wtorek, 14 maja 2013

Rozdzial 47 ''-Czego chciala?''

Po powrocie ze szpitala wymeldowalam sie z pokoju z Bieberem i przenioslam sie do apartamentu Haylie.Do Biebera sie nie odezwalam przez caly tydzien mimo ze probowal do mnie dotrzec ja traktowalam go jak powietrze.Lil musial po 3 dniach wrocic do LA.Logan,Alec i Lorent pomagali mi unikac piosenkarza mimo tego ze to sprawialo naprawde duzo trudu.Przez ten tydzien strasznie zblizylam sie z Haylie jednak to nie bylo tak jak z RiRi.Co do niej, codziennie rozmawialysmy rano i wieczorem.
-Ka masz wszystko?-zapytal Logan wchodzac do apartamentu.
-Tak,tak.-powiedzialam smutno biorac torebke poniewaz Alec zajal se juz moim bagazem.Wyszlam razem z moim ochroniarzem zakladajac na nos okulary.Dzien wczesniej pozegnalam sie juz z Kamila ktora strasznie plkala tak samo jak ja.Nasz kontakt sie odswierzyl,znow bylysmy sobie bliskie jak dawniej.Obiecalam ze bede ja odwiedzac jak najczesciej.Na recepcji zobaczylam Justina. Ja jednak nawet na niego nie spojrzalam.Podeszlam do Haylie ktora wlasnie wymeldowywala nas z pokoju.
-Jak sie czujesz slonce?-zapytala patrzac troskliwie.Ja w odpowiedzi wzruszylam ramionami i rozejrzalam sie po recepcji.Zdziwil mnie fakt ze Bieber zniknal z mojego pola widzenia.
-Mozemy porozmawiac?-uslyszlam jego glos za soba wiec gwaltownie sie odworicilam.Zalozylam rece na piersi lekko przechylilam glowe na bok.
-A mamy o czym?
-Tak.
-Co tu jest do gadania? Wracamy do LA ty wracasz do Stratford i koniec..Nie widze dalszej przyszlosci.
-Ale...Ale jak to? Nie chcesz miec juz ze mna kontaktu?-patrzyl na mnie zszokowany i przygnebiony.
-Jaki kontakt Justin?Taki jak do tej pory?Cialge klotnie i pretesje? Nie...Ja dziekuje.-pojedyncza lza splynela mi po policzku jednak mialam okulary i nie bylo widac ze moje oczy byly calusienkie wypelnione lazami.Wytarlam szybko kropelke i wzielam gleboki wdech.-To...To chyba juz koniec...-wzielam walizke i ominelam chlopaka podchodzac do Logana i mojej stylistki a pozniej razem wyszlismy przed hotel gdzie czekalo juz auto.Jak sie okazalo mielismy jechac dwoma samochodami.W pierwszym ja,Logan,Haylie i Lorent a w drugim Alec,Kanny i Bieber.Na lontisku nawet sie nie zatrzymalam zeby pomachac ludziom.Chcialam jak najszybciej znalezc sie w samolocie.Dzis w ogole sie nie usmiechnelam, ani razu.Na pokladzie usiadlam na miejscu od okna i od razu zalozylam sluchawki puszczajac ulubione nuty.Obok mnie usiadl nie kto inny jak Justin.Ja jednak to olalam,bylam zbyt zajeta swoimi myslami.Patrzylam jak samolot wzbija sie w chmury i podziwialam piekne widoki.Nawet nie zorientowalam sie kiedy miejsce obok mnie zaja ktos inny.
-Mala...-ktos szturchnal mnie w zebra a ja wyjelam sluchawki jednak nie przenoszac wzroku na tajemnicza osobe.
-Czego?
-Co jest?-dopiero teraz zorientowalam sie ze to Kenny wiec od razu na niego spojrzalam.Byl smutny a w jego oczach malowalo sie wspulczucie.Ja tylko pokrecilam zrezygnowana glowa.Mezczyzna od razu mnie do siebie przytulil.-Przykro mi...Tak mi przykro gdy widze cie smutna.Az chce mi sie plakac.-szeptal mi do ucha a ja sie w niego wtulilam i uwaznie sluchalam.-Jemu tez jest przykro...Cale noce siedzial na balkonie i patrzyl w niebo...
-Palil?-podnioslam wzrok na ochroniarza JB.Nawet nie wiem czemu mnie to obchodzilo...Ale fakt faktem nadal kochalam Justina.Kenny przytaknal glowa smutno.
-Widzialem tez ze plakal...-szepnal mi naprawde cicho a ja opuscilam wzrok.-Wiesz ze on z byle powodu nie placze.Prosze porozmawiaj z nim.
-Kazal ci tu przyjsc?-znow spojrzalam w jego oczy.Wiedzialam kiedy klamal.
-Nie.-mowil prawde.
-To czemu to robisz?-wyswobodzilam sie z jego usciusku opierajac o okno.
-Bo obojgu was kocham jak rodzine i nie chce abyscie chodzili smutni.Rozumiem i ciebie i mlodego jednak nie wyjasnione sytuacje pozostawiaja na sumieniu duzy ciezar...-on wstal i poslal mi smutny usmiech.Patrzylam jak odchodzi i starannie analizowalam jego slowa.Wiedzialam idealnie ze ma racje jednak probowalam znalezc cos aby temu zaprzeczyc.Po chwili na swoje miejsce wrocil Bieber.Patrzylismy sobie w oczy chcac cos powiedziec jednak oboje nie wiedzielismy jak zaczac.
-Karli...
-Jus...-zaczelismy w tym samym momencie a pozniej od razu ucichlismy.-Ty pierwszy.
-Sluchaj..Nie chce cie stracic...-jego wypowiedz przerwal dzowonek mojego telefonu.Spojrzalam na niego niepewnie.-Odbierz...-zrobilam jak kazal i przejechalm kciukiem po ekranie a pozniej przylozylam telefon do ucha.
-Zraz go do siebie...-powiedzial ten tajemniczy gos.-Jesli nie bedzie mial z toba kontaktu bedzie bezpieczny...-wiedzialam ze musze zrobic co kaze.Za bardzo mi na nim zalezalo zeby narazac jego bezpieczenstwo.-Zrob to jak najszybciej bo ineczej bedzie czekala na niego w domu niemila niespodzianka.-zasmial sie szyderczo i polaczenie zostalo rozlaczone.Stralam sie nie dac poznac ze bylam zszokowana i przestraszona.
-Kontynuluj...-powiedzialam chowajac telefon do kieszeni spodenek.
-Wszystko ok?
-Tak,tak...To byla pomylka...
-Klamiesz...-powiedzial pewny siebie.
-Odwal sie najlepiej...Nie musze ci sie spowiadac.-odwrocilam sie z powrotem do okna i zalozylam slochawki.-Podjelam juz decyzje...Nie chce miec juz z toba jakiegokolwiek kontaktu.Tak bedzie lepiej dla nas obojga.-spojrzalam kontem oka na jego twarz jednak on tylko wstal i sobie gdzies poszedl.Westchnelam a po moich policzkach zaczely cieknac lzy.Nie mialam juz sily a wiedzialam ze to dopiero pocztek...Na lotnisku czekal na mnie Chris i Lil. Od razu sie przytulilam do chlopaka RiRi a pozniej wtulilam w Wayne.Ten drogi mnie pocalowal w glowe i szepnal ze pogadamy pozniej.-Gdzie Ri?-spojrzalam na Browna gdy szlismy juz do auta.
-Musiala jechac na jakies spotkanie odnosnie nowej piosenki.-powiedzial otwierajac mi drzwi.Ja po prostu wziadlam i znow patrzylam przez okno.Lil usiadl obok mnie a Chris z przodu.Przez cala podrozy do domu patrzylam nieobecnie przez okno i myslalam o tym telefonie od tajemniczego mezczyzny.Gdy znalezlismy sie juz na miejscu od razu i bez slowa poszlam do swojego pokoju zamykajac za soba drzwi.Rozejrzalam sie po pomieszczeniu podchodzac do lozka i sie na nie rzucilam na plecy.Patrzylam w sufit a po moich policzkach splywaly lzy.Po chwili znadzownil moj telefon wiec od razu i bez patrzenia na numer odebralam.
-Tak?
-Dobra dziewczynka...Justin teraz na pewno da ci spokoj a jak nie to zraz go jeszcze bardziej...-na dzwiek tego glosu od razu usiadlam.
-Kim ty jestes i czego chcesz?
-Nie.Nie.Nie... Nie jestes od zadawania pytan skarbie...
-Powiedz czemu to robisz? Czemu ja?! Co ja takiego zrobilam?!- przez chwile w sluchawce byla cisza a pozniej sygnal sie urwal.Od nowa po moich policzkach zaczely cieknac lzy.Wzielam jakies pierwsze lepsze bikini z szuflady i szybko je na siebie nalozylam po czym wylaczylam telefon i zbieglam na dol gdzie w salonie siedzial Logan,Chris,Lil i Kenny.Czala czeworka na mnie spojrzala a ja tylko podnioslam reke w gescie aby nic nie mowili i wyszlam na dwor.Od razu skoczylam na glowke do basenu i zaczelam plynac na drogi koniec.Mialam cel.Teraz wszystkie swoje mysli skupialam na tym aby jak najszybciej doplynac do konca.Kiedy juz bylam blisko zrobilam fikolka pod woda i odepchnelam sie od plytek.Plynelam na drugi koniec.Plywalam tak kilkanascie albo nawet kilkadziesiat basenow az uslyszalam wolanie.Od razu wynuzylam sie i zobaczylam na brzegu Chrisa i Lil'a.-Czego?
-Wiesz ze plywasz juz ponad 5 godzin!! Karolina! To nie bezpieczne! Mialas odpoczywac!!-Chris byl powaznie zdenerwowany.
-Oh nie krzycz juz...! Nie jestem mala dziewczynka!
-A sie tak zachowujesz!
-Nie jestes moim ojcem!-wyszlam z basenu jednak nie moglam ustac.Opadlam w ramiona Browna.
