A wiec zostalam nomonowana przez http://katiaopowiadaniaxx.blogspot.it/ za co baaaardzo bardzo jej dziekuje :*
1. o czym lubisz czytać opowiadania .?
O JB zdecydowanie tylko takie :D
2.masz jakieś ulubione blogi .?
Mam pare ;)
3.ile masz lat i jak się nazywasz . ?
14 lat, Patrycja Waśkiewicz
4.rap czy metal .?
Rap *-*
5.co sądzisz o moim blogu .?
Uwazam ze jest naprawde wciagajacy i ciekawy ;*
6.polubisz moja stronę .? ---> pff i tak Cię kocham lamusie
pewnie ;)
7.gdybyś miał/a do wyboru poznać Justina Biebera a 1D kogo byś wybrał/a i jak byś się zachowywał/a.?
JB!!!! Pewnie bym sie poplakala i powiedzialabym jak bardzo Jus jest dla mnie wazny i ze jego muzyka bardzo mi momogla przejs przez zle chwile. I na pewno bym go przytulila :D
8.co lubisz robić.?
Pisac swoje blogi,sluchac muzyki, rapowac i rysowac
9.masz jakieś hobby .?
hmm... rysowanie i rapowanie oraz pisanie roznych opowiadan, lubie tez architekture i podroze.
10.w jakim województwie mieszkasz .?
oh... w Polsce mieszkalam w kujawsko-pomorskim a teraz we Wloszech mieszkam w regionie Lazio.
11.kim chciał/a być w przyszłości .?
architekt lub projektant wnetrz...marzy mi sie raperka lub tancerka jednak to zostanie pewnie tylko pasja ;)
Poniewaz nominowano obydwa moje blogi odpowiedzi beda te same ;)
Blogi ktore nominuje:
http://drbiebeer.blogspot.it
http://dontstopbelieving99.blogspot.it/
http://live-your-destiny.blogspot.it
http://justinbieber-valentina-lovestory.blogspot.it/
http://you-only-love-once.blogspot.it
A oto pytania:
1.JB czy 1D?
2.Jakie masz hobby?
3.Od jak dawna piszesz?
4.Prowadzisz jednego bloga? Jak nie to podaj linki ;)
5.Jaki masz style?
6.Ulubiony rodziaj filmow?
7.Ulubione ksiazki? Lub rodzaj?
8.Ulubiony rodzaj kuchni?
9.Co sadzisz o moich dwoch blogach?
10.Ulubiony kolor?
niedziela, 26 maja 2013
Rozdzial 49 ''-Justin tez przyjechal...''
Mojego brata? Tak...To moj brat!Podnioslam sie szybko i pociagnelam go za reke na korytarz.
-Co ty tu do cholery robisz?-zapytalam nie pewnie.Milosz mial dziwna mine,byl smutny i mozna bylo wyczuc ze chcial mi cos przekazac.
-Karli tak mi przykro.-zlapal mnie za ramiona.Spojrzlam na niego jak na debila bo nie wiedzialam co mial na mysli.
-O czym ty pieprzysz?
-Holly nie zyje...-szepnal a po jego policzkach zaczely sciekac lzy.Zlapalam sie dlonia za buzie i moje oczy tez zrobili sie szklane.
-Zartujesz,prawda?-nie otrzymalam odpowiedzi.-Powiedz ze zartujesz!!-krzyknelam i skulilam sie pod sciana.-Powiedz!!-przez moje krzyki wszyscy z pokoju wyszli zeby zobaczyc co sie dzieje.-Nie gapcie sie tak! Zadnej sesji nie bedzie! Jade do Stratford!-krzyknelam wsciekala wbiegajac z budynku.Pojechalam do domu.Chcialam bardzo przytulic sie do RiRi i wyplakac.
-Karli?!-uslyszlam glos przyjaciolki ze schodow.Szlochajac,oparta plecami o drzwi zjechalam do pozycji siedzacej.Nie mialam sily dalej isc.Rozplakalam sie calkowicie obejmujac nogi rekoma.-Boze kochanie co sie stalo?!-przyjaciolka juz po chwili mnie do siebie tulila siedzac ze mna na podlodze.
-Heeeeej....Co sie tu dzieje?-pojawil sie tez Chris ktory usiadl z drugiej strony tulac nas obie.Czulam sie u nich bezpieczna i kochana.Byli ze mna w kazdej chwili i znosili moje humorki nic nie mowiac.Bylam im za to cholernie wdzieczna.
-Ho...Holly...O..Ona nie zyje.-mowilam szlochajac.
-Chcesz tam jechac?-zapytal Chris spogladajac na RiRi a ja przytaknelam glowa.-W takim razie polecisz tam ze mna.-usmiechnal sie smutno.
-A ty?-podnioslam wzrok na przyjaciolke a ona jeszcze bardziej posmutniala.
-Przykro mi kochanie ale musze pracowac...-poglaskala mnie po policzku i pocalowala w glowe.
-Idz sie pakowac...Wylecimy jeszcze dzis.-dodal Chris a mnie automatycznie nie bylo.Wyciagnelam walizke i zaczelam do niej wrzucac wszystkie moje ulubione ciuchy.Po chwili bylam juz gotowa wiec zeszlam na dol.
-Mamy lot za 3 godziny.Milosz zostaje z Ri.-powiedzial Chris stawiajac swoja walizke przy drzwiach.
-Na ile on tu zostaje?
-Wracam po jutrze.Chce sie jeszcze spotkac z Justinem.-powiedzial moj brat ktrego nie zauwazylam w salonie.
-Aha.-odpowiedzialam oschle.
-Malutka lec sie przebrac bo zaraz wyjezdzamy.-zrobilam co kazal mi Chris i zaraz bylam z powrotem w swoim pokoju.Wzielam uszykowane wczesniej ciuchy i zniknelam w lazience pod prysznicem.Musialam sie wykapac,potrzebowalam wody ktora by mnie odprezyla.Jednak tak nie bylo.Tym razem nie pomglo.Mialam za duzo zmartwien i problemow zeby takie zwykle kapanie sie zmylo je wszystkie.Zrezygnowana i umyta wyszlam owijajac sie szybko recznikiem.Dokladnie wytarlam cale cialo a pozniej wlosy.Zrobilam szybko make up i zalozylam na wysuszona glowe czapeke a pozniej sprawdzajac czy wszystko mam wyszlam z pokoju.Ris pobiegl zaraz za mna wiec wzielam go na rece i pocalowalam w glowke.
-Gotowa.-szepnelam poniewaz bardzo bolalo mnie gardlo.
-Mala? Zaspiewaj.-powiedziala zaniepokojona RiRi.
-Nie dam rady.-znow szeptalam.-Nie mam glosu.
-Pieknie...-powiedziala zrezygnowana.-Przyda ci sie odpoczynek od muzyki.Prosze cie odpoczywaj i nie spiewaj ani nie krzycz.-kiwalam glowa ze zrozumialam a do moich oczu sukcesywnie naplywali lzy.-Kochanie,nie placz.-przytulila mnie do siebie glaskajac po glowie.Po chwili ze schodow zszedl Chris.
-Gotowa?-spojrzal na mnie smutno a ja przytaknelam glowa.Poszlam pozegnac sie na ten dzien z Miloszem a RiRi przytulila sie do swojego chlopaka.Widzialam ze jej bylo ciezko sie z nim rozstawac bo nie dawno przeciez sie poklocili ale bylam jej wdzieczna ze pozwala mu jechac ze mna.
-My jedziemy.-mowienie sprawialo mi bol poniewaz czulam jakby w moim gardle sie cos palilo.
-Do zobaczenia w Stratford siostra.-usmiechnal sie na przymus.
-Nie usmiechaj sie przeciez wiem jak ci ciezko.-powiedzialam troche oschle i pozalowalam tego.Wiedzialam ile Holly znaczyla dla mojego brata.Bylo widac jak ja kocha.Przytulilam go poniewaz nie wiedzialam co innego moglam zrobic.Milosz w pierwszej chwili nie wiedzial jak odpowiedziec ale po chwili tez sie przelamal i objal mnie swoimi ramionami opierajac czolo o moja glowe.-Do zobaczenia...-pocalowalam go w policzek i sie obrucilam napiecie.
W samolocie wynajetym przez Browna siedzialam obok niego.Razem z nami lecieli tez Haylie, Logan i ochroniarze Chrisa.Lecielismy juz godzine a po moich polikach caly czas ciekly lzy.Myslalam o tym ze nawet nie mialam okazji wyjasnic sobie z Hol wszystkiego co lezalo nam na sercach.Opieralam glowe o ramie chlopaka Rihanny ktory wynajmowal nam internetowo pokuj w jednym z hoteli w Stratford.Nie moglam pomieszkac u rodzicow.A przeciez u Justina tez to bylo nie mozliwe.Myslalam o DJ ale sie balam tak samo jak Katnis...Tesknilam za ta dwojka jednak dalej balam sie co powiedza na to ze wyjechalam,ze nasze kontakty sie popsuly.Balam sie ze dalej maja mi to za zle.
-RiRi chce z toba porozmawiac...-Chris podtykal mi swoj telefon a ja nawet nie zauwazylam ze z kims rozmawial.Bylam tak bardzo zajeta swoimi rozmysleniami.Przetarlam lzy i usiadlam prosto biorac telefon.
-Hej...-szepnelam.
-Jak sie czujesz?-slychac bylo ze strasznie sie martwila.
-Jak wrak czlowieka...
-A jak gardelko?
-Caly czas boli.
-Rozmawialam juz z Chrisem ze jak bedziecie juz w hotelu to zadzoni po lekarza.Nie moze ci sie malutka nic stac.
-Rozumiem.
-Przespij sie skarbie.Kocham cie.-powiedziala smutno.
-Ja ciebie tez RiRi.Papa.-oddalam chlopakowi telefon i oparlam glowe o swoja poduszke ktora ze soba zabrlam,tak jak zawsze to robilam gdy gdzies dalej jechalam lub lecialam.W mojej glowie jednak nadal siedziala Holly,moj brat i Justin.Usiadlam w pozycji lotosu i zaczelam sie odprezac.Udawalo mi sie odsunac od siebie wszystkie zle mysli.Wyobrazalam sobie wode,slonce,piekna wyspe,fale i surfing.Tak strasznie chcialabym posurfowac.Kiedys jak bylam mala czesto wyjezdzalismy z rodzicami do Maroku zeby pozwiedzac jednak ja i moj brat wolelismy siedziec na plazy i bawic sie na falach.
-Mala...-poczulam szturchniecie w zebra wiec otworzylam oczy.-Jestesmy na miejscu.-oznajmil mi Chris podnoszac sie z swojego miejsca.Uczynilam to samo i po chwili przedzieralismy sie przez tlum fanow na lotnisku.Mialam okulary zeby zslonic zapuchniete oczy.Make up sie nie zmyzal poniewaz uzylam tylko nie zmywalnego tuszu.Jak sie okazalo hotel ktory wynajal moj przyjaciel byl najlepszym w calym miescie.Wystraszylam sie troche bo znajdowal sie niedalego domu Biebera.Dzielilam apartament z Haylie tak jak chcialam.Ostatnie czego potrzebowalam to samotnosc.Zostawilam swoje bagaze w pokoju i zeszlam na dol na kolacje.Wszyscy juz na mnie czekali wiec usiadlam na wolnym miejscu obok Chrisa i mojej stylistki i sie smutno usmiechnelam.Po chwili przyszedl kelner z kartami jednak ja nie mialam ochoty wybierac wiec od razu zamowilam lasagne i cole.Nie mialam na nic innego ochoty i bylo bardzo prawdopodobne ze w ogole nie tkne jedzenia.
-Ty jestes Karolina?-uslyszalam za soba cieniutki glosik wiec sie odwrocilam i zobaczylam mala moze 7-letnia dziewczynke o zielonych oczach i brazowych wlosach.
-Tak...-szepnelam bo gardlo dalej bolalo.
-Moglabys mi dac autograf?-podsunela mi jakies czasopismo z moim zdjeciem na okladce i jakis mazak.Podpisalam i sie usmiechnelam najladniej jak moglam w tym humorze.
-Moglabym zobaczyc?-pokazalam na gazetke a dziewczynka pokiwala glowa.Otworzylam na stronie z artykulem i czytalam w myslach. "Karolina Lisowska jak nam wiadomo rozstala sie jakis czas temu z Justinem Bieberem.Wszyscy myslelismy ze sie przyjaznia i prawodopodobnie tak bylo jednak gdy byli w Polsce aby odwiedzic chora przyjaciolke Karoliny bardzo sie poklocili.Nikt nie wie z jakich powodow ale wydawala sie to bardzo powazna klotnia poniewaz po powrocie para gwiazd nie rozmawia wiecej ze soba.Bieber caly czas probuje sie skontkatowac z swoja byla dziewczyna ale bez skutkow.Jak sie jeszcze okazuje mloda kobietka pali! Widziano ja z papierosem kilka razy! Mamy nadzieje ze to chwilowe zalamanie i Karolina zuci palenie.". Wkurzylam sie ze napisali o mojej klotni z Biebsem.Oddalam czasopismo dziewczynce i porozmawialam z nia chwile poniewaz okazala sie moja fanka.Od razu na moim serduszku zrobilo sie cieplej wiec gdy dziewczynka musiala juz wrocic do rodzicow pocalowalam ja w policzek i monco przytulilam.Po zjedzeniu poslilku w totalnej ciszy wszyscy wrocilismy do apartamentow.Rzucilam sie na lozko jednak po chwili uslyszalam pukanie.Przyznaje ze nie chetnie wstalam z lozka i poszlam otworzyc poniewaz Haylie brala prysznic.W drzwiach zobaczylam Browna z jakims gosciem.Jak sie domyslilam byl to lekarz.
-Dobry wieczor.-powiedzial mezczyzna.
-Czy taki dobry to ja nie wiem...-mruknelam wpuszczajac ich do srodka.Przeszlismy do salonu gdzie doktor kazal mi usiasc i otworzyc szeroko usta.Robilam co kazal bo chcialam aby jak najszybciej sobie poszli.
-Przeziebilas struny glosowe.-powiedzial chowajac lampeczke do torby.
-To cos powaznego?-zapytal Chris.
-Moze sie z tego zrobic cos powaznego.-powiedzial spogladajac na mojego przyjaciela.-Nie mozesz teraz w ogole sie odzywac.Pisz na kartkach, na czym tylko chcesz ale nie mow ani slowa.Przepisze ci specjalne tabletki i powinno pomoc.-wyjal jakis notesik i zaczal bazgrac.Od razu sobie myslalam ze jak ja mam wyjasnic wszystkie sprawy nie mowiac? Zapowiadalo sie okropnie.Doktor wreczyl kawalek kartki Chrisowi widzac ze ja jestem w swoich oblokach.-Za trzy dni przyjde na kontrole.-powiedzial pewnie,wstajac.-Do zobaczenia.-spojrzal na mnie a ja juz mialam odpowiedziec ale w ostatnim momencie przypomnialam sobie ze nie moge sie odzywac wiec pomachalam.-Bardzo dobrze.-usmiechnal sie.
-Zobaczymy sie jutro rano.-Chris pocalowal mnie w glowe i obydwoje wyszli z apartamentu.Szybko pobieglam do pokoju po kartke i dlugopis aby zdazyc napisac wszystko Haylie.
-Mala gdzie jestes?-uslyszalam glos swojej stylistki wiec wybieglam z swojego pokoju z kartka w reku wreczajac ja kobiecie.Ta uwaznie ja przeczytala z lekkim rozbawieniem.-Masz sie w ogole nie odzywac przez 3 dni?-przytaknelam jej glowa.-To bedzie dla ciebie nie lada wyzwanie.-zasmiala sie.
-To nie jest smieszne.-upomnialam ja i zaraz skarcilam sie ze wydobylam z siebie glos.
-Wlasnie o tym mowie.-wytknela mi jezyk a ja zlapalam poduszke z sofy i rzucilam w juz odchodzaca Haylie.Ta sie tylko zasmiala i zniknela za drzwiami swojego pokoju.Ja tez postanowilam sie isc polozyc lecz najpierw zachaczylam o laziene aby zrobic wieczorny rytual a pozniej w pizamce polozylam sie do wielkiego lozka.
