wtorek, 13 maja 2014

Sprawy organizacyjne

Przepraszam za ta dluga przerwe.
Mam egzaminy i musze kuc... koncze gim a tutaj we Wloszech to wyglada troche jak matura. Ustne,obrona bla bla bla... Masakra. Naprawde musicie mi wybaczyc.
Rozdzial byl planowany na czwartek/piatek jednak jutro mam wycieczke i wracam dopiero w piatkowa noc wiec nie dam rady poniewaz nie bede miala jak.
Jest mi cholernie trudno bo dzis pobilo 90 tysiecy wyswietlen tego bloga i az sie wzruszylam <3
Jestescie wspaniali a ja nie daje rady... Musze po prostu ogarnac pare swoich spraw i pozniej bede pisac...
Do tego wszystkoego doliczmy zmeczenie, dolek, brak weny, przyjazdy i wyjazdy BFFs... itd.
NAPRAWDE WAS PRZEPRASZAM :c
___________________________________________________
-Patrys

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdzial 41

[ Justin ]

Alkohol szumi mi w glowie juz od dobrych paru godzin. Nie obchodzi mnie co sobie mysla inny. Przyszedlem tu kurwa zeby sie bawic i zapomniec. Gomez ciagle probuje sie do mnie przykleic jednak ja jestem zaabsorbowany tylko i wylacznie tancem i piciem. Chlopacy szaleja tak samo jak ja z wyjatkiem Ryan'a ktory wypil zaledwie jedno piwo i siedzi przy naszym stoliku. Nie wiem co mu jest. Na bank wkuriwil sie ze nie chcialem nawet napisac do Cher. Po chuja mi o niej przypomina?! Ona jest szczesliwa, tak? Beze mnie.. Co ja moge na to poradzic? Ja mam Selene ona ma Harry'ego...Nasze drogi sa polaczone tylko i wylacznie wspolna praca.
-Stary, idziemy zrobic pamiotkowe zdjecie!-do mojego ucha doszedl krzyk Za. Pokiwalem glowa zostawiajac panienke z ktora tanczylem po prostu na srodku parkietu. Powloklem sie za kolega gdzie przy wejsciu na schody, do czesci dla VIP'owi czekala moja paczka. ''Moja dziewczyna'' wyciaga w moja strone reke ktora lapie dosc niechlujnie ale pieprze to.
Idziemy najpierw do pokoju gdzie ona siada mi na kolanach. Od razu wpijam sie w jej usta kiedy ona obejmuje reka moj kark.
-Uuuuu!-moi kumple wyja a ktorys z nich robi zdjecie ktore pewnie wstawia na jakis portal. Nie obchodzi mnie to w najmniejszyk,kurwa stopniu. Gomez dobrze caluje,przyznaje, a ze je mi z roeki to czemuby z tego nie korzystac? Jestem tylko ciekaw co pomysli sobie Lloyd kiedy zobaczy to zdjecie. Tak, ciagle mnie obchodzi. Ale naprawde to nie latwie wyzucic kogos z umyslu od tak po prostu. Gdy sie od siebie odrywamy ona chce zerknac gdzies gleboko w moje oczy jednak ja jak zwykle nie pozwalam. Nie chce zeby odczula jakies uczucia ktore by ja ode mnie odsunely. Tak jestem skurwielem ze ta ja wykorzystuje ale coz... Oboje mamy z tego przyjemnosci, ja dobry sex a ona troche rumors w okol siebie.
-Bizzle lap!- Twist zuca w moja strone czarny full cap ktory od razu lapie. Zdejmuje marynarke i krawat zostajac w samej bialej bokserce. Grzywke przeczesuje palcami do tylu i zakrywam ja, nakladajac czapke. Od razu lepiej. Nie za bardzo lubie tej calej elegancji i calej szopki w okol wyglodu. Chuja to obchodzi innych jak sie ubieram.-Ludziska idziemy na balkon !- bierze szampana z lodowki i od razu przepychamy sie by dotrzec jako pierwszy.
-Wygralem!-smieje sie siegajac po butelke i owieram ja pryskajac wszyastkich lepkim napojem jak to robia po wygranel na Olimpiadzie.
-Smile!-drze sie Ryan,ktoremu ewidentnie humor sie polepszyl, wiec ja smiejac sie jak jakis idiota podciagam koszulke ukazujac moj kaloryfer. Nie przestaje sie smiac nawet jak zdjecie zostaje zrobione. Alkohol naprawde dziala na psychike ludzka. Caly wieczur bawimy sie bez opamietania w pokoju. Nasza impreza przeniosla sie do jednego z moich ulubionych hoteli w LA. Mimo wszystko nie moge wyrzucic z mysli panny Lloyd. Ryan mam wrazenie ze ma z nia kontakt. Ciagle sie usmiecha i pisze do telefonu wywracajac oczami. To na bank musi byc ona albo jakas dziewczyna ktora zawrocila mu w glowie. Czy mnie to wkurwia? NA MAXA! Ide do niego pociagajac lyka z Jack'a Daniels'a z mina zabujcy. Jestem zdolny do wszystkiego w tym momencie. Przez slawe nauczylem sie by szanowac ludzi za lojalnosc,szczerosc i checi... Jesli ktos mi kurwa nie pasuje to niech... WYPIERDALA! Gdy do niego podchodze wyrywam telefon z reki znow przyciagajac butelke do ust.
-Co do kurwy nedzy?!- Butler podnosi sie od razu zaciskajac rece w pesci.Nie mylilem sie.Na Whatsapp w lewym gornym rogu widnieje zdjecie Cher i kawalek reki Brown'a na ktorej ma wytatuowane imie dziewczyny. Kiwam glowa odwracajac sie od niego i juz widze jak moje oczy staja sie jak dekle od sloika kiedy widze ich konwersacje.
-Tesknie kotku. Serduszko,serduszko.Ja tez myszko. Serduszko, serduszko. Jak sie bawisz? Serduszko. Wolalabym byc w LA ale nie wroce do poki nie bede musiala. Serduszko. Przyjedz do mnie. Serduszko. Ale tak zeby nikt nie wiedzial. Serduszko serduszko. -odwracam sie lekko na chwiejnych nogach. Mimo wszystko mysle logicznie i potrafie laczyc fakty.- To chyba ja powinienem zapytac: CO DO KURWY NEDZY?!- pierwsza czesci potrafilem powiedziec spokojnie, drugiej juz nie.
-Justin uspokoj sie.-wyciaga rece by mnie opanowac.-Stary pogadamy o tym jutro,na trzezwo.
-Ja sie kurwa pytam jakim prawem flirtowales z nia za moimi plecami?!-rzucam butelke ktora rozbija sie o sciane. Wszyscy nasi znajomi przygladaja sie nic nie mowiac, wiedza doskonale ze lepiej nie podchodzic.- Wiesz kurwa ze pierwszy ja zaklepalem,stary! Podobno jestes moim przyjacielem!-warcze niemilo.
-Przeciez to moja przyjaciolka idioto!!-wyrzuca rece krzyczac ze zmeczenia i chyba frustracji.-Kurwa bo ja przy niej caly czas bylem w przeciwienstwie do ciebie! Rznales wszystko co sie rusza.-chce sie odwrocic ale moja reke go zatrzymuje. Kiedy sie odwraca dostaje w szczeke z prawego sierpowego. Na chwilke traci lekko ruwnowage jednak pow chwili stoi przede mna z mina tak wkurwiona ze doskonale moge powiedziec ze moze mnie zabic.Gdy usmiecham sie bezmyslnie, wciaz przez alkohol krazacy w moich zylach czuje jak w moj brzuch wbija sie piesc mojego kumpla. Mam ochote zwymiotowac jednak adreanalina w moim ciele pozwala mi sie szybko ogarnac i kontynuowac nasza bojke do poki nie rozdzielaja nas Twist, Za i moi ochroniaze.
-Fuck! Was juz do resty pojebalo?!- ten pierwszy na nas drze morde a ja naprawde mam ochote mu ja zamknac. Glowa zaczyna mnie napierdalac tak samo jak brzuch.
-Pierdol sie,Bieber...-ostatnie co slysze przed odejsciem Ryan'a to wlasnie te slowa. Czy bola? Sam nie wiem. Moze tak tylko ze nie chce tego pokazac. Za ciagle trzyma reke na moim ramieniu kiedy ja sie wyszarpuje i ide w droga strone szarpiac za reke Gomez w strone sypialni. W tym moemncie zeby sie odstresowac moze byc dokonczenie tej wymiany uderzen lub sex. Wybieram to drugie.

[ Cher ]

