czwartek, 21 listopada 2013

Rozdzial 21

-I po chuj poszlas tam sama,co?-bierze mnie na rece i nawet nie daje chwili na protest.Siada na sofie w salonie kladac mnie sobie na kolanach.-Przeciez mowilis ze ja cie mam zawiezc...-stara opanowac swoje zdenerowanie jednak widze w jego oczach ze jest sfrustrowany moim zachowaniem.
-Przepraszam,Justin...-wtulam sie w jego szyje obejmujac kark obiema dlonmi.Wzdycha ciezko i glaszcze mnie bo wlosach.
-Ja go zabije...-syczy po dlugiej chwili ciszy.-Rozpierdole tego skurwysyna.
-Nie.Justin,daj spokoj...To juz zamknety temat.-powie powaznie.Nie chce zeby przeze mnie narobil sobie problemow.Schodze mu z kolan i siadam obok kladac na brzuch spora,niebieska poduche.-Pogadamy o tym pozniej...Nie mam teraz humoru na kazania.-sposzczam wzrok.-Idz sie skapuj.-skinam glowa w strone schodow.Spoglada na mnie badawczo.-No idz...-jecze nie chcac byc obserowana.Wiem ze w tym momencie przyglada sie moim siniakom.-Zadzonie w tym czasie odnosnie przelozenia spotkania.-wyciagam telefon z kieszeni.Staram sie czyms zajac oczy byle tylko nie patrzec w teczowki Biebsa.Chlopak podnosi sie powoli i nachyla nade mna.Wpatruje sie we mnie coraz intensywniej co zmusza mnie do zerkniecia na jego twarz.
-Trzymam cie za slowo ze o tym wszystkim pogadamy.-zerkna nie dosc dyskretnie na moje usta a pozniej caluje w czolo.Juz po chwili go nie ma w pokoju.Wybieram numer goscia od filmu i nie chetnie przyciagam urzadzenie do ucha.Jeden sygnal.Drugi.Trzeci.
-Tak slucham?
-Z tej strony Cher Lloyd.-przedstawiam sie grzecznie.
-Oooo..Cos nie tak ze dzwonisz?
-W zasadzie to tak...-krece nosem.-Musze przelozyc nasze spotkanie.-przelykam sline.
-A to dlaczego?-pyta lekko zdziwiony.
-Nagly wyjazd...-wzruszam ramionami mimo ze wiem iz tego nie widzi.To zabawne ze zawsze gestykuluje nawet przy rozmowie telefonicznej.
-To kiedy bedziemy mogli sie spotkac?-pyta uprzejmie.-Naprawde zalezy mi zebys ty zrobila ta choreografie.
-W poniedzialek za tydzien,pasuje?-nie ukrywam nie checi do rozmowy...Po prostu mam tyle problemow ze nawet nie chce mi sie silic na mily ton glosu.
-Oczywiscie.-mimo wszystko mezczyzna nadal jest radosny.Lubie takie osoby.-Godzina pozostaje bez zmian?
-Jasne.-zamykam na chwile oczy.Tak po prostu.Potrzebuje spokoju.-Do widzenia.-rozlaczam rozmowe nie czekajac na pozegnanie.Upuszczam telefon na kolana i opierajac lokcie o podkurczone kolana zakywam nimi oczy.-Oh...-wzdycham krecac glowa.
Czujac jak lzy naplywaja mi do oczu przykladam reke zakrywajac swoje usta.Siedze tak probujac opanowac lzy.Nie chce plakac.Po prostu nie chce pokazac ze dotknelam dna.Nie chce tez zeby Justin widzal jak sie rozklejam.Mimo iz wiem ze na pewno jest swiadomy jak bardzo cierpie.Gdy juz udaje mi sie uspokoic obejmuje rekoma moje kolana.Wzdycham gleboko ponowanie na chwile zamykajac oczy.Biore gleboki wdech i...Po chwili wypuszczam cale powietrze.Wpatruje sie w martwy punkt przed soba.Trwa to pewnie dlugi czas bo z mojego transu wybudza mnie Justin ktory wtula twarz w szyje stajac za oparciem sofy.
-Nie placz...Prosze...-szepcze mi do ucha.Klade jedna dlon na jego dloni i usmiecham sie blado.Caluje mnie w skron i ponownie chowa twarz w moje wlosy.-Przejdziemy przez to...Obiecuje.-dodaje po chwili.
-Jedzmy juz...-mowie lamiacym sie glosem.
-Jasne.-odpowiada mi bez zadnego wyrazu.Po prostu prostuje sie i lapie za swoja torbe.-Masz wszystko?-pyta teraz juz troskliwie.
-Tak...-kiwam glowa i zakladam sobie torebke na zgiecie w lokciu.Chce siegac juz po druga gdy wyprzedza mnie dlon Biebsa.-Dzieki.-usmiecham sie slabo patrzac w jego twarz nadal nie obecnym wzrokiem.Naciagam czapke nisko i zakladam na glowe kaptur.Przepuszcza mnie w drzwiach patrzac wspolczujaco.Wkurza mnie to lekko bo nie chce zalu! Jednak nic nie mowie...Tak jakby slowa utkwily mi w gardle.Na podjezdzie stoi Batmobile.
Myslalam...Bha! Bylam wrecz pewna ze jedziemy Fikser'em.Nic nie mowie.Wslizguje sie na miejsce pasazera i zamykam za soba drzwi.Czekam chwilke az Justin wlozy nasze bagarze do auta i siada obok mnie.
-Gotowa?-spoglada na mnie nie pewnie.
-Zabierz mnie juz stad...-zciagam z nog trampki i podkurczam kolana pod brode.Patrze przez przyciemniane szyby i zdejmuje z glowy czapke zucajac ja gdzies pod fotel.
-To bedzie dluga droga...-szepcze wyjezdzajac z podjazdu i od razu kieruje sie na autostrade wyjazdowa z naszego miasta.Nie wiem czy mowi tak stwierdzajac atmosfere czy po prostu cel naszej podrozy jest naprawde daleko.Przez pierwsze dwie godziny po prostu jestem jak posag.Wpatruje sie w mijane przez nas obiekty.Wille,drzewa,rzeki...W mojej glowie panuje tak wielki chaos ze juz nic nie wiem.Na niczym nie mysle jednak od nadmiaru wydarzen jestem rozdrazniona i rozkojarzona.Biebs co chwila na mnie zerka z dziwnym wyrazem oczu.Z czyms czego ja nie rozumiem i nie znam.To frustrujace.Nie wazne...Dla mnie dzis wszystko bylo po prostu 'nie wazne'.Jak on mogl mnie uderzyc? Przeciez...Przeciez nic nie zrobilam.Chyba...Jesli cos zrobilam, to co takiego?! Co bylo powodem podniesienia na mnie reki? Staralam sie.Za kazdym razem czakalam na niego.Gdy przyjezdzal mogl smialo powiedziec ze czuje sie jak krol.Mial wszystko to chcial.Mnie rowniez...Nie moge sobie tego wybaczyc.Czuje do siebie wstret.Czemu? No przeciez pomyslcie...Ja bylam jego dziwka! To chore...A pomyslec ze go kochalam...Po moich policzkach automatycznie poplynely slone lzy.Nie moge pokazac ich Justin'owi.Nie chce zeby je widzial...Juz i tak duzo dla mnie robi.Odwracam bardziej glowe w strone okna i naciagam na glowe kaptur.Kazdy moj ruch jest sledzony przez wzrok piosenkarza.Wiem ze sie martwi.Jestem mu wdzieczna za wszystko.Absolutnie wszystko! Ciesze sie w duchu ze nie zmusza mnie do rozmowy...Nie dalabym rady teraz rozmawiac.Jego telefon zaczyna dzwonic i moge sie domyslic ze jest w czerwonym plecaku ktory polozyl na tylne siedzenie.-Podasz mi go?-spoglada na mnie niesmialo..
-Ok.-odwracam sie szybko w tamtym stronie i z kieszeni wyciagam urzadzenie.Nie patrze na wyswietlecz.To jego prywatnosc.-Prosze.-podaje mu komorke patrzac na swoje kolana.W tym momencie wydaja mi sie tak cholernie interesujace.
-Slucham?-widze jak marszczy nos.Zawsze rozbawialo mnie gdy tak robil ale nie tym razem.-Spoko.Rozumiem...-wsluchuje sie w glos z komorki.-Nie wiem...Tydzien... Moze pare dni wiecej.-wzrusza ramionami.-Nie ma sprawy.Tak,obiecuje.-cisza.-Wiesz ze mozna mi ufac.-kolejna cisza.-Tak,jasne.-zerka na mnie a ja powrocilam juz do swojego jakze fascynujacego zajecia z przed paru minut.-Ciebie rowniez.Narazie.-rozlacza rozmowe a telefon kladzie do kieszeni.Cholernie jestem ciekawa kto dzonil.Jednak przeciez nie bede go pytac.Wywracam oczami.Jestem zalosna.Zauwazam ze Jus zjezdza z autostrady i parkuje przed jakas restauracja.-Masz ochote cos zjesc?-odwraca sie lekko w moja strone.Czuje na sobie jego spojrzenie ale nie mam w sobie tyle sily i odwagi by patrzec w jego oczy.Kiwam przeczaco glowa i ciagle patrze przez okno.Sciskam mocniej kolana i zagryzam warge.-Prosze powiedz cos wreszcie...-mowi blagalnym,zdesperowanym glosem.
-Przepraszam,Justin.-szepcze chowajac twarz w swoich nogach.Zaciskam mocno oczy starajac sie nie pozwolic wyplynac moim lzom. Kurwa! Bez skutku...Czuje jak chlopak szybko i energicznie wychodzi z samochodu i tak samo szybko zamyka je za soba.Sadze ze pewnie sie na mnie zdenerwowal i idzie sam cos zjesc,myle sie.Otwiera moje drzwi i kuca opierajac kolana o auto.Lapie mnie za dlonie i sklada na nich dwa delikatne ale jakze czule pocalunki.
-Nie przepraszaj...Nie masz za co.-przytula mnie do swojego torsu gladzac po glowie.Nie wiem jakim sposobem, jednak juz po chwili siedzi na moim fotelu a ja na jego kolanach.Drzwi sa zamkniete a on wciaz mnie do siebie tuli.Rozplakuje sie jak dziecko.Ja naprawde jestem zalosna.Wkurzam sie sama na siebie a jedyne co teraz potrafie to przytulajac sie do Justina po prostu wyc.-Ci...-trzyma mnie szczelnie i pewnie co daje mi bezpieczenstwo.-Ciii...Nie placz.Jestes przy mnie.-caluje mnie w czolo gladzac moj kregoslup.-Jestes bezpieczna.-'bezpieczna'...'bezpieczna'...'jestes bezpieczna'...Te slowa bez konca rozbrzmiewaja w mojej glowie.-Skarbie blagam cie...-szepcze slodkim glosem tak jakby chcial dodac mi otuchy.Powoli staram sie opanowac.Udaje mi sie...Tylko dlatego ze Biebs jest przy mnie.No bo pomyslcie.Ktory chlopak by poswiecil dla nas tak duzo? Przeciez on ma swoje zycie a zainteresowal sie mna.Jego choreografka i nauczycielka spiewu.Przeciez to absurd! Ktory pracodawca przejmowalby sie zyciem prywatnym swojej pracownicy?! Nie wierze w to.Gdy juz jest ze mna ''nawet ok'' wtulam sie na chwilke bardziej w tors chlopaka.-Lepiej?-spoglada na mnie badawczo.
-Tak.-przytakuje glowa.-Dziekuje.-caluje go w policzek.
-Teraz chodz cos zjesc.-otwiera drzwi a ja od razu zeskakuje z jego kolan.
-Nie jestem glodna.-zakladam znow swoj kaptur widzac ze wczesniej zostal on zdjety przez mojego towarzysza.-Jesli chcesz to idz.-skinam w strone wejscia.Lapie dlonmi zgiete lokcie i patrze w swoje buty.Bieber staje na przeciwko mnie z rekoma w kieszeniach.
-Nie zostawie cie samej.-mowi powaznym i lekko wladczym tonem glosu.Patrzy w swoje buty.
Przed budynkiem stoja tylko dwa samochodu.Nasz i jakies czarne BMW.-Chodz.-lapie mnie za dlon lekko ciagnac za soba.Zauwaza ze naciagam bardziej kaptur.-Nic nie widac.Spokojnie.-zapie mnie w pasie i caluje w glowe.Takie gesty sa mi nie znane.Nigdy mnie tak nie traktowano.
_____________________________________________
Can I die??
-Patrys

