoju kierujac sie po schodach do kuchni.
-A moze wiecej szczegulow?
-Chris...Co ja ci mam opowiadac? To ze bylam w trasie z Shakira nie zmienia faktu ze to wciaz ta sama praca.-marudze siadajac przed blatem.
-Sluchaj jakis fagas ciagle do ciebie wydzwania.-usmiecha sie wyciagajac mleko z lodowki.
-Cholera!-zrywam sie szybko z krzesla i zucam na lozko,tam gdzie lezy moj telefon.Na wyswietlaczu pokazuje mi sie 6 polaczen od Scootera.Tego goscia znam juz bardzo dobrze poniewaz to on pomogl mi w przeszlosci.Szybko wybieram numer i czekam az odbierze.
-Scooter sluchaj ja przepraszam.Ale nie slyszalam jak dzwoniles.-podnosze sie szybko i biegne do pokoju.Dzisiaj mam umowione spotkanie z nim i Justinem Bieberem...Eh...Nie za bardzo przepadam za tym chlopakiem lecz obiecalam Scooterowi ze pomoge.
-Nie ma sprawy mala...-slysze ze sie usmiecha wiec od razu kamien spada mi z serca.-O ktorej bedziesz?
-Za 30 minut? Przy dobrych ukladach 20...Ale wiesz jakie jest LA a tej poze.-jecze wbiegajac do garderoby.
-My jestesmy juz w studio.Pokoj 245.
-Spoko.-usmiecham sie.-To do zobaczenia.-rozlaczam sie i z ciuchami w reku wbiegam go lazienki.W mgnieniu oka jestem juz cala gotowa i odswierzona.-Chris!!-krzycze szukajac po pokoju swojej torby.
-Co tam?!
-Musisz mnie odwiezc do studia "Hi!" !!
-No ok! Czekam przy aucie!-slysze jak drzwi sie zamykaja a ja w tym momencie znajduje torbe.Porywam ja w reke i zbiegam do wyjscia.Droga mija zdumiewajaco szybko.Gdy dojezdzamy na miejsce dziekuje w duszy Bogu ze nie bylo korkow.Caluje w policzek mojego kierowce i wybiegam pedem z auta.Nie mam problemu ze znalezieniem pokoju poniewaz czesto przyjezdzam do tego studia w interesach.
-Dzien dobry.-wpadam do pokoju.-Ja przepraszam bardzo za spoznienie ale no coz...-wzruszam zabawnie ramionami.-Zabalowalam.-chichocze spogladajac na Scootera.
-Wyroslas.-stwierdza przytulajac mnie na powitanie.
-Ahh...To w koncu juz 6 lat.-wzruszam ramionami.-Ale nie wspominajmy.-krece glowa.
-Witam.-w moje strone wyciaga reke naprawde ladna kobieta.-Jestem Pattie.
-Ahh.Dzien dobry.-sciskam pewnie jej dlon i usmiecham sie szeroko.-Jestem Cher.
-Dziekuje ze znalazlas czas aby z nami sie spotkac.-posyla mi kolejny usmiech ktory ja bez namyslu odwzajemniam.
-Nie ma problemu.-spogladam na Scootera.-Czego sie nie robi dla starych przyjaciol,prawda?-usmiecham sie szerzej podchodzac do stolu.Wygodnie sie rozsiadam na przeciwko drzwi i spogladam na mezczyzne.-Wiec przejdzmy do interesow.
-Jeszcze chwilka.-stwierdza siadajac obok mnie.-Czekamy na Justina i jego gitarzyste,Dana.-stwierdza wyjmujac dokumenty na stol.
-Wiem kim jest jego gitarzysa.-mowie na pol smiechu.-Przygotowalam sie do tego spotkania.-wytykam mu jezyk a on tylko kreci glowa.
-Nic sie nie zmienilas.-mowi na co ja tylko wzruszam ramionami.
-Przepraszam,jak sie poznaliscie?-pyta zaciekawiona Pattie a nasze miny od razu smutnieja.
-Ehm...-marszcze brwi.-To dosc prywata sparawa.Moze kiedys ja wyjawie.-usmiecham sie blado a ona kiwa glowa ze zrozumieniem.W jednej chwili drzwi sie otwieraja a w nich widze wysokiego chlopaka.
-No wreszcie...-jeczy Scooter a ja chichocze.
-Synku mogles sie troche pospieszyc.-stwierdza kobieta siedzaca na przeciwko mojego znajomego.
-Ale po co mialem sie spieszyc skoro ja tu nie chce byc?-pyta z wyrzutem co mnie lekko szokuje.Scoot zawsze przedstawial go w pozytywnym swietle dlatego uwazam a raczej uwazalam go za pozadnego chlopaka.