-Karolina! Wstawaj! Juz 10.00!!- z krainy snow wyrwal mnie glos Chrisa.Zeszlam szybciutko z lozka i wzielam do reki notatnik z dlugopisem. ''Daj mi 30 minut!'' napisalam na karteczce i wystawilam przed drzwi.-I ani minuty dluzej.-zasmial sie Brown a ja wywrocilam teatralnie oczami.Przebralam sie w mgnieniu oka i zrobilam lekki make up. W 25 minutach bylam juz gotowa do wyjscia.Dumna z swojego przed czasowego wyszykowania sie wyszlam z pokoju.Pomachalam do wszystkich zebranych i zalozylam ciemne okulary na nos.Zeszlismy na recepcje a pozniej przeszlismy na sniadanie.-Justin tez przyjechal...-wszyscy juz jedlismy.Na wiadomosc Chrisa automatycznie znieruchomialam.''Jest tu?" napisalam na telefonie podsuwajac go przyjacielowi.-Jest u siebie w domu.
-Kenny mowil ze bedzie chcial dzisiaj sie z toba spotkac.-dodal Logan.Ja pokrecilam przeczaco glowa. ''Nie chce sie z nim widywac.''. Pisalam na telefonie pokazujac Brownowi a ten czytal na glos tak aby wszyscy mogli znac moje zdanie.
-Nie sadzisz ze wartobyloby dac mu przynajmniej piec minut rozmowy?-zapytala Haylie spogladajac smutno w moja strone.-Zobaczycie sie na pewno na pogrzebie...
-Ona nie chce miec juz z nim nic wspolnego.-przeczytal Chris.Po chwili do naszego stolika podeszla osoba z ktora tak bardzo balam sie spotkac...Jak ja mialam sie wytlumaczyc? Wiedzialam ze nie zrozumie.Musialam jednak stawic temu czolo.Wstalam od stolu i stanelam przed ta osoba....
___________________________________________________________
Znow koncze rozdzial z wielka nie wiadomo ^^ Jak myslicie kto to bedzie? Justin? Nic wam nie powiem :P Piszcie jak najwiecej komow i odwiedzajcie tez mojego nowego bloga ;) Epic evil love.
We wtorek mam ostatnia powazna poprawe wiec mam nadzieje ze uda mi sie ja zaliczyc :D Trzymajcie za mnie kciuki ;*
Powodzenia takze dla was we wszystkich egzaminach i poprawach ;)
Pozdrowionka :*
-Patrys
-Co ty tu do cholery robisz?-zapytalam nie pewnie.Milosz mial dziwna mine,byl smutny i mozna bylo wyczuc ze chcial mi cos przekazac.
-Karli tak mi przykro.-zlapal mnie za ramiona.Spojrzlam na niego jak na debila bo nie wiedzialam co mial na mysli.
-O czym ty pieprzysz?
-Holly nie zyje...-szepnal a po jego policzkach zaczely sciekac lzy.Zlapalam sie dlonia za buzie i moje oczy tez zrobili sie szklane.
-Zartujesz,prawda?-nie otrzymalam odpowiedzi.-Powiedz ze zartujesz!!-krzyknelam i skulilam sie pod sciana.-Powiedz!!-przez moje krzyki wszyscy z pokoju wyszli zeby zobaczyc co sie dzieje.-Nie gapcie sie tak! Zadnej sesji nie bedzie! Jade do Stratford!-krzyknelam wsciekala wbiegajac z budynku.Pojechalam do domu.Chcialam bardzo przytulic sie do RiRi i wyplakac.
-Karli?!-uslyszlam glos przyjaciolki ze schodow.Szlochajac,oparta plecami o drzwi zjechalam do pozycji siedzacej.Nie mialam sily dalej isc.Rozplakalam sie calkowicie obejmujac nogi rekoma.-Boze kochanie co sie stalo?!-przyjaciolka juz po chwili mnie do siebie tulila siedzac ze mna na podlodze.
-Heeeeej....Co sie tu dzieje?-pojawil sie tez Chris ktory usiadl z drugiej strony tulac nas obie.Czulam sie u nich bezpieczna i kochana.Byli ze mna w kazdej chwili i znosili moje humorki nic nie mowiac.Bylam im za to cholernie wdzieczna.
-Ho...Holly...O..Ona nie zyje.-mowilam szlochajac.
-Chcesz tam jechac?-zapytal Chris spogladajac na RiRi a ja przytaknelam glowa.-W takim razie polecisz tam ze mna.-usmiechnal sie smutno.
-A ty?-podnioslam wzrok na przyjaciolke a ona jeszcze bardziej posmutniala.
-Przykro mi kochanie ale musze pracowac...-poglaskala mnie po policzku i pocalowala w glowe.
-Idz sie pakowac...Wylecimy jeszcze dzis.-dodal Chris a mnie automatycznie nie bylo.Wyciagnelam walizke i zaczelam do niej wrzucac wszystkie moje ulubione ciuchy.Po chwili bylam juz gotowa wiec zeszlam na dol.
-Mamy lot za 3 godziny.Milosz zostaje z Ri.-powiedzial Chris stawiajac swoja walizke przy drzwiach.
-Na ile on tu zostaje?
-Wracam po jutrze.Chce sie jeszcze spotkac z Justinem.-powiedzial moj brat ktrego nie zauwazylam w salonie.
-Aha.-odpowiedzialam oschle.
-Malutka lec sie przebrac bo zaraz wyjezdzamy.-zrobilam co kazal mi Chris i zaraz bylam z powrotem w swoim pokoju.Wzielam uszykowane wczesniej ciuchy i zniknelam w lazience pod prysznicem.Musialam sie wykapac,potrzebowalam wody ktora by mnie odprezyla.Jednak tak nie bylo.Tym razem nie pomglo.Mialam za duzo zmartwien i problemow zeby takie zwykle kapanie sie zmylo je wszystkie.Zrezygnowana i umyta wyszlam owijajac sie szybko recznikiem.Dokladnie wytarlam cale cialo a pozniej wlosy.Zrobilam szybko make up i zalozylam na wysuszona glowe czapeke a pozniej sprawdzajac czy wszystko mam wyszlam z pokoju.Ris pobiegl zaraz za mna wiec wzielam go na rece i pocalowalam w glowke.
-Gotowa.-szepnelam poniewaz bardzo bolalo mnie gardlo.
-Mala? Zaspiewaj.-powiedziala zaniepokojona RiRi.
-Nie dam rady.-znow szeptalam.-Nie mam glosu.
-Pieknie...-powiedziala zrezygnowana.-Przyda ci sie odpoczynek od muzyki.Prosze cie odpoczywaj i nie spiewaj ani nie krzycz.-kiwalam glowa ze zrozumialam a do moich oczu sukcesywnie naplywali lzy.-Kochanie,nie placz.-przytulila mnie do siebie glaskajac po glowie.Po chwili ze schodow zszedl Chris.
-Gotowa?-spojrzal na mnie smutno a ja przytaknelam glowa.Poszlam pozegnac sie na ten dzien z Miloszem a RiRi przytulila sie do swojego chlopaka.Widzialam ze jej bylo ciezko sie z nim rozstawac bo nie dawno przeciez sie poklocili ale bylam jej wdzieczna ze pozwala mu jechac ze mna.
-My jedziemy.-mowienie sprawialo mi bol poniewaz czulam jakby w moim gardle sie cos palilo.
-Do zobaczenia w Stratford siostra.-usmiechnal sie na przymus.
-Nie usmiechaj sie przeciez wiem jak ci ciezko.-powiedzialam troche oschle i pozalowalam tego.Wiedzialam ile Holly znaczyla dla mojego brata.Bylo widac jak ja kocha.Przytulilam go poniewaz nie wiedzialam co innego moglam zrobic.Milosz w pierwszej chwili nie wiedzial jak odpowiedziec ale po chwili tez sie przelamal i objal mnie swoimi ramionami opierajac czolo o moja glowe.-Do zobaczenia...-pocalowalam go w policzek i sie obrucilam napiecie.
W samolocie wynajetym przez Browna siedzialam obok niego.Razem z nami lecieli tez Haylie, Logan i ochroniarze Chrisa.Lecielismy juz godzine a po moich polikach caly czas ciekly lzy.Myslalam o tym ze nawet nie mialam okazji wyjasnic sobie z Hol wszystkiego co lezalo nam na sercach.Opieralam glowe o ramie chlopaka Rihanny ktory wynajmowal nam internetowo pokuj w jednym z hoteli w Stratford.Nie moglam pomieszkac u rodzicow.A przeciez u Justina tez to bylo nie mozliwe.Myslalam o DJ ale sie balam tak samo jak Katnis...Tesknilam za ta dwojka jednak dalej balam sie co powiedza na to ze wyjechalam,ze nasze kontakty sie popsuly.Balam sie ze dalej maja mi to za zle.
-RiRi chce z toba porozmawiac...-Chris podtykal mi swoj telefon a ja nawet nie zauwazylam ze z kims rozmawial.Bylam tak bardzo zajeta swoimi rozmysleniami.Przetarlam lzy i usiadlam prosto biorac telefon.
-Hej...-szepnelam.
-Jak sie czujesz?-slychac bylo ze strasznie sie martwila.
-Jak wrak czlowieka...
-A jak gardelko?
-Caly czas boli.
-Rozmawialam juz z Chrisem ze jak bedziecie juz w hotelu to zadzoni po lekarza.Nie moze ci sie malutka nic stac.
-Rozumiem.
-Przespij sie skarbie.Kocham cie.-powiedziala smutno.
-Ja ciebie tez RiRi.Papa.-oddalam chlopakowi telefon i oparlam glowe o swoja poduszke ktora ze soba zabrlam,tak jak zawsze to robilam gdy gdzies dalej jechalam lub lecialam.W mojej glowie jednak nadal siedziala Holly,moj brat i Justin.Usiadlam w pozycji lotosu i zaczelam sie odprezac.Udawalo mi sie odsunac od siebie wszystkie zle mysli.Wyobrazalam sobie wode,slonce,piekna wyspe,fale i surfing.Tak strasznie chcialabym posurfowac.Kiedys jak bylam mala czesto wyjezdzalismy z rodzicami do Maroku zeby pozwiedzac jednak ja i moj brat wolelismy siedziec na plazy i bawic sie na falach.
-Mala...-poczulam szturchniecie w zebra wiec otworzylam oczy.-Jestesmy na miejscu.-oznajmil mi Chris podnoszac sie z swojego miejsca.Uczynilam to samo i po chwili przedzieralismy sie przez tlum fanow na lotnisku.Mialam okulary zeby zslonic zapuchniete oczy.Make up sie nie zmyzal poniewaz uzylam tylko nie zmywalnego tuszu.Jak sie okazalo hotel ktory wynajal moj przyjaciel byl najlepszym w calym miescie.Wystraszylam sie troche bo znajdowal sie niedalego domu Biebera.Dzielilam apartament z Haylie tak jak chcialam.Ostatnie czego potrzebowalam to samotnosc.Zostawilam swoje bagaze w pokoju i zeszlam na dol na kolacje.Wszyscy juz na mnie czekali wiec usiadlam na wolnym miejscu obok Chrisa i mojej stylistki i sie smutno usmiechnelam.Po chwili przyszedl kelner z kartami jednak ja nie mialam ochoty wybierac wiec od razu zamowilam lasagne i cole.Nie mialam na nic innego ochoty i bylo bardzo prawdopodobne ze w ogole nie tkne jedzenia.
-Ty jestes Karolina?-uslyszalam za soba cieniutki glosik wiec sie odwrocilam i zobaczylam mala moze 7-letnia dziewczynke o zielonych oczach i brazowych wlosach.
-Tak...-szepnelam bo gardlo dalej bolalo.
-Moglabys mi dac autograf?-podsunela mi jakies czasopismo z moim zdjeciem na okladce i jakis mazak.Podpisalam i sie usmiechnelam najladniej jak moglam w tym humorze.
-Moglabym zobaczyc?-pokazalam na gazetke a dziewczynka pokiwala glowa.Otworzylam na stronie z artykulem i czytalam w myslach. "Karolina Lisowska jak nam wiadomo rozstala sie jakis czas temu z Justinem Bieberem.Wszyscy myslelismy ze sie przyjaznia i prawodopodobnie tak bylo jednak gdy byli w Polsce aby odwiedzic chora przyjaciolke Karoliny bardzo sie poklocili.Nikt nie wie z jakich powodow ale wydawala sie to bardzo powazna klotnia poniewaz po powrocie para gwiazd nie rozmawia wiecej ze soba.Bieber caly czas probuje sie skontkatowac z swoja byla dziewczyna ale bez skutkow.Jak sie jeszcze okazuje mloda kobietka pali! Widziano ja z papierosem kilka razy! Mamy nadzieje ze to chwilowe zalamanie i Karolina zuci palenie.". Wkurzylam sie ze napisali o mojej klotni z Biebsem.Oddalam czasopismo dziewczynce i porozmawialam z nia chwile poniewaz okazala sie moja fanka.Od razu na moim serduszku zrobilo sie cieplej wiec gdy dziewczynka musiala juz wrocic do rodzicow pocalowalam ja w policzek i monco przytulilam.Po zjedzeniu poslilku w totalnej ciszy wszyscy wrocilismy do apartamentow.Rzucilam sie na lozko jednak po chwili uslyszalam pukanie.Przyznaje ze nie chetnie wstalam z lozka i poszlam otworzyc poniewaz Haylie brala prysznic.W drzwiach zobaczylam Browna z jakims gosciem.Jak sie domyslilam byl to lekarz.
-Dobry wieczor.-powiedzial mezczyzna.
-Czy taki dobry to ja nie wiem...-mruknelam wpuszczajac ich do srodka.Przeszlismy do salonu gdzie doktor kazal mi usiasc i otworzyc szeroko usta.Robilam co kazal bo chcialam aby jak najszybciej sobie poszli.
-Przeziebilas struny glosowe.-powiedzial chowajac lampeczke do torby.
-To cos powaznego?-zapytal Chris.
-Moze sie z tego zrobic cos powaznego.-powiedzial spogladajac na mojego przyjaciela.-Nie mozesz teraz w ogole sie odzywac.Pisz na kartkach, na czym tylko chcesz ale nie mow ani slowa.Przepisze ci specjalne tabletki i powinno pomoc.-wyjal jakis notesik i zaczal bazgrac.Od razu sobie myslalam ze jak ja mam wyjasnic wszystkie sprawy nie mowiac? Zapowiadalo sie okropnie.Doktor wreczyl kawalek kartki Chrisowi widzac ze ja jestem w swoich oblokach.-Za trzy dni przyjde na kontrole.-powiedzial pewnie,wstajac.-Do zobaczenia.-spojrzal na mnie a ja juz mialam odpowiedziec ale w ostatnim momencie przypomnialam sobie ze nie moge sie odzywac wiec pomachalam.-Bardzo dobrze.-usmiechnal sie.
-Zobaczymy sie jutro rano.-Chris pocalowal mnie w glowe i obydwoje wyszli z apartamentu.Szybko pobieglam do pokoju po kartke i dlugopis aby zdazyc napisac wszystko Haylie.
-Mala gdzie jestes?-uslyszalam glos swojej stylistki wiec wybieglam z swojego pokoju z kartka w reku wreczajac ja kobiecie.Ta uwaznie ja przeczytala z lekkim rozbawieniem.-Masz sie w ogole nie odzywac przez 3 dni?-przytaknelam jej glowa.-To bedzie dla ciebie nie lada wyzwanie.-zasmiala sie.
-To nie jest smieszne.-upomnialam ja i zaraz skarcilam sie ze wydobylam z siebie glos.
-Wlasnie o tym mowie.-wytknela mi jezyk a ja zlapalam poduszke z sofy i rzucilam w juz odchodzaca Haylie.Ta sie tylko zasmiala i zniknela za drzwiami swojego pokoju.Ja tez postanowilam sie isc polozyc lecz najpierw zachaczylam o laziene aby zrobic wieczorny rytual a pozniej w pizamce polozylam sie do wielkiego lozka.