czwartek, 14 listopada 2013

Rozdzial 20

-Siadaj na wysepce.-wskazuje na srodek kuchnie.Kieruje sie do jednej z szafek.
-I niby jak ty to sobie wyobrazasz,co?-smieje sie lekko i lapie za boki.-Jak ja ledwo sie ruszam...
-Ah...Przepraszam zapomnialem.-tlumaczy zamyslony i odkladajac od razu apteczke trzymana w dloniach podchodzi do mnie.Najdelikatniej jak potrafi lapie mnie w talii i tak samo lekko sadza na blacie.Odszchodzi znow by wziac jakas masc.
-Justin?-szepcze nie pewnie.
-Hm?
-O czym ty mowiles wczesniej?-marszcze brwi.-Ze jutro gdzies jedziemy...
-Ah...-odwrocil sie do mnie z pudelkiem.-Zabieram cie z tad na jakis czas...Odpoczniesz troche.-szuka czegos zawziecie w pojemniku.
-Ale przeciez mamy proby.Ja mam spotkanie odnosnie tego filmu...Nie mozemy pozwolic sobie na taki spontaniczny wypad.-krece glowa.Jus podchodzi do mnie pewnie i podciaga moja koszulke wyzej odkrywajac caly brzuch.
-Podnies rece.-mowi powaznie wiec robie co kaze.-Czemu nie mozemy?-pyta retorycznie i smaruje ciemne miejsca jakims zimnym zelem.-Jestesmy ludzmi.-wzrusza ramionami.-Po za tym...Co do prob to mozna ominac pare.Nic sie nie stanie.A co do twojego spotkania to...To zalezy od ciebie.Mozesz je przelozyc i jechac ze mna.-spooglada w moje oczy spod swojej grzywki.-Lub zostac i zalatwic ta sprawe.
-Jutro zadzonie zeby spotkac sie kiedy indziej.-patrze przez okno.
-Naprawde?-najwidoczniej jest zdziwiony ze wybieram pierwsza opcje.Kacik ust podnosi mi sie leciutko.
-Od rana zawieziesz mnie jeszcze do domu po pare moich rzeczy...I...-przelykam sline a w oczach zebieraja sie lzy.-Musze zerwac z Tyga.
-Nie placz...Prosze.-odsuwa sie lekko a potem delikatnie i uwazajac na to by mi nic nie zrobic przytula do swojego torsu.-Ten skurwiel nie jest wart twoich lez....-szepcze mi do ucha.Od razu i bez namyslu wtulam sie w niego zamykajac powieki.Czuje sie tak bezpiecznie.Boje sie tego uczuca...Boje sie ze znow bede cierpiec.Ale czy nie warto zaryzykowac?-Chodz...-bierze mnie na rece.-Idziemy spac.To byl dlugi dzien.-caluje mnie w glowe.
-Moge isc sama.
-Moge cie zaniesc.
-Justin....-jecze nie zadowolona.
-Cher...-usmiecha sie zawadiacko.
-Jestes glupi.-wywracam oczami wtulajac sie w jego szyje.
-Tak...Ej?! Co??-od razu powaznieje a ja uderzam w smiech.Gdy wechodzimy do sypialni on zamyka noga drzwi i kladzie mnie lekko na lozku.Po chwili zgasza swiatlo, wskakuje obok mnie przyciagajac do swojego ciala.
-Czemu obchodzisz sie ze mna tak delikatnie?-szepcze przerywajac dluga ciesze.Odwraca sie bardziej w moja strone i odgarnia kosmyk wlosow z mojej twarzy.
-Bo na to zaslugujesz...Po za tym...Nie wybaczylbym sobie gdyby cos ci sie stalo.Jestes przy mnie bezpieczna.Pamietaj o tym.-usmiechna sie szczerze patrzac gleboko w moje oczy.
-Dobranoc,Justin.-klade glowe na jego torsie obejmujac jego szyje jedna z rak.
-Dobranoc,Cher.-sklada na moim czole jeden pocalunek i obejmuje w talii reka.-Slodkich snow...-wzdycham usmiechajac sie lekko.Czy to mozliwe zeby wzbudzal we mnie wszystkie te pozytywne emocje? Czy tak bedzie do konca? Ja naprawde nic takieko nie czulam...To cos pieknego.Jednak nie jestem do konca przekonana zeby to trwalo dlugo...Przeciez to Justin.Moze miec kazda.A ja? 16-nastolatka z masa problemow.Nieeeeee...To nie wypali.Otwieram oczy kiedy na swojej twarzy czuje promyki slonca.
-Oh...-usmiecham sie ziewajac.W calym pokoju tancza odrobinki kurzu odbijajac sie od slonca.Lubie taki widok.Czuje sie wtedy jak w dobrych latach mojego dziecinstwa.Podnosze lekko glowe by zobaczyc czy moj towarzysz juz sie obudzil.Spi...Nawet lepiej.Bede miala czas zeby skoczyc do domu.Boje sie...Jak chuj boje sie tam isc! Jednak musze...Nie chce zeby Justin byl swiadkiem sytuacji do ktorej dojdzie...Szybko wskakuje do lazienki i przebieram sie w swoje ciuchy.Mimo ze nie lubie chodzic dwa razy w tym samym ciuchu w ciagu kolejnych dni to nic na to nie poradze.Na szafce znajduje jakies kartki i dlugopis.Od razu do mojej glowy wpada pomysl by po prostu uprzedzic chlopaka ,jesli nie zadrze wrocic, gdzie jestem.
Poszlam do siebie na chiwle...Nie martw sie.Dam sobie rade.Tak jak mowilam wezme pare swoich rzeczy i 'pogadam' z Michael'em. Nie chcialem Cię budzic bo za slodko spales. ;)          -Cher <3
Siegam po swoja trorbe i podchodze do drzwi.W ostatnim momencie odwracam sie zeby zerknac chlopaka.Spi naprawde slodko i nie mialabym serca go teraz budzic tylko po to zeby gdzies mnie zawiezc.Taksowka po ktora zadzonilam czekala juz na mnie przed domem.Wychodzac przed posesje widze duza liczbe paparazzi.Zajebiscie...Teraz beda plotki ze mam romans z Biebsem.Na miejsce dojezdzam w ciagu jakis 40 minut...Korki. Eh...Nie pewnie otwieram drzwi frontowe.Kto by po takiej akcji byl jeszcze pewny siebie przy takiej osobie?? Pff...Panuje tutaj totalna cisza.Pewnie jeszcze spi.Z tego wszystkiego nawet nie zerknelam ktora godzina.Wbiegam po schodach do swojego pokoju i dla czystego bezpieczenstwa zamykam za soba drzwi na klucz.Na zegarku widnieje godzina 7.30...Nic dziwnego ze spi.Wywracam oczami i wchodze do garderoby by wybrac jakies ciuchy.Hmmm...Skoro Jus ma mnie gdzies zabrac i podobno ma byc to dosc dluga podroz lepiej ubrac sie wygodnie.