-Widzisz...Az nie oszczedze sobie: a nie mowilem?-wzial mnie na rece i zaniusl do salonu po czym polozyl mnie na sofie okrywajac kocem.Od razu zrobilo mi sie lepiej jednak przeciez nie w mojej naturze bylo przyznanie racji Brownowi lub komukolwiek.Lil od razu usiadl obok i mnie do siebie przytulil.Chlopak RiRi poszedl gdzies,prawdopodobnie do kuchni.Dobrze sie czulam przy Wayne,taka bezpieczna,mimo tego ze mnie zranil wtedy w studio.Zamknelam oczy i staralam sie odprezyc jednak do mojej glowy znow naplynelo pelno mysli zwiazanych z Jusem.Od razu otworzylam oczy i niespokojnie sie poruszylam co zwrocilo uwage mojego przyjaciela.
-Co sie stalo?
-Nic.Nic.-powiedzialam jakby troszke z ulga ze ktos jest przy mnie.
-Zasnelas..-usmiechnal sie zabawnie.Ja od razu wytrzeszczylam oczy w zdziwieniu,nawet sobie nie zdalam z tego sprawy.
-Ile spalam?
-Hmm...Jakies 3 godziny.-to juz w ogole mnie zdziwilo.Podnioslam sie lekko do gory i oparlam o poduszki.-Chris musial jechac po cos...Wroci z RiRi czyli jeszcze pare godzin.
-Chciales pogadac...-spojrzalam na niego pytajaco podnoszac jedna brew.
-Nie rob tak.-zasmial sie a ja przybralam normalny wyraz twarzy.-Tak,chcialem...I to nadal aktualne.
-Pogadamy tylko pojde sie przebrac.-wstalam powoli z sofy i skierowalam sie w kierunku schodow.Bylam wykonczona i czulam jak moja glowa wiruje jednak bylam zbyt zawzieta aby poddac sie bolowi.Przebralam sie w dosc powolnym tepie a pozniej wrocilam do przyjaciela.Bylo mi zimno wiec mimo tego ze mialam sweter skulilam sie podciagajac kolana pod brode.-Wiec o czym chciales porozmawiac?
-Co sie dzieje? Widze ze jest cos nie tak...Pamietaj ze mi mozesz ufac.-powiedzial lapiac mnie za jedna dlon.Zamknelam oczy i wzielam gleboki wdech powstrzymujac naplywajacym lza.Spojrzalam na przyjaciela i po moich policzkach jednak poplina plyn.
-Nie moge miec kontaktu z Justinem...-mruknelam smutno a widzac ze przyjaciel niczego nie rozumie opowiedzialam mu cala sytuacje.Zaczynajac od prawie zgwalcenia konczac na dzisiaj.Lil patrzyl na mnie zszokowany i w jego oczach moglam odczytac cos w rodzaju przejecia.Nic nie powiedzial gdy skonczylam,po prostu sie przysunal i mnie przytulil pozwalajac wyplakac sie.-Tylko prosze,naprawde blagam nie mow nikomu...
-Masz to jak w banku mala...Chce ci pomoc.-poglaskal mnie po policzku.-Tylko nie odsuwaj od siebie przez to Chrisa i RiRi...Oni tez chca dla ciebie jak najlepiej.Wiedza?
-Nie...No cos ty! Jesli komus powiesz bedziesz mnial do czynienia nie tylko ze mna ale i z ta osoba...-wstalam czujac ze mam wiecej sily i poszlam po wode do kuchni.Lil przyszedl zaraz za mna.
-A co jesli ja jestem ta osoba?-zapytal jakby to bylo faktem.Troche sie przerazilam i od razu odwrocilam.
-Nie mogl bys mi tego srobic...-powiedzialamz nutka zapytania.Nie bylam co do niego tak do konca pewna.Przez chwile nic nie odpowiadal zachowujac powazna i grozna mine ale po chwili wypuchl smiechem zginajac sie w pol.-Jestes okropny!!-wkurzylam sie bo nie bylo mi do smiechu.-Jestes skonczonym skurwielem!! Jak mogles mnie tak straszyc?!-przeszlam obok niego majac nadzieje ze pojdzie za mna i sie nie mylilam.Skierowalam sie do drzwi frontowych i je otworzylam.-Wypieprzaj...Jak to takie zabawne to poradze sobie sama.-bylam zla i nawet nie myslalam nad tym co robie.Wiedzialam jedno,ze nie chce widziec jak smieje sie kiedy ja naprawde przechodze ciezkie chwile.
-No Karli nie zartuj...-zasmial sie myslac ze robie to tylko zeby go rozbawic.Nic nie powiedzialam.-Karli..Przepraszam chcialem tylko rozladowac napiecie.Ja naprawde przepraszam,nie chcialem.-przysunal sie do mnie i zlapal leciutko moja dlon.Wybaczylam mu w myslach ale teraz chcialam sie zemscic wiec nie nic mowilam.-Karlo prosze odezwij sie...Nakrzycz na mnie bylebys sie tylko odezwala.-mial mine jak szczeniaczek...Byl taki wystraszony i smutny.Zasmialam sie glosno zamykajac drzwi.Lil patrzyl na mnie niezrozumiale.-Udawalas?!?!
-Nie!! Na poczatku nie.Ale po tym jak mnie przeprosiles chcialam sie zemscic.-wytknelam mu jezyk wchodzac do salonu.-Karma to suka...-wzruszylam ramionami siadajac na sofie.
-Jestes niemozliwa...-zasmial sie siadajac obok.Przez chwile siedzielismy wpatrzeni w telewizor.-Boisz sie?
-Hm?-wyrwal mnie z swiata kolorowych obrazkow.
-Zapytalem czy sie boisz?
-O siebie? Nie. O Jusa? Tak.-caly czas patrzylam na tv.
-Musialo go zabolec gdy powiedzialas ze to wszystko koniec.
-Zapewne... Mnie na pewno zabolalo.-powiedzialam smutno.-Ale tlumacze sobie ze nie mialam wyjsca i ze dobrze zrobilam.Jednak caly czas czuje sie winna.Caly czas czuje ze to wszystko przeze mnie.-w moich oczach pojawily sie lzy.
-Dobrze wiesz ze to nie twoja wina...
-Ale gdybym nie zaprzyjaznila sie z nim byloby wszystko ok!-wstalam z sofy i pobieglam do pokoju.Trzaskajac za soba drzwiami usiadlam na podlodze w pozycji lotosu i zaczelam gleboko oddychac probujac wyrzucic wszystko z umyslu.Jednak to nic nie dawalo.Zdenerwowalam sie tym ze nie potrafie sie uspokoic uderzylam obydwola piesciami w podloge.Moje oczy byly przepelnione furia i checia zabicia.Walnelam jeszcze kilka razy a pozniej poszlam zapalic.Otwierajac okno wychylilam sie opierajac lokcie o parapet.Mialam gdzies czy ktokolwiek zobaczy ze pale.Mialam gdzies co pomysla sobie ludzie.Jestem tylko czlowiekiem.Nastolatka ktora ma mase problemow.Po chwili uslyszalam pukanie wiec jeknelam ''prosze'' nie odwracajac wzroku od drzew.
-Ka! Ty palisz?!- uslyszalam swoja przyjaciolke.Odwrocilam sie napiecie z papierosem w ustach i wzruszylam bezradnie ramionami jakbym nie znala odpowiedzi.Weszlam do lazienki a ta poszla zaraz za mna.-Jak dlugo?To przeze mnie?
-Ri...Nie obwiniaj sie bo nie przez ciebie...Zaczelam we Wloszech.Mialam przerwe,udalo mi sie wytrwac bez nikotyny ale na jednej z imprez kuzyn takiego Chrisa dal mi zapalic i znow zaczelam.-zgasilam i wyrzucilam do kosza myjac rece i twarz.-Co chcesz jeszcze wiedziec? A z Justinem nie bede miala juz kontaktu i nie zycze sobie go widziec...Wiec prosze uszanujcie to.-wrocilysmy do pokoju i stanelysmy na przeciwko siebie.
-Powiesz mi co sie stalo?
-CIagle sie klocimy,sprzeczamy i wyrzywamy na sobie.Od kiedy zaczne prace w studio i tak dalej nie bedzie juz czasu...On bedzie w Stratford ja tutaj...A po za tym mam dosc bycia workiem na ktorym wyzyje sie zawsze kiedy bedzie mial zly dzien.-rozplakalam sie a przyjaciolka przyciagnela mnie do siebie.
-Rozumiem,skarbie...Rozumiem.-szepnela gladzac mnie po glowie.-Prosze zebys mi wszystko mowila,dobrze?-zlapala za moje policzki wycierajac kciukami lzy.Ja kiwnelam potwierdzajaco glowa i sie blado usmiechnelam.-No a teraz chodz na kolacje.-zlapala mnie za dlon i pociagnela w kierunku wyjscia.-Dzwonila twoja mama.-powiedziala gdy schodzilysmy po schodach a ja automatycznie zesztywanialam.
-Czego chciala?
-Powiedziala ze do ciebie sie nie moze dodzwonic a chciala zapytac jak sie masz i w ogole.-wzruszyla ramionami.
-Co jej powiedzialas?
-Ze jest wszystko ok.Ze jestes szczesliwa i wszystko sie uklada.
-To dobrze.Przy takiej wersji zostanmy.Nie mam zamiaru sie jej zwierzac.-warknelam wchodzac do jadalni gdzie siedziala juz Shila,Haylie,Loga,Chris i Lil.-Czesc.-przywitalam sie siadajac miedzy Wayne a Loganem.Widzac moj nastruj nikt nic wiecej nie powiedzial oprocz ''hej'' lub ''siemka''.Posilek zjedlismy przy rozmowie.Co prawda bylam jedyna osoba ktora nic nie mowila jednak przyjaciele nie nalegali abym cos powiedziala.Cieszylo mnie to bo wiedzialam ze nie mam juz sily na jakiekolwiek tlumaczenie.-Dziekuje,bylo pyszne a teraz jak pozwolicie pojde do siebie bo jestem zmeczona.-wstalam od stolu usmiechajac sie sztucznie do reszty.W pokoju czekala mnie przerazajaca niespodzianka...
_____________________________________________________________
To tak... Oto rozdzial.Wiem ze nie jest jakis dobry jednak mi sie podoba :) Nie wiem kiedy bedzie nastepny poniewaz mam mase nauki co mnie zalamuje ;( Mam juz naprawde dosc... I jeszcze jedno.Mam juz wlasny komputer jednak jest nowy i nie ma polskich literek wiec musicie mi wybaczyc :*
Pozdrawiam :*
-Patrys

poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdzial 46 ''-To kryminalista!!''

Lil'a... Bylam w totalnym szoku.W jednej chwili w mojej glowie pojawilo sie tysiace mysli.Co on tu robi?Czego lub kogo szuka? Gdy moje i jego spojrzenia sie zetknely automatycznie podbiegl.
-Karolina ja chcialem cie przeprosic.-mowil szybko a w jego oczach faktycznie bylo widac skruche.-Ja nie chcialem tego powiedziec wtedy w studio.Naprawde nie wiem co mi sie stalo ale chcialem tylko wkurzyc Biebera.Wiem ze nie powinienem wciagac w to ciebie...Naprawe przepraszam.-byl smutny a w moich oczach automatycznie zebraly sie lzy.Nie wiedzialam co odpowiedziec wiec po prostu sie lekko usmiechnelam.-Wybaczysz mi??-zapytal nie pewnie z blyskiem nadziei w oczach.Ja pokiwlam na ''tak'' glowa i przytulilam go za szyje.Lil objal mnie w pasie i podnoszac zakrecil pare razy w okol osi.-Przepraszam.
-Juz ok Lil...-chlopak odstawil mnie na nogi i usmiechnal sie szeroko.-Tak w ogole to co ty tu robisz??
-A jak myslisz??-uniosl brwi do gory jakby to bylo oczywiste jednak ja nie mialam nawet najmniejszego pomyslu co go moglo sprowadzac tu sprowadzac.-Probuje sie z toba skontaktowac od tamtej akcji ale Bieber dobrze cie odcina od reszty.
-Slucham??-wywalilam oczy bo bylam calkowicie zszokowana.
-Probowalem sie z toba jakos zgadac ale wszystkie rozmowy byly przekierowywane do tego szczeniaka...-powiedzial wsciekly.-Wiec postanowilem juz sam przyjechac.
-Lil ja nie mialam pojecia...-zrobilo mi sie glupio a na Biebera to nawet nie chcialam myslec w jakim stopniu bylam wkurzona.-Tak mi glupio...-sposcilam wzrok na swoje buty a Lil uniosl moj podbrudek tak abym patrzyma w jego oczy.
-Nie potrzebnie,mala...Wazne ze juz wszystko ok,tak?
-Tak.-usmiechnelam sie szeroko.
-O.I taka chce cie widziec.A tak w ogole to co ty tu robisz??
-Ja sie tu urodzilam...
-A no tak.-usmiechnal sie lekko zawstydzony.-Sorki ale zapomnialem.
-Nie ma sprawy...A teraz przyjechalam tutaj bo moja przyjaciolka z dziecinstwa jest bardzo chora.Wlasnie do niej chcialam jechac ale jakos moi ochroniarze sie nie moga pospieszyc.-wywrocilam oczami a Lil sie zasmial.-Co jest takie smieszne?-spojrzalam na niego zla.
-Zabawnie wygladasz gdy wywracasz oczami.-usmiechnal sie i takim sposobem ja tez sie usmiechnelam.-A z powodu przyjaciolki strasznie mi przykro...Moglbym jechac z toba??
-Jesli chcesz konfrontacje z Bieberem to pewnie...Chociaz w sumie nie wiem czy on jedzie...-posmtnialam troche przypominajac sobie sytuacje z wczesniej.
-Ale jak to?
-Troszke sie poklocilismy...
-Dupek.-Wayne syknal zly a po chwili zauwazylam jak Kenny,Alec,Logan i Bieber zmierzaja w nasza strone.
-O wilku mowa...-mrunelam smutna.
-Co ty tu do cholery robisz?!-krzykna glosno pan gwiazdka.Ja od razu myslam ze wyjde z tego hotelu,wsiage do samochodu i po prostu sama pojade do tego szpitala.
-Nie twoj pieprzony interes Bieber.-Lil odwrocil sie w jego strone tak ze stal przede mna.Justin zatrzymal sie tuz przed nim i zmierzyl go zlowrogo.
-Wlasnie ze moj do cholery...To ja ja tu zabralem.
-Oh przepraszam ze sie wtrace ale nie musiales...Jesli zrobiles taka wielka laske to rownie dobrze poradzilabym sobie sama...Mozesz wypieprzac jesli chcesz.-syknelam zla i skierowalam sie w strone wyjscia.Mialam dosc tych klotni szczegolnie ze wlasnie mialam sie spotkac z chora przyjaciolka z dziecinstwa.Justin przeniosl na mnie wzrok i widac bylo ze byl zdziwiony moim zachowaniem jednak ja to olalam.-Mozemy juz jechac czy bedziecie sie jeszcze klocic?-to bylo pytanie retoryczne i na szczescie wszyscy je zrozumieli.Alec z Lorentem szli przodem a ja zaraz za nimi razem z Lil'em i Loganem.Pojechalismy trzema autami.
-Dzien dobry.-usmiechnelam sie blado do recepcjonistki.-Moglabym wiedziec w korej sali lezy Kamila Malowska?
-Jest pani kims z rodziny?-spojrzala na mnie starsza kobieta.
-Nie...Jestem jej przyjaciolka.
-Przykro mi,jezeli nie jest pani z rodziny nie mozemy udzielic zadnych informacji.
-Ale...-chcialam cos powiedziec jednak przerwano mi.
-Karolina?-uslyszalam jakis meski glos wiec sie odwrocilam i zobaczylam brata Kamili.
-Kamil...-usmiechnelam sie i nie pewnie podeszlam blizej.
-Co ty tutaj robisz?
-Przyjechalam do niej...Ja naprawde przepraszam,strasznie sie czuje.-po moich policzkach zaczely leciec lzy a Kamil mnie przyciagnal i przytulil.
-Fajnie ze jestes jednak to nie mnie powinnas przepraszac.-powiedzial gdy juz sie od siebie odsunelismy.-Chodz ze mna.Zaprowadze cie do niej.-pociagnal mnie za dlon w strone konca korytarza.W jednej z sal zobaczylam blada Kamile lezaca na jednym z lozek i obok jej mame.Dziewczyna po mimo wszystkiego caly czas sie usmiechala.
-Moge tam wejsc??-zapytalam szeptem patrzac na nastolatke.
-Czekaj...Wejde pierwszy i zrobie taka aure.-zasmial sie chwytajac za klamke.Caly Kamil...Zawsze lubil wielkie wejscia.Chlopak wszedl do pomieszczenia a ja podsluchiwalam aby uslyszc moment w ktorym mialam wejsc.
-Malenka...Mam dla ciebie niespodzianke...-zaczal tajemniczo z lobuzerskim usmiechem.
-Jaka?Jaka?-Kamila od razu sie ozywila jeszcze bardziej.Od zawsze uwielbiala niespodzianki i prezenty.Usmiecnelam sie na sama mysl ze dziewczyna byla podekscytowana.
-Wiec...
-Kamil ogarnij sie i mow o co chodzi?!-zerknelam ze szie cala usmiechala az podkskiwala z radosci.
-Zobacz kto cie odwiedzil...-chlopak pokazal na drzwi a wtedy weszlam ja.
-Hej...-powiedzialam niepewnie i sie lekko usmiechnelam.Dziewczyna w szoku zakryla usta dlonia.Mama Kamili sie odwrocila i usmiechnelaod razu wstajac.Podeszla do mnie i przytulila mnie bardzo mocno,odwzajemnilam ruch zaciskajac oczy do ktorych naplywaly lzy.Pamietam jak rodzicielka Kamili byla dla mnie jak druga mama.
-Milo cie widziec,kochana.-powiedziala wycierajac lzy z policzkow gdy sie od siebie odsunelysmy.
-Ciebie rowniez,ciociu.-zawsze tak na nia mowilam i juz tak zostalo w nawyku.
-Zostawimy was same.-powiedzial Kamil patrzac znaczaco na mame a ta od razu pokiwala porozumiewawczo glowa.Po chwili juz ich nie bylo w pomieszczeniu i nastala niezreczna cisza.
-Co tu robisz??
-Dowiedzialam sie o...
-O chorobie?-zapytala troche chamsko a ja tylko pokiwalam twierdzaco glowa.-Widze ze jedynie smierci sklonila cie do odwiedzenia mnie.-zakpila a mnie to zabolalo.
-Kami...Od wyprowadzki nie przyjezdzalam w ogole do Polski a rok temu wyjechalam do Stratford.
-Wiem...Jest o tobie pelno w necie.O tobie i Bieberze.Gratuluje...Przynajmniej jedna z nas cos osiagnela.-caly czas byla zla i niemila.Bolalo mnie to jednak wiedzialam ze zasluzylam.
-Przepraszam...Przepraszam...Wiem ze to nic nie zmienia jednak naprawde zaluje tego wszystkiego.
-Karolina...Ja nprawde nie chce sie z toba klocic...Wystrczy mi juz ten dlugi czas bez ciebie.Ja strasznie tesknilam.-w jej oczach widzialam lzy.Podbieglam do niej i mocno przytulilam.
-Tez tesknilam moje skarbie.-pocalowalam ja w glowe i sie rozplakalam.Tak strasznie mi jej brakowalo,tak strasznie tesknilam.Gdy sie od siebie oderwalysmy usiadlam na krzesle obok trzymajac ja za reke.-Jest ze mna pare osob ktore chcialy by cie poznac...
-Nastepna niespodzianka? Uwazaj b o umre szybciej niz lekarze to przwiduja.-zasmiala sie a ja az sie wzdrygnelam.Mowila o smierci tak lekko bezproblemowo ze az mnie zaskakiwala.-Nie martw sie.-spowarzniala od razu gdy zobaczyla ze sie nie zasmialam.-To normalne...
-Nie dzisiaj.Nie teraz.Nie jestem jeszcze gotowa.-pwowiedzialam machinalnie i wstalam.-Zaraz wracam.-poslalam jej usmiech a ona pokiwala glowa.Zawolalam Lil'a i Justina ktorzy caly czas sie wyzywali i docinali.-TYlko prosze przy niej zachowujcie pozory ze jest wszystko ok.-szepnelam groznie a oni nic nie opowiedziaìeli.-Zrozumiano?
-Tak.-powiedzieli rownoczesnie a ja sie usmiechenelam.
-Dobrze.A teraz wlazic.-otworzylam drzwi i sama weszlam pierwsza a chlopacy przepychali sie w drzwiach.-Chlopcy?!-krzyknelam szeptem a Lil przepuscil Biebera.-Dziekuje.-powiedzialam bezglosnie.-Wiec..Kamila to Justin i Lil...Justin i Lil to Kamila.-przedstawilam ich sobie i usiadlam na lozku w nogach dziewczyny.Chlopacy poslali jej szerokie usmiechy i zaczeli z nia rozmawiac.Ja dostalam sms wiec przepraszajac odeszlam w drogi kat sali. ''Powinnas mi dziekowac ze powiadomilem cie o przyjacioleczce...Niedlugo mi odpowiednio podziekujesz...''. Wiadomosc sms mnie przerazila a Justin widzac ze zbladlam od razu do mnie podszedl.
-Co jest?
-Odwal sie...-syknelam chowajac telefon do kieszeni i odwracajac sie aby wrocic do kolezanki jednak Bieber zastawil mi przejscie.
-Hej...O co chodzi?-patrzyl na mnie niezrozumiale a ja nie wiedzialam czy sie smiac czy plakac.
-O co chodzi? Ty sie pytasz o co chodzi?-patrzylam na niego jak na debila,skonczonego idiote.-Tak szybko zapomniales o sytuacji w hotelu? A to co odwaliles Lil'woi tez bylo swinstwem.Ja mogles go ode mnie izolowac?! Do cholery nie jestem moim opiekunem,Justin!-unioslam sie jednak caly czas szeptalam.
-Chcialem cie chronic...
-Przed kolega?! Ogarnij sie! Nie bedziesz mi wybieral znajomych!-bylam juz pozadnie wsciekla,gdyby nie fakt ze jestesmy w szpitalu a moja przyjaciolka jest chora,przywalilabym mu.
-To kryminalista!!Karli przejrzyj na oczy!-on tez sie juz zdenerwowal.Zszokowaly mnie jego slowa jednak to olalam.Popchnelam go lekko tak zeby dal mi przejsc jednak chlopak mi na to nie pozwolil.
-Chce przejsc.-syknelam zerkajac na niego.
-A ja pogadac.
-Aja przyjechalam tu do przyjaciolki wiec moglbys darowac sobie sceny.-teraz do niego dotarlo i dal mi przejsc jednak patrzyl na mnie z taka zlosca.Staralam sie to zignorowac jednak trudno jest olac osobe ktora przez caly czas sie na ciebie patrzy.To dosc frustrujace jednak ja jestem nieugieta i do konca pobutu u przyjaciolki siedzialam wytrwale ani raz nie spogladajac na Biebera.
________________________________________________________
Ah...Napisalam ;D Jestem z siebie dumna ze wgl mi sie udalo napisac. Ostatnio slabo sie czuje :/ No ale nic. Nie mam pojecia kiedy dodam nastpeny poniewaz zaczynaja sie poprawki i wgl.Maaaskara... Trzymajcie za mnie kciuki ze wszystko dobrze pojdzie bo jak nie to moge sie pozegnac z laptopem...
Piszcie jak najwiecej komentarzy bo inaczej bedzie mi smutno... :c
Milego dzionka kochani ;*
-Patrys

piątek, 3 maja 2013

Rozdzial 45 ''-Jestes zalosny...''

