poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdzial 57 "-Ja juz pojde..."

-Zostaniesz moja zona?-zapytal trzymajac test w reku.
-Co?-zdziwil mnie tym pytaniem.No bo ja tutaj sie martwie o to czy jestem w ciazy a on takie pytania zadaje.Zszokowal mnie bo nie wiedzialam czy mowi powaznie czy tylko chcial rozladowac atmoswere i zartowal.
-Mowie powaznie...-jakby czytal mi w myslach.-Wiem ze to nie tak jak chcialas zebym zapytal ale czy wyszlabys za mnie?-spojrzalam w jego oczy i widzialam w nich wiele pozytywnych emocji.
-Jusitn...Przestan sie zgrywac i pokaz mi ten cholerny test.-chcialam mu zabrac przedmiot ale schowal go sobie do kieszeni i nie mialam jak go wyciagnac.Wstalam pozadnie wkurzona i zalozylam rece na piersiach chlopak ukleknal przede mna co mnie juz kompletnie zdziwilo.
-Kochanie...Wiem ze krotko ze soba jestesmy ale wczesniej tyle przeszlismy...Prosze nie chce dluzej czakac.-wzial jedna moja dlon i usmiechal sie slodko.W mojej glowie mialam metlik.Nawet juz nie myslalam o tym pieprzonym tescie,o tym czy jestem w ciazy,o niczym.Teraz nie myslalam o niczym.Nie wiedzialam co sie dzieje.Nie bylam swiadoma co robi Justin.-Oddalbym dla ciebie wszystko.Kocham cie jak nikogo i niczego na swicie.Jestes sensnem wszystkiego co robie.Prosze wyjdz za mnie.-z szafki obok lozka wyciagnal pudeleczko i otwierajac je patrzyl mi w oczy.Widzac pierscionek az zabralo mi dech w piersiach.Byl cudowny i idealny.Zakrylam usta dlonia a w oczach mialam lzy.
-Ty mowisz powaznie...-szepnelam drzacym glosem.
-Oczywiscie ze powaznie,kochanie...
-Tak.-powiedzialam usmiechajac sie a lzy splynely mi po policzkach.Justin wstal i wlozyl pierscionek na moj palec a pozniej delikatnie przytulajac,caly czas wpatrywajac sie w moje oczy namietnie pocalowal.W mojej glowie hm....Sama nie wiem co sie dzialo.Bylo tego zbyt wiele.Wszystko dzialo sie zbyt szybko.Zdecydowanie za szybko...Gdy oderwalismy sie od siebie wtulilam sie w niego.
-Kochanie...-powiedzial nie pewnie caly czas sie szczerzac.Wyjal test z kieszeni i mi go podal.Widzialam jaki byl szczesliwy i przjety tym wszystkim.
-Zostaniemy rodzicami,prawda?-zapytalam nie patrzac na test a na niego, on pokiwal twierdzaco glowa.Nie wiedzialam czy sie cieszyc czy wyc ze smutku.Chlopak uradowany podniosl mnie do gory i zakrecil kilka razy w okol osi a ja zachichotalam mimo wolnie.Gdy mnie postawil pocalowal delikatnie i z uczuciem moje usta.Usiadlam na lozku patrzac w test i nie wiedzialam jakie mna uczucia zawladly.
-Kurde! Ale sie ciesze...-Bieber zaczal tanczyc na srodku pokoju caly czas sie wyglupiajac.-Bede ojcem,bede najlepszym ojcem na swiecie.-skakal i tanczyl.-Bede mial piekna zone i wspaniale dziecko.Kurde jakim jestem szczesciarzem.-caly czas mu sie przygladalam z usmiechem.Widzialam jaki byl uradowany,wrecz w niebo wziety,co wywolywalo u mnie usmiech.Jednak mialam obawy...Jakie? Sama juz nie wiem.Wydawalo mi sie ze wszystko dzieje sie za szybko.Jak na karuzeli a ja nie wiem co czuje.Czy radosc z jezdzenia na niej czy chce mi sie wymiotowac od szybkosci i obrotow.Justin nadal sie wyglupial az upadl na kolana przede mna.-Wiesz ze cie kocham jak wariat?-spojrzal na mnie tymi swoimi czekoladowymi patrzadelkami przepelnionymi radoscia,duma,szczesciem,miloscia i samymi innymi pozytywnymi uczuciami.Zlapal mnie po obu biodrach a ja poglaskalam go po policzku.W moich oczach zebraly sie lzy.
-Tez cie kocham,Jus...-zlozylam delikatny buziak na jego ustach i znow sie odsunelam.
-Nie cieszysz sie?-zapytal smutno.
-Kochanie,pewnie ze sie ciesze.-faktycznie sie cieszylam jednak byla strona smutku.Jak zwykle...
-Nie chcesz tego dziecka?-bardziej stwierdzil niz zapytal.
-Czasu juz nie cofne...-stwierdzilam smutno caly czas trzymajac jego policzek.-Bede kochac malego szkraba.Czy sie ciesze? Hm...Nie wiem Justin.Z jednej strony tak,ciesze sie ale z drugiej jestem na siebie cholernie zla i smutna ze w tak mlodym wieku bede miala dziecko.
-Bedziemy mieli najwspanialsze dziecko na swiecie.-usmiechnal sie uradowany.Szczerze? Jego radosc i optymizm strasznie mi sie udzielal.
-Oby bylo podobne do ciebie.
-Pff...MUSI byc podobne do mamusi.-cmoknal moje usta podnoszac sie i przewracajac mnie na plecy.Calowalismy sie namietnie i z uczuciem.Gdy spojrzelismy sobie w oczy oboje sie cieszylismy,ja troche mniej ale jednak.Bylam cholernie szczesliwa ze Justin mi sie oswiadczyl i bede miala dzicko.A kariera? Coz...Zobaczymy jak to sie potoczy...-Kocham cie,Karli.-spojrzal gleboko w moje oczy mowiac naprawde powaznie a pozniej odgial moja koszulke calujac brzuch.-Ciebie tatus tez kocha.-czy to nie bylo slodkie? Dla mnie bylo cholernie.Usmiechnelam sie pod nosem i delikatnie usiadlam a Justin zaraz znalazl sie obok mnie obejmujac.
-Czyli tak...Jednego dnia dowiedzialam sie ze bede miala dziecko i sie zareczylam,tak?-zapytalam rozmyslajac a Justin z lekkim chichotem przytaknal.-Wow...
-Boisz sie?-zapytal ciekawie.
-Majac cie przy sobie...Nie.-usmiechnelam sie wtulajac sie plecami w jego klate.Cmoklnal delikatnie moj policzek.Wyciagnelam przed siebie dlon z piersionkiem i podziwialam go.
-Podoba ci sie?
-Pytanie...Jest idealny.-usmiechnelam sie.-Musiales wydac fortune.-stwierdzilam powaznie.
-Kochanie...Jestes warta wszystkiego.-stwierdzil calujac mnie pod uchem.Siedzielismy chwile w ciszy i przyswajalismy do siebie te zmiany.Ciaza,zareczyny...Moim zdaniem to dzialo sie podejrzanie za szybko.Czy sie obawialam? Gdzies w srodku na pewno.-Chodz.-chlopak wstal podajac mi reke.-Idziemy powiedziec Pattie.
-Czemu ty nie mowisz na Pattie ''mamo''?-zapytalam gdy schodzilismy po schodach.
-A bo ja wiem...-zasmial sie a ja mu zawtorowalam.
-Macie za dobry humor...-stwierdzila kobieta kiedy weszlismy do kuchni.
-Czy to zle mamo ze nie placzemy?-zasmial sie chlopak siadajac na wysokim krzesle a ja usiadlam na wysepce tak jak zawsze.
-Wiec jak? Bede babcia?-zapytala opierajac sie o blat.Spojrzala to na mnie to na syna.
-Bedziesz nawet tesciowa.-stwierdzil chlopak a ja wyciagnelam przed siebie reke.Oczy Pattie zrobily sie tak jak jej syna.Byla szczesliwa co mnie zaskoczylo.Podeszla odstawiajac kubek na blat potem zlapala moja dlon i przyjrzala sie piersiocnkowi.
-Bede babcia...-stwierdzila usmiechajac sie pod nosem i poglaskala mnie po brzuchu.Zeskoczylam z wysepki i przytulam sie do niej.-Ale oswiadczyny?
-Nie moglem dluzej czekac.-wzruszyl bezradnie ramionami Bieber i przytulil nas obie.Przeszlismy potem do salonu i opowiedzielismy kobiecie cala sytuacje z pokoju chlopaka.Smiala sie lekko a usmiech nie schodzil z jej twarzy.Kurde,jak ja sie cieszylam ze ich mam.Naprawde w ich dowarzystwie czulam sie wspaniale.-Zdziwiona?-zapytal Justin caly czas bawiac sie naszymi splecionymi dlonmi.
-No synku...Jednego dnia dowiedzialam sie ze moj 17-nastoletni syn bedzie ojciem i sie zareczyl.-zasmiala sie.-Zdziwona.
-Zla?
-Ciesze sie.-powiedziala entuzjastycznie.-Bedziesz mial wspaniala zone a przy dziecku wam pomoge.Na pewno bedzie sliczne.Damy rade.-poslala mi krzepiacy usmiech widzac moja nie pewnosc.'Dziekuje'.Powiedzialam bezglosnie a ona mrugnela jednym okiem.
-Ahaaaa...Nawet przy mnie spiskujecie...-mruknal niby nie zadwolony chlopak.
-Ej to zle ze dogaduje sie z prawie tesciowa.-zachichotala Pattie a ja jej zawtorowalam.Lezalam na lozku z nogami na poreczy i glowa na brzuchu Jusa ktory mnie obejmowal.Bawilam sie paznokciami i co chwila wlaczalam sie do rozmowy.Bylo mi u nich wpsaniale i czulam sie jakbym byla juz stalym czlonkiem rodziny.
-Ja juz pojde...-wstalam wyswobadzajac sie z uscisku Jusa.-Robi sie pozno a ja jestem zmeczona.-szepnelam zakladajac kosmyk wlosow za ucho i pocalowalam zszokowanego Biebera.-Dobranoc Pattie.-pocalowalam ja w policzek i szybko wyszlam.Czemu ta zmiana nastroju? Po prostu zle sie poczulam.Idac chodnikiem dostalam esemesa.

                     Od: Justin <3 :
                     ''Kochanie? Co sie stalo? :*"

                     Do: Justin <3:
                     "Porozmawiamy jutro...Kocham Cię :*"

                     Od: Justin <3
                     ''Skarbie martwie sie...Tez Cię kocham :*"

Nic wiecej nie odpisalam...Nie mialam na to sily,po porstu potrzebowalam chwili samotnosci.Przez caly czas ktos ze mna byl co mnie powoli zaczynalo irytowac.Nie zebym miala cos przeciwko bo sie cieszylam ze dotrzymuja mi towarzystwa ale potrzebowalam tez chwili dla siebie.Weszlam do domu i stanelam przed juz zamkneitymi drzwiami.RiRi wychylila sie z salonu i widzac mnie patrzaca nieobecnie przed siebie od razu podeszla a za nia Chris.
-Co jest?-spojrzla czule.Wiedziala ze dzisiaj mialo sie okazac czy jestem w ciazy czy nie.Chociaz i tak ona byla pewna po paru porankach spedzonych na wymiotowaniu o ktorych wiedziala tylko ona i Justin.
-Jestem 17-letnia ciezarna dziewczyna ktora dzisiaj sie zareczyla...-szepnelam przenoszac pusty wzrok na nia a pozniej poszlam do przodu.Przyjaciolka i jej chlopak patrzyli po sobie z otwartymi buziami a ja usiadlam skulajac sie na sofie.-A najsmiejszniejsze jest to ze sie ciesze...-powiedzialam a po policzkach splynely mi lzy.Szczescia? Na to wyglada.-O ironio...-mruknelam.
-Justin ci sie oswiadczyl?-wreszcie zszokowana dwojka usiadla po obu moich bokach.
-Mhm..-pokazalam jej piersionek.
-Wow...Ma gust chlopak.-zasmial sie Chris.
-Ale piekny.-Rihanna byla zachwycona.-Damy rade.-usmiechnela sie przyciagajac mnie do mnie.W rezultacie glowe mialam na jej kolanach a nogi na kolanach Browna.
-Bedziesz mial fajna ciocie.-stwierdzil chlopak mowiac do mojego brzucha a ja sie rozesmialam.Podniosl wzrok na Rihanne a ta sie usmiechala.
-Wujek tez bedzie calkiem spoko.-zasmiala sie a chlopak zrobil niby znudzona mine.
-'Calkiem'?-zapytal a ja wybuchnelam smiechem.
-Mozecie przestac rozmawiac z moim brzuchem?-wstalam i skierowalam sie na schody.-Dobranoc,glupole!-krzyknelam juz z pokoju.
-Kochamy Cię!-odkrzykneli chorkiem.
-No ba!-zasmialam sie zamykajac drzwi.Usiadalm na lozku i patrzylam w rece.Po zapewnieniach Justina naprawde cieszylam sie tym dzieckiem.Wierzylam ze damy sobie rade,jak zawsze.Z pomoca Chrisa,RiRi i Pattie moglismy zrobic wszystko.'Kurde...Jestem tak cholernie z nim szczesliwa.'. Pomyslalam usmiechajac sie szeroko pod nosem.Czy go kochalam? Ba...Zadne slowo nie opisuje tego jak bardzo,jak bardzo go kochalam...

