czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdzial 2

Wychodzac z pokoju wyciagam swoj telefon nie zwracajac uwagi na stojacego na przeciwko chlopaka.
-Hej piekna.-odzywa sie a ja automatycznie staje w miejscu.
-Czeeesc...-odwracam sie nie pewnie z firmowym usmiechem.-Znamy sie?-zerkam na telefon i znow wracam wzrokiem do twarzy chlopaka.W myslach przyznaje ze jest naprawde przystojny.
-Ah...Wiem kim jestes ale ty nie wiesz kim ja jestem.-wzrusza ramionami.
-Tak?-usmiecham sie zadziornie krzyzujac rece na piersiach.-W takim razie kim jestem?
-Wiec tak.Jestes Cher Lloyd.16-lat.Mieszkasz z piosenkarzem Chris'em Brown'em.Swiatowej slawy choreografka i trenerka spiewu.Twoja kariera zaczela sie rowne szesc lat temu kiedy to poznalas Brown'a i Braun'a.Nikt jednak nie wie skad sie wzielas...Co tak na prawde sie stalo.Nie utrzymujesz kontaktu z rodzicami ani mlodszym bratem.-usmiecha sie dumnie gdy dostrzega moje lekko uchylone usta.-Kontynuowac?-stac mnie tylko na zaprzeczenie ruchem glowy.Przelykam sline.
-Coz...-prostuje sie poprawiajac torebke.Caly czas jednak jestem w szoku.-Ja nadal nie wiem kim jestes...
-Jesli dasz sie zaprosic na kawe to sie dowiesz.-mruga do mnie okiem stajac na przeciwko.
-Pff...Nie umawiam sie z kims o kim nie mam pojecia.
-Hmmm...To zrobmy tak ze to bedzie spotkanie zapoznawcze.-marszy brwi a ja chichocze.
-Skoro tak.-wzruszam ramionami.-To idziemy.-usmiecham sie kierujac do wyjscia.
-Serio?-oczy chlopaka robia sie wielkie co mnie rozsmiesza.
-No co taki zdziwiony? Przeciez to tylko spotkanie zapoznawcze.-chichocze mimowolnie.
-Masz opinie cholernie niedostepnej.-wzrusza ramionami nie ruszajac sie z miejsca.Wracam do niego i ciagnac go za reke wychodzimy z studia.
-To bardzo dobrze.-stwierdzam usmiechajac sie i puszczam jego dlon.
-Ale chlopcy beda mi zazdroscic gdy im powiem ze bylem na kawie z sama Cher Lloyd.-pokazuje na mnie rekoma.
-No juz nie przesadzaj.-wywracam oczami.-Wiec...Gdzie sie wybieramy.
-Chodz.-lapie mnie za reke i ciagnie w strone jakiejs uliczki.-Pokarze ci jedno fajne miejsce.-wbiegamy po jakis schodach.Nie powiem,jest ich cholernie duzo.Spogladam do gory a moje oczy sie roszczerzaja.-My mamy isc do konca?!-piszcze pokazujac palcem gore.
-Noo...Windy nie ma.-wzrusza rekoma.
-Czekaj.-schylam sie i odpinam zamek od butow by potem je zsciagnac.Usmiecham sie szeroko i lapiac je w dlon wyprzedzam na schodach chlopaka.-Zlap mnie!-krzycze bedac juz daleko przed nim.Caly czas sie smieje ogladajac sie za siebie.Ku mojemu zdziwieniu przyznaje ze chlopak naprawde szybko biega lub ja tak wolno.Nie wiem.Dobiegam do drzwi i szybko je otwieram.Rozesmiana wbiegam jak sie okazuje na dach jakiegos budynku!Widok jest..Ah! Niewyobrazlnie piekny.-Wooow...-wzdycham z otwarta buzia co rozbawia mojego towarzysza.