-Ja pierdole...-jecze gdy stoje calkowicie naga przedl duzym lustrem w lazience.Przyznaje ze jestem pozadnie posiniaczona.Wskakuje od razu pod zimny prysznic nie chcac dalej patrzac na swoje cialo.Mam do siebie obrzydzienie.Pewnie dla wielu z was jest to dziwne.Jednak jak gdybyscie sie czuli pozwalajac komus polozyc na was rece? Ja bynajmniej czuje sie brudna...Czy kapiel w takich momentach pomaga? Hmm..Czasami raczej tak.Jednak od kiedy w moim zyciu jest Justin coraz mniej ta przyjemnosc daje skutek.Po dokladnym wyszorowaniu ciala owinieta w recznik wracam do pokoju po ciuchy zostawione na lozku.Czapki jak na razie nie biore.Naciagam na siebie bielizne i staje przed lustrzana sciana.Po raz kolejny chce przyjzec sie swoim ranom.Nie myslalam ze jest az tak zle.Odwracam sie po bluze i ubieram sie w cieply material.Potem spotnie i luzne buty.Gotowa..Taaa...Teraz trzeba sie spakowac i jeszcze make-up.Zaczne od tego drugiego. Podklad,cien,kreska,rzesy...Standard.Gdy wracam do pokoju wyciagam swoja sportowa torbe i otwieram szeroko drzwi do garderoby.Patrze przed siebie i wzdycham.Co by tu wziac? Hmmm...Wybieram pare ulubionych zestawow.Wygodnie ale i modnie.Taka jest mysl przewodnia.Bore na wszelki wypadek stroj kapielowy.Nie wiadomo co Justin wymysli...Wrzucam jeszcze kosmetyczke i pare innych pierdol a potem zamykam zamek i zazucam sobie torbe na ramie.Do torbeki wkladam wszyskie uzadzenia elektroniczne i pare rzeczy potrzebnych a pozniej otwieram drzwi.Oh...Biore gleboki wdech i schodze dumnie po schodach.Torby klade przy drzwiach i wracam do pokoju gdzie prawdopodobnie jest Tyga.Nie myle sie.Lezy w towarzystwie dwoch blondynek.-To koniec!-krzycze na cale gardlo a oni od razu sie podrywaja.Wychodze z pokoju i schodze po schodach kiedy czuje na swojej talii jego uscisk.-Posc mnie.-sycze wsciekla.On jednak nic sobie z tego nie robi.Podnosi mnie i szarpnieciem wprowadza do pokoju gdzie juz po dziwkach nie ma sladu.
-Co ty pierdolisz suczko?-przyciska mnie do sciany unieruchamiając moje cialo.-Nie pozbedziesz sie mnie.-uderza mnie w brzuch.Zginam sie lekko poniewaz tym razem czuje bol dwa razy mocniej.-Zrobie ci z zycia pieklo...
-Juz zrobiles.-warcze wsciekla.Chce go kopnac w krocze jednak pozycja w jakiej sie znajdujemy uniemozliwia mi jaki kolwiek ruch.
-Powinnas mi dziekowac na kolanach ze bylem dla ciebie taki dobry.-wciaz syczy mi do ucha.Popycha mnie mocno na sciane i lapie za wlosy.Uderza mnie z piesci w szczeke.Rozcina mi tym warge poniewaz na swoich palcach ma sygnety.Nawet nie piszcze.Przymuje ciosty cierpiac w duchu.Kopie mnie w kolanach tak ze upadam na nie.Podchodzi do mnie i wymierza kolejny cios tym razem w kosc policzkowa.To co ze cierpie...W duchu mam nadzieje ze po prostu sie wyzyje i da mi spokoj.Jest to zalosne.Czuje sie upokozona.Kopie mnie,bije i szarpie oraz drapie.-Jestem dla ciebie ZA dobry...-mowi kopiac w zebra.-Wypierdalam z tad.A ty kurwo nawet nie waz sie tego godziekolwiek donoscic.-bierze moje wlosy w garsc i ciagnie do gory tak ze od razu podnosze sie na rowne nogi.Patrze na niego krecac glowa.Wychodze z pokoju trzaskajac za soba drzwiami.Stoi oszolomiony i nawet nie drgnie.Czy moze wlasnie dotarlo to do niego co zrobil? Za pozno na przeprosiny.Na co kolwiek!! Dla mnie nie istnieje! Czy doniose na policje? Nie wiem...Za wczesnie by sie nad tym zastanawiac.-Cher! Cher czekaj!-krzyczy gdy naciagam czapke i kaptur nisko na glowe.Wchodze do czekajacej nadal taksowki.
-Kluczyki zostaw w studio!-krzycze przez otwarte okno.Lzy splywaja mi same po policzkach.Nie mam juz sily ich powstrzymywac.Jak byscie sie czuli gdyby ktos po raz drogi was tak dotkliwie pobil? Ledwo sie ruszam.Oddychanie tez sprawia mi bol. A gdy sobie pomysle co powie Biebs przechodza mnie cierki.
-Nalezy sie 134 dolary.-mowi starszy mezczyzna.
-Prosze...-wreczam mu dwie stowy.-Reszty nie trzeba.-szepcze lamiacym sie glosem.Wychodze czym predzej z auta widzac iz staruszek chce cos powiedziec.-Milego dnia.-krzycze wchodzac przez bramke do srodka.Teraz sie zacznie...Wzdycham i dzwonie do drzwi.No tak...Nie mam kluczy.Otwiera mi Justin w szarych spodniach dresowych i bialej koszulce.
-Martwilem sie!-krzyczy przyciagajac mnie do siebie zamykajac noga drzwi.
Rzucam torby na podloge i sycze z bolu.-Przepraszam.Przepraszam.-odsuwa mnie lekko od siebie.-Co to jest?-sciaga mi z glowy kaptur i zdejmuje czapke.-Kurwa,Cher...-zaciska mocno piesci patrzac na moja twarz.Patrze na niego a lzy znow zaczynaja mi splywac po policzkach.Jus przyciaga mnie jeszcze raz do siebie i przytula zdecydowanie jednak teraz duzo delikatniej.Czuje jak jego miesnie sie nie rozluzniaja.Ciagle jest pozadnie zdenerwowany.Juz czuje jak bede miala kazanie...
___________________________________________________
...
-Patrys

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdzial 19

Chlopak siada na lozku i w ten sposb ja siedze okrakiem na jego kolanach.Ciagle trzymam rece na jego karku co chwile wplatajac je w jego wlosy.Piosenkarz trzyma swoje rece na moich biodrach.Nasze jezyki walcza o dominacje jednak zadne z nas nie chceo dac za wygrana.Pociagam go lekko za kocowki wlosow a on mruczy zadowolony.Jego rece wedruja wyzej,na moja talie.Usmiecham sie mimowolnie poniewaz powoduje to u mnie lekkie laskotki. Wsuwa dlonie pod bluze przyciagajac mnie blizej do siebie.Obejmuje jego policzki w obie dlonie na co on sie usmiecha.W jednej chwili rece Justin'a laduja na moich lopatkach.Od razu odrywam sie od niego i sycze z bolu.
-Przepraszam...-w jego oczach widze pewnego rodzaju strach? Tak,chyba sie bal.-Ja naprawde przepraszam.
-Justin.-krece glowa.-To nie twoja wina.-schodze z jego kolan i odpinam lekko bluze odginajac ja na ramionach.Czego ja sie moglam spodziewac?Cale ramiona mam w siniakach i zadrapaniach oraz sladach po brutalnych pocałunkach.-Widzisz?-pytam spogladajac w oczy chlopaka ktory teraz stoi za mna w lustrze.-To nie twoja wina.
-Jak on mogl ci to zrobic?-pyta z gorycza w glosie a ja widzie lzy w jego oczach.
-Daj spokoj...-krece glowa zakladajac od nowa bluze na ramionach.
-Gdzie jeszcze?-szepcze gdy ja sie klade na lozku.On pozostaje w tym samym miejscu wciaz patrzac w lusto.
-Slucham?-marszcze brwi siadajac.
-Gdzie jeszcze mial czelnosc polozyc na tobie te swoje brudne lapska?-syczy odwracajac sie w moja strone.Wzruszam tylko bezinteresownie ramionami.
-Zebra,brzuch...-sposzczam wzrok.Zsowam sie z lozka i odpinam bluze odkrywajac swoj poobijany brzuch i sine zebra oraz biust.Na mojej klatce jest duzo malinek,odciskow zebow oraz siniakow.Wyglada to przerazajaco.Bieber widzac moje cialo zaciska mocno piesci i odwraca sie napiecie uderzajac w lustro.Nie spodziewalam sie takiej reakcji.Od razu zapinam bluze i podchodze do niego czym predzej.Omijam potluczone szklo i staje przed nim.Patrze mu gleboko w oczy i krece lekko glowa.Biore w obie dlonie jego piesc i przygladam sie uwaznie.-No i po co?-pytam ogladajac krwawiace miejsca.Na jego szczescie nie ma zadnych odlamkow lustra.-Chodz.-delikatnie ciagne go za przedramie.-Trzeba to opatrzec.
-Nie trzeba.
-Wrecz przeciwnie.-skinam w strone wanny i odwracam sie zeby siegnac po apteczke.-W szafce?
-Tak.-mowi tak jakby nie obecnie patrzac na dlon.Szybko siegam po potrzebne zeczy i odwracam sie znow do chlopaka.Apteczke klade na blacie obok zlewu a z woda utleniona i wacikami w recach staje po miedzy nogami chlopaka.
-Po co ci to bylo?-pytam obatrujac jego rany.
-Nie moge przestac myslec ze ten skurwysyn mogl ci to zrobic.-spoglada mi w oczy.Na chwile pozwalam sobie utonac w ich kolorze i usmiecham sie slodko.