Kolejne dni mijaja szybko. Na niczym kompetnie. Wytlumaczyc chlopaka ze jestem na nich zla jest kurewsko ciezko. Poniewaz oni nie przyjmuja tego do wiadomosci. Dla nich zycie to bezporblemowa zabawa. Oni maja wyjebane. Kto by tak nie chcial,co? Jasne tylko pozniej gdzie na takim czyms sie dojedzie? To bez sensu. Trzeba cierpiec zeby cos docenic. Zeby odzyskac trzeba sie zmienic a zeby kochac trzeba podzielic. Filozofia zawsze byla moja mocna strona. Tak samo jak psychologia. To zabawne zawsze bylam pania psycholog dla innych tylko nie dla siebie. Zawsze potrafie znalezc wyjscie dobre tylko nie w swoich sytuacjach. To chore moim zdaniem bo mimo wszystko jestem pieprzenie pozystywna osoba. Mam problemy, jak kazdy. Ale moze jestem tak pelna endorfinek ze odpycham to od siebie. Siedzac z Harry'm i Niall'em na kanapie nie moge przestac sie smiac. Czy im wybaczylam, nie? Chciaz moze, moze tylko udaje zeby im zrobic na zlosc? Nie wiem sama bo nie chce mi sie meczyc zastanawianiem nad tym. Wiem, jestem leniwa. W pewnym moemncie Louis wbiega do pokoju i odlacza telewizor kiedy wlasnie mialam podglosic wiadomosci.
-Eeeeej! Ogladalam!-jecze niezadowolona.
-A co wy na to..Hej Cher piekna bluzka! Zmienilas fryzure? Pasuje do ciebie.-podchodzi nawiajajac szybko. On cos kreci. Mroze oczy patrzac na niego pytajaco. Krzyzuje rece na zebrach podkreslajac dramatyzm calej tej sytuacji.
-Wlacz.
-Nie chcesz tego zobaczyc.
-Louis!-warcze podnoszac sie szyko i przeskakujac przez stolik podlaczam od nowa plaze. Dzieki Harry'emu i Niall'owi, ktorzy tez sa ciekawi o co chodzi, przytrzumujac szatyna moge spokojnie wlaczyc TV. To co slysze sprawia ze mam ochote sie rozplakac.
-Witamy panstwa w porannych wiadomosciach! Mamy news'a z ostatniej chwili.-ttleniona blond prezenterka stoi przed jednym z komisariatow policji w LA.-
Mlody gwiazdor Justin Bieber wlasnie zostal przywiziony na ten komisariat przez prowadzenie, prawdopodobnie pod wlywem alkoholu i substancji oduzajacych! Piosenkarz zlamal kilka przepisow jadac swoim czarnym Batmobile. Jestesmy w szoku...-dalej nie slucham. Odwracam sie napiecie pokazujac pilotem na telewizor.-Wiedziales o tym?! I chciales to ukryc?! Kurwa w glowie ci sie poprzewracalo?!-rzucam w niego przedmiotem trzymanym w reku i biegne do pokoju. Od razu wyciagam walizke wrzucajac do niej wszystki zeby po chwili jest przy mnie Niall z Zayn'em i Liam'em pomagajac sie spakowac.On mnie potrzebuje. Justin,mnie teraz potrzebuje.Powtarzam w myslach ocierajac lzy z policzkow.
-Usiadz.-blondyn sadza mnie na lozku podajac jakies ciuchy w ktore bezmyslnie i polprzytomnie sie ubieram. Chlopcy dalej kontynuuja pakowanie najpotrzebniejszych mi zeczy.
-Masz lot za pol godziny.-mowi Harry wchodzac do pokoju. W mgnieniu oka jestem juz na lotnisku w LA z ktorego ma odebrac mnie Twist ktorzy przyjechac mial tez po Pattie i Scoota,ktorzy byli w Stratford i przylecieli 5minut przede mna. Podczas lotku widzialam zdjecie Justin'a z sylwestra i to jak caluje Gomez. Jestem pewna ze ona tez tu bedzie. Jednak kiedy dojezdzamy na miejsce zaskakuje mnie fakt iz jej nie ma. Czekac 6 godzin na komisariacie i nie odzywac sie ani slowem,nie pozwalac sie dotknac nikomu to koszmar. Wlasnie go przechodze. Czekam tylko az go zobacze, naprawde chce tylko jego, chce od niego zapewnienia ze nic mu nie jest. Ze jest caly i zdrowy.
-One sa? Nie opuscili mnie,prawda? Moje Beliebers zostaly?-slysze jego szybkie pytania kiedy wychodzi z jednego z pokoi razem z Pattie i Lil'em Za.
-Spokojnie stary. Te prawdziwe beda na zawsze.-chlopak klepie go poramieniu. Zucam sie biegiem kiedy on podnosi na mnie wzrok.
-Boze tak sie balam.-rozplakuje sie jeszcze bardziej a on mocno sciska mnie w pasie podnoszac do gory.-Justin...
-Cher...-jego drzacy glos powoduje u mnie smutnie ciarki. Nie chce zeby plakal. On nie zasluguje na to wszystko. -Tak tesknilem.-szepcze mi do ucha calujac moje ramie.

___________________________________________________
 Rozdzial krutki wiem... NIE SPRAWDZALAM.
Dodalam w ostatniej minucie mojego wolnego czasu.
Dzis sa moje urodzinki xD Dokladnie w tym momencie urodzilam sie 15 lat temu :P
Mam nadzieje ze wam sie podoba. Troche chaos spowodowany moim chosem dzis xD Przepraszam <3 Nastepny bedzie bardziej...Ogarniety.
Do nastepnego... Jeszcze raz przepraszam . Tak wlasnie musial sie zakonczyc ten rozdzial.
-Patrys

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdzial 40

Jasne, najlepiej byc jedyna dziewczyna w domu z chlopakami przygotowujac sie do Sylwestra. Czujecie ten zarkazm? Masakra! Dziekuje Bogu ze mieszkam z Chris'em to przynajmniej potrafie sama sie ogarnac. Nie to zebym byla jakas nie dorobiona.
-Cher! Chodz na dol!-slysze krzyki i smiechy z kuchni wiec mimowolnie zostawiam wszystko co mam w dloniach i w podskokach zbiegam do tych glupkow. Siadam na kolanach Harry'ego i odwracam sie w strone blatu.
-Zdecydowalas co zakladasz?- pyta Zayn.
-Nope...-wywracam oczami podpierajac podbrudek na dloni. W jednym momencie do kuchni wbiega Liam z aparatem cykajacy fotki.
-Trzeba uwiecznic ostatnie chwile tego roku!-krzyczy podekscytowany robiac mi i Harry'emu zdjecia. Oczywiscie wyglupiamy sie strzelajac glupie miny kiedy chlopak ktoremu siedze na kolanach podaje swojego Iphone temu drugiemu.
-Chce wstawic na TT.-mowi obejmujac mnie za biodro i robimy minki, dziubki, pokazujemy jezyki, po prostu sie bawimy. Razem z chlopakami jestesmy z tych ktorzy ubustwiaja robic zdjecia, wstawiac je na Insta albo TT.Po prostu lubimy miec wspomnienia.


'' Bedziemy mieli najlepszego Sylwestra !! Kocham to jak czuje sie przy niej <3 @CherLloyd #OneDirection przygotujmy sie do fun'u!! ''



Z Harry'm jest zawsze najwiecej fotek, zakupow i ploteczek. Uwielbiam tego chopaka za to w jaki sposob sprawia ze czuje sie dobrze. On po prostu zachwouje sie jak ja. Co z jednej strony jest dziwna bo w koncu albo ja jestem taka chlopieca albo on tak dziewczency, ale nie wazne. A z drugiej jest wspaniale bo mimo iz jestem jedyna dziewczyna w grupie nie czuje sie samotna. Moja odpowiedz na pytanie czy mesko-damska przyjazn istnieje brzmi: OCZYWISCIE ZE TAK!
-Ide zmyc make'up.-jecze konczac nasza sesje. Niall i Louis podnosza sie za mna i na schodach oczywiscie konczy sie wyscigiem. Kiedy jako pierwsza wpadam do pokoju od razu wytykam im jezyk smiejac sie pogodnie. Kocham ten stan. Sciagam koszule bez rozpinania i rzucam ja pod nogi a z walizki wyciagam bradziej luzniejsza. W lazience demontuje swoja fryzure oraz oczyszczam swoja twarz kiedy po raz kolejny wpada Liam z tym aparatem.-Serio? Jeszcze nie masz dosc?-smieje sie wywracajac oczami i wyrzucam waciki do malego kosza pod zlewem.
-No dalej! Troche zabawy!-popycha mnie na Niall'a wiec od razu ustawiamy sie robiac jakies miny.-Oooooo to londuje na Instagramie!- krzyczy uciekajac a po chwili slysze powiadomienie ze ktos mnie oznaczyl. Od razu wyciagam telefon z kieszeni odblokowujac ekran.


'' Bad girl with good boy? Moze byc? Nieeee... Serduszko naszej @CherLloyd jest juz zajete ^^ #milosc #w #powietrzu.''






-Idioto!!- wybiegam z pokoju szukajac tego glupka!- Nie jestem zakochana!-wyrzucam rece w powietrze znajdujac go w sali gier. - Zmien ten pieprzony opis!-wszyscy smieja sie lapiac za brzuchy. Patrze na nich zdezorientowana i krece glowa zakladajac rece na biodrach.-Co?
-Gdybys miala racje to bys sie tak tym nie przejela.-pierwszy ogarnia sie Zayn.
-Co ,mala?-Niall przytula mnie za brzuch.- Bieber bedzie zazdrosny?-chichocze mi do ucha calujac potem moj policzek i szybko odskakuje ode mnie kiedy uderzam go zartobliwie w ramie.
-Spieprzajcie...-smieje sie udajac sie do pokoju. Wchodzac do lazienki z ubraniami przygotowanymi na wieczor najpierw biore szybki,dokladny i odprezajacy prysznic.

[ Justin ]

-Justin?- slysze glos Za kiedy juz koncze ukladac swoje wlosy. Dzis Sylwester, tak? Jakis czas temu mialem nadzieje ze ten czas spedze z Cher. Jednak nie mozemy miec wszystkiego co chcemy, prawda? A szkoda, moglbym zabrac ja na jakas kolacje... Cos bym wymyslil. Krece glowa wyrzucajac te mysli z swojej glowy. Dzisiaj trzeba sie zabawic. Klub, kumple, Gomez i alkohol. Bedzie mocno! -Chodz tutaj.
-A co ja pies jestem?- myje rece i jeszcze z recznikiem w recach wchodze do swojej sypialni.
-Nie spodoba ci sie to...-kreci glowa odwracajac w moja strone laptopa. Na ekranie widac zdjecie mojej pani choreograf i Niall'a z 1D.
-No i co? Zdjecie i tyle.-wzruszam ramionami rzucajac recznik do lazienki nie zwracajac uwagi na to gdzie upadnie.
-To.-pokazuje opis.
-Zakochana??-przelykam sline zaciskajac piesci.
-Sluchaj stary...Z nami swiat spedzic nie chciala. Ale jesli o chlopakow to moze zrobic wyjatek?- syczy powaznie.- Zobacz to.- pokazuje mi nastepna fotke na ktorej Lloyd siedzi na kolanach Harry'emu.
-Myslisz ze oni...-patrze na niego spod brwi.
-Nie wiem, bro. Jednak szperajac troche w necie znalazlem tez ten artykul.- szybko wpisuje cos w wyszukiwarke klikajac kilka razy i podaje mi urzadzenie kiedy siadam obok niego.

'' Harry Styles zakochany w przyjaciolce?! ''
Jak wiadomo Cher Lloyd przyleciala do Londynu by Sylwestra spedzic z slawnymi One Direction. Wszystko by bylo jak zawsze gdyby nie ich ostatnie zakupy. Podczas spaceru po centrum handlowym Harry wraz z piekna Cher nie oszczedzali sobie uczuc. Wciaz sie przytulali lub chodzili objeci.
Widac ze swietnie sie bawili i w ogole nie sprawial im problemu fakt ze w okol sa paparazzi oraz fani. Te zdjecia jeszcze nic nie znacza, dopiero po tym jak Harry probowal pocalowal panienke Lloyd mamy pewnosc iz ta para ma sie ku sobie! 
Naszym zdaniem sa ze soba przeslodcy!! A wy co myslicie?! Powstala nowa Sloyd?! ''

Z zmarszczonymi brawiami oddaje laptopa przyjacielowi pocierajac twarz dlonmi. Opieram lokcie na kolanach pochylajac sie lekko do przoedu.
-To nie prawda... Nie chce mi sie w to gowno wierzyc.-wywracam oczami wstajac energicznie.
-Bo co?-smieje sie pod nosem.-Loczek lepszy od ciebie?
-Stul pysk.I jak chcesz mi pomoc...-patrze na kumpla.- To lepiej nie wpieprzaj sie w moje sprawy.-wychodze z pokoju zbiegajac na dol. Moze Za ma racje? Moze ona faktycznie zwiazala sie z tym dupkiem? Olala mnie dla niego?
-Co jest,skarbie?- Selena rzuca mi sie na szyje kiedy czekam na nia przed wejsciem do klubu.
-Nic.-sycze odciagajac jej dlonie z swojego karku.-Chce sie upic.-skinam do chlopakow i wchodzimy do srodka. Pierdolic ja...Chce to niech se bedzie z tym fagasem. Chuj mi do tego.
-Przejales sie tym.-Za nuci mi do ucha kiedy zamawiam szybkiego drinka.
-Odpierdol sie...-odpycham go idac na parkiet.