                        Od: Justin <3:
                       "Slodkich slow MOJA NARZACZONO. <3 ^^ (fajnie to
                        brzmi nie? :*) Kocham Cię :*"

Jego esemes byl rozwalajacy.Od razu wywolal u mnie jeszcze wiekszy usmiech.I faktycznie mial racje,brzmialo to swietnie.

                       Do: Justin <3
                       "Dobranoc MOJ NARZECZONY :* (fakt,zajebiscie to
                        brzmi <3) Ja Ciebie tez :*"
_______________________________________________
Takie cos...

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdzial 56 "-Ty sprawdz."

Rano obudzilam sie wtulona w mojego chlopaka.Ah...Jak to pieknie brzmi.Justin spal w samych dresach pozyczonych od Chrisa i szczerze to wygladal przeslodko taki rozczochrany,bez koszulkii.Czy bylam szczesliwa? Zdecydowanie.W srodku skakalam z radosci iz moglam sie wreszcie do niego przytulic,pocalowac,porozmawiac.Odwrocilam sie delikatnie na brzuch caly czas pozostajac w jego objeciach.Przygladalam sie mu dobre 30 minut caly czas sie usmiechajac i stwierdzialm ze znam juz jego twarz na pamiec.Idalne pelne usta,pieprzyk obok nich,brwi,nos...
-Co mi sie tak przygladasz,kochanie?-zapytal z nienacka nie otwierajac oczy.
-A to juz nie moge popatrzec na swojego chlopaka?
-Mmmm...Ladnie to brzmi z twoich ust.-skradl mi buziaka a dopiero potem pozwolil ujrzec jego czekoladowe oczy.-Ile juz nie spisz?-zapytal poprawiajac sie troche na poduszkach i zlapal moja dlon ktora trzymalam na jego prawym obojczyku.Bawiac sie moimi palcami co chwile obdarowywam moje kostki delikatnymi calusami.
-Jakies 40 minut...Cos takiego.-wzruszylam ramionami.Bieber ziewnal a pozniej przyciagnal mnie do siebie jeszcze blizej i w rezultacie siedzialam na nim okrakiem.
-Kocham cie...-szepnal patrzac na mnie z miloscia a jego rece wyladowaly na moich udach.
-Hmm...Ja ciebie chyba nie.-zmarszczylam zabawnie brwi.
-Ahaaaa...-powiedzial niby wierzac i wpil sie w moje usta.
-Nie...Jednak cie kocham.-zasmialam sie odrywajac sie na chwile od niego.Chlopak przerwocil mnie na plecy i nachylil sie nade mna wkladajac jedna reke pod moje plecy.
-No ja mysle.-zasmial sie patrzac na moje usta i znow mnie cmoknal.Zaczal mnie laskotac wiec zasmialam mu sie w usta i odworocilam glowe,szybko lapiec jego rece.Byl zbyt silny i tylko sie wilam ze smiechu.Biebsowi sprawiamo chlerna przyjamnosc patrzec jak sie smieje i pruboje uwolnic.Jak na moje zbawienie ktos zapukal.
-Prosze!-krzyknelam przez smiech a Justin nic sobie z tego nie robil i dalej mnie laskotal.
-Zapraszam panstwa Bieber na sniadanie.-zasmial sie Chris a ja zucilam w niego podszuka kiedy Justin przestal mnie juz laskotac.
-Zaraz zejdziemy.-wytknelam mu jezyk a chlopak wywrocil oczami i juz mial wychodzic kiedy sie odwrocil.
-Tylko nie zrobicie mnie wujkiem,prosze.-zasmial sie a my zamarlismy i po chwili patrzenia glupio na siebie wybuchnelismy nie pochamowanym smiechem.Pierwsza wyskoczylam z lozka i zajrzalam do szafy wyciagajac jakias koszulke i spodnie Jusa,ktore jeszcze kiedys u mnie zostawil.Rzucilam chlopakowi ubrania a ten podnoszac je zrobil dziwna mine.
-Nie sadze zebym sie zmieszcil w twoje ciuszki.-spojrzal na mnie rozbawiony.
-Glupku zerknij ze sa twoje.-wywrocilam oczami odwracajac sie znow w strone szafy.Wybralam jakis wygodny zestaw i zniklam w lazience.Po sniadaniu mialam jechac do studia a ze bylam jeszcze troche zmeczona wczorajszymi wydarzeniami postanowilam przynajmniej nie czuc sie skrepowana.Wzielam szybciutki prysznic i wychodzac szybko sie wytarlam.Myjac zeby ubieralam sie w pospiechu a po skonczeniu zwiazalam wlosy w koka.Wyszlam juz gotowa i zobaczylam swojego chlopaka jak szukal czegos w necie na moim laptopie.Podeszlam do niego i przytulilam od tylu kladac mu rece na klate.-Co mi lpatopa przeszukujesz?-zasmialam sie zartujac.
-Ogladam twoj wczorajszy wywiad.-usmiechnela sie pewnie,biorac moja dlon i skladajac na wierzchu pocalunek.-Tesknilas...-stwierdzil gdy filmik sie skonczyl.
-A jakby inaczej...-wzruszylam smutno wyswobadzajac sie z jego usciusku.Odwrocilam sie w strone drzwi a chlopak podniusl sie zaraz za mna.Gdy lapalam za klamke,jego rece delikatnie objely mnie pod piersiami zatrzymujac w silnym uscisku a glowe polozyl na ramieniu.
-Ja tez tesknilem...Jak idiota myslalem ze juz nie mam szans.-powiedzial smutny.Polozylam swoje rece na niego i tak wyszlismy.Schodzac po schodach Justin szeptal mi czule slowka a ja sie usmiechalam i nie moglam przestac.W jednym momencie odwrocilam glowe w jego strone a on zlaczyl nasze usta.Pocalunek byl krotki jednak namietny.Byl magiczny.
-Dzien dobry.-powiedzielismy razem wchodzac to kuchni gdzie siedziala RiRi z Chrisem i Loganem.
-Hej.-odpowiedzieli usmiechajac sie w nasza strone.
Ten dzien minal szybko.W studio poznalam swoje dwie nauczycielki i nauczyciela od przedmiotow szkolnych i nauczycieleke spiewu aby doszlifowac do konca moj glos i przygotowac moja przepone powoli przed koncertami.Nagralismy jedna piosenke i jak sie okazalo wyszla dobrze juz za pierwszym razem.Bieber z Kennym i Scooterem caly czas siedzieli w pokoju i mi sie przygladali jak spiewalam.W oczach Jusa bylo widac zachwyt,dume i milosc.To byl piekny widok i az lepiej mi sie pracowalo.Niestety nie bylo Lil'a...Szczerze? To mi go brakowalo.Bardzo sie z nim zaprzyjaznilam i przyzwyczailam sie ze jest ze mna.Od rana nawet nie odebral moich telefonow ale stwierdzilam ze moze jest czyms zajety.W domu czekala na nas kolacja przygotowana przez Browna i jego dziewczyne wiec wszyscy szybko zjedlismy i ogladalismy do pozna filmy.
                                   ***Poczatek Listopada***
Po dwoch miesiacach ciezkiej pracy nagralam cala plyte.Bylam szczesliwa z wielu wielu powodow.Z Justinem odwiedzalismy sie naprawde czesto mimo odleglosci dalismy rade bez zadnych klotni.Szczerze? Bylam o niego cholernie zazdrosna szczegolnie iz jakis czas temu Jasmine zaczela sie w kolo niego krecic pod prestekstem odnowienia starych relacji jednak mimo tego moj chlopak nie wykazywal zainteresowania.Cale szczescie...Co do Lil'a...Hmm..Klocilismy sie naprawde czesto co mnie tylko smucilo.Nie chcial powiedziec co bylo przyczyna zmiany jego zachowania w obec mnie.Po jakims czasie zaczelam to olewac i miec gleboko w powarzaniu.Nie chce miec ze mna kontaktu? Jego sprawa...Zdarzylam sie juz odzywaczaic od jego towarzystwa.Z rodzina nie mialam w ogole kontaktu ale za to odnowilam je z DJ'em i Kat.Codziennie przynajmniej troszeczke gadalismy albo na skypie albo przez tel.Podczas tych miesiecy znalazlam sobie muzykow i tancerzy oraz tancerki.Mialam juz caly Team i bylam cholernie szczesliwa.Justin razem z Pattie przeprowadzili sie na ta sama ulice gdzie mieszkalam ja z RiRi wiec mialam go przy sobie.Bylam taka cholernie szczesliwa.Pare dni temu wydalam plyte i ku mojemu zdziwieniu sprzedawala sie w rekordowym tepie.Shila twierdzi ze w ogole moja kariera rozkreca sie bardzo szybko i przy dobrych ukladach w przyszlym roku rozpoczne trase.A jak na razie po tych wywiadach,promocjach i spotkaniach z fanami mam przerwe.Co sie smienilo we mnie? Hm...Wydoroslalam,wypowaznialam,podobno jeszcze wyladnialam i schudlam.Od paru dni nie bylam tez dziewica... Tak...Stalo sie.Justin wszystko przygodowal idealnie.Pojechalismy na kolecje a pozniej do hotelu gdzie wynajety pokuj byl przepieknie wystrojony.Cieszylam sie jak cholera,nie zalowalam...Jednak...Mialam pewne obawy.Zachowalismy sie troche lekkomyslnie i zrobilismy to bez zabezpieczenia.Pod wplywem pozadania,tej namietnosci i tych wszystkich emocji kompletnie zapomnielismy o tak waznej sprawie.
-A co jesli ktos tam jest?-zapytal szeptem Justin gladzac moj brzuch.Lezelismy wlasnie w jego salnie ogladajac tv.Ja mialam glowe oparta o jego obojszyk a on mnie obejmowal czule.Rozmawialismy juz z Pattie,Chrisem i RiRi jak i z naszymi ochorniazami.Pattie nie byla zla jednak dalo sie wyczuc ze troszke ja to wstrzasnelo z reszta tak samo jak reszte.Na jego pytanie wzruszylam tylko ramionami.-A jesli okaze sie ze tak?
-Odejde...-szepnelam pewnie.
-Co?!-jego oczy zrobily sie ogromne a ja nadal patrzylam przed siebie.
-Nie zniszcze ci zycia,Justin...Ani kariery.Nie moglabym.
-Ale...Nie zostawie was! Kurwa!-wstal z sofy i krecil sie po pokoju.-Kochanie...-ukucnal przede mna.-Nawet jesli jestes w ciazy...To i tak z wami bede.
-I zniszczysz sobie to wszystko na co tak pracowales...Nie.Ja sie na to nie zgadzam.-powiedzialam stanowczko wreszcie na niego spogladajac.
-Czy ty nie rozumiesz ze cie kocham i nie zostawie?
-Czy ty nie rozumiesz ze cie kocham i nie chce zniszczyc ci wszystkiego?-przedrzeznilam go.
-Kochanie...A moze chce tego dziecka?Nie pomyslas o tym ze chcialbym zostac ojcem?-spojrzal gleboko w moje oczy.Mowil prawde...Widzialam to. Faktycznie tego chcial.
-Kocham cię Justin...-po moich policzkach pociekly lzy a chlopak od razu usiadl obejmujac mnie szczelnie i pocalowal w usta delikatnie.
-Ja ciebie tez...-powiedzial kladac brode na mojej glowie.-Ja tez...-szepnal.Siedzialismy tak jakas chwile az drzwi sie otowrzyly i stanela w nich Pattie.Spojrzala na nas usmiechajac sie cieplo.Podeszla powoli do sofy podajac nam opakowanie z testem ciazowym.
-Dziekuje...-szepnelam biorac pudeleczko.Spojrzalam na nia z przerarzeniem.
-Nie zaleznie jaki bedzie wynik...-poglaskala mnie po policzku.-Bedziemy z toba skarbie.-na mojej czole zlozyla pocalunek.
-Dziekuje.-powtorzylam przytulajac ja.Gdy kobieta poszla do kuchni a ja odlozylam test na lozko obok mnie, znow wtulilam sie w mojego chlopaka.
-Nie zrobisz?-zapytal troche zdziwiony a ja pokrecilam przeczaco glowa.
-Chce jeszcze chwilke poczekac i przyswoic do siebie mysl ze moge nosic w sobie dziecko...-szepnelam i znow po moich policzkach pociekly lzy.Justin nie mogl tego zaowazyc bo mialam twarz schowana w jego zgiecie szyi z ramieniem jednak wyczul ze placze.Mimo ze nie szlochalam,nie pociagalam nosem to i tak to wyczul.
-Nie zostawie cie...Nigdy.-podniusl moje policzki w obu rekach.-Nie dlatego ze bedziesz w ciazy,jesli tak w ogole jest, tylko dlatego ze cie kurwa cholernie kocham...Dlatego ze chce spedzic reszte zycia tylko i wylacznie z toba.-zlozyl na moich ustach czuly pocalunek.-Nie placz kochanie...Ulozy sie.-znow mnie do siebie przytulil.Widzialam w jego oczach ze bardzo chcial tego dziecka.A ja? Chcialam miec dziecko ale nie w tak mlodym wieku.Jednak...Jesli faktycznie jestem w ciazy, nic na to nie poradze.Nie moglabym usunac...Aborcja byla dla mnie czyms okropnym.No bo jak mozna bylo odebrac komos szanse na zycie? To bylo egoistyczne i okrpne.Wolalabym oddac to dziecko jakiejs paze ktora nie moze miec dzieci,niz je zabic...
-Cieszysz sie?-szepnelam a Bieber nareszcie nie powstrzymywal usmiechu.
-Tak...Chcialbym byc ojcem...A jesli ty bylabys matka to juz w ogole bym byl spelniony.-pocalowal mnie w czolo.-Ale nie pomysl sobie ze to zaplanowalem...-spojrzal mi powaznie w oczy.
-Przeciez widzialam ze miales prezerwatywy.
-Przepraszam...-szepnal smutno.
-Za co?-usiadlam troche wygodniej.
-Ze mozesz byc w ciazy...-sposcil wzrok a ja szybko podnioslam jego twarz za policzki tak zeby na mnie patrzyl.
-Kocham cie glupku...I jesli jestem w ciazy...-powiedzialam zamyslona.-Ciesze sie ze wlasnie ty bedziesz ojcem.Osoba ktora naprawde kocham.-pocalowalam go namietnie.-A teraz chodz.-wzielam test wstajac i wyciagnelam w jego strone reke.Od razu ja zlapal i poszlismy do jego sypialni.Bieber usiadl na lozku a ja poszlam do jego lazienki.Zrobilam wszystko jak w instrukcji i wrocilam do pokoju.Chlopak siedzial teraz na podlodze opierajac sie plecami o lozko.Usadzil mnie sobie pomiedzy nogami obejmujac za brzuch.Test polozylam przed nami na podlodze i wtylilam twarz w Justina szyje przekrecajac sie do niego bokiem.On odliczal czas a ja myslalam.Nad czym? Sama nie wiem...Myslalam nad tym jak bardzo kocham Justina.O tym co mi powiedzial w salonie i o tej calej sytuacji.
-Juz...-szepnal mi na ucho.
-Ty sprawdz.-powiedzialam troche rozpaczliwie a on energicznie siegnal po test.Caly czas wtulalam twarz w jego szyje zamykajac oczy.-I co?-zapytalam kiedy nic nie mowil.
_________________________________________________
No to sie porobilo....Ale jaja,nie? :D Spodziewaliscie sie tego? Ja szczerze to nie xD Wiem,wiem.To ja pisze to opowiadanie wiec powinnam sie spodziewac ale serio pisze na calkowitym spontanie i pod wplywem emocji,niczego nie planujac to sie nie dziwcie mi ze jestem w szoku.
Co o tym myslicie? Wow nie? Ja nadal jestem w szoku :D Ale mi sie tam podoba.
I jak myslicie... Wyjdzie pozytywnie czy negatywnie?
Wypowiadajcie sie w komach. Chce zobaczyc czy sie zdiwiliscie czy raczej nie :P
Kocham Was!!!!! <3
-Patrys