-Tyle ze zyje...Nic mi nie jest...A wiesz czemu?-przysowam sie blizej jego twarzy.-Bo mi pomogles.Uratowales mnie,Justin.-miedzy nami zapada chwila ciszy i kiedy wyrywam sie pierwsza z tego 'transu' koncze oczyszczac jego dlon.Owijam ja bandazem i odwracam sie szybko do blatu by spakowac nie potrzebne drobiazgi.W mojej glowie jest chaos.Co on ze mna wyprawia...I ten pocalunek...Nigdy sie tak nie czulam.Motyle w brzuchu,pustka w glowie i tylko my dwoje.Tak jakby nic innego sie nie liczylo.Tak,jak w filmach...Chcialabym zeby to trwalo wiecznie.Jednak...Nie moge sobie pozwolic na cos wiecej niz przyjazn.Przeciez my razem pracujemy! Co do cholery z moimi zasadami?! Ja zawsze musze miec takiego pieprzonego pecha...Szczerze? To nawet nie przejmowalam sie tym ze Tyga mnie pobil.Liczyl sie tylko Bieber.To chore ale prawdziwe...Zakochalam sie? Moze...Na to wyglada...Usmiecham sie pod nosem.
-Dziekuje.-slysze szept za soba wiec podnosze wzrok.W odbiciu lustra widze chlopaka ktory patrzy na mnie stojac tuz za moimi plecami.
-To ja ci dziekuje.-odwracam sie do niego sposzczajac wzrok i opierajac sie o zlew.Podnosze niesmialo na niego wzrok i usmiecham sie uroczo.Dotyka mojego policzka bardzo delikatnie i z wielka uwaga by nie wyrzadzic mi bolu.
-Gdybym ja mial zaszczyt byc twoim chlopakiem traktowalbym cie jak ksiezniczke.-szepcze patrzac na kazda czesc mojej twarzy.Robie krok by stac blizej niego.Schyla sie lekko i muska moje usta.Odwzajemniam delikatnego calusa a jego druga reka obejmuja mnie w talii.Klade swoje dlonie na jego kracie i odsuwam sie lekko kiedy juz obie jego rece splataja sie nad moja koscia ogonowa.
-Chyba za duzo sobie pozwalamy,nie sadzisz?
-Um...-usmiechna sie lekko.-Nie.-i wpija sie w moje usta.Oddaje namietny pocalunek wplatajac palce w jego wlosy.Gdy sie odrywamy oboje mamy nie rowne oddechy jednak nie przeszkadza to nam.-Chodz.-teraz to on lapie mnie za dlon i wyprowadza z lazienki. Rzuca sie od razu na luzko patrzac z usmiechem na mnie.Zatrzymuje sie w jego nogach patrzac rozbawiona.-Odpocznij wreszcie troszke...-poklepuje miejsce obok siebie.Zakladam kosmyk wlosow za ucho i wymuje telefon z kieszeni spodni.
-Mam sms'a od Michael'a...-mowie zamyslona otwierajac wiadomosc.Bieber podnosi sie od razu na lokciach i patrzy badawczo.-Musimy pogadac...-czytam tresc i wzruszam ramionami.-Jakos nie chce sie z nim widziec-ukrece glowa i znow wkladam uzadzenie do spodni.Na czworaka wchodze na lozko i klade sie obok JB.
-Zerwiesz z nim?-pyta patrzac w sufit.
-To raczej oczywiste.-rozciagam sie jednak w jednym momencie znow lapie sie za zebra.
-Bardzo boli?-nachyla sie nade mna.Skinam tylko glowa i kule sie obejmujac kolana rekoma.-Biedactwo moje....-obejmuje mnie ramieniem przyciagajac blizej siebie.W ten sposob moja glowa londuje na jego obojczyku.
-Czekaj.Czekaj...Twoje?-podnosze pytajaco brew.
-Sory.-widze zaklopotanie w jego oczach co mnie rozbawia.Znow klade sie na jego torsie i obejmuje lekko.Przez dluzszy czas lezymy w ciszy.Ale to nie jest jedna z tych krepujacych sytuacji gdzie nie wiesz co powiedziec.Nie! Teraz jest inaczej...Tak spokojnie.
-Moglabym sie wykapac?-pytam niesmialo.-Jest juz pozno a ja padam z nog.
-Oh...Oczywiscie.-wstajemy powoli z dziwnymi usmiechami.Zerkam na zegarek stojacy na szafce nocnej i moim oczom ukazuje sie godzina 00.38...No ladnie...Bieber idzie do garderoby po jakies ciuchy dla mnie.Wraca z duza koszulka i recznikiem.-Sluchaj...Moglbys przyniesc moja torbe z samochodu? Mam tam bielizne.-dodaje niesmialo.Cholera! Co sie ze mna dzieje? Przeciez ja zawsze jestem odwazna.
-Pew...Czekaj...-spoglada na mnie pytajaco.-Ty nosisz bielizne w torebce?-marszczy zabwnie brwi.
-Nie czepiaj sie szczegolow.-wytykam mu jezyk.-Czesto przez prace musze nocowac po za domem.-wzruszam obojetnie ramionami.Mimo wszystko on nadal stoi wpatrujac sie we mnie.-Pojdziesz mi po ta torbe?
-Jasne.-usmiecha sie szeroko.Gdy wychodzi z pomieszczenia od razu zucam sie do lazienki.Zamykam drzwi na klucz i rozbieram do naga.To co widze w lustrze mnie przeraza.Na zebrach mam az fioletowo czerwone plamy tak samo jak na brzuchu.Moj biust jest caly pogryziony,podrapany i poraniony.Plecy tez wygladaja strasznie.Sa cale fioletowe.Moje nadgarski maja lekkie zaczerwienienia a policzek jest rozowo fioletowy.Jak ja sie pokaze ludziom?! Matko...Nie chcac wiecej ogladac swojego ciala wchodze pod prysznic.Zimna woda zawsze mnie uspokajala jednak tym razem tak nie jest.Lekkie zaskoczenie ale za chwile przypominam sobie pocalunek z Justin'em i jestem szczesliwa.Dotykam ust i na mojej twarzy maluje sie lekki usmiech.-Cher?!-slysze glos chlopaka.
-Tak?
-Gdzie zostawic ci ta torbe?
-Poloz ja przy drzwiach!-usmiecham sie.Boze! Co sie ze mna do cholery dzieje?! To jest nie mozliwe zebym sie w nim zakochala...Nie mozliwe,prawda? No blagam...To nie jest realne.Fakt,jest wspanialym przyjacielem.Super sie przy nim czuje.Swietnie sie dogadujemy i te wszystkie inne pierdoly ale to nie moze byc milosc! Nieeeee...A moze jednak? Nie,nie... Wyskakuje szybko owijajac sie duzym,miekkim, bialym recznikiem i otwieram drzwi do pokoju.Na lozku lezy chlopak w samych spodniach dresowych i bawi sie komorka.Widze ze ma jeszcze lekko mokre wlosy co daje mi do zrozumienia ze zdazyl sie juz wykapac.Az tak dlugo siedzialam pod prysznicem??Dziwne...Ale mozliwe.Staje opierajac sie o framuge drzwi.Od razu podnosi sie do pozycji siedzacej.
-Ladnie wygladasz w tym reczniku.-przygryza warge.
-Tak...Tak...Jasne.-macham obojetnie reka.Schylam sie lekko by wziac lezaca na ziemi torbe.
-Naprawde do twarzy ci w nim!-krzyczy gdy zamykam drzwi.
-Siedz cicho,Bieber...-marudze krecac glowa.
-Tez cie lubie,Lloyd!-smieje sie a ja zrzucam z siebie recznik.Szybko zazucam na siebie duza zielona koszulke i na tylek naciagam koronkowe,czarne bokserki.Wlosy wycieram tylko recznikiem i pozostawiem je w lekkim nieladzie.Wrecam do pokoju i krece rozbawiona glowa.Bluzka siega mi lekko za tylek.
-Myslalam ze twoja koszulka bedzie duzo za duza na mnie.-smieje sie lekko kladac sie na lozku.
-Pewnie tak jest...Ten oto ciuszek jest z przed paru lat.-pokazuje reka na zielony material.Probuje sie przekrecic w jego strone jednak moje obolale zebra znow daja o sobie znac.-Chodz ze mna na chwile na dol.-podaje mi dlon gdy juz stoi na rownych nogach.Z jego pomoca schodze z lozka.-Trzeba to czyms posmarowac.-stwierdza gdy idziemy po schodach.Przygladam sie jego miesnia i przyznaje ze naprawde jest niezle zbudowany.Jak dla mnie idealnie...Nie lubie napakowanych za bardzo chlopakow.Cher! Co ty pierdzielisz!? Karce sie w myslach i szybko odwracam wzrok. Ja naprawde juz nie wiem co mi jest...To jest chore!
__________________________________________________
Spieprzylam...Znowu :c <beczy> Nie daje juz rady... Ostatnio nawet zastanawialam sie nad zawieszeniem blogow...Eh...
Uprzedzam ze w tym tygodniu nie bede dodawac czesto rozdzialow bo codziennie mam jakies egzaminy -.-" Ja pier...dziele normalnie!
Jest sprawa...Mianowicie...Dzieczyny co wam odwalilo z tym fandomem?! Serio? Moj fandom?? Ja na to nie zasluguje...<krece teraz glowa> Naprawde na to nie zasluguje....
Cholernie mi milo ze takie cos zostalo powiedziane ale ja nie wiem co wam powiedziec... Uwazam ze po prostu jestem fatalna pisarka i nie jestem godna tego...Przepraszam was...Jestescie MEGA kochane ale ja naprawde nie jestem dobra...
Kocham was!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3 <3 <3
-Patrys