[ Cher ]

-Cher!
-Tutaj!
-W prawo!
-Usmiechnij sie!
-W lewo! Cher!
Wszystkie te krzyki kiedy jestesmy juz na czerwonym dywanie, mnie mecza. Chcialam normalnej imprezy gdzies w klubie a nie gali! Chlopacy jak zwykle musza cos pokrecic. To mial byc moj czas bez medii! Czy jestem na nich zla? Nie... Ja jestem wkurwiona! Nie odezwalam sie jeszcze do tych idiotow od kiedy po prostu zaparkowalismy przed wejsciem. Udaje ze jest wszystko ok kiedy tak na prawde nie jest. Ale to moja norma. Na to sie godzilam juz kiedy zaczynalam... Zero prywatnosci. Idac wzdłuz dywanu usmiecham sie i macham do kamer. Jestem zmeczona i to bardzo. W ogole nie mam ochoty na imprezowanie tutaj. 
-Piekna sukienka.- usmiecha sie do mnie prowadzaca calej tej szopki. Podchodzac do mnie z mikrofonem i tabletem blokuje mi przejscie. Taaaa, po prostu kocham te sztuczki na wywiad. Przeciez nie nawrzeszcze na nia przed tabloidami...
-Dziekuje.-usmiecham sie patrzac nie w jej strone.
-Zgodzisz sie udzielic malego wywiadu?
-Jasne...-kiwam powoli glowa.-Czemu nie?- przenosze na nia wzrok.
-Jak uklada ci sie w zwiazku?-pyta z tak szerokim usmiechem ktorego az sie boje.
-Jakim zwiazku?-marszcze brwi smiejac sie kpiaco.-Jestem singielka.
-Caly swiat mowi o Sloyd.
-O przepraszam czym?!-piszcze calkowicie rozbawiona.- Ze niby ja i Styles? Oh nie, nie i nie.-krece energicznie glowa.
-Na pewno?-unosi brwi jakby sugerujac ze klamie.
-Na 100%.-kiwam rekoma.
-W takim razie co z Justin'em Bieber'em.?-spoglada na paparazzi.
-A co ma byc?- odpowiadam pytaniem na pytanie.
-Moze z nim?
-Moze wygladam na panienke lekkich obyczajow?- nie wytrzymuje. Moj ton i dobor slow naprawde ja zaskakuje czym ja ani troche sie nie przejmuje. Oh juz nie raz czytalam ze moje odpowiedzi sa chamskie, bezczelne i nie na miejscu.
-Przepraszam ja...
-Ja odchodze.-macham z przeslodkim usmiechem wymijajac ja w przejsciu i udajac sie na sale. Jesli to pomysl ktorys z chlopakow... Zabije!
_________________________________________________________
Nudny wiem...Ale juz niedlugo bedzie ciekawiej. Przepraszam <3
-Patrys.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdzial 39

No pewnie, sylwester w Londynie. Kompletnie o tym nie myslalam. Nie to ze zapomnialam, po prostu nie chce wyjezdzac z tych wysp! To w koncu Malediwy,do cholery! A z drogiej strony chce wreszcie spedzic tego szalonego, luznego sylwka. Uwielbiam imprezowac. Ten rok byl pracowity i dosc zawrotny dlatego naprawde chce to zakonczyc mega,wielka zabawa!
-Kochanieeee!-krzycze rozbawiona. John patrzy pytajaco zakladajac rece na klacie.- Co u ciebie, Niall?- tak, zakonczenie roku zawsze spedzam z 1D. To juz tradycja po tym gdy poznalismy sie przy odcinkach X Factor. Skladalam wtedy wszystki choreografie i bylam odpowiedzialna za wyglad sceniczny tancerzy oraz piosenkarzy. Od razu zlapalam wspolny jezyk z tymi glupkami. Szczegolnie z Horan'em i Tomlinson'em.
-Kiedy przyjechac po ciebie na lotnisko?-pyta podekscytowany.
-29'ego o 15.14...-chichocze pod nosem lapiac dlon przyjaciela i kierujac sie do reszty.
-Bedziemy godzine wczenisiej!-slysze krzyk Louis'a.
-Hahaha...-wywracam oczami.-Wystarczy pare minut przed moim przylotem.
-I tak zrobimy po swojemu.-dodaje Liam.
-Ja musze leciec..Jestem ze znajomymi w Luna Park'u.-patrze na wielka brame wejsciowa.
-Jasne. Do zobaczenia, malutka.-odpowiadaja razem.
-Spieprzajcie ...-zawsze czepiaja sie mojego wzorstu ale oni nie to ze sa jakos bardzo wysoki.Hihi.  Zabawa w parku rozrywki wraz z zakreconymi ludzmi to cos wspanialego. Poszlismy chyba na wszystkie atrakcje, oprocz oczywiscie tych dla malych dzieciakow. Ugh, jest tu tyle dzieci. Nic na to nie poradze ze ich nie lubie. Jestem padnieta ... Ale mimo wszystko swietnie sie bawie. Mimo ze Justin'a nie ma przy mnie... Mimo ze mysli ciagle kraza w okol jego osoby.
-To co? Wracamy?- pyta John.
-Jasne. Jestem wyczerpana.
-Ty jestes wyczerpana?? Tyyyy? Przeciez to nie mozliwe!-wyrzuca rece w powietrze smiejac sie z niedowierzaniem.
-Ha ha ha.-obejmuje go reka w pasie.- Chce juz wrocic do pracy.-jecze niezwdowolona. Nie nadaje sie do wakacji i przerw. Zdacydowanie wole spedzac czas pozytecznie.
-No to wroc.-usmiecha sie pokrzepujaco.
-Jasne... I bede musiala udawac szczesliwa przed innymi. Wiesz jakie to trudne?
-Wiem, robie to codziennie. Przed rodzicami, przed znajomymi i...
-I przede mna.-przygryzam policzek.
-Tak.-spoglada z gory ze smutkiem wymalowanym na twarzy. To chyba pierwszy raz gdy widze go w takim stanie.-Niestety tez...-nic juz nie mowi a ja nie draze tematu. Widze jego zdystansowanie i rozumiem ze nie chce nic wiecej mowic. To bedzie dziwne pracowac razem. Szczegolnie ze nigdy nie mialam osobistego asystenta. Jednak John idealnie nadaje sie do tej posady. Dni leca ze nawet sobie nie zdajemy sprawy jak bardzo tracimy czas na bezsensowne rozmowy, klotnie, zale... To po prostu glupota jak nie potrafimy docenic osob ktora staraja sie byc z nami caly czas. Dzien odlotu nadszedl nieoczekiwanie. W momencie kiedy ja z John'em mialam najlepsza zabawe. Umowilismy sie ze przyleci do mnie 20-ego stycznia. To bedzie dziwne z racji tego iz tylko my wiemy o naszej umowie. Oczywiscie caly kontrak zorganizujemy juz w moim miescie. Pozegnanie bylo szybkie i bezpolesne. Przeciez zobaczymy sie za jakis miesiac. Przywiazalam sie do niego, przyznaje sie bez bicia. Czulam sie tez w sumie niesprawiedliwie. John chcial zaprosic mnie na kolacje a ja odmowilam bo wciaz porownuje go do Bieber'a. Zrozumial i postanowilismy udawac ze nie bylo tamtej sytuacji. Przyjaciele i tyle. Lot z wysp do Londynu dluzy sie niemilosiernie! Nie moge zasnac, mimo iz bardzo chce, jestem zbyt podekscytowana spotkaniem z chlopakami. Wychodzac z sali przylotow ciegne swoja walizke usmiechajac sie jak jakas idiotka. Cholera nooo...
Tak sie stasknilam za tymi glupkami. Ciagle patrze pod nogi by nie podknac sie gdzies przez przypadek a kiedy podnosze wzrok na kanapie przed drzwiami siedza tanczac i sie smiejac. Mimowolnie zatrzymuje sie rozbawiona i po prostu wybucham smiechem.
-Cher!-krzycza chorkiem i rzucaja sie biegiem w moja strone.
-Aaaa!!-piszcze zaslaniajac swoja twarz. Rzucaja sie na mnie bez namyslu. Jaki jest rezyltat? Ladujemy wszyscy na podlodze. Nie, przepraszam. Oni do cholery laduja na mnie!-Alllll!!!!- ciage sie smieje. Mimo ze cholernie boli mnie tylek to i tak mam to gdzies. Kurde! Wreszcie sa moi idioci z ktorymi nie mozna sie nie smiac.- No juz! Zlazic ze mnie!
-Gdzie tym razem spedzilas swieta?-pyta Zayn. Liam od razu bierze moja walizke a Lois razem z Niall'em obejmuja mnie szczelnie.
-Malediwy.-wzdycham szczesliwa i wypoczeta.
-Cholera...Ta to ma szczescie.-mowi Harry.
-Mowisz to tak jakby nie bylo was stac.-wywracam oczami machajac do ochroniazy w podziekowaniu za torowanie nam przejscia i uspokajanie szalonych fanek.- Czasami mysle ze lepiej by bylo gdybym sama odbierala sie z lotniska.- chichocze pod nosem.
-Tyle ze wyobraz sobie iz jest tu masa takze twoich fanow.-stwierdza blondyn.
-Serio?-moje oczy blyszcza. Fani sa dla mnie rodzina, kocham ich i na pewno zrobilabym dla nich wszystko. Po tym jak moja kariera zaczela sie rozwijac to oni mnie wspierali najbardziej. Nie opuscili mnie w zadnej chwili, nawet gdy szmatlawce wymyslaly jakis skandal, lub gdy w moja strone skierowane byly jakies hejty, albo nawet gdy bylam chora. To wspaniale ze ludzie ktorzy sa tak daleko sa tak mi bliscy.
-Pewnie.
-Zatrzymamy sie porobic zdjeciaaaaa? Prosze, prosze proooooosze.-robie slodkie oczka szczeniaka. Wiem ze wymiekna, zawsze wymiekaja.
-Oh...Okeeey.-smiejemy sie radosnie i w momencie gdy wychodzimy na dwor wznosza sie krzyki. Oj jak ja to kocham! Szepcze na ucho jedenemu ochroniazowi ktory trzyma w reku megafon.-Jesli ustawia sie w grupy porobie sobie z nimi zdjecia.-mowie podekscytowana. Mezczyzna powtarza dokladnie to co mu kazalam a ludzie bez namyslu zbijaja sie w mniejsze paczki. Chichocze pod nosem klaszczac w rece.-Trzymaj to.-podaje Harry'emu moja torebke i biegne podekscytowana o pierwszej grupy. Jest ich tutaj chyba z 20! Moi fani sa zdecydowanie wspaniali!
-To jest fajne.-mowi Louis przegladajac moj aparatOczywiscie wszystkie fotki sa uwieczniane rowniez przez moich przyjaciol.Lubie miec pamiatki z spotkan z fanami.
-Wstaw je na Twitter'a!-krzycze przytulajac kolejna osobe.