-Ladnie,nie?-stajemy przy barierce wychylajac sie.
-Pieknie...Nie znalam LA od tej strony.-stwierdzam usmiechajac sie i zakladam buty.-Ale wiesz...Podobno miala byc kawa.-krzyzuje rece na piersiach spogladajac na niego.
-Bardzo prosze.-usmiecha sie zadziornie i wyciaga dwa kubki z podstawka trzymanego w reku.
-Skad to masz?-pytam zdziwiona.
-Yyy...-smieje sie upijajac lyk.-Mam to caly czas.-marszczy brwi.-Nie zauwazylas?
-Nieeee?-smakuje swojej kawy.-Ale pyszna.-mrugam z zaskoczeniem i znow biore duzy lyk plyny.
-Ciesze sie ze ci smakuje.-usmiecha sie szeroko.
-Caly czas mnie zaskakujesz.-stwierdzam siadajac na srodku pustego dachu a chlopak robi to samo obok mnie.
-Heh...-wzrusza ramionami.-Ja tak mam.-odstawia kawe obok kolana i kladzie sie na placy.-Jestem Alfredo.-usmiecha sie do mnie a ja podpierajac sie z tylu na rekach odchylam glowe do slonca.-Mam 20 lat.Tak samo jak ty nie utrzymuje kontaktu z rodzicami.Mieszkam nie daleko Scootera.-wzrusza ramionami.-Jak na razie tyle powinno ci wystarczyc.-mruka smutno.Nie chce drazyc bardziej tematu jego rodzicow.Wiem jakie to bolesne gdy ktos sie tym zbytnio interesuje.
-I ta kawa miala byc pewnie dla Scoota?-pokazuje podnoszac swoj kubek w gore.
-Niee.-smieje sie.
-To dla kogo?-marszcze brwi.
-Dla Pattie.-wzrusza ramionami.-Chcialem jej zrobic niespodzianke bo niedawno wrocilem z podrozy i przy okazji sie z nia przywitac.
-Znasz Pattie.-usmiecham sie.
-I Justina tez.-podnosi sie do pozycji siedzacej.-To moj naprawde,naprawde dobry przyjaciel.-usmiecha sie.
-Ten temat sprawia ze chce mi sie krzyczesc.-marudze niezadowolona.
-To krzycz.-stwierdza rozbawiony chlopak a ja patrze na niego jak na debila.-No dalej.-zacheca mnie a ja wzruszam ramionami.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!-krzycze ile tylko sil w plucach i od razu czuje ulge.-Ale tu fajnie.-smieje sie opadajac na plecy.
-Ale masz glos.-stwiedza przytakaujac z zachwytem glowa.W tym momencie slysze swoj telefon.Szybko podrywam sie i siegam do torebki.Chris.
-Czego?-jecze nie zadowolona ze przerywa mi chwile rozkoszy.
-Moge zrobic domowke?-czuje ze sie usmiecha.
-Nie! Rozmawialismy juz o tym.-mowie powaznie.
-Sluchaj slonce,wyszlas juz?
-Tsa...-wzdycham nie zadwolona.
-Cos nie tak?-pyta zaniepokojony.
-Opowiem ci to pozniej.
-Za 10 minut przed studiem.
-Zrozumiano.-chichocze i sie rozlaczam a pozniej spogladam na lezacego Alfredo.-Ja musze sie zmywac.-przegarniam swoje wlosy krecac nosem.
-Skoro muuuusisz...-robi podkowke a ja chichocze.
-Mam 10 minut.-wzruszam ramionami zgrabnie podnoszac sie do pozycji stojacej.Siegam po torebke i wkaladam do niej telefon a wyciagam okulary zakladajac je na nos.-Idziesz?