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdzial 55 ''-Oczywiscie.''

-A co ma byc?-zaytalam zmieszana i w tamtej chwili zadzownil moj telefon.-Przepraszam...-szepnelam wyjmujac urzadzenie i spogaladajac na ekran odebralam.Odeszlam w strone wyjscia z fabryki i patrzylam przed siebie.
-Czys ty zwariowala?! Jak moglas byc tak lekkomyslna?! Karli moglo ci sie cos stac!!-RiRi byla czasami zbyt zaangarzowana w moja opieke ale nie mialam jej tego za zle.-Trzeba bylo mi powiedziec!! A tym czasem wszystkiego dowiaduje sie z telewizji!! Karolina!Twoja mama jak to zobaczy bedziemy mialy problemy! Obie! Ja nie chce cie stracic i nie chce zeby ci sie cos stalo!
-Ri...Spokojnie...Jestem cala i zdrowa.-usmiechnelam sie pod nosiem bo szczerze to sie cieszylam iz sie mna przejmowala.
-Chris odchodzi od zmyslow!! Tak samo jak ja!! Natychmiast wracaj do domu!! Chcemy wiedziec wszystko!-wrzasnela i sie rozlaczyla.
-Logan!-krzyknelam w strone ochroniarza.-Musimy byc w domu! Natychmiast!-zasmialam sie a Defrey pozegnal sie z mezczyznami i podbiegl do mnie.Chocialam juz zrobic krok kiedy czyjes rece objely mnie w pasie.
-To sie nawet nie pozegnasz?-wyszeptal mi do ucha calujac w policzek.Wiedzialam od samego poczatku ze to Jus,wiec odwrocilam sie w jego objeciach i przytulilam mocno za szyje.
-Balam sie o ciebie...-wyszeptalam mu do ucha a w moich oczach zebraly sie lzy.-Dobranoc Justin.-pocalowalam go w policzek i szybko sie uwolnilam z jego usciusku napiecie sie odwracajac.Chlopak jednak zlapal mnie za nadgarstek znow przyciagajac do siebie.Wpil sie zachlannie w moje usta, dotykajac jedna dlonia moj prawy policzek a droga objal mnie w talii.Oczywiscie bez chwili namyslu zarzucilam mu rece na kark i odwzajemnilam pocalunek.Oboje stesknilismy sie za smakiem naszych ust,za ta bliskoscia i tym uczuciem.Trwalo to chwile zanim sie od siebie oderwalismy ale ta chwila nalezala tylko do nas.Wszyscy zajmowali sie swoimi sprawami,policjanci krecili sie jeszcze po fabryce i w okol niej,sanitariusze pakowali swoje rzeczy do karetki a moi znajomi patrzyli na nas.
-Tesknilem,kochanie.-usmiechnal sie lobuzersko a ja znow cmoknelam jego usta.
-Dobranoc.-odwrocilam sie do niego tylem podnoszac reke do gory i pokazujac dwa palce w znaku pokoju.Odchodzilam usmiechnieta a Jus wlozyl rece do kieszeni pozwalajac kciukom wystawac i mi sie przygladal.Gdy otwieralam juz drzwi auta odwrocilam w jego strone glowe i puscilam oczko na co sie jeszcze szerzej usmiechnal.Dobrze bylo widziec go takiego uradowanego,az moje serce sie cieszylo.
-No juz Julio wsiadaj do auta.-zasmial sie Logan.
-Co?-spojrzalam na niego jak na debila.-Ja nie jestem Ju...Aaaaaa.-usmiechnelam sie rozumiejac iz chodzilo mu o to romansidlo ktorego ja szczerze nie lubilam.-Dupek...-zasmialam sie zamykajac drzwi.
-I tak mnie kochasz...-zasmial sie odpalajac silnik.
-Oj jestes zbyt pewny siebie.-zachichotalam caly czas patrzac na stoacego JB.
-Tak...Z Biebsem nie mam szans.-zasmial sie a ja odwrocilam sie w jego stone gdyz wyjechalismy juz na autostrade.
-Nikt nie ma.-wzruszylam ramionami i oboje zachichotalismy.-A tak w ogole to czeka nas pozadne kazadnie i tlumaczenie.-powiedzialam z udawanym przerazeniem.
-RiRi i Chris?-zapytal spogladajac na mnie a ja pokiwalam glowa.-Juz sie boje...-powiedzial na polsmiechu a ja zachichotalam.-Ale tak na powaznie...Nie dziwie sie im ze sie martwia...Od poczatku sadzilem ze lepiej by bylo jakbys im powiedziala.
-To juz w ogole bym miala przesrane i ciagle ktos by ze mna lazil.-wywrocilam oczami.-Z Jusem Kenny byl ciagle i jakos i tak Dan'owi udalo mu sie go zgarnac.-powiedzialam wkurzona.
-Hej...Mala nie zlosc sie.Juz jest wszystko ok.-usmiechnal sie pocieszajaco.
-Tak,wiem.-uzielam gleboki wdech wypuszczajac powietrze ustami.
-Nadal nie moge w to uwierzyc...-powiedzial szeptem.
-Komu ty to mowisz...-powiedzialam bezradnie i oparlam zmeczona glowe o zaglowek.Reszte drogi dyskutowalismy o calej tej sprawie i mniej wiecej co powiemy moim przyjaciolom.Gdy Defrey zaparkowal przed drzwiami az mialam dreszcze.
-No wychodz.-zasmial sie otwierajac mi drzwi.Ja pokrecilam przeczaco glowa patrzac nieobecnie przed siebie co calkowicie rozbawilo Logana.-No nie badz tchorzem.-zasmial sie glosniej.-Jest juz po wszystkim a ty zachowalas sie naprawde bohatersko wiec nie moga ci niczego zazucic.
-Latwo ci mowic...-zmrozilam go wzrokiem.-Ty nie jestes 17-letnia dziewczyna ktora mieszka u RiRi.
-No juz nie przesadzaj ze cie z domu wyrzuca.-znow sie zasmial a ja wzruszylam ramionami wyskakujac z auta.-Jak cos to mozesz przyjasc do mnie.-usmiechnal sie nadal rozbawiony.-Ale pamietaj ze Bieber cie chetnie pod dach przyjmie.Jak i nie do lozka.-ostatnie zdanie dodal ciszej myslac ze nie uslysze a ja od razu sie odworcilam i udwrzylam go w klate.
-Cholera! Dziewczyno,ale masz sile...-zlapal sie za bolace miejsce wyginajac w pol.
-Widze ze jeszcze nie znasz mnie dobrze...-usmiechenalm sie lobuzersko.-Masz do czynienia z bokserka.
-Kurwa zapomnialem...-syknal ledwo wydajac z siebie glos.
-Nie badz bez jaj i sie podnies po ciosie...-wywrocilam oczami i weszlam do domu.-I nie pozwalaj sobie na takie komentarze.-dodalam lekko odwracajac glowe do tylu.
-Do salonu!-uslyszalam glos przyjaciolki i w momencie stalam przed ta dwojka ktorej w tamtym momencie sie tak bardzo balam.Logan stal juz po chwili przy moim boku jakby na bacznosc.-Co to za buty i gdzie sa do cholery szpilki od Gucciego?!-pisnela spogladajac na moje obuwie.
-To sa Supry,kochana.-usmiechnelam sie patrzac na jedna z wielu moich ulubionych par tej marki.-A szpilki w aucie?-spojrzalam na ochroniarza a ten pokiwal szybko glowa.
-Aha...-powiedziala juz troszke spokojniejsza.
-Wiec sluchamy.-Chris usiadl na sofie i pokazal na dwa fotele przed nia wiec ja z moim ochroniarzem grzecznie i rowno usiedlismy.
-No wiec...-zaczelam nie pewnie.Opowiedzielismy z Loganem wszysciutenko a RiRi i jej chlopak wsluchiwali sie uwaznie z kamiennymi twarzami nie reagujac,nie komentujac,nie wcinajac sie.Sluchajac od nowa tej histori nie powiem ze nie mialam lez w oczach.Pewnie ze mialam ale musialam byc silna i nie moglam pozwolic sobie na mazanie sie.W ta opowiesc wlalam wszystkie emocje towarzyszace mi z tym calym zamieszaniem.Chcialam zeby zrozumieli dlaczego im nie powiedzialam,zeby tez poczuli mniej wiecej jak ja sie czulam.
-Boze dziekuje, ze ci sie nic nie stalo.-RiRi przyciagnela mnie do siebie bardzo mocno siciskajac.Widzialam ze to wszystko nia wstrzasnelo a Brown siedzial z otwarta buzia caly zaskoczony.
-Nic mi sie nie stalo...Ale ty zaraz mnie udusisz.-zasmialam sie odwzajemniajac uscisk jednak zdecydowanie lzej.
-Oh...Przepraszam ale strasznie sie o ciebie martwilam.-pocalowala mnie w czolo.Cala nasza czworka stala na przeciwko siebie.
-Mloda...Wow...-tylko na tyle bylo stac Chrisa.Byl w tak wielkim szoku ze nie mogl nic innego wydusic.Przytulil mnie do siebie nie tak mocno jak jego dziewczyna ale z taka sama opieka.-Jestes wielka.-wyszeptal.
-A mow co pomiedzy toba i JB...-zaczela zaciekawiona RiRi kiedy juz wszyscy wygodnie siedzielismy przy dwoch kartonach pizzy.Spojrzalam usmiechnieta na Logana a ten ziachichotal i zlapal sie za miejsce na klcie w ktore go wczesniej uderzylam.
-Ehm...-zmarszczylam brwi.-Sama nie wiem.-powiedzialam jednak caly czas sie usmiechalam.
-Po twojej minie mozna wywnioskowac bardzo wiele.-zasmiala sie.
-Po tym jak sie pozegnali mozna byc wrecz pewnym ze...-niestety nie dane bylo mu dokonczyc poniewaz znow dostal tym razem w ramie.-Cholera! Znowu?!-spojrzal na mnie z wyrzutem a ja wzruszylam ramionami patrzac jak maly szczeniaczek.Gdy RiRi uslyszala slowa Defrey'a jej oczy az rozblysly.
-Malaaaa?? Masz przede mna tajemnice?-powiedziala niby smutna.
-No co?-spojrzalam na nia.
-Nie co?? Tylko mow.-usmiechnela sie szeroko.
-Oj nie wazne....-mruknelam lekko zawstydzona.
-Mow...
-Nom..Ten...Pocalowalismy sie.-szepnlam.
-Ty bylo raczej jak w tych komediach romantycznych gdzie dwojka zakochanych namietnie sie caluje po dlugiej rozlace.-stwierdzil z inteligentnym Logan.
-Kurwa stary mozesz sie zamknac?!-spojrzalam na niego a pozniej na zszokowana przyjaciolke.Nie wiedzialam kiedy byla pod wiekszym zdziwieniem: wczesniej gdy dowiedziala sie o calej sytuacji czy teraz.-Ja ide do siebie...-wstalam szybko zeby nie zaczela gadac jakis glupot.-Dobranoc.-krzyknelam wbiegajac na schody i uslyszalam krzyki odpowiedzi i smiechy.Wpadlam do pokoju i zucilam sie na lozko patrzac w sufit.Po chwili jednak poczulam to cale zmeczenie wiec szybko wzielam prysznic i wyszczotkowalam zeby a pozniej nakladajac na siebie pizame z telefonem w reku wrocilam do pokoju.Moje lozko bylo takie wygodne ze od razu sie na nie polozylam i z usmiechem odlozylam urzadzenie obok.-Ah...-westchnelam i uslyszalam dzownek oznajmiajacy iz dostalam esemesa.Wzielam telefon i przejezdzajac palcem po ekranie odblokowalam go.
                  