 ''Tak wlasnie wita cie Londyn @CherLloyd! Jestesmy szczesliwi majac cie przy sobie! #OneDirection #CherLloyd #ThisYear #Fun #Directioners #Brats ''







Wszyscy dziekuja mi za to ze sie nie poddaje i ze do iz ciagle sie poswiecam.Gratuluja mi talentu i trzymaja za mnie kciuki. W pewnym momencie zauwazam chlopaka moze w moim wieku. Tanczy. Mimowolnie podchodze blizej po skonczeniu jednego z wielu autografow.
Jest swietny ale brak w nim czegos... Czegos czego moglabym go nauczyc. Tego jego ''ja'' w tancu, to cos co musi jeszcze znalezdz. Chichocze mimowlnie kiedy widze jak konczy.
Ten chlopak zdecydowanie potrafi bawic sie tancem a to cos co cenie. Intrygujaca osoba,przyznaje. Piszcze razem z wszystkimi dziewczynami klaszczac i skaczac w rytm muzyki. Miejsce tajemniczego chlopaka zajmuje ktos inny a on sam odchodzi na bok by napic sie wody.
-Moge poznac twoje imie?-pytam usmiechajac sie smialo, z zalozonymi rekoma na piersiach. Podnosi na mnie wzrok posylajac lobuzerski usmieszek. Wyjmuje z lodowki przenosnej, zimna butelke. Przewiesza sobie na ramieniu fioletowy recznik patrzac ciagle w moja strone. Na chwile odwraca wzrok oblizujac usta. Jego twarz jest skierowana lekko bokiem do mnie jednak jego spojrzenie powraca do mojej osoby.
-A co chcesz umowic sie na lekcje?
-Oh skarbie widze ze nie wiesz kim jestem.- smieje sie pod nosem. -To ja moge dac tobie pare lekcji.Robie krok w jego strone. -Na przyklad pokory.
-Za kogo ty sie uwarzasz?-pyta rozbawiony.
-Cher Lloyd.-wyciagam do niego dlon. Jego mina automatycznie powaznieje, tak jakby nie mogl uwierzyc w to co widzi.
-Ja..Ja przepraszam, nie poznalem...Ja sie nie spodziewalem. Sory.-drapie sie po karku sciskajac moja dlon.
-Czyli jednak mnie znasz.-stwierdzam zabawnie.
-Jestes moja muza.-mowi pod nosem patrzac na buty.Awwwwww jak slodko!
-To trzymaj numer twojej muzy.- biore ze stolika jakis dlugopis zapisujac cyferki na jego ramieniu.- Mam nadzieje ze sie odezwiesz.
-To ma byc flirt?-przygryza warge gdy odchodze w strone znajomych.
-Moze.-krece biodrami patrzac na niego przelotnie. Nie, to nie jest flirt. Mam po prostu nadzieje na prace z tym chlopakiem. On moze mi sie przydac.
-Jedziemy?-pyta Zayn prowadzac nas do auta.
-Jasne!-wskakuje na plecy Niall'a calujac go w policzek.-Wio moj dzielny rumaku!-smiejemy sie wszccy gdy blondyn specialnie biega i okreca sie ze mna. Zawsze tak sie czuje przy chlopakach. Jakby byla tylko zabawa. Jakbym znow miala 5 lat. To wspaniale. Przynajmniej przez moment moc znow sie czuc jak malutka dziewczynka. 1D jak zwykle maja przygotowany dla mnie pokoj w swojej willi co szczerze mi przeszkadza. Pfff...Po co mi pokoj jak i tak zawsze spie u Niall'a? To bez sensu, no ale jesli im to sprawia przyjemnosc, nie wnikam.
-Jutro idziemy na zakupy.-usmiecham sie zucajac swoje cialo na wielkie loze chlopaka. Stoi z moimi walizkami wywracajac oczami.
-Chce ci sie,naprawde?- podnosi brwi.
-Ej! Na zakupy zawsze mam ochote!
Na nastepny dzien faktycznie idziemy na zakupy. Calusienki poranek spedzamy w 20 sklepach.

''Smecznego dla moich wspanialych chlopakow! Kocham Was obzartuchy! <3 Nowy rok jest NASZA tradycja''







 Obiad jemy w ulubionej knajpie chlopakow, za ktorym ja szczerze nie przepadam, ale mniejsza. Popoludniem udajemy sie na najwyzsza czesc centrum. Tam gdzie jest najwiecej, najdrozszych sklepow.  Naprawde uwielbiam zakupy z chlopakami, sa pelne smiechu i wyglupow a plusem jest to ze potrafia doradzic jak nikt inny.
-No ale jestes pewna ze chcesz tego chlopaka uczyc?-Harry smieje sie odwracajac w moja strone.
-Tak!-wywracam oczami.
-Znam go. Jest zwyklym kobieciarzem.
-A ty stary to co?- Zayn zdejmuje na chwile swoje kochane sluchawki.-Moze nie?
-Oh prosze waaas...-wbiegam po ruchomych schodach nie mogec doczekac sie by wreszcie kupic sobie jakas zajebista sukienke na jutrzejsza noc. Idac w strone jednego z wejsc widze znow tego samego chlopaka co wczoraj. Znow tanczy tym razem ze swoimi kumplami. Odwracam sie na chwile w strone OneDirection ktorzy ida za mna, kracac glowami. Podbiegam blizej grupki tancerzy patrzac na nich z zainteresowaniem. Czuje sie w tym centrum jak mala dziewczynka, ciagle gdzies piegne,piszcze, skacze i jecze. To takie zabawne,jak dla mnie.
-Czesc.-usmiecha sie do mnie ten sam chlopak.-Mialem dzis dzwonic.
-To nie bedzie konieczne, nie musisz sie fatygowac Ian.-syczy Styles stajac za mna.
-Przestan.-warcze patrzac na niego surowo.- Nie przejmuj sie nim.-macham reka.-Wiec Ian?
-Tak-skina glowa.-Moglabys sie spotkac w nowy rok ze mna?-pyta pewnie siebie.
-Jasne...-kiwam glowa i zastanawiam sie co mogl oznaczac ten blysk w jego oku. Cos czuje ze moze jednak moj przyjaciel moze miec racje.
-To do zobaczenia tu o 15.00.-puszcza mi oczko.-Nie spoznij sie...-smieje sie odchodzac. Przybija piotki z kolegami zbiegajac po schodach.Odwracam sie w strone przyjaciol z niewyraznym wyrazem twarzy.
-Nigdzie nie pojdziesz...-Harry ma zalozone rece na klacie i patrzy na mnie surowo.
-Nie jestes moja nianka.
________________________________________________
Jak myslicie, o co chodzi z Ian'em? Musialam wplatac do opowiadania 1D, szanuje chlopakow i wiem ze mlubia sie z Cher. Pomyslalam ze to bylby fajny pomysl.
Niedlugo wydazy sie cos czego pewnie sie nie spodziewacie :D Ja juz sie nie moge doczekac.
Licze na wiele komentarzy. Pod ostatnim rozdzialem bylo 13! Za co wielce wam dziekuje. Widzicie...Nie bylo tak trudno :P Trzymajcie tak dalej bo mam wrazenie ze mnie opuszczacie :c
Love Ya
-Patrys

sobota, 22 marca 2014

Rozdzial 38

[ Justin ]