sobota, 2 listopada 2013

Rozdzial 18

-Gdzie sie tyle do kurwy nedzy szlajalas,co?!-wystarczy tylko ze zamykam za soba drzwi a moj jakze zajebisty chlopak drze na mnie morde.
-Bylam w pracy...-mowie spokojnie i wymijam go obojetnie.Zauwazam ze w pokoju goscinnym,w ktorym obecnie pomieszkuje chlopak siedza dwie nagie dziwki.
-Kolejny numerek z Bieber'kiem?-pyta kpiaco idac za mna.
-Spytaj sie Miley co robilam...Bedziesz mial pewnosc ze ja w tym zwiazku nie jestem ta co zdradza.-wyjatkowo jestem strasznie spokojna.Klade torbe na sofie w salonie i wchodze glebiej,do kuchni.
-Cos ci sie nie podoba,suko?-staje za mna lapiac mocno za biodra.Ja natomiast wysuwam sie z jego uscisku i podchodze do lodowki.-Odpowiedz suko.-syczy mi do ucha odgarniajac moje wlosy na prawa strone.Wpija sie zachlannie i agresywnie w moja szyje a ja odpycham go mocno od siebie.
-Idz do tych swoich dziwek,chuju!!-warcze wsciekle.
-No dajesz mala..Pokaz na co cie stac.-usmiecha sie jak jakis psychopata.Biore wdech by cos powiedziec jednak rezygnuje i uroczo sie usmiechm.
-Nie dam ci tej satysfakcji...-krece glowa odwracajac sie z powrotem.Wyciagam sok pomaranczowy kiedy czuje jak jego rece lapia moj tylek.-Daj mi spokoj...-probuje go odepchnac ale bez skutku.Odwrcama mnie mocno i wyrywa karton z reki zucajac go gdzies na blat obok.Przyciaga mnie do siebie i caluje po szyi.Stoje jak wryta.Jego rece sa na calym moim ciele.Rozdziera moja koszulke zucaja gdzies obok.-Michael!-krzycze blagalnie.
-Zamknij morde kurwo.-warczy.-Wiem ze tego chcesz...-rozpina rozporek moich spodni kiedy uderzam go w brzuch.Udaje mi sie wydostac i biegnac w strone salonu lapie za torbke.Zbiegam szybko po schodach i wpadam do korytarza lapiac za duza szar bluze na zamek.Zakladam ja szybko na siebie i lapie za galke drzwi zostaje brutalnie na nie popchnieta.Plecami uderzam o drewno i az sycze z bolu.Czuje jak jego piesc uderza w moj lewy bok a potem brzuch.-Teraz zgotuje ci pieklo.-warczy wsciekly a w jego oczach az widac iskry furii.Bierze zamach i uderza mnie mocno z otwartej dloni w policzek.Po raz kolejny popycha mnie na drzi i znow mocno o nie uderzam lopatkami.Rozpina bluze ktora przed chwila udalo mi sie zapiac.Caluje a raczej grysie moj dekold wyzadzajac mi przy tym cholernie duzo bolu.Jego reka mocno sciska moje drogie zebra co przyprawia mnie o lzy w oczach.
-To boli!-krzycze starajac sie jakos wyrwac ale przytrzymuje moje nadgarski jedna reka nad glowa.
-Ma bolec.-smieje sie gorzko a mnie az dreszcze przechodza.Wykozystuje moment jego chwilowego oderwania sie od zajecia ktore wlasnie wykonywal i kopie go mocno w krocze.Znajduje w sobie tak duzo sily ze az Tyga pada na kolana trzymajac obiema rekoma bolace miejsce.Szybko lapie za moja torebke gdzie przewaznie mam zawsze wszystkie potrzebe rzeczy i wybiegam.Biegne przed siebie calkowicie bez celu a lzy spywaja po moich policzkach.Biegne przez park kiedy okrecam sie do tylu by zobaczyc czy nikt mnie nie goni.W momencie kiedy robie odwrot moje zebra strasznie kuja.-Sshhh...-sycze i od razu sie zatrzymuje lapiac za prawy bok.Siadam na lawce i staram sie opanowac oddech.Jest juz ciemno...Zimno i tak jakos obco.Podkurczam nogi pod prode i patrze na przechodzacych ludzi.Nie wroce do domu.Za zadne skarby jesli on wciaz tam jest.To juz definitywny koniec.Wiecej tego nie zniose.Tych dziwek,chlania,cpania i calego tego burdelu.Koniec! Ale gdzie ja teraz sie podzieje? Chris jest...Nie wiadomo gdzie...Miley nie odbiera.Scooter ma spotkanie biznesowe a pozniej jedzie na uroczysta kolacje z dziewczyna.Afredo...Ehm...Pewnie z Miley.Nicki ma koncert.Justin...Nieee...Do niego nie zadzownie.Nie po tym jak go traktowalam.Siedze tak placzac jeszcze nastepne 20 minut kiedy robi mi sie coraz zimniej.Wyciagam telefon z torebki i probuje po raz chyba setny zadzonic do Miley.Poczta.Czuje sie sama,pozucona i nie potrzebna.Ilu z was mialo odczucie cholernej przepasci?Samotnosci?Tego zimna?Musze do niego zadzonic.Potrzebuje uczucia ktorym mnie obdarza...Jego bliskoci.Tej bestroskosci ktora czuje gdy jest obok.Mimo ze bylam nie mila i zachowywalam sie jak nadeta jedza....Przyznaje ze go potrzebuje.Nie mowie teraz o tym momencie.Potrzebuje go w moim zyciu.Wchodze w kontakty i wyszukuje jego numer.Nie pewnie dotykam kwadracika z napisem 'zadzon' i przysuwam Iphone do ucha.Odbiera po zaledwie jednym sygnale.
-Cher? Co sie stalo?-slychac przejecie i troske w jego glosie.
-Juss...Justin...P...Prosze przy...Przyjedz po mnie.-ledwo co mowie przez szloch.
-Juz wychodze z domu.-slysze jak zatrzaskuje drzwi.-Nie rozlaczaj sie...Gdzie jestes?
-P..Park.
-Ten obok kawiarenki?
-Tak.-uspokajam sie leciutko slyszac jego kojacy glos.Mimo ze czuje jego zdenerwowanie jest mi lepiej.
-Spokojnie...Prosze tylko nie placz.Zaraz bede.-mowi na jednym tchu a lzy ciagle splywaja mi po policzkach.Nie potrafie ich opanowac.W mojej glowie ciagle mam obrazy z kuchni i korytarza.-Juz zaparkowalem.-nie potrafie sie usmiechnac mimo ze wiem iz zaraz bedzie przy mnie.W jednym momencie czuje jak ktos szybko i mocno przyciaga mnie do siebie siadajac chaotycznie na lawce.-Juz jestem.-glaszcze mnie po plecach wyciagajac druga reka telefon.-Ciii...-rozplakuje sie jeszcze bardziej.-Jest juz dobrze...Nikt cie nie skrzywdzi.-szepcze mi do ucha.-Nie pozwole na to.-wtulam sie w niego bardzo mocno mocząc mu lzami bluze ktora ma na sobie.
-Zabierz mnie stad.-szepcze mu do ucha.On od razu reaguje i biorac mnie na rece zanosi do samochodu.Nie protestuje.Dlatego ze zebra za bardzo mnie bola aby robic jakiekolwiek ruchy.Nie mam sily.
-Spokojnie...Prosze juz nie placz.-caluje mnie w czolo sadzajac na siedzeniu pasażera.Kladzie moja torbe na tylnie siedzenia.Zamyka drzwi i szybko wskakuje za kierownice.Zginam nogi podciagajac je pod brode i patrze przez okno.Nie potrafie opanowac placzu.Po prost jest to zbyt trudne.Czuje w jednym momencie jak Justin splata swoja dlon z moja.Zerkam na niego a on tylko posyla mi troskliwy usmiech.-Dzis jedziemy juz do mnie...Juro zabiore cie na wycieczke.
-Nie chce robic klopotu...-krece glowa.
-Nie gadaj glupot.-posyla mi srogie spojrzenie.
-Justiiin...Podwiez mnie do jakiegos hotelu i bedzie ok.-jecze.
-Nie zostawie cie sama.-zerka na mnie zdejmujac z mojej glowy kaptur ktory mialam zalozony od wybiegniecia z domu.-Co to jest?-w jego glosie czuje zlosc.-To Tyga,prawda?-pokazuje na moja twarz.Od razu przegladam sie w lusterku.Na moim policzku widnieje wrecz czerwona,duzych rozmiarow plama.
-To...Ehm...Nie wazne...-znow zakladam kaptur patrzac w okno.Na szczescie Bieber rozumie aluzje moich czynow i sie nie odzywa.
-Jestesmy.-oznajmia parkujac na podjezdzie jego posiadlosci.
-Ladny willa...-stwierdzam wychodzac z auta.
-Dzieki.-usmiecha sie blado lapiac moja dlon i prowadzi mnie do wejscia.-Zapraszam...-otwiera przede mna drzwi usmiechajac sie slodko.Skinam glowa w podziekowaniu i wchodze do srodka.Oprowadza mnie po calusienkim domu a ja staram sie zapamaietac co gdzie jest.Znajduje sie tutaj naprawde masa pomieszczen i ledwo sie polapuje ale jakos idzie.-To jest moja sypialnia.-otwiera ostatnie drzwi.
-Sliczna.-wchodze nie pewnie i rozgladam sie do okola.-A ja gdzie mam spac?
-No ze mna.-usmiecha sie szeroko.
-I co jeszcze?-pytam retorycznie.-Najpierw ratujesz mnie przed...Tym wszystkim a teraz jeszcze pozwalasz ze soba spac.-sposzczam wzrok.-Nie moge.
-Ale ja chce.-podchodzi do mnie blizej.-Nie zostawie cie samej,Cher.Zrozum to wreszcie.-obejmuje mnie w talii a ja bez namyslu sie w niego wtulam stajac na palcach.Mimo wszystko jest wyzszy i musi sie leciutko schylic.
-Przepraszam cie Jus...-szepcze niesmialo.
-Za co?-odsywa mnie lekko by spojrzec w moje oczy.Po raz kolejny sciaga mi z glowy kaptur.
-Za to jak sie zachowywalam wobec ciebie.-wyswobadzam sie z jego objec,chodze w ta i z powrotem po pokoju.
-Nie mam ci tego za zle.-siada na lozku a jego wzrok chodzi za mna.-Opowiesz mi co sie stalo? I dlaczego?-momentalnie staje w miejscu.Odwracam sie w jego strone i patrze z bolem w jego oczy.
-Daj mi czas...-szepcze zakladajac kosmyk wlosow za ucho.Ukazuje tym caly moj policzek.Justin podrywa sie od razu i staje przede mna.
-Co on ci zrobil...-szepcze dotykajac lekko zaczerwienienia.Droga reka obejmuje mnie w talii przysuwa blizej siebie tak ze teraz stykamy sie cialami. Patrze w jego zatroskane oczy i zarzucam mu rece na szyje.W pokoju robi sie gorecej a miedzy nami napiecie rosnie.Wiem do czego dojdzie...Jestem tego w pelni swiadoma.Przejezdzam palcem po jego brodzie a droga reka naklaniam aby sie troche schylil.
Zlaczam nasze usta w mocnym pocalunku ktory Justin od razu odwzajemnia. Wyczuwam ze on rowniez jest w pelni swiadomy naszych czynow.Przyciaga mnie blizej siebie.Jego rece wędrują wzdłuż mojej talii,na biodra az do ud.Usmiecham sie przez pocalunek co dodaje mu pewnosci.Podnosi mnie do gory na co zaskoczona odrywam od niego usta piszczac.Usmiecham sie zabawnie i lapie mocniej jego szyje.Usmiecha sie zachwycony i patrzy w moje oczy.Nie chce konczyc tego co przed chwila zaczelismy wiec od razu zlaczam nasze usta w jednosc.Pasuja do siebie idealnie.Tak jakby byly stworzone dla siebie.Jedo rece ciagle trzymaja moje uda a ja nogami oplatam go w pasie.Usmiecham sie przez pocalunki tak samo jak on.Nie wierze w to co robie.Przyznaje sie bez bicia ze od dawna na to czekalam.Ten pocalunek uswiadomil mnie ze Mils miala racje.Jak moglam byc taka glupia?
__________________________________________________
WOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO!! xD Hahahahaha ale sie dzieje!! Pierwszy pocaluenk!! ^^ Aha..Uhu...Jeje...Hehe xD Ale sie jaram xD ahahahahaha wiem odpierdala mi normalnie ale czy oni nie sa przeslodcy??
Tyga to swinia. Co ja na to poradze? Nic...
I jak? Podoba wam sie wreszcie rozdzial?? Mi baaaaaaaaaaaaaaaaardzo! To chyba najlepszy rozdzial w moim zyciu! <3 Autentycznie mi sie podoba.
Licze na mase komow bo specjalnie dla was pisalam ten rozdzial...
Wiec jak? Udalo mi sie was zaskoczyc? Czy jednak nie? Podoba sie wam rozdzial? Czy wrecz przeciwnie??
Kocham was!
-Patrys