              Od: Justin
              "Wyjrzyj przez okno na ogrod :*"

Szczerze to nie chcialo mi sie juz wychodzic z cieplutkiego lozeczka wiec postanowilam sie z nim troszeczke podroczyc.
  
             Do: Justin
             ''Hm?? Ale po co??"

Nie musialam dlugo czekac na odpowiedz i z usmiechem ja otworzylam.

             Od: Justin
             ''No prosze cie rusz ten swoj sexowny tyleczek i wyjrzyl przez to okno..."

Zachichotalam pod nosem i wyskoczylam z lozka.Odsuwajac zaslony caly czas sie usmiechelam,potem otworzylam okno i podparlam sie na lokciach.Na zewnatrz stal Justin,Kenny,Scooter,caly BieberTeam,Rihanna,Brown,Lil,Logan,Shila i Haylie.Usmiechnelam sie szeroko lecz nadal nie wiedzialam o co chodzi.
-Co wy robicie?-zasmialam sie patrzac na nich.Jednak odpowiedzi nie dostalam.W zamian za to zaczeli spiewac ''Be alright'',bylo to naprawde wzruszajace uczucie.
-Zejdz tutaj!-krzyknal Justin gdy juz skonczyli.Bez namyslu zbieglam na dol zakladajac szybko te same czarne Supry i chwytajac jakas czarna,prosta bluze, wybieglam na ogrod stajac przed wszystkimi.
Dan, gitarzysta Biebsa, i Brown zaczeli grac na gitarach a sam chlopak zaczal spiewac "OLLG".To juz mnie calkowicie wzruszylo bo Justin spiewal patrzac gleboko w moje oczy.Po moich policzkach splynely lzy a Justin szybko je starl.Gdy piosenka sie skonczyla Biebs ukleknal przede mna.-Karli...Wiem ze juz duzo przeszlismy razem co tylko nas wzmocnilo.Wiem tez ile razy cie zranilem a ty nadal mi wybaczalas.Po tym wszystkim co przeszlismy nadal sie kochamy. Nie chce juz czekac...-usmiechnal sie lekko.- Wiem ze pytam o to juz kolejny raz...Ale...Zostaniesz moja dziewczyna?-zapytal z lekkim usmiechem trzymajac kwiaty ktore podal mu Alfredo.Przez chwile zapanowala calkowita cisza.
-Oczywiscie.-usmiechnelam sie znow rozplakujac.Wszyscy zaczeli bic brawa a Justin wstal i namietnie mnie pocalowal.Objelam go za szyje przyciagajac do siebie jeszcze blizej.Nasi znajomi gwizdali,klaskali i krzyczeli.Usmiechnelam sie nie przerywajac pocalunku,dziekowalam w duchu Bogu ze nie musialam czekac az Justin o to zapyta.
__________________________________________________
Tak bardzo chcieliscie zeby byli razem :P Wiec bardzo prosze :D
Nie mam zamiaru konzyc tego opowiadania poniewaz po komentarzach i tych wszystkich wyswietleniach zdecydowalam ze zostaje na dluzej...O wiele dluzej niz to sobie przewidywalam... ;)
Dziekuje wam!! Za wsparcie...Za wszystko!! <3 Po prostu was kocham!! <3
Pod ostatnim rozdzialem bylo jakies 19 komentarzy!! :O jestem w szoku i to ogrnomnym. Niczym RiRi jak sie odwiedziala o pocalunku xD ;)
Jej jesli byscie tak komentowali kazdy rozdzial to chyba bym dodawala codziennie :D
Jeszcze raz dziekuje... <3
-Patrys.

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdzial 54 ''-To co teraz bedzie?''

Przeczytajcie notke pod rozdzialem...To wazne ;)
_______________________________________
To on...Ta tajemnicza osoba nekajaca mnie.Ta ktora zmusiala do zerwania kontaktow z Justinem.Wiedzialam ze to on, nawet jesli dzownil z zastrzezonego.Spojrzalam na Logana znaczaco i zauwazylam ze jego szczeka sie zacisnela.
-Tak slucham?-odebralam dopiero gdy bylismy na dworze.Moj ochorniarz powiedzial ze pojedzie ze mna jeszcze na chwile cos zalatwic na miescie.Wiec reszta mojej paczki pojechala jednym samochodem a Logan od razu do mnie podszedl patrzac wyczekiwanie.
-Witaj kochana...-i moje podejrzewania sie sprawdzily.Znow uslyszlalam ten oblesny glos.-Od razu przejde do senda...-zasmial sie chytrze.-Gdzie jest teraz twoj przyjaciel Justin?
-Nie wiem...Pewnie w domu.
-Oj...Przykro mi ale sie mylisz.Podpowiem ci...Hmm..Jest teraz przywiazany do krzesla w starym magazynie.Domyslasz sie z kim jest?-w jego glosie mozna bylo wyczuc wielka zabawe.
-Nie waz sie go tknac...-syknelam.
-Sluchaj mala suko...Nie bedziesz mi rozkazywac bo to moja gra.
-Co mam zrobic?
-Przyjedz tu...Na pewno bedzie ciekawie.
-Gdzie dokladnie?
-Stary magazyn na obrzerzach miasta...Na pewno wiesz gdzie kiedys byla fabryka czekolady?
-Oczywiscie.
-To do zobaczenia skarbie.-i uslyszalam ten dziwek ze polaczenie zostalo przerwane.
-Co sie dzieje? O co chodzi?-Logan byl taki wkurzony a jednoczenie zrownowazony.Mialam ochote sie rozpalakac jednak wiedzialam ze to nic nie da.
-On go ma...-spojrzalam zaszkolnymi oczami na mojego ochroniarza.-Stara fabryka czekolady na obrzerzach miasta.-powiedzialam machinalnie ruszajac w strone auta.-Juz!-krzyknelam zatrzaskujac za soba drzwia Logan juz po chwili wyjerzdzal z piskiem opon z podjazdu.-Zadzown po Kennego a ja po Lil'a.Szybko wybralam numer przyjaciela i powiedzialam co i jak.Od razu zareagowal i powiedzial ze juz wsiada do samochodu.Bylam mu wdzieczna ze mimo iz nie lubi Justina pomoze mu dla mnie.Moj ochorniarz powiedzial ze Kenny tez juz wsiada do samochodu i za chwile powinien bym na miejscu.Jak sie cieszylam ze akurat byl w moim miescie.Po doslowanie paru minutach bylismy na miejscu.W samochodzie zmienilam szpilki na trampki.Przed fabryka stal juz Lil z Kennym i o czyms dyskutowali.
-Jak sie masz?-zapytal Wayne.
-Lepiej nie pytaj.
-Masz.-wreczyl mi pistolet do reki i ja sie troche zdiwilam.-Moze sie przydac...-wzruszyl ramionami.-Jak na razie go schowaj.-odwrocil sie w strone wejscia a ja spojrzalam na Kennego.
-Spokojnie...Plan jest taki.Ty bedziesz z nim dyskutowac a ja zajede fabryke od tylu.Lil i Logan beda po twoich obu stronach zeby w razie czego nic ci sie nie stalo.Postaram sie unieruchomic tego goscia a ty wtedy pomozesz mlodemu sie wydostac i biorac samochod Lil'a uciekniecie.Zrozumialas?-zapytal a ja pokiwalam mu glowa.Ten plan wydawal sie zbyt prosty jednak liczylam ze sie uda.Weszlam pierwsza do magazynu a za mna Wayne i Defrey.
-Jestem!-krzyknelam a z ciemnosci wylonila sie postac ktorej tak dawno nie widzialam.Moj oddech przyspiesyl gdy zobaczylam kolege mojego ojca.-Nie mozliwe...-szepnelam.
-Milo cie widziec sloneczko...-usmiechnal sie zlowrogo.-Widze ze mnie pamietasz...
-Jak moglabym zapomniec.-syknelam.-Moj ojciec prawie przez ciebie zginal!-krzyknelam wkurzona przypominajac sobie jak Dan postrzelil mojego ojca w jednym z klubow poniewaz byl pod wplywem narkotykow.
-Ale wiesz ze to byl przypadek...-powiedzial na polsmiechu.
-Do rzeczy...Gdzie on jest?
-Tak szybko chcesz zakonczyc to spotkanie? A moze powspominamy?
-I co jeszcze? Moze cherbatke o piatej tez chcesz?-zasmialam sie nerwowo.-Ale czekaj...Jedno mnie zastanawia...Czemu akurat ja i Justin?
-Coz...Skoro mam z wami skonczyc mozesz umrzec uswiadomiona.-zasmial sie a ja stalam z zalozonymi rakoma na piersiach i ani drgnelam.-Do ciebie mam taki zal ze splawilas mojego syna przez co sie powiesil....-syknal a w mojej glowie pojawil sie obraz jego syna.Znalam Michela od dziecinstwa ale nigdy nie mielismy sie ku sobie.Tylko przyjaciele od piaskownicy.Nie zarywal do mnie wiec nie moglam go splawic.Jednak po jakims czasie sie ode mnie odcial,zaczal palic,pic...Byl ode mnie starszy wiec go zostawilam w spokoju.Nie mialam pojecia ze przeze mnie popelnil samobojstwo.