Do godziny 18 moja wigilia wyglada podobnie: konsola, piwo, kumple i Gomez... Tak wiem... Zastanwiace sie pewnie o co chodzi. Zdaje sobie sprawe ze mnie zdradzila tak samo jak z tego ze staralem sie o Cher. Jednak przeciez od przeszlosci nie moge sie tak po prostu wymigac. Pewnie ze wolalbym gdyby na moich kolanach siedziala Lloyd. Ryan wspominal cos ze do niej dzownil kiedy ja z Selena siedzielismy na gorze ogladajac jakies jej filmy z koncertu. Serio? Ona tak po prostu uwazala ze wszystko wrocilo do normy. A te filmiki byly na serio nudne. Pomyslicie pewnie ze skoro tak mysle to po chuja w ogole spedzam z nia czas. Szczerze to sam nie wiem. Przyszla do mnie, pogadalismy, i tak jakos wyszlo. Czy jestesmy znow razem? Sam nie wiem. Jest... Dziwnie.
-Po co ty w ogole dzowniles do Cher?-pytam nie wytrzymujac. Selena patrzy na mnie zaskoczona i fuka pod nosem. 
-Chcialem z nia pogadac. -wzrusza ramionami popijajac lyk piwa. 
-Jasne...Ryan chcial sprowadzic tutaj twoja choreografke zeby przywrocila cie na ziemie.-Lil Za spoglada z niesmakiem na dziewczyne siedzaca na moim kolanach.
-Stul pysk, debilu.-ta przerwaca swoimi wlosami na jedna strone.
-Wezcie sie kurwa nie klocicie bo to ostatnie czego chce sluchac.-wstaje sadzajac jej cialo na sofie i skinam do Butler'a glowa zeby poszedl za mna. Od razu sie podnosi za mna.-Co ty kurwa odpierdalasz?!-sycze do niego kiedy zamyka za soba drzwi na taras.
-Sluchaj Justin...Kazdy z nas doskonale wie jak ona toba pomiatala i jakim ty byles dupkiem przy niej.-moj kolega warczy parzac na swoje buty.-Nie lubimy tej dziwki, ok?-patrzy z wyrzutem w moje oczy.- Wieksza polowa Beliebers mysli tak samo ja my. No wlasnie...Kiedy jestes z nia w ogole nie zwracasz uwagi na swoje fanki.-wytyka mi to doskonale dajac mi do zrozumienia ze ma racje.-My naprawde nie chcemy dla ciebie zle,stary.-lapie mnie za ramie powodujac bym na niego spojrzal.-Ale przeanalizuj sobie wszystko.-dodaje dobitnie.
-Przy Cher jestes inny. Starasz sie, chodzisz zaangazowany, usmiechasz sie...Ale tak na prawde, nie to cos co przyklili ci do mordy zeby paparazzi uwazali ze jestes w szczesliwym zwiazku z Gomez'owna.-wskazuje na moje usta.Wywracam jego oczami slyszac wzmianke o mojej choreografce.
-Ale Cher tu nie ma!-juz nie wytrzymuje zrzucam jego reke z ramienia.-Nie widzisz?!-jestem wsciekly. No kurwa kto by nie byl?!-Nie ma tu jej...
-No wlasnie...Nie ma bo musiales kurwa zachowac sie jak pajac i ja zranic! Debilu wiesz jak ona sie czula wtedy w jej domu nad tym morzem?! Gdy zaprosiles ta szmate?! Jak jakas idiotka! Pozniej cholera jasna ty musiales wymyslic idealny plan i zaczales od nowa spotykac sie z Gomez. Raniac przy tym Cher. Gomez cie zdradzila a kto cie pocieszal?! Cher. Byla kurwa przy tobie caly czas! Znosila twoje humorki, zachcianki i wymysly. Ty sie starasz, ona sie boi ze znow akcja sie powturzy i nie chce ciebie, dlatego ty zeby zamaskowac bol wracasz do Selinki!-wszystko mowi z taka dezaprobata i zmeczeniem patrzac w moje oczy ze az w koncu stwierdzam ze chyba ma racje. Ale przeciez mu tego nie powiem!-Co to jest Justin?! To nie w twoim stylu.-mowi marszczac oczy.-Zrobiles z swojego zycia pieprzona opere mydlana i masz pretensje do wszystkich ze sobie z tym nie radzisz.-odwrocil sie by wrocic do domu.-Zastanow sie nad tym co robisz...Odbija sie to nie potrzebnie na Cher.-zasowa za soba drzwi znikajac w korytarzu. Mam ochote w cos uderzyc. Przeicez kurwa nic zlego nie zrobilem! To ona wyjechala, to ona mnie ciagle odpycha. To zle ze chce byc szczesliwy? Bez namyslu wyciagam swojego Iphone z kieszeni i wybieram numer Cher. Pierwszy sygnal i bez rezultatu. Drugi raz, to samo. Trzeci,dalej to samo. Czwarty, powtorka. Piaty, dwa sygnaly i nic. Szosty nadal nie odbiera. Pierdolic to! Siadam na ziemi chowajac glowe w kolanach. Po co ja sie godzilem zeby Selena tu przyszla? Po co w ogole kombinowalem.
-Co jest stary?-slysze za soba Za.
-Wez sie nie przjemuj Ryan'em.-dodaje Twist.Siadaja po obu moich bokach tracajac ramionami. Mam wspanialych przyjaciol. Jesli ktos mysli inaczej to sa w wielkim bledzie. Mimo ze moi kumple robia co robia to sa niezastapieni.
-Justinku.-slyszymy za soba glos Seleny w akompaniamencie jej bialych szpilek. No coment...Za z Twistem wywracaja oczami a moja klatka piersowa podnosi sie kilka razy przy tlumionym smiechu.
-Tak?-odwracam sie bez zadnego wyrazu twarzy.
-Moglbys mnie odwiezdz do domu?-pyta stajac seksownie. To jej trzeba przyznac, jest niezla.
-A moze wyslac cie w kosmos?-slysze retoryczny szept jednego z moich kumpli a na moich ustach mimowolnie formuje sie smiech. No co? Spogladam rozbawiony na Za i marszcze brwi.
-Jasne, juz ide.-odwracam sie jesze na chwile do niej tylem.- Mowie powanzie, nie rozpierdolcie mi domu przez te pol godziny.-warcze porozumiewawczo w strone dwch szczerzacych sie idiotow i wstaje podciagajac lekko spodnie. Nie chce mi sie, potrafila przyjechac tu taksowka a teraz nagle mam ja odwozic?! Mniejsza o to. Cisza...To wlasnie to co panuje miedzy nami podczas drogi. To meczace. Wyciagam telefon gdy stoimi na czerwonym i ponownie wybieram numer Cher. Przykladam urzadzenie do ucha i zerkam katem oka na Gomez ktora patrzy na mnie z dziwna mina. Polaczenie odrzucone. Cholera! Jednak teraz przynajmniej wiem ze widzi moje proby. Rzucam telefon do tylu i szybko ruszajac zmieniam biegi. -Jestesmy.-parkuje na podjezdzie szepczac. Widze przeziez ze dziewczyna obok jest nieobecna myslami.
-To do jutra!-mowi momentalnie ozywiona zucajac mi sie na szyje i probuje mnie pocalowac.Nie, na to jeszcze nie jestem gotowy. Odsowam lekko jej ramiona, a dziewczyna posyla mi pytajace i lekko zaskoczone spojrzenie. Eh..
-Ja...Nie jestesmy razem.-krece glowa przelykajac sline.
-Jasne.-syczy jakby zla.Ej! No ale to nie ja zdradzilem JA tylko ona MNIE.
-Do zobaczenia Sel.-mowie dosc oscho i nie bede zaskoczony jesli nie zadzwoni. Jest mi to nawet obojetne.Nie slysze odpowiedzi. Zatrzaskuje za soba drzwi a ja w tym momencie odjezdzam z piskiem opon. Tak, brakuje tutaj Cher.

[ Cher ]

Jest dobrze...Bylo dobrze. Wigilia sie udala. Moi goscie byli zachwyceni z moich prezentow co dla mnie bylo najlepsze. Cieszylam sie ich szczesciem. Sonia i Sam poplakali sie widzac usmiechy i poruszenie na twarzach swoich dzieci. Rowniez dostalam prezent. Od malej ksiezniczki bransolete z koralikow ktora sama zrobila. John podarowal mi piekny naszyjnik, nie mam pojecia skad on wytrzasnal na to kase. Mike, ehm... On coz dal mi karnet na darmowe nalesniki. Lekko mnie to rozbawilo ale liczy sie gest, no nie? Dwojka doroslych podarowala mi przesliczna sukienke.
-Co robi moja kochana kolezanka?-slysze za soba rozbawiony glos John'a kiedy koncze swoj idealny make-up. Jest dzis drogie swieto a ja postanowilam ze spedze ten dzien z tym glupkiem.-Serio? Makijaz? Mielismy isc nad morze!-wyrzuca rece w powietrze stajac w drzwiach.
-I co z tego?-ostatnie pociagniecia maskara i gotowa.
-To prywatna plaza.-mowi powaznie lapiac moj nadgarstek.Zdazam tylko wylaczyc w biegu swiatlo a po chwili znajdujemy sie na tarasie.-Tak daleko?-unosi wymownie brwi. Faktycznie...Piasku jest jakies pare metrow.
-No Joooohn.-przeciagam wywracajac oczami. Poprawiam swoje spodenki i siegam po koszulke.
-Idziemy z moimi znajomymi na spacer?-pyta czytajac cos z ekranu swojego telefonu.
-Jasne, czemu nie.-wzruszam ramionami a po chwili odwracam sie napiecie.-Ha! Widzisz! Dobrze ze sie umalowalam.-wytykam mu jezyk , kujac jego piers lekko palcem.
-No juz nie marudz tylko chodz.-ciagnie mnie do wyjscia a ja smieje sie melodyjnie.Mam tylko telefon i karte kredytowa.Nic wiecej nie jest mi potrzebne.Znam juz paczke mojego kolegi. Widywalismy sie pare razy w zeszle wakacje kiedy tutaj bylam.
-Czekajcie! Zrobie zdjecie!- krzyczy Simon wyciagajac swojego Iphone. Wspolczuje John'owi ze ma az tak obrzydle bogatych przyjaciol kiedy on jest biedny. Moze wspolczuje to zle slowo jednak nie wiem jak on potrafi sie odnalezc.
-Pokaz jak wyszlo!-krzycze podekscytowana schodzac z rak mojego przyjaciela ktory obecnie mnie trzymal. Podbiegam do drogiego chlopaka.-Nieeee...Musisz mi ja wyslac!- po krotkiej chwili fotografia znajduje sie na moim telefonie i bez namyslu wrzucam ja na TT.


'' Wariactwo to najlepsze co moze byc :D Wspanialy dzien z wspanialym towarzystwie! #Happy #Chill #Friends @JohnPeterson Dziekuje wspanialemu staremu przyjacielowi za glupie pomysly! xD #Pace ''