-Karolina! Wstawaj! Juz 10.00!!- z krainy snow wyrwal mnie glos Chrisa.Zeszlam szybciutko z lozka i wzielam do reki notatnik z dlugopisem. ''Daj mi 30 minut!'' napisalam na karteczce i wystawilam przed drzwi.-I ani minuty dluzej.-zasmial sie Brown a ja wywrocilam teatralnie oczami.Przebralam sie w mgnieniu oka i zrobilam lekki make up. W 25 minutach bylam juz gotowa do wyjscia.Dumna z swojego przed czasowego wyszykowania sie wyszlam z pokoju.Pomachalam do wszystkich zebranych i zalozylam ciemne okulary na nos.Zeszlismy na recepcje a pozniej przeszlismy na sniadanie.-Justin tez przyjechal...-wszyscy juz jedlismy.Na wiadomosc Chrisa automatycznie znieruchomialam.''Jest tu?" napisalam na telefonie podsuwajac go przyjacielowi.-Jest u siebie w domu.
-Kenny mowil ze bedzie chcial dzisiaj sie z toba spotkac.-dodal Logan.Ja pokrecilam przeczaco glowa. ''Nie chce sie z nim widywac.''. Pisalam na telefonie pokazujac Brownowi a ten czytal na glos tak aby wszyscy mogli znac moje zdanie.
-Nie sadzisz ze wartobyloby dac mu przynajmniej piec minut rozmowy?-zapytala Haylie spogladajac smutno w moja strone.-Zobaczycie sie na pewno na pogrzebie...
-Ona nie chce miec juz z nim nic wspolnego.-przeczytal Chris.Po chwili do naszego stolika podeszla osoba z ktora tak bardzo balam sie spotkac...Jak ja mialam sie wytlumaczyc? Wiedzialam ze nie zrozumie.Musialam jednak stawic temu czolo.Wstalam od stolu i stanelam przed ta osoba....
___________________________________________________________
Znow koncze rozdzial z wielka nie wiadomo ^^ Jak myslicie kto to bedzie? Justin? Nic wam nie powiem :P Piszcie jak najwiecej komow i odwiedzajcie tez mojego nowego bloga ;) Epic evil love.
We wtorek mam ostatnia powazna poprawe wiec mam nadzieje ze uda mi sie ja zaliczyc :D Trzymajcie za mnie kciuki ;*
Powodzenia takze dla was we wszystkich egzaminach i poprawach ;)
Pozdrowionka :*
-Patrys
wtorek, 21 maja 2013
Rozdzial 48 ''-Nie unos sie suko...''
Na jednym z moich okien widnial napis: "Obserwuje cie." Przerazilam sie,bo moj pokoj byl jedynym miejscem gdzie czulam sie bezpiecznie.Jednymy miejscem po za tym kiedy Justin jest przy mnie.Szybko sie otrzasnelam i pobieglam do lazienki aby to zmyc.Migiem sie z tym uwinelam ale gdy sie podnosilam uslyszalam jak ktos otwiera drzwi.
-Co robisz?-Lil wszedl bez zadnego zaproszenia co nie powiem ale mnie troche wkurzylo.
-Nic...-odpowiedzialam zbyt szybko chowajac za soba sciereczki i jakis plyn.Wayne podszedl do mnie mruzac oczy.
-Co to bylo?
-Nic.-znow za szybko mu odpowiedzialam.
-Nie sciemniaj...
-Nie musze sie z niczego tlumaczyc Lil.-syknelam i skierowalam sie do lazienki gdzie szybko wyrzucilam sciereczki i schowalam plyn.Wychodzac zrobilo mi sie slabo i zachwialam sie na nogach.Wayne ktory siedzial na podlodze oparty o lozko od razu zerwal sie na rowne nogi i do mnie podbiegl.Przed oczami zaczelam miec mroczki i poczulam jak przyjaciel bierze mnie na rece i kladzie na lozko.Staralam sie oddychac gleboko jednak bylo to trudne ale gdy odwrocilam sie na plecy zrobilo mi sie lepiej.
-Ide po Ri i Chrisa.-raper byl stanowczy i dosc przejetey cala sytuacja.
-Nie...-wyszeptalam lekko ochrypnietym glosem.-Prosze,nie...-Lil automatycznie sie odwrocil w moja strone i usiadl obok.
-Powiesz mi co ci jest?
-Nie wiem...
-Od kiedy masz takie objawy?
-Nie wiem...-bylo mi juz dobrze.Moglam oddychac i nie bylo mi slabo.
-Pojedziemy do lekarza.
-Co? Nie!-usiadlam i patrzylam na niego jak na debila.Nie moglam isc do lekarza.Nie chcialam.
-Tak,Ka.Idziesz jutro do lekarza.
-Taa...-wstalam podchodzac do szafy.-Chcialbys...-wyciagnelam pizame i zniknelam w lazience.Do wanny napuscilam letniej wody a gdy powoli zapelniala powierzchnie ja mylam zeby patrzac w swoje odbicie w lustrze.Nie zywilam do siebie zadnych uczyc.Nie czulam wstretu ale jednak nie myslalam o sobie pozytywnie.Wydawalam sie taka obca.Zmienialm sie i to badzo.Gdy skonczylam jedna czynnosc zrzucilam z siebie ciuchy i weszlam do wody zamykajac oczy.Sprawialo mi to przyjemnosc i bardzo odprezalo.Opierajac glowe staralam sie napajac tym pieknym spokojem i cisza panujaca w lazience.Jednak w pewnym momencie uslyszalam dzwiek mojego telefonu.Wyciagnelam reke aby siegnac po uzadzenie lezace na podlodze obok moich ciuchow i w tamtym momencie dziekowalam ze moj telefon jest wodoodporny.Zamknelam oczy przyciagajac sluchawke,nie mialam pojecia kto dzowni bo nie chcialo mi sie spradzac.
-Halo??
-Dobry wieczor Karolino.
-Scooter??-od razu otworzylam oczy.-Hej.
-Co tam mloda?
-A jak myslisz??-znow zamknelam oczy.-Ciezko mi ale tak musi byc.Nie chce miec z nim juz kontaktu.Nie mam na to ani sily ani ochoty.
-Wiesz ze on sie w ogole nie usmiecha?Chodzi smutny i ciagle sie zastanawia co zrobic zeby cie odzyskac lub czemu tak sie stalo.
-Scoot...Scoot,po co ty mi to mowisz?
-Nie wiem... Mialem ochote do ciebie zadzonic bo brakuje calemu BieberTeam'owi twojej osoby.
-Mi was tez brakuje jednak mialam juz tego dosc. Nie moglam tak dluzej i nie wroce. To juz definitywne Scoot.
-Rozumiem...Chi i Fredo chca sie z toba spotkac.-powiedzial troche ciszej.
-Powiedz im ze moge sie z nimi zobaczyc.Po kryjomu tak zeby nik nie wiedzial...-chcialam dokonczyc ale nie bylo mi to dane.
-Zeby Justin nie wiedzial...-dodal za mnie.
-Tez...-powiedzialam smutno.-Przekaz im zeby do mnie zadzonili.
-Ok...Musze konczyc...
-Hej Scoot widziales moje okulary?-uslyszalam ten glos i automatycznie sie rozlaczylam.W moim sercu poczulam uklucie a do oczu naplynely lzy.Odlozylam telefon na dywanik a pozniej zanuzylam sie w wodzie nabierajac przed tym powietrza.Pod woda bylo mi dobrze.Nie wiem czemu ale czulam sie tam bezpieczna.Wynuzylam sie dopiero po paru minutach gdy woda stawala sie powoli coraz chlodniejsza.Umylam sie dokladnie a pozniej wyszlam owijajac recznikiem.Nie patrzac w odbicie lusta wytarlam sie,ubralam i wyszlam z lazienki.W pokoju byl calkowity nielad wiec wlazylam laptopa i puscilam jakas muzyke.Zaczleam sprzatac i ukladac nucac sobie pod nosem.Kompletne sprzatanie zajelo mi wiecej niz godzine.Zadowolona z siebie rzucilam sie na lozko i patrzylam w sufit gleboko oddychajac.Postanowilam sprobowac zadzownic do Milosza...Czemu taki pomysl? Nie mam pojecia.Czulam wielka potrzebe porozmawiania z bratem.Siegnelam po telefon i drzaca reka wybralam wlasciwy numer a pozniej wlaczylam na glosnomowiacy.Kolejne sygnaly wywolywaly u mnie coraz mocniejsze bicie serca.Gdy juz mialam rozlaczyc moj brat odebral.
-Ka...Karolina??
-Milosz...
-Boze,Ka...Ja tak strasznie przepraszam.Ja tak bardzo zaluje.Karolina blogam cie wybacz mi.Ja nie wiedzialem jaki popelniam blad.
-Milosz przestan.-przerwalam mu w polowie poniewaz nie mialam zamiaru tego sluchac.Rana na sercu caly czas byla i na pewno nie zniknie.Moglam wybaczyc jednak nie zapomniec.-Nie przepraszaj bo to bez sensu... Zadzownilam sama nie wiem co po...
-Uwazasz ze da sie jeszcze odbudowac nasze relacje??
-Nie wiem...Zawsze jest jakas iskierka nadzieji,tak?
-Karli...Karli to prawda z Bieberem??
-Mam go dosc Milosz...Tak bedzie lepiej dla nas obu.-zamknelam oczy mocno je zaciskajac.
-A co jak zejdzie sie znow z Gomez? Jak bedziesz sie czula widzac ich razem na gali o czym kolwiek?-w jego glosie bylo slychac troche zlosci.To czego teraz najmniej potrzebowalam to tego aby ktos byl na mnie zly.
-A co mam czuc? Milosz nie jestem juz z Justinem.Oboje mamy prawo do umawiania sie z innymi,tak? To nie dziala w ten sposob ze bede zawsze z JB.-skoro on mowi ze zloscia ja tez tak mowilam.Nikt mi nie bedzie pokazywal swojego ja.
-Przperaszam...Nie pomyslem.
-Mysl a nie przepraszasz...Dobra jest juz pozno...Dobranoc Milosz.
-Karli zadzwonisz jutro?-zapytal z taka nadzieja ze az moje serce oblalo cieplo niewyobrazalnie slodkie.
-Tak...-szepnelam i sie rozlaczylam.Usmiechnelam sie na chwilke znow sie kladac.Po chwili znow moj telefon rozbrzeczal jednak tym razem dostalam wiadomosc.''Odnowa kontaktu z braciszkiem? Ciekawe...Ciekawe... Mam propozycje.Ale to zadzownie do ciebie jutro kochanie :*". W moich rzylach krew automatycznie zziebla.Widomosc byla od tej tajemniczej osoby.Wylaczylam telefon.Czwalalam sie po lozku bo w ogole nie moglam zasnac.Ciagle myslalam o tej tajemniczej osobie,o moim bracie i o tym ze jutro znow bede musiala stawic czolo rzeczywistosci.Wkurzalo mnie juz to ze nie moglam zasnac jednak po wielu probach wreszcie mi sie udalo.
Rano juz gotowa,zadzonilam do Logana aby przyjechal po mnie i razem udalismy sie do studia gdzie czekala na mnie Haylie i Shila.
-Hej kochana.-przywitaly mnie kobiety buziakiem w policzki.
-Hej,hej.-powiedzialam wymuszajac usmiech.
-Widze ze ubralas sie w zestaw ktory ci zostawilam.-stwierdzila moja styliska oglafajac mnie od stop do glow.
-No tak,tak.Strasznie mi sie podoba.-wyszczerzylam sie nie udajac zadnych emocji.
-Dobrze...Bardzo dobrze.-powiedziala tajemniczo i juz wiedzialam ze myslala nad nastepnymi strojami.
-Dzis przyjda osby z magazynu Z!ink.-zaczela moja menadżerka gdy juz siedzialysmy.
-Mhm...-mruknelam wyciagajac telefon.-O ktorej?
-Za 20 minut.
-No ok.-przez ten czas rozmawialysmy odnosnie mojego wywiadu i tego kiedy nagram nadtepna piosenke.Wreszcie ktos zapukal a Haylie ich wpuscila.Bylo to dwoch mlodych mezczyzn ubranych bardzo powaznie.Mieli na sobie garnitury i krawaty.Zaraz po nich wszedl jeszcze jeden.Nie za mlody lecz nie za stary.Byl ubrany w jeansy,koszulke i marynare.Zastanawialo mnie to kim byl.Gdy wszyscy usiedli moj telefon nagle zadzownil wiec szybko zerknelam i ukazal sie jakis nieznajomy numer.Przeprsilam na chwile i szybko wyszlam z pokoju.
-Witaj skarbie...-uslyszalam ten obrzydly glos ktory nekal mnie od jakiegos czasu.
-Slucham twojej propozycji.-powiedzialam ostro poniewaz nie chcialo mi sie bawic w jakies gierki.
-Chcialbym abyspoznala mojego kolege...-powiedzial tajemniczo a ja zmarszczylam brwi.
-I po co to??
-Przyjaciel chce sie wybic...
-Hahaa...Ja sie sama jeszcze nie wybilam.
-Jak to nie...Kochanie jest o tobie wszedzie.-jego glos mnie odrazal.Nie cierpialam jak mnie tak nazywal.
-Nie mow tak do mnie...-syknelam wsciekla.Mialam dosc tego meczenia i zastraszania.Nie powiem ze sie nie balam jednak zlosc wziela gore.
-Nie unos sie suko...To ja tu rzadze.Jutro o 20.00 na dachu hotelu ''Malibu''.Lepiej dla ciebie jak bedziesz sama.-powiedzial juz naprawde wkurzony i sie rozlaczyl.Westchnelam gleboko i wrocilam do pokoju chowajac telefon do kieszeni.
-Przepraszam.To bylo wazne.-usmiechnelam sie sztucznie siadajac miedzy Loganem a Haylie.Wszyscy pokiwali glowa i zaczeli gadac o tej sesji a ja wyciagnelam tel i zaczelam esemesowac z RiRi ktora wlasnie sie obudziala.
- A tobie pasuje?-uslyszlalam glos Shili i poczukam jak wszyscy na mnie patrza.
-Hm?-automatycznie schowalam telefon i usiadlam prosto.
-No data...-dodala.
-Tak,tak.Pewnie.-spojrzlalam blagajaco na Logana a on mnie zlapal za dlon i wiedzialam ze pozniej mi wszystko wytlumaczy.
-W takim razie ustalone.-powiedzial jeden z tych panow w garniturze.Podal jakies papiery mojej menadżerce i zaczeli sie podnoscic.W pewnym moemenice drzwi sie otworzyli bez zadnego pukania a w nich zobaczylam....
_____________________________________________________
Jak obiecalalm tak dodaje.Juz sie balam ze nie dodam bo moja mama mi zabronila dzis wejsc ale jak widzicie udalo mi sie ^^ Mam nadzieje ze rozdzial sie spodoba i piszcie w komach kogo typujecie na osobe ktora weszla do pokoju? Jestem ciekawa czy zgadniecie. :P
Zajrzyjcie tez na mojego drugiego bloga ;) Jutro na pewno sie cos na nim pojawi :D
-Patrys
-Co robisz?-Lil wszedl bez zadnego zaproszenia co nie powiem ale mnie troche wkurzylo.
-Nic...-odpowiedzialam zbyt szybko chowajac za soba sciereczki i jakis plyn.Wayne podszedl do mnie mruzac oczy.
-Co to bylo?
-Nic.-znow za szybko mu odpowiedzialam.
-Nie sciemniaj...
-Nie musze sie z niczego tlumaczyc Lil.-syknelam i skierowalam sie do lazienki gdzie szybko wyrzucilam sciereczki i schowalam plyn.Wychodzac zrobilo mi sie slabo i zachwialam sie na nogach.Wayne ktory siedzial na podlodze oparty o lozko od razu zerwal sie na rowne nogi i do mnie podbiegl.Przed oczami zaczelam miec mroczki i poczulam jak przyjaciel bierze mnie na rece i kladzie na lozko.Staralam sie oddychac gleboko jednak bylo to trudne ale gdy odwrocilam sie na plecy zrobilo mi sie lepiej.