-A Justin? Co on takiego zrobil?
-Po przeprowadzeniu sie poznalem jego matke,ktora coz...Od razu mi sie spodobala.Staralem sie pokazac jej ile dla mnie znaczy.Mimo wszystko ona wolala ojca twojego przyjaciela....Postanowilem sie zemscic...Ale nie na ojcu czy matce Justina...Tylko na nim.Wtedy bol dotknalby obojga rodzicow,ten bol ktory ja czolem po stracie Michela.a-syknal zly pokazujac palcem na siedzacego piosenkarza.Byl caly pobity,usta mial zaklejone tasma a rece i nogi zwiazane jakims sznurem.W moich oczach automatycznie zebraly sie lzy.
-Nie jestes czlowiekiem...Jestes potworem.-syknelam mu w twarz wyjmujac pistolet.-Wiesz co? Mam ochote cie zabic,ale nie zrobie tego bo to by bylo zbyt proste.-wymierzylam spluwe w jego strone.-Za malo bolesne a chce zebys cierpial.Dlatego...Lepiej bedzie jak zgnijesz w wiezieniu.-splunelam z obrzydzeniem.
-Policja juz tu jest!-krzyknal Wayne a ja rzucajac w jego strone pistolet wkopnela w klate Dana prosto w rece Kennego ktory unieszkodliwil mezczycne.Wayne schowal spluwe do spodni tak jakby jej w ogole nie mial a ja podbieglam do Justina.W momencie gdy przy nim kucalam policja wpadla do pomieszczenia.Bylo straszne zamieszanie i wszystko dzialo sie tak szybko jednak ja nie bylam zainteresowana tym co bylo w okolo.Widzialam tylko mojego Justina.Psychicznego mezczyzne wyprowadzono z fabryki a jacys policjanci rozmawiali z Kennym,Loganem i Lil'em.
-Justin?-szepnelam dotykajac jego policzka ale chlopak spojrzal tylko na mnie smutno i po chwili znow zamknal oczy.-Pomocy!-krzyknelam.-Pomozcie mu!-krzyczalam placzac a po chwili jacys sanitariusze zajeli sie moim przyjacielem.Lil podbiegl do mnie i odciagnal od Biebera przytulajac mnie mocno do siebie.
-Juz po wszystkim...-szeptal glaszczac mnie po plechach.-Wyjdzie z tego.Na pewno.-staral sie mnie pocieszyc a ja nadal plakalam zakrywajac usta rekoma.Bylam tak strasznie zrozpaczona ze nie moglam sie uspokoic.
-Prosze pani...-podszed do nas starszy mezczyzna w mundurze.-Moglaby pani zeznawac?-bila od niego dobroc.
-Tak...-szepnelam wycierajac lzy.Zadawal duzo pytan a ja na nie grzecznie odpowiadalam.Powiedzialam wszystko.Kiedy to sie zaczelo,jak i w ogole.Mimo to myslami bylam przy Justinie ktorego lekarze opatrywali w kartece.
-Dziekuje...To by bylo na tyle.-usmiechnela sie pocieszajaco.-Bedziemy pania informowac o wyroku.
-Dobrze...Dziekuje i do wiedzenia.-powiedzialam bez wyrazu i patrzylam przez drzwi na siedzacego chlopaka.Widac bylo ze czul sie juz lepiej bo nawet nabral kolorow na twarzy.Usmiechnal sie do mnie smutno a ja odpowiedzialam mu tym samym.
-No idz do niego...-szepnal mi Lil.-Czy ty wiesz ile ten chlopak czekal zeby moc z toba normalnie porozmawiac?-zapyal mi do ucha a ja sie odworcilam i mocno przytulilam.
-Dziekuje Lil...Za wszystko.
-Wiesz ze zawsze mozesz na mnie liczyc.-pocalowal mnie w glowe i takze mozno przytulil.Gdy sie od siebie odsunelismy odworcilam sie w stone wyjscia i wolno szlam do Biebera.
-I co teraz?
-I zyli dlugo i szczesliwie?-zapytalam z usmiechem.Oboje zachichotalismy.
-Chodz tu do mnie.-wyciagnal jedna reke poniewaz druga mial usztwniona,poniewaz mial ja rozcieta.Ja od razu sie w niego wtulilam.-Jak ja za toba tesknilem.
-Justin...Ja...-odsunelam sie troszke od niego.-Ja przepraszam...Musialam zerwac z toba kontakt.Mowil ze tak bedziesz bezpieczny.
-Cii...-wytarl mi leze ktora splynela po policzku.-Wiem.Wiem wszystko.-patrzyl na mnie z taka fascynacja i tesknota.-Powiedzial mi wszystko.-wzruszyl ramionami.
-Justin ja nie chce cie znow stracic.-wyszeptalam rozpaczliwie.
-Nie stracisz juz...-stanal o wlasnych silach i przyciagnal mnie do siebie.-Za duzo przeszlismy zeby teraz od siebie odejsc...-mowil to opierajac brode na czubku mojej glowy.
-Kocham cię Justin.-nawet nie wiem czemu to wyszeptalam.Po prostu.Kierowalam sie glosem serca.W tamtym momencie juz nie myslalam,cieszylam sie ze jest caly,ze jest przy mnie.Mowilam prawde,naprawde go kochalam.
-Ja ciebie tez,mala...Nawet nie wiesz jak bardzo...-powiedzial zadowolony.
-Przepraszam...-ta jakze piekna chwile przerwal nam ten sam policjant.-Moglby pan zeznawac czy woli pan odlozyc to az lepiej sie poczuje?-zapytal serdecznie a Jus zlapal mnie za reke.
-Nie,nie...Wole to juz miec za soba.-Biebs byl opanowany i pewny siebie.
-To ja przyjde za chwile.-szepnelam i pocalowalam chlopaka w policzek dodajac mu otuchy.Spojrzal na mnie smutno a ja usmiechnelam sie delikatnie i odeszlam do naszych ochroniarzy ktorzy zawziecie dyskutowali.Logan jak tylko mnie zobaczyl przyciagnal do siebie i mocno przytulil.
-Jaka ty bylas odwazna...-mowil zdziwony.-Jestem z ciebie dumny i to dla mnie zaszczyt pracowac z toba.-pocalowal mnie w glowe i usmiechnal sie szeroko.
-To ja tobie dziekuje.Jestes wspanialy.-znow sie do niego przytulilam.-A ciebie Kenny...-powiedzialam bez wyrazu.-Po prostu kocham.-zachichotalam rzucajac mu sie na szyje a on mnie szybko zlapal i mocno przytulil.
-Myslalem ze chcesz mi powiedziec cos okropnego.-powiedzial z wyrzutem gdy juz mnie odstawil.-Ale tez cie kocham mala.-zasmial sie rozczochrujac moje wlosy.
-Czy ja sie nie przeslyszalem?Kochasz moja Karli?-odwrocilam sie i zobaczylam wscieklego Biebsa.Moja mina automatycznie zrzedla a oczy szeroko sie otworzyly.Justin widzac mnie i swojego ochroniarza autoamtycznie sie rozesmial.
-Dupek.-uderzylam go lekko w zdrowe ramie.
-No nie zlosc sie na mnie.-wymruczal mi do ucha przyciagajac mnie do siebie.Polozylam mu rece na klacie a glowe wtulilam w szyje,on objal mnie jedna reke i sie usmiechnal.Wiedzialam ze jest naprawde szczesliwy.
-Jak sie czujesz mlody?-zapytal Kenny gdy my juz sie troszeczke od siebie odsunelismy.
-Dobrze...-spojrzal na mnie.-Juz dobrze.
-To chodz sie tu przytulic a nie caly czas miziasz Karli.-przyciagnal do siebie piosnekarza i dosc mocno przytulil na co Jus syknal.Nadal byl obolaly.-Sorki...-zasmielismy sie cala czworka.
-To co teraz bedzie?-zapytal Lil podchodzac do nas i pokazujac na nasza dwojke.
_______________________________________
Ten rozdzial dedykuje... WAM WSZYSTKIM!!!!!!!
Kurde czy yi wiecie jak was kocham?! Straaaaaaaaaaaaaaasznie!! Od paru dni mam fatalny czas...Po porstu przylapalam dolka i cos mi ciezko.Jednak jak wchodze na bloga i widze liczbe wyswietlen i komantarze to az sie wzruszam! Kurde nie myslalam ze tak sie do was przywiaze :P <3
Jest cos jeszcze... Ten rozdzial mial byc ostatnim... Ale wiecie co? Postanowailam jeszcze go nie konczyc.To znaczy to jeszcze podlega zastanwioeniu wiec piszcie w komentarzasz "KONCZ" lub "NIE KONCZ". W ten sposob zobacze czy to juz czas zeby zakonczc to opowiadanie a moze jeszcze pisac dalej.Ja w kazdym badz razie mam jeszcze pomysly na to opowiadanie ale teraz wszystko jest w WASZYCH rekach ;)
Kochan Was!! <3 #MuchLove
-Patrys