-Eh...Mialem nadzieje ze jesli sie nie podniose zostaniesz.-mowi powaznie a ja wybucham smiechem.
-Dobre.-krece glowa i otwieram drzwi.Schodzimy po schodach tym razem normlanym krokiem caly czas opowiadajac sobie jakies glupoty.Gdy jestesmy juz przy drzwiach Alfredo otwiera je przede mna usmiechajac sie.
-Panie przodem.
-Dziekuje.-skinam glowa usmiechajac sie szeroko.Kierujemy sie do drzwi studia, widzimy ze wychodzi z nich Justin i jego ekipa.Zauwazam tez ze podjezdza Chris swoim ulubionym autem parkujac jakis kawalek dalej bokiem do budynku.-Wiec spadam.-pokazuje na auto i usmiecham sie szeroko.
-Ja tez.-chlopak pokazuje na TeamBieber.Brown wychodzi z auta i zmierza w moim kierunku z szelmowskim usmiechem na twarzy bawiac sie kluczykami.-Sluchaj...Moge twoj numer?-wklada rece do kieszeni.
-Masz.-wyciagam z torebki wizytowke i usmiecham sie slodko.-Na razie.-macham mu na pozegnanie i odwracam sie w strone Chris'a.
-Hej mala.-gdy podchodze do niego obejmuje mnie w talii i idziemy do samochodu.
-Hej duzy.-smieje sie calujac go w policzek i obejmuje w pasie.Otwiera mi drzwi patrzac na zdziwiona twarz Biebera.Wsiadam widzac jak moj przyjaciel usmiecha sie cwaniacko i kreci glowa.Okraza auto i po chwili siedzi juz na miejscu kierowcy.Zawracajac na recznym wyjezdza z parkingu z piskiem opon na co ja reaguje usmiechem.
-Za poltorej godziny przyjezdza ten twoj chlopak od siedmiu bolesci.-wywraca oczami.
-Masz cos do niego?-spogladam unoszac brwi.
-Tak.-mowi ostro.-Nie lubie go.
-Nie musisz...-odwracam wzrok w strone szyby.-To moj chlopak i nic ci do tego...-moj przyjaciel parkuje na podjezdzie a ja szybko wyskakuje z auta.Mam nie cala godzine zeby sie przebrac i przygotowac poniewaz potem jedziemy na lotnisko.Wpadam jak poparzona do domu i sciagajac szybko buty zucam je byle gdzie a potem biegne do pokoju.
-O ktorej jedziemy po niego?!-slysze z kuchni krzyk Chrisa.
-Za 30 minut!-wbiegam do garderoby i wybieram ciuchy.Nie chce mi sie juz nawet ukladac tych sciagnietych wiec zucam je tylko pod nogi.Po 15 minutach jestem juz gotowa.Zadowolona zbiegam po schodach do Chrisa i okrecam sie kilka razy.-Jak?
-Slicznie mala...-mowi ewidentnie bez zachwytu co zabija caly moj entuzjazm.
-Co jest?-klade rece na biodrach i patrze powaznie.
-Nic skarbie.-glaszcze mnie po policzku.-Nic.-caluje w czolo a potem schodzi na dol zostawiajac mnie sama z myslami.Wiem ze Brown nie lubi mojego chlopaka dlatego ze kiedys sie pokolocili.Jednak ja nadal wierze ze sie pogodza.Musze pokazach przyjacielowi ze sie myli.Ze nie ma racji ciagle krytykujac mojego ukochanego.Musze ich pogodzic.
________________________________________________
Uuuu jak myslicie kto jest chlopakiem naszej Cher? Ehhh tego dowiecie sie hmmm za pare dni :D
Musze odrobic te cholerne lekcje...
Love Ya!
-Patrys