-Ide po Ri i Chrisa.-raper byl stanowczy i dosc przejetey cala sytuacja.
-Nie...-wyszeptalam lekko ochrypnietym glosem.-Prosze,nie...-Lil automatycznie sie odwrocil w moja strone i usiadl obok.
-Powiesz mi co ci jest?
-Nie wiem...
-Od kiedy masz takie objawy?
-Nie wiem...-bylo mi juz dobrze.Moglam oddychac i nie bylo mi slabo.
-Pojedziemy do lekarza.
-Co? Nie!-usiadlam i patrzylam na niego jak na debila.Nie moglam isc do lekarza.Nie chcialam.
-Tak,Ka.Idziesz jutro do lekarza.
-Taa...-wstalam podchodzac do szafy.-Chcialbys...-wyciagnelam pizame i zniknelam w lazience.Do wanny napuscilam letniej wody a gdy powoli zapelniala powierzchnie ja mylam zeby patrzac w swoje odbicie w lustrze.Nie zywilam do siebie zadnych uczyc.Nie czulam wstretu ale jednak nie myslalam o sobie pozytywnie.Wydawalam sie taka obca.Zmienialm sie i to badzo.Gdy skonczylam jedna czynnosc zrzucilam z siebie ciuchy i weszlam do wody zamykajac oczy.Sprawialo mi to przyjemnosc i bardzo odprezalo.Opierajac glowe staralam sie napajac tym pieknym spokojem i cisza panujaca w lazience.Jednak w pewnym momencie uslyszalam dzwiek mojego telefonu.Wyciagnelam reke aby siegnac po uzadzenie lezace na podlodze obok moich ciuchow i w tamtym momencie dziekowalam ze moj telefon jest wodoodporny.Zamknelam oczy przyciagajac sluchawke,nie mialam pojecia kto dzowni bo nie chcialo mi sie spradzac.
-Halo??
-Dobry wieczor Karolino.
-Scooter??-od razu otworzylam oczy.-Hej.
-Co tam mloda?
-A jak myslisz??-znow zamknelam oczy.-Ciezko mi ale tak musi byc.Nie chce miec z nim juz kontaktu.Nie mam na to ani sily ani ochoty.
-Wiesz ze on sie w ogole nie usmiecha?Chodzi smutny i ciagle sie zastanawia co zrobic zeby cie odzyskac lub czemu tak sie stalo.
-Scoot...Scoot,po co ty mi to mowisz?
-Nie wiem... Mialem ochote do ciebie zadzonic bo brakuje calemu BieberTeam'owi twojej osoby.
-Mi was tez brakuje jednak mialam juz tego dosc. Nie moglam tak dluzej i nie wroce. To juz definitywne Scoot.
-Rozumiem...Chi i Fredo chca sie z toba spotkac.-powiedzial troche ciszej.
-Powiedz im ze moge sie z nimi zobaczyc.Po kryjomu tak zeby nik nie wiedzial...-chcialam dokonczyc ale nie bylo mi to dane.
-Zeby Justin nie wiedzial...-dodal za mnie.
-Tez...-powiedzialam smutno.-Przekaz im zeby do mnie zadzonili.
-Ok...Musze konczyc...
-Hej Scoot widziales moje okulary?-uslyszalam ten glos i automatycznie sie rozlaczylam.W moim sercu poczulam uklucie a do oczu naplynely lzy.Odlozylam telefon na dywanik a pozniej zanuzylam sie w wodzie nabierajac przed tym powietrza.Pod woda bylo mi dobrze.Nie wiem czemu ale czulam sie tam bezpieczna.Wynuzylam sie dopiero po paru minutach gdy woda stawala sie powoli coraz chlodniejsza.Umylam sie dokladnie a pozniej wyszlam owijajac recznikiem.Nie patrzac w odbicie lusta wytarlam sie,ubralam i wyszlam z lazienki.W pokoju byl calkowity nielad wiec wlazylam laptopa i puscilam jakas muzyke.Zaczleam sprzatac i ukladac nucac sobie pod nosem.Kompletne sprzatanie zajelo mi wiecej niz godzine.Zadowolona z siebie rzucilam sie na lozko i patrzylam w sufit gleboko oddychajac.Postanowilam sprobowac zadzownic do Milosza...Czemu taki pomysl? Nie mam pojecia.Czulam wielka potrzebe porozmawiania z bratem.Siegnelam po telefon i drzaca reka wybralam wlasciwy numer a pozniej wlaczylam na glosnomowiacy.Kolejne sygnaly wywolywaly u mnie coraz mocniejsze bicie serca.Gdy juz mialam rozlaczyc moj brat odebral.
-Ka...Karolina??
-Milosz...
-Boze,Ka...Ja tak strasznie przepraszam.Ja tak bardzo zaluje.Karolina blogam cie wybacz mi.Ja nie wiedzialem jaki popelniam blad.
-Milosz przestan.-przerwalam mu w polowie poniewaz nie mialam zamiaru tego sluchac.Rana na sercu caly czas byla i na pewno nie zniknie.Moglam wybaczyc jednak nie zapomniec.-Nie przepraszaj bo to bez sensu... Zadzownilam sama nie wiem co po...
-Uwazasz ze da sie jeszcze odbudowac nasze relacje??
-Nie wiem...Zawsze jest jakas iskierka nadzieji,tak?
-Karli...Karli to prawda z Bieberem??
-Mam go dosc Milosz...Tak bedzie lepiej dla nas obu.-zamknelam oczy mocno je zaciskajac.
-A co jak zejdzie sie znow z Gomez? Jak bedziesz sie czula widzac ich razem na gali o czym kolwiek?-w jego glosie bylo slychac troche zlosci.To czego teraz najmniej potrzebowalam to tego aby ktos byl na mnie zly.
-A co mam czuc? Milosz nie jestem juz z Justinem.Oboje mamy prawo do umawiania sie z innymi,tak? To nie dziala w ten sposob ze bede zawsze z JB.-skoro on mowi ze zloscia ja tez tak mowilam.Nikt mi nie bedzie pokazywal swojego ja.
-Przperaszam...Nie pomyslem.
-Mysl a nie przepraszasz...Dobra jest juz pozno...Dobranoc Milosz.
-Karli zadzwonisz jutro?-zapytal z taka nadzieja ze az moje serce oblalo cieplo niewyobrazalnie slodkie.
-Tak...-szepnelam i sie rozlaczylam.Usmiechnelam sie na chwilke znow sie kladac.Po chwili znow moj telefon rozbrzeczal jednak tym razem dostalam wiadomosc.''Odnowa kontaktu z braciszkiem? Ciekawe...Ciekawe... Mam propozycje.Ale to zadzownie do ciebie jutro kochanie :*". W moich rzylach krew automatycznie zziebla.Widomosc byla od tej tajemniczej osoby.Wylaczylam telefon.Czwalalam sie po lozku bo w ogole nie moglam zasnac.Ciagle myslalam o tej tajemniczej osobie,o moim bracie i o tym ze jutro znow bede musiala stawic czolo rzeczywistosci.Wkurzalo mnie juz to ze nie moglam zasnac jednak po wielu probach wreszcie mi sie udalo.
Rano juz gotowa,zadzonilam do Logana aby przyjechal po mnie i razem udalismy sie do studia gdzie czekala na mnie Haylie i Shila.
-Hej kochana.-przywitaly mnie kobiety buziakiem w policzki.
-Hej,hej.-powiedzialam wymuszajac usmiech.
-Widze ze ubralas sie w zestaw ktory ci zostawilam.-stwierdzila moja styliska oglafajac mnie od stop do glow.
-No tak,tak.Strasznie mi sie podoba.-wyszczerzylam sie nie udajac zadnych emocji.
-Dobrze...Bardzo dobrze.-powiedziala tajemniczo i juz wiedzialam ze myslala nad nastepnymi strojami.
-Dzis przyjda osby z magazynu Z!ink.-zaczela moja menadżerka gdy juz siedzialysmy.
-Mhm...-mruknelam wyciagajac telefon.-O ktorej?
-Za 20 minut.
-No ok.-przez ten czas rozmawialysmy odnosnie mojego wywiadu i tego kiedy nagram nadtepna piosenke.Wreszcie ktos zapukal a Haylie ich wpuscila.Bylo to dwoch mlodych mezczyzn ubranych bardzo powaznie.Mieli na sobie garnitury i krawaty.Zaraz po nich wszedl jeszcze jeden.Nie za mlody lecz nie za stary.Byl ubrany w jeansy,koszulke i marynare.Zastanawialo mnie to kim byl.Gdy wszyscy usiedli moj telefon nagle zadzownil wiec szybko zerknelam i ukazal sie jakis nieznajomy numer.Przeprsilam na chwile i szybko wyszlam z pokoju.
-Witaj skarbie...-uslyszalam ten obrzydly glos ktory nekal mnie od jakiegos czasu.
-Slucham twojej propozycji.-powiedzialam ostro poniewaz nie chcialo mi sie bawic w jakies gierki.
-Chcialbym abyspoznala mojego kolege...-powiedzial tajemniczo a ja zmarszczylam brwi.
-I po co to??
-Przyjaciel chce sie wybic...
-Hahaa...Ja sie sama jeszcze nie wybilam.
-Jak to nie...Kochanie jest o tobie wszedzie.-jego glos mnie odrazal.Nie cierpialam jak mnie tak nazywal.
-Nie mow tak do mnie...-syknelam wsciekla.Mialam dosc tego meczenia i zastraszania.Nie powiem ze sie nie balam jednak zlosc wziela gore.
-Nie unos sie suko...To ja tu rzadze.Jutro o 20.00 na dachu hotelu ''Malibu''.Lepiej dla ciebie jak bedziesz sama.-powiedzial juz naprawde wkurzony i sie rozlaczyl.Westchnelam gleboko i wrocilam do pokoju chowajac telefon do kieszeni.
-Przepraszam.To bylo wazne.-usmiechnelam sie sztucznie siadajac miedzy Loganem a Haylie.Wszyscy pokiwali glowa i zaczeli gadac o tej sesji a ja wyciagnelam tel i zaczelam esemesowac z RiRi ktora wlasnie sie obudziala.
- A tobie pasuje?-uslyszlalam glos Shili i poczukam jak wszyscy na mnie patrza.
-Hm?-automatycznie schowalam telefon i usiadlam prosto.
-No data...-dodala.
-Tak,tak.Pewnie.-spojrzlalam blagajaco na Logana a on mnie zlapal za dlon i wiedzialam ze pozniej mi wszystko wytlumaczy.
-W takim razie ustalone.-powiedzial jeden z tych panow w garniturze.Podal jakies papiery mojej menadżerce i zaczeli sie podnoscic.W pewnym moemenice drzwi sie otworzyli bez zadnego pukania a w nich zobaczylam....
_____________________________________________________
Jak obiecalalm tak dodaje.Juz sie balam ze nie dodam bo moja mama mi zabronila dzis wejsc ale jak widzicie udalo mi sie ^^ Mam nadzieje ze rozdzial sie spodoba i piszcie w komach kogo typujecie na osobe ktora weszla do pokoju? Jestem ciekawa czy zgadniecie. :P
Zajrzyjcie tez na mojego drugiego bloga ;) Jutro na pewno sie cos na nim pojawi :D
-Patrys
Następny blog.
Jak sami widzicie...Zalozylam nastepnego bloga.Zblizaja sie wakacje,polowe popraw i egzaminow mam juz za soba (akurat tych trudniejszych) wiec jestem juz luzniejsza i wgl wiec pomyslalam nad prowadzeniem dwoch szczegolnie ze tego za jakis czas zakoncze...
Wiec oto link do nowego bloga: http://epicevillove.blogspot.it/
I od razu mowie: NIE CzYTALAM "DANGER" !! Juz dwie kolezanki mi powiedzialy ze zapowiada sie po tym jak im opowiadalam,jak ''Danger"...
Mam nadzieje ze bedziecie zagladac na obydwa :) POstaram sie dodawac regularnie ale ostatnio przeskrobalam sobie u rodzicow i mam troszke ograniczony komuter -.- eh...
-Patrys
Wiec oto link do nowego bloga: http://epicevillove.blogspot.it/
I od razu mowie: NIE CzYTALAM "DANGER" !! Juz dwie kolezanki mi powiedzialy ze zapowiada sie po tym jak im opowiadalam,jak ''Danger"...
Mam nadzieje ze bedziecie zagladac na obydwa :) POstaram sie dodawac regularnie ale ostatnio przeskrobalam sobie u rodzicow i mam troszke ograniczony komuter -.- eh...
-Patrys
czwartek, 16 maja 2013
Info...
Chcialam was bardzo ale to bardzo przeprosic ze nie dodaje lecz to dlatego że: mam mase nauki bo poprawki itp, nie mam wgl weny,nie mam czasu i nie mam sily... Przepraszam was z calego serca ale musicie mnie zrozumiec :*
Kolejny rozdzial postaram sie dodac w poniedzialek lub we wtorek :) nic nie ubiecuje jednak sie postaram.
Koniec roku mam 12-ego czerwca wiec na pewno bedzie pojawiac sie wiecej rozdzialow,bynajmniej sie postaram :)
Dziekuje ze komentujecie,czytacie i wgl chcecie tutaj zagladac :) Kocham Was!! <3
I jest jeszcze kwestia mojego przyjazdu do Polski... Jednak to kiedy indziej ;P
Trzymjajcie jutro za mnie kciuki bo mam pytanie z biologi... -.-
Pozdrowionka! :*********
-Patrys
Kolejny rozdzial postaram sie dodac w poniedzialek lub we wtorek :) nic nie ubiecuje jednak sie postaram.
Koniec roku mam 12-ego czerwca wiec na pewno bedzie pojawiac sie wiecej rozdzialow,bynajmniej sie postaram :)
Dziekuje ze komentujecie,czytacie i wgl chcecie tutaj zagladac :) Kocham Was!! <3
I jest jeszcze kwestia mojego przyjazdu do Polski... Jednak to kiedy indziej ;P
Trzymjajcie jutro za mnie kciuki bo mam pytanie z biologi... -.-
Pozdrowionka! :*********
-Patrys
wtorek, 14 maja 2013
Rozdzial 47 ''-Czego chciala?''
Po powrocie ze szpitala wymeldowalam sie z pokoju z Bieberem i przenioslam sie do apartamentu Haylie.Do Biebera sie nie odezwalam przez caly tydzien mimo ze probowal do mnie dotrzec ja traktowalam go jak powietrze.Lil musial po 3 dniach wrocic do LA.Logan,Alec i Lorent pomagali mi unikac piosenkarza mimo tego ze to sprawialo naprawde duzo trudu.Przez ten tydzien strasznie zblizylam sie z Haylie jednak to nie bylo tak jak z RiRi.Co do niej, codziennie rozmawialysmy rano i wieczorem.
-Ka masz wszystko?-zapytal Logan wchodzac do apartamentu.
-Tak,tak.-powiedzialam smutno biorac torebke poniewaz Alec zajal se juz moim bagazem.Wyszlam razem z moim ochroniarzem zakladajac na nos okulary.Dzien wczesniej pozegnalam sie juz z Kamila ktora strasznie plkala tak samo jak ja.Nasz kontakt sie odswierzyl,znow bylysmy sobie bliskie jak dawniej.Obiecalam ze bede ja odwiedzac jak najczesciej.Na recepcji zobaczylam Justina. Ja jednak nawet na niego nie spojrzalam.Podeszlam do Haylie ktora wlasnie wymeldowywala nas z pokoju.
-Jak sie czujesz slonce?-zapytala patrzac troskliwie.Ja w odpowiedzi wzruszylam ramionami i rozejrzalam sie po recepcji.Zdziwil mnie fakt ze Bieber zniknal z mojego pola widzenia.
-Mozemy porozmawiac?-uslyszlam jego glos za soba wiec gwaltownie sie odworicilam.Zalozylam rece na piersi lekko przechylilam glowe na bok.
-A mamy o czym?
-Tak.
-Co tu jest do gadania? Wracamy do LA ty wracasz do Stratford i koniec..Nie widze dalszej przyszlosci.
-Ale...Ale jak to? Nie chcesz miec juz ze mna kontaktu?-patrzyl na mnie zszokowany i przygnebiony.