-Ladnie tu.-powiedzial JB wychodzac na balkon apartamentu w ktorym obecnie sie zatrzymalismy.Bylysmy juz w Polsce,w miescie gdzie znajdowal sie szpital w ktorym lezala moja przyjaciolka.Wynajelismy wspolny apartament poniewaz tak upieral sie JB.Na przeciwko naszych drzwi byl pokoj Kennego,po prawej Logana a po ten jednego z nowych ochrnoarzy tory sie nazywal Lorent,ten czawrty to byl Alec i jego pokoj byl niestety na pietrze nizej.
-Tak,slicznie.-powiedzialam monotonnie rozpakowujac swoja walizke.Justin opieral sie rekoma o barierke patrzac przed siebie.Jednak gdy uslyszal ton mojego glosu automatycznie znalaz sie obok mnie.
-Karli...-przytulil mnie do siebie zatrzymujac w objeciach.-Co jest?
-Po prostu nie moge uwierzyc ze bylam tak bezmyslna...Moze jakbym zostala cos by sie zmienilo.-wtulilam sie w chlopaka a moje oczy sie zaszklily.
-Mala...To nie twoja wina...Nie mozesz sie zadreczac.-powiedzial czule i pocalowal w czubek glowy a pozniej ulozyl w tym miejscu swoja brode.Ja nic nie odpowiedzialam,po prostu nie wiedzialam co mam powiedziec.Z jednej strony uwazalam ze mam racje ale jednak sumienie wygrywaly z rozsadkiem.Wyswobodzilam sie z jego uscisku i wrocilam do ukladania ciuchow.
-O ktorej do niej pojedziemy??-spytalam z nutka jakby strachu.
-Za godzine??-zapytal nie pewnie a ja tylko pokiwalam glowa na niego nie patrzac.-Ide powiedziec chlopaka.-powiedzial obojetnie i wyszedl.Ja w tym czasie znalazlam w walizce cos co zabaralam ze soba na gorsze dni i wyszlam na balkon.Siadajac na lezaku zapalilam papierosa i zaciagnelam sie dymem.Od dluzszego czasu palilam.Zaczelo sie to jeszcze we Wloszech,jednak nikt nic nie wiedzial.Nie moglam pokazac ze pale.Trzymajac papierosa pomiedzy palcem wskazujacym a srodkowym robilam z dymu idealne kolka.Sprawialo mi to cholerna przyjamnosc jednak wiedzialam ze nie powinnam.Gdy skonczylam wyrzucilam koncowke i pobieglam po gumy.Nie moglam pozwolic sobie na to aby Justin sie zorientowal.Nie cierpil palenia.Gdy wrocil do pokoju zastal mnie robiaca to samo co w chwili jego wyjsca.-Mamy 30 minut.-powiedzial owierajac swoja walizke.
-W takim razie ide sie odswierzyc.-powiedzialm biorac pierwszy lepszy zestaw i zniknelam w jednej z lazienek.Zrzucilam z siebie obrania i weszlam pod prysznic.Strumienie letniej wody splywajac po moim karku bardzo mnie uspokajaly.Gdy juz sie umylam wyszlam z kabiny owijajac sie recznikiem.Przeszukujac ciuchy zorientowalam sie ze nie wzielam bielizny.Niepewnie wyszlam z pokoju rozgladajac sie czy czasami jest gdzies Justin.Nic nie zauwazylam wiec wyszlam z pomieszczenia i przemknelam do walizki na lozku gdzie byla bielizna.Gdy juz wyciagalam to co bylo mi potrzebne moja uwage przykula postac chlopaka siedzacego na balkonie a na okolo smuga dymu.-Justin?-chlopak automatycznie sie odworcil zszokowany w moja strone.
-Karli...-podeszlam do niego i usiadlam na lezaku obok.
-Daj to.-wyciagnelam reke a on poslusznie oddal mi papierosa.Pewnie myslal ze go zgasze jednak sie mylil.Ja wzielam go do ust i zaciagnelam sie dymem a po krotkiej chwili wypuscilam go robiac kolko.Zrenice JB automatycznie sie powiekszyly.
-Karli?!-chlopak byl w szoku.Ja sie usmiechnelam lobuzersko i znow pociagnelam dym.-Palisz?
-To samo pytanie moglabym zadac tobie...-spojrzalam kontem oka a pozniej zgasilam prawie wypalonego papierosa.-Od kiedy?
-Pare miesiecy..-wzruszyl ramionami.
-Dokladniej.
-Pierwszy raz zapalilem w dzien gdy przyszedlem do ciebie na obiad a ty siedzialas z tym dupkiem...Jak mu tam bylo? Josh?-spojrzal na mnie niepewnie a ja zcisnelam mocno szczeke zapykajac oczy.Od razu mialam przed oczami jak poszlam na impreze z tym gnojkiem i jak prubowal zmusic mnie do zabawienia sie z nim.-Jak moglas byc tak naiwna i glupia?
-Nie musiales przypominac...-wstalam mowiac oschle w jego strone.
-A ty nie musialas zachowywac sie jak bezmyslna suka.-odpyskowal a ja bylam w szoku.Nigdy tak nie powiedzial.Automatycznie sie zatrzymalam i odworcilam.
-I powiedzial to ten ktory podczas ostatnij randki z Gomez zamiast z nia zerwac to sie pocalowaliscie...
-To ona mnie pocalowala...Juz ci to mowilem.-powiedzial z takim jadem w glosie ze az zabolalo jednak nie bedzie mnie ranil,nie pozowle na to.Wzruszylam ramionami i zgarniajac bielizne z lozka poszlam do lazienki zamykajac za soba drzwi.Bylam na niego wsciekla jednak ja tez nie bylam bez winy.Szybko sie przebralam i wygladalam naprawde ladnie. Cala odswierzona wyszlam do pokoju gdzie na lozku siedzial Justin.Twarz trzymal w dloniach ktore mial oparte o kolana.Gdy uslyszal ze wyszlam automatycznie na mnie spojrzal.-Karli przepra...
-Chlopcy gotowi?-nie pozwolilam mu do konczyc.Nie chcialam tego sluchac.Wzielam telefon z szafki i wlozylam go do kieszeni sweterka.Chlopak mi nie odpowiedzial wiec zignorowalam to i po prostu wyszlam.Zapukalam do Logana ktory od razu mi otworzyl i zaprosil do srodka gdzie jak sie okazalo siedzial Kenny.
-Gdzie mlody??-zapytal ochroniarz JB.Ja tylko wzruszylam ramionami opadajac na sofe.Mezczyzna od razu wyczul ze cos sie moglo stac i oparl lokcie na kolanach pochylajac sie w moja strone.-Co sie stalo?
-Nic.-powiedzialam bawiac sie rozkiem od swetra.
-Jak to nic?Przeciez widze ze cos odwalil...
-Kenny..
-Nie Karli.Nie odpuszcze ci tym razem.-byl stanowczy az mnie to zaskoczyo.
-Niech ci sam powie...-mruknelam a on sie szybko podniusl.
-Ok.Jest w pokoju?-zapytal ale za chwile widac ze nic nie odpowiadammachnal reka i wyszedl.Logan usiadl na jego miejscu i spojrzal czule.
-Mala...Co jest?
-Troche sie poklocilismy...
-To akurat da sie zauwazyc.-usmiechnal sie zabawnie.-Jesli ze mna nie chcesz rozmawiac to ja to zrozumie.Nie znamy sie dlugo a po za tym jestem facetem wiec jesli chcesz Haylie ma pokoj naprzeciwko mojego.-usmiechnal sie glaskajac po dloni.Podnioslam wzrok i widac w nich bylo wdziecznosc.
-Nie obrazisz sie?
-Nieee...No cos ty.-wstal podajac mi reke a ja skorzystalam z jego pomocy i wstalam.
-Dziekuje.-przytulilam sie szybko do niego a pozniej skierowalam do drzwi.Mezczyzna odprowadzil mnie wzrokiem a ja od razu zapukalam do drzwi stylistki.Otworzyla mi natychmaist i przed oczami ukazala mi sie postac kolezanki.-Hej Haylie...-powiedzialam niepewnie i poslalamjej wymuszony usmiech.
-Co sie stalo?Wchodz i mow wszystko.-zrobila mi miejsce w drzwiach a ja sie od razu wsunelam do korytarza a pozniej z nia przeszlysmy do salonu.-Poklocilas sie z kims?
-JB.-powiedzialam szeptem siadajac w fotelu.
-O co poszlo?
-Ehm tak jakby...No ten...-nie wiedzialam kompletnie jak mam jej to powiedziec.W osttniej chwili zdalam sobie sprawe ze bede musiala przyznac sie do palenia i powiedziec tez ze Justin to robi.Nie mialam pojecia jak ja mam jej to przekazac.Moglo wyniknac z tego sporo nie milych konsekwencji.Co jesli powiedzialaby Shili albo RiRi?Mialabym niemile sytuacje ktorych chcialam uniknac dlatego to ukrywalam.Jednak skoro mialam stac sie gwiazda,jak to mowila Shila,musialam sie pozegnac z czescia prywatnosci co rowna sie temu ze bedzie jeszcze trudniej ukrywac palenie.
-Karli?Karli mow.
-No bo ja pale.-szepnelam zrezygnowana spogladajac na nia spode lba.Jej oczy automatycznie sie otworzyly szeroko.-Od kiedy jeszcze mieszkalam we Wloszech.-wzruszylam ramionami jakby to bylo oczywiste.-Jak sie dzisiaj okazalo Justin tez pali...Wyszlam z lazienki aby wziac bielizne ktora zapomnialam a on siedzial na balkonie i wypalal papierosa.Bylam w szoku bo zawsze mowil ze nie cierpi palenia.Usiadlam obok niego i poprosilam o to co wlasnie trzymal pomiedzy palcami.Oddal mi go od razu a ja zaciagnelam sie dymem i pozniej puscilam kilka kolek.To juz w ogole go zszokowalo.Pozniej troche wymienilismy zdania poniewaz przypomnial mi o jednej niemilej sytuacji,jesli pozwolisz nie bede jej wymianiac?-zapytalam spogladajac pytajaco a ona ze zrozumeniem pokiwala glowa.-No wiec sie troche wkurzylam,wypomianalm mu jego pechowa scenke i poszlam do lazienki.Bylam tak wkurzona ze nawet jak wyszlam nie chcialam tego sluchac.
-Oh skarbie...-kobieta usiadla obok mnie i przytulila do siebie glskajac po glowie.Czulam sie jakby to byla moja mama,byla taka opiekuncza i kochajaca.Dobrze sie przy niej czulam co bylo wazne z racji tego ze mialysmy razem pracowac.-Nie podoba mi sie to ze palicie...-mruknela smutno.-Nie mozecie sie teraz klocic...Wiem ze jestescie najlepszymi przyjaciolmi a ty teraz takiego kogos potrzebujesz.Porozmawiaj z nim.Moze nie chcial tego powiedziec tylko po prostu w nerwach cos mu sie wymsklo a on nawet nad tym nie pomyslal.-powiedziala spogladajac na mnie a ja sie lekko od niej odsunelam.
-Masz racje.-pocalowalam ja w policzek i wstalam-Dziekuje.Jetes wspaniala!-krzyknelam znikajac za drzwiami.Zapukalam do Logana aby mu wszystko powiedziec,to ze rozmawialam z Haylie i to ze mi pomogla.-Haylie jest wspaniala.-usmiechnelam sie podekscytowana wchodzac za mezczyzna do srodka.Z tego wszystkiego nie zamknelam za soba drzwi.Logan usiadl na oparciu sofy a ja stanalam obok.Gdy juz otwieralam usta wbiegl zdenerwowany Justin.
-Juz sie poskarzylas?! Nie myslalem ze jestes taka szybka!-byl wkurzony,bardzo wkurzony.
-A co ci kurwa chodzi?!-spojrzalam na niego jak na debila stajac pewnie i krzyrzujac rece na piersiach.
-Po co zalilas sie chlopakom?No kurwa po co?-stanal tuz przede mna.W jego oczach byla furia i wscieklosc.Jeszcze takiego Justina nie widzialam.Przerazilam sie troche jednak bylam twarda,nie w mojej naturze bylo sie przestraszac.
-Po gowno! Co cie to w ogole obchodzi?!-syknelam mrozac oczy.-Kenny?-spojrzalam pytajaco na mezczyzne stojacego niedaleko Biebera.-Co dokladnie sie stalo?
-Zapytalem co wyszlo miedzy wami on mi powiedzial dokladnie co i jak a mnie troche zaszokowal fakt ze palicie.Powiedzialem mu ze jest za mlody a on wybuchl i przyszeszdl tu.-powiedzial smutno zerkajac to na mnie to na piosenkarza.
-Jestes zalosny...-wrocilam wzrokiem na Justina ktory w jednym momencie jakby zamarl.-Wiesz co? Mam cie dosc...Dzisiaj pokazales jaki potrafisz byc.-podnioslam dlonie na wysokosci glowy i nie patrzac na Justina skierowalam sie do drzwi.Gdy przechodzilam obok chlopaka przesunelam sie tak zeby go nie dotknac.Jak najszybciej wrocilam do apartamentu.Wspolnego...Wbieglam do pomieszczenia i sie rozplakalam.Mialam dosc tego.Potraktowal mnie z pogarda,w jego oczach widac bylo podlosc co mnie zabolalo.Usiadlam na lozku i schowalam twarz w dloniach.Po chwili poszulam jak ktos przy mnie kuca i glaszcze po kolanach.Od razu wyczulam kto to byl.-Odsun sie.
-Mala...To nie Justin.-jednak sie pomylilam.To byl Kenny.
-Oh..Przepraszam.-zrobilo mi sie strasznie glupio.Wytarlam jedna lze z policzka i spojrzalam na mezczyzne.
-Nie przepraszaj..Nie masz za co.-usmiechnal sie czule biorac moja dlon w swoje.-Wiesz ze nie chcial tego powiedziec.Zdenerwowal sie.
-Kenny.Ja nie bede zawsze wysluchwiac co zle robie gdy tylko sie zdenerwuje...Ja tez mam uczucia i nie jestem ze skaly.To boli...
-Wiem Karli...Nawet nie potrafie sobie wyobrazisz jak cierpisz.Kochasz go prawda?-zapytal a ja nie wiedzialam co powiedziec.Naprawde nie wiedzialam.Niby go kochalam,niby byl dla mnie tylko przyjacielem.W moich oczach automatycznie znalazy sie lzy.
-Nie wiem Kenny...Ja nic juz nie wiem.-powiedzialam rozpaczliwie a on usiadl obok i mnie przytulil.Kolysal lekko uspokajajac mnie jednak ja w ogole sie nie uspokajalam.Nie potafilam,caly czas myslalam co powiedzial Justin.Wszystko zwalil na mnie.Po chwili do pomieszczenia wszedl Bieber rozgladajac sie w poszukiwaniu czegos.Gdy mnie zobaczyl automatycznie zatrzymal wzrok.Ja wstalam i ze lzami w oczach patrzymalm na niego.Zrobil ktok w moja strone a ja wybieglam z pokoju.-Logan,zawolaj chlopakow i jedziemy do szpitala, nie chce tutaj dluzej z nim siedziec.-powiedzialam wchodzac do jego apartamentu.Mezczyzna od razu wstal i kiwnal ze zrozumieniem a pozniej razem wyszlismy.Wrocilam do swojego pokoju.Musialam.Na lozku siedzial Justin z Kennym,nie odzywajac sie do siebie.Przeszlam obojetnie obok nich i udalam sie do lazienki.
-Karli...-gdy juz wchodzilam do pomieszczenia chlopak sie odezwal jednak ja w ogole sie nie zatrzymalam.
Czekalam z Lorentem na recepcji jednak mijalo juz 10 minut a nikt z reszty ochroniarzy sie nie pojawial.Rozgladalam sie na okolo i nagle zauwalzylam znajoma postac.Jednak za nic nie moglam jej rozpoznac bo stala do mnie tylem.Gdy sie odwrocila az zamarlam....
_____________________________________________
Od razu mowie odpowiadajac na pytania niektorych: NIE.NIE CZYTAM ''DANGER'' !
A wiec jest kolejny rozdzial ;D Moze nie jakos szczegolnie interesujacy jednak mam nadzieje ze wam sie spodoba.Przepraszam ze ostatnio zanudzam ale po prostu musze zrobic aure a pozniej was zaskoczyc,no nie? ;) W nastepnym pewnie bedzie ciekawiaej...Bynajmniej mam taka nadzieje ;D
Dziekuje wszystkim tym ktorzy to czytaja ;* KOCHAM WAS!
-Patrys

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdzial 44 ''-Logan Defrey...Wisz kto to?''