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdzial 1

Otwieram oczy i zdaje sobie sprawe ze jestem w swoim pokoju.To dosc dziwne poniewaz po wczorajszej imprezie nie pamietam za duzo.Powoli podnosze sie na rekach i rozgladam sprawdzajac stan sypialni.Wychodze do barierki przy schodach i spogladam na dol do salonu.W ostatecznosci tez nie jest tak tragicznie.Wychylam sie aby zobaczyc kuchnie i jej stan tez mnie zaskakuje.Szybciutko zbiegam po kreconych schodach na parter.Omijajac moj ulubiony kacik gdzie przewaznie medytuje kieruje sie do sypialni Chrisa.Tak,mieszkam z moim najlepszym przyjacielem.Ehh...Czasami jest ciezko sie dogadac jednak nie wyobrazam sobie ze moglabym byc sama w tej willi.Niestety otwierajac drzwi,jak zwykle bez pukania,spostrzeglam ze chlopaka nie ma.Od razu wycofuje sie zamykajac drzwi i skrecam na prawdo w krotki korytarzyk.Od razu,bez namyslu otwieram drzwi i tak jak myslalam Chris plywa w basenie.
-Witam piekna pania.-usmiecha sie do mnie slodko wychodzac z wody.
-Taa...Hej.-kzyrzuje rece na piersiach i spogladam na niego surowo.Chris jednak tylko caluje mnie w policzek na powitanie i zaklada sobie recznik w pasie.-Ostatni raz organizujesz impreze pod moja nie obecnosc.
-Ale przeciez to byla impreza powitalna na twoj powrot.-usmiecha sie szeroko a ja krece glowa.
-Nie.Doskonale obydwoje wiemy ze to wymowka lub jakies marne usprawiedliwienie.
-Oj malaaaa...Dobrze sie bawilas,prawda?
-No nie zaprzeczam...-wzruszylam ramionami i wracam do drzwi sypialni chlopaka.
-No to wszystko jest ok.-mowi zadowolony z siebie i oboje wchodzimy do jego pokoju.On kieruje sie do garderoby a pozniej do lazienki, ja natomiatst rozkladam sie wygodnie na jego jeszcze nie poscielonym lozku.Slysze jak puszcza wode pod prysznicem i krece glowa.Za kazdym razem gdy wracam do domu jest to samo.Ah! Czy mam tego dosc? Nieee...To przyjemne miec raz na jakis czas ta rutyne.Moje zycie to ciagle szalenstwo.Z racji tego ze jestem slawna choreografka i trenerka spiewu duzo podrozuje.Pracuje z naprawde wielkimi gwiazdami,jezdze z nimi w trasy,jestem w studio,na sali a czasami nawet na imprezach.Mimo ze mam te 16 lat jestem juz naprawde slawna.-Halo!! Slyszysz mnie?!-z moich rozmyslen wyrywa mnie darcie sie Browna.
-Co?!-smieje sie widzac jego wkurzona mine.
-Jak bylo?
-Tak jak zawsze.-wzruszam bez interesownie ramionami i mierze chlopaka od stop do czobka glowy.Przyznaje ze wyglada dobrze.Wstaje i wychodze z pokoju kierujac sie po schodach do kuchni.
-A moze wiecej szczegulow?
-Chris...Co ja ci mam opowiadac? To ze bylam w trasie z Shakira nie zmienia faktu ze to wciaz ta sama praca.-marudze siadajac przed blatem.
-Sluchaj jakis fagas ciagle do ciebie wydzwania.-usmiecha sie wyciagajac mleko z lodowki.
-Cholera!-zrywam sie szybko z krzesla i zucam na lozko,tam gdzie lezy moj telefon.Na wyswietlaczu pokazuje mi sie 6 polaczen od Scootera.Tego goscia znam juz bardzo dobrze poniewaz to on pomogl mi w przeszlosci.Szybko wybieram numer i czekam az odbierze.
-Scooter sluchaj ja przepraszam.Ale nie slyszalam jak dzwoniles.-podnosze sie szybko i biegne do pokoju.Dzisiaj mam umowione spotkanie z nim i Justinem Bieberem...Eh...Nie za bardzo przepadam za tym chlopakiem lecz obiecalam Scooterowi ze pomoge.
-Nie ma sprawy mala...-slysze ze sie usmiecha wiec od razu kamien spada mi z serca.-O ktorej bedziesz?
-Za 30 minut? Przy dobrych ukladach 20...Ale wiesz jakie jest LA a tej poze.-jecze wbiegajac do garderoby.
-My jestesmy juz w studio.Pokoj 245.
-Spoko.-usmiecham sie.-To do zobaczenia.-rozlaczam sie i z ciuchami w reku wbiegam go lazienki.W mgnieniu oka jestem juz cala gotowa i odswierzona.-Chris!!-krzycze szukajac po pokoju swojej torby.
-Co tam?!
-Musisz mnie odwiezc do studia "Hi!" !!
-No ok! Czekam przy aucie!-slysze jak drzwi sie zamykaja a ja w tym momencie znajduje torbe.Porywam ja w reke i zbiegam do wyjscia.Droga mija zdumiewajaco szybko.Gdy dojezdzamy na miejsce dziekuje w duszy Bogu ze nie bylo korkow.Caluje w policzek mojego kierowce i wybiegam pedem z auta.Nie mam problemu ze znalezieniem pokoju poniewaz czesto przyjezdzam do tego studia w interesach.