środa, 30 października 2013

Rozdzial 17

-O czyms nie wiem?-w jego oczach widze zdezorientowanie i pewnego rodzaju smutek.Wstaje nie pewnie patrzac na swoje buty i przelykam glosno sline.Podchodze do niego zakladajac rece na zebrach.
-Dostalam propozycje pracy.-zakladam kosmyk wlosow za ucho.-Mam ulozyc choreografie do 'Step Up 2".-spogladam w jego oczy.
-Masz zamiar przyjac?-pyta z wyrzutem.
-Dostalam propozycje dzisiaj rano.-stwierdzam.-Nie podejmuje decyzji w godzine.-krece glowa.
-Nie mozesz odejsc...-mowi po chwili ciszy.
-A czy ja cos takiego powiedzialam?
-Nie mozesz.
-Justin,prosze cie!-wyrzucam rece w powietrze.
-Chodz.-lapie moj nadgarstek i ciagnie w strone wyjscia.Jestem zaskoczona jego zachowaniem.
-Gdzie idziemy?
-Do Scooter'a.-dodaje sucho.Bije w tym momencie od niego takie zimno i zal.Nie chcialam zeby to tak wszystko wygladalo.Nie tak to sobie wyobrazalam.Gdy dochodzimy do odpowiedniego pokoju chlopak otwiera drzwi bez pukania i pamietajac o manierach przepuszcza mnie jako pierwsza.Braun siedzi przy stole nad jakimis papierami.
-Ooo..-usmiecha sie lekko.-Co was sprowadza,dzieciaki?-pyta wciaz z serdecznym usmiechem.
-Moze ty mu wytlumaczysz,Cher?-Bieber staje obok mnie i patrzy wymownie.Milcze,czujac jego zlosc mam wrazenie jakbym byla przy Michael'u.-Nie? W takim razie ja to zrobie.-odwraca wzrok w strone swojego menager'a.-Chodzi o to ze dostala propozycje do filmu...-syczy zly.Ja nie rozumiem...Czy to naprawde go tak urazilo? Przeciez to tylko propozycja...Nie podjelam decyzji.
-To prawda?-Scoot przenosi na mnie wzrok. Patrzac ciagle w podloge przytakuje ruchem glowy.-W jakim?
-'Step Up 2'...-szepcze niesmialo.-Mialabym ulozyc w nim cala choreografie.
-To wpsaniala propozycja!-mowi uradowany? Tak...Chyba wlasnie taki.Podnosze zaskoczona wzrok i widze jak sie szeroko usmiecha.
-Nie moze wziac w tym udzialu...-Justin najwidoczniej po podziela entuzjazmu mezczyzny.
-To bylo jej marzeniem od kiedy byla taaaaaaaaaka malutka.-pokazuje wysokosc mniej wiecej metra.Moze troszke wiecej.Justin spoglada na mnie pytajaco a ja automatycznie odwracam swoj wzrok.-Chcesz przyjac?
-Nie wiem.-wzruszam ramionami.-Mam sie spotkac z rezyserem jutro o 15.00...-dodaje prostujac sie pewniej.-Nie myslalam nad tym jeszcze jakos powazniej...-krece glowa patrzac w oczy Scoota.
-Moze chcesz zebym byl przy tym?-pyta usmiechajac sie.
-Jesli chcesz.-wzruszam ramionami usmiechajac sie lekko.-U mnie w domu.
-Moge tez byc?-pyta Justin.
-Nie.-odpowiadam od razu wladczym glosem.Daje mu tym do zrozumienia ze zdania nie zmienie.Im nas mniej tym lepiej...Podobno.
-W takim razie przyjade troszke wczesniej.-Braun jest w szampanskim chumorze co mimowolnie wywoluje na mojej twarzy usmiech.Zawsze taki byl,pozytywnie nastawiony.
-Nie ma sprawy.-puszczam mu oczko i wychodze z pomieszczenia.Nie udalo ci sie,Bieber...Krece glowa z usmiechem i znow kieruje sie w strone sali tanecznej.Sa juz wszyscy,wlacznie Alfredo i Miley ktorzy siedza obok siebie pod sciana i ewidentnie filrtuja.Smieje sie podchodzac do tancerzy ktorzy wlasnie sie rozgrzewali.Ku mojemu wielkuemu zdzieiwniu Miley przez cala probe w ogole nie przeszkadzala.No tak...Byla bardziej zajeta Flores'em niz tym jak tanczymy.W polowie dopiero przyszedl Justin i dalo sie odczuc ze byl wkurzony.Tanczyl dobrze,naprawde bardzo dobrze.Szybko zalapal uklad i nie bylo wiekszego problemy z synchornizacja co mnie cieszylo.-Jak ci sie podobala choreografia?-pytam kladac sie na plecach przed Fredo i moja przyjaciolka.
-Swietna!-krzyczy entuzjastycznie.
-Do prawday? -pytam wymownie robiac jedna ze swoich klasycznych min.
-Jestescie swietni!-dalej zmysla a ja udaje ze mnie wkreca.
-Naprawde ci sie podobalo?-utrzymuje pytajaca mine.
-Oczywiscie.-usmiecha sie szeroko.
-Nie sciemniaj bo ze mna ci to sie nie uda.-krece glowa.-Wiem ze w ogole na nas nie patrzylas.
-Ugh...No przerpaaaaszam.-przeciaga przytulajac mnie mocno.
-Fredo.-patrze na chlopaka.-Ty tez jestes temu winny.-wskazuje ruchem brody na drziwczyne.
-Sory,sliczna.-posyla mi spojrzenie zbitego pieska.-Za dobrze mi sie z nia rozmawia.-zasmial sie lekko pokazujac palcem ciagle usmiechajaca sie Miley.
-To kiedy randka?-pytam rozbawiona widza jak oboje sie lekko rumienia.Coz...Rumiece u Flores'a bylo trudno dostrzec ale dalam jakos rade.
-Yyyyyy...-chlopak zaczal patrzec na wszystko byle nie na mnie ani na Cyrus.
-Cher mozemy na slowko?-dziewczyna posyla mi wsciekle spojrzenie wstajac energicznie.Jej wzrok mowi sam za siebie: 'zabije cie kiedys!'. Mimowolnie chichocze i wstaje za nia.-Zajmiesz sie do cholery wlasna dupa?-mowi niby z wyrzutem ale mimo wszystko sie usmiecha rozbawiona.Wiem ze nie mowi tego na powaznie.
-A coooo? Ty mi sie wpieprzasz w sprawy sercowe a ja nie moge?-wytykam jej jezyk czochrajac wlosy.
-Wiesz ze cie kocham, idiotko??-smieje sie przyciagajac mnie do siebie i mocno przytulajac.
-Wiem,wiem.-odwzajemniam szeroki usmiech.-Ale nie mysl ze udalo ci sie zmienic temat.-mowie tak samo slodkim glosem caly czas szeroko sie usmiechajac.
-To juz cie nie kocham.-mowi zabawnie i odsuwamy sie od siebie.
-Dobra,dobraaaaa...-groze jej placem.-Ja wiem swoje.-nadal rozbawienie nie schodzi mi z twarzy.Chichoczemy patrzac sobie w oczy i krecimy glowami.To wspaniale miec taka przyjaciolke jak ona. W jednym momencie czuje jak ktos lapie moj nadgarstek wiec automatycznie sie odwracam.
-Mozemy pogadac?-Bieber robi minke zbitego pieska a ja nadal lekko sie usmiechajac patrze w jego oczy.
-Pewnie.-kiwam ochoczo glowa.Pozwalam sie mu prowadzic do jednego z pokoi.Otwiera przede mna drzwi i pozwala wejsc pierwszej. Jestesmy w sali konferencyjnej.W sumie jednej z moich ulubionych.Siedam na pierszym lepszym fotelu i podkurczam nogi pod brode obejmujac je rekoma.
-Przyjmiesz ta prace?-chlopak siada na fotelu obok mnie odrwacajac go tak by patrzec mi prosto w twarz.
-Nie wiem.-wzruszam obojetnie ramionami.-Czemu ci tak na tym zalezy?
-Bo zalezy.-teraz kreci oczami byle tylko nie patrzec mi w oczy.
-To nie odpowiedz.
-Wrecz przeciwnie.-mowi lekko rozbawiony.
-To zapytam inaczej...Czemu zalezy ci zebym nie odeszla?-podnosze brwi a jego wkurzajacy mnie usmiszem znika z twarzy.
-To nie rozmowa na dzis...-kreci glowa patrzac na stol.
-To na kiedy,co?-wkurza mnie jego wymijanie i nie odpowiadanie.Lubie sie droczyc jednak kiedy trzeba pogadac wole powage.
-Powiem ci...kiedys.
-Pfff...-wywracam oczami.-Kiedys to moze mnie juz nie byc.-wzruszam ramionami.
-Zalezy mi,ok?-spoglada w moje oczy.-Jak na dzis musi ci wystarczyc.
-Odezwij sie jak dorosniesz do rozmowy.-schodze z fotele krecac glowa.Idac w strone drzwi nawet na niego nie zerkam.Wychodze z hukiem i wracam na sale po torbe.Kolejny powrot do domu ktory skonczy sie klotnia...Na mojej twarzy maluje sie gorycz i smutek.Gdy Team mnie widzi od razu ich spojrzenia kieruja sie na moja twarz.Chca cos powiedziec jednak ruchem reki pokazuje zeby zostawili ten temat jak na razie w spokoju.-Jutro nie ma proby.-zakladam torbe na ramie.-Macie calkowicie dzien wolny.Po jutrze widzimy sie o 9.00.-skinam w ich kierunku glowa.-Milego lenistwa kochani.-macham im reka i wychodze, widzac ze mojej przyjaciolki nie ma.Slysze slowa pozagnania od ludzi na sali i rozgladam sie po korytarzu.Wyciagam tlefon i wybieram numer Cyrus.Czekam az odbierze jednak wlacza mi sie sekreteraka.Super...Wchodze w wiadomosci i wysylam jej sms ze ide do domu a ona niech sie o mnie nie martwi.Wiem doskonale ze pewnie wyszla gdzies z Flores'em.Wzrdycham tylko i dzownie po taxi wchodzac do windy.
-Cher!-slysze swoje imie wiec podnosze od razu wzrok.-Czekaj!-zatrzymuje reka drzwi i usmiecham sie do siebie.Widze Bieber'a ktory z wielkim,szczerym usmiechem staje obok mnie.-Odwioze cie.-przyciska numer parteru i spoglada w moje oczy.
-Nie trzeba.-krece glowa.
-Bedziesz teraz oschla bo nie chcialem ci odpowiedziec na pytanie?-pyta z lekkim wyrzutem w glosie.
-Moze.-po raz kolejny tego dnia wzruszam ramionami.
-Moze w ramach przeprosin dasz sie gdzies wyciagnac?
-Moze dasz sobie spokuj?-wychodze od razu gdy drzwi sie rozsuwają.
-Heeeeejjjj...-przeciaga lapiac mnie za nadgarstek i przyciagla blizej swojego ciala.-Porozmawiaj wreszcie ze mna tak jak na poczatku.Strasznie sie zmienilas przez ostatnie pare tygodni.
-No i co?-mrożę oczy zakladajac rece na piersiach.-Wyjaśnijmy cos sobie.-mowie nie milym glosem.-Pracujemy razem.I.Na.Tym.K.O.N.I.E.C.-literuje spogladajac wrogo w jego oczy ktore teraz sa zdezorientowane i smutne.
-Co sie stalo?
-A ty nadal swoje...-wyrzucam rece w powietrze.Chce cos powiedziec,jednak sie powstrzumuje.Bo sama nie wiem co mam mu wytluamczyc.Podnosze dlonie na wysokosci glowy i spogladam przed siebie.Wypuszczam powietrze i odwracam sie od chlopaka wychodzac ze studia.
___________________________________________
Ooooohhh...A oni poraz kolejny sie nie dogadali :/ Ehh xD (Ja pierdziele jak ja dramatuzuje teraz xD) Nie martwcie sie ;) Mam cos w rekawie co moze wam sie z jednej strony spodobac a z drogiej nie ^^ To jak? Chciecie nn? Jest warunek...Chce widziec duzo komow. Postaram sie nawet dodac jak najszybciej...
Jutro Halloween! ^^ Kto swietuje?? Ja tak. Od rana ide do sql. Na obiad idziemy z moja paczka do kolezanki a na kolacje do nastepnej kol. ^^ Wiecorem idziemy na miasto i bedzie ''Cukierek albo psikus" xD Ogolnie mam zwale bo mamy po 14 lat a bawimy sie w takie cos. No ale co? Nie wolno nam? xD Raz do roku moza poudawac male dzieci :P
Jesli wy macie jakies plany na ten dzien piszcie w komach :P Jestem ciekawa waszych pomyslow :D
Jak sie podoba rozdzial? Wiem...Nic specjalnego :c Przepraszam.Przysiegam ze niedlugo bedzie ciekawiej :*
Love Ya!! <3
-Patrys

sobota, 26 października 2013

Rozdzial 16

Rozdzial jest dedykowany... Ana!!!
Wchodzcie na jej bloga: http://iksdeikspeiterzeczy.blogspot.it/
Mam nadzieje ze zajrzycie ;)
_____________________________________________