-Jaki kontakt Justin?Taki jak do tej pory?Cialge klotnie i pretesje? Nie...Ja dziekuje.-pojedyncza lza splynela mi po policzku jednak mialam okulary i nie bylo widac ze moje oczy byly calusienkie wypelnione lazami.Wytarlam szybko kropelke i wzielam gleboki wdech.-To...To chyba juz koniec...-wzielam walizke i ominelam chlopaka podchodzac do Logana i mojej stylistki a pozniej razem wyszlismy przed hotel gdzie czekalo juz auto.Jak sie okazalo mielismy jechac dwoma samochodami.W pierwszym ja,Logan,Haylie i Lorent a w drugim Alec,Kanny i Bieber.Na lontisku nawet sie nie zatrzymalam zeby pomachac ludziom.Chcialam jak najszybciej znalezc sie w samolocie.Dzis w ogole sie nie usmiechnelam, ani razu.Na pokladzie usiadlam na miejscu od okna i od razu zalozylam sluchawki puszczajac ulubione nuty.Obok mnie usiadl nie kto inny jak Justin.Ja jednak to olalam,bylam zbyt zajeta swoimi myslami.Patrzylam jak samolot wzbija sie w chmury i podziwialam piekne widoki.Nawet nie zorientowalam sie kiedy miejsce obok mnie zaja ktos inny.
-Mala...-ktos szturchnal mnie w zebra a ja wyjelam sluchawki jednak nie przenoszac wzroku na tajemnicza osobe.
-Czego?
-Co jest?-dopiero teraz zorientowalam sie ze to Kenny wiec od razu na niego spojrzalam.Byl smutny a w jego oczach malowalo sie wspulczucie.Ja tylko pokrecilam zrezygnowana glowa.Mezczyzna od razu mnie do siebie przytulil.-Przykro mi...Tak mi przykro gdy widze cie smutna.Az chce mi sie plakac.-szeptal mi do ucha a ja sie w niego wtulilam i uwaznie sluchalam.-Jemu tez jest przykro...Cale noce siedzial na balkonie i patrzyl w niebo...
-Palil?-podnioslam wzrok na ochroniarza JB.Nawet nie wiem czemu mnie to obchodzilo...Ale fakt faktem nadal kochalam Justina.Kenny przytaknal glowa smutno.
-Widzialem tez ze plakal...-szepnal mi naprawde cicho a ja opuscilam wzrok.-Wiesz ze on z byle powodu nie placze.Prosze porozmawiaj z nim.
-Kazal ci tu przyjsc?-znow spojrzalam w jego oczy.Wiedzialam kiedy klamal.
-Nie.-mowil prawde.
-To czemu to robisz?-wyswobodzilam sie z jego usciusku opierajac o okno.
-Bo obojgu was kocham jak rodzine i nie chce abyscie chodzili smutni.Rozumiem i ciebie i mlodego jednak nie wyjasnione sytuacje pozostawiaja na sumieniu duzy ciezar...-on wstal i poslal mi smutny usmiech.Patrzylam jak odchodzi i starannie analizowalam jego slowa.Wiedzialam idealnie ze ma racje jednak probowalam znalezc cos aby temu zaprzeczyc.Po chwili na swoje miejsce wrocil Bieber.Patrzylismy sobie w oczy chcac cos powiedziec jednak oboje nie wiedzielismy jak zaczac.
-Karli...
-Jus...-zaczelismy w tym samym momencie a pozniej od razu ucichlismy.-Ty pierwszy.
-Sluchaj..Nie chce cie stracic...-jego wypowiedz przerwal dzowonek mojego telefonu.Spojrzalam na niego niepewnie.-Odbierz...-zrobilam jak kazal i przejechalm kciukiem po ekranie a pozniej przylozylam telefon do ucha.
-Zraz go do siebie...-powiedzial ten tajemniczy gos.-Jesli nie bedzie mial z toba kontaktu bedzie bezpieczny...-wiedzialam ze musze zrobic co kaze.Za bardzo mi na nim zalezalo zeby narazac jego bezpieczenstwo.-Zrob to jak najszybciej bo ineczej bedzie czekala na niego w domu niemila niespodzianka.-zasmial sie szyderczo i polaczenie zostalo rozlaczone.Stralam sie nie dac poznac ze bylam zszokowana i przestraszona.
-Kontynuluj...-powiedzialam chowajac telefon do kieszeni spodenek.
-Wszystko ok?
-Tak,tak...To byla pomylka...
-Klamiesz...-powiedzial pewny siebie.
-Odwal sie najlepiej...Nie musze ci sie spowiadac.-odwrocilam sie z powrotem do okna i zalozylam slochawki.-Podjelam juz decyzje...Nie chce miec juz z toba jakiegokolwiek kontaktu.Tak bedzie lepiej dla nas obojga.-spojrzalam kontem oka na jego twarz jednak on tylko wstal i sobie gdzies poszedl.Westchnelam a po moich policzkach zaczely cieknac lzy.Nie mialam juz sily a wiedzialam ze to dopiero pocztek...Na lotnisku czekal na mnie Chris i Lil. Od razu sie przytulilam do chlopaka RiRi a pozniej wtulilam w Wayne.Ten drogi mnie pocalowal w glowe i szepnal ze pogadamy pozniej.-Gdzie Ri?-spojrzalam na Browna gdy szlismy juz do auta.
-Musiala jechac na jakies spotkanie odnosnie nowej piosenki.-powiedzial otwierajac mi drzwi.Ja po prostu wziadlam i znow patrzylam przez okno.Lil usiadl obok mnie a Chris z przodu.Przez cala podrozy do domu patrzylam nieobecnie przez okno i myslalam o tym telefonie od tajemniczego mezczyzny.Gdy znalezlismy sie juz na miejscu od razu i bez slowa poszlam do swojego pokoju zamykajac za soba drzwi.Rozejrzalam sie po pomieszczeniu podchodzac do lozka i sie na nie rzucilam na plecy.Patrzylam w sufit a po moich policzkach splywaly lzy.Po chwili znadzownil moj telefon wiec od razu i bez patrzenia na numer odebralam.
-Tak?
-Dobra dziewczynka...Justin teraz na pewno da ci spokoj a jak nie to zraz go jeszcze bardziej...-na dzwiek tego glosu od razu usiadlam.
-Kim ty jestes i czego chcesz?
-Nie.Nie.Nie... Nie jestes od zadawania pytan skarbie...
-Powiedz czemu to robisz? Czemu ja?! Co ja takiego zrobilam?!- przez chwile w sluchawce byla cisza a pozniej sygnal sie urwal.Od nowa po moich policzkach zaczely cieknac lzy.Wzielam jakies pierwsze lepsze bikini z szuflady i szybko je na siebie nalozylam po czym wylaczylam telefon i zbieglam na dol gdzie w salonie siedzial Logan,Chris,Lil i Kenny.Czala czeworka na mnie spojrzala a ja tylko podnioslam reke w gescie aby nic nie mowili i wyszlam na dwor.Od razu skoczylam na glowke do basenu i zaczelam plynac na drogi koniec.Mialam cel.Teraz wszystkie swoje mysli skupialam na tym aby jak najszybciej doplynac do konca.Kiedy juz bylam blisko zrobilam fikolka pod woda i odepchnelam sie od plytek.Plynelam na drugi koniec.Plywalam tak kilkanascie albo nawet kilkadziesiat basenow az uslyszalam wolanie.Od razu wynuzylam sie i zobaczylam na brzegu Chrisa i Lil'a.-Czego?
-Wiesz ze plywasz juz ponad 5 godzin!! Karolina! To nie bezpieczne! Mialas odpoczywac!!-Chris byl powaznie zdenerwowany.
-Oh nie krzycz juz...! Nie jestem mala dziewczynka!
-A sie tak zachowujesz!
-Nie jestes moim ojcem!-wyszlam z basenu jednak nie moglam ustac.Opadlam w ramiona Browna.
-Widzisz...Az nie oszczedze sobie: a nie mowilem?-wzial mnie na rece i zaniusl do salonu po czym polozyl mnie na sofie okrywajac kocem.Od razu zrobilo mi sie lepiej jednak przeciez nie w mojej naturze bylo przyznanie racji Brownowi lub komukolwiek.Lil od razu usiadl obok i mnie do siebie przytulil.Chlopak RiRi poszedl gdzies,prawdopodobnie do kuchni.Dobrze sie czulam przy Wayne,taka bezpieczna,mimo tego ze mnie zranil wtedy w studio.Zamknelam oczy i staralam sie odprezyc jednak do mojej glowy znow naplynelo pelno mysli zwiazanych z Jusem.Od razu otworzylam oczy i niespokojnie sie poruszylam co zwrocilo uwage mojego przyjaciela.
-Co sie stalo?
-Nic.Nic.-powiedzialam jakby troszke z ulga ze ktos jest przy mnie.
-Zasnelas..-usmiechnal sie zabawnie.Ja od razu wytrzeszczylam oczy w zdziwieniu,nawet sobie nie zdalam z tego sprawy.
-Ile spalam?
-Hmm...Jakies 3 godziny.-to juz w ogole mnie zdziwilo.Podnioslam sie lekko do gory i oparlam o poduszki.-Chris musial jechac po cos...Wroci z RiRi czyli jeszcze pare godzin.
-Chciales pogadac...-spojrzalam na niego pytajaco podnoszac jedna brew.
-Nie rob tak.-zasmial sie a ja przybralam normalny wyraz twarzy.-Tak,chcialem...I to nadal aktualne.
-Pogadamy tylko pojde sie przebrac.-wstalam powoli z sofy i skierowalam sie w kierunku schodow.Bylam wykonczona i czulam jak moja glowa wiruje jednak bylam zbyt zawzieta aby poddac sie bolowi.Przebralam sie w dosc powolnym tepie a pozniej wrocilam do przyjaciela.Bylo mi zimno wiec mimo tego ze mialam sweter skulilam sie podciagajac kolana pod brode.-Wiec o czym chciales porozmawiac?
-Co sie dzieje? Widze ze jest cos nie tak...Pamietaj ze mi mozesz ufac.-powiedzial lapiac mnie za jedna dlon.Zamknelam oczy i wzielam gleboki wdech powstrzymujac naplywajacym lza.Spojrzalam na przyjaciela i po moich policzkach jednak poplina plyn.
-Nie moge miec kontaktu z Justinem...-mruknelam smutno a widzac ze przyjaciel niczego nie rozumie opowiedzialam mu cala sytuacje.Zaczynajac od prawie zgwalcenia konczac na dzisiaj.Lil patrzyl na mnie zszokowany i w jego oczach moglam odczytac cos w rodzaju przejecia.Nic nie powiedzial gdy skonczylam,po prostu sie przysunal i mnie przytulil pozwalajac wyplakac sie.-Tylko prosze,naprawde blagam nie mow nikomu...
-Masz to jak w banku mala...Chce ci pomoc.-poglaskal mnie po policzku.-Tylko nie odsuwaj od siebie przez to Chrisa i RiRi...Oni tez chca dla ciebie jak najlepiej.Wiedza?
-Nie...No cos ty! Jesli komus powiesz bedziesz mnial do czynienia nie tylko ze mna ale i z ta osoba...-wstalam czujac ze mam wiecej sily i poszlam po wode do kuchni.Lil przyszedl zaraz za mna.
-A co jesli ja jestem ta osoba?-zapytal jakby to bylo faktem.Troche sie przerazilam i od razu odwrocilam.
-Nie mogl bys mi tego srobic...-powiedzialamz nutka zapytania.Nie bylam co do niego tak do konca pewna.Przez chwile nic nie odpowiadal zachowujac powazna i grozna mine ale po chwili wypuchl smiechem zginajac sie w pol.-Jestes okropny!!-wkurzylam sie bo nie bylo mi do smiechu.-Jestes skonczonym skurwielem!! Jak mogles mnie tak straszyc?!-przeszlam obok niego majac nadzieje ze pojdzie za mna i sie nie mylilam.Skierowalam sie do drzwi frontowych i je otworzylam.-Wypieprzaj...Jak to takie zabawne to poradze sobie sama.-bylam zla i nawet nie myslalam nad tym co robie.Wiedzialam jedno,ze nie chce widziec jak smieje sie kiedy ja naprawde przechodze ciezkie chwile.
-No Karli nie zartuj...-zasmial sie myslac ze robie to tylko zeby go rozbawic.Nic nie powiedzialam.-Karli..Przepraszam chcialem tylko rozladowac napiecie.Ja naprawde przepraszam,nie chcialem.-przysunal sie do mnie i zlapal leciutko moja dlon.Wybaczylam mu w myslach ale teraz chcialam sie zemscic wiec nie nic mowilam.-Karlo prosze odezwij sie...Nakrzycz na mnie bylebys sie tylko odezwala.-mial mine jak szczeniaczek...Byl taki wystraszony i smutny.Zasmialam sie glosno zamykajac drzwi.Lil patrzyl na mnie niezrozumiale.-Udawalas?!?!
-Nie!! Na poczatku nie.Ale po tym jak mnie przeprosiles chcialam sie zemscic.-wytknelam mu jezyk wchodzac do salonu.-Karma to suka...-wzruszylam ramionami siadajac na sofie.
-Jestes niemozliwa...-zasmial sie siadajac obok.Przez chwile siedzielismy wpatrzeni w telewizor.-Boisz sie?
-Hm?-wyrwal mnie z swiata kolorowych obrazkow.
-Zapytalem czy sie boisz?
-O siebie? Nie. O Jusa? Tak.-caly czas patrzylam na tv.
-Musialo go zabolec gdy powiedzialas ze to wszystko koniec.
-Zapewne... Mnie na pewno zabolalo.-powiedzialam smutno.-Ale tlumacze sobie ze nie mialam wyjsca i ze dobrze zrobilam.Jednak caly czas czuje sie winna.Caly czas czuje ze to wszystko przeze mnie.-w moich oczach pojawily sie lzy.
-Dobrze wiesz ze to nie twoja wina...
-Ale gdybym nie zaprzyjaznila sie z nim byloby wszystko ok!-wstalam z sofy i pobieglam do pokoju.Trzaskajac za soba drzwiami usiadlam na podlodze w pozycji lotosu i zaczelam gleboko oddychac probujac wyrzucic wszystko z umyslu.Jednak to nic nie dawalo.Zdenerwowalam sie tym ze nie potrafie sie uspokoic uderzylam obydwola piesciami w podloge.Moje oczy byly przepelnione furia i checia zabicia.Walnelam jeszcze kilka razy a pozniej poszlam zapalic.Otwierajac okno wychylilam sie opierajac lokcie o parapet.Mialam gdzies czy ktokolwiek zobaczy ze pale.Mialam gdzies co pomysla sobie ludzie.Jestem tylko czlowiekiem.Nastolatka ktora ma mase problemow.Po chwili uslyszalam pukanie wiec jeknelam ''prosze'' nie odwracajac wzroku od drzew.
-Ka! Ty palisz?!- uslyszalam swoja przyjaciolke.Odwrocilam sie napiecie z papierosem w ustach i wzruszylam bezradnie ramionami jakbym nie znala odpowiedzi.Weszlam do lazienki a ta poszla zaraz za mna.-Jak dlugo?To przeze mnie?
-Ri...Nie obwiniaj sie bo nie przez ciebie...Zaczelam we Wloszech.Mialam przerwe,udalo mi sie wytrwac bez nikotyny ale na jednej z imprez kuzyn takiego Chrisa dal mi zapalic i znow zaczelam.-zgasilam i wyrzucilam do kosza myjac rece i twarz.-Co chcesz jeszcze wiedziec? A z Justinem nie bede miala juz kontaktu i nie zycze sobie go widziec...Wiec prosze uszanujcie to.-wrocilysmy do pokoju i stanelysmy na przeciwko siebie.
-Powiesz mi co sie stalo?
-CIagle sie klocimy,sprzeczamy i wyrzywamy na sobie.Od kiedy zaczne prace w studio i tak dalej nie bedzie juz czasu...On bedzie w Stratford ja tutaj...A po za tym mam dosc bycia workiem na ktorym wyzyje sie zawsze kiedy bedzie mial zly dzien.-rozplakalam sie a przyjaciolka przyciagnela mnie do siebie.