Tak, ta idiotka w dziwnej pozycji to ja. A ten chlopak to John. Prawda ze wspaniale? Cholernie dobrze sie z nim dogaduje. Niczym z Brown'em. Brakuje mi mojego ''brata'', nic na to nie poradze. Zawsze musze go zostawic na swieta.
-Zajebiscie wyszlo!- slysze okrzyki calej paczki ktora w dloniach trzyma swoje komurki. Jedyna osoba ktora stoi na uboczu patrzac w morze z rekoma w kieszeniach jest Peterson.
-Eeej...-szepcze wsowajac sie pod jego ramie i obejmujac jego pas.-Co smutasz?-zastanawiam sie gdzie jest jego Samsung ktorego dostal ode mnie w prezencie.
-Chcialbym zeby moi rodzice byli dumni ze mnie tak jak sa z ciebie.-sciska mnie lekko calujac w czubek glowy.Zaskakuje mnie lekko doborem swoich slow. Jego rodzice ciesza sie z moich czynow? Milo...
-Mam dla ciebie pewna propozycje.-usmiecham sie niesmialo. Patrzy na mnie z gory ewidentnie zainteresowany.- Moze chcialbys przeprowadzic sie do mnie? Do LA?-unosi zszokowany calkowicie, swoje brwi.- Chcialabym cie zatrudnic jako mojego asystenta. Wiesz...Musialbys ocenic choreografie, podwozic mnie, czasami po prostu doradzic.- wzruszam ramionami.- Oczywiscie bym ci placila, i w dodatku jest jeszcze auto.-szczerze sie zachecajaco.
-Nabijasz sie ze mnie?
-Nie!-krece energicznie glowa.-Od dluzszego czasu sie nad tym zastanawialam.-wszystko co mowie jest prawda.
-Jestes aniolem.-przyciaga mnie do siebie zamykajac w niedziwedzim uscisku. To chyba oznacza tak,co nie? Chichocze pod nosem obejmujac jego plecy.
-Ej golabeczki! Idziecie?-slyszymy glos Simon'a i w momencie kiedy odwracamy glowy w tamta strone macha do nas energicznie.
-Powinnismy chyba isc.-pokazuje kciukiem na reszte ludzi.
-Jasne.-usmiecha sie leciutko pokazujac swoje biale zeby a po chwili jednak zamyka usta mimo ze jego usmiech nie znika. Obejmuje go w placach jedna reka a on swoje ramie zarzuca nonszalanco na moje. Uwielbiam John'a jest dla mnie jak brat blizniak. Chociaz czasami zachowuje sie naprawde dziwnie. Nie pomyslcie sobie ze jestem zadufana w sobie czy cos ale mam wrazenie ze dla niego to nie tylko przyjazn.
-Co tak myslisz?-szepcze mi do ucha trzymajac nas lekko za cala grupa.
-A tak jakos...-wzruszam ramionami usmiechajac sie zawstydzona. Jego spojrzenie jest mega intensywne a ja wciaz mam przed oczami Justina. Wiem, zalosne i nie powinnam no ale jednak..-Po prostu sylwester za nie dlugo ja wyjezdzam do Anglii a po powrocie musze stawic sie na probach do ''Step up 2'' no i jeszcze praca u Bieber'a.
-Zostan tutaj.-przyciska mnie bardziej do siebie.
-Jasne i jak bede zarabiac?-spogladam na niego pytajaco.
-Na bank masz na koncie tyle zer za zostanie jeszcze dla twoich prawnukow.
-Ej!-uderzam go lekko w ramie.-To ze mam kase nie znaczy ze moge nie pracowac.
-To na studia.-wzrusza ramionami.
-Ja wciaz sie ucze w liceum.-wywracam oczami.
-Slucham?-zatrzymuje sie w jednym momencie ciagnac mnie za soba.-Uwazaj bo ci uwierze.
-No serio! Przychodzi do mnie do domu nauczycielka. Wiesz jakie to meczoceeeee?? Jak na razie mam pol roku przerwy bo jestem do przodu z materialem a i tak przeskoczylam poltora roku, to wiesz...
-Matko...I niby kiedy ty sie uczysz?
-Najczesciej miedzy przerwami w treningach, na korytarzach, po nocach, w wannie... No gdzie tylko znajde wolna chiwle.- usmiecham sie pod nosem przypominajac siebie zabawna anegdotke.-Kiedys przed egzaminem uczylam sie nawet podczas gali rozdania nagrod.- spoglada na jego twarz.- Siedzialam z notatkami na kolanach i gdy mnie wywolali poniewaz wygralam za najlepsza choreografie koncertowa bylam tak skupiona ze nawet sie nie zorientowalam.-parsknelam smiechem zaslaniajac usta dlonia.-To byl taki wstyd.
-Haha! Co za ciamajda.
-John!-wywracam oczami.-Dzieki za wsparcie,eh...
-No nie gniewaj sie malutka.-obejmuje mnie w pasie. Widzac moja zla mine i scisniete usta smieje sie pod nosem.-Jak sie do mnie nie odezwiesz wrzuce cie do morza.
Piszcze w momencie kiedy mnie podnosi smiejac sie glosno. Wiem ze jest do tego zdolny, doskonale go znam mimo ze nie widzielismy sie juz jakis czas... Kreci sie ze mna kilka razy, stopami wchodzac do wody. O nie...
-Nie puszczaj mnie!-sciskam mocno jego szyje. John czasami jest po prostu niezrozumialy. Potrafi byc mega slodki a czasami jest typowym bad boy'em. Troche jak Justin. Ugh! No prosze was... Ktos zna swietnego hipnotyzera wymazujacego pamiec? Stoi ze mna na rekach patrzac gleboko w moje oczy. Przechodzi mnie lekki dreszcz a w glowie ciagle wspominia z wypadu nad morze z Justin'em. Cala stuacje ratuje moj dzwoniacy telefon. Blondyn wzdycha z irytacja i wychodzi z wody stawiajac mnie na cieplym piasku.-Sorki.-usmiecham sie niesmialo siegajac po Iphone.-Tak?
-Skarbie! Dzwonie by zapytac czy nasz tradycyjny sylwek jest aktualny?!
______________________________________________________
CHOLERNIE WAS PRZEPRASZAM!
Jak myslicie kto dzwoni do Cher na koniec rozdzialu? O co chodzi z John'em? Myslicie ze cos z tego wyjdzie? A moze nasza bohaterka wroci do Jusa? No wlasnie, co z nim i Gomez?
Naprawde przepraszam was za brak rozdzialow ale mialam pare powaznych problemow, zero weny, kilka wyjazdow no i nauka... Koncze gimnazjum a przyjeto mnie do jednego z najlepszych liceow w Rzymie wiec naprawde musze sie starac :c
Wbaczcie mi <3
Zostawcie po sobie jakis komentarz ze to czytacie... Ostatnio zastnawialam sie nad usunieciem blogow. Wiem ze jest nudne ale po prostu czekam na dobry moment na cos hm... duzego :D
-Patrys