-Wiem.Jestem Jon M. Chu.-przedstawia mi sie jednak nie do konca wiem kim on jest.-Jestem rezyserem filmowym.
-A co ja mam wspolnego z filmami?-usmiecham sie niesmialo.Jestem zaskoczona.
-Zastanawiam sie czy moze chcialabys ulozyc choreografie do drugiej czesci "Stpe Up''.-moje oczy wychodza z orbit.Zawsze mazylo mi sie ulozenie tanca w jakims filmie.-Moglabys sie ze mna spotkac jutro o 15.00?
-Pewnie!-mowie entuzjastycznie.-Gdzie?
-Hmmm...Tam gdzie jest wygodnie tobie.-slysze jak sie usmiecha.
-W takim razie zapraszam do siebie.-usmiecham sie szeroko patrzac w oczy Miley ktora robi pytajaca mine.-Adres wysle zaraz sms,dobrze?
-Wspaniale.Dziekuje bardzo i do zobaczenia jutro.
-Do zobaczenia.-rozlaczylam rozmowe i odlozylam telefon na stolik.-Nie uwiezysz...-krece glowa biorac gleboki wdech.
-No mow!-krzyczy rozbawiona.
-Rezyser nowej czesci 'Step Up' chce mnie jako choreografa!!!!-krzycze a raczej piszcze zadowolona.
-Co?!- otwiera szeroko oczy.
-No to!-smieje sie szeroko.
-OMG!-pisnela podekscytowana.-Mowisz powaznie?
-Powaznie,powaznie!-smieje sie z jej zachowania.Mam wrazenie ze bardziej cieszy cieszy sie ona niz ja.
-To trzeba opic.-stwierdza gdy sie juz uspokaja.
-Miley nie.-spogladam na nia surowo widzac jak to moze sie skonczyc.
-No weeeeezzz.-jeczy jak mala dziewczynka jednak ja pozostaje nie ugieta.
-Powiedzialam nie.-krece glowa biorac do reki telefon.-Uzadzimy sobie imprezke kiedy indziej.Jak bedziemy mialy wolne.Jutro od rana mam treningi i nie moge pojawic sie na kacu.-stwierdzam wpisujac w wiadomosc sms'a moj adres.
-Nie potrafisz sie bawic.-cmoka niezwdowolona ustami.
-Serio?-podnosze na nia wzrok.-Wypome ci to przy nastepnym wypadzie do klubu albo jakiejs domowce.-mowie wymownie i wracam wzrokiem to ekranu telefonu.
-Nie wkurzaj sie na mnie.-kreci glowa.Nic nie odpowiadam.Wysylam wiadomosc do mezczyzny ktory wczesniej do mnie dzwonil i zastanawiam sie przez chwile czy nie powinnam zadzonic do Scooter'a.-Masz 16-lat...A zachowujesz sie jakbys miala co najmniej 25.-kreci glowa.
-Nie zaczynaj.-posylam jej kolejne powazne spokrzenie.-Tlumaczylam ci to wiele razy.
-Tak,tak.Wiem.-wywraca oczami.-Musialas szybko dorosnac,usamodzielnic sie przez to ze nie masz kontaktu z rodziami.-mowi szybko ze prawie jej nie rozumiem.-Wiem to.-dodaje twardo.-Jednak nie oznacza to ze nie masz prawa sie zabawic.
-Mam prace ktora wymaga trzymania sie w formie.-mowie oburzona.Cala Cyrus...Za kazdym razem wypomina mi to ze nie imprezuje zbyt czesto.Faktycznie ma racje.Jednak myslac logicznie to kiedy ja mam sie bawic? Praca,dom,treningi,spotkania,wyjazdy...Nie moge sobie pozwolic na upijanie sie co noc.
-Koniec tematu.-kreci glowa.
-Najlatwiej..-prycham upijajac lyk napoju z mojego kubka.
-A co z Justinem i Michaelem?-pyta po chwili ciszy.
-A co ma byc?-wzruszam ramionami.-Jestem z Tyga.Olewam Biebera.-kolejny lyk.
-Powinno byc na odwrot.-stwierdza.
-Tak,tak.A na swiecie powinien byc pokuj i szczescie...-wywracam oczami.-I co? Nie ma.
-Jestes strasznie przemądrzała.-unosi wymownie jedna brew.
-Mils?!-odwracam oburzony wzrok w jej strone.
-No przeciez zartuje!-smieje sie glupotkowato a ja mam ochote jej przylozyc.Tak po przyjacielsku, oczywiscie.
-To co? Wracamy?-pytam z wymuszonym usmiechem.Czemu wymuszony? Kiedy sobie pomysle o tym ze w domu jest moj chlopak mam ochote w ogole tam nie wracac.
-A na ktora masz do pracy?-siega po portfel.
-16.00.-rowniez biora do reki torbeke.
-Dzis ja place.-spoglada na mnie wymownie.
-Spoko.-wytykam jej jezyk.-Zapomnialam.-robie oczka szczeniaczka.Z moja przyjaciolka kiedys umówiłyśmy sie ze na naszych spotkaniach bedziemy placic na przemian.Tak zostalo do tej pory.
-Jest 15.24.-mowi zerkajac na swoj zegarek i kladzie pieniadze na stolik.-Moze pojedziemy juz do studia? Mam ochote poznac twoich ludzi.-smieje sie otwierajac drzwi.
-To nie sa moi ludzie.-krece glowa i wsiadam za nia do auta.
-Dobra,dobra.Ty tak zadzisz wiec wiesz...-smieje sie.
-Glupia jestes.
-Tak,wiem.-wzrusza ramionami.Cala droge wykłócamy sie o to czy ma zostac na probie czy nie.Ona chce oczywiscie tylko popatrzec a ja wiedzialam ze bedzie mi przeszkadzac.Kocham ja jak siostre mimo ze czasami jest cholernie upierdliwa.
-Zostaniesz jesli bedziesz mnie sluchac.-mowie surowo grozac jej palcem.
-Tak jest mamusiu.-smieje sie a ja juz widze ze ten trening bedzie ciezki.Jedziemy winda na 3 pietro i gdy drzwi sie otwieraja ukazuje mi sie postac Flores'a.
-Cher!-usmiecha sie szeroko gdy stajemy na przeciwko siebie.
-Siemka Fredo.-przytulam go mocno za szyje calujac w policzek.Podejrzewam ze Mils robi jedna z tych swoich glupich min ktore mnie za kazdym razem rozbawiaja.-To jest Miley,moja przyjaciolka.-wskazuje na dziewczyne.-To jest Alfredo.-skinam na chlopaka.
-Milo cie poznac.-wyciaga w jego strone dlon usmiechajac sie uwodzicielko.Spodobal jej sie!Znam ja i wiem kiedy ktos jej wpadnie w oko.
-Ciebie rowniez.-puszcza jej oczko.Chichocze lekko krecac glowa.
-Gdzie idziesz?-pytam przerywajac im chwile gapienia sie sobie w oczy.
-Po cos do zjedzenia na dol.-spoglada na mnie przelotnie.
-To moze ja pojde z toba?-pyta uroczo moja przyjacilka.Otwieram szeroko usta i oczy patrzac na nia, rozbawiona caja sytuacja.
-Pewnie.-kolega od razu jej odopowiada z szczerym usmiechem.
-Zdrajca.-szepcze jej na ucho kiedy odwraca sie do windy.-Zobaczymy sie na sali.-macham im kierujac sie w strone sali tanecznej.Otwieram drzwi ciagle odtwarzajac sobie w myslach scenke z przed paru minut.Gdy unosze wzrok widze Bieber'a ktory wyglupia sie z reszta Team'u.
-Ehm.-odchrzakuje marszczac brwi.-Ty jestes pewny ze masz po kolei w glowie?-smieje sie zucajac torbe gdzies w bok, pod sciane.Wszyscy wybuchaja smiechem wlacznie z piosenkarzem a ja tylko krece glowa.-Hej ludziska.-macham tancerzom.
-Hej Cher!
-Wiec?-spogladam na chlopaka.-Odpowiesz mi na pytanie?-wytykam mu jezyk.
-Nie,nie mam po kolei w glowie-robi glupkowata mine.
-Tak myslalam.-spuszczam niby zawiedziona glowe co przyprawia go wybuch smiechu.-Nie wiedzialam ze bede miala tyle pracy przy twoim tancu.-krece glowa a wszyscy po raz kolejny uderzaja w glosny smiech.Podchodze do lustra i usmiecham sie krecac glowa.Sprawdam stan swojego make up'u a pozniej siadam po turecku na podlodze.Robie szpagat i klade brzuch na ziemi wyciagajac rece przed siebie.Widze w odbiciu iz Justin ciagle sie mi przyglada.Spokojnie,nie moge sie zlamac.Strasznie chcialabym do niego zagadac i sie z nim posmiac.Musze byc oschla.Nie mila.Bez serca.Powtarzam sobie w myslach ze tak bedzie lepiej.Na sale wchodzi Tay z torba sportowa przewieszona przez ramie.
-Hej wszystkim.-macha usmiechajac sie szeroko.Uwielbiam tego goscia.Jego pozytywne nastawienie do zycia zawsze dodaje mi otuchy.Kazdy odpowiada mu z takim samym entuzjazmem.-Co jest,mloda?-pyta siadajac plecami do lustra.
-W sumie to nic ciekawego...-usmiecham sie szeroko przypominajac sobie o telefonie pana Chu.-Chociaz nie...Dostalam propozycje ulozenia calej choreografii do drogiej czesci 'Step up'.-siadam wygodnie szeroko sie szczerzac.
-Gratulacje!-James wydziera sie przyciagajac mnie do siebie.-Jestem z ciebie dumny.-smieje sie calujac w czolo.Odzwazjemniam uscisk caly czas sie smiejac.Wzrok wszystkich na sali automatycznie przenosi sie na nas.
-Dzieki.-posylam mu oczko.
-Co sie stalo? Co sie stalo?-podbiegaja dziewczyny siadajac obok mnie i mezczyzny.
-Cher dostala propozycje do "Step up 2".-Tay wyprzedza mnie w odpowiedzi.-Ma ulozyc cala choreografie.-dodaje entuznastycznie a ja usmiecham sie nie smialo.
-O M G!!-krzyczy Kaili.-Zartujesz?!
-Nie.-krece glowa.-Jutro mam z nim spotkanie.
-Opuscisz nas??-pyta szeptem Aubree.
-Co?-marszcze brwi a moj usmiech znika.Zauwazam ze kazda dziewczyna ma smetna mine.-Nie rozumiem...
-Jesli podejmiesz ta robote to nie bedziesz miala czasu dla nas.-tlumaczy Nick podchodzac do nas z reszta chlopakow.Podnosze wzrok i dostrzegam ze Justin gdzies zniknal.
-Ale przeciez dam rade polaczyc obie prace.-mowie nie do konca przekonana.
-Nie dasz rady...-kreca glowa.
-Musisz porozmawiac z Scooter'em.-dodaje Tay.
-Ale ja nawet nie wiem czy podejme ta robote!-podnosze lekko glos.
-Jaka robote?-slysze gdzies za soba glos piosenkarza.Odwracam glowe i widzac jego zdezorientowana mine. Moge sobie tylko pluc w twarz ze zle zrobilam chwalac sie szansa pracowania przy filmie.Mam przechlapane...
___________________________________________
Przepraszam! Naprawde nie mialam kiedy dodac...:c Ale oto jest ^^ Mam nadzieje ze wam sie spodoba.
Jak widzicie zdecydowalam ze obrazki beda nie w linkach.Tak wydaje mi sie ze jest lepiej.A wy co o tym myslicie?
Licze na duzo komentarzy!! :P
Nn pojawi sie mooooze po jutrze. Ale to moze :P
Nic nie wiadomo :D
Kocham Was!
-Patrys