-Rozumiem,skarbie...Rozumiem.-szepnela gladzac mnie po glowie.-Prosze zebys mi wszystko mowila,dobrze?-zlapala za moje policzki wycierajac kciukami lzy.Ja kiwnelam potwierdzajaco glowa i sie blado usmiechnelam.-No a teraz chodz na kolacje.-zlapala mnie za dlon i pociagnela w kierunku wyjscia.-Dzwonila twoja mama.-powiedziala gdy schodzilysmy po schodach a ja automatycznie zesztywanialam.
-Czego chciala?
-Powiedziala ze do ciebie sie nie moze dodzwonic a chciala zapytac jak sie masz i w ogole.-wzruszyla ramionami.
-Co jej powiedzialas?
-Ze jest wszystko ok.Ze jestes szczesliwa i wszystko sie uklada.
-To dobrze.Przy takiej wersji zostanmy.Nie mam zamiaru sie jej zwierzac.-warknelam wchodzac do jadalni gdzie siedziala juz Shila,Haylie,Loga,Chris i Lil.-Czesc.-przywitalam sie siadajac miedzy Wayne a Loganem.Widzac moj nastruj nikt nic wiecej nie powiedzial oprocz ''hej'' lub ''siemka''.Posilek zjedlismy przy rozmowie.Co prawda bylam jedyna osoba ktora nic nie mowila jednak przyjaciele nie nalegali abym cos powiedziala.Cieszylo mnie to bo wiedzialam ze nie mam juz sily na jakiekolwiek tlumaczenie.-Dziekuje,bylo pyszne a teraz jak pozwolicie pojde do siebie bo jestem zmeczona.-wstalam od stolu usmiechajac sie sztucznie do reszty.W pokoju czekala mnie przerazajaca niespodzianka...
_____________________________________________________________
To tak... Oto rozdzial.Wiem ze nie jest jakis dobry jednak mi sie podoba :) Nie wiem kiedy bedzie nastepny poniewaz mam mase nauki co mnie zalamuje ;( Mam juz naprawde dosc... I jeszcze jedno.Mam juz wlasny komputer jednak jest nowy i nie ma polskich literek wiec musicie mi wybaczyc :*
Pozdrawiam :*
-Patrys
-Ka masz wszystko?-zapytal Logan wchodzac do apartamentu.
-Tak,tak.-powiedzialam smutno biorac torebke poniewaz Alec zajal se juz moim bagazem.Wyszlam razem z moim ochroniarzem zakladajac na nos okulary.Dzien wczesniej pozegnalam sie juz z Kamila ktora strasznie plkala tak samo jak ja.Nasz kontakt sie odswierzyl,znow bylysmy sobie bliskie jak dawniej.Obiecalam ze bede ja odwiedzac jak najczesciej.Na recepcji zobaczylam Justina. Ja jednak nawet na niego nie spojrzalam.Podeszlam do Haylie ktora wlasnie wymeldowywala nas z pokoju.
-Jak sie czujesz slonce?-zapytala patrzac troskliwie.Ja w odpowiedzi wzruszylam ramionami i rozejrzalam sie po recepcji.Zdziwil mnie fakt ze Bieber zniknal z mojego pola widzenia.
-Mozemy porozmawiac?-uslyszlam jego glos za soba wiec gwaltownie sie odworicilam.Zalozylam rece na piersi lekko przechylilam glowe na bok.
-A mamy o czym?
-Tak.
-Co tu jest do gadania? Wracamy do LA ty wracasz do Stratford i koniec..Nie widze dalszej przyszlosci.
-Ale...Ale jak to? Nie chcesz miec juz ze mna kontaktu?-patrzyl na mnie zszokowany i przygnebiony.
-Jaki kontakt Justin?Taki jak do tej pory?Cialge klotnie i pretesje? Nie...Ja dziekuje.-pojedyncza lza splynela mi po policzku jednak mialam okulary i nie bylo widac ze moje oczy byly calusienkie wypelnione lazami.Wytarlam szybko kropelke i wzielam gleboki wdech.-To...To chyba juz koniec...-wzielam walizke i ominelam chlopaka podchodzac do Logana i mojej stylistki a pozniej razem wyszlismy przed hotel gdzie czekalo juz auto.Jak sie okazalo mielismy jechac dwoma samochodami.W pierwszym ja,Logan,Haylie i Lorent a w drugim Alec,Kanny i Bieber.Na lontisku nawet sie nie zatrzymalam zeby pomachac ludziom.Chcialam jak najszybciej znalezc sie w samolocie.Dzis w ogole sie nie usmiechnelam, ani razu.Na pokladzie usiadlam na miejscu od okna i od razu zalozylam sluchawki puszczajac ulubione nuty.Obok mnie usiadl nie kto inny jak Justin.Ja jednak to olalam,bylam zbyt zajeta swoimi myslami.Patrzylam jak samolot wzbija sie w chmury i podziwialam piekne widoki.Nawet nie zorientowalam sie kiedy miejsce obok mnie zaja ktos inny.
-Mala...-ktos szturchnal mnie w zebra a ja wyjelam sluchawki jednak nie przenoszac wzroku na tajemnicza osobe.
-Czego?
-Co jest?-dopiero teraz zorientowalam sie ze to Kenny wiec od razu na niego spojrzalam.Byl smutny a w jego oczach malowalo sie wspulczucie.Ja tylko pokrecilam zrezygnowana glowa.Mezczyzna od razu mnie do siebie przytulil.-Przykro mi...Tak mi przykro gdy widze cie smutna.Az chce mi sie plakac.-szeptal mi do ucha a ja sie w niego wtulilam i uwaznie sluchalam.-Jemu tez jest przykro...Cale noce siedzial na balkonie i patrzyl w niebo...
-Palil?-podnioslam wzrok na ochroniarza JB.Nawet nie wiem czemu mnie to obchodzilo...Ale fakt faktem nadal kochalam Justina.Kenny przytaknal glowa smutno.
-Widzialem tez ze plakal...-szepnal mi naprawde cicho a ja opuscilam wzrok.-Wiesz ze on z byle powodu nie placze.Prosze porozmawiaj z nim.
-Kazal ci tu przyjsc?-znow spojrzalam w jego oczy.Wiedzialam kiedy klamal.
-Nie.-mowil prawde.
-To czemu to robisz?-wyswobodzilam sie z jego usciusku opierajac o okno.
-Bo obojgu was kocham jak rodzine i nie chce abyscie chodzili smutni.Rozumiem i ciebie i mlodego jednak nie wyjasnione sytuacje pozostawiaja na sumieniu duzy ciezar...-on wstal i poslal mi smutny usmiech.Patrzylam jak odchodzi i starannie analizowalam jego slowa.Wiedzialam idealnie ze ma racje jednak probowalam znalezc cos aby temu zaprzeczyc.Po chwili na swoje miejsce wrocil Bieber.Patrzylismy sobie w oczy chcac cos powiedziec jednak oboje nie wiedzielismy jak zaczac.
-Karli...
-Jus...-zaczelismy w tym samym momencie a pozniej od razu ucichlismy.-Ty pierwszy.
-Sluchaj..Nie chce cie stracic...-jego wypowiedz przerwal dzowonek mojego telefonu.Spojrzalam na niego niepewnie.-Odbierz...-zrobilam jak kazal i przejechalm kciukiem po ekranie a pozniej przylozylam telefon do ucha.
-Zraz go do siebie...-powiedzial ten tajemniczy gos.-Jesli nie bedzie mial z toba kontaktu bedzie bezpieczny...-wiedzialam ze musze zrobic co kaze.Za bardzo mi na nim zalezalo zeby narazac jego bezpieczenstwo.-Zrob to jak najszybciej bo ineczej bedzie czekala na niego w domu niemila niespodzianka.-zasmial sie szyderczo i polaczenie zostalo rozlaczone.Stralam sie nie dac poznac ze bylam zszokowana i przestraszona.
-Kontynuluj...-powiedzialam chowajac telefon do kieszeni spodenek.
-Wszystko ok?
-Tak,tak...To byla pomylka...
-Klamiesz...-powiedzial pewny siebie.
-Odwal sie najlepiej...Nie musze ci sie spowiadac.-odwrocilam sie z powrotem do okna i zalozylam slochawki.-Podjelam juz decyzje...Nie chce miec juz z toba jakiegokolwiek kontaktu.Tak bedzie lepiej dla nas obojga.-spojrzalam kontem oka na jego twarz jednak on tylko wstal i sobie gdzies poszedl.Westchnelam a po moich policzkach zaczely cieknac lzy.Nie mialam juz sily a wiedzialam ze to dopiero pocztek...Na lotnisku czekal na mnie Chris i Lil. Od razu sie przytulilam do chlopaka RiRi a pozniej wtulilam w Wayne.Ten drogi mnie pocalowal w glowe i szepnal ze pogadamy pozniej.-Gdzie Ri?-spojrzalam na Browna gdy szlismy juz do auta.
-Musiala jechac na jakies spotkanie odnosnie nowej piosenki.-powiedzial otwierajac mi drzwi.Ja po prostu wziadlam i znow patrzylam przez okno.Lil usiadl obok mnie a Chris z przodu.Przez cala podrozy do domu patrzylam nieobecnie przez okno i myslalam o tym telefonie od tajemniczego mezczyzny.Gdy znalezlismy sie juz na miejscu od razu i bez slowa poszlam do swojego pokoju zamykajac za soba drzwi.Rozejrzalam sie po pomieszczeniu podchodzac do lozka i sie na nie rzucilam na plecy.Patrzylam w sufit a po moich policzkach splywaly lzy.Po chwili znadzownil moj telefon wiec od razu i bez patrzenia na numer odebralam.
-Tak?
-Dobra dziewczynka...Justin teraz na pewno da ci spokoj a jak nie to zraz go jeszcze bardziej...-na dzwiek tego glosu od razu usiadlam.
-Kim ty jestes i czego chcesz?
-Nie.Nie.Nie... Nie jestes od zadawania pytan skarbie...
-Powiedz czemu to robisz? Czemu ja?! Co ja takiego zrobilam?!- przez chwile w sluchawce byla cisza a pozniej sygnal sie urwal.Od nowa po moich policzkach zaczely cieknac lzy.Wzielam jakies pierwsze lepsze bikini z szuflady i szybko je na siebie nalozylam po czym wylaczylam telefon i zbieglam na dol gdzie w salonie siedzial Logan,Chris,Lil i Kenny.Czala czeworka na mnie spojrzala a ja tylko podnioslam reke w gescie aby nic nie mowili i wyszlam na dwor.Od razu skoczylam na glowke do basenu i zaczelam plynac na drogi koniec.Mialam cel.Teraz wszystkie swoje mysli skupialam na tym aby jak najszybciej doplynac do konca.Kiedy juz bylam blisko zrobilam fikolka pod woda i odepchnelam sie od plytek.Plynelam na drugi koniec.Plywalam tak kilkanascie albo nawet kilkadziesiat basenow az uslyszalam wolanie.Od razu wynuzylam sie i zobaczylam na brzegu Chrisa i Lil'a.-Czego?
-Wiesz ze plywasz juz ponad 5 godzin!! Karolina! To nie bezpieczne! Mialas odpoczywac!!-Chris byl powaznie zdenerwowany.
-Oh nie krzycz juz...! Nie jestem mala dziewczynka!
-A sie tak zachowujesz!
-Nie jestes moim ojcem!-wyszlam z basenu jednak nie moglam ustac.Opadlam w ramiona Browna.
-Widzisz...Az nie oszczedze sobie: a nie mowilem?-wzial mnie na rece i zaniusl do salonu po czym polozyl mnie na sofie okrywajac kocem.Od razu zrobilo mi sie lepiej jednak przeciez nie w mojej naturze bylo przyznanie racji Brownowi lub komukolwiek.Lil od razu usiadl obok i mnie do siebie przytulil.Chlopak RiRi poszedl gdzies,prawdopodobnie do kuchni.Dobrze sie czulam przy Wayne,taka bezpieczna,mimo tego ze mnie zranil wtedy w studio.Zamknelam oczy i staralam sie odprezyc jednak do mojej glowy znow naplynelo pelno mysli zwiazanych z Jusem.Od razu otworzylam oczy i niespokojnie sie poruszylam co zwrocilo uwage mojego przyjaciela.
-Co sie stalo?
-Nic.Nic.-powiedzialam jakby troszke z ulga ze ktos jest przy mnie.
-Zasnelas..-usmiechnal sie zabawnie.Ja od razu wytrzeszczylam oczy w zdziwieniu,nawet sobie nie zdalam z tego sprawy.
-Ile spalam?
-Hmm...Jakies 3 godziny.-to juz w ogole mnie zdziwilo.Podnioslam sie lekko do gory i oparlam o poduszki.-Chris musial jechac po cos...Wroci z RiRi czyli jeszcze pare godzin.
-Chciales pogadac...-spojrzalam na niego pytajaco podnoszac jedna brew.
-Nie rob tak.-zasmial sie a ja przybralam normalny wyraz twarzy.-Tak,chcialem...I to nadal aktualne.
-Pogadamy tylko pojde sie przebrac.-wstalam powoli z sofy i skierowalam sie w kierunku schodow.Bylam wykonczona i czulam jak moja glowa wiruje jednak bylam zbyt zawzieta aby poddac sie bolowi.Przebralam sie w dosc powolnym tepie a pozniej wrocilam do przyjaciela.Bylo mi zimno wiec mimo tego ze mialam sweter skulilam sie podciagajac kolana pod brode.-Wiec o czym chciales porozmawiac?
-Co sie dzieje? Widze ze jest cos nie tak...Pamietaj ze mi mozesz ufac.-powiedzial lapiac mnie za jedna dlon.Zamknelam oczy i wzielam gleboki wdech powstrzymujac naplywajacym lza.Spojrzalam na przyjaciela i po moich policzkach jednak poplina plyn.
-Nie moge miec kontaktu z Justinem...-mruknelam smutno a widzac ze przyjaciel niczego nie rozumie opowiedzialam mu cala sytuacje.Zaczynajac od prawie zgwalcenia konczac na dzisiaj.Lil patrzyl na mnie zszokowany i w jego oczach moglam odczytac cos w rodzaju przejecia.Nic nie powiedzial gdy skonczylam,po prostu sie przysunal i mnie przytulil pozwalajac wyplakac sie.-Tylko prosze,naprawde blagam nie mow nikomu...
-Masz to jak w banku mala...Chce ci pomoc.-poglaskal mnie po policzku.-Tylko nie odsuwaj od siebie przez to Chrisa i RiRi...Oni tez chca dla ciebie jak najlepiej.Wiedza?
-Nie...No cos ty! Jesli komus powiesz bedziesz mnial do czynienia nie tylko ze mna ale i z ta osoba...-wstalam czujac ze mam wiecej sily i poszlam po wode do kuchni.Lil przyszedl zaraz za mna.
-A co jesli ja jestem ta osoba?-zapytal jakby to bylo faktem.Troche sie przerazilam i od razu odwrocilam.
-Nie mogl bys mi tego srobic...-powiedzialamz nutka zapytania.Nie bylam co do niego tak do konca pewna.Przez chwile nic nie odpowiadal zachowujac powazna i grozna mine ale po chwili wypuchl smiechem zginajac sie w pol.-Jestes okropny!!-wkurzylam sie bo nie bylo mi do smiechu.-Jestes skonczonym skurwielem!! Jak mogles mnie tak straszyc?!-przeszlam obok niego majac nadzieje ze pojdzie za mna i sie nie mylilam.Skierowalam sie do drzwi frontowych i je otworzylam.-Wypieprzaj...Jak to takie zabawne to poradze sobie sama.-bylam zla i nawet nie myslalam nad tym co robie.Wiedzialam jedno,ze nie chce widziec jak smieje sie kiedy ja naprawde przechodze ciezkie chwile.