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdzial 53 ''-Nastepne pytanie prosze.''

Rozdzial jest dedykowany Julii Nowak
Jesli chcecie wiedziec czemu akurat tej dziewczynie bardzo prosze zajrzyjcie na mojego drugiego bloga: O TUTAJ!!!
Chcę jej podziekowac z calego serca za mile slowa ktore napisala w komentarzach. Wzruszylo mnie to :*
Wam prowniez chce podziekowac za to ze zagladacie na moje blogi,za to ze znosicie czasami moje dlugie przerwy,za to ze nie wytykacie mi bledow,komentujecie i wgl wgl. Kocham Was naprawde strasznie!! :*

Dziekuje za chwile uwagi i zapraszam do pisania kochani :*
_____________________________________________

-No co?-zasmialam sie.-Masz naprawde bardzo profesjonalny make up.-powiedzialam starajac sie brzemiec powaznie a reszta wybuchnela nie pochamowanym smiechem.-Sluchaj...-wstalam.-Wiesz jak trudno jest umalowac ktogos kto spi?-zasmialam sie a chlopak spojrzal wrogo.
-To przez to sie na mnie gapili?-pokazal palcem na swoja twarz a ja pokiwalam twierdzaco glowa.-Lepiej uciekaj.-syknal a ja pisnelam i automatycznie rzucilam sie do biegu.Gonil mnie a ja sie smialam.Zamknal kuchnie do ktorej wbieglam i juz nie mialam ucieczki.
-Lil prosze...-zasmialam sie wyciagajac przed siebie rece.-To nie byl moj pomysl...
-Doprawdy?-podniusl obydwie brwi podchodzac do mnie wolnym krokiem.
-To Logan!-pisnelam a on mnie zlapal i wyszlismy z kuchni.Przewiesil mnie sobie przez ramie wiec nie mial problemu aby otowrzyc drzwi.-Lil odstaw mnie!!-krzyczalam bijac go w plecy jednak on nic sobie z tego nie robil.Wyszlismy na taras i juz wiedzialam co mnie czeka.-Lil!!Natychmiast mnie postaw!!-Wzial mnie na rece stajac nad brzegiem basenu.Zlapalam go za kark i kurczowo sie trzymalam.-Tylko mnie nie puszczaj...-szepnelam przerazona bo nie chcialam zmoczyc jednych z ulubionych ciuchow.
-Jestes taka nie zdecydowana.-zasmial sie i po chwili poczulam jak londuje w wodzie.Jednak jestem zbyt madra zeby nie zareagowac.Zdazylam zlapac chlopaka za reke tak ze wyladowal obok mnie.Wynurzylam sie smiejac a po chwili Wayne tez juz dryfowal obok mnie.-Zabije cie kiedys...-syknal zly.
-Lil wyluzuj...-podplynelam do niego z usmiechem.
-Masz szczescie ze ty to ty.-pochlapal mnie woda na co ja oczywiscie od razu zareagowalam i mu sie odwdzieczylam.
-A jakby to byl ktos inny to co?
-To by juz nie zyl.-powiedzial pewnie a po chwili wybuchnelismy smiechem.Wracajac do domu przepychalismy sie co chwila i w rezultacie Lil wyladowal w wodzie jeszcze 3 razy.Smialam sie jak glupia tak samo jak cala reszta moim przyjaciol.
-Malutka idz sie wykap i przebierz bo jeszcze mi sie przezaiebisz.-RiRi okryla mnie recznikiem prowadzac do schodow.
-Jasne mamusiu.-zasmialam sie uciekajac do swojego pokoju.Szybko wzielam stroj przygotowany przez Haylie i pognalam do lazienki.Szybki i dokladny prysznic pozwolil mi sie troszeczke odprezyc.Ubralam sie w ekspresowym tepie i zawolalam moja stylistke ktora mnie umalowala i uczesala.Mialam wlasnie jechac na wywiad i strasznie sie stresowalam.
-Gotowa.-zaszepnale zadowolona kobieta.
-Dzieki Hay.-usmiechnelam sie do niej i zbieglam na dol gdzie juz czekala gotowa Rihannę i Chrisa.Obok nich stala moja menadzerka a na sofie siedzial Lil ktory skakal po kanalach.Jak zauwazylam mial na sobie jakis dres Chrisa.-A ty nie jedziesz?-zapytalam Wayne.
-Niee...-usmiechnal sie.
-Czemu?-troszke posmutnialam.
-Nie za dobrze sie czuje mala.-wzruszyl ramionami.
-Przykro mi.-usiadalm obok niego.
-Nie potrzebnie.-poslal mi czule spojrzenie.-Bede sluchal uwaznie.-zasmial sie.-Powodzenia.
-Przyda sie.-przytulilam sie do niego i po chwili wyszlismy.Ja,Logan i Shila jechalismy jednym autem a RiRi z chlopakiem innym.Przed studiem bylo pelno paparazzi jednak ochroniarze torowali nam droge i w mgnieniu oka znalazlam sie w srodku.Spodobalo mi sie bo przypominalo troche moje studio nagraniowe.
-Czesc jestem Mike.-wysoki mezczyzna podszedl do mnie wyciagajac reke.
-Karolina.-uscisnelam dlon.
-Wiem.-zasmial sie i od razu przeszlismy do pokoju z duzym owalnym stolem,mikrofonami i jakimis sprzetami.-Bede dzisiaj z toba prowadzil ten wywiad i ostrzegam ze nie bedzie ze mna latwo.-pokazal na jedo z krzesel a sam usiadl po mojej lewej.
-Mam sie bac?-zasmialam sie zdejmujac okulary i oparlam sie wygodnie.
-Nieee.-zalozyl sluchawki i cos zaczal klikac na monitorze.-No moze troszke.-poslal mi lobuzerskie spojrzenie i znow wrocil do swojego zajecia.-Witam was wszystkich.-zaczal mowic do mikrofonu a ja sie usmiechnelam.-Dzisiaj w naszym studiu mamy zaszczyt goscic piekna,mloda i wschodzaca gwiazde Karoline Lisowska!!-usmiechnal sie szeroko.
-Hej wszystkim.-powiedzialam na luzie do mikrofonu.Nie stresowalam sie juz w ogole i podobalo mi sie to uczucie.
-Przechodzac do rzeczy...Jak to sie stalo ze zaczelas spiewac?
-Hm...Spiewalam i pisalam zawsze...Pozniej Rihanna znalazla moje teksty gdy nocowala u mnie i jakos tak wyszlo ze zaciagnela mnie do studia.
-Czyli czysty spontan?
-Mozna tak powiedziec.-zasmialam sie upijajac wody.
-A jak sie odnalazlas w studio?
-Jest naprawde swietnie.Ludzie nawet sobie nie wyobrazaja jakie to uczucie zarowno jaka to ciezka praca.
-Rozumiem...Wiemy rowniez ze ostatnio spotkalas sie z Justinem.-spojrzal na mnie nie pewnie a ja lekko posmutnialam.
-Nie daloby sie tego nazwac spotkaniem...Po prostu tak wyszlo ze znalezlismy sie w tym samym miejscu o tej samej poze.
-Czyli nie bylo to planowane?
-Nie.
-To byl pogrzeb prawda?
-Niestety tak.-posmutnialam jeszcze bardziej.-Ale nie rozmawiajmy o tym.
-Oczywiscie...A masz zamiar sie z nim spotkac jeszcze?
-Nic nie wiadomo.-zachichotalam.
-Brakuje ci go czy juz o nim zapomnialas?
-Szczerze? Cholernie barkuje... O nim sie nie da zapomniec.-usmiechnelam sie mowiac prawde.
-Nadal go kochasz?
-Ladna pogoda,prawda?-zachichotalam tak samo jak reszta w studio.
-Ok...Rozumiem.-spojrzal na monitorek.-A co nam powiesz odnosnie Lil'a?
-Ah... Wspanialy przyjaciel, jest czescia mojego zycia i stanowi stala czesc dnia.-zasmialam sie.-Lubie sie z nim wyglupiac i droczyc.Jest dla mnie jak starszy brat za rowno tez jest swietnym pomocnikiem w pracy.-usmiechnelam sie szeroko.
-Nic wiecej? Tylko przyjaciel?
-Dokladnie...Nic wiecej.
-Czyli nie ma szans zebysmy zobaczyli was razem w namietnych obejciach?-na te slowa wybuchlam smiechem.
-Niee...Zdecydowanie nie.
-A jak z Rihanna i Chrisem?
-Tutaj bym mogla gadac godzinami.-zasmialam sie spogladajac na przyjaciol.-Obecnie to sa jedne z niewielu osob ktorym ufam i na ktorych mi zalezy.Troszcza sie o mnie,pomagaja i czasami opierdzielaja.To juz nie sa przyjaciele...To najblizsza rodzina.
-To slodkie.-powiedzial Mike.
-To prawdziwe.-wytknelam mu jezyk i oboje sie zasmielismy.
-Prowadzisz?
-Nie.
-Pijesz?
-Yyy...Do jakiejsc okazji wypicie lampki wina to nie zbrodnia.-usmiechnelam sie.
-Palisz?-powiedzial a ja zesztywnialam.
-Nieeee.-zaczelam mrugac okiem.-No cos ty...Ja? Pfff... Nieee.-smiali sie wszyscy w studio lacznie z Mikiem.
-Czyli rozumiem ze tak...-pokrecil glowa.
-No tak...
-Czemu?
-Nastepne pytanie prosze.-usmiechenalam sie szeroko.
-Kiedy bedzie twoja nowa piosenka? Bo jak juz kazdy wie te piosenki ktore zostaly wydane ciesza sie ogromna popularnoscia i dobrymi opiniami.
-Do studia wracam jutro...Juz mam napisane kilkanascie tekstow wiec to czyste formalnosci.-usmiechnelam sie firmowo.
-A trasa? Mozna sie jej spodziewac w najblizszym czasie?
-Nic nie wiadomo....Zobaczymy co to bedzie.
-A chcialabys?
-Zyje muzyka jednak boje sie gdy pomysle o trafie lecz mimo to cholernie chcialabym stanac na scenie.Ale to jeszcze troche.
-A jak z twoja menadzerka?
-Wspaniala kobieta,wyrozumiala,pracowita,wytrwala.Osoba dla mnie idealna.Potrafi ze man wspolpracowac a wiem ze to ciezkie.Tak samo wdzieczna jestem Loganowi,mojemu ochorniazowi i Haylie,stylistce.Musza sie naprawde nacharowac zebym byla bezpieczna i ladnie wygladala.
-Juz nie przesadzaj...Sliczna jestes na pewno tez bez make up'u.
-Hah...Nieee...Naprawde wygladam jak potwor.
-Nie wierze.-zasmial sie.Spojrzal na moich przyjaciol ktorzy krzyczeli ze wygladam tak samo ladnie z makijazem jak i bez.-Wiedzisz...Oni wiedza najlepiej.
-Hahaha sa nie mozliwi.-zasmialam sie.
-A jak kontakty z rodzina?Wiemy ze mialas problemy i postawilas rodzicow przed faktem dokonanym odnosnie wyprowadzki.
-Dokladnie...A kontakty no coz...Ciezko.
-Tesknisz?
-Nie.
-Nie?
-Nie.-usmiechnelam sie.
-Jak to?-byl w szoku,tak jak z reszta wszyscy.
-No tak...Nie tesknie,nie brakuje mi ich.Po prostu.
-Przykre...
-Realne...
-Jestes silna dziewczyna.Naprawde imponujace.-powiedzial z uznaniem.-Inteligentna,silna,piekna,wytrzymala...Kobieta idealna.
-Hah...-zasmialam sie.-Do idealu to mi naprawde daleko.Jestem po prostu soba.Nikogo nie udaje,nie gram.Jestem soba i taka zostane.Nie zmienie sie przez slawe.Nie mam zamiaru usmiechac sie kiedy do smiechu mi nie jest.Nie bede odpowiadac na pytania kiedy na mam na to ochoty lub humoru.Jednak...Jednak dla fanow bede zawsze.Usmiechene sie jesli o to poprosza,przytule sie jesli beda chcieli,odpowiem na ich pytania jesli jakies zadzadza,dam autograf mimo ze nie bede miala czasu czasu,zrobie zdjecie mimo ze nie bede miala na to ochoty.To oni sa dla mnie wazni, to dzieki nim jestem tu gdzie jestem.Kocham ich.
-Taka wypowiedzia zakanczamy ten wywiad.Ciesze sie ze moglem byc pierwsza osoba ktora z toba porozmawiala.Jestem wyjatkowy.-zasmial sie a ja mu zawtorowalam.-Jestes wspaniala i trzymaj tak dalej.To byl jeden z najlepszych wywiadow.-usmiechnal sie szeroko w moja strone.
-Dziekuje mnie rowniez dobrze sie rozmawialo.-Mike powiedzial cos jeszcze rzegnajac sie z sluchaczami a pozniej wyciagnal do mnie dlon.
-Bylas wspaniala.-powiedzial a ja scisnelam jego reke.-Nparawde wydawalo sie jakbys juz miala wprawe w wywiadach.
-To dobrze.-wyszczerzylam sie.-Ciesze sie ze dobrze wypadlam.-wyszlismy na korytarz gdzie czekali juz moi przyjaciele.Rihanna mnie od razu usciskala i prawila komplementy jak to ladnie wyszlo i w ogole.Zrobila wczesniej zdjecie i od razu wstawila je na instagram podpisujac ''Pierwszy raz juz za nia...Jestem z Ciebie taka dumna!! <3 @KarolinaLisowska".-Wariatka.-zasmialam sie przytulajac ja do siebie.Ucieszyl mnie fakt ze im sie podobalo i to bardzo bo naprawde sie nie staralam a wiedzac ze dobrze wychodzi mi to na spontanie bede tak czesciej robic.Zjezdzajac winda poczulam wibracje telefonu wiec od razu go wyciagnelam i jak sie okazalo byl to....
________________________________________
I jak i jak?? Pdoba sie? Mam nadzieje ze tak :P Mi sie tak troszeczke podoba,nie ze jakos bardzo ale moze byc ;)
Licze na wasze komantarze i opinie.Zarowno te pozystywne jak i negatywne.Chce wiedziec co wam sie ewentualnie nie podoba wtedy bym mogla to zmienic i nad tym popracowac.
Jestem troche zdziwiona ze na obu blogach pojawily sie dzisiaj rozdzialy ^^ Ale to dobrze... ;)
Milego czytania kochani :*
-Patrys

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdzial 52 "-Kiedy ostatni raz bawilas sie jak dziewczyny w twoim wieku?"