-Dzien dobry.-wpadam do pokoju.-Ja przepraszam bardzo za spoznienie ale no coz...-wzruszam zabawnie ramionami.-Zabalowalam.-chichocze spogladajac na Scootera.
-Wyroslas.-stwierdza przytulajac mnie na powitanie.
-Ahh...To w koncu juz 6 lat.-wzruszam ramionami.-Ale nie wspominajmy.-krece glowa.
-Witam.-w moje strone wyciaga reke naprawde ladna kobieta.-Jestem Pattie.
-Ahh.Dzien dobry.-sciskam pewnie jej dlon i usmiecham sie szeroko.-Jestem Cher.
-Dziekuje ze znalazlas czas aby z nami sie spotkac.-posyla mi kolejny usmiech ktory ja bez namyslu odwzajemniam.
-Nie ma problemu.-spogladam na Scootera.-Czego sie nie robi dla starych przyjaciol,prawda?-usmiecham sie szerzej podchodzac do stolu.Wygodnie sie rozsiadam na przeciwko drzwi i spogladam na mezczyzne.-Wiec przejdzmy do interesow.
-Jeszcze chwilka.-stwierdza siadajac obok mnie.-Czekamy na Justina i jego gitarzyste,Dana.-stwierdza wyjmujac dokumenty na stol.
-Wiem kim jest jego gitarzysa.-mowie na pol smiechu.-Przygotowalam sie do tego spotkania.-wytykam mu jezyk a on tylko kreci glowa.
-Nic sie nie zmienilas.-mowi na co ja tylko wzruszam ramionami.
-Przepraszam,jak sie poznaliscie?-pyta zaciekawiona Pattie a nasze miny od razu smutnieja.
-Ehm...-marszcze brwi.-To dosc prywata sparawa.Moze kiedys ja wyjawie.-usmiecham sie blado a ona kiwa glowa ze zrozumieniem.W jednej chwili drzwi sie otwieraja a w nich widze wysokiego chlopaka.
-No wreszcie...-jeczy Scooter a ja chichocze.
-Synku mogles sie troche pospieszyc.-stwierdza kobieta siedzaca na przeciwko mojego znajomego.
-Ale po co mialem sie spieszyc skoro ja tu nie chce byc?-pyta z wyrzutem co mnie lekko szokuje.Scoot zawsze przedstawial go w pozytywnym swietle dlatego uwazam a raczej uwazalam go za pozadnego chlopaka.
-Dobrze...Nic sie przeciez strasznego nie stalo.-odzywam sie posylajac Pattie szczery usmiech.Bieber od kiedy wszedl do pokoju nawet nie spojrzal w moja strone.Troche bezczelne takie sachowanie ale coz ja na to poradze.
-Wiec skoro juz wszyscy jestesmy...Mozemy zaczac.-stwierdza menadżer Justina.-Wiec tak...-spoglada na chlopaka.-Wiesz kim jest Cher?
-Cos slyszalem...-wzrusza ramionami.
-Mowilem zebys poczytal!-mezczyznie juz nerwy poszczaly a ja siedzialam i przygladalam sie calej sytuacji.
-Scoot...-spojrzalam na stojacego przyjaciela.-Spokojnie.-usmiecham sie spokojnie a mezczyzna siada.
-Sluchaj mlody...Jesli nie chcesz rozmawiac to nie.Zalatwie to sam z Cher.-stwierdza podchodzac do mnie i podaje mi papiery ktore ja przegladam uwaznie.
-Pewnie!Najlepiej w ogole nie pytac mnie o zdanie!-chlopak wstaje gwaltownie a ja zerkam na niego z nad papierow.-Jak jakas malolata ma mnie uczyc tanczyc i szkolic moj spiew?!-widac jaki jest sfrustrowany.-Przeciez ona ma jakies 15 lat!-pokazuje na mnie reka a ja krece glowa.
-Sluchaj panie wielki.-wstaje odkladajac papiery i spogladam na niego.-Po pierwsze to nie mam 15-nastu tylko 16-nascie...A po drugie nie musze ci pomagac.-wzruszam ramionami.-Rownie dobrze moge wrocic pracowac z Beyonce,Lady Gaga,Shakira lub z kimkolwiek innym.-stwierdzam dumnie.-Nie musze tu siedzec i sluchac twoich dasow...-krece glowa.
-To po co tu jestes?-pyta nadal nie patrzac w moja strone.
-Bo poprosil mnie o to przyjaciel.-siegam po torbe.Ostatni raz zerkam na Biebera i spogladam na Scootera.-Sluchaj...Zadzown do mnie jak przemowisz swojemu chlopakowi do rozsadku.-obchodze stol i caluje przyjaciela na pozegnanie w policzek.Przytulam lekko Pattie a pozniej wychodze zatrzaskajac za soba drzwi.Mam swoj chonor i znam swoja cene dlatego zadena rozpieszczona gwiazdka nie bedzie mi pluc w twarz.
___________________________________________________
I oto mamy pierwszy rozdzial :D Jak wam sie podoba? Jak myslicie co kryje Cher ? ^^
Mi sie ogolnie podoba...Jestem nawet zadowolona ale to wasze opinie chcialabm przeczytac.
-Patrys