-No Karli nie zartuj...-zasmial sie myslac ze robie to tylko zeby go rozbawic.Nic nie powiedzialam.-Karli..Przepraszam chcialem tylko rozladowac napiecie.Ja naprawde przepraszam,nie chcialem.-przysunal sie do mnie i zlapal leciutko moja dlon.Wybaczylam mu w myslach ale teraz chcialam sie zemscic wiec nie nic mowilam.-Karlo prosze odezwij sie...Nakrzycz na mnie bylebys sie tylko odezwala.-mial mine jak szczeniaczek...Byl taki wystraszony i smutny.Zasmialam sie glosno zamykajac drzwi.Lil patrzyl na mnie niezrozumiale.-Udawalas?!?!
-Nie!! Na poczatku nie.Ale po tym jak mnie przeprosiles chcialam sie zemscic.-wytknelam mu jezyk wchodzac do salonu.-Karma to suka...-wzruszylam ramionami siadajac na sofie.
-Jestes niemozliwa...-zasmial sie siadajac obok.Przez chwile siedzielismy wpatrzeni w telewizor.-Boisz sie?
-Hm?-wyrwal mnie z swiata kolorowych obrazkow.
-Zapytalem czy sie boisz?
-O siebie? Nie. O Jusa? Tak.-caly czas patrzylam na tv.
-Musialo go zabolec gdy powiedzialas ze to wszystko koniec.
-Zapewne... Mnie na pewno zabolalo.-powiedzialam smutno.-Ale tlumacze sobie ze nie mialam wyjsca i ze dobrze zrobilam.Jednak caly czas czuje sie winna.Caly czas czuje ze to wszystko przeze mnie.-w moich oczach pojawily sie lzy.
-Dobrze wiesz ze to nie twoja wina...
-Ale gdybym nie zaprzyjaznila sie z nim byloby wszystko ok!-wstalam z sofy i pobieglam do pokoju.Trzaskajac za soba drzwiami usiadlam na podlodze w pozycji lotosu i zaczelam gleboko oddychac probujac wyrzucic wszystko z umyslu.Jednak to nic nie dawalo.Zdenerwowalam sie tym ze nie potrafie sie uspokoic uderzylam obydwola piesciami w podloge.Moje oczy byly przepelnione furia i checia zabicia.Walnelam jeszcze kilka razy a pozniej poszlam zapalic.Otwierajac okno wychylilam sie opierajac lokcie o parapet.Mialam gdzies czy ktokolwiek zobaczy ze pale.Mialam gdzies co pomysla sobie ludzie.Jestem tylko czlowiekiem.Nastolatka ktora ma mase problemow.Po chwili uslyszalam pukanie wiec jeknelam ''prosze'' nie odwracajac wzroku od drzew.
-Ka! Ty palisz?!- uslyszalam swoja przyjaciolke.Odwrocilam sie napiecie z papierosem w ustach i wzruszylam bezradnie ramionami jakbym nie znala odpowiedzi.Weszlam do lazienki a ta poszla zaraz za mna.-Jak dlugo?To przeze mnie?
-Ri...Nie obwiniaj sie bo nie przez ciebie...Zaczelam we Wloszech.Mialam przerwe,udalo mi sie wytrwac bez nikotyny ale na jednej z imprez kuzyn takiego Chrisa dal mi zapalic i znow zaczelam.-zgasilam i wyrzucilam do kosza myjac rece i twarz.-Co chcesz jeszcze wiedziec? A z Justinem nie bede miala juz kontaktu i nie zycze sobie go widziec...Wiec prosze uszanujcie to.-wrocilysmy do pokoju i stanelysmy na przeciwko siebie.
-Powiesz mi co sie stalo?
-CIagle sie klocimy,sprzeczamy i wyrzywamy na sobie.Od kiedy zaczne prace w studio i tak dalej nie bedzie juz czasu...On bedzie w Stratford ja tutaj...A po za tym mam dosc bycia workiem na ktorym wyzyje sie zawsze kiedy bedzie mial zly dzien.-rozplakalam sie a przyjaciolka przyciagnela mnie do siebie.
-Rozumiem,skarbie...Rozumiem.-szepnela gladzac mnie po glowie.-Prosze zebys mi wszystko mowila,dobrze?-zlapala za moje policzki wycierajac kciukami lzy.Ja kiwnelam potwierdzajaco glowa i sie blado usmiechnelam.-No a teraz chodz na kolacje.-zlapala mnie za dlon i pociagnela w kierunku wyjscia.-Dzwonila twoja mama.-powiedziala gdy schodzilysmy po schodach a ja automatycznie zesztywanialam.
-Czego chciala?
-Powiedziala ze do ciebie sie nie moze dodzwonic a chciala zapytac jak sie masz i w ogole.-wzruszyla ramionami.
-Co jej powiedzialas?
-Ze jest wszystko ok.Ze jestes szczesliwa i wszystko sie uklada.
-To dobrze.Przy takiej wersji zostanmy.Nie mam zamiaru sie jej zwierzac.-warknelam wchodzac do jadalni gdzie siedziala juz Shila,Haylie,Loga,Chris i Lil.-Czesc.-przywitalam sie siadajac miedzy Wayne a Loganem.Widzac moj nastruj nikt nic wiecej nie powiedzial oprocz ''hej'' lub ''siemka''.Posilek zjedlismy przy rozmowie.Co prawda bylam jedyna osoba ktora nic nie mowila jednak przyjaciele nie nalegali abym cos powiedziala.Cieszylo mnie to bo wiedzialam ze nie mam juz sily na jakiekolwiek tlumaczenie.-Dziekuje,bylo pyszne a teraz jak pozwolicie pojde do siebie bo jestem zmeczona.-wstalam od stolu usmiechajac sie sztucznie do reszty.W pokoju czekala mnie przerazajaca niespodzianka...
_____________________________________________________________
To tak... Oto rozdzial.Wiem ze nie jest jakis dobry jednak mi sie podoba :) Nie wiem kiedy bedzie nastepny poniewaz mam mase nauki co mnie zalamuje ;( Mam juz naprawde dosc... I jeszcze jedno.Mam juz wlasny komputer jednak jest nowy i nie ma polskich literek wiec musicie mi wybaczyc :*
Pozdrawiam :*
-Patrys
poniedziałek, 6 maja 2013
Rozdzial 46 ''-To kryminalista!!''
Lil'a... Bylam w totalnym szoku.W jednej chwili w mojej glowie pojawilo sie tysiace mysli.Co on tu robi?Czego lub kogo szuka? Gdy moje i jego spojrzenia sie zetknely automatycznie podbiegl.
-Karolina ja chcialem cie przeprosic.-mowil szybko a w jego oczach faktycznie bylo widac skruche.-Ja nie chcialem tego powiedziec wtedy w studio.Naprawde nie wiem co mi sie stalo ale chcialem tylko wkurzyc Biebera.Wiem ze nie powinienem wciagac w to ciebie...Naprawe przepraszam.-byl smutny a w moich oczach automatycznie zebraly sie lzy.Nie wiedzialam co odpowiedziec wiec po prostu sie lekko usmiechnelam.-Wybaczysz mi??-zapytal nie pewnie z blyskiem nadziei w oczach.Ja pokiwlam na ''tak'' glowa i przytulilam go za szyje.Lil objal mnie w pasie i podnoszac zakrecil pare razy w okol osi.-Przepraszam.
-Juz ok Lil...-chlopak odstawil mnie na nogi i usmiechnal sie szeroko.-Tak w ogole to co ty tu robisz??
-A jak myslisz??-uniosl brwi do gory jakby to bylo oczywiste jednak ja nie mialam nawet najmniejszego pomyslu co go moglo sprowadzac tu sprowadzac.-Probuje sie z toba skontaktowac od tamtej akcji ale Bieber dobrze cie odcina od reszty.
-Slucham??-wywalilam oczy bo bylam calkowicie zszokowana.
-Probowalem sie z toba jakos zgadac ale wszystkie rozmowy byly przekierowywane do tego szczeniaka...-powiedzial wsciekly.-Wiec postanowilem juz sam przyjechac.
-Lil ja nie mialam pojecia...-zrobilo mi sie glupio a na Biebera to nawet nie chcialam myslec w jakim stopniu bylam wkurzona.-Tak mi glupio...-sposcilam wzrok na swoje buty a Lil uniosl moj podbrudek tak abym patrzyma w jego oczy.
-Nie potrzebnie,mala...Wazne ze juz wszystko ok,tak?
-Tak.-usmiechnelam sie szeroko.
-O.I taka chce cie widziec.A tak w ogole to co ty tu robisz??
-Ja sie tu urodzilam...
-A no tak.-usmiechnal sie lekko zawstydzony.-Sorki ale zapomnialem.
-Nie ma sprawy...A teraz przyjechalam tutaj bo moja przyjaciolka z dziecinstwa jest bardzo chora.Wlasnie do niej chcialam jechac ale jakos moi ochroniarze sie nie moga pospieszyc.-wywrocilam oczami a Lil sie zasmial.-Co jest takie smieszne?-spojrzalam na niego zla.
-Zabawnie wygladasz gdy wywracasz oczami.-usmiechnal sie i takim sposobem ja tez sie usmiechnelam.-A z powodu przyjaciolki strasznie mi przykro...Moglbym jechac z toba??
-Jesli chcesz konfrontacje z Bieberem to pewnie...Chociaz w sumie nie wiem czy on jedzie...-posmtnialam troche przypominajac sobie sytuacje z wczesniej.
-Ale jak to?
-Troszke sie poklocilismy...
-Dupek.-Wayne syknal zly a po chwili zauwazylam jak Kenny,Alec,Logan i Bieber zmierzaja w nasza strone.
-O wilku mowa...-mrunelam smutna.
-Co ty tu do cholery robisz?!-krzykna glosno pan gwiazdka.Ja od razu myslam ze wyjde z tego hotelu,wsiage do samochodu i po prostu sama pojade do tego szpitala.
-Nie twoj pieprzony interes Bieber.-Lil odwrocil sie w jego strone tak ze stal przede mna.Justin zatrzymal sie tuz przed nim i zmierzyl go zlowrogo.
-Wlasnie ze moj do cholery...To ja ja tu zabralem.
-Oh przepraszam ze sie wtrace ale nie musiales...Jesli zrobiles taka wielka laske to rownie dobrze poradzilabym sobie sama...Mozesz wypieprzac jesli chcesz.-syknelam zla i skierowalam sie w strone wyjscia.Mialam dosc tych klotni szczegolnie ze wlasnie mialam sie spotkac z chora przyjaciolka z dziecinstwa.Justin przeniosl na mnie wzrok i widac bylo ze byl zdziwiony moim zachowaniem jednak ja to olalam.-Mozemy juz jechac czy bedziecie sie jeszcze klocic?-to bylo pytanie retoryczne i na szczescie wszyscy je zrozumieli.Alec z Lorentem szli przodem a ja zaraz za nimi razem z Lil'em i Loganem.Pojechalismy trzema autami.
-Dzien dobry.-usmiechnelam sie blado do recepcjonistki.-Moglabym wiedziec w korej sali lezy Kamila Malowska?
-Jest pani kims z rodziny?-spojrzala na mnie starsza kobieta.
-Nie...Jestem jej przyjaciolka.
-Przykro mi,jezeli nie jest pani z rodziny nie mozemy udzielic zadnych informacji.
-Ale...-chcialam cos powiedziec jednak przerwano mi.
-Karolina?-uslyszalam jakis meski glos wiec sie odwrocilam i zobaczylam brata Kamili.
-Kamil...-usmiechnelam sie i nie pewnie podeszlam blizej.
-Co ty tutaj robisz?
-Przyjechalam do niej...Ja naprawde przepraszam,strasznie sie czuje.-po moich policzkach zaczely leciec lzy a Kamil mnie przyciagnal i przytulil.
-Fajnie ze jestes jednak to nie mnie powinnas przepraszac.-powiedzial gdy juz sie od siebie odsunelismy.-Chodz ze mna.Zaprowadze cie do niej.-pociagnal mnie za dlon w strone konca korytarza.W jednej z sal zobaczylam blada Kamile lezaca na jednym z lozek i obok jej mame.Dziewczyna po mimo wszystkiego caly czas sie usmiechala.
-Moge tam wejsc??-zapytalam szeptem patrzac na nastolatke.
-Czekaj...Wejde pierwszy i zrobie taka aure.-zasmial sie chwytajac za klamke.Caly Kamil...Zawsze lubil wielkie wejscia.Chlopak wszedl do pomieszczenia a ja podsluchiwalam aby uslyszc moment w ktorym mialam wejsc.
-Malenka...Mam dla ciebie niespodzianke...-zaczal tajemniczo z lobuzerskim usmiechem.
-Jaka?Jaka?-Kamila od razu sie ozywila jeszcze bardziej.Od zawsze uwielbiala niespodzianki i prezenty.Usmiecnelam sie na sama mysl ze dziewczyna byla podekscytowana.
-Wiec...
-Kamil ogarnij sie i mow o co chodzi?!-zerknelam ze szie cala usmiechala az podkskiwala z radosci.
-Zobacz kto cie odwiedzil...-chlopak pokazal na drzwi a wtedy weszlam ja.
-Hej...-powiedzialam niepewnie i sie lekko usmiechnelam.Dziewczyna w szoku zakryla usta dlonia.Mama Kamili sie odwrocila i usmiechnelaod razu wstajac.Podeszla do mnie i przytulila mnie bardzo mocno,odwzajemnilam ruch zaciskajac oczy do ktorych naplywaly lzy.Pamietam jak rodzicielka Kamili byla dla mnie jak druga mama.
-Milo cie widziec,kochana.-powiedziala wycierajac lzy z policzkow gdy sie od siebie odsunelysmy.
-Ciebie rowniez,ciociu.-zawsze tak na nia mowilam i juz tak zostalo w nawyku.
-Zostawimy was same.-powiedzial Kamil patrzac znaczaco na mame a ta od razu pokiwala porozumiewawczo glowa.Po chwili juz ich nie bylo w pomieszczeniu i nastala niezreczna cisza.
-Co tu robisz??
-Dowiedzialam sie o...
-O chorobie?-zapytala troche chamsko a ja tylko pokiwalam twierdzaco glowa.-Widze ze jedynie smierci sklonila cie do odwiedzenia mnie.-zakpila a mnie to zabolalo.
-Kami...Od wyprowadzki nie przyjezdzalam w ogole do Polski a rok temu wyjechalam do Stratford.
-Wiem...Jest o tobie pelno w necie.O tobie i Bieberze.Gratuluje...Przynajmniej jedna z nas cos osiagnela.-caly czas byla zla i niemila.Bolalo mnie to jednak wiedzialam ze zasluzylam.
-Przepraszam...Przepraszam...Wiem ze to nic nie zmienia jednak naprawde zaluje tego wszystkiego.
-Karolina...Ja nprawde nie chce sie z toba klocic...Wystrczy mi juz ten dlugi czas bez ciebie.Ja strasznie tesknilam.-w jej oczach widzialam lzy.Podbieglam do niej i mocno przytulilam.
-Tez tesknilam moje skarbie.-pocalowalam ja w glowe i sie rozplakalam.Tak strasznie mi jej brakowalo,tak strasznie tesknilam.Gdy sie od siebie oderwalysmy usiadlam na krzesle obok trzymajac ja za reke.-Jest ze mna pare osob ktore chcialy by cie poznac...
-Nastepna niespodzianka? Uwazaj b o umre szybciej niz lekarze to przwiduja.-zasmiala sie a ja az sie wzdrygnelam.Mowila o smierci tak lekko bezproblemowo ze az mnie zaskakiwala.-Nie martw sie.-spowarzniala od razu gdy zobaczyla ze sie nie zasmialam.-To normalne...
-Nie dzisiaj.Nie teraz.Nie jestem jeszcze gotowa.-pwowiedzialam machinalnie i wstalam.-Zaraz wracam.-poslalam jej usmiech a ona pokiwala glowa.Zawolalam Lil'a i Justina ktorzy caly czas sie wyzywali i docinali.-TYlko prosze przy niej zachowujcie pozory ze jest wszystko ok.-szepnelam groznie a oni nic nie opowiedziaìeli.-Zrozumiano?
-Tak.-powiedzieli rownoczesnie a ja sie usmiechenelam.