Stalismy juz na ganku gotowi do zapukania,poprawilam spodniczke i spojrzalam na Lil'a. Usmiechajac sie do niego zapukalam do drzwi ktore jakby ktos za nimi stal,otowrzyly sie.Zobaczylam w nich moja mame,w fartuszku i z lyzka kuchenna.
-Fajnie ze przyszliscie.-usmiechnela sie wpuszczajac nas do srodka.
-Dzien dobry.-przywitalismy sie razem z Lil'em wchodzac do salonu.
-Siadajcie.-przywital nas ojciec.Przez pierwsze piec minut nikt sie nie odzywal.Panowala totalna cisza do poki mama nie przyniosla jedzenia.
-Wy jestescie razem?-zapytala moja siostra siadajac obok Wayne.Oboje rozbawieni spojrzelismy po sobie i wybuchnelismy smiechem.
-Nie...-odopowiedzial moj przyjaciel.
-Dobrze bo Justin jest fajniejszy.-dodala siegajac po widelec a miesnie Lil'a automatycznie sie napiely spogladajac na mnie.
-Mala zamknij sie...-skarcil ja Milosz a ja od razu podnioslam na niego wzrok.
-A co u ciebie?Jak w studio?-zapytala mama widzac jak napiecie rosnie.
-Dobrze...jutro mam wywiad od razu po powrocie.-usmiechnelam sie nabierajac mojego ulubionego spaghetti.
-Ooo...-usmiechnal sie moj ojciec.
-A jak z Justinem?-zapytal moj brat a ja mrozac oczy spojrzalam na niego wrogo.
-Nie twoj pieprzony interes...
-Karolina!!-moja mama oburzyla sie i az widzialam jej zdziwienie w oczach.-Odzywaj sie jakos przy stole.
-Serio?-odlozylam widelec i oparlam sie o krzeslo.-Teraz bedziecie mnie pouczac jak mam sie przy stole zachowywac?-spojrzalam na nia i na ojca z pogarda.-Zarabiam na siebie sama,wciaz sie ucze,nie mieszkam juz z wami, nie zaciazylam,nie pije a mam dopiero 17 lat i wy bedziecie mnie w tym wieku pouczac jak mam sie przy stole wyslawiac?
-Karolina twoja matka ma racje...-wtracil sie ojciec.
-Ale to interes Milosza co jest miedzy mna a Bieberem?-przenioslam wrogi wzrok na niego.Nic nie odpowiedzial.-No wlasnie...Nie.
-Karolina podasz mi sol.-zapytl moj brat a ja spojrzalam na niego jak na debila.
-Zartujesz sobie?
-Nie...Podasz mi ta sol?
-Masz.-rzucilam mu ja i podnioslam sie z miejsca.-Zegnam was...-wybieglam trzaskajac drzwiami i skierowalam sie chodnikiem w strone hotelu.
-Karli!!Karli czekaj!!-uslyszalam wolanie Lil'a jednak nic sobie z tego nie robilam.Szlam dalej.Po chwili poczulam jak para silnych rak obejmuje mnie za brzuch i zatrzymuje przyciagajac do swojego ciala.Rozpalakalam sie a chlopak mnie odwrocil w swoich ramionach i smutno glaskal po glowie.Po tym jak sie uspokoilam zadzownilismy po taksowke i wrocilismy do hotelu aby sie spakowac.W nocy mielismy miec lot i szczerze to juz sie nie moglam doczekac jak znajde sie w cieplym domu RiRi.Tak strasznie chcialam ja teraz miec przy sobie.Potrzebowalam jej rad,glosu,dotyku.Chcialam poczuc ze moja najlepsza przyjaciolka jest przy mnie.
-Jak sie czujesz?-zapytal Chris wsadzajac tylko glowe do mojego pokoju.Wlasnie sie pakowalam poniewaz bylo juz po polnocy a ja po powrocie do apartamentu siedzialam i patrzylam w okno.
-Jak skonczona idiotka...-mruknelam.
-Ktora nie jestes.-usmiechnel sie wchodzac do pokoju.Widzialam ze sie stara i bylam mu za to wdzieczna mimo ze to nie poprawialo mi w ogole humoru.
-Moze idiotka nie jestem ale debilka to na pewno.
-Nie mow tak...-usiadl na podlodze obok otwartej walizki.
-Zmienmy temat bo jakos nie usmiecha mi sie rozmawianie o tym jaka jestem.-od kiedy wszedl do pokoju nie spojrzalam na niego nawet raz.
-Skoro chcesz to powiedz jak przed jutrzejszym wywiadem?-na jego ustach pojawil sie lobuzerski usmiech.
-Cholera...Kompletnie zapomnialam...Jak myslisz o co moga pytac?-wyciagnelam z torebki paczke papierosow i zapalilam jednego.
-Mysle ze nie powinnas palic.
-A ja mysle ze to nie twoj interes...-wypuscilam dym.-Wiec ?
-Moga zapytac o twoje plany odnosnie muzyki, o to jak odnalazlas sie u Ri,o Lil'a... I...-tutaj zauwazylam jak na jego twarzy maluje sie grymas.
-I?
-O Justina...-mruknal szeptem.
-Niech pytaja...Ja i tak nie mam zamiaru nic mowic na jego temat.-wzielam papierosa w dwa palce i stanelam przy oknie opierajac sie ramieniem.
-A co powiesz o Wayne?
-Hm...Lil to naprawde swiety przyjaciel i jest dla mnie naprawde jak starszy brat.Uwielbiamy sie droczyc jak i wyzywac...-usmiechnelam sie sztucznie.
-Wow...Jestes naprawde dobra aktorka.
-Lata praktyki...-szepnelam a z moich ust zniknal usmieszek.Na jego miejscu pojawil sie bol i cierpienie zwiazane z wspomnieniami.Od kiedy pamietam musialam ukrywac uczucia i przywiazania co sprawialo wielki bol.-Jestem dobra w chowaniu prawdziwych uczuci.-wzruszylam obojetnie ramionami i wyrzucilam wypalonego papierosa.-O ktorej lot?
-Za 30 minut mamy byc na recepcji.-usmiechneal sie przenoszac wzrok na swoje dlonie.
-Spoko...-mruknelam zapinajac walizke.Bylam juz calkowicie gotowa wiec te 30 minut przesiedzialam sama w pokoju patrzac w sufit.W mojej glowie byl totalny metlik i cierpienie.Mialam ochote to wszystko zakonczyc...Ta mysl byla ostatnia.Zerwalam sie na rowne nogi i wyciagnelam swoja kosmetyczke w ktorej znalazlam tak dobrze znane mi podeleczko.Przeszlam do lazienki i nad zlewem pochylilam sie lekko wyjmujac ukochana zyletke.Przed przecieciem skory spojrzalam w lustro przepelnionym zimna i wstretu wzrokiem.Zrobilam najpierw leciutka i cieniutka kreske a krew od razu skapnela do zlewu.Nastepnie wycielam dluzsza nie zbyt gleboka.Kolejne rany byly dosc glebokie a krew splywala po nadgarstku szybko.Gdy stwierdzilam ze nie moge ze soba skonczyc tak szybko upuscilam zakrwawiona zyletke do umywalki a reke podstawilam pod bierzaca wode.Byla lodowata co sprawialo mi cholernie duzo bolu.Owinelam rane bandarzem i zakrylam bandamka ktora okrecilam ladnie w okol nadgarstka.Obmylam zlew z mojej krwi i dokladnie odkazilam zyletke chowajac ja potem do pudeleczka a nastepnie do kosmetyczki.-Ugh...-otarlam oczy i zapielam z powrotem walizke gleboko wzdychajac.W jednym momencie uslyszalam pukanie.-Prosze.
-Czas sie zbierac.-usmiechnal sie pocieszajaco Wayne.
-Juz.-wstalam i chcialam wziac walizke jednak przyjaciel mnie w tym wyprzedzil.-Dzieki.-powiedzialam biorac torebke i wyszlismy z apartametnu.Jak sie okazalo wszscy czekali juz w recepcji,brakowali tylko mnie i moglismy jechac na lotnisko.Podczas lodu zamknelam sie w sobie z sluchawkami na uszach myslalam o tym jak zachowali sie moi rodzice,jak poczol sie Lil i co ja poczulam.
-Mala nie zadreczaj sie tak.-Lil wyciagnal mi jedna sluchawke wiec odwrocilam w jego strone glowe.Potem odwrocilam cale cialo,w rezultacie lezalam na lewym boku.
-Maczy mnie ta cala akcja...Moja rodzina nie powinna sie tak zachowywac...Ja cie przepraszam.-sposcilam wwzrok okrecajac telefon w palcach.
-Hej...Hej...-chlopak podniosl moj podbrudek w dwa palce.-Nie masz za co mnie przepraszac.-poslal mi swoje pocieszajace spojrzenie.-A przeciez mozna bylo sie tego spodziewac.-wzruszyl ramionami.
-To nie zmiania faktu ze stalo sie to co sie stalo.
-Zapomnijmy o tym...Nie warto przejmowac sie takimi pierdolami.-obial mnie ramieniem i pozwolil sie o niego oprzec.-Zrozumielismy sie?-zapytal z lekkim rozbawieniem na twarzy wiec usmiechajac sie przytaknelam glowa.Przez reszte lotu ogladalismy film i zadne z nas sie nie odzywalo.
-Lil...-zasmialam sie widzac ze przyjaciel zasnal.-Lil...-znow go szturchnelam ale nic.Nie potrafilam go obudzic co mnie rozbawilo.Przechodzil akurat Logan ktory widzac mine spiacego az wybuchl smiechem.
-Ale jaja...Hahahaa...Smieszna mina.-zaczal sie zwijac ze smiechu w przejsciu a ja myslalam ze tez nie wytrzymam.-Czekaj chwile.-po chwili zniknal gdzies u Haylie a ja nie mialam pojecia co wyrabia.Wrocil z kredka do oczu i czerwona szminka.
-Co?!-krzyknelam szeptem.-Nie!
-No co? Zabaw sie troche...-umsiechnal sie lobuzersko.-Kiedy ostatni raz bawilas sie jak dziewczyny w twoim wieku?-zapytal caly czas przez zarty a ja nie potrafilam mu odpowiedziec.To bylo chyba wtedy pod namiotami z paczka.-No wlasnie.-ochroniarz nie slyszac zadnej odpowiedzi odpowiedzial sobie sam.
-Daj to.-zasmialam sie wyciagajac po czarna kredke.Troche zaskoczylo to Logana ale wreczyl mi co prosilam.Lil spal naprawde mocnym snem co tylko ulatwialo mi moje wyglupy.Namalowalam mu kreski na oczach,domalowalam piegi,uwidocznilam brwi i obrysowalam usta.Potem Logan pomalowal mu usta i czubek nosa.Gdy juz skonczylismy zrobilismy zdjecie Wayne tak na pamiatke.
-Przybij piatke.-zasmialam sie i przybilam.-Teraz trzaba go obudzic...-dodal moj przyjaciel.
-Nie...Nie czekaj.-zamsialam sie.-Obudzmy go dopiero jak bedziemy wychodzic...-moj ochroniarz byl zaintrygowany moim pomyslem.-Jak sie obudzi dosc pozno to nie bedzie mial chwili zeby isc do lazienki i sie przejrzec.-oczy mojego rozmowcy powiekszyly sie.
-Nie...-juz wiedzial o co chodzi.
-Tak.-zasmialam sie.-Bedzie paradowal przez lotnisko caly wymalowany.
-Jestes czystym zlem.-zasmial sie a ja wzroszylam ramionami.
-Przynajmniej jest zabawnie.-wytknelam mu jezyk.
-Dobra ja spadam usiasc bo za 20 minut bedziemy na miejscu.-przybilismy sobie specyficzna dla nas piatke i kolega sobie poszedl.Przez ten czas siedzialam przed telefonem i przegladalam jakies gazetki internetowe o modzie.
-Lil!-krzyknelam a kolega tylko sie przekrecil.-Lil do cholery wstawaj...-po raz kolejny nic.Jednak w jednym momencie mialam nowy pomysl.-Lil patrz Shakira idzie!-powiedzialam na glos a moj przyjaciel od razu stal.
-Co? Gdzie?-byl tak zaspany ze nie bylam pewna czy kontaktowal.
-Zartowalam.-zasmialam sie.-Musimy juz wychodzic.-wstalam biorac moja torbe.-Chodz.-usmiechnelam sie lapiec go za rekaw bluzki i wyciagnelam z samolotu.Pilnujac aby nie mial okazji sie przejrzec przeszlismy przez cale lotnisko a ludzie patrzyli sie na niego jak na debila.
-Hej? -spojrzal na mnie a ja przygryzajac warge spojrzalam na niego starajac sie zachowac jak najwieksza powage.-Czemu ci ludzi sie tak gapia?
-Nie mam pojecia.-wzruszylam ramionami i sposcilam wzrok a wlosy opadly mi na policzki tak ze przyjaciel nie mogl niczego zobaczyc.Szybko wyszlismy z lotniska a na parkingu czekala juz na nas Rihanna.-Ri!-podbieglam do przyjaciolki rzucajac sie jej w ramiona.Przyjaciolka sie smiala i wiedzialam dokladnie z czego.-Zachowaj powage.-szepnelam jej do ucha.-Nic nie wie...-dala mi znak ze rozumie a jak sie oderwalysmy od siebie spojrzala na mnie krecac rozbawiona glowa.Nastepnie przywitala sie ze swoim chlopakiem a pozniej zachowujac powage z Wayne.Wsiedlismy do auta a ja musialam uwazac zeby moj przyjaciel nie przejrzal sie w szybie czy lusterku.Do domu dojechalismy dosc szybko co mnie cieszyko bo trudne bylo ciagle zagadywac,rozpraszac i wkurzac tak zeby poswiecic cala uwage mi.Gdy weszlismy do domu chlopak jak to mial w zwyczaju skierowal sie od razu do salonu.W pierwszej chwili przeszedl obojetnie obok lustra ale pozniej nagle sie wrocil.
-WTF?!-dotknal ust.-Co to do kurwy nedzy ma byc?!-my,cala reszta, zasmielismy sie z salonu.-Karolina!!!!-wbiegl do pokoju i stanal w drzwiach.Ja siedzialam rozbawiona na oparciu sofy i zwijalam sie ze smiechu razem z Loganem.

_______________________________________________________
No i bardzo prosze :p Wiem slaby no ale coz. U mnie juz po zakonczeniu roku ^^ Teraz 18-ego ide po swiadectwa i koniec. Dopiero 11-ego wrzesnia czeka mnie 3 gim -.-" Szczerze to juz sie obje tych koncowych egzamonow pisemnych jak i ustnych :/
Zalozylam dzisiaj aska z nudow wiec jak chcecie to pytajcie tutaj.
Wchodzcie tez prosze na mojego drugiego bloga: tutaj.
Mam nadzieje ze zobacze duzo komentarzy bo inaczej nie wstawie nastepnego rozdzialu :p Nie wymagam konkretnej liczby jednak chcialabym zobaczyc sporo opinii :D
Milego weekendu :*
-Patrys.

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdzial 51 "-Nadal kochasz?"