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Bohaterowie.

Cher Lloyd (16 l.)












                                          Justin Bieber. (19 l.)




                                           Chris Brown (22 l.)






                                             Alfredo Flores (20 l.)





_______________________________________________________
Bardzo prosze Bohaterow. Co do ich samych...Dowiecie sie wszystkiego z opowiadania.
-Patrys

Hej?

Witam...Nie bede sie rozpisywac bo to bez sensu....Nie mam humoru.
Co wy na to zebym napisala inne zakonczenie? Widzac wasze nie zadowolenie i hejty do mnie na priv zrobilo mi sie przykro.Dzisiaj naszla mnie mysl zeby napisac zkonczenie od nowa?
Przykro mi ze po prostu jestescie nie zadowoleni do tego stopnia ze pare osob wyzwalo mnie.
Wiec wszystko w waszych rekach.
Moge przeciez usunac Rozdzial 66 oraz Epilog i napisac jeszcze raz.Dla mnie do zaden problem...
A i zastanawialam sie nad usunieciem blogow...Obu!
Wypowiadajcie sie w komach. Prosilabym o opinie kazdego...

-Patrys.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Epilog

Wszyscy uwazaja ze trzeba myslec do przodu i planowac...Faktycznie z jednej strony tak jest i trzeba sobie wyznaczac jakies cele.Jednak przeciez wiele osob myslac tak pomija cos naprawde istotnego...Uczucia! Przeciez to uczucia sa fundamentem.To uczucia sprawiaja ze ma sie chec do zycia lub wiare...
Zyjac w pedzie ludzie nie ciesza sie z malych czynow i rzeczy.Satysfakcje sprawia im tylko "COS WIELKIEGO". Ale nie pomysla iz tym sposobem...hmmm mozna powiedziec ze nie zyja...Przeciez omijajac innych i skupiajac sie tylko na wlasnym dobrze w koncu okarze sie ze zostana sami.Nieszczesliwi.
Przeciez w kazdej chwili moze ich nie byc!! To moze byc cokolwiek...Choroba,wypadek,morderstwo,depresja...Cokolwiek co odbierze im szanse do szczescia!
Dlatego...Dlatego wlasnie apeluje o szczescie.Zwolnijcie...Stancie sie tymi optymistami ktorzy we wszystkim widza cos dobrego.Prosze was...Sprobujcie. Wiem ze to trudne...Niestety ja poleglam. Dla mnie jest juz za pozno.Wiem ze nie wiecie czemu mowie iz dla mnie nie ma juz szansy na optymizm.Nie wytlumacze tego teraz. Moze kiedys. Mimo ze jestem ta pieprzona pesymistka walcze o optymizm u innych i staram sie zyc chwila z lekkimi zarysami na przyszlosc. I wiecie co? Jestem pewna iz potrafie sie cieszyc z malych rzeczy bardziej niz nie jedno z Was.(Bez obrazy, kochani).
Na przykladnie Karli i Justina chce wam pokazac to co moze sie przydazyc kazdemu z nas.
Przeciez kazdy ma prawo do szczescia!Ale szczesciu trzeba troszke pomoc.
Dlatego: STARAJCIE SIE BYC OPTYMISTAMI!
Milosc,pokoj,wzajemny szacunek! (Grubson ft.Emilia -Naprawimy to.)
Prosze...Starajcie sie o wiecej szczescia.
To juz koniec tej historii.Ale to nie koniec ich milosci!

__________________________________________________________
Dziekuje Wam! Tyle mam do powiedzenia dlatego ze nie potrafie znalezc innych slow.Po prostu cholernie WAM DZIEKUJE!
-Patrys


Rozdzial 66 i... KONIEC!