-Na ciebie tez cos czeka...-uslyszalam w sluchawce specjelnie zmieniony ton glosu.Moglam przypuszczac ze byl on meski jednak nie bylam do konca pewna.Rozmowca od razu sie rozlaczyl a ja upuscilam telefon na lozko.Wpatrywalam sie nieobecnie przed siebie pograzona w myslach.
-Mala??Co jest??-uslyszalam glos Biebera.-Kto dzownil??
-Nie wiem...Nie mam pojecia.-usiadlam na lozku i schowalam twarz w dloniach.Justin od razu usiadl obok i mnie do siebie przytulil.
-Co mowil?
-Ze na mnie tez cos czeka.-wtulilam sie w niego jeszcze bardziej.-Boje sie...Jak wyjedziesz to ja nie wiem co zrobie.-kilka lez splynelo mi po policzkach.Chlopak otarl je szybko i pocalowal w czolo.
-Spokojnie ksiezniczko...Na razie jestem a pozniej sie cos obmysli.Damy rade.-powiedzial czule.-Musimy.-dodal to szeptem a ja podnioslam wzrok.
-Dziekuje Justin.
-Za co mi dziekujesz??To wszystko moja wina.To mi sie zachcialo porywania cie do domku dziadkow.-powiedzial z bolem a mnie az ciarki przeszly.
-Ale widziales ze ten ktos wiedzial ze bedziesz ze mna? Na mnie tez cos czeka...Justin oboje w tym siedzimy.-powiedzialam dotykajac kciukiem jego policzka.Chlopak pokiwal glowa i sie polozyl razem ze mna.Lezelsmy tak w ciszy az wreszcie sie oboje troszeczke uspokoilismy,ja  postanowilam pojsc sie wykapac.Wzelam szybka i zimna kapiel.Musialam sie zrelaksowac a tylko taka woda powodowalau mnie to uczucie.W tym samym czasie co ja Justin takze poszedl skorzystacz drugiej lazienki wiec w lozku bylismy dokladnie w tym samym momencie.Oboje bylismy zdenerwowani.Lezelismy na plecach i wpatrywalismy sie w sufit nic nie mowic.-Moge sie do ciebie przytulic??-spojrzalam na chlopaka a on spojrzal na mnie i wyciagnal reke w gescie abym sie wtulila.Tak tez zrobilam,on obja mnie ramieniem a dloni ktora trzymalam na jego sercu chlopak trzymal swoja.Przez dlugi czas tak lezelismy i dyskutowalismy o tym czy komus powiedziec o tej calej sytuacji.W ostatecznosci jednak stwierdzilismy ze nie.Rozmawialismy tez o tym zeby jak najszybciej znalezc mi ochoroniarza.Zasnelismy moze okolo pierwszej w nocy.Czulam sie bezpieczna i spokojna przy Justinie wiec nie mialam jakis wielich problemow z oddaniem sie do krainy snu.Obudzil mnie dzwoniacy telefon.Jus caly czas spal wiec delikatnie sie wyswobodzilam z jego objec i siegnelam po telefon.-Tak?
-Ka?!Gdzie ty jestes?! Mialas dzisiaj rano byc w studio!!-dzownila Shila.Wlasnie takiego obudzenia nie potrzebowalam.
-Zaraz bede...Czesc.-rozlaczylam sie wkurzona i rzucilam telefon na lozko ciezko wzdychajac.
-Gdzie zaraz bedziesz??-uslyszalam ten zatroskany glos.
-Musze jechac do studio.-powiedzialam smutno i spojrzalam na niego przegarniajac swoja nieznoscia grzywke do tylu.
-Jade z toba...-powiedzial stanowczo i w mgnieniu oka stal juz przy szafie wybierajac ciuchy.Wygladal strasznie sexownie w samych bokserkach,taki rozczochrany i zaspany.Przygryzlam jedna warge a potem sama wstalam zeby cos wybrac.W rezultacie Justin wygladal na luzie, a ja dosc elegancko. Z hotelu nie wyszlismy pewni siebie jednak caly czas trzymalismy sie za rece.Przed budynkiem bylo pelno paparazzi tak samo jak przed studio.
-No nareszcie!Ile mozna czekac??-w pokoju siedziala juz Shila,Scooter i Haylie.
-Dlugo...-odburknelam i usiadlam na przeciwko stylistki.JB nic nie mowiac usiadl obok mnie.
-Twoje humorki zatrzymaj dla siebie.-powiedziala ostro moja menadzerka.
-Do rzeczy...-ponaglilam ja bo tak naprawde nie mialam ochoty ani na siedzenie w studio ani na dyskutowanie z nia.
-Dzisiaj wybieramy ochroniarza.-powiedziala otwierajac drzwi do pokoju.Weszlo kilku mezczyzn,niktorzy byli naprawde napakowani ale nie wszyscy.-To sa najlepsi ktorych znalazlam.
-Jak ma pan naimie?-zapytalam wysokiego bruneta o ciemnych oczach.Nie byl to typowy goryl tylkno dobrze zbudowany,przystojny mezczyzna.
-Jestem Logan.-usmiechnal sie odslaniajac idealnie rowne,biale zeby.
-Milo mi...Mozesz powiedziec o swoim doswiadczeniu??Mam wrazenie ze juz cie kiedys gdzies widzialam...
-Pracowalem dla Shakiry pozniej dla Lady Gagi,Miley Cyrus,Lucky Hale i paru inych mniej slawnych osob.
-No wlasnie...Pracowales z Lucky.-usmiechnelam sie na wspomnienie o jednej z moich ulubionych aktorek.Inni mezczyzni tez mi sie przedstawili i opowiedzieli pare rzeczy o sobie jednak ja mialam juz podjeta decyzje.
-I?-zaptal mnie na ucho JB kiedy bylismy prawie przy koncu prezentacji.
-Ten Logan jest fajny...
-Znam go.To dobry ochroniarz.Szkolil sie z Kennym.-usmiechnal sie lekko.
-Wiec decyzja podjeta.-wyszczerzylam sie jeszcze bardziej i z niecierpilowscia czekalam na koniec.Szepnelam na ucho moja decyzje Shili a ona przyznala mi racje.Dlatego to ona oznajmila Loganowi ze zostaje moim ochroniarzem a ja w tym czasie razem z Biebsem wymknelam sie do pokoju nagran.
-Zadowolona?-zapytal moj przyjaciel siadajac na fotelu,ja ustalam opierajac sie o konsole z zalozonymi rekoma na piersiach.Ja tylko przytaknelam glowa.Nie mialam ochoty na rozmawialnie.W mojej glowie caly czas siedziala ta cala sytuacja z tajemnicza osoba.-Mala,co jest?
-Ciagle mysle o tej grze.-powiedzialam smutno spuszczajac wzrok na czubki butow.
-Nie martw sie...Jestem przy tobie ja,jest teraz Logan a i jeszcze Kenny bedzie na kazde zawolanie.-przyciagnal mnie za biodra blizej.
-Ufasz Kennemu,nie??
-Pewnie.-powiedzial bez zastanowienia.-Jest ze mna od poczatku.
-No wlasnie.Kennemy mozesz powiedziec bo masz pewnosc ze zostawi to dla siebie.A ja??Mam powiedziec Loganowi??Przeciez znam go od 5 minut!-mialam lzy w oczach.
-Prosze nie placz...Pogadamy z Kennym czy mozna mu ufac czy nie.On bedzie wiedzial co nie co na jego temat.Z tego co wiem nadal utrzymuja kontakt.-powiedzial chlopak przytulajac mnie do siebie tak ze jego glowa byla na wysokosci mojego brzucha.Dodawal mi otuchy i jakiejs nadziei.Bylam pewna ze przy nim moge czuc sie bezpieczna.-Dzownie do duzego.-powiedzial odywajac sie ode mnie.Zawsze tak nazywal swojego ulubionego ochroniarza.Przytaknelam glowa i przeszlam do pomieszczenia z mikrofonem.Lubilam tam przebywac bo byl calkowity spokoj.Tylko ja i moja pasja...Od malego lubilam sie gdzies zaszywac i spiewac.Gdy mialam jakis 11 lat zaczelam komponowac przerozne piosenki i melodie.Usiadlam na wysokim krzesle i spojrzalam na kartke.Od razu sie przerazilam.Mianowicie na miescu nut i tekstu lazal list.Zaadresowany do mnie.Wiedzialam od kogo moze byc.Wrecz bylam pewna.Wzielam go do reki i wyciagnelam zawartosc.Bylo to zdjecie na ktorym bylam ja i moja przyjaciolka z Polski.Zrobione zostalo dnia gdy oznajmilam jej ze wyjezdzam do Wloch.W kopercie byla tez karteczka "Mowilem ze dla ciebie tez cos mam...Z twoja przyjacioleczka jest coraz gorzej.Coz lekarze mowia ze rak to ciezka choroba. A ty ja zostawilas.Miala ci powiedziec ze choruje ale ty sie pierwsza wyrwalas z wyjazdem.To bylo takie egoistyczne z twojej strony...Gratuluje..."
-O Boze...-jeknelam a po policzkach splywaly mi lzy.W myslach mialam ten dzien.
Siedzialysmy na naszym pomoscie.Obie mialysmy sobie cos waznego do powiedzenia jednak zadna nie wiedziala jak zaczac.Bylysmy nie rozlaczne a tu nagle mialam wyjechac.Wiedzialam ze bedzie tak strasznie ciezko.
-Sluchaj musze ci cos powiedziec...-powiedzialysmy w tym samym czasie.Od razu sie usmiechnelysmy jednak byly to wymuszone usmiechy.
-Ty pierwsza.-powiedziala slodko.
-Pewna jestes??-zapytalam niepewnie .Wiedzialam ze Kamila lubila zawsze pierwsza dzilic sie informacjami.
-Tak,tak.W 100%.
-No ok....A wiec...Wyprowadzam sie.-powiedzialam smutno i spojrzalam w wode pod nami.
-Zartujesz?-jej oczy sie zaszlily co spowodowalo takze u mnie taka reakcje.
-Przepraszam ja naprawde nic nie wiedzialam...Moi rodzice maja juz dosc tego ze ojciec jest tam a my tu.-rozpalakalam sie.Moja przyjaciolka nic nie mowila tylko mnie przytulila.Obydwie plakalysmy nic nie mwoiac.W pewnym momencie dostalam esemesa od mamy ze mam wracac.-Obowiazki wzywaja.-powiedzialam smutno podnoszac sie.-Musze spadac...Zobaczymy sie jutro.-mowilam szybko juz odchodzac.Moja kolezanka wlasnie otwierala buzie kiedy ja jej pomachalam i zucilam sie biegiem w strone domu.
-Karli...Co to jest??-po chwili uslyszalam glos chlopaka.Stal za mna i marszczac brwi mi sie przygladal.Plakalam caly czas zakrywajac usta dlonia.Ten ktos mial racje.Zachowalam sie jak egoistka...Moglam sie wrocic i wysluchac jej,przeciez nic by sie nie stalo jakbym wrocila 5 minut pozniej.Justin przytulil mnie od tylu i szeptal abym sie uspokoila.Jednak to nie bylo latwe.Czulam sie okropnie winna.Opowiedzialam wszystko Bieberowi a on sluchal uwaznie az do samego konca.
-Ja musze do niej jechac...Musze z nia przynajmniej teraz byc.Ja nie moge jej zawisc.Juz raz to zrobilam.-mowilam siedzac wtulona w Justina na sofie.
-Pojedziemy...Wszystko zalatwie.
-Justin nie mozesz...Masz koncert i pare wywiadow.-otarlam moje mokre policzki.
-Mala chcesz tam sama leciec??-odgarnal jeden kosmyk ktory opadl mi na oko.Ja pokrecilam przeczaco glowa.-No wlasnie..A po za tym musze byc przy tobie.-pocalowal mnie w glowe i przytulil do siebie.Gdy juz calkowicie sie uspokoilam poszlam do lazienki aby przynajmniej troche ukryc ze plakalam.Jednak ciezko bylo zakryc czerowne oczy make up'em...-Masz.To pomoze.-Juju podal mi swoje okulary wchodzac do lazienki.
-Dzieki.-od razu zalozylam je na nos i sztucznie sie usmiechnelam.Wyszlysmy razem do naszych znajomych aby oznajmic im o calej sytuacji zwiazanej z wyjazdem.Ustalilismy ze JB bedzie mowil poniewaz ja nie bylam w stanie wydusic z siebie ani slowa.
-Chodzi o to ze przyjaciolka Karli jest bardzo chora i musimy jechac do Polski.-powiedzial stanowczo chlopak trzymajac mnie za reke.
-Ne ma mowy!-nasi menagerowie nie byli zadowoleni.
-Scoot,Shila to naprawde wazne.
-Jak wy to sobie wyobrazacie??-zapytala moja menadzerka.
-Oboje macie juz zaplanowane spotkania.-dodal Brown.
-Ale prosze was...To naprawde wazne.Co wy byscie zrobili gdyby wasz przyjaciel lub przyjaciolka prawie umerala?! Olalibyscie?!-Biebs juz sie wkurzyl.Nie chcialam aby sie denerwowal.Widac bylo ze zaskoczyl dwojke doroslych.Zmieszali sie na chwile a pozniej po sobie spojrzeli.