-Dobrze...Nic sie przeciez strasznego nie stalo.-odzywam sie posylajac Pattie szczery usmiech.Bieber od kiedy wszedl do pokoju nawet nie spojrzal w moja strone.Troche bezczelne takie sachowanie ale coz ja na to poradze.
-Wiec skoro juz wszyscy jestesmy...Mozemy zaczac.-stwierdza menadżer Justina.-Wiec tak...-spoglada na chlopaka.-Wiesz kim jest Cher?
-Cos slyszalem...-wzrusza ramionami.
-Mowilem zebys poczytal!-mezczyznie juz nerwy poszczaly a ja siedzialam i przygladalam sie calej sytuacji.
-Scoot...-spojrzalam na stojacego przyjaciela.-Spokojnie.-usmiecham sie spokojnie a mezczyzna siada.
-Sluchaj mlody...Jesli nie chcesz rozmawiac to nie.Zalatwie to sam z Cher.-stwierdza podchodzac do mnie i podaje mi papiery ktore ja przegladam uwaznie.
-Pewnie!Najlepiej w ogole nie pytac mnie o zdanie!-chlopak wstaje gwaltownie a ja zerkam na niego z nad papierow.-Jak jakas malolata ma mnie uczyc tanczyc i szkolic moj spiew?!-widac jaki jest sfrustrowany.-Przeciez ona ma jakies 15 lat!-pokazuje na mnie reka a ja krece glowa.
-Sluchaj panie wielki.-wstaje odkladajac papiery i spogladam na niego.-Po pierwsze to nie mam 15-nastu tylko 16-nascie...A po drugie nie musze ci pomagac.-wzruszam ramionami.-Rownie dobrze moge wrocic pracowac z Beyonce,Lady Gaga,Shakira lub z kimkolwiek innym.-stwierdzam dumnie.-Nie musze tu siedzec i sluchac twoich dasow...-krece glowa.
-To po co tu jestes?-pyta nadal nie patrzac w moja strone.
-Bo poprosil mnie o to przyjaciel.-siegam po torbe.Ostatni raz zerkam na Biebera i spogladam na Scootera.-Sluchaj...Zadzown do mnie jak przemowisz swojemu chlopakowi do rozsadku.-obchodze stol i caluje przyjaciela na pozegnanie w policzek.Przytulam lekko Pattie a pozniej wychodze zatrzaskajac za soba drzwi.Mam swoj chonor i znam swoja cene dlatego zadena rozpieszczona gwiazdka nie bedzie mi pluc w twarz.
___________________________________________________
I oto mamy pierwszy rozdzial :D Jak wam sie podoba? Jak myslicie co kryje Cher ? ^^
Mi sie ogolnie podoba...Jestem nawet zadowolona ale to wasze opinie chcialabm przeczytac.
-Patrys
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Bohaterowie.
Cher Lloyd (16 l.)
Justin Bieber. (19 l.)
Chris Brown (22 l.)
Alfredo Flores (20 l.)
_______________________________________________________
Bardzo prosze Bohaterow. Co do ich samych...Dowiecie sie wszystkiego z opowiadania.
-Patrys
Hej?
Witam...Nie bede sie rozpisywac bo to bez sensu....Nie mam humoru.
Co wy na to zebym napisala inne zakonczenie? Widzac wasze nie zadowolenie i hejty do mnie na priv zrobilo mi sie przykro.Dzisiaj naszla mnie mysl zeby napisac zkonczenie od nowa?
Przykro mi ze po prostu jestescie nie zadowoleni do tego stopnia ze pare osob wyzwalo mnie.
Wiec wszystko w waszych rekach.
Moge przeciez usunac Rozdzial 66 oraz Epilog i napisac jeszcze raz.Dla mnie do zaden problem...
A i zastanawialam sie nad usunieciem blogow...Obu!
Wypowiadajcie sie w komach. Prosilabym o opinie kazdego...
-Patrys.
Co wy na to zebym napisala inne zakonczenie? Widzac wasze nie zadowolenie i hejty do mnie na priv zrobilo mi sie przykro.Dzisiaj naszla mnie mysl zeby napisac zkonczenie od nowa?
Przykro mi ze po prostu jestescie nie zadowoleni do tego stopnia ze pare osob wyzwalo mnie.
Wiec wszystko w waszych rekach.
Moge przeciez usunac Rozdzial 66 oraz Epilog i napisac jeszcze raz.Dla mnie do zaden problem...
A i zastanawialam sie nad usunieciem blogow...Obu!
Wypowiadajcie sie w komach. Prosilabym o opinie kazdego...
-Patrys.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