środa, 12 marca 2014

Rozdzial 37

Dzien wigili...Ja mam naprawde powazne pytanie. Czy kurwa tylko ja nie cierpie swiat?! No ludzie blagam was, ja rozumiem ze to czas na spedzanie z rodzina i takie tam inne bzdety ale jakby sie nad tym tak pozadnie zastanwoic...Cala ta wasza sielanka istnieje tylko w okres swiateczny. A po za nia to co? Juz nie. Pff...Dla mnie to jest po prostu zalosne. Nie chce nieszczerych zyczen,usmiechow i usciskow. To jest zbedne. Wiem, w tym roku postanowilam spedzic ten czas z Sam'em i jego rodzina ale to nie zmienia faktu ze nie lubie kurwa tych pieprzonych swiat. Bez obrazy oczywiscie... Gotuje juz caly poranek i szczerze mam dosc. Potrafie gotowac mimo ze nie za czesto uzywam tej zdolnosci. Razem z Sonia umowilysmy sie by przyszli na 17.00. Kobieta zadeklarowala sie rowniez ze przyniesie cos przygotowane przez nia. Ucieszylam sie bo naprawde nie mam ochoty na gotowanie tych 12 potraw!! Sam wspomnial ze bedzie cala jego rodzina. W sumie liczac wszystkich bedzie nas 6. Ehm...Dam rade. Pocieszam sie w myslach krecac glowa rozbawiona swoja glupota. Na TT,FB i wszystkich tych portalach spolecznosciowych otrzymuje zyczenia jednak nie odpisuje...Mozecie uznac to za zle wychowanie ale ja po prostu nie moge. Nakrywam bialym obrusem duzy,drewniany stol, rozkladam cala zastawe i dodajac nutki koloru na kazdy talerzy klade ladnie zlazona,czerowna serwetke. Jak dla mnie bosko. Zerkam na cyfrowy zegarek stojacy przed plazma i jecze niezadowolona. Do przyjscia gosci mam tylko poltorej godziny! Sprezajac sie wskakuje pod prysznic i dokladnie myje swoje cialo. Owinieta recznikiem wedruje do lazienki w poszukiwaniu jakiegos odpowiedniego stroju. Ugh! Jak zwykle mam problem. Stoje tak chyba 15 minut i sama sie na siebie wkurzam. No przeciez co moze byc takiego trudnego w wybraniu odpowiednich ciuchow? Szczerze, dla mnie to cholerny problem. Na czarno? A moze czerwona sukienka? Nie...Zbyt tandetnie. Jeansy i granatowa koszula? Cos ty,Cher! To jednak specjalna kolacja nie wypad na drinka do klubu.
Cholera jasna! W rogu na wieszaku rzuca mi sie w oczy biala obcisla bluzka i tego samego koloru krotka spodniczka. Idealnie! Z usmiechem na twarzy siegam po ubranie i wracam do lazienki.Make-up, wlosy hmmmm czegos brakuje. Kuzwa! Buty... Kolejny problem.Ha! Nie tym razem. Z mojej pokaznej walizki wyciagam botki w panterke na sporych koturnach i bez namyslu wkladam je na swoje stopy. Staje przed lustrem poprawiajac material. Perfect...Usmiecham sie do swojego odbicia i nie wiem czemu w moich oczach pojawiaja sie lzy. Ty idiotko...Nie moge teraz przeciez plakac! W momencie kiedy wchodze do kuchni by wylaczyc piekarnik moj telefon dzwoni w salonie. Wywracam oczami. Jak to cos waznego to... To chuj! Mam wolne. Zakladajac rekawice kuchenne wyciagam pieczen i stawiam na stole napawajac sie zapachem. Moj telefon znow zaczyna dzownic. Ja pierdole. Wywracam oczami odwracajac sie do lodowki i wyjmuje butelke dobrego,drogiego wina. Hm...Idealne na ta okazje. Wyciagam pojemnik i wkladajac do niego kostki lodu umieszczam tam rowniez butelke. Tym razem telefon dzwoni po raz trzeci.
-Cholera jasna...-sycze pod nosem niosac trunek do jadalni i stawiam go na szafeczce przy stole.Wracam do salonu i siegam po Iphone. Na ekranie ukazuje mi sie zdjecie Ryan'a. Mam ochte odrzucic wiadomosc ale...A co jesli chodzi o Justina? Glupia... Na pewno nie chodzi o Biebera! W ogole to co mnie obchodzi ten rozkapryszony 19'latek. A co jesli obchodzi? Nie,Cher wybij to sobie z glowy. Ostatecznie jednak odbieram cieszac sie iz Butler nie moze namierzyc mojego numeru nawet jakby chcial.-Naprawde nie mam czasu sluchac twoich zyczen wiec prosze cie bardzo rozlacz sie lepiej jesli po to dzownisz...-po drugiej strone slysze lekki chichot.
-Hej Cher. Jak milo ze pytasz czy u mnie wszystko dobrze.- mowi sarkastycznie na co ja wywracam oczami z lekkim usmiechem.
-Dobra...Wiec, co u ciebie?-pytam bo doskonale odczytalam po miedzy zdaniami ze chce abym o to zapytala.
-Sluchaj kochana...Razem z chlopakami siedzimy w salonie i pijemy...Moze masz ochote wrocic i sie do nas przylaczyc?-smieje sie pod nosem siadajac na chwile przy blacie kuchennym.
-Daj spokuj...Wiesz ze nie wracam.
-Justin tu jest.-juz moge sobie wyobrazic jego usmiech.
-Taaa z Selinka...-slysze gdzies z tylu glos jak mniemam Lil Za. Moje oczy automatycznie robia sie chyba stokrotnie wieksze.
-To prawda Ry?-nie moge w to uwierzyc. Po tym co mu zrobila. Po tym jak sie staral o mnie.On tak po prostu teraz spedza z nia czas? Przeciez to niedorzeczne!
-Wiesz Cher. Oni znow...-zacina sie na chwile a ja dokladnie znam zakonczenie jego zdania.-Przykro mi.-mowi przelykajac glosno sline a moje oczy robia sie szklane.Sposzczam wzrok nie pozwalajac lza wyjsc na powierzchnie. Nie! Kurwa nie bede przez niego plakac!!
-Chyba lepiej jak pogadamy dopiero po moim powrocie.-tak po prostu, bez zadnego slowa pozegnania,rozlaczam rozmowe. Czego ja sie moglam spodziewac? To przeciez show biznes. Takie jest nasze zycie. Moze to lepiej dla jego kariery. A moze do siebie faktycznie wrocili bo sie kochaja. Co ja sobie wyobrazalam? Jestem zalosna. Doskonale zdaje sobie z tego sprawe. Moje zycie to jakas popierdolona telenowela. Dzwonek do drzwi rozbrzmiewa po caym domu wiec automatycznie kieruje sie do korytarza by otworzyc drzwi. Wzdycham gleboko i ostatni raz zerkam do lustra poprawiajac lekko kaciki moich ust. Nadal idealnie. Usmiecham sie szeroko myslac juz ze wspolna wigilia zajmie mi czyms mysli. Bynajmniej mam taka nadzieje. Pierwsze co zauwazm po otworzeniu to sliczna, malutka dziewczynka ubrana w rozowa,balowa sukienke z balerinkami pasujacymi do stroju. Za nia stala przepiekna kobieta w bezowej sukience i delikatnych czarnych obcasach. Obok niej stal mezczyzna ktorego swietnie znam w czarnych eleganckich spodniach, bialej lnianej koszuli i czarnych japonkach. Zabawny kontrast ale wszystko razem ladnie gra.
-Cher!- krzyczy maly szkrab przytulajac sie do mojej nogi. Cholera jaka ona slodka. Chichocze pod nosem biorac ja na rece i sadzajac sobie na biodrze.
-Ty musisz byc ta wspaniala artyska ktora stworzyla dla mnie taka piekna laurke.-dotykam zartobliwie palcem jej malego noska i caluje jej czulko.
-Podobalo ci sie?-pyta z tym specyficznym akcentem ktory mial tez jej ojciec.
-A jakby mi sie moglo nie podobac!-mowie powaznie co rozbawia mala ksiezniczke. Lili, bo tam ma na imie 6-latka, chowa twarz w mojej szyi lekko zawstydzona. -Jesli chcesz w mojej sypialni powinny byc kredki i moj szkicownik.-stawiam ja na ziemi usmiechajac sie serdecznie. Kucam przed nia z obietnica w oczach.-Lezy na szafce, mozesz cos dla mnie narysowac.-mowie ochoczo. Po chwili jej juz nie ma. Gna biegiem do wyznaczonego przeze mnie pokoju.
-Jaka z ciebie sie zrobila kobieta.-mowi z podziwem Sonia.-Witaj skarbie.-przytula mnie jedna reka poniewaz w drogiej trzyma jakas miske.
-Witaj kochana.-odwzajemniam uscisk.-Ladnie ci w bezu.-dodaje zapraszajac ruchem reki do srodka. Z Sam'em rowniez przytulam sie delikatnie a ten posyla mi cieply usmiech.
-Ah dziekuje.-mowi poprawiajac delikatnie ciemny pasek sukienki.-Za chwile powinni przyjsc Mike z John'em.-mowi odwracajac sie w moja strone. Spogladam pytajaco na Sam'a poniewaz doskonale pamietam obydwu chlopakow. Mike ktory obecnie ma 15 lat podkochiwal sie we mnie i za kazdym razem zarywal gdy przyjezdzalam. Za to John,juz 18-latek, ktory zawsze wybawial mnie z glupich sytuacji z jego bratem. Sama jednak do konca nie wiem co nim kierowalo.
-Jasne.-skinam glowa lekko rozbawiona cala iluzja sytuacji. -Oh daj mi to.Postawie w kuchni.-usmiecham sie w strone Sonii biorac naczynie z najprawdopodobniej moja ulubiona salatka morksa. Specjalnie dla mnie robi ja na kazdy przyjazd.-Prosze rozgoscicie sie.-pokazuje na jadalnie.
-Widze ze nawet postaralas sie o choinke.-stwierdza rozbawiony Sam.
-Widzisz...-wtoruje mu stajac w przejsciu.- O mikolaja tez.-wzruszam ramionami a ich powazne spojrzenia laduja na mnie.-No co?
-Naprawde nie musialas...-mowi Sonia. Macham tylko reka usmiechajac sie serdecznie.
-Uwierzcie ze to dla mnie sama przyjamnosc.
Gdy po raz kolejny slysze dzonek szepcze tylko 'przepraszam' i kieruje sie by otworzyc. W drzwiach stoi wysoki, naprawde mega przystojny, chlopak z ciemnymi okularami na nosie i torbami prezentow w rekach.
-Czesc.-posyla mi swoj chyba najpiekniejszy usmiech a moje nogi miekna. To jest John?! Woooow.
-Czesc.-na zewnatrz pozostaje spokojna i przybieram poze sexownej kocicy. No co? On jest taki goracy.
-Zmienilas sie.-stwierdza miezac mnie wzrokiem.-Nadal jestes piekna.-szepcze przygryzajac warge.
-Kto mi to mowi...Wygladasz jakbys dopiero co wyszedl z sesji dla Vouge'a.-wyrzucam jedna reke pokazujac na jego postac.
-Jesli to komplement to dzieki.-smieje sie pochylajac sie nade mna lekko i muska moj policzek. Lapie za jego kark i delikatnie przyciagam do siebie. Przeklada torby do jednej reki i rowniez odwzajemnia uscisk.
-Jestes taki wysoki.-jecze gdy juz odrywamy sie od siebie.Zawszye bylismy tego samego wzrostu co pozwalalo na wygodniejsze ehm...Przytulanie. Ale nie myslcie sobie nie wiadomo czego! Po prostu czesto sie wyglupialismy i udawalismy przez wszystkimi pare.Ale to byla tylko zabawa.
-Cher!-slysze za soba donosny glos i spogladam goraczkowo na John'a ktory w tym momencie wywraca oczami.Wychylajac sie zza niego widze naprawde nie tego Mike ktorego znam!!
-Co sie mu stalo?-otwieram szeroko oczy na co 18-latek smieje sie pod nosem.
-Nie tylko my wydoroslelismy.-odwraca do tylu glowe patrzac na swojego brata niosacego jakies polmiski.-Ale zauroczenie toba mu nie przeszlo...-wraca wzrokiem do mnie wzdychajac smutno.Na chwile tylko spogladam na jego twarz a potem biorac gleboki wdech odsuwam sie na wieksza odleglosc.
-Wejdz prosze.-zaprazam go do srodka na co posyla mi slaby usmiech.-Zostaw to w mojej przebieralni.-poszczam mu oczko wskazujac na prezenty. Nie musze tlumaczyc drogi. Przeciez cholera on tu czasami mieszka!
-O jeny jak ja za toba tesknilem. Jaka z ciebie laska. Cholera Cher jestes taka goraca.-przyciaga mnie do swojego troslu lekko zgniatajac mi zebra.
-Ehm...Czesc Mike.-klepie go lekko po ramieniu prubujac wydostac sie z uscisku.
-Daj spokoj mlody...-slysze za soba glos John'a. A ten jak zwykle wybawia mnie z opresji.Posylaja sobie wrogie spojrzenia a potem 15-latek znow patrzy na mnie z dziwnymi iskierkami w oczach. Matko...To bedzie ciezka kolacja. Gdy juz wszyscy wchodzimy do jadalni widze jak malzenstwo dyskutuje zawziecie w ogole nie zwracajac na nas uwagi. Siegam na chwile po swoj telefon i wyswietla mi sie 6 nieodebranych polaczen od kogo? Od Justina... Spogladam smutno w ekran co zauwaza dwojka chlopakow.Podchodza do mnie od razu zaniepokojeni. W moich oczach po raz senty widach te przeklete lzy. Czy ja naprawde musze byc taka pojebana? To sie robi nudne...Ciagle przez niego cierpie.-Cos nie tak?-John spoglada badawczo a Mike przytula mnie do siebie. Ugh...Jeszcze jego mi brakowalo.Wywracam w myslach oczami.
-To po prostu...kolega z pracy.-wzruszam ramionami ocierajac samotna lze z policzka.John odpycha lekko swojego brata obejmujac mnie ramieniem i kieruje w strone sypilani.
-Za chwile wrocimy.-mowi na odchotne. Kurde! To nie powinno tak byc! Powinnam siedziec tam z goscmi a nie...Zachowuje sie jak jakas rozkapryszona malolata jednak w tym momencie jestem wdziecnza 18-latkowi ze mnie zabiera na chwile.
___________________________________________________
Ehm no i jest... Jak myslicie o co znow chodzi z Justin'em i Gomez? A co jest po miedzy Cher i John'em?
-Patrys

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdzial 36

Siedze juz w samolocie, pilot oglosil przed chwila ze do ladowania zostaly 4 godziny. Matko...Naprawde zeby doleciec na te pieprzone wyspy trzeba tyle czasu? Ugh...Nie narzekam jednak bo specjalnie zaplacilam spora sume za wynajecie prywatnego samolotu i dyskrecje odnosnie lotu.Wiem moze to przesada ale gdyby tylko Chris czy Scoot chcieli mnie odwiedzic pod pretekstem swiat na pewno daliby rade,za pomoca lapowki,dowiedziec sie gdzie polecialam.Siedzac tak nawiedzily mnie mysli odnosnie tamtej nocy...

Poczulam jak lozko sie ugina wiec szybko klasnelam w rece by zapalic lampke.Gdy zobaczylam te wielkie czekoladowe oczy i pelne,malinowe usta odetchnelam z ulga.Usmiechnal sie do mnie lobuzersko calujac w policzek.
-Co ty tu do cholery robisz?!-krzyknelam polszeptem zeby nie obudzic czasami Brown'a. 
-Twoj przyjaciel mnie wposcil.-wzruszyl ramionami z takim specyficznym usmieszkiem niczym Edward Cullen zakradajacy sie w nocy by popatrzec na spiaca Belle.Wiem,denne porownanie ale takie mialam pierwsze spojarzenie.
-A po co przyszedles?-zapytalam retorycznie podpierajac sie na lokciach.Nie bylam skrepowana faktem ze na pewno bylam rozczochrana, bez make up'u z dwoma fioletowymi cieniami pod oczami.
-Ehm...Chcialem cie przeprosic.-wzruszyl ramionami.-I spedzic troche czasu z toba.-sposcil niesmialo wzrok.
-Aha? I to dlatego przyszedles o...-zerknelam na cyfrowy zegarek na szafce nocnej.-O 4.20?!-pisnelam juz nie ograniczajac swojego tonu glosu.

-No bo...-chcial sie chyba wytlumaczyc jednak nie wiedzial jak.