-Na ile chcecie tam jechac?-zapytal juz spokojnie menadzer Biebsa.Justin spojrzal jednym okiem na mnie a ja wzruszylam delikatnie ramionami.
-Tydzien...Jak na razie tydzien.Wrocimy tutaj pozalatwiamy sprawy i wracamy tam.-mowil jakby czytal mi w myslach.Bylam mu okropnie wdzieczna za to jak postapil.
-Dobra...Niech wam bedzie...-przytaknela Shila wyciagajac tableta.
-Ja zalatwie wam samolot prywatny jeszcze na dzisiaj wieczor.-Scooter wyja swoj telefon i zaczal czegos w nim szukac.
-Ja zajme sie przekladaniem dat.-dodala kobieta.Oboje byli bardzo zajeci powierzonym zadaniem wiec my spojrzelismy na Logana i Haylie ktorzy ewidentnie dobrze sie dogadywali.
-Wasza dwojka tez z nami leci.-dodal Jus.Obydwoje odwrocili sie w nasza strone lekko zdziwieni.-No co??
-Nic,nic.-odpowiedziala moja stylistka.-Chodz skarbie ze mna na chwile.-wyciagnela do mnie reke i usmiechnela sie czule.Zgodzilam sie i poszlam za nia lapiac jej dlon.Zaprowadzila mnie do lazienki i kazala usiasc na blacie.Zalozyla mi okulary na glowe i pokrecila smutno glowa.-Co sie stalo?
-Moja przyjaciolka jest bardzo chora na raka i gdy kiedys chciala mi to powiedziec ja ja olalam...Czuje sie fatalnie i winna...
-Kochanie, nie jestes winna.-przytulila mnie czule i pocalowala w glowe.-Tez kiedys mialam przyjaciolke ktora niestety zmarla na raka.Obwinialam sie poniewaz zostawilam ja sama a ja wyjechalam z siostra za kariera.Czulam sie egoistycznie i nadal jest mi smutno ale wiem ze przynajmniej teraz sie nie meczy.-powiedziala odgraniajac mi grzywke.-Teraz zrobimy cos z twoim make up'em bo te okulary nie za bardzo pasuja do calosci.Stawiam ze naleza do JB??-usmiechnela sie leciutko a ja przytaknelam glowa.Wyjela z torebki kosmetyczke i zaczela czegos szukac.Po chwili zaczelajuz nakladac mi rozne kosmetyki.W ciagu jakis 15 minut bylam juz umalowana i po placzu nie bylo sladu.
-Wow...-w odbiciu lustra byla calkowicie inna Karolina.Usmiechnelam sie sama do siebie a pozniej odwrocilam sie do kobiety i mocno ja przytulilam.-Dziekuje.-wyszlysmy razem z lazienki a w pokoju wszyscy siedzieli zajeci procz Biebsa ktrory siedzial rozlozony w fotelu przy stole.Widac bylo ze nad czyms myslal.-Chodz.Spadamy.-szepnelam mu na ucho podchodzac do niego od tylu.
-Slicznie wygladasz...-usmiechnal sie lapiac mnie za reke gdy wyszlysmy z pokoju.
-Dziekuje...Zasluga Haylie.-wsiedlismy do samochodu i natychmiast udalismy sie do hotelu.-Powiesz Kennemu?-spojrzalam na chlopaka ktory w skupieniu prowadzil auto.
-Wlasnie nad tym myslalem...I mysle ze tak.Najpierw mu powiem a pozniej pogadamy z nim o Loganie.-usmiechnal sie delikatnie na mnie zerkajac.
-Mhm...-nie bylam przekonana do tego czy powinnismy mowic o tym Loganowi ale jesli mial byc moim ochroniarzem to powinien wiedziec.Szybko dojechalismy przed hotel gdzie czekal ochroniarz Biebsa.
-Siemka JB...Hej mala.-poslal mi jeden ogromny usmiech a pozniej we trojke weszlismy na racepcje.
-Hej duzy.-we trojke weszlismy na racepcje.Zasmialam sie lekko bo zawsze na sama mysl o Kennym chumor mi sie poprawial.Przez cala droge winda nikt sie nie odezwal ani slowkiem.Dopiero jak z niej wysiedlismy kierujac sie do pokoju Justin zaczal cos marudzic.
-Sluchaj Kenny...Jest sprawa.Dosc powazna.-powedzial otwierajac drzwi do naszego apartamentu.
-Mam sie bac??-zapytal rozbawiony a my nic nie odpowiedzielismy.Ochroniarz automatycznie spowaznial i jako trzeci wszedl zamykajac za soba drzwi.Usiedismy na sofach a ja podkurczylam nogi pod brode siadajac obok piosenkarza.Chlopak opowiedzial wszystko swojemu przyjacielowi,wszystko ze szczegolami.Kenny do konca sluchal bez zadnych emocji na twarzy.Co chwila zerkal na mnie a ja patrzylam nieobecnie w szklany stolik przede mna.-Wiec to osoba ktora zna twoja przeszosc jak i twoja??-zapytal pokazujac najpierw Jusa broda a pozniej mnie.
-Doklanie..-przytaknal moj przyjaciel.
-I rozumiem ze nikomu mam nie mowic...
-Mhm...
-Nie ma sprawy.Ale prosze was abyscie informowali mnie jak cos sie bedzie dziac.Bede teraz jeszcze czujniejszy.Nie chce aby sie zadnemu z was cos stalo.-widac bylo ze sie przejal.
-A i jeszcze jedno...-Justin juz sie troszeczke uspokoil jednak nadal bylo widac jak jest zdenerwowany.-Logan Defrey...Wisz kto to?
-No ba.Wspanialy przyjaciel i ochronirz.-Kenny sie usmiechnal na wspomnienie o koledzie.-Czemu o niego pytasz??
-To nowy ochroniarz Karli-pierwszy raz od wejscia do apratamentu na mnie spojrzal.Ja jednak tak jak wczesniej patrzylam w blat.
-Naprawde??-oczy mezczyzny jakby rozblysly.-Dobrze...Bardzo dobrze.Lepiej trafic nie moglas.Jemu naprawde mozna ufac.Dostal kiedys propozycje od prezydenta kiedy konczylismy szkole...Jednak on odmowil bo ja nie moglem z nim pracowac poniewaz takiej propozycji mi nie zlozono.Powiedzial ze przyjazn jest wazniejsza.-umiechnal sie lekko.A ja po tym o powiedzial automatycznie na niego spojrzalam z niedowierzaniem.-Przez ostatnie lata byl w wojsku.To naprawde wspanialy ochroniarz.-po tym bylam w kompletnym szoku.-Mozecie smialo mu powiedziec to co teraz sie dzieje.-zapewnil nas patrzac z szeczeroscia w oczach.
-Dziekuje.-szepnelam.
-Nie masz za co sliczna...-poslal mi usmiech a pozniej sie podniusl z sofy.-No to ja musze spdac...Jestem strasznie zmeczony.Jak cos to jeden telefon i jestem.-poglaskal moje dlonie przechodzac obok.
-Pa Kenny.
-Pa Karli...-usmiechnal sie ostatni raz a Justin odprowadzil go do drzwi.Pozegnali sie specyficzna piatka i Juju wrocil na sofe.Objal mnie ramieniem i przysunal do siebie tak ze moje nogi teraz lezaly na jego kolanach a glowa na ramieniu.
-Czyli juz wiesz kim jest twoj ochroniarz...-usmiechnal sie delikatnie.
-Powiemy mu jutro,tak??
-Powiedzmy jeszcze dzisiaj.Nie chce zeby pozniej przez lot byl nieobecny myslami.Musi byc w pelni gotowy jesli ma byc twoim ochroniarzem.-pocalowal mnie w czolo i odchylil glowe do tylu opierajac ja na zaglowku i patrzyl w sufit.
-Masz racje...Zadzownisz??Ja nie mam nurmeru.
-Tak pewnie...-wyciagnal swoj telefon i wybral numer.Szybko wytlumaczyl mezczyznie ze to wazna rozmowa i nie jest ona na telefon a pozniej sie pozegnal i rozlaczyl.-Bedzie za 10 minut.-przytaknelam tylko glowa i zamknelam oczy.Nawet nie wiem kiedy zasnelam.Bylo mi tak wygodnie w objeciach Justina.Obudzilam sie kiedy uslyszalam dyskusje dwojga mezczyzn.Przetarlam oczy i naprzeciwko mnie,na miajscu gdzie wczesniej siedzial Kenny teraz siedzi Logan.Juju przytulal mnie tak samo jak wczesniej,nawet nie poczulam jak wyslizgnal sie zeby otworzyc drzwi ochroniarzowi.Ciekawa bylam ile spalam.-Przepraszam..Nie chcielismy cie obudzic.-powiedzial piosenkarz delikatnie i przepraszajaco sie do mnie usmiechajac.
-Jeszcze przepraszasz??Powinnam ja to zrobic.Wiec przepraszam ze zasnelam.
-Nic sie nie stalo.-usmechal sie Logan.-To zrozumiale jesli jest taka sytuacja.
-Czyli Jus zdazyl ci wszystko opowiedziec??-zaptalam patrzac na chlopaka ktory caly czas delikatnie sie usmiechal.Moj ochroniarz tylko przytaknal glowa.-To ile ja spalam? I ile tu juz jestes??
-Jestem tu od jakis 2 godzin.
-A ty spisz jakies poltora.-powiedzial moj przyjaciel calujac mnie w glowe.Rozmawialismy jeszcze z Loganem o tym ze jutro mamy samolot o 7:35 i ze apartamenty w  hotelu juz sa zarezerwowane az w jednym momencie zadzownil moj telefon.Na ekranie wyswetlila sie Katnis.Bylam w szoku jednak od razu odebralam.
-Tak??
-Karli...Karli przepraszam.-plakala a ja nie wiedzialam co sie dzieje.
-Co sie stalo??
-Ja cie przepraszam...-i sie rozlaczyla.Ta sytuacja mnie przerazila i to nie na zarty.A co jesli ten ktos jej cos zrobil?Co jesli ktos ja szantarzowal w jakikolwiek sposob?Co jesli jej sie cos stalo? To ze mnie olala nie oznaczalo ze stracila w moich oczach jako przyjaciolka.Bo nie.Dla mnie zawsze zostanie wazna osoba.Probowalam sie jeszcze kilka razy do niej dodzownic ale bez skutku.Powiedzialam wszystko szybko chlopakom a Juju probowal sie dodzownic do DJ i udalo sie.Powiedzial wszystko przyjacielowi a ten obiecal ze natychmiast pobiegnie do Kat aby sprawdzic co sie dzieje.Strasznie sie balam.Justin mnie przytulal i uspokajal a Logan gdzies dzownil.Po chwili sie rozlaczyl i spojrzal na nas smutno.
-Na jutro zalatwilem jeszcze dwoch moich kolegow.Moich i Kennego.Swierdzilem ze w czworke bedzie lepiej.
-O kosztach pogadamy pozniej.-powiedzial Biebs caly czas skupiajac sie na mnie.
-O jakich kosztach Justin?? Oni nic nie chca??Chca to zrobic jako wolontariusze.
-Dziekuje.-powiedzial wdziecznie Juju a ja powiedzialam to samo jednak bezglosnie.
-To ja wam dziekuje ze mi zaufaliscie.-usmiechnal sie wdziecznie.Widac bylo iz byl cakowicie szczery.Po chwili telefon Jusa zaczal dzownic wiec szybko go odebral i doslownie przez chwile rozmawial z tajemnicza osoba.
-To DJ.-i wszystko jasne.-Kat miala chwile zalamania poniewaz rozstala sie z Taylor'em.Chciala sie pociac poniewaz przez niego nikt nieodzywal sie do niej w szkole.Nie miala przyjaciol.Odkiedy wyjechalas nasza paczka sie rozpadla.-powiedzial wzruszajac ramionami.
-Nic jej nie jest??
-Nie.DJ dotarl o czasie.Obiecal ze nie zostawi jej teraz.
-Dobrze...Juz dobrze.-znow wtulilam sie w Jusa.
-Ja juz zmykam...Wstapie jeszcze do przyjaciela.Jakby co to jeden telefon i jestem.
-Mowisz jak Kenny.-zasmialam sie razem z Jusem.Logan sie tylko wyszczerzyl i wychodzac pomachal.
________________________________________________
Ahhh jaki dlugi ^^ Dzis mam urodziny wiec stwierdzilam ze ten rozdzial moze byc inny ;D Mam nadzieje ze sie wam spodobal bo nie wiem kiedy teraz dodam...Postaram sie we wtorek wieczorem ale nic a nic nie obiecuje.Wiem ze koncowka rozdzialu nie jest jakos szczegolnie ciekawa ale nie moze byc wszystko ciekawe bo to by bylo juz nudne... Obiecuje wam ze nn bedzie interesujacy :D Pojawi sie pare nowych postaci i nowych sytuacji ;) Na pewno nie bedzie nudno to wam moge obiecac ;D
A teraz zmykam lenic sie i swietowac xD
-Patrys