sobota, 19 października 2013

Rozdzial 15

-Do kurwy nedzy! Czy ty musisz byc taka dziwka?!-wydziera sie na mnie po raz kolejny.Od ponad godziny trwa nasza kłótnia i nie zapowiada sie na dobre zakonczenie.Jestem zmeczona po calym dniu pracy ale przeciez Stevenson nie potrafi tego uszanowac i dac mi spokoju.On musi zaczac ze mna kłótnie ktora nie bedzie miala konca.
-Tak! Wiesz musze! A ty czemu musisz byc takim chamskim chujem?!-krzycze wsciekla wytykajac w jego strone palcec.
-Bo ty zachowujesz sie jak suka!
-A co to ma do ciebie?!-smieje sie gorzko.-Zauwaz ze nikogo przy tobie nie ma! Nie masz prawdziwych znajomych! Jestes sam!-podchodze do niego blizej.-Bo jestes skonczonym skurwysynem.-sycze z jadem i widze jak szczeka chlopaka sie zaciska.
-A ty tez nie lepsza...-smieje sie.-Pewnie dajesz dupy temu Bieber'kowi zeby sie z toba zadawal.-patrzy na mnie tak obco.Zmienil sie.I to jak cholera.
-Jebany chuj.-uderzam reka w blat kuchenny.-Nie masz nic sobie do zazucania?! Ja nie! Nie zdradzilam cie,kurwa,nigdy!!-mam ochote juz sie rozplakac z bezsilnosci.Probuje mu przetlumaczyc do tego pustego lba ze nic zlego nie zrobilam.Ale to tak jakby mowil do sciany...Nic nie dociera.
-Jestes kurwa ktora mozna tylko wyruchac!-krzyczy mi do ucha a ja mam juz dosc.
-Aaaa!! Zamknij sie juz! Nie potrafisz nic oprucz wytykania mi bledow ktorych nawet nie popelnilam!-krzycze i wbiegam do pokoju trzeskajac za soba drzwiami.-Nienawidze cie!!-zucam sie na luzko i rozplakuje.Mam dosc jego i tego jego zachowania.Tak nie powinien wygladac zwiazek.Wiedzialam od poczatku ze Michael jest trudny ale zlozyl mi tyle obietnic...Iz ja glupio uwierzylam.Mial sie zmienic,mial skonczyc z wielkim balowaniem,piciem,cpaniem i ruchaniem kazdej dziwki jaka spotka.Bylo tyle falszywych obietnic iz juz sama sie pogubilam.W jednym momencie energicznie sie podnosze i kieruje sie do lazienki.Staje przed lustrem podpierajac rece o blat.Oblizuje usta i robie dziubek.Po chwili usmiecham sie zadziornie.Jestem zadziorna ale tylko kiedy chce.Czyli prawie nigdy.Sami przyznacie ze nie do twarzy mi z wizerunkiem zdzirowatej suki.Krece glowa przeczesujac wlosy do tylu.Patrze w swoje odbicie i zastanawiam sie kim jestem.Przez pryzmat pracy i mojego chlopaka zmienilam sie o 360 stopni.Nie jestem juz ta sama Cher Lloyd co na poczatku.Ta slodka,skromna i ulegla dziewczynka z usmiechem na ustach.Przemywam twarz lodowata woda i znow patrze w postac przede mna.Pustka.To cos co dominuje w jej oczach.Siegam po recznik i wycierajac krople wody wracam do pokoju.Jest juz pozno a ja mam dosc wszystkiego.Z ta mysla zasypiam.
-Slucham?-odbieram wsciekla telefon ktory juz od dobrej godziny dzowni i dzwoni.Nie wyszlam wczesniej z lozka mimo ze ktos probowal sie ze mna skontaktowac.Po co mialabym to robic? Nie chce mi sie a do pracy mam dopiero na 16.00.
-Czesc?-slysze nie pewny glos Bieber'a...Nastepny.Szczerze? Mam dosc tego jego ciaglego wydzwaniania i podlizywania sie mi.
-Czego chcesz o...O 8.30 rano?-sycze nie przyjemnie.
-Cos sie stalo?
-Tak,zebys wiedzial.-w tym momencie przypominaja mi sie slowa Tygi."Pewnie dajesz dupy temu Bieber'kowi zeby sie z toba zadawal.".Nie pierwszy raz juz slyszalam z jego ust taki tekst.
-Chcesz pogadac?
-Na pewno nie z toba.-wiem ze nie powinnam taka byc.Jednak sami mnie zrozumcie.Nie chce miec wiecej razy wytykane przez Michaela ze moze jestem dziwka.A jesli ogranicze kontakt z Justinem nie bedzie mial takiego powodu,prawda?
-Cos zle zrobilem?-ugh!! Te jego pytania mnie juz pozadnie wkurwiaja!
-Mow po co dzownisz i tyle.
-Scooter kazal przekazac ci ze dzis ja tez bede na probie tenecznej.-czuje jak sie usmiecha a mnie szlag trafia! No kurwa! Ja tu staram sie od niego odsunac i zrazic go do siebie a Braun wymysla taki numer!
-A to czemu on nie mogl do mnie zadzownic?
-Kazal mi wiec dzownie.
-Nie wazne...-sycze.-Narazie.-rozlaczam rozmowe nie czekajac na slowa pozegnania ze strony chlopaka.Rzucam telefon gdzies na koldre i zakrywam glowe poduszka.Chce znow zasnac jednak bez zadnego skutku.Dwie godziny lezenia bez sensu.Wyciagam reke po tableta ktory lezy na szafce i wybieram skype Nicki.Mam ochote na duza kawe z ta dziewczyna.
-Siemanooooo kocie.-widze jej zaniepokojona buzke.-Mow co sie dzieje ze dzownisz na cam?-pyta od razu i bez zastanowienia a ja sie usmiecham slodko.
-Poklocilam sie z Michael'em i pewnie pokloce sie z Bieber'em.
-Co to znaczy ze poklocisz sie z Jusem?
-Zadzonil dzisiaj do mnie rano,przy okazji mnie budzac,no i ja ze bylam jeszcze nabuzowana po wczorajszym spieciu z Tyga naskoczylam na niego no i przyznaje ze bylam nie mila.-usmiechnelam sie jak szczeniaczek.
-Robilas to podswiadomie ale specjalnie.-stwierdza od razu.Ha! Kocham ja za to ze mnie przewiduje od razu.
-No dobra.Moze i tak.-wytykam jej jezyk kladac sie na plecach.
-I po chuj?!-smieje sie krecac glowa.
-Zraze go do siebie.-wzruszam ramionami.-Wtedy moj chlopak nie bedzie mial pretekstu zeby mowic iz puszczam sie z Justinem.-przygryzam policzek.
-Nie powinnas tego robic.-kreci glowa.
-Cher ktos do ciebie!-slysze glos Stevensa z dolu.
-Sluchaj kochanie.-zwrwacam sie do Minaj.-Zadzonie moze wieczorem bo teraz ktos przyszedl a pozniej jade do pracy.-siadam sposzczajac jedna noge na ziemie.-Kooocham.-przesylam jej buziaka i widzac ze mi macha usmiechajac sie rozlaczam rozmowe.Szybciutko zeskakuje z lozka i zazucajac na swoja bielizne ulubiony szlafrok zbiegam na dol.Nie patrze na to jak wygladam bo szczerze mam to w dupie.Jestem u siebie,co nie?
-Cher!-krzyczy Miley gdy mnie widzi.Szybko do niej podbiegam i przytulam bardzo mocno.-Musimy powaznie pogadac.-grozi mi surowo palcem.Kiwam jej zrozumiale glowa i przelykam glosno sline.Wiem ze chce pogadac o tym co sie stalo wczoraj miedzy mna a Tyga.Wyslalam jej nie pokojacego sms wieczorem dlatego tez nie dziwie sie ze przyjechala.Moj chlopak caly czas stoi obok i przyglada nam sie badawczo.-Ubierz ta swoja dupe w cos wygodnego i zabieram cie na sniadanie.-usmiecha sie szeroko klepiac mnie w tylek i pogadniajac na gore.Wpadam szybko do lazienki i robie make up w czasie kiedy Cyrus wybiera mi jakies ciuszki.
-Wez cos wygodnego zebym pozniej na trening nie musiala sie przebierac!-krzycze malujac usta.
-Zrozumiano!-smieje sie i podchodzi za chwile do drzwi.-Masz.-wrecza mi jakies spodnie i koszulke.-Chyba bedzie ok.-odwraca sie na chwile.-I te buty.-podaje zlote adidasy.-Masz 5 minut.-poszcza mi oczko i zamyka drzwi.W mgnieniu oka jestem juz gotowa. Stwierdzam ze jest mi naprawde wygodnie i swietnie sie czuje.Wyskakuje z lazienki i siegam po swoja ukochana torbe a potem zbiegam do kuchni.
-Jestem.-usmiecham sie do dziewczyny siedzacej przy wysepce.
-To spadamy.-bierze mnie pod reke i rozesmiane wychodzimy z domu.Gdy przechodzimy obok salonu gdzie na kanapie siedzi Michael omiatam go tylko obojetnym wzrokiem.
-To o czym chcialas tak porozmawiac?-udaje glupia gdy siedzimy juz przy stoliku w jednej z ekskluzywniejszych kawiarenek.
-Justin do mnie dzwonil.-powiedziala surowo.
-Taaaa...-przeciagam nie zadowolona.Mieszam cukier w mojej kawce i upijam lyk.-Moglam sie tego spodziewac...-mrucze pod nosem.
-I do tego jeszcze ta wiadomosc wczoraj wieczorem.-kreci glowa zakladajac noge na noge.-Co sie dzieje??
-Co ja mam ci powiedziec?-pytam gorzko podnoszac zbolaly wzrok.-Michael znow mnie wyzwal i sugerowal ze sypiam z Bieber'em.-wzruszam ramionami prostujac sie.-Wieeeec...Postanowilam zrazic do siebie Justina i pozostawic kontakt tylko jako wspolpracownicy.
-Zle robisz.-stwierdza bez namyslu.-Nie tego zrazasz co powinnas.
-Jakos mnie to nie rusza.-ciagle patrze w jej oczy.
-A powinno.-wypina usta.Zawsze tak robi gdy jest sfrustrowana.-Kiedy ostatni raz normalnie rozmawialas z tym swoim idealnym chlopaczkiem,co?-podpiera sie na rekach.
-E...-chce od razu jej odpowiedziec ale zdaje sobie sprawe ze nie pamietam.
-Twoje milczenie jest bardzo wymowne.-dodaje rozbawiona i opiera sie wygodnie o krzeslo.
-Sluchaj Mils...Nie chce zrywac z Tyga i nie chce miec blizszego ktontaktu z Justinem,ok? Po prostu nie chce.
-Boisz sie ze moglabys poczuc do niego cos wiecej.
-Wkurzasz mnie.-sycze zla zakladajac rece na piersiach i spogladam gdzies w bok.
-Ja cie nie wkurzam.Wkurza cie fakt ze nie masz racji.-mowi wymownie.
-A nawet jesli bys ja miala to co? Jak to zmienia fakty?-unosze brwi.Nie daje mi odpowiedzi co wywoluje u mnie lobuzerski usmieszek.-No wlasnie.-wzdycham.-Nijak.
-Rob jak chcesz.Jednak pozniej nie marudz mi ze zle zrobilas lub ze cierpisz gdy Justin znajdzie sobie dziewczyne.-kreci glowa odwracajac wzrok.W momencie kiedy mam otwierac usta by cos powiedziec moj telefon zaczyna dzonic.
-Przepraszam na chwilke.-siegam do torebki po uzadzenie i widzac nie znajomy numer marszcze brwi.Odbieram z firmowym tonem glosu.-Slucham?Z tej strony Cher Lloyd.
-Witam.Jestem...
___________________________________________
Kto dzowni do Cher? Czy jej decyzja o zrazeniu do siebie Jusa jest definitywna? Jak zachowa sie Michael?
Jak myslicie? Bedzie wszystko ok?
Mam nadzieje ze rozdzial sie wam spodobal.Jak widzicie sa te gify...Czy wstawiac je jako obrazki w rozdziale czy zostawic jako linki do slow.Mi to obojetne.Wypowiedzcie sie wy.
Co do mojego dalszego pisania...Jak na razie zostaje ale to nie jest definitywna decyzja. Wacham sie jeszcze...
Prosze o duzo komow...
-Patrys