-Siemka...-odezwala sie Minaj nie pewnie usmiechajac sie w nasza strone.
-Czesc?-razem z Chachi bylysmy zdezorientowane cala sytuacja.Nie wiedzialysmy co powiedziec.
-Czekaj...Ty jestes Karolina?!-Nicki pisnela uradowana a mnie bylo stac tylko na kiwniecie glowa.-Tak sie ciesze ze moge cie poznac.-rozlozyla rece do misiaka a ja szybko wstalam i z usmiechem ja przytulilam.-Slyszalam tyle na twoj temat.
-Na pewno same zle rzeczy.-zasmialam sie gdy juz oderwalysmy sie od siebie.
-Coś ty!-machnela reka.-Chlopacy postawili cie w samych superlatywach.-usmiechnela sie szczerze.
-Chlopacy?-zapytalam zdziwiona.
-No tak.Justin.Scooter,Chris i Lil.-ostatnie imie przypomnialo mi wiele rzeczy.Troszeczke posmutnialam ale nie trwalo to dlugo poniewaz Nicki gadala jak najeta.-To slynna Esme?-spojrzala na mojego spiacego aniolka.
-Tak.-powiedzialam z usmiechem spogladajac na coreczke.
-Sliczna...-stwierdzila z zachwytem raperka.-Naprawde wspaniala.
-No a jaka mogla wyjsc z dwojki tak piechnych ludzi?-zasmiala sie moja tancerka a ja zmrozilam ja wzrokiem.
-No co?
-Nie wazne.-wywrocilam oczami wracajac wzrokiem do mojej ksiezniczki.
-Ma racje.-stwierdzila Nicki i wtedy do pokoju wszedl Justin ze Scooterem.
-Nicki!-moj uradowany maz przytulil kobiete.Nie bylam zazdrosna dlatego iz wiedzialam ze Justin jest wierny.-Poznalas juz moja piekna zone?-zapytal stajac u mojego boku i obejmujac mnie w talii.
-Owszem.-raperka sie usmiechnela wyciagajac w moja strone reke a ja ja uscisnelam usmiechajac sie uroczo.-I cos czuje ze bedziemy dobrymi kumpelami.-puscila mi oczko a ja myslalam ze bede skakac z radosci.Moja idolka chce sie ze mna kumplowac.
-Mam nadzieje.-poslalam jej szczery usmiech.Ta chwila byla wspaniala.Mialam nadzieje ze bedzie tam wiecznie.Jednak sie mylilam.Nie mialam nawet pojecia co sie wydarzy pozniej...
-Kochanie...-Justin usmiechnal sie zerkajac przez ramie na naszego skarba ktory slicznie ziewal.
-Hm?-powedrowalam za nim wzrokiem i ujzalam Esme ktora slodko sie usmiecha w strone Minaj.-Chesz ja wziac?-zapytalam odwracajac sie do kobiety ktora rowniez patrzyla jak zachipnotyzowana w Esme.
-Moge?-zapytala zdziwiona a ja wzruszylam ramionami.
-Jak chcesz?-spojrzalam na mala ktora juz byla na rekach Biebera.Usmiechala sie slodko i niewinnie ciagle przygladajac sie raperce.
-Pewnie.-podeszla blizej i wyciagnela spokojnie rece w strone Esme.Byla tak delikatna i czola ze az mnie zdziwila.Moja coreczka slodko zachichotala i zaczela bawic sie jej wlosami.Tak,mala uwielbiala wlosy dlatego czesto musialam je zwiazywac gdy na przyklad jadla poniewaz bardziej byla zainteresowana bawieniem sie niz jedzeniem.Porozmawialismy jeszcze troche z Nicki i Chachi a pozniej juz musielismy sie zbierac.Mialam jakies niespokojnie przeczucie.Cos bylo nie tak.
-Kochanie co jest?-zapytal Justin sciskajac moje kolano.Spojrzalam najpierw na niego a pozniej odwrocilam sie zaobaczyc co z mala.Spokojnie spala wiec od razu mi lekko przeszlo.-Hej...Mala?Martwie sie.-powiedzial niespokojnie patrzac w moja strone.
-Po prostu...Cos jest nie tak.-stwierdzilam usmiechajac sie blado.Moj maz caly czas patrzyl juz na jezdnie i wlasnie zmienial biegi kiedy rozleglo sie trobienie.Momentalnie spojrzalam na niego przerazona.
-Kocham Was...-wyszeptal zrozpaczony probojac jakos wydostac sie z strasznej sytuacji.Jakas furgonetka wlasnie w nas wjerzdzala.Nie bylo wyjscia z tej sytuacji.Kierowca owego auta widac bylo iz nie byl trzezwy.
-Justin!-krzyknelam spanikowana jednak wiedzialam juz ze nie ma ratunku.-Kocham Was!!!-wykrzyknelam modlac sie zebysmy przezyli.Zlapalam meza za polik i skierowalam jego twarz w moja strone a pozniej zlaczylam nasze usta.Wszystko dzialo sie w sekundzie.A po chwili nastala ciemnosc.