-Dobrze.A teraz wlazic.-otworzylam drzwi i sama weszlam pierwsza a chlopacy przepychali sie w drzwiach.-Chlopcy?!-krzyknelam szeptem a Lil przepuscil Biebera.-Dziekuje.-powiedzialam bezglosnie.-Wiec..Kamila to Justin i Lil...Justin i Lil to Kamila.-przedstawilam ich sobie i usiadlam na lozku w nogach dziewczyny.Chlopacy poslali jej szerokie usmiechy i zaczeli z nia rozmawiac.Ja dostalam sms wiec przepraszajac odeszlam w drogi kat sali. ''Powinnas mi dziekowac ze powiadomilem cie o przyjacioleczce...Niedlugo mi odpowiednio podziekujesz...''. Wiadomosc sms mnie przerazila a Justin widzac ze zbladlam od razu do mnie podszedl.
-Co jest?
-Odwal sie...-syknelam chowajac telefon do kieszeni i odwracajac sie aby wrocic do kolezanki jednak Bieber zastawil mi przejscie.
-Hej...O co chodzi?-patrzyl na mnie niezrozumiale a ja nie wiedzialam czy sie smiac czy plakac.
-O co chodzi? Ty sie pytasz o co chodzi?-patrzylam na niego jak na debila,skonczonego idiote.-Tak szybko zapomniales o sytuacji w hotelu? A to co odwaliles Lil'woi tez bylo swinstwem.Ja mogles go ode mnie izolowac?! Do cholery nie jestem moim opiekunem,Justin!-unioslam sie jednak caly czas szeptalam.
-Chcialem cie chronic...
-Przed kolega?! Ogarnij sie! Nie bedziesz mi wybieral znajomych!-bylam juz pozadnie wsciekla,gdyby nie fakt ze jestesmy w szpitalu a moja przyjaciolka jest chora,przywalilabym mu.
-To kryminalista!!Karli przejrzyj na oczy!-on tez sie juz zdenerwowal.Zszokowaly mnie jego slowa jednak to olalam.Popchnelam go lekko tak zeby dal mi przejsc jednak chlopak mi na to nie pozwolil.
-Chce przejsc.-syknelam zerkajac na niego.
-A ja pogadac.
-Aja przyjechalam tu do przyjaciolki wiec moglbys darowac sobie sceny.-teraz do niego dotarlo i dal mi przejsc jednak patrzyl na mnie z taka zlosca.Staralam sie to zignorowac jednak trudno jest olac osobe ktora przez caly czas sie na ciebie patrzy.To dosc frustrujace jednak ja jestem nieugieta i do konca pobutu u przyjaciolki siedzialam wytrwale ani raz nie spogladajac na Biebera.
________________________________________________________
Ah...Napisalam ;D Jestem z siebie dumna ze wgl mi sie udalo napisac. Ostatnio slabo sie czuje :/ No ale nic. Nie mam pojecia kiedy dodam nastpeny poniewaz zaczynaja sie poprawki i wgl.Maaaskara... Trzymajcie za mnie kciuki ze wszystko dobrze pojdzie bo jak nie to moge sie pozegnac z laptopem...
Piszcie jak najwiecej komentarzy bo inaczej bedzie mi smutno... :c
Milego dzionka kochani ;*
-Patrys
-Karolina ja chcialem cie przeprosic.-mowil szybko a w jego oczach faktycznie bylo widac skruche.-Ja nie chcialem tego powiedziec wtedy w studio.Naprawde nie wiem co mi sie stalo ale chcialem tylko wkurzyc Biebera.Wiem ze nie powinienem wciagac w to ciebie...Naprawe przepraszam.-byl smutny a w moich oczach automatycznie zebraly sie lzy.Nie wiedzialam co odpowiedziec wiec po prostu sie lekko usmiechnelam.-Wybaczysz mi??-zapytal nie pewnie z blyskiem nadziei w oczach.Ja pokiwlam na ''tak'' glowa i przytulilam go za szyje.Lil objal mnie w pasie i podnoszac zakrecil pare razy w okol osi.-Przepraszam.
-Juz ok Lil...-chlopak odstawil mnie na nogi i usmiechnal sie szeroko.-Tak w ogole to co ty tu robisz??
-A jak myslisz??-uniosl brwi do gory jakby to bylo oczywiste jednak ja nie mialam nawet najmniejszego pomyslu co go moglo sprowadzac tu sprowadzac.-Probuje sie z toba skontaktowac od tamtej akcji ale Bieber dobrze cie odcina od reszty.
-Slucham??-wywalilam oczy bo bylam calkowicie zszokowana.
-Probowalem sie z toba jakos zgadac ale wszystkie rozmowy byly przekierowywane do tego szczeniaka...-powiedzial wsciekly.-Wiec postanowilem juz sam przyjechac.
-Lil ja nie mialam pojecia...-zrobilo mi sie glupio a na Biebera to nawet nie chcialam myslec w jakim stopniu bylam wkurzona.-Tak mi glupio...-sposcilam wzrok na swoje buty a Lil uniosl moj podbrudek tak abym patrzyma w jego oczy.
-Nie potrzebnie,mala...Wazne ze juz wszystko ok,tak?
-Tak.-usmiechnelam sie szeroko.
-O.I taka chce cie widziec.A tak w ogole to co ty tu robisz??
-Ja sie tu urodzilam...
-A no tak.-usmiechnal sie lekko zawstydzony.-Sorki ale zapomnialem.
-Nie ma sprawy...A teraz przyjechalam tutaj bo moja przyjaciolka z dziecinstwa jest bardzo chora.Wlasnie do niej chcialam jechac ale jakos moi ochroniarze sie nie moga pospieszyc.-wywrocilam oczami a Lil sie zasmial.-Co jest takie smieszne?-spojrzalam na niego zla.
-Zabawnie wygladasz gdy wywracasz oczami.-usmiechnal sie i takim sposobem ja tez sie usmiechnelam.-A z powodu przyjaciolki strasznie mi przykro...Moglbym jechac z toba??
-Jesli chcesz konfrontacje z Bieberem to pewnie...Chociaz w sumie nie wiem czy on jedzie...-posmtnialam troche przypominajac sobie sytuacje z wczesniej.
-Ale jak to?
-Troszke sie poklocilismy...
-Dupek.-Wayne syknal zly a po chwili zauwazylam jak Kenny,Alec,Logan i Bieber zmierzaja w nasza strone.
-O wilku mowa...-mrunelam smutna.
-Co ty tu do cholery robisz?!-krzykna glosno pan gwiazdka.Ja od razu myslam ze wyjde z tego hotelu,wsiage do samochodu i po prostu sama pojade do tego szpitala.
-Nie twoj pieprzony interes Bieber.-Lil odwrocil sie w jego strone tak ze stal przede mna.Justin zatrzymal sie tuz przed nim i zmierzyl go zlowrogo.
-Wlasnie ze moj do cholery...To ja ja tu zabralem.
-Oh przepraszam ze sie wtrace ale nie musiales...Jesli zrobiles taka wielka laske to rownie dobrze poradzilabym sobie sama...Mozesz wypieprzac jesli chcesz.-syknelam zla i skierowalam sie w strone wyjscia.Mialam dosc tych klotni szczegolnie ze wlasnie mialam sie spotkac z chora przyjaciolka z dziecinstwa.Justin przeniosl na mnie wzrok i widac bylo ze byl zdziwiony moim zachowaniem jednak ja to olalam.-Mozemy juz jechac czy bedziecie sie jeszcze klocic?-to bylo pytanie retoryczne i na szczescie wszyscy je zrozumieli.Alec z Lorentem szli przodem a ja zaraz za nimi razem z Lil'em i Loganem.Pojechalismy trzema autami.
-Dzien dobry.-usmiechnelam sie blado do recepcjonistki.-Moglabym wiedziec w korej sali lezy Kamila Malowska?
-Jest pani kims z rodziny?-spojrzala na mnie starsza kobieta.
-Nie...Jestem jej przyjaciolka.
-Przykro mi,jezeli nie jest pani z rodziny nie mozemy udzielic zadnych informacji.
-Ale...-chcialam cos powiedziec jednak przerwano mi.
-Karolina?-uslyszalam jakis meski glos wiec sie odwrocilam i zobaczylam brata Kamili.
-Kamil...-usmiechnelam sie i nie pewnie podeszlam blizej.
-Co ty tutaj robisz?
-Przyjechalam do niej...Ja naprawde przepraszam,strasznie sie czuje.-po moich policzkach zaczely leciec lzy a Kamil mnie przyciagnal i przytulil.
-Fajnie ze jestes jednak to nie mnie powinnas przepraszac.-powiedzial gdy juz sie od siebie odsunelismy.-Chodz ze mna.Zaprowadze cie do niej.-pociagnal mnie za dlon w strone konca korytarza.W jednej z sal zobaczylam blada Kamile lezaca na jednym z lozek i obok jej mame.Dziewczyna po mimo wszystkiego caly czas sie usmiechala.
-Moge tam wejsc??-zapytalam szeptem patrzac na nastolatke.
-Czekaj...Wejde pierwszy i zrobie taka aure.-zasmial sie chwytajac za klamke.Caly Kamil...Zawsze lubil wielkie wejscia.Chlopak wszedl do pomieszczenia a ja podsluchiwalam aby uslyszc moment w ktorym mialam wejsc.
-Malenka...Mam dla ciebie niespodzianke...-zaczal tajemniczo z lobuzerskim usmiechem.
-Jaka?Jaka?-Kamila od razu sie ozywila jeszcze bardziej.Od zawsze uwielbiala niespodzianki i prezenty.Usmiecnelam sie na sama mysl ze dziewczyna byla podekscytowana.
-Wiec...
-Kamil ogarnij sie i mow o co chodzi?!-zerknelam ze szie cala usmiechala az podkskiwala z radosci.
-Zobacz kto cie odwiedzil...-chlopak pokazal na drzwi a wtedy weszlam ja.
-Hej...-powiedzialam niepewnie i sie lekko usmiechnelam.Dziewczyna w szoku zakryla usta dlonia.Mama Kamili sie odwrocila i usmiechnelaod razu wstajac.Podeszla do mnie i przytulila mnie bardzo mocno,odwzajemnilam ruch zaciskajac oczy do ktorych naplywaly lzy.Pamietam jak rodzicielka Kamili byla dla mnie jak druga mama.
-Milo cie widziec,kochana.-powiedziala wycierajac lzy z policzkow gdy sie od siebie odsunelysmy.
-Ciebie rowniez,ciociu.-zawsze tak na nia mowilam i juz tak zostalo w nawyku.
-Zostawimy was same.-powiedzial Kamil patrzac znaczaco na mame a ta od razu pokiwala porozumiewawczo glowa.Po chwili juz ich nie bylo w pomieszczeniu i nastala niezreczna cisza.
-Co tu robisz??
-Dowiedzialam sie o...
-O chorobie?-zapytala troche chamsko a ja tylko pokiwalam twierdzaco glowa.-Widze ze jedynie smierci sklonila cie do odwiedzenia mnie.-zakpila a mnie to zabolalo.
-Kami...Od wyprowadzki nie przyjezdzalam w ogole do Polski a rok temu wyjechalam do Stratford.
-Wiem...Jest o tobie pelno w necie.O tobie i Bieberze.Gratuluje...Przynajmniej jedna z nas cos osiagnela.-caly czas byla zla i niemila.Bolalo mnie to jednak wiedzialam ze zasluzylam.
-Przepraszam...Przepraszam...Wiem ze to nic nie zmienia jednak naprawde zaluje tego wszystkiego.
-Karolina...Ja nprawde nie chce sie z toba klocic...Wystrczy mi juz ten dlugi czas bez ciebie.Ja strasznie tesknilam.-w jej oczach widzialam lzy.Podbieglam do niej i mocno przytulilam.
-Tez tesknilam moje skarbie.-pocalowalam ja w glowe i sie rozplakalam.Tak strasznie mi jej brakowalo,tak strasznie tesknilam.Gdy sie od siebie oderwalysmy usiadlam na krzesle obok trzymajac ja za reke.-Jest ze mna pare osob ktore chcialy by cie poznac...
-Nastepna niespodzianka? Uwazaj b o umre szybciej niz lekarze to przwiduja.-zasmiala sie a ja az sie wzdrygnelam.Mowila o smierci tak lekko bezproblemowo ze az mnie zaskakiwala.-Nie martw sie.-spowarzniala od razu gdy zobaczyla ze sie nie zasmialam.-To normalne...
-Nie dzisiaj.Nie teraz.Nie jestem jeszcze gotowa.-pwowiedzialam machinalnie i wstalam.-Zaraz wracam.-poslalam jej usmiech a ona pokiwala glowa.Zawolalam Lil'a i Justina ktorzy caly czas sie wyzywali i docinali.-TYlko prosze przy niej zachowujcie pozory ze jest wszystko ok.-szepnelam groznie a oni nic nie opowiedziaìeli.-Zrozumiano?
-Tak.-powiedzieli rownoczesnie a ja sie usmiechenelam.
-Dobrze.A teraz wlazic.-otworzylam drzwi i sama weszlam pierwsza a chlopacy przepychali sie w drzwiach.-Chlopcy?!-krzyknelam szeptem a Lil przepuscil Biebera.-Dziekuje.-powiedzialam bezglosnie.-Wiec..Kamila to Justin i Lil...Justin i Lil to Kamila.-przedstawilam ich sobie i usiadlam na lozku w nogach dziewczyny.Chlopacy poslali jej szerokie usmiechy i zaczeli z nia rozmawiac.Ja dostalam sms wiec przepraszajac odeszlam w drogi kat sali. ''Powinnas mi dziekowac ze powiadomilem cie o przyjacioleczce...Niedlugo mi odpowiednio podziekujesz...''. Wiadomosc sms mnie przerazila a Justin widzac ze zbladlam od razu do mnie podszedl.
-Co jest?
-Odwal sie...-syknelam chowajac telefon do kieszeni i odwracajac sie aby wrocic do kolezanki jednak Bieber zastawil mi przejscie.
-Hej...O co chodzi?-patrzyl na mnie niezrozumiale a ja nie wiedzialam czy sie smiac czy plakac.
-O co chodzi? Ty sie pytasz o co chodzi?-patrzylam na niego jak na debila,skonczonego idiote.-Tak szybko zapomniales o sytuacji w hotelu? A to co odwaliles Lil'woi tez bylo swinstwem.Ja mogles go ode mnie izolowac?! Do cholery nie jestem moim opiekunem,Justin!-unioslam sie jednak caly czas szeptalam.
-Chcialem cie chronic...
-Przed kolega?! Ogarnij sie! Nie bedziesz mi wybieral znajomych!-bylam juz pozadnie wsciekla,gdyby nie fakt ze jestesmy w szpitalu a moja przyjaciolka jest chora,przywalilabym mu.
-To kryminalista!!Karli przejrzyj na oczy!-on tez sie juz zdenerwowal.Zszokowaly mnie jego slowa jednak to olalam.Popchnelam go lekko tak zeby dal mi przejsc jednak chlopak mi na to nie pozwolil.
-Chce przejsc.-syknelam zerkajac na niego.
-A ja pogadac.
-Aja przyjechalam tu do przyjaciolki wiec moglbys darowac sobie sceny.-teraz do niego dotarlo i dal mi przejsc jednak patrzyl na mnie z taka zlosca.Staralam sie to zignorowac jednak trudno jest olac osobe ktora przez caly czas sie na ciebie patrzy.To dosc frustrujace jednak ja jestem nieugieta i do konca pobutu u przyjaciolki siedzialam wytrwale ani raz nie spogladajac na Biebera.
________________________________________________________
Ah...Napisalam ;D Jestem z siebie dumna ze wgl mi sie udalo napisac. Ostatnio slabo sie czuje :/ No ale nic. Nie mam pojecia kiedy dodam nastpeny poniewaz zaczynaja sie poprawki i wgl.Maaaskara... Trzymajcie za mnie kciuki ze wszystko dobrze pojdzie bo jak nie to moge sie pozegnac z laptopem...
Piszcie jak najwiecej komentarzy bo inaczej bedzie mi smutno... :c
Milego dzionka kochani ;*
-Patrys
Subskrybuj:
Posty (Atom)