Gdy nasze spojrzenia sie spotkaly az mnie sparalizowalo.W jego oczach bylo widac iskierke nadziei i ogromna tesknote.Chcialam sie odwrocic ale nie potrafilam...Nie moglam teraz sie wycofac.
-Idz do niego...-szepnal Milosz na ucho.Nie mam pojecia czemu zrobilam pierwsz malutki kroczek w strone piosenkarza.W tamtym momencie jego oczy rozblysly jednak sie nie ruszyl.Nie byl do konca pewny tego co ja robie.Caly czas patrzac w jego oczy zmierzalam w kierunku w ktorym stal.Jednak cos stanelo mi na drodze.
-Coreczko!-moja mama przyciagnela mnie mocno przytulajac.-Tak za toba tesknie.-spojrzalam na Biebera ktory smutno wzdychajac sobie poszedl.Przekleta matka! Musiala akurat teraz?! W momencie gdy chcialam porozmawiac z moja miloscia?!
-Mamo..Mamo pusc mnie.-wyswobodzilam sie patrzac na mame troszke wrogo.
-Kochanie co sie dzieje?
-Pierwsze nie mow do mnie kochanie a drugie...Nie udawaj ze nic sie nie stalo!-krzyknelam jednak szpetem.-I trzecie...Mamo to jest pogrzeb mojej przyjaciolki.Nie bede teraz zalatwiac spraw rodzinnych.-powiedzialam z wyzutem na nia patrzac.
-Masz racje...Przepraszam.-zalozyla kosmyk wlosow za ucho a ja wywrocilam oczami.-Wydoroslalas.-zaskoczylo mnie to stwierdzenie wiec spojrzalam na nia duzymi oczami.
-Musialam...-mruknelam zginajac rece i lapiec sie za lokcie.
-A jak ci tam jest?
-Lepiej,mamo...O wiele lepiej.Rihanna mi pomaga,Chris i Lil tak samo...Jest swietnie.
-Ogladamy wszystkie programy w ktorych mowia o tobie.-usmiechnela sie czule.
-Ehm...Dzieki?-nie wiedzialam co odpowiedziec.
-Malutka chodz na chwilke.-jak na zbawienie uslyszalam glos Lil'a.
-Przepraszam...Wolaja mnie.-poslalam mamie dosc sztuczny usmiech i podeszlam do przyjaciela.
-Co jest?
-Nic.-wzruszyl ramionami.-Po prostu widzialem jak sie meczysz wiec postanowilem pomoc.-usmiechnal sie troskliwie a ja sie w niego wtlulilam.
-Dziekuje...Dziekuje ze jestes.-bylo mi cholenie smutno.Chcialam teraz porozmawiac z Holly,pogodzic sie z nia i powiedziec jak bardzo kocham.Jednak nie moglam tego zrobic.Bylo juz za pozno.
-Hej..Hej.Tylko nie placz...-wytarl kciukami lzy slpywajace po moich policzkach i pocalowal w glowe.-Dasz rade...Jestesmy z toba.Wszyscy.
Gdy msza sie zaczela patrzylam w jego miejsce.W zdjecie mojej Holly stojace przy trumnie.Pamietam idealnie kiedy zrobilam jej to zdjecie.Bylismy wtedy w parku cala paczka i wyglupialismy sie z moim aparatem.Podczas mszy Lil obejmowal mnie za biodro a ja opieralam glowe o jego ramie,caly czas plakalam i nie moglam zatrzymac lez.Gdy msza sie skonczyla przyszedl czas na mile slowa dla rodziny.
-Zapraszamy do mikrofonu Karoline Lisowska.-przerazilo mnie to.Spojrzalam wystraszona na Lil'a a on tez nie wiedzial jak zareagowac.
-Mow z serca...-szepnal gdy przechodzilam.
-Nie dam rady.-bylam calkowicie spanikowana.Kiedy stanelam przed ambonka i spojrzalam na wszystkich zebranych calkowicie odjelo mi mowe.Lustrujac wszystkich moj wzrok zatrzymal sie na Wayne ktory pokazal na swoje serce.Biorac gleboki wdech wytarlam lzy i stwierdzilam ze zrobie tak jak mi radzil.- Holly byla wspaniala osoba...-zaczelam a glos mi sie lamal.-Razem z moja paczka kochalismy ja jak siostre.Byla zwariowana lecz powazna.Nie potrafie jej opisac poniewaz byla zbyt wspanila.Podziwialam ja za to jaka jest,za jej ambicje,milosc do przyjaciol i sile jaka w sobie miala.Wierze ze teraz bedzie naszym aniolkiem...-szepnalam znow wycierajac lzy.-Kocham Cie Holly.-spojrzalam w gore a pozniej na trumne.-Kocham cię...-pocalowalam miejsce z ktorej znajdowala sie jej glowa i wyszlam z kosciola.Nie moglam dluzej tam siedziec.Wybieglam na trawnik przed wejsciem i ukucnelam rozplakujac sie.Uslyszalam ze ktos wychodzi i zobaczylam jak kuca przy mnie.Nie podnioslam wzroku poniewaz nie chcialam patrzac na nikogo jednak ta osobo objela mnie i przytulila do siebie tak mocno ze czulam bicie serca.Justin...Wszedzie rozpoznam te ramiona,ten zapach i ta czulosc.
-Hej sliczna...-usmiechnal sie pocieszycielsko gdy podnioslam na niego wzrok.Widac bylo ze jemu tez jest przykro jednak dobrze sie maskowal.No tak,lata wprawy w show-biznesie nauczyly go naprawde wiele.Nie wiedzialam co mam powiedziec,jak zareagowac...Przytulic sie do niego? A moze odsunac?
-Przepraszam...-wyszeptalam wtulajac sie w niego.
-To ja przepraszam...-szepnal opierajac brode o moja glowe gdy juz stalismy.W mojej glowie pojawilo sie tysiace mysli? Za co on przeprasza? Co ma na mysli? Czemu sie tak stara? Co jesli ten KTOS zobaczy ze znow z nim rozmawiam? Co jesli to sie zle skonczy? Tyle pytan a zero odpowiedzi.Wtulilam sie bardziej w chlopaka ktory sie prawie nie zauwazalnie usmiechnal.-Przepraszam za to ze w jednej chwili zwadpilem.Przepraszam ze tak bardzo mi na tobie zalezy,ze ciagle sie o ciebie staram,martwie,ze ciagle nie potrafie dac ci spokoju...Że wciaz kocham...-wyszeptal mi ostatnie slowa a ja na slowo ''kocham'' podnioslam na niego wzrok.
-Nadal kochasz?-nie wierzylam ze to powiedzial.Wciaz mnie kochal...
-Nigdy nie przestalem.-zalozyl mi za ucho niesforny kosmyk grzywki.W momoencie gdy nasze spojrzenia sie spotkaly czulam jakbysmy istnieli tylko my.Jakbym byla tylko ja i Justin a w okol nas przestrzen i nicosc.Nie moglam przeciez pozwolic zeby doszlo za daleko.Chlopak powoli i nie pewnie przysuwal swoje usta do moich ale musialam wyrwac sie z tego jakze pieknego snu i wrocic do rzeczywistosci.Odsunelam sie.-Przepraszam.Przepraszam.Przepraszam.-zaczal mowic nerwowo.-Jak zwykle cos spieprze.-pusicil mnie siadajac na schodku i chowajac twarz w dlonie.
-Nie masz za co przepraszac...-usiadlam obok niego patrzac w przestrzen przed soba.-Nic sie nie stalo.-wzruszylam ramionami a Justin zerknal katem oka.Po chwili drzwi kosciola sie otworzyly i ludzie zaczeli wychodzic.Od razu podnioslam sie z miejsca i podeszlam do rodziny mojej przyjaciolki aby zlozyc kondolencje.Podczas rozmowy z jej mama strasznie obydwie plakalysmy i przytulajac sie nie potrafilysmy sie opanowac.Wracajac na miejsce znow usiadlam obok Biebera placzac.Gdy chlopak mial mnie juz obejmowac pocieszajaco pojawila sie inna reka ktorza przyciagnela mnie do siebie.Lil.Zrobilo mi sie troche glupio jednak przytulilam sie do niego.Wiedzialam ze tak bedzie lepiej dla wszystkich.-Zabierz mnie stad...-wyszeptalam a chlopak caly czas mnie obejmujac wstal.Odchodzac odwrocilam sie w strone Biebera i poslalam mu smutne spojrzenie.Nie mialam odwagi sie odezwac,nie mialam na to sily.Wiedzialam ze wtedy bym pekla i rzucila sie w jego ramiona,a tego nie chcialam.A moze jednak chcialam?
-Jak sie czujesz mala?-zapytal Chris dosiadajac sie do nas do auta.Ja spojrzalam tylko na niego a po moich policzkach pociekly lzy.-No tak...Glupie pytanie.-nikt juz wiecej sie nie odezwal i przez cala droge siedzielismy w calkowitej ciszy.Bez rozmow,spojrzen,radia,muzyki.Totalna cisza.Gdy dotarlismy juz do naszych apartamentow od razu pobieglam do swojego pokoju trzaskajac glosno drzwiami.Zdejmujac buty rzucilam sie na lozko i wybuchlam placzem.Wszystkie emocje ze mnie uchodzili,bynajmniej takie mialam wrazenie.
-Czemu mnie zostawilas?!-krzyczalam patrzac w sufit.-Czemu musialas byc tak pieprzona egoistka zeby mnie zostawic?!Brakuje mi ciebie!! Holly! Blagam!-walilam piesciami w poduszki az wreszcie poczulam jak ktos mnie przyciaga do swojego ciala,zamykajac w szczelnych objeciach.
-Ciii...-Lil glaskal mnie po plecach pozwalajac bic sie po klacie.W jednym momencie sie w niego wtulilam i znow wybuchnelam niepochamowanym placzem.Nie potrafilam zrozumiec czemu moja przyjaciolka postanowila opuscic ten swiat.-Ona wciaz z toba jest...-odsunal sie ode mnie troszke by spojrzec w moje zaplakane oczy.-Jest w twoim sercu.-usmiechnal sie slabo i znow mnie przytulil.Lezelismy tak az do mojego pokoju nie zapukal Chris.
-Mala...Zjesz cos?-zapytal z troska a ja pokiwalam przeczaco glowa.-Prosze musisz cos zjesc.-wszedl glebiej z taca pelna przysmakow ktorych ja nie mialam ochoty w siebie wkladac.
-Chris przynies mi kawe i bedzie ok.-moje slowa byly kompletnie wyprane z uczuc tak samo jak wyraz twarzy.
-Sama kawa bedziesz zyla?-zapytal juz troszke zirytowany moim zachowaniem.Wiedzial ze mi ciezko jednak nie potrafil pojac jak mozna nie jesc.
-Podobno o samej wodzie zyje sie dluzej niz na samym jedzeniu.-wzruszylam ramionami i poszlam do lazienki aby zmyc make up.Gdy juz mialam tam wchodzic zadzownil moj telefon wiec szybko odebralam nie patrzac na numer.
-Jak sie ciesze ze odebralas...-uslyszalam w sluchawce glos mojej mamy a moje miesnie od razu sie spiely.
-W jakiej sprawie dzownisz?-odwrocilam sie przodem do Lil'a ktory nadal sobie lezal juz przebrany w jakies dresy na moim lozku.
-Chcielibysmy zaprosic cie na obiad.-wyczuc mozna bylo ze sie lekko usmiechnela.-Jutro o 14.00...Przyszlabys?-wiedzialam idealnie jakie to bylo dla niej trudne.
-Tak przyjde...Z przyjacielem.-spojrzalam znaczaco na Lil'a a on usmiechajac sie pokazal na siebie palcem wiec przytaknelam.
-Wspaniale...Tak sie ciesze kochanie ze cie zobacze.
-Mam na imie Karolina.-wysyczalam.
-Przepraszam.
-Do zobaczenia jutro.-rozlaczylam rozmowe i zucilam telefon na lozko.
-O co chodzi?-zapytal zaciekawiony.
-Jutro.14.00.Masz byc gotowy.-powiedzialam machinalnie biorac jakis dres i wchodzac do lazienki.Wayne na pewno mial zdziwiona mine jednak nie bylo mi dane ja zobaczyc.Gdy juz sie ogarnelam wrocilam do sypialni i usiadlam o turecku obok niego.-Nie chce...
-Malutka nadal nie wiem o co chodzi...-zlapal mnie za dlon i spojrzal czule w oczy.
-Obid u mojej mamy...-jego oczy automatycznie sie powiekszyly.
-Zartujesz? I ja mam z toba isc? Karli?
-Nie musisz przeciez...Laski bez. Porade sobie sama.-wstalam wsciekla z lozka bo widzialam z jakim wyrazem twarzy mowi o jutrzejszym spotkaniu.Gdy zlapalam juz za klamke poczulam jak jego rece oplataja moj brzuch a jego broda opiera sie o moje ramie.
-Przeciez wiesz dokladnie ze samej cie nie zostawie...-szepnal mi do ucha.-Nie denerwuj sie tak na mnie.Po prostu troche obawiam sie obiadu w twoim rodzinnym domu.Nie sadzisz ze to bedzie dziwne?-odwrocil mnie do siebie twarza i podniusl moj podbrudek.
-Przejmujesz sie tym?
-Nie...-widzialam ze klamie.Zdziwilo mnie to ze taka blachostka go wystraszyla.On zawsze byl taki pewny siebie i tego co mowi,robi.
-Czy Lil Wayne sie czegos boi?-usmiechnelam sie zadziornie a on sie zmieszal.-Boisz sie!-zasmialam sie lekko wyrywajac sie z jego objec.-Lil sie boi moich rodzicow...Niezle niezle.-wskoczylam na lozko kladac sie na plecach.Chlopakowi nie bylo do smiechu i stal jak posag gdzie przed chwila znajdowalam sie jeszcze ja.
-Takie smieszne?-zakpil.Podnioslam sie na lokciach i popatrzylam na niego.
-Jaki ty masz problem,co? -zmrorzylam oczy patrzac na niego troche wrogo.
-Nie mam problemu...Po porstu co jesli twoi rodzice przez caly czas odwiedzin beda mi docinac?Albo twoj brat? Doskonale wiesz ze nie jestem z tych co dobrze znosza krytyke...Co jesli wybuchne?
-Wyjdziemy...
-Nie tak zostalem wychowany...W srodku posilku sie nie wstaje od stolu.
-Daj spokoj Lil...Po co sie martwisz na zapas?
-Bo nie chce skrzywdzic ciebie!Pamietasz sytuacje w studio?! Pamietasz co powiedzialem?!-wykrzyczal a moje oczy sie zaszklily.Doskonale pamietalam jak powiedzial ze chce mnie tylko przeleciec zeby Justinowi zrobic na zlosc.-Nie panowalem nad tym co mowilem! Nie chce zeby ta sytuacja sie powtorzyla,do cholery!-w jego oczach widac bylo furie i pewnego rodzaju zablakanie.Nie moglam go rozgryzc...Nie moglam pojac co chcial przez to powiedziec lub dac do zrozumiania.W tamtym momencie sie go troszke balam jednak bylam pewna ze mi nic nie zrobi i tak chcialam sie przytulic...Do kogo? Do Justina...
__________________________________________________________
Przepraszam za ta przerwe... :( Mam ostatnio sporo problemow i zero weny.Wiec sami musicie mnie zrozumiec ze nie potrafilam nic pisac. Zakonczenie roku mam w ta srode wiec mozliwe ze po nim bede dodawac wiecej rozdzialow ;) Bynajmniej sie postaram.
Milego czytania.
-Patrys