                                 ***Oczami narratora***

Tydzien pozniej odbyl sie pogrzeb.Niestety...Zadne z nich nie przezylo.Rihanna sie zalamala.Z reszta tak samo jak wszyscy dobrze znajacy tych wspanialych ludzi.Wypadek faktycznie byl spowodowany przez pijanego kierowce.Ceremonia pogrzebu byla naprawde wzruszajaca i pojawilo sie naprawde bardzo duzo ludzi.Przyszli wszyscy ci ktory przynajmniej raz mieli stycznosc z Karolina,Esme i Justinem.Wszyscy,wszyscy bez wyjatku plakali.Dorobek mlodego malzenstwa zostal przekazany na cele charytatywne zgodnie z ich wola.Rodzice Karoliny pluli sobie w twarz ze popelnili tak wielki blad ignorujac corke i nie mieli okazji pogodzic sie z nia oraz naprawic kontaktu.A Milosz...Milosz odebral sobie zycie.Podcial sobie zyly w dzien smierci siostry.Pattie zamknela sie w sobie a odzywala sie tylko do Rihanny.
Beliebers oraz fani Karoliny zorganizowanli akcje upamietniajaca ich idoli.Wiadomosc o planach fanow doszla nawet do prezydenta USA ktory apelowal o modlitwe i przed Bialym Domem zostal postawiony pomnik na ich czesc.
Karoline,Esme i Justina pochowano w Stratford.Ich pomnik byl nie powtarzalny i taki piekny.
Osoby z show-biznesu pisali piosenki o milosci tej dwojki.
Wszyscy byly zalamiani.Ich smierc poruszyla swiat.Nikt nie spodziewal sie tego...Nikt.
Zaden czlowiek chodzacy po tym swiecie nie wiedzial jak bardzo sie kochali.Jak wiele mieli planow,marzen i pragnien.Nikt sobie nie mogl wytlumaczyc ze ONI sa teraz szczesliwi. Mimo wszystko odeszli RAZEM i RAZEM przesli do raju.Teraz sa aniolami czuwajacymi nad swoimi fanami i rodzinami.Sa gwiazdami swiecacymi najmocniej co noc.Naraszcze sa bestrosko i nieskonczenie szczesliwi,nadal sie kochajac.
_______________________________________________________

I wszystko jasne...Taki koniec byl planowany od poczatku.Smutne prawda? Wiele osob moze byc nie zadowolonych ale tak wlasnie chcialam to zakonczyc.
Kocham Was <3
Do pozniej. Poniewaz za chwile dodam jeszcze Epilog i mozliwe ze uda mi sie dodac tez Bohaterow nowego bloga ;)
-Patrys

piątek, 16 sierpnia 2013

Uwaga! Uwaga...

Pisze do was poniewaz od dwoch miesiecy krazy mi po glowie pewna mysl...
A mianowicie chodzi o to ze jak sami sie domyslacie ten blog kiedys bedzie mial swoje zakonczenie.Eh...Juz wiem jak sie zakonczy tylko nie wiem jeszcze kiedy.
I chodzi o to ze nie chce mi sie tworzyc nowej strony z nastepnym blogiem tylko bym pisala tutaj...Nie wiem czy ten pomysl sie wam spodoba dlatego prosze wypowiedzcie sie na ten temat w komach.
Mam juz pomysl jak bedzie wygladac nastepny blog i znam juz bohaterow ^^ Jestem strasznie podekscytowana i naprawde chcialabym zeby to nastepne opowiadanie odbylo sie tutaj.
Co wy na to?
A i od razu mowie ze linka nie zmieniam.Po prostu chce zeby zostalo tak jak jest.Zmienie tlo a link niech zostanie...Niech zostanie cos o starym blogu.Oczywiscie nie zamierzam usuwac tamtych rozdzialow.
Nie wiem czy to dobry pomysl. Co sadzicie?

-Patrys