-Zwariowales?! Wiesz doskonale ze jutro mam lot!
-To zle ze chcialem cie zobaczyc?-zapytal ciagle usmiechajac sie do mnie.Tak,jego usmiech jest zdecydowanie powalajacy ale nie w tym momencie kiedy moj umysl ledwo co kontaktuje.
-Nie masz takiego przywileju zeby zakradac sie do mnie w nocy.Nie jestes moim chlopakiem.-warknelam siadajac z opartymi plecami o tyl lozka.
-Mozemy to zmienic.-powiedzial to tak oczywiscie.Usmiechnal sie na koniec jak 5'latek.Nie wiem skad mam te skojarzenia.
-No chyba snisz...-wywrocilam oczami zakladajac rece na piersiach.
-Mam wyjsc?-wskazal na drzwi podnoszac sie powoli.
-Teraz to musisz zostac.-mowie surowo.-Przez ciebie nie zasne.-fuknelam zla.On bez slowa wgramolil sie na wygodne lozko,zdejmujac wczesniej biale Supry i polozyl sie obok mnie.-Ktos ci pozwolil sie obok mnie klasc?-warknelam grajac zla.
-Tez sie ciesze ze mam cie przy sobie.-objal mnie ramieniem w pasie calujac w policzek.
-Ej,ej, ej...-odgarnelam jego reke.-Za duzo sobie poswalasz,Bieber.
-Nie graj takiej niedostepnej,Lloyd.-zasmial sie pod nosem.
-Czy ty jestes pijany?-zapytalam lapiac jego twarz w swoje dlonie by sprawdzic czy jego zrenice nie sa rozszerzone.
-Nic nie pilem...-odpowiedzial spokojnie.-Cherr...Jestem trzezwy,nie na chaju, nie palilem. Co ci jest?-pyta niepewnie.
-Po prostu... Po prostu od kiedy wyszla akcja z Gomez balam sie ze sie stoczysz...-powiedzialam niesmialo bawiac sie brzegiem cienkiej koldry.Mam taki zwyczaj spania w bieliznie pod poszewka. Zabwane wiem zwazajac na to ze mamy grudzien...Zsunelam sie kladac na plecach obok niego jednak miedzy nami byla bezpieczna odleglosc.Lezelismy przez chwile w ciszy a chlopak postanowil splatac nasze palce.
Ku mojemu zdziwieniu nie wyswobodzilam swojej dloni a wrecz przeciwnie,scisnelam ja lekko mocniej.Justin powodowal cos czego nie moglam wytlumaczyc.Czy go kocham? Oj chyba to za duzo powiedziane.Jednak jest w nim cos co...No jest w nim po prostu cos.
-Martwilas sie o mnie?-przekrecil tylko twarz w moja strone.Rowniez spojrzalam w jego oczy, jednak ja bez zadnych uczuc.Po chwili znow powrocilam oczami na sufit.Przygryzlam warge wzdychajac lekko.-Martwilas sie o mnieeee...-przeciagnal pewnie.
-Nie pochlebiaj sobie.-wyciagnelam swoja dlon i chcialam wstac jednak zostalam pociagnieta w strone Bieber'a.
Zachichotalam rozbawiona jego zachowaniem. Wsparlam sie lekko na jego torsie a moja noga mimowolnie poleciala na jego.Usp? Hihihi..Mialam ochote schowac swoja twarz w jego szyi i przespac tak cala noc.WTF?! Co ja mowie!! Nieee,nie,nie.
-Gdzie mi uciekasz?-szepnal mi do ucha patrzec w moja twarz.
-Nie tobie.Nie uciekam.Nie powinnismy byc w takiej pozycji.-powiedzialam powazniej czujac jego reke na swoich plecach.
-Nie badz taka sztywniara,Cher.-powiedzial ,sie ze mna droczac.Wie doskonale ze tym mnie wkurzy.
-Justinnn...-warknelam siadajac na lozku.-Ogarnij sie.-zakrylam swoje cialo poszewka i powedrowalam na chwile do lazienki nie zamykajac jednak drzwi.Zawiazalam sobie taknine wokol mojego biustu a sama nachylilam sie nad zlewem.Odkrecilam wode i przemylam twarz kiedy poczulam pare dloni na swoich biodrach.Podnioslam wzrok na szatyna ktory wyprostowal moje cialo i oparl brode o moje ramie.Siegnelam po recznik wycierajac twarz a potem rece ciagle utrzymujac kontakt wzrokowy z tymi czekoladowymi teczowkami.
-Popatrz jak ladnie wygladamy.-wyprostowal sie dumnie ciagle majac mnie w objeciach.
-Co ci sie dzis stalo,co?-ponownie oparlam dlonie o blat patrzac w jego oczy, w odbiciu lustra.
-Nic.-zasmial sie calujac moje ramie a pozniej wzial mnie niczym panne mloda wracajac do lozka.Bosh! Co on wyprawia?!Psnelam w momencie kiedy mnie podniosl a potem mocno objelam jego kark.Polozyl mnie tak samo delikatnie na miejscu gdzie lezalam wczesniej a potem klasnal w rece by wylaczyc swiatlo.Gdy wrocil na wygodny materaz chcial mnie do siebie przyciagnac, ale mu na to nie pozwolilam.To juz przegiecie.
-Co ty sobie wyobrazasz?-wyskazalam z tego lozka ciagle bedac w tej poszewce.-Pytam sie ostatni raz na powaznie,czy ty cos brales?! Cholera jasna!! Najpierw mnie zostawiasz olewajac wieczorem odnosnie tej restauracji a teraz przychodzisz nad ranem, przytulasz sie,nosisz mnie, calujesz! Co ty sobie myslisz?! Nie jestem zabawka i nie bede na kazde twoje skinienie!!-wyrzucilam rece w powietrze.-Ogarnij wreszcie ta dupe i sie zdecyduj!-patrzylam na niego wrogo.Stal przede mna z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy.-Wyjdz...-pokazazlam lewa reke na drzwi za jego plecami.
-Czy ty mnie wyrzucasz??-zapytal zdziwiony.On jest taki tepy czy tylko udaje?
-A nie widac?-warknelam pod nosem.
-Jak chcesz...-syknal zly.-Nie wiem po co w ogole marnowalem swoj czas.
-Pewnie bo kurwa jestes jak krolowa angielska i po prostu z toba to trzeba sie umawiac o rok wczesniej!!-krzycze za nim stojac na balkoniku nad kuchnia.Widzialam tylko jak jego plecy znikaja na schodach a gdy sposcilam wzork napotykalam surowe spojrzenie Chrisa.-No co?-unioslam rece w ogore.Pokrecil tylko zrezygnowany glowa i wrocil do laptopa.Uderzylamm dlonmi w barierke i poszlam do swojego pokoju.

-No to do nastepnego,kochana.-podchodzi do mnie mloda stewardessa o imieniu Catrina.Znam ja od kiedy tylko zaczelam prywatnie latac.Jest ode mnie starsza o 6 lat jednak mimo to uwielbiam spedzac z nia czas.Zawsze gdy wynajmuje samolot wynajmuje rowniez ta sama zaloge.Ogolnie wspolczuje im spedzac dzien przed swietami w moim towarzystwie.Oh... Wiem jednak za dla nich to nie problem.Kazde z nich swieta spedza samotnie.A naprawde milo jest spiewac i wyglupiac sie z takimi ludzmi jak oni.
-Tak,do zobaczenia w nowym roku.-chichocze biorac swoj bagaz.-Wesolych swiat.-sciskam kazdego z obslugi personelu.Wychodzac z lotniska zauwazam juz czekajacy na mnie czerny Range Rover. Szofer czeka z otwartymi drzwiami i serdecznym usmiechem na ustach.
-Witam panienko Lloyd.
-Czesc Sam.Jak rodzina?-wsiadam na miejsce pasazera i zapinam pasy bezpieczenstwa.
-Dziekuje bardzo dobrze.Kelly narysowala cos dla panienki.-wyciaga karke z wewnetrznej kieszeni jego marynarki i mi ja podaje.Jest to jeden z tych typowych rysunkow ktore rysuje kazda 6'latka.
-Ojej dziekujeee.-przykladam go do serca.Mimo wszystko jest wspanialym prezentem. 
-Odwiedzi nas panienka,prawda?-patrzy na mnie ochoczo.-Moja zona nie moze sie doczekac az panienke zobaczy.-jego zona jest wspaniala.Ma na imie Sonia i za kazdym razem zajmuje sie wszystkimi rzeczami ktorych bym potrzebowala.Ogolnie szykuje caly dom na moj przyjazd.Kocham tych ludzi.Zawsze sa dla mnie tacy serdeczni kiedy przyjezdzam tutaj na wakacje lub jakies swieto.
-Z przyjemnoscia.-usmiecham sie kiedy zatrzymuje auto pod prawidolowym adresem.-Zadzwonie do zony i sie umowimy.-posylam pewne spojrzenie kiedy stawia obok mojego boku moja walizke.-Dziekuje Sam, milego popoludnia.-macham mu kiedy wraca juz do auta i odjezdza.
No to jestesmy...Wzruszam ramionawi wzdychajac to boskie,czyste powietrze.Maladiwy,swieta czas zaczac!Usmiecham sie szeroko ciagnac swoj bagaz bo drewnianym,stabilnym mostku do tego pieknego domku.Tu jest bosko! Jak za kazdym razem kiedy spedzam wolny czas w tym raju.Najlepsze to to ze wszystko jest bardzo chronione. Tutaj zeby ktos cie mogl odwiedzic musi miec pozwolenie na wstep do twojej czesci posiadlosci. Idealnie jak dla mnie! Nie chce tu nikogo oprocz Sam'a i jego rodziny.Oni jako jedyni maja pisemne pozwolenie i klucze do mojego mieszkania.Tak, jest wykupione przeze mnie jednak czasami mieszka w nim nastarszy syn szofera.Mam ochote poplywac...Ale to nie dzis.Jestem padnieta. Chociaz moze najpierw umowie sie z Sonia na jakis obiad. Mam ochote w tym roku zaprosic ich na Wigilie. Nie przelewa im sie za bardzo a mi serce sie lamie kiedy widze te maluchy nie moglace miec wymarzonej zabawki. Hmmm...Jutro rano pomysle co da sie zrobic.
__________________________________________
Maladiwy *o* Oooooohhhh kto mi zafunduje wakacje na Maladiwach? xD Chcialabym,chciaaala.
No nic...Nie o mnie mowa.
Widzicie.Specialnie poswiecilam prawie caly rozdzial na wspomnienia Cher. Szczerze powiem ze dziwnie bylo pisac w czasie przeszlym w tym opowiadaniu hihi. Chyba 10 razy musialam poprawiac forme czasowa wiec jak sie gdzies zapomnialam czy jest gdzies jakis blad to PRZEPRASZAM <3
Rozdzial sie podobal? Wiem slodko miedzy nimi bylo ale wiecie jak to jest ze mna...Musi byc drama xD obiecuje przeciez ze jeszcze troche a sie ulozy...Spokojnie. <3
-Patrys