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 43 ''Gre czas zaczac...''

Wypadla mala kompetka.Spojrzalam niepewnie na chlopaka a on wzruszyl ramionami i wzial ja do reki.Obejrzal dokladnie z kazdej strony i otowrzyl.
-Jest do mnie.-powiedzial zdziwiony a ja spojrzalam na niego i leciutko sie usmiechnelam.Chlopak bez namyslu wyciagnal zawartosc koperty.Byl to maly srebrny klucz i list.-Skoro czytasz ten list oznacza ze szperales w rzeczach dziadkow.Nie ladnie Beber.Przpuszaczm ze jestes z Karolina...W szafie sa drzwi.Otworzcie je.-momentalnie z mojej twarzy zniknal usmiech.
-Przeraza mnie ta cala sytuacja...-wyszeptalam a Justin troche pobladl.-Justin?
-Chodz.-wstal szybko i wyciagnal w moja strone reke.Nie mialam zadnego pomyslu co moglo mu chodzic po glowie.Podalam mu dlon i wstalam.Razem odsunelismy wieszaki i faktycznie naszym oczom ukazaly sie drzwi.
-Dziwnie sie czuje...-jeknelam a chlopak je otworzyl.Bylo widac tylko jakis korytarzyk a pozniej schody.
-Idziemy?-zapytal a na jego twarzy nie moglam wyczytac zadnych emocji.Irytowal mnie tym bo nie czulam w nim zadnego wsparcia.Westchnelam wywracajac teatralnie oczami i wyprzedzilam go.Szlam dosc niepewnie a moje oczy chodzily we wszystkie strony.Schody byly waziutkie i krecone co mnie jeszcze bardziej przerazalo.Nie cierpie tego typu schodow.Gdy bylam juz na samym koncu ukazaly mi sie drzwi.Spojrzalam do tylu gdzie stal JB.-Otworz.-Zrobilam co kazal i moim oczom ukazal sie kolejny korytarzyk.Byl pomalowany na czarno.Weszlam a Juju zlapal mnie za reke.Usmechnelam sie pod nosem bo poczulam sie tak jakbysmy znow byli para.Strasznie mi brakowalo poczucia tego bezpieczenstwa.Szlismy powolutku az wreszcie dotarlismy do konca i naszym oczom ukazala sie wielka sala.Tak samo jak korytarz byla pomalowana na czarno i bez zadnych okien.Na srodku dojrzalam jakies pudelko.Pociagnelam chlopaka w jego strone.
-Wyciagnij telefon.-szepnelam a Bieber zrobil tak jak kazalam i mi go podal.Szybko wlaczylam lampke i oswietlalam nam cel.Bylo to dosc male, skromne pudeleczko.Klekajac przed nim puscilam reke chlopaka a on uczynil ten sam ruch.Otworzylam pakunek i moim oczac ukazala sie karteczka.-Gre czas zaczac...-przeczytalam i automatycznie zakrecilo mi sie w glowie.Obok karteczki lezaly tez dwie marionetki.Obrucilam kawalek papieru kilkakrotnie jednak nic nie znalazlam.-Co tu jest do cholery grane?!-jeknelam spogladajac na Biebera.-Justin...Ja sie boje.-moje rece opadly w znaku bezsilnosci.Tak naprawde sie nie balam jednak bylo we mnie tyle emocji a to wydawalo mi sie najbardziej odpowiednie do sytuacji.
-Chodz tu...-wyciagnal do mnie rece a ja sie w niego wtylilam.-Przepraszam...-szepnal.-Przepraszam to wszystko moja wina...
-Justin nie prawda.Ale co to oznacza??O co chodzi z ta gra??
-Nie wiem mala...Ale nie pozwole cie skrzywdzic.-Siedzielismy tak przez pare minut az zrobilo mi sie zimno.Zdecydowalismy wrocic do sypialni jednak w ogole nie moglam zasnac.Ciagne rozmyslalam o co chodzi.Lezalam tylem do Jusa a i tak wiedzialam ze on tez nie moze spac.
-Justin?-odwrocilam sie na drugi bok i spojrzalam na jego twarz.
-Hm?-widac bylo ze jemu tez nie pozostala ta sprawa obojetna.
-A moze to tylko zarty??Moze to Chris?
-To nie mozliwe ...Klucze mialem tylko ja i dziadkowie...Na pewno chcesz tu zostac do jutra??-spojrzal na mnie troskliwie a ja pokiwalam twierdzaco glowa.-Nie boisz sie?
-Nie wiem...-spocilam wzrok.-Ale nie mam sily na wracanie.
-Tylko prosze trzymaj sie mnie...-objal mnie ramieniem a ja sie w niego wtulilam.-Wiem ze to prze ze mnie wiec ja bede odpowiedzialny za cokolwiek co sie stanie.
-Justin blagam nie zadreczaj sie...To nie twoja wina.
-Wlasnie ze moja i koniec tematu.Prosze sprobuj zasnac.-pocalowal mnie w glowe-Dobranoc ksiezniczko.
-Dobranoc...-zamknelam oczy i po jakims czasie z glowa na obojczyku chlopaka zasnelam.W mojej glowie roilo sie od pytan i zmartwin.Jednak nic nie wiedzialam...Nic a nic.Balam sie tego co sie moze stac.A jesli faktycznie nie bylismy bezpieczni w tym domu?A co jesli ten ktos tu jest?Staralam sie o tym wszystkiem zapomniec jednak to wcale nie bylo latwe.Nie balam sie ze cos mi sie stanie tylko ze cos sie stanie Justinowi.
-Karli...Wstawaj...-uslyszalam jak ktos mnie budzil.Rozciagnelam sie i przecierajac zaspane oczy usiadlam na lozku.-No nareszcie spiochu...-zasmialsie ten kojacy,aksamitny glos i po chwili ten zobaczylam jego wlasciciela.Siedzial na koncu lozka i delikatnie sie usmiechal.-Jedziemy stad jak najszybciej.-wstal automatycznie.
-Daj mi sekundke to przynajmniej sie odswierze.Gdzie lazienka?-zapytalam zchodzac z naprawde wygodnego lozka.
-Tam.-pokazal na drzwi obok szafy.Widac bylo ze caly czas maskowal to jak sie przejmuje.Znalam go i wiedzialam ze ta sprawa go gryzie.Poslalam mu pelne otuchy spojrzenie i powedrowalam w wskazanym kierunku.Kiedy weszlam do lazienki zamarlam.Zakrylam usta dlonia a moje oczy sie zaszklily.Na wielkim lustrze widnial napis ''Gotowi?? Czas...Start.''.
-Justin...!-wyszeptalam bo na nic wiecej mnie nie bylo stac.Chlopak w mgnieniu oka byl przy mnie.Jednak nic nie zauwazyl poniewaz patrzyl na mnie.Gdy jednak zorientowal sie ze patrze w jednym kierunku jego wzrok powedrowal w to samo miejsce.Czulam jak jego miescnie sie napinaja.
-Jedziemy...Natychmiast.-powiedzial zdecydowany i pociagnal mnie za dlon.Szybko wyszlismy z domu a Juju nawet nie pofatygowal sie aby go zamknac.Otowrzyl mi drzwi do auta a po tym jak wsiadlam je zatrzasnal.On w jednej chwili juz kierowal.Prowadzil bardzo szybko i widzialam jak jego szczeka co chwile sie zaciska.Zlapalam go za reke ktora trzymal na skrzyni biekow.Chlopak od razu splotl nasze palce i polozyl nasze dlonie na moim udzie.Przez cala droge panowala cisza.Gdy znalezlismy sie przed domem RiRi chlopak troche sie uspokoil.-Prosze pomieszkaj troche ze mna w hotelu przez ten czas...Bede pewniejszy ze nic ci nie jest.-spojrzal na mnie a w jego oczach bylo tyle bolu i dystansu do samego siebie ze az mnie to bolalo.
-Co ja mam jej powiedziec?
-Powiemy ze po prostu chcemy wykozystac ten czas i zamieszkasz ze mna.-powiedzial niepewne a ja przytaknelam glowa.
-W takim razie prosze przynajmnije przed chwile udawaj ze jest wszystko ok.-powiedzialam czule i poslalam mu usmiech a po chwili wyszalm z auta.Otworzylam drzwi i po cichutku weszlismy do domu.-Jak myslisz...Jeszcze spia?-zapytalam a Bieber automatycznie sie usmiechnal.
-Nie mysle aby szybko poszli wczoraj spac.-zasmial sie ruszajac zabawnie brwiami.Bylam w szoku jak szybko zmienil mu sie nastroj.Pomimo tego ze dobrze wiedzialam iz to maska i tak sie cieszylam ze przynajmniej na chwile wrocil stary Justin.
-Nie spimy...-zasmial sie Chris z RiRi ktorzy siedzieli na sofie w salonie.-I faktycznie pozno zasnelismy.-dodal po chwili.
-Hahaa...Nawet nie chcemy wiedziec co robiliscie.-rozesmial sie calkowicie Biebs.
-Sluchaj Ri...Bo jest sprawa...-powiedzialam niepewnie i slodko sie usmiechnelam.Przyjaciolka spojrzala na mnie z wielkim usmiechem i wyczekiwaniem.-No bo...Hmm...Skoro Justin jest tutaj to moze..Moglabym z nim przez ten czas pomieszkac?-zrobilam mine szczeniaczka.
-Nie ma mowy.-powiedziala stanowczo.
-No ale Ri...Proooosze-usiadlam obok i mocno ja przytulilam.
-Nie.
-Chris pomoz...-spojrzalam na mezczyzne a on od razu sie usmiechnal.
-Kochanie...Mlodzi nic glupiego nie zrobia a przeciez wiesz ze potrzebuja czasu ze soba.
-No wlanie.-poparlam kolege.
-Niech juz bedzie.....-machnela reka.-Ale tylko cos sie stanie a wracasz do mnie.
-Dziekuje,dziekuje,dziekuje.-przytulilam ja jeszcze raz i pocalowalam w policzek.Pozniej szybko wstalam i zlapalam Jusa za reke ciagnac na gore do pokoju.-Uf...-odetchnelam z ulga zamykajac drzwi do pokoju.W jednym momencie z naszych twarzy zniknely usmiechy.Wyciagnelam torbe i zaczelam pakowac jakies ciuchy i potrzebne rzeczy.Justin mi przy tym pomagal wiec w mgnieniu oka bylam spakowana.-My spadamy!-krzyknelam-Kocham was.Papa!-szybko wybieglismy z domu i nawet nie uslyszelismy slowa pozegniania ze strony naszych przyjaciol.
-W szafie masz jeszcze miejsce.-powiedzial Biebs gdy bylismy juz u niego w apartamencie.-Lazienki sa dwie,jak cos bedziesz chciala to dzwon smialo do recepcji czy restauracji.Ja place.-krecil sie po pokoju widac ze byl strasznie zdenerwowany.
-Justin...-nic-Justin...-nadal nic.-Justin!-krzyknelam zatrzymaujac go za ramiona.Nareszcie sie ocknal i na mnie spojrzal.-Uspokoj sie...Jestesmy w tym razem wiec wszystko bedzie ok.-mowilam to tak naprawde sama w to nie wierzac.Jednak nie denerwowalam sie tak bardzo jak on.Przytulilam sie do niego za szyje a on mnie objal w pasie.Stalismy tak chwile az nie zadzownil dzownek do drzwi.-Ja otworze.-usmiechnelam sie do niego deilkatnie i powredrowalam w strone wyjscia z apartamentu.Gdy otworzylam nikogo nie bylo,rozejrzalam sie po korytarzu i takze nic.Spojrzalam na wycieraczke i stalo tam malutkie pudeleczko.Wzielam je bez namyslu i szybko wrocilam do chlopaka zatrzaskujac za soba drzwi.
-Co to?-siedzial na lozku w sypialni.
-Nie wiem.Kto otwiera?-usiadlam obok.
-Ja.-wzial ode mnie pakunek i otworzyl energicznie.W srodku znow byla cholerna karteczka i jakas bransoletka.Wyrwalam chlopakowi liscik widzac ze bardziej intersuje go przedmiot.
-Pamietasz Bieber?-przeczytalam na glos i spojrzalam pytajaco na chlopaka.
-Ta bransoletke z jeziora.-mowil jak robot dokladnie ogladajac przedmiot.-To ta sama...Ale...Ale jak?
-Justin o czym ty do cholery pieprzysz?!-przerazal mnie.Wstalam w nerwach.
-Jak bylem dzieciakiem, z jednym z moich kumpli mielismy identyczne bransoletki.A kiedy sie poklocilismy to ja swoja wyrzucilem do jeziorka w parku.Byly prawie takie same tylko ze tamoja miala wykonczenie fioletowa nitka tak...
-Tak jak ta...-dokonczylam za niego i szeroko otworzylam oczy.-Nie.To nie moze byc prawda.Przeciez jest wiele dziecikow ktore moze gubia takie bransoletki w tym samym jeziorku.Tak?-probowalam to jakos racjonalnie wytlumaczyc jednak w ogole mi to nie wychodzilo.
-Nie...To nie mozliwe bo te bransoletki byly zrobione na zamowienie.Chcielismy przypieczetowac nasza przyjazn...Nie ma innych takich samych.-powiedzial patrzac na mnie pol obecnym wzrokiem.-Zadzownie do niego.-powiedzial gdy juz sie ocknal i wyciagnal telefon.-Czesc...Sluchaj przepraszam za tamto...Tak mi tez.Mam pytanie.Masz swoja bransoletke?...A no ok...Dzieki...Tak dla ciebie tez...Siema.
-I?
-Ma...Nic z tego nie rozumiem...-powiedzial bezradnie i opadl na lozko.Po chwili znow uspyszelismy pukanie.Caly czas stalam wiec rzucilam sie aby je otworzyc.
-Cze...Ooo Karli!-byl to Kenny.Gdy mnie zobaczym mocno przytulil.
-Czesc...-usmiechnelam sie szeroko i sztucznie jednak mialam nadzieje ze tego Kenny nie zauwazy.-Co tam??-wpuscilam ochroniarza do srodka a w salonie czekal juz Biebs.Chlopacy od razu zlapali rozmowe i usiedi na sofach a ja slyszac ze moj telefon dzwoni przeprosilam i poszlam do sypialni.Na ekranie widnial numer zastrzerzony.Jednak odebralam...A to co uslyszalam mnie rzerazilo..
________________________________________________________
Jak widziecie nadal pracuje na tym pozyczonym laptopie...Ale nic,wazne ze sa rozdzialy ;D W opowiadaniu zajdzie pare zmian =) Mam nadzieje ze bedziecie zadowoleni.Naspetny rozdzial moooze dodam w niedziele poniewaz to moje urodziny wiec chcialabym tez to jakos uczcic.Jednak nic nie wiadomo ;) Prosze o jak najwiecej komow pod tym rozdzialem co na pewno mnie zmotywuje to pisania kolejnych.Chcialabym abyscie wypowiadali wszystkie wasze opinie.Zarowno te dobre jak i te zle.Moim zdaniem rozdzial nie jest zly ale to moja opinia ;)
Do nastepnego ;*
-Patrys

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 42 "Jestem w ciazy..."

Przez połowę kolacji JB próbował do mnie dotrzeć jednak ja byłam nie ugięta i starałam się na niego nawet nie spoglądać.Było to strasznie trudne więc od czasu do czasu gdy byłam pewna że nie patrzy na mnie zerkałam na jego twarz.W połowie całej tej uroczystości rozbrzmiała muzyka i kurtyna się podniosła a tam ukazał się naszym oczom parkiet.Od razu z uśmiechem pociągnęłam RiRi za dłoń i zaczęłyśmy tańczyć,śmiać się i dobrze się bawić.Po chwili cały parkiet się zapełnił ludźmi.Dołączyła także moja nowa stylistka,Chris i Eris.Zaczęła grać jakaś wolna muzyka więc wszystko podobierali się w pary a ja zostałam sama.Jednak gdy się rozglądałam za jakimś wolnym chłopakiem podszedł szybko Biebs.
-Zatańczysz ze mną ten taniec?-spojrzał tymi swoimi czekoladowymi oczkami wyciągając dłoń.Jednak ja nie chciałam się tak łatwo poddać.Założyłam ręce na piersiach i spojrzałam na niego z pogardą.Mimo tego w środku chciałam się rzucić mu w ramiona.Odwróciłam wzrok w inną stronę a on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.-Nie złość się na mnie.-powiedział słodko a ja spojrzałam w jego oczy.Było widać troskę i skruchę.Nic nie odpowiedziałam po prostu założyłam mu ręce na kark i położyłam głowę na obojczyku,on przytulił mnie w talii i razem kołysaliśmy się do jakiejś melodii.-Biorę to za tak.-powiedział ucieszony a ja zachichotałam pod nosem.Przez reszte wieczoru tanczylismy.RiRi w polowie calego przyjecia gdzies zniknela z Chrisem ale nie chcialam wiedziec gdzie sie podziewaja i co robia.
-Do kiedy zostajesz?-zapytalam gdy siedzielismy przy stoliku.Razem z nami siedziala tez Shila i Eris.
-Yhm...-chlopak sie usmiechnal slodko a ja nie mialam pojecia co ma na mysli.-Chodzi o to ze mam tu jeden koncert wiec zostane jakies 2 tygodnie.-usmiechnal sie jeszcze szerzej.
-Naprawde??-bylam w szoku a z drugiej strony strasznie sie cieszylam.-Wspaniale.-przytulilam sie do niego a pochwili zobaczylam gosci z aparatami ktorzy robili nam zdjecia.
-No to super...-mruknal JB.-Chodz.-pociagnal mnie za reke i automatycznie sie podnieslismy.-My spadamy!Milego wieczoru!-krzyknal moj przyjaciel do reszty a ja oszolomiona nie wydusilam z siebie ani slowa.Po chwili znalezlismy sie w czarnym aucie i gdzies jechalismy.Nie mialam pojecia gdzie poniewaz nie znalam LA.-Najpierw jedziemy do Ri wziac pare twoich rzeczy a pozniej jedziemy do mnie do hotelu.-powiedzial zdecydowanie i z usmiechem na mnie spojrzal.
-A czy ja wyrazilam na to zgode?-zapytalamz udawana powaga.Chlopak automatycznie sie zdwiwil a z jego ust zniknal usmiech.
-Myslalem...Myslalem ze bedziesz chciala ze mna jechac.-powiedzial smutno patrzac na droge.Usmiechnelam sie pod nosem jednak tak aby on tego nie mogl zobaczyc.
-Zartowalam!-zasmialam sie glosno a chlopak automatycznie sie rozweselil.
-Ah tak?! To w takim razie cie porywam.-zasmial sie zlowrogo skrecajac w jakas droge.Nie powiem ze sie nie wystraszylam.Jednak wiedzialam ze przy nim jestem bezpieczna.Droga ktora jechalismy byla nieoswietlona.Justin jednak byl pewny siebie i nie bylo widac ze nie wie gdzie jestesmy.-Jeszcze kilka minut.-powiedzial z wielkim usmiechem.Faktycznie, po paru minutach chlopak gdzies zaparkowal.Niepwenie wyszlam z auta i sie rozejrzalam.Dostrzeglam ze wokolo nas sa drzewa a my stoimy przed jakims domkiem.
-Gdzie my jestesmy??-zapytalam niepewnie a Justin w jednym momencie byl przy mnie.
-Chodz.-zlapal mnie za dlon i pociagnal w strone domku.Bylo juz naprawde ciemno i praktycznie nic nie bylo widac.Slyszalam ze chlopak przekrecal klucze w zamku i po chwili drzwi sie otworzyly.On zapalil swiatlo i ukazal mi sie piekny,przytulny salon. Byl naprawde ladny.Z salonu zauwazylam wyjscie na taras.Jus caly czas trzymal mnie za reke i oprowadzal po budynku.Nastpnym pomieszczeniam do jakiego zajezelismy byla kuchnia. Byla naprawde duza ale jednak nie wydawala sie pusta.-Ehm...Chodzi o to ze jest jedna sypialnia...-spojrzal na mnie niepewnie gdy kierowalismy sie w strone schodow.-Poniewaz domek byl zaprojektowny przez moja babcie w prezencie dla nich na rocznice slubu.Nie myslala ze kiedykolwiek bedzie potrzebny jeszcze jeden pokoj.-troche sie zmieszal.Rozbawila mnie jego mina poniewaz bylo widac ze bylo mu naprawde glupio.
-To ty mnie porywasz i glupio ci gdzie bede spac??-spojrzalm na niego rozbawiona a on od razu sie rozweselil.
-Wiesz...W sumie masz rcje.-powiedzial to szybko i w jednym momencie przewiesil mnie sobie przez ramie.Smialam sie a on wchodzil po schodach.W mgnieniu oka znalezlismy sie w sypialni. Chlopak zucil mnie na lozko i zaczal strasznie laskotac.Smialam sie na glos i nie moglam wydostac sie z pod ciezaru jego ciala.Lzy zame lecialy mi po policzkach a brzuch az bolal od smiechu.
-Stop!Ju!-rzyczalam przez smiech jednak to nic nie dawalo.
-W koncu cie porwalem,tak??-powiedzial powaznie dalej mnie meczac.-Ciekawe ile Ri by mi za ciebie zaplacila...
-Jus?!-spojrzalm na niego powarznie a on sie rozesmial.Wykorzystalam ten moment i teraz to ja na nim siedzialam i laskotalam.Teraz chlopak nie mogl wydusic z siebie ani slowa.Jednak ja bylam lzejasza i latwo mu bylo powrocic do poprzedniej pozycji.
-Koniec mala...Wygralem.-powiedzial pewnie a ja sie zasmialam.
-Chcialbys Bieber.-szybko sie wyslizgnalam i po chwili stalam juz na nogach przy lozku.Zalozylam rece na biodra i sie szeroko usmiechnelam.
-Zawsze zapomne ze potrafisz takie rzeczy.-polozyl sie na plecach caly czas na mnie patrzac.-To co podoba sie??-pokazal rekoma na pokoj a ja sie powoli obrucilam doklanie go lustrujac.Byl naprawde piekny.Roznil sie od reszty pomieszczen a jednak idealnie tu pasowal.Byla w nim jakas tajemnica.Cos w rodzaju magii.Jednak bylam juz duza dziewczyna i nie wierzylam w takie rzeczy to i tak mialam wrazenie ze to wszystko jest tylko wymyslem.
-Pieknie...-wstchnelam patrzac na sufit gdzie byly namalowane przerozne figury.To wszystko iealnie komponowalo.Pochwili jednak wrocilam to realisycznego swiata i zdalam sobie sprawe ze nie mam zadnych rzeczy do spania ani nic.-Ehm...A w czym mam spac??
-Wszafie powinny byc jakies ciuchy mojej babci jeszcze jak byla mlodsza.-usmiechnal sie niesmialo pokazujac na mebel po jego lewej strone.-Wybierz cos sobie.Ja w tym czasie zobacze czy jest cos w lodowce ale smiem wadpic.-wstal i wyszedl a ja niepewnie podeszlam do szafy.Gdy ja otwieralam drzwiczki zaskrzypialy.Od razu przypomnialo mi sie jak bylam u swojej babci i lubilam przegladac jej ciuchy.Byly calkowicie inne,ten kroj i ten styl.Podobalo mi sie zawsze myslec jak to bylo zyc w tamtych czasach.Przesuwalam wieszaki z sukniami w ta i z powrotem i nic nie znalazlam.W pewnym momencie spojrzalam na dno i znalazlam piekne podelko.Wyjelam je jednak nie dlatego aby zobaczyc jego zawartosc tylko aby obejrzec jego wzroy.Usadlam na podlodze i zaczleam sie mu przygladac.Przypominalo mi pudlo ktore znalazlam u mojej babci w szafie.Bylo identyczne i pamietam ze zawieralo jakas suknie.-Co masz??-uslyszalam za soba glos Justina.Zrobilo mi sie strasznie glupio.
-Oj przepraszam...Nie powinna.Ja naprawde go nie otworzylam.-szybko chcialam je schowac jednak chlopak usiadl obok mnie i zabral je.
-Przeciez nic sie nie stalo.Ty tego nie zrobilas to ja to zrobie.-usmiechnal sie szeroko i spojrzal na mnie.
-Jus...Nie powinnismy.To twojej babci.
-No to co...Nie dowie sie ze je wzielismy.A po za tym wiedziala ze bede tu przyjezdzal to mogla je zamknac na klodke albo w ogole go tu nie zostawiac.Wie doskonale ze jestem ciekawski.-powiedzial rozbawiony i otworzyl wieko.Naszym oczom ukaaly sie jakies pamiatki,figurki,zeszytky i listy.
-Co to??-wyjelam pare kopert.
-To pamietniki?-piosenkarz wyjal zaszyty i zaczal je wrtowac.
-Droga Diane nie widzimy sie juz od 3 tygodni a moje serce strasznie cierpi...Kazdego wieczoru mysle o tobie.Twoich nieskazitelnych rysach twarzy,chipnotyzujacych oczach i pieknych ustach.Czy mozna porownac cie do ksiezyca ktory widze na niebie siedzac samotnie w miejscu gdzie sie pierwszy raz spotkalismy??Nie.Jestes o wiele piekniejsza.Twojej urodzie nie moga sie rownac nawet wszystkie gwiazdy na niebie.-przeczytalam kawalek listu i sie usmiechnelam.-Na zawsze twoj Bruce.-Justin przygladal mi sie a ja mialam lzy w oczach.Wzruszylo mnie to jakim ta dwojka darzy sie uczyciem.Wzielam nastepujacy list do reki i zaczelam czytac.-Kochany Bruce...Moj ojciec nie pozwala mi sie z toba spotkac...Jednak wiem ze kiedys sie zobaczymy.Tyle razy juz sie wymykalam by wyjsc ci na spotkanie,poczuc twoje usta i twoje silne ramiona.Moj kochany...Badz o 23.30 na naszym pomoscie.Twa Diane.-przeczytalam kolejny i sie usmiechnelam.
-Moi dziadkowie pisali do siebie listy...
-To takie romantyczne.-umiechnelam siechowajac list do koperty.
-Drogi pamietniku.-teraz zaczal czytac Bieber a ja spojrzalam na niego.-Nie wiem jak powiem Bruce'owi ze to koniec.-chlopak zmarszyczl brwi.-Kocham go...Nadal go kocham ale moj ojciec stal sie jeszcze bardziej czuly...Chce abym wyszla za syna jego przyjaciela.Co ja mam teraz poczynic?-przewrocil nastepna kartke.-Tu wpis sie konczy.-powiedzial nie pewnie na mnie spogladajac.-Nastepny jest dopiero po 2 miesiacach.To dziwne bo poprednie sa pisane kazdego dnia.
-Czytaj.Czytaj.-pospieszylam go bo to bylo naprawde intrygujace.Wiedzialam ze nie powinnismy tego robic poniewaz to sa prywatne rzeczy jednak to bylo takie piekne.
-Ucieklam...Ucieklam od ojca i tego calego dworu.
-Czekaj...Twoja babcia pochodzi z dworu??-bylam w szkou.Od razu wyobrazilam sobie ja w tych sukniach ktore wisialy w szafie.
-Na to wyglada...-powiedzial Biebs spogladajac na mnie.-Mieszkam teraz z Bruce'em.Jest ciezko poniewaz nie mamy duzo pieniedzy i moj ojciec caly czas mnie szuka jednak dajemy rade.Kocham go.Wiem ze on kocha mnie...
-To piekne-westchnelam.
-Sluchaj tego.Jestem w ciazy...To juz drogi miesiac.Zalamalam sie.Jesli urodze to dziecko moj ojciec gdy sie dowie mnie zabije.
-Jezu...-zakrylam dlonia usta.
-Bruce nic nie wie.Nie wiem jak mu to powiem.Boje sie ze gdy sie dowie mnie zostawi.-spojrzal na mnie i w jego oczach widac bylo zaciekawienie i bol.-Nastepny jest dopiero po 5 miesiacach.
-Czyli napisala go gdy byla w 7.
-Powiedzialam Bruce'owi a on sie ucieszyl.-chlopak czytal a ja sie usmiechnelam.-Wszystko sie swietnie ukladalo do czasu...3 tygodnie temu temu spadlam ze schodow.
-Nie...
-Niestety...Nie udalo sie.Oboje jestesmy zalamani jednak mamy siebie.Jest nam bardzo ciezko.Chcialam popelnic samobujstwo ale Bruce jest caly czas przy mnie.Nie wiem jak sobe poradze.Ndadal nie umiem przyznac ze je stracilam...-w moich oczach zebraly sie lzy.-Hej,czemu placzesz??-chlopak natychmiast zostawil zeszyt i przyciagnal mnie do siebie.Patrzylam nieobecnym wzrokiem przed siebie i wyobrazalam sobie jaki bol musieli przezywac.Justin tulil mnie do siebie a moje lzy leciely po policzkach jak deszcz po szybie.-Ciii...Juz dobre.-glaskal mnie po glowie i caly czas przytulal.
-To straszne...-szepnelam.
-Ale zobacz.Pozniej moja babcia urodzila moja mame i dzieki temu jestem ja.-usmiechnal sie pod nosem.
-Masz racje...-wydostalam sie z jego uscisku i wytarlam policzki.
-Chowamy to.-powiedzial zbieajac wszystkie listy i w jednym momencie cos wypdlo z jednego z zesztow..
____________________________________________________
Niespodzianka!! :D Chodzi o to ze pewien kolega mojego ojca pozyczyl mi swojego laptopa i bede go miala dokiedy odzyskam mojego :D Jestem mu cholernie wdzieczna. Jednak jest jeden minus poniewaz nie mam polskich znakow i nie poprawia mi bledow polskich wiec od razu przepraszam za te wszystkie bledy ortograficzne i niedogodnosci.Jednak musicie mnie zrozumiec ze nie znam dobre polskiej ortografii, niektore rzeczy pamietam ale niektorych juz nie.A co do braku znakow polskich bedziecie musieli sie pewnie przyzwyczaic bo jesli nie naprawie mojego lapropa (ktorego kupilam w Polsce dlatego ma te wszystkie znaki) rodzice kupia mi nowego i tez nie bede miala polskiej klawiatury ;) Ale nie sadze zeby to byl wielki problem,prawda??
Mam nadzieje ze rozdzial sie spodobal i jestescie zadowoleni ze jednak udalo mi sie dodac :D
Prosze o jak najwiecej waszych opinii i komentarzy ;)
-Patrys

piątek, 19 kwietnia 2013

Ważna ZŁA widomość...

A więc chodzi o to że mój laptop się popsuł i muszę go oddać do przeglądu. Brak kompa równa się barak pisania na blogu :( Przykro mi ale nie wiem kiedy teraz dodam.
Przysięgam że zrobię to od razu kiedy odzyskam swojego skarba :)
No cóż...To chyba na tyle.Chciałam abyście wiedzieli co się dzieje i chciałam usprawiedliwić moją nieobecność przez parę następnych dni :'( Czuję się fatalnie z tym że nie mogę pracować na blogu :(
Pozdrowionka od waszej blogerki :*
-Patryś